W styczniu 2025 roku, po kilku latach przygotowań, udało się zarejestrować Stowarzyszenie Sieć Kooperatyw Spożywczych (SKS). Dalekosiężnym celem inicjatywy jest wzmocnienie idei kooperatyzmu spożywczego w Polsce w porozumieniu wszystkich zainteresowanych stron: kooperatyw spożywczych, rolniczek_ków i samorządów poprzez wzmacnianie współpracy między kooperatywami i integrowanie ich z dostawcami_czyniami, wypracowanie rozwiązań służących kooperatywom i ułatwiającym ich funkcjonowanie oraz reprezentowanie środowiska w Polsce i na świecie.
Ile kooperatyw działa w Polsce?
Trudno powiedzieć dokładnie, ile kooperatyw funkcjonuje obecnie w Polsce, większość z nich bowiem to nieformalne, oddolne ruchy. Szacuje się, że jest ich w całym kraju około 50, głównie w dużych miastach, istnieją jednak także mniejsze, zwykle kilkunasto-kilkudziesięcioosobowe grupy. Zaopatrują maksymalnie 5000 osób w Polsce. Są to dane szacunkowe i wymagające dalszych aktualizacji.
Wspólna definicja kooperatywy spożywczej
Zebrani w Warszawie w maju 2024 roku, członkowie polskich kooperatyw spożywczych wypracowali następującą definicję kooperatywy spożywczej:

Zdjęcie: Sieć Kooperatyw Spożywczych – SKS
Kooperatywa spożywcza jest autonomiczną społecznością solidarnie współpracujących ze sobą osób, która dąży do zaspokajania potrzeb związanych z dostępem do wysokiej jakości żywności i produktów wytwarzanych w sposób odpowiedzialny, zrównoważony i etyczny. Promuje suwerenność żywnościową, krótkie łańcuchy dostaw oraz rolnictwo wspierające różnorodność ekosystemów i żywności. Jej istnienie jest oparte na zaufaniu, samoorganizacji, współodpowiedzialności oraz wspólnej pracy, a także przekonaniu, że powszechny dostęp do lokalnej i dobrej żywności wysokiej jakości jest podstawowym prawem człowieka. Wszystkie należące do kooperatywy osoby mają równe prawa i obowiązki, w tym równy dostęp do sprawowanych funkcji, a także równe prawa w zakresie podejmowania decyzji. Członkostwo w niej jest dobrowolne i nieograniczone żadnymi dyskryminującymi warunkami. Każda osoba może założyć kooperatywę spożywczą i do niej należeć. Działalność kooperatywy spożywczej opiera się na trosce o wspólne dobro lokalnych społeczności oraz ich naturalne i kulturowe środowiska, a nie dążeniu do maksymalizacji zysku.
Cele strategiczne i priorytetowe działania SKS
Przyjęcie tej definicji stało się punktem wyjścia do opracowania celów strategicznych i priorytetowych działań Sieci Kooperatyw Spożywczych. Wśród nich wymienić można następujące:
-
doradztwo administracyjne, finansowe dla kooperatyw,
-
animowanie wymiany doświadczeń i integracji między kooperatywami,
-
wsparcie w zakładaniu nowych kooperatyw,
-
opracowywanie badań, analiz, rozwiązań – parasol działa m.in. jako think tank,
-
nawiązywanie partnerstwa z samorządami, instytucjami, dołączanie do istniejących ciał doradczych,
-
rzecznictwo na rzecz tworzenia/dopasowywania przepisów tak, aby uwzględniały specyfikę kooperatyw jako organizacji i dystrybutorów żywności,
-
wsparcie kooperatyw w prowadzeniu działań edukacyjnych, czyli opracowywanie materiałów edukacyjnych i scenariuszy zajęć oraz szkolenie szkolących na temat kooperatyw.
Inspiracje historyczne
Mamy nadzieję, że tak samo jak przed stu laty, gdy powołano instytucję parasolową dla spółdzielni, słynne Społem (w 1904 r.), która stała się katalizatorem dynamicznego rozwoju spółdzielczości, SKS umożliwi rozwój ruchu kooperatystycznego w Polsce.
Pierwsze działania i plany na przyszłość
Za nami pierwsze walne zebranie SKS dla istniejących już kooperatyw (online), a także dwa cykle szkoleń trenerskich oraz pierwsze warsztaty w terenie, promujące kooperatywy i ich wartości. Przed nami jesienny zjazd w Ekologicznym Uniwersytecie Ludowym w Grzybowie, gdzie mamy nadzieję jeszcze lepiej się zintegrować i wypracować szczegółowy plan działań dla SKS na najbliższe lata.
Gdzie szukać informacji?
Po więcej informacji, zapraszamy:
siec-kooperatyw.pl
www.facebook.com/SiecKooperatywSpozywczychSKS
www.instagram.com/siec_kooperatyw_spozywczych

Zdjęcie: Sieć Kooperatyw Spożywczych – SKS
W Minikowie, niewielkiej miejscowości położonej w sercu Kujaw i Pomorza, odbyło się wydarzenie, które może na trwałe zmienić krajobraz polskiej energetyki. To właśnie tutaj, w gościnnych murach Kujawsko-Pomorskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego, powstał Krajowy Związek Rewizyjny Spółdzielni Energetycznych. W piątkowe przedpołudnie, 4 lipca, delegaci z czternastu spółdzielni energetycznych z różnych regionów Polski spotkali się, by wspólnie zainicjować nowy ruch, który ma być odpowiedzią na wyzwania współczesnego rynku energii.
