INFORMACJA PRASOWA
Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy (IOŚ-PIB) rozpoczyna realizację projektu National Adaptation Hubs, który:
- wzmocni spójność działań adaptacyjnych do zmian klimatu w Europie
- poprawi komunikację między różnymi poziomami zarządzania – od szczebla lokalnego, poprzez regionalny i krajowy, aż po obszar całej Unii Europejskiej
- ułatwi orientację w europejskim systemie adaptacji i dostęp do już istniejących inicjatyw
- umożliwi efektywniejsze dzielenie się praktycznymi narzędziami wdrażania działań adaptacyjnych.
IOŚ-PIB jest polskim liderem w projekcie National Adaptation Hubs.
Zadaniem IOŚ-PIB będzie utworzenie Krajowego Centrum Adaptacji. – KCA będzie elastyczną strukturą organizacyjną, w skład której wejdą przedstawiciele władz krajowych, regionalnych i lokalnych oraz instytucje i ośrodki naukowe, organizacje pozarządowe i przedstawiciele biznesu. Dlatego zapraszamy wszystkie instytucje zajmujące się adaptacją od strony naukowej i praktycznej do włączenia się w działania Krajowego Centrum Adaptacji. Widzimy różne możliwości współpracy. Chcemy je z Państwem omówić na pierwszym spotkaniu Krajowego Centrum Adaptacji, które odbędzie się 16 kwietnia 2026 r. w godz. 9:00-11:00, w formule online (MS Teams). Zapraszamy do wcześniejszego zgłoszenia zainteresowania na adres: adaptacja@ios.edu.pl – mówi kierownik projektu dr inż. Anna Dubel z Zakładu Adaptacji do Zmian Klimat IOŚ-PIB.
Krajowe Centrum Adaptacji będzie:
- platformą współpracy łączącą administrację krajową, wojewódzką i lokalną
- przestrzenią wymiany wiedzy, narzędzi, danych i dobrych praktyk
- zapleczem eksperckim wspierającym integrację działań adaptacyjnych z dokumentami strategicznymi i planistycznymi
- punktem kontaktowym w europejskiej sieci krajowych centrów adaptacji (National Adaptation Hubs – NAH) oraz kanałem komunikacji między polskimi interesariuszami a instytucjami UE
- punktem koordynacyjnym, wzmacniającym współpracę międzysektorową w obszarze adaptacji.
Zadania te realizowane będą z poszanowaniem kompetencji instytucji rządowych i samorządowych, bez ingerencji w istniejące struktury decyzyjne. IOŚ-PIB zapewni wsparcie merytoryczne i organizacyjne, ułatwi przepływ informacji oraz pomoże łączyć podmioty zaangażowane w proces adaptacji.
Nowa sieć NAH nawiąże ścisłą współpracę m.in. z:
- platformą MIP4Adapt
- Społecznością Praktyków (CoP)
- projektami realizowanymi w ramach Misji UE ds. Adaptacji
- siecią punktów kontaktowych NCP.
National Adaptation Hubs jest finansowany przez Komisję Europejską w ramach programu Horyzont Europa. Jego głównym celem jest wsparcie państw członkowskich UE w wypełnianiu zobowiązań wynikających z rozporządzenia (UE) 2018/1999 dotyczącego zarządzania unią energetyczną oraz działaniami w dziedzinie klimatu. Projekt jest koordynowany przez North West Croatian Energy and Climate Agency (REGEA) i realizowany przez 32 partnerów z całej Europy, w tym instytuty badawcze, agencje klimatyczno-energetyczne, uczelnie techniczne, organizacje sieciujące i krajowe służby meteorologiczne. Wspólnie tworzą one zespół odpowiedzialny za rozwój i koordynację wielopoziomowego zarządzania adaptacją do zmian klimatu.
Zapraszamy do kontaktu wszystkie podmioty zainteresowane włączeniem się w proces tworzenia Krajowego Centrum Adaptacji do Zmian Klimatu: adaptacja@ios.edu.pl
Zaproszenie na konferencję online projektu LIFE Riverease (16 kwietnia 2026). Rozwiązania oparte na przyrodzie w adaptacji rolnictwa do zmiany klimatu
Serdecznie zapraszamy do udziału w międzynarodowej konferencji inaugurującej projekt LIFE Riverease. Wydarzenie poświęcone będzie roli rozwiązań opartych na przyrodzie (NBS) w ograniczaniu wpływu rolnictwa na zasoby wodne oraz skutecznym metodom adaptacji terenów wiejskich do zmieniających się warunków klimatycznych.
Spotkanie odbędzie się 16 kwietnia 2026 r. w formule online. Jego celem jest rozpoczęcie szerokiego dialogu oraz wymiany doświadczeń między nauką, administracją a praktyką rolniczą w zakresie zrównoważonego zarządzania wodą.
Dlaczego warto wziąć udział?
Udział w konferencji to okazja do zapoznania się z konkretnymi narzędziami i strategiami, które będą wdrażane w ramach projektu LIFE Riverease:
- dla samorządowców – dowiesz się, jak skutecznie zarządzać zlewnią na poziomie lokalnym i jak nowoczesne systemy IT mogą wspierać podejmowanie decyzji w sytuacjach kryzysowych (susze, podtopienia). Poznasz koncepcję parku demonstracyjnego w Poddębicach jako narzędzia edukacji mieszkańców,
- dla naukowców i ekspertów – zyskasz wgląd w najnowsze dane dotyczące modelowania hydrologicznego i klimatycznego. To doskonała okazja do wymiany doświadczeń z przedstawicielami innych projektów LIFE oraz nawiązania międzynarodowych kontaktów badawczych,
- dla rolników i doradców rolniczych – poznasz sprawdzone, naturalne metody retencji wody, które poprawiają jakość gleby i stabilność plonów bez konieczności kosztownych inwestycji technicznych. Dowiesz się, jak współpraca w skali całej zlewni pomaga chronić konkretne gospodarstwa.
Kogo usłyszymy? (Eksperci i paneliści)
W programie przewidziano wystąpienia uznanych autorytetów oraz praktyków zarządzania wodą:
- dr hab. Iwona Wagner (FPP Enviro) – o skutkach zmiany klimatu dla rolnictwa w Europie,
- dr hab. Tomasz Jurczak (Uniwersytet Łódzki) – o roli ekohydrologii w ochronie zasobów wodnych,
- dr Agnieszka Bednarek (Uniwersytet Łódzki) – o praktycznym zastosowaniu rozwiązań opartych na przyrodzie (NBS),
- Emilia Skłucka (FPP Enviro) – o zintegrowanych systemach IT wspomagających decyzje w rolnictwie.
Goście zagraniczni: dr Lars Briggs (Amphi International APS, Dania) oraz dr inż. Mariusz Merta (Ingenieurgesellschaft Prof. Dr. Sieker mbH, Niemcy) przedstawią doświadczenia z zachodniej Europy.
Głos praktyków: w dyskusji udział wezmą m.in. przedstawiciele NFOŚiGW, Instytutu Technologiczno-Przyrodniczego (PIB) oraz Łódzkiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego.
Co w programie?
Wydarzenie składa się z dwóch części.
W części pierwszej, plenarnej (10:00–13:00) przestawimy analizę wyzwań (susza, jakość wód) oraz prezentację innowacyjnych narzędzi IT, które będą rozwijane w ramach projektu LIFE Riverease.
W części drugiej, warsztatowej (13:30–15:30) zapraszamy do pracy w grupach. Będziemy rozmawiać o budowaniu synergii między projektami LIFE, dobrych praktykach z całej Europy oraz realnych potrzebach użytkowników nowoczesnych technologii.
Informacje organizacyjne
Termin: 16 kwietnia 2026 r. (platforma Zoom).
Koszt: udział w wydarzeniu jest bezpłatny.
Rejestracja: zgłoszenia przyjmujemy do 14 kwietnia 2026 r.
Szczegółowy program oraz formularz zapisów: https://sendzimir.org.pl/projekty/life-riverease/konferencja-inaugurujaca-life-riverease
Wszelkie pytania dotyczące konferencji proszę kierować do: magdalena.niezabitowska-krogulec@sendzimir.org.pl
———————-
Konferencja jest organizowana w ramach projektu LIFE RIVEREASE, który jest współfinansowany ze środków Programu LIFE – unijnego funduszu na rzecz środowiska, klimatu i energii, który wspiera najbardziej ambitne i innowacyjne inicjatywy ekologiczne w Europie oraz Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.
Wyrażone poglądy i opinie w tym dokumencie są jednak wyłącznie poglądami autorów i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy Unii Europejskiej, CINEA lub NFOŚiGW. Ani Unia Europejska, ani organ przyznający pomoc nie mogą być pociągnięci do odpowiedzialności.
Nowe elektrownie powstają tam, gdzie wody już brakuje
W Polsce trwa szybka rozbudowa energetyki gazowej – ale nowe elektrownie powstają często w regionach, które już dziś zmagają się z niedoborem wody. Towarzystwo na rzecz Ziemi pokazuje, że problem ten może pogłębiać presję na rzeki i zwiększać ryzyko konfliktów o zasoby wodne.
Mapy stresu wodnego z zaznaczeniem elektrowni i zlewni, opublikowane tuż przed Międzynarodowym Dniem Wody (22 marca), wskazują miejsca, gdzie presja na wodę jest największa.
Gaz rośnie w siłę – także w regionach z deficytem wody
Polska intensywnie rozwija moce gazowe. Inwestycje prowadzą między innymi PGE, Enea czy Grupa Orlen. Jeśli uwzględnić wszystkie projekty elektrowni w budowie i planach, Polska może mieć ok. 10 GW bloków gazowych typu CCGT i kolejne 5 GW jednostek OCGT. Do tego dochodzą elektrociepłownie.
Żadna z polskich spółek nie posiada strategii wodnych, tymczasem woda jest niezbędna do produkcji prądu i ciepła w jednostkach termalnych. Choć elektrownie gazowe zużywają mniej wody niż węglowe, ich lokalizacja w zlewniach już dotkniętych niedoborem oznacza dalsze zwiększanie presji na ograniczone zasoby wodne.
Kluczowy wniosek: energetyka gazowa wchodzi w obszar stresu wodnego
- Aż 18 z 32 jednostek gazowych (istniejących, budowanych i planowanych) znajduje się na obszarach dotkniętych silnym stresem wodnym (WEI+ >40% przez co najmniej pół roku).
- Najgorsza sytuacja dotyczy Górnej Odry i Górnej Warty, gdzie stres wodny jest silny przez cały rok.
- Najbardziej wodochłonne, wyposażone w otwarte systemy chłodzenia instalacje dotyczą elektrowni: Dolna Odra, Rybnik i Stalowa Wola.
- W niektórych przypadkach (Dolna Odra) pobór wody grozi naruszeniem przepływów biologicznych – minimalnych ilości wody potrzebnych do utrzymania życia w rzekach.
- Zamknięte systemy chłodzenia, choć bardziej wodooszczędne, nie eliminują ryzyka naruszenia przepływów biologicznych – przykład Rzeszowa pokazuje, że tylko w jednym roku przez 27 dni przepływy biologiczne zostały naruszone.
- Planowana budowa bloków gazowo-parowych w Kozienicach i Ostrołęce, czyli na terenach poza obszarami niedoborów wód może zwiększać presję na rzeki, ponieważ nowe bloki będą funkcjonować równolegle z istniejącymi instalacjami węglowymi.
- Brak integracji polityki energetycznej i wodnej zwiększa ryzyko dla bezpieczeństwa środowiska i lokalnych społeczności.
Jak stres wodny wpływa na rzeki, przemysł i społeczności?
W regionach o wysokim niedoborze wody działające elektrownie pobierają znaczące ilości wody do chłodzenia, co obniża przepływy biologiczne i zagraża ekosystemom wodnym. Długotrwały stres wodny zwiększa ryzyko konfliktów o dostęp do zasobów wodnych pomiędzy energetyką, rolnictwem, przemysłem a mieszkańcami. Choć obecnie nie dochodzi do przerw w dostawach prądu z powodu ograniczonych zasobów wodnych, eksperci ostrzegają, że narastające susze mogą w przyszłości ograniczać elastyczność pracy bloków gazowych i węglowych.
– Silny stres wodny oznacza, że już dziś woda nie jest wykorzystywana w regionie w sposób zrównoważony. Musimy pamiętać, że Polska jest krajem ubogim w zasoby wodne a susza będzie stanowić coraz większe wyzwanie dla całej gospodarki. Planowanie nowych elektrowni bez uwzględnienia ograniczeń hydrologicznych przenosi ryzyko na środowisko i społeczności lokalne. Nie powinniśmy budować elektrowni tam, gdzie brakuje wody – mówi Robert Wawręty z Towarzystwa na rzecz Ziemi.
Gaz vs OZE. Rozwiązania wskazywane przez ekspertów
Międzynarodowy Dzień Wody, który wypada 22 marca to moment, by zwrócić uwagę na konieczność integracji polityki wodnej i energetycznej. Eksperci apelują o pilne uwzględnienie dostępności zasobów wodnych w planowaniu transformacji energetycznej oraz rozwój mniej wodochłonnych technologii, takich jak odnawialne źródła energii (OZE), które nie wymagają wody do produkcji prądu i nie zwiększają presji na rzeki.
– Od rzeki do gniazdka – energetyka zależy od wody. W obliczu nasilającego się kryzysu wodnego w Polsce, postępujących zmian klimatu, coraz częstszych susz i spadków poziomu rzek, dalsze rozwijanie wodochłonnych technologii energetycznych może prowadzić do konfliktów o zasoby oraz ograniczeń w produkcji energii. Polska stoi przed wyborem: kontynuować rozwój technologii zwiększających presję na zasoby wodne, czy przyspieszyć transformację w kierunku systemu energetycznego odpornego na niedobory wody – mówi Robert Wawręty, ekspert w zakresie inżynierii środowiska, specjalizujący się w kwestiach związanych ze zrównoważoną gospodarką wodną. Wiceprezes Towarzystwa na rzecz Ziemi.
Migracje i konflikty na Globalnym Południu.Co się stanie, gdy ziemia, od której jesteś zależny, przestanie podtrzymywać twój byt?
Dla milionów ludzi na Globalnym Południu nie jest to jedynie hipotetyczne pytanie, ale codzienna rzeczywistość. Od przedłużającej się suszy w Sahelu po niekończące się powodzie w Bangladeszu, społeczności są przesiedlane, niszczone są ich źródła utrzymania, a poczucie niepewności pogłębia się.
Gdy świat debatuje i organizuje fora wysokiego szczebla markujące rozwiązania problemu, rodziny żyjące w zagrożonych regionach codziennie mierzą się z katastrofalnymi skutkami zmian klimatu, które prowadzą do migracji, konfliktów i niepewności bytu na całym Globalnym Południu.
Migracje spowodowane zmianami klimatu
W Sahelu tradycyjne praktyki rolnicze i sposoby przetrwania, niegdyś podtrzymywane przez obfite, sezonowe opady deszczu, stały się praktycznie niemożliwe z powodu rozregulowania cyklów pogodowych. Tradycyjne systemy rolnicze i praktyki przekazywane z pokolenia na pokolenie nie są w stanie przetrwać w konfrontacji z coraz dłuższymi okresami susz i nagłymi powodziami. Ten powtarzający się schemat zmusza ludzi do migracji z obszarów wiejskich do miast w poszukiwaniu lepszego życia. Migracje te są zawsze wymuszone, stanowią akt desperacji. Jednak obszary miejskie, już i tak obciążone, często nie mają infrastruktury, zasobów i miejsc pracy, aby utrzymać rosnącą populację. Ten napływ wywiera ogromną presję na systemy sanitarne i żywnościowe, przez co większość nowych osadników żyje w złych warunkach. Cierpi i wieś, i miasto.

