Opieka zdrowotna dla każdego, zielona gospodarka, przystępne cenowo i zrównoważone ekologicznie budownictwo mieszkaniowe oraz wiele innych korzystnych rozwiązań: w czasach, gdy zaufanie do polityków zostało poważnie osłabione przez nadmiar pustych obietnic, Zielony Nowy Ład wydaje się zbyt piękny, aby był prawdziwy. Aaron Vansintjan argumentuje, iż sukces Zielonego Nowego Ładu na szczeblu krajowym zależy od uzyskania szerokiego poparcia poprzez realizację projektów i działania organizacyjne na szczeblu lokalnym, które dobitnie pokazują, że prawdziwa zmiana jest możliwa.
Można by pomyśleć, że równoległe rozwiązanie problemu nierówności społecznych i zmiany klimatu zyskałoby niemal powszechną aprobatę. Jednak w 2019 roku wyniki wyborów parlamentarnych w Wielkiej Brytanii ujawniły inne realia. Partia Konserwatywna – najbardziej popularne ugrupowanie, które zebrało 43,6 procenta głosów – poświęciła minione 10 lat na systematyczne znoszenie obowiązujących przepisów ochrony środowiska, co uczyniło Wielką Brytanię jednym z najbardziej nierównych pod względem ekonomicznym państw OECD. Wyborcy odwrócili się od Partii Pracy Jeremy’ego Corbyna, chociaż w swoim manifeście oferowała radykalną wizję eliminacji ekstremalnego bogactwa, tworzenia zielonych miejsc pracy, upaństwowienia transportu publicznego, odbudowy publicznej opieki zdrowotnej i darmowego dostępu do Internetu szerokopasmowego. To samo można powiedzieć o Partii Zielonych Anglii i Walii, której manifest koncentrował się na społecznie sprawiedliwym Zielonym Nowym Ładzie.
Należy wziąć pod uwagę inne czynniki, takie jak rola mediów, zmyślna kampania informacyjna konserwatystów pt. „Get Brexit Done” (pol. „Załatw Brexit”) oraz sam system głosowania. Mimo to kwestia, dlaczego ludzie zdecydowali się poprzeć oponentów, wymaga wnikliwej analizy.
Zielony Nowy Ład to zestaw strategicznych rozwiązań proponowanych przez postępowe partie w świecie zachodnim; w znakomitej większości pokrywają się one z założeniami manifestu Partii Pracy. Zielony Nowy Ład może przybierać różne formy, ale w skrócie sprowadza się do przekazania znacznych funduszy publicznych na odnawialne, ekologiczne projekty i infrastrukturę, aby generować miejsca pracy i przeciwdziałać zmianie klimatu. W Stanach Zjednoczonych Alexandria Ocasio-Cortez i Bernie Sanders wykorzystali Zielony Nowy Ład do sformułowania wizji klasy robotniczej oddanej ochronie środowiska: obietnicy, że możemy żyć dostatnio, nie narażając na szwank przyszłości naszych dzieci.
„Zielony Nowy Ład dla Europy”, międzynarodowa kampania zainicjowana w 2019 roku przez ruch „Demokracja w Europie” (DiEM25), obejmuje niektóre z tych samych zasad sprawiedliwej transformacji, ale w kontekście europejskim. U podstaw tych wizji leży ryzykowne założenie, iż ci, których wykluczono i uczyniono niewidzialnymi w sferze polityki, skorzystają z nadarzającej się okazji, by odmienić swoją egzystencję. Jednakże przykład porażki brytyjskiej Partii Pracy dowodzi, iż inspirująca, pożądana wizja nie wystarczy do zmobilizowania ludzi, aby zagłosowali na politykę w stylu Zielonego Nowego Ładu.
Polityka pustych obietnic
Ze względu na chaos globalnej pandemii, który co godzinę relacjonują kanały informacyjne, łatwo jest zapomnieć, że rok 2019 upłynął pod znakiem ogromnych niepokojów społecznych. Wiele z tych protestów zostało sprowokowanych przez cięcia budżetowe; niektóre były odpowiedzią na politykę klimatyczną. We Francji „żółte kamizelki” wyszły na ulice każdego miasta w związku z podatkiem paliwowym wprowadzonym przez rząd Macrona; należał on do pakietu mającego zapewnić zmniejszenie zużycia paliw kopalnych. W Ekwadorze protestowano przeciwko kolejnemu podatkowi paliwowemu forsowanemu przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który podobnie jak we Francji uderzyłby w najbiedniejszych. To tylko dwa z długiej listy powstań, które były skierowane przeciwko czemuś: ubóstwu, wykluczeniu z systemu politycznego, endemicznej korupcji czy elitom.
Poza globalnym ruchem ekologicznym i klimatycznym nie istnieje żadna inna znacząca globalna inicjatywa obywatelska, która nawołuje do wprowadzenia Zielonego Nowego Ładu. Na chwilę obecną zasięg tej idei ogranicza się głównie do kręgów politycznych. Jest całkiem możliwe, iż wzorem wyborców brytyjskich przedstawiciele klasy robotniczej odrzuciliby w głosowaniu tę propozycję. Bo niby dlaczego mieliby ją poprzeć? Znakomita większość ludzi doświadcza polityki wyłącznie w kategoriach pustych obietnic. Obiecując tak dużo, Zielony Nowy Ład może sprawiać wrażenie najbardziej pustej ze wszystkich obietnic.
Gwoli jasności: gros strategicznych założeń Zielonego Nowego Ładu jest godne pochwały. Polityka środowiskowa powinna przynosić korzyści wszystkim bez wyjątku. Nie powinna wykluczać imigrantów ani zwiększać cięć budżetowych. To jednak nie wystarczy, by stała się czymś realnym dla wyborców. Zielony Nowy Ład postrzegają oni jako utopię, ponieważ nikt nie miał dotychczas do czynienia z porządkiem opartym na ogólnodostępnej opiece zdrowotnej, zielonej gospodarce, przystępnym cenowo i zrównoważonym ekologicznie budownictwie mieszkaniowym, pełnej opiece nad dziećmi i demokratycznej kontroli nad miejscem pracy.
W jaki sposób ci z nas, którzy chcą urzeczywistnić Zielony Nowy Ład, mogą sprawić, by zainteresował on ludzi? Faktem jest, że przychylność ogółu uda się zapewnić dopiero wtedy, gdy idea przeobrazi się w coś przyziemnego i namacalnego. Innymi słowy, Zielony Nowy Ład musi być wydarzeniem codziennym, w którym udział wziąć może każdy – nie tylko entuzjaści formułujący ambitne manifesty.
Co więcej, nawet gdy kandydaci popierający Zielony Nowy Ład zostaną wybrani, mogą nie wdrożyć swoich postulatów. Potrzebujemy ruchów społecznych – niezależnych od partii politycznych – wywierających na polityków nieustanny nacisk i gotowych walczyć o Zielony Nowy Ład, a nie tylko przeciwko polityce konwencjonalnej.
Pandemia COVID-19 trwa zaledwie kilka miesięcy, ale już zdążyła spowodować liczne kryzysy: finansów, zatrudnienia, produkcji przemysłowej, opieki zdrowotnej i stosunków globalnych. Zdarzenie to zaczyna przybierać postać przełomu, którego skala jest porównywalna z Wielkim Kryzysem lat 30. Właśnie w takiej chwili ludzie naprawdę potrzebują Zielonego Nowego Ładu – dawny Nowy Ład był odpowiedzią na Wielki Kryzys. A Zielony Nowy Ład szczególnie teraz potrzebuje ludzi. Jak możemy zaaranżować ich spotkanie?