Już od pierwszych chwil spotkania czuć było atmosferę zaangażowania i poczucie misji. Przybyli tu nie tylko przedstawiciele spółdzielni, ale także goście reprezentujący Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Krajową Radę Spółdzielczą, Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa oraz branżę ubezpieczeniową, od lat związaną z polską spółdzielczością. Ich obecność podkreślała wagę i ogólnopolski zasięg przedsięwzięcia.

Zdjęcie:Krajowy Związek Rewizyjny Spółdzielni Energetycznych
Odpowiedź na wyzwania rynku energii
Powstanie Związku Rewizyjnego nie jest dziełem przypadku. To świadoma reakcja na dynamiczne zmiany zachodzące w polskiej energetyce, rosnące ceny energii, niepewność regulacyjną oraz potrzebę budowania bezpieczeństwa i niezależności energetycznej na poziomie lokalnym. Spółdzielnie energetyczne, które jeszcze kilka lat temu były nowością, dziś stają się coraz ważniejszym graczem na rynku. Ich działalność opiera się na wspólnych inwestycjach w odnawialne źródła energii, produkcji i dzieleniu się prądem w ramach lokalnych społeczności, a także na demokratycznym zarządzaniu i reinwestowaniu zysków w rozwój wspólnoty.
W tym kontekście Związek Rewizyjny ma do odegrania kluczową rolę. Jego głównym zadaniem jest wsparcie spółdzielni w wypełnianiu obowiązków prawnych, przede wszystkim poprzez opracowanie wytycznych do lustracji, czyli kontroli działalności prowadzonej przez uprawnionych lustratorów. To szczególnie ważne w obliczu często zmieniających się przepisów i konieczności zachowania transparentności oraz zgodności z prawem.
Działania na rzecz ludzi i wspólnot
Nowo powstały Związek nie ogranicza się jednak do funkcji kontrolnych. Jego misją jest także edukacja, doradztwo i promocja idei spółdzielczości energetycznej. Organizowane będą szkolenia, warsztaty oraz indywidualne konsultacje dla członków spółdzielni, zarówno tych doświadczonych, jak i dopiero rozpoczynających działalność. Związek ma być platformą wymiany wiedzy i doświadczeń, miejscem, gdzie rodzą się nowe inicjatywy i projekty. Wspólne działania mają prowadzić do obniżenia kosztów energii, zwiększenia niezależności lokalnych społeczności oraz budowania kapitału społecznego opartego na współpracy i solidarności.
Ważnym aspektem działalności Związku będzie także reprezentowanie interesów branży na forum publicznym. W dobie rosnącej liczby dezinformacji i nieścisłości dotyczących spółdzielni energetycznych, Związek zamierza dbać o rzetelność przekazu, zajmować oficjalne stanowiska w debatach, a także współpracować z instytucjami państwowymi i samorządowymi w zakresie tworzenia prawa i polityki energetycznej.

Zdjęcie: Krajowy Związek Rewizyjny Spółdzielni Energetycznych
Ludzie stojący za nowym ruchem
Podczas Zjazdu Założycielskiego wybrano władze Związku, które mają reprezentować różnorodność i potencjał polskiej spółdzielczości energetycznej. Do Rady Nadzorczej weszli Joanna Wyrwas-Jaśkowiak z Żerkowskiej Spółdzielni Energetycznej, Tomasz Zieliński ze Spółdzielni Energetycznej gminy Białopole, Horodło i Uchanie oraz Krzysztof Solarz z Spółdzielni Sudecka Energia. Zarząd organizacji tworzą prezes Łukasz Pałucki ze Spółdzielni Energetycznej gminy Hrubieszów, Trzeszczany i Werbkowice, wiceprezeska Lucyna Nawrocka z Podkarpackiej Spółdzielni Energetycznej oraz członek zarządu Maciej Proszak ze Spółdzielni Energia Gminy Komorniki. Ich doświadczenie i zaangażowanie mają być gwarancją skuteczności podejmowanych działań.
Goście i miejsce o symbolicznym znaczeniu
Nieprzypadkowo miejscem spotkania wybrano Minikowo. To tutaj realizowano program Renaldo, który stał się podstawą do stworzenia definicji spółdzielni energetycznej w polskim prawie. Obecność przedstawicieli instytucji związanych z rolnictwem, spółdzielczością i energetyką podkreślała, jak szerokie i ważne jest to przedsięwzięcie. Goście spotkania, w tym reprezentanci Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Krajowej Rady Spółdzielczej, Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa oraz firmy ubezpieczeniowej Uniqa, podkreślali w swoich wystąpieniach znaczenie ruchu spółdzielczego dla rozwoju lokalnych społeczności i bezpieczeństwa energetycznego kraju.
