Nowe elektrownie powstają tam, gdzie wody już brakuje
W Polsce trwa szybka rozbudowa energetyki gazowej – ale nowe elektrownie powstają często w regionach, które już dziś zmagają się z niedoborem wody. Towarzystwo na rzecz Ziemi pokazuje, że problem ten może pogłębiać presję na rzeki i zwiększać ryzyko konfliktów o zasoby wodne.
Mapy stresu wodnego z zaznaczeniem elektrowni i zlewni, opublikowane tuż przed Międzynarodowym Dniem Wody (22 marca), wskazują miejsca, gdzie presja na wodę jest największa.
Gaz rośnie w siłę – także w regionach z deficytem wody
Polska intensywnie rozwija moce gazowe. Inwestycje prowadzą między innymi PGE, Enea czy Grupa Orlen. Jeśli uwzględnić wszystkie projekty elektrowni w budowie i planach, Polska może mieć ok. 10 GW bloków gazowych typu CCGT i kolejne 5 GW jednostek OCGT. Do tego dochodzą elektrociepłownie.
Żadna z polskich spółek nie posiada strategii wodnych, tymczasem woda jest niezbędna do produkcji prądu i ciepła w jednostkach termalnych. Choć elektrownie gazowe zużywają mniej wody niż węglowe, ich lokalizacja w zlewniach już dotkniętych niedoborem oznacza dalsze zwiększanie presji na ograniczone zasoby wodne.
Kluczowy wniosek: energetyka gazowa wchodzi w obszar stresu wodnego
- Aż 18 z 32 jednostek gazowych (istniejących, budowanych i planowanych) znajduje się na obszarach dotkniętych silnym stresem wodnym (WEI+ >40% przez co najmniej pół roku).
- Najgorsza sytuacja dotyczy Górnej Odry i Górnej Warty, gdzie stres wodny jest silny przez cały rok.
- Najbardziej wodochłonne, wyposażone w otwarte systemy chłodzenia instalacje dotyczą elektrowni: Dolna Odra, Rybnik i Stalowa Wola.
- W niektórych przypadkach (Dolna Odra) pobór wody grozi naruszeniem przepływów biologicznych – minimalnych ilości wody potrzebnych do utrzymania życia w rzekach.
- Zamknięte systemy chłodzenia, choć bardziej wodooszczędne, nie eliminują ryzyka naruszenia przepływów biologicznych – przykład Rzeszowa pokazuje, że tylko w jednym roku przez 27 dni przepływy biologiczne zostały naruszone.
- Planowana budowa bloków gazowo-parowych w Kozienicach i Ostrołęce, czyli na terenach poza obszarami niedoborów wód może zwiększać presję na rzeki, ponieważ nowe bloki będą funkcjonować równolegle z istniejącymi instalacjami węglowymi.
- Brak integracji polityki energetycznej i wodnej zwiększa ryzyko dla bezpieczeństwa środowiska i lokalnych społeczności.
Jak stres wodny wpływa na rzeki, przemysł i społeczności?
W regionach o wysokim niedoborze wody działające elektrownie pobierają znaczące ilości wody do chłodzenia, co obniża przepływy biologiczne i zagraża ekosystemom wodnym. Długotrwały stres wodny zwiększa ryzyko konfliktów o dostęp do zasobów wodnych pomiędzy energetyką, rolnictwem, przemysłem a mieszkańcami. Choć obecnie nie dochodzi do przerw w dostawach prądu z powodu ograniczonych zasobów wodnych, eksperci ostrzegają, że narastające susze mogą w przyszłości ograniczać elastyczność pracy bloków gazowych i węglowych.
– Silny stres wodny oznacza, że już dziś woda nie jest wykorzystywana w regionie w sposób zrównoważony. Musimy pamiętać, że Polska jest krajem ubogim w zasoby wodne a susza będzie stanowić coraz większe wyzwanie dla całej gospodarki. Planowanie nowych elektrowni bez uwzględnienia ograniczeń hydrologicznych przenosi ryzyko na środowisko i społeczności lokalne. Nie powinniśmy budować elektrowni tam, gdzie brakuje wody – mówi Robert Wawręty z Towarzystwa na rzecz Ziemi.
Gaz vs OZE. Rozwiązania wskazywane przez ekspertów
Międzynarodowy Dzień Wody, który wypada 22 marca to moment, by zwrócić uwagę na konieczność integracji polityki wodnej i energetycznej. Eksperci apelują o pilne uwzględnienie dostępności zasobów wodnych w planowaniu transformacji energetycznej oraz rozwój mniej wodochłonnych technologii, takich jak odnawialne źródła energii (OZE), które nie wymagają wody do produkcji prądu i nie zwiększają presji na rzeki.
– Od rzeki do gniazdka – energetyka zależy od wody. W obliczu nasilającego się kryzysu wodnego w Polsce, postępujących zmian klimatu, coraz częstszych susz i spadków poziomu rzek, dalsze rozwijanie wodochłonnych technologii energetycznych może prowadzić do konfliktów o zasoby oraz ograniczeń w produkcji energii. Polska stoi przed wyborem: kontynuować rozwój technologii zwiększających presję na zasoby wodne, czy przyspieszyć transformację w kierunku systemu energetycznego odpornego na niedobory wody – mówi Robert Wawręty, ekspert w zakresie inżynierii środowiska, specjalizujący się w kwestiach związanych ze zrównoważoną gospodarką wodną. Wiceprezes Towarzystwa na rzecz Ziemi.
Państwowa Rada Ochrony Przyrody (PROP) opublikowała 16 lutego 2026 r. stanowisko w sprawie oferty udostępnienia przez Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie 3835 piętrzeń inwestorom zainteresowanym budową elektrowni wodnych. Komisja ds. Ochrony Ekosystemów działająca przy PROP ocenia, że skala i charakter zapowiedzi mogą pozostawać w sprzeczności z obowiązującym prawem środowiskowym oraz celami renaturyzacji rzek w Polsce.
Co zapowiedziały Wody Polskie
22 grudnia 2025 r. Wody Polskie poinformowały o otwarciu się na inwestorów i możliwości dzierżawy gruntów Skarbu Państwa pod rozwój energetyki wodnej z wykorzystaniem istniejącej infrastruktury hydrotechnicznej. W komunikacie wskazano niemal 4 tys. lokalizacji w całym kraju o łącznej mocy teoretycznej 655 MW i potencjalnej rocznej produkcji 4,86 TWh energii.
3 lutego 2026 r. instytucja doprecyzowała, że przedstawiona lista miała charakter informacyjny i nie stanowi planu inwestycyjnego. PROP zwraca jednak uwagę, że zestawienie konkretnych lokalizacji wraz z parametrami energetycznymi może być odczytywane jako zapowiedź kierunku działań, który powinien zostać poddany strategicznej ocenie oddziaływania na środowisko.
Katalog oddziaływań na ekosystemy rzeczne
W stanowisku PROP szczegółowo opisano negatywne konsekwencje środowiskowe funkcjonowania elektrowni wodnych opartych na piętrzeniach. Rada wskazuje, że są to oddziaływania trudne do wyeliminowania, polegające na:
- przegrodzeniu rzeki piętrzeniem, a więc przerwaniu rzecznego kontinuum, co skutkuje m.in. zablokowaniem migracji organizmów wodnych, wymianie genów, transportu osadów i materii organicznej;
- zniszczeniu siedlisk powyżej piętrzenia poprzez zalanie ich i/lub zmianę charakteru wód z płynących na wody stojące;
- zamianie zespołów ichtiofauny i organizmów bentosowych z “rzecznych” na “quasi jeziorne”, zastępowanie gatunków reofilnych przez stagnofilne;
- erozji dna poniżej piętrzenia, co w konsekwencji obniża poziom wód gruntowych i przerywa łączność koryta z terasą zalewową;
- zmianie parametrów fizyko-chemicznych wody powyżej piętrzenia (m.in. wzrost temperatury, spadek prędkości, wzrost trofii);
- konieczności cyklicznej ingerencji w koryto cieku (prace utrzymaniowe takie jak wykaszanie roślinności wodnej i nadbrzeżnej, pogłębianie, odmulanie);
- wahaniach wody poniżej elektrowni (hydropiking), zaburzających ekosystem, a w skrajnych przypadkach powodujących masowe śnięcia ryb i obumieranie ikry;
- uśmiercaniu i kaleczeniu ryb w turbinach (uszkodzenia mechaniczne, gwałtowne zmiany ciśnienia, kawitacja, turbulencja);
- zwiększonej śmiertelności ryb na skutek większej presji drapieżniczej;
- opóźnieniu w migracji ryb i zakłóceniach w ich rozrodzie.
PROP podkreśla, że nawet stosowanie przepławek nie przywraca pełnej drożności rzek ani transportu osadów.
Konflikt z dokumentami planistycznymi
Rada wskazuje, że część lokalizacji proponowanych do wykorzystania energetycznego znajduje się na ciekach objętych programami przywracania ciągłości ekologicznej.
Chodzi m.in. o:
– Krajowy Program Renaturyzacji Wód Powierzchniowych z 2020 r.,
– II aktualizację Planów Gospodarowania Wodami w dorzeczach z 2023 r.,
– zobowiązania wynikające z Ramowej Dyrektywy Wodnej,
– rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 1991/2024 w sprawie odbudowy zasobów przyrodniczych.
PROP wskazuje, że w części przypadków te same bariery hydrotechniczne są jednocześnie przewidziane do udrożnienia lub likwidacji w ramach działań naprawczych. W ocenie Rady rodzi to wysokie ryzyko, że decyzje środowiskowe dla części inwestycji nie będą mogły zostać wydane.
Znaczenie energetyczne: dane krajowe
Stanowisko odnosi się także do skali produkcji energii z hydroelektrowni w Polsce. Większość energii wodnej pochodzi z kilku dużych instalacji.
Z danych Głównego Urzędu Statystycznego za 2023 r. wynika, że:
– całkowita produkcja energii elektrycznej wyniosła 167 TWh,
– energetyka wodna odpowiadała za 2,4 TWh, czyli ok. 1,5 proc. produkcji,
– małe elektrownie wodne wyprodukowały ok. 0,3 TWh, czyli ok. 0,2 proc.
W ocenie Państwowej Rady Ochrony Przyrody skala oddziaływań na ekosystemy rzeczne jest niewspółmierna do udziału małych elektrowni wodnych w krajowej produkcji energii, który według przywołanych danych wynosi ok. 0,2 proc. Rada formułuje tę ocenę wprost: „Oznacza to, że przegradzamy i niszczymy rzeki w prawie 700 miejscach tylko po to, aby wyprodukować 0,2% krajowej energii.”
Wątpliwości co do danych i wyliczeń
Osobną część stanowiska PROP poświęca analizie tabeli 3836 lokalizacji udostępnionej przez Wody Polskie jako „wykaz obiektów z potencjałem hydroenergetycznym”.
Rada wskazuje, że w 388 przypadkach — czyli w ponad 10 proc. lokalizacji — sama tabela określa potencjalną moc teoretyczną jako zerową. Ma to wynikać głównie z braku ciągłego przepływu na wskazanych ciekach.
Zgodnie z analizą PROP:
– w 148 przypadkach średni przepływ (SSQ) został wskazany jako zerowy, przy czym dla 9 z nich równocześnie podano niezerowy przepływ niski (SNQ),
– dla 695 obiektów SSQ jest mniejszy niż 0,1 m³/s,
– dla 1694 obiektów SNQ jest mniejszy niż 0,1 m³/s.
Rada zwraca uwagę, że część cieków objętych zestawieniem ma charakter okresowy i w ostatnich latach bywała sucha przez znaczną część roku.
W stanowisku wskazano również na nieprawidłowości w lokalizacji części obiektów. Według PROP niektóre propozycje dotyczą m.in. morskich wrót przeciwsztormowych, zapór suchych zbiorników przeciwpowodziowych czy pochylni Kanału Elbląskiego. Rada wskazuje także na błędy rachunkowe w danych liczbowych, w tym przypadki zawyżenia parametrów wskutek oczywistych pomyłek zapisu.
Jako przykład podano wyliczenie teoretycznej mocy 2,65 GW na 1,4-metrowym jazie, co zdaniem PROP jest wartością nierealistyczną i wynika z błędu obliczeniowego.
