To nie jest naturalne światło, które ma głębokie symboliczne znaczenie, odwołujące się do tradycji i pamięci. Zamiast prawdziwego płomienia kupujemy migoczące bladym światłem ledowe lampki, którego w dzień nawet nie widać. Problem zaczyna się wtedy, kiedy znicz trzeba wyrzucić – wystarczy chwila nieuwagi, żeby zainkasować 5000 zł mandatu. Jeden ledowy znicz to minimum trzy pojemniki na śmieci. Baterię wyrzucamy do pojemnika na elektrośmieci, szkło – do odpadów szklanych, z kolei plastik i metalowe elementy – jeszcze gdzie indziej.
Polska to łakomy kąsek dla chińskich producentów i ich dystrybutorów. Według mediów Polacy kupują każdego roku ok. 300 mln zniczy i wkładów do nich za ok. 700 mln zł (1). Te chińskie imitacje – bez względu na wygląd, kolory migających diod i cenę – kiedy wyczerpią się ich baterie, stają się kolejnym niebezpiecznym i uciążliwym odpadem, czyli elektrośmieciami. Po tym jak przestaną działać, nie wolno ich wyrzucić do pojemników przeznaczonych na odpady plastikowe, trzeba je oddać do specjalnych punktów zbiórki elektrośmieci lub do Punktu Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych (PSZOK). Cmentarze nie są miejscem do składowania odpadów, w tym elektrośmieci, które stanowią zagrożenie dla środowiska. No chyba że zarządca cmentarza zadbał o postawienie kubłów na małe elektroodpady.
Są tanie, łatwo dostępne oraz imitują prawdziwe świece i znicze. Ledowe wkłady do zniczy i świece przywożone kontenerami z Chin zalewają polskie cmentarze.
Jeżeli jednak go nie znajdziemy, zużyty ledowy wkład do zniczy lub sam znicz musimy zabrać ze sobą z cmentarza. W pierwszych dniach czerwca tego roku Gmina Kobiór przestrzegała przed przypadkami samozapłonów spowodowanych przez niewłaściwie utylizowane urządzenia elektryczne i elektroniczne (2). Dlatego warto pamiętać, że przed wyrzuceniem należy bezwzględnie oddzielić baterię od reszty urządzenia, nawet jeśli jest ona zintegrowana z nim na stałe. Skala problemu zyskuje na znaczeniu – każdego roku wytwarzamy w Polsce około pół miliona ton elektrośmieci. Tylko część z nich trafia do utylizacji, reszta wędruje na nielegalne wysypiska śmieci w lasach, trafia do dołów na budowach lub do piwnic i garaży. I bez względu na miejsce składowania zawsze stanowi realne zagrożenie dla życia i mienia.
Warto też pamiętać, że nawet niewielkie urządzenia z pozostawionymi bateriami stanowią zagrożenie wybuchem pożaru.
Z elektrośmieciami naprawdę nie ma żartów
W maju elektrośmieci spowodowały pożar śmieciarki należącej do Komunalnego Związku Gmin Regionu Leszczyńskiego, który zajmuje się zagospodarowywaniem śmieci na terenie 19 gmin zachodniej Wielkopolski (3). Pod koniec maja pięć zastępów straży pożarnej w Strzegomiu gasiło pożar kontenera, w którym znajdowały się elektroodpady, w tym zużyte baterie, z kolei w czerwcu w Łomazach zapaliły się palety z elektrośmieciami – z żywiołem walczyło dziewięć jednostek straży pożarnej (4). Nie ma miesiąca bez kilku podobnych zdarzeń. Tymczasem nie odnotowano ani jednego wypadku samozapłonu klasycznych świec, zniczy lub wkładów do zniczy wykonanych z parafiny. Samoistnie nie zapala się też świeca sojowa ani ta wykonana z naturalnego wosku. Zresztą wojna w Ukrainie pokazała, że w ekstremalnej sytuacji tylko prawdziwa świeca może ratować życie – pozwala podgrzać wodę, zapobiec wyziębieniu lub posłużyć do zabezpieczenia ran. Ledowe światełka to tylko tania imitacja, produkowana po niedających się zweryfikować kosztach, dostarczana do Europy po dumpingowych cenach, które cieszą być może konsumentów, ale zabijają europejski przemysł i sprawiają, że bez pracy może zostać nawet kilkanaście tysięcy osób zatrudnionych w Polsce przy produkcji, dystrybucji i sprzedaży świec oraz zniczy.
Jak to się stało?
Europa odpowiada za ok. 60% światowego rynku importu świec i to europejskie centra handlowe od lat pozostają głównymi graczami na tym rynku. Z kolei polską specyfiką, unikalną w skali Europy, są znicze. Według ostatnich danych pochodzących z International Trade Center polski eksport w tej branży osiągnął w 2023 r. wartość 764 mln euro, co stanowi 17% globalnego rynku. Wydawałoby się, że gdzie jak gdzie, ale na rynku krajowym pozycja polskich producentów powinna być niepodważalna.
Nic bardziej mylnego. Pomimo tysięcy wzorów, kształtów i rozmiarów, z których można dziś wybierać, konsumenci w poszukiwaniu kolejnych nowinek zaczęli eksperymentować z chińską masówką. Montgomery Investment Management przestrzegał w grudniu 2024 r., że import towarów z tworzyw sztucznych z Chin – od materiałów opakowaniowych po produkty konsumenckie – przyczynia się do narastającego globalnego kryzysu odpadów. Ponieważ te przedmioty są złej jakości, zawodne i celowo zaprojektowane tanio i do krótkotrwałego użytku, szybko stają się odpadami i przepełniają wysypiska (5).
Nawet jeśli segregacja zostanie przeprowadzona starannie, pojawia się problem utylizacji. Problemem jest to, że nie ma dziś możliwości przerobienia i odzyskania w 100% baterii. Procesy wysokowydajne, które to umożliwiają, są po pierwsze bardzo drogie, po drugie – energochłonne. Tańsze sposoby utylizacji zużytych baterii, ale także samych ledów. Elektrośmieci to więcej odpadów niebezpiecznych, a produktami ubocznymi ich utylizacji i recyklingu są między innymi szlamy chemiczne, żużle i pyły metaliczne, resztki plastiku, materiały niemetaliczne i toksyczne. Większość z kupionego za grosze leda trafia na składowiska odpadów niebezpiecznych, gdzie latami jest składowana. Zgodnie z przepisami powinny to być szczelne pojemniki zapewniające absolutną izolację od gleby, wód gruntowych, a ponadto wymagany jest systematyczny monitoring. Dziennikarze od dawna pokazują, jak mają się przepisy do rzeczywistości.
Według dostępnych danych w 2022 r. na świecie wyprodukowano 62 mln ton odpadów elektronicznych. Tylko 22,3% z nich zostało udokumentowanych jako formalnie zebrane i poddane recyklingowi. Reszta trafiła na wysypiska. W najbliższych latach do opon porzucanych w polskich lasach mogą dołączyć ledowe pseudoznicze.
1 https://biznesalert.pl/polska-znicze-sprzedaz-finanse-gospodarka/.
2 https://samorzad.gov.pl/web/gmina-kobior/bomba-w-smietniku—jak-elektroodpady-staja-sie-tykajacym-zagrozeniem.
3 https://zwielkopolski24.pl/wiadomosci/pozar-w-smieciarce-przez-elektrosmieci-sprawdz-gdzie-oddac-zuzyty-sprzet/aPlulyXWvckp1X6BsBoO.4 https://www.slowopodlasia.pl/artykul/37640,lomazy-palily-sie-palety-z-elektrosmieciami#google_vignette.
5 https://rogermontgomery.com/the-ripple-effect-of-cheap-chinese-goods-unveiling-the-global-plastic-waste-crisis/.
Żródło: Forhang Silesia Strategie Komunikacyjne
Notatka prasowa
Prawie połowa uczestników ubiegłorocznej, czwartej edycji globalnego badania „Who Cares, Who Does?” (tłum. “Komu zależy, a komu nie?”) deklaruje, że pandemia COVID-19 uświadomiła im, jak ważny jest zrównoważony rozwój w podejmowaniu codziennych decyzji.
W raporcie, przeprowadzonym przez Kantar na 90 tysiącach respondentów w 26 krajach, gospodarstwa domowe podzielono na trzy kategorie w oparciu o ich proekologiczne zachowania. Dobrą wiadomością jest to, że najbardziej powiększyła się (z 16 do 22% w ciągu dwóch lat) grupa osób, która w największym stopniu troszczy się o środowisko i podejmuje wiele wysiłku w celu zmniejszenia ilości wytwarzanych odpadów. Kolejne 40% stanowią osoby, które martwią się o środowisko, ale nie podejmują zbyt wielu działań w celu zmniejszenia ilości odpadów z tworzyw sztucznych w swoim otoczeniu. Ostatnią, prawie tak samo liczną grupą (38%) tworzą gospodarstwa domowe, których przedstawiciele w niewielkim stopniu lub wcale nie interesują się środowiskiem i nie podejmują żadnych kroków w celu zmniejszenia ilości odpadów. Jednocześnie zauważalna jest wyraźna zmiana pokoleniowa w kierunku coraz większej świadomości ekologicznej i gotowości do wybierania produktów bardziej przyjaznych dla środowiska mimo ich często wyższej ceny.
