W naszym ostatnim numerze Wojciech Mejor z Nyeleni Polska próbował zajrzeć pod pokrywkę etycznej konsumpcji. Czy wyłaniający się z tego artykułu krytyka sprawiedliwego handlu jest nomen omen sprawiedliwa? Prezentujemy polemikę Andrzeja Żwawy z Fairtrade Polska.

Serdecznie dziękuję, że „Zielone Wiadomości” 1/2022 (37) poświęciły tak dużo miejsca na Fairtrade:

– „Czy koronawirus stłumi modową rewolucję?”
– „Fairtrade w czasach Covid-19”
– Wojciech Mejor „Sprawiedliwość na sprzedaż”

Dziękuję panu Wojciechowi, że tak wiele uwagi poświęcił Fairtrade. Niestety jego tekst wymaga sporo wyjaśnień. Na początek przybliżmy terminologię.

W literaturze często pojawiają się zwroty „Fairtrade”, „Fair Trade”, „Sprawiedliwy Handel” a także „fair trade” i „sprawiedliwy handel”. Oto różnice między nimi:

– „Fairtrade” – określa system certyfikacji produktów będący własnością Fairtrade International.

– „Fair Trade” – jest to pojęcie szersze znaczeniowo od „Fairtrade” i odnosi się do całego ruchu Sprawiedliwego Handlu, włączając w to poszczególne organizacje oraz systemy certyfikacji organizacji i produktów.

– „Sprawiedliwy Handel” – polskie tłumaczenie zwrotu „Fair Trade”, używane zamiennie z angielskim oryginałem.

– „fair trade” pisane małymi literami oznacza uczciwość (justice), sprawiedliwość w relacjach handlowych i nie musi się odnosić wyłącznie do wyżej wymienionych ruchu, organizacji i systemów certyfikacji

– „sprawiedliwy handel”, czasem „uczciwy handel” – polskie tłumaczenie zwrotu „fair trade” w szerokim rozumieniu.

Tak więc Sprawiedliwy Handel to międzynarodowy ruch społeczny tworzony przez organizacje pozarządowe, działaczy i wolontariuszy oraz firmy, który dąży do większej równowagi w handlu światowym. Sprawiedliwy Handel powstał po to, aby mieszkańcy globalnego Południa produkujący m.in. kawę, herbatę, kakao, banany, miód, bawełnę czy nawet złoto, mogli godnie żyć z pracy własnych rąk. Podstawowe założenia Sprawiedliwego Handlu to dialog, przejrzystość i szacunek wobec rolników, pracowników najemnych i rzemieślników.

Produkty Sprawiedliwego Handlu są oznaczone certyfikatem potwierdzającym, że przy ich produkcji wypełniono standardy Sprawiedliwego Handlu, zgodnie z Międzynarodową Kartą Sprawiedliwego Handlu w ramach takich systemów certyfikacji Fairtrade, Naturland Fair, Fair for Life lub Ecocert Fair Trade oraz produkty dostarczane przez certyfikowane Organizacje Sprawiedliwego Handlu skupione w World Fair Trade Organization:

Fairtrade jest największym niezależnym systemem certyfikacji produktów Sprawiedliwego Handlu. W systemie Fairtrade działa już około 1,9 miliona drobnych rolników, pracowników najemnych i rzemieślników z ponad 70 krajów Afryki, Ameryki Łacińskiej, Karaibów, Azji i Oceanii, zrzeszonych w około 1880 organizacji producentów. Na świecie jest ponad 35 tysięcy certyfikowanych produktów Fairtrade, dostępnych w sklepach i restauracjach w ponad 125 krajach. Znakiem Fairtrade mogą być oznaczane produkty wytworzone zgodnie ze standardami Fairtrade. Standardy regulują trzy obszary zrównoważonej produkcji: ekonomiczny, środowiskowy i społeczny.

Korzyści dla rolników i pracowników w systemie Fairtrade:

Gwarantowana cena minimalna – chroni producentów na wypadek nagłych spadków cen na rynkach światowych. Jest to niezwykle pomocne w planowaniu domowych budżetów i rozwijaniu produkcji. W przypadku gdy cena rynkowa jest wyższa od gwarantowanej ceny minimalnej, producenci otrzymują za swe plony cenę rynkową.

Premia Fairtrade – dodatkowe środki wypłacane oprócz ceny skupu. Decyzje o jej przeznaczeniu podejmowane są wspólnie w drodze głosowania podczas Walnych Zgromadzeń spółdzielni lub związków pracowników plantacji. Środki z premii mogą służyć do sfinansowania budowy szkół, ośrodków zdrowia czy dostępu do wody pitnej. Jednocześnie producenci inwestują premię w modernizację produkcji, żeby podnosić wydajność i jakość plonów.

Zaliczki i stabilne, długofalowe kontrakty – pozwalają lepiej zarządzać domowym budżetem i inwestować w rozwój gospodarstw.

Ochrona środowiska lokalnego – dbałość o lokalne środowisko naturalne jest niezbędna, aby producenci Fairtrade mogli żyć i pracować w odpowiednich warunkach. Dlatego standardy Fairtrade regulują takie kwestie, jak właściwe używanie wody, gospodarowanie odpadami, stosowanie bezpiecznych środków ochrony roślin i zachowanie bioróżnorodności.

Przestrzeganie praw człowieka i praw pracowniczych – standardy Fairtrade bezwzględnie zakazują wszelkich form dyskryminacji, np. ze względu na płeć, pochodzenie czy wyznawaną religię, pracy niewolniczej i przymusowej pracy dzieci. Pracownicy najemni mają prawo tworzyć demokratyczne związki zawodowe. Oprócz zakazów Fairtrade prowadzi szereg programów mających na celu ochronę najsłabszych grup społecznych i edukację w zakresie praw.

Współdecydowanie o rozwoju Fairtrade – 50% głosów na Walnym Zgromadzeniu Fairtrade International należy do przedstawicieli sieci producentów. Dzięki temu mają oni realny wpływ na to, w jakim kierunku rozwija się organizacja.

Szkolenia – umożliwiają i przyspieszają rozwój gospodarstw i całych lokalnych społeczności. Szkolenia obejmują nie tylko poprawę wydajności i jakości produkcji, ale również zarządzanie organizacją, zdobywanie nowych umiejętności itd.

