Nowe elektrownie powstają tam, gdzie wody już brakuje

W Polsce trwa szybka rozbudowa energetyki gazowej – ale nowe elektrownie powstają często w regionach, które już dziś zmagają się z niedoborem wody. Towarzystwo na rzecz Ziemi pokazuje, że problem ten może pogłębiać presję na rzeki i zwiększać ryzyko konfliktów o zasoby wodne.

Mapy stresu wodnego z zaznaczeniem elektrowni i zlewni, opublikowane tuż przed Międzynarodowym Dniem Wody (22 marca), wskazują miejsca, gdzie presja na wodę jest największa.

Gaz rośnie w siłę – także w regionach z deficytem wody

Polska intensywnie rozwija moce gazowe. Inwestycje prowadzą między innymi PGE, Enea czy Grupa Orlen. Jeśli uwzględnić wszystkie projekty elektrowni w budowie i planach, Polska może mieć ok. 10 GW bloków gazowych typu CCGT i kolejne 5 GW jednostek OCGT. Do tego dochodzą elektrociepłownie.

Żadna z polskich spółek nie posiada strategii wodnych, tymczasem woda jest niezbędna do produkcji prądu i ciepła w jednostkach termalnych. Choć elektrownie gazowe zużywają mniej wody niż węglowe, ich lokalizacja w zlewniach już dotkniętych niedoborem oznacza dalsze zwiększanie presji na ograniczone zasoby wodne.

Kluczowy wniosek: energetyka gazowa wchodzi w obszar stresu wodnego

  • Aż 18 z 32 jednostek gazowych (istniejących, budowanych i planowanych) znajduje się na obszarach dotkniętych silnym stresem wodnym (WEI+ >40% przez co najmniej pół roku).
  • Najgorsza sytuacja dotyczy Górnej Odry i Górnej Warty, gdzie stres wodny jest silny przez cały rok.
  • Najbardziej wodochłonne, wyposażone w otwarte systemy chłodzenia instalacje dotyczą elektrowni: Dolna Odra, Rybnik i Stalowa Wola.
  • W niektórych przypadkach (Dolna Odra) pobór wody grozi naruszeniem przepływów biologicznych – minimalnych ilości wody potrzebnych do utrzymania życia w rzekach.
  • Zamknięte systemy chłodzenia, choć bardziej wodooszczędne, nie eliminują ryzyka naruszenia przepływów biologicznych – przykład Rzeszowa pokazuje, że tylko w jednym roku przez 27 dni przepływy biologiczne zostały naruszone.
  • Planowana budowa bloków gazowo-parowych w Kozienicach i Ostrołęce, czyli na terenach poza obszarami niedoborów wód może zwiększać presję na rzeki, ponieważ nowe bloki będą funkcjonować równolegle z istniejącymi instalacjami węglowymi.
  • Brak integracji polityki energetycznej i wodnej zwiększa ryzyko dla bezpieczeństwa środowiska i lokalnych społeczności.

Jak stres wodny wpływa na rzeki, przemysł i społeczności?

W regionach o wysokim niedoborze wody działające elektrownie pobierają znaczące ilości wody do chłodzenia, co obniża przepływy biologiczne i zagraża ekosystemom wodnym. Długotrwały stres wodny zwiększa ryzyko konfliktów o dostęp do zasobów wodnych pomiędzy energetyką, rolnictwem, przemysłem a mieszkańcami. Choć obecnie nie dochodzi do przerw w dostawach prądu z powodu ograniczonych zasobów wodnych, eksperci ostrzegają, że narastające susze mogą w przyszłości ograniczać elastyczność pracy bloków gazowych i węglowych.

– Silny stres wodny oznacza, że już dziś woda nie jest wykorzystywana w regionie w sposób zrównoważony. Musimy pamiętać, że Polska jest krajem ubogim w zasoby wodne a susza będzie stanowić coraz większe wyzwanie dla całej gospodarki. Planowanie nowych elektrowni bez uwzględnienia ograniczeń hydrologicznych przenosi ryzyko na środowisko i społeczności lokalne. Nie powinniśmy budować elektrowni tam, gdzie brakuje wody – mówi Robert Wawręty z Towarzystwa na rzecz Ziemi.

Gaz vs OZE. Rozwiązania wskazywane przez ekspertów

Międzynarodowy Dzień Wody, który wypada 22 marca to moment, by zwrócić uwagę na konieczność integracji polityki wodnej i energetycznej. Eksperci apelują o pilne uwzględnienie dostępności zasobów wodnych w planowaniu transformacji energetycznej oraz rozwój mniej wodochłonnych technologii, takich jak odnawialne źródła energii (OZE), które nie wymagają wody do produkcji prądu i nie zwiększają presji na rzeki.

Od rzeki do gniazdka – energetyka zależy od wody. W obliczu nasilającego się kryzysu wodnego w Polsce, postępujących zmian klimatu, coraz częstszych susz i spadków poziomu rzek, dalsze rozwijanie wodochłonnych technologii energetycznych może prowadzić do konfliktów o zasoby oraz ograniczeń w produkcji energii. Polska stoi przed wyborem: kontynuować rozwój technologii zwiększających presję na zasoby wodne, czy przyspieszyć transformację w kierunku systemu energetycznego odpornego na niedobory wody – mówi Robert Wawręty, ekspert w zakresie inżynierii środowiska, specjalizujący się w kwestiach związanych ze zrównoważoną gospodarką wodną. Wiceprezes Towarzystwa na rzecz Ziemi.

← Wstecz

Twoja wiadomość została wysłana

Pod koniec sierpnia 2025 roku Wisła w Warszawie spadła do poziomu, którego jeszcze nigdy nie notowano – zaledwie 10, a chwilę później 9 centymetrów na wodowskazie przy Bulwarach. To nie tylko rekord hydrologiczny, ale też mocny sygnał ostrzegawczy: zmiany klimatu i degradacja rzeki stają się faktem, który dotyka życia mieszkańców stolicy.

Warszawski odcinek Wisły zawsze kojarzył się z szerokim korytem i potężnym nurtem, tymczasem w sierpniu 2025 roku mogliśmy zobaczyć odsłonięte łachy piasku i koryto przypominające bardziej potok niż największą polską rzekę. IMGW potwierdził, że na stacji Bulwary stan wody spadł najpierw do 10, a następnie do 9 centymetrów – wartości niespotykanych w historii pomiarów.

To nie pierwszy raz, ale nigdy jeszcze tak nisko

Warto przypomnieć, że nie jest to odosobniony epizod. Już w 2015 roku Wisła zaskoczyła warszawiaków spadając do 26 centymetrów, a w 2024 roku susza doprowadziła do kolejnych rekordów – nawet w okolicach 20 centymetrów. Wtedy mówiliśmy o smutnych rekordach. Jednak tegoroczny sierpień przebił wszystkie wcześniejsze minima i pokazał, jak szybko zmienia się hydrologiczna rzeczywistość kraju.

Susza, upały i brak zimowego śniegu

Bezpośrednią przyczyną była przedłużająca się susza. Zimy 2024/2025 praktycznie pozbawione były pokrywy śnieżnej, przez co wiosną zabrakło tradycyjnego zasilania rzek z roztopów. Wiosna i lato przyniosły kolejne fale deficytu opadów, a lipcowe upały sięgające 36 stopni dodatkowo nasilały parowanie. To wszystko sprawiło, że woda odpływała szybciej, niż mogła być uzupełniana.

Karpackie dopływy Wisły – Dunajec, Raba, San – również notowały rekordowo niskie stany. W obliczu takiej sytuacji retencja w zbiornikach przestała pełnić rolę zabezpieczenia. Zbiorniki mogą regulować przepływ, ale nie wytworzą wody, której w dorzeczu po prostu brakuje. W efekcie niedobór widoczny był od gór po ujście.

Warto dodać, że warszawski fragment Wisły przez dziesięciolecia był regulowany i pogłębiany. Wydobycie kruszywa i prace hydrotechniczne sprawiły, że dno stopniowo się obniża. Efekt jest taki, że dziś ten sam przepływ oznacza znacznie niższy stan w centymetrach niż kilkadziesiąt lat temu. Z punktu widzenia mieszkańców różnica może wydawać się symboliczna, ale w praktyce pokazuje skalę przekształceń rzeki.

Wisła a kryzys klimatyczny

Wydarzenia z sierpnia 2025 roku nie mogą być traktowane jako „dziwny zbieg okoliczności”. Wpisują się one w coraz częściej obserwowany trend – krótsze i cieplejsze zimy, brak stabilnej pokrywy śnieżnej, długie okresy suszy przeplatane gwałtownymi ulewami. To właśnie oblicze kryzysu klimatycznego w Polsce: mniej wody wtedy, gdy jej najbardziej potrzeba, i coraz większe ryzyko, że rzeki przestaną pełnić swoje funkcje przyrodnicze i społeczne.

Rekordowo niski poziom Wisły przełożył się na życie codzienne. W sierpniu zawieszono kursy promów ZTM, żegluga była mocno ograniczona, a IMGW ostrzegał przed wchodzeniem do rzeki mimo pozornie płytkiego nurtu. Jednocześnie coraz częściej pojawiają się pytania, jak stolica ma funkcjonować w obliczu narastających problemów z wodą – zarówno w rzece, jak i w systemach zaopatrzenia.

Lekcja z dna rzeki

Wisła osiągająca 9 centymetrów w Warszawie to symboliczny obraz stanu polskich rzek w dobie zmian klimatu. To także sygnał, że potrzebujemy innej polityki wodnej: mniej betonowania, więcej miejsca dla rzek, odbudowy naturalnej retencji i mądrzejszego gospodarowania wodą w rolnictwie i miastach. Jeśli nie wyciągniemy wniosków, kolejne rekordy niskich stanów będą jedynie kwestią czasu.

Ten aspekt będzie jednym z wątków, które zostaną poruszone podczas konferencji Łączy nas Wisła. 

Warto zostać częścią dyskusji i zabrać głos w obronie polskich rzek: https://laczynaswisla.pl/

Źródło: inf.pras Łączy nas Wisła

 

Najnowszy monitoring pożarów 2025 przeprowadzony przez Copernicus Atmosphere Monitoring Service (CAMS) wskazuje na niższą niż przeciętnie globalną aktywność pożarową w pierwszych miesiącach roku. Dane z monitoringu pożarów ujawniają interesujący trend – podczas gdy emisje globalne spadają, niektóre regiony doświadczają rekordowych zjawisk pożarowych, które znacząco wpływają na jakość powietrza.

Eksperci CAMS podkreślają, że monitoring pożarów 2025 dostarcza kluczowych informacji dla zdrowia publicznego i zarządzania kryzysowego w obliczu zmieniającego się klimatu.

Analiza CAMS całkowitej optycznej grubości aerozoli na poziomie 550 nm nad Azją Wschodnią w okresie od 1 do 30 kwietnia 2025 r. Źródło: CAMS/ECMWF.
POBIERZ ANIMACJĘ

Historyczny spadek emisji w Azji Południowo-Wschodniej

Kraje Azji Południowo-Wschodniej (Mjanma, Tajlandia, Laos, Kambodża i Wietnam) zanotowały jeden z najniższych sezonowych poziomów emisji z pożarów od początku prowadzenia pomiarów w 2003 roku. Według danych CAMS:

  • Łączna emisja węgla wyniosła zaledwie 37 megaton w pierwszych czterech miesiącach 2025 roku

  • To mniej niż połowa średniej z lat 2003-2024 wynoszącej 79 megaton

  • Stanowi drugi najniższy wynik w historii pomiarów GFAS

Eksperci wiążą ten spadek przede wszystkim z ograniczeniem wypalania roślinności w rolnictwie, które tradycyjnie stanowi główne źródło emisji z pożarów w regionie.

„Dym z pożarów roślinności może dodatkowo potęgować obciążenie z lokalnych źródeł zanieczyszczeń powietrza, takich jak ruch drogowy, gotowanie i ogrzewanie domowe czy przemysł” – wyjaśniają specjaliści CAMS.

Rekordowe pożary w Korei Południowej alarmują naukowców

Pod koniec marca 2025 roku seria pożarów objęła południowe regiony Korei Południowej, powodując ofiary śmiertelne i znaczne straty materialne. Monitoring CAMS wykazał bezprecedensową skalę zjawiska:

  • Emisja węgla osiągnęła 0,8 megaton – najwyższy poziom w 23-letniej historii pomiarów

  • To czterokrotność typowej rocznej emisji wynoszącej około 0,2 megatony

  • Wyjątkowo suche, gorące i wietrzne warunki przyczyniły się do niezwykle szybkiego rozprzestrzeniania pożarów

Całkowita roczna szacunkowa emisja węgla z pożarów w Korei Południowej w latach 2003–2025 (do 31 marca
2025 r.). Źródło: CAMS/ECMWF.

Europa Północno-Zachodnia zagrożona nietypowymi pożarami

W miarę zbliżania się lata na półkuli północnej, w kilku regionach obserwowany jest wzrost liczby pożarów i emisji dymu. System CAMS

odnotował nietypowe pożary w:

  • Wielkiej Brytanii

  • Irlandii

  • Niderlandach

  • Belgii

Zjawiska te są bezpośrednio związane z występującą w ostatnich tygodniach suszą w Europie Północno-Zachodniej.

Znaczenie monitoringu pożarów dla zdrowia publicznego

Mark Parrington, starszy naukowiec Copernicus Atmosphere Monitoring Service, podkreśla: „Pożary i spalanie biomasy mają istotny wpływ na jakość powietrza i ludzkie zdrowie. Zbiór danych CAMS dotyczących emisji z pożarów z ostatnich 23 lat pozwala nam szybko ocenić skalę bieżących pożarów na całym świecie i określić, jak zmieniają się emisje w poszczególnych regionach.”

Dane CAMS są szczególnie cenne podczas obserwacji zanieczyszczeń transgranicznych z pożarów, ponieważ:

  1. Prognozy dokładnie odwzorowują transport dymu i zanieczyszczeń powietrza

  2. Pozwalają na lepsze przygotowanie się do potencjalnych zagrożeń zdrowotnych

  3. Umożliwiają monitorowanie jakości powietrza w czasie rzeczywistym

Co nas czeka w najbliższych miesiącach?

CAMS obserwuje już rozwijające się rozległe pożary w:

  • Eurazji Wschodniej, w tym na kole podbiegunowym

  • Kanadzie

Służba zapowiada dalsze monitorowanie emisji związanych z tymi zjawiskami i informowanie o wszelkich nietypowych zdarzeniach, które mogą wpłynąć na jakość powietrza i zdrowie mieszkańców.

Więcej informacji o monitoringu pożarów można znaleźć na oficjalnej stronie Copernicus Atmosphere Monitoring Service.

Artykuł opracowany na podstawie informacji prasowej Copernicus ECMWF z dnia 15 maja 2025 roku.

Więcej informacji o Copernicus: www.copernicus.eu

Strona internetowa ECMWF: https://www.ecmwf.int/

Skutki zmiany klimatu będą dla produkcji rolnej w Polsce bardzo dotkliwe. Sektor stoi przed dwoma ważnymi wyzwaniami – potrzebą redukcji emisji gazów cieplarnianych oraz koniecznością prowadzenia działań adaptacyjnych do zachodzących zmian klimatycznych. Wymagać to będzie przedefiniowania podejścia do produkcji rolnej opartego niemal wyłącznie o kryterium zysku ekonomicznego.

Nowy model rolnictwa w znacznie większym stopniu musi promować i nagradzać różnorodne usługi ekosystemowe związane z obszarami wiejskimi i produkcją rolną. Przede wszystkim powinien opierać się na produkcji żywności wysokiej jakości, która nie zawiera pozostałości substancji chemicznych stosowanych dziś powszechnie w uprawie i hodowli, a także na ochronie i wspieraniu różnorodności biologicznej, ochronie klimatu i zasobów wodnych, czyli przeciwdziałaniu suszy.

Woda jest zasobem niezbędnym do prowadzenia produkcji rolnej, a rolnictwo, które gospodaruje na 60% powierzchni obszarów zlewni, jest głównym użytkownikiem zasobów wodnych kraju. Odnawialne zasoby wodne pochodzą z opadów, na których ilość i rozkład nie mamy wpływu. Choć ilość opadów nie zmienia się znacząco od 150 lat, ich rozkład stał się w ostatnich dekadach niekorzystny z punktu widzenia odnawiania się zasobów wody. Mniej wody pada latem (w sezonie wegetacyjnym), opady mają charakter nawalny, powodujący szybki odpływ wody z terenu zlewni, zimą zaś częstsze są opady deszczu niż śniegu.

W takiej sytuacji kluczowe znaczenie dla dbałości o odnawianie zasobów wodnych, ich jakość i dostępność (nie tylko dla sektora rolniczego) ma zatrzymywanie, retencjonowanie i spowalnianie odpływu wody z terenu zlewni. Ogromnie ważny jest także wybór modelu produkcji rolnej bowiem od tego, jak przyczyni się on do retencjonowania wody na swoje potrzeby przy pomocy ochrony gleby, zwiększania jej pojemności wodnej, oraz zatrzymywania wody w krajobrazie, zależy dostępność wody dla rolnictwa i innych użytkowników.

Zlewnia

Zlewnia to obszar lądu, z którego woda spływa do jednego zbiornika, rzeki, jeziora, a czasami terenu podmokłego. Poszczególne zlewnie są oddzielone od siebie działami wodnymi czyli umowną linią rozgraniczającą sąsiednie zlewnie lub dorzecza. Zróżnicowanie terenu, jego budowa geologiczna oraz pokrycie mają kluczowe znaczenie dla możliwości retencji zlewni. Zlewnie o dużej lesistości oraz niskim stopniu przekształcenia przez człowieka charakteryzują się wysoką retencją naturalną i stabilnym zasilaniem systemu rzecznego. W takich zlewniach bardzo rzadko występują susze albo powodzie. Natomiast im wyższy stopień przekształcenia zlewni, tym poziom retencji jest niższy, a system rzeczny bardziej rozregulowany. W zlewniach zmienionych działalnością ludzką i tym samym pozbawionych równowagi hydrologicznej brak opadów szybko prowadzi do suszy, a ich nawet niewielki nadmiar powoduje podtopienia lub powódź. Rolnicze użytkowanie zlewni ma ogromny wpływ na bilans wodny i stan retencji zlewni rzek. Efektem zmian w zlewniach są w znacznym stopniu narastające problemy z suszami i powodziami, zarówno w Polsce, jak i na całym świecie.

Zasoby wód i ich wykorzystanie

Zasoby wód słodkich stanowią zaledwie ok. 3% wszystkich zasobów wód na Ziemi. Ich objętość jest szacowana na ok. 35 mln km3, z czego ponad 67 % stanowią lodowce i pokrywa śnieżna. Druga z istotnych części zasobów wód słodkich zgromadzona jest pod ziemią – w jej głębszych warstwach – i stanowi 29,6% całej objętości wód słodkich. Wody z których korzysta człowiek – rzeki, jeziora oraz płytkie wody podziemne – to zaledwie 0,4% zasobów wód słodkich. Od 1960 do 2010 roku Europa straciła 24% odnawialnych zasobów wody per capita.

Polska jest w Europie jednym z najuboższych w wodę krajów. W latach 1946-2016, średnia roczna zasobów wodnych przypadająca w Europie na głowę mieszkańca wynosiła 5000 m3 wody, natomiast w Polsce tylko 1800 m3. W latach o niższych opadach mamy do dyspozycji tylko nieco ponad 1100 m3 na osobę, w latach mokrych zaś 2600 m3 na osobę. Eksperci zaniepokojeni są tendencją spadkową ilości zasobów wodnych w Polsce. Próg 1700 m3/os jest granicą „stresu wodnego” czyli zagrożenia deficytem wody.

W Polsce średnia wartość całkowitych opadów rocznych wynosi ok 196 km3. Z tej objętości około 28% odpływa systemami rzecznymi w następujących proporcjach: dorzecze Wisły (55% rocznego odpływu), dorzecze Odry (25%), rzeki Przymorza (9,5%) i pozostałe zlewnie (11,5%). Dopływ spoza granic kraju stanowi 12,6 % całkowitych zasobów wód płynących. Pozostała część wody z opadów ulega wyparowaniu. Obecnie przez mniej więcej 3/4 roku w ilości około 60%. Reszta wody opadowej (około 20%) infiltruje zasilając zasoby wód podziemnych. Odnowienie się pierwszej warstwy wód podziemnych, tej z której korzysta człowiek, trwa średnio 3 lata.

Susza i powódź

W związku z zauważalnymi skutkami zmiany klimatu w naszym kraju, konieczna jest rewizja podejścia do gospodarowania wodami. Sytuację pogarsza fakt, że roczny cykl opadowy w naszej szerokości geograficznej jest niekorzystny – rośnie przewaga parowania nad opadem w okresie wegetacyjnym. Ponad 60% opadów przypada na okres o większym parowaniu wody (60%), zaś w okresie o niższej wartości parowania (wynoszącej 50%) mamy około 40% opadów rocznych. Taki układ powoduje, że wraz ze zmianą klimatu bardziej wzrasta w naszym kraju zagrożenie suszą niż powodziami.

Retencjonowanie wody w danej zlewni zależy od czynników naturalnych, takich jak ukształtowanie terenu, rodzaj gleby, a także od czynników antropogenicznych, czyli form zagospodarowania terenu oraz zabudowy hydrotechnicznej zlewni przez człowieka. Kluczowe dla ochrony zasobów wodnych i stabilnego funkcjonowania zlewni jest zachowanie właściwej proporcji pomiędzy terenem przekształconym a obszarami podmokłymi, leśnymi i naturalnymi dolinami rzecznymi, które poprawiają naturalną retencję i tym samym zwiększają odporność zlewni na brak opadów. Niestety w planowaniu zagospodarowania przestrzennego w Polsce najczęściej nie uwzględnia się pozostawienia terenów zalewowych i tworzy na nich np. infrastrukturę mieszkaniową, często nawet wiedząc, że są to miejsca, w których regularnie i od dawna dochodziło do podtopień czy powodzi. Mimo że powodzie budzą duży niepokój społeczny, w Polsce znacznie większym problemem jest brak wody, nie jej nadmiar.

Melioracje i prace utrzymaniowe na ciekach

W drugiej połowie XX wieku realizowano w Polsce melioracje zgodnie z koncepcją tzw. rolnictwa odwodnieniowego. Osuszenie terenów podmokłych i odprowadzenie nadmiaru wody z pól było szybkim sposobem zwiększenia areału upraw. Melioracje powinny prowadzić do poprawy stosunków wodnych na danym terenie, a dzięki temu ułatwiać działalność rolniczą. System rowów i kanałów powinien być zbudowany tak by odprowadzać wodę w okresie jej nadmiaru lub zatrzymywać ją w czasie niedoboru za pomocą zamykania zastawek i jazów. W praktyce jednak melioracje działają wyłącznie przyspieszając odpływ wód z terenu zlewni, co przyczynia się do wystąpienia suszy w okresach, w których opadów jest mniej, natomiast w sytuacji nawet krótkotrwałych, ale nawalnych deszczy prowadzi do zalań, wezbrań i podtopień.

Problem pogłębił się po akcesji Polski do UE z uwagi na presję na szybkie wydatkowanie unijnych środków na inwestycje hydrotechniczne. Najczęściej były to melioracje, regulacje cieków i prowadzenie na nich prac utrzymaniowych, przy czym nie analizowano rzetelnie ani potrzeby ich wykonania, ani ich konsekwencji środowiskowych. Brak prawnego obowiązku prowadzenia rejestru tych inwestycji powoduje, że nie wiemy, ile dokładnie zostało przeprowadzonych inwestycji hydrotechnicznych. Nie znamy też ich całkowitego, negatywnego oddziaływania na zasoby wody w Polsce. Należy natychmiast podjąć działania, które umożliwią zahamowanie i naprawę szkód wyrządzanych w zasobach wodnych kraju. Powinny one polegać na likwidacji systemów melioracyjnych lub właściwym zarządzaniu nimi, a także renaturyzacji koryt cieków i rzek. To daje szansę na podniesienie zwierciadła wody i odzyskanie części pojemności retencyjnej skuteczniej i szybciej niż budowa nawet kilku dużych zbiorników retencyjnych.