Do pierwszej z wymienionych wcześniej grup zaliczają się głównie milenialsi, którzy stanowią największy odsetek (36%) w grupie osób świadomych ekologicznie, podczas gdy najmniej jest wśród nich przedstawicieli tzw. cichego pokolenia (4%), czyli ich dziadków i babć urodzonych w latach 30. i 40. Najmłodsze pokolenie Z, mimo dużej wiedzy i zaangażowania, to w większości wciąż nastolatki, które mają bardziej ograniczoną siłę nabywczą. Aktualnie najwięcej więc zależy od milenialsów, czyli w dużej mierze młodych rodziców. Pojawienie się dzieci ma największy wpływ na zmianę ich nawyków zakupowych w kierunku bardziej odpowiedzialnym środowiskowo.
Młodzi rodzice przeżywają często szokujące zderzenie z rzeczywistością w postaci ogromnej liczby produktów jednorazowych dla dzieci oraz jeszcze większej ilości odpadów generowanych w trakcie opieki nad niemowlęciem. Według ostrożnych szacunków międzynarodowej Agencji Ochrony Środowiska (EPA) na jedno dziecko w okresie pieluchowania przypada co najmniej 5 tysięcy zużytych pieluch, które trafiają w większości do odpadów zmieszanych, a następnie na wysypisko śmieci. 7% odpadów wytwarzanych przez gospodarstwa domowe na całym świecie stanowią zużyte pieluszki, z których zdecydowana większość to produkty jednorazowe rozkładające się ponad 100 lat. Ich zawartość to nie tylko odchody, ale także cały szereg chemikaliów – między innymi dioksyny, ftalaty (substancja toksyczna, szczególnie niebezpieczna dla dzieci) oraz związki bakteriobójcze.
Nic więc dziwnego, że pod presją rodziców-użytkowników pieluch wiele firm i instytucji badawczych na całym świecie szuka rozwiązań mogących ograniczyć skalę problemu. Stosowanie jednorazowych pieluch wygrywa z alternatywą, jaką jest wielopieluchowanie, przez ogromną łatwość i wygodę użytkowania, ale przez ich złożoną strukturę recykling jest bardzo trudny do realizacji. Wśród najciekawszych eksperymentów w tym obszarze jest prototyp maszyny stworzony przez zespół naukowców z tajwańskiego Uniwersytetu Chung Hua, która w ciągu godziny jest w stanie przekształcić 100 kilogramów zużytych pieluch w surowce wtórne. Urządzenie może być używane w miejscach, w których zużywa się dużo pieluch, na przykład w szpitalach. Od powszechnego stosowania tego typu rozwiązań wciąż jednak dzieli nas wiele lat. Na szczęście na rynku, w tym w Polsce, pojawiły się już pieluszki jednorazowe o bardziej naturalnym składzie i wyższym stopniu biodegradacji. Do ich produkcji wykorzystywane jest najczęściej wysokiej jakości włókno bambusowe lub bawełna organiczna.
“Nasze pieluszki stworzyliśmy z myślą o dzieciach i ich przyszłości. Cały czas szukamy odnawialnych materiałów i staramy się dbać zarówno o maksymalną ochronę delikatnej skóry dziecka, jak i zmniejszać zanieczyszczenie środowiska” – tłumaczy Anna Kubielska, współzałożycielka polskiej marki Bambiboo produkującej pieluchy o zminimalizowanym negatywnym wpływie na środowisko. We wszystkich jednorazowych pieluszkach marka stosuje wyłącznie materiały pochodzenia roślinnego przy skórze i biopochodną, całkowicie bezchlorową pulpę drzewną pochodzącą z odpowiedzialnie zarządzanych lasów.
Coraz bardziej ekologiczne nawyki dotyczące produktów codziennego użytku to nie tylko moda, ale i konieczność, zwłaszcza dla rodziców dzieci w okresie pieluchowania. Na szczęście dostępnych rozwiązań jest coraz więcej w odpowiedzi na rosnące oczekiwania konsumentów. Nikt nie chce przecież skazać swoich dzieci na życie na zaśmieconej i zatrutej planecie.
Za niecałe 50 dni rozpocznie się 29. Finał ogólnopolskiej Akcji Sprzątanie świata. Tym razem, od 16 do 18 września, wolontariusze wyruszą, by posprzątać Polskę pod hasłem: „Wszystkie śmieci są nasze”. Plakat Akcji, który jest zawsze zobrazowaniem myśli przewodniej danej edycji, podobnie jak w latach poprzednich, zaprojektował znany polski artysta grafik – Andrzej Pągowski.
Po raz pierwszy
Kiedy patrzymy na plakat z 1994 towarzyszący pierwszej Akcji Sprzątanie świata, widzimy przede wszystkim odkurzacz wyciągający z ogromną siłą śmieci z kuli ziemskiej. To niewątpliwie poruszające dzieło. Jednak pomimo widoku tej przerażającej góry odpadów, którą trzeba posprzątać, oglądając plakat, czujemy radość i podekscytowanie. Oto za chwilę, w trzeci weekend września, podobnie jak wolontariusze na całym świecie, wyjdziemy posprzątać Polskę z porzuconych w naturze śmieci. Kolorowe literki na plakacie skreślone jakby ręką dziecka, układają się w napis „Sprzątanie świata”. Czujemy, jak wesoło podrygują w rytm wspólnej pracy uczestników Akcji na rzecz jedynej planety, jaką mamy do życia. Patrząc na tę znakomitą kompozycję, jesteśmy niemal pewni, że po Akcji będzie zdrowiej i czyściej. Upewniają nas w tym nakreślone ręką Mistrza Pągowskiego błękity i zielenie, które wyłaniają się zza wyssanych przez odkurzacz ziemskich śmieci.
Ponownie
I oto mijają niemal trzy dekady promocji idei nieśmiecenia w naturze. Jest rok 2022, a polskiej edycji Clean Up The World towarzyszy budzący nie mniejsze emocje obraz, którego autorem jest, podobnie jak za pierwszym razem, Andrzej Pągowski. I podobnie jak poprzednio obsadził w swoim nowym dziele w roli głównej naszą Matkę Ziemię. Jednak tym razem twórca zadbał, abyśmy nie poczuli ani euforii, ani radości. Oto widzimy jak z czarnych przestworzy wszechświata, ogromny papierowy śmieć w postaci kuli ziemskiej, majestatycznie dryfuje w naszą stronę. Czujemy towarzyszącą temu procesowi ciszę: nie śpiewają ptaki, nie szumią lasy, fale nie biją o brzegi. Wyjałowiona Ziemia z bladym obliczem i wyblakłymi konturami kontynentów żegluje bez celu. Przed nami rozpościera się imponujący w swoim zniszczeniu dom współczesnego człowieka. Grozy całości kompozycji dodają białe, smukłe litery skomponowane z niewielkimi przerwami jakby dla zaczerpnięcia świeżego powietrza. Zaprezentowane na surowym, czarnym tle układają się w swoiste memento: Wszystkie śmieci są nasze.
Razem
Hasłem 29. Akcji kierujemy również uwagę uczestników tegorocznej edycji w stronę Antypodów. To stamtąd bowiem pochodzą korzenie Clean up The World – globalnej, ekologicznej akcji pod patronatem ONZ. W roku 2022 Polska i Australia świętują 50-lecie relacji dyplomatycznych. To doskonała okazja, by w trzeci weekend września, wspólnie z Ambasadą Australii, Honorowym Patronem Akcji Sprzątanie świata w Polsce, wygłosić tegoroczny manifest nieśmiecenia. Z tym Partnerem uczynimy to w piątek 16 września, sprzątając wraz z przedstawicielami Ambasad brzegi rzeki Wisły w Warszawie. 17 września w sobotę, zejdziemy pod wodę, by wraz z nurkami, Magazynem Perfect Diver oraz Urzędem Miasta i Gminy Wągrowiec posprzątać Jezioro Durowskie. 18 września, w ostatnim dniu Finału, posprzątamy wraz z mieszkańcami i wrocławską spółką Ekosystem- Park Henrykowski, przywracając go naturze i mieszkańcom Wrocławia do wypoczynku i spacerów. Spółka Ekosystem będzie również Partnerem Merytorycznym tegorocznego Informatora, przewodnika po poprawnym procesie zorganizowania własnej akcji sprzątania oraz materiałów edukacyjnych, dzięki którym nauczyciele mogą przeprowadzić akcję w sposób stacjonarny.