Powrót do tradycji, spojrzenie w przyszłość
Powstanie Krajowego Związku Rewizyjnego Spółdzielni Energetycznych to nie tylko odpowiedź na wyzwania rynku energii, ale także powrót do idei, które od pokoleń kształtowały polską tożsamość. Spółdzielczość, oparta na współpracy, solidarności i wzajemnym wsparciu, jest wpisana w nasze DNA. Dziś, w dobie transformacji energetycznej, te wartości stają się fundamentem nowoczesnej, obywatelskiej energetyki. Nowy Związek ma być nie tylko strażnikiem standardów i jakości, ale także inspiracją do wspólnego działania na rzecz lepszej, bezpieczniejszej i bardziej sprawiedliwej przyszłości dla wszystkich członków lokalnych wspólnot.
W świecie malejącej stabilności i rosnących nierówności postawienie na odzyskiwanie przez lewicę pojęcia wolności brzmi na straceńczą misję. Z drugiej strony – cóż jest do stracenia?
Rzut oka na ideową linię frontu nie napawa optymizmem. Przed wiosennymi wyborami do Parlamentu Europejskiego wzrost znaczenia populistycznej prawicy nie ulega wątpliwości. Kolejne państwa zaczynają być podatne na jej przekaz niechęci do elit, lęku przed obcymi oraz odrzucenia wizji ponadnarodowych wspólnot politycznych.
Nowy porządek polityczny
Do listy krajów, w których zaczęła odnosić swoje sukcesy – na razie na poziomie regionalnym – dołączyła niedawno Hiszpania. W wyniku wzrostu jej znaczenia przeciągają się próby utworzenia rządu w Szwecji. Gdy jej reprezentanci wychodzą z ław belgijskich gabinetów rządowych trzęsie to całą tamtejszą sceną polityczną.
Jednocześnie – wbrew prognozom sprzed 10 lat – globalny kryzys ekonomiczny nie przyniósł światu zdecydowanego odejścia od neoliberalizmu. Choć nie da się ukryć, że pojawiło się więcej przestrzeni do głoszenia alternatywnych przekonań, a także nieco więcej przyzwolenia na obieranie bardziej pragmatycznego kursu przez rządy, to jednak skala wdrażanej w różnych zakątkach globu polityki cięć i zaciskania pasa i jej skutki (od Brexit po wysokie bezrobocie w Grecji) nie dają nam zapomnieć o sobie po dziś dzień.
W tak zarysowanym kontekście mówienie o wolności – szczególnie w lewicowym czy progresywnym wydaniu – nie jest sprawą prostą. Jedna z ważnych stron ideowego sporu preferuje wyidealizowaną wspólnotę, dla której wolność stanowić może zagrożenie. Nie po to odbudowuje się poczucie narodowej dumy, jedności i wartości, by ktoś miał je bezkarnie kwestionować.
Między populizmem a liberalizmem
Powody do wpisania kogoś na ten nieprawomyślny rejestr mogą się zresztą – o czym warto pamiętać – zmieniać. W monokulturowej Polsce podejrzana może być właściwie każda odmienność, podczas gdy np. Marie Le Pen sprawnie udaje się przekonać niemało francuskich gejów, że stoi po ich stronie w kontrze nawet nie tylko do radykalnych islamistów, co do muzułmanów w ogóle.
Po drugiej stronie mamy obóz liberalny, który przez długie lata zrównywał wolność z wolnością gospodarczą. W efekcie opowieść o wolności przestała kojarzyć się na przykład z wolnością od niedostatku – tak jak prawa człowieka często kojarzą się dziś z (niewątpliwie ważnymi) demonstracjami czy maratonami pisania listów, a nie prawem do opieki zdrowotnej, edukacji czy świadczeń społecznych.
Pokryzysowy liberalizm retorycznie próbuje się przesuwać, w różnych językach prezentując opowieść o tym, jak to „byliśmy głupi”. Praktyka rządzenia pokazuje niestety, że z utartych kolein wychodzi się trudniej, niż poprzez parę deklaracji o trosce o planetę czy potrzebie wzmacniania klasy średniej. Chcący budować ropociągi Justin Trudeau czy podnoszący akcyzę na paliwa i zapominający o stworzeniu wiarygodnej alternatywy dla transportu samochodowego Emmanuel Macron są tego najlepszymi przykładami.
Dla formacji ekopolitycznych wyzwanie to okazuje się podwójnie trudne. W jaki sposób przekonywać do regulacji, niezbędnych do walki ze zmianami klimatu, które krytykowane będą z prawej strony za „atak na wolność”? Jak pokazywać, że odpowiedzią na konsumpcyjny idealizm nie jest autorytarna wspólnota, dla której różnorodność jest siłą, a nie słabością?
Skandynawska zieleń
Odpowiedzi na te pytania próbuje udzielić lider duńskiej partii ekopolitycznej Alternatywa, Uffe Elbaek. Fakt, że przed jej założeniem był ministrem kultury z ramienia tamtejszej partii socjalliberalnej zdaje się tłumaczyć, dlaczego wciąż do wątku wolności podchodzi z pewnym sentymentem – sentymentem, który nie przeszkadza mu jednak w podkreślaniu roli nordyckiego modelu społecznego czy otwartego na różnorodność społeczeństwa.
Swoje przemyślenia przed tegorocznymi wyborami parlamentarnymi przelał na karty swej nowej publikacji, „The Next Denmark. Freedom and Community – a New Narrative”. Już sam tytuł wskazuje na ideowe filary wizji Elbaeka, które – by przynieść najlepszą synergię – powinny iść ze sobą w parze.