Retencja krajobrazowa i glebowa

Największy potencjał retencjonowania wody (jej odzyskiwania i zatrzymywania) mają sam obszar zlewni oraz znajdujące się na nim gleby. Nie są to zatem cieki – naturalne czy sztuczne – z których wodę trudno wrócić na pola. Woda może być zatrzymywana w krajobrazie na wiele sposobów. Stałe pokrycie gruntów roślinnością (zadrzewienia, trwałe użytki zielone, międzyplony, poplony, mulczowanie), zachowywanie terenów podmokłych czy pasów zadrzewień sprzyją spowolnianiu jej odpływu. Ogromy potencjał retencyjny ma także sama gleba. Od jej napowietrzenia i zawartości materii organicznej zależy, ile wody zdoła zatrzymać. Gleba bogata w materię organiczną ma także strukturę, która pozwala na infiltrowanie wody w głąb profilu glebowego i odnawianie zasobów wód podziemnych. Dbanie o żyzność gleby i jej stosunki wodno-powietrzne za pomocą zróżnicowanego płodozmianu, ograniczonej orki i gospodarki w oparciu o nawozy naturalne (a nie mineralne) jest podstawą zwiększania możliwości retencjonowania wody.

W sytuacji silnego przekształcenia zlewni przyspieszającego odpływ wody, cennym zasobem staje się woda zretencjonowana przez bobry. Budowanie przez nie tam, dzięki którym spowolniony zostaje spływ wody i tworzą się rozlewiska, poprawia lokalne stosunki wodne i uwilgotnienie gleb wokół. Instrumenty finansowe rekompensujące rolnikom straty wynikające z odstąpienia od użytkowania terenów zalewowych – czy to na skutek prac inżynieryjnych bobrów (tzw. pakiety bobrowe) czy też w związku z okresowym nadmiarem wody na ich terenie – pozwoliłyby retencjonować wodę w efektywny, naturalny sposób, w dodatku lokalnie i bez kosztownych inwestycji.

Zasoby wody dla rolnictwa

Rolnictwo wykorzystuje około 70% odnawialnych zasobów wodnych. Na drugim miejscu jest przemysł (20%), a dopiero na trzecim wykorzystanie wody na cele komunalne (10%). Podział ten jest często mylony z wykorzystaniem wód z poboru. W przypadku wód pobieranych 70% z nich wykorzystuje przemysł, 20% gospodarka komunalna, a jedynie około 10% wykorzystywane jest w rolnictwie i leśnictwie. Pobór wód powierzchniowych i podziemnych w Polsce wynosi ok. 12 km³/rok, co stanowi 20% zasobów wód płynących, w stosunku do wartości całkowitego odpływu na poziomie około 61 km³/rok.

Wiedza na temat skali wykorzystania wody, w tym jej poboru oraz analizowanie tych danych, jest szczególnie ważne z uwagi na prognozowany wzrost wykorzystania nawodnień w produkcji rolnej. Jeżeli mają być one wspierane dofinansowaniem ze środków krajowych lub unijnych, to konieczna jest ich racjonalizacja w oparciu o dokładną ocenę potrzeb wodnych roślin i uwilgotnienia gleby. Niezbędny jest również precyzyjny i skuteczny monitoring poboru wód do nawodnień oraz solidarne podejście do użycia wody w tym celu.

Ryzykowne jest również rozważanie możliwości wykorzystania do nawodnień wód głębinowych. Ich zasoby oraz tempo odnawiania się nie są w pełni rozpoznane, a ponadto stanowią one główne źródło wody pitnej, stąd ich użytkowanie do nawodnień wydaje się lekkomyślne i nieracjonalne.

Niestety, w Polsce do tej pory nie została utworzona straż środowiskowa czyli instytucja wyspecjalizowana w wykrywaniu i ściganiu wykroczeń oraz przestępstw przeciwko środowisku, w tym zasobów wodnych. Jej działanie powinno dotyczyć czynów zabronionych związanych zarówno z nielegalnym poborem wody, jak również z jej zanieczyszczeniem. Problemem jest również nadmierny pobór wody przez niektórych użytkowników, który przy braku monitorowania przepływów może doprowadzić do całkowitego wysuszenia cieku.

Ochrona zasobów wodnych w kontekście rolnictwa wymaga także uwzględnienia kwestii dbałości o jakość wód. Im większe wykorzystanie nawozów sztucznych, środków ochrony roślin i antybiotyków w produkcji rolnej, tym większe zanieczyszczenie wody. Nadmierne w stosunku do zapotrzebowania roślin nawożenie pól nawozami mineralnymi powoduje przedostawanie się niewykorzystanych biogenów (głównie związków fosforu i azotu) do wód śródlądowych, a następnie do Bałtyku. Biogeny powodują eutrofizację (przeżyźnienie) wód skutkującą gwałtownym wzrostem roślinności wodnej. Następnie obumiera ona i zaczyna się rozkładać wyczerpując cały dostępny w wodzie tlen, co jest śmiertelnie niebezpieczne dla organizmów wodnych. Zagrożeniem dla jakości wód jest również źle działający system oczyszczania ścieków komunalnych oraz brak wydajnego monitoringu odprowadzania ścieków do wód. To samo dotyczy akwakultury, w której dochodzi często do braku dostosowania wielkości produkcji do pojemności ekosystemów wodnych, do których hodowcy odprowadzają pełne zanieczyszczeń wody poprodukcyjne.

Finansowanie ochrony zasobów wodnych w rolnictwie i wspierany model rolnictwa

Aby skutecznie chronić obszary cenne przyrodniczo na terenach wiejskich, należy bezwzględnie zmienić zasady przyznawania płatności rolnośrodowiskowo-klimatycznych. Zmiana ta powinna polegać na odejściu od finansowania działań podejmowanych przez rolnika bez monitorowania ich rezultatu. Zamiast tego, wsparcie finansowe powinno być uzależnione od uzyskania i utrzymania rezultatów środowiskowych. Takie rozwiązania obowiązują w innych państwach UE. Koalicja „Rolnictwo dla Przyrody” zaleca między innymi wprowadzenie do Krajowego Planu Strategicznego WPR 2021-2027 nowych działań na rzecz retencjonowania wody, np. paludikultury oraz pakietu „wysoka woda”. Rolnicy powinni otrzymywać rekompensatę za pozostawienie 10% powierzchni gospodarstwa „dla natury” czyli np. właśnie pod obszary podmokłe, pasy zadrzewień lub strefy buforowe przy ciekach, jako miejsca przyczyniające się do ochrony ilości i jakości wody.

Dla dbałości o dostępność zasobów wodnych istotne jest również, jaki model rolnictwa (a także produkowanej przez nie żywności) uzyskuje wsparcie finansowe. Przemysłowa uprawa wysokobiałkowych roślin do produkcji paszy przeznaczonych do karmienia zwierząt na eksport – Polska jest istotnym producentem drobiu i wieprzowiny w Europie – pochłania wielkie ilości wody i wyjaławia glebę. Monokulturowe uprawy, w których stosuje się znaczne ilości nawozów mineralnych i chemicznych środków ochrony roślin generują gigantyczne zanieczyszczenia. Podobnie przemysłowa produkcja zwierzęca. Wobec zmiany klimatu, która powoduje zmniejszenie się dostępności wody dla wszystkich użytkowników (a przede wszystkim dla społeczeństwa), należy rozważyć czy stać nas – w wymiarze ekologicznym, społecznym i ekonomicznym – na wspieranie tego modelu produkcji.

Usługi ekosystemowe i dobra publiczne

Usługi ekosystemowe to zjawiska i procesy niezbędne dla podtrzymania życia na Ziemi. Są świadczone przez zdrowe ekosystemy. Regulacja procesów glebowych, procesy oczyszczania, stabilizacja warunków pogodowych i klimatu czy dynamika współoddziaływania organizmów w układach biologicznych to tylko kilka zjawisk, które warunkują nasze biologiczne przetrwanie. Cała przyroda, w tym także dostępność i jakość wody, ma podstawowe znaczenie dla możliwości świadczenia usług ekosystemowych przez rolnictwo i obszary wiejskie. Grono beneficjentów usług związanych z wodą jest szerokie i zróżnicowane, a koncepcja usług ekosystemowych pozwala oszacować zysk z ochrony wody w krajobrazie z punktu widzenia innych sektorów gospodarki, a także społeczeństwa. To zróżnicowanie potencjalnych zysków i strat z punktu widzenia różnych użytkowników zasobów wodnych należy brać pod uwagę przy podejmowaniu decyzji dotyczących gospodarowania wodą w Polsce. Obszary wiejskie mogą dostarczać dóbr publicznych różnego typu i być za to wynagradzane. Ochrona krajowych zasobów wodnych jest takim dobrem, między innymi dlatego, że od ilości i jakości wód zależna jest trwałość produkcji rolnej, a w konsekwencji bezpieczeństwo żywnościowe kraju.

Woda nie jest niezbędna jedynie dla bezpieczeństwa żywnościowego. Brak wody jest zagrożeniem dla zdrowia, życia i trwałości porządku publicznego. Jesteśmy europejskim krajem z niskimi zasobami wody w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Nakłada się na to strategia gospodarowania wodą, którą prowadzimy od 100 lat: umożliwić opadom jak najszybszy spływ do morza. Lęk przed powtórką powodzi, jaka zdarzyła się w 1934 czy powojenna potrzeba zwiększania upraw są drobnymi problemami wobec zagrożenia, przed którym stoimy dziś. Mamy zanieczyszczone rzeki odprowadzające wodę do Bałtyku, w którym martwe strefy stanowią już 17% powierzchni, utratę bioróżnorodności na niespotykaną skalę i trwającą od wielu lat suszę rolniczą, praktycznie na obszarze całego kraju. Na to wszystko nakłada się katastrofa klimatyczna – zimy już nie takie jak dawniej, a wiosna szybko przechodzi w lato, jak w jednym z artykułów opisuje swoje rolnicze obserwacje Robert Kuryluk. Zamiast myśleć o systemowych i mądrych zmianach, sięgamy po rozwiązania krótkowzroczne i niezwykle ryzykowne – wody głębinowe są naszą rezerwą wody pitnej. Właśnie dlatego, jeżeli nie zmienimy sposobu gospodarowania w rolnictwie, nie będziemy retencjonować wody w glebie, renaturyzować przekształconych systemów rzecznych i osuszonych dolin, a także nie zaczniemy stosować praktyk rolnych, które zatrzymują wodę w glebie, nie będzie wody dla rolnictwa i nie będzie wody ani dla gospodarki, ani dla społeczeństwa. Ta ekspertyza powstała, aby nam to uświadomić i umożliwić podjęcie właściwych decyzji.

*

Jak czytać ekspertyzę?

Ekspertyza podzielona jest na sześć głównych działów, na które składają się artykuły różnych autorów. Każdy artykuł zaczyna się od krótkiego streszczenia, które jest wydzielone z reszty tekstu artykułu niebieskim kolorem czcionki. Działy kończą się podsumowaniem rekomendacji, które znalazły się w artykułach. Najważniejsze rekomendacje wynikające z ekspertyzy zebrane są na końcu publikacji.

Całą ekspertyzę „Woda w rolnictwie” można pobrać tutaj

Ekspertyza jest sygnowana przez Koalicję Żywa Ziemia

Koalicja Żywa Ziemia jest niesformalizowaną grupą, utworzoną przez organizacje i ruchy działające w obszarze rolnictwa i żywności. Celem działalności Koalicji jest kształtowanie krajowej polityki rolnej i żywnościowej w kierunku sprawiedliwej społecznie i odpowiedzialnej wobec środowiska naturalnego produkcji, dystrybucji i konsumpcji. Koalicja jest członkiem europejskiej platformy Good Food Good Farming skupiającej krajowe koalicje działające na rzecz zmiany polityki rolno-żywnościowej w Unii Europejskiej.

Ludzkość  stoi wobec największego  w dziejach wyzwania – kryzysu klimatycznego. Topnienie lodowców postępuje na niespotykaną dotąd skalę. Podnoszenie się poziomu morza i coraz większa częstotliwość katastrofalnych powodzi  są w tych warunkach nieuchronne, nawet jeśli uda się zredukować do pewnego stopnia emisje gazów cieplarnianych.
Z Lynn Sorrentino* rozmawia Ewa Dryjańska.
Ewa Dryjańska: Kilka wysp w Oceanii zostało już wchłoniętych przez wody morskie, których poziom stale się podnosi na skutek zmian klimatu. Nie zmieniło to jednak zbytnio naszych zachowań w kwestii konsumpcji energii czy nawyków konsumenckich. Badania wskazują, że zalanie zagraża także w obecnym stuleciu znacznym obszarom   na wszystkich kontynentach, w tym w Polsce.

Lynn Sorrentino: Ten brak zainteresowania w związku ze zniknięciem części Wysp Salomona jest tu dobrym przykładem, bo informacja o tym ewidentnie została odnotowana w mediach w maju 2016 r. Miało to katastrofalne skutki dla tamtejszej społeczności. Świadomość globalnych problemów powoli rośnie, co mogliśmy zauważyć w postaci cotygodniowych szkolnych strajków dla klimatu, a także  większej wiedzy na ten temat w wielu miastach, coraz częściej zalewanych przez fale powodziowe. Jednak wiele badań wskazuje, że większość ludzi nie postrzega globalnego ocieplenia ani nabrzeżnych powodzi w kategoriach bezpośredniego, osobistego zagrożenia, ponieważ nie jest ono namacalne. Jest abstrakcyjne, w przeciwieństwie do “zwykłej” powodzi, na skutek której rodzina lub cała społeczność musi zostać przesiedlona. Prognozy są zgodne co do podnoszenia się poziomu mórz oraz częstych i ekstremalnych nabrzeżnych powodzi wywołanych przez zmiany klimatyczne, o czym informuje choćby Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu przy ONZ (IPCC). W miarę jak coraz więcej ludzi będzie doświadczać gwałtowniejszych i częstszych powodzi, poziom zaniepokojenia i percepcja zagrożenia będzie wzrastać. Na percepcję takich zagrożeń jak wzrost poziomu mórz, zmiany klimatyczne czy nabrzeżne powodzie wpływa wiele czynników, a poszczególne osoby są na nie narażone w różnym stopniu w zależności od zamożności, wykształcenia, stanu zdrowia, płci, wieku czy stopnia zintegrowania danej społeczności.

Kiedy dokładnie możemy się spodziewać zalania wybrzeży? Które dokładnie obszary mogą zostać zalane?

Według prognoz nadmorskie populacje osiągną do 2080 r. 800 milionów mieszkańców, tym dotkliwsze więc będą skutki podnoszenia się poziomu mórz dla mieszkańców, infrastruktury i systemu opieki medycznej. Ale już obecnie wiele nadmorskich miast ich doświadcza – to jest problem, z którym mamy do czynienia już teraz i będzie on się pogłębiał w kolejnych dekadach. IPCC ocenia, że bez natychmiastowych działań w kwestii emisji gazów cieplarnianych do 2100 r. zostanie dotkniętych przez nabrzeżne powodzie 400 milionów ludzi na całym świecie .

Co nabrzeżne powodzie będą oznaczały w praktyce dla dotkniętych nimi państw?

Przed powodzią powinno zostać przeprowadzone odpowiednie rozpoznanie, a miejscowa ludność powinna zostać dobrze uświadomiona w kwestii zagrożeń. Komunikacja i gruntowne informowanie opinii publicznej jest kluczowe dla zarządzania ryzykiem. Jednak ta analiza ryzyka powinna być też stale aktualizowana na podstawie różnych modeli i scenariuszy klimatycznych, biorących pod uwagę różne czynniki. Zarówno decydenci, naukowcy, urzędnicy, jak i przestawiciele lokalnych społeczności powinni mieć świadomość słabych punktów i aspektów łagodzących skutki kataklizmu. Należy wziąć pod uwagę ograniczenie skutków zarówno dla osób indywidualnych, społeczności, firm, jak i dla środowiska.  Priorytetowe powinny być inwestycje we wspólnoty najbardziej zagrożone. Niemożliwe jest przecenienie pilności tej kwestii.

Dotkliwość konsekwencji powodzi będzie zatem zależeć nie tylko od siły żywiołu, ale też od stopnia przygotowania służb, infrastruktury i społeczności. Ich skutki dla środowiska, a także fizycznego i psychicznego stanu zdrowia ludzi mogą utrzymywać się przez miesiące, lata, a nawet dekady. Może dojść do obrażeń na ciele, utonięć, zetknięcia z substancjami niebezpiecznymi, nagłego braku dostępu do czystej wody i wzmożonego stresu. Następstwem kataklizmu mogą być choroby zakaźne i brak pożywienia. Śmiertelność w pierwszym roku po powodzi wzrasta o 50%, gdyż szerzą się choroby takie jak zapalenie wątroby typu E, dolegliwości żołądkowo-jelitowe czy choroba Weila, prowadząca do niewydolności wątroby i nerek.

Raport Wspólnego Centrum Badawczego UE przewiduje, że częstotliwość powodzi na europejskim wybrzeżu wzrośnie pięciokrotnie, a trzy razy więcej ludzi niż dotychczas będzie dotkniętych powodziami rzecznymi. Koszty zniszczeń powodzi rzecznych wzrosną z 5,3 do 17,5 miliardów euro rocznie.

Na wybrzeżach oprócz dużych skupisk ludzkich znajdują się także obiekty przemysłowe lub instalacje wojskowe. Jak wygląda zagrożenie w tym przypadku?

Przykładem obiektu wojskowego zagrożonego przez podnoszący się poziom mórz jest betonowa kopuła przykrywająca odpady jądrowe na Wyspie Runit na Atolu Enewetak na Wyspach Marshalla. Podnoszące się wody, pęknięcia w konstrukcji i zagrożenia ze strony cyklonów mogą spowodować wyciek substancji radioaktywnych do Pacyfiku.

Wiele rządów ma opracowane prognozy i plany działań związane z ryzykiem powodzi dla obiektów militarnych i przemysłowych. Bardzo dużo robi w tej kwestii unijna Europejska Agencja Środowiska (EEA). Europejski System Świadomości Powodzi (EFAS) wspiera środki zapobiegawcze i zapewnia dane oraz szkolenia.

Jednak choć lokalne, państwowe i międzynarodowe organy mają plany zabezpieczenia infrastruktury przed powodziami związanymi ze zmianami klimatu, to przykłady ostatnich kataklizmów pokazują, że społeczne, ekologiczne i ekonomiczne koszty są bardzo wysokie, nawet w przypadku bardzo szczegółowego planu działania.

W następstwie powodzi lub huraganu może dojść do wycieków substancji chemicznych, namnożenia bakterii i osadzenia się toksycznych osadów na zalanych terenach. Wody powodziowe często przenoszą bakterie, które dostają się na miejsca upraw, prowadząc do chorób. Ten problem również będzie narastał wraz z intensyfikacją zjawisk powodziowych.

Jest wiele przykładów na to, jak gwałtowne zjawiska pogodowe spowodowały wyciek toksycznych substancji na pola lub obiekty przemysłowe oraz zalania elektrowni jądrowych, jak w przypadku elektrowni St. Lucie na Florydzie w 2014 r. Amerykańskie elektrownie jądrowe nie zostały zaprojektowane w sposób, który przygotowałby je na ekstremalne powodzie – stanowi to duże wyzwanie.

Po powodzi, która spowoduje wyciek substancji radioaktywnych, pojawia się logistyczny i ekonomiczny problem oczyszczenia terenu ze skażenia i składowania skażonej gleby. Skutki wycieków ropy, zanieczyszczenia ziemi i wody metalami ciężkimi, pestycydami, bakteriami czy ściekami utrzymują się latami i mogą trwale wpłynąć na lokalne społeczności. Np. niedawno na skutek tajfunu w Fukushimie w Japonii worki z radioaktywną ziemią zostały porwane przez wodę.

Holenderski naukowiec zasugerował zbudowanie gigantycznej tamy, która oddzieliłaby Morze Północne od Atlantyku, co miałoby zapobiec trwałemu zalaniu znacznej części europejskiego wybrzeża. Czy to dobry pomysł?

Koncepcja Sjoerda Groeskampa z Królewskiego Holenderskiego Instytutu Badań Morskich polega na wybudowaniu tamy o długości 475 km pomiędzy Szkocją a Norwegią i kolejnej tamy o długości 160 km pomiędzy Francją a Anglią. Taki projekt wymaga wielkiej liczby badań. Skutki dla morskiej fauny i flory byłyby w dużym stopniu negatywne. Prawdopodobnie ekosystemy w znacznym stopniu by się zmieniły, a morskie i nabrzeżne siedliska uległyby katastrofalnym zniszczeniom. Przedsięwzięcie o takiej skali wymagałoby zbadania jego skutków dla gatunków ryb i innych stworzeń morskich, szczególnie tych zagrożonych wyginięciem. Postulowałabym znalezienie jakiejś alternatywy, która niosłaby ze sobą mniej skutków ubocznych.

W swojej pracy badałaś również skutki socjologiczne, jakie pociąga za sobą życie w społeczności zagrożonej powodzią. Jakie są Twoje konkluzje?

W tym badaniu skupiłam się na wybrzeżu Walii i starałam się ustalić, czy poziom niepokoju w związku potencjalną powodzią u danej osoby wpływał na jej zdrowie i stan psychiczny. Skupiłam się szczególnie na takich kwestiach jak związek między ryzykiem powodzi a świadomością zagrożenia, demografią, zdrowiem, stanem psychicznym, utratą majątku, integracją wspólnoty.

Analiza statystyczna wykazała negatywny wpływ na zdrowie osób, które obawiały się o swoją własność, jednocześnie pozytywny efekt wywoływały obawy o ryzyko dla ich społeczności. Jak wykazały także inne badania, stopień zintegrowania społeczności i utrata własności mają dla mieszkańców zarówno pozytywne, jak i negatywne skutki. Wspólnoty, gdzie są silne więzi, są bardziej odporne na tego typu zdarzenia.

Na pewno należy kontynuować badania nad skutkami zdrowotnymi obaw związanych z ryzykiem powodzi i tego, jak poziom zintegrowania społeczności i utrata własności mogą wpłynąć na osoby nieświadome ryzyka powodziowego. Rządy, które nie uwzględniają tego aspektu w swoich działaniach na rzecz przeciwdziałania powodziom i ich skutkom, narażają zdrowie swoich obywateli w dobie zmieniającego się klimatu.

Czy i jak możemy uniknąć globalnej katastrofy powodziowej?

Ludzkość ma do czynienia z największym wyzwaniem – kryzysem klimatycznym. Wzmożone topnienie lodowców postępuje na niespotykaną dotąd skalę. Podnoszenie się poziomu morza, a także zwiększająca się częstotliwość katastrofalnych powodzi  jest w tych warunkach nieuchronna, nawet jeśli uda się zredukować do pewnego stopnia emisje gazów cieplarnianych. By temu zapobiec, musiałyby zostać zastosowane nadzwyczajne rozwiązania. Pozostaje nam wdrożenie środków zaradczych i łagodzących skutki kataklizmów, zarówno dla nabrzeżnych megacities jak i małych nadmorskich wspólnot. Propozycja zorganizowanego wycofania ludzi z tych terenów, czyli pozwolenie, by zajęło je morze, powinna zostać przeanalizowana również pod kątem społecznych konsekwencji przesiedlenia dużych grup ludności w głąb lądu. Ekonomiczne, społeczne i środowiskowe koszty kryzysu klimatycznego dla naszych społeczeństw są olbrzymie. Dlatego musimy wprowadzić gruntowne zmiany do tego, jak i gdzie żyjemy. Priorytetem powinny być inwestycje w energetykę odnawialną. Powinniśmy także analizować zachodzące w świecie przemiany społeczne i kulturowe. Na całym świecie powinniśmy edukować ludzi w kwestiach nauki i zmian klimatu, by zwalczać dezinformację i denializm. To nie będzie łatwe.


