Analiza przyczyn i społecznych skutków protestów rolniczych w Polsce w 2024 roku
Skąd wzięły się protesty rolników w Polsce?
Rolnicy w zachodniej Europie zaczęli wychodzić na ulice i drogi w 2023 r. w reakcji na ogłoszenie przez Komisję Europejską Europejskiego Zielonego Ładu. Rolnicy protestowali także przeciwko importowi towarów rolnych spoza krajów UE, np. w ramach umowy z Mercosur. W poszczególnych krajach dochodziły do tego także inne postulaty związane z lokalną polityką rolną. Fala protestów wkrótce dotarła także do Europy ŚrodkowoWschodniej. W Polsce protestujący skupili się na dwóch kwestiach: zapisach Europejskiego Zielonego Ładu oraz otwarciu rynku na produkty rolne z Ukrainy i innych krajów spoza UE. Skala protestów była bardzo duża. Pierwszy miał miejsce 9 lutego 2024 r., a ich największe natężenie nastąpiło 24 marca 2024 r., kiedy w całej Polsce jednocześnie zorganizowano około 500 protestów. Miały one różną formę: marszów, demonstracji w stolicy, protestu głodowego w Sejmie, lokalnych blokad dróg oraz przejść granicznych z Ukrainą.
Główne powody i społeczne poparcie dla protestów
Mimo powodowania utrudnień protesty rolników cieszyły się dużym poparciem polskiego społeczeństwa. Według danych CBOS w lutym 2024 r. popierało je 78% Polaków. W czasie największej demonstracji w Warszawie (24 marca 2024 r.) rozmawialiśmy z rolnikami i rolniczkami o powodach, dla których zdecydowali się przyjechać na ten protest. Wymieniali przede wszystkim faworyzowanie na naszym rynku produktów spoza UE, głównie ukraińskich. Na drugim miejscu pojawiały się hasła wyrażające obawy wobec Zielonego Ładu. Najczęściej wspominali, że martwią ich konieczność ugorowania, a także działania związane z dobrostanem zwierząt gospodarskich. W ich opinii oba te elementy wiązały się z dalszym spadkiem opłacalności produkcji oraz dodatkowymi obciążeniami rolników w postaci m.in. większego obciążenia formalnościami. Wdrażanie celów Zielonego Ładu, ich zdaniem, to także jeszcze większa biurokracja i „papierologia” wynikająca z nałożenia na nich nowych formalności.
Zielony Ład, biurokracja i komunikacja z rolnikami
Rolnicy od lat skarżą się na zbyt rozbudowaną biurokrację, zmieniające się często oczekiwania formalne, niekiedy nawet wzajemnie sprzeczne, a urzędnicy nie zawsze sami nadążają za zmieniającymi się przepisami. Obawa przed nieznanym i niejasnym, a przy tym mogącym stanowić, w ich opinii, dalsze ograniczanie dochodów, była dla wielu osób manifestujących w Warszawie motywacją do protestów. W czerwcu 2024 r. 217 rolników z woj. zachodniopomorskiego wzięło udział w naszej ankiecie dotyczącej doświadczeń protestacyjnych. Dla 70% badanych to właśnie obawa przed zmianami, które niesie wdrażanie Zielonego Ładu, była motywacją do udziału w jakiejś formie protestu. Inną wskazywaną przyczyną zaangażowania się w protesty było zagrożenie związane z importem produktów z krajów poza UE. Dla wielu rolników problemem był też stały spadek opłacalności produkcji.
