Październik to miesiąc, w którym obchodzimy trzy ważne święta: Międzynarodowy Dzień Kobiet Wiejskich (15 października), Światowy Dzień Żywności (16 października) i Światowy Dzień Owoców i Warzyw (17 października). To dobry moment, by zatrzymać się na chwilę i zapytać: skąd pochodzi jedzenie, które jemy? Kto je wytwarza — i co nas z tymi ludźmi łączy?
Z tej okazji Sieć Kooperatyw Spożywczych odwiedziła jedno z pierwszych ekologicznych gospodarstw w Polsce — EkoFarm Czaniec. Gospodarstwo posiada certyfikat ekologiczny nieprzerwanie od 1996 roku, a prowadzą je kobiety: Maria Sordyl i jej córka Barbara Sordyl-Lipnicka. EkoFarm Czaniec to również wieloletni dostawca bielskiej kooperatywy spożywczej Beskidzka Paczka.
Ekologiczne rolniczki w regionie zdominowanym przez urbanizację
To niewielkie gospodarstwo na południu Polski, u podnóży Beskidu Małego jest wyjątkowe pod wieloma względami. EkoFarm ma zaledwie 3 hektary i jest uprawiane metodami naturalnymi od czterech pokoleń. Takich miejsc w regionie praktycznie już nie ma. Jak mówi Barbara Sordyl-Lipnicka: „To jest teren aglomeracji. I u nas nie ma rolników. Teraz wszystkie wioski w okolicy są zabudowywane przez domy jednorodzinne i niestety, nawet nie ma takich rolników, którzy by chcieli tej ekologii — nawet, jeżeli się już decydują na rolnictwo, to na konwencjonalne uprawy.”
Październikowe pole w Czańcu Sieć Kooperatyw Spożywczych – SKS
„Ziemia oddycha jak człowiek”
Jak to możliwe, że w tak niesprzyjających okolicznościach rodzina Sordylów zachowała wiedzę i praktykę dotyczące naturalnych upraw? “Chcieliśmy się odżywiać zdrowo, żeby nie chorować, nie jeść chemii. Ta świadomość, że żywimy siebie, swoją rodzinę, dzieci była ważna.” – mówi Maria Sordyl. Rodzinna tradycja gospodarowania jest tu przekazywana z pokolenia na pokolenie, a relacja z ziemią ma niemal duchowy wymiar. „Gospodarujemy według sił słońca i księżyca. Tak było od czasu moich dziadków. Mówiąc ogólnie, od nowiu do pełni księżyca rośliny rosną w stronę nieba, a na księżycu ubywającym pracują korzenie. Inny przykład jest taki, że ziemniaki powinno się wsadzić do ziemi rano, a nie wieczorem. Bo ziemia tak samo oddycha, jak człowiek. Rano robi wydech, z rosą idzie wszystko w górę, a wieczorem wchłania wilgoć.”
Kobiety i wieś
Rozmawiamy też o roli kobiet na wsi. Barbara Sordyl-Lipnicka ujmuje to następująco: „Siła kobiet jest tutaj kluczowa. W niej tkwi sedno sprawy. Bo to kobiety często pokonują te codzienne trudności i wyzwania, jakie są w gospodarstwie. Bez tej siły nie byłoby to możliwe.”
Na pytanie o to, co najtrudniejsze w pracy na roli, rolniczki odpowiadają zgodnie: ogrom pracy. „Nawet jeśli tych upraw warzywnych mamy tylko ponad hektar, to jest to olbrzymi wysiłek, bo wszystko robimy ręcznie. To jest taka rolnicza manufaktura” — mówi Barbara. „Największym wyzwaniem jest to, jak utrzymać gospodarstwo i zapewnić siłę roboczą. Teraz pomagają nam głównie osoby z rodziny.”
Wsparcie przychodzi czasem także ze strony kooperatywy. “Jak parę osób z kooperatywy przyjedzie pomóc, to dobre i to — nie musi być dużo – mówi pani Maria – Dla nas to duży plus, jak kooperatywa przyjedzie, popracuje i odbierze sobie warzywa za to. Bo nie ma skupu warzyw ekologicznych. A powinien być.”
„Z perspektywy mojego pokolenia – mówi Barbara – wydaje mi się, że to, co jest najtrudniejsze na obecne czasy, to to, że trzeba być bardzo systematycznym, bardzo obowiązkowym, odpowiedzialnym za to, co się robi, bo nie można sobie pozwolić na nieprzemyślane decyzje. To przecież odbija się na plonach i w efekcie na uzyskanych rezultatach z gospodarstwa.Dzisiaj wiele ludzi żyje w wygodzie; zostawiamy rzeczy na później, zajmujemy się tym, co jest dla nas lepsze, wygodniejsze. Żyjemy w dobie dobrobytu i konsumpcji, więc patrzymy pod kątem tego, co jest dla nas przyjemne. A w gospodarstwie pracowanie nie zawsze bywa przyjemne i nie zawsze jest tak ładnie.”
Kopuła geodezyjna – szklarnia w gospodarstwie w Czańcu. Fot. Dariusz Krakowiak
Plany na przyszłość
Mimo wielu wyzwań Maria i Barbara Sordyl z nadzieją patrzą w przyszłość.
Basia, z wykształcenia pedagożka i wykładowczyni akademicka, łączy dziś doświadczenie naukowe z praktyką rolniczą. „Zawsze chciałam uczyć — i w pewnym sensie robię to także tutaj, w gospodarstwie. Ekologia to nie tylko uprawa roślin, ale też edukacja. Chciałabym, żeby nasze gospodarstwo stało się miejscem spotkań edukacyjnych — dla dzieci, młodzieży, seniorów, osób z niepełnosprawnościami. Żeby mogli zobaczyć, jak wygląda cykl życia w przyrodzie i jak powstaje żywność. To może być dobry kierunek na przyszłość.”
Jedzenie, które łączy
EkoFarm Czaniec to nie tylko przykład rolniczej wytrwałości. To także część większej historii – budowania relacji między producentami_kami i konsumentami_kami, między wsią i miastem. Dzięki współpracy z klientami indywidualnymi oraz kooperatywą spożywczą, produkty z Czańca trafiają bezpośrednio – prosto z pola – do osób, które je doceniają.
To, co dla jednych jest tylko „jedzeniem”, dla Marii i Barbary Sordyl jest opowieścią o trosce, rytmie natury i współpracy między ludźmi. „Rolnik to człowiek stworzony przez Boga do pracy z ziemią, bo nie każdy to potrafi robić” — mówi Maria.
W Dniu Kobiet Wiejskich i Światowym Dniu Żywności warto pamiętać, że za każdym pokarmem; warzywem, zbożem, owocem, które jemy stoi konkretna osoba, historia i praca – często kobieca.
Działania Stowarzyszenia Sieć Kooperatyw Spożywczych są realizowane przy wsparciu Fundacji im. Roberta Boscha.
W styczniu 2025 roku, po kilku latach przygotowań, udało się zarejestrować Stowarzyszenie Sieć Kooperatyw Spożywczych (SKS). Dalekosiężnym celem inicjatywy jest wzmocnienie idei kooperatyzmu spożywczego w Polsce w porozumieniu wszystkich zainteresowanych stron: kooperatyw spożywczych, rolniczek_ków i samorządów poprzez wzmacnianie współpracy między kooperatywami i integrowanie ich z dostawcami_czyniami, wypracowanie rozwiązań służących kooperatywom i ułatwiającym ich funkcjonowanie oraz reprezentowanie środowiska w Polsce i na świecie.
Ile kooperatyw działa w Polsce?
Trudno powiedzieć dokładnie, ile kooperatyw funkcjonuje obecnie w Polsce, większość z nich bowiem to nieformalne, oddolne ruchy. Szacuje się, że jest ich w całym kraju około 50, głównie w dużych miastach, istnieją jednak także mniejsze, zwykle kilkunasto-kilkudziesięcioosobowe grupy. Zaopatrują maksymalnie 5000 osób w Polsce. Są to dane szacunkowe i wymagające dalszych aktualizacji.
Wspólna definicja kooperatywy spożywczej
Zebrani w Warszawie w maju 2024 roku, członkowie polskich kooperatyw spożywczych wypracowali następującą definicję kooperatywy spożywczej:
Zdjęcie: Sieć Kooperatyw Spożywczych – SKS
Kooperatywa spożywcza jest autonomiczną społecznością solidarnie współpracujących ze sobą osób, która dąży do zaspokajania potrzeb związanych z dostępem do wysokiej jakości żywności i produktów wytwarzanych w sposób odpowiedzialny, zrównoważony i etyczny. Promuje suwerenność żywnościową, krótkie łańcuchy dostaw oraz rolnictwo wspierające różnorodność ekosystemów i żywności. Jej istnienie jest oparte na zaufaniu, samoorganizacji, współodpowiedzialności oraz wspólnej pracy, a także przekonaniu, że powszechny dostęp do lokalnej i dobrej żywności wysokiej jakości jest podstawowym prawem człowieka. Wszystkie należące do kooperatywy osoby mają równe prawa i obowiązki, w tym równy dostęp do sprawowanych funkcji, a także równe prawa w zakresie podejmowania decyzji. Członkostwo w niej jest dobrowolne i nieograniczone żadnymi dyskryminującymi warunkami. Każda osoba może założyć kooperatywę spożywczą i do niej należeć. Działalność kooperatywy spożywczej opiera się na trosce o wspólne dobro lokalnych społeczności oraz ich naturalne i kulturowe środowiska, a nie dążeniu do maksymalizacji zysku.
Cele strategiczne i priorytetowe działania SKS
Przyjęcie tej definicji stało się punktem wyjścia do opracowania celów strategicznych i priorytetowych działań Sieci Kooperatyw Spożywczych. Wśród nich wymienić można następujące:
doradztwo administracyjne, finansowe dla kooperatyw,
animowanie wymiany doświadczeń i integracji między kooperatywami,
wsparcie w zakładaniu nowych kooperatyw,
opracowywanie badań, analiz, rozwiązań – parasol działa m.in. jako think tank,
nawiązywanie partnerstwa z samorządami, instytucjami, dołączanie do istniejących ciał doradczych,
rzecznictwo na rzecz tworzenia/dopasowywania przepisów tak, aby uwzględniały specyfikę kooperatyw jako organizacji i dystrybutorów żywności,
wsparcie kooperatyw w prowadzeniu działań edukacyjnych, czyli opracowywanie materiałów edukacyjnych i scenariuszy zajęć oraz szkolenie szkolących na temat kooperatyw.
Inspiracje historyczne
Mamy nadzieję, że tak samo jak przed stu laty, gdy powołano instytucję parasolową dla spółdzielni, słynne Społem (w 1904 r.), która stała się katalizatorem dynamicznego rozwoju spółdzielczości, SKS umożliwi rozwój ruchu kooperatystycznego w Polsce.
Pierwsze działania i plany na przyszłość
Za nami pierwsze walne zebranie SKS dla istniejących już kooperatyw (online), a także dwa cykle szkoleń trenerskich oraz pierwsze warsztaty w terenie, promujące kooperatywy i ich wartości. Przed nami jesienny zjazd w Ekologicznym Uniwersytecie Ludowym w Grzybowie, gdzie mamy nadzieję jeszcze lepiej się zintegrować i wypracować szczegółowy plan działań dla SKS na najbliższe lata.
Rolnictwo ekologiczne stało się ważnym tematem w Polsce dopiero po wejściu do Unii Europejskiej, kiedy wdrożono przepisy unijne i system dotacji dla rolników ekologicznych. Tymczasem jest to metoda produkcji rolniczej, której idea zrodziła się w 1924 r. w Kobierzycach pod Wrocławiem i stąd rozprzestrzeniła się na całym świecie.
Trochę historii
Za początek historii rolnictwa ekologicznego uważa się cykl wykładów na temat odnowy rolnictwa, wygłoszony przez filozofa – Rudolfa Steinera – w pałacu w Kobierzycach (wówczas Koberwitz) pod Wrocławiem w 1924 r., upowszechniony w formie książki „Kurs rolniczy”. Rudolf Steiner studiował biologię, chemię i fizykę w Wyższej Szkole Technicznej w Wiedniu, a potem przeniósł swoje zainteresowania na filozofię i otrzymał doktorat z tej dziedziny na uniwersytecie w Rostoku. Był twórcą antropozofii, którą we współczesnej myśli humanistycznej odnosi się do doktryny i praktyki ezoterycznej. Steiner był wizjonerem, który zainspirował szereg ruchów i inicjatyw w architekturze, sztuce, medycynie, pedagogice i rolnictwie.
Chemizacja rolnictwa i odpowiedź Steinera
Po I wojnie światowej coraz powszechniej stosowano nawozy sztuczne i chemiczne środki ochrony roślin chętnie produkowane przez przemysł chemiczny, który w czasie pokoju nie notował zapotrzebowania na chemiczne środki bojowe. Zaniepokojeni skutkami chemizacji rolnictwa światli właściciele ziemscy i zarządcy wielkoobszarowych gospodarstw zwrócili się z prośbą o radę do Rudolfa Steinera, który zgodnie z ich życzeniem wygłosił cykl ośmiu wykładów. Szczególną uwagę poświęcił przekazaniu wiedzy duchowej oraz wiedzy o siłach przyrody i rytmach kosmicznych.
Zdjęcie: Canva
Gospodarstwo jako organizm
Gospodarstwo traktował jako organizm, którego poszczególne części służą sobie wzajemnie: zwierzęta są żywione paszą pochodzącą z gospodarstwa i dostarczają nawozu służącego do wzbogacenia w składniki pokarmowe gleby, w której rosną rośliny. W takim gospodarstwie jest też miejsce dla roślin dziko rosnących, traktowanych zwykle jako chwasty oraz dla zwierząt wolno żyjących, z których część uznawana jest za szkodniki, jednak w organizmie jakim jest gospodarstwo biodynamiczne wszystkie rośliny i zwierzęta harmonijnie współistnieją.
Początki ruchu biodynamicznego
Uczestnicy wykładów – właściciele ziemscy i naukowcy – podjęli idee Steinera i zaczęli wcielać je w życie. Powstało koło doświadczalne rolników biodynamicznych, wydawano miesięcznik „Demeter” publikujący wyniki ich eksperymentów. W 1932 r. zarejestrowano w urzędzie patentowym znak „Demeter” jako znak towarowy produktów rolnictwa biodynamicznego.
Szelejewo – polskie centrum rolnictwa biodynamicznego
W latach dwudziestych w Polsce istniało największe w Europie gospodarstwo biodynamiczne w Szelejewie (Wielkopolska) prowadzone przez Stanisława Karłowskiego – ekonomistę, bankowca, działacza gospodarczego i senatora RP. Był on właścicielem gospodarstwa o powierzchni ponad 1700 ha, które w1929 r. zdecydował się przestawić na metodę biodynamiczną. Karłowski uważał, że należy szczególnie dbać o żyzność gleby, doceniał rolę naukowców w rozwoju rolnictwa biodynamicznego oraz zwracał uwagę na aspekty ekonomiczne.
Nauka i rozwój przed II wojną światową
Dzięki jego staraniom gospodarstwo w Szelejewie stało się przed wojną terenem zaawansowanych badań naukowych, które wraz z zespołem prowadził profesor Bronisław Niklewski, wybitny specjalista w zakresie nawożenia z Uniwersytetu w Poznaniu. Pod jego kierunkiem powstało Towarzystwo Krzewienia Zasad Życia i Gospodarowania zgodnie z Naturą, które zapoczątkowało rozwój polskiego rolnictwa ekologicznego. Niestety II wojna światowa przerwała na kilka dziesięcioleci rozwój rolnictwa biodynamicznego w Polsce.
Rozprzestrzenianie się idei rolnictwa biodynamicznego
Z Kobierzyc idea rolnictwa biodynamicznego rozpowszechniła się na inne kraje i kontynenty. W latach trzydziestych ubiegłego wieku szwajcarski parlamentarzysta Hans Müller dbając o ochronę zdrowia obywateli swojego kraju i troszcząc się o utrzymanie żyzności gleb oraz zdrowotności roślin i zwierząt założył organizację rolników organiczno-biologicznych. Najważniejsze dla nich były cele społeczne i ekonomiczne, a także ochrona dziedzictwa kultury wsi. Metoda rolnictwa organiczno-biologicznego rozpowszechniła się w -Szwajcarii, Niemczech i Austrii.