Nieprzekonanych uspokajam – dla tego duńskiego polityka nie ma nic lepszego, niż progresywne podatki i powoływanie się na Thomasa Piketty’ego. Marząc o wspólnocie podkreśla, w jaki sposób była ona podmywana przez lata neoliberalnego kursu ekonomicznego. Za źródła kryzysu liberalnego porządku demokratycznego uważa nierówności, ślepą pogoń za wzrostem gospodarczym oraz wynikłą z tego połączenia alienację.
Na kryzys demokracji radzi on… więcej demokracji – i to nie tylko w systemie politycznym, ale również w gospodarce. Zaufanie zamiast kontroli, tolerancja zamiast murów, funkcjonowanie w obrębie granic ekosystemowych zamiast pogoni za statusem materialnym – oto skrócony wyciąg z recepty na odnowienie naszych społeczeństw w duchu kreatywnej, demokratycznej rewolty przeciwko status quo.
I tu właśnie w tę opowieść wkracza wolność – a nawet trzy wolności. Fundamentem wizji Elbaeka nie jest „wolność od”, na przykład wszechogarniającego państwa, lecz „wolność do” życia w demokratycznych, dających naszemu życiu sens społecznościach, do doświadczania harmonii, równowagi i bliskości oraz do równych praw i możliwości życiowych. To wizja, w której wolność nie zależy od zasobności portfela, ale która przenika wszystkie dziedziny życia. Jej poszerzanie na całe społeczeństwo nie jest fanaberią, lecz warunkiem jej zaistnienia.
Wspólnota współpracy
Wspomnianemu marzeniu o nowej, lepszej Danii (i świecie) towarzyszy zestaw kilkudziesięciu propozycji programowych, podzielonych na 10 działów. Znajdziemy w nich sporo dobrze znanych z kart programów ekopolitycznych pomysłów, takich jak skrócenie tygodnia pracy (lider Alternatywy proponuje jego ograniczenie do 30 godzin) czy wykorzystanie zamówień publicznych do promowania biznesu realizującego cele społeczne i ekologiczne.
To, co w zaprezentowanej wizji się wyróżnia, to sporo miejsca poświęconego na promowanie modelu spółdzielczego. Dania ma w tym zakresie bogatą, sięgającą XIX wieku historię – ich rozwój napędzała popularność szkół ludowych, a ich kulturowe znaczenie umożliwiło podtrzymanie atrakcyjności tego modelu i jego stosowanie w nowych sektorach, takich jak rozproszona energetyka odnawialna.
Zdaniem Elbaeka model kooperatywny realizuje w praktyce zasady demokracji ekonomicznej i powinien być wspierany, np. poprzez stworzenie dedykowanego spółdzielniom banku inwestycyjno-rozwojowego. Specjalny fundusz spółdzielczy mógłby wspierać finansowo nowe inicjatywy ze środków już istniejących spółdzielni, a pieniądze reinwestowane przez nie w swoją działalność mogłyby z kolei być zwolnione z podatków.
Podobne zwolnienie powinno jego zdaniem przysługiwać również (przez pierwszy rok bądź do osiągnięcia określonej wielkości/obrotów) nowym biznesom – a już na pewno tym, realizującym cele społeczne lub ekologiczne.
Postulat ten wpisuje się w szerszy pakiet doceniania aktywności i kreatywności gospodarczej (np. premiowania firm stawiających w równym stopniu na kwestie ekologiczne, społeczne i ekonomiczne) przy jednoczesnej, konsekwentnej walce z negatywnymi kosztami zewnętrznymi dotychczasowego modelu działalności gospodarczej (opodatkowanie zużycia zasobów naturalnych na szczeblu międzynarodowym, oddzielenie bankowości detalicznej od reszty systemu bankowego).
Nowe horyzonty wolności
Wizja poszerzania wolności sięga w Elbaeka tam, gdzie tradycyjnie ją rozumiejący liberałowie rzadko sięgali. Proponuje on zagwarantowanie – z poziomem konstytucyjnym włącznie – praw przyrodzie, co wymuszałoby np. rekompensowanie lasom za eksploatację surowców, które dostarczają człowiekowi). W ustawie zasadniczej powinny znaleźć się jego zdaniem również prawa i wolności cyfrowe, jakie jak uznanie prawa użytkowników do swoich danych czy ograniczenie inwigilacji do przypadków, w których zgodę na nadzór wyraził sąd.
Z postulatów tych wyłania się obraz ludzi, którzy odzyskują kontrolę i podmiotowość. By marzenie to nie pozostało jedynie na papierze muszą rosnąć musi wpływ pracowników na przedsiębiorstwa, w których są zatrudnieni (od udziału w podejmowanych decyzjach oraz prawa pierwokupu sprzedawanej firmy po dostęp do ich akcji), a demokratyczne doświadczenie przekazywane nie tylko za pomocą teorii, ale również praktyki (3-6- miesięczna, analogiczna do wojskowej, obowiązkowa służba demokratyczna w organizacjach pozarządowych lub innych inicjatywach społecznych po zakończeniu edukacji szkolnej).
Atrakcyjność tak zaprezentowanej wizji, poza jej holistycznym charakterem, polega na nieoczywistym łączeniu wątków we spójną opowieść o świecie. Świecie, w którym – podobnie jak w publikacji Dirka Holemansa o wolności i bezpieczeństwie w coraz bardziej złożonej rzeczywistości – wolność nie polega na zawierzaniu rzeczywistości niewidzialnej ręce rynku, lecz na jej aktywnym współtworzeniu w każdym aspekcie życia.