29. Akcja Sprzątanie świata – Polska
Czas powiedzieć więc głośno i wyraźnie: wszystkie śmieci, na całym świecie są nasze; te porzucone przez człowieka w naturze i te posprzątane przez człowieka. Innych na naszej planecie nie ma. Hasło oraz plakat tegorocznej edycji trafią do uczestników Akcji jako edukacyjne wsparcie, ale też, w co głęboko wierzymy, przemówią do sumień wszystkich śmiecących i odmienią ich na lepszych dla naszej Planety. Chętnych zapraszamy do zapisywania się na plakat na stronie: www.naszaziemia.pl/ssp2022
O Akcji Sprzątanie świata – Polska
Akcja Clean up the World swój początek wzięła od sprzątania Australii. W 1993 roku, jej pomysłodawca, australijski żeglarz i biznesmen Ian Kiernan rozszerzył ideę Clean up Australia na cały świat pod patronatem Organizacji Narodów Zjednoczonych. W tym samym roku Mira Stanisławska-Meysztowicz, Polka na stałe mieszkająca w Australii, zaszczepiła tę ideę w naszym Kraju pod nazwą Sprzątanie świata – Polska. Od 1994 roku w Akcji Sprzątanie świata – Polska wzięło łącznie udział ponad 20 milionów osób. Na świecie, rokrocznie uczestniczy w Clean up The World blisko 40 milionów wolontariuszy. Akcja odbywa się w każdy trzeci weekend września i polega na społecznym zaangażowaniu się osób, firm, instytucji w posprzątanie najbliższego otoczenia z zalegających tam śmieci. Od początku Akcję w Polsce koordynuje Fundacja Nasza Ziemia.
Ponad 15 tys. wolontariuszy z Polski, Czech i Niemiec w ciągu 10 dni zebrało ponad 120 ton odpadów w ramach pierwszej edycji międzynarodowej Akcji Czysta Odra. To największa tego typu inicjatywa ekologiczna w Polsce w Dorzeczu Odry.
– Odra to wyjątkowa rzeka, która nas łączy. I właśnie pod tym hasłem zorganizowaliśmy najdłuższą akcję edukacyjną w Polsce. Łącznie to ponad 850 km edukacji ekologicznej, czyli tyle, ile długości liczy Odra – wyjaśnia Dominik Dobrowolski, inicjator Akcji Czysta Odra.
W ciągu 10 dni – od 29 kwietnia do 8 maja – ponad 15 tys. osób sprzątało brzegi Odry na całej jej długości, a także jej dopływy, m.in. Wartę, Nysę Kłodzką, Nysę Łużycką, Bóbr, Troję, Oławę, Pełcznicę, Prudnik.
– W akcję zaangażowało się bardzo wielu mieszkańców. Sprzątali pół dnia i włożyli w to kawał serducha. Bardzo serdecznie im za to dziękuję – mówi Adrian Hołobowicz, koordynator wydarzenia w Bytomiu Odrzańskim.
Łącznie wolontariusze zebrali 7,5 tys. worków ze śmieciami. Znalazły się w nich głównie zużyte opakowania, plastikowe i szklane butelki, aluminiowe puszki, opony samochodowe, meble, a nawet stare lodówki, telewizory i odpady poremontowe i budowlane.

Fot. EkoUnia
W akcji wzięli udział: mieszkańcy i lokalne władze nadrzecznych miejscowości, organizacje społeczne, ratownicy Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, druhowie z ochotniczych straży pożarnych, szkoły, wędkarze i straż rybacka, a nawet nurkowie.
Akcja Czysta Odra jest kolejną inicjatywą zorganizowaną w ramach kampanii edukacyjnej #mniejplastiku, którą od blisko trzech lat w całej Polsce organizują wspólnie: ekolog Dominik Dobrowolski, bank Credit Agricole i spółka leasingowa EFL oraz setki organizacji społecznych w Polsce.
– Edukujemy, staramy się zmieniać świadomość ludzi i przypominać, że nadmiar plastikowych odpadów w środowisku jest coraz większym problemem. Ten problem dotyczy nas wszystkich i wszyscy musimy się z nim mierzyć – mówi Przemysław Przybylski, rzecznik banku Credit Agricole. – Takie inicjatywy jak Akcja Czysta Odra uczą dobrych nawyków, zmieniają świadomość Polaków i pomagają chronić środowisko.
– Mamy świadomość, że sprzątanie jest potrzebne, ale nie rozwiązuje problemu nadmiaru plastiku w środowisku. Kluczowe są zmiany systemowe i zmuszenie producentów do wzięcia odpowiedzialności za opakowania wprowadzane do rynkowego obiegu. Świadomość konsumentów może te zmiany
wymusić oddolnie. Dlatego też przy każdej okazji staramy się o tym głośno mówić – dodaje Dominik Dobrowolski.
Akcja Czysta Odra odbyła się pod patronatem marszałków województw: opolskiego, dolnośląskiego, lubuskiego i zachodniopomorskiego, a także prezydentów, burmistrzów i wójtów większości nadodrzańskich miast i gmin.
Na obszarze od Opola do Nowej Soli akcja była koordynowana przez Stowarzyszenie Ekologiczne EKO-UNIA z Wrocławia.
Mieszkańcy miejscowości nadorzańskich, ale i nie tylko, bo akcje odbyły się też na dopływach rzeki Odry m. in. w Wałbrzychu, Janowicach Wielkich, Henrykowie, z wielkim zaangażowaniem włączyli się do sprzątania. Była to nie tylko okazja do zadbania o czystość rzek, ale również szansa na nawiązanie kontaktów między lokalnymi aktywistami. Zdarzało się, że w tej samej okolicy zgłaszało się kilka grup sprzątających, których organizatorzy zdecydowali zapoznać się, nawiązać ze sobą kontakt i wspólnie połączyć siły aby sprzątanie było bardziej efektywne.
Po zakończeniu sprzątania w wielu miejscowościach organizatorzy starali się zapewnić dodatkowe atrakcje – spotkania przy ognisku, zabawy dla dzieci, poczęstunek w postaci ciast czy zupy rybnej. W Bytomiu Odrzańskim dzieci miały szansę zagrać w ekologiczny quiz z nagrodami, a Nadleśnictwo Nowa Sól podarowało sadzonki drzew, które trafiły do uczestników wydarzenia.
We Wrocławiu powstał Oławski Patrol Kajakowy, a szkoła Shooting Drill Academy zorganizowała nawet bieg z przeszkodami i przeprawą wodną!
Źródło: EkoUnia
W samym 2018 roku wygenerowaliśmy na całym świecie 50 milionów ton elektrośmieci takich jak porysowane telefony, stare komputery czy telewizory. Niestety recyklingowi poddaliśmy jedynie 20 procent z nich.
W październiku obchodziliśmy Międzynarodowy Dzień Bez Elektrośmieci – warto zatem zastanowić się, jak sukcesywnie zwiększać ten odsetek. Tym bardziej, że zdaniem Centrum UNEP/GRID-Warszawa, organizacji realizującej misję Programu ONZ ds. Środowiska w Polsce, e-odpady to biznes przyszłości i sposób na odzyskiwanie surowców naturalnych.

Przejście do bardziej cyfrowego świata oferuje niespotykane dotąd możliwości rozwoju. Taki potencjał stwarza jednak szereg problemów dotyczących gospodarowania elektrośmieciami, z którymi znaczna część osób nie wie, co zrobić. Zgodnie z raportem ONZ nt. globalnej sytuacji e-odpadowej, wspomniane 50 milionów ton elektrycznych i elektronicznych śmieci to 4,5 tys. wież Eiffla, które zajęłyby powierzchnię całego Manhattanu. Z tej liczby połowę stanowią urządzenia osobiste, czyli m.in. smartfony, laptopy czy tablety. Często trafiają na składowiska odpadów w Azji lub Afryce Zachodniej, które to regiony są głównymi odbiorcami tego rodzaju śmieci.
– Jako społeczeństwo nie do końca zdajemy sobie sprawę z tego, że często wymieniane sprzęty również stają się odpadami, z którymi trzeba coś przecież zrobić. Potrzebujemy świadomości, że stają się zagrożeniem nie tylko dla środowiska, ale również dla naszego zdrowia. Źle zagospodarowane elektroodpady są istotnym źródłem toksycznych substancji w środowisku – mówi Łukasz Sosnowski, ekspert ds. gospodarki o obiegu zamkniętym, założyciel firmy doradczej GOZ WORLD.
Już w 2013 r. na każde przeciętne gospodarstwo domowe na świecie przypadało średnio 79 sprzętów elektrycznych i elektronicznych. Z uwagi na krótki cykl życia urządzeń, czyli częstą ich wymianę, nietrwałość produktów czy zwyczajny brak wiedzy o tym, że elektronikę należy poddawać recyklingowi, co roku do Kenii na składowiska odpadów trafia 17 tysięcy ton e-odpadów tj. tyle, co 130 milionów telefonów komórkowych.
Jeśli nie zaczniemy dawać sprzętom drugiego i trzeciego życia, to według danych wspieranego przez UN Environment raportu Światowego Forum Ekonomicznego w 2050 roku najprawdopodobniej wyprodukujemy aż 120 milionów ton elektrośmieci – dwukrotnie więcej niż w roku 2018. Odpowiedzią na zalew tego rodzaju odpadów jest idea gospodarki o obiegu zamkniętym. GOZ to z jednej strony sposób na wydłużenie życia sprzętów, dbanie o środowisko, a z drugiej nowy pomysł na zarabianie, czyli szansa dla biznesu, recyklerów i ecodesignerów.
