W Polsce od wielu lat trwają próby podważenia mandatu Polek i Polaków do współdecydowania o tym, jak traktujemy środowisko i przyrodę w naszym kraju. W ostatnich dniach byliśmy świadkami kolejnej odsłony tego procesu. “Poprawka Kopcia” i zamieszanie wokół niej nie powinny jednak odwracać uwagi od tego, że problem jest znacznie poważniejszy.

Oświadczenie Fundacji ClientEarth Prawnicy dla Ziemi, Frank Bold, Greenpeace, Pracowni na rzecz Wszystkich Istot i WWF w sprawie prób ograniczania społecznej kontroli nad inwestycjami o znacznym wpływie na środowisko.

W zeszłym tygodniu w Senacie przegłosowana została poprawka zgłoszona przez Tadeusza Kopcia (Porozumienie) praktycznie uniemożliwiająca stronie społecznej udział na prawach strony w postępowaniach administracyjnych, w tym także w postępowaniach dotyczących ochrony środowiska, czyli w procesach, w których określane jest, jak poszczególne inwestycje wpływają na nasze wspólne dobro: przyrodę, powietrze, wodę i glebę.  Za poprawką “przez pomyłkę” zagłosowali senatorowie opozycji, co doprowadziło do burzy medialnej, a w konsekwencji do odrzucenia tego złego przepisu przez Sejm.

Nie może jednak umknąć uwadze, że w procesie legislacyjnym zgłaszane były inne poprawki, dużo dalej idące w ograniczaniu praw obywatelek i obywateli w kwestiach środowiskowych. Nie zostały one co prawda uwzględnione, jednak w dużej mierze ze względów formalnych, a nie merytorycznych, zaś ich autorzy zostali zaproszeni do rozmów w Ministerstwie Środowiska i Klimatu.

Tego, że szkodliwe zmiany w jakiejś formie wrócą do Sejmu można być niemal pewnym. Od lat podobne próby podejmowane są przez różne środowiska (głównie biznesowe, ale nie tylko), wyznające prymat podejścia ultrainwestycyjnego (które w imię zysków nie liczy się z nikim i z niczym) nad partycypacyjnym (uwzględniającym głos obywatelski). Nakładają się na to ciągle powtarzane podejścia do pętania organizacji społecznych, takie jak ubiegłoroczna “ustawa Wosia” czy “trójpak Szyszki” z 2016 roku.

Do tej pory żadna z podobnych prób nie zakończyła się sukcesem, ale nie jest powiedziane, że kolejnej się to nie uda. Co ważniejsze i jednocześnie najsmutniejsze, ci, którzy od lat koncentrują się na próbach ograniczania udziału strony społecznej w decyzjach, produkują często prawo (a także lobbują za nim), które w niewystarczającym stopniu chroni środowisko i nasze prawo do współdecydowania o nim.
Dodatkowo, wiele z propozycji legislacyjnych w ostatnich latach stoi w sprzeczności z obowiązującymi Polskę przepisami prawa unijnego i międzynarodowego, może więc doprowadzić do kolejnych postępowań naruszeniowych, kończących się przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Komisja Europejska, jako „strażnik Traktatów”, traktuje ograniczanie udziału społeczeństwa jako naruszenie prawa unijnego.

My, Polki i Polacy, potrzebujemy ocen oddziaływania na środowisko i potrzebujemy obywatelskiego udziału w procesie ich powstawania. Dzięki temu możemy współdecydować o tym, czy za naszym płotem powstanie zakład produkcyjny, ferma przemysłowa czy wysypisko śmieci i nie jesteśmy zdani wyłącznie na opinię kierującego się własnym interesem inwestora. Bez oceny oddziaływania na środowisko, na którą obecnie strona społeczna ma wpływ, nie powstanie kopalnia odkrywkowa, a więc ogromna dziura w ziemi o skutkach szkodliwych dla tysięcy ludzi. Jeśli organizacje będą się bały dołączać do postępowań administracyjnych, to zwykli obywatele będą pozostawieni sami sobie, w zawieszeniu między biznesplanem inwestora a ambicjami politycznych decydentów.

Należy podkreślić, że wbrew obiegowym i nie popartym faktami opiniom, organizacje ekologiczne nie są przeciwne inwestycjom, a jedynie oczekują ich prowadzenia zgodnie z prawem i w sposób, który dla środowiska i ludzi nie będzie destrukcyjny. Legendarne już protesty w obronie doliny Rospudy nie miały na celu pozbawienia mieszkańców wygodnych dróg, ale takie ich wytyczenie, aby omijały cenne przyrodniczo tereny. Być może zbyt rzadko mówi się o tym, jaki był finał tej historii: Augustów ma obwodnicę, dolina Rospudy nie została zdewastowana, a udało się to dzięki zaangażowaniu strony społecznej w proces przygotowania inwestycji. Takich przykładów – mniejszych lub większych – są w Polsce dziesiątki.