Ziarno zmiany zasiane w mieście
Od początku XXI wieku mieszkańcy miasteczka Jackson w stanie Missisipi regularnie biorą udział w swoich zgromadzeniach ludowych. Pod sztandarem organizacji „Cooperation Jackson” (pol. „Współpraca w Jackson”) społeczność – głównie osoby ciemnoskóre i najbiedniejsze – decyduje, w jaki sposób chce uczynić swoją miejscowość bardziej sprawiedliwą, demokratyczną i zrównoważoną ekologicznie. Zainspirowany sojuszem „Black Power” (pol. „Czarna siła”) z lat 60. i 70. minionego stulecia, ruch ten zmierza do ustanowienia czegoś, co określa się mianem „gospodarki spółdzielczej”, w ramach której wszyscy członkowie społeczności mają udział w jej bogactwie, a nie tylko garstka jednostek najzamożniejszych. Na przestrzeni lat „Współpraca w Jackson” rozwinęła sieć niedrogich mieszkań spółdzielczych, gospodarstw miejskich i firm zajmujących się kompostowaniem; teraz inwestuje w drukarnię 3D produkującą maseczki medyczne. „Współpraca w Jackson” jest tak popularna, że dwóch kandydatów, których poparła w wyborach na burmistrza miasta, wygrało przy trzech różnych okazjach.
Walcząc z prawem do posiadania ziemi na wyłączność, rasizmem i nierównością, a także budując biznesy należące do pracowników, ruch powołał do życia mikrokosmos tego, do czego dążą zwolennicy Zielonego Nowego Ładu. Ażeby odnieść zwycięstwo w wyborach, nie ograniczyli się do deklaracji – musieli zademonstrować swoim sąsiadom, jak prezentuje się prawdziwa zmiana. O historii i filozofii tej organizacji można dowiedzieć się więcej z lektury książki pt. „Jackson Rising” (pol. „Jackson powstaje”) napisanej przez jej liderów.
W każdym z tych ruchów to sami obywatele urzeczywistniają swoje wyobrażenia – rządy muszą ulec presji i podporządkować się, bo w przeciwnym razie spotka je przegrana w następnych wyborach.
W Barcelonie ruch na rzecz prawa do mieszkania zyskał taką popularność, że zwyciężył w wyborach miejskich w 2015 i 2019 roku. Organizacja, która od niedawna nosi nową nazwę „Barcelona En Comú” (pol. „Wspólna Barcelona”), przestroiła system polityczny miasta w taki sposób, by w każdej dzielnicy odbywały się regularnie zgromadzenia obywatelskie wpływające bezpośrednio na politykę ratusza. To jej członkowie okupują domy osób eksmitowanych, witają uchodźców porzuconych przez włoski rząd, ustanawiają zamknięte dla samochodów zielone przestrzenie dla pieszych.
Zakazując nielegalnego wynajmu AirBnB, organizacja zapobiegła niepohamowanemu wzrostowi stawek czynszowych. Być może najbardziej stymulującym jej przedsięwzięciem jest przejmowanie kontroli nad prywatnymi przedsiębiorstwami wodociągowymi i energetycznymi, które zmierza do demokratyzacji i municypalizacji podstawowych usług miejskich. Lekcje wyciągnięte z przekuwania tego ruchu społecznego w samorząd zawarte są w książce pt. „Fearless Cities” (pol. „Nieustraszone miasta”), napisanej wspólnie przez radykalne ruchy społeczne z całego świata.
W Berlinie energiczny i bojowy ruch najemców, reagujący na gwałtowną gentryfikację i przesadne podwyżki czynszów, walczy o utrzymanie niewygórowanych cen zakwaterowania. W 2019 roku odniósł wielkie zwycięstwo nad koalicją deweloperów, gospodarzy i spekulantów, zmuszając rząd do zamrożenia czynszów i wykupienia całych budynków z przeznaczeniem na mieszkania socjalne.
W Jackson, Barcelonie i Berlinie ludzie zmagają się o bardziej demokratyczną gospodarkę spółdzielczą, o prawo do podstawowych usług, wreszcie o miasto, w którym nie są ignorowani ubodzy i uciskani. Co ważne, to obywatele realizują każdy cel, z kolei rządzący poddają się naciskowi społecznemu, bo zależy im na utrzymaniu władzy. Razem ruchy te stoją na czele tzw. radykalnego municypalizmu – zbioru działań oddolnych, które sprawiają, że nasze miasta stają się bardziej demokratyczne, zrównoważone ekologicznie i sprawiedliwe.
Urzeczywistnianie Zielonego Nowego Ładu
Wszystkie te imponujące osiągnięcia mogą wydawać się trudne do powtórzenia. Od czego mieliby zacząć ci, którzy chcą zapoczątkować taki ruch w swoim mieście? Jak znajdą sojuszników o podobnych poglądach i zdołają rozrosnąć się do tak dużych rozmiarów? Zważywszy na ograniczenia społeczne narzucone przez pandemię, wyzwanie wygląda na jeszcze trudniejsze.
Jednakże jesteśmy dzisiaj świadkami czegoś niesamowitego. W każdym mieście i miasteczku pojawiają się zupełnie organicznie sieci wzajemnej pomocy podobne do tych, które przez dziesięciolecia powstawały w Jackson, Berlinie i Barcelonie. W czasach kryzysu ludzie spotykają się i pomagają sobie nawzajem – robią zakupy, prowadzą zbiórki pieniędzy z myślą o swoich chorych sąsiadach, opiekują się cudzymi dziećmi.
Mniej znany jest fakt, iż tego rodzaju inicjatywy nie biorą się znikąd. Ludzie podejmowali je przed kryzysem, spotykając się codziennie na klatce schodowej, na ulicy i w supermarkecie; odgarniając śnieg sąsiadom lub przygotowując poczęstunek na imprezę społeczności lokalnej. Kiedy uderza kryzys taki jak obecna pandemia, relacje te uaktywniają się, by posłużyć za podłoże obywatelskiej pomocy wzajemnej.
Wszystko zaczyna się od spraw codziennych. Przykładowo pomoc, jaką związki najemców niosą mieszkańcom w organizowaniu się i wywieraniu presji na gospodarzy, by wypełniali zobowiązania i dbali o swoje nieruchomości, można ostatecznie zmienić podczas kryzysu w strajk czynszowy, czy też w ambitniejsze żądania kierowane bezpośrednio do zarządu miasta. Ogrody społeczne zapewniają ludziom miejsce do spotkań oraz poczucie dostatku i kontroli nad otoczeniem nawet pośród miejskiej zabudowy. Rozmowa ze współpracownikami stanowi pierwszy krok, by na forum zakładowym domagać się lepszych płac i praktyk środowiskowych. Każde z tych przedsięwzięć ma swój początek w nawiązywaniu i umacnianiu bliskich relacji w domu i pracy, i późniejszym zwiększaniu wymagań. W dobie kryzysu właśnie te relacje mogą zdecydować o przetrwaniu.
Od podstaw
Jak to się ma do Zielonego Nowego Ładu? Można odnieść wrażenie, iż przedstawione poczynania są dalekie od obiecywanego stworzenia infrastruktury energii odnawialnej potrzebnej do przeciwdziałania załamaniu klimatu lub zapewnienia transportu publicznego i bezpłatnej opieki zdrowotnej. Jednak ruchy miejskiego municypalnizmu to zalążek znacznie większej transformacji.