Zdjęcie: Masudar Rahman, Pexels. Canva
W Afryce Fatima, rolniczka i matka czwórki dzieci, z braku pożywienia żywi się nadzieją. Brak wystarczającej ilości deszczu uniemożliwia jej godne rolnictwo, które kiedyś utrzymywało jej rodzinę. Jej dzieci często kładą się spać głodne, a nauka staje się luksusem. Ta niestabilność zmusza Fatimę do migracji. Jej przemieszczanie się naznaczone jest niepewnością i poczuciem straty i odzwierciedla narastającą rzeczywistość w wielu częściach Afryki, gdzie niestabilność klimatyczna zmusza kobiety takie jak Fatima do walki o godność i przetrwanie.
W Bangladeszu ludzie często są przesiedlani z powodu wysokiego poziomu wody. Społeczności, które ledwo wiążą koniec z końcem, zmuszone są, paradoksalnie, do migracji z powodu tego samego zasobu, którego pragną inni: wody. Migracje te są często nagłe, nieplanowane i chaotyczne, spychają ludzi do przeludnionych miejskich slumsów, gdzie podstawowe potrzeby pozostają niezaspokojone. Ta nierównowaga ujawnia okrutny paradoks ocieplającego się świata: za mało w jednych miejscach, za dużo w innych. A jednak cierpimy wspólnie.
Stres klimatyczny jako katalizator konfliktu
Zmiany klimatu niszczą zasoby niezbędne do przetrwania i godnego życia. W Nigerii rolnicy konkurują o ziemię orną, która kiedyś była swobodnie użytkowana. Teraz długotrwałe susze i nieregularne opady deszczu zmniejszyły obszar żyznych ziem wykorzystywanych do wypasu i upraw. Ta ostra konkurencja o zasoby doprowadziła do napięć między rolnikami a pasterzami, uruchamiając cykl przemocy, zakorzeniony w codziennej walce o przetrwanie. To, co kiedyś było harmonijną równowagą współistnienia, przerodziło się w desperacką walkę o przetrwanie, nasiloną przez zmiany klimatu, których żadna ze stron nie spowodowała, ale obie są zmuszone znosić.
W Afryce Wschodniej niedobór zasobów również doprowadza do nadmiernego wypasu i śmiertelnych sporów o wodę i pastwiska. Niektóre społeczności są przesiedlane i zmuszane do przeprowadzek z powodu suszy i degradacji gleby, co prowadzi do pogłębienia niepokojów społecznych. Inne nie mają innego wyboru niż całkowicie wyemigrować, porzucając ziemie przodków, w nadziei na znalezienie bardziej gościnnych warunków gdzie indziej. Te przesiedlenia nie tylko wykorzeniają rodziny, ale także pogłębiają niestabilność społeczną i gospodarczą w dotkniętych regionach. Skutki zmian klimatu są tu namacalne i głęboko osobiste.

Zdjęcie: Lucian Coman, Canva
Tragedia jest oczywista: kraje najbardziej dotknięte zmianami klimatu przyczyniają się najmniej do ich powstawania. Chociaż Afryka odpowiada zaledwie za 4% globalnych emisji, mierzy się z ich najpoważniejszymi konsekwencjami. To wyraźnie pokazuje, że Globalne Południe potrzebuje inwestycji nie tylko w działania na rzecz klimatu, ale także w odporną infrastrukturę, oraz edukacji lokalnej społeczności na temat zmian klimatu i tworzenia rozwiązań dostosowanych do ich lokalnych potrzeb.
Sprawiedliwość klimatyczna musi również stawić czoła historii, niwelując nierówny rozwój, który sprawił, że kraje Globalnego Południa pozostawały słabe zarówno gospodarczo, jak i pod względem potencjału. Powinniśmy przestać zajmować się kwestią wrażliwości klimatycznej bez rozwiązywania problemów nierówności strukturalnych – to jak muskanie powierzchni, gdy problemy związane ze zmianami klimatu są głęboko zakorzenione w nas, jak leczenie objawów bez gojenia ran.
Wnioski
Zmiany klimatyczne na Globalnym Południu nie są już zagrożeniem, lecz faktem nieustannie ingerującym w źródła utrzymania, stabilność i poczucie godności. W tym kryzysie nie chodzi już tylko o emisje czy pomoce, ale o słuchanie i szanowanie głosów tych, którzy zostali zepchnięci na margines. Zmiany klimatyczne to lament, którego nie da się uciszyć. Musimy się wszyscy uczyć od siebie, działać razem i walczyć o przyszłość, na którą wszyscy zasługujemy.
••• Niniejsza publikacja jest finansowana przez Unię Europejską. Odpowiedzialność za jej treść ponoszą wyłącznie autorzy/autorki oraz Fundacja Zielone Światło – wydawca Zielonych Wiadomości. Treść ta niekoniecznie odzwierciedla stanowisko Unii Europejskiej.
O Autorce:
Amy Tracy Lulah jest orędowniczką rozwoju młodzieży i entuzjastką działań na rzecz klimatu, z bogatym doświadczeniem w dyplomacji, stosunkach międzynarodowych i zrównoważonym rozwoju. Jest dyplomatką w Radzie Młodzieży Wspólnoty Narodów (Region Afryki) i koordynatorką programu w Fundacji Open Dialogues International. Amy z pasją angażuje się we wspieranie młodych ludzi i tworzenie rozwiązań niosących realny wpływ poprzez komunikację strategiczną, zaangażowanie oddolne i globalne partnerstwa.

Rewilding – innowacyjna koncepcja ochrony środowiska, której nazwę w języku polskim tłumaczymy jako “renaturyzacja” lub też “ponowne zadziczanie”, w ostatnich latach cieszy się coraz większą popularnością. Podczas gdy na początku lat 90 XX wieku, rocznie publikowano średnio jedynie 3 artykuły naukowe poruszające tę tematykę, tak 20 lat później liczba to wzorsła niemal 30-krotnie. Obecnie, renaturyzacja przestała być jedynie niszową ideą – zyskując coraz większe znaczenie jako praktyczne narzędzie w globalnej walce ze zmianami klimatu i postępującym spadkiem bioróżnorodności.
W Polsce praktyka renaturyzacji nie przebiła się jeszcze do szerszej świadomości społecznej ani polityki ochrony przyrody w takim stopniu w jakim ma to miejsce na zachodzie Europy, mimo tego, że na terenie naszego kraju są obszary poddawane renaturyzacji, a projekty z Polski często brane są za przykład. Czym więc właściwie jest renaturyzacja?

Zdjęcie: Katarzyna Hajdas
Nowa nadzieja dla starego kontynentu
W Europie, jednym z najbardziej przekształconych kontynentów na ziemi, pozostało już niewiele dzikiej przyrody. Tysiące lat rozwoju rolnictwa, intensywnej gospodarki leśnej i masowe przekształcanie reżimów wodnych, zdegradowały środowisko naturalne. Większość naszego kontynentu jest dzisiaj zarządzana przez człowieka, a rola naturalnych procesów, które w przeszłości kształtowały europejskie krajobrazy została ograniczona do minimum lub też całkowicie zniknęła. Cena jaką przyszło nam zapłacić za tą ingerencję jest wysoka – jesteśmy świadkami drastycznego spadku bioróżnorodności, rok w rok doskwiera nam susza, pożary i powodzie przybierają coraz gwałtowniejszy charakter, a odporność ekosystemów na katastrofy naturalne stała się bardzo niska. Cierpi na tym nie tylko środowisko naturalne, ale również nasze zdrowie i gospodarka.
W odpowiedzi na te problemy w Europie już ponad 20 lat temu zaczęto postulować ochronę i zwiększanie obszarów dzikiej przyrody, co z biegiem czasu doprowadziło do powstania innowacyjnej koncepcji renaturyzacji (ang. rewilding). Renaturyzacja to praktyka ochrony środowiska która koncentruje na przywróceniu do naszych krajobrazów roli naturalnych procesów ekosystemowych – żerowania zwierząt roślinożernych, drapieżnictwa, czy naturalnego przepływu reżimów wodnych. W przeszłości tworzyły one tętniące życiem krajobrazy, które utraciliśmy w wyniku działalności człowieka.
W przeciwieństwie do klasycznej formy zarządzania środowiskiem, która koncentruje się na ochronie lub odtwarzaniu poszczególnych komponentów środowiska naturalnego (jak np. program Natura 2000 który zbudowany został wokół ochrony wybranych gatunków i siedlisk) renaturyzacja postrzega ochronę środowiska kompleksowo. Praktycy renaturyzacji patrząc na dany krajobraz, w pierwszej kolejności będą się zastanawiali jakie procesy kształtowały go w przeszłości. Być może okresowo wylewała tutaj rzeka, której koryto jest obecnie wyprostowane uniemożliwiając jej funkcjonowanie według naturalnych cyklów? Może wcześniej na tych terenach mieszkały duże zwierzęta roślinożerne, które wyginęły w wyniku intensywnych polowań? A może wręcz przeciwnie, w danym ekosystemie brakuje żerujących tu wcześniej drapieżników?
Rewilding biotyczny i rewilding abiotyczny
Działania praktyczne jakie obejmuje renaturyzacja możemy podzielić na renaturyzację biotyczną i abiotyczną. Rewilding abiotyczny polega na zlikwidowaniu stałych i kontrolowanych zakłóceń antropogenicznych, struktur inżynieryjnych i nakładów rolniczych, aby umożliwić naturalną zmienność procesów ekologicznych na danym obszarze. Przykładem na renaturyzację abiotyczną, są działania takie jak przywracanie naturalnych meandrów rzecznych i zalewisk, aby poprawić retencję wody i odbudować siedliska dla organizmów wodnych czy też usuwanie zapór zbudowanych na rzekach co umożliwia naturalne przepływy wód, sprzyjające migracji ryb i regeneracji ekosystemów rzecznych.
Z kolei renaturyzacja biotyczna to działania mające na celu przywrócenie sieci interakcji między grupami organizmów a ich środowiskiem fizycznym, wraz z procesami ekologicznymi, które wyłaniają się z tych interakcji – innymi słowy to przywracanie gatunków kluczowych dla funkcjonowania ekosystemów, w tym dużych roślinożerców i drapieżników lub innych organizmów, które odgrywają istotną rolę w danym środowisku. Może to obejmować zarówno reintrodukcję gatunków, które wyginęły na danym terenie, albo innych zwierząt o zbliżonej roli ekologicznej, lub też zaprzestanie myślistwa które pozwala na samoistne odrodzenie i rozprzestrzenienie się pożądanych gatunków zwierząt.