Wyborczy test
Być może taka właśnie opowieść, twórczo wiążąca ze sobą stare, dobre ekopolityczne zasady samostanowienia, sprawiedliwości społecznej oraz świadomości ekologicznej, może być dobrym antidotum na rosnące wpływy prawicowego populizmu? Póki co – patrząc się na wyniki z Niemiec czy z Belgii – wykazuje ona pewien potencjał mobilizacyjny, choć głównie w Europie Północnej.
Okazuje się bardziej żywotna, niż można było się tego spodziewać po odrodzeniu oldskulowej polityki walki klasowej w Wielkiej Brytanii czy eksperymentach z lewicowym populizmem na południu kontynentu. Pytanie o to, na ile można ją próbować zaszczepić w Europie Środkowej – i z jakimi wyborczymi skutkami – pozostaje otwarte.
Zdj. Fragment okładki „The Next Denmark”
Poznańska kooperatywa spożywcza wykiełkowała dzięki wspólnemu zapałowi aktywistek i aktywistów z różnych miast. Waga sąsiedzkich inicjatyw, sieciowania i wspierania się była dla mnie zawsze siłą napędową. Pierwsze miesiące działania pamiętam poprzez filtr ogólnopolskiego zjazdu kooperatyw, gościnnych wykładów i „skajpowych sesji samopomocowych”. Z perspektywy kolejnych lat funkcjonowania myślę. że warto poruszać tematy prowokujące pytania i wątpliwości, rodzące pole do dyskusji. Jednocześnie mam świadomość, że dylematy te czy też wyzwania znowu łączą ruchy bazujące na samoorganizacji, różne kooperatywy i – co ważne – są kwestiami do kolektywnego procesu poszukiwania odpowiedzi i rozwiązań.
Edward Abramowski (1868-1918) pisał: „Z początku idą ludzie do kooperatyw być może najczęściej dla własnego tylko małego interesu, dla zyskania jakiejś dywidendy, pożyczki lub czasowej korzyści gospodarskiej; ale z czasem, wszedłszy raz do tej nowej atmosfery, przyzwyczajają się widzieć wszystko i oceniać ze stanowiska solidarności ludzkiej, ze stanowiska przyjaźni […]”. Za Aleksandrą Bilewicz i Dominiką Potkańską możemy dokonać rozróżnienia pomiędzy kooperatywami nastawionymi na konsumpcję produktów wysokiej jakości (którym bliżej do grup zakupowych, przy czym działają one również we współpracy z innymi kooperatywami) oraz „aktywistycznymi”, zorientowanymi w równym stopniu na cele społeczne i społeczno-polityczne. Wychodząc z założenia, że żywność nie jest zwyczajnym towarem, że generalnie łączy ona ludzi na najbardziej podstawowym poziomie, wokół jej konsumpcji rodzą się tradycje kulinarne i inne praktyki kulturowe (np. związane z sezonowością, stojącą w kontrze wobec nieograniczonych czasowo i terytorialnie cyklów zakupowych), budują się więzi między ludźmi, a zwielokrotnione wybory konsumenckie kształtują byt rolników, podział ten umiejscawia obydwie formy działania w obszarze społecznej alternatywy.
Poznańska kooperatywa spożywcza dodatkowo była od początku zorientowana krytycznie wobec dominujących wzorców produkcji, dystrybucji i konsumpcji. Prosty jednak fakt, że należy do niej obecnie ponad 300 osób, a funkcje związane z główną koordynacją zakupów spoczywają ostatecznie na kilku ochotnikach, wnosi do dyskusji argument na to, że doświadczamy wciąż pewnego podziału pomiędzy „działaczami” (specyficznymi „dostawcami”) a „konsumentami” (uwzględniając oczywiście to, że samo dokonywanie zakupów utrzymuje kooperatywę przy życiu, buduje punkt wyjścia). Życie kooperatywne wychodzi jednak poza ramy organizowanych dostaw oraz zakupów, poprzez ideowe spotkania wprowadzające, otwarte grupy robocze i operacyjne, wykłady i warsztaty, rozwój biblioteki. W 2017 roku część osób związana z kooperatywą zaczęła rozwijać lub wspierać pokrewne inicjatywy – kolektywy mieszkaniowe, ogrody społecznościowe i ruch suwerenności żywnościowej. Regularnie organizowane są wyjazdy do gospodarstw rolnych, co istotne – łączone w ostatnim czasie z pomocą w pracach polowych. Te formy aktywności budują już sieć nieformalnych inicjatyw wzajemnościowych i sprawiają, że w środowisku buzuje energia. Zauważyć można jednak, że często przyciągają one doświadczonych już działaczy i tych, których motywuje uczestnictwo w podgrupach.