Już na etapie projektowania urządzeń, GOZ zakłada zwiększenie ich użyteczności w procesie użytkowania. Przykładem są powszechnie używane ładowarki i zasilacze z tym samym typem końcówki. Ekoprojektowanie to również dbanie o jakość, by sprzęty służyły nam jak najdłużej lub by ich naprawa nie była czymś niemożliwym. Jako konsumenci, zamiast wyrzucać np. wciąż sprawną komórkę, możemy ją odsprzedać i w ten sposób nadać jej kolejne życie. Jeśli zaś urządzenie jest zepsute, wyrzucić do odpowiednich pojemników lub oddać do specjalnych punktów zbierania, w których recyklerzy wiedzą, jak zrobić z e-odpadów użytek.
– Elektrośmieci to prawdziwy ukryty skarb. Szacuje się, że roczna wartość zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego to 62 miliardy dolarów. Kryje się w nim alternatywny sposób na odzyskanie cennych, ważnych dla gospodarki surowców, takich jak złoto czy srebro. To rodzaj nowoczesnego, miejskiego górnictwa – mówi Maria Andrzejewska, dyrektor Centrum UNEP/GRID-Warszawa.
Zdaniem Michała Kanownika, prezesa Związku Cyfrowa Polska, istnieje potrzeba stałego edukowania społeczeństwa na temat tego, czym są elektrośmieci i jak należy z nimi postępować. – Jest to zadanie dla nas, przedsiębiorców, ale też dla administracji, by budować świadomość społeczną o tym, jak kwestia odpowiedniego gospodarowania zużytym sprzętem ważna jest z punktu widzenia środowiska i gospodarki – podkreśla Kanownik.
W każdym domu znajdziemy przynajmniej kilka nieużywanych komórek, zepsutą drukarkę, z którą nie do końca wiemy co zrobić, dziesiątki kabli czy LEDowe żarówki. Jeśli wyrzucimy je do kosza z odpadami zmieszanymi, to z jednej strony zanieczyścimy środowisko toksycznymi substancjami, z drugiej zaś możemy zapłacić karę o wysokości nawet 5 tys. zł. Mało kto zdaje sobie sprawę z tych konsekwencji.
W ramach Międzynarodowego Dnia Bez Elektrośmieci Centrum UNEP/GRID-Warszawa, WEEE Forum i ElektroEko przygotowali dla konsumentów praktyczny poradnik w postaci strony https://dzienbezelektrosmieci.pl/, na której przeczytamy czym są elektrośmieci i jak je zagospodarować w bezpieczny sposób.
16 października w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii odbędzie się także debata „Zużyty sprzęt elektryczny i elektroniczny surowcem gospodarki przyszłości”. Wydarzenie ma na celu promowanie prawidłowego postępowania ze zużytym sprzętem oraz zainicjowanie dyskusji na temat efektywnego wprowadzania gospodarki o obiegu zamkniętym. Czwarta Rewolucja Przemysłowa oraz gospodarka o obiegu zamkniętym sprawiają, że rynek sprzętu elektrycznego i elektronicznego musi dynamicznie reagować na oczekiwania społeczne w zakresie ochrony środowiska.
Zaproszenie do debaty skierowane jest do producentów, przedsiębiorców zajmujących się zbieraniem
i zagospodarowaniem odpadów, recyklerów, projektantów, przedstawicieli uczelni wyższych z wydziałów elektronicznych oraz mediów. Wśród ekspertów usłyszymy m.in. Marię Andrzejewską, dyrektor Centrum UNEP/GRID-Warszawa, Bogusławę Brzdąkiewicz, zastępcę dyrektora Departamentu Gospodarki Odpadami w Ministerstwie Środowiska, Beatę Lubos, zastępcę dyrektora Departamentu Innowacji w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii. Rozmowę poprowadzi Łukasz Sosnowski z GOZ WORLD.
16 października 2019, godz. 9:30-12.30, Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii, sala AB. Rejestracja możliwa przez stronę: https://dzienbezelektrosmieci.gridw.pl/
Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.
LIST OTWARTY PARTII ZIELONI DO MINISTRÓW — SPRAW WEWNĘTRZNYCH, ŚRODOWISKA I SPRAWIEDLIWOŚCI
Szanowni Państwo
Jesteśmy świadkami niemal regularnie powtarzających się, teoretycznie przypadkowych pożarów składowisk odpadów w Polsce i mnożenia się coraz to nowych miejsc nielegalnego składowania odpadów. Zjawisko to ma szerokie negatywne społeczno-gospodarcze konsekwencje. W pierwszym rzędzie tworzy się coraz silniejsza „mafia śmieciowa” – zorganizowane grupy przestępcze, które z nielegalnego procederu odbioru i składowania w nielegalnych miejscach, a także z importu odpadów z zagranicy, uczyniły sobie potężne źródło nieopodatkowanego dochodu. To pierwsza konsekwencja bezskuteczności państwa, która skutkuje tworzeniem się mafijnych powiązań z władzą publiczną. Miało to miejsce w Bogatyni, gdzie wedle doniesień medialnych zawiązała się regularna mafia, łącząca nielegalny import odpadów, ich nielegalne składowanie na publicznym składowisku, przestępców i prominentnych polityków lokalnych, wywodzących się z Prawa i Sprawiedliwości.
Drugą, bardzo szkodliwą konsekwencją jest skażenie środowiska, czy to w przypadku samego składowania (zanieczyszczenie gruntu i wód gruntowych, skutkujące narażeniem zdrowia i życia obywateli, odór uciążliwy dla mieszkańców, wreszcie niszczenie estetyki poszczególnych miejscowości), czy też pożarów, powodujących wielomilionowe koszty akcji gaśniczych i skażenie powietrza trującymi gazami i pyłami.
Trzecią ważną konsekwencją jest obniżenie wpływów publicznych, wobec nieuiszczania przez te podmioty podatków i opłat, związanych z prowadzoną działalnością.
Czwartą, niezmiernie ważną konsekwencją, jest praktyczne przerzucenie na samorządy lokalne kosztów likwidacji takich składowisk i utylizacji odpadów wobec bezskuteczności działań, mających na celu egzekucję tych obowiązków przez sprawców. Bezskuteczność władz państwowych przeraża, a dokonana przez Sejm latem 2018 r. nowelizacja ustawy o odpadach okazała się niewystarczająca.
Partia Zieloni, mając na uwadze społeczną doniosłość tego zjawiska, a także pamiętając wielki pożar nielegalnego składowiska odpadów we Wrocławiu przy ul. Szczecińskiej, który sparaliżował znaczną część miasta, podjęła próbę dialogu z podmiotami zaangażowanymi pośrednio i bezpośrednio w gospodarkę odpadami, aby ustalić gdzie są najsłabsze punkty systemu kontroli i egzekucji prawa i jak tym problemom zaradzić. Do Okrągłego Stołu ws. Dolnośląskich Nielegalnych Wysypisk zasiedli przedstawiciele Urzędu Miasta Wrocławia, Państwowej Straży Pożarnej, przedsiębiorstwa WPO ALBA S.A., przedstawiciele Partii Zieloni oraz organizacji społecznych i ekologicznych. Nie pojawili się, pomimo zaproszenia, przedstawiciele Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu (odpowiedzialnej za nadzór nad jednostką prokuratury, która umorzyła śledztwo ws. składowiska przy ul. Szczecińskiej na miesiąc przed pożarem) ani Wojewódzkiej Inspekcji Ochrony Środowiska.
Podczas obrad z dużą satysfakcją przyjęliśmy zaangażowanie strażaków nie tylko przy gaszeniu pożarów, ale również w walkę z procederem prowadzenia nielegalnego lub nieprawidłowego składowania odpadów oraz współpracę Komendy Miejskiej PSP i Urzędu Miejskiego we Wrocławiu przy przeprowadzaniu kontroli. W tym miejscu pragniemy złożyć na ręce ministra Joachima Brudzińskiego gorące podziękowania za wzorową służbę dolnośląskich strażaków! Nie zmienia to jednak sytuacji, że bez współdziałania prokuratury i WIOŚ, jednostki te są bezradne, wobec braku stosownych kompetencji kontrolnych i śledczych.
Na skutek przedyskutowanych problemów zgłaszanych przez poszczególne służby zwracamy się do Państwa z gorącym apelem o pilne wdrożenie poniższych zmian legislacyjnych:
1. Rozporządzenie wykonawcze do ustawy o odpadach
Na podstawie art. 43 ust. 8 ustawy o odpadach, wzywamy ministra Joachima Brudzińskiego i ministra Henryka Kowalczyka do niezwłocznego wydania rozporządzenia w sprawie wymagań w zakresie ochrony przeciwpożarowej jakie mają spełniać obiekty budowlane lub ich części oraz inne miejsca przeznaczone do zbierania, magazynowania lub przetwarzania odpadów, kierując się możliwością wdrożenia wymagań z zakresu bezpieczeństwa pożarowego oraz ryzykiem związanym z zagrożeniem pożarowym.