Rolnictwo organiczne w Wielkiej Brytanii, USA i Francji
W Wielkiej Brytanii, podobnie jak w USA, w latach czterdziestych ubiegłego wieku rozwijało się rolnictwo organiczne. W 1972 r. w USA opublikowano definicję żywności organicznej określając ją jako „…ziemiopłody uzyskane bez użycia pestycydów i nawozów sztucznych, pochodzące z gleby o podwyższonej zawartości próchnicy, dzięki wprowadzeniu zarówno materii organicznej, jak i substancji mineralnych (przez dodatek minerałów pochodzenia naturalnego). Są to surowce spożywcze nieskażone hormonami, antybiotykami, środkami konserwującymi itd.”
We Francji dopiero w 1958 r. pojawiła się nazwa rolnictwa biologicznego, w którym podstawą było podnoszenie żyzności gleby przez stosowanie kompostu z dodatkiem wapna z glonów morskich (Lithotamium calcareum).
Powstanie IFOAM i rozwój standardów
W 1972 r. pięć największych organizacji zrzeszających rolników ekologicznych z Francji, Szwecji, USA, Wielkiej Brytanii i Republiki Południowej Afryki założyło Międzynarodową Federację Rolnictwa Ekologicznego (ang. International Federation of Organic Agriculture Movements, IFOAM).
Federacja IFOAM stworzyła pierwsze kryteria rolnictwa ekologicznego, które stały się podstawą wielu ustanowionych przez prywatne organizacje standardów rolnictwa ekologicznego oraz pierwszych aktów prawnych, na przykład we Francji w 1981 r., w Danii w 1987 r. oraz w Europejskiej Wspólnocie Gospodarczej (EWG) w 1991 r.
Zdjęcie: Canva
Odrodzenie rolnictwa biodynamicznego w Polsce po wojnie
W Polsce w latach pięćdziesiątych rolnictwo biodynamiczne zostało ponownie odkryte przez Juliana Osetka, który prowadził małe gospodarstwo biodynamiczne w Nakle nad Notecią. Dzięki Lucynie Winnickiej, aktorce znanej z filmu „Matka Joanna od Aniołów” i dziennikarce, Julian Osetek był zapraszany na wykłady, które z kolei zainteresowały wielu naukowców i rolników.
Powstanie EKOLANDU i Stowarzyszenia Demeter-Polska
Wielką rolę odegrał Mieczysław Górny z SGGW, który zainspirował rolników i aktywistów do założenia w 1989 r. Stowarzyszenia Producentów Żywności Metodami Ekologicznymi EKOLAND, jednego z pierwszych stowarzyszeń, które zostały zarejestrowane po zmianie systemu politycznego w naszym kraju. W 2005 r. zostało założone stowarzyszenie rolników biodynamicznych – Stowarzyszenie Demeter-Polska.
Producenci i konsumenci współcześnie
Rolnictwo ekologiczne, pierwotnie wywodzące się z pobudek ideowych, filozoficznych i przyrodniczych, obecnie przekształciło się w kierunek produkcji wspierany politycznie i ważne źródło dochodów dla coraz większej grupy rolników. Jest również doceniane przez świadomych konsumentów. Dzisiaj rolnictwo biodynamiczne jest nadal uważane za niszową, elitarną metodę produkcji. W 2023 r. na świecie (w 60 krajach) liczba certyfikowanych gospodarstw biodynamicznych przekraczała 7 000, a ich łączna powierzchnia wynosiła 265 tysięcy ha. W tym samym czasie w Niemczech było 1 727 gospodarstw o sumarycznej powierzchni niemal 110 tys. ha, w Polsce – 15 gospodarstw, których powierzchnia wynosiła niespełna 3,5 tysiąca ha.
Statystyki i trendy światowe
W 2023 r. na świecie funkcjonowało około 4,5 mln gospodarstw ekologicznych, które zajmowały 96 mln ha gruntów rolnych, czyli około 2% użytków rolnych. W UE istnieje około 419 tys. gospodarstw, a ich powierzchnia wynosi 18,5 mln ha. Kraje o największej powierzchni gruntów uprawianych ekologicznie to Francja (2,9 mln ha), Hiszpania (2,7 mln ha) i Włochy (2,3 mln ha). Największy udział użytków rolnych uprawianych metodą ekologiczną jest w Liechtensteinie (43%), Austrii (27,5%) i Estonii (23,4%). W Polsce w 2023 r. mieliśmy 22 354 rolników ekologicznych i 1 641 innych producentów, czyli przetwórców i firm handlowych, w tym zajmujących się pakowaniem, znakowaniem, przechowywaniem lub importem spoza UE.
Wsparcie dla rolników ekologicznych
Rolnicy ekologiczni w UE korzystają z płatności obszarowych oraz dodatkowych płatności do upraw ekologicznych. Ponadto w Polsce rolnicy ekologiczni ubiegający się o inne rodzaje wsparcie finansowego ze środków Wspólnej Polityki Rolnej, np. „Modernizacja gospodarstw rolnych” lub „Restrukturyzacja małych gospodarstw” otrzymują dodatkowe punkty, co daje im przewagę nad rolnikami konwencjonalnymi.
Wartość rynku produktów ekologicznych
Wartość rynku produktów ekologicznych w UE w ostatnich latach rośnie i w 2022 r. osiągnęła 53,1 mld euro. Wzrost wartości rynku produktów ekologicznych w latach 2020-2021 szacuje się na 3,6%, a udział ogólnej wartości rynku żywności na 4,7%
W USA wartość rynku produktów ekologicznych stale rośnie i osiągnęła w 2021 r. 63 mld dolarów. Roczna stopa wzrostu wynosi ok. 2%, do czego przyczynia się przede wszystkim wzrost wiedzy konsumentów o wartościach zdrowotnych żywności ekologicznej oraz inicjatywy rządu wspierające produkcję ekologiczną.
Motywacje konsumentów
Głównym motywem zakupu produktów ekologicznych na całym świecie jest troska o zdrowie własne i członków rodziny. Konsumenci doceniają nieużywanie przez rolników ekologicznych GMO i syntetycznych pestycydów, co przekłada się na wysoką jakość żywności oraz korzyści dla środowiska. Żywność ekologiczna jest wybierana również ze względu na jej naturalność. Doceniana jest także i regionalność produkcji i znaczne ograniczenie stosowania dodatków i substancji pomocniczych w przetwórstwie żywności. Wielu konsumentów wysoko sobie ceni to, że rolnicy ekologiczni dbają o dobrostan zwierząt i przywiązują dużą wagę do różnorodności biologicznej. Warto wspierać rolnictwo ekologiczne, ponieważ to system produkcji przyjazny dla ludzi i środowiska.
Strategia Unii Europejskiej i przyszłość rolnictwa ekologicznego
Doceniła to Komisja Europejska ogłaszając w 2020 r. dwa komunikaty: ws. „Strategii od pola do stołu na rzecz sprawiedliwego, zdrowego i przyjaznego dla środowiska systemu żywnościowego” oraz „Strategii na rzecz różnorodności biologicznej 2030”, która jest planem ochrony przyrody i odwrócenia procesu degradacji ekosystemów. W obydwu strategiach KE wskazała cel rozwoju rolnictwa ekologicznego – zwiększenie udziału rolnictwa ekologicznego do 25 % powierzchni w UE do 2030 r. Ponieważ niektóre kraje, np. Austria, ten cel osiągnęły już kilka lat temu dzięki własnym działaniom, inne państwa członkowskie, w tym Polska, mają dużo do zrobienia. W naszym kraju udział rolnictwa ekologicznego w ogólnej powierzchni gruntów rolnych wynosi około 3,5%. Ogłoszenie tego celu przez KE otwiera nowy rozdział w historii rolnictwa ekologicznego na nowe stulecie.
W dniach 25-27 czerwca 2025 r. będziemy gościć w Warszawie Europejski Kongres Rolnictwa Ekologicznego, w którym wezmą udział politycy, eksperci i producenci ekologiczni z UE. Motywem przewodnim kongresu jest przyszłość rolnictwa ekologicznego, nowa Wspólna Polityka Rolna, rozwój rynku i nowe pokolenie, które przejmuje produkcję i rynek. Organizatorem kongresu są IFOAM – Międzynarodowa Federacja Rolnictwa Ekologicznego IFOAM oraz Polska Izba Żywności Ekologicznej.
Dorota Metera – ekspertka w dziedzinie rolnictwa ekologicznego; zajmuje się certyfikacją ekologicznych produktów i gospodarstw rolnych, jest autorką licznych publikacji o rolnictwie ekologicznym i ogrodnictwie.
Gleba jest jednym z najstarszych i najbardziej pierwotnych tematów w literaturze przedstawiającym głębokie związki człowieka z naturą oraz jego miejsce w świecie. Związki te często określano jako relacje duchowe, ściśle powiązane z przynależnością do danego miejsca oraz pamięcią o przodkach.
W literaturze polskiej gleba staje się obiektem czci szczególnie w epoce pozytywizmu i Młodej Polski. Począwszy od „Roty” Marii Konopnickiej, przez powieść Elizy Orzeszkowej „Nad Niemnem” aż po szczególną powieść „Chłopi” Władysława Reymonta. W „Chłopach” gleba i morgi są nieodłącznym elementem życia bohaterów, symbolem ich tożsamości i źródłem wszelkich wartości. Przez cztery pory roku obserwujemy, jak wielkie znaczenie ma ziemia – w szczególności w poruszającej scenie śmierci Boryny, którego życie i sens istnienia związane są z glebą. U Reymonta jest ona symbolem dostatku, tożsamości oraz ciężkiej całorocznej pracy.
Obecność motywu gleby w literaturze wynika z naszych wielowiekowych tradycji rolniczych. Obecnie niemalże 60% gleb w Polsce użytkowana jest rolniczo (grunty orne, trwałe użytki zielone, sady, plantacje). Posiadamy niesłychanie cenne zasoby, o które Polska przez wieki walczyła, a Polacy przelewali krew. Zasobami tymi są gleby, które odpowiadają za dostarczanie żywności Polakom. Jednak czy dostatecznie o nie dbamy i czy na pewno Zielony Ład, tak szeroko krytykowany, jest dla polskich rolników zagrożeniem?
Gleba jako źródło odnawialne – ale czy na pewno?
Gleby stanowią wierzchnią cienką warstwę litosfery, która jest aktywna biologicznie. Oznacza to, że w glebach rozwija się życie, a wraz z nim i same gleby. Pierwszym etapem tworzenia się gleb jest wietrzenie skał i rozkład organizmów pionierskich zasiedlających powierzchnie skał lub innych utworów. Podczas obumierania tych organizmów, tworzy się materia organiczna i rozwija się poziom próchniczny gleb. Pod wpływem różnych czynników takich jak woda, obecność organizmów żywych, klimat, skała macierzysta, rzeźba terenu oraz wszelka działalność człowieka, gleby w określonym czasie ulegają dalszemu rozwojowi. Jednakże na powstanie 1 cm warstwy gleby trzeba czekać kilkaset lat, wiele pokoleń. W związku z tym, mimo że gleby są zasobem odnawialnym, przywrócenie ich właściwości jest trudne, czasochłonne i wymaga dużych nakładów finansowych.
Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.
Skład gleb
Gleba jest utworem trójfazowym. Fazę stałą stanowią substancje i utwory mineralne, które wchodzą w skład skały macierzystej i mogą ulegać dalszym procesom wietrzenia, a także materiały przetransportowane z innych miejsc wskutek erozji lub działalności człowieka. Częściowo do fazy stałej zaliczyć można materię organiczną, która powstała z rozkładu organizmów żywych i ich przemiany materii. W skład gleby wchodzi również woda, która rozprowadza substancje odżywcze w glebie i umożliwia ich pobór przez rośliny. Jest ona nieodłącznym elementem powstawania i rozwoju życia w glebie. Ostatnią fazą gleb jest faza gazowa, czyli obecność powietrza glebowego. Przestwory glebowe zapewniają dostarczanie tlenu dla organizmów tlenowych oraz wymianę gazową między glebą a
atmosferą. Im więcej takich przestworów, tym większa porowatość i przepuszczalność gleb.
Właściwości gleb
Gleba jest utworem o skomplikowanym składzie chemicznym. W jej skład wchodzą makroskładniki, takie jak azot, fosfor, potas, wapń, magnez i siarka oraz mikroelementy, do których należą głównie żelazo, mangan, cynk, miedź i chrom. Dostępność pierwiastków dla roślin związana jest z ich innymi właściwościami chemicznymi, np. odczynem gleby (określanym przez wartość pH). W zależności od pH różne pierwiastki będą wykazywały większą lub mniejszą rozpuszczalność i przyswajalność. Odczyn gleb należy monitorować i w zależności od potrzeb stosować racjonalne wapnowanie. Istotną rolę w procesach chemicznych odgrywa również materia organiczna i właściwości sorpcyjne gleby.
Przez właściwości sorpcyjne gleb rozumie się wszystkie procesy pochłaniania oraz zatrzymywania różnych substancji w glebie. Zdolności sorpcyjne zależą od uziarnienia gleb, w szczególności zawartości najdrobniejszej frakcji ilastej oraz zawartości materii organicznej. Ta ostatnia jest bardzo złożonym elementem gleb. W jej skład wchodzą organizmy żywe, resztki organiczne oraz próchnica, która jest mieszaniną rozłożonych i nierozłożonych organizmów. Materia organiczna warunkuje żyzność gleb, odpowiada za regulację niemalże wszystkich jej właściwości.
Właściwości fizyczne gleb wspomagają rozwój procesów w glebie oraz wpływają na tempo zachodzenia różnych reakcji chemicznych. Wpływają także na zapewnienie organizmom żywym jak najlepszych warunków rozwoju. Do najbardziej istotnych z punktu widzenia rolnictwa w Polsce należą: uziarnienie gleb, czyli jej skład granulometryczny, wilgotność, porowatość, struktura, gęstość objętościowa, pojemność wodna oraz bilans wodny. Określenie i monitoring tych parametrów pozwoli na wybranie najlepszych gatunków roślin uprawnych i dostosowanie ich do właściwości fizycznych gleby.
Przez wiele lat właściwości biologiczne gleb nie były analizowane w takiej skali jak właściwości fizyczne i chemiczne. Określenie i szczegółowe badania różnorodności biologicznej są kosztowne. Jednakże
istnieje kilka wskaźników, które mogą świadczyć o dobrych właściwościach badanych gleb. Najczęściej spotykanym wskaźnikiem jest obecność dżdżownic. Pełnią one bardzo ważną funkcję w rozkładzie materii organicznej oraz poprawie struktury gleby. W miejscach bytowania tych organizmów możemy zaobserwować, że gleby są bardziej pulchne. Faunę glebową, oprócz dżdżownic i ssaków, tworzą mięczaki, skoczogonki, roztocza, stawonogi, wazonkowce, nicienie i pierwotniaki. Wszystkie odgrywają znaczną rolę w rozkładzie materii organicznej i regulowaniu właściwości gleb.
Nie bez znaczenia pozostają także grzyby, które tworzą symbiozę z korzeniami roślin (mikoryza) pomagając im w pobieraniu substancji odżywczych, witamin oraz wody. Dodatkowo rozrastają się wraz z korzeniami zwiększając ich powierzchnię i zdolność wchłaniania substancji z gleby. Grzyby mogą również pomagać roślinom w transportowaniu sygnałów ze środowiska między wieloma gatunkami.
Ważnymi organizmami w glebie są również bakterie. Szereg bakterii odpowiada za rozkład materii organicznej oraz minerałów w glebie, przemiany pierwiastków (w szczególności węgla, azotu, fosforu, siarki, żelaza i manganu), walkę z patogenami i wzbogacanie gleb w azot pochodzący z atmosfery (np. bakterie rodzaju Azotobacter i Rhisobium).