W ocenie Rady wskazane nieścisłości podważają wiarygodność szacunków dotyczących łącznej mocy 655 MW i produkcji 4,86 TWh rocznie.
PROP kwestionuje również wiarygodność szacunków 4,86 TWh rocznej produkcji energii z proponowanych lokalizacji, wskazując na błędy w danych hydrologicznych oraz w tabeli udostępnionej przez Wody Polskie.
Emisje gazów cieplarnianych
W stanowisku podniesiono także kwestię emisji gazów cieplarnianych ze zbiorników zaporowych. Rada wskazuje, że zbiorniki mogą emitować metan, CO₂ i podtlenek azotu, a skala emisji zależy od warunków lokalnych. Przywołano m.in. badania dotyczące zbiornika Siemianówka oraz analizę śladu węglowego małej elektrowni na Stawie Służewieckim.
PROP podkreśla, że w świetle dostępnych badań nie można automatycznie przyjmować, iż każda megawatogodzina wyprodukowana w małej elektrowni wodnej oznacza redukcję emisji względem źródeł konwencjonalnych.
Rada rekomenduje:
– weryfikację listy piętrzeń z uwzględnieniem uwarunkowań prawnych i środowiskowych wskazanych w stanowisku;
– wyprzedzające poddanie ewentualnego planu działań w zakresie rozwoju energetyki wodnej procedurze strategicznej oceny oddziaływania na środowisko (SOOŚ);
– zaniechanie dalszych planów rozwoju energetyki wodnej opartej na istniejących piętrzeniach.
Rada wskazuje, że w jej ocenie rozwój ten wiąże się z wysokim kosztem środowiskowym oraz pozostaje w napięciu z celami najważniejszych dokumentów środowiskowych Polski i Unii Europejskiej. W ocenie Rady analizowana propozycja wskazuje na potrzebę przywrócenia nadzoru nad działem gospodarka wodna do Ministerstwa Klimatu i Środowiska. „Dopóki rzeki będą traktowane w pierwszym rzędzie jako elementy infrastruktury, dopóty potrzeby środowiskowe będą pomijane lub marginalizowane, co będzie powodowało dalszą degradację tych ekosystemów i generowało dodatkowe koszty dla budżetu państwa” – czytamy w stanowisku.
Stanowisko zostało przekazane m.in. ministrowi infrastruktury, ministrowi klimatu i środowiska oraz prezesowi Wód Polskich.
Pod koniec sierpnia 2025 roku Wisła w Warszawie spadła do poziomu, którego jeszcze nigdy nie notowano – zaledwie 10, a chwilę później 9 centymetrów na wodowskazie przy Bulwarach. To nie tylko rekord hydrologiczny, ale też mocny sygnał ostrzegawczy: zmiany klimatu i degradacja rzeki stają się faktem, który dotyka życia mieszkańców stolicy.
Warszawski odcinek Wisły zawsze kojarzył się z szerokim korytem i potężnym nurtem, tymczasem w sierpniu 2025 roku mogliśmy zobaczyć odsłonięte łachy piasku i koryto przypominające bardziej potok niż największą polską rzekę. IMGW potwierdził, że na stacji Bulwary stan wody spadł najpierw do 10, a następnie do 9 centymetrów – wartości niespotykanych w historii pomiarów.
To nie pierwszy raz, ale nigdy jeszcze tak nisko
Warto przypomnieć, że nie jest to odosobniony epizod. Już w 2015 roku Wisła zaskoczyła warszawiaków spadając do 26 centymetrów, a w 2024 roku susza doprowadziła do kolejnych rekordów – nawet w okolicach 20 centymetrów. Wtedy mówiliśmy o smutnych rekordach. Jednak tegoroczny sierpień przebił wszystkie wcześniejsze minima i pokazał, jak szybko zmienia się hydrologiczna rzeczywistość kraju.
Susza, upały i brak zimowego śniegu
Bezpośrednią przyczyną była przedłużająca się susza. Zimy 2024/2025 praktycznie pozbawione były pokrywy śnieżnej, przez co wiosną zabrakło tradycyjnego zasilania rzek z roztopów. Wiosna i lato przyniosły kolejne fale deficytu opadów, a lipcowe upały sięgające 36 stopni dodatkowo nasilały parowanie. To wszystko sprawiło, że woda odpływała szybciej, niż mogła być uzupełniana.
Karpackie dopływy Wisły – Dunajec, Raba, San – również notowały rekordowo niskie stany. W obliczu takiej sytuacji retencja w zbiornikach przestała pełnić rolę zabezpieczenia. Zbiorniki mogą regulować przepływ, ale nie wytworzą wody, której w dorzeczu po prostu brakuje. W efekcie niedobór widoczny był od gór po ujście.
Warto dodać, że warszawski fragment Wisły przez dziesięciolecia był regulowany i pogłębiany. Wydobycie kruszywa i prace hydrotechniczne sprawiły, że dno stopniowo się obniża. Efekt jest taki, że dziś ten sam przepływ oznacza znacznie niższy stan w centymetrach niż kilkadziesiąt lat temu. Z punktu widzenia mieszkańców różnica może wydawać się symboliczna, ale w praktyce pokazuje skalę przekształceń rzeki.
Wisła a kryzys klimatyczny
Wydarzenia z sierpnia 2025 roku nie mogą być traktowane jako „dziwny zbieg okoliczności”. Wpisują się one w coraz częściej obserwowany trend – krótsze i cieplejsze zimy, brak stabilnej pokrywy śnieżnej, długie okresy suszy przeplatane gwałtownymi ulewami. To właśnie oblicze kryzysu klimatycznego w Polsce: mniej wody wtedy, gdy jej najbardziej potrzeba, i coraz większe ryzyko, że rzeki przestaną pełnić swoje funkcje przyrodnicze i społeczne.
Rekordowo niski poziom Wisły przełożył się na życie codzienne. W sierpniu zawieszono kursy promów ZTM, żegluga była mocno ograniczona, a IMGW ostrzegał przed wchodzeniem do rzeki mimo pozornie płytkiego nurtu. Jednocześnie coraz częściej pojawiają się pytania, jak stolica ma funkcjonować w obliczu narastających problemów z wodą – zarówno w rzece, jak i w systemach zaopatrzenia.
Lekcja z dna rzeki
Wisła osiągająca 9 centymetrów w Warszawie to symboliczny obraz stanu polskich rzek w dobie zmian klimatu. To także sygnał, że potrzebujemy innej polityki wodnej: mniej betonowania, więcej miejsca dla rzek, odbudowy naturalnej retencji i mądrzejszego gospodarowania wodą w rolnictwie i miastach. Jeśli nie wyciągniemy wniosków, kolejne rekordy niskich stanów będą jedynie kwestią czasu.
Ten aspekt będzie jednym z wątków, które zostaną poruszone podczas konferencji Łączy nas Wisła.
Warto zostać częścią dyskusji i zabrać głos w obronie polskich rzek: https://laczynaswisla.pl/
Źródło: inf.pras Łączy nas Wisła
Informacja prasowa.
2 lutego obchodzimy Światowy Dzień Mokradeł. World Wetland Day – święto upamiętniające podpisanie Konwencji Ramsarskiej 2 lutego 1971 roku. W tym roku w ramach Akcji Czysta Odra i Akcji Czysta Wisła nie tylko sprzątamy największe polskie rzeki, ale rozpoczynamy też akcje na terenie wiślanych i odrzańskich mokradeł. Mokradła to nie tylko jedna z ostatnich ostoi bioróżnorodności, miejsce życia wielu rzadkich gatunków, to także ogromny rezerwuar wody, niezwykle istotny z punktu widzenia walki ze zmianami klimatu, powodziami i suszą.
Przez wieki ludzie osuszali bagna, moczary, trzęsawiska i inne tereny podmokłe. Panowała opinia, że to bezwartościowe nieużytki a nawet źródło niebezpieczeństw oraz chorób. Obecnie naukowcy mają całkowicie inną opinię. Szczególnie w dobie zmian i ocieplania klimatu mokradła, rozlewiska, doliny rzeczne są kluczowe w walce z efektami globalnego ocieplenia. Bez mokradeł i naturalnych rzek tracimy zasoby wody pitnej, coraz częściej zagrażają nam powodzie i jedocześnie świat pustynnieje. Mokradła pomagają walczyć z kryzysem klimatycznym, bo ochładzają one teren, kumulują wodę oraz zatrzymują dwutlenek węgla lepiej niż lasy tropikalne! W skali globalnej torfowiska magazynują dwa razy więcej dwutlenku węgla niż światowe lasy. Tereny podmokłe są zatem kluczowymi ekosystemami, które należy nie tylko zachowywać, ale odtwarzać i renaturyzować! Żyje i rozmnaża się na nich do 40 proc. gatunków na naszej planecie. Oczyszczają one również wodę, chronią przed powodziami. Mokradła to naturalne zbiorniki retencyjne. O wiele skuteczniej niż sztuczne zbiorniki magazynują wodę oraz wpływają regulująco na odpływ wód w rzekach i glebach. Mokradła i złoża torfowe, zatrzymujące wody roztopowe, obniżają również odpływ z wezbrań i wiosennych powodzi. Mokradła i torfowiska wydłużają cykl obiegu wody i poprawiają bilans wodny kraju. Dzięki mokradłom podpiętrzana jest warstwa wodonośna w glebie, co zwiększa zasoby wód podziemnych i chroni lasy przed wysychaniem i pożarami. W Polsce, jak wynika z danych Instytutu Melioracji i Użytków Zielonych, mokradła występują na powierzchni ok. 4,4 mln ha, co stanowi niemal 14 proc. kraju. Z tego 4 proc. zajmują torfowiska o powierzchni większej niż 1 ha. We wszystkich torfowiskach zmagazynowanych jest 35 mld m3 wody, czyli dwukrotnie więcej niż we wszystkich polskich jeziorach!
Dodatkowe informacje Dominik Dobrowolski, ekolog
Bardzo lubię chodzić wzdłuż rzek, a Ty – stać i patrzeć na rzeki… Czy coś jeszcze?
Dwugłos o przyrodzie i miłości
Monika Kostera i Joanna Średnicka
M: Jakiś czas temu odkryliśmy z mężem nadzwyczajną radość, jaką przynosi chodzenie wzdłuż rzek. Często w weekend wybieramy się na włóczęgę w towarzystwie jakiejś rzeki – małej lub dużej. Kiedy odwiedzamy nowe miasto, koniecznie idziemy spotkać przepływającą przez nie rzekę – czasami dwie lub więcej. No i dwa lata temu zamieszkaliśmy nad dużą rzeką – okna dużego pokoju wychodzą na rzekę. Kiedy rano wstaję, za rzeką wstaje słońce. Za to wieczorem zachodzące słońce odbija się w nurcie rzeki, przelatując nad blokami osiedla.
JŚ: No powiem Ci, że moja miłość do rzek jest chyba jeszcze w fazie nieuświadomionej. Na myśl o rzece, w sposób automatyczny pojawia się jakaś forma lęku, a im bardziej szukam w pamięci, buduję kolejne obrazy płynącej wartko wody, porywającej bezpowrotnie rzucony z mostu patyczek, to emocja ta się nasila. Z dzieciństwa pamiętam wiele historii o rwących, „zdradliwych” rzekach z wirami, których należy się strzec, i w których pod żadnym pozorem kąpać się nie wolno. Pamiętam kilka stanów zagrożenia powodziowego w Warszawie, nie pomaga też wspomnienie brudnej Wisły lat 90., z nieprzyjemnym unoszącym się wokół zapachem. Lubię za to na rzeki patrzeć z oddalenia, z góry, jak wijące się lśniące wstęgi; uwielbiam bezkresne rozlewiska, jak wczesną wiosną nad Biebrzą; gdy od wody oddziela mnie bezpieczna kępa bujnych trzcin i krzaków, a rzeka wtapia się w krajobraz.