Państwowa Straż Pożarna, nie dysponując takim rozporządzeniem, ma bardzo ograniczone możliwości prowadzenia czynności kontrolno-rozpoznawczych. Dookreślenie wymogów przeciwpożarowych pozwoli na skuteczne kontrole i egzekucje przepisów!
Od ministra Joachima Brudzińskiego domagamy się pilnego kadrowego wzmocnienia wydziałów kontrolno-rozpoznawczych Państwowej Straży Pożarnej. Na chwilę obecną kontrolami wszystkich obiektów budowlanych Wrocławia i powiatu wrocławskiego zajmuje się tylko 9 strażaków!
2. Egzekucja prawa
Podstawowym problemem wskazanym przez urzędników jest brak możliwości egzekucji prawa. Decyzje nakazowe prezydenta Wrocławia nie są wykonywane, a nakładane grzywny w celu przymuszenia są nieegzekwowalne. Wskazano, że często działalność prowadzona jest na tzw. słupy – osoby fizyczne bez majątku, spółki pozbawione zarządów itp. Ponadto Urząd Miejski Wrocławia nie dysponuje stosownymi uprawnieniami śledczymi, aby ustalić rzeczywistych beneficjentów i organizatorów tego procederu. Konieczna jest współpraca z policją i prokuraturą.
Ściganiem przestępczości przeciwko środowisku powinny zająć się wyspecjalizowane zespoły policjantów i prokuratorów. Dlatego apelujemy do ministrów Zbigniewa Ziobry i Joachima Brudzińskiego o wydzielenie w ramach komend powiatowych i prokuratur rejonowych wyspecjalizowanych wydziałów, w których pracowałyby osoby posiadające odpowiednie kompetencje fachowe. Należy zmienić podejście prokuratur, które dotychczas „hurtowo” umarzały postępowania ze względu na rzekomo niską szkodliwość społeczną czynu. Potrzebne są szkolenia dla prokuratorów i policjantów z zakresu zagrożeń ekologicznych. Dla przykładu, jedno dolnośląskie składowisko paliło się 30 razy w ciągu ostatnich 8 lat a osoby za to odpowiedzialne nie poniosły żadnych konsekwencji! Policja i prokuratura, równolegle do działań administracji publicznej powinny prowadzić śledztwa w zakresie prowadzenia nielegalnych składowisk i przekazywać swoje ustalenia administracji publicznej w celu usprawnienia postępowań administracyjnych!
Dodatkowo apelujemy o zmiany w ustawie o swobodzie gospodarczej i kodeksie postępowania administracyjnego. Mamy do czynienia z działalnością przestępczą, kontrole powinny być zatem prowadzone bez pisemnego uprzedzenia. Z danych przytoczonych przez przedstawicieli Urzędu Miasta Wrocławia, często niemożliwe jest przeprowadzenie kontroli ze względu na zamknięcie zakładu lub nie przynosi ona efektu z uwagi na usunięcie nieprawidłowości na czas kontroli, po zakończeniu której odpady przeważnie wracają na miejsce nielegalnego składowania. Dlatego należy pilnie uprościć procedurę w tym zakresie. Kontrole powinny odbywać się bez zapowiedzi, powinno się również dopuścić kontrole krzyżowe różnych służb. Służby powinny współdziałać i uzupełniać swoje kompetencje na wzór współpracy Urzędu Miasta Wrocławia i Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej we Wrocławiu.
Każdy protokół z kontroli składowiska, który stwierdza naruszenia, z urzędu powinien trafić do prokuratury.
Urzędnikom brakuje wsparcia prawników i ekspertów. Apelujemy więc, aby organy ochrony środowiska wyposażyć w dodatkowe fundusze na zlecanie ekspertyz. Apelujemy o stworzenie ogólnopolskiej bazy biegłych w zakresie ochrony środowiska, z których pracy mogłyby korzystać organy administracji i ścigania. Ponadto domagamy się, aby w skomplikowanych sprawach, organy ochrony środowiska uzyskały wsparcie radców Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa. Często słyszymy, że orzecznik nieposiadający wykształcenia prawniczego jest bezradny w sporze z przestępcami, których wspierają czołowe kancelarie prawne. Ze względu na uchybienia proceduralne, postępowania administracyjne i sądowo-administracyjne ciągną się latami!
3. Penalizacja procederu nielegalnych składowisk
Ponawiamy nasz apel o penalizację procederu prowadzenia nielegalnych składowisk odpadów, wyrażony w piśmie koła wrocławskiego Partii Zieloni, złożonego w styczniu na ręce prokuratora generalnego, ministra Zbigniewa Ziobry. Na nielegalne składowiska należy patrzeć jak na działalność przestępczą. Każda taka działalność powinna stanowić przestępstwo, ponieważ powoduje ogromne straty dla budżetu państwa i samorządów oraz stanowi zagrożenie dla środowiska.
Dlatego postulujemy aby każda działalność w postaci prowadzenia nielegalnego składowiska odpadów była zagrożona karą więzienia. W przypadku składowania odpadów niebezpiecznych, względnie w przypadku składowisk o większych obszarach (np. powyżej 5000 m2), kara ta winna ulegać znacznemu zwiększeniu. Obok zagrożenia karą więzienia powinna zostać wprowadzona dodatkowa sankcja finansowa, wymierzana stosownie do stworzonego zagrożenia (kategoria odpadów) i obszaru składowiska. Nasz postulat powinien zostać jak najszybciej zrealizowany poprzez wprowadzenie do kodeksu karnego nowego przepisu sankcyjnego tak, aby dać organom prokuratury skuteczne narzędzie do zwalczania tego wyjątkowo karygodnego i niebezpiecznego zjawiska.
W chwili obecnej wykazanie przesłanek odpowiedzialności karnej z art. 183 kk jest niesłychanie trudne. Wskutek tego skuteczne postępowania prowadzone są dopiero wówczas, gdy dojdzie do ekologicznej lub ludzkiej tragedii. Jednym z podstawowych celów postępowania karnego jest prewencja. Spełnienie tej roli prawa karnego będzie możliwe, gdy organy ścigania będą mogły podjąć walkę z nielegalnym procederem, zanim wywoła on druzgocące skutki społeczne.
4. Sankcje administracyjne
Zawarte w ustawie o odpadach sankcje administracyjne w wysokości do 1 mln złotych są niewystarczające. Sankcja powinna zawsze przewyższać przychód z nielegalnej działalności. Apelujemy o podwyższenie limitu kary i powiązanie jej z oszacowanymi przychodami z działalności przestępczej!
Już samo naruszenie zasad ochrony przeciwpożarowej powinno być sankcjonowane grzywną – przynajmniej 10 tys. złotych. Nieusunięcie w terminie naruszeń powinno skutkować nałożeniem kolejnej grzywny. Organem uprawnionym do nakładania grzywny powinien być kontrolujący strażak.
W ramach planowanego wprowadzenia przez państwo monitoringu granicznego cystern paliwowych postulujemy objęcie tym monitoringiem również pojazdów ciężarowych, wożących odpady. Informacja o takich pojazdach powinna spłynąć do organów administracji. Każdą ciężarówkę należy rozliczyć. Postulujemy podwyższenie limitu kar administracyjnych za nielegalny transport odpadów z zakresu 2-10 tys. zł do 10-100 tys. zł i zatrzymanie pojazdu naruszającego przepisy na poczet kary.
5. Inspekcja Ochrony Środowiska
Wojewódzkie Inspekcje Ochrony Środowiska są w myśl przepisów ustawy o odpadach podstawowym organem kontrolnym i sankcyjnym. Tymczasem na przykładzie Wrocławia można stanowczo stwierdzić, że organ ten nie wypełnia swoich podstawowych obowiązków. Czyni to w zastępstwie Urząd Miasta Wrocławia, który pomimo pewnych uprawnień nie jest władny nakładać administracyjnych kar pieniężnych, przewidzianych ustawą o odpadach. WIOŚ we Wrocławiu nie jest również zainteresowany dialogiem z innymi organami i organizacjami społecznymi. To musi się natychmiast zmienić!
Apelujemy o poddanie Inspekcji Ochrony Środowiska hierarchicznej podległości marszałków województw. Marszałkowie, jako reprezentanci samorządu, powinni być żywotnie zainteresowani sprawną służbą ochrony środowiska. Inspekcje Ochrony Środowiska wymagają pilnego wsparcia personalnego i sprzętowego.
Ponadto należy natychmiast rozszerzyć kompetencje WIOŚ, umożliwiając inspektorom ochrony środowiska kontrolowanie osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej. Częstokroć właśnie takie osoby prowadzą nielegalne składowiska odpadów!