Po pierwsze, im więcej demokracji, tym lepiej dla środowiska i najuboższych. Demokracja to nie tylko udział w głosowaniu raz na kilka lat. Oddanie kontroli zakładów użyteczności publicznej w ręce społeczeństwa pomaga wyeliminować korupcję i biurokrację. Zdrowie publiczne i dostęp do podstawowych zasobów staje się priorytetem, a nie źródłem zysku. Mówiąc konkretniej, rozszerzenie procesu decyzyjnego poza krąg technokratów połączone z zaangażowaniem ludzi w politykę poza lokalem wyborczym pokazuje, że autentyczna zmiana jest możliwa.
„Współpraca w Jackson” i „Wspólna Barcelona” są tego dobrymi przykładami. Kiedy uczestnicy tych ruchów zaczęli rozumieć, jaką faktycznie mają władzę, poczuli się na tyle pewnie, by wystawić w wyborach własnych kandydatów. Starali się też zadbać o to, aby osoby te kierowały się i podlegały decyzjom zgromadzeń sąsiedzkich, które nie zaprzestały swoich obrad po wyborach. Głosowanie na polityków, którzy reprezentowaliby cię w korytarzach władzy, jest z pewnością wygodne, ale nie równa się ze świadomością, iż twoje własne decyzje i działania mogą przynieść realne zmiany.
Ponadto ruchy, o których mowa, są ważne, ponieważ stanowią integralną część najważniejszych aspektów egzystencji: miejsca naszego zamieszkania i pracy. Gdy ludzie mogą doświadczyć korzyści płynących ze zbiorowego działania – chociażby zamrożenia czynszu dzięki kampanii społecznej – są wówczas nieporównanie bardziej skłonni włączać się samodzielnie.
Weźmy na przykład wydarzenia, do jakich doszło latem 2017 roku w dzielnicy Parkdale w Toronto. Wielu rezydentów nieruchomości należących do tej samej firmy zmuszano do zaakceptowania wysokiej podwyżki czynszu. Kiedy na znak protestu nieliczna grupa lokatorów przeprowadziła strajk czynszowy, reszta społeczności wątpiła w jego powodzenie. Seria imponujących zwycięstw sprawiła, że szeregi buntowników zasiliło więcej osób. Wspólnie udało im się nakłonić właścicieli do przyjęcia niższego czynszu.
Historię tego sukcesu opowiada 30-minutowy film dokumentalny pt. „This is Parkdale!” (pol. „To jest Parkdale!”). Czerpiąc z kilkuletnich doświadczeń, mieszkańcy dzielnicy organizują w czasie pandemii COVID-19 kampanię na rzecz utrzymania tej samej stawki czynszu w całym Toronto.
Lokalne ruchy demokratyczne są kluczowe nie tylko dlatego, że wzbudzają zainteresowanie Zielonym Nowym Ładem. Ich wyjątkowa rola polega również na tym, by rozliczać urzędników i wybranych reprezentantów, gdy ci ociągają się lub mówią wymijająco o „kompromisach” i „podejściu pragmatycznym”.
Nie oznacza to, że inicjatywy lokalne nie potrzebują pomocy ze strony rządu. Wręcz przeciwnie, wiele z nich zależy w dużym zakresie od rządu krajowego lub instytucji szczebla niższego. Wystarczy wymienić skrócenie procedur związanych z zakładaniem kooperatyw energetycznych, zdobywanie środków finansowych na transport publiczny, prowadzenie zbiorowych negocjacji z największymi koncernami farmaceutycznymi w celu obniżenia cen leków. Z kolei rządy krajowe nie są w stanie prowadzić radykalnej polityki Zielonego Nowego Ładu bez zdecydowanego wsparcia obywateli dążących do wprowadzenia zmian na poziomie lokalnym.
Wprowadzenie Zielonego Nowego Ładu na poziomie krajowym jest konieczne, aby zyskać dodatkowe lata na walkę ze zmianą klimatu. Sukces ogólnokrajowy uda się osiągnąć tylko w sytuacji, gdy na każdej dzielnicy zaistnieje „mini-Zielony Nowy Ład”. Urzeczywistnienie Zielonego Nowego Ładu wymaga namacalnych, alternatywnych sposobów na wspólne życie i pracę. Każdy może brać czynny udział w ich opracowywaniu. To więcej niż wrzucenie głosu do urny wyborczej, które bywa niczym więcej, jak protestem. Chodzi o to, by lepiej poznać swoich sąsiadów i kolegów z pracy oraz wspólne nadawać kształt małym fragmentom utopii.
Zwracam się do tych z was, którzy wierzą już w Zielony Nowy Ład: waszej pomocy potrzebuje każda dzielnica, każde miasto. Bez lokalnych alternatyw wizja radykalnie odmiennej gospodarki pozostanie pustą obietnicą; kuszącą ideą, której nie zaufa większość ludzi. Naszym zadaniem jest zaskarbienie sobie tego zaufania. Poprzez naszą codzienną postawę musimy pokazywać innym, że razem możemy naprawić ten świat.
Tekst opublikowany w Green European Journal (kwiecień, 2020)
Tłumacznie: Marcin Rzepnicki
Aaron Vansintjan jest doktorantem na Wydziale Filmu, Mediów i Kulturoznawstwa na Birkbeck, University of London. Studiuje gentryfikację w Montrealu i Hanoi. Jest także redaktorem Uneven Earth, strony poświęconej polityce środowiskowej.
O zielonych miejscach pracy z Peterem Simsem i Wojciechem Szymalskim rozmawia Ewa Sufin-Jacquemart
Ewa Sufin-Jacquemart: Czy moglibyście krótko przedstawić wasze organizacje?
Peter Sims: Green House Think Tank to organizacja non-profit zajmująca się badaniem polityki, z siedzibą w Wielkiej Brytanii. Idee mogą zmienić świat, a zadaniem Green House jest kwestionowanie idei, które stworzyły świat, w jakim żyjemy, i oferowanie alternatywnych sposobów zrozumienia wyborów, jakie mamy przed sobą.
Wojciech Szymalski: Fundacja Instytut na rzecz Ekorozwoju jest jednym z liderów w Polsce w zakresie tworzenia i promocji ekologicznych idei oraz skutecznego ich wdrażania. Interesuje nas wprowadzenie zrównoważonego rozwoju do każdej dziedziny życia, i tym też się zajmujemy. Obecnie najbardziej interesującą nas dziedziną jest energetyka, ze względu na katastrofę klimatyczną, ale zajmujemy się także transportem, rolnictwem, budownictwem, turystyką.
ESJ: Rada Europejska przyjęła jako cel osiągnięcie przez Unię Europejską gospodarki zeroemisyjnej do r. 2050. Wszystkie kraje, z wyjątkiem Polski, przyjęły to wyzwanie. Polski premier Morawiecki odmówił podpisania zobowiązania, uważając je za szkodliwe dla polskiej gospodarki i polskiego społeczeństwa. Czy waszym zdaniem to stwierdzenie jest uzasadnione?
PS: To, czy odmowa premiera Morawieckiego jest uzasadniona, zależy od czasu, w którym zobowiązanie jest rozpatrywane. Gdybyśmy przyjęli bardzo krótkie ramy czasowe, np. 3,4 lub 5 lat, może tak by było, w zależności od tego, jak wycenimy efekty zewnętrzne polskiej gospodarki, a także źródła utrzymania ludzi i poziom życia.
Jeśli jednak weźmiemy średni przedział czasowy, taki jak pokolenie lub 50 lat, zaczyna to wyglądać zupełnie inaczej. W tych ramach czasowych skutki zmian klimatu wyglądają na bardzo znaczące, a koszty łagodzenia skutków i adaptacji są łatwe do oszacowania. Również wiele dodatkowych korzyści płynących z transformacji staje się wyraźnie widocznych, na przykład zmniejszenie zanieczyszczenia powietrza, dające korzyści zdrowotne.