Fairtrade oferuje kilka znaków certyfikacyjnych. Są to m.in.:

Znak FAIRTRADE na czarnym tle umieszczany jest na produktach jednoskładnikowych (np. banany, kawa, orzechy nerkowca itp.), które mają certyfikat Fairtrade i są fizycznie identyfikowalne.

Znak FAIRTRADE ze strzałką umieszczany na produktach wieloskładnikowych, takich jak tabliczka czekolady czy płatki śniadaniowe. Wszystkie składniki dostępne na zasadach Fairtrade muszą być pozyskane na zasadach Fairtrade. Zdanie „Wszystkie składniki dostępne na zasadach Fairtrade” odnosi się do tego, że nie wszystkie surowce mają opracowane standardy Fairtrade. Np. mleko stosowane często do produkcji czekolady nie występuje w systemie Fairtrade (wyjaśnienie powodów tej sytuacji przekraczało by ramy tego tekstu). Natomiast jeśli dany składnik (np. kakao, cukier i wanilia) występuje w systemie Fairtrade to musi być zastosowany.

Znak ten wykorzystywany jest również na produktach jednoskładnikowych pozyskanych zgodnie z zasadami bilansu masy. Jest to możliwe tylko w przypadku kakao, cukru, soku owocowego i herbaty. Wprowadzenie tej zasady wynika z tego, że łańcuchy dostaw tych produktów (począwszy od lokalnych systemów skupu) uniemożliwiają fizyczne rozdzielenie surowców certyfikowanych i niecertyfikowanych, a więc ich fizyczną identyfikowalność. Oznacza to, że wprowadzenie do skupu np. 10% masy surowca certyfikowanego pozwala by „na wyjściu” 10% masy produktów uzyskało znak FAIRTRADE (ze strzałką) i z informacją, że surowieć został WPROWADZONY na zasadach Fairtrade tj. przy ich uprawie i skupie był przestrzegane standardy Fairtrade. Wskazana wartość procentowa nie może zostać zwiększona, tj. nie następuje „rozcieńczanie” surowca certyfikowanego surowcem niecertyfikowanym. Bezwzględne stosowanie fizycznej identyfikowalności bez oglądania się na warunki lokalne oznaczało by odcięcie rolników od korzyści z udziału w systemie Fairtrade. Oczywiście nie można takiej stosować w przypadku produktów ekologicznych – klient musi mieć pewność, że spożywany przezeń produkt powstał z surowców ekologicznych. Zasada bilansu masy jest stosowana także w innych systemach certyfikacyjnych, np. w przypadku drewna. Pomocna może być analogia związana z decyzją kupowania „zielonej energii”, choć oczywiście nie ma możliwości podpięcia się pod osobną sieć energetyczną, doprowadzającą prąd tylko z wiatraków i fotowoltaiki. Jednakże wybierając „zieloną energię”, płacimy właśnie za energię z wiatraków i fotowoltaiki a nie z elektrowni węglowych.

Znak Fairtrade na białym tle stosowany na produktach wieloskładnikowych, w których tylko wybrane składniki zostały pozyskane na zasadach Fairtrade. Aby móc stosować znak Fairtrade Sourced Ingredient, 100% wybranego składnika Fairtrade w produktach złożonych, liniach lub kategoriach produktów złożonych musi być pozyskane na zasadach Fairtrade. Niestety wymóg zastosowania np. w czekoladzie wyłącznie składników Fairtrade (np. kakao, cukier i wanilia) często bywa barierą dla firm, co zmniejszało popyt na surowce Fairtrade. Wprowadzenie tego znaku pozwoliło rolnikom uprawiającym np. kakao znacznie zwiększyć sprzedaż surowca.

Przechodząc bezpośrednio do omawianego tekstu.

Autor zadaje pytanie /…/ Tylko dlaczego pracowniczki zbierające kakao nie wiedzą, jak smakuje czekolada? Dlaczego ich na nią nie stać? /…/ Trudno na nie odpowiedzieć, gdyż nie wiadomo czy ono odnosi się konkretnie do Fairtrade czy nie. Oglądałem kiedyś film, w którym osoby uprawiające kakao były pytane do czego ono służy i okazywało się, że nigdy nie jadły czekolady i niewiele wiedzą o jej istnieniu. Pytanie, czy gdyby tę wiedzę miały, to by kupowały czekoladę, czy była by ona dostępna w ich miejscach zamieszkania, czy było by je na nią stać itd. Nie były to osoby uprawiające kakao z certyfikatem Fairtrade, jednak nie można wykluczyć, że i w spółdzielniach Fairtrade mogą się takie rzeczy zdarzyć. Trzeba sobie zdać sprawę, że poziom nierówności na świecie jest wciąż ogromny i mimo starań m.in. Fairtrade, ludzie w krajach Południa mają wciąż wiele pilniejszych potrzeb niż kupno czekolady.

Dalej Autor wspomina o /…/ duńskiej powieści „Maks Havelaar” /…/ Faktycznie jest to jednak powieść holenderska (ang. Dutch), a jej oryginalny tytuł „Max Havelaar” dał nazwę pierwszemu certyfikatowi Fairtrade, która jest wciąż używana w niektórych krajach:

Kolejne stwierdzenia Autora: /…/ żeby przeciętny konsument miał szansę zetknąć się ze sprawiedliwymi produktami, trzeba było wprowadzić je do zwykłych sklepów /…/ wymaga sprostowania. Otóż w Fairtrade nie to jest najważniejsze by konsument miał szansę zetknąć się ze „sprawiedliwymi produktami”, lecz by rolnik mógł w godziwych warunkach surowce wyprodukować i sprzedać za godziwym wynagrodzeniem, aby się utrzymać. Dlatego produkty te zaczęły trafić do masowego obiegu. Pojedyncze sklepy świata (world shops), prowadzone nierzadko przez entuzjastów i wolontariuszy i czynne w ograniczonym zakresie, absolutnie tego nie mogły zapewnić, zaś stworzenie alternatywnych kanałów masowej dystrybucji przekraczało możliwości ruchu.

Kolejne stwierdzenie Autora, które zawiera nieporozumienie to: /…/ Początkowo w ramach sprawiedliwego handlu importowano głównie rękodzieło, ale rynek szybko się nasycił /…/ bo trudno twierdzić by rynek ręcznie robionych szali, figurek, makatek itd. nasycił się produktami Sprawiedliwego Handlu. Na pewno nie są to jednak produkty, które dają utrzymanie rzeszom producentów. Nie są one masowo też kupowane. Dlatego faktycznie Fairtrade skupia się na produktach rolnych (spożywczych i bawełnie), uprawianych przez miliony ludzi od pokoleń.