W odpowiedzi na pytanie, co w samym Zielonym Ładzie budzi ich największe obawy, deklarowali, że wdrażanie tych regulacji wiąże się ze spadkiem dochodowości i konkurencyjności. Obawiali się także pojawienia się nowych obowiązków nakładanych na rolników. Warto pamiętać, że Europejski Zielony Ład został przyjęty, by wprowadzić m.in. większą ochronę środowiska i klimatu w rolnictwie. Zadania te są realizowane przez ekoschematy. Ich celem jest wspieranie rolników we wdrażaniu praktyk, które powodują zmniejszenie negatywnego wpływu rolnictwa na klimat i są dodatkowo uzupełnione o działania służące poprawie dobrostanu zwierząt gospodarskich. Za ich wprowadzanie rolnicy otrzymują płatności. Badani przez nas rolnicy, mimo obaw wobec Zielonego Ładu, wskazywali, że ⅔ z nich korzystało już z ekoschematów.
To pobieżne spojrzenie na wyniki badań strajków rolniczych prowadzi do kilku wniosków. Przede wszystkim zarówno władze Polski, jak i całej UE słabo komunikują się z rolnikami. Co drugi badany uważa, że kondycja rolnictwa w największym stopniu zależy od działań Komisji Europejskiej, a 23% że od polskiego rządu. Obie te instytucje nie prowadzą dobrej polityki informacyjnej związanej z wdrażaniem Zielonego Ładu. Brakuje spójnej informacji, jak rolnictwo przemysłowe – dominujące w UE – wpływa na zmiany w środowisku i klimacie oraz, co to oznacza dla samego rolnictwa i małych gospodarstw w najbliższej przyszłości.
Mało mówi się o tym, że negatywne oddziaływanie rolnictwa na klimat ma wymierny koszt. Na przykład, jak szacuje Polski Instytut Ekonomiczny, Polska traci nawet 6,5 miliarda złotych w wyniku suszy rolniczej. Pogarszanie się jakości naszego życia i życia zwierząt gospodarskich jest również spowodowane do pewnego stopnia rozwojem przemysłowego systemu żywnościowego.
Potrzeba lepszej polityki informacyjnej i wsparcia dla rolników
Brakuje pozytywnej kampanii informującej, że wdrażanie Zielonego Ładu może się opłacać, zarówno ze względów finansowych, jak i ze względu na poprawę jakości naszego życia i życia naszych dzieci. Na przykład wdrażanie działań związanych z dobrostanem zwierząt gospodarskich to oszczędność w zakresie kosztów weterynaryjnych (mniejsze zagęszczenie to mniejsza zachorowalność zwierząt) i poprawa jakości mięsa. Grunty rolne ugoruje się nie dla przyjemności brukselskich urzędników, ale dla poprawy jakości gleb, a więc też większej produktywności przy mniejszych nakładach własnych (lepszej jakości gleba rodzi więcej zdrowych roślin). Są w tym zakresie pozytywne doświadczenia, szczególnie wśród rolników regeneratywnych. Poza tym nie było absolutnego obowiązku ugorowania, lecz jako obszary lub elementy nieprodukcyjne były uznawane także rośliny bobowate i międzyplony bez stosowania środków ochrony roślin.
Rolnicy czują się samotni i zagubieni wśród zmieniających się regulacji, otrzymują niewystarczające wsparcie w zakresie biurokracji i formalnych reguł. Jednym z powodów jest słabość działania Ośrodków Doradztwa Rolniczego. Rolnicy w czasie protestu w marcu skarżyli się, że trudno im wdrażać działania w ramach Zielonego Ładu, jeśli szkolący ich doradcy nie zawsze nadążają za poszczególnymi przepisami i ich częstymi zmianami. Wielu badanych boli, że szkolący najczęściej są teoretykami, którzy sami nie prowadzą działalności rolniczej. Tym bardziej budzi to niepokój wśród rolników.
Za pozytywną kampanię informacyjną odpowiedzialny powinien być rząd i inne podmioty publiczne. Nie stać nas na odkładanie wdrażania Zielonego Ładu. Trudno jednak grać w grę, w której tak często zmieniają się zasady i są jasne dla niewielu uczestników.