Jeśli spojrzymy na jeszcze dłuższe ramy czasowe, na przykład czas życia człowieka lub 100 lat, wówczas jest to już całkowicie nieuzasadnione. W perspektywie r. 2100 istnieje bowiem bardzo realne zagrożenie dla systemu podtrzymywania życia na naszej planecie, zarówno ze względu na zmianę klimatu, jak utratę różnorodności biologicznej. Niezależnie od tego, czy spojrzymy na podniesienie poziomu morza o kilka metrów, zakłócenia w dostawach żywności, bardziej ekstremalne zjawiska pogodowe czy masowe migracje, jasne jest, że wpływ ten będzie większy niż perturbacje i wysiłek konieczny do przejścia do gospodarki zeroemisyjnej.
Ważne jest również, aby zarówno kraje jak i jednostki widziały szerzej niż wyłącznie siebie. W zglobalizowanym świecie, w którym potrafimy uwolnić w ciągu jednego dnia rezerwy energii z paliw kopalnych, które powstawały w ciągu milionów lat, wpływ naszych działań rozciąga się na cały świat. Emisja dwutlenku węgla uwolniona w Europie może wpłynąć, a nawet zmusić do migracji miliony, być może miliardy ludzi w innej części świata, których nigdy nie spotkaliśmy. Wielka moc wiąże się z wielką odpowiedzialnością, dlatego musimy okazywać empatię i brać pod uwagę nie tylko wpływ naszego wyboru na nas samych i przyszłe pokolenia w naszym kraju, ale także na ludzi w innych częściach świata. Są ludźmi podobnymi do nas i mają takie samo prawo do istnienia, jak my. To właśnie osoby mieszkające poza Europą, które w niewielkim stopniu – jeśli w ogóle – przyczyniły się do zmian klimatu, najbardziej odczują na sobie ich skutki.
WSz: Z naszego punktu widzenia stanowisko premiera Morawieckiego jest czysto polityczną zagrywką, związaną z grą pod głosy wyborców popierającej go formacji politycznej w najbliższych wyborach, czyli wyborach prezydenckich w 2020 r. Chodzi o wyborców z branży górniczej i energetycznej. W Polsce branża ta jest związana głównie z węglem – wydobywamy go wciąż 60-70 mln ton rocznie, a około 80% energii elektrycznej jest produkowanej z węgla. Nie dając wyraźnego sygnału, że ta branża będzie musiała się kurczyć, rząd uspokaja swoich wyborców, ale także gra do własnej bramki, bo większość tego sektora jest w rękach państwowych. Logiczne jest, że chce się jak najdłużej utrzymać dochody branży, która jest wciąż dojną krową dla skarbu państwa. Jednak coraz więcej analiz społecznych i ekonomicznych, w tym analiza Green House na temat miejsc pracy, pokazuje, że nie jest to korzystna strategia zarówno dla rządu, jak i naszego kraju. W okresie transformacji energetycznej miejsc pracy w Polsce w sektorze energetycznym będzie na pewno więcej, niż jest obecnie. Nawet po transformacji podwyższona ogólna liczba miejsc pracy może się utrzymać. Społeczne korzyści z transformacji mogą być zatem większe niż koszty.
ESJ: Jaki był cel i metodologia przeprowadzonego badania? Jakie sektory były wzięte pod uwagę?
PS:W 2018 roku Green European Foundation GEF i Green House Think Tank modelowały potencjał zatrudnienia na okres 10 lat przejścia do gospodarki zeroemisyjnej netto. Jest to tempo przejścia wymagane przez historyczny poziom emisji w Wielkiej Brytanii i globalny limit wzrostu temperatury o 1,5°C (patrz praca University of Surrey). W tym badaniu wykorzystano studium przypadku dla Isle of Wight i Sheffield City Region, opracowane podczas poprzednich projektów Green House, i zastosowano tę samą metodologię we wszystkich regionach Wielkiej Brytanii. W tym celu wykorzystano między innymi zbiory danych Eurostatu i ankiety dotyczące użytkowania gruntów CORINE. Prace dotyczyły: sektorów: odpadów i ich ponownego użycia, naprawy i recyklingu, żywności i rolnictwa, energii, transportu oraz modernizacji budynków. Oprócz modelowania ponad stu podregionów Zjednoczonego Królestwa, aby sprawdzić, czy transformacja ma efekt decentralizacyjny, pomogliśmy również Green Foundation w Irlandii i fundacji Ecopolis na Węgrzech w modelowaniu miejsc pracy związanych z klimatyczną transformacją w ich krajach.
WSz: IPCC w raporcie z października 2019 roku pokazuje, jak ważne jest nieprzekroczenie wzrostu średniej temperatury na Ziemi o 1,5 C w stosunku do ery przedprzemysłowej. Aby to osiągnąć, zdaniem IPCC, musimy przejść na całkowitą neutralność klimatyczną w 2050 r., a do r. 2030 obniżyć emisje gazów cieplarnianych co najmniej o połowę. My założyliśmy jeszcze ambitniejszy cel – zero emisji netto w 2035 r., aby uzyskać dane porównywalne do pozostałych krajów. Taki ambitny cel przyjęła zresztą niedawno Finlandia, a w Wielkiej Brytanii wiele samorządów lokalnych
ESJ: Poza danymi Eurostatu, z jakich źródeł dane zostały użyte w studium dla Polski ?
WSz: Co do Polski, to jeśli chodzi o stan obecny sektora energetycznego, transportowego czy rolnego, korzystaliśmy z danych Głównego Urzędu Statystycznego, W zakresie charakterystyki budynków w Polsce musieliśmy jednak posłużyć się częściowo danymi Europejskiego Instytutu Efektywności Energetycznej Budynków (ang. Buildings Performance Institute Europe – BPIE). Natomiast przewidywania co do przyszłości jeśli chodzi o zeroemisyjną gospodarkę w Polsce w 2035 r. trzeba było wypracować na własną rękę, ale z uwzględnieniem takich analiz i prognoz, jak te Fundacji Efektywnego Wykorzystania Energii FEWE w zakresie termomodernizacji budynków, Rewolucji Energetycznej Greenpeace i Instytutu Energii Odnawialnej (IEO) w zakresie potencjału produkcji energii z OZE, czy wreszcie naszym własnym raportem nt. alternatywnej polityki transportowej według zasad ekorozwoju.
ESJ: Wojtku, Instytut na rzecz Ekorozwoju opracował kilka lat temu raport ws. niskoemisyjnej gospodarki w Polsce w r. 2050. Czy wizja transformacji, jaką wówczas stworzyliście, jest zbliżona do tej, która posłużyła tym razem do symulacji wpływu transformacji na miejsca pracy?
WSz: Częściowo wykorzystane zostały do wykonania tej symulacji dane z tamtej analizy, więc w jakimś stopniu tak. Jednak tamta analiza była nieco mniej ambitna w zakresie celu redukcji emisji – udało się udowodnić, że ograniczenie emisji w Polsce w 2050 r. o 60% względem r. 1990 będzie stosunkowo proste i korzystne gospodarczo, natomiast o 80% będzie wymagało dodatkowego wysiłku, ale także nieszkodliwego dla gospodarki. Poza tym obydwie analizy uwzględniały podobne sektory, obydwie nie uwzględniały rolnictwa.
ESJ: Peter, jakie wyniki uzyskaliście dla Polski w zakresie tworzenia miejsc pracy dla badanych sektorów?