Zwróciłabym tu uwagę na tendencję do rozmywania odpowiedzialności i utrudnioną skuteczność przekazu przy wzrastającej liczbie uczestniczek i uczestników kolektywów. Komunikowanie ze sobą kilkuset osób pociąga za sobą m.in. wysyłanie regularnych maili-info-packów oraz konstruowanie ankiet, które służą badaniu opinii. Z kolei konsensualna zgoda opiera się częściowo na statystyce, która każe spodziewać się na spotkaniach decyzyjnych znacznie ograniczonej/małej i stosunkowo stałej liczby osób. Warto jednak przyjrzeć się bliżej również takim formom działania, które opierają się na sile i wielkości grupy. Choćby wprowadzane obecnie do poznańskiej kooperatywy dowozy sąsiedzkie, bazujące na idei bezinteresownej pomocy i praktykach oszczędnościowych, a jednocześnie będące efektywnym organizowaniem pracy. To odnajdywanie się członków na mapie Poznania, identyfikowanie sąsiedztwa (ulokalnienie zakupów) i niejako podwójne sieciowanie (podkreślanie przynależności) może stać się przyczynkiem do dzielnicowego podziału kooperatywy w przyszłości. Co istotne, nasza rozrastająca się grupa, podejmująca stopniowo propagowanie społeczno-politycznych praktyk aktywistycznych/obywatelskich, potrzebuje – nie inaczej niż w przypadku innych kooperatyw – nieustannego wzmacniania praktyk kolektywnych i redefiniowania bądź odzyskiwania pojęcia solidarność.
Kontynuując temat pojęć, życie kooperatywne – poprzez wymieniane na co dzień komentarze, debaty, artykuły, rozpowszechniane dokumenty – wdraża do codziennego języka cały zasób definicji stanowiących alternatywę wobec słów-kluczy, którymi operuje kapitalizm w swojej neoliberalnej formie. Poprzez wymieniane na co dzień komentarze, debaty, artykuły, rozpowszechniane dokumenty. Mówimy tu o podkreślaniu znaczeń, ale też o ich nadawaniu. O popularyzowaniu języka wspólnego działania. O pracy kolektywnej, bezinteresownej, nienastawionej na zysk. O samoorganizacji i procesach deliberacyjnych. O dobru wspólnym i ekonomii solidarnościowej. O postrozwoju, suwerenności żywnościowej. O chłopach i chłopkach. Czy kooperatywy solidaryzują się również na poziomie języka, wspierając mowę ruchów feministycznych i pracowniczych? Wreszcie, mam też na myśli pojęcia, które pozostają w procesie dookreślania, jak np. „żywność ekologiczna”. Buduje ona jeden z punktów odniesienia dla działalności kooperatywnej, warto jednak zdać sobie sprawę, jak wiele trudności sprawia to pojęcie. Żywność ekologiczna występuje oficjalnie w powiązaniu z zasadami przyznawania certyfikatów. Ich uzyskanie nie jest jednak wyznacznikiem „myślenia ekologicznego”, które towarzyszy nowemu kooperatyzmowi. Z założenia nie pociąga za sobą podejścia holistycznego, w ramach którego myślimy o ekosystemie, o ptakach i dobrostanie innych zwierząt, jak również o relacjach z ludźmi, jakie tworzy produkcja żywności, o prawach pracowniczych, których przestrzeganie jest warunkiem sprawiedliwego podziału pracy i godziwej zapłaty. Możemy chcieć odzyskać pojęcie żywności ekologicznej, jednak wobec prawnego powiązania go ze stosunkowo wąsko rozumianymi standardami certyfikacji, może to mijać się z celem, również w kontekście skali produkcji oraz bardzo ograniczonej dostępności cenowej, jaka towarzyszy żywności certyfikowanej.
Pojęcie zdrowej żywności pozwolę sobie – z żalem – pominąć, jako „przemielone” przez rynek i występujące w obezwładniającym nadmiarze. Alternatywą, o jakiej pisze Aleksandra Bilewicz, jest pojęcie dobrej żywności. Mowa tutaj o żywności, która „zawiera w sobie nie tylko takie cechy, jak smak i wygląd, ale także relacje pomiędzy producentami a konsumentami oparte na szacunku i zaufaniu. W tym sensie «dobra żywność» pozwala wrócić do tego, co bliskie naturze, związane z terytorium, spersonalizowane, a zatracone w miejskiej cywilizacji poprzemysłowej”.
Kierunek ten otwierać może dalsze dyskusje, wymagając jednocześnie doprecyzowania o kwestie techniczne. Z takiej między innymi potrzeby poznańska kooperatywa rozpoczęła pracę nad „zestawem pytań do rolników i producentów” co do ich sposobów i technik produkcji. Pojawia się bowiem potrzeba uszczegółowionej i w miarę jednoznacznej wiedzy. Czy stosujesz zapylacze? Jaka odległość dzieli sad od autostrady? W jaki sposób ograniczasz zachwaszczanie upraw? Czy podgrzewasz miód, a jeżeli tak, to do jakiej temperatury?
Na koniec zwrócę jeszcze uwagę na wagę pojęcia „agroekologia”, które do działalności kooperatywnej przenika poprzez działania ruchu suwerenności żywnościowej. W ramach suwerenności żywnościowej agroekologia nie jest jedynie nazwą na zbiór technik i sposobów produkcji ani też elementem dyskursu ekologicznego wzmacnianego przez korporacje (np. „zielona ekonomia”, „rolnictwo przyjazne klimatowi”, „zrównoważona intensyfikacja w rolnictwie”). Obejmuje natomiast metody, które rozwijają się na bazie kolektywnego dzielenia się wiedzą (bezpośredniego, horyzontalnego; peer-to-peer, farmer-to-farmer), dążą do równowagi pomiędzy naturą a istotami ludzkimi, a jednocześnie podkreślają konieczność wprowadzania w życie nowej polityki społeczno-ekonomicznej, a więc nowych struktur władzy, tym razem odpowiadających potrzebom rdzennych i lokalnych wspólnot. Pojęcie to, tak silnie zakorzenione w materialnych, duchowych i terytorialnych związkach z ziemią, wyznacza kolejny kierunek definiowania pożądanej przez nas żywności, pojmowanej wraz z całym systemem relacji społeczno-kulturowo-ekonomicznych, jakie jej towarzyszą.
