„Ruszaj się palancie!” – wrzeszczę waląc w klakson, bo gość przede mną marudzi już dwie sekundy na zielonym świetle. Do 9:00 zostało mi czternaście minut a jestem dopiero przy Arkadii. Szef nie zna litości, ktoś zaraz zajmie mi najlepsze miejsce do parkowania. Na szczęście pomiędzy drzewami na trawniku na tyłach stacji Neste przy Wilanowskiej nie każdy samochód się mieści. A ja właśnie kupiłam swój pierwszy, bardzo mały, bo do szału doprowadzały mnie godziny spędzane w autobusach, na zimnych przystankach, targanie siat z supermarketu i codzienne dwadzieścia trzy minuty marszu do szkoły po drugiej stronie osiedla. Na Jana Pawła korek po horyzont. Łapczywie patrzę na szerokie chodniki, zmieściłyby się z dwa dodatkowe pasy jezdni z każdej strony. A może nawet parkingi. Tak, parkingów powinno być w centrum więcej i to bezpłatnych. Przecież samochód to jest cywilizacja, zachód, postęp i w ogóle to do czego dążymy. To miasto jest totalną wiochą, bo nigdzie nie można dojechać. Jest 9:02. A ja dopiero dotaczam się do Ronda ONZ. (więcej…)