PS: Modelowanie, które przeprowadziliśmy na podstawie danych dla Polski, pozyskanych z pomocą Instytutu na rzecz Ekorozwoju i z danych Eurostatu, wykazało w okresie transformacji 750 000 nowych miejsc pracy netto oraz 360 000 nowych miejsc pracy w długim okresie. Uwzględniono w nim utratę miejsc pracy, na przykład z powodu zamknięcia kopalń węgla i elektrowni. W okresie przejściowym miejsca pracy są relatywnie równomiernie rozdzielone między sektory transportu, modernizacji budynków i energetyki, jednak w dłuższej perspektywie większość nadwyżki miejsc pracy znajduje się w sektorze transportu. Jest to częściowo spowodowane tym, że nie został uwzględniony sektor rolnictwa i żywności, ponieważ nie mogliśmy znaleźć niezbędnych danych. Warto również zauważyć, że modelowano tylko miejsca pracy wynikające bezpośrednio z działań transformacyjnych w każdym sektorze. Te działania będą wymagały dodatkowo wspierających miejsc pracy w produkcji przemysłowej (np. do budowy turbin wiatrowych), co może (ale nie musi) oznaczać dodatkowe miejsca pracy w lokalnych gospodarkach. Nie modelowaliśmy miejsc pracy związanych z produkcją przemysłową i miejsc towarzyszących tej produkcji, gdyż ich tworzenie zależy od wyboru gospodarczego, na przykład od tego, czy ta produkcja znajdzie się w Polsce, czy też całkowicie lub w części będzie się importować potrzebne produkty i urządzenia z innych krajów. Jest również prawdopodobne, że niektóre procesy przestaną być wysokowęglowe, a nie będą zastąpione nowymi technologiami.
Więcej informacji w języku polskim w tym zakresie można znaleźć tu: http://www.chronmyklimat.pl/wiadomosci/polityka-klimatyczna/miejsca-pracy-w-polsce-po-transformacie-energetycznej.
ESJ: Jeśli chodzi o transformację w sektorze energetycznym, jaka była wasza wizja przyszłego systemu?
WSz: Wizja przyszłego systemu energetycznego była bardzo skrajna, ponieważ chodziło o pokazanie pożądanego stanu docelowego, a nie o jakąś cząstkową analizę, która by nie dała pełnej odpowiedzi, jak będziemy pracować bez węgla. Dlatego system energetyczny jest w pełni zasilany odnawialnymi źródłami energii, a wszystkie elementy gospodarki korzystają z prądu, nawet pojazdy i ogrzewanie domów. Taki model oceniamy jako najbardziej ekologiczny, a jak się okazuje, jest on potencjalnie także najbardziej prospołeczny, bo tworzy dużo nowych miejsc pracy.
ESJ: Peter, w Polsce toczy się debata na temat energetyki jądrowej i od wielu polityków, ale także w ruchach klimatycznych, możemy usłyszeć, że nie da się osiągnąć ambitnej gospodarki zeroemisyjnej bez silnego rozwoju energetyki jądrowej. Wasza wizja nie uwzględnia rozwoju energetyki jądrowej, dlaczego?
PS: Nie, nasze modelowanie nie obejmuje energii jądrowej. Polska jest w znacznie lepszej sytuacji niż kraje takie jak Wielka Brytania, Niderlandy czy Niemcy, jeśli chodzi o możliwość osiągnięcia zerowej emisyjności netto bez energii jądrowej, ze względu na znacznie niższą gęstość zaludnienia. Zasadniczo zapotrzebowanie na energię jest związane z populacją, a wytwarzanie energii odnawialnej jest proporcjonalne do powierzchni ziemi. Oznacza to, że kraje takie jak Wielka Brytania mogą mieć nadzieję na osiągnięcie zerowej emisyjności netto bez energii jądrowej tylko dzięki intensywnemu rozwojowi morskiej energii odnawialnej.
Istnieją realne propozycje systemu energetycznego bez energii jądrowej zgodnego z celem zerowej emisyjności netto, nawet dla krajów, w których duża część ich bieżącej produkcji energii pochodzi z energii jądrowej, takich jak Francja (NegaWattSenario).
ESJ: Co z sektorem transportu, jak wyobrażaliście sobie jego ewolucję w stronę ograniczenia emisji gazów cieplarnianych?
WSz: Wiele aktualnych przejazdów samochodami prywatnymi zostanie zastąpionych przemieszczaniem się pieszo, rowerem lub transportem publicznym. Prywatni kierowcy samochodów częściowo staną się płatnymi szoferami elektrycznych autobusów komunikacji miejskiej. Opracowane zostaną programy współużywania samochodów, tzw. systemy car sharing. Auta na silnik spalinowy (ICE) zastępuje się pojazdami elektrycznymi (EV) lub, jeżeli nie jest to możliwe, pojazdami wykorzystującymi wodór lub biopaliwo. Koleje będą prawie całkowicie zelektryfikowane, zmodernizowane i przede wszystkim rozbudowane. Ulepszone zostanie utrzymanie dróg.
ESJ: A co z innymi sektorami?
PS: Sektor energii jest prawdopodobnie najklarowniejszy, gdyż dobrze zbadano związki między odchodzeniem od paliw kopalnych, inwestowaniem w odnawialne źródła energii i zarządzaniem popytem. W branży budowlanej mamy zarówno ogromne wyzwanie, jak i ogromną szansę, ponieważ Polska nie zainwestowała w gaz jako źródło energii do gotowania i ogrzewania w takim stopniu jak wiele innych krajów UE. Umożliwia to przejście bezpośrednio do pomp ciepła i wodoru, przy jednoczesnym oparciu się na rozległych lasach gospodarczych w celu zapewnienia bezpieczeństwa na obszarach wiejskich, np. poprzez produkcję biogazu z odpadów drzewnych i rolniczych. Zwiększenie odporności na wstrząsy zewnętrzne jest ważną częścią koniecznej transformacji, ponieważ nawet jeśli ograniczymy wzrost temperatury do 2*C, nadal będziemy musieli dostosować się do zmian klimatu.
Sektor odpadów, tzn. ponownego użycia, naprawy i recyklingu jest chyba najmniej klarowny. Na jednym poziomie jest to, co mówimy bezpośrednio, więcej napraw i recyklingu, ale tak naprawdę chodzi o wiele więcej. Musimy odejść od liniowego modelu ekonomicznego take, make, break (pobrać, wyprodukować, wyrzucić) w kierunku modelu cyrkularnego, a im wolniej będziemy się kręcić w tym kole, tym lepiej. Oznacza to nie rozbiórkę budynku, a następnie budowę nowego, ale renowację, dostosowanie i konserwację istniejącego budynku oraz raczej rozbiórkę i ponowne wykorzystanie materiałów niż burzenie, tam, gdzie potrzebny jest nowy budynek. Musimy skupić się na dużych oszczędnościach energii i dużych kręgach, a nie małych. Musimy myśleć w kategoriach modułowych budynków i produktów, które modernizujemy i modyfikujemy, a nie zastępujemy. Musimy odejść od idei rzeczy jednorazowego użytku i od idei „wyrzucania”.
ESJ: Peter,w swoim modelu uwzględniłeś również miejsca pracy związane ze szkoleniami i zadaniami wsparcia. Co miałeś na myśli?