Autor pisze: /…/ prywatna komercyjna spółka FLOCERT /…/ – weryfikacją spełniania standardów Fairtrade zajmuje się niezależna jednostka certyfikacyjna. Jest ona prywatna, czyli nie należy do rządu, samorządu, nie jest spółdzielnią itd. Jest komercyjna tj. osiąga zyski, ale przeznacza je na rozwój systemu Fairtrade.

/…/ Dwie inne największe organizacje certyfikujące to UTZ oraz Rainforest Alliance /…/ – na początku tekstu ujednoliciłem i wyjaśniłem terminologię, dodam jednak, że UTZ oraz Rainforest Alliance nie należą do ruchu Sprawiedliwego Handlu. Niemniej ważne: nie zajmujemy się oceną czy działania innych organizacji „są fair czy nie”, wręcz z radością witamy każdą inicjatywę wspierającą zrównoważony rozwój i poprawę losu rolników.

Dalej Autor pisze: /…/ Jednostki certyfikujące powinny stać na straży przestrzegania tych ideałów, ale w praktyce stały się wielkim, biurokratycznym pośrednikiem, a producenci często skarżą się, że nie stać ich na drogi proces certyfikacji i regularne audyty. /…/ O ile z pierwszym zdaniem trudno się spierać i jednostki certyfikujące faktycznie stoją na straży przestrzegania zasad, to już dalsza część wypowiedzi jest ogólnikiem, a z ogólnikami trudno dyskutować. Zastanawiam się jednak: pośrednikiem między kim a kim? Z jednej strony jest producent (rolnik) a z drugiej nabywca (konsument). Jednostka certyfikująca NIE pośredniczy w handlu między nimi. Certyfikuje producenta oraz firmy importujące i przetwarzające surowce i pozostaje wobec nich niezależna. Certyfikacja, aby była rzetelna, wymaga audytów czyli pracy. Nie da się ukryć, że jest to koszt i że wiąże się z pewnymi „biurokratycznymi” obowiązkami raportowania.

Zupełnie nietrafione jest zdanie /…/ Przecież normy certyfikacji ustalane są w Europie, a producenci mają się tylko podporządkować. /…/ Owszem, siedziba Fairtrade International znajduje się Europie, jednak system Fairtrade składa się z 3 kontynentalnych organizacji reprezentujących rolników z krajów Południa (Ameryka Łacińska + Karaiby, Afryka + Bliski Wschód, Południowa Azja + Oceania), które mają 50% głosów w ciałach decyzyjnych Fairtrade (pozostałe 50% należy do organizacji z krajów Północy zajmujących się propagowaniem Fairtrade). Przedstawiciele organizacji rolników z krajów Południa zasiadają również we wszelkich grupach roboczych i ciałach decyzyjnych Fairtrade. Od kilku lat to osoby z Południa pełnią funkcję Global CEO Fairtrade International. Natomiast FLOCERT posiada swe biura zarówno w Europie i Am. Północnej jak i w Ameryce Środkowej, RPA i Indiach.

/…/ gwarantuje producentom cenę minimalną i stabilniejszy zbyt niż rynkowe wahania /…/ – Fairtrade ustanawia tzw. cenę minimalną (minimalna cena gwarantowana), poniżej której nabycie surowca wyklucza możliwość oznaczenia go jako Fairtrade. Jest to więc gwarancja stabilniejszej ceny zbytu a nie stabilniejszego zbytu. Faktycznie, tak jak pisze Autor nie ma /…/ gwarancji, że całość certyfikowanej produkcji uda się sprzedać jako Fairtrade, bo nie ma wystarczającego popytu. /…/ Tak, to konsumenci decydujemy, czy rolnicy sprzedają surowce na warunkach Fairtrade. Rolnicy z pewnością są tym zainteresowani (bardziej niż tym, czy ich produkty są sprzedawane w hipermarketach, czy w Sklepach świata i kooperatywach spożywczych). Prawdopodobnie tego problemu dotyczą wspomniane przez Autora „doniesienia”, że /…/ niekiedy producentom wręcz opłaca się sprzedawać najlepszej jakości produkt bez certyfikacji, bo na logo Fairtrade jest mniejszy zbyt. /…/ Organizacje Fairtrade zajmują się propagowaniem znaku certyfikacyjnego, a nie sprzedażą oznaczonych nim produktów. Nie dają też gwarancji zbytu. O ile wiem, inne systemy certyfikacji też tego nie gwarantują. Znane mi są przypadki, gdy produkty ekologiczne sprzedawane były w cenie produktów konwencjonalnych, z którymi bywają zmieszane. Czy można za to winić organizacje ustanawiające standardy czy weryfikujące przestrzeganie tych standardów? To konsumenci są siłą napędową popytu.

/…/ Żeby certyfikowanie się opłacało, gospodarstwa muszą zrzeszać się w duże spółdzielnie (co samo w sobie jest z wielu względów bardzo korzystną praktyką dla rolników), te z kolei decydują, na co zostaną przeznaczone premie (Fairtrade Premium) /…/ – Fairtrade nie certyfikuje indywidualnych rolników lecz spółdzielnie (ale nie koniecznie duże!) nie dlatego, że ci pierwsi nie byliby w stanie zapłacić za certyfikację, lecz dlatego że nie byliby w stanie sprostać warunkom handlu międzynarodowego. Zrzeszając się w spółdzielnie, rolnicy mają szanse uzyskać efekt ekonomii skali, np. dzięki premii Fairtrade wspólnie uzyskują środku na szkolenia, podnoszenie jakości, przestawianie produkcji na ekologiczną, dywersyfikację upraw (czy to na eksport czy na własny użytek) czy w ogóle dywersyfikacji działalności (np. przyjmowanie turystów), tworzenie wartości dodanej np. przez rozpoczęcie przetwórstwa, aby wyjść ze schematu surowcowego, o którym wspomina Autor. Można twierdzić, że to spółdzielnie decydują, na co zostaną przeznaczane są premie, jednak są to przecież oddolnie zorganizowane kooperatywy, więc de facto decydują sami rolnicy. Oczywiście czasem robią to lepiej a czasem gorzej, jednak demokracja w podejmowaniu decyzji stanowi integralny element certyfikacji Fairtrade.