6. Apel o synergię
Ze względu na podział kompetencji organów powołanych do zwalczania nielegalnych składowisk konieczna jest synergia działania poszczególnych służb i dobra wola zinstytucjonalizowanej współpracy na wszystkich szczeblach. Niech wzorem będzie tu postawa urzędników miejskich i Komendy Miejskiej PSP we Wrocławiu. Konieczne jest powołanie wspólnych zespołów roboczych, wyznaczanie wspólnych planów kontroli, dzielenie się ustaleniami i zebranym materiałem dowodowym, wreszcie wspólne kontrole. Potrzeba tu współpracy wszystkich kompetentnych organów: strażaków, policjantów, WIOŚ, RDOŚ, starostów, wójtów, burmistrzów i prezydentów, strażników miejskich. Przykładowo:
- Bez działania WIOŚ nie da się uzyskać wyników kontroli i nałożyć administracyjnej kary pieniężnej.
- Bez udziału wójta/burmistrza/prezydenta nie da się wydać decyzji nakazującej usunięcie odpadów.
- Bez usunięcia odpadów RDOŚ nie przeprowadzi postępowania w sprawie usunięcia szkody w środowisku.
- Bez straży pożarnej nie da się ustalić naruszenia warunków ochrony przeciwpożarowej. Bez starosty nie da się cofnąć zezwolenia na składowanie odpadów.
- Bez pracy prokuratury i policji nie da się ustalić rzeczywistych organizatorów i beneficjentów procederu.
Należy wreszcie przeciąć ten węzeł gordyjski państwa teoretycznego i imposybilizmu systemowego, który pozwala przestępcom zarabiać miliardy złotych kosztem naszego zdrowia, środowiska i podatków!
Docelowo cały system musi zostać usprawniony, a kompetencje poszczególnych organów (poza strażą pożarną, policją i rokuraturą) zespolone w jednym organie dla poprawy zarządzania państwem.
7. Rola organizacji społecznych
Rolą organizacji społecznych jest dbanie o transparentność całego systemu, monitorowanie niepożądanych zjawisk i ich zgłaszanie właściwym organom, a także pośredniczenie i pomoc obywatelom w relacjach z administracją publiczną i organami ścigania.
Tymczasem, aktualnie zgodnie z art. 170 ustawy o odpadach: „Do postępowań w sprawach zezwolenia na zbieranie odpadów, zezwolenia na przetwarzanie odpadów, zezwolenia na zbieranie i przetwarzanie odpadów, decyzji zatwierdzającej instrukcję prowadzenia składowiska odpadów, zgody na zamknięcie składowiska odpadów lub jego wydzielonej części oraz zgody na wydobywanie odpadów ze składowiska odpadów nie stosuje się art. 31 ustawy z dnia 14 czerwca 1960 r. – Kodeks postępowania administracyjnego, zgodnie z którym organizacja społeczna może w sprawie dotyczącej innej osoby występować z żądaniem: 1) wszczęcia postępowania, 2) dopuszczenia jej do udziału w postępowaniu, jeżeli jest to uzasadnione celami statutowymi tej organizacji i gdy przemawia za tym interes społeczny”.
Oznacza to, że organizacja społeczna nie ma w powyższym zakresie prawa żądać inicjowania postępowania ani żądać dopuszczenia do udziału w charakterze strony. Dodatkowo stronami postępowań, o których mowa powyżej, nie są właściciele nieruchomości sąsiadujących z instalacją lub nieruchomością, na której będzie prowadzone zbieranie odpadów, przetwarzanie odpadów lub wydobywanie odpadów ze składowiska odpadów.
Należy niezwłocznie wyeliminować te skandaliczne przepisy z porządku prawnego. To sąsiad i organizacja społeczna są partnerami organu w monitorowaniu postępowania administracyjnego. Pozbawienie ich prawa strony w postępowaniu narusza podstawowe standardy demokratyczne. W szczególności, wobec istniejącej skali naruszeń prawa, sytuacja ta nie może mieć miejsca!
Szanowni Państwo, w naszej ocenie realizacja powyższych postulatów pozwoli na uszczelnienie systemu składowania odpadów i systemowe rozwiązanie szeregu nieprawidłowości. Apelujemy do o wzniesienie się ponad polityczne podziały, wysłuchanie naszego stanowiska i pilne wdrożenie naszych postulatów. Opracowaliśmy je zarówno z przedstawicielami administracji publicznej, jak i biznesu oraz organizacjami społecznymi. Byłoby wielką szkodą, gdyby grupy przestępcze nadal mogły żerować na polskim środowisku.
Marek Kossakowski i Małgorzata Tracz, przewodniczący Partii Zieloni
Źródło: Informacja prasowa Partii Zieloni
Unia Europejska od lat promuje tzw. „gospodarkę obiegu zamkniętego”. W skrócie, Unia wspiera wszelkie inicjatywy, pośrednio i bezpośrednio, zmierzające do wprowadzenia na terenie krajów członkowskich takiego systemu gospodarczego, w którym maksymalnie zmniejsza się zużycie nowych surowców poprzez wytworzenie zamkniętych procesów produkcyjnych.
Tak więc odpady produkowane w ramach jednych procesów są wykorzystywane jako surowce w ramach innych, co minimalizuje ilość odpadów produkcyjnych, które pozostają niezagospodarowane. Przykładem zmiany myślenia o odpadach przez Brukselę jest decyzja o zakończeniu dotowania z pieniędzy unijnych wszelkich inwestycji, które nie realizują wspomnianej polityki – np. spalarni odpadów. Dzięki temu cenny surowiec pochodzący z odpadów nie będzie „szedł z dymem”.
Warto przypomnieć o zobowiązaniach, jakie zostały nałożone na Polskę w związku z przyjęciem przez europarlamentarzystów w kwietniu 2018 r. pakietu dotyczącego gospodarki w obiegu zamkniętym. Nowe prawo zakłada że 55% odpadów komunalnych do 2025 r. (cel ten wzrośnie do 60% do 2030 r. i 65% – do 2035 r.) będzie objęte recyklingiem, a do 2035 r. jedynie 10% odpadów komunalnych ma podlegać składowaniu. Aby spełnić tak wysokie wymagania, Polska musi bardziej efektywnie prowadzić, promować i rozwijać selektywną zbiórkę odpadów. W 2016 r. poziom recyklingu w Polsce wyniósł jedynie 28%. W 2020 r. powinien wynieść 50%, inaczej zapłacimy kary – i choć według Komisji Europejskiej zagrożonych jest aż 14 państw, to nie ma się co chwalić przynależnością do tego grona. Są państwa, które już teraz spełniają powyższe wymagania. Prymusem wśród państw europejskich jest Belgia – mniej niż 1% wyprodukowanych w tym kraju odpadów jest składowanych.
Przeciwdziałanie
W celu zintensyfikowania zmian w gospodarce odpadowej i aby zniwelować zaniedbania na polu recyklingu w naszym kraju, wprowadzono nowelizację ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach oraz akty wykonawcze do ustawy. Przepisy obowiązujące od 1 stycznia 2019 roku wymuszają na samorządach implementację nowego systemu segregacji odpadów. System ten oparty będzie o 5 ścieżek strumieni odpadów (metale i tworzywa sztuczne, papier, szkło, bioodpady, zmieszane), a segregacja będzie wyglądać następująco:
- Niebieski kontener (worek lub nalepka) oznaczający papier – gazety i czasopisma, ulotki, czyste opakowania z papieru czy tektury, kartony, zeszyty;
- Żółty kontener (worek lub nalepka) oznaczający metale i tworzywa sztuczne – zgniecione butelki plastikowe, zakrętki od butelek czy słoików, puste opakowania, w tym plastikowe torebki, worki foliowe, kartony po sokach czy mleku, zgniecione puszki po napojach i żywności;
- Zielony kontener (worek lub nalepka) oznaczający szkło – butelki, słoiki, szklane puste opakowania;
- Brązowy kontener (worek lub nalepka) oznaczający bioodpady – odpady po owocach i warzywach, skorupki jaj, zwiędłe kwiaty czy rośliny doniczkowe, fusy po napojach. Należy pamiętać, że do tej frakcji nie wolno oddawać resztek kuchennych pochodzenia zwierzęcego, tłuszczu czy kości;
- Czarny kontener (worek lub nalepka) oznaczający odpady, których nie da się ponownie zagospodarować, a które określono jako odpady zmieszane – resztki pochodzenia zwierzęcego, tłuszcze i kości, zużyte materiały higieniczne (w tym pieluchy), mokry i brudny papier, potłuczone szkło i ceramika, zawartość popielniczek.
Nie udało się jednak uniknąć chaosu. Wiele gmin jest wciąż nieprzygotowanych na zmiany. Jak informuje np. warszawski Ratusz, zmiany w systemie segregacji odpadów w stolicy będą wdrażane stopniowo. Obecnie używane pojemniki muszą zostać wymienione albo na nowo oznaczone. Dopóki w altanach śmietnikowych są trzy pojemniki, mieszkańcy mogą segregować odpady według dotychczasowego systemu, a przejście na nowy system potrwa przynajmniej parę tygodni.
Ministerstwo Środowiska chciało jeszcze pod koniec zeszłego roku zmiany rozporządzenia w sprawie szczegółowego sposobu selektywnego zbierania wybranych frakcji odpadów. Zgodnie z tą propozycją, gminy miały zawrzeć kolejne umowy na odbiór odpadów na zasadach niezgodnych z rozporządzeniem, czyli obowiązujących do końca 2018 roku, na czas nie dłuższy niż do 1 stycznia 2020 roku. Projekt jednak nie opuścił Ministerstwa.