Rozwiązania i kierunki zrównoważonego gospodarowania glebami
Niewątpliwie jednym z najważniejszych aspektów ochrony gleb jest planowanie przestrzenne uwzględniające ochronę środowiska. Gleby chronione są ustawowo, dlatego też dokumenty planistyczne
powinny zawierać informacje o przydatności rolniczej gleb, ich uziarnieniu oraz miejscu występowania gleb organicznych, które podlegają ochronie i nie powinny być przeznaczane na cele inne niż rolnicze i leśne. Jedną z ważnych strategii, która ma na celu ochronę zdrowia gleb, jest opracowany w 2019 r. Zielony Ład (ang. Green Deal). Od samego początku budzi on liczne kontrowersje wynikające z ambitnych założeń i celów Komisji Europejskiej. W kontekście rolnictwa, Zielony Ład proponuje szereg pozytywnych rozwiązań, które mają na celu ochronę gleb, poprawę zdrowia ludzi oraz zwiększenie bioróżnorodności. Jednym z kluczowych założeń Zielonego Ładu jest ograniczenie stosowania pestycydów i nawozów syntetycznych. Dzięki temu, gleba i woda będą mniej zanieczyszczone, co przyczyni się do poprawy jakości środowiska oraz zdrowia ludzi.
Ograniczenia w stosowaniu tych substancji (oraz stosowanie ich zgodnie z zaleceniami producentów) mogą również przywrócić dawne siedliska gatunków roślin i zwierząt najbardziej wrażliwych na zmiany w ekosystemie. Zielony Ład wspiera również zrównoważone zarządzanie zasobami wodnymi.
Wprowadzenie bardziej efektywnych systemów nawadniania oraz praktyk rolniczych, które minimalizują zużycie wody oraz jej retencję, przyczyni się do ochrony tego cennego zasobu. Woda jest niezbędna do produkcji żywności, a jej racjonalne wykorzystanie jest kluczowe dla przyszłości rolnictwa. Ważnym aspektem Zielonego Ładu jest także ochrona bioróżnorodności. Plan zakłada tworzenie obszarów chronionych oraz promowanie praktyk rolniczych, które wspierają różnorodność biologiczną. Dzięki temu rolnictwo będzie bardziej odporne na zmiany klimatyczne i choroby, co zwiększy jego
stabilność i wydajność. Jednocześnie poprawa mikrobiomu gleby przyspieszy rozkład materii organicznej, przyczyni się do zwiększania zasobów węgla organicznego w glebach, a także poprawi strukturę gleby.
Elementem Zielonego Ładu, który silnie wspiera rolnictwo jest Strategia „Od pola do stołu” (ang. Farm to Fork Strategy) mająca na celu przekształcenie systemu żywnościowego w bardziej zrównoważony, zdrowy i przyjazny dla środowiska. Jej główne cele to ograniczenie o 50% ryzyka wynikającego ze stosowania pestycydów, zmniejszenie użycia nawozów o 20%, a także ograniczenie stosowania antybiotyków w chowie zwierząt o 50%. Jest to niezwykle istotne dla zdrowia konsumentów. Nikt przecież świadomie nie chce przyjmować substancji używanych w nadmiarze zarówno w produkcji roślinnej, jak i zwierzęcej. Założeniem jest ochrona roślin i zwierząt przed chorobami, ale niestety nic w przyrodzie nie ginie. To, czym żywią się rośliny i zwierzęta, trafia również do naszych organizmów.
Scenariusze na przyszłość
Niestety Polska podąża w niebezpiecznym kierunku ignorancji – ignorowania środowiska i jego zasobów. O ile rolnicy stają się coraz bardziej świadomi zagrożeń i konieczności ochrony gleb, które nas żywią, o tyle sektor nieruchomości i budownictwa za nic ma ochronę środowiska, głosząc często puste hasła o zrównoważonym zagospodarowaniu i sadzeniu nowych drzew. Greenwashing bardzo dobrze sprzedaje się w dzisiejszych czasach, generując dodatkowe dochody dla pewnych sektorów gospodarki. Planowanie przestrzenne z uwzględnieniem ochrony gleb jest bardzo rzadkim zjawiskiem. Powstawanie
wielkopowierzchniowych osiedli na terenach zalewowych oraz przekształcanie gruntów ornych i leśnych na cele zabudowy mogą być katastrofalne w skutkach zarówno dla środowiska, jak i mieszkańców. Budowa na niestabilnym gruncie (głównie utwory organiczne i pochodzenia organicznego) wiązać się będzie z zagrożeniem powodzią, okresowymi podtopieniami i szybkim niszczeniem budynków. Z kolei brak możliwości regulacji obiegu wody zwiększa zagrożenie powodziami.
Niestety brak przywiązania do ziemi kolejnych pokoleń i niska opłacalność rolnictwa małoobszarowego przyczyniają się do konieczności dzierżawy lub sprzedaży gruntów, które często przeznaczane są na cele nierolnicze. Jest to niebezpieczne zarówno dla środowiska, jak i dla społeczeństwa. Dalsze przekształcenia i nieodwracalna degradacja gleb przyczynić się mogą do zaburzenia bezpieczeństwa
żywnościowego w kraju. Dodatkowo, brutalne zasady rynku powodują, że bardziej opłacalny jest import żywności z zagranicy niż kupowanie produktów z gospodarstw lokalnych i regionalnych. A chyba oczywisty jest fakt, że żywność produkowana w Polsce jest bezpieczna i nie musi być konserwowana przed długim transportem, aby mogła być dostarczana prosto na nasz stół. Zastanawiam się, co powiedzieliby nasi dziadkowie, pradziadkowie, którzy zobaczyliby, że na ich drogiej, żyznej glebie powstają nowe osiedla, magazyny, galerie handlowe i supermarkety.
Słowniczek
Zielony Ład – Jest to długookresowa strategia Unii Europejskiej mająca na celu poprawę jakości i ochronę środowiska a także zapewnienie wysokiej jakości produktów przy prowadzeniu zrównoważonej gospodarki, mniej szkodliwej dla środowiska i zdrowia ludzi.
aktywność biologiczna – odnosi się do działalności mikroorganizmów, roślin i zwierząt zasiedlających gleby, które wpływają na jej strukturę, żyzność i przemiany biologiczne, chemiczne i fizyczne.
wietrzenie – proces rozdrabniania i rozkładu minerałów oraz skał występujących zarówno w glebach, jak i całym środowisku.
organizmy pionierskie – gatunki, które jako pierwsze zasiedlają nowe lub zdegradowane siedliska, pod których wpływem rozwijają się gleby, np. porosty lub mchy
poziom próchniczny – lub poziom akumulacyjny, to wierzchni poziom gleb (zazwyczaj kilkunasto- kilkudziesięciocentymetrowy), który wyróżnia się obecnością mniej lub bardziej rozłożonych szczątków roślinnych i zwierzęcych.
skała macierzysta – powierzchniowa warstwa skorupy ziemskiej, z której wskutek zachodzenia różnych procesów (np. wietrzenia) powstają gleby
rzeźba terenu – czyli inaczej ukształtowanie powierzchni Ziemi powstałe w wyniku działania różnych czynników naturalnych (np. lądolód, lodowce, erozja wodna, wietrzenie) a także działalności człowieka (np. wały, nasypy). Procesy te prowadzą do powstania zróżnicowanych form rzeźby terenu takich jak góry, doliny, wydmy, wały przeciwpowodziowe, kotliny, zapadliska, wąwozy, klify.
przestwory glebowe – tzw. pory glebowe są to przestrzenie w glebie wypełnione powietrzem lub wodą
porowatość gleb – na występowanie wolnych przestrzeni (porów) pomiędzy cząsteczkami fazy stałej gleby
przepuszczalność gleb – zdolność gleb do przemieszczania wody
pH – wskaźnik odczynu gleby; miara kwasowości lub zasadowości gleby w skali od 0 do 14, gdzie skrajne wartości informują o degradacji gleb. Gleby w Polsce przyjmują naturalnie pH w zakresie 3,0 do 8,5.
skład granulometryczny – zwany teksturą gleby, odnosi się do procentowego udziału różnych frakcji cząstek mineralnych w glebie, wśród których wyróżniamy frakcję piasku pyłu i iłu.
gęstość objętościowa – stosunek masy gleby (wagi) do jej objętości
pojemność wodna gleb – zdolność gleby do zatrzymywania wody, inaczej jest to ilość wody, jaką gleba może zatrzymywać w mniejszych lub większych porach
bilans wodny – różnica między wodą dostarczaną do gleby (opady lub nawadnianie) a wodą traconą (parowanie i odpływ)
struktura gleb – jest to sposób i kształt ułożenia i powiązania cząstek mineralnych i organicznych gleby, wpływa ona na szereg właściwości, np. przepuszczalność i porowatość gleb. Najbardziej korzysta z punktu widzenia rolnictwa struktura gleb jest struktura gruzełkowa.
mikrobiom gleby – jest to zespół wszystkich mikroorganizmów w glebie, do których zaliczamy na przykład bakterie, grzyby, pierwotniaki
Greenwashing – praktyka stosowana przez firmy, mająca na celu umyślne wprowadzenie konsumentów w błąd przy użyciu szeregu technik sugerujących, że ich działalność jest bardziej przyjazna dla środowiska, niż jest to faktycznie. Często takie zabiegi mają na celu podwyższenie wartości produktów, przez reklamowanie ich jako „eko”, „bio”, czy „przyjazne środowisku”. Czasami wystarczy nawet zastosowanie zielonych opakowań lub etykiet. Należy zawsze rzetelnie sprawdzać działalność firm i sposób świadczenia przez nie usług czy produkcji dóbr.
Źródła:
Bednarek, R., Dziadowiec, H., Pokojska, U., Prusinkiewicz, Z. 2011. Badania ekologiczno gleboznawcze. Wydawnictwo naukowe PWN, Warszawa. ISBN 978-83-01-14216-2
Mocek, A. (Red.), 2021. Gleboznawstwo. Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa. ISBN 978-83-01-21857-7
Komisja Europejska, 2019. COMMUNICATION FROM THE COMMISSION TO THE EUROPEAN PARLIAMENT, THE EUROPEAN COUNCIL, THE COUNCIL, THE EUROPEAN ECONOMIC AND SOCIAL COMMITTEE AND THE COMMITTEE OF THE REGIONS – The European Green Deal. COM(2019) 640 final. Bruksela
Dr Sylwia Pindral jest członkinią Polskiego Towarzystwa Gleboznawczego, absolwentka geografii, geoinformacji środowiskowej oraz studiów doktoranckich na UMK w Toruniu. Naukowo zajmuje się analizami przestrzennymi, modelowaniem właściwości, zagrożeń i usług ekosystemowych gleb Polski. Obecnie zatrudniona na stanowisku badawczo-technicznym w IUNG-PIB.
Rewolucja w polskim i europejskim rolnictwie nabiera tempa.
18 marca 2025 roku dwie organizacje – Koalicja Żywa Ziemia i PAN Europe (Pesticide Action Network) – zorganizowały przełomową konferencję, podczas której czołowi eksperci z różnych dziedzin zaprezentowali konkretne rozwiązania mogące zastąpić szkodliwe syntetyczne pestycydy biologicznymi metodami ochrony roślin. Wydarzenie, objęte honorowym patronatem Komisji Europejskiej w Polsce, zgromadziło przedstawicieli nauki, rolnictwa, organizacji pozarządowych oraz decydentów.
Prezentowane podczas konferencji innowacyjne metody mają potencjał, by zrewolucjonizować europejskie rolnictwo, minimalizując wpływ chemizacji na zdrowie ludzi, zatrzymując degradację ekosystemów i jednocześnie zwiększając rentowność gospodarstw. Czy jest to możliwe? Doświadczenia pionierów takich rozwiązań pokazują, że tak!
Dlaczego alternatywna ochrona roślin jest dziś niezbędna?
Toksyczne dziedzictwo PFAS – „wieczne chemikalia” w naszym otoczeniu
W Unii Europejskiej wciąż dopuszczonych jest 34 pestycydów zawierających związki PFAS (per- i polifluoroalkilowe), nazywane „wiecznymi chemikaliami” ze względu na ich ekstremalną trwałość w środowisku1. Te substancje rozkładają się na kwas trifluorooctowy (TFA) – związek, którego nie można usunąć z wody pitnej przy pomocy obecnych technologii uzdatniania.
Niemcy już zaproponowały całkowity zakaz tych niebezpiecznych związków, klasyfikując TFA jako substancję toksyczną dla układu rozrodczego kategorii. Polska, sprawująca obecnie prezydencję w Radzie UE, ma wyjątkową szansę na przyspieszenie tego procesu, umieszczając kwestię całkowitego zakazu pestycydów PFAS w agendzie europejskiej.
Choroby cywilizacyjne a chemizacja rolnictwa – co wiemy na pewno?
Podczas konferencji zaprezentowano wstrząsające wyniki badań naukowych, które jednoznacznie wskazują na silną korelację między regularnym spożywaniem żywności zawierającej pozostałości pestycydów a alarmującym wzrostem zachorowań na szereg poważnych schorzeń. Co niepokojące, obecne przepisy nie wymagają badania długoterminowej toksyczności pestycydów przed ich dopuszczeniem na rynek, mimo dwóch orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości UE potwierdzających taką konieczność. Dodatkowo, nie bada się toksyczności substancji pomocniczych zawartych w preparatach, choć wiele z nich ma udowodnione szkodliwe działanie.
Zanieczyszczenie wód – problem na pokolenia
W 2021 roku jedynie 26,8% europejskich wód powierzchniowych spełniało normy dobrego stanu chemicznego. To oznacza, że ponad 73% wód w Europie jest już skażone chemikaliami, w tym pozostałościami pestycydów i ich metabolitami. Szczególnie niepokojący jest fakt, że TFA i inne trwałe metabolity pestycydów są praktycznie niemożliwe do usunięcia z zasobów wodnych. Będą one wpływać na jakość wody pitnej oraz ekosystemy wodne przez dziesiątki, a nawet setki lat.
Biologiczne alternatywy ochrony roślin – skuteczne rozwiązania w praktyce
Sukcesy wdrożeń alternatywnej ochrony roślin w Europie
Dr inż. Michał Pniak zaprezentował podczas konferencji liczne studia przypadków z polskiego i europejskiego sadownictwa, gdzie zastąpienie syntetycznych pestycydów preparatami mikrobiologicznymi nie tylko nie obniżyło jakości plonów, ale przyniosło wymierne korzyści ekonomiczne.
Szczególnie inspirujące są doświadczenia krajów takich jak Francja, Belgia, Holandia, Szwecja i Luksemburg, które już ponad dekadę temu zakazały stosowania syntetycznych pestycydów w przestrzeniach publicznych1. Ich wieloletnie doświadczenia dowodzą, że utrzymanie zieleni miejskiej bez chemii jest nie tylko możliwe, ale często bardziej efektywne kosztowo w dłuższej perspektywie.
Integrowana ochrona roślin – klucz do zmian w rolnictwie
Badania naukowe jednoznacznie wskazują, że dzięki wdrożeniu zasad integrowanej ochrony roślin (IPM – Integrated Pest Management) rolnicy mogą zmniejszyć stosowanie pestycydów o 50-80%, zachowując przy tym rentowność gospodarstw i nie odnotowując spadku plonów.
Integrowana ochrona roślin obejmuje:
Stosowanie płodozmianu i doboru odpowiednich odmian roślin
Monitoring szkodników przy użyciu pułapek i systemów ostrzegania
Metody mechaniczne i fizyczne zwalczania szkodników
Stosowanie syntetycznych środków ochrony roślin tylko jako ostatnia deska ratunku, w minimalnych ilościach i najnowszych, najmniej szkodliwych formulacjach
Wsparcie dla transformacji rolnictwa – kluczowa rola polityki rolnej UE
Zarówno eksperci jak i rolnicy obecni na konferencji podkreślali, że kluczową rolę w przejściu na alternatywne metody ochrony roślin musi odegrać reforma Wspólnej Polityki Rolnej po 2027 roku.