PS: Ważne jest, abyśmy zdali sobie sprawę z tego, że zmiany w zatrudnieniu, których będzie wymagać transformacja, mogą potencjalnie zakłócać życie ludzi. Umiejętności wymagane w nowych miejscach pracy niekoniecznie będą takie same jak w przypadku tych likwidowanych, a osoby, które pracowały w tej samej branży, a może nawet przez dziesięciolecia w tej samej pracy, mogą wymagać wsparcia w zmieniającym się sektorze. Ważne jest, aby dostępne było bezpłatne szkolenie i wsparcie w celu zminimalizowania perturbacji w życiu ludzi.
Ponadto, ze względu na wzrost zatrudnienia netto, transformacja będzie wymagała dodatkowych osób, które obecnie nie są nigdzie formalnie zatrudnione. Niektóre z tych osób, aby podjąć pracę, mogą wymagać szkolenia, opieki nad dziećmi, opieki nad starszymi bliskimi osobami, pracy w niepełnym wymiarze godzin, mentoringu, dostosowania dostępu z powodu niepełnosprawności lub wsparcia w radzeniu sobie z problemami zdrowia psychicznego lub fizycznego. Nasze modelowanie stosuje zachowawcze mnożniki dla miejsc pracy związanych ze szkoleniami i zadaniami wspierającymi, aby jak najtrafniej przedstawić dodatkowy wysiłek potrzebny do udanej transformacji. Oszacowaliśmy na 90 000 ilość miejsc pracy potrzebnych na stanowiskach szkoleniowych i wspierających zatrudnienie.
ESJ: Czy uważacie, że te optymistyczne wyniki, uzupełnione brakującymi danymi, przekonałyby decydentów do zwiększenia ambicji i przyspieszenia transformacji, aby osiągnąć neutralność węglową najpóźniej do 2050 r.?
PS: Sądzę, że te wyniki powinny uspokoić decydentów, że istnieją możliwości gospodarcze, środowiskowe i społeczne do szybkiego przejścia do gospodarki zeroemisyjnej netto. Myślę, że dowody przedstawione przez IPCC i Breakthrough Centre, dotyczące potencjalnych konsekwencji nieograniczania wzrostu globalnej temperatury do 1,5°C, są więcej niż wystarczające, aby przekonać kogokolwiek o potrzebie działań zapobiegawczych. Pod warunkiem, że z całą otwartością spojrzą na dowody, jakich dostarcza nauka.
Wszystko to oznacza dla krajów uprzemysłowionych przejście do gospodarki zeroemisyjnej netto w ciągu następnej dekady, ponieważ mamy wyższe niż średnie historyczne emisje na mieszkańca. Jeśli kraje chcą skorzystać z możliwości gospodarczych, takich jak rynki eksportowe dla technologii zeroemisyjnych, i zminimalizować perturbacje powodowane przez transformację, czyniąc ją sprawiedliwą, muszą przyjąć ambitne, wiodące podejście. Wszystkie kraje będą musiały zmienić się w taki czy inny sposób. W pewnym momencie w nadchodzących dziesięcioleciach powstanie dla nich pytanie, czy będą samodzielnie zarządzać transformacją w swoich krajach, czy też będzie to wymuszone przez łączne oddziaływanie presji międzynarodowej, zakłóceń w handlu i wpływu na środowisko.
WSz: Jest wiele analiz które pokazują koszty i korzyści ekonomiczne czy ekologiczne transformacji. Ta analiza pokazuje prawie wyłącznie koszty społeczne, więc pod tym względem jest unikalna. Dlatego sądzę, że w czasach, w których mówi się, że coraz ważniejszy jest głos obywateli, pozytywny efekt transformacji dla liczby miejsc pracy, jaki ta analiza pokazuje, odbije się szerokim echem.
ESJ: Oto liczby dodatkowych miejsc pracy netto oszacowanych w badaniu dla Polski w okresie transformacji (2035) i długoterminowym (2035-2050). Czy moglibyście je skomentować? Dlaczego, na przykład, w sektorze transportu jest dwa razy więcej miejsc pracy w długim okresie niż w okresie przejściowym, podczas gdy w sektorze energetycznym miejsca pracy spadną w perspektywie długoterminowej, po znacznym wzroście w okresie transformacji?

Peter Sims – Climate Jobs Modelling for Poland
PS: Przyczyna różnic w ilości miejsc pracy długoterminowo i w okresie transformacji wynika z tego, że transformacja składa się z dwóch elementów. Najpierw trzeba wymienić infrastrukturę na zgodną z zerową emisyjnością netto. Obecnie wiele budynków jest ogrzewanych węglem, olejem lub gazem, używanymi też do gotowania, i będą one wymagały modernizacji, a wiele turbin wiatrowych i infrastruktury elektrycznej opartej na panelach słonecznych będzie musiało dopiero powstać. Będzie to wymagało dużego zatrudnienia w okresie inwestycji, ale dużo mniejszej ilości miejsc pracy w dłuższej perspektywie dla utrzymania nowej infrastruktury. Z drugiej strony – nastąpi zmiana zachowań i zmiana systemowa w społeczeństwie, umożliwiająca zeroemisyjny netto styl życia. Dzięki temu wraz z postępem transformacji powstanie coraz więcej miejsc pracy, zwiększając zatrudnienie, które będzie utrzymane również po transformacji. Sektory takie jak ponowne użycie, naprawa i recykling, tak jak i transport, to przede wszystkim miejsca pracy właśnie tego rodzaju, długoterminowe, ponieważ zatrudnienie w tych sektorach to przede wszystkim kierowcy i personel zajmujący się konserwacją i naprawami.
Zmieniając sposób życia społeczeństwa, podróżowania, zużycia energii, zmieniają się potrzeby zatrudnienia w różnych sektorach. Zamiast zatrudniać wielu ludzi do wydobywania paliw kopalnych i spalania ich, często w marnotrawny sposób, społeczeństwo zeroemisyjne zatrudniałoby wiele osób, aby zapewnić efektywne zużycie energii, w szczególności aby zachować energię zawartą w produktach, maszynach i infrastrukturze. Oznaczałoby to większe zatrudnienie w transporcie oraz związane z ponownym wykorzystaniem, naprawą i recyklingiem, aby dać społeczeństwu możliwość życia wysokiej jakości przy zużyciu mniejszej ilości energii, aby jednocześnie, gdy nowa infrastruktura energii odnawialnej będzie już gotowa, potrzeba było mniej ludzi do produkcji energii niż obecnie.
Warto również zauważyć, że sektor rolnictwa i żywności to kolejny sektor, w którym transformacja dotyczy głównie procesów zmian, a nie budowy nowej infrastruktury. Więc chociaż miejsca pracy w tym sektorze nie były modelowane dla Polski, to gdyby były, prawdopodobnie wyszłoby więcej miejsc pracy długoterminowych niż tych w okresie przejściowym.
WSz: Dla mnie najważniejsze jest, że liczba miejsc pracy ogółem wzrośnie. Pokazuje to bowiem, że nie mamy się czego bać, a nawet że transformacja może być ratunkiem wobec wizji przedstawianych jeszcze kilka lat temu przez takich wizjonerów jak Jeremy Rifkin, że nastąpi całkowity “koniec pracy”. Szczególnie ciekawe dla mnie jest zjawisko znacznego wzrostu liczby miejsc pracy w transporcie. Okazuje się, że korzystanie z transportu publicznego zamiast z prywatnych pojazdów może generować więcej miejsc pracy, co tylko dodaje mi argumentów za rozwojem systemów komunikacji zbiorowej. Dodatkowo jest to korzystniejsze ekologicznie.
ESJ: Wojtku,we wrześniu zorganizowaliście debatę online na ten temat. To nie pierwsza konferencja on-line (webinar) waszego instytutu. Dlaczego wybraliście właśnie taką formę promocji waszych prac i idei?