Artykuł ukazał się w Zielonych Wiadomościach nr 29.
Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Żyjemy w fascynujących czasach. W momencie, kiedy wielowiekowe systemy ustrojowe i ekonomiczne ulegają degradacji, a wciąż jeszcze nie ukształtowały się nowe. Poszukujemy więc, w swoich codziennych życiach, rozwiązań pozwalających zorganizować funkcjonowanie społeczeństwa w oparciu o inne zasady. Jedną z nich jest odświeżona wersja kooperatywizmu.
Pytanie dotyczące tak rozległej materii może spędzać sen z powiek. Ten sen, który śnimy każdego dnia biegnąc gdzieś nieświadomie, jest tylko pozornie spokojny, i dotyczy każdego z nas przenikając naszą codzienność. Ten sen to nic innego jak brak refleksji nad systemem wartości społecznych i kulturowych, w których wzrastaliśmy i którym nieustannie podlegamy. Kategoria ta, zbudowana na poczuciu winy, braku szacunku i pełna negacji godności człowieka, żeruje na instynktownym postępowaniu jednostki i jej konformizmie. Dojrzewanie w takich warunkach kreuje ludzi zdjętych lękiem – przed odpowiedzialnością za siebie, przed podejmowaniem wyborów, przed zrozumieniem emocji czy akceptacją przeszłości.
W każdej chwili mamy jednak szansę dokonać świadomego wyboru, zmienić sposób postępowania m.in. poprzez otwartość, działanie, gotowość do słuchania innych ludzi, wyciąganie wniosków i budowanie wzajemnych, głębokich relacji. Dzięki tym i wielu innym wartościom uczymy się siebie, a lepiej rozpoznając swoje realne potrzeby łatwiej możemy je zaspokajać współdziałając z innymi.
Ten nieco długi wstęp ma za zadanie pomóc zrozumieć, czym jest kooperatywizm. Za tym pojęciem kryje się bowiem oddolny ruch społeczny, który jeszcze 100 lat temu funkcjonował pod nazwą spółdzielczości. W rzeczywistości pojawił się jednak dużo wcześniej, lecz wówczas jeszcze pozbawiony nazwy, jako zjawisko budujące fundamenty samoorganizacji najniższych warstw społecznych. Współcześnie obala on złudzenie, które oferuje nam rzekomo najlepszy z możliwych do życia świat, i przewartościowuje sposób, w jaki wykorzystujemy nasze istnienie.
Wszystko, czyli nic
Dla prostego przykładu sklepy oferują tak szeroką gamę produktów, że wydaje się nam, że dysponujemy wszystkim, co niezbędne do nasycenia żołądków i wszelkich innych pragnień oraz należytego dbania o zdrowie. Tymczasem wiele z tych wyrobów ma niepełnowartościowy charakter. Nie jakość jest bowiem istotna dla producenta, lecz konieczność, wręcz przymus generowania zysku. Wytwórcy równie niechętnie ponoszą odpowiedzialność za swoje towary, co znajduje przełożenie na element zadośćuczynienia w przypadku,, gdy te okazują się wadliwe. Dotyczy to każdego elementu współczesnej cywilizacji – wspomnianego konsumpcjonizmu, kultury, pseudonaukowych badań, oficjalnych ścieżek edukacyjnych często poruszających puste problemy, a także medycyny alopatycznej odpowiadającej na symptom, a nie poszukującej realnych przyczyn.
Kooperatywa, czyli co?
Kooperatywizm w swojej istocie zmienia tę sytuację metodą małych kroków uświadomienia. Nie jest żadną formą rewolucji, niesie więc realną alternatywę, a nie tylko odświeżenie starego. Ten szeroki, oddolny ruch społeczny dąży do realnej zmiany przekonań i przyzwyczajeń, a tym samym do otwarcia na drugiego człowieka i przywrócenia zaufania na płaszczyźnie wspólnoty. Gruntowna zmiana sposobu życia odbywa się poprzez holistyczną edukację, uwzględniającą m.in. inkluzywność świata roślin i zwierząt oraz całego środowiska – współpracującego ze sobą ekosystemu kooperantów, innymi słowy współtworzący planetarny biom sprzyjający rozwojowi indywidualności z zachowaniem wszystkich potrzeb różnorodnych grup.
Taki sposób współdziałania zupełnie zmienia percepcję. Przede wszystkim uświadamia, że każde nasze działanie znajduje odzwierciedlenie w przestrzeni i ma wpływ na bieg zdarzeń. Jednocześnie pozostaje przykładem niesamowitego tygla nowoczesnego, holistycznego myślenia, które przejawia się m.in.: w sposobie podejmowania decyzji, budowaniu przedsiębiorstw (np. turkusowe zarządzanie), dbaniu o ziemię (np. agroekologia), wyborze konsumenta (np. suwerenność żywnościowa), i na wielu innych płaszczyznach.