Badania pokazują, że rolnicy regularnie stosujący syntetyczne pestycydy mają 2-3 razy wyższe ryzyko zachorowań na niektóre choroby skóry, układu oddechowego oraz nowotwory. Przejście na alternatywne metody ochrony roślin to inwestycja w ich własne zdrowie.
Co istotne, by transformacja ta była skuteczna, konieczne jest:
Zapewnienie rolnikom niezależnego doradztwa technicznego w zakresie alternatywnych metod ochrony roślin
Finansowanie szkoleń i pokazów praktycznych metod biologicznej ochrony roślin
Dopłaty do zakupu biologicznych środków ochrony roślin i sprzętu do ich aplikacji
Uproszczenie procedur rejestracji biologicznych środków ochrony roślin przy zachowaniu standardów bezpieczeństwa
Wyzwania systemowe wymagające pilnych działań
Podwójne standardy w handlu – nieuczciwa konkurencja i zagrożenie dla konsumentów
Uczestnicy konferencji zgodnie wskazywali na problem podwójnych standardów w handlu międzynarodowym. Z jednej strony unijni rolnicy nie mogą stosować wielu pestycydów uznanych za niebezpieczne, z drugiej – UE importuje żywność z krajów trzecich, gdzie te same substancje są powszechnie używane.
Jednym z postulatów konferencji jest wprowadzenie zasady zerowego dopuszczalnego poziomu pozostałości dla pestycydów niezatwierdzonych w UE, co położyłoby kres tej praktyce.
Larwa Aphidoletes aphidimyza (powszechnie nazywanej mszycarzem) żerująca na zielonym Acyrthosiphon pisum, znanym powszechnie jako mszyca grochowa. Fot: Canva
Ochrona wód przed skażeniem – konieczność zintegrowanych działań
Eksperci alarmują, że ochrona zasobów wodnych wymaga pilnych i zintegrowanych działań. Ramowa Dyrektywa Wodna powinna być ściślej powiązana z polityką dotyczącą pestycydów.
Rozwiązaniem, które mogłoby znacząco ograniczyć zanieczyszczenie wód, jest:
Obowiązkowe tworzenie stref buforowych wolnych od chemii wokół ujęć wody i terenów chronionych
Zakaz stosowania pestycydów uznanych za wysoce toksyczne dla środowiska wodnego
Rygorystyczne monitorowanie pozostałości pestycydów w wodach powierzchniowych i gruntowych
Przyjęcie i wdrożenie unijnych norm jakości dla nowo proponowanych priorytetowych rodzajów zanieczyszczeń
Co dalej? Apel o konkretne działania na poziomie krajowym i unijnym
Konferencja zakończyła się sformułowaniem apelu do polskiego rządu, sprawującego prezydencję w Radzie UE, o podjęcie konkretnych działań:
Przyspieszenie prac nad całkowitym zakazem stosowania pestycydów PFAS w UE i umieszczenie tej kwestii w agendzie Rady.
Wprowadzenie obowiązku badania wszystkich składników środków ochrony roślin pod kątem rakotwórczości, mutagenności, toksyczności dla układu rozrodczego oraz zdolności do zaburzania gospodarki hormonalnej.
Utworzenie specjalnego funduszu na modernizację gospodarstw w kierunku rolnictwa regeneratywnego i wsparcie rolników w przejściu na alternatywne metody ochrony roślin.
Utrzymanie Ramowej Dyrektywy Wodnej na najwyższym poziomie ambicji i przeciwstawienie się próbom jej osłabienia.
Wprowadzenie w Polsce zakazu stosowania wszystkich syntetycznych pestycydów w przestrzeniach publicznych, wzorem Francji i innych krajów UE.
Nadchodzące miesiące pokażą, czy unijni decydenci wykorzystają szansę na prawdziwie zrównoważoną transformację rolnictwa, która przyniesie korzyści zarówno producentom, jak i konsumentom żywności oraz środowisku naturalnemu.
Często zadawane pytania o alternatywną ochronę roślin
Czy biologiczne metody ochrony roślin są równie skuteczne jak syntetyczne pestycydy?
Badania naukowe i praktyczne doświadczenia rolników pokazują, że odpowiednio dobrane biologiczne metody ochrony roślin mogą być równie skuteczne jak syntetyczne pestycydy. Kluczem jest kompleksowe podejście łączące różne metody biologiczne i agrotechniczne w ramach integrowanej ochrony roślin. W niektórych uprawach (np. w uprawach pod osłonami) biologiczne metody okazują się nawet skuteczniejsze i bardziej ekonomiczne w dłuższej perspektywie.
Czy przejście na alternatywne metody ochrony roślin będzie kosztowne dla rolników?
Początkowe koszty przejścia na alternatywne metody ochrony roślin mogą być wyższe ze względu na konieczność zdobycia wiedzy i inwestycji w nowe technologie. Jednak w dłuższej perspektywie koszty się wyrównują lub stają się niższe dzięki mniejszemu zużyciu środków ochrony roślin, poprawie jakości gleby i zdrowia roślin. Kluczowe jest zapewnienie rolnikom odpowiedniego wsparcia finansowego i doradztwa technicznego w okresie przejściowym.
Jak konsumenci mogą wspierać rolnictwo stosujące alternatywne metody ochrony roślin?
Konsumenci mogą wspierać rolników stosujących alternatywne metody ochrony roślin poprzez:
Świadomy wybór produktów z certyfikowanych gospodarstw ekologicznych i integrowanych
Kupowanie produktów lokalnych, bezpośrednio od rolników (np. na targowiskach, w kooperatywach spożywczych)
Domaganie się od sieci handlowych informacji o pozostałościach pestycydów w sprzedawanej żywności
Wspieranie organizacji promujących zrównoważone rolnictwo
Artykuł powstał na podstawie materiałów z konferencji „Dialog Strategiczny na temat przyszłości rolnictwa w UE” zorganizowanej przez Koalicję Żywa Ziemia i PAN Europe 18 marca 2025 roku.
Wpływ środków ochrony roślin na zdrowie człowieka – dr hab. Agata Jabłońska-Trypuć, prof. PB Politechnika Białostocka, Wydział Budownictwa i Nauk o Środowisku, Katedra Chemii, Biologii i Biotechnologii
Najnowszy projekt dotyczący tzw. „Nowych Technik Genomowych” (NGT) przedstawiony państwom członkowskim 19 lutego 2025 r. budzi fundamentalne wątpliwości. IFOAM Organics Europe alarmuje, że dokument zawiera poważne braki, które mogą mieć niepokojące konsekwencje dla europejskich hodowców, rolników i przemysłu spożywczego.
Według organizacji reprezentującej sektor ekologiczny, obecny projekt pozostawia europejskich hodowców i rolników bez ochrony przed roszczeniami patentowymi, a przemysł rolno-spożywczy z niewystarczającymi środkami do zabezpieczenia swojej wolności gospodarczej.
„Po ponad 18 miesiącach ograniczonych dyskusji w Radzie, stoimy w obliczu nowego tekstu, który ignoruje wielokrotne i jasne żądania europejskiego sektora żywności i rolnictwa, hodowców, organizacji ekologicznych i obywateli”
Jan Plagge, prezes IFOAM Organics Europe
Plagge nie kryje rozczarowania brakiem realizacji obiecujących ambicji Rady dotyczących ochrony europejskiego sektora hodowlanego przed zagrożeniem ochroną patentową. „Co najmniej roszczenia patentowe nie powinny obejmować materiału genetycznego, który można również uzyskać poprzez konwencjonalną hodowlę lub który występuje w naturze, a tekst nawet nie wyjaśnia tego aspektu” – podkreśla.
Między innowacją a monopolizacją
Eksperci prawni wskazują, że możliwe jest ograniczenie zakresu patentów na rośliny i zwierzęta poprzez ukierunkowaną modyfikację dyrektywy biotechnologicznej 98/44. Niedawno opublikowana biała księga na temat łagodzenia wpływu patentów na rośliny uzyskane z NGT proponuje konkretne poprawki do tej dyrektywy.
Warto przypomnieć, że w lutym 2024 roku Parlament Europejski poparł projekt przepisów dotyczących wykorzystania nowych technik genomowych w rolnictwie UE, które mają pozwolić na opracowanie ulepszonych odmian roślin odpornych na zmieniający się klimat i szkodniki. Posłowie domagali się również całkowitego zakazu patentów na wszelkie rośliny NGT, materiał roślinny, ich części, informacje genetyczne i zawarte w nich cechy procesu.
Jednak organizacje ekologiczne, w tym IFOAM Organics Europe, od początku wyrażały obawy, że propozycja deregulacji NGT jest błędna i niebezpieczna dla europejskiej autonomii nasiennej. „NGT przyczynią się do monopolizowania patentów na materiał genetyczny w rękach zaledwie kilku firm” – ostrzegała już w 2023 roku Dora Drexler, wiceprezes zarządu IFOAM Organics Europe.
Śledzenie i identyfikowalność
Oprócz kwestii patentowych, istnieje szereg innych nierozwiązanych problemów, które decydenci muszą pilnie rozwiązać. Parlament Europejski wprowadził w swoim stanowisku możliwość śledzenia, aby chronić wolność wyboru sektora rolnego i spożywczego.
„Rada powinna pójść w ślady Parlamentu i dodatkowo chronić integralność produkcji ekologicznej i konwencjonalnej wolnej od GMO, zabezpieczając suwerenność narodową i prawo do wprowadzania krajowych środków koegzystencji”
Jan Plagge, IFOAM Organics Europe
Producenci ekologiczni liczą na państwa członkowskie w Radzie, aby zabezpieczyć swoje prawo do podejmowania środków dotyczących identyfikowalności i krajowej koegzystencji, zapewniających wolność rolnikom, producentom żywności i konsumentom od stosowania technik inżynierii genetycznej.
Polska perspektywa
Polska, która przejęła prezydencję w Radzie UE 1 stycznia 2025 roku, zapowiedziała kontynuację prac nad projektem rozporządzenia NGT, mając na uwadze zachowanie konkurencyjności sektora hodowli roślin.
Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi podkreśla, że nowe techniki genomowe różnią się od tradycyjnie rozumianych GMO. „Do materiału genetycznego rośliny nie jest wprowadzany żaden obcy gen/fragment DNA – tak jak ma to miejsce w przypadku GMO” – wyjaśnia resort.
Kategoria
Charakterystyka
Regulacje
NGT 1
Do 20 modyfikacji w genomie
Złagodzone przepisy
NGT 2
Powyżej 20 modyfikacji
Przepisy jak dla GMO
Podział roślin NGT na kategorie według projektu rozporządzenia UE
Jednocześnie rozporządzenie NGT zakłada podział na dwie kategorie roślin, a kryterium podziału stanowi liczba modyfikacji wprowadzonych w genomie rośliny. Dla obu kategorii NGT projekt rozporządzenia zakłada zakaz stosowania ich w rolnictwie ekologicznym.
W obliczu tych złożonych wyzwań, najbliższe miesiące będą kluczowe dla przyszłości europejskiego rolnictwa i suwerenności żywnościowej kontynentu.
Czym są Nowe Techniki Genomowe (NGT)?
Nowymi technikami genomowymi określa się techniki modyfikacji genetycznych, które zostały opracowane w ostatnich dwóch dekadach. Jedną z nich jest metoda CRISPR/Cas9, potocznie nazywana nożyczkami genetycznymi, która pozwala na edytowanie genomu w określonych miejscach (za opracowanie tej metody w roku 2020 przyznano nagrodę Nobla w dziedzinie chemii).
Nowe techniki genomowe nie służą do wprowadzania genów obcych gatunków. Ten fakt odróżnia produkty NGT od organizmów, które kojarzone są z organizmami modyfikowanymi genetycznie (GMO).
Źródło: Gov.pl, IFOAM Organics Europe
18 marca (wtorek) | Warszawa | Centrum Konferencyjne Zielna, ul. Zielna 37
Konferencja pod honorowym patronatem Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce.
Przyszłość ochrony roślin – konferencja Koalicji Żywa Ziemia i PAN Europe
Koalicja Żywa Ziemia oraz Pesticide Action Network Europe zapraszają na wyjątkowe wydarzenie poświęcone nowoczesnym i ekologicznym metodom ochrony upraw. W dobie rosnących wyzwań związanych z degradacją środowiska i zdrowiem publicznym, konferencja ta stanowi niepowtarzalną okazję do zgłębienia wiedzy na temat alternatywnych metod ochrony roślin oraz ich wpływu na rolnictwo, konsumentów i ekosystemy.
Eksperci z różnych dziedzin przedstawią najnowsze badania, analizy oraz propozycje rozwiązań, które mogą znacząco wpłynąć na kształtowanie przyszłej polityki rolnej Unii Europejskiej. Wśród prelegentów znajdą się przedstawiciele instytucji europejskich, środowisk naukowych, organizacji ekologicznych oraz praktycy rolnictwa.
Główne tematy konferencji:
✅ Przyszłość ochrony roślin w Unii Europejskiej oraz zmiany w polityce rolnej.
✅ Wpływ środków ochrony roślin na zdrowie ludzi i środowisko – najnowsze badania.
✅ Ograniczenie chemizacji rolnictwa i rozwój zrównoważonych metod upraw.
✅ Biologiczne i ekologiczne metody ochrony upraw jako przyszłość rolnictwa.
✅ Nowe wyzwania i kierunki zmian we Wspólnej Polityce Rolnej po 2027 roku.
📌 Cel konferencji: Konferencja ma na celu promowanie innowacyjnych, przyjaznych dla środowiska metod ochrony roślin oraz stworzenie przestrzeni do merytorycznej dyskusji na temat przyszłości rolnictwa w Unii Europejskiej. Dzięki udziałowi ekspertów z różnych sektorów możliwe będzie wypracowanie rekomendacji, które mogą przyczynić się do ograniczenia stosowania pestycydów oraz wdrożenia bardziej zrównoważonych rozwiązań w sektorze rolnym.
💡 Szczegóły wydarzenia: Data: 18 marca 2024 r. (wtorek) Miejsce: Centrum Konferencyjne Zielna, ul. Zielna 37, Warszawa Start: godz. 11:00 Rejestracja:https://forms.gle/tMv1a1vhwJLc765f6
Nie przegap tej wyjątkowej okazji, by zdobyć cenną wiedzę, wymienić się doświadczeniami i wspólnie kształtować przyszłość rolnictwa opartego na zasadach zrównoważonego rozwoju. Dołącz do nas i bądź częścią tej ważnej dyskusji!
Ernest Kaca jest jednym z nielicznych rolników ekologicznych, jakiego znam, który zdecydował się na zupełną rezygnację z orki. Uprawia swoje rośliny bez użycia pługa już od ponad 3 lat. To jest ciągła podróż wyznaczana własnymi doświadczeniami i dochodzeniem do wyników metodą prób i błędów.
Uprawa ziemi, w tym przede wszystkim orka i pozostawianie odsłoniętej gleby, jest jednym z głównych źródeł emisji gazów cieplarnianych w rolnictwie.
Agnieszka Makowska: Zacznijmy od początku. Co Cię skłoniło, by przejść na system bezorkowy?
Uprawą bezorkową interesowałem się na długo przed tym, jak się na nią zdecydowałem. Myślałem na przykład o obfitości systemów leśnych, gdzie bez żadnej ingerencji rośliny sobie wspaniale radzą i to czasami na naprawdę słabych glebach. Kolejna rzecz to mała ilość próchnicy w naszych polskich glebach. Niby mamy przepis – dostarczać więcej materii organicznej, ale sposób wprowadzania jej do gleby ma przecież ogromne znaczenie. Jestem też przekonany, że nawet najlepszy głębosz czy inna tego typu maszyna nie stworzy nam tak dobrych warunków dla życia mikrobiologicznego, jak mogą to zrobić rośliny, które głęboko się korzenią.
Ostatecznie zdecydowałem się na ten system uprawy, jak zacząłem uprawiać zioła. Niedaleko domu mam półhektarową działkę, na której uprawiałem tymianek. Bliskość w stosunku do domu sprzyjała częstemu odchwaszczaniu. Działka była naprawdę wychuchana. Po zbiorach tymianku i likwidacji uprawy postanowiłem wykorzystać to, że pole jest takie czyste i nie zaorałem go. Moja decyzja wywołała wśród najbliższych ogromny opór – przecież takich rzeczy nie można robić, to herezja. Ale byłem uparty i przekonany do swojej decyzji.