Autor wyraża opinię, że /…/ z reguły niewiele z wysokiej ceny certyfikowanych produktów trafia bezpośrednio do rolników /…/ – znów: trudno się odnieść do takich „reguł”. Przede wszystkim, warto pamiętać, że mitem są wysokie ceny certyfikowanych produktów – dzięki wprowadzeniu produktów Fairtrade do sieci handlowych nie są one już oferowane wyłącznie jako produkty premium – stały się dostępne dla przeciętnych konsumentów, o czym dobitnie świadczą gwałtownie rosnące wyniki sprzedaży. Należy jednak pamiętać, że na cenę produktów (nie tylko certyfikowanych) wpływa wiele czynników, nie tylko cena, którą otrzymuje rolnik: przechowywanie, transport, przetwórstwo, podatki, marże, marketing itd. itp. Nie wszystkie elementy da się wyeliminować (podatki) i nie zawsze trzeba. Część czynników wpływających na cenę to wartość dodana, którą z różnych powodów rolnik (czy szerzej: kraj producencki) nie zawsze zapewnia, przynajmniej obecnie. Autor pisze o direct trade i o krótkich łańcuchach dostaw. Jednak łańcuchy dostaw powinny być optymalne. Eliminacja pośredników nie zawsze jest łatwa ani celowa. O ile można przywieźć „w plecaku” pewną ilość kawy, wypalić i sprzedać w sympatycznej kooperatywie spożywczej, to już podobna skala w przypadku np. bananów może nie mieć sensu. Nawet jeśli się ono technicznie uda, to może mocno zawyżyć cenę (nie zadziała ekonomii skali). Nawet jeśli uda się znaleźć grupę majętnych nabywców, to pomyślmy jeszcze o tym ilu rolników obejmiemy takim systemem wsparcia. I choć Fairtrade to wciąż mały % rynku światowego, to już może się pochwalić sporym wpływem na poprawę warunków życia rolników, dzięki którym możemy ze spokojniejszym sumieniem za wciąż rozsądną cenę nabywać produkty, które od pokoleń „wrosły” w globalną gospodarkę i w styl życia mieszkańców Północy: kawa, herbata, kakao i jego pochodne, owoce tropikalne czy bawełniane tekstylia itd.

/…/ Przetwórstwo, dystrybucja i ustalanie zasad certyfikacji nadal są po stronie dużych organizacji na Globalnej Północy. Skupiając się na produktach nieprzetworzonych, bez dużej wartości dodanej, fair trade utrzymuje kolonialną logikę zarabiania na biedniejszych krajach, której krzywdy certyfikacja ma przecież łagodzić /…/ – jak wspomniałem, w Fairtrade i we Flocert głos globalnego Południa jest bardzo ważny. Natomiast jeśli chodzi o przetwórstwo i dystrybucje, to faktycznie marki z krajów Południa nie są jeszcze zbyt widoczne, choć są już jaskółki i to nie koniecznie pierwsze (przywołany przez Autora zarzut brzmi więc trochę nieświeżo). A dlaczego to tylko jaskółki? Znów: powodów jest wiele. Jednym z nich są przyzwyczajenia konsumenckie. Wprowadzenie nowej marki nie jest łatwe. Nie wszystkie spółdzielnie Fairtrade chcą i potrafią się tego podjąć. Te, które się tego podejmują mają do dyspozycji wsparcie Fairtrade, np. mogą wykorzystać otrzymaną premię Fairtrade, aby podnieść swoje kwalifikacje. Nie bez znaczenia jest również możliwość skorzystanie z doświadczeń i wsparcia innych organizacji Fairtrade.

Warto w tym miejscu przywołać ciekawy fakt, że znacząca część tekstyliów z bawełny Fairtrade szyta jest na Południu, np. w Indiach, podczas gdy polscy (ale nie tylko) klienci pytają firmy mające certyfikat Fairtrade „dlaczego nie zlecacie szycia u nas?”. Takie podejście, choć ma swoje uzasadnienia (ale to temat na inny artykuł) też nie ułatwia wyjścia ze schematu handlu surowcami.

/…/ Zależnie od systemu certyfikacji, żeby umieścić logo na produkcie, dystrybutor musi udokumentować sprawiedliwe pochodzenie tylko części składników (chociażby dlatego, że nie wszystkie składniki są dostępne z certyfikatem). Duże koncerny, takie jak Nestle czy Starbucks, z reguły zapewniają zaledwie 20 procent – absolutne minimum, żeby oficjalnie nazwać produkt „sprawiedliwym” /…/ – tu znów nie wiadomo do czego konkretnie Autor się odnosi, o jakim systemie pisze. Jak wspomniałem na wstępie, w systemie Fairtrade nie ma opisanej wyżej zasady. Nie wolno „rozcieńczać” surowców certyfikowanych niecertyfikowanymi. Inna sprawa jaki procent produktów danej marki posiada certyfikat. Tu znów: presja konsumentów to jeden z czynników, które mogą przynieść pozytywne zmiany w tym zakresie.

Pakt z diabłem” to długi fragment, który w zasadzie nie odnosi się do naszego ruchu. Opisuje niesprawiedliwości handlu światowego winiąc za to m.in. hipermarkety, w których to odbywa się większość sprzedaży produktów Fairtrade. Jednak podobne zarzuty można odnieść do sprzedawania w hipermarketach, które przyczyniają się do cierpień zwierząt, produktów vege. I podobnie: ws. sprzedawania tam produktów ekologicznych, zdrowotnych, slow, lokalnych, tradycyjnych, less waste itd. itp. Jednak większość społeczeństwa kupuje w hipermarketach. Tam jest największy obrót kawy, herbaty, bananów itd. Można pogodzić się z tym faktem i próbować wpływać na reguły TEGO handlu, godząc się jednocześnie z faktem, że jest to powolny, ewolucyjny proces. Można też skupić się na zmianach holistycznych, radykalnych, choć ograniczonych (na razie?) do węższego grona odbiorców (co można by określić właśnie „niewielkim plastrem na pocieszenie”). Można też pozostać w strefie komfortu i snuć wizje idealnego społeczeństwa i idealnej gospodarki. Rzecz w tym, że Autor nawet nie przedstawił takiej alternatywnej wizji, lepszej od tego jak DZIAŁA Fairtrade, poprzestając na ogólnikowym wytykaniu jego prawdziwych i nieprawdziwych niedoskonałości.