Kooperatywa spożywcza na co dzień
Działania każdego ruchu oddolnego, a więc i kooperatyw rozpoczyna pragnienie odpowiedzi na określone zapotrzebowanie. W naszym przypadku – Poznańskiej Kooperatywy Spożywczej, była to chęć zaopatrzenia się w zdrowe, pożywne, sporządzone z należytą dbałością o walory smakowe i zdrowotne pożywienie.
Grono znajomych umówiło się z początkiem kwietnia 2011 roku co do ogólnych zasad działania grupy inicjatywnej – interesowało ich świeże, wegetariańskie, organiczne pożywienie. Następnie wyszukało odpowiedniego dostawcę, a przedstawiciele grupy nawiązali z nim bliską relację, odwiedzając go w jego w gospodarstwie, sprawdzając w jaki sposób je prowadzi i czy na pewno nie używa chemii. Spotykali się i spotykają po dziś dzień w odrobinę zmienionym i znacznie poszerzonym gronie raz w tygodniu, aby odebrać zamówione wcześniej przez internet zakupy oraz wymienić się własnymi, sporządzonymi z nich przetworami.
Umówili się również, że każdy nowoprzystępujący do grona wpłaci niewielką kwotę pieniędzy, aby to z niej można było płacić z góry dostawcom, a następnie odbierając zakupy zaistniały dług uzupełnić. Dodatkowo niewielki procent od każdych zakupów był przeznaczany na tzw. fundusz gromadzki. To z niego, można było pomóc gospodarstwu w trudnych chwilach, gdy natura pokazała swoją nieokiełznaną stronę zrywając dach w czasie burz w 2017.
Z niego też zamawiane są produkty specjalne, o długich terminach ważności, takie jak daktyle, kawy i napoje probiotyczne. Przez te lata, w miarę rośnięcia naszej oddolnej organizacji wyspecjalizowały się grupy zadaniowe odpowiedzialne m.in. za opiekę nad dostawcami, wprowadzanie nowych członków w zasady i obowiązki, a ostatnio również za zajmowanie się tworzeniem ogrodu permakulturowego i włączenie go w działania ogrodów społecznych oraz kolektywów mieszkaniowych, zajmujących się sieciowaniem osób chcących razem realizować wspólnie i tę podstawową potrzebę.
Odzyskać poczucie sprawczości
Nie jest więc prawdą, że nic od nas nie zależy! Wprost przeciwnie, zależy bardzo dużo. Dlatego nie możemy dłużej uciekać od poczucia odpowiedzialności. Należy zacząć nawiązywać trwałe i głębokie relacje międzyludzkie, które staną się źródłem zaufania i pewności, że podejmowane działania, nawet te należące do utopijnych wizji przyszłości, są możliwe do zrealizowania metodą małych kroków. Wynikać ma to nie tylko z ich słuszności, ale również przekonania, że wobec wyzwań nie stajemy sami.
Wszystko zaczyna się jednak od wyboru jednostki w postaci pragnienia zmiany samego siebie, ponieważ zmieniając siebie, zmieniamy swoje najbliższe otoczenie. Można zacząć od żywności – poprzez znalezienie najbliższego sklepu osiedlowego, targu, rolnika dostarczającego produkty bez pośredników. Następnie zadbać o naturalne kosmetyki, które nie powodują zatrucia wód. Najprościej sporządzić lub kupić podstawowe środki czyszczące i piorące, dobrane do naszych indywidualnych potrzeb. Choć nie raz może wydawać się inaczej, prostota jest zbawienna.
Inny wymiar współpracy
Kooperatywa jest więc u swych podstaw nacechowana działaniem wspartym na nieustannych próbach znalezienia świadomej odpowiedzi na własne potrzeby. W takim ujęciu doskonale wpisuje się w ideę turkusowych organizacji, dla których realizacja własnych potencjałów stanowi jeden z fundamentów funkcjonowania przedsięwzięć biznesowych. Szczególną rolę w organizacji tego typu odgrywają także prawa zwierząt, prawa człowieka czy też prawa pracownicze, np. w postaci walki o prawo rolników do urlopu.
Czy działanie kooperatyw można uznać za polityczne? Oczywiście, podobnie jak każde inne nasze działanie, wybór, słowo czy myśl! Jednak jego charakter jest maksymalnie zbliżony do ludzkich potrzeb i na te potrzeby w pełni odpowiada. I taką politykę uprawiać każdy może i każdy potrafi.
Artykuł ukazał się w Zielonych Wiadomościach nr. 29.
Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Alternatywna wobec obecnego sposobu funkcjonowania gospodarki musi znaleźć sposób na zapewnienie nam zarówno większego bezpieczeństwa, jak i wolności. Czy to możliwe? (więcej…)
Czy możemy wyobrazić sobie firmę, w której różnice płac są niskie, uwzględnianie zdania pracowników nie jest frazesem, a szef nie zarządza zespołem w stylu pruskiego generała? (więcej…)
„Braterstwo, solidarność, współdziałanie” Edwarda Abramowskiego i „Razem! czyli Społem” Romualda Mielczarskiego to dwie lektury obowiązkowe dla wszystkich, którym na sercu leży idea dobra wspólnego. (więcej…)