Dr Ruta Śpiewak – pracowniczka naukowa Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN. Stypendystka Uniwersytetów USA i Finlandii. Od wielu lat członkini najstarszej kooperatywy spożywczej w Polsce – kooperatywy Grochowskiej.
„Czasami mam taki sen.
Idę na wycieczkę w góry i odkrywam domek na odludziu, który się pali.
Dzieci, wystające z górnych okien, wołają o pomoc. Dzwonię po straż pożarną. Ale nie przyjeżdżają, bo jakiś szaleniec powtarza im, że to fałszywy alarm.
Sytuacja staje się coraz tragiczniejsza, ale nie mogę przekonać strażaków, żeby przyjechali.
Nie mogę się obudzić z tego koszmaru”.
Stefan Rahmstorf, dyrektor działu analiz systemów ziemskich w Instytucie Badań Wpływu Klimatu w Poczdamie/www.isthishowyoufeel.com
Są tacy ludzie, którzy poświęcili swoje życie zawodowe zrozumieniu zmiany klimatu: jej przyczyn, skutków, jak minimalizować jej wpływ na nasz świat. Roztrząsają drobiazgowo wszelkie aspekty i detale cyrkulacji atmosferycznej, przemieszczania mas wody w oceanach, tego jak świat ożywiony oddziałuje z nieożywionym. Obliczają, sprawdzają, obserwują, po to by dostarczyć „zwykłym” ludziom oraz decydentom jak najlepszej wiedzy. Wiedzy, która może odegrać kluczową rolę w najbliższej przyszłości, pomagając zmierzyć się z ogromną przemianą w systemach podtrzymywania życia na Ziemi. Ci specjaliści: klimatolodzy, oceanolodzy, biologowie; badacze gleb, zmarzliny, drzew i prądów strumieniowych są także dziećmi, rodzicami, dziadkami i przyjaciółmi. Niepokojące sygnały wyłaniające się z obliczeń i tabelek potrafią przełożyć na konkretne zagrożenia dla swoich bliskich. W pewnym momencie praca zawodowa zaczyna więc niepostrzeżenie przenikać do ich życia osobistego, wywołując emocje, z którymi czasami trudno sobie radzić.
Tę chwilę opisuje dr Jacek Pniewski, fizyk, nauczyciel akademicki (córki 2 i 15 lat, syn 21 lat):
Kilka lat temu nie miałem jeszcze na tyle wiedzy, by głębiej zrozumieć, co się dzieje wokół nas, a anomalne zjawiska pogodowe nie były tak intensywne jak obecnie. Im więcej dowiadywałem się, tym większe ogarniało mnie przerażenie. Naukowiec, niezależnie od dziedziny, powinien prawdopodobnie zachować stoicki spokój, jednak wizja tego, że już za mojego życia będę świadkiem coraz częstszych tragedii i niepotrzebnego cierpienia ludzi oraz zwierząt, spowodowała z początku paniczny lęk. Świadomość, że moje dzieci, które zaufały mi oraz innym dorosłym, będą cierpieć z powodu niezawinionej przez siebie katastrofy klimatycznej, a także środowiskowej, była porażająca.