WSz: Debaty on-line to przede wszystkim okazja do obejrzenia dyskusji ekspertów na żywo, a także zadawania im pytań w trakcie debaty. Tak to było pomyślane od samego początku, choć dziś więcej osób ogląda debatę już po jej zakończeniu. Niemniej jednak ważna jest konfrontacja ekspertów w studio, w tym samym czasie. Gwarantuje ona żywą dyskusję, a czasem i kontrowersyjne wystąpienia lub nowe pomysły. Zapraszamy do oglądania kolejnych debat w 2020 r.
Debatę w całości można obejrzeć tu: https://www.youtube.com/watch?v=njU3ODCql2s&feature=youtu.be
Wywiad opublikowany w ramach polskiej części międzynarodowego projektu „Klimatyczne miejsca pracy: Plan na zieloną transformację” zrealizowanego przez Green European Foundation, z udziałem Green House Think Tank, Fundacji Strefa Zieleni i Instytutu na rzecz Ekorozwoju, przy finansowym wsparciu Parlamentu Europejskiego dla Green European Foundation
Dr Wojciech Szymalski jest specjalistą ochrony środowiska i działaczem ekologicznym, w latach 2011-2013 był prezesem stowarzyszenia Zielone Mazowsze, a od 2015 roku jest prezesem Fundacji Instytut na rzecz Ekorozwoju. Zajmuje się głównie problematyką transportową, klimatyczną i świadomością ekologiczną.
Peter Sims jest magistrem inżynierem w zakresie elektroniki, niezależnym autorem i badaczem brytyjskim, m.in. współautorem raportu Green House Think Tank „Unlocking the Potential of Zero Carbon” (Uwalniając zero-emisyjny potencjał). Od 2018 r. pracuje nad projektem „Climate Jobs”, w którym modeluje miejsca pracy związane z głęboką zieloną transformacją.
Ewa Sufin-Jacquemart jest prezeską zarządu Fundacji Strefa Zieleni i aktywistką Partii Zieloni. Z wykształcenia socjolożka, była też informatyczką, doradczynią ds. organizacji i metod, dyplomatką, doradczynią ds. zrównoważonego rozwoju i społecznej odpowiedzialności przedsiębiorstw. Twitter:@esufin
Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jedną z zalet rozwoju odnawialnych źródeł energii i podnoszenia efektywności energetycznej jest tworzenie nowych miejsc pracy. (więcej…)
Zmniejszenie zużycia energii i poprawa efektywności jej wykorzystania w budynkach, w których żyjemy, to nie tylko koszt. (więcej…)
Z Tomaszem Koprowiakiem, byłym burmistrzem Kisielic, pierwszej samowystarczalnej energetycznie gminy w Polsce rozmawia Weronika Bloch. (więcej…)
Transformacja ekologiczna dzieje się na naszych oczach – nawet jeśli partie ekologiczne wolałyby, żeby zachodziła szybciej. (więcej…)
Cała ludność Nowej Zelandii (4,45 mln – przyp. red.) zmieściłaby się w mieście wielkości Melbourne. Mały kraj? Być może, ale i tak pełen wielkich idei i nowatorskich pomysłów. Kampania wyborcza Zielonych w 2011 r. nie była tu wyjątkiem. Nowozelandzkim Zielonym udało się zwiększyć poparcie aż o 65% – z 6,6 do 11,1% (za cel stawialiśmy sobie zdobycie co dziesiątego głosu). Parlamentarna reprezentacja urosła z 9 do 14 osób. Na kampanię udało się zebrać ponad milion dolarów nowozelandzkich (ponad 2,5 mln zł), co jest bardzo istotne w kraju, w którym nie ma publicznego finansowania partii politycznych.
Podstawą sukcesu było pokazanie, że mamy sprecyzowane cele, a nasz przekaz wyborczy odpowiada na podstawowe troski ludzi, dotyczące stanu gospodarki. Podsumowywał go zwrot „czysta, zielona pomyślność dla wszystkich w Nowej Zelandii”. Nasz program wyborczy pokazywał zielone spojrzenie na kwestie ekonomiczne, które okazały się kluczowym tematem dla wszystkich wyborczyń i wyborców, nie wyłączając zielonego elektoratu.
Za kampanię Zielonych podczas wyborów w 2008 i 2011 r. odpowiadał 10-osobowy sztab kampanii. Jego zadaniem było opracowanie strategii wyborczej (wraz z budżetem), zatwierdzanej przez zarząd partii. Gdy strategia otrzymywała zielone światło, sztab miał właściwie wolną rękę w kształtowaniu partyjnego przekazu, ustalaniu kalendarza działań oraz zatrudnianiu personelu. Dało nam to możliwość posługiwania się nowatorskim dizajnem i narzędziami marketingowymi, ale bez narażania partii na ryzyko utraty kontroli nad własnym przekazem.

Nasze postulaty podsumowywaliśmy w oświadczeniach prasowych i przemówieniach przy użyciu hasła: „zielona gospodarka, która pracuje dla wszystkich”. Sednem naszego przekazu były kwestie trwałego rozwoju oraz sprawiedliwości społecznej. W przekazie reklamowym kondensowaliśmy je jeszcze bardziej za pomocą sloganu „Aby Nowa Zelandia była bogatsza” (For a richer New Zealand), ubranego w starannie dobrany komunikat graficzny. Kombinacja słów i obrazów odwoływała się do najważniejszych wyzwań gospodarczych, ale zachęcała również do tego, by jej odbiorcy zastanowili się nad tym, co czyni ich życie prawdziwie bogatym.
Badania przeprowadzone po naszej udanej kampanii „Głosuj za mnie” z 2008 r. (w której wykorzystano apelujące do dorosłych postaci dzieci – przyp. red.), pokazały, że udało nam się skutecznie pobudzić emocje wyborców, ale musieliśmy uzupełnić przekaz obietnicami, które przypieczętują nasz „pakt”. Okazało się, że bardzo potrzebują oni emocjonalnej więzi z ugrupowaniem, przy którym postawią krzyżyk na kartce wyborczej. W kampanii wyborczej skupiliśmy się zatem na trzech priorytetach: rzekach, pracy i dzieciach. Trójka okazała się dla szczęśliwą liczbą: chwyciła w mediach, była łatwa do „obsłużenia” przez osoby kandydujące z ramienia Zielonych, a przede wszystkim łatwa do zapamiętania przez wyborców.
Nasze priorytety:
ŚRODOWISKO: Każda rzeka dostatecznie czysta, by móc w niej pływać
GOSPODARKA: Pobudzanie tworzenia zielonych miejsc pracy przy pomocy zachęt dla biznesu oraz przedsięwzięć publicznych
RÓWNOŚĆ: Wydobycie z ubóstwa stu tysięcy dzieci

Postulaty te – którym towarzyszyły staranne wyliczenia dotyczące kosztów ich realizacji – wskazywały, co trzeba zrobić, aby uczynić Nową Zelandię krajem autentycznie bogatszym dla wszystkich, pozwalając zarazem na przestawienie gospodarki na bardziej zielone tory. Odsłaniając nasze priorytety, mieliśmy czas na przekonanie ludzi, że możemy za ich pomocą wzbogacić kraj. Pomogliśmy w ten sposób również kandydatkom i kandydatom w posługiwaniu się prostym, optymistycznym i zrozumiałym językiem, co przyniosło nam rekordowe poparcie.