Oczywiście w pierwszym sezonie bez orki byłem dość zestresowany. Szczególnie z powodu dużej ilości resztek roślinnych, która zostawała i, z którą nie wiedziałem czy sobie poradzę. Czy dam radę w ogóle w takiej ziemi cokolwiek wysadzić? Nie ma opcji, że sadzarka da sobie radę w takich kłębowiskach. Ale okazało się, że wystarczyły dwa, trzy talerzowania. Nie było problemu z zapychaniem się maszyn, normalnie mogłem wysadzać rośliny. Gdy np. wysadzałem kozłka jesienią, to słoma, która pozostała na polu, była już dość miękka, a w następnym roku wczesną wiosną nie było po niej śladu.
Jakie stosujesz zabiegi?
Moją podstawową i najczęstszą uprawą jest talerzowanie. Przede wszystkim obserwuję swoje pole i oceniam ilość materii organicznej, jaka na nim pozostaje po zbiorach. Od tego zależy ilość talerzowań – czasami wystarczą dwa, ale gdy materii jest dużo, to potrzebne są nawet cztery przejazdy. Stosuję talerzówkę i zwykły kultywator. Moje uprawy to maksymalnie 10 cm głębokości. Nie ma potrzeby robić tego głębiej. Najważniejsza jest odpowiednia regulacja. Jeśli talerzówką udało mi się dobrze pociąć pozostałości roślinne i wymieszać z glebą, to nie będę potem całej tej materii wyciągał na wierzch kultuwatorem. Kultywator głównie służy mi do powierzchniowych upraw i zniszczenia kiełkujących chwastów.
Moje pola nie są książkowo uprawione, wszędzie wystają resztki roślin, nie wszystko udaje się idealnie wymieszać z glebą. Komuś z boku może się wydawać, jakby tędy przeszły dziki i zryły ziemię, ale tam jest po prostu mnóstwo materii organicznej, która w ciągu kolejnych miesięcy rozkłada się i tworzy próchnicę. Okazało się także, że nie potrzebuję super specjalistycznego sprzętu do siewu. Używam zwykłego siewnika do buraków cukrowych, który kiedyś przerobiłem na siewnik do fasoli. Kilka lat stał nieużywany, a teraz okazało się, że dobrze sprawdza się do siewu ziół na moich polach pełnych pozostałości pożniwnych.
Do tych wszystkich prac wystarczy zwykły Ursus.
Chcę zwrócić uwagę także na ekonomiczny aspekt uproszczonych upraw. Wcześniej zużywałem 15 l oleju napędowego na hektar, teraz jest to tylko 5 l. Ja oszczędzam, ale też dla środowiska jest to mniejsze obciążenie.
Mówią, że w ekologii uprawa bezorkowa jest praktycznie niemożliwe, bo presja chwastów jest tak ogromna, że orka wydaje się jedyną bronią dla rolnika ekologicznego. Jakie jest Twoje doświadczenie?
Trzy lata nie stosuję pługa i mam wrażenie, że to były najważniejsze lata dla życia biologicznego naszej gleby. To jest fascynujące, że nie wychodząc z traktora widzę, jak ta gleba żyje, jak kłębią się w niej dżdżownice. To jest nie do przecenienia. Bo gleba jest najważniejsza. W ekologii nie karmimy roślin, tylko karmimy organizmy glebowe, które dają naszej glebie żyzność. Dbamy o glebę, by ona oddała naszym roślinom, co w niej najlepsze.
Cieszy mnie to, że w moich uprawach coraz mniej zabieram z pola. Na przykład uprawiając ostropest zbieram jedynie nasiona, cała reszta rośliny, a często to bardzo dużo masy zielonej, zostaje na polu. Nie wywożę z pola wszystkich makro- i mikroskładników, duża ich część pod postacią materii organicznej pozostaje i zasila glebę.
Oczywiście, jak w każdym gospodarstwie ekologicznym presja chwastów jest duża i to walka z nimi generuje największe koszty. Natomiast w ciągu tych 3 lat nie zauważyłem, by chwastów było o wiele więcej. Ogromnie ważne jest tu systematyczne pielenie i niedopuszczanie do rozrośnięcia się chwastów. Staram się w jak największym stopniu niszczyć chwasty w sposób mechaniczny. Odważyłem się np. bronować pszenicę, co wiązało się dla mnie z dość dużym stresem, bo bałem się, że wszystko zniszczę. Kolega poradził mi, by podczas bronowania nie oglądać się za siebie. Po kilku sezonach jestem bardzo zadowolony z efektów. Nawet na najbardziej zachwaszczonym polu, stosując bronowanie udało mi się uzyskać bardzo dobre plony. Oczywiście, to nie są proste i mechaniczne decyzje, pole trzeba obserwować, patrzeć jak kiełkują chwasty, w jakiej fazie mogą być kiełkujące nasiona zboża i wjeżdżać z broną w odpowiednim momencie. I zdawać sobie sprawę, że każde bronowanie to zmniejszenie zagęszczenia rośliny uprawianej. Ja radzę sobie z tym poprzez gęstszy siew i, oczywiście, zwracam uwagę na jakość nasion.
Tak czy inaczej, mogę z całym przekonaniem stwierdzić, że w moim przypadku brak orki naprawdę nie wpłynął na zwiększenie problemu zachwaszczenia upraw.
Dodatkowy widoczny plus rezygnacji z orki odczuwam też każdej wiosny. Tam, gdzie wcześniej po wiosennych roztopach czy deszczach nie byłem w stanie wjechać moim prostym sprzętem nawet do maja, teraz o wiele szybciej mogę zaczynać uprawy. A z drugiej strony, gdy dwa lata temu mieliśmy poważną suszę, naprawdę widać było różnicę z sąsiednimi polami za miedzą. Owszem, nie było dobrze, ale na moich polach nie było aż tak tragicznej sytuacji. Gdy wiatry wywiewały z zaoranych pól całą cienką warstwę próchniczną, u mnie przytrzymywały ją resztki organiczne.
Na jakich glebach sprawdza się ta metoda?
Mam dość słabe gleby. Około 15% to klasa VI, reszta to IV i V. Totalna mozaika, na jednym polu są miejsca, gdzie po większym deszczu stoi woda, a kawałek dalej już tylko suchy piach. Żadnej ze swoich działek nie orzę i to mi się sprawdza na każdej glebie, którą mam w gospodarstwie.
Jeśli mówimy o rodzaju gleby, to ważne jest także wspomnieć o regulowaniu jej odczynu. Gdy 15 lat temu zaczynałem przestawiać się na ekologię, ziemia po wielu latach upraw konwencjonalnych nie była w najlepszej kondycji. Zaczynałem z pH między 4, a 4,5. Na takiej ziemi roślinom jest naprawdę bardzo trudno. Obecnie po kilku latach powolnej regulacji odczynu w najsłabszych miejscach pH wynosi 5,5, mam działki, gdzie dochodzi już do 6. Cieszy mnie ten wynik. Uważam, że pH gleby należy podnosić powoli. Gleba to żywy organizm, każda nieprzemyślana ingerencja może spowodować niepowetowane straty w jej życiu biologicznym. Nieodpowiednie wapnowanie, owszem, może szybko podnieść pH, ale jednocześnie zniszczyć wiele glebowych mikroorganizmów. Gleba nie lubi drastycznych zmian.
Skąd czerpiesz wiedzę?
W przypadku różnego rodzaju upraw uproszczonymi metodami, w tym upraw bezorkowych, bardzo dużo dowiedziałem się z materiałów znalezionych w Internecie. Zimą, gdy mam więcej czasu, szukam materiałów z różnych zakątków świata. Tak dotarłem nie tylko do filmów pokazujących gospodarstwa u naszych europejskich sąsiadów, ale także dowiedziałem się, jakie są doświadczenia i nowości w Stanach Zjednoczonych czy w Indiach. To były moje własne poszukiwania i własne eksperymenty. Nie mam w sąsiedztwie nikogo z kim mógłbym podzielić się wątpliwościami, czy porównać efekty stosowania różnych metod. Pozostało mi tylko samokształcenie i eksperymentowanie.
Problemy miałem także z dostępem do wiedzy o ekologicznej uprawie ziół. Ucząc się tego musiałem korzystać przede wszystkim z literatury o uprawach konwencjonalnych. W dużym stopniu te książki są przydatne także dla mnie, jest w nich wiedza o potrzebach roślin, wymaganiach dotyczących gleby czy nawożenia. Ale pojawiają się problemy, gdy chodzi o technologię uprawy, bo np. gęstość nasadzeń jest dostosowana do rolnictwa, które radzi sobie z chwastami syntetyczną chemią. W ekologii, jak wiadomo, nie stosujemy tego typu środków, pozostaje nam jedynie odchwaszczanie ręczne i mechaniczne. Dlatego tak ogromne znaczenie ma szerokość rzędów czy odstępy między roślinami – ziemia okryta roślinnością czy zacieniona, wyda mniejszą ilość chwastów. Muszę sam, metodą prób i błędów znaleźć te najbardziej optymalne rozwiązania. Sadzić gęściej niż w uprawach konwencjonalnych, ale też niezbyt gęsto, by rośliny miały dla siebie miejsce i nie były porażane chorobami grzybowymi. Ze względu na wymagania odbiorcy, nie stosuję środków przeciwko grzybom, nawet tych dopuszczonych w ekologii. Muszę też przerobić opielacz czy siewnik dostosowując je do swoich potrzeb.
Dlaczego w ogóle zajmujesz się rolnictwem? Mówią, że rolnictwo to ciężki kawałek chleb, że nic się nie opłaca…
To chyba najtrudniejsze pytanie dzisiaj. Zacznę od najprostszej odpowiedzi: to jest mój wyuczony zawód. Skończyłem studia ogrodnicze i mam to szczęście, że pracuję w swoim zawodzie. Ale nie zawsze tak było, po szkole średniej stwierdziłem, że nigdy na wieś nie wrócę. Jednak miłość do przyrody, roślin przeważyła. Zawsze na parapecie miałem mnóstwo różnych kwiatów. Lubiłem je szczepić, eksperymentować. Niby nie lubiłem wsi, ale to tu było mi zawsze najlepiej.
Rolnictwo daje mi wolność. Sam odpowiadam przed sobą za podjęte decyzje. Fakt, nie jest to lekka praca. Bardzo często bywa niewdzięczna, ale wymaga ode mnie ciągłego twórczego myślenia. Gdy zajmujesz się rolnictwem, zwłaszcza rolnictwem ekologicznym, nie możesz narzekać na monotonię. Oczywiście, bywają okresy i prace, które nie są specjalnie fascynujące, musisz je wykonać i tyle, ale nie trwa to wiecznie. Ja ciągle czegoś szukam, ulepszam, wprowadzam w życie różne plany. Nie lubię chodzić utartymi ścieżkami, wybieram swoje sposoby na dojście do efektów. Wciąż wprowadzam nowe rośliny, buduję nowe i ulepszam stare maszyny, wymyślam nowe sposoby na mechaniczne pielenie. Liczy się także aspekt ekonomiczny. Mam niewielkie gospodarstwo i glebę średniej klasy, muszę więc znaleźć takie nisze produkcyjne, by móc z tego utrzymać swoją rodzinę. Jeśli trzymałbym się utartych rozwiązań, jak choćby nastawienie się na uprawę zbóż, to byłoby nam ciężko – ceny zbóż ekologicznych w skupie niewiele różnią się od cen zbóż konwencjonalnych.
Poza tym, ja to naprawdę lubię. Jak byłem jeszcze na rozdrożu, szukałem celu w życiu, przypominałem sobie zawsze słowa babci, która mówiła mi: rób to, co naprawdę kochasz. Jeśli robisz coś, co nie sprawia ci frajdy, nie jesteś szczęśliwy przy tym, co robisz, nie widzisz w tym jakiegoś sensu, to znaczy, że robisz duży błąd. Czasu nie da się cofnąć i przeżyć życia jeszcze raz.
*
Kończę słowami Andrea Ferrante, twórcy Schola Campesina, organizacji prowadzącej warsztaty agroekologiczne dla rolników i działaczy z całego świata, które w mojej ocenie, najlepiej oddają, czym jest rolnictwo takie, jakie praktykuje Ernest i wielu innych rolników ekologicznych, regeneratywnych, biodynamicznych, permakulturowych:
Nikt nie jest tak innowacyjny jak rolnik. To jedyny zawód na świecie, który rozprzestrzenia ideę zrównoważonego rozwoju w praktyce. Jest niewiele form produkcji, które mogłyby być równocześnie tak pozytywne dla społeczeństwa, jak i dla środowiska. To wyjątkowo rzadka sytuacja.
Gospodarstwo ekologiczne Eko Dolina Bugu, prowadzone przez Annę i Ernesta Kaca, położone jest we wsi Liszna, w województwie lubelskim. Gospodarstwo zajmuje 20 ha, na których uprawiane są przede wszystkim zioła, jak: kozłek lekarski, tymianek, melisa. W 2021 gospodarze rozpoczęli próbne uprawy kolendry, ogórecznika, kozieradki, czarnuszki, ostropestu, lnu, nostrzyka żółtego. Uprawiają także zboża i rośliny motylkowe na własne potrzeby i jako część płodozmianu. Od 2012 roku Ernest Kaca jest członkiem Lubelskiego Oddziału Stowarzyszenia Producentów Żywności Metodami Ekologicznymi EKOLAND. Pasją Ernesta są maszyny, które sam buduje, a także usprawnia już istniejące, aby ułatwiać sobie pracę w gospodarstwie.
Agnieszka Makowska – rolniczka ekologiczna, koordynatorka Koalicji Żywa Ziemia, współzałożycielka i członkini Ruchu Suwerenności Żywnościowej Nyeleni Polska.
Bez pestycydów, zdrowa, lepszy smak i… wyższa cena – z tym najczęściej kojarzy się żywność ekologiczna. Jak to jest naprawdę, za co dokładnie płacimy, dlaczego warto i jak wygląda przyszłość rolnictwa ekologicznego w Polsce?
Podstawowe różnice między rolnictwem konwencjonalnym, a ekologicznym
Zasadnicza różnica pomiędzy rolnictwem ekologicznym, a konwencjonalnym z punktu widzenia konsumenta to niestosowanie w produkcji ekologicznej różnorodnych związków chemicznych mających na celu optymalizację plonów. Wspólnym celem zarówno rolnictwa ekologicznego, jak i konwencjonalnego, jest produkcja. Jednakże w pierwszym przypadku wszystkie zabiegi związane z produkcją są ukierunkowane również na ochronę środowiska, krajobrazu oraz innych czynników środowiskowych, a uzyskany plon cechuje wysoka jakość. W rolnictwie konwencjonalnym główny cel to maksymalizacja uzyskiwanego plonu, czyli zwiększanie efektywności ekonomicznej.
Jakość produktów ekologicznych
Na jakość produktów ekologicznych wpływa przede wszystkim zakaz stosowania środków ochrony roślin, takich jak pestycydy, herbicydy czy fungicydy, których szkodliwość dla zdrowia i życia jest bezdyskusyjna, i udowodniona w wielu badaniach. Duża część kiedyś powszechnie stosowanych środków chemicznych została już zabroniona, jak na przykład azotox. Dopuszczone substancje zostały pogrupowane, a ich ilość w postaci pozostałości w produkcie jest ściśle określona rozporządzeniem. Ponadto, produkty ekologiczne mają wiele dodatkowych walorów, jak zawartość suchej masy, witamin i minerałów. W zależności od gatunku i odmiany owoców czy warzyw, te uprawiane metodami ekologicznymi mają przeważnie większe ilości tych składników niż te same warzywa i owoce uprawiane konwencjonalnie. Za jakością idzie również cena.