/…/ certyfikaty dotyczą głównie kilku wybranych surowców: kakao, bananów czy herbaty /…/ – to nieporozumienie. Tych surowców jest już kilkadziesiąt i lista stale rośnie. O ile pamiętam można by znaleźć nawet zieleninę, taką jak na zdjęciu obok tytułu. Natomiast druga ilustracja (przedstawiająca człowieka z torbą z dużym znakiem recyklingu) niezbyt pasuje do artykułu, bo może sugerować jakiś szczególny związek między Fairtrade a np. nurtem less waste. Choć oczywiście kwestie środowiska, w tym gospodarka obiegu zamkniętego, klimat itd. są dla nas ważne, to się na nich nie koncentrujemy, gdyż nie da się robić wszystkiego na raz. Stawienie zbyt wysokich wymagań nie musi sprzyjać postępowi.

/…/ Skoro więc certyfikacja Fairtrade nie jest ściśle związana z jakością produktów i ekologicznym sposobem uprawy, to nie jest prawdopodobnie brana pod uwagę, kiedy motywacją jest troska o własne zdrowie czy jakość spożywanych produktów. Ostatecznie chętniej dopłacimy do ceny produktu, jeżeli w grę wchodzi zdrowie nasze i naszych bliskich, niż kiedy chodzi o ludzi odległych o tysiące kilometrów /…/ – jak wspomniałem kwestie ochrony środowiska są istotną częścią kryteriów Fairtrade, choć należy jasno podkreślić, że punktem wyjścia jest tu prawo rolnika do zdrowego środowiska, takiego w którym on i jego potomkowie będą mogli żyć i pracować. Ponadto premia Fairtrade może zostać wykorzystania na dalsze działania proekologiczne (np. w zakresie recyklingu opakowań czy ochrony lokalnych siedlisk dzikich zwierząt), a nawet na dobrowolne przestawienie się na produkcję ekologiczną.

Po uzyskaniu certyfikatu rolnictwa ekologicznego spółdzielnia uzyskuje wyższą cenę minimalną. Skutkiem tego około połowy produktów Fairtrade ma dodatkowo certyfikat rolnictwa ekologicznego. Niemniej zrozumiała jest troska Autora, że prawa pracowników, ludzi oddalonych od konsumentów o tysiące kilometrów, mogą być mniejszą motywacją niż troska o zdrowie własne i rodziny. Bliższa koszula ciału. Mam jednak wrażenie, iż z tego faktu Autor wyciąga wniosek, że zamiast skupiać się na promowaniu odpowiedzialnej konsumpcji (np. Fairtrade) należy zająć się zmianami systemowymi. Kto jednak ma się tym zająć? Kto poprze takie zmiany (czy to w formie oddolnego aktywizmu czy na wyborach)? Czy Kowalski, który jako konsument niezbyt troszczy się o prawa pracowników, podejmie/poprze działania jako obywatel a nawet aktywista? Wątpię, choć chciałbym się mylić. Sądzę jednak, że prędzej Kowalski kupi (nawet nieświadomie) w swym ulubionym hipermarkecie produkt Fairtrade (zwłaszcza jeśli będzie on łatwo dostępny, dobry, tani) niż podejmie się działań (albo choćby je poprze), które spowodują, że certyfikaty przestaną być potrzebne, bo bycie fair stanie się dla firm obowiązkiem a nie wyróżnikiem.

/…/ O ile logo FT zawiera w sobie nominalnie obietnicę dobrego traktowania pracujących przy produkcji, to wiele innych czynników pozostaje dla konsumenta niewiadomą /…/ – znów: trudno się odnieść do tak enigmatycznej wypowiedzi. Nie rozjaśnia tego dalsza część wypowiedzi.

Chciałbym się odnieść do: /… / Inną sprawą jest popularność egzotycznych produktów. Banany, kakao i kawa zostały tak zintegrowane z zachodnią kulturą, że trudno jest sobie nawet wyobrazić sklep spożywczy bez bogatego wyboru czekolad, a kawa w papierowym kubku stała się czymś w rodzaju atrybutu miejskości i pracowitości. Podobnie jak okazjonalne loty samolotem, importowane produkty na dobre zagościły w menu szanujących się mieszczan /… / – jednak trudno zrozumieć, gdzie tu jest zarzut czy propozycja zmiany, którą dało by się potraktować serio. Kawa i kakao są z nami od pokoleń. W międzykontynentalny handel herbatą czy tzw. przyprawami korzennymi zostaliśmy „wmanewrowani” (używając określenia autora) jeszcze przed epoką wielkich odkryć geograficznych Europejczyków.

Oczywiście możemy sobie wyobrazić nasze życie bez tych produktów i wzmacniać lokalne rynki (kawa z prażonych pestek derenia naprawdę daje radę, a do tego ma alternatywy takie jak kawa z żołędzi, cykorii i orkiszu; herbatki ziołowe naprawdę bywają super, jest też pieprz ziołowy itd. itp.). Tylko, że to jest zmiana naszego życia. A co z życiem milionów rodzin utrzymujących się z produkcji Coffea L., Camellia sinensis, Saccharum officinarum L. itd.? Oczywiście ci ludzie też mogą wzmacniać swoje lokalne rynki: zastąpić cash crops zróżnicowanymi uprawami roślin zapewniającymi im zdrowe wyżywienie. Część pól będą musieli przeznaczyć pod budowę fabryk leków, maszyn rolniczych, komputerów itd., bo produkując żywność wyłącznie na własnej potrzeby nie będą mieli pieniędzy by te dobra nabywać. A teraz serio: większa samowystarczalność jest nam wszystkim potrzebna. Być może nawet zmiany te zostaną wymuszone przez kolejne kryzysy. Jednak współpraca międzynarodowa to nie tylko wady. Nawet jeśli się to neguje, to trudno oczekiwać by wszyscy zechcieli przestawić się na autarkię.

Autor twierdzi, że /…/ podejmowanie drobnych, etycznych decyzji zakupowych przy jednoczesnym ignorowaniu strukturalnych powodów destrukcyjnych modeli biznesowych nie zmieni świata na lepsze. Na pierwszy rzut oka świadomy konsumpcjonizm jest moralnie słusznym, odważnym ruchem, ale w rzeczywistości odbiera nam sprawczość. Drenuje nasze konta bankowe i odwraca uwagę od prawdziwych mechanizmów władzy. /…/ Fairtrade /…/ sam w sobie niewiele robi, żeby je rozwiązać. Nie podważa istoty systemu /…/. Oczywiście z pokorą przyjmujemy opinię Autora, że robimy niewiele. Być może jednak Autor nie ma świadomości, że Fairtrade to nie tylko certyfikat nadawany produktom spełniającym określone kryteria. Organizacje Fairtrade prowadzą i wspierają (np. poprzez Fair Trade Advocacy Office w Brukseli) rozliczne działania rzecznicze na rzecz zmian ustawodawczych obejmujących to, czego wymagają kryteria certyfikacyjne! Można by sądzić, że jest o podcinanie gałęzi, na której się siedzi. Sądzimy jednak, że mimo zwiększania się wymogów prawnych jest miejsce na certyfikaty, które wymagają od biznesu więcej niż prawo, które dają producentom i konsumentom więcej niż daje prawo.