Kampania miała trzy etapy:
1. Pobudka dla partii i wyborców – to rok wyborczy!
Zaczęliśmy do od „kampanii otwierającej”, mającej na celu pobudzenie naszych struktur oraz zaangażowanie opinii publicznej. W jej trakcie mogliśmy zorientować się, nad jakimi problemami organizacyjnymi musimy jeszcze popracować. „Czego pragniesz od przyszłości?” – to pytanie umieściliśmy na rozdawanych ludziom ulotkach. Z całego kraju spłynęły do nas zdjęcia z ludźmi trzymającymi te ulotki z napisanymi na nich odpowiedziami. Umieściliśmy je na naszym koncie na Facebooku, tak by ludzie mogli udostępniać je i dzielić się własnymi przemyśleniami.
2. Mówimy czego chcemy – tworzymy naszą tożsamość
Po zakończeniu kampanii otwierającej skupiliśmy się na budowie wizerunku naszej partii jako niezależnej i wyjątkowej formacji na scenie politycznej. Zadeklarowaliśmy, że po wyborach będziemy preferowali współpracę z (lewicową) Partią Pracy, nie wykluczając jednak możliwości szukania wspólnych punktów z (prawicową) Partią Narodową. Podkreślaliśmy zarazem, że między nami a prawicą istnieją olbrzymie różnice programowe, poważnie utrudniające współpracę tego typu.
Ogłosiliśmy to stanowisko w czerwcu, tuż po przyjęciu go przez doroczny kongres partii. Było ono wiarygodne, zdarzała się nam już bowiem współpraca z Partią Narodową w konkretnych sprawach (takich jak publiczne wsparcie dla termorenowacji czy stworzenie krajowej sieci rowerostrad). Nie przeszkadzało nam to jednak w byciu bardzo krytycznymi wobec polityki tej rządzącej krajem partii, np. w kwestii wydobywania surowców naturalnych na obszarach parków narodowych, co zresztą dzięki naszym wysiłkom udało się powstrzymać. Nasza niezależna, oparta na zielonych wartościach pozycja zwiększyła wiarygodność naszych propozycji i pozwoliła na pokazanie, że naprawdę zależy nam na wdrożeniu dobrych, zielonych rozwiązań zamiast utrzymywania status quo. Zielony przekaz był jasny – chcemy konkretnych zmian na lepsze i będziemy działać na rzecz ich realizacji, niezależnie od tego, która partia będzie rządziła.
3. Przypieczętowujemy pakt wyborczy – wszyscy są po naszej stronie, a Ty?
Wczesne ogłoszenie naszych trzech priorytetów było kluczowym dla naszej kampanii posunięciem. Dzięki temu uniknęliśmy kolizji z ważnymi przedsięwzięciami sportowymi, takimi jak mistrzostwa świata w rugby na przełomie września i października. Między czerwcem a wrześniem zorganizowaliśmy wydarzenia wokół odkrywanych przez nas kolejno kart – priorytetów programowych dotyczących dzieci, rzek i miejsc pracy. Połączyliśmy je z pocztową dystrybucją ulotek, w trakcie której wprowadziliśmy w obieg hasło „bogatsza Nowa Zelandia”, przybliżyliśmy nasze trzy priorytety, potwierdziliśmy nasze pozycjonowanie na scenie politycznej i przypomnieliśmy nasze dotychczasowe osiągnięcia. Jasny, prosty przekaz bardzo pomógł w prowadzeniu kampanii w cieniu mistrzostw świata w rugby, które skończyły się na miesiąc przed wyborami. Dzięki wcześniejszemu startowi mogliśmy skupić się na nieustającym powtarzaniu naszego hasła oraz priorytetów.
Trzymaliśmy rękę na pulsie, jeśli chodzi o wykorzystanie nowych technologii. Wiedzieliśmy, że nasi wyborcy są na ogół młodsi niż wyborcy innych partii i łatwiej ich spotkać w internecie. Wykorzystując doświadczenia z kampanii, która Zielonym w Australii dała pierwszego w historii posła (w Melbourne), wykorzystaliśmy hasło „Make History Tomorrow” i zainwestowaliśmy sporo środków w jego promocję. Aby dotrzeć do wyborców, korzystaliśmy zarówno bezpośrednio z naszych list kontaktowych, jak i z reklamy w internecie. Na dzień przed wyborami nasz baner wisiał na głównej stronie internetowego wydania dziennika „New Zealand Herald”.
Wzbudzenie w ludziach poczucia mocy oraz wpływu na rzeczywistość było wielkim sukcesem naszej kampanii i ludzi w nią zaangażowanych. Udało się nam zgromadzić rekordową liczbę wolontariuszek i wolontariuszy. Nasz „zielona maszyna” – specjalna platforma internetowa – pozwalała im na zalogowanie się i wypełnianie różnorodnych misji, od polubienia naszego profilu na Facebooku począwszy, po zapisanie się do partii, pomoc w rozdawaniu ulotek koło zakładów pracy, kampanię „od drzwi do drzwi”, pisanie listów do prasy i inne zadania, które zmieniały się w zależności od aktualnego zapotrzebowania. Zrealizowanie zadania sprawiało, że wolontariusz/ka otrzymywał/a gwiazdkę – rywalizacja o nie była gorąca!
Stworzyliśmy również internetowy „silnik dzwoniący”. Projekt ten wykorzystywał naszą bazę kontaktową i pozwalał członkom i sympatykom na jej wykorzystanie do dzwonienia z własnych domów w dzień wyborczy do sympatyczek/sympatyków i nawoływanie ich do pójścia na głosowanie, jako że nie jest ono w Nowej Zelandii obowiązkowe. W ten prosty sposób udało się im obdzwonić 3 tysiące osób. To oczywiście tylko niewielka część wszystkich działań, które sprawiły, że kampania skończyła się dla nas takim sukcesem.
Po wyborach stało się jasne, że Nową Zelandię czekają kolejne trzy lata konserwatywnego rządu sprzyjającego interesom wielkich korporacji. Musi on teraz jednak mierzyć się z silniejszą, zieloną reprezentacją parlamentarną, pokazującą alternatywy dla jego polityki i dotrzymującą obietnicy pamiętania o rzekach, miejscach pracy i dzieciach. Silny zielony głos walczy z cięciami w świadczeniach społecznych, prywatyzacją, manią wydobywania surowców na obszarach chronionych przyrodniczo, promując jednocześnie wizję „współczującej ekonomii” i proponując inteligentne, zrównoważone i trwałe alternatywy, będące znakiem rozpoznawczym zielonej polityki.
Artykuł pochodzi z czasopisma australijskich Zielonych „Green Magazine”. Dziękujemy redakcji za zgodę na przedruk. Przeł. Bartłomiej Kozek.
Czy wiesz, że…
Kampania wyborcza w dzień wyborów jest w Nowej Zelandii nielegalna, podobnie jak rozdawanie materiałów nazbyt podobnych do kart wyborczych. Rozdawanie materiałów instruujących „jak głosować” jest przestępstwem.
Nowa Zelandia ma Mieszany System Proporcjonalny (Mixed Member Proportional – MMP), co w praktyce oznacza, że liczba miejsc w parlamencie w wypadku Zielonych zależy od liczby głosów oddanych na listę partyjną (część miejsc przydzielana jest w ramach jednomandatowych okręgów wyborczych – przyp. red.). Spędzamy dużo czasu zachęcając wyborców, by zamiast na naszych kandydatach, skupili się na głosowaniu na listę partyjną.
Głosowanie w Nowej Zelandii nie jest obowiązkowe, a frekwencja rośnie wraz z wiekiem, co dla Zielonych oznacza dużą pracę nad mobilizacją swojego – głównie młodego – elektoratu.