„Na tę różnicę w cenie wpływają wyższe koszty produkcji i mniejsza wydajność upraw ekologicznych. Z racji, że skala sprzedaży produktów ekologicznych w ujęciu globalnym jest wciąż niewielka, istotny składnik ostatecznej ceny stanowią też koszty logistyczne (transport, większe marże powodowane mniejszą skalą, koszty pracy ludzkiej etc). Coraz częściej na koszty produkcji żywności patrzy się jednak z szerszej perspektywy, uwzględniającej zużycie zasobów naturalnych, zmiany klimatyczne etc. Przy takim podejściu koszty uprawy żywności ekologicznej wypadają znacznie lepiej i wpisują się w koncepcję zrównoważonego rozwoju” – podsumowuje Karol Przybylak, redaktor BioKurier.pl, członek Polskiej Izby Żywności Ekologicznej.
Skąd wiemy, że dany produkt pochodzi z produkcji ekologicznej?
Każdy producent żywności ekologicznej rozpoczyna działalność od certyfikacji. „To skomplikowany i szczegółowy proces. Produkcja poddana jest kontroli nie tylko na początku – przy certyfikacji – ale też rokrocznie, by utrzymać certyfikat. Spełnienie norm określonych szczegółowo w rozporządzeniu unijnym daje możliwość znakowania własnej produkcji jako ekologicznej poprzez umieszczenie na produkcie logo ekolistka z dwunastoma gwiazdkami” – tłumaczy Krystyna Radkowska, Prezes Polskiej Izby Żywności Ekologicznej.
Dbałość o środowisko naturalne
Największym problemem rolnictwa konwencjonalnego zdaje się przede wszystkim wysokoskalowe rolnictwo przemysłowe i intensywny chów zwierząt. Wiążą się one z olbrzymimi uprawami monokulturowymi. Ich negatywny wpływ to, między innymi, zanieczyszczenie środowiska i zubożenie różnorodności biologicznej, zarówno jeżeli chodzi o dziką przyrodę, jak i gatunki i odmiany stosowane w uprawie. Rolnictwo ekologiczne natomiast cechuje dbałość o jakość gleby, różnorodność biologiczną i znaczne ograniczenie zanieczyszczenia powietrza. Jak więc będzie wyglądał rynek rolnictwa ekologicznej w przyszłości?
Przyszłość rolnictwa ekologicznego
Rynek żywności ekologicznej w Europie należy od ponad dwóch dekad do jednego z najbardziej dynamicznie rozwijających się segmentów rynku żywności. Udział żywności ekologicznej w ogólnej sprzedaży żywności w niektórych krajach Europy przekroczył 10% i, pomimo pogorszenia sytuacji dochodowej konsumentów w okresie pandemii, odnotowano globalny wzrost sprzedaży żywności ekologicznej.
Wartość polskiego rynku żywności ekologicznej wynosi 1,36 mld zł (co stanowi jedynie 0,5% całego rynku spożywczego). W 2020 roku powierzchnia upraw ekologicznych wynosiła 509 291 ha, co plasuje nas na 19. miejscu na świecie. „Nasz kraj ma bardzo dużo do nadrobienia, jeśli chcielibyśmy chociaż osiągnąć dane średnie dla UE, nie wspominając nawet o niedoścignionym celu 25%. Najbliższe lata przyniosą duże zmiany w rolnictwie ekologicznym w Unii Europejskiej: wzrośnie jego znaczenie w nowej Wspólnej Polityce Rolnej i zmieni się prawo, które je reguluje. Polscy rolnicy ekologiczni oczekują, że w ślad za tym będzie im łatwiej na rynku, ale potrzebne jest wsparcie organizacyjne i finansowe ze strony naszego państwa, a przede wszystkim usuwanie barier dla rolników ekologicznych” – pisze Dorota Metera, prezes Bioekspert sp. z o. o. w raporcie „Żywność ekologiczna w Polsce. Raport 2021”, dostępnym na stronie www.jemyeko.com.
Artykuł powstał we współpracy z Polską Izbą Żywności Ekologicznej. Więcej informacji o żywności ekologicznej znajdziesz na stronie PIŻE – www.jemyeko.com. Izba zrzesza ponad 100 przedsiębiorców reprezentujących wszystkie segmenty rynku BIO w Polsce: rolników, przetwórców, producentów, dystrybutorów i sklepy, jednostki certyfikujące i branże pokrewne: producentów naturalnych kosmetyków, środków czystości, nawozów czy biokompostowalnych opakowań i naczyń jednorazowych.
Przyszłość rolników to także przyszłość konsumentów. Czy czeka nas postępująca intensyfikacja rolnictwa, w której kilkaset, a może nawet kilkadziesiąt korporacji przejmie globalny łańcuch żywnościowy? Czy jednak może wreszcie uda się przerwać ten pęd ku monopolistycznym zyskom, a tym samym ocalić małe gospodarstwa, a konsumentom zapewnić dostęp do lokalnie produkowanej i wysokiej jakości żywności?
Jest jakaś nadzieja, bo środki Wspólnej Polityki Rolnej 2023 – 2027 (WPR) w 40% mają być skierowane na ochronę środowiska i klimatu. Również na rozwój małych gospodarstw zarezerwowane zostało więcej pieniędzy.
Jednak ekonomiści twierdzą, że utrzymanie małych gospodarstw jest nieopłacalne. Ich zdaniem powinniśmy dążyć do stałego powiększania powierzchni gospodarstw i do wzrostu skali produkcji. Ekonomiści nie biorą pod uwagę, że małe gospodarstwa mogą w całości lub częściowo utrzymywać się z produkcji rolnej. Jednak aby to było możliwe, muszą zostać spełnione konkretne warunki.
Co może pomóc?
Oprócz płatności i pożyczek na działania przewidziane przez WPR, małe gospodarstwa potrzebują przede wszystkim ułatwień w dostawach i sprzedaży żywności. Choć mogą polegać na płatnościach obszarowych i innych formach wsparcia, nie należy myśleć o nich jako o jedynej formie polepszenia dochodowości gospodarstwa. Poprawę dochodowości może też przynieść samodzielne działanie. Wydaje się jednak, że do rolników nie docierają informacje o możliwościach, które daje im bezpośrednia współpraca z konsumentami.
Wprowadzenie rolniczego handlu detalicznego (RHD) było na pewno dobrym krokiem. Jednak już pojawiły się trudności. Na przykład brakuje małych ubojni. Ponadto do systemu RHD wszedł na razie tylko 1% gospodarstw. W dodatku trudno powiedzieć, by ta forma handlu w znaczący sposób ułatwiała wejście z produktami na rynek.
Natomiast bezpośrednia współpraca rolnik-konsument ma jedną ogromną przewagę. Jest nią możliwość skorzystania przez rolników z wiedzy i umiejętności konsumentów, np. pomocy przy marketingu i promocji, obsłudze mediów społecznościowych oraz samej organizacji sprzedaży.
Konsumenci chętni do takiej współpracy oczekują wysokiej jakości produktów – wytworzonych z myślą o zdrowiu ludzi, trosce o środowisko i klimat oraz dobrostan zwierząt gospodarskich. Szukają żywności świeżej, lokalnej i pozbawionej pozostałości pestycydów i antybiotyków. Najchętniej od rolników ekologicznych, ale współpraca jest możliwa także z każdym rolnikiem, do którego konsumenci nabiorą zaufania. Przykładem mogą być rolnicy, którzy opierają swoją produkcję o zasady rolnictwa regeneratywnego, czy szerzej, o zasady agroekologii.
To zaufanie ze strony obu stron jest oparte na solidnej zasadzie: rolnicy otrzymują godziwe wynagrodzenie za żywność o jakości, za którą konsument płaci, ale nie przepłaca. Wykluczeni zostają pośrednicy, którzy z jednej strony dyktują niskie ceny rolnikom, a z drugiej strony wysokie ceny konsumentom. Czy nie o to właśnie głównie walczy AgroUnia, pokazując, w jaki sposób dewaluuje się pozycję polskiego rolnika na rynku? Szkoda tylko, że również jej lider nie dostrzega szansy we wzmacnianiu jakości produkcji rolnej w odpowiedzi na to, czego coraz mocniej domagają się konsumenci.
Każdy rolnik zna doskonale „klęskę urodzaju”, gdy poprzez niesprawiedliwą kontraktację albo jej brak, zostaje z płodami rolnymi, których cena nie pokrywa kosztów produkcji, nawet jeśli w ramach WPR uruchamia się mechanizmy skupu nadwyżek. Natomiast, każdy konsument doświadczył marży, którą nakłada się na żywność, zwłaszcza na żywności o wysokiej jakości.
Społeczeństwo, które wspiera rolników
Z tego powodu znacznie lepszym rozwiązaniem jest budowanie oddolnych inicjatyw, takich jako kooperatywy spożywcze i system Rolnictwa Wspieranego Społecznie (RWS). Takich inicjatyw powstaje w Polsce coraz więcej. Rolnik zna liczbę zamawiających i dostarcza określoną ilość żywności. Odbiór zwykle następuje raz, dwa razy w tygodniu, ale są też kooperatywy, które prowadzą stałą działalność, a niektóre z nich mają sklepy. Całą logistyką sprzedaży zajmują się członkowie kooperatywy. Tak też robią konsumenci współpracujący z gospodarstwem rolnym działającym w ramach RWS.
W Rolnictwie Wspieranym Społecznie gospodarstwo rolne wchodzi we współpracę z grupą konsumentów, którzy raz albo dwa razy do roku dokonują płatności. Zazwyczaj jedna rata jest na wiosnę (przed rozpoczęciem prac polowych), a druga jesienią. Zadatkowanie pozwala rolnikowi zakupić potrzebne środki produkcji, np. nasiona. Najczęściej konsumenci skupieni wokół gospodarstwa RWS razem z rolnikiem planują przyszłe uprawy, często pomagają w pracy w gospodarstwie i organizują w nim okazjonalne spotkania dla członków RWS.
Siła kooperatyw i RWS-ów polega na wspólnym decydowaniu i wspólnej odpowiedzialności. Zdarza się, że rolnik nie może dostarczyć obiecanych produktów, gdyż pogoda, szkodniki czy choroby spowodowały, że był to zły sezon dla ogórków, pomidorów czy warzyw korzeniowych. Członkowie kooperatyw i RWS-ów ze zrozumieniem reagują na takie sytuacje, ufając, że nie zostały one zawinione przez rolnika. Rolnik stara się zrekompensować braki plonami, które akurat obrodziły. Kooperatywy i RWS-y chętnie przyjmują też produkty przetworzone w gospodarstwie rolnym – masło, sery, kiszonki, dżemy, soki, oleje i wiele innych.
Otworzenie się rolników na bezpośredni kontakt z konsumentami jest drogą rozwoju dla małych gospodarstw, a nawet takich do 30 hektarów powierzchni. Nie są one bowiem w stanie konkurować z wielkim agroprzemysłem. Ich szansą jest rynek lokalny. Pod warunkiem, że dołożą starań i zmienią swoją produkcję tak, aby wytwarzać żywność wysokiej jakości. Gospodarstwo rolne może indywidualnie zapewniać różnorodność produktów, ale może także wejść w porozumienie z innymi, sąsiadującymi gospodarstwami i wspólnie wzbogacać ofertę.
W jaki sposób zacząć wytwarzać żywność wysokiej jakości? Przede wszystkim poprzez konwersję na certyfikowane rolnictwo ekologiczne. A dla tych, którzy nie chcą się certyfikowani, pozostają takie systemy jak agroekologia, agroleśnictwo, oraz oczywiście rolnictwo regeneratywne. Niezależnie od tego, czy rolnik zdecyduje się na certyfikowaną produkcję ekologiczną czy też wybierze inny z powyższy systemów, najważniejsze pozostaje nawiązanie bezpośredniej relacji z konsumentem.
System produkcji, który daje wysoką jakość żywności jest tu oczywiście kluczowy, ale dla konsumentów coraz ważniejsze stają się także wartości niematerialne. Coraz istotniejsze staje się także to, że te systemy zapewniają trwałość produkcji rolnej, ponieważ nie niszczą środowiska, poprawiają żyzność gleby i jej zdolność do retencjonowania wody. Przyczyniają się do poprawy dobrostanu zwierząt gospodarskich i gwarantują sprawiedliwe wynagrodzenie rolnikom. W wymiarze ekonomicznym te systemy produkcji uwalniają rolnika od wydatków na nawozy sztuczne, pestycydy i leczenie zwierząt. Nie każde małe gospodarstwo może być samowystarczalne nawozowo lub paszowo. Ale już współpraca pomiędzy kilkoma gospodarstwami może zapewnić wystarczającą ilość nawozów lub pasz.
Zielone zamówienia publiczne
Stabilność dostaw i rozwój przetwórstwa – to powtarza każdy szukając dobrych rozwiązań dla małych gospodarstw. Na rozwój przetwórstwa zaplanowane zostały środki w Krajowym Planie Odbudowy, o ile Polska je otrzyma. Jest też kilka działań w projekcie Planu Strategicznego dla WPR 2023-2027 przygotowanego przez resort rolnictwa. Najlepiej jednak dla rolników i konsumentów sprawdziłoby się wprowadzenie zielonych zamówień publicznych. Dzięki nim rolnik lokalnie produkujący żywność wysokiej jakości mógłby ją sprzedawać do stołówek szkół, żłobków i przedszkoli, a także domów opieki i szpitali.
Ostatnim, ale nie mniej ważnym działaniem – zwykle nie dostrzeganym przez ekonomistów – jest cała gama innych dóbr i usług, których dostarczają mniejsze gospodarstwa rolne. Przede wszystkim są miejscem życia, w którym chroni oraz tworzy się kulturę i tradycję wsi. Są miejscem odpoczynku i możliwości kontaktu z przyrodą, co także, dzięki agroturystyce, turystyce wiejskiej czy innym formom rekreacji, stanowi źródło dochodu gospodarstw rolnych.
Konkurencyjność gospodarstw rolnych, i małych, i większych, trzeba postrzegać w podnoszeniu jakości produkcji rolnej, a nie w masowej produkcji bezwartościowej żywności. W interesie każdego rolnika leży mądre zarządzanie zasobami naturalnymi, tak by zapewnić sobie trwałość i wydajność produkcji rolnej znacznie dłużej niż przez kolejne 5 czy 10 lat.
Dziś, niestety, wielu rolników jedyną szansę rozwoju upatruje w powiększaniu produkcji. Coraz więcej, coraz mniejszym kosztem. Z pewnością jest to opłacalne w krótkiej perspektywie. Ale skutkiem będzie coraz większy kryzys klimatyczny, a z nim susze, nawalne deszcze, wysokie temperatury, przymrozki i brak śniegu. Wszystko, co powoduje zniszczenie plonów i brak przewidywalności zbiorów. Czy to się opłaca? I komu?
Polska żywność od dawna uchodzi za zdrową i naturalną… ale od 2002 r. to oficjalne. Rośnie liczba producentów, którzy mogą pochwalić się certyfikatem BIO. Od 1 stycznia 2022 roku zmieniają się unijne przepisy, więc łatwiej będzie uzyskać dane o producentach.
Kolejne firmy dołączają do listy
Zamówienia na kaszę jaglaną czy gryczaną BIO napływają nie tylko z Polski. Rozpoznawalne na świecie certyfikaty ułatwiają producentowi ekspansję na rynki zagraniczne. – czytamy w raporcie o produktach ekologicznych, który towarzyszył jednemu z listopadowych wydań tygodnika „Wprost”. Partnerem wydania był Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa i Soligrano. To właśnie jedna z firm, które w ostatnich latach znacznie poszerzyły swoje portfolio BIO. Teraz to już kilkadziesiąt produktów, łącznie z daniami do samodzielnego przygotowania (Red Lunch, Yellow Lunch, Green Lunch), mieszankami do wypieku chleba czy produktami sypkimi. – Dawniej klienci zainteresowani tematem BIO musieli iść na liczne kompromisy. Teraz mogą kupić zarówno produkty podstawowe BIO, kasze czy mąkę, jak i mieszanki obiadowe albo śniadaniowe musli – wyjaśnia Kamil Rabenda, CEO Soligrano.