Zdjęcie: Katarzyna Hajdas
Nie ma tutaj jednak identycznych przypadków, oraz gotowych scenariuszy na wprowadzanie zasad rewildingu. Działania podejmowane na miejscu, różnią się w zależności od specyfiki krajobrazu i stopnia jego przekształcenia. Doświadczenia renaturyzacji pokazują, że choć natura ma wielkie zdolności samoregeneracji, to zmiany spowodowane ręką człowieka, są często na tyle dotkliwe, że musimy stworzyć podstawowe warunki niezależnego rozwoju. Przykładowo, jeżeli dany gatunek całkowicie zaniknął na danym terytorium, to najprawdopodobniej konieczny będzie program reintrodukcji, żeby znowu się na nim pojawił. Podobnie, głęboko przekształcona rzeka będzie wymagała ludzkiej pomocy. Później jednak powinniśmy wycofać się i pozwolić naturze iść swoją drogą.
Kluczem są dzikie zwierzęta
W renaturyzacji szczególną rolę odgrywają tzw. gatunki kluczowe lub inaczej mówiąc inżynierzy ekosystemowi. Są, to organizmy, których obecność w istotny sposób kształtuje środowisko, w którym żyją, a ich obecność wpływa na dostępność zasobów, strukturę siedlisk oraz obecność innych gatunków, często umożliwiając funkcjonowanie całego ekosystemu.
Do słynnych już inżynierów ekosystemowych należą bobry, które dzięki swoim unikalnym zdolnościom budowania tam, potrafią całkowicie przekształcić ekosystem. Zmieniając stosunki wodne na danym obszarze są w stanie zatrzymać wodę, regulując jej poziom w glebie. Bobry są więc w stanie przywrócić warunki środowiskowe, które sprzyjają zdziczaniu i zwiększaniu bioróżnorodności. Drapieżniki, takie jak wilki czy rysie, ptaki padlinożerne są niezbędne dla zachowania zdrowia i równowagi ekosystemów w naszym krajobrazie. Z drugiej strony w praktyce renaturyzacji szczególnie podkreśla się rolę dużych zwierząt roślinożernych. W czasach przedludzkich ogromne stada żubrów, turów i dzikich koni przemierzały Europę, kształtując pokrywę roślinną na kontynencie. Dzisiaj wiemy już, że kontynentalny obszar Europy nie był pokryty gęstą nieprzebytą puszczą jak dawniej sądzono, a raczej mozaiką w której przeplatały się zarówno lasy jak i łąki, co miało miejsce właśnie za sprawą roślinożerców. Ten dynamiczny i bogaty w bioróżnordoność w większości zniknął razem z drastycznym spadkiem liczebności tych zwierząt na kontynencie.
Renaturyzacja dąży do przywrócenia tych zwierząt w krajobrazie, aby ponownie mogły spełniać swoją rolę w środowisku naturalnym. Ich obecność wpływa nie tylko na równowagę biologiczną, ale także na obieg dwutlenku węgla w przyrodzie i naturalną zdolność ekosystemów do jego magazynowania. Odbudowa populacji gatunków kluczowych to więc nie tylko powrót dzikiej przyrody, ale też inwestycja w przyszłość nas wszystkich.
Korzyści dla ludzi i przyrody
Renaturyzacja to strategia ochrony przyrody, która ma niesamowity potencjał dla przywrócenia w Europie zdrowia i funkcjonalność całych ekosystemów, tym samym zapewniając korzyści, również dla ludzi. Czyste powietrze, woda, żyzna gleba oraz poprawa zdrowia i samopoczucia, to tylko niektóre spośród usług systemowych, które niesie ze sobą renaturyzacja.
Regeneracja dzikiej przyrody w oparciu o jej zasady może również stanowić kluczowy element naszych działań w walce ze zmianami klimatu. Dzięki odtworzeniu zniszczonych ekosystemów naturalnie bogatych w pierwiastek węgla takich jak torfowiska, podmokłe łąki czy naturalne lasy, będą one mogły magazynować znaczne ilości dwutlenku węgla i ponownie odgrywać swoją rolę w globalnym obiegu tego pierwiastka. Kluczowe znaczenie mają tu wspomniane wcześniej dzikie zwierzęta, ponieważ to one podtrzymują skomplikowaną sieć życia, utrzymując ekosystemy takie jak lasy, łąki i oceany w zdrowiu i funkcjonalności.
Z drugiej strony dzika przyroda pozwala zminimalizować skutki katastrof naturalnych, których nie możemy już powstrzymać. Naturalnie meandrujące dzikie rzeki, stwarzają zdecydowanie niższe zagrożenie powodziowe niż rzeki uregulowane. Dzikie torfowiska i łąki mają ogromny potencjał dla magazynowania nadmiaru wody podczas ulewnych deszczy, podobnie jak stare lasy o zróżnicowanej strukturze drzewostanu. Warto tutaj dodać, że rozwiązania oparte na naturze (ang. nature based solutions) są zdecydowanie tańsze, niż inżynieryjne struktury, które bardzo często zawodzą.

Zdjęcie: Katarzyna Hajdas
Z drugiej strony renaturyzacja może stworzyć nowe możliwości ekonomiczne. Przedsięwzięcia związane z turystyką przyrodniczą, jak np. obserwowanie dzikiej przyrody, wycieczki przyrodnicze z przewodnikiem, czy biwakowanie to szybko rozwijający się sektor szczególnie cenny dla mieszkańców obszarów wiejskich, które są obecnie często kojarzone ze stagnacją lub zapaścią gospodarczo-ekonomiczną. Ekoturystyka i związane z nimi usługi, np. noclegowe, gastronomiczne, przewodnickie, czy lokalne rzemiosło i handel, mogą przyciągać turystów i generować przychody dla lokalnej społeczności.
Spojrzenie w przyszłość
Renaturyzacja tchnęła nową nadzieję dla przyszłości naszej planety. Wprowadzone w życie projekty renaturyzacji, obecnie realizowane głównie przez organizacje pozarządowe, pokazują zadziwiający wręcz potencjał dla regeneracji środowiska naturalnego. Również w Polsce może obserwować efekty jakie niesie ze sobą renaturyzacja. Na szczególną uwagę zasługują działania Stowarzyszenia Towarzystwo Przyjaciół Rzek Iny i Gowienicy, oraz Zachodniopomorskiego Towarzystwa Przyrodniczego, które od wielu lat w zachodniej Polsce realizują działania wpisujące się w realizację założeń renaturyzacji. Możemy tam obserwować tętniącą życiem przyrodę i powrót wielu wspaniałych gatunków zwierząt od rysi i żubrów przez rzadkie gatunki ryb.
Nic więc dziwnego, że renaturyzacja zaczęła być postrzegana jako ważny strategia dla ochrony przyrody również przez ONZ czy Komisję Europejską. W Europie coraz więcej uniwersytetów wprowadza kursy o renaturyzacji do swoich strategii nauczania, publikowane są kolejne książki o tej tematyce, a konferencja “Rewilding future – Shaping Tomorrow’s Wild” które odbyło się w tym roku w Cambridge w Anglii, przyciągnęło rekordową liczbę osób i okazała się ogromnym sukcesem. Pozostaje tylko czekać, aż i w Polsce renaturyzacja dotrze do zbiorowej świadomości, a im szybciej to się stanie tym lepiej dla nas wszystkich – zarówno dla ludzi jak i dla przyrody.
252 miliony lat temu Ziemię dotknęło największe wymieranie w historii – wielkie wymieranie permsko-triasowe. Najnowsze badania pokazują, że długotrwałe ocieplenie zostało spowodowane przez zanik lasów tropikalnych, co ma dziś ważne przesłanie dla ochrony naszej planety.
252 miliony lat temu Ziemia przeżyła największy kataklizm w swojej historii – tzw. wielkie wymieranie permsko-triasowe. W tym czasie wymarło aż 90% gatunków morskich i około 70% organizmów lądowych. Naukowcy przez długi czas zastanawiali się, co spowodowało tak potężne wymieranie i dlaczego globalne ocieplenie towarzyszyło mu przez prawie pięć milionów lat – co jest niezwykle długim okresem w skali geologicznej.
Co odkryły najnowsze badania?
Międzynarodowy zespół pod kierunkiem dr Zhen Xu z Uniwersytetu w Leeds i China University of Geosciences w Wuhan wykorzystał nowe techniki badania skamieniałości i warstw skalnych, by sprawdzić, jak zmieniała się roślinność Ziemi podczas wielkiego wymierania. Odkryto, że jednym z głównych powodów długotrwałego ocieplenia był upadek tropikalnych lasów, które przestały pochłaniać dwutlenek węgla. Erupcje gigantycznych wulkanów w Syberyjskich Pułapkach podniosły poziom CO2 i bez naturalnej „gąbki” w postaci lasów, gaz ten pozostawał w atmosferze przez miliony lat, napędzając globalne ocieplenie.
Skutki zaniku lasów: katastrofa klimatyczna i ekologiczna
Był to jedyny przypadek w dziejach Ziemi, gdy tropikalne lasy praktycznie zniknęły, a cała biosfera lądowa uległa niemal całkowitemu kolapsowi. To wywołało olbrzymie zakłócenia w naturalnym obiegu węgla i utrzymało bardzo wysoką temperaturę przez długi czas. Wiele gatunków nie przetrwało tego okresu, a klimat planety zmienił się na zawsze.
Tropikalne lasy dziś – fakty naukowe
Współczesne badania pokazują, że lasy tropikalne na świecie pochłaniają nawet 25% rocznej emisji CO2, co czyni je jednym z najważniejszych mechanizmów regulujących klimat. Lasy te przechowują olbrzymie ilości węgla nie tylko w drzewach, ale również w glebie. Ich wycinanie, wypalanie i degradacja uwalniają dodatkowe ilości dwutlenku węgla, nasilając efekt cieplarniany i prowadząc do jeszcze większych ekstremów pogodowych, takich jak susze, powodzie czy huragany.
Dodatkowo wykarczowanie tropikalnych lasów niszczy ich zdolność do regeneracji, fragmentuje środowisko i zaburza całą sieć zależności ekologicznych. To z kolei ogranicza ich potencjał zarówno do magazynowania węgla, jak i do wspierania bioróżnorodności, na której opiera się stabilność życia na Ziemi.
Nauka ostrzega: historia powtarza się dzisiaj
Profesor Benjamin Mills z Uniwersytetu w Leeds przypomina: „Jeśli obecnie utracimy lasy tropikalne na podobną skalę jak podczas wielkiego wymierania, to nawet całkowite zatrzymanie emisji CO2 może nie wystarczyć do powstrzymania wzrostu temperatur. Grozi nam utrwalenie zmian klimatycznych na wiele pokoleń”.
Badania z Chin, gdzie zachowały się najlepiej udokumentowane ślady tamtej katastrofy, pokazują, jak ważna jest ochrona naturalnych ekosystemów leśnych. To właśnie wieloletnie obserwacje, analiza skamieniałości i rekonstrukcja dawnych zmian klimatu pozwoliły na zrozumienie unikalnego wpływu lasów na cykl węglowy Ziemi.
Wnioski dla ochrony klimatu
Historia Wielkiego Wymierania permsko-triasowego niesie ważne przesłanie. Pokazuje, jak zależne od siebie są biosfera i klimat oraz jak szybko można przekroczyć punkt krytyczny, którego skutki trudno odwrócić. Dziś dzięki wiedzy naukowej wiemy, że ochrona tropikalnych lasów – jak Amazonia czy lasy Konga – to nie tylko działanie na rzecz przyrody, ale przede wszystkim klucz do stabilizacji klimatu i zapewnienia przyszłości naszej cywilizacji.
„Ocieplenie już kiedyś było, więc nie ma się czego obawiać”
Często słyszy się argument, że ocieplenie nie stanowi problemu, ponieważ w historii Ziemi zdarzały się już ciepłe okresy, w których życie z powodzeniem istniało. To jednak upraszczające i błędne podejście.
Po pierwsze, poprzednie okresy ocieplenia odbywały się na przestrzeni setek tysięcy, a nawet milionów lat, co dawało czas na ewolucję i adaptację organizmów do nowych warunków. Obecne tempo zmian jest jednak znacznie szybsze – zachodzą one w ciągu kilku dekad, zbyt szybko, by wiele gatunków mogło się przystosować.
Po drugie, dawne ocieplenia często wiązały się z masowymi wymieraniami, takimi jak właśnie wielkie wymieranie permsko-triasowe. To nie był „lekkie” okres ciepła, lecz katastrofa, która zniszczyła znaczne części życia na Ziemi i drastycznie zmieniła środowisko.
Po trzecie, obecne ocieplenie spowodowane jest przez działania człowieka i dotyka nie tylko przyrodę, ale i ludzkie społeczeństwa. Ekstremalne zjawiska pogodowe, rosnące poziomy mórz i zagrożenia dla bezpieczeństwa żywnościowego i zdrowotnego to już realne problemy, które mają wpływ na miliardy ludzi.
Wreszcie, tempo i skala obecnych zmian czynią je wyjątkowo niebezpiecznymi dla obecnej cywilizacji. To, że kiedyś na Ziemi było ciepło, nie oznacza, że powinniśmy bagatelizować zagrożenia związane z dzisiejszym ociepleniem. Wręcz przeciwnie – historia pokazuje, że gwałtowne i niekontrolowane zmiany klimatu prowadzą do poważnych kryzysów ekologicznych i społecznych.
Źródło: ScienceDaily „When rainforests died, the planet caught fire: New clues from Earth’s greatest extinction”, 2 lipca 2025 r
Ten felieton jest ascetyczny, z założenia redakcyjnego i autorskiego. Taka formuła sprawia, że tekst jedynie sygnalizuje problem. Siłą rzeczy jest wybiórczy i niedoskonały. Tak jak wybiórcze oraz niedoskonałe bywa postrzeganie przez nas roli owadów w przyrodzie i ludzkim funkcjonowaniu na Ziemi.