M: Szybkie rzeki i dla mnie bywają niepokojące. Kiedy byłam mała, taką rzeką był Bug – jeździłyśmy tam czasami z Mamą na spacery. Wody Bugu wydawały mi się mroczne, splątane, nienasycone. Szczególnie dramatyczne wrażenie wywarły na mnie łąki nadbużańskie po wylaniu rzeki – wywrócone ogrodzenia, urywające się ludzkie drogi, rozkładające się truchła niewystarczająco szybkich gryzoni. Mama mówiła: człowiek powinien nauczyć się pokory wobec przyrody. To było bardzo straszne, ale też w jakiś sposób pięknie. Jednak wolę rzeki łaskawe. Niedawno przeczytałam wspaniały komiks francuskiego artysty Etienne Davodeau o Loarze. Rzeka jest tam główną bohaterką; wokół niej gromadzą się drzewa, ludzie, ptaki. Żyją i umierają. W wywiadzie o swojej nowej książce, autor wspominał, że Loara jest rzeką, o której mówi się, że płynie w tempie ludzkich kroków. Pojechaliśmy niedawno z mężem powłóczyć się nad Loarą i rzeczywiście, ona właśnie taka jest. Pozwala ludziom stawiać swoje kroki lekko, bezstresowo, pluszcze i mieni się do towarzystwa. Ale z książki wiem, że jest to złudne, jej nurt bywa wartki i potrafi porwać pływaka, unieść go w miejsce, gdzie wcale ni zamierzał trafić. Zdarza się jej tez wystąpić z brzegów i poprzenosić kawałki lądów z miejsca w miejsce, jak jakieś wielkie puzzle.
Bardzo lubię chodzić wzdłuż rzek, a Ty – stać i patrzeć na rzeki… Czy coś jeszcze?
J: Wiesz, skomplikowana sprawa. Czytam teraz fascynującą książkę „Rzeki”, Pawła Średzińskiego o rzekach, bagnach, torfowiskach rejonu Polski, który nazywa Mezopotamią, rozpościerającego się miedzy Biebrzą a Narwią. Autor dużo pisze o swoim dzieciństwie, o magicznych wędrówkach w okolicach podlaskich rzek, strumieni, mokradeł. O tym, jak bardzo w tych pierwszych latach życia był zwrócony ku rzece. Moje dzieciństwo rozgrywało się w Warszawie, a moją rzeką była Wisła. Szeroka, ciemna, zabetonowana i dość przeraźliwa. Czytając te magiczne opisy wypełnione rzeczną dziką zielonością, odkrywam, że nie mam takich wspomnień, buduję je dopiero teraz, chwytając co zostało z szaleńczo regulowanych i zabieranych naturze rzek. A one przecież są absolutnym początkiem – wokół rzek powstawały nasze społeczności, stanowiły naturalną barierę, punkty orientacyjne w świecie. Definiowały przestrzeń. Mamy jako gatunek tę kompulsywną potrzebę kontroli i opanowywania wszystkiego, zabetonowane i uregulowane koryta coraz częściej przypominają więc kanały, ludzkie wytwory a nie żywe ekosystemy. Ale czy w głębi duszy nie wzdychamy i tęsknimy za takimi obrazami, jak choćby ten, Orzeszkowej z końcówki XIX wieku?:
Z jednej strony widnokręgu wznosiły się niewielkie wzgórza z ciemniejącymi na nich borkami i gajami; z drugiej wysoki brzeg Niemna, piaszczystą ścianą wyrastający z zieloności ziemi a koroną ciemnego boru oderznięty od błękitnego nieba, ogromnym półkolem obejmował równinę rozległą i gładką, z której gdzieniegdzie tylko wyrastały dzikie, pękate grusze, stare, krzywe wierzby i samotne, słupiaste topole.
M: Tak! Tak, tak! Gdy spojrzę przez okno, to mam przed sobą taki właśnie widok – drzewa: krzywe, proste, pochyłe, złamane przez niedawną wichurę, we wszystkich kolorach jesieni. Złocą się krzaki porastające brzeg. Jak często w niedzielę rano, na brzegu siedzi wędkarz (jest zimno, on pewnie siedzi tam od świtu). Czasami pojawiają się amatorzy sportów rzecznych: wioślarze, kajakarze (z niezrozumiałych powodów zazwyczaj podczas największego oberwania chmury), małe zwrotne żaglówki, zdarzają się też motorówki i lekkie weekendowe statki wycieczkowe. W dniu powszednie często przepływają powoli wielkie transportowe barki – obciążone towarami w dół rzeki i lżejsze, z mniejszym zanurzeniem w górę rzeki. Bo Sekwana to rzeka pracująca.
Jest to także bogini (dowód żywy, że bogowie też mogą pracować!). Bogini Sequana jest celtyckim bóstwem znanym ze swoich cudów. Posiadała dar uzdrawiania i spełniania marzeń. Była jedną z wielu bogiń i bogów rzecznych – Galowie czcili rzeki. Do tej pory francuskie departamenty, miasta, ulice często biorą swoje nazwy od rzek. U źródeł Sekwany, w Source-Seine, było sanktuarium bogini i starożytni pielgrzymi, prawdopodobnie zarówno Galowie jak i Rzymianie, przybywali by złożyć ofiary. Sequana także udzielała rad jak dobrze żyć i przepowiadała przyszłość. Być może robi to do tej pory, kto wie? To najpiękniejsza rzeka jaką znam, poezja w postaci czystej. To o niej piszę w tym wierszu:
Błoto na butach
Niosę błoto na butach
z pól, z lasów, z drogi
nad rzeką.
Szło się prosto,
po lewej stronie drzewa
pełne wschodów i zachodów słońca.
Po prawej – rzeka, jak strzała.
Zawsze dokądś się trafi
kiedy się idzie przed siebie.
Może to o to chodzi
w powiedzeniu: być sobie
sterem i okrętem.
Szczególnie kiedy idę nad rzeką
bywam tym.
A teraz, kiedy sama nie wiem
gdzie jestem, niosę błoto
na butach.
(Warszawa, 2020)
J: Błoto na butach! Jechałam dziś pociągiem z Podlasia do Warszawy, z toną błota ba butach. Po drodze przecina się kilka rzeczek, i wreszcie Bug, Wisła. Cudowne obnażone, nieprzysłonięte roślinnością. Patrzyłam na listopadowy krajobraz, już zmrożony i przyprószony śniegiem. I miałam taką myśl, że listopad to najbardziej „uziemiający”, sprowadzający na ziemię miesiąc. Lubię ten przeszywający chłód, ubłocone buty, które w pewnym momencie przestają przeszkadzać; to miesiąc bez złudzeń, już nie złota polska jesień, a jeszcze nie grudniowe, świąteczne pobudzenie. Nie ma słonecznego dopalenia, zewnętrznego wsparcia. W listopadzie stajesz w prawdzie. Miesiąc bez filtrów i kulturowych upiększaczy Natura zwinęła się już w kłębek, nie ekscytuje, nie rozprasza i nie zachwyca w najbardziej oczywisty sposób. Dużo wokół ciemności, w której pojawiają się inne myśli. Często niewygodne, trudne, wybijające – wszak symbolicznie zaczynają listopad mistyczne Dziady, a kończą Andrzejki.
Rzeki w Europie wysychają, Polska zmaga się z kolejnym rokiem suszy, a zasoby wodne nieustannie się kurczą. Tymczasem rząd planuje inwestycję, która będzie gwoździem do trumny polskich rzek. Międzynarodowa droga wodna E40 – ogromna inwestycja hydrotechniczna, która ma kosztować co najmniej 60 miliardów zł*, zniszczy naturalny charakter wielu rzek w Europie Środkowo-Wschodniej, w tym Wisły. W planach jest budowa kilkunastu stopni wodnych, które zamienią swobodnie płynącą rzekę w ciąg zbiorników zaporowych, podobnych do istniejącego Zbiornika Włocławskiego. Będzie to śmierć ekologiczna dla całego ekosystemu największej rzeki w Polsce.
Międzynarodowy raport koalicji Ratujmy Polesie „Droga wodna E40 – zagrożenie dla różnorodności biologicznej i kluczowych obszarów chronionych”: prawie 200 obszarów chronionych do zniszczenia!
Droga wodna E40 ma być rzeczną „autostradą” łączącą Bałtyk z Morzem Czarnym. Jeśli powstanie, będzie miała destrukcyjny wpływ na obszary chronione prawem międzynarodowym o powierzchni równej 10% terytorium Polski. Panel 25 międzynarodowych naukowców** oraz wyniki raportu koalicji Ratujmy Polesie potwierdzają: E40 to jedno z najpoważniejszych zagrożeń dla różnorodności biologicznej na świecie. Zniszczeniu ulegnie przyroda kilkuset kilometrów Wisły od Gdańska aż po Dęblin, Wieprz, rzeki i mokradła w Białorusi i Ukrainie. Odwodnione zostaną tysiące hektarów gruntów. Pogłębi to problem suszy, z którym wszyscy z roku na rok będziemy się coraz bardziej dotkliwie mierzyć.
Ile zapłacimy za budowę absurdalnej drogi wodnej?
Polesie, region przez który przebiegać ma znaczna część drogi wodnej E40, nazywane jest Amazonią Europy. Ten unikatowy obszar, leżący na terenie Polski, Białorusi, Ukrainy (i Rosji), jest największym na kontynencie obszarem podmokłym. W wyniku budowy drogi wodnej E40 zagrożone będą 193 obszary objęte ochroną prawem międzynarodowym, znajdujące się na terenie tych 3 państw. Na 73 obszary droga wodna E40 wpłynie bezpośrednio, niszcząc siedliska, doprowadzając do wyginięcia wielu gatunków i zaburzając stosunki wodne. Z samej tylko doliny Prypeci każdego roku korzysta 1,5 miliona ptaków wodno-błotnych. Osuszanie terenów podmokłych i regulacja rzek, nasilone od XIX wieku, są kluczowymi przyczynami ogromnego kryzysu wodnego, z jakim się aktualnie mierzymy. Ma on znaczenie nie tylko dla przyrody, ale także poważnie wpływa na warunki życia ludzi i gospodarkę.
Raport międzynarodowej koalicji Ratujmy Polesie (Save Polesia) pokazuje to, co rządzący starają się skrzętnie ukryć. Skumulowany, negatywny wpływ całej inwestycji na środowisko będzie tak ogromny, że nie powinna być ona nigdy rozpoczęta – ani jako całość, ani jako poszczególne jej elementy. Najłatwiejszym i, niestety, realizowanym w Polsce sposobem na uniknięcie niewygodnych dla decydentów pytań o szkody środowiskowe jest podzielenie inwestycji na kilka–- kilkanaście etapów, tak aby nie pokazać całości negatywnego wpływu. W Polsce wciąż nie powstał całościowy Program Rozwoju Drogi Wodnej Wisły, który z pewnością upadnie po przeprowadzeniu strategicznej oceny oddziaływania na środowisko. Nie przeszkadza to jednak przygotowywać do realizacji pojedynczych inwestycji w kierunku budowy międzynarodowej drogi wodnej na Wiśle.
Stopień wodny w Siarzewie – część większego planu i gwóźdź do trumny polskich rzek
W Polsce znaczącym krokiem ku budowie drogi wodnej E40 jest planowany nowy stopień wodny w Siarzewie na Wiśle. Odwołania organizacji pozarządowych od decyzji środowiskowej dla tej tamy czekają na rozpatrzenie już ponad 4,5 roku. Tymczasem rozpisywane są kolejne przetargi, a stopień wodny ponownie staje się polityczną zagrywką wyborczą. To wszystko kosztem przyrody i kosztem społeczeństwa.
Czy Wisła podzieli los Odry?
Katastrofa ekologiczna na Odrze nie była konsekwencją jednorazowego zrzutu zanieczyszczeń, ale dziesiątków lat uporczywego niszczenia ekosystemu rzeki. Zasolone wody pokopalniane i ścieki przemysłowe są odprowadzane także do Wisły. Masowy rozwój toksycznych złotowiciowców w Odrze mógł nastąpić dzięki wzrostowi zasolenia wody, ale także regulacji fragmentów Odry i zamienieniu rzeki w uregulowany kanał oraz serię zbiorników zaporowych. Dokładnie to samo rząd może teraz zafundować Wiśle, zmieniając ją w kanał dla żeglugi towarowej.