Jeszcze raz dziękuję Autorowi i Redakcji za możliwość refleksji nt. naszych działań.

Z poważaniem
Andrzej Żwawa, CEO Fairtrade Polska


 

Pracownicy niemieckiego Amazona w Koblencji, mieście leżącym w landzie Nadrenia-Palatynat, rozpoczęli ponownie strajk protestacyjny. Tak jak poprzednim razem poszło o pieniądze. Pracownicy domagają się od pracodawcy, by ten honorował krajowe porozumienie w handlu detalicznym. Porozumienie takie, które zawarły związki zawodowe, sektor prywatny oraz państwo (jako gwarant), uznało podniesienie pensji w tym sektorze gospodarki. Amazon jednak nie wziął udziału w rozmowach, co skrytykowali jego pracownicy.

Organizatorem protestu jest Zjednoczony Związek Zawodowy dla Sektora Usług (niem. ver.di), który zorganizował słynne protesty z 2013 r., które doprowadziły do przeniesienia części sektora logistycznego Amazona do Polski.

Dodał: Łukasz Markuszewski

W środę 4 lutego w siedzibie Fundacji im. Stefana Batorego odbyła się konferencja zorganizowana przez Komitet Kryzysowy Humanistyki Polskiej. Czy deklaracje o większej solidarności to zapowiedź bardziej asertywnej postawy środowisk naukowych wobec rządu? (więcej…)

O zakładach Trend Fashion w podkrakowskich Myślenicach zrobiło się niedawno względnie głośno. 23 września przed fabryką odbyła się pikieta małopolskiej Solidarności wyrażająca wsparcie dla pracownic. Chodziło o ponowne zatrudnienie nielegalnie zwolnionych ośmiu z nich, podniesienie płac oraz poprawę warunków pracy. To kolejny etap w ciągnącej się już prawie dwa lata walce o godność pracownic. (więcej…)

Co widzimy, patrząc na kraby albo banany w supermarkecie?

Żyjemy w gmatwaninie współzależności, a w erze globalizacji jest to tym bardziej znaczące. Np. warunki pracy hodowców bananów na Wyspach Karaibskich i stan ekosystemu tych wysp są w określony sposób powiązane z regulacjami globalnego handlu, a także z konsumentami kupującymi banany na całym świecie.

Aby poradzić sobie z globalnym kryzysem ekologicznym, musimy dostrzec współzależności między różnymi wymiarami kryzysu i zrozumieć, w jakiego rodzaju błędnym kole utkwiliśmy. Musimy wydobyć się z kolein utartych nawyków, społecznych konwencji i pewnej „infrastruktury mentalnej” – wedle określenia niemieckiego psychologa społecznego Haralda Welzera. Powinniśmy pozwolić sobie na eksperyment i na doświadczenie alternatywy. W ciągu ostatnich czterech dekad eko-artyści rozwinęli jeden ze znaczących i inspirujących sposobów, aby zrobić te trzy rzeczy: dostrzec, zrozumieć i sięgnąć po alternatywy.

Jedną z takich artystek jest Shelley Sacks, która przyjrzała się bliżej współzależnościom między bananami, robotnikami i konsumentami. Mieszkając we wczesnych latach 70. w RPA, zaczęła zbierać i suszyć skórki od bananów. Zastanawiała ją sytuacja producentów i ekonomiczne sieci, w które byli uwikłani. W latach 90., już w Wielkiej Brytanii, rozpoczęła projekt zatytułowany „Wartości wymienne: obrazy żywotów niewidzialnych” (Exchange Values: Images of Invisible Lives). Zakupiła sporo bananów, wysuszyła je i zbudowała z nich ciemne płachty, na których umieściła zdjęte z firmowych skrzynek etykiety z ewidencyjnym numerem uprawy. Przeprowadziła wywiady z farmerami uprawiającymi te konkretne banany na karaibskich Wyspach Nawietrznych. Organizowała spotkania zarówno brytyjskich konsumentów (częstując ich na spotkaniu bananami i zbierając skórki), jak i karaibskich producentów. W obu przypadkach dyskutowano o globalnych współzależnościach i przywoływano zasady sprawiedliwego handlu. Sacks organizowała także spotkania towarzyszące instalacjom artystycznym w różnych muzeach, zestawiając słodko pachnące bananowe płachty z odtwarzanymi głosami producentów bananów, mówiących o swoich raczej gorzkich warunkach życia i pracy.

Według artystki spotkanie z jej pracami ma wartość transformacyjną:

„Chociaż samo odsłuchiwanie głosów niewidzialnych producentów nie powoduje natychmiastowej zmiany status quo, słuchacze opowiadali mi później, że doświadczenie fizycznej nieobecności wytwórcy było namacalne – wytwórcy, którego «skórka» jest rozciągnięta przed nami, podczas gdy wewnątrz słyszymy jego głos. Wszystko to uruchamia wyobraźnię i wywołuje wewnętrzne poruszenie, które następnie przenosimy na zewnątrz. Ludzie przyznawali, że to doświadczenie zrodziło w nich gotowość do świeżego spojrzenia. Dało im siłę do szukania dróg zmiany świata na lepsze i do aktywnego działania w tej sprawie” (Shelley Sacks, „Exchange Values Six Years On”, www.exchange-values.org).

Sztuka ekologiczna potrafi wiązać ze sobą zagadnienia z różnych dziedzin: łączy płaszczyznę ekologiczną, społeczną, kulturową, polityczną i gospodarczą. Eko-artyści badają i ujawniają powiązania między człowiekiem a innymi (zwierzętami, roślinami itd.) z jednej strony tu i teraz, a z drugiej – wtedy i tam, oscylują między perspektywą krótko- i długoterminową, między skalą lokalną i globalną. Artyści uwypuklają te współzależności, które powinny być powszechnie znane, pracują nad nimi, eksperymentują. Nie działają jednak jak samotni herosi, ale raczej starają się kształtować i udostępniać wspólną przestrzeń dla szerszej grupy uczestników, aby wspólnie badać i wspólnie zmieniać zastaną sytuację. Sztuka ekologiczna stosuje te same wspólnotowe zasady, które znajdują wyraz w ruchu na rzecz dóbr wspólnych (commons) czy ekomiastach (transition towns).