*Lynn Sorrentino – prowadzi projekt Badania Nabrzeżnych Powodzi (ang. Coastal Flooding Research) https://coastalflooding.ch Twitter: @FloodingCoastal.  Zdobyła tytuł magistra ochrony środowiska morskiego na Uniwersytecie w Bangor w Walii oraz tytuł licencjata biologii na Stanowym Uniwersytecie Humboldta w Kalifornii. Pracuje w zakresie komunikacji i zarządzania projektami. W przeszłości pracowała przy organizacji spotkań państw – sygnatariuszy Konwencji Ramsarskiej, dotyczącej ochrony przyrody na obszarach wodno-błotnych oraz na Politechnice Federalnej w Lozannie.


Wraz z postępującymi zmianami klimatu, problem dostępności wody w rolnictwie staje się coraz poważniejszy. Z jednej strony zmniejsza się ilości opadów, co skutkuje długotrwałymi okresami suszy, z drugiej mogą występować nagłe i intensywne deszcze prowadzące do erozji gleby. Dodatkowo konsekwencją podnoszenia się średniej temperatury jest wcześniejsze topnienie pokrywy śnieżnej lub występowanie bezśnieżnych zim. Stąd kwestia dostępności wody w rolnictwie stała się w ostatnich latach przedmiotem analiz, prognoz i polityk publicznych tworzonych w najważniejszych międzynarodowych instytucjach zajmujących się prawami człowieka [1].

Również w Polsce możemy mówić o znaczących problemach z zasobami wodnymi dostępnymi dla rolnictwa. Przede wszystkim obserwuje się zmniejszenie ilości opadów, co w kończącym się właśnie sezonie (2019) zaowocowało suszą rolniczą na obszarze całej Polski. Była ona szczególnie dotkliwa w okresie największych upałów, tj. od 1 czerwca do 31 lipca 2019 roku – średnia wartość Klimatycznego Bilansu Wodnego (KBW) [2] dla kraju w tym czasie wynosiła minus 173 mm [3]. W województwie lubuskim stan suszy rolniczej utrzymywał się przez cały sezon, a we wspomnianym  wyżej okresie wskaźnik KBW wynosił tam aż minus 279 mm. Niewiele lepsza sytuacja obserwowana była w województwach wielkopolskim i łódzkim, gdzie susza również utrzymywała się przez kilka miesięcy.

Na niski poziom opadów atmosferycznych w Polsce składa się szereg czynników, w szczególności duża odległość od oceanów (w porównaniu do innych państw europejskich). Innym powodem niedoborów wody są coraz częściej występujące bezśnieżne zimy [4]. Dodatkowym czynnikiem zmniejszającym zasoby wodne w Polsce jest chaotyczny proces urbanizacji, któremu towarzyszy uszczelnianie powierzchni zlewni. Zabiegi te przyspieszają spływ wód opadowych – zmniejszają możliwość ich rozlewania i przesączania w okolice terenów uprawnych oraz ograniczają zasilanie zasobów wód podziemnych. W efekcie średnia ilość wody przypadająca na jednego mieszkańca Polski jest 2,5 razy mniejsza od średniej dla Europy i wynosi ok. 1800 m³/rok, a w trakcie suszy wskaźnik ten spada poniżej 1000 m³/rok/osobę. W wielu regionach kraju doszło do obniżenia zwierciadła wód podziemnych, co skutkuje problemami z zaopatrzeniem w wodę na terenach niezwodociągowanych, gdzie głównym jej źródłem są indywidualne, płytkie ujęcia.

Biorąc pod uwagę pogłębiający się deficyt zasobów wodnych, a także dalszy prognozowany wzrost średniej temperatury, kwestia dostępności wody dla rolnictwa jest palącym problemem naszego kraju. Powoli pojawiają się działania systemowe wspierające tworzenie małej retencji oraz budowanie systemów nawadniających na terenach gospodarstw [5]. Program Rozwoju Obszarów Wiejskich (PROW) w ramach działania „Modernizacja gospodarstw rolnych” oferuje do 100 tys. złotych na ulepszenie istniejącej instalacji nawadniającej, powiększanie obszaru nawadnianego albo operacje łączące te dwa działania. Należy mieć jednak na uwadze, że nieprzemyślane rozwijanie systemów nawadniających zagraża naszym (i tak już skąpym) zasobom wód głębinowych. Dlatego tak istotne jest całościowe podejście do kwestii niedoborów wody, przejawiające się stosowaniem metod opartych o naturalne rozwiązania (ang. Nature-Based Solutions), bazujące na usługach ekosystemowych i jak najefektywniejszym wykorzystaniu wód opadowych. W szczególności potrzebne jest magazynowanie ich nadmiaru w okresach deszczowych, by mogły posłużyć do nawadniania w okresach suchych. Tworząc systemy nawadniające warto także rozważyć strategię nawadniania uzupełniającego [6] (ang. supplemental irrigation, SI), polegającą na minimalnym wykorzystaniu wody, tj. między 50–200 mm na sezon.

Zadrzewienia śródpolne w gospodarstwie Elżbiety i Bogdana Charów. Foto: Marta Łukowska

Zadrzewienia śródpolne w gospodarstwie Elżbiety i Bogdana Charów. Foto: Marta Łukowska

Niektórzy rolnicy, w trosce o swoje plony i przetrwanie, już od lat na różne sposoby przeciwdziałają negatywnym skutkom suszy oraz dbają o zatrzymywanie wody w glebie. W ramach projektu Agro-Perma-Lab, realizowanego przez Nyeleni Polska [7], przeprowadzono badania funkcjonowania trzech gospodarstw spełniających założenia agroekologii i permakultury [8]. Podczas tych badań udało się zidentyfikować szereg działań, które podejmują rolnicy w celu zarządzania zasobami wodnymi w kontekście pogłębiającego się deficytu wody.

Praktyki stosowane w badanych gospodarstwach można podzielić na trzy grupy: zatrzymywanie wody w glebie, magazynowanie opadów i ograniczanie zapotrzebowania na wodę.

Do działań pierwszego typu należy zaliczyć przede wszystkim budowanie warstwy organicznej w glebie prowadzące do zwiększenia jej właściwości sorpcyjnych. W tym celu stosuje się obornik krowi (najlepiej wywożony jesienią, żeby nie wysuszyć dodatkowo gleby) oraz dba się o odpowiedni udział mieszanki roślin bobowatych z trawami w płodozmianie. Równie istotne jest stosowanie zabiegów uprawnych mających na celu zmniejszenie utraty wody. Przede wszystkim nie dopuszcza się do powstania na powierzchni ziemi skorupy, która zwiększa parowanie z głębszych warstw gleby. Dlatego stosuje się zabiegi niszczące skorupę, które podcinają kapilary i ograniczają parowanie. W ich efekcie wierzchnia warstwa gleby wygląda jak sucha, ale pod nią zatrzymuje się woda. Podcięcie kapilar jest szczególnie istotne na wiosnę, kiedy przed pojawieniem się wegetacji bronuje się pola, żeby ograniczyć parowanie i zatrzymać w glebie wodę zgromadzoną jesienią i zimą. Niektórzy rolnicy stosują ten zabieg także po każdym deszczu, np. z wykorzystaniem „gęsich stópek”. Równie ważna jest szybka podorywka [9] po zbiorze zbóż, kiedy gleba – odkryta po ścięciu ochraniających ją roślin – jest szczególnie narażona na parowanie. Także po orce siewnej, aby uniknąć utraty wody, od razu bronuje się pole. O ile to możliwe, wykonywana jest orka jesienna (zamiast wiosennej), która mniej wysusza glebę i umożliwia odbudowanie systemu kapilar przez zimę. Kiedy jest zbyt sucho – nie orze się.

Istotną rolę w zatrzymywaniu wody pełnią również podwyższone grządki – dzięki temu, że ścieżki są niżej, woda zatrzymuje się na nich i wsiąka w strukturę, na której sadzone są rośliny. Ponadto za sprawą swojej konstrukcji (dużo materii organicznej, wysoka zdolność sorpcyjna), w zasadzie nie wymagają one podlewania. Warunkiem jest solidne nawodnienie ich podczas tworzenia i utrzymywanie odpowiednio grubej warstwy ściółki. Innym sposobem zatrzymywania wody w gospodarstwie są rowy konturowe, które korzystają z naturalnego nachylenia terenu [10]. Żeby zatrzymać wodę podczas opadów, wyznacza się je wzdłuż poziomic, tj. w poprzek spadku terenu.

Druga grupa działań to magazynowanie wody. Dobrą metodą jest wykopanie – w najniższych punktach trwałych użytków zielonych – oczek wodnych, które zbierają wodę i osuszają łąki, a przy okazji podnoszą jakość zielonki i siana jako paszy dla zwierząt. Oczka – oprócz magazynowania wody, z której można skorzystać do podlewania upraw – sprzyjają tworzeniu się mgieł, które dzięki pasom zadrzewień śródpolnych można dłużej zatrzymać na polach. Innym sposobem magazynowania wody stosowanym w zbadanych gospodarstwach jest zbieranie jej z powierzchni dachowych do 1000-litrowych zbiorników. Umieszczenie ich na podeście umożliwia dodatkowo grawitacyjne podlewanie upraw. W jednym z badanych gospodarstw wykorzystuje się także szarą wodę – spod prysznica polowego przesącza się ona w stronę ogrodu, ze zlewu w kuchni polowej odprowadzana jest wzdłuż ogrodzenia do pasa wierzb, a z umywalki przy prysznicach polowych rurą spływa w okolice tunelu. Podstawowym warunkiem umożliwiającym odprowadzanie wody szarej bezpośrednio do ogrodu jest korzystanie wyłącznie z biodegradowalnych kosmetyków i detergentów.

System wykorzystania wody w łażni polowej w gospodarstwie Esterka. Foto: Marta Łukowska

Trzecią grupą zaobserwowanych praktyk jest zmniejszenie zapotrzebowania na wodę. Jednym z rozwiązań jest uprawa roślin dawnych odmian, które mają bardziej rozbudowane systemy korzeniowe i lepiej radzą sobie z niedoborami wody. Dodatkowo w uprawach warzywnych pomaga stosowanie sadzarki, która wsadza rośliny głębiej – dzięki temu mają mniejsze zapotrzebowanie na wodę i lepiej radzą sobie z suszą (mając dostęp do głębszych pokładów wody). W tunelach stosuje się ograniczające zużycie wody taśmy kroplujące, które umożliwiają precyzyjne podlewanie bezpośrednio przy roślinie. Ponadto dla zmniejszenia parowania w tunelach, okrywa się glebę czarną agrotkaniną. Inną, tradycyjną metodą ograniczania zapotrzebowania na wodę, jest korzystanie z toalet kompostowych, które dodatkowo są źródłem materii organicznej.

Podsumowując, rolnicy w zbadanych gospodarstwach starają się budować odporne na niedobory wody agroekosystemy, a także dostosowują techniki uprawy do pogarszających się warunków wodnych. Ich działania są zgodne z wytycznymi proponowanymi w dokumentach FAO, CFS i HLPE, które sugerują stosowanie naturalnych (Nature-Based Solutions), lokalnych i opartych o funkcjonowanie ekosystemów rozwiązań.

Artykuł ukazał się w broszurce „Polityka na talerzu – przewodnik po agroekologii i suwerenności żywnościowej” przygotowanej i wydanej przez zespół Nyeleni Polska przy wsparciu Fundacji im. Heinricha Bölla w Warszawie, z okazji II Ogólnopolskiego Forum Suwerenności Żywnościowej, które odbyło się w Warszawie w dniach 30.01 – 2.02. 2020 roku w Warszawie. Cała broszurka do pobrania w formacie pdf: https://nyeleni.pl/wp-content/uploads/2020/02/PolitykaNaTalerzu.pdf

Opublikowano na podstawie licencji Creative Commons “Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 4.0 Międzynarodowe” (CC BY 4.0).

Przypisy

[1] Warto zapoznać się z raportem Wysokiego Panelu Ekspertów przy Komitecie ds. Światowego Bezpieczeństwa Żywnościowego „Water for food security and nutrition” oraz publikacją Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (Food and Agriculture Organization of United Nations) „Nature-Based Solutions for agricultural water management and food security”.
[2] Wskaźnik umożliwiający określenie stanu uwilgotnienia środowiska (oceny aktualnych zasobów wodnych) przy wykorzystaniu danych meteorologicznych. KBW jest określany jako różnica pomiędzy przychodami wody (w postaci opadów) a stratami w procesie parowania (ewapotranspiracja).
[3] Dane na podstawie Systemu Monitoringu Suszy Rolniczej: http://www.susza.iung.pulawy.pl/glowna/
[4] UN Global Compact. Network Poland (2018). Zarządzanie zasobami wodnymi w Polsce 2018. https://ungc.org.pl/info/zasoby-wodne-polsce/
[5] Informacje o programie na stronie: https://www.arimr.gov.pl/dla-beneficjenta/wszystkie-wnioski/prow-2014-2020/poddzialanie-413-modernizacja-gospodarstw-rolnych-obszar-nawadniania-w-gospodarstwie.html
[6] Więcej informacji o nawadnianiu uzupełniającym tutaj (w jęz. angielskim): http://www.fao.org/3/I9022EN/i9022en.pdf
[7] We współpracy z Ekologicznym Uniwersytetem Ludowym, Permakultura.Edu oraz Schola Campesina.
[8] Wyniki badań w postaci pełnego opisu trzech gospodarstw (Elżbiety i Bogdana Charów w woj. świętokrzyskim, Joanny i Franka Dublerów w woj. podlaskim i Margerity Kahan w woj. łódzkim) można przeczytać na stronie: http://agroekologia.edu.pl/category/gospodarstwa-przykladowe-ap-lab/.
[9] Orka płytka rozpoczynająca zespół uprawek pożniwnych, wykonywana latem bezpośrednio po zbiorze roślin. Podorywka może być wykonana pługiem podorywkowym, kultywatorem podorywkowym lub broną talerzową. Podorywkę wykonuje się najczęściej do głębokości 5-10cm.
[10] Zobacz: Yeomans (2008). Water For Every Farm: Yeomans Keyline Plan. CreateSpace Independent Publishing Platform

Rozmowa Zielonych Wiadomości z prof. dr hab. Zbigniewem W. Kundzewiczem, wybitnym hydrologiem i klimatologiem na temat problemów z wodą i ich wpływu na środowisko.
Zielone Wiadomości: Panie Profesorze każdy z nas codziennie wielokrotnie puszcza wodę z kranu, myje ręce, czy też gotuje, sprząta itd. Dla wielu z nas woda jest czymś takim, jak powietrze: po prostu jest i nie zastanawiamy się nad tym, czy zawsze będzie. Tymczasem naukowcy już od lat alarmują, że wkrótce wody może nam zabraknąć. Które z tych twierdzeń jest prawdziwsze?

Zbigniew W. Kundzewicz: Woda nie jest nam dana na zawsze – i to jest prawda. Ale, patrząc globalnie, woda uczestniczy też w nieskończenie powtarzalnym cyklu hydrologicznym, a przez to wody w systemie Ziemia-atmosfera nie ubywa i w tym sensie będzie zawsze. Pamiętajmy, że woda krąży bez przerwy. Zmieniają się jednak parametry tego krążenia i to zmieniają w sposób, który niekoniecznie jest dla nas korzystny.

Choć woda krąży bez przerwy, jednak robi to niesprawiedliwie. Są obszary na świecie, gdzie tej wody jest pod dostatkiem, a nawet za dużo, i są też obszary, w których wody permanentnie brakuje.

Z naszego punktu widzenia i z punktu widzenia środowiska problemem jest zmienność zasobów wodnych, i to zmienność, która rośnie. Dla nas optymalne byłyby stany średnie, czyli gdy wody nie jest ani za dużo, ani za mało. Najlepszy jest deszcz niewielki, na przykład kapuśniaczek. Taki deszcz służy naturze.

W ocieplającym się klimacie mamy długie okresy bezdeszczowe przedzielane opadami intensywnymi. A to nie jest najlepszy scenariusz dla środowiska. Przy dużych opadach deszczu tylko część wody wsiąka w grunt. Większość bezproduktywnie spływa kanalizacją do rzeki i potem do morza. Nie mamy możliwości zgromadzenia tej wody. Nasze zbiorniki retencyjne mogą zmagazynować tylko 6% rocznych przepływów. W efekcie, nawet jeśli spore mamy opady, to z punktu widzenia środowiska one nie przynoszą nam dużych korzyści.

O ile jednak o problemie jakości powietrza mówi się co roku przez kilka miesięcy szukając winnych i rozwiązań tej sytuacji, o tyle o problemach z wodą mówi się mało lub prawie wcale. Dlaczego woda i jej wpływ na środowisko ma tak zły „PR”?

Problemy z wodą mogą być trojakie i wszystkie trzy w Polsce występują. Wody może być za mało, wody może być zbyt dużo, a także woda może być zbyt brudna. Z tym trzecim problemem już sobie dość dobrze radzimy. Mamy sporo nowoczesnych oczyszczalni i już w dużej mierze nie trujemy rzek. Problemem jest jednak nadal zanieczyszczenie rozłożone np. na terenach wiejskich i rolniczych. Ściekające z pól resztki nawozów, czy środków ochrony roślin, jest trudniej wyłapać – tutaj nie można zbudować oczyszczalni. Z tym mamy więc problem.

A wracając do pierwszych dwóch problemów. Obserwowane zmiany klimatu powodują, że zjawiska ekstremalne stają się jeszcze bardziej ekstremalne. W efekcie co kilka lat mamy powódź, która zabija i niszczy. I tu dochodzimy do kwestii, którą Pan poruszył. W pamiętnej powodzi z 1997 roku życie straciło w Polsce 55 osób. Tymczasem Europejska Agencja Środowiska wyliczyła, iż liczba dodatkowych zgonów spowodowanych złą jakością powietrza sięga w Polsce 48 tysięcy rocznie. Dlatego o stanie jakości powietrza się mówi, bo to stanowi realne i częste zagrożenie dla życia ludzkiego. Jeżeli do tego dodamy upalne lato i piękną pogodę, którą wszyscy lubią, to zrozumiemy, dlaczego o problemach z wodą mówi się mniej niż o innych problemach związanych ze zmianami klimatu i ich wpływu na środowisko.

Czyli jednak prawdą jest stwierdzenie, że „woda po prostu jest i zawsze będzie”?

Myślę, że sporo ludzi zdaje już sobie sprawę, iż zasoby wodne Polski nie są wysokie. Specjaliści powiedzą jednak, że są kraje, w których wody jest o wiele mniej niż w Polsce, ale które dobrze dają sobie radę. Tu przykładem może być Izrael. Tam zdecydowano, iż woda nie będzie używana do masowej produkcji żywności. Jest jej po prostu za mało. Żywność masowa, która wymaga dużych ilości wody, np. pszenica, jest kupowana za granicą. A w kraju produkują żywność dla koneserów, uzyskując z litra wody znacznie wyższy dochód, np. awokado, czy grapefruit. Dodatkowo wprowadzono na olbrzymią skalę odsalanie wody morskiej.

I pewnie wiele osób widząc takie przykłady myśli, iż nasze problemy z wodą nie są aż tak poważne.

Pamiętajmy jednak, że straty wywołane suszą są bardzo wyraźne i w wielu miejscach widać to gołym okiem. Tam, gdzie jeszcze niedawno stała woda, teraz jest sucho. W suchym roku plony rolne są niższe niż przeciętna. Schną rośliny (nawet drzewa), które powinny sobie radzić.

Szczególnie widać to na niewielkich zbiornikach wodnych czy małych potokach i ciekach wodnych.

Zgadza się. To wiąże się z klimatycznym bilansem wodnym. Dla przykładu: w Wielkopolsce bilans wodny w ciągu lata jest praktycznie zawsze ujemny. Oznacza to, że więcej wody paruje niż pada. W ostatnich kilkunastu latach wyjątkami od tej reguły były lata 1997 i 2010, kiedy mieliśmy powodzie i podtopienia.

To, co obserwujemy w ostatnich latach: susza trwa długo, zwiększa się parowanie wody, aż w końcu przychodzi wielki deszcz, który powoduje podtopienia i straty, np. w rolnictwie, czy gospodarce mieszkaniowej. Ale ta woda znika, spływa do rzeki i poza stratami niewiele z tego nie mamy.

A jaki wpływ na bilans wodny mają ludzie? Miasta w sposób niekontrolowany „rozlewają się” na tereny podmiejskie i tam, gdzie przez lata było pole czy łąka, dziś stoją domy otoczone betonem. Przy okazji znikają przydrożne rowy, w których kiedyś stała woda. Zdarzają się sytuacje, gdzie inwestor zasypuje wręcz niewielkie, wysychające zbiorniki wodne.

To prawda. Są różne sytuacje i postawy społeczne. Rzeczywiście zdarzają się sytuacje, kiedy ktoś próbuje, dla własnych celów, osuszyć podmokły teren. Ale musimy pamiętać, iż jeżeli woda tam stała, to prędzej czy później upomni się o swoje. Podtopienie nie powinno być niespodzianką.
Optymalna sytuacja to taka, gdy „łapiemy” wodę tam, gdzie spadnie. To jest możliwe, ale kosztowne.

Czyli rozwiązaniem może być mała retencja. W różnych punktach miasta pojawiają się zbiorniki, których zadaniem jest przejmowanie wody z opadów deszczu?

Idealne rozwiązanie. Taką wodę można potem wykorzystać do podlewania zieleni miejskiej, na przykład w czasie gdy nie ma opadów, albo spłukiwać jezdnie z pyłu i piasku.

Urbanizacja jest co najmniej równie ważna dla cyklu hydrologicznego co zmiany klimatu. Przy budowie kolejnych osiedli podmiejskich zanikają tereny przepuszczalne, czy podmokłe i mokradła. Rośnie współczynnik spływu, a więc woda nie wsiąka tylko szybko spływa do kanalizacji deszczowej. A przy tym rośnie potencjał strat związanych z zalaniem. I tu wcale nie chodzi o powódź rzeczną. Powodzie miejskie i podtopienia zdarzają się kiedy woda nie może wsiąknąć, ani spłynąć, i zalewa otoczone betonem domy.

A co się dzieje w takich sytuacjach z ekosystemami wodnymi? Na takich rozlewiskach czy mokradłach mamy przecież roślinność, zwierzęta. I nagle zaczyna brakować wody, przychodzi wielka susza. Co się dzieje z takim ekosystemem?

Takie ekosystemy ulegają transformacji. W wielu miejscach na świecie podejmuje się jednak sporo działań, które próbują temu zaradzić. I tym kierunku powinniśmy iść. Na przykład w Bydgoszczy stworzono katalog zielono-niebieskiej infrastruktury, w którym opisano, co można zrobić na każdym poziomie funkcjonowania miasta, zaczynając od domku jednorodzinnego i osiedla mieszkaniowego, a na poziomie ogólnomiejskim kończąc.

Powtórzę jeszcze raz, tu obowiązuje prosta zasada: złapać wodę jak najbliżej miejsca, w którym spadnie i pozwolić na stworzenie, w swoim sąsiedztwie, nowego, sztucznego ekosystemu.

Pojawiają się pomysły tworzenia stawów kąpielowych zamiast wybetonowanych basenów.