Z nienawiści do rzek
Ten horrendalny pomysł to nie tylko łamanie międzynarodowego prawa, ale także inwestycyjny bubel, który pochłonie 60 miliardów złotych. Są to jedynie szacunkowe koszty samej inwestycji, gdyż koszty środowiskowe (np. skutkujące suszą), które czekają nasz kraj, ciężko jest wyliczyć. Tymczasem zyski z budowy drogi wodnej E40 z trudem mogą sięgnąć połowy kwoty inwestycji. Zniszczenie setek kilometrów rzek i tysięcy hektarów mokradeł za pieniądze obywateli, w dobie katastrofy klimatycznej i przy pogłębiającym się deficycie wody, jest bulwersujące i nieakceptowalne.
Dość znaczy dość
Oczekujemy, że Ministerstwo Infrastruktury raz na zawsze przestanie oszukiwać obywateli, obiecując zbawienny wpływ regulacji rzek, i zaprzestanie realizowania projektu drogi wodnej E40. Zaoszczędzone w ten sposób czas i pieniądze należy niezwłocznie przeznaczyć na racjonalne rozwiązania problemów transportowych, kryzysu wodnego, kryzysu środowiskowego i prawa do życia ludzi w zdrowym, czystym środowisku. Skutki przyrodnicze, społeczne i ekonomiczne budowy drogi wodnej E40 są nie do zaakceptowania!
Przypisy:
*Analiza kosztów i korzyści drogi wodnej E40 w Polsce https://savepolesia.org/new-economic-report-indicates-e40-waterway-would-operate-at-massive-loss/
**A 2021 Horizon Scan of Emerging Global Biological Conservation Issues,Trends in Ecology & Evolution.https://www.sciencedirect.com/science/article/abs/pii/S0169534720303062
Raport „Droga wodna E40 – zagrożenie dla różnorodności biologicznej i kluczowych obszarów chronionych” (wersja angielska): https://otop.org.pl/wp-content/uploads/2022/09/SavePolesia-report.-E40-waterway-impacts-on-protected-areas-in-Poland-Belarus-and-Ukraine_compressed.pdf
Podsumowanie raportu (wersja polska): https://otop.org.pl/wp-content/uploads/2022/09/PL_SavePolesia_Factsheet_E40_zagrozenie-bioroznorodnosci_OK.pdf
Źródło: OTOP
Napisałem apel do prezydenta, rządu i premiera naszego kraju, ponieważ moja siostra została zgwałcona. Jest poturbowana, a rządzący przyzwalają by nadal ją wykorzystywano, ponieważ prawo nie rozpoznaje w niej osoby. Piszę o rzece, Odrze. Pod apelem o uznanie Odry za osobę prawną podpisują się kolejne setki osób.
Kim jest osoba prawna?
Prawo stworzyło pojęcie osoby prawnej by chronić spółki, przedsiębiorstwa, firmy, spółdzielnie, kościoły, uczelnie, partie, czy stowarzyszenia i fundacje. Być osobą prawną, czyli podmiotem, to znaczy mieć wartość, którą można chronić na przykład występując w jej imieniu przed sądem. Nadanie przez prawo podmiotowości oznacza dobro, „o które należy zabiegać, pielęgnować je i chroni㔹.
Według artykuł 8 Kodeksu Cywilnego i 1 paragrafu „każdy człowiek od chwili urodzenia ma zdolność prawną”. Podstawą wszystkich regulacji prawnych jest człowiek. Prawo nie istnieje bez człowieka i podąża za człowiekiem, jego zdolnością do myślenia, empatii, wyobraźni, współczucia. W tym znaczeniu prawo jest wyborem podrzędnym wobec rzeczywistości, chociaż zdecydowanie na tę rzeczywistość wpływającym. Prawo tak jak nauka czy świadomość ewoluuje. Zależne jest od poziomu wiedzy ale również kaprysów rządzących i ich uwikłania w idee czy światopogląd religijny. To, że kobiety nie miały w Polsce praw wyborczych oznaczało, że prawo nie potrafiło w kobietach rozpoznać pełnoprawnych osób, rezerwując to pojęcie wyłącznie dla mężczyzn. Obecnie prawo również nie potrafi rozpoznać w rzece osoby prawnej, chociaż przywykliśmy uznawać za osobę prawną korporacje, firmy czy fundacje.
Rzeka, tak jak woda, nie jest rzeczą, ale w obecnym systemie prawnym posiada właściciela, Skarb Państwa, w imieniu którego uprawnienia właścicielskie wykonują „Wody Polskie” – państwowe gospodarstwo nastawione przede wszystkim na eksploatację a nie ochronę rzek. Wynika to z rządowych i prawnych ustaleń, umów, które między sobą zawieramy ale również niedomówień, cichego przyzwolenia na wypuszczanie do rzeki trujących ścieków. Przypomina to relację pana i niewolnika. Ten pierwszy jest osobą, drugi nie.
Czy jednak możliwe jest posiadanie rzeki? Czy możliwe jest posiadanie czegokolwiek co o całe wieki jest bardziej długowieczne od właściciela? Kim jest gość, który przychodząc do mojego domu uznaje, że jest tego domu właścicielem? Rzeka należy do siebie, tak jak człowiek należy do siebie.
Kim jest osoba?
Słowo osoba pochodzi od etruskiego pojęcia „phersu”, które oznacza maskę zakładaną przez aktora na scenie teatralnej. W starożytnej grece termin „prosopon” również kojarzony był z maską. Gdy rozwinął się rzymski teatr maska teatralna zaczęła być określana „personą”. To ciekawe, że osoba początkowo była rekwizytem, symbolizującym określoną cechę postaci. Posiadanie owego rekwizytu pozwalało przemawiać w imieniu określonej postaci. Podobnie dzisiaj „osoba prawna” jest rekwizytem, narzędziem w rękach prawa służącym do reprezentowania i chronienia określonej struktury, grupy ludzi, ale również ziemi czy rzeki.
Osoba może być prawna i fizyczna. Osobą jest człowiek. Osobą zgodnie z definicją Słownika Języka Polskiego (PWN) jest również „postać występująca w utworze literackim”. Istnieje również osoba duchowna, którą zwykło się określać księży i zakonników (ksiądz Antoni Siemianowski wyznał:„Jako osoba jestem rzeczywistością niewidzialną, ukrytą wewnątrz mnie samego”²). Dla wyznawców Kościoła Katolickiego istnieje również jedna Osoba Boska w trzech osobach: Ojca, Syna i Ducha, osoba Trójcy. Tomasz z Akwinu uważał, że „osoba oznacza coś najdoskonalszego w całej naturze, mianowicie to, co bytuje samoistnie w rozumnej naturze”. Jego definicja pasuje zarówno do człowieka jak i rzeki.
Uznanie rzeki za osobę jest nie tylko możliwe, ale jest również wyborem, na który stać prawo zainteresowane życiem. Osoba ludzka, która nie może zabrać w swojej sprawie słyszalnego głosu – nieprzytomna, niepełnosprawna, nieletnia – pozostaje osobą, którą prawo ma obowiązek chronić. O uznaniu za osobę nie decyduje więc bycie człowiekiem, a nawet możliwość formułowania logicznych czy w ogóle jakichkolwiek słów.
Gdy zatem twierdzę, że moja siostra została zgwałcona nie nadużywam słów i nie korzystam z metafory czy prowokacji. Piszę o osobie, o rzece, w której rozpoznaję swoją krewną. Ta od dekad traktowana jest jak przedmiot, jak ściek. Każdy z nas posiada możliwość wyboru perspektywy, z której spojrzy na rzekę. Czy dom sandaczy, leszczy, sumów, raków, trzcin, tataraków, dom, który odwiedzają jaskółki, jeżyki, kaczki, bociany i ludzie uznasz za podmiot, żywą istotę czy nieczujący, martwy przedmiot? Ustawodawca również dokonuje tego wyboru.
Dla mnie Odra nie jest wpisem na Facebooku, nie jest petycją, jest żywą istotą i nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. Nie tylko sama w sobie jest żywa, ale zapewnia życie niezliczonej ilości zwierząt wodnych, pełzających, latających i zapewnia życie rzeszy roślin, krzewów, drzew. Od dobrostanu rzeki zależy również moje zdrowie i zdrowie innych ludzi. Nie jest prawdą, że istnieje człowiek i natura. Każdy z nas, żywych organizmów jest częścią natury. Nie ma tutaj oddzielenia, a nawet pomostu. Gdy ktokolwiek z nas występuje w ochronie natury automatycznie występuje w ochronie ludzkości.
Ochrona środowiska w Polsce
W Polsce „nawet jeśli kodeksowe przepisy określające granice prawa własności chociażby pośrednio odnoszą się do działań mających wpływ na środowisko, wciąż czynią to z perspektywy innego człowieka”³ napisał dr Bohdan Wisła w artykule „Prawa natury? Własność i podmiotowość prawna w antropocenie”.
Definiowanie ochrony środowiska związana jest u nas bezpośrednio z terminem „zrównoważonego użytkowania”. Prowadzenie robót ziemnych, usuwanie gałęzi i korzeni z posesji, korzystanie z rzek powinno być w teorii objęte zrównoważonym użytkowanie. W praktyce często oznacza to zachowanie gwałciciela, który po akcie gwałtu głaszcze lub przytula swoją ofiarę, albo sprawcy przemocy, który posiniaczonej partnerce wręcza kwiaty, pragnąc w swojej chorej wyobraźni doprowadzić do równowagi.
Trybunał Konstytucyjny, jak i Naczelny Sąd Administracyjny uznały, że „w ramach zasady zrównoważonego rozwoju mieści się nie tylko ochrona przyrody, ale i troska o rozwój społeczny i cywilizacyjny, związany z koniecznością budowania stosownej infrastruktury”4. Co to oznacza w praktyce?
Chociaż krajowe i unijne przepisy dotyczące ochrony środowiska naturalnego są niewystarczające, biznes, prawa korporacji oraz niepohamowany głód człowieka do czynienia sobie ziemi poddanej potrafią i je zdominować. Według wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 6 czerwca 2006 roku i Naczelnego Sądu Administracyjnego z 26 października 2011 r nie trzeba stosować przepisów o ochronie przyrody by uzyskać pozwolenie na wycięcie drzew tam gdzie powstają drogi czy lotnisko, ponieważ „w ramach zasady zrównoważonego rozwoju mieści się nie tylko ochrona przyrody, ale i troska o rozwój społeczny i cywilizacyjny, związany z koniecznością budowania stosownej infrastruktury”5. Innymi słowy: obowiązuje nas ochrona środowiska w ramach zrównoważonego rozwoju, chociaż zgodnie z obecnym prawem „zrównoważony” może oznaczać bezwzględny i niepohamowany.
Co oznacza uznanie rzeki za osobę prawną?
W Ekwadorze od 2008 roku Pachamama czyli Mama Ziemia wpisana jest do konstytucji. Zgodnie z artykułem 71 Pachamama, ma prawo do „uznania jej istnienia i zachowania oraz regeneracji jej cykli życia, struktury, funkcji i procesów ewolucyjnych”, a „wszystkie osoby, społeczności ludzkie i nacje mogą domagać się od władz publicznych, aby egzekwowały prawa natury”.
W Boliwii powstała Ustawa o prawach Matki Ziemi, w której zdefiniowano ją jako „dynamiczny, żywy system stworzony z niepodzielnej wspólnoty wszystkich powiązanych, współzależnych i komplementarnych żywych systemów i żywych istot, które dzielą wspólny los”.
To przykłady prawa, które rozpoznaje osobę w dzikiej naturze. Zarazem w Ekwadorze i Boliwii wciąż wyzwaniem jest praktyczne respektowanie ustalonego prawa. Na przykład tak jak to dzieje się w Kanadzie, gdzie za osobę prawną uznano rzekę Magpie, by zapobiec stawianiu na niej kolejnych tam. Magpie przyznano dziewięć praw w tym prawo do swobodnego płynięcia, utrzymania bioróżnorodności i podejmowania działań prawnych. Zgodnie z uchwałą ustanowiono dziewięciu opiekunów prawnych, strażników rzeki, którzy mogą ją reprezentować przed sądem.