Organizacje społeczne we współdecydowaniu o środowisku i wpływie inwestycji są po prostu niezbędne, a ich prawa są gwarantowane umowami międzynarodowymi i prawem Unii Europejskiej. Prawa obywateli i obywatelek w tej sprawie powinny być poszerzane, a nie ograniczane. Obecnie – niestety – ochrona tych praw wciąż jest daleka od pożądanej, także najnowsza nowelizacja (bez “poprawki Kopcia”) wielu problemów nie rozwiązuje. Tym bardziej musimy zatem podkreślić, że każda kolejna próba ograniczania wspomnianych praw spotka się z naszym zdecydowanym sprzeciwem. Deklarujemy też wsparcie dla każdej propozycji, która procesy środowiskowe uczyni korzystniejszymi dla ludzi i przyrody.

Źródło: Fundacja ClientEarth Prawnicy dla Ziemi

Fot. Michał Chilmon (www.betterly.pl).  Most nad Rospudą – obwodnica Augustowa.


 

Muzułmańska mniejszość wyznaniowa, oficjalnie wielkości 4% populacji, a prawdopodobnie znacznie większa, nie będzie miała żadnego reprezentanta w nowym, wybranym w częściowo demokratycznych wyborach, parlamencie Birmy.

Spośród ponad sześciu tysięcy kandydatów tylko dwudziestu ośmiu (pół procenta) stanowili muzułmanie. Państwowa komisja wyborcza część muzułmańskich kandydatur zablokowała pod pretekstem wątpliwości co do miejsca narodzin ich rodziców. Wszystko to jest efektem sporej niechęci do muzułmanów w Birmie, których wiąże się z imigrantami z sąsiedniego Bangladeszu. W Mianmie istnieje ruch polityczny o nazwie Ruch Obrony Rasy i Religii, który ostrzega, że islam jest zagrożeniem dla buddyzmu, będącego dominującą religią kraju.

Ani rządząca do tej pory Partia Rozwoju i Solidarnej Jedności, ani opozycyjna Narodowa Liga na rzecz Demokracji, kierowana przez Aung San Suu Ki nie wystawiły muzułmańskich kandydatów na swoich listach.

Największe prześladowania muzułmanów dotyczą ludu Rohingja, zamieszkujący stan Arakan w zachodniej Birmie. Nie posiadają oni dokumentów, więc nie mogą korzystać z opieki medycznej, edukacji ani szukać pracy. Nie mogą też brać udziału w wyborach. Wielu z nich emigruje do Bangladeszu i Malezji.

Dodał: Łukasz Markuszewski

Wobec fali zamachów terrorystycznych, zorganizowanych przez islamskich ekstremistów, rząd francuski nie ograniczy praw obywatelskich ani nie będzie bardziej kontrolował muzułmańskich obywateli Francji. Wprost przeciwnie. Premier Manuel Valls z Partii Socjalistycznej ogłosił, że rząd przygotowuje nowy program dla przedmieść zamieszkanych przez wykluczonych społecznie i etnicznie imigrantów, tzw. „banlieues”. Zakłada on rozbudowę mieszkalnictwa komunalnego, wsparcie dla powstawania miejsc pracy, ograniczenie wpływów prywatnego szkolnictwa, a co za tym idzie, entniczne pomieszanie rdzennie francuskich i napływowych uczniów, oraz kary za dyskryminację ze względu na adres.

Badania dowodzą, że francuskie szkolnictwo faworyzuje uczniów zamożnych, zwiększając dystans między nimi a uczniami ubogimi, czyli przeważnie dziećmi imigrantów. Inne badania wskazują, że mieszkaniec osiedla uważanego za „newralgiczne” ma znacznie niższe szanse na uzyskanie pracy. Oznacza to, że imigranci są we Francji izolowani, co sprzyja powstawaniu gett i rozwojowi radykalnych ruchów islamskich.

Działania zaproponowane przez francuski rząd mają za zadanie odcięcie poparcia dla islamistów przez otwarcie na mniejszości etniczne i zapewnienie im równego statusu we francuskim społeczeństwie.

Dodał: Łukasz Markuszewski

Wysocy urzędnicy FBI skrytykowali aparat szpiegowski nowojorskiej policji, podczas gdy ich agencja sama rutynowo narusza konstytucyjne prawa muzułmanów. (więcej…)