To dobry, ale niełatwy kierunek. Nasze wody podskórne i płytkie wody gruntowe są zanieczyszczone i trzeba sporych nakładów pracy, żeby woda w takim stawie kąpielowym miała dobrą jakość. Konieczna jest tu odpowiednia roślinność, która oczyści wodę ze składników odżywczych – azotu czy fosforu. I w ten sposób powstaje nowy, sztuczny ekosystem, który w jakiś tam sposób rekompensuje nam utracone ekosystemy naturalne.

A z perspektywy lat Pana badań, czy jest Pan optymistą i wierzy, że kilka, kilkanaście lat letnim wieczorem wyjdziemy na łąkę nad niewielkim stawem i usłyszymy jeszcze kumkanie żab? Czy też po prostu stawu nie będzie, żab nie będzie, a my będziemy zmęczeni kolejnym upalnym latem?

Na szczęście dla nas takich miejsc w Polsce jest jeszcze wiele. Miasta się rozrastają i coraz więcej osób wyprowadza się na przedmieścia. Ale muszę przyznać, że coraz częściej widzę, że wiele osób tworzy swoje własne, niewielkie ekosystemy. W ogrodach pojawiają się małe zbiorniki wodne. Wielu mieszkańców używa kompostowników. To przecież też niewielkie ekosystemy.

Sporo osób, które podniosły swoją świadomość ekologiczną, zdaje sobie sprawę, że wody może kiedyś zabraknąć, bo nasze zasoby są ograniczone, a potrzeby rosną. Wszyscy, na swój sposób ulegamy fascynacji, iż zmienia się klimat, a więc może pojawią się dodatkowe szanse. W ogrodzie jednego z podpoznańskich domów widziałem posadzoną palmę. Oczywiście wymaga ona specjalnego zabezpieczenia w okresie jesienno-zimowo-wiosennym, kiedy mogą (choć nie muszą) występować groźne przymrozki, ale to pokazuje, jak zmiana klimatu zmienia nasze zachowania i działania.

Tak, jak już mówiłem, tym wszystkim zmianom towarzyszy zmienność. Z naszych obliczeń wynika, że ilość opadów powinna wzrosnąć, ale nierównomiernie. Projekcje na przyszłość pokazują, że w coraz cieplejszym lecie, kiedy roślinność potrzebuje najwięcej wody, opadów nie tylko nie będzie więcej, ale raczej znacząco mniej.

Pamiętajmy, że woda i klimat są połączone i mają wpływ na nasze życie, na funkcjonowanie ekosystemów, w tym także tych sztucznych stworzonych przez człowieka, których bym jednak nie lekceważył.

Prof. Zbigniew W. Kundzewicz – polski hydrolog i klimatolog, profesor nauk o Ziemi, członek korespondent Polskiej Akademii Nauk. Pracuje w Zakładzie Klimatu i Zasobów Wodnych Instytutu Środowiska Rolniczego i Leśnego Polskiej Akademii Nauk w Poznaniu. Koordynował wielokrotnie prace Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu IPCCW. 2017 roku został uhonorowany Międzynarodową Nagrodą Hydrologiczną IAHS/ UNESCO/ WMO i Medalem Dooge’a. Jest to najwyższe w świecie wyróżnienie w dziedzinie nauk hydrologicznych.

——-

Fot. Marcin Wrzos, Wisła w okolicach Tarchomina

*** Wywiad ukazał się w Zielonych Wiadomościach nr. 031/numer 1/2019, do ściągnięcia w formacie pdf: https://zielonewiadomosci.pl/wp-content/uploads/031.pdf


Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.
Kampania wyborcza w Polsce znajduje się na finiszu. Nas interesują jak polskie partie polityczne traktują kwestie ekologiczne. Czy zmiany klimatu, transformacja energetyczna, tematy środowiskowe i czystego powietrza, wody, dobrostanu zwierząt, gospodarki odpadami, transportu czy polityki rolnej zajmują polityków w sposób, który zmusza ich do proponowania konkretnych konstruktywnych rozwiązań.

Prezentujemy opracowanie analityczne  grupy Ekowyborca przygotowane na bazie programów oraz odpowiedzi na ankiety rozesłane do partii.

  1. Ekologia w programie PiS
  2. Ekologia w programie Koalicji Obywatelskiej
  3. Ekologia w Programie Lewicy
  4. Ekologia w programie Konfederacji
  5. Ekologia w programie Polskiego Stronnictwa Ludowego

1. EKOLOGIA W PROGRAMIE PIS

Trzeba przyznać, że PiS potraktowało swoich wyborców poważnie i przygotowało program długi na ponad 200 stron, dlatego też ten tekst będzie dłuższy od pozostałych. Program PiS.

Dokument rozpoczyna się rozdziałem “Wartości” określający zasady, jakimi chce się kierować PiS. Nie znajdziemy tu nic o ekologii, poza fragmentem:

Jesteśmy przekonani, że dzisiaj należy chronić nie tylko klimat i środowisko naturalne, ale także ludzkie instytucje i dotychczasowe formy życia.

Umieszczono go w podrozdziale dotyczącym… rodziny. Widać więc, że zmiany klimatu czy degradacja środowiska nie należy do spraw najważniejszych dla partii. I choć w programie pojawiają się ekologiczne propozycje, niektóre zaskakująco sensowne, to program jako całość oceniamy jako niewystarczający czy wręcz szkodliwy dla środowiska i klimatu.

KLIMAT

W programie pojawiają się liczne zapewnienia, że PiS, że dba o klimat. Jednak patrząc na to, co partia ma na myśli, należy mieć wątpliwości.

W programie, jeszcze przed opisem tego, co partia zamierza zrobić jeśli wygra, wymienione są jej sukcesy (lub to, co sama uważa za sukcesy) z czasu ostatniej kadencji. I tutaj, jako przykład dbałości o klimat, PiS wymienia zorganizowanie COP24 w Katowicach i powstanie dokumentu „Katowice Rulebook”. Owszem, jest to pewien sukces dyplomatyczny, tym niemniej na tymże szczycie Polska usilnie starała się promować energetykę węglową (chociażby przez pamiętną ścianę z węgla przy wejściu czy wypowiedź prezydenta Dudy o tym że “spalanie węgla nie stoi w sprzeczności z ochroną klimatu”). Co w języku PiSu brzmi tak: „Polska jest państwem godzącym różne perspektywy i w praktyce implementującym ambitne zamierzenia proekologiczne z poszanowaniem własnych interesów społeczno-ekonomicznych.” Kuriozalne jest też to, że jako przykład dbania o środowisko na obszarach wiejskich podaje blokowanie budowy elektrowni wiatrowych.

Nie podobają się PiSowi również unijne regulacje na temat klimatu. Piszą: „(…) przyjęliśmy postawę renegocjacji pakietu energetyczno-klimatycznego w kierunku zagwarantowania interesów polskiego przemysłu i konsumentów”. Pakiet klimatyczny ma stanowić zagrożenie dla polskiej gospodarki, w tym górnictwa, oraz dla rynku energii. Partia chwali się też zablokowaniem unijnego porozumienia o neutralności klimatycznej do 2050, uzasadniając to ochroną interesów Polski i… dążeniem do sprawiedliwej transformacji.

Co w takim razie proponuje PiS dla klimatu? Oprócz zmian w energetyce, wsparcia dla transportu publicznego czy elektromobilności – o czym później – pojawia się na przykład program “Dobrostan Plus” (wcześniej zwany nieoficjalnie „Krową Plus”), nastawiony na promowanie lokalnego rolnictwa. W jego ramach dostaną wsparcie rolnicy, którzy karmią zwierzęta głównie paszą z własnego gospodarstwa, sprzedają je do uboju max. 50 kilometrów od miejsca hodowli i hodują świnie lub bydła własnego chowu (tzn. niesprowadzane z zagranicy). Te rozwiązania mają między innymi ograniczyć emisje CO2 z transportu. Na Dobrostan Plus ma być przeznaczone 30% lub więcej unijnych funduszy przeznaczonych na rozwój obszarów wiejskich. Warto dodać, że zgodnie z projektem Wspólnej Polityki Rolnej na lata 2021-2027 30% lub więcej środków przeznaczonych na rozwój wsi ma być przeznaczone na ochronę klimatu i środowiska (o czym wspomina sam program PiSu). Tak więc, tak czy inaczej rząd byłby zmuszony do wydania tych pieniędzy w podobny sposób. Sam program jest ciekawym pomysłem i na pewno krokiem w dobrą stronę, jednak brakuje tu całościowej refleksji na temat emisji CO2 z produkcji żywności, np. uwzględniając marnowanie żywności czy ograniczenie produkcji mięsa. W tym drugim przypadku jest wręcz przeciwnie – Dobrostan Plus ma doprowadzić do „korzystnej dla konsumentów obniżki cen produktów mięsnych”.

PiS chce również inwestować w efektywność energetyczną i modernizację ogrzewania. Budynki, w których świadczy się najważniejsze usługi publiczne, mają zostać doprowadzone do wysokich standardów efektywności energetycznej (nie wiemy niestety, jakich konkretnie). O budynkach prywatnych autorzy piszą: „Zwiększymy liczbę gospodarstw domowych podłączonych do efektywnych systemów ciepłowniczych (sprawność instalacji indywidualnego ogrzewania to najczęściej znacznie poniżej 65%, w przypadku ciepłowni i elektrociepłowni to 85%) oraz rozbudujemy system wysokosprawnej kogeneracji i ogrzewania gazowego. Dla obszarów o niskim poziomie urbanizacji alternatywą jest ogrzewanie elektryczne, ujęte w taryfie antysmogowej.” Do tej pory wsparciem dla termomodernizacji, wymiany kotłów i inwestycje w OZE w prywatnych domach były programy „Energia Plus” i „Czyste Powietrze”. Oba będą kontynuowane. „Czyste powietrze” ma objąć 3-4 mln domów jednorodzinnych (a więc 60-80%), co ma doprowadzić do 50% redukcji emisji z sektora bytowo-komunalnego do 2030. Porównując z raportem Banku Światowego, cel ten wydaje się nieco zawyżony, nawet zakładając że mówimy tu o 50% emisji tylko z domów jednorodzinnych. Według raportu, termomodernizacja i wymiana kotła w ubogich domach jednorodzinnych w całej Polsce (ok. 10% wszystkich) dałaby 58% ograniczenia emisji, a w pozostałych 42% – czyli ok. 44% w sumie, a mówimy tu o przeprowadzeniu zmian we wszystkich domach, nie w 80% czy 60% (choć oczywiście dom domowi nierówny, więc pewnie program obejmie te o gorszym standardzie energetycznym). Z kolei w raporcie ISCES  “Strategia walki ze smogiem”, według którego, gdyby przeprowadzić termomodernizację we wszystkich domach jednorodzinnych w Polsce i dostosować źrodła ciepła do potrzeb po modernizacji, zużycie energii na ogrzewanie spadłoby w nich o 57%. Biorąc grube przybliżenie, że emisja CO2 jest proporcjonalna do zużytej energii, cel wydaje się sensowny (o ile mówimy o 50% emisji z domów jednorodzinnych, nie całości). Więc nie wykluczamy, że różnice wynikają z przyjętej metodologii. Natomiast pozostaje pytanie, czy faktycznie uda się wdrożyć program na tą skalę. Dokument chwali się dotychczasowym jego sukcesem, jednak nie wspomina w ogóle o problemach z nim związanych – opóźnieniach w rozpatrywaniu wniosków czy konflikcie z Komisją Europejską (dotyczących m.in. udziału banków w projekcie) – ani o możliwych rozwiązaniach (choć trzeba wspomnieć, że rząd uczynił kroki w tę stronę). Patrząc po średnim tempie akceptacji wniosków z pierwszych 10 miesięcy, program musi znacznie przyspieszyć, aby objąć zamierzoną liczbę budynków.

Oprócz tego sposobem na walkę ze zmianami klimatu mają być lasy. PiS chce zwiększyć lesistość Polski do 33% do 2045 roku (w 2016 wynosiła ona 29,5 %). Poza tym, planowany jest dalszy rozwój Leśnych Gospodarstw Węglowych, które mają wyssać z atmosfery 1 milion ton CO2 przez 30 lat. Liczba ta może robić wrażenie, dopóki nie sprawdzimy, że Polska corocznie emituje ponad 300 mln ton CO2. LGW mogą być więc co najwyżej dodatkiem do innych działań proklimatycznych. Zalesianie samo w sobie nie jest w stanie powstrzymać zmian klimatu.

Jeśli chodzi o adaptację do zmian klimatu, to PiS chwali się Miejskimi Planami Adaptacji, przygotowanymi dla największych 44 miast: „ To jedyna inicjatywa w Europie, w której rząd wspiera władze samorządowe koordynując działania przystosowawcze do skutków zmian klimatu w kilkudziesięciu miastach jednocześnie.” Możliwe, że to prawda, ale jest to przynajmniej w części kwestia przyjętego modelu adaptacji. Na przykład w Niemczech czy Hiszpanii istnieją regionalne plany adaptacji, których u nas nie ma, oraz instytucje koordynujące współpracę między poziomem regionalnym a rządowym. Nota bene w takiej Hiszpanii do Porozumienia Burmistrzów dla Klimatu i Energii przystąpiło 2271 miejscowości, 583 z nich jest zobowiązane do opracowania planu adaptacji. Dla porównania, w Polsce do Porozumienia przystąpiły 74 miejscowości. Nie jesteśmy więc jakimś potentatem jeśli chodzi o adaptację miast do zmian klimatu. Swoją drogą PiS nazywa Miejskie Plany Adaptacji “przykładem działań na rzecz przeciwdziałania zmianom klimatycznym”, myląc adaptację z mitygacją. Aczkolwiek dobrze że plany w ogóle powstały.

Dalsze pomysły adaptacyjne to zwiększenie pomocy dla rolników w związku z suszą i innymi klęskami żywiołowymi (które nie zawsze są objęte ubezpieczeniami) czy walka z „betonozą” (a więc efektem miejskiej wyspy ciepła) przez zmiany w przepisach, czy inwestycje w retencję (niestety współistniejące z udrażnianiem rzek dla transportu, o czym piszemy dalej).

ENERGETYKA

Choć gdzieniegdzie program wspomina o zmianach w energetyce w kontekście emisji CO2 i zanieczyszczenia powietrza, to przede wszystkim skupia się na bezpieczeństwie energetycznym (które jest jednym z priorytetów wg PiS). Tutaj kluczowa jest zdaniem polityków dywersyfikacja źródeł energii. Dlatego PiS chce inwestować zarówno w OZE, atom jak i paliwa kopalne.

W zakresie paliw kopalnych, zapowiadana jest modernizacja bloków węglowych i budowa gazowych, a także wspieranie innych inwestycji związanych z paliwami kopalnymi takich jak gazociąg Baltic Pipe czy trwająca rozbudowa gazoportu w Świnoujściu. Fuzja Orlenu i Lotosu ma stworzyć potężny polski koncern paliwowy. Odnośnie górnictwa, program mówi o „restrukturyzacji” i „ratowaniu”, ale nie o (sprawiedliwej bądź nie) transformacji czy odchodzeniu od węgla.

Jeśli chodzi o OZE, to tutaj priorytetem będzie energetyka wiatrowa na morzu. Wsparciem dla OZE na lądzie mają być już rozpoczęte programy „Energia Plus” (w tym tzw. pakiet prosumencki), „Czyste Powietrze”, „Mój Prąd” (wspierający domowe instalacje fotowoltaiczne) i „Polska Geotermia Plus”. Niestety, jak już wspominaliśmy, energetyka wiatrowa na lądzie jest przez PiS traktowana jak zagrożenie dla środowiska. Pamiętajmy, że w 2018 minister Tchórzewski zapowiadał złomowanie wiatraków. Natomiast w 2016 PiS wprowadził tzw. ustawę antywiatrakową, zawierającą m.in.„regułę 10h”: wiatraki mogą znajdować się nie bliżej niż dziesięciokrotność swojej wysokości od budynków mieszkalnych. Od tego czasu rozwój energetyki wiatrowej w Polsce praktycznie się zatrzymał. Patrząc po programie, trudno się spodziewać że ta regulacja zostanie zniesiona.

Elektrownie atomowe w 2035 mogą dać ok. 10% całkowitej produkcji elektryczności (nie wiemy, dlaczego autorzy używają słowa „mogą”, czyżby nie byli pewni, czy uda się im zrealizować plany?). W latach 2040-2043 ten udział ma wzrosnąć do 20%. Zainstalowana moc „może” wynosić 10 GW, tyle samo ile jest planowane dla morskich farm wiatrowych w tym samym czasie. Niestety, nie podano innych liczb charakteryzujących miks energetyczny, nie wiemy więc, jaki będzie udział procentowy wszystkich OZE, a jaki paliw kopalnych. Zgodnie z Polityką Energetyczną Polski (PEP) 2040 przyjętej w zeszłym roku PiS planuje 27% OZE w 2030 roku, natomiast nieznane są cele w przyszłych latach. Łącznie więc mówimy o ok. 50% ze źródeł niskoemisyjnych do 2040 roku, a reszta prądu w domyśle pochodzić będzie z gazu ziemnego i węgla. Tym samym plan PiS trzeba ocenić jako dużo mniej ambitny od propozycji opozycji.

ZANIECZYSZCZENIE POWIETRZA

Jako przykłady własnych działań w tej sprawie PiS podaje program „Czyste powietrze”, oraz rozporządzenia dotyczące kotłów i jakości paliw. Warto jednak dodać, że, choć partia obwinia za bezczynność w sprawie smogu poprzedni rząd, sama z początku nic nie robiła w tej sprawie (czy wręcz powiększała problem, np. podnosząc progi informowania o zanieczyszczeniu powietrza).

Dalsza walka ze smogiem będzie się odbywała w ramach wymienionych już wcześniej działań: wsparciu dla termomodernizacji i OZE m.in. w ramach programów „Czyste Powietrze” i „Mój Prąd”.

TRANSPORT PUBLICZNY

Ten temat nie pojawia się w kontekście zmian klimatu, ale jest istotny (prawie 30% emisji CO2 z UE pochodzi z transportu). PiS rozważa go bardziej w kontekście wykluczenia komunikacyjnego i jakości życia. Zwraca uwagę, że 13,8 mln Polaków żyje w gminach bez zorganizowanego transportu publicznego. Przywracanie zredukowanych wcześniej połączeń autobusowych było elementem tzw. Piątki Kaczyńskiego ogłoszonej przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. W czasie następnej kadencji, PiS chce zapewnić, żeby w odległości max. 2 kilometrów od każdej polskiej wsi (wyłączając te położone w trudnym terenie) znajdował się przystanek kolejowy lub autobusowy z możliwością co najmniej 5 połączeń dziennie do najbliższego miasta powiatowego. Z miast powiatowych ma być min. 10 połączeń dziennie do miast wojewódzkich. Planowany jest też program wsparcia zakupów nowych autobusów dalekobieżnych. Zmiany mają nastąpić również na kolei – PiS planuje rozbudowywać sieć kolejową włączając miejscowości z powyżej 10 tys. mieszkańców dotychczas do niej nie należące.

ELEKTROMOBILNOŚĆ

Elektromobilność jest zdaniem PiSu „jedną z flagowych branż polskiej polityki rozwojowej”. Dlatego ma zyskać na planowanych programach wspierania innowacji. Brakuje jednak konkretów, mowa tylko o „wspieraniu rozwoju elektrycznego transportu publicznego” i „inwestycjach w stacje ładowania”.

ROLNICTWO

Na samym początku rozdziału o rolnictwie pada zdanie: „Popieramy rolnictwo przyjazne środowisku, chroniące bioróżnorodność i dobrostan zwierząt, jako alternatywę dla niekorzystnego dla środowiska i dla zdrowia ludzi intensywnego rolnictwa przemysłowego.” Jak to się realizuje w praktyce? Warunkiem otrzymania pomocy w „Dobrostanie Plus” będzie nie tylko lokalność produkcji, ale też na przykład „rozgęszczenie” hodowli (co ma faworyzować małe gospodarstwa, przeciwstawione hodowli przemysłowej). Jednym z warunków dofinansowania jest też nieużywanie pasz GMO (co jest uzasadnione sprowadzaniem ich zza granicy, czyli emisją CO2 z transportu). Wsparcie dla gospodarstw ekologicznych ma się zwiększyć również poza programem „Dobrostan Plus”, aczkolwiek tutaj dokument nie zawiera szczegółów. W sumie PiS chce dążyć do podwojenia liczby gospodarstw ekologicznych oraz pomocy dla nich. Rodzinne (niekoniecznie ekologiczne) gospodarstwa rolne mają dodatkowo być chronione specjalną ustawą.

Jak to się ma do praktyki za kadencji PiS? Na przykład wbrew opiniom naukowców i zakazowi Komisji Europejskiej Jan Ardanowski, tuż po objęciu stanowiska ministra rolnictwa, w ekspresowym tempie wydał zgodę na używanie neonikotynoidów – substancji owadobójczych uznanych za niebezpieczne dla pszczół.

Co ciekawe, PiS chyba jako jedyna partia poza Zielonymi wspomina w programie o degradacji gleby, planując ogólnopolski program regeneracji zakwaszonych gleb przez wapnowanie.

GOSPODARKA WODNA

Tutaj PiS chwali się przyjęciem we wrześniu 2019 „Programu przeciwdziałania niedoborowi wody na lata 2021–2027 z perspektywą do roku 2030”, w ramach którego planowana jest budowa zbiorników retencyjnych i stopni wodnych, renaturyzacja rzek i odtwarzanie mokradeł, co ma zwiększyć zatrzymywanie odpływu wody z rzek z 6,5 % do 15 %. PiS planuje też pozyskać środki z UE na wsparcie małej retencji.

Jednocześnie jednak planowane jest przystosowanie rzek (w tym Odry, Wisły, Narwi i Bugu) dla żeglugi śródlądowej. To jest złym pomysłem zarówno w kontekście suszy, jak i powodzi. Dodatkowo spowodowałoby to szkody środowiskowe, m.in. w nadwiślańskich obszarach Natura 2000. Propozycja ta spotkała się z więc z krytyką ze strony środowisk ekologicznych i naukowych jak np. Koalicja Ratujmy Rzeki.

Inną kontrowersyjną inwestycją jest przekop Mierzei Wiślanej, w dokumencie wychwalany i nazywany „realnym i symbolicznym przedsięwzięciem pokazującym zmianę polityki zagranicznej Polski” czy „decyzją podjętą suwerennie przez rząd Polski.”, jednak wielokrotnie krytykowany od strony ekologii jak i ekonomii.

GOSPODARKA ODPADAMI

PiS deklaruje chęć walki z „mafią śmieciową”, pożarami wysypisk i szarą strefą. Jako swoje sukcesy na tym polu wymienia m.in. zakaz przywożenia do Polski odpadów przeznaczonych do unieszkodliwienia i odpadów komunalnych (z wyjątkiem tych przeznaczonych do recyklingu), czy zobowiązanie firm przetwarzających odpady do posiadania monitoringu wizyjnego. Zapowiada powstanie Bazy Danych o Odpadach, w której ma być zarejestrowany każdy odpad. To ma umożliwić śledzenie tego, co się dzieje z odpadami od wytworzenia, przez transport do zagospodarowania, i zlikwidować handel pustymi kwitami.

Aby polepszyć jakość recyklingu w Polsce, ma zostać wprowadzona kaucja na opakowania , zgodnie z zasadą: „zwracasz opakowanie – dostajesz kaucję”. Koszt organizowania zbiórki i przetwarzania odpadów ma być poniesiony przez producentów, co ma sprawić że mieszkańcy zapłacą mniej za wywóz śmieci. PiS wyznacza sobie następujące cele, jeśli chodzi o odsetek ponownie przetwarzanych odpadów: 55% w 2025, 60% w 2030, 65% w 2035. Zaraz potem podaje, że ilość składowanych odpadów komunalnych ma spaść do 10% w 2035. Nie do końca wiemy jak to interpretować – co z pozostałymi 35%? Być może 65% dotyczy odpadów jako całości, razem z np. odpadami przemysłowymi, a być może te 35% mają być spalane. Nie możemy stwierdzić, która interpretacja jest prawdziwa.