Pierwszą rzeką rozpoznaną przez prawo za osobę prawną była Whanganui w Nowej Zelandii wraz z przylegającymi do niej terenami. W 2017 uchwalono Te Awa Tupua (Whanganui River Claims Settlement), w którym rzeka została określona jako „źródło ora (życia, zdrowia i dobrostanu), żyjąca całość, która biegnie od gór do morza, składająca się z wielu dopływów i nierozerwalnie związana ze swoim ludem, co wyraża się w często używanym powiedzeniu przez lud Whanganui Ko au te Awa, ko te Awa ko au (Jestem Rzeką, Rzeka jest mną)”. Rzeka przestała być własnością państwa. Prawo przyznało własność „jej samej” jednak „tylko w zakresie, w jakim dotychczas prawo własności należało do państwa. Nie wywłaszczono zatem prywatnych właścicieli”6.
Niektóre osoby słyszące o uznaniu rzeki za osobę prawną obawiają się, że zyska ona tyle samo lub więcej praw od człowieka. To absolutnie niemożliwe. Status osoby prawnej przypomina status przyznawany osobie nieletniej czy niepełnosprawnej, która nie może sama w swoim imieniu zabierać głosu. Za każdym razem głosu tego użycza człowiek. Istotną kwestią jest wybranie kompetentnych osób reprezentujących rzekę, takich które będą autentycznie występować w jej imieniu, a nie na przykład imieniu rządu czy własnym.
Już w 1972 roku Christophera Stone opublikował artykuł, w którym argumentował, by rzeki i inne, naturalne części natury, uznać za podmiot (tak jak dekady wcześniej czynili to rdzenni mieszkańcy oby Ameryk, Maorysi, Aborygeni czy Słowianie kłaniający się dębowi i rozmawiający z rzeką tak jak rozmawia się z siostrą). W tym czasie Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych rozstrzygał spór między organizacją Sierra Club a inwestorami dążącymi do budowy ośrodka narciarskiego w górach Sierra Nevada. I chociaż góra przegrała, sędzia William Douglas wyraził swój głos w jej imieniu: „Głos nieożywionych przedmiotów nie może być uciszany. Nie oznacza to, że sądownictwo ma przejąć funkcje zarządcze od agencji federalnych. Oznacza to tylko, że zanim bezcenne obszary amerykańskiego kontynentu (doliny, wysokogórskie łąki, rzeki czy jeziora) zostaną bezpowrotnie utracone lub przekształcone tak bardzo, że w końcu staną się ruinami w naszym miejskim środowisku, głos obecnych beneficjentów tych cudów środowiska powinien być usłyszany. Możliwe, że nie wygrają. Być może buldożery „postępu” przetrzebią wszystkie cuda tej pięknej ziemi. Ale nie o to tu chodzi. Jedyne pytanie brzmi: kto ma tu zdolność procesową?7
Odpowiedzi na to pytanie udzielamy my, ludzie.
I dokładnie tego dotyczy nasz apel. Rozpoznania w rzece Odrze osoby, którą jest. Dlaczego Odra? Dlatego, że ociera się o śmierć i w ostatnich dekadach była traktowana bardziej jak śmietnik niż osoba. Nie chodzi o przyznanie jej ludzkich praw, a raczej konieczność zakwestionowania obecnego prawa własności, dla którego ochrona przyrody – a zatem nie tylko rzek, ale również nas ludzi – jest podrzędna wobec interesów inwestorów, developerów i rządzących. Uznanie Odry za osobę prawną to przyznanie jej prawa do spokoju, zdrowia, swobodnego płynięcia.
Pytanie nie brzmi czy to możliwe, by uznać Odrę za osobę prawną, ale raczej jak to zrobić gwarantując jej realną ochronę. Uznanie rzeki za osobę prawną to wyłącznie pierwszy i niezbędny krok w środku trwającego kryzysu klimatycznego. Krok zmierzający do stworzenia prawa gwarantującego człowiekowi przyszłość na planecie, postrzeganej jako żywy organizm.
Petycję znajdziesz tutaj, przeczytaj proszę jej treść, podpisz i udostępnij: https://naszademokracja.pl/petitions/odra-jako-osoba-prawna
Przypisy:
1. Tatiana Chauvin, „Osoba fizyczna czy człowiek? Kilka refleksji na temat podmiotu prawa” PRINCIPIA LXI-LXII (2015): 123-142, 2016.
2. Antoni Siemianowski, „Wokół definicji osoby. Problemy z definicją Boecjusza”, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, DOI: 10.15290/std.2018.04.05.
3. Widła, B. (2022), Prawa natury? Własność i podmiotowość prawna w antropocenie, w: Jasikowska, K., Pałasz, M. (red.), Za pięć dwunasta koniec świata. Kryzys klimatyczno-ekologiczny głosem wielu nauk. Kraków: Uniwersytet Jagielloński w Krakowie, Biblioteka Jagiellońska, s. 513–539. za512.uj.edu.pl.
4. Tamże.
5. Magdalena Sitek, Piotr Benedykt Zientarski, „Wybrane aspekty realizacji zasady zrównoważonego rozwoju samorządu terytorialnego”, Kancelaria senatu, Warszawa 2019.
6. Widła, B. (2022), Prawa natury? Własność i podmiotowość prawna w antropocenie, w: Jasikowska, K., Pałasz, M. (red.), Za pięć dwunasta koniec świata. Kryzys klimatyczno-ekologiczny głosem wielu nauk. Kraków: Uniwersytet Jagielloński w Krakowie, Biblioteka Jagiellońska, s. 513–539. za512.uj.edu.pl.
7. Sierra Club v. Rogers Clark Ballard Morton, Secretary of the Interior i in. (405 U.S. 727).
Robert Rient, dziennikarz, pisarz, autor książek „Świadek”, „Duchy Jeremiego” i „Przebłysk. Dookoła świata – dookoła siebie”, praktyk szamanizmu.
Polska definitywnie powinna wycofać się z planów budowy drogi wodnej E40, łączącej Bałtyk z Morzem Czarnym – apeluje Koalicja Ratujmy Rzeki. W końcu lipca Ukraina wypowiedziała umowę z Białorusią o żegludze na śródlądowych drogach wodnych, zaś w proponowanej przez Komisję Europejską aktualizacji transeuropejskiej sieci transportowej TEN-T nie ma żadnej z promowanych przez polski rząd dróg wodnych. Koalicja uważa, że forsowanie przez nasz rząd „barkostrady” E40, łączącej Białoruś z Polską i Ukrainą, jest działaniem na szkodę walczącej o niepodległość Ukrainy.
29 lipca br. Rada Ministrów Ukrainy wypowiedziała podpisaną 5 lutego 1998 r. umowę pomiędzy Ukrainą a Białorusią o żegludze na wodach śródlądowych[1]. W tej sytuacji upada plan polskiego rządu połączenia drogą wodną Gdańska z Chersoniem przez Wisłę, Bug, Prypeć i Dniepr.
Z ukraińskiej perspektywy sytuację komentuje Heorhiy Veremiychyk z Narodowego Centrum Ekologicznego Ukrainy: „Polska wspiera Ukrainę od pierwszego dnia napaści Rosji na nasz kraj. Nie rozumiem, jak w tej sytuacji możecie chcieć budowy drogi wodnej E40, która ma łączyć Białoruś z Polską i Ukrainą. Niestety, dziś reżim białoruski i terrorystyczna Rosja to jedno i to samo. Polski rząd w imię solidarności z Ukrainą i w interesie bezpieczeństwa własnego kraju powinien definitywnie skreślić ten projekt.”
27 lipca b.r. Komisja Europejska ogłosiła kolejną propozycję rewizji europejskiej sieci transportowej TEN-T, której głównym celem była poprawa połączeń UE z Mołdawią i Ukrainą. Komisja zaproponowała rozszerzenie na oba kraje połączeń drogowych i kolejowych w czterech europejskich korytarzach transportowych. Jednocześnie usunięto z sieci bazowej wszystkie połączenia Unii Europejskiej z Rosją i Białorusią. Jest to naturalna konsekwencja majowego Komunikatu KE 217/22, dotyczącego planu działań na rzecz korytarzy solidarnościowych między UE a Ukrainą[2].
„Polska jest w czołówce krajów wspierających Ukrainę: przyjmujemy Ukrainki i Ukraińców u siebie, wysyłamy im wsparcie rzeczowe na front, a obywatele zbierają niebotyczne kwoty w spontanicznych zbiórkach” – mówi Małgorzata Górska z Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków (Koalicja Ratujmy Rzeki). „Lobbowanie za drogą wodną z Polski przez Białoruś do Ukrainy to jak wbicie noża w plecy przyjaciela. Premier Morawiecki powinien bezzwłocznie powstrzymać zapędy ministra Gróbarczyka i prezesa Dacy.”
Brak planowanych przez min. Gróbarczyka dróg wodnych na mapach sieci TEN-T komentuje Jacek Engel z Fundacji Greenmind, członka KRR: „Z powodu zmian klimatu i braku wody spadają przewozy na największych europejskich rzekach – Renie i Dunaju. Komisja racjonalnie stawia na transport kolejowy – szybszy, bardziej dostępny, niezawodny i emitujący mniej CO2”. I dodaje: „W Polsce barkostrad nie ma, a sieć kolejowa jest, wymaga jedynie modernizacji. Tam powinniśmy skierować strumień europejskich funduszy i przestać śnić o „Biełomorskim Kanale”.
Przypisy:
[1] https://www.kmu.gov.ua/npas/pro-denonsatsiiu-uhody-mizh-kabinetom-ministriv-ukrainy-i-uriadom-respubliky-t290722
[2] COM (2022) 217 final z 12.05.2022. Komunikat Komisji do Parlamentu Europejskiego, Rady, Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego i Komitetu Regionów Plan działań na rzecz korytarzy solidarnościowych między UE a Ukrainą ułatwiających wywóz produktów rolnych z Ukrainy i handel dwustronny między Ukrainą a UE
W tym roku BIG JUMP odbędzie się 11 lipca (niedziela) o godzinie 15.00. Każdy, może dołączyć do europejskiej akcji BIG JUMP i wejść do wody w najbliższej okolicy, a przynajmniej zanurzyć w niej dłonie czy stopy! Pokażmy, że obywatelkom i obywatelom zależy na ochronie polskich rzek i innych akwenów. Klub Gaja, Koalicja Ratujmy Rzeki, WWF Polska i kolektyw Siostry Rzeki zapraszają każdego, komu zależy na rzekach, jeziorach, mokradłach i Bałtyku do włączenia się w akcję BIG JUMP. Jak co roku, punktualnie o 15.00 Klub Gaja i partnerzy wejdą do Wisły w Warszawie na wysokości Płyty Desantu!
Spotkania nad wodą w tym samym czasie mają miejsce w całej Europie, bo tak Europejczycy manifestują swoje poparcie dla ochrony rzek i innych akwenów, potrzebnych ludziom i przyrodzie.
„Woda jest źródłem życia. To my jesteśmy wodą. Nie zapominajmy jednak, że rzeki, jeziora, morza i oceany to dom wielu zwierząt. To skomplikowany ekosystem, bez którego życie na ziemi byłoby niemożliwe. W splecionej ze sobą sieci zależności jesteśmy tylko gośćmi na naszej Błękitnej Planecie. Wejdźmy do wody we wspólnej intencji chronienia jej zasobów nie tylko dla nas ale i dla innych nieludzkich mieszkańców obszarów wodnych” – mówi Jacek Bożek z Klubu Gaja (Koalicja Ratujmy Rzeki), który koordynuje akcję BIG JUMP w Polsce.
„XXI wiek to wiek gwałtownych i niebezpiecznych zmian klimatycznych, masowego wymierania gatunków i kryzysu różnorodności biologicznej. Środowiska wód słodkich to jedne z najbardziej przekształconych i najbardziej zdegradowanych ekosystemów na świecie. Nie mamy już czasu na stosowanie przestarzałych, nieefektywnych sposobów gospodarowania wodą, takich jak regulacja rzek czy przegradzanie ich tamami. Trzeba od tego odejść natychmiast. Natychmiast też trzeba zacząć naprawianie tego co latami bezmyślnie psuliśmy, czyli zacząć w końcu, na masową skalę renaturyzować rzeki i przywracać ich naturalny bieg. Dzięki naukowcom wiemy jak to robić. Czas zacząć wdrażać Krajowy Program Renaturyzacji Rzek” – mówi dr Alicja Pawelec z Fundacji WWF Polska (Koalicja Ratujmy Rzeki).