Znikające cuda i widmo katastrofy
Co czujesz myśląc o zmianie klimatu? – spytała naukowców Lena Fletcher z University of Massachusetts. Sfrustrowany, smutny, przytłoczony, zaniepokojony. Martwię się zniszczeniami, które wyrządzamy Ziemi. Nie chcę zostawiać takiego bałaganu do sprzątania moim dzieciom albo czyimkolwiek dzieciom – pisze profesor Peter Cox, a dr Jennie Mallelę, biolożkę morską smuci, że jej syn i jego przyjaciele, a także ich dzieci nigdy nie zobaczą niesamowitych rzeczy, które ona sama widziała. Znany klimatolog Michael E. Mann jest zaniepokojony tym, że jego córka, jej dzieci i wnuki będą pytać dlaczego moje pokolenie zawiodło, jeśli chodzi o podjęcie na czas działań, mogących zapobiec katastrofie. W wypowiedziach badaczy przebija troska o to, by dzieci – ich własne, ale także całe młode pokolenie – miały szansę dorastać w bezpiecznym, niezniszczonym świecie. To pragnienie łączy wszystkich rodziców, niezależnie od tego, jaki zawód wykonują. Jest mi przykro, że dzieci w swoich marzeniach o przyszłości będą musiały brać pod uwagę skutki postępującej katastrofy klimatycznej, zarówno te fizyczne jak i socjalne – mówi Marek (córka 10 lat, syn 16 lat), przedstawiciel coraz większej grupy osób, które choć nie zajmują się zmianą klimatu na co dzień, zaczynają rozumieć, że ich ukochane dzieci będą musiały stawić czoła rzeczywistości w coraz bardziej ponurych barwach. Wszystkie informacje, które do mnie docierają powodują, że czuję lęk i złość. Czuję też bezradność, a czasem przygnębienie. Przykro mi, czuję, że w jakiś sposób zawiodłam swoje dziecko – uczucia Lucyny (córka, 18 lat) nie są zapewnie obce wielu z nich.
„Od tej chwili kończy się rozpacz, a zaczyna działanie”
Jednak tam, gdzie pojawia się zagrożenie dla bliskich budzą się także inne emocje, nie tylko lęk i pesymizm. Budzi się chęć do walki i nadzieja. Negatywnym emocjom można przeciwstawić aktywne zaangażowanie. Działanie zmniejsza lęk, daje poczucie sensu, że robię więcej niż dotychczas – mówi Lucyna. Marek dodaje, że pozwala to poznać osoby, które mają podobne odczucia i dzięki temu można się poczuć mniej samotnie w tym tłumie ludzi, którzy żyją jak gdyby nic złego się nie działo. Jacek Pniewski przyznaje, że codziennie patrzy na plakat Banksy’ego z napisem: „From this moment despair ends and tactics begin”*, który daje mu nadzieję, że jeszcze nie wszystko stracone.
Ludzie nie akceptujący obecnej sytuacji organizują się w mniejsze i większe grupy, które chcą zmian. Dla dr Jessici Carilli te oddolne ruchy, mające na celu zmianę stylu życia i wytwarzające presję społeczną w kierunku bardziej zrównoważonego [stylu] życia są jasnym punktem pozwalającym zachować nadzieję. W artykule, który ukazał się w kwietniu 2019 roku w renomowanym czasopiśmie „Science”, grono naukowców, w tym znani klimatolodzy Michael E. Mann, Stefan Rahmstorf i Katharine Hayhoe, zdecydowanie wsparli masowe wystąpienia oraz strajki młodzieży i dzieci. Obawy młodych protestujących są uzasadnione – zatytułowali swój tekst, dodając, że twierdzenie to wspiera najlepsza dostępna wiedza naukowa, a obecne środki podejmowane w celu ochrony klimatu i biosfery są mocno nieadekwatne. Piszą też o ważnej roli dorosłych, podjęcia działań już, bo nie ma czasu na czekanie, aż [obecna młodzież] znajdzie się u władzy, a bez śmiałych i skoncentrowanych działań ich przyszłość jest krytycznie zagrożona. Pod tekstem podpisało się kilka tysięcy naukowców z całego świata wspierając zawarty w nim apel:
Aprobujemy i wspieramy żądanie [przez młodych] szybkich i energicznych działań. Jest to nasza [naukowców] odpowiedzialność społeczna, etyczna i zawodowa by oświadczyć bez wątpliwości: tylko jeśli ludzkość zacznie działać szybko i z determinacją może ograniczyć globalne ocieplenie, zahamować masowe wymieranie gatunków zwierząt i roślin a także zachować biologiczne podstawy produkcji żywności oraz dobrostanu obecnych i przyszłych pokoleń. To chcą osiągnąć młodzi ludzie. Zasługują na nasz szacunek i pełne wsparcie.