Warto tu dodać, że cele PiS odnośnie przetwarzania odpadów wynikają wprost ze zobowiązań wynikających z regulacji unijnych.

PRAWA ZWIERZĄT

Na ten temat PiS nie mówi wiele. Temat pojawia się co najwyżej przy okazji programu „Dobrostan Plus”, który ma promować „humanitarne metody uboju”. Co to znaczy? Wiem tylko, że nie będzie to ubój rytualny, co ma dać pewność, że mięso nie będzie na eksport (bo mięso z uboju rytualnego jest w prawie 100% eksportowane). Wpływ na dobrostan zwierząt mają mieć też inne wymagania w ramach programu skierowanego do rolników, jak na przykład hodowla świń na ściółce czy lokalność (a więc mniej stresu związanego z transportem). Wsparcie dla takich mniejszych hodowli nie wpłynie też w żaden sposób na sytuację zwierząt w dużych fermach przemysłowych.

Poza tym kontekstem, kwestie praw zwierząt nie pojawiają się w obecnym programie.

Przed wyborami w 2015 r. PiS obiecywał nowelizację Ustawy o ochronie zwierząt i wprowadzenie zakazu hodowli zwierząt na futra (Jarosław Kaczyński wystąpił nawet w spocie Vivy!), miał być też zakaz uboju rytualnego, wykorzystywania zwierząt w cyrkach i zakaz trzymania psów na łańcuchach. Nic z tego nie zostało uchwalone. Polska jest “liderem” zarówno w uboju rytualnym na eksport, jak i hodowli zwierząt na futra. Przyjęto jedynie podwyższenie kar za znęcanie się nad zwierzętami: podwyższenie maksymalnych kar za zabijanie zwierząt – niezgodnie z przepisami – lub znęcanie się nad nimi z 2 lat do 3 lat pozbawienia wolności, a w przypadku dokonywania takich czynów ze szczególnym okrucieństwem, z 3 do lat 5. (choć to nie był główny problem, ważniejszym jest skuteczne odnajdywanie sprawców i wydawanie wyroków bez zawieszenia). Wprowadzono też (bardzo dobrze!) orzekanie zakazu posiadania zwierząt i pracy ze zwierzętami w przypadku skazania za szczególnie okrutne znęcanie się nad nimi.

Na plus należy zaliczyć ograniczenie przywilejów myśliwych (zakaz uczestniczenia w polowaniach dla dzieci, zakaz szkolenia psów myśliwskich na żywych zwierzętach). Niestety nie wprowadzono np. zakazu polowań na ptaki.

Obrońcy praw zwierząt mogą więc czuć się zawiedzeni polityką PiS. Dużo więcej obiecywano, ale potem, pod naciskiem lobby hodowców i myśliwych, temat ochrony zwierząt został odsunięty na margines. Wybijanie dzików jako główna metoda “walki” z ASF, zakusy, by wznowić polowania na wilki czy łosie, czy wreszcie niszczenie środowiska bez liczenia się z innymi gatunkami – to stale budzi protesty.

PODSUMOWANIE

Podsumowując, w ekologicznych elementach programu PiS jest mało konkretnych rozwiązań, a dużo ogólników i retoryki. Czasem pokrętnej i szkodliwej, jak w przypadku ochrony środowiska przed wiatrakami czy zapominaniu o słowie „transformacja” w wyrażeniu „sprawiedliwa transformacja”. Tym niemniej, znajdują się w nim także sensowne propozycje, mogące świadczyć o tym, że waga tematyki klimatycznej powoli się przebija do świadomości polityków tej partii – ale nie mamy tyle czasu, żeby czekać, aż faktycznie się przebije.


2. EKOLOGIA W PROGRAMIE KOALICJI OBYWATELSKIEJ

Ponownie nie analizujemy całościowego programu i skupiamy się na wątkach ekologicznych. Jeśli chodzi o konferencję programową z 6 września, to trzeba przyznać mocny pro-ekologiczny wydźwięk, głównie dzięki przemowie Małgorzaty Tracz, dwójki z list KO we Wrocławiu i przewodniczącej Zielonych. Ekologia została też ewidentnie wyróżniona jako jeden z sześciu głównych punktów programowych – coś, czego zabrakło np. na konwencji programowej Lewicy.

Warto zaznaczyć tu, że tuż po konferencji programowej Koalicji Obywatelskiej, Partia Zielonych zorganizowało drugą konferencję ‘uzupełniającą’ o dalej idących postulatach.

Koalicja Obywatelska zaprezentował więc niewątpliwie rozszerzony program ekologiczny, ale znów zachodzi pytanie: Czy postulaty usatysfakcjonują wyborców? Jest na pewno lepiej niż np. program Platformy Obywatelskiej cztery lata temu, ale ekowyborca nadal może mieć sporo zastrzeżeń.

ZAPOBIEGANIE ZMIANOM KLIMATU I ENERGETYKA

Ponownie zaczniemy od polityki klimatycznej, która znów wydaje się za mało ambitna wobec nadchodzącej katastrofy.

Jak już pisaliśmy, świat musi zredukować emisje wobec 2010 roku o 55% do 2030 roku (do 2050 roku mamy osiągnąć zeroemisyjność), jeśli mamy spełnić cele klimatyczne założone w raporcie IPCC z 2018 roku. Co prawda emisje w Polsce są o ok 30% poniżej poziomu z 1990, stało się to w wyniku transformacji politycznej i zamknięciu przemysłu ciężkiego. Obecnie emisje są na poziomie bliskim tego z 2010, a co gorsze, od kilku lat rosną.Tu niestety czeka nas zawód: Program Koalicji Obywatelskiej niestety nie jest tak ambitny jak program ich koalicjanta, czyli Zielonych, a do tego szybko wyszła na jaw niespójność postulatów.

W zakresie energetyki, która w Polsce wytwarza ok. 39% gazów cieplarnianych, trudno jednoznacznie ocenić jakość postulatów. Z jednej strony ostała się deklaracja totalnego odejścia od węgla do 2040 roku (czego nie ma np. w programie Lewicy, chociaż politycy tego komitetu często mówią o dacie granicznej 2035 roku). Realizacja tego postulatu jest jak najbardziej zgodna z celami klimatycznymi, jest jednak jedno wielkie ale… Program Koalicji zakłada program 3×10, czyli po 10 GW energii słonecznej, energii wiatrowej lądowej i morskiej w ciągu 10 lat. To łącznie ma zwiększyć udział energetyki odnawialnej do ponad 33% w perspektywie 10 lat. Tu jest identyczny problem z deklaracjami Lewicy: liczby się nie spinają. Jeśli po 2029 roku nie dojdzie do przyspieszenia programu OZE jej udział w energetyce będzie ok. 47% w 2035 roku (wobec 50% w programie Lewicy) i 58% w 2040 roku. Tym samym, jeśli Koalicja Obywatelska postuluje odejście od węgla do 2040 roku to skąd brakujące ok. 40% energii?

Są więc trzy opcje: budowa elektrowni atomowych, spalanie gazu ziemnego lub radykalnie przyspieszenie transformacji w latach 2030-2040. W Latarniku Wyborczym na stwierdzenie “Polska powinna przyspieszyć budowę elektrowni atomowej” Koalicja odpowiada “Nie”, dodając “Koalicja Obywatelska chce by energetyka węglowa została zastąpiona przez tańszą i bardziej efektywną energetykę odnawialną.” Natomiast na temat dwóch pozostałych rozwiązań KO nie wypowiada się ani w Latarniku, ani w programie.  Tak czy inaczej w obecnej formie trzeba mówić o postulatach, które nie spinają się logiczną całość.

Trzeba tu zaznaczyć jednak, że Lewica przynajmniej deklaratywnie twierdzi, że nie będą otwierane nowe kopalnie węgla, ani nie będzie importowany węgiel czy gaz ziemny, natomiast jako kandydatka na premiera Małgorzata Kidawa-Błońska wspominała tylko o zakazie budowy nowych kopalń. Tym niemniej Koalicja Obywatelska zobowiązała się do przeznaczenia 100% wpływów ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2 na inwestycje w OZE oraz zapowiada budowę inteligentnej sieci elektroenergetycznej.

Tak jak w przypadku Lewicy, możemy popatrzeć również na zdania poszczególnych koalicjantów. Odnośnie największego z nich, Platformy Obywatelskiej, nie posiadamy żadnych dodatkowych informacji. Od .Nowoczesnej dostaliśmy odpowiedź na nasz kwestionariusz, w której twierdzą “Nasze propozycje są w tym zakresie [tj. energetyce] zbieżne z programem Koalicji Obywatelskiej.” i podają następujący skład miksu energetycznego energetycznego: w 2035 40% z węgla, 50% z OZE i 10% z gazu, natomiast w 2050  0 % z węgla, 80-100 % z OZE i 0-20 % z gazu. Jeśli faktycznie ich program miałby być spójny z programem KO, potrzebne byłoby przejście z 40% do 0% węgla w ciągu 5 lat, co wydaje się mało prawdopodobne. Dalej w kwestionariuszu .Nowoczesna deklaruje “Polska musi stać się krajem o emisjach netto na zerowym poziomie najpóźniej w 2050 roku.”, jednak jest to sprzeczne z cytowaną wyżej wypowiedzią dopuszczającą czerpanie 20% energii z gazu (chyba że mówimy o Power2Gas albo zakładamy jakieś ujemne emisje które mogłyby to zrównoważyć). Z drugiej strony, .Nowoczesna dostrzega też problem emisji CO2 z innych sektorów gospodarki, deklarując: “Strategię dekarbonizacji energetyki należy uzupełnić o strategie dekarbonizacji transportu, przemysłu, sektora komunalnego i rolnictwa. Wszystkie te dziedziny generują w Polsce znaczące emisje i bez ich wyeliminowanie nie ma szans na neutralność klimatyczną.”

Z kolei w programie Zielonych z 2018 roku widnieją cele min. 70% zaopatrzenia w energię finalną (czyli wliczając energię w transporcie i ciepłownictwie) z OZE do 2050, 20% do 2020 roku (to się już raczej na pewno nie uda – w samej energetyce OZE wytworzyły 12.7% energii w 2018) i 50% w 2030. W naszym kwestionariuszu doprecyzowują swoje cele jeśli chodzi o samą energetykę. W 2035 chcieliby prądu produkowanego zupełnie bez użycia węgla, optymalnie ze 100% OZE, dopuszczając jednak do 15% energii z gazu. Na rok 2050 deklarują 100% OZE, odwołując się do programu prof. Jana Popczyka. Wybudowane wcześniej bloki gazowe mają docelowo działać na gaz z Power2Gas.  Do tego Zieloni mówią o pokryciu 50-100% kosztów gminnych programów inwestycji w produkcję i oszczędzanie energii.

DEKLARACJA DLA GÓRNEGO ŚLĄSKA

W rozbudowanym dziale ekologicznym Koalicji Obywatelskiej pojawił się jeden dziwny fragment, czyli „Deklaracja dla Górnego Śląska”, gdzie pada takie stwierdzenie: „Nie będziemy zamykać kopalń, dopóki będzie w nich węgiel, a koszty wydobycia pozwolą na utrzymanie godnego życia górników i ich rodzin. Nie będziemy zamykać elektrowni węglowych, dopóki będą w stanie pracować.”

Ów fragment szybko zyskał popularność w sieci i doczekał się nawet Razemowego mema. Jednak wbrew pozorom nie ma tutaj akurat tak wielkiej sprzeczności z postulatami odejścia od węgla do 2040 roku, choć musi wzbudzać sceptycyzm zwrot typu „nie będziemy zamykać elektrowni węglowych, dopóki będą w stanie pracować.” Wygląda to na próbę ugłaskiwania elektoratu górniczego na Dolnym Śląsku.

Jeśli chodzi o sam węgiel, warto pamiętać, że według samej branży w obecnie działających kopalniach węglowych zabraknie węgla do 2035 roku, a przy planowanej stopniowej redukcji zużycia cel 2040 rok wydaje się sensowny. Tym niemniej nie sposób nie poddać krytyce wypowiedzi np. Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, która w publicznych deklaracjach stawia ochronę kopalń, dopóki opłacalne jest wydobywanie w nich węgiel, jako cel nadrzędny wobec możliwie szybkiego odejścia od węgla w energetyce. Nawet jeśli kopalnie wyczerpią się zanim osiągnie się zeroemisyjną energetykę, hierarchia priorytetów jest tu niewłaściwa.

W przypadku polskich elektrowni trzeba nadmienić, że ponad połowa z nich ma ponad 35 lat i już w najbliższych latach część będzie zamykana ze starości (ba, na 90 bloków węglowych 70 już pracuje dłużej niż zakładano). Przy rozsądnej, ale i radykalnej transformacji energetycznej, można większość elektrowni stopniowo zastępować czystymi źródłami energii. Sytuacja ma się gorzej z nielicznymi nowymi blokami w Turowie, Bogatyni czy Jaworznie, które w 2040 rok będą miały zaledwie nieco ponad 20 lat i daleko im będzie do końca użyteczności.

SPRAWIEDLIWA TRANSFORMACJA

W “Deklaracji dla Górnego Śląska” pada takie stwierdzenie: “Zaproponujemy stabilny plan transformacji przemysłowej Śląska i innych regionów węglowych, min. w oparciu o środki unijne z Platformy Węglowej. Zostanie on stworzony wspólnie nie tylko z górnikami, ale ze wszystkimi pozostałymi pracownikami branży energetycznej. “

.Nowoczesna w naszym kwestionariuszu dodaje: “Dochody ze sprzedaży uprawnień do emisji zapewnią znaczne środki finansowe które pozwolą nie tylko na duże inwestycje w infrastrukturę dla nowego systemu energetycznego, ale też programy rozwojowe i osłonowe dla regionów zależnych dziś ekonomicznie od energetyki opartej na węglu i kopalniach. Inwestycje w efektywność energetyczną i programy zwalczania ubóstwa energetycznego pozwolą na łagodne dla najwrażliwszych grup przejście przez proces transformacji.”

Dla Zielonych, według naszego kwestionariusza, “transformacja musi być sprawiedliwa albo jej nie będzie w ogóle”. Tu, oprócz tworzenia nowych miejsc pracy w regionach powęglowych, mówią o reformie podatkowej, która ma obciążyć podatkami negatywny wpływ człowieka na przyrodę, a uzyskane środki przeznaczone zostaną na redukcję nierówności.

ADAPTACJA DO ZMIAN KLIMATU

Koalicja zapowiada kompleksowy program walki ze skutkami suszy. Ewidentnie dostosowała tu optykę do postulatów Zielonych, a nawet czuć w tym ich język (nieraz zbyt ekspercki). Tym samym komitet zapowiada wstrzymanie programów regulacji rzek oraz ich renaturyzację. Do tego doprowadzą do zaprzestania melioracji odwadniającej na terenach podmokłych, nakażą małą retencję w lasach i podejmą kompleksowe działania w zakresie retencji wód w miastach. Retencja wody ma zostać zwiększona z ok. 5% do co najmniej 15%. Podobny cel zadeklarował PiS, jednak jednocześnie zapowiadając szkodliwy program przystosowania rzek do transportu.

Ponadto, KO zapowiada stworzenie Funduszu Klęskowego dla Wsi i Rolnictwa mającego “skupić rozproszone obecnie środki pomocowe z przeznaczeniem na klęski żywiołowe.”.Nowoczesna w naszym kwestionariuszu rozszerza te propozycje o przystosowanie ochrony zdrowia na większą liczbę pacjentów cierpiących wskutek upałów, oraz przekazanie samorządom środków na przygotowanie i wdrożenie lokalnych planów adaptacji.

Zieloni z kolei proponują między innymi zmianę modelu rolnictwa na oparty na małych i średnich gospodarstwach, a szczególnie na certyfikowanym rolnictwie ekologicznym i agroleśnictwie, co zdaniem partii jest jedynym sposobem na zapewnienie Polsce długofalowego bezpieczeństwa żywnościowego.

SMOG, ENERGOOSZCZĘDNOŚĆ, PROSUMENCKOŚĆ

Koalicja Obywatelska już w lipcu ogłosiła ambitny program wymiany pieców węglowych, które za pomocą prawa i systemu dotacji mają być całkowicie wyeliminowane do 2030 roku. Dla porównania, Lewica chce zamontowania bezemisyjnych instalacji grzewczych w 2 milionach domów do 2035 (w Polsce jest ok. 5 milionów domów jednorodzinnych), a PiS mówi o objęciu 3-4 mln. domów programem “Czyste Powietrze” (który zakłada wymianę pieca, termomodernizację i budowę instalacji OZE, ale niekoniecznie rezygnację z węgla). Koalicja zapowiada przy tym inwestycje w pompy ciepła czy w kompleksową modernizację systemu ciepłowniczego, a także ogólnopolski program termomodernizacji, uwzględniający problem ubóstwa energetycznego oraz nowe standardy cieplne dla nowych i starych domów.

Ponadto, podczas niedawnej debaty o smogu, Gabriela Lenartowicz z Platformy Obywatelskiej skrytykowała PiSowski program “Czyste Powietrze” za brak podstawy prawnej oraz finansowania określonego w budżecie bądź ustawach. Program antysmogowy KO ma być wolny od tych problemów. Zgodnie z wypowiedziami kandydatki w tej i innej debacie, finansowanie ma wynosić 0.5% PKB, tak jak w napisanym przez nią w 2017 projekcie ustawy.

W programie poruszano też kwestie energii prosumenckiej. Tu Koalicja obiecuje mechanizm preferencyjnych pożyczek dla firm i obywateli chcących inwestować w przydomowe odnawialne źródła energii – panele słoneczne, przydomowe wiatraki i i pompy ciepła.Odnośnie smogu, Nowoczesna w naszym kwestionariuszu proponuje dodatkowo wzmocnienie kontroli samochodów i surowsze kary za jazdę pojazdami niespełniającymi norm i ogólne ograniczenie ruchu samochodów w miastach kosztem pieszych, rowerów i transportu publicznego.

Natomiast w odpowiedzi Zielonych na nasz kwestionariusz zawarty jest kompleksowy i szczegółowy program antysmogowy, obejmujący nie tylko dopłaty do wymiany ogrzewania czy nowe standardy w budownictwie, ale także np. ulgi podatkowe dla pojazdów elektrycznych, całkowite wycofanie pojazdów emitujących spaliny do 2035.

W zakresie wsparcia prosumentów, Zieloni planują zmianę prawa i programów jak „Mój Prąd”, tak żeby stały się istotnym elementem polityki państwa. Pomoc mają zapewnić zero procentowe kredyty dla ogółu społeczeństwa, a także częściowe lub całościowe dofinansowanie dla osób biedniejszych. Zmiany mają spowodować, że z wsparcia będą mogły korzystać też wspólnoty i spółdzielnie mieszkaniowe, a spółdzielnie energetyczne będą mogły się rozwijać zarówno w miastach, jak i na obszarach wiejskich.

GOSPODARKA ODPADAMI

To jeden z silnych punktów programu Koalicji Obywatelskiej, chociaż nie tak szczegółowo ujęty jak w przypadku np. Prawa i Sprawiedliwości.

Politycy Koalicji po pierwsze chcą wprowadzić system kaucji za butelki i depozytu za opakowania plastikowe. W tej wielkiej przemianie kluczową rolę miałyby odegrać instytucje publiczne, które dawałyby przykład np. w zakresie korzystania z opakowań wielorazowych czy biodegradowalnych.

W tym kontekście do programu Koalicji wkradł się termin “zero waste”, dotychczas obecny chyba tylko w partiach niszowych. Do tego pojawił się postulat zakazu importu śmieci, zapewne wskutek coraz bardziej gorszącego procederu dzikich czy płonących wysypisk.

Na pytanie z naszego kwestionariusza o gospodarkę o obiegu zamkniętym .Nowoczesna  odpowiada wspominając o regulacjach prawnych mających wymusić wielorazowość, naprawialność i kompozytowość produktów. “Należy narzędziami regulacyjnymi wpływać na rynek, by niekonkurencyjne stały się produkty jednorazowe, trudne do przetworzenia lub ponownego wykorzystania oraz o wysokim śladzie węglowym” – piszą.

Odpowiedź Zielonych utrzymana jest w podobnym duchu, choć jest nieco bardziej szczegółowa. Mowa tu o przenoszeniu ciężaru podatków z opodatkowania pracy na opodatkowanie surowców, wprowadzeniu odpowiednich systemów certyfikacji, odpowiedzialności producentów za usuwanie odpadów czy ekologicznych kryteriach w zamówieniach publicznych. Tłumaczą, że ważniejsze od poprawiania samego recyklingu jest zmniejszenie ilości odpadów oraz poprawienie ich jakości, tak aby recykling był łatwiejszy.

LASY

Koalicja ogłosiła hasło „Zielona Polska” i zapowiada koniec z betonozą, ale też strategie zadrzewiania terenów miejskich oraz nieużytków rolnych. Są zapowiedzi ochrony lasów i powołania nowych lub rozszerzenia obszarów istniejących parków narodowych (w porozumieniu z lokalnymi społecznościami), jednak jedynym konkretem jest spełnienie postulatu zmiany całej Puszczy Białowieskiej w park narodowy. Dla porównania Lewica ogłosiła ochronę 10% lasów polskich.

Konkrety znajdziemy za to w postulatach Zielonych, którzy chcą m.in. zwiększenia obszaru parków narodowych o ok. 360% i zasadzenia miliona hektarów nowych lasów (kilkukrotność obszaru Puszczy Białowieskiej) do 2025 roku.

PRAWA ZWIERZĄT

Tutaj doszło niewątpliwie do pewnych przełomów. Platforma Obywatelska, raczej dotychczas przychylna myśliwym, zaakceptowała do programu postulat ewidentnie wzięty od Partii Zielonych, czyli zakaz polowań na ptaki.

Jeszcze większym skokiem programowym jest stwierdzenie, że „Przemysłowa hodowla zwierząt jest jednym z głównych źródeł emisji gazów cieplarnianych. Jej ograniczenie jest niezbędne ze względów klimatycznych, zdrowotnych i etycznych.” Nie idą za tym zapisem jednak żadne konkretne deklaracje, poza zapisem o potrzebie wsparcia mniejszych gospodarstw rodzinnych, rolnictwa ekologicznego i innowacyjnego.

Do tego (podobnie jak na Lewicy) mamy zakaz wykorzystywania zwierząt w cyrku czy likwidację ferm futrzarskich. Nie pojawił się za to w ogólnym programie Koalicji postulat powołania Rzecznika Praw Zwierząt – aczkolwiek znalazł się on w deklaracji programowej Zielonych.

TRANSPORT

Temat transportu akurat nie pojawił się w dziale ekologii, tylko gospodarki. Jest więc co prawda mowa o przyspieszeniu rozbudowy i modernizacji systemu dróg, ale też powraca znany z ruchów ekologicznych postulat „Tiry na tory”, czyli zapowiedź przekierowania ciężkiego transportu na kolej.

Do tego zapowiadana jest rozbudowa węzłów komunikacyjnych i odbudowa systemu połączeń kolejowych czy autobusowych. W tym celu Koalicja zapowiada powstanie 314 powiatowych centrów komunikacyjnych.

Dodajmy też, że program Koalicji dostrzega duży potencjał wodoru jako nośnika energii – ma być “prawdopodobnym fundamentem światowej transformacji energetycznej” i “zrewolucjonizować transport”. Jednak, aby produkować wodór przy użyciu energii odnawialnej, potrzebne są nadwyżki tejże energii, a tego program KO nie gwarantuje. Tym niemniej warto ten punkt zauważyć jako zapowiedź inwestycji w nowoczesny przemysł przyszłości.