Sławomir Zieliński fot. E. Olejniczak
Z jednej strony jest tak, że owady (z łac. Insecta) są ciągle dominującą na świecie grupą organizmów. Innymi słowy osiągnęły wielki sukces ewolucyjny. Stanowią około 85% znanych nauce gatunków zwierząt (w Polsce ok. 93%). Dotąd poznano na Ziemi blisko 1,1 mln gatunków owadów (w Polsce ok. 30 tys.). Szacunek ich zróżnicowania waha się od dwóch do kilkudziesięciu milionów gatunków (w Polsce 28-34 tys.). Żadna z grup istot nie jest – uwzględniając obecną wiedzę – tak różnorodna. Druga „strona medalu” jest mniej optymistyczna. Tempo wymierania gatunków w ostatnich dekadach gwałtownie wzrosło.
Ten smutny fakt dotyczy w znacznej mierze owadów, m.in. z uwagi na ich różnorodność. O ile kogoś nie przekonuje różnorodność i piękno Insecta czy ich skomplikowane życie, tj. ekologia owadów, to warto dostrzec kluczową rolę, jaką pełnią one w biosferze. Świat biotyczny bez tych zwierząt miałby poważne kłopoty z funkcjonowaniem. Już fakt, że żyją one prawie wszędzie, że uczestniczą w rozkładzie martwej materii i w większości powiązań pokarmowych oraz poza pokarmowych, winien wzbudzać jeśli nie podziw, to przynajmniej sympatię, aprobatę i szacunek.
Mocno daje do myślenia taki oto przykład. Gdyby nagle z jakiegoś powodu zabrakło na Ziemi owadów uczestniczących w rozkładzie związków organicznych, a procesy obumierania roślin, zwierząt i grzybów nadal by trwały, to w ciągu kilkudziesięciu zaledwie dni cała nasza planeta, w tym morza i oceany, pokryłaby się warstwą nierozłożonej materii o grubości kilkudziesięciu metrów. O wysokości przeciętnego wieżowca! Zaś istnienie wielu gatunków, w tym Homo sapiens, z całą pewnością by się szybko, a może i widowiskowo zakończyło.
Spektakularna różnorodność owadów oraz wiele aspektów ich budowy ciała i życia przekłada się też na fakt, że są one sztandarową grupą konkurującą z ludźmi o zasoby pokarmowe Ziemi. Oczywiście mowa tu o niewielkiej puli gatunków. Trudno wyobrazić sobie, że ludzką uwagę w powyższej kwestii przykują pajęczaki, wrotki, płazy, niesporczaki czy inne grupy z systematycznej drabinki życia. To gromada dogłębnie „rozpracowywana” w profesjonalnej literaturze i zwykłej prasie w zakresie „szkodliwości”, „nosicielstwa” czy „uciążliwości”. Ich potępianie i tępienie cechuje „rys heroicznej walki”, niby szlachetnie pro-człowieczej lecz de facto napędzającej ludzki utylitaryzm. Przejawiający się np. wzmożoną produkcją pestycydów, śmiertelnych pułapek, itd. Na końcu tej walki widać już tylko (dla niektórych „aż”) trywialne „robienie” pieniędzy. Ile tu się jeszcze arogancji ludzkiej wydarzy?
Owadów na Ziemi ubywa. Tak na poziomie gatunkowym (bezpowrotne wymieranie), populacyjnym (np. spadki liczebności), jak i ekosystemalnym (zanikanie środowisk życia). Ponurego obrazu nie zmieniają, gdyż nie mogą, tzw. gradacje, tj. gwałtowne skoki liczebności populacji niewielkiej części gatunków. Przyczyny tych skoków są różne, ale w większość to efekt beztroskiej działalności człowieka. Odwadnia, upraszcza przestrzeń, zabudowuje, wpływa na konkurencję międzygatunkową oraz osłabianie relacji drapieżca-ofiara np. poprzez dogłębnie „rozpracowywana” w profesjonalnej literaturze i zwykłej prasie w zakresie „szkodliwości”, „nosicielstwa” czy „uciążliwości”. Ich potępianie i tępienie cechuje „rys heroicznej walki”, niby szlachetnie pro-człowieczej lecz de facto napędzającej ludzki utylitaryzm. Przejawiający się np. wzmożoną produkcją pestycydów, śmiertelnych pułapek, itd.
Na końcu tej walki widać już tylko (dla niektórych „aż”) trywialne „robienie” pieniędzy. Ile tu się jeszcze arogancji ludzkiej wydarzy? Owadów na Ziemi ubywa. Tak na poziomie gatunkowym (bezpowrotne wymieranie), populacyjnym (np. spadki liczebności), jak i ekosystemalnym (zanikanie środowisk życia). Ponurego obrazu nie zmieniają, gdyż nie mogą, tzw. gradacje, tj. gwałtowne skoki liczebności populacji niewielkiej części gatunków. Przyczyny tych skoków są różne, ale w większość to efekt beztroskiej działalności człowieka. Odwadnia, upraszcza przestrzeń, zabudowuje, wpływa na konkurencję międzygatunkową oraz osłabianie relacji drapieżca-ofiara np. poprzez wielkopowierzchniowe nieselektywne opryski pól i lasów. Wywiera presję na zakrzewienia i zadrzewienia śródpolne, a nawet miedze, intensyfikuje gospodarkę rolną i leśną…
Konkludując, ważenie „za i przeciw” obecności oraz roli owadów w przyrodzie i życiu człowieka jest, zwłaszcza obecnie, wielce niemądre. Moim zdaniem nie ma już czasu na spekulacje czy kalkulacje. Mając do czynienia ze „światem pomorskich owadów” z perspektywy prowadzonych przeze mnie już od 40 lat zajęć z entomologii oraz prac z zakresu ochrony przyrody widzę, że jest tych owadów coraz mniej i mniej. Równoległe obserwacje działań gospodarczych i ich skutków w ekosystemach leśnych, wodnych, torfowiskowych, rolnych czy miejskich są przygnębiające. Trudno doszukać się w sygnalizowanej tu materii jakichś, w najbliższej przyszłości, oznak zmian na lepsze. Co pogłębia mój zwyczajny, ludzki smutek, także entomologiczny.
Sławomir Zieliński to przyrodnik z Trójmiasta, entomolog, ekolog, nauczyciel, obecnie dozorca w instytucji samorządowej; autor lub współautor kilku książek, 63 artykułów naukowych, 340 innych publikacji oraz 106 tematycznych manuskryptów, współtwórca idei powołania Kaszubskiego Parku Narodowego i likwidacji Nadleśnictwa Gdańsk w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym; prowadzi stronę http://mikrobiotop.pl/
Europa jest najszybciej ocieplającym się kontynentem, a skutki zmian klimatu są wyraźnie widoczne. Rok 2024 był najcieplejszym w historii pomiarów, z rekordowymi temperaturami w regionach centralnych, wschodnich i południowo-wschodnich. Burze były często gwałtowne, a powodzie rozległe, co doprowadziło do śmierci co najmniej 335 osób i dotknęło szacunkowo 413 000 ludzi. W ciągu roku wystąpił wyraźny kontrast klimatyczny między wschodem a zachodem: na wschodzie panowały ekstremalnie suche i często rekordowo ciepłe warunki, natomiast na zachodzie – ciepłe, lecz wilgotne.

Powyżej: Anomalie i ekstrema w rocznej temperaturze powietrza przy powierzchni Ziemi w 2024 roku.

Powyżej: Anomalie i ekstrema w pomiarach rocznych opadów w 2024 r.
Dane: ERA5. Źródło:C3S
Raport „European State of the Climate 2024” (ESOTC 2024), opublikowany 15 kwietnia 2025 r. przez Copernicus Climate Change Service (C3S) oraz Światową Organizację Meteorologiczną (WMO), został opracowany z udziałem około 100 naukowców i stanowi całościowy, a zarazem treściwy przegląd klimatu Europy. W jego skład wchodzi m.in. nowa galeria grafik zawierająca 130 wykresów i infografik.
C3S jest realizowana przez Europejskie Centrum Średnioterminowych Prognoz Pogody (ECMWF) na zlecenie Komisji Europejskiej. Od 2018 roku usługa ta publikuje raport ESOTC, który stanowi szczegółową analizę klimatu Europy w danym roku – wykraczającą poza zwykłe pomiary temperatury i obejmującą szerokie spektrum zmiennych klimatycznych, takich jak stres cieplny i zimny, długość trwania nasłonecznienia i zachmurzenie, pożary lasów, stan lodowców i wiele innych.
Florence Rabier, Dyrektor Generalna ECMWF: „Z inicjatywy Komisji Europejskiej, ECMWF realizuje program Copernicus Climate Change Service od ponad 10 lat i od 2018 roku przygotowuje raport European State of the Climate, który stanowi kluczowe narzędzie monitorowania zmian klimatycznych. Od zeszłego roku publikujemy go wspólnie z WMO. Raport za rok 2024 dowodzi, że prawie jedna trzecia sieci rzecznej przekroczyła próg wysokiego stanu wód, a stres cieplny nadal wzrasta w Europie, co podkreśla potrzebę budowania większej odporności. Obecnie 51% europejskich miast posiada dedykowany plan adaptacji do zmian klimatu – to potwierdza wartość naszych informacji, opartych na rzetelnych danych naukowych, w procesie podejmowania decyzji dotyczących adaptacji klimatycznej”.
„Raport ten podkreśla, że Europa jest najszybciej ocieplającym się kontynentem i doświadcza poważnych skutków ekstremalnych zjawisk pogodowych oraz zmian klimatycznych. Każdy, nawet niewielki wzrost temperatury ma znaczenie, ponieważ potęguje zagrożenia dla naszego życia, ekonomii i całej planety. Adaptacja jest koniecznością. WMO oraz jej partnerzy intensyfikują więc działania na rzecz wzmocnienia systemów wczesnego ostrzegania i usług klimatycznych, aby wspierać decydentów i całe społeczeństwo w budowaniu większej odporności. Robimy postępy, ale musimy działać dalej, szybciej i wspólnie” dodała Celeste Saulo, Sekretarz Generalna WMO.
„Raport C3S-WMO to przełomowe osiągnięcie, które wykorzystuje pełnię potencjału europejskich zasobów obserwacji Ziemi i usług Copernicus, a także wiedzy ekspertów. Copernicus jest częścią inwestycji UE w suwerenne dane klimatyczne, wspierających działania na rzecz łagodzenia i adaptacji zmian klimatycznych w Europie” podkreśla Elisabeth Hamdouch, Zastępczyni Dyrektora ds. Obserwacji Ziemi Komisji Europejskiej.
Kluczowe dane ESOTC 2024
- Temperatura: Rok 2024 był najcieplejszym w historii pomiarów dla Europy, z rekordowo wysokimi temperaturami na niemal połowie kontynentu.
- Temperatura powierzchni morza (SST): W ujęciu rocznym temperatura powierzchni mórz w Europie osiągnęła najwyższy poziom w historii – o 0,7°C powyżej średniej. Dla Morza Śródziemnego wyniosła 1,2°C powyżej średniej.
- Opady: Wystąpił wyraźny kontrast w opadach między wschodem a zachodem kontynentu. W Europie Zachodniej rok ten należał do dziesięciu najbardziej deszczowych w analizowanym okresie od 1950 r.
- Powodzie: Europa doświadczyła najbardziej rozległych powodzi od 2013 roku. Prawie jedna trzecia sieci rzecznej przekroczyła przynajmniej próg „wysokiego” stanu wód. Burze i powodzie dotknęły około 413 000 osób, powodując śmierć co najmniej 335 osób.
- Stres cieplny: Liczba dni z „silnym”, „bardzo silnym” i „ekstremalnym” stresem cieplnym była drugą najwyższą w historii. W 60% krajów Europy odnotowano więcej dni niż przeciętnie z co najmniej „silnym stresem cieplnym”.
- Energia odnawialna: Udział energii odnawialnej w produkcji energii elektrycznej w Europie osiągnął rekordowy poziom 45% w 2024 roku.
- Ekstremalne zimno: Powierzchnia lądowa Europy, która doświadczyła mniej niż trzech miesięcy (90 dni) z przymrozkami, była największa w historii – około 69% (średnia to 50%).
- Stres zimny: Odnotowano rekordowo niską liczbę dni z „silnym stresem zimnym”.
- Lodowce: Wszystkie regiony Europy odnotowały utratę masy lodowej; lodowce w Skandynawii i na Svalbardzie miały najwyższe wskaźniki utraty masy w historii.
- Pożary: We wrześniu w Portugalii spłonęło ok. 110 000 ha (1 100 km²) w ciągu jednego tygodnia, co stanowi około jedną czwartą całkowitej rocznej powierzchni spalonej w Europie. Ocenia się, że pożary dotknęły około 42 000 osób.
“Rok 2024 był najcieplejszym w historii pomiarów dla Europy. Odnotowaliśmy najdłuższą falę upałów w południowo-wschodniej Europie oraz rekordową utratę masy lodowców w Skandynawii i na Svalbardzie. Jednak 2024 to także wyraźne kontrasty klimatyczne między wschodem a zachodem kontynentu. Raport European State of the Climate to źródło informacji o zmieniającym się klimacie. Umiejętność korzystania z danych klimatycznych przy podejmowaniu decyzji powinna stać się naszym priorytetem” podkreślił Carlo Buontempo, Dyrektor Copernicus Climate Change Service, ECMWF.
Rozległe powodzie, ekstremalne upały i susza we wschodniej Europie
Raport ESOTC 2024 koncentruje się na przeglądzie powodzi w Europie, ze szczególnym uwzględnieniem ekstremalnych zjawisk w Europie Środkowej i Wschodniej związanych z układem niskiego ciśnienia Boris oraz tych, które miały miejsce w Walencji w Hiszpanii, jak również ekstremalnych upałów i suszy w południowo-wschodniej Europie latem.
30% sieci rzecznej w Europie przekroczyło w ciągu roku próg „wysokiego” stanu zagrożenia powodziowego, natomiast 12% przekroczyło próg „bardzo wysokiego” zagrożenia. We wrześniu niż genueński Boris dotknął setki tysięcy osób, powodując powodzie, ofiary śmiertelne i zniszczenia na terenie Niemiec, Polski, Austrii, Węgier, Czech, Słowacji, Rumunii i Włoch.
Pod koniec października w Hiszpanii wystąpiły ekstremalne opady deszczu i powodzie, prowadzące do katastrofalnych skutków i ofiar śmiertelnych w prowincji Walencja i regionach sąsiadujących.
Południowo-wschodnia Europa doświadczyła najdłuższej w historii fali upałów w lipcu 2024 roku, która trwała 13 dni i objęła 55% tego regionu. W trakcie lata odnotowano rekordową liczbę dni z przynajmniej „silnym stresem cieplnym” (66) oraz tzw. nocy tropikalnych (23).
Po raz pierwszy sekcje specjalne zawierają także informacje o trendach w zakresie powodzi, ekstremalnych upałów i suszy w Europie, podsumowując kluczowe ustalenia Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC). Przykładowo, Europa należy do regionów, w których prognozowany jest największy wzrost ryzyka powodziowego. Globalne ocieplenie o 1,5°C mogłoby skutkować 30 000 zgonów rocznie w Europie z powodu ekstremalnych upałów.
Polityka klimatyczna i działania zapobiegawcze
W tym roku interaktywna mapa najważniejszych wydarzeń została wzbogacona o nową warstwę przedstawiającą przykłady działań na rzecz odporności klimatycznej i inicjatyw adaptacyjnych realizowanych w miastach w całej Europie.

