Foto: Frank Vassen/Flickr/Creative Commons

Hugo Conwentz, czyli historia prymatu dobra wspólnego nad interesem indywidualnym

Marek Kryda
8 września 2016

Oto twój kraj. Podziwiaj jego naturalne skarby, jego naturalne zasoby, podziwiaj jego historię, jego romantyzm jako święte dziedzictwo dla dzieci twoich, jak i ich dzieci. Nie pozwól zapatrzonym w siebie ludziom, albo chciwym interesom okradać twój kraj z jego piękna, jego bogactwa i jego romantyzmu.

Prezydent USA, twórca 23 amerykańskich parków narodowych,Teodor Roosevelt

                                                                                                                                                                                                 

Profesor Hugo Conwentz – niemiecki Gdańszczanin, jeden z twórców europejskiego ruchu ochrony przyrody, jest uznawany również za ojca europejskich parków narodowych. Niemiecki przyrodnik Aleksander von Humboldt stworzył w XIX w. pojęcie „pomnika przyrody”, prof. Conwentz już w początkach swojej działalności rozwinął tę ideę, inwentaryzując pomnikowe głazy narzutowe na dzisiejszym Pomorzu Gdańskim, a następnie tworząc rejestr starych, pomnikowych drzew na terenach Polski. W roku 1909 pod wpływem idei Hugo Conwentza pierwsze parki narodowe w Europie tworzy Szwecja.

Po wkroczeniu wojsk niemieckich do Puszczy Białowieskiej w 1915 roku, administracja niemiecka rozpoczęła rabunkową eksploatację zasobów tego ostatniego lasu naturalnego na Niżu Europejskim. W ciągu 3,5 roku okupacji zdołano wyciąć gigantyczną ilość 5 mln m³ puszczańskiego drewna. By ten cel osiągnąć, Niemcy budują w pobliskiej Hajnówce dwa ogromne tartaki, fabrykę suchej destylacji drewna, a także 300-kilometrową sieć wąskotorowej kolejki leśnej, pozwalającej sięgać po zasoby nawet najdalszych zakątków puszczy.

W tym czasie jednak Hugo Conwentz przekonuje dowództwo armii niemieckiej do oszczędzenia choć części puszczy. Na podstawie badań naukowych opracował on plan utworzenia na północ od Białowieży dużego rezerwatu leśnego chroniącego najcenniejszą część Puszczy Białowieskiej. W konsekwencji jego wysiłków, na początku 1918 roku niemiecki zarząd leśny wyznaczył wyłączony z użytkowania gospodarczego obszar o powierzchni ok. 30 km kwadratowych. Na urzędowej mapie teren ten oznaczono jako Naturschutzpark – po latach stał się on pierwszym polskim Parkiem Narodowym. Zmarły w 2015 r. obrońca Puszczy Białowieskiej – Janusz Korbel pisał: „Paradoksalnie, to właśnie Niemcy, którzy potwornie puszczę wyrżnęli podczas wojny – utworzyli tutaj pierwszy rezerwat i po prawdzie to Hugo Conwentzowi należałoby postawić w Białowieży pomnik lub chociaż nazwać jego imieniem ulicę”.

26819684245_e012530a7a_zGdy przed 25 laty zdecydowałem się być przewodnikiem turystycznym w Białowieskim Parku Narodowym, bardzo szybko dostrzegłem, że docierają tu turyści ze wszystkich kontynentów – ta puszcza stała się na całym świecie symbolem naturalności środowiska, a także swoistym miejscem pielgrzymkowym. W latach 90-tych, spośród Europejczyków, szczególnie często była ona odwiedzana przez Holendrów, od których szybko nauczyłem się dwóch znaczących holenderskich słów: mooi bos –„piękny las” – były to słowa szczególnie często przez nich powtarzane. W Holandii wycięto lasy już przed dwoma tysiącami lat – dla mieszkańców tamtejszych bezleśnych polderów dzikość puszczy to coś zupełnie niezwykłego – to coś jakby z innej planety…

Pewnego czerwcowego dnia szliśmy do puszczy Parkiem Pałacowym w Białowieży z dyrektorem zieleni miejskiej Amsterdamu, który na widok kwitnących parkowych trawników przystanął i wykrzyknął: „Jaki wspaniały widok! My w Holandii nigdy nie widzimy tych wszystkich kwitnących gatunków traw, bo z zasady kosimy je przed kwitnieniem”. Holandia to jeden z najbardziej rozwiniętych krajów świata – czy rzeczywiście rozwój musi oznaczać fundamentalną ingerencję w środowisko? Albo inaczej – czy wtłaczanie natury w karby ograniczonych ludzkich wyobrażeń to rzeczywisty „rozwój”? Czy o taki rozwój nam chodzi?