Rynek rośnie o 20 proc. rocznie
Według szacunków agencji Nielsen wartość kategorii produktów ekologicznych, do których należy segment BIO, pomiędzy rokiem 2019 a 2020 wzrosła aż o 20 proc. Zresztą tendencja dwucyfrowego wzrostu rok do roku utrzymuje się już od kilku lat. Ostatni rok, trudny dla wielu branż, tylko wzmocnił ten sektor. Wielu Polaków zwróciło się w tym czasie w stronę natury, a zdrowie znalazło się na szczycie listy priorytetów. W tej rzeczywistości szczególne zainteresowanie konsumentów wzbudzają certyfikowane produkty BIO. Co je wyróżnia? Na stronie Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi można przeczytać, że „wyprodukowane zostały zgodnie z obowiązującymi przepisami dotyczącymi rolnictwa ekologicznego i są wolne od zanieczyszczeń, takich jak: pozostałości środków ochrony roślin i hormonów, a podczas ich produkcji nie stosowano nawozów sztucznych i organizmów zmodyfikowanych genetycznie”.
Nowe przepisy w 2022 roku
Warto zauważyć, że Unia Europejska ma ambitny plan produkcji aż 25 proc. powierzchni gruntów rolnych ma być uprawiane ekologicznie. Dzisiaj w Unii to już 7,4 proc. wszystkich gospodarstw. To pokazuje, że Polska ma jeszcze wiele do nadrobienia, bo zaledwie ok. 0,5 proc. gruntów rolnych należy do eko-producentów. Ta liczba jednak stale się zwiększa, a przetwórcy jak Soligrano mają często własne uprawy, co daje im jeszcze większą kontrolę nad jakością surowca.
W 2020 roku łącznie liczba producentów ekologicznych wynosiła 20 274. W Polsce certyfikaty PL-EKO (tzw. „unijny zielony liść”) może wydawać 13 jednostek certyfikujących. W bazie tylko jednej z nich (Bioekspert) w 2021 roku było kilkaset aktualnych certyfikatów z branży przetwórstwa, zbioru i produkcji ekologicznej. Od przyszłego roku zmienia się unijne prawo i wówczas pojawi się jeden, jednolity wykaz wszystkich producentów – zamiast osobnych baz każdej certyfikującej jednostki, jak to ma miejsce dotychczas.
O reformie Wspólnej Polityki Rolnej, strategii unijnej Od Pola do Stołu i najważniejszych wyzwaniach stojących przed rolnictwem rozmawiamy z Januszem Wojciechowskim, komisarzem ds. rolnictwa w UE.
Zielone Wiadomości: Spoczywa na Panu obowiązek wdrożenia pierwszej, a zarazem największej zielonej reformy Wspólnej Polityki Rolnej (WPR). Czy sądzi Pan, że ma ona szanse powodzenia? Jakie są główne bariery stojące na przeszkodzie temu, by WPR stała się zgodna ze Strategią „Od pola do stołu”?
Janusz Wojciechowski: Jest to poważna reforma. Niektórzy mówią, że to najważniejsza reforma Wspólnej Polityki Rolnej od co najmniej 30 lat. Strategia „Od pola do stołu” i Strategia na rzecz bioróżnorodności są istotną częścią tej reformy. One są wprowadzone w ten uzgodniony już kształt reformy, bo porozumienie polityczne ws. WPR zostało osiągnięte w czerwcu 2021 r. Teraz państwa członkowskie będą musiały przygotować krajowe plany strategiczne dla WPR na podstawie tych trzech aktów prawnych, które stanowią treść reformy. Pełną ocenę sytuacji będziemy mieć po poznaniu planów poszczególnych państw UE, a przede wszystkim po zatwierdzeniu ich przez Komisję Europejską. Wówczas będziemy widzieć, na ile poważnie państwa członkowskie podeszły do reformy WPR.
Myślę, że szansa na wdrożenie reformy WPR jest ogromna. Umożliwiają to m.in. takie instrumenty jak ekoprogramy, które warunkują 25% dopłat bezpośrednich czy też płatności na dobrostan zwierząt finansowane zarówno ze środków I, jak i II filaru WPR. Rolnictwo ekologiczne zostało bardzo wzmocnione w tej polityce rolnej, ma też zapewnioną możliwość otrzymywania wsparcia z obu filarów, czyli w ramach ekoprogramów przy dopłatach bezpośrednich oraz – tak jak do tej pory – jako jeden z programów wspieranych z drugiego filaru – Funduszu Rozwoju Obszarów Wiejskich.
Ogromną szansą są także – i dla mnie jest to szczególnie ważne – krótkie łańcuchy dostaw. Tu są ogromne rezerwy. Redukcja gazów cieplarnianych w samym rolnictwie nie jest prosta, bo rolnictwo musi wyprodukować określoną ilość żywności. Natomiast musimy spojrzeć na cały system produkcji żywności, na który składają się, oprócz produkcji rolnej, także transport i przetwórstwo. Transport jest obszarem, w którym naprawdę można w znacznym stopniu zmniejszyć emisje. Wozimy nieprawdopodobne ilości towarów rolnych i spożywczych przez Europę. 3 miliardy ton i 540 mld tonokilometrów. To są dane z 2017 roku, które wskazują, że przeciętna porcja żywności, zanim z gospodarstwa trafi na stół, przebywa w Europie trasę około 180 km. A tak wcale nie musi być. Niektóre towary trzeba przewozić, np. pomarańcze z południa Europy, ale wiele towarów jest produkowanych wszędzie i nie trzeba ich wozić z jednego miejsca w drugie, tylko skrócić mocno łańcuchy dostaw. Dlatego bardzo będę popierał wszelkie pomysły w państwach członkowskich nastawione na bliską współpracę pomiędzy rolnikami, przetwórcami i rynkiem, żeby trasa, którą transportowana jest żywność, była możliwie najkrótsza. Tu jest duże pole do poprawy.
ZW: Organizacje społeczne obserwują walkę państw członkowskich przeciw rzeczywistemu wzmocnieniu ochrony środowiska i klimatu w rolnictwie, przeciw zwiększeniu środków WPR na te cele, przeciw płatności redystrybucyjnej dla małych gospodarstw. A zatem przykład, który idzie z góry, budzi wątpliwości, czy reforma WPR ma szansę. Budzi też obawy, czy rządy państw członkowskich podejmą odpowiednie kroki tworząc plany strategiczne dla WPR. Co musiałoby się zdarzyć w czasie tej reformy, co musiałoby zostać powiedziane i rządom, i dużemu lobby rolnictwa przemysłowego, aby już zmiękczona w samej Brukseli reforma WPR jednak urzeczywistniła się w unijnym rolnictwie każdego kraju UE?
JW: Te wątpliwości są uzasadnione. Polityka jest sztuką szukania kompromisu i nikt sobie nie wyobrażał, że najdalej idące, radykalne postulaty zostaną uwzględnione. Chodzi tu zarówno o postulaty strony, która słusznie domaga się WPR maksymalnie przyjaznej dla środowiska, klimatu, dla dobrostanu zwierząt, a przez to i dla ludzi, oczywiście. A z drugiej strony postulaty – nie chcę powiedzieć lobby – ale środowisk, które widzą rolnictwo jako nieustanny wyścig, by produkować coraz więcej, coraz mniejszym kosztem. Ja mam na to odpowiedź wziętą z pięknej wypowiedzi św. Jana Pawła II, który powiedział, że człowiek nie może ulegać pokusie zysku za wszelką cenę kosztem natury, bo prędzej czy później natura zbuntuje się przeciwko człowiekowi. I te oznaki buntu natury już są widoczne w zmianie klimatycznej. Innym przykładem może być bardzo intensywna hodowla, która sprzyja występowaniu chorób zwierząt na ogromną skalę. Mamy przykłady takie jak ASF (afrykański pomór świń) czy ptasia grypa w hodowli drobiu. Wielkie, skoncentrowane hodowle – wielkie straty.
W UE poszliśmy chyba maksymalnie daleko, na ile było to politycznie możliwe, w stronę polityki rolnej czy samego rolnictwa bardziej przyjaznych środowisku, klimatowi i ochronie zwierząt. Nie mogliśmy jednak ignorować głosów – one cały czas wybrzmiewają – że zbyt mocny skręt w ekologię pozbawi Europę bezpieczeństwa żywnościowego.
Ja takich obaw nie podzielam, aczkolwiek nie można ich też lekceważyć. Są analizy, które wskazują, że mogą być dość znaczne ubytki produkcji żywności w Europie. I co gorsza, że te ubytki zostaną zastąpione importem, który będzie pochodził z krajów zachowujących daleko niższe standardy. Unia Europejska ma najwyższe na świecie standardy środowiskowe, sanitarne i dobrostanu zwierząt w produkcji rolnej.
25% na ekoprogramy jest naprawdę dużym sukcesem, biorąc pod uwagę atmosferę, w której toczyły się rokowania dotyczące WPR. Zagwarantowanie minimum 35% na środowisko i klimat w drugim filarze także jest sukcesem. Mocne postanowienie o wsparciu dla małych gospodarstw – minimum 10% płatności redystrybucyjnej, a państwa członkowskie mogą też przeznaczyć więcej to też jest sukces tych negocjacji. Natomiast rozmowa o GAECach* jest zawsze trudna, bo dotyczy wymogów nakładanych bezpośrednio na każdego rolnika. Ale sądzę, że tutaj też osiągnęliśmy dużo, choćby obowiązkowy płodozmian. Jest to duża zmiana jakościowa.
[od redakcji: GAEC to normy (praktyki) dobrej kultury rolnej zgodnej z ochroną środowiska, tzw. normy DKR. Odnoszą się do obszarów (a) klimat i środowisko, (b) zdrowie publiczne, zdrowie zwierząt i zdrowie roślin, (c) dobrostan zwierząt. Są to wymogi obowiązkowe. Warunkują one otrzymanie przez rolnika płatności. Stąd funkcjonują w ramach pojęcia „warunkowość”]
ZW: Oczywiście wzrosły w stosunku do rolników wymogi ochrony środowiska, czyli tzw. „warunkowość” została zwiększona, ale nadal zbyt mało środków jest kierowanych na rozwój systemów gwarantujących szybsze i większym zakresie zmiany rolnictwa, np. rolnictwo ekologiczne, praktyki agroekologiczne, połączenie produkcji zwierzęcej z rolnictwem regeneratywnym. Zamiast tego dużą część środków kieruje się do rolnictwa precyzyjnego, w którym nadal (precyzyjniej) są stosowane chemiczne pestycydy i nawozy sztuczne, mimo że mają one konsekwencje środowiskowe. Wchodzimy w duże technologie, z których najwięcej będą korzystać duże gospodarstwa rolne. Czy nie jest to półśrodek? Może zamiast wydawać pieniądze z budżetu WPR na precyzyjne aplikowanie chemii, powinnyśmy naprawdę znaczącą ich część przeznaczyć na rozwój ekologicznych systemów produkcji rolnej? Szybciej przybliżający nas do celu poprawy środowiska i osiągnięcia neutralności klimatycznej w UE?
JW: Oddzielam od siebie małe i średnie gospodarstwa, biorąc pod uwagę zróżnicowanie ich struktury w całej UE. W warunkach polskich mniejszym i średnim gospodarstwem będzie takie do 20 ha. W Polsce jest ich milion 700 tysięcy. Tych powyżej 20 ha jest niewiele ponad 100 tys. Mniejsze gospodarstwa powinny mieć dosyć proste programy, np. ekoprogramy związane z dobrostanem zwierząt. Można wyznaczyć limity, zgodnie z którymi obsada na danej powierzchni nie powinna przekroczyć danej wielkości, hodowla powinna być oparta na własnych paszach – są to rozwiązania, które stosunkowo łatwo będzie wprowadzić. Ale musi być także oferta dla dużych gospodarstw. Rolnictwo precyzyjne jest dobrą ofertą. Dzięki temu można zredukować bardzo istotnie i środki ochrony roślin, i nawożenie. To państwa członkowskie uwzględniając swoją sytuację będą musiały dokonać pewnego wyboru. Ale my będziemy bardzo wymagający, bo dialog państw z Komisją Europejską rozpocznie się na początku przyszłego roku, gdy kraje UE przedłożą swoje plany strategiczne dla WPR. Kraje członkowskie będą musiały udowodnić, że rzeczywiście przez zaplanowane działania osiągną efekty w zakresie redukcji nawozów, środków ochrony roślin oraz zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych. Z gazami cieplarnianymi jest tylko ten problem, że pomiędzy państwami jest ogromna różnica. Średnia emisji GHG dla całej UE to 2,5 tony z hektara. Są kraje, w których jest to daleko poniżej 2 ton. Polska mieści się w granicach 2 ton. A są kraje, gdzie jest to powyżej 7 ton, a nawet powyżej 10 ton.
ZW: Chodzi na przykład o Holandię?
JW: Tak. Holandia emituje powyżej 10 ton GHG z jednego hektara. Ale z drugiej strony słyszymy argument, że na jednostkę produkcji emituje najmniej, gdyż biorąc pod uwagę, że zwierzę w intensywnej produkcji żyje krótko, to siłą rzeczy na jednostkę produkcyjną emisja jest mniejsza. Niewielka jest to różnica, ale jednak. Dla mnie nie jest to argument. Ja przyglądam się emisjom z hektara oraz intensywności rolnictwa. Oczekiwania będą największe wobec tych krajów, które są dużymi emitentami, mają intensywne rolnictwo, mają dużą obsadę zwierząt. Tu są też ogromne różnice. Mówiąc z pamięci, np. Polska ma średnio 43 sztuki bydła na 100 hektarów, a na przykład Holandia ma ich ponad 200. Polska ma obsadę świń 73-75 sztuki na 100 hektarów, ale są kraje które mają 600-700 świń na 100 ha. Są to zasadnicze różnice, które trzeba będzie wziąć pod uwagę. Krótko mówiąc, w Unii Europejskiej obowiązuje zasada „zanieczyszczający płaci”. W rolnictwie nie chodzi o płacenie wprost, ale od tych, którzy więcej emitują, będziemy więcej wymagać.
ZW: Ostatnio Europejski Trybunał Obrachunkowy dość krytycznie ocenił zasadę „zanieczyszczający płaci”, mówiąc, że jest ona niewystarczająca, by zapewnić ochronę środowiska w Unii Europejskiej.
JW: Przed chwilą rozmawiałem z członkiem Trybunału, który tę kontrolę przeprowadzał. Podziękowałem mu za wskazanie tej zasady, gdyż powinna ona również mocniej wejść w sektor rolnictwa. Będziemy tego używać jako argumentu dla sprawiedliwego rozłożenia odpowiedzialność za oddziaływanie na środowisko i klimat. Na razie zasada „zanieczyszczający płaci” nie ma w rolnictwie zastosowania wprost. Paradoksalnie, to UE – za pomocą WPR – płaci zanieczyszczającemu.
ZW: Brak zasady „zanieczyszczający płaci” uderza najmocniej w rolnictwo ekologiczne narażone na ryzyko zniesienia przez wiatr zanieczyszczeń (np. oprysków pestycydami) z rolnictwa konwencjonalnego. Uderza w interes ekonomiczny gospodarstw ekologicznych oraz wpływa negatywnie na poziom zaufania konsumentów do żywności ekologicznej. Kosztów zanieczyszczenia nie ponosi tylko UE, ale także rolnicy ekologiczni. Co z tym zrobić? Czy uważa Pan, że powinny zostać w UE przyjęte zasady chroniące rolnictwo ekologiczne w przypadku kolizji z rolnictwem konwencjonalnym?