Zgodnie z sekcją raportu dotyczącą polityki i działań klimatycznych, 51% miast europejskich przyjęło specjalne plany adaptacji do zmian klimatu, co stanowi obiecujący postęp w porównaniu do 26% w 2018 r., co wskazuje na fakt, że dalsze wysiłki pozwolą uwolnić jeszcze większy potencjał skutecznej adaptacji do wyzwań klimatycznych.
Uderzające kontrasty klimatyczne
W 2024 roku mieszkańcy różnych części Europy doświadczali bardzo odmiennych warunków pogodowych i klimatycznych – szczególnie widoczny był kontrast między wschodem a zachodem kontynentu. Na wschodzie panowały suche, słoneczne i wyjątkowo ciepłe warunki, podczas gdy na zachodzie było bardziej pochmurno, wilgotno i zimno.

(Po lewej) Roczne anomalie czasu nasłonecznienia (%) w Europie w latach 1983–2024, przedstawiające dodatnie (pomarańczowe) i ujemne (szare) odchylenia.
(Po prawej) Anomalie czasu nasłonecznienia (w godzinach) w Europie w 2024 roku, z dodatnimi odchyleniami (odcienie pomarańczowego) i ujemnymi (odcienie szarości). Okres referencyjny: 1991–2020.
Dane: CM SAF SARAH-3 CDR i ICDR. Źródło: C3S/ECMWF/DWD/EUMETSAT.
Kontrast wschód–zachód był widoczny w wielu zmiennych klimatycznych, takich jak temperatura, opady, wilgotność gleby, zachmurzenie, nasłonecznienie, promieniowanie słoneczne oraz potencjał produkcji energii słonecznej. W rezultacie różnice te znalazły odzwierciedlenie również w europejskiej sieci rzecznej: w Europie Zachodniej występowały przepływy rzek powyżej średniej, natomiast w Europie Wschodniej – poniżej średniej.
Anomalie i ekstrema w rocznym średnim przepływie rzek w 2024 roku. Okres referencyjny: ekstrema 1992–2024, anomalie 1992–2020. Dane: EFAS. Źródło: CEMS/C3S/ECMWF.
Postęp w dziedzinie energii odnawialnej
Udział energii odnawialnej w produkcji energii elektrycznej w Europie w 2024 roku osiągnął rekordowy poziom 45%, w porównaniu z poprzednim z 2023 roku, kiedy osiągnął 43%. Jest to odzwierciedlenie działań Europy na rzecz budowy zdekarbonizowanego systemu energetycznego. Liczba krajów UE, w których energia odnawialna przewyższa pod względem produkcji energię z paliw kopalnych, niemal podwoiła się od 2019 roku – według raportów wzrosła z 12 do 20 państw.
Procentowy udział całkowitej rzeczywistej rocznej produkcji energii elektrycznej w Europie z energii słonecznej (żółty), wiatrowej (fioletowy) i wodnej (niebieski) w latach 2016–2024. Dane: ENTSO-E i Elexon. Źródło: C3S/ECMWF. Wersja interaktywna: https://datawrapper.dwcdn.net/LI3Pw/8/
Produkcja energii odnawialnej i zapotrzebowanie na energię elektryczną są silnie zależne od warunków pogodowych. Potencjał klimatyczny produkcji energii ze źródeł fotowoltaicznych odzwierciedlał kontrast między słonecznym wschodem a bardziej pochmurnym zachodem kontynentu.
Narastający stres cieplny – w dzień i w nocy
Liczba dni ze stresem cieplnym oraz tzw. nocy tropikalnych stale rośnie w Europie. W 2024 roku odnotowano drugą najwyższą w historii liczbę zarówno dni z wysokim stresem cieplnym, jak i nocy tropikalnych. Średnio dla całego kontynentu oznaczało to niemal miesiąc z przynajmniej „silnym stresem cieplnym” oraz około 12 nocy tropikalnych, choć wartości te znacznie różniły się w zależności od regionu – szczególnie południowo-wschodnia Europa notowała rekordowe liczby w obu kategoriach. Upał może powodować stres, na który wpływa nie tylko temperatura, ale także inne czynniki środowiskowe, takie jak wiatr i wilgotność. Wysokie temperatury w nocy mogą również wpływać na zdrowie, oferując niewiele wytchnienia od stresu cieplnego w ciągu dnia.
Średnia roczna liczba dni z przynajmniej „silnym”, „bardzo silnym” lub „ekstremalnym stresem cieplnym” w Europie w latach 1950–2024. Progi dla tych poziomów stresu cieplnego, zgodnie z Uniwersalnym Wskaźnikiem Klimatu Termicznego (Universal Thermal Climate Index; UTCI), wynoszą odpowiednio: 32°C, 38°C i 46°C. „Noce tropikalne” to noce, podczas których temperatura nie spada poniżej 20°C. Dane: ERA5-HEAT, ERA5. Źródło: C3S/ECMWF. Wersja interaktywna: https://www.datawrapper.de/_/vQNFB/
Kurczące się lodowce
Organizacja Narodów Zjednoczonych ogłosiła 2025 Międzynarodowym Rokiem Ochrony Lodowców. Dane zawarte w raporcie ESOTC 2024 wskazują, że we wszystkich regionach Europy lodowce traciły masę. Europa Środkowa należy do obszarów świata, w których lodowce kurczą się najszybciej – raport zawiera infografikę ilustrującą, jak bardzo zmniejszyły się lodowce alpejskie od lat 70. XX wieku.
W 2024 roku lodowce w Skandynawii i na Svalbardzie odnotowały najwyższe w historii tempo utraty masy i największą roczną stratę spośród wszystkich regionów lodowcowych na świecie – średnia utrata grubości wyniosła 1,8 m w Skandynawii i 2,7 m na Svalbardzie. Był to trzeci najcieplejszy rok w historii dla Arktyki jako całego regionu i czwarty najcieplejszy rok dla obszarów lądowych Arktyki.
Trzeci sezon letni z rzędu średnia temperatura na Svalbardzie osiągnęła nowy rekord. W ostatnich dekadach ten obszar należy do najszybciej ocieplających się miejsc na Ziemi.
Copernicus to komponent programu kosmicznego Unii Europejskiej w zakresie obserwacji Ziemi, który monitoruje naszą planetę i jej środowisko, przynosząc korzyści dla wszystkich obywateli Europy. Program jest koordynowany i zarządzany przez Komisję Europejską, a jego realizacja odbywa się we współpracy z państwami członkowskimi oraz organizacjami europejskimi.
Europejskie Centrum Średnioterminowych Prognoz Pogody (ECMWF) pełni jednocześnie funkcję instytutu badawczego oraz całodobowej służby operacyjnej, opracowującej globalne numeryczne prognozy pogody oraz inne dane na potrzeby państw członkowskich i stowarzyszonych, a także szerszej społeczności. Centrum dysponuje światowej klasy infrastrukturą superkomputerową do prognozowania pogody i prowadzi jeden z największych na świecie archiwów danych meteorologicznych.
Jan Paweł II nazwał Cywilizacją Śmierci współczesne społeczeństwa, przyzwalające na kontrolę urodzin. To genialna diagnoza charakteru naszej cywilizacji, choć z innych powodów.
Życie zmienia planetę
Ziemia od początku swojego istnienia podlega nieustannym przemianom – przesuwają się kontynenty, wypiętrzają góry, wybuchają wulkany i powstają gigantyczne czapy lodowe. W procesie tych przemian powstały unikalne w skali kosmicznej warunki dla powstania Życia. Jego istotą jest sposób organizacji materii, która w odróżnieniu od materii nieożywionej nie tylko podlega prawom fizyki, ale też je wykorzystuje. Karol Darwin, odkrywca praw rządzących Życiem nazwał je Ewolucją.
Ewolucja Życia na Ziemi doprowadziła do rozwoju różnorodnych form organizmów, które przyczyniły się do radykalnych zmian w składzie jej atmosfery. W ich efekcie stężenie CO2 spadło poniżej 0,3‰, a tlenu wzrosło do ponad 20%. Pochłaniany przez rośliny w procesie fotosyntezy CO2 przekształcał się w związki organiczne będące budulcem roślin i zwierząt. Obumarłe rośliny i zwierzęta w wyniku procesów geologicznych zamieniły się w złoża paliw kopalnych oraz w węglan wapnia, główny składnik skał wapiennych, będących surowcem do produkcji cementu.
Człowieczeństwo a dwutlenek węgla
Jednym z owoców Ewolucji i zmian składu atmosfery są zwierzęta stałocieplne, a wśród nich „korona stworzenia” – Człowiek. Jego cechą charakterystyczną jest rozwinięty centralny ośrodek sterowania – mózg. Jest on organem o największej intensywności przemian energetycznych, co wyraźnie widać na zdjęciach, w podczerwieni, ludzkiego ciała (pewnie dlatego dla wielu myślenie jest tak męczące, że wolą go unikać…).
Źródłem energii niezbędnej dla procesu myślenia jest glukoza. W komórkach mózgu poddana jest ona, opisanemu przez Hansa Krebsa, cyklowi reakcji chemicznych. W ich wyniku, oprócz energii jako produkt uboczny powstają H2O i CO2.
Dla zachowania ciągłości tego procesu produkty reakcji muszą być sprawnie usuwane z organizmu. Jest to poniekąd analogiczne do procesu spalania paliwa w silniku samochodowym, gdzie zatkanie rury wydechowej zatrzymuje jego pracę. „Rurą wydechową” mózgu są płuca. Tam w pęcherzykach płucnych zachodzi proces wymiany gazowej, w ramach której związany z hemoglobiną CO2 jest wymieniany na O2. Siłą napędową tego procesu jest różnica ciśnień parcjalnych CO2 we krwi i w powietrzu wdychanym: im niższe jest stężenie CO2 w powietrzu, tym skuteczniej usuwany jest on z mózgu, a my sprawniej myślimy. Przy stężeniu CO2 powyżej 1‰ wyraźnie spada nasza sprawność intelektualna, a stężenie powyżej 3‰ sprawia, że jesteśmy już tylko Homo …bez Sapiens.
Technosfera – nowotwór biosfery
Produktem ludzkiego myślenia jest Cywilizacja. Tworzy ona wokół ludzi technosferę, która niweluje ograniczenia, jakie dla ekspansji każdego gatunku stanowią dostępne zasoby i selekcja naturalna, utrzymujące równowagę w biosferze. Rosnąca technosfera stała się „rakiem” biosfery, z której czerpie potrzebne dla swojego wzrostu zasoby, równocześnie ją niszcząc. W ciągu ostatnich stu latach w wyniku rozwoju Cywilizacji Przemysłowej napędzanej energią pozyskaną z paliw kopalnych proces ten nabrał katastrofalnego przyśpieszenia. W konsekwencji procesów cywilizacyjnych biomasa wszystkich ludzi i zwierząt gospodarskich stanowi już niewyobrażalne 98% masy wszystkich ssaków lądowych. Dodatkowo masowe wydobycie i spalanie paliw kopalnych cofnęły wywołane przez Ewolucję zmiany w atmosferze Ziemi.
Od początku rewolucji przemysłowej w XIX w. stężenie CO2 wzrosło z poziomu 0,28‰, typowego dla ewolucji naszego gatunku do 0,42‰, i dalej szybko rośnie. Wzrost stężenia CO2 w powietrzu hamuje dopływ energii do mózgu i powoduje spadek inteligencji.
Katastrofa klimatyczna
Dwutlenek węgla jest gazem cieplarnianym. Wzrost jego stężenia w atmosferze powoduje, katastrofalne z ludzkiego punktu widzenia, podwyższenie temperatury na Ziemi. Jego skutkiem będzie m.in. podniesienie poziomu światowego oceanu i tym samym zniszczenie znacznej części technosfery, która upodobała sobie jego wybrzeża i jest domem miliardów ludzi. Ponadto wzrost temperatury uczyni znaczną część lądów niezdatnymi do życia dla zwierząt stałocieplnych. Oznacza to w istocie zagładę resztek dzikiej przyrody i załamanie się ekosystemu, którego częścią sami jesteśmy. A to koniec Ludzkości, bo wątpię, czy zdołamy do tego czasu przenieść naszą świadomość na twarde dyski komputerów i rozpocząć nową erę Ewolucji Materii Nieożywionej.
Wielkie Wymieranie
Obserwowane obecnie masowe wymieranie gatunków pokazuje, że nasza triumfująca Cywilizacja Przemysłowa jest dla biosfery tym samym, co każda z pięciu dotychczasowych kosmiczno-geologicznych katastrof. Zahamowanie tego kolejnego procesu zagłady jest być może jeszcze możliwe, ale pod warunkiem użycia zasobów, jakimi dysponuje Ludzkość w celu zaprzestania spalania paliw kopalnych, powstrzymania wzrostu stężenia CO2 oraz uruchomienia mechanizmów jego usuwania z atmosfery. Jeśli chcemy przetrwać, musimy to zrobić radykalnie szybciej niż robiła to do tej pory Ewolucja. Bez tego podzielimy los dinozaurów. W Szóstym Wielkim Wymieraniu.
U źródeł zła
Obecnie przytłaczająca większość zasobów Ziemi wykorzystywana jest do zaspokajania pragnień stworzonych przez przemysł kreowania marzeń – reklamę i marketing. Niewielki ułamek Ludzkości, w pogoni za narzuconymi przez media pragnieniami, dewastuje planetę, pozbawiając przytłaczającą większość szans na realizację podstawowych potrzeb. Ten powszechny porządek opiera się na kulcie pieniądza. Jego najwyższym prawem jest święte prawo własności. Chroni ono gargantuiczne bogactwa znikomej mniejszość, jaką stanowią właściciele kapitału. Siłą napędową tego porządku świata jest chciwość – najwyższa cnota wyznawców kultu pieniądza. Jest on dla nich wartością nadrzędną i równocześnie miarą wszelkich innych wartości. Jeśli wbrew temu kultowi nie ograniczymy produkcji do poziomu wynikającego z ludzkich potrzeb w rozumieniu Abrahama Maslowa, zdewastujemy biosferę, a to oznacza zagładę współczesnych społeczeństw.