Ochrona polskich rzek przed dewastacją staje się naszym patriotycznym i obywatelskim obowiązkiem. Przykładem regulacji i betonowania jest powrót do idei budowy Kaskady Dolnej Wisły i stopnia wodnego Siarzewo. Nie możemy troski o dobry stan wód zostawić tylko rządzącym, o rzeki musimy zadbać też sami. BIG JUMP – a raczej wejście do wody w intencji ochrony rzek, może zrobić każdy, indywidualnie lub grupowo. Jest to gest, który wykonany jednocześnie przez wielu ludzi z całej Europy zwraca uwagę na problemy i zagrożenia dla obszarów wodnych. Nie można w czasie katastrofy klimatycznej korzystać z betonowych rozwiązań pogłębiających skutki gwałtownych opadów czy ekstremalnych susz.
Jacek Engel z Fundacji Greenmind (Koalicja Ratujmy Rzeki), komentuje – „Tegoroczny Big Jump jest wyjątkowy – właśnie trwają konsultacje aktualizacji planów zarządzania ryzykiem powodziowym i planów gospodarowania wodą w dorzeczach. Podczas gdy Unia Europejska promuje renaturyzację rzek i naturalną retencję, jako odpowiedź na katastrofę klimatyczną, Wody Polskie proponują nam budowę setek zbiorników i regulację setek kilometrów rzek i potoków. Wejdźmy do rzek protestując przeciwko ich niszczeniu, przeciwko zwiększaniu zagrożenia powodziowego, przeciwko trwonieniu naszych pieniędzy. Powiedzmy NIE betonozie i zbiornikozie!„.
BIG JUMP W WARSZAWIE – wejście do Wisły, na wysokości Płyty Desantu!
W stolicy, spotykamy się 11 lipca, punktualnie o godz. 15.00 wchodzimy do Wisły (na wysokości Płyty Desantu). Jak co roku nad bezpieczeństwem czuwać będzie Stołeczne Wodne Pogotowie Ratunkowe. Pobierz >>> plakat BIG JUMP WARSZAWA
ZORGANIZUJ WŁASNY BIG JUMP – ratuj z nami rzeki!
Swój symboliczny gest na rzecz ochrony polskich rzek może wykonać każda osoba, niezależnie gdzie się znajduje, nad rzeką, jeziorem czy Bałtykiem, a nawet w domu z miską wody. Zapraszamy do wejścia do wody całe rodziny, grupy przyjaciół, miłośników rzek, kajakarzy, żeglarzy, wędkarzy, artystów, działaczy społecznych, samorządowców, wszystkich, dla których rzeki są ważne!
Jak zorganizować własny BIG JUMP?
– Dołącz do wydarzenia BIG JUMP 2021 na FACEBOOKU Klubu Gaja.
– Zaproś na wydarzenie rodzinę, przyjaciół, współpracowników, sąsiadów, zabierzcie ze sobą zwierzęta! – – Pobierz >>> plakat BIG JUMP
– 11 lipca 2021 (niedziela), o godz. 15.00 wejdź do wody sam/sama lub ze znajomymi (wystarczy zanurzyć stopy lub dłonie). BIG JUMP można zorganizować wszędzie nawet nad basenikiem w ogrodzie czy na balkonie.
– Zrób zdjęcie, nagraj film i umieść w swoich kanałach social media z #ratujmyrzeki #bigjump. Wyślij informacje (miejscowość, nazwa akwenu, ilości osób, zdjęcie, film) na adres klubgaja@klubgaja.pl.
– Pamiętaj – bądź ostrożny nad wodą!
W Polsce BIG JUMP koordynowany jest przez Klub Gaja przy współpracy z pomysłodawcą akcji European Rivers Network oraz partnerami – Koalicją Ratujmy Rzeki, WWF Polska, Siostry Rzeki.
Przeczytaj więcej informacji o BIG JUMP w Polsce.
Dziś, rok po zdarzeniu, które zainspirowało powstanie głównej części tego tekstu, czyli spektakularnego spławu dwóch cystern Odrą, w czasie suszy w maju 2020 roku, rybacy z Zalewu Szczecińskiego zestawili wyniki połowowe sprzed dwóch lat i obecne.
Magiczne technologie z naturą nie wygrały, i nie wygrają. Za to kosztują słono – i ekonomicznie, i społecznie, i środowiskowo. Komu robimy prezent?
Akt ekobójstwa pod tytułem „szerszy i głębszy tor wodny do Szczecina”
Dziś wszyscy rybacy na tym akwenie łowią mniej, niż dwa lata temu, czyli przed rozpoczęciem aktu ekobójstwa złowiła jedna łódka!!!!
Dziękujemy za ten „prezent”, zaraz dołączą zapewne społeczności znad Bałtyku od Świnoujścia po Kołobrzeg, a może i dalej, gdy im sinice zamkną wszystkie plaże. Zakwity sinic to efekt uruchomienia ogromnych ilości biogenów dotąd zablokowanych w osadach dna Zalewu. Do ogromnego ładunku Odry doszła nowa, znaczna porcja.
Cała Społeczność oraz Przyroda regionu odczuwamy i będziemy odczuwać skutki tej chorej inwestycji.
Od pewnego czasu różne portale, szczególnie Wód Polskich, ale także inne pretendujące do racjonalnych, głoszą zachwyty nad drogami wodnymi i inną infrastrukturą hydrotechniczną jako rzekomymi nośnikami rozwoju krajów takich jak Niemcy czy inne państwa zachodnie. Trudno się nie zgodzić, że od początku naszej cywilizacji, ale przecież i tych znacznie wcześniejszych, rzeki były osiami rozwoju społeczeństw nad nimi żyjących. Niektóre z krajów dzisiejszej Europy położone są w klimacie o wiele łagodniejszym, bez zim skuwających rzeki lodem, z lodowcami zasilającymi rzeki znacznie większe pod względem ilości niesionej wody. Są to okoliczności sprzyjające wykorzystaniu rzek jako dróg wodnych. Nasze zresztą historycznie także były żeglowne w zakresie pasującym do ich parametrów, a przez wieki także Wisła była taką osią rozwoju. Jej żeglowność skończyła się, gdy wzięli się za nią polepszacze tego, co Natura wypracowała przez tysiące lat. Nasze rzeki były żeglowne, póki płynęły stanami średnimi przez większość roku. A płynęły tak, ponieważ większość ich zlewni była naturalna, nikt nie pomagał im spływać do morza. Dopiero ostatnie stulecia przyniosły znaczące ingerencje, powodowane chęcią użytkowania większych ilości gruntów, wykorzystania energii wód i tym podobnymi pomysłami na „kontrolowanie” lub “wykorzystanie” natury wód płynących.
Do pewnego stopnia te zachowania ówczesnych ludzi można zrozumieć – stała za nimi konieczność zaspokojenia rosnących potrzeb w sposób zgodny z ówczesną wiedzą. Początkowe zmiany nie były jednak dość znaczące, by zwrócić uwagę na ich skutki. W końcu jednak dobrnęliśmy jako cywilizacja do granicy, zza której wyziera katastrofa. Społeczna, ekologiczna i ekonomiczna.
Coraz więcej krajów zauważa ten problem. Szkoda, że my, Polacy, zauważamy go nie dość licznie, by zatrzymać pomysły powielania błędów poczynionych w krajach tzw. rozwiniętych. U nas nadal trwają kampanie na rzecz wykorzystania rzek zgodnie z technokratycznym modelem rozumowania. Szkoda, że niewielu zwolenników tego kierunku realnie odpowiada za forsowane ingerencje w środowisko naturalne, czy chociaż partycypuje w kosztach. Może te czynniki wywołałyby nieco refleksji? Niestety, w naszym dziwnym modelu ani politycy, ani wspierający ich urzędnicy nie ponoszą żadnych konsekwencji popełnianych błędów. To chyba główny powód forsowania działań w interesie wąskich grup, kosztem większości społeczeństwa, włączając w te koszty przyszłe pokolenia.
Nie twierdzę, że nasze rzeki nie mogą pełnić także funkcji żeglugowych w rozmiarze dostosowanym do ich możliwości. Jednak nawet na największej rzece czynnikiem limitującym tę funkcję jest obecność wody. I tu mamy problem. Uwaga entuzjastów rozwoju żeglugi, skupiona na „drogach wodnych”, pomija kluczowy dla ich funkcjonowania aspekt – zapewnienie wody. Bez niej żadne techniczne cuda nie pomogą. I tu tkwi podstawowa różnica w rozumieniu przez nas funkcjonowania rzeki. Człowiek zaślepiony technologią widzi w rzece drogę wodną, gdy w rzeczywistości pełni ona znacznie więcej funkcji, sama będąc częścią złożonych systemów hydrologicznych. Nie mówię o kanałach, choć i one skądś wodę wziąć muszą.
Wykorzystanie naturalnych systemów rzecznych do żeglugi wiąże się z wieloma ryzykami, które zaczęto zauważać stosunkowo niedawno, kilka dekad temu, nie tylko na naszym kontynencie. Skutkiem tego jest wprowadzenie Ramowej Dyrektywy Wodnej w Europie, ale też kilka podobnych programów w Ameryce. Na Łabie niedawno zakończono badania, na bazie których Niemiecki Federalny Urząd Żeglugi podjął decyzję o zaprzestaniu prób dalszej kanalizacji rzeki, gdyż obecnie nie daje ona już nic, a ostatnie susze na pewnych odcinkach pozwalały na żeglugę tylko kilku leciwych jednostek z napędem łopatkowym… Oczywiście, pewne formy utrzymania są tam realizowane, jako podtrzymanie skanalizowanego koryta rzeki, jednak podstawowe działania skierowane są na odzyskiwanie zniszczonej retencji w zlewniach. Rozumiem, że przy pływaniu po europejskich czy innych drogach wodnych nie da się tego zaobserwować, jednak dziś społeczeństwa tamtych krajów największy problem zgodnie widzą w braku wody, nawet w Renie. W przeciwieństwie do forsowanego u nas archaicznego modelu kaskadyzacji i alimentacji, Niemcy (ale nie tylko oni) od ponad 3 dekad wykonują mnóstwo działań, których z drogi wodnej nie widać, ale widać ich efekty w postaci stabilizacji dostawy wody do systemów rzecznych dzięki odtwarzanej retencji w zlewniach.
Wracając na nasze podwórko – jak można sobie wyobrażać żeglugę na Odrze obecnie? Dla spławu dwóch składów z kilkoma cysternami spuszczono miliony kubików wody, jaz za jazem, by dać falę, która poniosła te barki w dół Odry. Co jakiś czas taka akcja się uda, jednak nikt nie powie chyba, że w takim modelu możliwa jest obecnie regularna żegluga? Poza tym proszę mi przedstawić choć jeden argument ekonomiczny na rzecz wydatkowania na te pomysły miliardów złotych pożyczonych na konto przyszłych pokoleń. Proszę ponadto wytłumaczyć, jak połączyć potrzeby rolnictwa z alimentacją żeglugi? Program żeglugi, w zakresie możliwym dla rzek takich jak Odra czy Wisła, możliwy jest tylko poprzez odzyskanie zniszczonej pojemności retencji naturalnej zlewni, i to znacznej większości, bo punktowe akcje typu jaz czy zbiornik na korycie rzeki to iluzja retencji. Niewielka rzeka o zlewni rzędu 2 000 km2 to ok. 1 km3 pojemności retencyjnej, którą utraciliśmy przez drenaże, kanalizację dopływów, uszczelnianie powierzchni, czyli generalnie działania na rzecz tzw. „utrzymania” wód. A celem tych działań jest zapewnienie spływu nadmiaru wód opadowych, który stale rośnie wraz z kontynuacją tych akcji utrzymaniowych – zamiast wsiąkać w gleby i dopływać do rzeki 20 razy wolniej.
Kwadratura koła! Przyspieszamy działaniami technicznymi spływ wód, których i tak mamy najmniej w Europie. 1 km3 utraconej objętości retencynej to jest bardzo delikatny szacunek dla 2 m zdrenowanych profili, a w wielu regionach straty są znacznie wyższe. Wystarczy policzyć, ile wody kosztował ostatni spław Odrą!!! Rzeki żeglowne muszą płynąć głównie stanem średnim, a nie na przemian powodziami i niżówkami, jak nasze od lat. Ten stan nie jest efektem zmian klimatu, tylko coraz szerzej zakrojonych działań w zlewniach dopływów wszystkich rzędów, od najwyższych począwszy. Znamienne jest, że dziś, po dwóch dniach opadów na południu kraju, mamy już podtopienia, a jednocześnie susza trwa nadal.