Na ten apel już odpowiedziała cała rzesza dorosłych, którzy stanęli u boku swoich i cudzych dzieci na strajkach. Ludzie coraz lepiej rozumieją sytuację związaną ze zmianą klimatu, a często tymi, którzy najskuteczniej potrafią ich zainteresować tematem są ich własne córki i synowie. To, jak zmienia się Ziemia staje się z tej perspektywy nie jakąś odległą, abstrakcyjną sprawą naukowców, ale bieżącym zagrożeniem dla bliskich. Dzieci skutecznie połączyły świat specjalistów od klimatu ze światem nauczycieli, położnych, specjalistów od marketingu, mechaników i informatyków. To ich wielka moc, dająca nadzieję lepszej przyszłości.
——————–
* „Od tej chwili kończy się rozpacz, a zaczyna działanie”
Źródła:
- Hagedorn i in., „Concerns of young protesters are justified”, Science nr 364, 2019 (https://science.sciencemag.org/content/364/6436/139.2)
- F. Lawson i in. „Children can foster climate change concern among their parents” , Nature Climate Change nr 9, 2019 (https://www.nature.com/articles/s41558-019-0463-3)
www.isthishowyoufeel.com
Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.
Krzysztof Wodiczko jest jednym z najważniejszych współczesnych polskich artystów.
Najnowszy projekt pt. „Żywe obrazy” to niezwykła podróż, w którą zabiera nas artysta wraz z bohaterkami i bohaterami swojego najnowszego dzieła. Jest to podróż bardzo bolesna. Mimo to warto w nią wyruszyć, gdyż będzie ona dla nas ważną lekcją o niedostatkach naszej demokracji. (więcej…)
Informacja prasowa Greenpeace, Nykiel (woj. wielkopolskie, 25.03. 2017 r.
“Odkrywka kradnie nam wodę!” – protest mieszkańców nad wyschniętą Notecią
25 marca br. mieszkańcy terenów zagrożonych działalnością kopalni odkrywkowych węgla brunatnego zgromadzili się w pobliżu wyschniętego na skutek działania odkrywek koryta Noteci niedaleko Konina (wschodnia Wielkopolska) i po raz kolejny wyrazili sprzeciw wobec budowy nowych odkrywek. Ponad 250 osób utworzyło łańcuch ludzi obok ogromnego, widocznego z lotu ptaka napisu “Odkrywka kradnie nam wodę!”.

Foto: Greenpeace/Flickr/Creative Commons
Jednym z istotnych problemów związanych z odkrywkami węgla brunatnego jest wysychanie gruntów rolnych, studni, stawów i potoków. To skutek działania leja depresji, czyli obszaru, na którym zwierciadło wód podziemnych pod wpływem odkrywki znacząco obniża się w stosunku do poziomu naturalnego. Sugestywnym symbolem tego zjawiska jest trwające od prawie dwóch lat, niezależnie od pory roku i ilości opadów, całkowite osuszenie koryta siódmej co do wielkości rzeki w Polsce, Noteci, na odcinku ok. 30 kilometrów. Dlatego w sobotę mieszkańcy 4 województw dotkniętych lub zagrożonych działalnością odkrywek (wielkopolskiego, kujawsko-pomorskiego, lubuskiego i dolnośląskiego), wspierani przez ekspertów i organizacje pozarządowe, zgromadzili się w miejscowości Nykiel niedaleko Konina i wspólnie zaprotestowali przeciwko budowie planowanej odkrywki Ościsłowo. Ponad 250 osób utworzyło łańcuch ludzi ciągnący się od suchej Noteci do leżącego w pobliżu zbiornika pokopalnianego w wyrobisku dawnej odkrywki Lubstów. Obok uczestnicy protestu rozłożyli ogromny, widoczny z lotu ptaka napis “Odkrywka kradnie nam wodę!”.