Fot. mwering/Pixabay
Zmiana porządku świata może jednak nastąpić wyłącznie za zgodą jego właścicieli, czyli kilku powiązanych z sobą największych funduszy inwestycyjnych. Tylko że musiałby one dokonać rzeczy prawie niemożliwej: wyrzec się fundamentu swego istnienia – chciwości. Gorzka pociecha to ta, że zagłada nie oszczędzi właścicieli kapitału. Projekt ewakuacji na Marsa jest, ze względu na nasze fizjologiczne uzależnienie od biosfery, czystą iluzją.
Cywilizacja Śmierci
Porównując skutki rozwoju Cywilizacji Przemysłowej do Ewolucji widzimy, że są one dokładnie odwrotne. Nasza Przemysłowa Cywilizacja jest przeciwieństwem Ewolucji. Wydobywamy spod ziemi paliwa kopalne, zwiększamy stężenie CO2 w atmosferze i redukujemy różnorodność biologiczną. Tak więc jeśli Ewolucja oznacza Życie, to Cywilizacja Przemysłowa oznacza Śmierć.
Jan Paweł II miał więc w sumie rację: zbudowaliśmy Cywilizację Śmierci, choć nie kontrola urodzin jest jej symptomem. Wygląda na to, że Homo Sapiens zaczyna być coraz mniej Sapiens. Jako zbiorowość zdajemy się reprezentować poziom refleksji niższy od drożdży, które dopóty zmieniają cukier na alkohol, dopóki ten ich nie zabije. Amen
Ilustracje wygenerowane przez Canva.com
Materiał pochodzi z notatyki prasowej opracowanej na podstawie Raportu o globalnych wydarzeniach klimatycznych w 2023 przedstawionego 9 stycznia 2024 roku.

Wzrost globalnej temperatury powierzchniowej powietrza(1) względem średniej dla lat 1850-1900, wyznaczonego przedprzemysłowego okresu referencyjnego, na podstawie kilku globalnych zbiorów danych temperatur, pokazany jako 5-letnie średnie od 1850 (lewa strona) i jako średnie roczne od 1967 (prawa strona).
Źródło: C3S/ECMWF.
POBIERZ OBRAZ / POBIERZ DANE Z LEWEGO WYKRESU / POBIERZ DANE Z PRAWEGO WYKRESU
Globalne temperatury w roku 2023 osiągnęły wyjątkowo wysokie poziomy. Usługa monitorowania zmian klimatu Copernicus (C3S), prowadzona przez Europejskie Centrum Średnioterminowych Prognoz Pogody w imieniu Komisji Europejskiej i finansowana z UE, monitorowała kilka kluczowych wskaźników klimatycznych przez cały rok, informując o rekordowo wysokich warunkach, takich jak najgorętszy miesiąc w historii i codzienne globalne średnie temperatury krótkotrwale, które przekraczały poziomy przedprzemysłowe o ponad 2°C. Niespotykane globalne temperatury od czerwca spowodowały, że 2023 stał się najcieplejszym rokiem w historii. Ubiegły rok bez problemu wyprzedził dotychczas najcieplejszy sezon 2016. Raport o globalnych wydarzeniach klimatycznych w 2023 roku, został oparty głównie na danych z reanalizy ERA5- przedstawia on ogólne podsumowanie najważniejszych ekstremalnych zjawisk klimatycznych oraz głównych czynników, które za nimi stoją. Należą do nich między innymi koncentracje gazów cieplarnianych, El Niño i inne naturalne zmiany.

Anomalia temperatury powietrza przy powierzchni dla 2023 roku w stosunku do średniej z okresu referencyjnego 1991-2020.
Źródło danych: ERA5. Dzięki uprzejmości: C3S/ECMWF.
POBIERZ OBRAZ / POBIERZ DANE
Najważniejsze informacje o temperaturach powietrza na powierzchni:
-> 2023 został potwierdzony jako najcieplejszy kalendarzowy rok w stosunku do globalnych danych temperatur sięgających 1850 roku.
-> Średnia globalna temperatura w 2023 roku wyniosła 14,98°C, była o 0,17°C wyższa niż poprzednia najwyższa roczna wartość w 2016 roku.
-> 2023 był o 0,60°C cieplejszy niż średnia z lat 1991-2020 i o 1,48°C cieplejszy niż poziom przedprzemysłowy z okresu 1850-1900.
-> Prawdopodobnym jest, że 12-miesięczny okres, który zakończy się w styczniu lub lutym 2024, przekroczy 1,5°C powyżej poziomu przedprzemysłowego.
-> 2023 to pierwszy rok w historii, w którym temperatura każdego dnia była wyższa o 1°C od poziomu przedprzemysłowego z lat 1850-1900. Blisko 50% dni były o ponad 1,5°C cieplejsze niż poziom 1850-1900, a dwa dni w listopadzie były, po raz pierwszy, o ponad 2°C cieplejsze.
-> Średnie roczne temperatury powietrza były najwyższe w historii lub zbliżały się do najwyższych w większości obszarów wszystkich basenów oceanicznych i wszystkich kontynentów z wyjątkiem Australii.
-> Każdy miesiąc od czerwca do grudnia 2023 roku był cieplejszy niż odpowiadający mu miesiąc w poprzednich latach.
-> Lipiec i sierpień 2023 były najcieplejszymi miesiącami w historii. Borealne lato (czerwiec-sierpień) było również najcieplejszym sezonem w historii.
-> Wrzesień 2023 był miesiącem z odchyleniami temperatury powyżej średniej z lat 1991–2020, większymi niż jakikolwiek inny miesiąc w zbiorze danych ERA5.
-> Grudzień 2023 był najcieplejszym grudniem w historii pomiarów, ze średnią temperaturą wynoszącą 13,51°C, czyli o 0,85°C powyżej średniej z lat 1991-2020 i 1,78°C więcej niż średni poziom temperatury w latach 1850-1900 dla tego miesiąca. Szczegółowe informacje dotyczące grudnia znajdują się w miesięcznym biuletynie.
Najważniejsze informacje o temperaturach powierzchni mórz (SST):
-> Globalne średnie temperatury powierzchni morza (SST) utrzymywały się na niezwykle wysokim poziomie, osiągając rekordowe wyniki dla danej pory roku w sezonie od kwietnia do grudnia.
-> W 2023 roku wystąpiło zjawisko pogodowe El Niño, co oznacza, że La Niña dobiegła końca. Przejście to miało miejsce wiosną ubiegłego roku, przy czym WMO ogłosiło początek El Niño na początku lipca.
-> Wysokie SST w większości basenów oceanicznych, a w szczególności na Atlantyku Północnym, odegrały ważną rolę w rekordowo wysokich globalnych SST.
-> Bezprecedensowe SST były związane z falą upałów morskich na całym świecie, w tym w częściach Morza Śródziemnego, Zatoki Meksykańskiej i Karaibów, Oceanu Indyjskiego i Północnego Pacyfiku oraz w większości Atlantyku Północnego.
Najważniejsze informacje o temperaturze w Europie:
-> 2023 był drugim najcieplejszym rokiem dla Europy: o 1,02°C powyżej średniej z lat 1991-2020, o 0,17°C chłodniejszym niż 2020.
-> Temperatury w Europie utrzymywały się powyżej średniej przez 11 miesięcy 2023 roku, a wrzesień był najcieplejszym wrześniem w historii pomiarów.
-> Europejska zima (grudzień 2022 – luty 2023) była drugą najcieplejszą zimą w historii.
-> Średnia temperatura europejskiego lata (czerwiec-sierpień) wyniosła 19,63°C; o 0,83°C powyżej średniej, sprawiając, że było to piąte najcieplejsze lato w historii.
-> Europejska jesień (wrzesień-listopad) miała średnią temperaturę 10,96°C, czyli o 1,43°C powyżej średniej. W rezultacie była to druga najcieplejsza jesień w historii, tylko o 0,03°C chłodniejsza niż jesień 2020 roku.
Pozostałe zjawiska, które miały miejsce w 2023 roku:
-> Rok 2023 był niezwykły dla lodu morskiego na Antarktydzie: osiągnął on rekordowo niski poziom jak na tę porę roku w ciągu 8 miesięcy. Zarówno dzienne, jak i miesięczne zasięgi osiągnęły rekordowe minima w lutym 2023 roku.
-> Zasięg lodu morskiego Arktyki w marcu, w momencie jego rocznego maksimum, był jednym z czterech najniższych dla tego okresu w roku w historii pomiarów satelitarnych. Roczne minimum we wrześniu było szóstym najniższym.
-> Atmosferyczne stężenia dwutlenku węgla i metanu nadal wzrastały i osiągnęły rekordowe poziomy w 2023 roku, osiągając odpowiednio 419 ppm i 1902 ppb. Poziom dwutlenku węgla był wyższy o 2,4 ppm, a metanu o 11 ppb wyższy niż w 2022 roku.
-> Na całym świecie odnotowano dużą liczbę ekstremalnych zdarzeń klimatycznych, w tym fale upałów, powodzie, susze i pożary lasów. Szacunkowe globalne emisje węgla z pożarów w 2023 roku wzrosły o 30% w porównaniu z 2022 rokiem, głównie z powodu utrzymujących się pożarów w Kanadzie.
Mauro Facchini, Dyrektor ds. Obserwacji Ziemi w Dyrekcji Generalnej ds. Przemysłu Obronnego i Przestrzeni Kosmicznej Komisji Europejskiej, komentuje: „Dzięki działaniom programu Copernicus wiedzieliśmy, że 2023 rok nie przyniesie dobrych wiadomości. Przedstawione dane to kolejny dowód na coraz bardziej zauważalne skutki zmian klimatycznych. Dlatego Unia Europejska, w oparciu o dostępne dane naukowe, zgodziła się na redukcję emisji o 55% do 2030 roku. Program Copernicus, finansowany przez Komisję Europejską, jest jednym z najlepszych dostępnych narzędzi, które pomagają kierować naszymi działaniami na rzecz klimatu, utrzymują nas na drodze do osiągnięcia celów Porozumienia Paryskiego i przyspieszają zieloną transformację.”
Samantha Burgess, Zastępca Dyrektora Copernicus Climate Change Service: „2023 był wyjątkowym rokiem klimatycznych rekordów. Nie tylko jest on najcieplejszym rokiem w historii, ale jest także pierwszym rokiem, w którym wszystkie dni były o ponad 1°C cieplejsze niż okres przedprzemysłowy. Temperatury w 2023 roku prawdopodobnie przekroczyły te z jakiegokolwiek okresu od co najmniej 100 000 lat.”
Carlo Buontempo, Dyrektor Copernicus Climate Change Service, dodaje: „Obserwowane przez nas w ostatnich miesiącach ekstrema są dramatycznym świadectwem tego, jak bardzo oddaliliśmy się od klimatu, w którym rozwijała się nasza cywilizacja. Ma to głębokie znaczenie dla założeń Porozumienia Paryskiego i całej ludzkości. Jeśli chcemy skutecznie zarządzać portfelem ryzyka klimatycznego, musimy zdekarbonizować gospodarkę, jednocześnie korzystając z danych i wiedzy klimatycznej, które posiadamy, aby przygotować się na przyszłość.”
Copernicus jest częścią programu kosmicznego realizowanego i finansowanego przez Unię Europejską; jest flagowym programem obserwacji Ziemi, który dostarcza danych z 6 obszarów takich jak: Atmosfera, Zmiany Klimatyczne, Zarządzanie Kryzysowe, Ląd, Morza i Bezpieczeństwo. Program ten udostępnia bezpłatnie dane operacyjne i usługi, zapewniając użytkownikom rzetelne i aktualne informacje związane z naszą planetą i środowiskiem. Program jest koordynowany i zarządzany przez Komisję Europejską oraz realizowany we współpracy, między innymi, z Państwami Członkowskimi, Europejską Agencją Kosmiczną (ESA), Europejską Organizacją Eksploatacji Satelitów Meteorologicznych (EUMETSAT), Europejskim Centrum Średnioterminowych Prognoz Pogody (ECMWF), agencjami UE oraz Mercator Ocean.
W 2023 roku na całym świecie zostały odnotowane rekordowo wysokie temperatury powierzchniowe powietrza
Jeden z pierwszych sygnałów w danych temperaturowych zapowiadających anomalie w 2023 roku pojawił się na początku czerwca, kiedy anomalie temperatur względem poziomu przedprzemysłowego z lat 1850-1900 osiągały 1,5°C przez kilka kolejnych dni z rzędu. Chociaż nie była to pierwsza sytuacja, kiedy dzienna anomalia osiągnęła taki poziom, nigdy wcześniej nie miało to miejsca o tej porze roku. Przez resztę 2023 roku, globalne dzienne anomalie temperatury stały się regularnym zjawiskiem, do tego stopnia, że przez prawie 50% dni w 2023 roku temperatura przekraczała poziom 1,5°C powyżej odnotowanego w latach 1850-1900.
Nie oznacza to, że przekroczone zostały granice ustalone przez Porozumienie Paryskie (odnoszą się one do okresu co najmniej 20 lat, kiedy średnia anomalia temperatury była przekraczana), ale stanowi to negatywny precedens.