Jak już wspominaliśmy, Zieloni są za całkowitą eliminacją pojazdów spalinowych do 2035. W naszym kwestionariuszu dodają: “Potrzebny jest ambitny program dla redukcji emisyjności transportu, wprowadzający preferencje dla kolei i transportu publicznego, ale też stopniowe ulokalnianie gospodarki, eliminując niepotrzebne przewożenie towarów, które mogą być produkowane lokalnie (np. produkty żywnościowe dla szkół i szpitali od lokalnych rolników).”

EDUKACJA

KO postuluje rozszerzenie edukacji ekologicznej w szkołach.

PODSUMOWANIE

W programie Koalicji Obywatelskiej znalazło się sporo ekologicznych postulatów, część z nich z pewnością zaczerpniętą z programu Partii Zieloni. Bardzo dobrze (najambitniej ze wszystkich komitetów) wypada program walki ze smogiem. Nieco gorzej jest niestety z polityką klimatyczną. Pojawia się co prawda deklaracja odejścia od węgla do 2040, ale nie jest jasne jak Koalicja chce osiągnąć ten cel i czy w ogóle ma na to jakiś plan. Tutaj na tle całej KO wyróżnia się plan Zielonych, zakładający odejście od węgla do 2035 i pełną zeroemisyjność energetyki w 2050. Z pewnością możemy więc polecić kandydatów tej partii wyborcom, którzy zgadzają się z modelem 100% OZE (tych preferujących udział energii atomowej w miksie zachęcamy do zapoznania się z postulatami Lewicy, szczególnie Lewicy Razem).


3. EKOLOGIA W PROGRAMIE LEWICY

Program Lewicy, czyli komitetu wyborczego Sojuszu Lewicy Demokratycznej wspólnie z Wiosną Roberta  Biedronia i Lewicą Razem, został ogłoszony w sobotę 24 sierpnia.

My jak zwykle skupiamy się na ekologii. Jak wypadł ten temat na samej konwencji? Raczej poniżej oczekiwań. Na tematy klimatu i ekologii zahaczyli właściwie tylko Beata Maciejewska (jedynka z list Lewicy w Gdańsku z ramienia Wiosny) oraz Robert Biedroń.

Poznaliśmy jednak główne postulaty Lewicy odnośnie tematów ekologicznych, a w międzyczasie komitet uzupełnił o kolejne zapisy, np. w sprawie suszy. Czy postulaty usatysfakcjonują wyborców? Z tym różnie bywa.

ZAPOBIEGANIE ZMIANOM KLIMATU I ENERGETYKA

Świat musi zredukować emisje wobec 2010 roku o 45% (do 2050 roku mamy osiągnąć zero emisyjność), jeśli mamy spełnić cele klimatyczne założone w raporcie IPCC z 2018 roku. Po początkowych sukcesach w redukcjach emisji w wyniku transformacji politycznej w Polsce, od kilku lat emisje w Polsce rosną i obecnie są ok. 30% poniżej poziomu z 1990 roku.

Czy program Lewicy odpowiada na te potrzeby? Sam w sobie raczej nie. Zawarte w nim zapisy są mniej hurraoptymistyczne niż program Wiosny (całkowite odejście od węgla do 2035 roku), natomiast daleko im do kompleksowości rozwiązań Razem.

Największym emitentem gazów cieplarnianych w Polsce jest energetyka (ok. 39%), a tutaj Lewica zakłada średnio ambitny plan pozyskiwania min. 50% energii ze źródeł niskoemisyjnych do 2035 roku. Nie ma jak dotychczas oświadczeń odnośnie daty odejścia od węgla, ale przy takim tempie rozwoju energetyki odnawialnej węgiel będzie spalany jeszcze w latach 2040+, chyba że zostanie zastąpiony gazem naturalnym.

Dla porównania zarówno Polskie Stronnictwo Ludowe jak i Partia Zieloni zakładają o wiele ambitniejszy cel, czyli min. 50% energii z OZE do 2030 roku – o pięć lat szybciej. Sama Koalicja Obywatelska (do której należą wspomniani Zieloni) zakłada rozwój OZE w tempie odrobinę wolniejszym niż Lewica, ale w przeciwieństwie do niej deklaruje odejście od węgla do 2040 (aczkolwiek są tu pewne nieścisłości – opiszemy to dokładniej w tekście o KO).

Oprócz tego Lewica planuje uniezależnić Polskę od gazu z importu i zakazać importu węgla (na konwencji była mowa o zakazie importu fatalnej jakości węgla, w programie — o zakazie importu węgla w ogóle). Skąd więc będzie pochodzić nawet do 50% energii w 2035 roku, skoro ani gaz, ani węgiel nie będzie importowany? Z nowych odkrywek węgla brunatnego? Nie, bo Lewica postuluje też powstrzymanie budowy kolejnych odkrywek. A więc z rodzimego gazu łupkowego i węgla kamiennego? A może to “uniezależnienie się od gazu z importu” nastąpi dopiero po 2035? Program nie udziela odpowiedzi i rodzi podejrzenie, że jest wewnętrznie sprzeczny.

Tym niemniej, podane w dokumencie postulaty należy raczej potraktować jako plan minimum. Poszczególne partie Lewicy różnią się zdaniem w niektórych kwestiach. “Są sprawy, w których uzgodniliśmy wspólny program, ale są też takie, w przypadku których pozwoliliśmy sobie na protokół rozbieżności.” – powiedział Adrian Zandberg w wywiadzie dla Gazety Wyborczej. Jedna z nich dotyczy energii jądrowej. “Koleżanki i koledzy z Wiosny uważają, że w ciągu najbliższych lat dokona się przełom technologiczny, jeżeli chodzi o magazynowanie energii.” – tłumaczył Zandberg – ”W związku z tym możliwe miałoby być płynne przejście do energetyki w stu procentach opartej na odnawialnych źródłach energii. W Razem uważamy, że politykę energetyczną trzeba planować w ostrożniejszy sposób, więc OZE powinna wspierać energetyka atomowa.”

Razem opisuje swoje poglądy na energetykę w osobnym tekście na swojej stronie. Wynika z niego, że partia jest zdecydowanie przeciwko gazowi jako paliwu przejściowemu i za stawianiem tylu OZE ile to tylko możliwe, jednak jest nieco sceptyczna wobec fotowoltaiki. Pisze: “Fotowoltaika może być istotnym czynnikiem na rzecz elektrooszczędności w budynkach w miastach i gospodarstwach domowych poza miastami. Nie zostanie ona jednak powszechnym źródłem pozyskiwania energii dla całego systemu elektroenergetycznego — z uwagi na szerokość geograficzną, na której się znajdujemy, osiągnięcie współczynnika wydajności powyżej 11-12% jest nierealne”. Razem stwierdza też, że Polska potrzebuje co najmniej dwóch elektrowni jądrowych. Kiedy zostaną wybudowane?  “Uruchomienie pierwszego reaktora jądrowego w Polsce w 2030 teoretycznie jest nadal możliwe, patrząc na czasy budowania APR-1400, ale realistycznie istotny udział energii jądrowej w polskim miksie będzie możliwy dopiero w 2040 i 2050.”  stwierdzają. Być może więc, że w wizji Razem przynajmniej część “dziury” w polityce energetycznej Lewicy będzie załatana przez energetykę atomową. Na rok 2050 planowany jest zupełnie bezemisyjny miks energetyczny: “Dzięki inwestycjom w efektywność energetyczną jako kluczowy priorytet zakładamy, że zapotrzebowanie na energię w 2050 będzie wynosić ok. 210 TWh rocznie. Zakładając 2 elektrownie jądrowe, po 4 bloki 1,4 GW każdy, daje to ok. ~45 TWh rocznie z energii jądrowej. Do tego 50 TWh z wiatru na morzu, 80 TWh z wiatru na lądzie, 15 TWh z fotowoltaiki, 10 TWh z biogazowni i 10 TWh z hydroelektrowni (MEW).”

SLD jeszcze niedawno było niezbyt ambitne w kwestiach klimatycznych. W programie z 2017 proponuje „wsparcie dla polityki klimatycznej, przy jednoczesnej jej renegocjacji w stronę ochrony energetyki węglowej.” Wygląda jednak na to, że partia zmienia poglądy. W odpowiedzi na nasz kwestionariusz (podobne wysłaliśmy też do Razem i Wiosny, ale nie otrzymaliśmy odpowiedzi) SLD podało, że do 2035 planuje całkowite odejście od węgla, z 40% energii wytwarzanej z gazu (w tym, choć nie wiadomo w jakiej części, z biometanu i gazu z Power2Gas, które technicznie rzecz biorąc powinny także być uznane za OZE), a 60% z OZE. Natomiast w 2050 planowane jest 100% OZE, w tym 40% to bezemisyjny gaz i inne nośniki chemiczne. Dodatkowo, partia twierdzi, że Polska osiągnie neutralność klimatyczną w latach 40 XXI wieku. W pomysłach SLD widać pewną rozbieżność z postulatem uniezależnienia się od gazu z importu – w końcu ono nastąpi, jednak o ile nieodnawialny gaz w 2035 nie będzie polskim gazem łupkowym, będzie on sprowadzony z zagranicy.

Wiosna w programie na wybory europejskie miała deklarację odejścia od węgla do 2035. Nie został od tego czasu opublikowany nowy program Wiosny, musimy więc skupić się na wypowiedziach pojedynczych polityków. I tak Krzysztof Śmiszek  i Robert Biedroń utrzymują postulat o odejściu od węgla do 2035. Katarzyna Ueberhan na debacie w Poznaniu jako datę odejścia od węgla podała nawet 2030. Dariusz Standerski powiedział: “W latach 2035-2050 polska energetyka powinna opierać się w 75% na OZE. Pozostałe 25% musi zostać uzgodnione podczas dojrzałej dyskusji, również z opinią publiczną. Musimy pamiętać o rozwoju technologicznym.” O 75% OZE w 2035 wspomniał również Maciej Gdula.

Tak więc, choć istnieją znaczne rozbieżności między trzema członkami Lewicy, ich zapowiedzi są zasadniczo zgodne z założeniem zeroemisyjności w energetyce do 2050 roku.

ADAPTACJA DO ZMIAN KLIMATU

Na konwencji 24 sierpnia nie pojawił się ani temat suszy, ani ogólnie adaptacji do zmian klimatu. Jednak później Lewica opublikowała “Pakiet przeciw suszy”. Postuluje jest wprowadzenie powszechnego systemu ubezpieczeń plonów. Dodatkowe składki na ubezpieczenia na wypadek suszy i innych ekstremalnych zjawisk pogodowych będą dla małych i średnich rolników w pełni opłacane przez państwo. Oprócz rekompensat Lewica chce aktywnie przeciwdziałać suszy.. Środki na wspieranie małej retencji mają być znacząco zwiększone. Jedna piąta przychodów z gospodarki leśnej ma być przeznaczone na Fundusz Dzikiej Przyrody, który ma się zająć m.in. zalesianiem nieużytków czy odtwarzaniem mokradeł. Lewica zamierza również wspierać renaturalizację rzek (co ma nie tylko polepszyć retencję, ale i chronić przed powodzią). Dostrzega też negatywny wpływ kopalni odkrywkowych na warunki wodne w okolicy – na co odpowiada wspomniany już postulat powstrzymania budowy nowych odkrywek węgla brunatnego. Natomiast odpowiedzią na problem miejskiej wyspy ciepła ma być koniec z “betonozą”: wspieranie miejskiej zieleni i określenie “minimalnego udziału powierzchni biologicznie czynnej w każdym kwartale”. Dodatkowo, Lewica wspomina o modernizacji wodociągów i kanalizacji, tak aby nie powtórzyła się sytuacja ze Skierniewic, gdzie oprócz upałów przyczyną braku wody była przestarzała instalacja wodociągowa.

W odpowiedzi SLD na nasz kwestionariusz znajdują się dodatkowe propozycje adaptacji do suszy dla rolnictwa: “powinno się stosować międzyplony i płodozmian, skończyć z rozrzutnym stosowaniem chemii rolniczej czy wprowadzać uprawę bezorkową”. SLD jest także za zmianą wspólnej polityki rolnej, tak aby dopłaty promowały mniejsze gospodarstwa, dbające o długoterminowy dobrostan gleb, bioróżnorodność i retencję.

SMOG, ENERGOOSZCZĘDNOŚĆ, PROSUMENCKOŚĆ

Lewica zapowiedziała też pewne elementy kompleksowego programu antysmogowego i energooszczędnościowego, jak dofinansowanie wymiany 2 mln pieców węglowych w ciągu 15 lat. Jak stwierdził Robert Biedroń na konferencji: „Będziemy mieli w Polsce najbardziej czyste powietrze w tej części Europy.” Tu warto zauważyć, że w przypadku wymiany pieców cel jest mniej ambitny niż zapowiedzi Koalicji Obywatelskiej, która deklaruje całkowite wyeliminowanie pieców węglowych do 2030 roku.

W programie poruszano też kwestie energii prosumenckiej i deklarowano kompleksowe uproszczenie przepisów związanych z tą energetyką (domowe OZE). Pojawiły się też postulaty odnośnie modernizacji sieci energetycznej czy termomodernizacji. W naszym kwestionariuszu SLD stwierdza dodatkowo, że nowe budynki powinny powstawać w “standardzie prawdziwie zeroenergetycznym”.

SPRAWIEDLIWA TRANSFORMACJA

W “Zielonym pakcie dla Polski” Lewica deklaruje, że “transformacja energetyczna nie może oznaczać biedy i bezrobocia.” Regiony węglowe mają stać się centrami technologicznymi rozwijającymi “zielone” technologie czy sztuczną inteligencję, co ma zapewnić setki nowych miejsc pracy. W programie Wiosny z wyborów do europarlamentu jest mowa o 200.000 nowych miejscach pracy w sektorze OZE oraz programach dostosowawczych dla górników i pracowników elektrowni. SLD w naszym kwestionariuszu dodaje, że sama transformacja jest tak potężną inwestycją, że miejsc do pracy będzie raczej nadmiar, nie tylko przy samych OZE, ale np. przy termomodernizacji budynków.

TRANSPORT

W kontekście walki ze zmianami klimatu i smogiem ważne jest upowszechnienie transportu publicznego i zmniejszenie ruchu samochodowego, zarówno w miastach jak i poza nimi. Ten drugi był w Polsce systematycznie zaniedbywany.

Lewica chce tę sytuację poprawić. „Kolej w każdym powiecie, autobus w każdej gminie” —  deklarują, dodając że pełną siatkę połączeń lokalnych we wszystkich gminach stworzą w ciągu sześciu lat. Jest to porównywalne z celem obecnym w programie PiS: maksymalnie 2 kilometry z każdej wsi od przystanku.

W odpowiedziach SLD na nasz kwestionariusz pojawia się też postulat walki z wycinaniem filtrów DPF przez zmiany regulacji czy transformacja systemu transportowego w miastach w kierunku czystych źródeł energii na wzór Kopenhagi.

LASY

Tu pojawiła się pewna nowość jeśli chodzi o postulaty w Polsce, czyli Pakiet dla Lasów i bardzo ambitny cel, żeby co najmniej 10% lasów było wolnych od ingerencji człowieka. Postulat zapewne został zaczerpnięty z Niemiec, gdzie to hasło robi wciąż niezłą karierę polityczną.

Pakiet dla Lasów jest częściowo zbieżny z propozycją Zielonych, czyli Cała Polska Pełna Parków Narodowych, którzy wołają o potrojenie wielkości parków narodowych w Polsce z 1% powierzchni Polski do 3% oraz do powiększenia obszarów Natura 2000 do 25% powierzchni kraju. Powiększenie terenów parków narodowych postulują też Konfederacja oraz Koalicja Obywatelska, chociaż brak tu konkretnych deklaracji, jeśli chodzi procentowe ilości / przyrosty.

Ewentualna wątpliwość wobec postulatu Lewicy może dotyczyć tego, że lasy to nie jedyne obszary zasługujące na ochronę i brak ingerencji ludzkiej (np. mokradła, bagna, jeziora, rzeki), tym niemniej sam cel jest ambitny i godny poparcia. Warto też dodać, że Lewica deklaruje przeznaczenie 20% przychodów z gospodarki leśnej na Fundusz Dzikiej Przyrody, która zajmie się zalesianiem nieużytków i odtwarzaniem mokradeł, więc ten temat nie został przez nich zignorowany.

PRAWA ZWIERZĄT

W tym temacie pojawiają się mocne deklaracje, zaczerpnięte zarówno z programu Wiosny jak i Razem.

Poza powołaniem urzędu Rzecznika Praw Zwierząt zadeklarowano zakaz wykorzystywania zwierząt w cyrku czy likwidację ferm futrzarskich.

Tu jednak uwadze większości mediów uszedł najbardziej ambitny z ekologicznych postulatów Lewicy: koniec z chowem klatkowym. De facto jest to zapowiedź wojny, a dotychczas polscy dziennikarze tego nie zauważyli. Byłby to największy samodzielny komitet w Polsce, który deklarował ten cel w historii polskich wyborów (wcześniej podobne postulaty głosili Zieloni, Razem czy Wiosna).

Dodajmy też, że Razem (a także np. europosłanka Wiosny Sylwia Spurek) zadeklarowało poparcie dla zakazu polowań na ptaki.

GOSPODARKA ODPADAMI

O gospodarce odpadami nie ma ani słowa ani w programie Lewicy, ani w programie Lewicy Razem z 2015, SLD z 2017, czy Wiosny z tego roku. Kwestia ta pojawia się w programie Razem z wyborów do Europarlamentu, z propozycjami finansowania badań nad technologiami przetwarzania odpadów, nałożenia opłat na produkcję i import plastiku czy zakazu prowadzenia tzw. otwartych wysypisk śmieci. Podczas kampanii europejskiej kandydaci Lewicy Razem opowiedzieli się za powrotem obowiązkowych zwrotnych opakowań szklanych. Temat śmieci, a konkretnie plastiku, podjęła też wtedy Wiosna. W przypadku polityków Sojuszu Lewicy Demokratycznej nie zaobserwowano większego zainteresowania tematem.

To jednak poprzednie wybory, a przy okazji tych wyraźne odniesienie się do kwestii odpadów byłoby wskazane, zwłaszcza w kontekście płonących wysypisk. Tutaj wyprzedza Lewicę nie tylko Koalicja Obywatelska, ale i PiS.

Trochę ratuje tutaj Lewicę SLD, które w naszym kwestionariuszu opowiada się za implementacją gospodarki o obiegu zamkniętym, rozwijając tę myśl następująco:

“Wprowadzane na rynek rzeczy powinny być trwałe, łatwe w naprawie i projektowane pod kątem odzysku surowców wtórnych. Będziemy redukować ilość odpadów, szczególnie tych najbardziej problematycznych, m.in. przez standaryzację opakowań, ich wielorazowość, opłaty za wprowadzanie opakowań na rynek i stosowanie zasady „zanieczyszczający płaci”. W tym kierunku idą działania na forum Unii Europejskiej. Będziemy je wspierać, stymulować i wdrażać na poziomie krajowym.”

PODSUMOWANIE

Lewica ma wiele sensownych ekologicznych postulatów. W niektórych kwestiach, na przykład jeśli chodzi o prawa zwierząt, wypadają one lepiej niż u innych komitetów. Niestety, w niektórych obszarach jest gorzej niż u konkurencji. Na przykład, i PSL chce osiągnąć 50% OZE o 5 lat wcześniej, a KO i PiS chce objąć znacznie więcej domów programem antysmogowym. Prawie zupełnie pominięta została także przez Lewicę kwestia śmieci. Do tego, we wspólnym programie dotyczącym energetyki znajdują się w najlepszym razie nieścisłości, w najgorszym – wewnętrzne sprzeczności. Natomiast zapewnienia partii składowych jak Razem czy SLD wypadają pod tym względem dużo lepiej. Lewica pozostaje więc dla ekowyborców propozycją wartą rozważenia, ale w zależności od tego, które kwestie uważamy za najważniejsze, może się okazać, że lepiej wybrać konkurencję.


4. EKOLOGIA W PROGRAMIE KONFEDERACJI

Program Konfederacji do sejmu i senatu RP został w końcu ogłoszony w sobotę 21 września 2019 roku. Jest dosyć krótki i zwięzły, a do tego konkretnych postulatów ekologicznych (czy też antyekologicznych) jest niewiele.

SMOG

W programie Konfederacji znajduje się hasło “czyste powietrze”, ale bez żadnych propozycji jak je osiągnąć. Z kolei osobny program Ruchu Narodowego stwierdza: “Do  tej pory nie powstała  żadna pogłębiona analiza,  która umożliwiłaby skuteczną  walkę z tym zjawiskiem. Decyzje samorządowców w tej materii podejmowane są na podstawie spekulacji.” Dlatego proponują jedynie przeprowadzenie tej analizy oraz zwiększenie lesistości kraju (gdzie walka ze smogiem jest jedną z motywacji). Nie wiemy, co RN ma tu na myśli, ze względu na brak pogłębionej analizy. Program ukazał się pod koniec 2016, kiedy na pewno wiedziano już, że problemem jest niska emisja, istniały też np. raporty o termomodernizacji.

Od czasu publikacji programu RN ukazało się sporo raportów na temat zanieczyszczenia powietrza, politycy tym bardziej nie mogą więc zasłaniać się brakiem wiedzy. Czy coś się zmieniło? Polski Alarm Smogowy i Dziennik Gazeta Prawna zorganizowały niedawno debatę o smogu z udziałem jednego z liderów Konfederacji, Krzysztofa Bosaka. Była to dobra okazja do przedstawienia swoich postulatów na ten temat. Bosak krytykował biurokrację w programie “Czyste powietrze” i w propozycjach swoich oponentów. Mówił też o tym, że wymiana pieców powinna się ludziom opłacać (finansowo i psychicznie – nie powinni “płacić” za wymianę piecy stresem związanym z biurokracją). Nie padły jednak żadne konkrety na temat tego, jak to osiągnąć. W odpowiedzi na pytanie Business Insider o pomysły na walkę ze smogiem padły słowa: “Żadne programy socjalne tutaj nie pomogą. Jeśli człowieka na coś nie stać, trzeba zmniejszyć opodatkowanie pracy, pozwolić mu się bogacić dzięki swojej pracy. Wtedy będzie miał środki na palenie w lepszy, wydajniejszy i bliższy środowisku sposób”. Nie spodziewamy się więc po Konfederacji działań systemowych w rodzaju dofinansowania do wymiany pieców czy termomodernizacji.

ENERGETYKA, ENERGIA JĄDROWA, KLIMAT

Zarówno w programie wyborczym, jak i np. w Latarniku Wyborczym, Konfederacja odrzuca całkowicie potrzebę odchodzenia od węgla, a ewentualne alternatywne źródła energii tłumaczy wyłącznie optymalizacją miksu energetycznego. Jako jedyny komitet nie wspomina o zmianach klimatu, tylko  kładzie nacisk na “bezpieczeństwo narodowe”.

W samym programie Konfederacji jest bardzo mało o energetyce i właściwie zapisy ograniczają się do zachwalania energii jądrowej oraz deklaracji odnośnie węgla. Jak piszą w programie: “Do ekologii podchodzimy ze zdrowym rozsądkiem, dlatego nie jesteśmy przeciwnikami produkcji energii z węgla, natomiast popieramy korzystanie z nowszych, bardziej efektywnych i czystszych technologii w energetyce.” W Latarniku Wyborczym pada za to stwierdzenie, że energia jądrowa jest najbardziej ekologicznym źródłem energii, aczkolwiek energia odnawialna nie jest odrzucana przez komitet. W “100 ustawach Mentzena” – zestawie ogłoszonych przez Konfederację projektów ustaw –  pada nawet propozycja zniesienia niesławnej PiS-owskiej “ustawy antywiatrakowej”, wprowadzającej bardzo restrykcyjne ograniczenia dotyczące lokalizacji elektrowni wiatrowych.