Foto: Greenpeace/Flickr/Creative Commons
Protest mieszkańców wsparli przedstawiciele Stowarzyszenia „Eko‑Przyjezierze”, Stowarzyszenia „Nasz Dom”, Fundacji „Rozwój tak – odkrywki nie”, Stowarzyszenia „Nie kopalni odkrywkowej” oraz Greenpeace Polska.
– To symboliczne miejsce, bo wyschnięta rzeka pokazuje problem, z którym od lat się zmagamy. Rolnikom na Kujawach i w Wielkopolsce już teraz zaczyna brakować wody do nawadniania pól, niemożliwa staje się uprawa wielu roślin. Wysychają ważne turystycznie jeziora Pojezierza Gnieźnieńskiego. Uruchomienie nowej odkrywki w Ościsłowie pogłębi dramatyczny problem z wodą w naszym pięknym regionie i zrujnuje życie wielu mieszkańców – powiedział Józef Drzazgowski, prezes Stowarzyszenia Ekologicznego “Eko-Przyjezierze”.

Foto: Greenpeace/Flickr/Creative Commons
Planowana odkrywka Ościsłowo wymusi wysiedlenie w całości lub części aż 13 miejscowości. Jej budowa oznacza ogromne straty dla rolnictwa, przyrody i dziedzictwa kulturowego regionu. Naukowo udokumentowany niszczący wpływ dotychczasowych kopalni odkrywkowych został uwzględniony przez Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska (RDOŚ) w Poznaniu, która 10 marca br. odmówiła wydania decyzji środowiskowej dla tej inwestycji. To jednak nie koniec zmagań mieszkańców o powstrzymanie budowy kopalni, gdyż inwestor, PAK KWB Konin, zapowiada odwołanie do wyższej instancji – Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska (GDOŚ).
– RDOŚ uznał wagę licznych niezależnych ekspertyz, które były miażdżące dla inwestora. To pokazuje, że czas wreszcie skończyć z tym chybionym pomysłem. Bronimy naszych miejsc pracy w turystyce, rolnictwie i przemyśle spożywczym. Zysk koncernu węglowego nie może być ważniejszy od dobrobytu mieszkańców i rozwoju regionu – powiedział Andrzej Dąbek, radny gminy Ślesin.
Nawet opierając się na optymistycznych założeniach raportu środowiskowego [1], można wyliczyć, że lokalna gospodarka będzie ponosić z powodu odkrywki straty rzędu 100 mln złotych rocznie przez 50 lat, chociaż sama eksploatacja węgla potrwa tylko 20 lat. Ponadto z powodu niestabilności gruntu na obszarach pokopalnianych tereny te nie będą mogły zostać zasiedlone jeszcze długo po zakończeniu wydobycia.
– Geologii nie da się oszukać – ekonomiczne zasoby węgla brunatnego niedługo się wyczerpią, a budowa nowych odkrywek to kolosalne koszty finansowe, gospodarcze i środowiskowe. Gołym okiem widoczne są dramatyczne skutki dotychczasowej eksploatacji odkrywek PAK-u na gospodarkę wodną. Wysychanie Noteci i okolicznych jezior to jeden z problemów, innym są np. źle oczyszczone wody z odwodnienia odkrywki Tomisławice, które zamieniły rzekę Pichnę w pozbawiony życia ściek. Węgiel brunatny to paliwo bez przyszłości, tym bardziej, że już od dawna nie jest jedyną opcją – powiedział dr Michał Wilczyński, niezależny ekspert ds. paliw i energii, były Główny Geolog Kraju.