Dzienna globalna temperatura powierzchni powietrza względem średniej z lat 1850–1900, wyznaczonego okresu przedprzemysłowego dla roku 2023. Wykres przedstawia wzrost temperatur w trzech zakresach: 1–1,5°C (oś pomarańczowa), 1,5–2°C (oś czerwona) i powyżej 2°C (kolor karmazynowy).
Źródło: ERA5. Dzięki uprzejmości: C3S/ECMWF
POBIERZ OBRAZ / POBIERZ DANE
Temperatury powierzchni morza (SST): poza El Niño
Między innymi, kluczowym czynnikiem powodującym wyjątkowo wysokie temperatury powietrza, które notowano na świecie w 2023 roku, były bezprecedensowo wysokie temperatury oceanów. Średnia globalna temperatura powierzchni morza(2) od kwietnia do grudnia była najwyższa w zestawie danych ERA5.
Jednym z głównych czynników, który tłumaczy te wysokie temperatury, jest oscylacja południowa El Niño (ENSO), która jest wzorem zmienności klimatu. W rezultacie, temperatury oceanu w centralnym i wschodnim tropikalnym Pacyfiku zmieniają się z chłodniejszych (La Niña) na cieplejsze (El Niño). Zjawisko ENSO wpływa na temperaturę i wzorce pogodowe na całym świecie. W pierwszych miesiącach 2023 roku La Niña dobiegła końca, a zjawisko El Niño zaczęło się rozwijać. WMO ogłosiła nadejście El Niño w lipcu, po czym nasilało się ono przez resztę roku.
El Niño sam w sobie nie wyjaśnia jednak wzrostu temperatur oceanu, ponieważ wysokie SST poza równikowym obszarem Pacyfiku także znacznie przyczyniły się do rekordowo wysokich globalnych SST.

Wpływ szerokości geograficznych na miesięczne globalne anomalie temperatury powierzchniowej powietrza względem okresu referencyjnego 1991–2020, przedstawiony oddzielnie dla regionów lądowych i morskich. Wpływ każdego regionu jest określany na podstawie obszaru, jaki zajmuje na powierzchni Ziemi i został wyróżniony określonym kolorem na wykresach słupkowych.
Źródło: ERA5. Dzięki uprzejmości: C3S/ECMWF
POBIERZ OBRAZ / POBIERZ DANE
Morskie fale upałów w 2023 roku były częstym zjawiskiem w wielu zbiornikach wodnych na całym świecie, wpływając na regiony takie jak obszary Morza Śródziemnego, Zatoki Meksykańskiej i Karaibów, Oceanu Indyjskiego i Północnego Pacyfiku, a także dużą część Północnego Atlantyku. W dłuższej perspektywie na anomalie związane z ciepłem mogło również wpłynąć kilka czynników lub je wzmocnić, w tym ciepło pochodzące z głębszych poziomów oceanu.
Gazy cieplarniane

Miesięczne globalne średnie stężenie atmosferycznego dwutlenku węgla (CO2; lewa strona) i metanu (CH4; prawa strona) w kolumnowo uśrednionej koncentracji z satelitów dla lat 2003-2023 (szara krzywa) i 12-miesięczna średnia (czerwona krzywa). Źródło danych: C3S/Obs4MIPs (v4.5) konsolidowane (2003–2022) oraz wstępne dane w niemal czasie rzeczywistym CAMS (2023) zapisy GOSAT (CH4) i GOSAT-2 (CO2). Zakres przestrzenny: 60S – 60N nad lądem.
Źródło: C3S/CAMS/ECMWF/University of Bremen/SRON.
POBIERZ OBRAZ / POBIERZ DANE
Stężenie gazów cieplarnianych w 2023 roku osiągnęło najwyższe poziomy w historii pomiarów przeprowadzonych w atmosferze według C3S i Usługi monitorowania zmian klimatu Copernicus (CAMS). Stężenie dwutlenku węgla wzrosło o 2,4 ppm, a stężenie metanu wzrosło o 11 ppb w ciągu ostatniego roku. W 2023 roczne szacunkowe stężenie atmosferyczne dwutlenku węgla wyniosło 419 ppm, a metanu 1902 ppb. Tempo wzrostu stężenia dwutlenku węgla było podobne do obserwowanego w ostatnich latach. Tempo wzrostu metanu pozostało wysokie, ale było niższe niż w ostatnich 3 latach.
Przypisy:
1. Używając terminu „temperatura”, mamy na myśli temperaturę blisko powierzchni Ziemi, stąd termin „temperatury powierzchniowe powietrza”. Dla powierzchni lądowych termin ten zazwyczaj odnosi się do temperatury powietrza na wysokości 2 metrów nad powierzchnią. Dla powierzchni oceanu może dotyczyć to temperatury powietrza na wysokości 2 metrów, jak i temperatury powierzchni oceanu lub morza. Jest to uzależnione od używanego zestawu danych.
2. Prezentowane wnioski dotyczące globalnych temperatur powierzchni morza (SST) opierają się na danych SST z ERA5 uśrednionych dla obszaru 60°S–60°N. Należy zauważyć, że dane SST z ERA5 są szacunkowymi temperaturami oceanu na głębokości około 10 metrów (określanej jako temperatura podstawowa). Wyniki, np. data osiągnięcia najwyższej wartości w 2023 roku, mogą różnić się od innych analiz SST dostarczających szacunkowych temperatur na różnych głębokościach, takich jak 20 cm głębokości dla OISST NOAA.
Triumf ludzkiej myśli, jakim było kolejne już w dziejach lądowanie statku kosmicznego na srebrnym globie, tym razem będący sukcesem Indii, powinien mnie jako wyznawcę nauki bardzo cieszyć. Jednak tym razem cieszy mniej.
Myślę, że naprawdę trudno chyba o głośniejszy chichot historii, niż ten, który powinien obecnie dźwięczeć w uszach ludzkości nad tezą Francisa Fukuyamy, z jego słynnej książki „The End of History and the Last Man”.
Fukuyama ogłosił, iż wygaśnięcie politycznych sporów, które pod koniec XX wieku miały być generowane właściwie wyłącznie przez konflikt pomiędzy dwiema historiozoficznymi wizjami świata (liberalną i komunistyczną), koniec zimnej wojny i triumf demokratyczno-wolnorynkowej doktryny miały nieść kres nie tylko jedynemu, jak wtedy sądzono, potencjalnie „atomowemu” zagrożeniu dla świata, ale też być początkiem panświatowego okresu liberalnego dostatku i spokoju
Ach, ten neoliberalizm. Założenie, że konsumpcja i nieopanowany rozwój będzie napędzać kolejne gospodarki świata, prowadząc je ku demokratycznemu dostatkowi.
Ledwie trzy lata od upadku Muru Berlińskiego miał miejsce Szczyt Ziemi w Rio de Janeiro. Był wynikiem znanego naukowcom od końca lat siedemdziesiątych wpływu spalania kopalin na klimat, a co za tym idzie – na losy świata. Oczywiście, w zakresie ustaleń profilaktyki klimatycznej fiasko goniło fiasko. Organizowane cyklicznie konferencje klimatyczne kończyły się porażką, a nadzieje związane z Porozumieniem Paryskim, prawie ćwierć wieku po Rio, okazały się płonne.

Fot: livingfeinthelou (Pixabay.com)
Bo świat zachłysnął się na kilka dziesięcioleci od ogłoszenia „The End of History” ideą ekonomicznego zysku i poszerzania granic demokracji. Co do demokracji, to trudno się nawet dziwić, szkoda tylko, że u poinformowanych zresztą decydentów naszej rzeczywistości zabrakło refleksji nad coraz częstszymi doniesieniami z licznych kół naukowych o istotnych zagrożeniach. Tych, które niosą w pakiecie, we wcale nie aż tak odległej przyszłości, zmiany klimatyczne. Kiedy fakt ciągłego podwyższania się średniej światowej temperatury został odnotowany przez mainstream jakąś dekadę temu, to raczej w wysoce naiwnej wersji, iż dopiero w perspektywie odległych pokoleń wzrastająca temperatura spowoduje topnienie lodowców i podniesienie poziomu światowych oceanów. Konsekwencją będzie zalanie Wenecji, Miami czy też Gdańska. A przecież wystarczy przenieść te miasta na wyższe tereny, co w historii świata już się zdarzało.
No nie wystarczy, bo scenariusz jest inny. Prognozowany jest „niewielki”, zdawałoby się, wzrost temperatury, „tylko” o 2 do 5 stopni Celsjusza w porównaniu do tej z początków ery industrialnej. Oczywiście, wiąże się to z topnieniem lodowców. Tylko że drastyczne podniesienie się poziomu praoceanów będzie jedną z ostatnich odsłon czekającej nas hekatomby.
Nasza planeta działa jak szwajcarski zegarek, rozciągnięty między biegunami. Nawet drobny wzrost temperatury na Ziemi i uwalnianie przez to niewielkiego początkowo procentu wód skumulowanych w Arktyce, na Antarktydzie i w najwyższych masywach górskich świata jest jak ziarenka piasku wrzucone w dopasowane co do setnych milimetra, delikatne trybiki superprecyzyjnej maszynerii.
Nim tsunami rodem z hollywoodzkich produkcji wtargną kiedyś w ulice Nowego Jorku, Petersburga i śródmieścia Gdyni, czekają nas widowiska nie mniej spektakularne i nie mniej straszne. Wzrost światowej temperatury nawet o 2 – 3 stopnie w skali stulecia trudno odnotować zwykłemu mieszkańcowi planety. To, co rzeczywiście będzie miało konsekwencje, to postępująca deregulacja klimatu, niekoniecznie łącząca się ze wzrostem ciepła na planecie. Trudno w szczegółach przewidzieć scenariusze katastrof. Będą to naprzemienne okresy gigantycznych suszy, poprzedzielanych niespotykanymi deszczami i powodziami, oraz następujące po sobie okresy skrajnych temperatur, od tropikalnych upałów, trwających miesiące, po długie okresy arktycznych mrozów. Wszystko to w szerokich rejonach klimatu dotąd umiarkowanego. W tym czasie obszary równikowe naszego świata staną się rejonami nie nadającymi się do zamieszkania. To spowoduje migracje na nieznaną dotąd w dziejach ludzkości skalę.
Nawet te obecnie bardzo jeszcze bezpieczne obszary, jakimi jest Europa i Północna Ameryka, będą pustoszyć z powietrza potężne tornada, a od spodu podziemne osuwiska pochłaniające całe dzielnice miast i wsie. Osuwiska spowodowane rozrastaniem się podziemnych cieków wodnych i wynikającą stąd destabilizacją gruntu.
Do najbardziej rozwiniętych krajów świata napłyną setki milionów „nielegalnych” przybyszy. To spowoduje, nawet w statecznych demokracjach liberalnych, napięcia społeczne i wybuch populizmu, a co za tym idzie militarno-polityczne konsekwencje, przy których Władimir Putin, Donald Trump czy naszego rodzimego chowu Jarosław Kaczyński będą ckliwym wspomnieniem niedawno minionego, bezpiecznego jeszcze świata.
Osobom wierzącym, iż rozwój nauki pozwoli zapobiegać tym problemom w przyszłości, chcę przypomnieć, jak już obecnie kwestie ekologiczne i demograficzne potrafi całkowicie przesłonić i zepchnąć na plan dalszy bieżąca polityka i aktualne trudności z demokracją lub uchodźstwem. Tymczasem to, co nas czeka, to armagedon w porównaniu z obecnymi klopotami na tym polu.
Problemy z klimatem i postępujące zanikanie pór roku spowodują też potężne kłopoty z dostawami żywności – już obecnie sprowadzanej według najdziwniejszych konstelacji geograficznych, dyktowanych bieżącą polityką i zyskiem.
W tym momencie światowy ekosystem, już i tak zniszczony przez człowieka, zacznie zanikać. Obecnie przeważająca część większych ssaków to człowiek wraz z hodowanymi przez niego stworzeniami, przeznaczonymi do konsumpcji. Na tym polu w okresie od początku ery industrializacji nastąpiło całkowite odwrócenie proporcji procentowych. Jeszcze w XIX wieku ludzie wraz ze swoim inwentarzem stanowili tylko dodatek do całej masy wolno żyjących stworzeń; obecnie to dzikie zwierzęta zaczynają być tylko dodatkiem do stworzeń cierpiących w tzw. hodowli przemysłowej i areału pól dostarczających żywności zwierzętom hodowlanym.