Stare umowy nawet do 2021 roku
Zgodnie z nowym rozporządzeniem, umowy o odbiorze odpadów komunalnych, które obowiązywały w chwili wejścia w życie nowych przepisów, zachowują ważność nie dłużej niż do 30 czerwca 2021 roku. Oznacza to, że w niektórych gminach zmiana sposobu odbioru i gospodarowania odpadami może nastąpić ze sporym opóźnieniem. Wszystko zależy od tego, kiedy gminy podpisywały umowy z odbiorcą odpadów. Nowe umowy podpisane po 1 stycznia 2019 roku muszą już spełniać wymagania stawiane w rozporządzeniu Ministra Środowiska.
Konsekwencje
„Nie segregowałem do tej pory, drogo mnie to nie kosztowało” – mogą pomyśleć niektórzy, szczególnie ci, którzy z góry zgłosili do urzędów gmin, że nie będą prowadzić selektywnej zbiórki odpadów. Jednak od nowego roku antyekologiczna postawa może uderzyć niektórych mieszkańców po kieszeni. Zacznie opłacać się segregować odpady, gdyż w życie wchodzą dotkliwe sankcje za brak lub nienależytą segregację.
Nowe przepisy wprowadzają znaczną różnicę między cenami za odbiór śmieci posegregowanych i zmieszanych. Niesegregowanie odpadów będzie kosztowało cztery razy więcej, niż ich sortowanie. Do tej pory rada gminy mogła określić wyższe stawki opłaty za odpady zmieszane w wysokości nie większej niż dwukrotność maksymalnej stawki opłaty za śmieci posortowane. Jeśli właściciel nieruchomości nie będzie segregować odpadów, mimo że złożył stosowną deklarację o takim zamiarze, to firmy odbierające odpady przyjmą je jako zmieszane i powiadomią o tym fakcie gminę.
Taka sytuacja budzi jednak spore kontrowersje. Założenie jest niewątpliwie słuszne – wysokie kary mają pokryć rzeczywiste koszty gmin, z jakimi wiąże się gospodarowanie i utylizowanie odpadów nieselektywnych. Problemem może być jednak, czy zapisy z ustawy będą możliwe do respektowania. Taka opłata o charakterze sankcyjnym spowoduje, że to po stronie organów gminy będzie istniał obowiązek udowodnienia, że warunki umowy zostały przez wytwarzającego odpady naruszone.
Gminy wychodzą z założenia, że w przypadku kontroli zabudowy wielorodzinnej podmiotem kontrolowanym jest administrator czy zarządca budynku, a w takim wypadku w chwili wykrycia nieprawidłowości to on powinien ponieść odpowiedzialność. Jednak jeżeli kontroler stwierdzi, że dochodzi do nagminnej nieprawidłowości w segregacji odpadów, trzeba będzie zastosować odpowiedzialność zbiorową i podwyższyć opłatę za odbiór odpadów dla wszystkich mieszkańców wspólnoty objętej sankcjami. To musi budzić sprzeciw mieszkańców.
Gminy podnoszą w tym miejscu swoje argumenty. Jeżeli właściciel nieruchomości zgłosi chęć prowadzenia selektywnej zbiórki i nie przestrzega reguł jej prowadzenia, gmina musi ponieść dodatkowe koszty. Najpierw śmieciarka wysłana po selektywne odpady stwierdza nieprawidłowości, a następnie musi przyjechać inny samochód po odpady zmieszane. A odpady selektywne nie są łatwiejsze w zagospodarowaniu – niższa stawka to jedynie zachęta dla mieszkańców, by prowadzili ich segregację.
Analizując nową politykę odpadową trzeba wziąć pod uwagę skalę prawdopodobnych problemów, możliwości kontroli, jakimi dysponują gminy, i przewlekłość postępowań (gdyż trzeba uwzględnić postępowanie odwoławcze od decyzji nakładającej sankcyjną stawkę do Samorządowych Kolegiów Odwoławczych). Do tego także problem zabudowy wielorodzinnej, których mieszkańcy muszą wspólnie segregować odpady. Konkluzja nie jest zbyt budująca – cele wprowadzanych zmian w polityce selektywnego odbioru odpadów będą bardzo trudne, jeżeli nie niemożliwe do osiągnięcia.
Zmiana kosztuje
Właściciele nieruchomości są zobowiązani, by samodzielnie wyposażyć swoje posesje w odpowiednie pojemniki do zbierania odpadów, chyba że gmina w wydanym przez siebie regulaminie utrzymania porządku i czystości w gminie zdecydowała inaczej. W takim wypadku samorząd odbije sobie koszty dostarczenia kontenerów – najpewniej w opłatach za odbiór odpadów.
Tak samo konieczne będzie przeprowadzenie zmian w pojazdach odbierających odpady czy w punktach odbioru. Wszystkie tez zmiany odczujemy w swoich portfelach.
Obowiązek niby jest, ale…
Jak zauważa część ekspertów, właściciel, który zadeklarował nieselektywną zbiórkę odpadów komunalnych nie jest zobowiązany do zmiany swojej deklaracji. Regulacje wprowadzone ustawowo są ze sobą niespójne. Niby zarówno ustawa o odpadach nakazuje prowadzenie zbiórki selektywnej, jednak ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach dopuszcza również zbiórkę nieselektywną, jednocześnie nakładając konsekwencje w postaci wyższej opłaty za odbiór niesegregowanych odpadów.
Żeby to zmienić, nie wystarczy jedynie zmiana rozporządzenia. W tym celu konieczna byłaby zmiana ustawy, która całkowicie uniemożliwiałaby prowadzenie zbiórki odpadów niesegregowanych. Również gmina aktem prawa miejscowego nie może nakazać mieszkańcom prowadzenia selektywnej zbiórki odpadów.
Co dalej?
A czy osoby, które segregują odpady będą mogły liczyć na korzyści ze swojej proekologicznej postawy? Niekoniecznie! Część ekspertów jest zdania, że wprowadzone zmiany będą wiązać się z konsekwencja zwiększenia opłat dla wszystkich mieszkańców – ze względu właśnie na zmniejszenie wpływów z opłat od mieszkańców, którzy dziś deklarują brak segregacji odpadów oraz koszty postępowań administracyjnych i odwoławczych.
Obecnie w ogóle brak jest zachęt, które przekonają obywatela do prowadzenia selektywnej zbiórki odpadów. Obywatel nie widzi korzyści w segregowaniu śmieci – rozumie, że musi się ich pozbyć, ale nie ma bodźca, by w uporządkowany sposób je utylizować.
Co zatem w sytuacji, kiedy ustawodawca chętnie rozdaje razy kijem, ale nie jest zbyt skory do nagradzania mieszkańców marchewką? Jak zachęcić obywateli do zbiórki selektywnej? Odpowiedź jest niezbyt atrakcyjna – edukacja.
Chaos który powstał na skutek zmian (co przy skali i skomplikowaniu całej operacji było nieuniknione) jest potęgowany przez brak jednolitej informacji wśród obywateli. I choć są gminy, które bardzo dobrze poradziły sobie ze zmianą i zadbały o komunikację wśród mieszkańców (np. Sosnowiec, Lublin), to generalnie brak jest jasnych i czytelnych komunikatów na poziomie krajowym.
Dlaczego edukacja nie jest atrakcyjna (szczególnie, gdy ambitne cele trzeba osiągnąć już za rok)? Bo na efekty szeroko zakrojonej kampanii edukacyjnej związanej z koniecznością prowadzenia racjonalnej polityki odpadowej trzeba poczekać co najmniej kilka lat. Ale czy istnieje alternatywa? Bez powszechnej edukacji skierowanej do obywateli efekty wprowadzanych zmian będą znacznie mniejsze, a mieszkańcy będą stawiać opór niezrozumiałym, odgórnie narzucanym rygorom i opłatom. Nie chodzi o to, by z obywatelem walczyć o zbiórkę selektywną, ale by mu uświadomić, jak ważna jest ona dla gospodarki odpadowej, a co za tym idzie dla środowiska, zdrowia mieszkańców i poziomu ich życia.
Przykładem świetnie obrazującym ten problem są sytuacje, kiedy poszczególne frakcje odpadów odbierane są przez jeden samochód. W powszechnej świadomości utarło się, że oznacza to po prostu zmarnowanie wysiłku segregacji, podczas gdy nowoczesne śmieciarki często wyposażone są w więcej niż jedną komorę. Bywa też, że do odbioru różnych frakcji, odbieranych w różne dni, przyjeżdżają jednakowo oznakowane samochody, co jest mylące dla obserwatorów.
Dla zwiększenia zaangażowania obywateli w segregację odpadów potrzebne jest uwiarygodnić w ich oczach, że gospodarka odpadami jest skuteczna i legalna. Medialne doniesienia o działalności różnego rodzaju oszustów, mafii śmieciowej, kradzieżach segregowanych odpadów czy pożarach składowisk nadwerężyło zaufanie obywateli do całej branży. Trzeba też wytworzyć nawyk segregacji, którego b. wielu ludziom brak. Dlatego edukacja powinna być zmasowana i prowadzona wieloetapowo, zaczynając od edukacji przedszkolnej i szkolnej, a następnie poprzez kampanie społeczne, najlepiej z udziałem TV, i działalność informacyjną prowadzoną przez władze lokalne.