Niektóre wypowiedzi polityków Konfederacji mogą sugerować, że przynajmniej w części zdają oni sobie sprawę z powagi zmian klimatu, jednak w ogólnym rozrachunku partia wydaje się raczej negacjonistyczna. Na przykład we wspomnianej debacie o smogu Krzysztof Bosak przytomnie zauważył problem pozornej redukcji emisji CO2 przez przeniesienie przemysłu do innych krajów (tzw. carbon leakage). Bosakowi jednak służy to tylko i wyłącznie do krytyki unijnej polityki klimatycznej, która zdaniem cytowanych przez niego profesorów (bez podania nazwiska) doprowadzi, w kontekście całego świata, do wzrostu emisji (nie znamy żadnych badań potwierdzających tę tezę, a nawet jeśli jakaś pojedyncza praca istnieje, z pewnością nie jest to konsensus naukowy). Nie pada też żadna propozycja konstruktywnego rozwiązania tego problemu, tzn. rozwiązania nie ograniczającego się do zostania przy węglu (nota bene sama Unia próbuje zapobiegać temu efektowi dając szczególnie podatnym na niego sektorom więcej darmowych uprawnień do emisji). Dalej, w tej samej debacie, padają zdania o lewicowej “ideologii antywęglowej”. Z kolei program Ruchu Narodowego nazywa globalne ocieplenie “wątpliwą naukowo teorią”. O negacjonistycznych poglądach Janusza Korwin-Mikke nie musimy chyba nikogo przekonywać.

Ostatecznie, Konfederacja wyraźnie stwierdza, że ważniejsza od klimatu jest potrzeba ochrony polskich konsumentów przed rosnącymi cenami energii. Tym samym postuluje przeprowadzenie kampanii informacyjnej w Polsce odnośnie “wypowiedzenia tzw. pakietu klimatycznego Unii Europejskiej, nakładającego na naszą gospodarkę nieuzasadnione obciążenia finansowe i wymuszającego transformację w kierunku droższych źródeł energii”.

Trzeba tutaj wyraźnie podkreślić, że Konfederacja nie stawia żadnych celów klimatycznych i nawet nie wiadomo np. ile GW elektrowni jądrowych chcieliby postawić i w jakich terminach, ani też nie ma żadnych celów np. odnośnie odnawialnych źródeł energii.

TRANSPORT

Konfederacja zapowiada zniesienie akcyzy na paliwo i wydaje się stanowczo wspierać transport indywidualny. Radykalna obniżka cen paliwa do poziomu 3 złotych miałaby dać “naszej gospodarce nową energię”. Z racji tego, że należy coraz bardziej ograniczać nadmierne spalanie paliw kopalnych w transporcie, taki spadek cen paliw mógłby mieć katastrofalny wpływ na emisje gazów cieplarnianych w tym sektorze oraz doprowadzić do dalszego skokowego wzrostu ruchu samochodowego w Polsce, która już i tak jest przodującym krajem unijnym w ilości aut na 1000 mieszkańców.

We wspomnianej debacie na temat smogu Krzysztof Bosak był za rozwojem transportu publicznego, ale przeciwko utrudnieniom ruchu w centrum miast. Jako żart (mamy nadzieję) sugerował nawet że likwidacja miejsc parkingowych zwiększa smog, bo kierowcy dłużej jeżdżą szukając miejsc. Ale, poza wysokimi karami za wycinanie filtrów DPF, konkretne rozwiązania na redukcję smogu wywołanego przez transport nie padły. Pojawiły się za to słowa o tym, że lewica “wypowiada wojnę kierowcom”  i kieruje się “antysamochodową agendą”. Nie zapominajmy, że w skład Konfederacji wchodzi Partia Kierowców, której przedstawiciel na konwencji programowej wprost mówił o walce z aktywistami miejskimi i „ekoterrorystami” 

OCHRONA PRZYRODY

Tu światełko w tunelu programu Konfederacji. Jednym z pięciu haseł komitetu jest bowiem zdrowe życie, a w tym temacie (obok oczywiście “ochrony życia”) pojawiają się postulaty: czyste powietrze, ochrona lasów i zdrowa żywność. Jak piszą: “Dobrze pojęta ochrona przyrody nie ma barwy politycznej (…) Szczególnie ważna jest ochrona dziedzictwa narodowego – nie tylko w kulturowym, ale też w przyrodniczym oraz krajobrazowym wymiarze.” Z konkretnych informacji programowych pojawia się jednak tylko postulat całkowitego zakazu importu śmieci do Polski.

Więcej postulatów ekologicznych pojawia się za to w programie Ruchu Narodowego. Postulują tam m.in. zalesianie nieużytków, zwiększanie lesistości Polski, inwentaryzację gatunków dzikich zwierząt, zaostrzenie kar za kłusownictwo, czy powołanie niezależnej państwowej agencji ds. ochrony przyrody.

Ale na tym koniec optymistycznych wieści. Pół “ekologicznego” rozdziału programu Konfederacji poświęcone jest krytyce wspomnianego wyżej paktu klimatycznego, a Ruch Narodowy w swoim programie pisze, że “…nie możemy przy tym pozwolić by błędnie postrzegany, przesadny „ekologizm” blokował wzrost gospodarczy kraju”. Z kolei wśród “100 ustaw Mentzena” tylko dwie dotyczą w jakiś sposób środowiska. Jedna to wspomniane zniesienie ustawy anty wiatrakowej, druga…to zniesienie regulacji dotyczących wycinki drzew na posesjach.

PODSUMOWANIE

Dla osób, którym bliska jest tematyka klimatyczna i ekologiczna, Konfederacja zdecydowanie nie jest dobrym wyborem. Sama obecność tematyki ekologicznej w programie komitetu świadczy o tym, że troska o środowisko może być motywowana konserwatywnymi wartościami – niestety jednak tej troski jest za mało. Konfederacja nie odpowiada adekwatnie ani na problem smogu, ani na zmiany klimatu, stwarzając tym samym zagrożenie dla polskich ekosystemów oraz życia i zdrowia Polaków w przyszłości.


5. EKOLOGIA W PROGRAMIE POLSKIEGO STRONNICTWA LUDOWEGO

Zielona koniczynka czyli Polskie Stronnictwo Ludowe próbuje się unowocześniać, a zarazem przemawiać dalej do tradycyjnego elektoratu wiejskiego. Widać to wyraźnie w programie wyborczym ogłoszonym 7 września przez prezesa PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza na konwencji w Sandomierzu.

Aspekty transformacji wypadły szczególnie przekonująco, a zielona energia została przez Kosiniaka-Kamysza określona „kołem zamachowym polskiej gospodarki”. Sama konwencja została nieco przyćmiona przez Prawo i Sprawiedliwość, ale program Polskiego Stronnictwa Ludowego wart jest uwagi, jeśli chodzi o ekologię.

Tu ocena będzie mieszana, bo w paru punktach jest to program mocny, także z racji wiarygodności: ewidentnie czuć, że postulaty są kierowane do wiejskiego i małomiasteczkowego elektoratu oraz do problemów, z którymi muszą się mierzyć. Pojawiają się też ciekawe nowe postulaty, których nie spotkaliśmy w żadnym innym programie wyborczym, jak np. ponadregionalna sieć tras rowerowych. Jednak wielce wymowne są te tematy, których Polskie Stronnictwo Ludowe w swoim programie pominęło milczeniem.

CZEGO NIE MA W PROGRAMIE POLSKIEGO STRONNICTWA LUDOWEGO?

Tu wielu ekowyborcom może się zapalić czerwona lampka, dlatego napiszmy o tym najpierw. Czego nie ma w programie PSL? Nie ma nic o prawach zwierząt, ochronie lasów, czy ochronie wód i rzek. Pojawia się za to zapis o rekompensatach za straty łowieckie, więc PSL jak najbardziej pozostaje partią myśliwych.

POLITYKA KLIMATYCZNA – ENERGETYKA

Przypominamy: świat musi zredukować emisje wobec 2010 roku o 45% do 2030 roku (do 2050 roku mamy osiągnąć zeroemisyjność), jeśli mamy spełnić cele klimatyczne założone w raporcie IPCC z 2018 roku. Niestety, od 2010 emisje w Polsce prawie się nie zmieniły. Ponieważ energetyka to największe źródło emisji większość uwagi w kontekście walki ze zmianami klimatycznymi skupia się właśnie na tym aspekcie transformacji.

Pod tym względem trzeba napisać wprost: program energetyczny Polskiego Stronnictwa Ludowego jest w bliskiej perspektywie najambitniejszy ze wszystkich pięciu komitetów, a do tego najbardziej spójny, wiarygodny i można uznać, że jako jedyny, spełnia w zakresie energetyki cele klimatyczne IPCC na 2030 rok. Choć dla purystów mogą się pojawić zgrzyty, bo Polskie Stronnictwo Ludowe zapowiada stabilizowanie energetyki odnawialnej gazem, w tym ziemnym. Ponadto, po 2030 nie będzie aż tak różowo.

Ciekawostką jest, że w programie Polskiego Stronnictwa Ludowego pojawiły się odniesienia do bieżących wydarzeń jak pożary w Syberii i w Amazonii i pada nawet takie stwierdzenie: „Musimy zastanowić się, w jakim świecie żyć będą nasze dzieci i wnuki oraz co zrobić, aby ten świat nie był gorszy niż ten, który my zastaliśmy?”. Odnośnie Amazonii jest nawet konkret – PSL chciałoby wypowiedzenia umowy UE-Mercosur, w uzasadnieniu pisząc: “Wejście w życie tej umowy godzi nie tylko w rolnictwo krajów UE – takich jak Polska, ale przyniesie dalekosiężne, dewastacyjne skutki dla klimatu na świecie, bo wypalanie Amazonii to nic innego niż pozyskiwanie terenów pod uprawę soi, kukurydzy oraz wypas bydła.”

W kontekście energetyki PSL zakłada najszybsze tempo transformacji, czyli min. 50% OZE do 2030 roku (wobec min. 33% Koalicji Obywatelskiej, ok. 27% Prawa i Sprawiedliwości czy min. 50% OZE, ale dopiero w 2035 roku u Lewicy). Nie ma co prawda terminu odejścia od węgla ani pełnego planu dekarbonizacyjnego, jest za to deklaracja, że z węglem trzeba skończyć.Program nie opisuje niestety tego, jak energetyka ma wyglądać później. Dostaliśmy jednak częściowe odpowiedzi partii na nasz kwestionariusz (choć ze względu na niejasności i brak odpowiedzi na niektóre pytanie nie został on jeszcze przez nas opublikowany). Tutaj miks energetyczny na 2035 ma wyglądać następująco: 30% węgla, 55% OZE, 15% gaz,

Energia jądrowa 0%. Na 2050 przewidują 10% energii z węgla, 70% z OZE i 20% z gazu. Widać więc że tempo rozbudowy OZE ma spaść po 2030. Co więcej, nie ma co liczyć nie tylko na neutralność klimatyczną w 2050, ale i na odejście od węgla w tym terminie. Troszkę bardziej optymistyczna jest tu wypowiedź posłanki Urszuli Pasławskiej w jednej z debat, która podaje 2050 rok jako realistyczną datę odejścia od węgla – choć jednocześnie uznaje wcześniejszy termin za nierealistyczny, gdyż przedwczesne zamykanie nowo wybudowanych bloków węglowych byłoby niegospodarne.

Skąd uzyskać te 50% OZE w 2030? Po pierwsze PSL stawia na energię ze słońca i wiatru – tu warto podkreślić zamiar wybudowania 14 GW elektrowni wiatrowych na morzu, skąd Polska czerpałaby nawet 20% energii elektrycznej. Z mniej oczywistych inwestycji pojawiają się w programie biogazownie i elektrownie wodne. To ostatnie źródło energii wzbudza jednak wątpliwości, bo zamierzają w tym celu zrealizować program budowy zbiorników dużej i średniej retencji, a to z kolei wzbudza spore zastrzeżenia co do ekologiczności takich inwestycji, chociażby ze strony Koalicji Ratujmy Rzeki.

Jak też wspominano PSL zamierza bloki węglowe zastępować blokami gazowymi. To w teorii powinno też zmniejszyć emisje, gdyż spalanie gazu jest ok. dwukrotnie mniej emisyjne niż produkcja energii z węgla, jednakże w ostatnim czasu pojawiły się też opracowania naukowe wskazujące, że wycieki metanu (licząc na tonę znacznie silniejszego gazu cieplarnianego niż dwutlenek węgla) podczas pozyskiwania i transportu gaz ziemnego są znacznie większe niż zakładano.

Warto ponadto zaznaczyć zamiar rozwoju i rozbudowy sieci przesyłowej (czyli ten wątek pojawił się we wszystkich trzech głównych partiach opozycyjnych), masowej rozbudowy fotowoltaiki na budynkach administracji publicznej oraz cofnięcie ustawy antywiatrakowej (na rzecz uzależnienia budowy wiatraków od zgody lokalnej społeczności)

Nie ma w programie wzmianki o energii jądrowej, jednak zgodnie z odpowiedziami na nasz kwestionariusz, wypowiedzią posłanki Pasławskiej, oraz Latarnikiem Wyborczym, PSL deklaruje się przeciw energii jądrowej

Na koniec dodajmy, że ekowyborcy mogą patrzeć z podejrzeniem na koalicjantów PSL – polityków Kukiz’15. W programie ruchu z 2015 mamy fragment odnoszący się sceptycznie nie tylko do polityki UE, ale do samego konsensusu naukowego na temat zmian klimatu: “Polityka  energetyczno-klimatyczna Unii Europejskiej to  czysto ideologiczny projekt, dla którego nie ma  żadnego sensownego naukowego, ekonomicznego ani politycznego  uzasadnienia. Nawet jeśli przyjęlibyśmy teorię ludzkiego wpływu na niekorzystne zmiany w  atmosferze, akceptacja jednostronnej polityki przez UE, przy sprzeciwie państw Azji i Ameryki, stanowi przejaw ideologicznego zacietrzewienia i tendencji do gospodarczego samobójstwa.” Teraz jednak najwyraźniej nie przeszkadza im ambitny cel 50% OZE do 2030. Dokument programowy jest programem Koalicji Polskiej – a więc PSL i koalicjantów. W grafice z twittera PSL o “porozumieniu programowym” pod najważniejszymi postulatami (w tym właśnie 50% OZE do 2035) pod spodem widnieją loga zarówno PSL jak i Kukiz’15. Na mediach społecznościowych polityków Kukiz’15 nie znaleźliśmy w ostatnim czasie żadnych negacjonistycznych treści. Wygląda więc na to że porzucili tamte poglądy, przynajmniej na czas wyborów.

SUSZA I RZEKI

W kontekście suszy w programie PSL są głównie zapisy odnośnie chronienia interesów rolników, czyli fundusz klęskowy czy mała retencja z myślą o potrzebach wsi.

Odnośnie rzek pojawiają się tylko postulaty martwiące, czyli rozbudowy średniej i dużej retencji na potrzeby energetyki wodnej. Negatywne opinie środowisk ekologicznych i naukowych na ten temat można poczytać chociażby na stronie Koalicji Ratujmy Rzeki.

SMOG, ENERGOOSZCZĘDNOŚĆ, PROSUMENCKOŚĆ

W kontekście pieców i kotłów brakuje trochę konkretów odnośnie celów. O ile Koalicja Obywatelska obiecała wycofać piece węglowe do 2030 roku, a Lewica wymianę 2 milionów pieców do 2035 roku, PSL zapowiada tylko zakaz instalacji pieców nie spełniających norm ochrony środowiska. Warto tu jednak dodać zapowiedź dofinansowania zakupów pieców w wysokości 75-100%. Nie ma jednak w programie nic o pompach ciepła czy termomodernizacji.

Mocnym zapisem jest obietnica, że od 2025 roku wszystkie nowo budowane domy muszą być nie gorsze niż w standardzie domów pasywnych, co ma ogromne znaczenie, jeśli chodzi o energooszczędność budynków (redukcja poboru energii na ogrzewanie nawet ponad 90%).

Dodatkowymi antysmogowymi postulatami wymienionymi przez kandydatów PSL podczas debat są: zakaz importu samochodów nie spełniających norm zanieczyszczeń oraz możliwość wprowadzenia strefy czystego transportu we wszystkich miastach (nie tylko tych powyżej 100 tys. mieszkańców jak teraz).

W kontekście prosumentów PSL zapowiada przywrócenie stałych taryf dla OZE i 8% VAT na wszelkie rozwiązania w tym zakresie. Pojawiły się do tego zapisy o ułatwieniu odsprzedaży międzysąsiedzkiej energii.

ROLNICTWO

Czytając program rolniczy uderza, jak bardzo Koalicja Obywatelska (w tym nawet Zieloni) czy Lewicy zaniedbały ten temat, a Polskie Stronnictwo Ludowe skrzętnie to wykorzystało.

Postulatów nie ma wiele, ale w kontekście chociażby bioróżnorodności czy roli rolnictwa w zakresie walki ze zmianami klimatycznymi są one jak najbardziej słuszne:

  • Wprowadzenie 0% VAT na „tradycyjną żywność” (zastanawia jednak unikanie tu zwrotu „ekologiczna”).
  • Zielone Targi w każdej gminie – umożliwiające sprzedaż lokalnej żywności bez opłat.
  • Wsparcie polskich ras zachowawczych jako alternatywy dla żywności masowej.
TRANSPORT

Tu poza obietnicą rozbudowy i przywrócenia lokalnych połączeń zbiorowych (obecne też w programie KO, Lewicy i PiS) pojawia się postulat budowy rozległej sieci tras rowerowych połączonych na poziomie regionalnym i ponadregionalnym. Do tego zapowiedziany jest obowiązek budowy chodnika i trasy rowerowej przy każdej budowie czy modernizacji dróg wojewódzkiej, powiatowej i gminnej.

Podobnie jak Koalicja Europejska, PSL chciałoby również inwestować w wodór jako paliwo przyszłości. Jednak, inaczej niż w propozycji Koalicji, wodór produkowany ma być z gazu koksowniczego – produktu ubocznego przy produkcji koksu. Ma być go pod dostatkiem, bo PSL chce wspierać polski przemysł koksowniczy i otwierać nowe kopalnie węgla koksowniczego. To jednak należy oddzielić od węgla używanego w energetyce, bo koks jest wykorzystywany przy produkcji stali i choć da się go zastąpić wodorem (z odnawialnych źródeł) redukując tym samym emisje CO2, to na razie dopiero powstają pierwsze takie instalacje. W propozycji PSL, wodór z gazu koksowniczego miałby posłużyć między innymi do napędzania transportu publicznego w aglomeracji Górnośląsko-Zagłębiowskiej.

GOSPODARKA ODPADAMI

Problem śmieci nie został w ogóle poruszony w programie. W naszym kwestionariuszu partia dodaje tylko, że chce wprowadzić zakaz importu śmieci z zagranicy.

PODSUMOWANIE

W niektórych obszarach program PSL jest najbardziej ambitny ze wszystkich komitetów. Tak jest na przykład z polityką klimatyczną w krótkim okresie. Zaletą jest też spójność – nie spotkaliśmy się w jego przypadku z zapisami zdającymi się zaprzeczać sobie nawzajem, jak w przypadku Lewicy i Koalicji Europejskiej. Niestety jednak wiele jest obszarów w których inne komitety mają lepsze lub bardziej konkretne programy (np. polityka klimatyczna w długim okresie czasu, śmieci, walka ze smogiem). Niektóre, tak jak np. prawa zwierząt, nie zostały poruszone w ogóle. Mamy więc sporo zastrzeżeń, ale nie możemy jednoznacznie odradzić głosowania na tę partię.

Opracowanie: Ekowyborca 
Alicja Barcikowska, Błażej Jaworowski, Przemysław Stępień.


Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.
Zmiany klimatu niosą dla Polski coraz wyższe ryzyko długich okresów suszy i nagłych wezbrań rzek. Z tego powodu konieczne staje się poszukiwanie nowych rozwiązań w dziedzinie gospodarowania zasobami wodnymi, które pozwolą skutecznie ochronić ludzi przed skutkami powodzi i suszy, rozsądnym kosztem i bez powodowania szkód w przyrodzie.

Rozwiązania wykorzystujące naturalne zjawiska i procesy przyrodnicze (nature-based solutions) są coraz częściej postrzegane jako optymalnie łączące skuteczność, efektywność kosztową  i pozytywny wpływ na przyrodę. Działania takie jak renaturyzacja rzek i potoków czy przywracanie mokradeł umożliwiają zatrzymywanie wód opadowych w górnych częściach zlewni, ograniczając ryzyko niszczycielskich wezbrań i powodzi na głównych rzekach. Pozwalają także wykorzystać zdolności retencyjne dolin rzecznych i bagien, znacznie przewyższające potencjalną pojemność sztucznej infrastruktury retencyjnej, umożliwiając odnawianie się zasobów wód podziemnych i zapewniając dostępność wody pitnej oraz wody dla rolnictwa.

Działania te są również bardziej efektywne ekonomicznie – można dzięki nim osiągnąć odpowiedni poziom ochrony przeciwpowodziowej i skutecznie łagodzić skutki suszy dużo niższym kosztem niż w przypadku budowy infrastruktury hydrotechnicznej. Ich ogromną przewagą jest też korzystny wpływ na przyrodę – rozwiązania naturalne nie tylko nie wiążą się z degradacją przyrody, ale umożliwiają odtwarzanie ekosystemów rzecznych i bagiennych z ich bogactwem dzikiego życia.

Konferencja „Powódź i susza – jak chronić ludzi w zgodzie z naturą“,
21 i 22 marca 2019 r. we Wrocławiu.

Podczas wrocławskiej konferencji będzie można uzyskać odpowiedź na pytania o to, na czym polegają naturalne rozwiązania w obszarze ochrony przed skutkami powodzi i suszy, jak je projektować i wdrażać, i jakie będzie ich miejsce w negocjowanym właśnie przyszłym budżecie Unii Europejskiej. Konferencja jest adresowana przede wszystkim do przedstawicieli władz publicznych odpowiadających na różnych szczeblach za gospodarkę wodną oraz do wszystkich osób zainteresowanych tematyką gospodarki wodnej i ochrony wód.

* W pierwszym dniu wydarzenia zaplanowana jest serii mini-wykładów prezentujących obecny stan wiedzy naukowej na temat skutecznych sposobów ochrony przeciwpowodziowej i łagodzenia skutków suszy, a także dyskusja panelowa z udziałem przedstawicieli nauki oraz władz publicznych odpowiedzialnych za zarządzanie zasobami wodnymi w Polsce.

* W drugim dniu odbędą się warsztaty dla przedstawicieli władz samorządowych i instytucji odpowiedzialnych za zarządzanie zasobami wodnymi, obejmujące prezentację przykładów już wdrożonych rozwiązań oraz możliwości finansowania podobnych działań z funduszy unijnych w ramach przyszłego budżetu UE.

Szczegółowe informacje o konferencji oraz formularz rejestracyjny można znaleźć pod adresem: www.zielonasiec.pl/konferencja

Konferencja jest współorganizowana przez Przedstawicielstwo Regionalne Komisji Europejskiej we Wrocławiu, Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu oraz Związek Stowarzyszeń Polska Zielona Sieć.

Komentarze:

Jacek Wasik, dyrektor Przedstawicielstwa Regionalnego KE we Wrocławiu:

Polityka klimatyczna, obejmująca także adaptację do zmian klimatu, jest od dwóch dekad jednym z głównych priorytetów Unii Europejskiej. Innym ważnym priorytetem jest ochrona środowiska naturalnego, w tym bioróżnorodności, ekosystemów i wód. Chciałbym, by wrocławska konferencja stała się okazją do rozmowy o tym, jak można te dwa priorytety połączyć i wzmocnić, oraz o unijnym wsparciu działań w tym obszarze.