Wylesianie w Polsce. Fot Juliusz Adel
Postępuje wycinka puszcz i lasów w obszarze równikowym, głównie pod potrzeby wysiewu rozrastającej się błyskawicznie monokultury roślinnej. Monokultury produkującej paszę dla wyżywienia setek miliardów tusz wieprzowych, wołowych i drobiu na stoły Europejczyków i Amerykanów oraz naśladujących ich sposób życia elit innych części świata. To dodatkowo nakręca zmiany klimatyczne. Podobnie jak „niespodzianki” kryjące się pod topniejącą wieczną zmarzliną Syberii.
Ktoś powie, że to już się dzieje. Nie, to dopiero początki, które skończą się nie tylko tym, że klimat na Ziemi stanie się niemalże niemożliwy do przeżycia; błyskawicznie wyzwolą też niesnaski pomiędzy społeczeństwami na niespotykaną do tej pory, krwawą skalę. Uruchomienie podówczas arsenału nuklearnego, obecnego w coraz większej liczbie krajów świata, jest wielce prawdopodobne.
Co więcej, machina zmian klimatycznych, im bardziej się rozkręci, tym mocniej będzie eskalować. Zanim na planetę powróci harmonia, miną tysiące, a raczej dziesiątki tysięcy lat. Nie jest to horyzont czasowy, który ludzkość, a raczej jej wybrańcy mogliby „przeczekać” w jakichś schronach, zgodnie z masową wyobraźnią rodem z filmów science fiction. Zresztą po co?
To, co ostatnio zaprząta masową wyobraźnię, to nie bliska perspektywa końca ludzkiej cywilizacji, tylko strach przed „sztuczną inteligencją” oraz dywagacje moralne wobec mocno wątpliwej możliwości stworzenia syntetycznej świadomości. Algorytmy sterujące coraz większymi obszarami naszego życia rzeczywiście mogłyby nam zagrozić – poprzez błędy programistów będących ich twórcami. Myślę, że po prostu zagrozić nie zdążą.
Człowiek jako gatunek okazał się bardzo sprawną „małpą wynalazczą”, pozbawioną jednak szerokiej świadomości oraz powszechnej pośród swoich przedstawicieli potrzeby współdziałania dla dobra ogółu. Człowiek nie potrafi opanować egoistycznego stawiania swoich potrzeb na pierwszym planie, nie ma też potrzeby przetrwania pogłębionej rzeczywistą inteligencją. A czy nie tego należałoby się po nim spodziewać, obserwując jego zdolności adaptacyjne i konstruktorskie? Człowiek to raczej inżynier samobójca, który potrafi konstruować przede wszystkim własne cywilizacje, zawsze ulegające widowiskowym zagładom, z naszą obecną kulturą globalną na czele.
Brak nam pogłębionej etyki, co powoduje, że jesteśmy absolutnie najokrutniejszymi stworzeniami w dziejach Ziemi. Włączając w to zestawienie nawet najdrapieżniejsze z dinozaurów. Bezrefleksyjnie niszcząc planetę, na której nie żyjemy sami, udowadniamy bycie najgorszym z istniejących na niej kiedykolwiek pasożytów – w dodatku bez typowej dla wielu takich organizmów tendencji do zachowania żywiciela dla własnego przetrwania.
Ludzka etyka nadal roztrząsa niemal wyłącznie problemy własnej seksualności i wyobrażeń religijnych, miast uznać, że w obecnej sytuacji niemoralny jest głównie brak ograniczeń w jedzeniu mięsa z hodowli przemysłowej i nadużywanie dla własnej wygody paliw kopalnych. Choćby poprzez masowe podróżowanie samochodami i samolotami gdzie popadnie oraz nieopanowaną chęć konsumpcji.
Czy w tej sytuacji może cieszyć kolejny sukces sondy na księżyc? Czy naprawdę może istnieć jakaś korzyść z potencjalnej eksploracji srebrnego globu? Skoro nie jesteśmy w stanie rozsądnie gospodarzyć na Ziemi? Mało prawdopodobne jest, żebyśmy w tym krótkim czasie, jaki jeszcze pozostał ludzkości, czerpali jakichkolwiek korzyści z dóbr na jakiejkolwiek innej planecie.
Czy gdyby człowiek był rzeczywiście homo „sapiens”, jak sugeruje nadana nam przez samych siebie nazwa gatunku, nasza nauka miast planów „podboju kosmosu” nie skupiłaby się przede wszystkim na znalezieniu sposobu na zapobieżenie zmianom klimatycznym? Na pomocy dla doświadczającej już obecnie tych zmian ludności zamieszkującej regiony równika, na powszechnej edukacji promującej styl życia o niskim śladzie węglowym?
Za setki tysięcy lat planeta Ziemia, po XXI-wiecznej zagładzie większej części flory i fauny, odrodzi się z szóstego już w dziejach planety okresu wymierania. Tym razem wymierania ery antropocenu. Tak jak to było ostatnio 66 milionów lat temu, po upadku meteorytu kładącego kres dinozaurom ery mezozoiku. Zapewne, po milionach lat, życie wyewoluuje nowe, wyższe formy istnienia. Być może z owadów, na przykład z mrówek, które już teraz mają bardzo społeczne formy zachowań gatunkowych…
Tego ostatniego akurat nie wiemy. Wiemy tylko, jak w słowach starego, chińskiego przekleństwa, że właśnie nasze pokolenia, tu i teraz, żyją w najciekawszych możliwych czasach ostatecznego schyłku wszystkich ludzkich cywilizacji.
Ewa Sufin-Jacquemart w korespondencji z Glasgow:
Minął pierwszy tydzień szczytu klimatycznego COP26 w Glasgow, nazywanego przez niektórych szczytem ostatniej szansy.
Po publikacji parę miesięcy temu pierwszej części VI raportu naukowego IPCC aktualizującego stan wiedzy naukowej świata w kwestii postępujących zmian klimatu, ich przyczyn i tempa zmian, jak i tempa i rozmiaru koniecznej redukcji gazów cieplarnianych, rozwiały się ostatnie złudzenia.
Nauka z całą stanowczością potwierdza: TAK, ludzie i ich antropogeniczne emisje gazów cieplarnianych odpowiadają za co najmniej 1°C zwyżki średniej temperatury na Ziemi od czasów preindustrialnych, z 1,1°C wzrostu jaki w tym czasie nastąpił. TAK, nie dopuszczenie do wzrostu powyżej 1,5°C jest jedynym sposobem, aby zagwarantować adaptację ludzkości do postępujących zmian, nie dopuszczając do najgroźniejszych sprzężeń zwrotnych, po wystąpieniu których sytuacja mogłaby się wymknąć spod kontroli a skutki mogłyby być niewyobrażalne. TAK, 2°C jest już bardzo niebezpieczne i należy czynić wszystko aby „wylądować” jak najbliżej 1,5°C, a już na pewno nie przekroczyć granicy 2°C przewidzianej w Porozumieniu Paryskim. TAK, trzeba działać bardzo szybko, kluczowa jest radykalna redukcja emisji, o co najmniej 45%, ale lepiej więcej, nawet do 60%, jeszcze w tej dekadzie.
Przed rozpoczęciem szczytu w Glasgow (współorganizowanego przez Wielką Brytanię i Włochy) dobrowolne zobowiązania wszystkich krajów były na ścieżce na ok. 2,7°C, czyli dużo powyżej granicy względnego bezpieczeństwa. Zrozumiałe jest więc dlaczego COP26 jest „szczytem ostatniej szansy”.
Było to dobrze widać na ulicach Glasgow w sobotę 6 listopada, gdy ponad 100 tysięcy ludzi hałaśliwie opanowało ulice miasta, ale także w Londynie i w setkach miast na świecie, gdzie ludzie, szczególnie młodzi, których przyszłość odbiera wszelka zwłoka w działaniach na rzecz klimatu, urządzali marsze i protesty, w ramach Global Day of Action ogłoszonego przez ruchy i organizacje skupione pod nazwą COP26 Coalition. Żądania natychmiastowego działania zamiast pustych i gładkich obietnic i deklaracji były wykrzykiwane, wypisywane, wyśpiewywane i przedstawiane na tysiące sposobów i w wielu językach. Można to streścić hasłem „Chcemy wszystkiego, teraz!”.

Obawy, że politycy i korporacje po raz kolejny zawiodą są ogromne i wcale nie bezpodstawne, mimo, że pierwszy tydzień szczytu przyniósł wiele zobowiązań, deklaracji i nowych lub poszerzenie starych inicjatyw. Tyle, że jeszcze jesteśmy daleko od 1,5°C, a pamiętajmy, że zobowiązania na papierze to dopiero początek. Prawdziwym problemem będzie skłonienie wszystkich do wypełnienia zobowiązań…
Co takiego się do tej pory działo? Podaję subiektywnie wyselekcjonowane zdarzenia i deklaracje, z gąszcza deklaracji, wydarzeń i ogłoszeń.
Pierwszy dzień COP26 był dość chaotyczny, delegaci stali w kolejkach ze względu na zaostrzone procedury covidowe, odwołano wiele spotkań, utrudniano pracę dziennikarzom.
Potem było oficjalne otwarcie. Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson powiedział, że „jest minuta przed dwunastą na zegarze końca świata i teraz musimy działać”, co mu nie przeszkodziło, o czym doniosły niektóre brytyjskie media, wrócić do Londynu samolotem na kolację w gronie klimato-sceptyków…
Prezydent Chin postawił na oszczędność emisji nie pojawiając się na szczycie. Przesłał tylko deklarację, z której nic konkretnego nie wynika… „Postępem” wartym do zauważenia tego dnia była deklaracja Indii o zobowiązaniu do neutralności klimatycznej…w 2070 roku…
Drugiego dnia było już trochę lepiej z serią ogłoszeń światowych liderów, którzy natychmiast się porozjeżdżali – może żeby się za bardzo nie stresować głosami społeczeństwa obywatelskiego i nauki?
Najpierw doszło do porozumienia w sprawie zakończenia wylesiania, co ma znaczenie nie tylko ze względu na sam przedmiot, kluczowy dla pochłaniania nadwyżek dwutlenku węgla, ale także ze względu na to kto do porozumienia przystąpił, m.in. Xi Jinping, prezydent Brazylii Jair Bolsonaro i prezydent USA Joe Biden podpisali w imieniu swoich krajów Deklarację przywódców w sprawie użytkowania lasów i gruntów.
Powiększyło się grono państw, które się zobowiązały odejść od węgla, kraje zamożne w latach trzydziestych, kraje ubogie w latach czterdziestych. Pochwalono przy tym Polskę, niestety przedwcześnie – nowa polska minister klimatu i środowiska rozwiała wątpliwości – Polska, to kraj „ubogi”, od węgla odejdzie zgodnie z porozumieniem z górnikami do 2049 roku…
Ponieważ jednym z mocnych tematów COP26 jest ważna rola natychmiastowej i znacznej redukcji emisji metanu, głos nauki wysłuchany został przez Joe Bidena, który złożył zobowiązanie redukcji emisji metanu Stanów Zjednoczonych o 30% do 2030 roku. Trzeba przyznać, że nie będzie to w USA proste, a na pewno będzie bardzo kosztowne, gdyż badania naukowe potwierdzają ogromne wycieki gazu ziemnego w Stanach, zarówno w miejscach odwiertów ze szczelinowaniem hydraulicznym (tzw. flarowanie) jak i na wszystkich etapach produkcji, kondensacji, przesyłu, skraplania i dystrybucji gazu.
Ponieważ naukowcy ogłosili, że duża redukcja emisji metanu, to jeden z najszybszych sposobów na spowolnienie globalnego ocieplenia, więc poza USA prawie 100 krajów podjęło zobowiązania w tym zakresie.
Joe Biden ogłosił ponadto, że Stany Zjednoczone ponownie dołączają do tzw. Koalicji Wysokich Ambicji zobowiązującej się pracować na rzecz osiągnięcia w negocjacjach klimatycznych celu 1,5° Celsjusza.
Na liście występujących celebrytów, obok zaangażowanego od lat w kwestie środowiska Leonardo DiCaprio, pojawiły się też znacznie mniej wiarygodne postacie, jak Bill Gates czy Jeff Bezos, obiecujący co prawda przeznaczyć 2 miliardy dolarów na cele klimatyczne, ale bynajmniej nie zamierzający zaprzestać komercyjnych lotów w kosmos…
Trzeci dzień poświęcony był finansom. Jego ciekawostką może być ogłoszenie przez brytyjskiego kanclerza Rishi Sunaka, że Londyn stanie się światowym centrum finansowym zorientowanym na osiągnięcie neutralności klimatycznej. Wszystkie instytucje finansowe i spółki giełdowe w Wielkiej Brytanii będą zmuszone do raportowania, począwszy od 2023 roku, tego w jaki będą dążyć do tego celu.
Jednocześnie setki największych banków i funduszy emerytalnych na świecie zobowiązały się do dostosowania wszystkich aktywów do zerowej emisji netto do 2050 roku. Ukazało się też ogłoszenie, że ponad 20 krajów i instytucji finansowych zaprzestanie finansowania rozwoju paliw kopalnych za granicą, przekierowując na cele klimatyczne około 6 miliardów funtów. Wśród nich jest Europejski Bank Inwestycyjny, a także Wielka Brytania, USA czy Dania.
Indie uruchomiły również wraz z Wielką Brytanią inicjatywę Green Grids, której celem jest łączenie sieci energetycznych ponad granicami krajów narodowych, w celu ułatwienia szybszego przejścia na wykorzystanie energii odnawialnej.
Czwartego dnia, gdy naukowcy przypomnieli, że globalne ocieplenie musi być utrzymywane na poziomie 1,5°C powyżej poziomu sprzed epoki przemysłowej, aby uniknąć najgorszych skutków zmian klimatycznych, Międzynarodowa Agencja Energetyczna podała, że obietnice złożone dotychczas na COP26 mogłyby ograniczyć wzrost temperatury do 1,8°C, czyli mniej niż 2°C Porozumienia Paryskiego. Pierwszy raz powiało nieco optymizmem.
Analizy ujawniły również, że połowa światowych zasobów paliw kopalnych może stać się bezwartościowa do 2036 r. na ścieżce do neutralności klimatycznej. Mniej pozytywna była co prawda analiza pokazująca, że aktualne globalne emisje dwutlenku węgla wracają do rekordowego poziomu sprzed pandemii. Nie cieszmy się więc przedwcześnie, bo na tym nie koniec złych nowin, były też inne tego dnia, jak np. stwierdzenie ONZ, że kraje nie przystosowały się do radzenia sobie z nieuniknionymi szkodami klimatycznymi, czy też to, że zaledwie 2 procent Wielkiej Rafy Koralowej uniknęło bielenia koralowców od 1998 roku.
Następnego, piątego dnia szczytu znów była mieszanka dobrych i złych nowin. Do dobrych można zaliczyć wypowiedź Amerykańskiego wysłannika ds. klimatu Johna Kerry’ego, że 74 miliardy funtów obiecane biedniejszym krajom mogą być zabezpieczone już w 2022 roku, rok wcześniej niż sądzono. Mają one służyć finansowaniu redukcji emisji w krajach rozwijających się i będą pochodzić zarówno od państw rozwiniętych, jak i od sektora prywatnego. Wśród złych nowin mamy ostrzeżenie, że wedle aktualnych trendów globalne emisje dwutlenku węgla mogą wzrosnąć o 13,7 procent do 2030 roku, podczas gdy naukowcy wzywają do obniżenia emisji o 50 procent, jeżeli chcemy nie przekroczyć 1,5 stopnia Celsjusza.
Greta Thunberg dolała oliwy do ognia, gdy nazwała COP26 „porażką” i powiedziała, że „Przywódcy nic nie robią. Aktywnie tworzą luki i kształtują ramy, aby dalej czerpać korzyści z destrukcyjnego systemu.” I jeszcze, że „COP zamienił się w wydarzenie PR”.
Ciąg dalszy nastąpi.