Poza tym rzeki to nie tylko pole działania jednego sektora, jak się niektórym wydaje. To mnóstwo innych, znacznie ważniejszych usług ekosystemowych, stanowiących łącznie o dostępie SPOŁECZEŃSTWA do wody oraz o jego bezpieczeństwie. Obecny model to prosta droga do jeszcze większej katastrofy – i suszy, i powodzi. Nie chciałbym być w skórze decydentów prących do kontynuacji tej błędnej drogi “zarządzania wodą”, gdy rolnicy, mimo obecnej kampanii „jazów” i innych bajek, zobaczą suche dna rzek i zrozumieją, jak ich zrobiono w konia.
A skoro pada zarzut, że przeciwnicy kanalizacji rzek są manipulowani przez jakichś „przeciwników” Polski, to proszę wskazać, gdzie w całej tej układance jest korzyść polskiej żeglugi? Czy wymieniony przykład spławu dla operatora niemieckiego to jest ten nasz „biznes”? Po to mamy skanalizować jeszcze bardziej nasze rzeki, by korporacje żeglugowe mogły mieć korzyści kosztem kilku pokoleń Polaków? Właśnie jedyny częściowo polski operator zbył znakomitą większość udziałów na rzecz tychże Niemców. To dla kogo ten biznes jest, za nasze i naszych dzieci pieniądze?
Celem Instrumentu Odbudowy i Zwiększania Odporności jest odbudowa gospodarek po pandemii i zarazem przyspieszenie transformacji ekologicznej w duchu Europejskiego Zielonego Ładu oraz transformacji cyfrowej. Państwa członkowskie opracowują obecnie krajowe plany odbudowy, czyli plany reform i inwestycji, za pomocą których zamierzają powyższe cele realizować przy wykorzystaniu środków z Instrumentu. Niestety tak się nie dzieje, postulaty strony społecznej nie zostały uwzględnione w zaprezentowanym do konsultacji projekcie. Przedstawiamy list Koalicji Ratujmy Rzeki skierowany do Małgorzaty Jarosińskiej-Jedynak (Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej), Michała Kurtyki (Ministerstwo Klimatu i Środowiska) oraz Tadeusza Kościńskiego (Ministerstwo Finansów).
KRR_OCHRONA_WOD_I_BIOROZNORODNOSCI_KPO
Szanowna Pani Minister,
Szanowny Panie Ministrze
w nawiązaniu do trwających konsultacji publicznych projektu Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności przesyłamy w załączeniu stanowisko Koalicji Ratujmy Rzeki w sprawie Planu, zawierające rekomendacje opracowane przez ekspertów i ekspertki Koalicji.
Załączony dokument został przekazany w dniu 9 lutego na ręce Premiera RP wraz z pismem dwudziestu organizacji ekologicznych i stowarzyszeń biznesu. Niestety zawarte w nim postulaty nie znalazły odzwierciedlenia w treści projektu KPO przekazanego do konsultacji.
Rozporządzenie (UE) 2021/241 ustanawiające Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększenia Odporności wymaga, by w krajowych planach odbudowy uwzględnione były kwestie ochrony bioróżnorodności. W diagnozach i zaleceniach przekazanych Polsce przez instytucje Unii Europejskiej w ramach procedury Semestru Europejskiego, które powinny być punktem odniesienia dla KPO, jest natomiast mowa o ukierunkowaniu inwestycji na rozwiązania ekosystemowe (nature-based solutions) i uwzględnienie zmian klimatu w zarządzaniu dorzeczami i ochronie przeciwpowodziowej. W załączonym stanowisku pokazujemy, jak Polska może wypełnić te dwa wymogi.
1. Skuteczna ochrona bioróżnorodności wymaga przede wszystkim solidnego fundamentu prawnego. Polskie przepisy dotyczące ochrony przyrody i środowiska są w wielu obszarach niezgodne z przepisami UE, w związku z czym przeciw Polsce toczy się szereg postępowań naruszeniowych. Zgodnie z przedstawionymi przez Komisję Wytycznymi technicznymi dotyczącymi stosowania zasady “nie czyń poważnych szkód” “wszystkie środki zaproponowane w planie odbudowy i zwiększania odporności muszą być zgodne z odpowiednimi przepisami UE, w tym z odpowiednimi przepisami UE w zakresie ochrony środowiska”. Bez doprowadzenia przepisów krajowych do zgodności z wymogami UE nie będzie możliwe zagwarantowanie realizacji projektów wspieranych w ramach KPO zgodnie z przepisami unijnymi. Nie będą one zatem mogły zostać uznane za zgodne z zasadą “nie czyń poważnych szkód”.
Problem ten dotyczy w szczególności Ustawy z dnia 3 października 2008 r. o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko (ustawy OOŚ) oraz powiązanych specustaw dotyczących realizacji inwestycji drogowych, kolejowych, gazociągowych i inwestycji w sieci przesyłowe. Wymienione przepisy nie gwarantują skutecznej ochrony przyrody podczas realizacji inwestycji infrastrukturalnych ponieważ uniemożliwiają skuteczne zaskarżenie decyzji środowiskowych i pozwoleń na budowę w przypadku projektów realizowanych ze szkodą dla środowiska. W KPO przewidziane jest wsparcie projektów należących do wszystkich wymienionych kategorii. Bez odpowiednich zmian w prawie nie będą one mogły zostać uznane za zgodne z zasadą “nie czyń poważnych szkód”.
Polska ma również bardzo poważny problem z właściwą ochroną lasów, czego skutkiem jest postępowanie toczące się w tej sprawie przed Trybunałem Sprawiedliwości UE. W projekcie KPO przewidziane są działania dotyczące rozwoju odnawialnych źródeł energii, w tym źródeł wykorzystujących spalanie biomasy leśnej na cele energetyczne. Ze względu na dużą skalę spodziewanego wzrostu wykorzystania stałej biomasy na cele energetyczne (o 62% wg. Polityki Energetycznej Polski do 2040 r.) działania te nie mogą być uznane za zgodne z zasadą “nie czyń poważnych szkód”, dopóki przepisy Ustawy o lasach nie zagwarantują przestrzegania przepisów UE w ramach prowadzenia gospodarki leśnej.
W obszarze adaptacji do zmian klimatu niezbędne są natomiast zmiany Prawa Wodnego. Jego obecne przepisy nakładają na zarządców wód obowiązek prowadzenia na ciekach prac utrzymaniowych, których cele są zdefiniowane w sposób anachroniczny, szkodliwy dla przyrody i prowadzący do pogłębienia problemu suszy. Nowelizacja Prawa Wodnego powinna także prowadzić do objęcia zakresem zarządzania zlewniowego wpływu, jaki na stan wód wywierają gospodarka leśna i rolnictwo.
Niezbędne są również zmiany dotyczące funkcjonowania oczyszczalni ścieków. Z powyższych powodów konieczne jest uwzględnienie wśród reform przewidzianych w Krajowym Planie Odbudowy nowelizacji Ustawy OOŚ i powiązanych specustaw (w tym procedowanej obecnie specustawy przesyłowej), Ustawy o lasach i Prawa Wodnego oraz i doprowadzenia ich do pełnej zgodności z przepisami Dyrektywy OOŚ, Dyrektywy Ptasiej, Dyrektywy Siedliskowej i Ramowej Dyrektywy Wodnej oraz Konwencji z Aarhus.
Z KPO powinno natomiast zostać wykreślone przyjęcie Ustawy o inwestycjach w zakresie przeciwdziałania skutkom suszy, której projekt wprowadza zapisy drastycznie obniżające poziom ochrony przyrody przy realizacji inwestycji uznawanych w ustawie za przeciwdziałające suszy i tworzy kolejny obszar niezgodności polskich przepisów z prawem UE. Przyjęcie tej ustawy byłoby w oczywisty sposób niezgodne z zasadą “nie czyń poważnych szkód”.
2. Ze względu na coraz poważniejszy negatywny wpływ zjawiska suszy na gospodarkę i finanse publiczne, Krajowy Plan Odbudowy i Zwiększania Odporności powinien również odnosić się do tego problemu i zawierać inwestycje służące przede wszystkim usunięciu systemowych przyczyn zjawiska suszy i odbudowie naturalnej retencji w skali całych zlewni. Wymaga to, poza wspomnianymi wyżej zmianami Prawa Wodnego, wdrożenia Krajowego Programu Renaturyzacji Wód Powierzchniowych. Niezbędne jest także wprowadzenie zmian w przygotowywanym obecnie Planie Przeciwdziałania Skutkom Suszy, gdzie nacisk musi zostać przesunięty z rozwoju szkodliwej przyrodniczo infrastruktury hydrotechnicznej, która nie przeciwdziała skutecznie zjawisku suszy, na odtwarzanie potencjału naturalnej retencji krajobrazowej poprzez renaturyzację cieków, oddawanie przestrzeni rzekom i renaturyzowanie osuszonych mokradeł, odtwarzanie utraconych terenów zalewowych w dolinach rzek (np. poprzez likwidację lub odsuwanie obwałowań), przywracane meandrujących koryt, odtwarzanie starorzeczy a także zmianę funkcjonowania systemów melioracyjnych, które obecnie pełnią głównie rolę odwadniającą, oraz odtwarzanie na masową skalę naturalnej retencji w krajobrazie rolniczym: ochronę i odtwarzanie śródpolnych zadrzewień, i oczek wodnych oraz dobrze zaplanowany program zalesień gruntów porolnych.
Działanie takie byłoby zgodne z zaleceniami instytucji UE, które w ramach Semestru Europejskiego zalecają Polsce szersze stosowanie rozwiązań ekosystemowych (nature-based solutions) w gospodarce wodnej.
3. W załączonym dokumencie jest także mowa o dokończeniu wyznaczania sieci Natura 2000 oraz przyjęciu i wdrożeniu brakujących planów zadań ochronnych. O ile wsparcie na opracowanie dokumentów planistycznych dla obszarów Natura 2000 jest w projekcie Umowy Partnerstwa przewidziane do sfinansowania ze środków nowej polityki spójności, o tyle nie ma tam mowy o wyznaczeniu brakujących obszarów. Wyznaczenie brakujących obszarów Natura 2000 powinno w takim razie uzyskać wsparcie w ramach Krajowego Planu Odbudowy, ponieważ dopóki obszary te nie zostaną objęte ochroną w ramach sieci, nie może być mowy o zgodności z prawem UE jakichkolwiek inwestycji oddziałujących na nie i inwestycje takie, jako niespełniające wymogów z Wytycznych technicznych i zasady “nie czyń poważnych szkód”, nie mogą być wspierane z Krajowego Planu Odbudowy.
Pozostajemy do dyspozycji Ministerstwa jeśli chodzi o dalsze informacje i eksperckie wsparcie w opracowaniu stosownych zapisów Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności. Powyższe uwagi wraz z załączonym stanowiskiem przekazujemy jednocześnie Komisji Europejskiej.
Z wyrazami szacunku
W imieniu Koalicji Ratujmy Rzeki:
Paweł Augustynek-Halny, Sekcja Przyjaciół Raby PZW Koło Raba
Jacek Bożek, Klub Gaja
Karol Ciężak, Towarzystwo na rzecz Ziemi
Jacek Engel, Fundacja Greenmind
Radosław Gawlik, Stowarzyszenie Ekologiczne EkoUnia
Piotr Nieznański, Fundacja WWF Polska
Rafał Rykowski, Związek Stowarzyszeń Polska Zielona Sieć
Źródło: Koalicja Ratujmy Rzeki
Rozmowa Zielonych Wiadomości z prof. dr hab. Zbigniewem W. Kundzewiczem, wybitnym hydrologiem i klimatologiem na temat problemów z wodą i ich wpływu na środowisko.
Zielone Wiadomości: Panie Profesorze każdy z nas codziennie wielokrotnie puszcza wodę z kranu, myje ręce, czy też gotuje, sprząta itd. Dla wielu z nas woda jest czymś takim, jak powietrze: po prostu jest i nie zastanawiamy się nad tym, czy zawsze będzie. Tymczasem naukowcy już od lat alarmują, że wkrótce wody może nam zabraknąć. Które z tych twierdzeń jest prawdziwsze?