Inny przykład eko-artu dotyczy pewnego gatunku krabów ze Sri Lanki. Para amerykańskich artystów Helen Mayer Harrison i Newton Harrison pracowała w latach 1972-1984 nad „Cyklem laguny” (Lagoon Cycle) – projektem, który uczynił z nich wiodących przedstawicieli eko-artu. W pracy tej łączyli artystyczne dociekania z naukowymi badaniami nad złożonością ekosystemowych warunków koniecznych do podtrzymania cyklu reprodukcyjnego krabów przebywających w sztucznych warunkach w Kalifornii. Projekt Harrisonów przyjął postać tekstu i obrazu, a „Cykl laguny” to jednocześnie książka i wystawa artystyczna, a niekiedy również performance.

Opowieść, jaką snują w „Cyklu laguny”, rozgrywa się na przemian między dwoma głównymi bohaterami. Lagunotwórca proponuje technologiczne rozwiązania problemu odtworzenia ekosystemu, w którym kraby mogłyby żyć w Kalifornii tak, jak w swoim naturalnym środowisku. Natomiast Świadek stara się krytycznie zbilansować i ocenić te propozycje. W tym celu bohaterowie odwiedzają Sri Lankę, poznają to miejsce, rozmawiają z miejscowymi rybakami. Lagunotwórca ma zamiar sprowadzić do Kalifornii kraby – „twarde sztuki” zdolne przetrwać niemal w każdych warunkach. Chce odtworzyć naturalne dla nich środowisko. Okazuje się jednak, że to trudne zadanie. Mimo to marzy dalej, projektując zakrojony na dużą skalę system hodowli krabów, który jednocześnie ma przywrócić do życia jezioro Salton Sea w Kalifornii. Skonfrontowany z ogromem ekologicznej katastrofy w Salton Sea, obmyśla gigantyczny system kanałów, aby odprowadzić zanieczyszczoną wodę do Zatoki Meksykańskiej i dalej do Pacyfiku. Jednak Świadek podnosi alarm, uprzytomniając Lagunotwórcy konsekwencje jego planów. Wspólnie dochodzą do wniosku, że przemieszczenie zanieczyszczonej wody z Salton Sea do Pacyfiku to krótkowzroczny, niemądry pomysł.

W swoich poszukiwaniach zrozumienia i kontroli, obaj bohaterowie napotykają rozmaite trudności. Pojawiają się też inni bohaterowie, stanowiący uosobienie bądź to „typowego” przedstawiciela społeczeństwa i kultury Sri Lanki, bądź społeczeństwa północnoamerykańskiego/„zachodniego”, bądź mechanizmów gospodarki rynkowej, a także skostniałych perspektyw roztaczanych przez niektóre dyskursy kapitalistyczne i marksistowskie. Współpraca Lagunotwórcy i Świadka uczy ich m.in. doceniać lankijską kulturę-w-naturze, w przeciwieństwie do dominującej w USA kultury-częściowo-poza-naturą. Ich cykle uczenia się splatają razem złożone wzory ekosystemów, stosunków społeczno-ekonomicznych i technologii w obu krajach. W obliczu globalnej zmiany klimatu „Cykl laguny” kończy się poetycką wizją, w której ludzkość wycofuje się łagodnie, wzdłuż brzegów rzek i oceanów.

Pośród stale rosnącej liczby przykładów eko-artu praca Shelley Sack o bananach i przygoda Harrisonów z krabami pozostają wzorcowe. Projekty sztuki ekologicznej często pociągają za sobą konkretne interwencje i wynalazki, związane z rewitalizacją lokalnych i regionalnych ekosystemów, a także z wzmocnieniem głosu miejscowych społeczności. Zgodnie z oświadczeniem wydanym wspólnie przez międzynarodową sieć przedstawicieli eko-artu www.ecoartnetwork.org, sztuka ekologiczna „powinna być zgodna z etyką ekologiczną zarówno w treści/formie, jak i użytych materiałach”. Artyści tego nurtu na ogół podpisują się pod przynajmniej jedną z poniższych zasad.

  • zwracać uwagę na sieci wzajemnych zależności w środowisku – na fizyczne, biologiczne, kulturowe, polityczne i historyczne aspekty ekosystemów;
  • tworzyć prace z naturalnych materiałów lub wykorzystywać siły natury takie jak wiatr, woda czy światło słoneczne;
  • odzyskiwać i odbudowywać zniszczone środowisko;
  • informować opinię publiczną o zależnościach ekologicznych i o problemach, z jakimi przyjdzie się zmierzyć;
  • odkrywać na nowo ekologiczne współzależności, tworzyć i proponować nowe możliwości koegzystencji, trwałego rozwoju i naprawy środowiska.
  • Eko-art w swoim najlepszym wydaniu jest nie tylko narzędziem podnoszenia świadomości ekologicznej oraz społecznej mobilizacji. Zwiększa też naszą wrażliwość na złożoność otaczającego świata. Nie poradzimy sobie z zawiłymi współzależnościami, dopóki będziemy patrzeć na świat przez pryzmat nowożytnych dychotomii, którymi nawykowo myślimy. Wychodząc poza dychotomię ciała i umysłu, mamy szansę uczyć się ciałem. Wychodząc poza dychotomię państwa i rynku, mamy szansę zbudować społeczeństwo oparte na dobrach wspólnych. Kolejną fundamentalną dychotomią, która zaćmiewa nasze rozumienie rzeczywistości, jest przeciwieństwo natura-kultura. Aby je przekroczyć, musimy nauczyć się cenić wartość i witalność kultury, która nie wzięła rozwodu z naturą.

    Fragment publikacji „Toward Global (Environ)Mental Change: Transformative Art and Cultures of Sustainability” wydanej przez Fundację im. Heinricha Bölla. Tekst dostępny na licencji CC-BY-SA. Przeł. Rafał Czekaj.