JW: Pierwszego stycznia przyszłego roku wchodzi w życia nowe rozporządzenie o rolnictwie ekologicznym. Drobiazgowo reguluje wszystkie techniczne kwestie związane z prowadzeniem gospodarstw ekologicznych. Dotyczą one także aspektu wiarygodności produkcji ekologicznej. Pewnie kolizje z rolnictwem konwencjonalnym nie są do uniknięcia, ale rzeczywiście należy zdecydowanie mocniej chronić rolnictwo ekologiczne i powinno ono otrzymywać więcej wsparcia. Wczoraj mieliśmy po raz pierwszy Dzień Rolnictwa Ekologicznego. Miałem przyjemność podpisywać porozumienie w tej sprawie i ogłaszać to święto, które corocznie będzie obchodzone 23 września. To jest ważny sygnał promujący rolnictwo ekologiczne. Myślę, że przychodzi dobry czas dla rolnictwa ekologicznego. Ono bardzo dobrze funkcjonuje w wielu krajach. Austria, Dania, Włochy – to są liderzy. Ale w Polsce jest niestety bardzo słabo. Niewiele ponad 3% ziemi rolnej pod produkcją ekologiczną. Jakaś zupełnie ułamkowa produkcja ekologiczna na rynku. Ale to znaczy, że jest ogromna przestrzeń do wypełnienia. To jest znakomita perspektywa. To znaczy, że tu jest miejsce na produkty ekologiczne. Nie przyjmuję argumentu, który czasem słyszę, że żywność ekologiczna jest droższa więc nie stać na nią polskich konsumentów. Do jakiegoś stopnia to może być przyczyną braku rozwoju rynku żywności ekologicznej w Polsce, ale z pewnością nie jedyną. W naszym kraju jest ogromne miejsce na produkcję ekologiczną. Ogromne.
ZW: To jak Pan się odniesie do przyjętego w drugiej wersji polskiego planu strategicznego wskaźnika rezultatu dla rozwoju rolnictwa ekologicznego w Polsce na poziomie 3,52%? Co my tak naprawdę rozwijamy przy takim wskaźniku?
JW: Tak, znam ten wskaźnik. Natomiast wypowiedź na temat tej wersji polskiego planu strategicznego zachowuję do momentu, kiedy będę się mógł oficjalnie wypowiedzieć po dialogu z rządem polskim. Ale mogę powiedzieć, że będę bardzo mocno zachęcał, by Polska przedstawiła ambitny plan rozwoju rolnictwa ekologicznego. Polska ma małe gospodarstwa i jest to system, który doskonale pasuje do rolnictwa ekologicznego. Taką samą strukturę rolniczą mają Włochy posiadające obecnie 16-18% ziemi pod uprawami ekologicznymi. A jednocześnie mają najwydajniejsze rolnictwo, ponieważ wartość dodana w produkcji rolniczej jest największa we Włoszech. Wyższa niż we Francji. Włosi mając 8% ziemi rolnej dostarczają 18% unijnej rolniczej wartości dodanej. Jest to znakomity wynik, osiągnięty w systemie małych gospodarstw rolnych przy dużym udziale rolnictwa ekologicznego. To jest dobry wzór do naśladowania, oparty na krótkich łańcuchach dostaw, rolnictwie ekologicznym i całym systemie ochrony małych gospodarstw. Warto to promować.
ZW: I warto wdrażać w Polsce?
JW: Warto wdrażać w Polsce. Tym bardziej, że Polska ma bardzo podobną strukturę gospodarstw rolnych. W obu krajach średnia powierzchnia gospodarstwa wynosi 11 ha.
ZW: Obawy o wydajność unijnego rolnictwa oraz brak bezpieczeństwa żywnościowego w Europie są często powtarzanym argumentem podczas trwającej reformy WPR. Ale przecież UE jest potężnym eksporterem żywności, więc mamy nadwyżkę produkcji. Z drugiej strony w UE marnujemy 1/3 żywności, średnio 180 kg na głowę. Dlaczego w takim razie mielibyśmy stracić bezpieczeństwo żywnościowe przez ekologię? Czy została sporządzona analiza na ten temat? Kalkulacja, która by potwierdzała aż tak duży brak wydajności produkcji ekologicznej?
JW: Ja nie podzielam argumentacji, że stracimy bezpieczeństwo żywnościowe przez ekologię. Natomiast, jeżeli błędnie, bez racjonalnej refleksji byśmy wprowadzili idee ekologiczne, to mogłoby to zaburzyć do pewnego stopnia bezpieczeństwo żywnościowe. A my chcemy to dobrze wprowadzić. Właśnie poprzez wsparcie małych i średnich gospodarstw, na nowo uruchamiając ich potencjał produkcyjny. Wiele małych gospodarstw nie jest w stanie konkurować na rynku. Dzieje się tak zwłaszcza w Polsce. A dzieje się dlatego, że duża część przetwórstwa została skoncentrowana w wielkich zakładach przetwórczych, niezainteresowanych współpracą z małymi dostawcami. Dopiero rozwija się system sprzedaży bezpośrednio z gospodarstw, np. rolniczy handel detaliczny (RHD). Jednocześnie w miastach znikają bazarki, czyli ostatnie miejsce, gdzie jeszcze rolnicy mogli przyjechać ze swoimi produktami. W Warszawie są słuszne protesty mieszkańców przeciw zamykaniu takich miejsc i oddawaniu ich deweloperom. Lokalna, bezpośrednia sprzedaż jest obszarem, w którym ekologia może dać pozytywne, produkcyjne efekty. Rolnictwo ekologiczne jest ofertą dla wielu gospodarstw, które mają wybór: produkować ekologicznie albo wcale, gdyż nie mają szans konkurować z produkcją konwencjonalną. Ja tak to postrzegam i nie widzę zagrożenia dla bezpieczeństwa żywnościowego, ale w debacie trzeba wysłuchać wszystkich głosów. Jeśli wprowadzimy założenia Strategii „Od pola do stołu” dobierając odpowiednie narzędzia, np. ekoprogramy odpowiednie do sytuacji w rolnictwie poszczególnych krajów UE, to nie mam obaw, że produkcja nam się załamie.
ZW: Czy nie sądzi Pan, że sedno problemu leży w dualizmie samej WPR, w sprzeczności jej celów. Czy cel bycia konkurencyjnym nie zakłóca realizacji innych celów WPR nakierowanych na ochronę środowiska i klimatu, zmuszając do myślenia o rolnictwie jedynie w aspekcie ekonomicznym?
JW: Myślenie ekonomiczne musi być obecne. Natomiast ja odrzucam zasadę, że musimy produkować coraz więcej, coraz mniejszym kosztem. Ten wyścig musi się skończyć w Unii Europejskiej. Tym bardziej, że w tym wyścigu rolnicy giną. W ciągu dekady straciliśmy 4 mln gospodarstw. Może nie w ostatnich latach, bo ten proces uległ pewnemu zahamowaniu. Natomiast w okresie po wejściu Polski do Unii, lata 2005-2014 były dramatyczne. W tym czasie zniknęło 4 mln gospodarstw w UE. Dziennie 1000 gospodarstw. Polska straciła ponad 700 tys. gospodarstw rolnych. W systemie ścigania się na ilość i intensywność produkcji każde gospodarstwo po jakimś czasie jest za małe. Rolnik, który wczoraj był duży, dziś jest średni, jutro będzie mały, a pojutrze nie będzie go wcale. Tak to działa. Obserwujemy to w niektórych krajach. Na przykład średnie gospodarstwo hodujące świnie ma w tej chwili prawie 4 tys. sztuk i staje się coraz większe. Prowadzi to do koncentracji hodowli. To jest droga donikąd. Tak rozumiana konkurencyjność nie ma przyszłości w UE. Unia Europejska i rolnicy europejscy nie są w stanie wygrać konkurencji na intensywność i ilość produkcji. Ale jest też inny aspekt konkurencyjności coraz bardziej rozwijający się – jakość produkcji: aby produkować dobrą żywność, zdrową, zgodną z wymogami środowiska, ze wszystkim o czym mówi Strategia „Od pola do stołu”. Tu powinna być konkurencyjność. Zwłaszcza, że świat już tę konkurencję podjął. Byłem na spotkaniu Grupy G-20 we Florencji w ostatnim tygodniu. Ministrowie rolnictwa głównych gospodarek światowych jeden po drugim deklarowali przejście na zrównoważoną produkcję rolniczą. Ten, kto nadal będzie brał udział w wyścigu na ilość, na masowość produkcji, może się znaleźć na ślepym torze. Zdecydowanie będzie to wyścig na jakość, wartość produkcji i jakość żywności.
ZW: Ekologia ma być naszą nową ekonomią?
JW: Może to zbyt daleko idąca teza. Ja bym powiedział, że jest nią (nową ekonomią) szeroko rozumiana jakość związana ze zrównoważoną produkcją żywności i też myśleniem o rolnictwie w perspektywie tego, że Ziemię mamy jedną. Jak ktoś powiedział, „to jest towar, którego już nie produkują”. Więc musimy oszczędzać Ziemię dla przyszłych pokoleń. Praktyki rolnicze nie mogą być zbyt intensywne. Pamiętajmy przestrogę Jana Pawła II – nie można kosztem natury stawiać na krótkotrwałe zyski. To się źle skończy.
ZW: Nie wiem, czy jest to w Polsce popularne stwierdzenie patrząc na sposób informowania o reformie WPR, zwłaszcza Strategii „Od pola do stołu” przez media, także rolnicze, oraz główne związki branżowe. Podejście jest zupełnie inne niż proponowane przez Pana.
JW: Jestem w dużym sporze w tej chwili z takim rozumieniem rolnictwa, które się sprowadza do słowa „agrobiznes”. Jest to prawdziwy, głęboki spór. Ja ciągle mówię „rolnictwo”. Nie lubię tego produkcyjnego języka, gdy się mówi o produkcji mięsa czy o innych rodzajach produkcji. Rolnictwo jest działalnością opierającą się na naturze, a nie na sztuczności. Bardziej biologia niż chemia powinna decydować w rolnictwie. Tak to widzę. I jestem krytykowany przez zwolenników przemysłowego rolnictwa. Powiedziałem i powtórzę to w tym wywiadzie: rolnictwo to nie przemysł, ziemia to nie fabryka, a zwierzęta to nie maszyny.
ZW: Dobrostan zwierząt od dłuższego czasu cieszy się Pana szczególnym zainteresowaniem. Czy uważa Pan, że jest możliwe, by w UE przyjąć ograniczenie, a nawet zupełne wycofanie środków publicznych WPR na finansowanie producentów z obsadą zwierząt powyżej 210 DJP, gdyż jest to bardzo intensywna produkcja zwierzęca?
[od redakcji: DJP – duża jednostka przeliczeniowa, ang. LU, LSU – Livestock Unit; 1 DJP = 1 krowa o masie 500 kg. 210 DJP to w produkcji trzody chlewnej: 600 macior, 1500 tuczników, 3000 warchlaków albo 10500 prosiąt. W przypadku drobiu: 52500 kur lub kaczek lub 8750 indyków. DJP używana jest m.in. do oszacowania zapotrzebowania na paszę.]
JW: Tak. Zdecydowanie będę się sprzeciwiał hodowli przemysłowej, bo jest to hodowla oderwana od ziemi. Hodowla w rolnictwie powinna pozostawać w jakimś związku z ziemią. Jeśli ktoś ma 5 ha ziemi, to powinien mieć np. 500 świń, a nie 5 tysięcy. Da się tu stworzyć pewne granice. Na pewno będę się sprzeciwiał, jeżeli w planach strategicznych zobaczę jakieś próby dalszego finansowania bardzo intensywnej hodowli przemysłowej. Wsparcie dla hodowli – tak. Przede wszystkim przez dobrostan zwierząt. I dla hodowli zrównoważonej, mówiąc najogólniej – hodowli o wysokich standardach traktowania zwierząt. Nie stoją za tym tylko względy etyczne, choć one są tutaj szczególnie ważne, ale ewidentnie względy gospodarcze. Patrząc na przykład na problem ASF. Słyszę taki rozpowszechniony pogląd, że małe gospodarstwa nie są w stanie się zabezpieczyć i to one roznoszą ASF. Jest dokładnie odwrotnie. Dane statystyczne dla 14 krajów UE jednoznacznie wskazują, że w najmniejszych gospodarstwach, w stadach do 10 sztuk świń – procent występowania ASF wynosi 0,3%. W Polsce nawet mniej – 0,2%.
ZW: Im większe pogłowie, tym częstsze występowanie ASF?
JW: W gospodarstwach ze stadem powyżej 1000 sztuk, to już było 3,8%. Krótko mówiąc, w najmniejszych gospodarstwach ASF był w jednym na trzysta. A w największych gospodarstwach – ASF w jednym na trzydzieści. A starty już w ogóle nieporównywalne, bo liczba ubitych z konieczności zwierząt w tych najmniejszych gospodarstwach to było powiedzmy kilka tysięcy sztuk. A miliony sztuk w tych największych. Są to ogromne koszty utylizacji. A także straty żywności.
ZW: Ale nadal płacimy z kieszeni podatnika odszkodowanie za takie działania i płacimy też za odtworzenie stada – ponownie do bardzo intensywnej produkcji. Tak chyba nie powinno być?
JW: Na razie mówimy o Europejskim Funduszu Rozwoju Obszarów Wiejskich (II filar WPR) w jego obecnym kształcie, zgodnym z poprzednim okresem programowania WPR. Nowa polityka rolna wejdzie w życie 1 stycznia 2023 roku. Plany strategiczne będą ją wyznaczać. Ja mogę zadeklarować, że zrobię wszystko, żeby fundusze rolne nie służyły finansowaniu tego, co tak naprawdę rolnictwem nie jest. Jest przemysłem, który czasem udaje rolnictwo. Nie mogą na to iść fundusze. Bardzo mocno będę się sprzeciwiał próbom wykorzystywania środków WPR na finansowanie tego rodzaju działalności.
ZW: Czy Pana zdaniem międzynarodowe umowy liberalizujące handel żywnością są hamulcem dla reformy WPR zgodnej z ochroną środowiska, klimatu, dobrostanu zwierząt oraz zdrowia publicznego?
JW: Niedawno robiliśmy analizę porozumień handlowych już zawartych i obecnie negocjowanych, i one generalnie są wszystkie korzystne dla rolnictwa europejskiego. Więcej UE zyskuje na otwarciu rynków niż traci na tym, że musi się otworzyć w jakimś zakresie na import. Osobną sprawą jest Mercosur, który budzi wiele kontrowersji. Jest to umowa nadal nieratyfikowana, więc nie jest jeszcze przedmiotem publicznej debaty. Negocjowana przed moim podjęciem pracy w Komisji Europejskiej. Myślę, że na te obawy dotyczące handlu odpowiedzią jest stworzenie alternatywy, która ograniczy potrzebę importu towarów do Europy. Na przykład wsparcie dla produkcji roślin wysokobiałkowych, dzięki któremu możemy zmniejszyć import śruty z genetycznie modyfikowanej soi. Wsparcie dla krótkich łańcuchów dostaw powoduje, że nie musimy importować wołowiny z Ameryki Południowej. Tłumaczyłem na jakimś spotkaniu z rolnikami, którzy właśnie zgłaszali tego typu obawy, że wołowina z Ameryki Południowej oznacza, że tam odbywał się chów, ubój i w końcu załadunek oraz transport tego mięsa przez tysiące kilometrów drogą morską. Następnie trzeba wyładować i przewieźć do sprzedaży w Europie. A czy nie można zorganizować łańcucha dostaw, żeby to było nie 10 tys. mil morskich tylko 10 km? Jeżeli zorganizujmy system dostaw, który będzie działał w promieniu powiedzmy 10-50 km i zaopatrywał lokalny rynek, to import nie może być konkurencyjny. Musi przegrać. Alternatywą jest rozwój lokalnych rynków żywności i krótkich łańcuchów. Na to są fundusze w WPR.
ZW: Na koniec gorący temat w UE. Nowe techniki hodowlane, czyli tak naprawdę nowe GMO mocno forsowane do zaakceptowania przez Unię. Jaka jest Pana opinia w tej sprawie?
JW: Przede wszystkim musi być zachowane naukowe podejście i ostrożność. Dopóki nie ma pewności, że jakaś technika jest bezpieczna zarówno dla ludzi, jak i dla środowiska, to nie należy jej wprowadzać. Nie ma takiej konieczności, żebyśmy w Unii Europejskiej przeprowadzali jakieś wielkie rewolucje technologiczne w rolnictwie. Mamy warunki do naturalnej produkcji żywności i to przede wszystkim trzeba rozwijać.