Prof. Bożena Ryszawska, Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu:

Uczelnia, na której pracuję, jest mocno zaangażowana w działania służące ograniczeniu emisji gazów cieplarnianych i ochronie klimatu. Nasze doświadczenia pokazują, że działanie na rzecz klimatu przynosi również wymierne ekonomiczne i społeczne korzyści ludziom. W obszarze adaptacji do zmian klimatu jest podobnie: działając w zgodzie z przyrodą, a nie przeciwko niej, można nie tylko skutecznie chronić ludzi przed skutkami powodzi i suszy, ale również poprawiać jakość środowiska, w którym żyją, oraz integrować i aktywizować lokalne społeczności.

Joanna Furmaga, prezes Związku Stowarzyszeń Polska Zielona Sieć:

Przebieg negocjacji przyszłego budżetu UE wskazuje, że po 2020 r. czeka nas przesunięcie akcentów w polityce spójności. Dostępnych będzie więcej środków unijnych na walkę ze zmianami klimatu i adaptację do nich, a jednocześnie preferowane będą działania sprzyjające przyrodzie, bez szkodliwego wpływu na środowisko. Naturalne rozwiązania w dziedzinie ochrony przeciwpowodziowej i łagodzenia skutków suszy doskonale się w to wpisują, dlatego warto zwrócić na nie uwagę.


Źródło: Informacja prasowa Polskiej Zielonej Sieci
www.zielonasiec.pl/konferencja

„ Zalany Białystok i ileś tam innych miast, miasteczek i wiosek. Wszędzie, gdzie pada trochę większy deszcz, ten sam scenariusz – pięknie wybetonowane place, od ulic po fasady zabudowań, i przy dłuższym opadzie atmosferycznym każde obniżenie terenu zamienia się w jezioro, z infrastrukturą włącznie. A wszystkiemu winna WODA? GRAWITACJA? Nie, winien jest brak wyobraźni, wiedzy i zrozumienia Natury. Aby coś dobrze zaplanować, potrzeba wszystkich danych, a klimat i Natura są dość skomplikowane dla analityków. Jak widać.”

komentarz do filmu ukazującego podtopienia w Białymstoku w dniu 8.05.2017 (link)

Rzeka idealna w mieście już była. Przez wieki, od osad po miasta na terenie obecnej Polski, podobnie jak na całym świecie tysiące i setki lat wcześniej, zabudowa miała miejsce do granicy cyklicznych wezbrań. Fakt, były one zdecydowanie bardziej cykliczne niż obecnie, lecz tu już trzeba docenić ostatnie nieco ponad sto lat. Postęp w rozwoju technologii dał naszemu gatunkowi narzędzia, dzięki którym zaczęło się wielkie ujarzmienie Natury.

Przez ostatnie kilkanaście dekad człowiek, zachłyśnięty tymże postępem, utracił kontakt z rzeką i poczucie szacunku dla niej. Skrajnością było jej zamykanie w kanał lub w rurę na „wyższym” etapie rozwoju cywilizacji przemysłowej i miejskiej. Zmianie tej towarzyszyła agresja semantyczna wobec potoku czy strumienia. Tracił on swoją własną nazwę Struga, Biała czy Żywa na rzecz stygmatyzującej i swojskiej Ściek lub Smródka, czy bardziej inżyniersko – kanał A, B, C. To nieodległa przeszłość. W Chorzowie Rawę zakuto w rurę z fanfarami w 2010 r. Towarzyszyły temu tytuły: „Rawa w Chorzowie przykryta. Nareszcie przestanie śmierdzieć!”

Przygotowując te kilka słów refleksji o rzekach w mieście, natrafiliśmy na ciekawą prezentację „Rzeka w mieście” autorstwa dr hab. inż. arch. Anny Januchty-Szostak z TUP w Poznaniu*. Polecamy – zobaczycie zdjęcia z Chorzowa i nie tylko. Jest to bardzo solidne rozwinięcie inżyniersko-architektoniczne tematu wód w mieście z przykładami z Polski i świata. Czytelnikom zdolnym do odrobiny autokrytyki polecamy także pod rozwagę filmik: https://www.youtube.com/watch?v=UXdrKHo7Jpk  Pomijając sarkazm autora, ukazuje on gorzką prawdę. Już przy stosunkowo niewielkim deszczu oglądamy dziś efekty błędnej polityki zarządzania wodami realizowanej przez lata.

„Powódź jest dziełem człowieka”

Hasło takiej treści, z inicjatywy prezesa Fundacji Oławy i Nysy Kłodzkiej, zawisło w formie tablicy na wysokości ok 1,5 m na fasadzie jednej z kamienic przy ul. Traugutta po największej powodzi w historii Wrocławia w 1997r. To znak poziomu wielkiej wody, która płynęła wartkim nurtem między poniemieckimi kamienicami w lipcu pamiętnego roku. Mówiono wówczas, że to rzeka Oława, płynąca normalnie równolegle do tej ulicy około 100-200 metrów dalej, ale kilka metrów niżej, podniosła się te 1,5 m nad kostkę ulicy i popłynęła wartko jak górska rzeka (tak naprawdę Oławę i Odrę, a także inne dopływy połączyła skumulowana fala wezbraniowa, zalewając Wrocław i inne miejscowości wzdłuż Odry i zamieniając je w olbrzymie rozlewiska-poldery na polach, w lasach i na ulicach ). Hasło, niestety, niedługo wisiało – zbyt drażniło pewność siebie lobby hydrotechnicznego, które zaciągało właśnie, na nasz koszt, pierwszą wielomilionową pożyczkę z Banku Światowego na ochronę przeciwpowodziową Odry.

Kolejnym programem z kredytu BŚ była ochrona miasta Wrocławia i dwa zadania – Wrocławski Węzeł Wodny i Zbiornik Racibórz. Ostatnia, trzecia pożyczka przeciwpowodziowa z BŚ, w 2015 r., podpisana została tuż przed końcem kadencji poprzedniego rządu. O dziwo, tego pomysłu rządów PO-PSL obecny, tak alergicznie odnoszący się do większości dokonań poprzedników rząd PIS nie odrzuca, nie krytykuje. Wręcz odwrotnie, co do środków na przekształcenie rzek, to wykazuje zapał, by tamte plany wzmocnić, jeszcze bardziej wszystko wyprostować i zabetonować, a co większe rzeki zamienić w autostrady wodne.

Niezależni eksperci, organizacje pozarządowe, naukowcy i samorządowcy twierdzili od lat – i podtrzymują tę opinię – że to plany mylne, o szkodliwych, wręcz katastrofalnych skutkach społecznych, ekonomicznych i przyrodniczych. Ich zdaniem będą to najprawdopodobniej suche drogi wodne (małe ilości wody oraz ocieplenie klimatu), gdy tymczasem znacznie więcej towarów można skutecznie transportować już dziś koleją, wciąż nie wykorzystaną, choć ostatnio solidnie doinwestowaną **.

Oponenci rządowych planów twierdzą i mają rację, że stojące za tymi planami działania lobby hydrotechnicznego, również pod patronatem i na konto Banku Światowego, zwiększą zagrożenie powodziowe w kraju, szczególnie w miastach i miasteczkach, gdzie ludzie nadmiernie zbliżyli się do rzeki, ulegając iluzji bezpieczeństwa wywoływanej wałami przeciwpowodziowymi.

Koalicja Ratujmy Rzeki powstała jako wyraz sprzeciwu wobec kolejnej próby odkurzenia pomysłu rodem z epoki Gierka, zainspirowanego wówczas „geniuszem” mężów ze Wschodu (słabo widać zapamiętano zniszczenie przez system radziecki wielkiego Morza Aralskiego przez wpuszczenie rzek Amu-darii i Syr-darii w kanały na pustyni w celu nawodnienia pól dla uprawy bawełny). Tamte błędy da się jeszcze usprawiedliwić ówczesnym słabym rozumieniem złożoności funkcjonowania rzek. Dziś wiedza na ten temat jest powszechnie dostępna, zaś katastrofalne skutki wcześniejszej błędnej polityki wodnej wciąż dają o sobie znać suszami i powodziami. Co sądzić wobec tego o planach PiS skanalizowania głównych polskich rzek? Planach opartych na archaicznej, skompromitowanej naukowo i praktycznie wiedzy? Koalicja Ratujmy Rzeki  stawia sobie za cel uświadomienie opinii publicznej, do czego nieuchronnie doprowadzi kontynuacja źle rozumianego zarządzania wodami, i wyperswadowanie politykom  szkodliwego kierunku oraz pomoc w przekierowaniu planów rozwojowych: z prostowania i regulowania rzek i strumieni na konieczne działania na rzecz naprawy stanu ekologicznego rzek i ich dorzeczy – dla dobra całego społeczeństwa, od bezpieczeństwa po rozwój gospodarczy.

Prostowanie i regulowanie rzek i strumieni prowadzi do zwiększenia ryzyka powodzi szczególnie w miastach, bo tam tereny są najcenniejsze i już dawno – zgodnie z planami zagospodarowania przestrzennego albo bez nich – „wjechaliśmy” i nadal „wjeżdżamy” z zabudową na tereny zalewowe. Hasło „powódź jest dziełem człowieka” jest więc prawdziwe aż do bólu – bólu tysięcy ludzi dotkniętych tragedią powodzi. A pyszałkowaci decydenci lub zwykli hochsztaplerzy nadal sprzedają „ciemnemu ludowi” historię o tym, że Wrocław po programach Banku Światowego jest już bezpieczny.

Terapia kosztowna i…szkodliwa

Pani architekt z TUP w Poznaniu na kilku prostych rysunkach i schematach wyjaśnia, dlaczego sztuczne, inżynierskie zawężanie i profilowanie do kształtu trapezu koryt rzek oraz odcinanie zalewowych części dolin przez budowę obwałowań zwiększa zagrożenie powodziowe. Brawo! Ekolodzy nie są sami. Nie są od dawna. Istnieją odważni dysydenci, śledzący to, co się dzieje w świecie, i krytykujący od lat branżę zwartego hydrobetonu, w slangu nazywaną branżą „przerobu kasy”. Doświadczony hydrotechnik, dr Janusz Żelaziński, od lat alarmuje, pokazując swoje i innych wyliczenia naukowe, że realizowane u nas programy BŚ to nic innego niż wyciąganie naszych pieniędzy i działania nie przynoszące żadnego efektu poza… zwiększeniem zagrożenia powodziowego. Wielu naukowców przyrodników, na co dzień wykonujących badania naukowe na rzekach, twierdzi to samo, a nawet więcej: że nie ma dziś żadnych argumentów za tak wielkimi ingerencjami w rzeki – ani ekologicznych, ani przeciwpowodziowych, ani społecznych czy gospodarczych. Eksperci owi podpisali i skierowali w ubiegłym roku do szefa Banku Światowego i Komisji Europejskiej apel w tej sprawie pt. „Kosztowna iluzja żeglugi śródlądowej na polskich wodach”**. Na razie bez rezultatu, choć sprawa toczy się niemrawo w obu instytucjach.

Rola i miejsce rzek i potoków w mieście

Nie jest nią skrycie ich w kanałach i betonowych opaskach. Rzeki, naczynia krwionośne krajobrazu, obok odwiecznych funkcji ekologicznych, powinny tysiącom ludzi, mieszkańców przestrzeni nadrzecznych dawać miejsce na wypoczynek, szansę na kontakt z naturą. By część z nich, a może większość, nie musiała stać w korkach, aby wyjechać „do przyrody”, a inna część nie chciała się wyprowadzać z miast, nasilając problemy deaglomeracyjne. Doliny tych rzek powinny stanowić, m. in. na wzór Hamburga, łączące się elementy zielonej sieci miejskiej służącej do przemieszczania się pieszych i rowerzystów – miejsce stałego styku Natury z mieszkańcami obszarów zurbanizowanych. Miejsce, gdzie po pracy można wejść w upalny dzień do wody i się wykąpać, a w dzień wolny odbyć wycieczkę łódką bądź kajakiem na „majówkę” tuż za miasto. Te funkcje wód płynących są znacznie bardziej realne w niedalekiej przyszłości, i to bez kosztów. W przeciwieństwie do iluzji kosztownej żeglugi bez jakichkolwiek dowodów sensowności takiego przedsięwzięcia, za to z wielkim pakietem dowodów na nieuchronnie związane z realizacją tych planów straty.

Koalicja Ratujmy Rzeki i niżej podpisani nie są przeciw wykorzystywaniu rzek, szczególnie w miastach, do transportu ludzi i towarów. Taka jej rola od wieków. Jednak ta usługa naszych rzek ma swój naturalnie oferowany rozmiar i to statki powinno się do niego – tj. do stanu wód i głębokości rzeki – dostosować, absolutnie nie na odwrót. Dewastować rzeki do wymyślonych parametrów gigantycznych barek o zanurzeniu ponad 2,8 metra (zakładana przez rząd IV klasa żeglowności)! To już było i się skończyło w XX w.

Eksperci, także hydrotechnicy z zakresu ekologii wód, których w Koalicji nie brak, są w stanie wskazać ścieżkę odzyskania żeglowności naszych głównych rzek, gdyż zarówno Wisła, jak i Odra żeglowne były jeszcze kilka dekad temu. Były żeglowne w zakresie, jakim naturalnie dysponują od kilku tysięcy lat przez znaczną część każdego roku. Odzyskanie takiego zakresu, a nie kanalizacja mogłyby być celem niejednostronnej polityki wodnej. Zarówno dla bezpieczeństwa, jak i rozwoju, rzeczywiście zrównoważonego.

Wrocław bezpieczną Zieloną Stolicą Europy?

Co się dzieje w naszym Wrocławiu, ostatnio aspirującym do miana stolicy Europy, i to „zielonej”? Złośliwie powinniśmy napisać: niech władze uporają się ze smogiem, to dużo prostsze niż „ujarzmienie Odry”.

Spoglądając na blisko 30 lat gospodarki wodnej po upadku PRL, moglibyśmy powiedzieć: mamy dużo czystszą Odrę. Można łowić ryby, które nie śmierdzą fenolem, pojawiają się gigantyczne sumy, szczupaki, nawet pojedyncze egzemplarze łososi i jesiotrów. Żegluga turystyczna kwitnie. Z daleka pewnie tak to wygląda. Z bliska jednak co rusz ludzie wskazują na spuszczanie ścieków bytowych do kanalizacji ogólnospławnej, na zabijanie życia w małych rzeczkach i strumieniach, dziś coraz bardziej przypominających kanały, na terenie miasta oraz poza nim. Udało się odbudować wały i ścieżki rowerowe na nich, mamy dużo dębów, cenny spadek po Niemcach.

Jednak Wrocławski Węzeł Wodny (WWW) to przykład mało „zielony” – dominuje w nim kosztowne zabetonowanie i zapalowanie nabrzeży i kanałów miasta. Całkowicie inaczej „zazielenia się” dzisiaj przestrzeń nadbrzeżną w innych krajach EU. Opierając się na opiniach niezależnych ekspertów, pierwszy krok odnośnie Odry we Wrocławiu powinien być kontrolą i oceną sensowności tej „twórczości”, a nie jej powielaniem na całej długości tej wciąż jeszcze poza miastem pięknej i zbliżonej do naturalnej rzeki. Objąć ona winna, jak twierdzi część naszych ekspertów, przecenianą rolę Zbiornika Racibórz, który ma jakoby obniżać falę powodziową we Wrocławiu o ponad 800 m3/s, co nawet laikowi wydaje się nieprawdopodobne (niekwestionowany raczej kanał ulgi wzdłuż rzeki Widawy ma dać efekt „tylko” 300 m3/s).

Kanały ulgi w miastach mają sens

Żeby nie było, że tylko krytykujemy, są pewnie fragmenty inwestycji w ramach WWW, które pozwalają spojrzeć trochę bardziej optymistycznie. To też może być wzór dla innych miast sensownie łączących sztukę inżynierską z wymogami przyrodniczymi, i to w kluczowej kwestii poprawy bezpieczeństwa powodziowego. W cywilizowanym świecie już od dawna wiadomo, że trzeba łączyć oddawanie przestrzeni rzekom, korzystne przyrodniczo, z odtwarzaniem terenów zalewowych – stąd coraz liczniejsze w Europie i USA programy renaturyzacji rzek (a nie ich prostowania, regulacji oraz zabudowy dolin).

Umiarkowanie pochwalimy fragment inwestycji WWW związany z uczynieniem z rzeki Widawy w mieście – kanału ulgi. W założeniach ma ona/on przepuścić 300 m3 /s szczytowej fali powodziowej, np. takiej jak podczas powodzi z 1997r. Nie wszystkim spodobała się wycinka starych dębów przy tej okazji. Poruszeni działacze lokalnej Partii Zieloni i Eko-Unii oprotestowali to w mediach, doprowadzając do kontroli na miejscu inwestycji. Interwencja potwierdziła konieczność usunięcia części drzew w ciasnych i trudnych miejscach budowy – obwałowań, gdzie zabudowa zbliżyła się do rzeki Jednak inwestor czynił starania ochrony zieleni, gdzie to tylko możliwe. Ostały się stare dęby na międzywalu i zawalu oraz w skarpach wałów, gdzie tylko dało się to pogodzić z technologią budowy uszczelnień. Stoczyliśmy symboliczny bój o jeden stary dąb, który nam wskazał ekspert i który udało się ocalić.

Oddać rzekom ich przestrzeń, a retencji szansę na powstrzymanie wody

Tereny zurbanizowane skutecznie chronić da się przede wszystkim w górze zlewni rzek, nad którymi leżą, wracając do równowagi i odtwarzając naturalne możliwości retencji całych zlewni. Część działań musi mieć charakter techniczny, jak zbiorniki suche, poldery zalewowe, kanały ulgi. Budowle takie winny jednak w maksymalnym stopniu uwzględniać wszystkie niesione zagrożenia. Szkoda, że w Polsce wciąż inwestycje te nie są dość dobrze rozpoznane w zakresie oddziaływania na środowisko, jak jest w Europie już od lat.

Odtworzenie dostatecznie rozległej przestrzeni zalewowej w dolinach rzek, odtwarzanie zbliżonych do naturalnych, zróżnicowanych morfologicznie koryt wraz z odtworzeniem naturalnej retencji w zlewni to dziś powszechny sposób na redukcję ryzyka powodziowego. W miastach obszary takie aranżowane są jako miejsce rekreacji, spotkania człowieka z Przyrodą, bez zabudowy podatnej na szkody przy zalaniu. Poza miastami rzekom oddawane powinny być znacznie większe części dolin, dla ochrony miast właśnie. Prosty rachunek dowodzi, że taniej zapłacić rolnikowi za zalane uprawy, niż naprawić zalane miasto. W zlewniach motto dzisiejszej gospodarki wodnej powinno brzmieć: „Zostaw deszcz tam, gdzie spadł”. Wodzie trzeba pozwolić wsiąkać, gdzie tylko może, gdyż w gruncie płynie 20 razy wolniej niż po powierzchni, zwłaszcza betonowej. Chodzi tu o filozofię retencjonowania i powstrzymywania spływu wody w każdym miejscu zlewni – również, a być może szczególnie w mieście, które dziś jest zabetonowywane i w którym mogą występować lokalne powodzie taką gospodarką spowodowane. Wrocław tu ma wiele do zrobienia i odrobienia. Patrząc na tereny nowo powstałych, ciekawych architektonicznie budynków np. w dawnym miejscu dworca PKS przy ul. Piłsudskiego, dominację deweloperów, niefrasobliwą wycinkę (grubo przed lex Szyszko) dziesiątków tysięcy starych drzew przy budowie WWW oraz mieszkań i biur, tysiące hektarów parkingów przy galeriach handlowych, dręczy nas pytanie, dlaczego tyle tu betonu i asfaltu, a tak mało zieleni? Kto podejmuje tak głupie decyzje? Przecież chyba niewiele droższy jest parking ażurowy, który żyje i zbiera wodę. Tańszy i piękniejszy jest teren zielony obejmujący na przykład 80 % publicznej nieruchomości przed Dworcem Głównym, a 20 % terenu utwardzonego, a nie odwrotnie. Zielona Stolica Europy – winna zatrudnić zielonych architektów i urzędników…

W zarządzaniu wodami inżynierowie potrzebują współpracy fachowców z wielu branż. Tylko interdyscyplinarne zespoły mają szansę na wystarczająco przemyślane rozwiązania. Ta oczywista prawda u nas jednak nie przyjmuje się łatwo. Tak na marginesie, jest to nasz główny zarzut wobec skądinąd dobrej i ciekawej prezentacji pani inż. architekt Januchty-Szostak. Przywoływane przez nią przykłady rewitalizacji rzek w miastach są wciąż bardzo techniczne: betony, murki, schodki na skarpach brzegowych. Widać, jak bardzo brakowało tam przyrodników. Zwracamy się do rzeki – pięknie, ale nowa wizja tej rzeki w mieście nie dopuszcza lub dopuszcza zbyt rzadko jej naturalny, dziki charakter, odtworzenie lasu łęgowego, łąki zalewowej, gdzie tylko jest na to dość miejsca. Pojawia się jednak pytanie, czy renaturyzacja nie powinna dotyczyć przede wszystkim wyprostowanych odcinków rzek i strumieni poza miastami czy wsiami. To właśnie są obszary realnego podniesienia bezpieczeństwa powodziowego miast, a przy okazji szansa odtworzenia ekosystemów, przywrócenia „dobrego stanu wód”, o którym mówi Ramowa Dyrektywa Wodna, nierozumiana chyba w Polsce przez administracje wodną.

Czy zatem na pewno renaturyzować w mieście? A dlaczego nie? To jest dziś możliwe i inż. architekt Januchta- Szostak podaje takie przykłady! Jak fajnie, że coś takiego jest już zrobione! Np. rewitalizacja rzeki Ślepiotki ( jaka piękna nazwa!) w Katowicach czy potoku Młyński w Chrudim w Czechach.

Jakość życia w mieście to nie beton, a tereny zielone, rzeki i potoki, tam, gdzie można – zbliżone do naturalnych. Kontrolowany i mądry powrót człowieka nad rzekę i w jej dolinę.

Radosław Gawlik, Stowarzyszenie EKO-UNIA, Partia Zieloni,
Artur Furdyna, Towarzystwo Miłośników Iny i Gownienicy,  Koalicja Ratujmy Rzeki

Przypisy:

*R Z E K A W M I E Ś C I E, 09.09.2013, TUP POZNAŃ, dr hab. inż. arch.

Anna Januchta–Szostak , http://tup.poznan.pl/uploads/Rzeka%20w%20miescie%20-%20wersja%20online.pdf

** Apel „Kosztowna iluzja żeglugi śródlądowej na polskich wodach” http://eko-unia.org.pl/2016/08/09/kosztowana-iluzja-zeglugi-srodladowej-na-polskich-wodach/

Światowy Program Żywnościowy (World Food Programme – WFP) ostrzega, że susza spowodowana niezwykłym zachowaniem El Nino, zjawiska pogodowego, odpowiedzialnego za klimat w strefie równikowej, może mieć bardzo poważne skutki. W tym roku przyniósł on znacznie mniej opadów deszczu w Afryce, co spowodowało największą od trzydziestu pięciu lat suszę.

Poszkodowanych przez nią ma być aż 49 milionów ludzi, głównie z Zambii, Suazi, Lesotho i Zimbabwe, gdzie zbiory opóźnione mogą być nawet o dwa miesiące. Drastycznie spadły plony kukurydzy, podstawowego zboża uprawianego w tych krajach. W Mozambiku ceny kukurydzy wzrosły o połowę, a w Malawi o prawie trzy czwarte. Może to spowodować exodus części mieszkańców tych krajów na północ i południe kontynentu, oraz do Europy.

Klimatolodzy są zdania, że zmiana w El Nino jest efektem zmian klimatycznych i w kolejnych latach takich sytuacji należy spodziewać się częściej.

Dodał: Łukasz Markuszewski