Polska ma dobre warunki do rozwoju energetyki odnawialnej. Potencjał OZE w Polsce znacznie przekracza potrzeby energetyczne. System oparty na źródłach odnawialnych przynosi wielorakie korzyści, m.in. tworzy dziesiątki tysięcy miejsc pracy, głównie lokalnych [2]. Dynamiczny rozwój OZE jest wyraźnym światowym trendem, a także kierunkiem zmian proponowanych w unijnym pakiecie “Czysta energia dla wszystkich Europejczyków”, który Polska będzie miała za zadanie wdrożyć do swojego prawodawstwa [3].
– Czas skończyć z bałwochwalczym uwielbieniem dla węgla. Dalsze uzależnianie krajowej energetyki od tego archaicznego i brudnego paliwa godzi w polską rację stanu. Budowa kolejnych odkrywek to działanie na szkodę państwa polskiego, sprzeczne z interesem Polaków. Właściwym sposobem wzmocnienia bezpieczeństwa energetycznego Polski jest postawienie na rodzime źródła energii odnawialnej i poprawa efektywności energetycznej, a nie kopanie dziur w ziemi – powiedział dr hab. Leszek Pazderski, naukowiec i ekspert do spraw polityki ekologicznej Greenpeace Polska.

Foto: Greenpeace/Flickr/Creative Commons
Protest na pograniczu Wielkopolski i Kujaw wpisuje się w działania Break Free, globalnego ruchu ludzi, którzy nie chcą być dłużej bezbronni wobec koncernów energetycznych i negatywnych skutków zmian klimatu wywoływanych przez spalanie paliw kopalnych. Od 12 do 31 marca na całym świecie odbywają się pokojowe protesty, manifestacje i happeningi nawołujące do wejścia na drogę sprawiedliwej transformacji w kierunku odnawialnych źródeł energii i poprawy efektywności energetycznej.
[1] Raport o oddziaływaniu na środowisko odkrywki Ościsłowo, Przedsiębiorstwo Projektowo-Usługowe Ekogeo, Wargowo, lipiec 2015 r.
[2] [R]ewolucja energetyczna dla Polski – scenariusz zaopatrzenia Polski w czyste nośniki energii w perspektywie długookresowej, Instytut Energetyki Odnawialnej, Warszawa, październik 2013 r., http://www.greenpeace.org/poland/pl/press-centre/dokumenty-i-raporty/Rewolucja-energetyczna-dla-Polski/
[3] Unijny pakiet “Czysta energia dla wszystkich Europejczyków”, 30 listopada 2016 r. http://europa.eu/rapid/press-release_IP-16-4009_pl.htm
źródło: Greenpeace
Na 14 grudnia planowany jest protest pracowników Polskiego Busa. Będzie to pierwsze takie wystąpienie pracowników tej firmy, odkąd zaczęła ona działać na polskim rynku w czerwcu 2011 roku. Protest odbędzie się w Warszawie, pod siedzibą spółki Souter Holdings, która jest właścicielem Polskiego Busa.
Bezpośrednią przyczyną sprzeciwu pracowników są utrudnienia w działalności związkowej oraz niskie płace. Protest związany jest z represjami, jakim zostali poddani członkowie związku zawodowego Inicjatywa Pracownicza, którego komisja powstała w Polskim Busie we wrześniu z inicjatywy pracowników z województwa podkarpackiego. Od tego czasu właściciel firmy zwolnił już cztery osoby należące do tego związku. Problemy, jakie zgłaszane są Inicjatywie Pracowniczej to, poza niskimi płacami, wątpliwości w przestrzeganiu przez Polski Bus zasad BHP.
Firma nie zgadza się z zarzutami pracowników.
Przypomnijmy, że właścicielem spółki Souter Holdings jest kontrowersyjny szkocki biznesmen Brian Souter, który w swojej ojczystej Wielkiej Brytanii słynie z homofobii.
Dodał: Jakub Krzyżanowski
Eurodeputowany z grupy Zielonych José Bové wystosował list poparcia dla protestujących przeciwko budowie przez firmę Chevron wiertni do gazu łupkowego w miejscowości Żurawlów koło Zamościa. (więcej…)