    Każdego roku 168 tys. ludzi umiera w Unii Europejskiej wskutek wypadków lub chorób związanych z pracą. Kolejne 7 milionów zostaje rannych w wypadkach przy pracy. W przypadku Francji oznacza to 18 tys. zgonów rocznie. To dlatego Unia Europejska dąży do harmonizacji polityki w dziedzinie zapobiegania wypadkom i chorobom zawodowym. Chodzi o to, aby wszędzie działać możliwie najskuteczniej, gdyż oznacza to ratowanie ludzkiego życia.

    W tym duchu komisja zatrudnienia i spraw socjalnych w Parlamencie Europejskim przyjęła znaczną większością głosów (36 za przy 2 przeciwnych) przygotowany przeze mnie raport oceniający realizację europejskiej strategii w dziedzinie bezpieczeństwa i higieny pracy na lata 2007-2012.

    Jestem bardzo szczęśliwa z tego powodu. Przez szereg miesięcy musiałam krok po kroku negocjować go z przedstawicielami innych frakcji i dzięki wytrwałemu powtarzaniu moich racji udało mi się przekonać ich do pewnych kluczowych z zielonej perspektywy idei. Podczas gdy Komisja Europejska utrzymuje punkt widzenia cokolwiek stronniczy i restrykcyjny, moi koledzy i koleżanki w komisji zatrudnienia zgodzili się uwzględnić bardzo szeroki zakres tematów. Także tych, które drażnią!

    Szczególnie dumna jestem z tego, że komisja zatrudnienia poparła mój postulat europejskiej legislacji chroniącej osoby, które nie wahają się stawić czoła swoim przełożonym, aby poinformować opinię publiczną o nowych zagrożeniach, które stwarzają ryzyko dla ich własnego zdrowia i dla zdrowia innych. Chodzi o odważne jednostki, takie jak André Cicolella, ukarany w 1994 r. przez przełożonych za to, że publicznie ujawnił zagrożenia związane z eterem glikolowym. Wiedzę o ryzyku związanym z azbestem, energią atomową, chorobą wściekłych krów i mnóstwem innych problemów ekologicznych i sanitarnych zawdzięczamy ludziom, którzy w którymś momencie zdecydowali się zaalarmować opinię publiczną. Są oni objęci prawną ochroną np. w Wielkiej Brytanii, której prekursorskie prawo chroniące whistle-blowers ma już ponad 10 lat.

    Zdecydowałam się również położyć szczególny nacisk na ryzyka psychospołeczne, które gwałtownie nasiliły się w ostatnich latach w związku z niewłaściwą organizacją pracy oraz niepewnością zatrudnienia. Kilka miesięcy temu odbyłam poruszające spotkanie z byłymi pracownikami France Télécom, i to także w ich imieniu prowadziłam moją walkę. [W ostatnich latach we France Télécom i innych francuskich firmach miała miejsce fala samobójstw na tle wybitnie stresujących warunków pracy – przyp. red.]. Dziś istnieje dobre europejskie porozumienie dotyczące stresu w miejscu pracy, wynegocjowane przez partnerów społecznych jeszcze w 2004 r. Obecnie zwracamy się do Komisji z żądaniem zatroszczenia się o to, aby państwa członkowskie, które dotąd nie wprowadziły tego porozumienia w życie, zrobiły to bez zbędnej zwłoki. To dopiero początek, ale musimy od czegoś zacząć, aby pójść dalej.

    W raporcie krytykujemy też krajowe strategie BHP obowiązujące w niektórych krajach członkowskich, ponieważ – choć ledwie mieści się to w głowie – nie zawsze uwzględniają one wśród swych celów walkę z chorobami zawodowymi. Podobnie żądamy od Komisji niezwłocznego reagowania w przypadku, gdy w tym czy innym kraju członkowskim stwierdzi się naruszenie prawa wspólnotowego. A jest tu co robić, choćby w kwestii właściwego wdrażania europejskiego prawa dotyczącego czasu pracy.

    Poza tym domagamy się zwiększenia roli dialogu społecznego i bezpośredniego współudziału pracowników w tworzeniu i realizacji polityki zapobiegania wypadkom i chorobom zawodowym. Oczekiwanie takie słyszałam nie tylko ze strony związków zawodowych, lecz także organizacji pozarządowych działających w sektorze społecznym.

    Nie zapominamy oczywiście, że mężczyźni i kobiety w różny sposób doświadczają chorób zawodowych i wypadków przy pracy, i domagamy się od Komisji Europejskiej, aby we wszystkich swych propozycjach brała to pod uwagę.

    Na koniec warto wspomnieć o kluczowym problemie azbestu. Ta zabójcza substancja wciąż jeszcze występuje w licznych budynkach. Żądamy, aby wszystkie państwa członkowskie podjęły jak najszybciej wszelkie możliwe działania, aby uwolnić się w końcu od azbestu, ponieważ obecna sytuacja woła o pomstę do nieba.

    Niestety nasza propozycja, by wskazać na zagrożenia związane z praktyką zlecania produkcji w łańcuchu podwykonawców, została stanowczo odrzucona przez konserwatywno-liberalną większość. Nie tylko sprzeciwili się oni stworzeniu prawa regulującego tę metodę, ale posunęli się aż do usunięcia z raportu wszelkich wzmianek na ten temat! Rzecz jasna nie zamierzam się poddawać i ponownie podniosę tę kwestię, kiedy zajmiemy się wstępnym opracowaniem treści przyszłej strategii w dziedzinie BHP na lata 2013-2020.

    Artykuł opublikowany na blogu Échos d’euro-écolos 24 listopada 2011 r. Przeł. A.O.

    Duża część wielkich marek odzieżowych i sportowych posiada tzw. reguły dobrych praktyk i deklaruje przywiązanie do rygorystycznych zasad etycznych. Dlaczego więc co chwilę zalewają nas przykłady drastycznych wypadków łamania praw człowieka? (więcej…)

    Serwis HiperWyzysk.pl umożliwi pracownikom sieci handlowych i firm ochrony anonimowe zgłaszanie problemów z pracodawcami. „Zielone Wiadomości” objęły ten projekt patronatem. O sytuacji pracowników handlu i ochrony rozmawiamy z Alfredem Bujarą z NSZZ Solidarność. (więcej…)

    Jeżeli dochodzi do rozprawy w sądzie pracy, oznacza to przegraną pracowników na poziomie zakładu pracy. Bo nie byli zorganizowani, bo nie umieli sprzeciwić się, gdy zwalniano ich kolegę lub koleżankę. Walka o interesy pracownicze musi zacząć się od pokonania indywidualistycznego myślenia. (więcej…)