Zbigniew W. Kundzewicz: Woda nie jest nam dana na zawsze – i to jest prawda. Ale, patrząc globalnie, woda uczestniczy też w nieskończenie powtarzalnym cyklu hydrologicznym, a przez to wody w systemie Ziemia-atmosfera nie ubywa i w tym sensie będzie zawsze. Pamiętajmy, że woda krąży bez przerwy. Zmieniają się jednak parametry tego krążenia i to zmieniają w sposób, który niekoniecznie jest dla nas korzystny.
Choć woda krąży bez przerwy, jednak robi to niesprawiedliwie. Są obszary na świecie, gdzie tej wody jest pod dostatkiem, a nawet za dużo, i są też obszary, w których wody permanentnie brakuje.
Z naszego punktu widzenia i z punktu widzenia środowiska problemem jest zmienność zasobów wodnych, i to zmienność, która rośnie. Dla nas optymalne byłyby stany średnie, czyli gdy wody nie jest ani za dużo, ani za mało. Najlepszy jest deszcz niewielki, na przykład kapuśniaczek. Taki deszcz służy naturze.
W ocieplającym się klimacie mamy długie okresy bezdeszczowe przedzielane opadami intensywnymi. A to nie jest najlepszy scenariusz dla środowiska. Przy dużych opadach deszczu tylko część wody wsiąka w grunt. Większość bezproduktywnie spływa kanalizacją do rzeki i potem do morza. Nie mamy możliwości zgromadzenia tej wody. Nasze zbiorniki retencyjne mogą zmagazynować tylko 6% rocznych przepływów. W efekcie, nawet jeśli spore mamy opady, to z punktu widzenia środowiska one nie przynoszą nam dużych korzyści.
O ile jednak o problemie jakości powietrza mówi się co roku przez kilka miesięcy szukając winnych i rozwiązań tej sytuacji, o tyle o problemach z wodą mówi się mało lub prawie wcale. Dlaczego woda i jej wpływ na środowisko ma tak zły „PR”?
Problemy z wodą mogą być trojakie i wszystkie trzy w Polsce występują. Wody może być za mało, wody może być zbyt dużo, a także woda może być zbyt brudna. Z tym trzecim problemem już sobie dość dobrze radzimy. Mamy sporo nowoczesnych oczyszczalni i już w dużej mierze nie trujemy rzek. Problemem jest jednak nadal zanieczyszczenie rozłożone np. na terenach wiejskich i rolniczych. Ściekające z pól resztki nawozów, czy środków ochrony roślin, jest trudniej wyłapać – tutaj nie można zbudować oczyszczalni. Z tym mamy więc problem.
A wracając do pierwszych dwóch problemów. Obserwowane zmiany klimatu powodują, że zjawiska ekstremalne stają się jeszcze bardziej ekstremalne. W efekcie co kilka lat mamy powódź, która zabija i niszczy. I tu dochodzimy do kwestii, którą Pan poruszył. W pamiętnej powodzi z 1997 roku życie straciło w Polsce 55 osób. Tymczasem Europejska Agencja Środowiska wyliczyła, iż liczba dodatkowych zgonów spowodowanych złą jakością powietrza sięga w Polsce 48 tysięcy rocznie. Dlatego o stanie jakości powietrza się mówi, bo to stanowi realne i częste zagrożenie dla życia ludzkiego. Jeżeli do tego dodamy upalne lato i piękną pogodę, którą wszyscy lubią, to zrozumiemy, dlaczego o problemach z wodą mówi się mniej niż o innych problemach związanych ze zmianami klimatu i ich wpływu na środowisko.
Czyli jednak prawdą jest stwierdzenie, że „woda po prostu jest i zawsze będzie”?
Myślę, że sporo ludzi zdaje już sobie sprawę, iż zasoby wodne Polski nie są wysokie. Specjaliści powiedzą jednak, że są kraje, w których wody jest o wiele mniej niż w Polsce, ale które dobrze dają sobie radę. Tu przykładem może być Izrael. Tam zdecydowano, iż woda nie będzie używana do masowej produkcji żywności. Jest jej po prostu za mało. Żywność masowa, która wymaga dużych ilości wody, np. pszenica, jest kupowana za granicą. A w kraju produkują żywność dla koneserów, uzyskując z litra wody znacznie wyższy dochód, np. awokado, czy grapefruit. Dodatkowo wprowadzono na olbrzymią skalę odsalanie wody morskiej.
I pewnie wiele osób widząc takie przykłady myśli, iż nasze problemy z wodą nie są aż tak poważne.
Pamiętajmy jednak, że straty wywołane suszą są bardzo wyraźne i w wielu miejscach widać to gołym okiem. Tam, gdzie jeszcze niedawno stała woda, teraz jest sucho. W suchym roku plony rolne są niższe niż przeciętna. Schną rośliny (nawet drzewa), które powinny sobie radzić.
Szczególnie widać to na niewielkich zbiornikach wodnych czy małych potokach i ciekach wodnych.
Zgadza się. To wiąże się z klimatycznym bilansem wodnym. Dla przykładu: w Wielkopolsce bilans wodny w ciągu lata jest praktycznie zawsze ujemny. Oznacza to, że więcej wody paruje niż pada. W ostatnich kilkunastu latach wyjątkami od tej reguły były lata 1997 i 2010, kiedy mieliśmy powodzie i podtopienia.
To, co obserwujemy w ostatnich latach: susza trwa długo, zwiększa się parowanie wody, aż w końcu przychodzi wielki deszcz, który powoduje podtopienia i straty, np. w rolnictwie, czy gospodarce mieszkaniowej. Ale ta woda znika, spływa do rzeki i poza stratami niewiele z tego nie mamy.
A jaki wpływ na bilans wodny mają ludzie? Miasta w sposób niekontrolowany „rozlewają się” na tereny podmiejskie i tam, gdzie przez lata było pole czy łąka, dziś stoją domy otoczone betonem. Przy okazji znikają przydrożne rowy, w których kiedyś stała woda. Zdarzają się sytuacje, gdzie inwestor zasypuje wręcz niewielkie, wysychające zbiorniki wodne.
To prawda. Są różne sytuacje i postawy społeczne. Rzeczywiście zdarzają się sytuacje, kiedy ktoś próbuje, dla własnych celów, osuszyć podmokły teren. Ale musimy pamiętać, iż jeżeli woda tam stała, to prędzej czy później upomni się o swoje. Podtopienie nie powinno być niespodzianką.
Optymalna sytuacja to taka, gdy „łapiemy” wodę tam, gdzie spadnie. To jest możliwe, ale kosztowne.
Czyli rozwiązaniem może być mała retencja. W różnych punktach miasta pojawiają się zbiorniki, których zadaniem jest przejmowanie wody z opadów deszczu?
Idealne rozwiązanie. Taką wodę można potem wykorzystać do podlewania zieleni miejskiej, na przykład w czasie gdy nie ma opadów, albo spłukiwać jezdnie z pyłu i piasku.
Urbanizacja jest co najmniej równie ważna dla cyklu hydrologicznego co zmiany klimatu. Przy budowie kolejnych osiedli podmiejskich zanikają tereny przepuszczalne, czy podmokłe i mokradła. Rośnie współczynnik spływu, a więc woda nie wsiąka tylko szybko spływa do kanalizacji deszczowej. A przy tym rośnie potencjał strat związanych z zalaniem. I tu wcale nie chodzi o powódź rzeczną. Powodzie miejskie i podtopienia zdarzają się kiedy woda nie może wsiąknąć, ani spłynąć, i zalewa otoczone betonem domy.
A co się dzieje w takich sytuacjach z ekosystemami wodnymi? Na takich rozlewiskach czy mokradłach mamy przecież roślinność, zwierzęta. I nagle zaczyna brakować wody, przychodzi wielka susza. Co się dzieje z takim ekosystemem?
Takie ekosystemy ulegają transformacji. W wielu miejscach na świecie podejmuje się jednak sporo działań, które próbują temu zaradzić. I tym kierunku powinniśmy iść. Na przykład w Bydgoszczy stworzono katalog zielono-niebieskiej infrastruktury, w którym opisano, co można zrobić na każdym poziomie funkcjonowania miasta, zaczynając od domku jednorodzinnego i osiedla mieszkaniowego, a na poziomie ogólnomiejskim kończąc.
Powtórzę jeszcze raz, tu obowiązuje prosta zasada: złapać wodę jak najbliżej miejsca, w którym spadnie i pozwolić na stworzenie, w swoim sąsiedztwie, nowego, sztucznego ekosystemu.
Pojawiają się pomysły tworzenia stawów kąpielowych zamiast wybetonowanych basenów.
To dobry, ale niełatwy kierunek. Nasze wody podskórne i płytkie wody gruntowe są zanieczyszczone i trzeba sporych nakładów pracy, żeby woda w takim stawie kąpielowym miała dobrą jakość. Konieczna jest tu odpowiednia roślinność, która oczyści wodę ze składników odżywczych – azotu czy fosforu. I w ten sposób powstaje nowy, sztuczny ekosystem, który w jakiś tam sposób rekompensuje nam utracone ekosystemy naturalne.
A z perspektywy lat Pana badań, czy jest Pan optymistą i wierzy, że kilka, kilkanaście lat letnim wieczorem wyjdziemy na łąkę nad niewielkim stawem i usłyszymy jeszcze kumkanie żab? Czy też po prostu stawu nie będzie, żab nie będzie, a my będziemy zmęczeni kolejnym upalnym latem?
Na szczęście dla nas takich miejsc w Polsce jest jeszcze wiele. Miasta się rozrastają i coraz więcej osób wyprowadza się na przedmieścia. Ale muszę przyznać, że coraz częściej widzę, że wiele osób tworzy swoje własne, niewielkie ekosystemy. W ogrodach pojawiają się małe zbiorniki wodne. Wielu mieszkańców używa kompostowników. To przecież też niewielkie ekosystemy.
Sporo osób, które podniosły swoją świadomość ekologiczną, zdaje sobie sprawę, że wody może kiedyś zabraknąć, bo nasze zasoby są ograniczone, a potrzeby rosną. Wszyscy, na swój sposób ulegamy fascynacji, iż zmienia się klimat, a więc może pojawią się dodatkowe szanse. W ogrodzie jednego z podpoznańskich domów widziałem posadzoną palmę. Oczywiście wymaga ona specjalnego zabezpieczenia w okresie jesienno-zimowo-wiosennym, kiedy mogą (choć nie muszą) występować groźne przymrozki, ale to pokazuje, jak zmiana klimatu zmienia nasze zachowania i działania.
Tak, jak już mówiłem, tym wszystkim zmianom towarzyszy zmienność. Z naszych obliczeń wynika, że ilość opadów powinna wzrosnąć, ale nierównomiernie. Projekcje na przyszłość pokazują, że w coraz cieplejszym lecie, kiedy roślinność potrzebuje najwięcej wody, opadów nie tylko nie będzie więcej, ale raczej znacząco mniej.
Pamiętajmy, że woda i klimat są połączone i mają wpływ na nasze życie, na funkcjonowanie ekosystemów, w tym także tych sztucznych stworzonych przez człowieka, których bym jednak nie lekceważył.
Prof. Zbigniew W. Kundzewicz – polski hydrolog i klimatolog, profesor nauk o Ziemi, członek korespondent Polskiej Akademii Nauk. Pracuje w Zakładzie Klimatu i Zasobów Wodnych Instytutu Środowiska Rolniczego i Leśnego Polskiej Akademii Nauk w Poznaniu. Koordynował wielokrotnie prace Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu IPCCW. 2017 roku został uhonorowany Międzynarodową Nagrodą Hydrologiczną IAHS/ UNESCO/ WMO i Medalem Dooge’a. Jest to najwyższe w świecie wyróżnienie w dziedzinie nauk hydrologicznych.
——-
Fot. Marcin Wrzos, Wisła w okolicach Tarchomina
*** Wywiad ukazał się w Zielonych Wiadomościach nr. 031/numer 1/2019, do ściągnięcia w formacie pdf: https://zielonewiadomosci.pl/wp-content/uploads/031.pdf
Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.