Najpierw pojawiły się osobne pojemniki na butelki PET. Trzeba było do nich specjalnie chodzić. Chociaż nie kupuję napojów w plastiku (chyba że wodę do pociągu), odwiedzałam je regularnie. W szkołach trwały w tym czasie zajęcia, które miały przekonać nie tylko młodzież, ale i rodziców do idei recyklingu.
Następnie pojawiły się pojemniki do segregacji. Najpierw jeden pojemnik na papier, szkło i plastik. Potem trzy różne pojemniki, plus brązowy na kompost. Więc chodziłam do śmietnika z czterema różnymi torebkami śmieci. Najpierw w jednym sklepie, potem w drugim, pojawiły się domowe pojemniki na śmieci z przegródkami do ich segregacji. No nareszcie, odetchnęłam, robi się prawie jak na Zachodzie w czasach, gdy był dla nas niedościgłym wzorem.
Pewnego dnia coś zaczęło się psuć. Pojemniki na PETy były notorycznie przepełnione, nikt ich nie opróżniał. Mieszkańcy zaczęli wciskać butelki plastikowe do szpar, potem zostawiać w foliówkach obok pojemników. A potem pojemniki zaczęły znikać. Wrzucałam obierki od marchwi do kosza na odpadki organiczne, ale firma wynajęta przez miasto do sprzątania skwerku pod moim balkonem liście wrzucała notorycznie do naszego pojemnika na szkło. Pojemniki na papier i plastik nagle zniknęły z mojego śmietnika. Został pojemnik na szkło z resztką napisu „o”, do którego wszyscy wrzucają wszystko. Rozbestwiona niedawną obfitością pojemników do segregacji, zamawiając szafkę na wymiar do kuchni, przewidziałam miejsce na pojemniki na papier i plastik (odpadki organiczne utylizuję na bieżąco, bo potrafią zaśmierdnąć). Jednak z produktami segregacji biegam po zmroku chyłkiem do śmietnika po drugiej stronie ulicy, ryzykując gniew sąsiadek tropiących podrzucających śmieci.
„Kiedy będziemy mieć znów pojemniki do segregacji?” – zapytałam w administracji. „To nieważne, zaraz będziecie mieć zamykany śmietnik” – usłyszałam. „Kiedy wreszcie ta administracja zbuduje nam porządny zamykany śmietnik?” – pomstuje pani Zosia, która podczas spacerów ze swym jamnikiem patroluje okolicę na tyle skutecznie, że na naszych trawnikach wiatr nie roznosi foliówek.
Nastąpił zmierzch idei recyklingu, zwyciężyła idea zamykanych śmietników. Jak do tego doszło? Po pierwsze wszyscy uparcie lansowali mit, że mieszkańcy nie chcą segregować. Mit szkodliwy i niewiele mający wspólnego z rzeczywistością. Najczęściej recyklingujący mieszkańcy trafiali na przepełnione pojemniki. Śmietniki recyklingowe zasypywały góry śmieci nieposegregowanych, ale niepochodzących bynajmniej od nas. Mit drugi: „obcy nam podrzucają”, jest dość skuteczny. Podobnie jak niemieccy antyfaszyści, tureckie kebaby i wietnamskie budki są dla nas „zagrożeniem” na poziomie narodowym, tak mieszkańcy sąsiedniej posesji stają się takim zagrożeniem na poziomie tzw. wspólnoty mieszkańców.

Obcy, podrzucający nam śmieci hurtowo, to niestety firmy sprzątające na zlecenie miasta.Być może nie zapewniono im odbioru zgrabionych liści. A może pracowników i podwykonawców nie poinformowano, że recykling jest priorytetem? Bo na pewno nie jest. W administracji nikt nie potrafi mnie poinformować, jakie są – i czy są – ekonomiczne korzyści z segregacji. Są plakaty zachęcające do zbiórki plastikowych zakrętek, ale co mam zrobić z butelkami od tych zakrętek, administracja nie wie. Nikt też nie wie dokładnie, dlaczego mamy zbierać zakrętki…
Przez cały ten czas wprowadzania i porzucania idei recyklingu nikt nas, mieszkańców, do niego nie zachęcał i nie informował o ewentualnych korzyściach. Dla zbiorowego sztucznego tworu, jakim jest wspólnota mieszkaniowa, liczy się CENA. O tym, czy mniej czy więcej płacimy za segregację, nikt nic nie wie. Ale wprowadzeniu obowiązku segregacji – a raczej wystawieniu pojemników do segregacji – towarzyszyła podwyżka cen wywózki śmieci. Mieszkańcy nauczyli się od prowadzących zebrania wspólnoty pracowników administracji, że liczy się tylko KOSZT. Poddali się więc lokalnej modzie i uchwalili na ostatnim zebraniu wspólnoty budowę murowanego i zamykanego śmietnika, takiego samego jaki ma wspólnota po drugiej stronie ulicy. Bo nikt nam nie będzie podrzucał śmieci, a za te na zewnątrz śmietnika nie będziemy musieli płacić – tłumaczy nieformalna liderka wspólnoty słabiej zorientowanym mieszkańcom.
Moda na zamknięte śmietniki to miniatura mody na zamknięte osiedla. Niektóre wspólnoty wykupują pas trawnika i chodnika pod blokiem, by się ogrodzić i odgrodzić, nawet za cenę braku dojazdu dla karetki pogotowia. Jak się nie da ogrodzić chodnika – zagrodźmy choć śmietnik, jako wspólnota mamy do tego prawo. Zdaje się, że wspólnota mieszkaniowa w budynku, w którym znajdują się mieszkania komunalne, ma niewielkie pole manewru. Budowa śmietnika ma zastąpić inne decyzje, których nie wolno nam podjąć.
Jednocześnie wszyscy niemal mieszkańcy, wraz z patrolująca osiedle panią Zosią, ślepi stają się na oczywiste fakty, jak segregowanie śmieci przez mieszkańców, podrzucanie śmieci przez miejskie firmy, które bez problemu załatwią sobie klucz do naszego zamykanego śmietnika. I wspólnota, i administracja, ślepe są na fakt obiektywny, łatwy do uchwycenia bez systematycznych obserwacji, że nasza otwarta pergola jest z dużą regularnością odwiedzana przez „nurków”, którzy poddają recyklingowi co najmniej 40% śmieci, w tym te ciężkie, jak meble, lustra i części telewizorów. Nie myślimy też wcale o tym, że ten śmietnik – dość obficie zaopatrywany przez 2 sklepy spożywcze, 2 budynki administracji i dwa bloki, do których wciąż się ktoś wprowadza i wywala badziewie zgromadzone przez poprzednich lokatorów w komórce, że ten śmietnik, do którego trafia dziennie kilkanaście jeśli nie kilkadziesiąt puszek po piwie, na którego obmurowaniu wiesza się foliówki ze starym, ale jeszcze nie spleśniałym chlebem, obok którego na trzepaku wywiesza się przechodzoną ale jeszcze całkiem dobrą odzież – że śmietnik ten jest źródłem cząstki dochodu masy ludzi, a jego zamknięcie pozbawi ich tego żałosnego dochodu.
Jedynym plusem projektu budowy zamkniętych śmietników jest to, że stanowić mogą pewną ochronę przed chłodem dla bezdomnych. Gdy przyjdzie mróz, bezpieczniej im będzie jednak w ogrzewanych piwnicach. O ile ktoś ich tam wpuści. Elementarne poczucie wspólnoty z innymi jest jeszcze rzadsze niż potrzeba segregacji śmieci, współczucie dla kur stłoczonych w klatkach czy duszonych w supermarketach karpi. Młodzi wykształceni ludzie coraz częściej chodzą do sklepu z własną wielorazową siatką, omijają napoje w plastikowych butelkach i bojkotują koszulki wyprodukowane być może w chińskich sweatshopach. Ci sami ludzie, czasem stołujący się w modnej wegetariańskiej sieciówce i robiący „zielone” zakupy wyrzucając resztki niedojedzonej pizzy, zapominają ją jednak posegregować tak, by ewentualne spożycie jej resztek przez śmietnikowego nurka było mniej upokarzające. Można ją przecież postawić na obramowaniu śmietnika, z dala od śmierdzących śmieci. Przynajmniej tak długo, jak mamy otwartą pergolę…
Gospodarka odpadami jest jednym z najistotniejszych wyzwań jakie stoją przed współczesnymi społeczeństwami. Lawinowo wzrasta poziom konsumpcji i proporcjonalnie do tego rośnie również ilość produkowanych odpadów. Potrzeba zdecydowanych działań i nowych rozwiązań, dzięki którym ilość śmieci składowanych na wysypiskach byłaby mniejsza i nie niosłaby zagrożeń dla środowiska naturalnego. (więcej…)