Nie ma wątpliwości co do tego, że fenomen ocalenia Puszczy Białowieskiej stał się wyzwaniem dla zachodniego paradygmatu wydajności i produktywności. Ostatni las naturalny Europy ocalał, ponieważ carom Wszechrusi zabrakło praktycznego umysłu Holendrów. Rosyjscy imperatorzy zamiast zyskownie sprzedawać 40 metrowe białowieskie kolosy na deski, woleli widzieć puszczę jako teren swoich polowań, i to polowań nie byle jakich – carowie polowali na największe ssaki Europy – żubry. Z punktu widzenia Holendrów czy Niemców władcy Rosji byli niewiarygodnie zacofani – oni zamiast zamienić puszczańskie drewno na gotówkę, woleli tam polować! Cóż za marnotrawstwo! Miliony kubików dębiny i drewna jesionu gnije w lesie! Tak, to prawda – osiemnastowieczni władcy Polski czy carowie Rosji zdecydowanie nie rozumieli kapitalizmu, tej ideologii przeliczanego na jednostki monetarne zysku i straty. Ideologii mówiącej: „Jeżeli coś nie da się zmierzyć (przeliczyć na pieniądze?) – nie istnieje!”.– oni głęboko tkwili w feudalizmie. Feudalizm to ustrój w którym pozycji społecznej danej osoby nie określa jej majątek – pieniądz. W feudalizmie liczy się pozycja w piramidzie feudalnej podległości – tu właśnie pozycja, status feudalny – daje pieniądze, a nie odwrotnie. Stąd dla władców największego państwa świata – rosyjskich carów, najważniejsze było pokazanie swojego statusu – najwyższej pozycji w feudalnej hierarchii. I do tego celu Puszcza Białowieska nadawała się doskonale – gatunek ginący – żubr europejski ostał się na wolności jedynie tutaj. Nie było innego władcy na świecie, który mógłby na te królewskie zwierzęta polować – to właśnie dlatego carowie otoczyli puszczę ścisłą ochroną.

Foto: Frank Vassen/Flickr/Creative Commons
Foto: Frank Vassen/Flickr/Creative Commons

Czy nie jest tak, że harmonii z przyroda nie da się zaplanować, zorganizować, zaksięgować czy wyprodukować? Ktoś powiedział, że logika ciągłego wzrostu, to logika komórki rakowej. Harmonii natury obce jest pojęcie wzrostu za wszelką cenę dlatego najbardziej bogate, najbardziej rozwinięte ekosystemy to ekosystemy nieekspansywne – zrównoważone. Nauka o środowisku mówi: „Dojrzały ekosystem stanowi ogromną ilość związków pomiędzy jego składnikami: drzewami, podszytem, runem leśnym, glebą, grzybami, owadami i zwierzętami”. Tutaj równowaga jest wynikiem subtelnej sieci wzajemnych wpływów i zależności. Tak, jak ciągle odkrywamy nowe gatunki roślin czy zwierząt, tak samo powoli poznajemy elementy tej sieci. Biolog Anna Kujawa pisze, że Puszcza Białowieska jest: „wielowiekowym, wielogatunkowym lasem naturalnym, w którym ciągłość procesów ekologicznych (w tym zamierania drzew i przywracania składników w nich zgromadzonych do gleby Puszczy) spowodowała, że fragment Puszczy jakim jest Białowieski Park Narodowy jest najbogatszą w gatunki grzybów ostoją w Polsce. Na obszarze 0,03% Polski rośnie tu co najmniej 47% wszystkich grzybów wielkoowocnikowych znanych z terenu naszego kraju.”

Według brytyjskiego naukowca – Jamesa Lovelocka cała nasza planeta nie jest jakąś bezładną masą mieszających się i reagujących przypadkowo ze sobą związków chemicznych, lecz żywym, samoregulującym się organizmem stanowiącym jedną wielką, harmonijną i niepodzielną całość. Wszystkie żywe organizmy – od bakterii, aż do płetwali błękitnych; od podmorskich alg, aż po tysiącletnie sekwoje, mają jeden wspólny cel – działanie dla podtrzymania istnienia całego środowiska.

26215232963_b89eca132f_z

Można zapytać: Kiedy wreszcie zaczniemy postrzegać Naturę jako swego przyjaciela, a nie wroga, z którym albo musimy prowadzić nieustanną walkę, albo naturę „czynić sobie poddaną”, ograniczając, regulując, sterylizując, modyfikując?

Naturalne ekosystemy Puszczy Białowieskiej, tak jak jej żubry, możemy dziś oglądać wyłącznie dzięki ludziom, którzy płynęli pod prąd (nieprzypadkowo mówi się, że „z prądem płyną tylko śnięte ryby”). Taki był Hugo Conwentz. W czasach rewolucji przemysłowej był niestrudzonym orędownikiem ochrony przyrody – występował między innymi na: I Kongresie Ochrony Krajobrazu w Paryżu (1909 r.), także na konferencjach naukowych w Pradze i Brnie (1913 r.), których następstwem było powołanie w Czechach i na Morawach pierwszych organizacji ochrony przyrody. Jego seria wykładów wygłoszonych w roku 1904 w Szwecji tak poruszyły rząd i szwedzką opinię publiczną, że już pięć lat później utworzono tam pierwsze europejskie parki narodowe. W 1906 r. dzięki staraniom prof. Conwentza, powstał w Gdańsku pierwszy Urząd Konserwatora Przyrody.

Hugo Conwentz pochodził z rodziny mennonickiej wyznającej prymat dobra wspólnego nad interesem indywidualnym. Dla mennonitów podstawowe wartości to: równość, solidarność społeczna, oraz współodpowiedzialność. Mennonici są pacyfistami – odrzucają przemoc jako sposób rozwiązywania konfliktów, nie noszą i nie używają broni, obowiązuje ich zakaz sprawowania wysokich urzędów, nie uznają hierarchii kościelnej, odmawiają też pełnienia służby wojskowej – za co nie raz spotykały ich prześladowania. Mennonici to także mistrzowie osuszania terenów zalewowych i walki z powodziami, są uznawani za swoistych pionierów ruchu ekologicznego – robili wiele, by zrozumieć procesy przyrodnicze w swoim otoczeniu. Dzięki tej wiedzy mogli przekształcać otoczenie przyrodnicze w sposób niedestrukcyjny.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *