Już 6 i 7 września odbędzie się w Katowicach największe święto środowisk kobiecych, czyli XVII Kongres Kobiet. W tym roku przebiega pod hasłem „Równość i Bezpieczeństwo”.

Hasło XVII Kongresu Kobiet to „Równość i Bezpieczeństwo”. Bezpieczeństwo jest dziś jednym z kluczowych wyzwań. Dotyczy ono zarówno bezpieczeństwa państwowego i terytorialnego, jak i publicznego, w tym ochrony przed cyberprzemocą czy klimatycznego, ale także bezpieczeństwa domowego. Wciąż bowiem mamy do czynienia z przemocą wobec kobiet i dzieci. 

W ramach Kongresu zaplanowano m.in. dyskusję nad kobiecym projektem obrony cywilnej i koniecznym udziałem kobiet w kształtowaniu i wdrażaniu obrony cywilnej na różnych poziomach, ponieważ w tej fundamentalnej kwestii kobiety wciąż zbyt rzadko dopuszczane są do głosu.

 Drugim filarem wydarzenia jest równość – centralny postulat w działalności Kongresu od samego początku. To równość na rynku pracy, w dostępie do mediów, edukacji, zdrowia, a także w gremiach władzy i zarządach spółek. Dyskutowane będą m.in. kwestie związane z implementacją unijnych dyrektyw dotyczących kwot w zarządach i redukcji luki płac, a także praktyczne rozwiązania na rzecz pełnej egalitarnej demokracji. 

Od 2009 roku lat Stowarzyszenie Kongres Kobiet działa na rzecz sprawiedliwości społecznej, praw kobiet, równouprawnienia, demokracji egalitarnej i społeczeństwa troski. Stymulując debatę publiczną i tworząc przestrzeń do sieciowania i współpracy, ogólnopolski Kongres Kobiet – zwyczajowo – będzie się składał z sesji plenarnych (sobotnich i niedzielnych), paneli ułożonych w czternastu centrach tematycznych poświęconych: bezpieczeństwu, bieżącej polityce, ekonomii, przywództwu, sytuacji kobiet w biznesie i na rynku pracy, kulturze, edukacji, zdrowiu, ekologii, samorządom, przeciwdziałaniu przemocy, osobom z niepełnosprawnościami, prawom osób LGBT+, społeczeństwu obywatelskiemu, uchodźcom, ale także kulturze i sztuce. Odbędzie się ok. trzydziestu warsztatów w tych tematykach. Na Kongresie, w tzw. Parku Kobiet, znajdzie się też przestrzeń wystawowa, stoiska kilkudziesięciu organizacji pozarządowych i punkty konsultacyjno-doradcze, na scenie Parku Kobiet odbędą się spotkania z autorkami książek i Liderkami Równości. A w sobotę wieczorem zapraszamy na koncert śląskiego trio kobiecego Frele. 

Na tzw. „dużej scenie” odbędą się w sumie cztery sesje plenarne. Tytuły porannych sesji sobotnich to: „Demokracja nad przepaścią, równość w defensywie. Jak je ratować?” oraz „Bezpieczeństwo niejedno ma imię”, a potem Matki Założycielki Kongresu Kobiet Magdalena Środa i Henryka Bochniarz przeprowadzą rozmowę z noblistką Olgą Tokarczuk pt. „O (bez)sile kultury i łaknieniu utopii”. W niedzielę, po porannych debatach w centrach tematycznych i przed uroczystością wręczenia nagród Kongresu Kobiet(męskiej i kobiecej), odbędzie się sesja ekologiczna pod tytułem “Gdzie zostawiłam pazury?”.

Kongres Kobiet co roku gromadzi znamienite postaci ze świata kultury, nauki, biznesu, a także aktywistki społeczne. Liczne debaty, wykłady i warsztaty zawsze są okazją do wspólnego poszukiwania rozwiązań dla najbardziej istotnych problemów. Jak zapewniają organizatorki, każda uczestniczka wyjedzie z Katowic z konkretną wiedzą i narzędziami, które będzie mogła wykorzystać w swojej społeczności lokalnej walcząc z dyskryminacją, zabiegając o równość płci i o lepsze jutro.

Zielone Wiadomości objęły swoim patronatem Centrum Zielone (6.09.2025 godz. 14:00 – 18:00, Sala Konferencyjna 25), koordynowane przez Fundację Strefa Zieleni, w którym odbędą się cztery dyskusje przy okrągłym stole:

14:00 – 14:45 Żabki, ślimaczki? Ale to nasze zdrowie! (Joanna Bulandra, Agata Jabłońska-Trypuć (wideo), Blanka Jędrzejewska, Katarzyna Juszkiewicz, moderacja: Ewa Sufin-Jacquemart) – sesja w partnerstwie z Koalicją Żywa Ziemia, z udziałem przedstawicielki Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii.

15:00 – 15:45 Kobiece wspólnoty energetyczne (Agnieszka Barska, Anna Dudek, Joanna Furmaga, Hanna Schudy, Agnieszka Stupkiewicz, Aleksandra Zachraj, Urszula Zielińska (wideo), moderacja: Ewa Podolska) – sesja w partnerstwie ze stowarzyszeniem Polska Zielona Sieć, z udziałem przedstawicielki EC Zagłębie Dąbrowskie.

16:00 – 16:45  Polska jutra — kraj bez futra? (Dorota Danowska, Angelika Kimbort, Dorota Niedziela, Małgorzata Tracz, moderacja: Karolina Opolska) – sesja organizowana przez posłankę Małgorzatę Tracz.

17:00 – 17:45  (Prze)trwać dzięki naturze (Katarzyna Błażejewska-Stuhr, Anna Chęć, Magdalena Gościniak, Katarzyna Mikulska, Agata Otrębska, moderacja: Ewa Sufin-Jacquemart).

 

Miejsce XVII Kongresu Kobiet: Międzynarodowe Centrum Kongresowe, Katowice. Wstęp wolny. Więcej informacji, program i rejestracja tu: XVII Kongres Kobiet

Sieci religijne składające się z chrześcijańskiej prawicy w USA, wojujących europejskich katolików, rosyjskich ortodoksyjnych twardogłowych i oligarchów zwiększają swoje wpływy na całym świecie. Pod pretekstem ochrony „wartości rodzinnych” walczą o wycofanie zdobyczy w zakresie praw kobiet i mniejszości seksualnych oraz sianie niepokojów w demokracjach na całym świecie. Po dwuletnim śledztwie Klementyna Suchanow odkrywa wsparcie Kremla dla tych sieci i bardzo realne zagrożenie, jakie stanowią dla demokracji. Rozmowa Krystyny Boczkowskiej z Klementyną Suchanow.
Krystyna Boczkowska: Klementyno, Twoja książka „To jest wojna. Kobiety, fundamentaliści i nowe średniowiecze” to wynik rzetelnego dziennikarskiego śledztwa, w wyniku którego mamy wgląd w międzynarodowe religijno-fundamentalistyczne organizacje i ich sieci mające na celu powrót do porządków średniowiecznych czyli całkowite ubezwłasnowolnienia kobiet. Zaczęłaś swoje śledztwo w czasie, kiedy nowy polski skrajnie prawicowy rząd Prawo i Sprawiedliwość chciał przeforsować prawo całkowicie zakazujące aborcji, za przygotowaniem którego stała organizacja Ordo Iuris. Czy te wydarzenia stały się bezpośrednio bodźcem do rozpoczęcia pracy nad książką?

Klementyna Suchanow: Zdecydowanie tak. Wcześniej zajmowałam się badaniem literatury, napisałam biografię Witolda Gombrowicza, i to, co się wydarzyło na jesieni 2016 roku w Polsce, czyli projekt Stop Aborcji, który trafił do sejmu, a był firmowany przez Ordo Iuris i zamierzał nie tylko wprowadzić zakaz aborcji, ale karanie za aborcje bardzo mnie poruszył. Po pierwsze wyciągnęło mnie to na ulicę, żeby protestować, tak jak wielu z nas. Włączyłam się w coś, co wówczas powstawało, czyli ruch zwany Strajkiem Kobiet, który stał za ogromnymi protestami w Polsce w ciągu ostatnich lat. A z drugiej strony jako badaczka zaczęłam się przyglądać zjawisku anty-kobiecych i anty-LGBT legislacji w różnych częściach świata. Wydało mi się bardzo podejrzane, że zarówno w Polsce, jak i w Argentynie, potem w Korei Południowej w tamtym czasie kobiety zaczęły doświadczać podobnych problemów. To zwróciło moją uwagę i zaczęłam się metodycznie przyglądać temu, co się dzieje.

Powstające w różnych częściach świata organizacje fundamentalistyczne rozwijają odważnie swoje sieci / filie na całym świecie. Wymienię tylko kilka z nich CitizenGo, El Yunque, TFP, World Congress of Families (WCF), Agenda Europe. Bardzo aktywne są w Europie. W 2012 roku do gry przystąpiła Rosja i Putin, który po zawiązaniu sojuszu z cerkwią stał się „lwem chrześcijaństwa” Czy możesz krótko nakreślić mapę tych ruchów i wskazać, która z organizacji jest wiodąca albo czy może każda z nich ma swoją rolę w tej brudnej walce o władzę nad połową świata?

Pierwsza rzecz, z której musimy sobie zdać sprawę, to fakt, że organizacje promujące konserwatywne wartości zostały w dużej mierze zinfiltrowane przez Kreml, począwszy od mniej więcej 2012 roku. Niezależnie, z której strony chcę się przyjrzeć temu co się dzieje znajduję związki z Kremlem. Schemat działania jest podobny niezależnie czy patrzę na polskie Ordo Iuris, czy na La Manif pour tous we Francji – najpierw organizują one spontaniczne manifestacje przeciwko małżeństwom jednopłciowym, a chwilę potem są przejęte przez osoby powiązane z Kremlem, np. Briana Browna, dzisiaj szefa World Congress of Families (WCF). I to właśnie WCF odgrywa sporą rolę w tej historii.

WCF to coroczne kongresy, podczas których spotykają się organizacje fundamentalistyczne z całego świata, kościołów różnych wyznań. Rosjanie byli tam od początku. WCF powstał w Moskwie w roku 1995 w wyniku rozmów amerykańskiego socjologa Allana Carlsona z rosyjskim socjologiem Anatolijem Antonowem. Carlson został zaproszony tam out of the blue (niespodziewanie). Jak widać Rosjanie dobrze trafili, bo platforma ta zwłaszcza w ostatnich latach świetnie służyła rosyjskim celom politycznym. Dobrym przykładem realizacji tych celów był kongres w Weronie w marcu 2019 roku, który stał się właściwie wiecem Matteo Salviniego i Giorgi Meloni przed eurowyborami.

Podmioty promujące wartości konserwatywne były w dużej mierze infiltrowane przez Kreml od 2012 roku.

W ramach WCF sieciuje się między innymi hiszpańskie CitizenGo, które powstało w 2013 przy pomocy pieniędzy również rosyjskich. To platforma petycyjna była aktywna zwłaszcza w Afryce prowadząc podejrzane i nieetyczne działania. Każda z tych organizacji korzysta z sieci zaproponowanej przez WCF , co pozwala na wymienianie się taktykami, pomysłami na zdobywanie funduszy, prowadzenie kampanii czy akcji w social mediach. Trzeba pamiętać, że organizacje te zaplanowały atak na prawa człowieka około 2013 i systematycznie go prowadzą zdobywając kolejne przyczółki a to w rządach i organizacjach rządowych, a to w Supreme Court w USA czy przy ONZ.

Ludzie w Europarlamencie chyba już sporo o tym wiedzą, a jednak jeden z głównych sponsorów tych organizacji, kolega Putina z KGB, prawosławny oligarcha, Vladimir Yakunin ostatnie lata spędził w Berlinie na niemieckich wizach, gdzie rozwijał działalność agenturalną, pomagając WCF wejść w kręgi konserwatywnych elit. Ciekawe, że został on objęty sankcjami przez USA a Europa nie zrobiła tego ani w 2014, ani teraz. Rosja zaczęła wykorzystywać ten „religijny” kanał do swoich celów politycznych, które dzisiaj przybrały już formę wojny w Ukrainie. Podczas gdy przeciwnik wypowiedział nam wojnę, nazywając Zachód ustami Putina „Szatanem” , my wciąż naiwnie mówimy, że to „wojna kulturowa” albo że aborcja to kwestia moralna.

Czy możesz przypomnieć, jakie cele mają te organizacje? Patrzymy na nie jako na wrogów przede wszystkim kobiet, ale ich programy są dużo obszerniejsze.

Celami tych organizacji są ograniczenia lub zakaz aborcji, klauzula sumienia dla farmaceutów i lekarzy, wycofanie refundowania antykoncepcji, potem obostrzenia w kupowaniu antykoncepcji, a ostatecznie w ogóle wycofanie antykoncepcji. Kolejne cele to walka z osobami LGBT, eutanazją, rozwodami.

Taki zestaw, który chętnie się określać mianem „ideologiczny”. Nie zapominajmy, że wszystkie te działania mające na celu wzniecanie konfliktów w naszych społeczeństwach zawsze będą na rękę Rosji. Bo Rosja uważa, że jest na wojnie z Zachodem i tylko ona pielęgnuje „tradycyjne wartości”. Widać również, że te same grupy/organizacje promujące np. zakaz aborcji wchodziły w kampanie anty-szczepionkowe, dawały wsparcie dla Trumpa i głosiły i głoszą, że ocieplenie klimatu nie ma miejsca albo że wojna w Ukrainie to przez NATO.

Skupiasz się w książce na Europie i wybranych krajach obu Ameryk, ale czy nie wydaje Ci się, że podobna sytuacja jest w każdym zakątku świata?

Wydaje się, że tak. Nie znam dokładnie sytuacji Azji, bo Azja jest zbudowana na innym porządku religijnym, mają też inne problemy lokane. Na tzw. Zachodzie jednym z głównych problemów dla tych środowisk jest demografia. Natomiast w Azji i Afryce mają odwrotny problem. W Afryce organizacje fundamentalistyczne są bardzo mocne i wprowadzają prawa dużo bardziej restrykcyjne niż w jakichkolwiek innych krajach, na przykład kary więzienia za homoseksualizm. Afryka jest pod ostrym atakiem, a sytuacja jest tam bardzo poważna, np. w Ugandzie czy Ghanie. Europa i USA oraz Ameryka Łacińska pozostają głównymi celami ataków organizacji fundamentalistycznych

Taka zakrojona na wielką skalę działalność ultrakonserwatystów wymaga dużego i systematycznego finansowania. Kto jest fundatorem tych ruchów i jak zorganizowane jest finansowanie działalności tych fundamentalistycznych i paramilitarnych grup?

Po pierwsze wiemy o finansach , że są spore. Wiemy, że dużo pieniędzy było w Stanach Zjednoczonych z funduszy konserwatywnych i wiemy, że pieniądze płyną także z Kremla. To ostatnie wiemy dzięki mailom, które wyciekły z hiszpańskiej organizacji CitizenGo. Takie przecieki to główne źródło informacji jak wygląda w rzeczywistości finasowanie tych organizacji.

Wiemy też, że dostają przelewy pochodzące np. z pralni pieniędzy. Ten przypadek możemy przestudiować na przykładzie włoskiego polityka Luki Volontè, który zasiadał kiedyś w Radzie Europy, a obecnie siedzi w więzieniu skazany za korupcję, po przyjęciu pieniędzy z pralni azerskiej. Pieniądze z Rosji, “prane” w Azerbejdżanie, Volontè dystrybuował do różnych anty-aborcyjnych organizacji europejskich. Część tych pieniędzy przyszła również do Polski, ale także do Irlandii i Węgier.

Wiemy też, jak Rosjanie dotują organizacje ultraprawicowe w stylu Le Pen czy Salviniego we Włoszech. Mamy do czynienia z różnego rodzaju dealami, takimi jak na przykład pożyczka bezzwrotna dla Le Pen albo inny przypadek : partia Salviniego miała dostać pieniądze z procentu od transakcji pomiędzy rosyjską a włoską firmą gazową.

Nie mamy już do czynienia z walizkami z gotówką. Teraz pieniądze przepływają przez główne banki światowe, takie jak na przykład Deutsche Bank czy Danske Bank. Banki estońskie, łotewskie czy litewskie też były wykorzystywane do tych przepływów. I to jest wiedza, którą posiadamy w tym momencie, jeżeli chodzi o rosyjskie pieniądze, służące do infiltracji środowisk konserwatywnych. Ale oprócz tego są fundusze konserwatywnych biznesmenów (w przypadku CitizenGo wyszło, że były to na przykład IBM i Corte Inglés). Organizacje ultraprawicowe w Europie działające „na rzecz rodzin” potrafią również korzystać z funduszy europejskich. Pod takimi hasłami dostają różne granty.

W Stanach organizacje fundamentalistyczne, będące organizacją pożytku publicznego, są zwolnione z podatków. Ciekawostką jest fakt, że ich działania nie dotyczą tylko Stanów – przynajmniej ponad 80 milionów USD poszło na działania do Europy (2008-2019) od takich rodzin jak Koch, DeVos, Prince itp. Warto zadać sobie pytanie w jakim celu te pieniądze zostały do Europy przekazane? World Congress of Families kierowany przez Briana Browna prowadzi działalność wykraczającą poza statut i poza granice USA. B. Brown pojechał do Gruzji i brał udział w kampanii politycznej Levana Vasadze, czyli ingerował w politykę obcego państwa poza granicami St. Zjednoczonych. Rodzą się zatem pytania, czym są te organizacje? Z praktyki widać, że mają stricte cele polityczne i to nie tylko na rodzimym gruncie.

Popularne są także akcje crowdfundingowe, ,które może wesprzeć anonimowy darczyńca anonimową kwotą, nadając organizacjom oddolny charakter . Świetnie opanowały takie akcje brazylijska TFP, polskie Ordo Iuris czy hiszpańskie CitizenGo. Celem tych akcji jest także zbieranie danych osób, do których kierowane są później różne petycje.

Jednym słowem pieniądze, o których mówimy są nietransparentne. Próby ustalenia funduszy tych organizacji są trudne, bo pieniądze i źródła ich pochodzenia są skrzętnie ukrywane. Kiedy mówią i deklarują coś na temat pieniędzy, często kłamią, jak się to okazało w przypadku hiszpańskiego CitizenGo. Informacja o indywidualnych wpłatach przekazana przez prezesa CitizenGo, Ignacio Arsuaga, okazała się kłamstwem, kiedy na światło dzienne wyszły maile, z których dowiedzieliśmy się o 100 tys. euro od rosyjskiego oligarchy Konstantina Małofiejewa. Tyle na razie można powiedzieć na temat pieniędzy, ale ostateczna suma nie jest znana.

Twoja ksiązka to jak piszesz historia ultrakonserwatystów w zderzeniu z kobietami. Wojna zawarta w tytule to nie wojna światopoglądowa ale jest to układanie porządku światowego po zimnej wojnie i „powstaniu z kolan” Rosji Putina. Ta kulturowa wojna zaczęła się niezauważalnie 2012/2013 i to nie w Polsce. Jaki porządek świata chcą przeforsować organizacje opisane w książce?

To jest porządek świata zmierzający zdecydowanie w stronę rządów autorytarnych. I na tym polega główne niebezpieczeństwo tych ruchów. Jako że czytelnikami tego wywiadu będą osoby z różnych krajów, dodam, że w różny sposób to niebezpieczeństwo się w różnych krajach może się objawiać. Przeważnie na początku to są małe kroczki i każdy z nas je u siebie zauważa. Z czasem – co wiemy na podstawie tych krajów, które są bardziej zaawansowane w destrukcji praw człowieka, jak na przykład Polska – działania się nasilają zmierzając prosto w stronę autorytaryzmu. Najlepszym przykładem takich działań jest Rosja i  pomysł Putina z zeszłego roku, mówiące o tym, że prawo narodowe ma być ponad prawem międzynarodowym. To pokazuje jak szybko można przejść z ustaw anty-gejowskich (2012) do wypadnięcia z systemu prawa międzynarodowego, który chroni podstawowe prawa ludzi, w tym osób LGBT. To właśnie Rosja daje przykład, jak łatwo zmienić hierarchię aktów prawnych, stawiając lokalną konstytucję ponad prawo międzynarodowe i ktoś oskarżony z ustawy anty-gejowskiej nie ma już możliwości odwołania się do instancji międzynarodowych. Celem działania jest pozbawianie ludzi międzynarodowej ochrony prawnej, której nie lubią rządy autorytarne.

W podtytule Twojej książki jest Nowe Średniowiecze. Jaki to ma związek z nowym porządkiem?

Na pro-aborcyjnych protestach w Polsce bardzo często pojawiała się ta myśl, że mamy do czynienia z pomysłami ze średniowiecza. Kiedy zanurzymy się w źródła filozoficzne tych ruchów, to w niektórych – jak na przykład w brazylijskiej organizacji TFP – założyciel i główny mistrz, który już nie żyje, stworzył cały kanon dzieł, które wychwalają hierarchię społeczną z epoki średniowiecza. Plinio Corrêa de Oliveira zanegował porządek świata po drugiej wojnie światowej z rewolucją seksualną z 1968 roku na czele. Następnym celem ataków były prawa wyborcze wywalczone po pierwszej wojnie, po upadku monarchii w wielu krajach europejskich. Później Olinio cofnął się dalej do XIX wieku, negując osiągnięcia rewolucji francuskiej, jak wolność, a zwłaszcza równość ludzi. Równość jest zła, bo ludzie nie są równi – są wybrańcy i inni, którzy mają być poddani. Plinio idzie dalej i neguje również całą epokę Oświecenia. W ten sposób dochodzi do średniowiecza, oceniając, że monarchia to jedyny słuszny system. Dlatego w XX wieku Plinio wnosił o restaurację średniowiecza. Zatem kiedy na ulicy czy w publicystyce pojawiają się takie wyrażenia jak średniowiecze, to nie jest to żadna przesada. To jest ich cel wprost sformułowany. To próba powrotu do systemu średniowiecznego gdzie kobiety nie są równe, osoby LGBT nie są równe, mniejszości nie są równe. W tym porządku bogaci są najwyżej w hierarchii a edukacja jest dla bogatych. Nie dbamy o edukację dla biednych, bo to siła robocza. A najlepszy jest homeschooling, bo można dziecko ukształtować jak się chce, z dala od równościowych wartości i kontroli.

Chętnie zatrzymałabym się na organizacji Ordo Iuris, której korzenie sięgają wprost do brazylijskiej TFP (Tradycja, Rodzina i Własność) dr. Plinio a która jest niezwykle aktywna w Europie w szczególności w Europie Wschodniej. Polska ma swoją ważną funkcję w budowaniu sieci tej organizacji w Europie Wschodniej: jest HUBem, z którego pączkują kolejne OI. Jakie warunki i otoczenie polityczne sprzyjają działaniom tego typu organizacji i jak dobierani są pracownicy?

Warunki, jakie sprzyjają to właśnie takie rządy jak PiS-u (Prawa i Sprawiedliwości), zdecydowanie w prawo i to takie nacjoprawo. Usłyszeliśmy o Ordo Iuris dopiero w 2016, kiedy PiS znalazł się u władzy, choć działali od 201 roku. Prawdopodobnie wcześniej takie organizacje nie znalazłby gruntu, aby zaistnieć i byliby po prostu zmarginalizowani. Ich pomysły byłyby zbyt dziwne i egzotyczne. Zresztą na początku, czyli 2016/17, jeszcze w 2018, przez wiele osób nawet z PiS-u wciąż byli traktowani jako szaleńcy, z którymi lepiej się nie zadawać. Projekt Stop Aborcji z 2016 wydawał się wtedy jeszcze zbyt odważnym, za daleko idącym. Ale w okolicach 2019 roku się coś takiego stało, że już weszli w orbitę PiS gładko.

Inne sprzyjające warunki dla takich organizacji to zsieciowane międzynarodowe. Oni nie byliby tacy mocni, gdyby nie mieli dostępu do know-how. Polskie OI poprzez sieciowanie uczyło się, jak się dostać do organizacji międzynarodowych, takich jak np. ONZ, jak się zarejestrować, jak dostawać status doradczy. Zalewają ustawodawców listami i opiniami próbując wpłynąć na zapisy prawne.

Ciekawe są kryteria doboru ludzi do tych organizacji. Pracownicy dobierani są wg. prostego klucza podobnego do tego w TFP, z którego wywodzi się Ordo Iuris (OI) dostosowanego do nowych czasów. Kiedy powstała TFP przyjmowano do prac niepełnoletnich . Teraz kandydatami są pełnoletni, jeszcze studenci albo świeżo po studiach. Pierwsi pracownicy Ordo Iuris w Polsce zostali skaptowani w ten sposób na Uniwersytecie Warszawskim, przez profesora Aleksandra Stępkowskiego, który był pierwszym prezesem OI, a obecnie jest jednym z sędziów w Sądzie Najwyższym. Bardzo popularne jest przyjmowanie na praktyki. Są to ludzie młodzi, nieukształtowani. TFP miało nawet podręcznik, jak kaptować i ten model niewiele się zmienił, a więc są to głównie osoby z prowincji, nie mające w dużym mieście korzeni i wsparcia rodzinnego, zagubione i poszukujące, często o niskim statucie finansowym. Dostają wędkę do kariery i z niej korzystają. Wciąga się te osoby w sferę luksusu – są wysyłani na liczne szkolenia, delegacje, jeżdżą po świecie, śpią w hotelach. Ale to nie są osoby o najwyższych lotach: ich główną pożądaną cechą jest oddanie i wdzięczność. Prawnicy OI są słabi, ich argumentacja jest nierzetelna, wnioski są wyciągane błędnie, popełniają błędy logiczne, a ich pozwy są pisane na kolanie. Ale dla nich ważna jest ilość, hałas, jaki można z tego wytworzyć, to typowe organizacje typu SLAPP z sekciarskim rysem.

Od 2013 Rosja roku jest silnym graczem w większości wspomnianych organizacji. Chętnie organizuje zjazdy i spotkania, prowadzi wojnę hybrydową na szeroką skalę poprzez różnorodne kanały eksperckie, dla biznesu, ruchów religijnych. Jeszcze chętniej finansuje wszelkiego rodzaju działania spokrewnionych organizacji. Putina w jego walce o silną Rosję i nowy porządek świata bez LGBT+ wspierają tacy ludzie jak Dugin. Jak byś określiła rolę Dugina w procesie ustanawiania nowego średniowiecza ? Czy może są ważniejsi gracze?

Aleksander Dugin to jest osoba, która ma ciekawą historię. Żeby zrozumieć troszeczkę podglebie psychologiczne tej postaci, warto wspomnieć o mało znanym fakcie, a pisze o tym Masha Gesson w swojej książce „Będzie to, co było” – jak odradza się totalitaryzm w Rosji. W latach poprzedzających upadek komunizmu Dugin był partnerem kobiety, która w latach 90-tych określiła się jako lesbijka i zaczęła działać na rzecz osób LGBT. Dugin miał z nią syna. Wcześniej zajmował się filozofią i w zasadzie był na marginesie systemu. W latach 90-tych znalazł dla siebie ujście w nacjo-bolszewickich organizacjach, bo to był czas pojawiania się różnych partii i zaczęło się otwierać szersze spektrum życia politycznego. To pokazuje, jak po rozpadzie Związku Radzieckiego jedne osoby poszły w stronę otwartości i tolerancji, natomiast inne poszły w zupełnie odmienne rejony. W latach 90-tych Dugin objeżdżał europejskie konferencje organizacji ultraprawicowych. Jest ojcem pomysłu, z którego Putin trochę korzysta tj. eurazjatyzmu. Oznacza to, że jest porządek atlantycki, czyli europejsko-amerykański, a Dugin tworzy przesunięcie akcentów w stronę euroazjatycką, czyli przeciwną atlantyzmowi. W tym systemie nie demokracja jest podwaliną, a czysty autorytaryzm. Założeniem pomysłu jest, że wartości osób, które zamieszkują obszary Rosji i jej azjatycką część, są zupełnie inne od zachodnich. Dugin uważa, że nie należy brać europejskich/zachodnich wzorów demokracji, ponieważ jest to system mentalnie obcy Rosjanom. Jego koncepcje uznaje się czasem za wariackie, ale jego relacje z przedstawicielami ultraprawicowymi w Europie, są niebezpieczne. Ślady Dugina widać w wielu przedsięwzięciach.

Jak autorytaryzm ma się do kwestii „moralnych” doskonale pokazuje fakt, że Dugin i jego córka byli zatrudniani w stacji telewizyjnej Tsargrad oligarchy Konstantina Małofiejewa. Małofiejew sponsoruje zarówno Le Pen, jak i ruchy anty-aborcyjne czy dostarcza broń do Doniecka. Dugin i Małofiejew, co pokazuje ich korespondencja, wykradziona przez hackerów, są w codziennym kontakcie. Kiedy rozmawia się o nim w Rosji rozmówcy często mówią, że jego rola nie jest tak duża. Nie wiem, jaka jest jego pozycja teraz, po napaści na Ukrainę, bo tam następuje permanentna roszada. Ale wciąż jest w ścisłej relacji z Małofiejewem, który ponownie przydaje się Kremlowi przy Ukrainie i jego pozycja wydaje się mocna . Oznacza to, że Dugin może mieć teraz swój moment albo przynajmniej chcieć go mieć.

Czy możesz zatem wyjaśnić lepiej, kim jest Małofiejew, bo wydaje się, że to postać o wiele większych wpływach niż sam Dugin?

Małofiejew, który często działa razem z Yaknuninem, to taki ortodoksyjny oligarcha, którego celem jest restauracja świata monarchii, gdzie Putin byłby carem, a wyborów nie ma. Prowadzi elitarne szkoły dla dzieci, które mają kształtować przyszłe elity takiego carskiego dworu. Jest bardzo blisko kościoła prawosławnego i tych wszystkich postaci tworzących patriarchat moskiewski. Oprócz zaangażowania w przemyt broni rosyjskiej do Ukrainy w 2014 roku, oddelegował dwóch swoich bliskich współpracowników ( jeden z jego ochrony, czyli Igor Girkin), którzy zostali przywódcami w Donbasie i na Krymie. On sam jest objęty sankcjami we wszystkich możliwych krajach także tych mniejszych, jak Czarnogóra, gdzie pomagał GRU przeprowadzić nieudany zamach na premiera, kiedy kraj ten zamierzał dołączyć do NATO. Jest to człowiek ambitny i niebezpieczny, jeden z głównych finansistów ruchów fundamentalistycznych na świecie, World Congress of Families i powiązanych z nim organizacji anty-aborcyjnych czy anty-LGBT, które zakazują aborcji w Polsce czy w USA. W odróżnieniu od innych oligarchów jest stosunkowo młody, bo ma 48 lat. Jego core business to telekomunikacja. To człowiek do wszystkiego, który zajmuje się także kryptowalutami . Ma realne wpływy i możliwości działania, w przeciwieństwo do Dugina, który raczej wojuje myślą i słowem.

Jeden z Twoich interlokutorów, zresztą z Rosji użył na działania ulltrakonserwatystów określenia wojna, którą gnębiona mniejszość fundamentalistyczna prowadzi z demokratycznym światem, w którym rządzą feministki, LGBT+ i polityczna poprawność. Homoseksualizm nazywa „nowym totalitaryzmem”, a celem walki jest utrzymanie tożsamości płciowej w obawie przed następnym krokiem, jakim będzie transhumanizm i pozbycie się tożsamości ludzkiej. Jak walczyć z taką retoryką?

To słowa Aleksieja Komowa i to jest jedna z osób, z którą udało mi się porozmawiać w Moskwie, bo z Małofiejewem nie udało mi się spotkać. Komow to człowiek, który pracuje dla Mołofiejewa, należy wraz z nim do kręgu Dugina. Jest uznawany za ambasadora World Congress of Families, pomagał w infiltracji tych środowisk, zasiadł jako trustee w zarządzie WCF. Jest blisko związany z ruchami ultraprawicowymi, zwłaszcza włoską Legą. To poliglota, szkołę kończył w Hawanie, mieszkał w Londynie, w Stanach. Wszystko z uwagi na pracę ojca, który rzekomo pracował w dyplomacji, ale w żadnych oficjalnych rejestrach nie znalazłam jego nazwiska. Wygląda to na typowy życiorys osób, które służyły jako agenci KGB.

Dlaczego Komow użył słowa „to jest wojna”? Nam się wydaje, że jesteśmy atakowani, że ktoś zabiera nam prawa, a tymczasem oni, fundamentaliści uważają, że są na wojnie i muszą się bronić. O tym opowiadał mi Komow w Moskwie w 2019 roku. Widziałam to także, biorąc udział w ich kongresach, zjazdach, prowadząc rozmowy lub czytając wywiady. Fundamentaliści cały czas czują, że są w twierdzy, której muszą bronić. Bardzo wielu z nich używa słowa wojna. Tę frazę „to jest wojna”, która stała się tytułem mojej książki, słyszałam w kilku językach. Uznałam, że skoro tamta strona definiuje to, co się dzisiaj dzieje jako wojnę, a my tego tak nie nazywamy, ewentualnie mówimy o „wojnie kulturowej”, to może nie rozumiemy, co się naprawdę dzieje. Z moich rozmów z fundamentalistami wynika, że są przekonani, iż przegrywają na tej wojnie. Ich plan był taki, że począwszy od 2013 roku w ciągu dziesięciu lat, czyli do 2023 uda im się osiągnąć, co zamierzali. W planach był atak totalny na wszystko. Wyznaczony cel nie został osiągnięty, choć mają swoje małe lub większe zwycięstwa np. w Stanach Zjednoczonych, w Polsce lub w Afryce. Ale to ciągle nie jest to, czego chcieli. Konieczne jest uświadamianie społeczeństwa, że toczy się wojna. Moja książka jest próbą pokazania tego zagrożenia dla demokratycznego porządku świata i praw człowieka. Od pięciu lat na spotkaniach z czytelniczkami i czytelnikami muszę łopatologicznie tłumaczyć całą tę historię, na szczęście coraz rzadziej spotykam oskarżenia o „teorie spiskowe”. Na razie mamy tylko polską wersję książki, ale na wiosnę ukaże się niemieckie tłumaczenie, szukam wydawcy angielskiego.

Byłabym ciekawa twojej opinii o roli kobiet w organizacjach ultraprawicowych. Wymienię tylko dwie prominentne przedstawicielki takich ruchów Marine Le Pen i Giorgia Meloni.

Nie mam odpowiedzi na to pytanie. Wymagałoby to głębszych studiów socjologicznych/ psychologicznych. Mimo tego, że jestem działaczką feministyczną, to wolałabym, żeby świat nie cierpiał na podział na mężczyzn i kobiety. Zostałyśmy przyparte do muru i musimy się bronić, pewne kwestie uporządkować, przełamać, wyrównać itp., ale to w pewnym sensie sztuczny podział, narzucony przez moment historyczny. Dlatego to pytanie nie jest trafne: kobiety, jak każdy człowiek, jak wielu mężczyzn, mogą być głupie. I dlatego kobieta też może zostać faszystką.

Wstęp do Twojej książki kończysz bardzo optymistycznie stwierdzeniem, że wygra wolność. Czy w świetle nowych wydarzeń takich jak pandemia, napaść Rosji na Ukrainę, skuteczne ograniczenia prawa aborcyjnego w Polsce i Stanach Zjednoczonych, dalej możemy być optymistkami? Czy sprawy na pewno idą w dobrym kierunku?

W tym momencie zwłaszcza, gdy przytłacza nas to, co widzimy w Ukrainie, trudno sobie wyobrażać, że tak. Ale kiedy spojrzeć na to z punktu widzenia historycznego, a ja jestem jednak z zawodu historyczką i lubię nie dawać się unosić wszystkim przelotnym emocjom, uważam, że konserwatyści popełniają wielki błąd, za który będą musieli sporo zapłacić. To ostatecznie wyjdzie na naszą korzyść. A więc to nie kwestia optymizmu, tylko zachodzących procesów.

Obecne starcie z fundamentalistami powoduje ogromną oddolną mobilizację i utrwalenie wartości (tzw. progresywnych), które nam przyświecają. Świetnym przykładem jest Polska i pomysł OI o zakazie aborcji, który obecnie wspierany jest tylko przez 12% społeczeństwa w stosunku do ok. 70% , które jest przeciwko zakazom. To ogromny progres bo jeszze kilka lat temu za prawem do aborcji było 40%. Ich średniowieczne zapędy zmusiły osoby neutralne do przemyślenia spraw i te 30% już wie, co myśli i co jest prawidłowe i dobre dla świata. I to jest chyba najważniejsze. Rządzący wprawdzie lekceważą tę nierównowagę, ale gdy odejdą, to my jak z katapulty wystrzelimy gdzieś dalej. Jesteśmy w dosyć trudnym momencie, ale ostatecznie trudno mi sobie wyobrazić, aby z tego równania miało wyniknąć coś innego niż wejście głębiej w progresywizm. Pytanie tylko, co się będzie działo na Kremlu i jak bardzo będzie nadal chciał wtrącać się w nasze sprawy, siejąc dezinformację, wspierając finansowo organizacje przeciwne, czyli dalej instrumentalizując „tradycyjne wartości”, by rozgrywać swoje własne, geopolityczne gry.

Klementyno Twoja ksiązka to alert dla kobiet całego świata. Świadomość to pierwszy ważny krok w walce z demonami. Jaką sugerujesz nam strategię obrony?

Pierwszym krokiem w starciu z ww ruchami, to świadomość. Drugim krokiem jest dotarcie do polityków i uwrażliwienie ich w tym temacie. To zaskakujące, że osoby na wysokich stanowiskach politycznych nie są przestrzegane przez służby o zagrożeniu, a przecież działania tych ruchów, choć przebranych za swojski konserwatyzm, noszą znamiona ingerencji obcej. To jest sprawa bezpieczeństwa narodowego. Poza tym rada dla ludzi: ustawiczna mobilizacja, która wiem z własnego doświadczenia, jest męcząca, ale inaczej tego nie zrobimy. Nie znaczy to, że musimy ciągle chodzić na manifestacje, ale ważne by każdy znalazł swoje poletko, gdzie się sprawdzi w walce. Musimy w oddolnej mobilizacji przyglądać się temu, co się dzieje i reagować, reagować i reagować, bo mamy do czynienia z ogromnym kryzysem politycznym. Dlatego musimy politykom patrzeć bardzo skrupulatnie na ręce, a zwłaszcza ich finansom, bo oblicze dzisiejszej polityki to ogromna korupcja – model tak świetnie sprawdzony przez włodarzy Kremla. Jak donoszą amerykańskie służby od około 2013 Rosja zainwestowała ponad 300 milionów dolarów w dotacje dla sprzyjających im organizacji/partii, które są odpowiedzialne za ten cały cyrk, z którym mamy w ostatnich latach do czynienia.

Artykuł „The Global Reach of the Religious Right” ukazał się pierwotnie na łamach magazynu Green European Journal. Dziękujemy za zgodę na przedruk materiału.


Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.

W Hali Stulecia we Wrocławiu już 8 i 9 października odbędzie się największe święto środowisk kobiecych, czyli XIV Kongres Kobiet. W tym roku przebiega pod hasłem „Moc jest w nas. Kobiety na rzecz pokoju, równości, klimatu i demokracji”.

Kobiety nie mają władzy, ale mają moc! – mówią organizatorki – To my rodzimy, wychowujemy dzieci, jesteśmy tytankami pracy. Tyle, że w ukryciu, bo jesteśmy niewidoczne. Niewidoczne w mediach, w polityce, w różnych zawodach. Ale mamy MOC i siłę! Mamy pomysły, żeby zmieniać naszą rzeczywistość
i świat uczynić nieco lepszym – takim, w którym kobiety i mężczyźni będą czuli się coraz lepiej.

Od 14 lat Stowarzyszenie Kongres Kobiet działa wspólnie na rzecz sprawiedliwości społecznej, praw kobiet, równouprawnienia, demokracji egalitarnej i demokracji troski. „W tym roku na Kongresie odbędą się zarówno debaty plenarne (poświęcone ekonomii, wojnie, ekologii, sztuce oporu) jak i wiele paneli, wykładów i warsztatów zgromadzonych w rozlicznych centrach tematycznych takich jak m.in. gospodarki i równości, europejskie, samorządowe, przywództwa, ekologii, zdrowia, kultury, edukacji, praworządności, feminizmu, macierzyństwa i inne. Na Kongresie znajdzie się też przestrzeń wystawowa, kino kongresowe oraz punkty konsultacyjno-doradcze. A w sobotę wieczorem zapraszamy na koncert Mery Spolsky „- mówi prof. Magdalena Środa, członkini Zarządu Stowarzyszenia Kongres Kobiet.

Dotychczas kongresy poświęcone były sytuacji w Polsce. Ale ten rok jest szczególny. Chcąc wyrazić swoje wsparcie dla Ukrainy, Kongres zaprosił do Wrocławia delegację z Ukrainy. Przyjadą członkinie Ukraińskiego Kongresu Kobiet, siostrzanej organizacji wraz Vice marszałkinią Ukraińskiego Parlamentu Oleną Kondratiuk. Okrągły stół, który poprowadzi prof. Małgorzata Fuszara będzie okazją do spotkania kobiet z organizacji pozarządowych z Ukrainy i tych, które działają w Polsce na rzecz Ukrainek w Ukrainie oraz Ukrainek w Polsce. Sesje plenarne poświęcone będą m.in. dyskusji o stanie świata i Polski z udziałem członkiń Gabinetu Cieni. Panelistki, opowiedzą o tym „Jak przerwać marazm antropocenu?” o „Nadziejach ekofeminizmu”, o poszukiwaniu przywódczyń, o stanowisku „Kobiet przeciwko wojnom i na wojnach o swoje prawa”. Nie zabraknie rozmów o przyrodzie i o tym, jak ją chronić, poczynając od rzek i katastrofy ekologicznej Odry. Ochrona klimatu i przyrody, ekologia i środowisko muszą interesować dziś każdą i każdego. Wszyscy ponosimy odpowiedzialność za to czy nasza piękna błękitna planeta pod koniec tego stulecia będzie się wciąż nadawała do życia dla ludzi i wszystkich innych istot.

Dla kobiet, szczególnie tych młodych, to jest kluczowa kwestia, ale to niełatwe zadanie i wymaga dużo eksperckiej wiedzy – mówi Ewa Sufin-Jacquemart, członkini Zarządu Stowarzyszenia Kongres Kobiet. – Klimat i przyroda są w sercu ekofeministycznej wizji jutra, którą promujemy.

Kongres Kobiet co roku gromadzi znamienite postaci ze świata kultury, nauki, biznesu, a także aktywistki społeczne. Nawet pandemia nie przeszkodziła w organizacji tego ważnego wydarzenia. Po dwóch latach obradowania w formie hybrydowej kobiety z entuzjazmem przyjęły wiadomość, że XIV Kongres odbędzie się ponownie na żywo. Podczas otwarcia, po wystąpieniach założycielek Kongresu – Henryki Bochniarz i Magdaleny Środy – oraz Jacka Sutryka, prezydenta Wrocławia, wystąpi Olga Tokarczuk, laureatka nagrody IX Kongresu Kobiet.

Liczne debaty, wykłady i warsztaty zawsze są okazją do wspólnego poszukiwania rozwiązań dla
najbardziej istotnych problemów. Jak zapewniają organizatorki, każda uczestniczka wyjedzie z Wrocławia z konkretną wiedzą i narzędziami, które będzie mogła wykorzystać w swojej społeczności lokalnej walcząc z dyskryminacją, zabiegając o równość płci i o lepsze jutro.

Zielone Wiadomości objęły swoim patronatem Centrum Zielone (8.10.2022 godz. 15:00 – 18:30, Rotunda), w którym odbędą się trzy dyskusje przy okrągłym stole:

15:00 – 16:10 „Ekofeministyczna troska jako polityczny program”

Kolejna debata wokół ekofeminizmu jako myśli i ruchu społecznego, dla którego troska jest narzędziem politycznej zmiany. Zaproszone dyskutantki to: Magdalena Gałkiewicz, Ewa Sufin-Jacquemart, Ewa Ernst-Dziedzic (Austria), Angelika Kimbort, Dominika Lasota, Monika Żółkoś, prowadzi: Elżbieta Osowicz. Wideo: Magdalena Środa. Rozdawana będzie książka: „Odwaga troski. Ekofeminizm jako źródło inspiracji”. Debata organizowana przez Green European Foundation ze wsparciem Parlamentu Europejskiego.

16:15 – 17:20 „Jak konsumować mniej, ale lepiej dla siebie i świata?”

O wybranych aspektach odpowiedzialnej konsumpcji w dziedzinie energii, mody, kosmetyków i żywności zachęcą do dyskusji: Urszula Zielińska, Joanna Wis-Bielewicz (Orsted), Antonina Samecka, Ewa Badowska-Domagała, Adela Gąsiorowska, prowadzi: Ewa Sufin-Jacquemart

17:25 – 18:30 „Gaja i jej zagrożona bioróżnorodność”

O zagrożonych ekosystemach Odry i innych rzek, zieleni miejskiej i starych lasów jak Puszcza Białowieska będą inicjować dyskusję: Elżbieta Polak, Małgorzata Tracz, Beata Olejarz, Małgorzata Piszczek, Sabina Lubaczewska, Natalia Koryncka-Gruz, prowadzi: Katarzyna Karpa-Świderek


 

27 stycznia 2021 roku opublikowano wyrok upolitycznionego Trybunału Konstytucyjnego ws. ustawy antyaborcyjnej z 1993 r. Przepis zezwalający na przerwanie ciąży, gdy badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu, został uznany za niekonstytucyjny. To kolejny krok ograniczający prawo do aborcji w Polsce. Nie oszukujmy się jednak. Nawet przed opublikowaniem tego wyroku fałszywy kompromis w sprawie aborcji nie działał. Dla większości osób w ciąży, w Polsce zabieg nie był dostępny, nawet jeśli zachodziły pozostałe przesłanki przewidziane w ustawie, czyli ciąża była wynikiem czynu zabronionego (np. gwałtu), lub kontynuacja ciąży zagrażała życiu i zdrowiu ciężarnej. To często przemilczane, bardzo bolesne historie, o których boimy się mówić.

Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny uruchomiła specjalny formularz na stronie internetowej #HistorieKobiet – Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, dzięki któremu wiele z tych historii ujrzało światło dzienne. Są to prawdziwe ludzkie dramaty, opowieści o personelu medyczny wprowadzającym w błąd, klauzuli sumienia, bezsilności wobec systemu. W obecnej sytuacji politycznej szansa na szybkie zmiany są bardzo małe. Co możemy zrobić? Możemy okazać sobie wzajemnie solidarność bez oceniania. Dzielić się informacją o organizacjach, które mogą nam pomóc, wspierać je finansowo, aby miały większe możliwości działania, a w końcu po prostu trzymać za rękę wtedy, kiedy ktoś potrzebuje wsparcia przed, w trakcie lub po aborcji.

Różnego rodzaju pomocy udziela m.in. Federacja na rzecz kobiet i planowania rodziny, której zespół Prawny działa od 2008 roku. Prawnicy oraz prawniczki Zespołu udzielają informacji i wsparcia w sytuacji naruszenia prawa do realizacji praw reprodukcyjnych, w szczególności w przypadkach odmowy świadczeń medycznych. Ekspertki (edukatorki seksualne Grupy Ponton, ginekolożka, prawniczka oraz psycholożka), dyżurują od poniedziałku do piątku w godzinach 16:00 – 20:00 pod numerem 22 635 93 92 i odpowiadają na pytania dotyczące praw i zdrowia reprodukcyjnego kobiet. Pierwsza rozmowa w ramach Telefonu Zaufania odbyła się w 1991 roku. Od tego czasu, ekspertki Telefonu Zaufania przeprowadzają ponad 2000 rozmów rocznie.

Podczas ostatnich protestów przeciwko ograniczaniu prawa do aborcji w Polsce wiele osób wyszło na ulicę z transparentem ABORCJA BEZ GRANIC z numerem telefonu +48 22 29 22 597. To wspólna inicjatywa wielu organizacji. Karolina Więckiewicz z Aborcyjnego Dream Teamu zgodziła się opowiedzieć nam o tej inicjatywie i najnowszym projekcie zmiany prawa aborcyjnego w Polsce.

Aleksandra Kołeczek: Aborcyjny Dream Team, Abortion Support Network, Abortion Network Amsterdam, Ciocia Basia, Women Help Women i Kobiety w Sieci. Jak to się stało, że te organizacje zaczęły współpracować w ramach inicjatywy Aborcja bez granic i co było powodem rozpoczęcia tej współpracy?

Karolina Więckiewicz: Wszystkie grupy mają za sobą wiele lat wspólnych działań. Aborcja Bez Granic to inicjatywa, w której to doświadczenie i zaufanie, które do siebie mamy wykorzystujemy, aby osoby, które się do nas zwracają mogły uzyskać informację o wszystkich opcjach, które mają. Kluczowym elementem tej współpracy jest jednak obecność w inicjatywie Abortion Support Network – organizacji charytatywnej, która od kilkunastu lat wspiera finansowo osoby potrzebujące aborcji i podróżujące w tym celu za granicę.

Powodem, dla którego ta inicjatywa powstała, jest potrzeba udzielania tego wsparcia. Nie może być tak, że osoby kontynuują ciążę, której nie chcą lub nie mogą kontynuować tylko dlatego, że nie mają pieniędzy na wyjazd za granicę.

AK: Jakiego rodzaju pomoc oferuje Aborcja bez granic?

KW: Przede wszystkim w jednym miejscu, dzwoniąc pod jeden numer telefonu, uzyskują informacje na temat wszystkich możliwych opcji, które są dostępne w ich sytuacji. Są to informacje o możliwości przeprowadzenia aborcji w domu za pomocą tabletek, o tym, jak one działają, skąd je wziąć, jak bezpiecznie je zażyć, na co uważać, kiedy udać się do lekarza i wszelkie inne informacje potrzebne osobie, która rozważa tę metodę lub się na nią zdecydowała.

Jeśli z jakiegoś powodu osoba nie może lub nie chce samodzielnie przerwać ciąży tabletkami, informowana jest o możliwości wyjazdu do Niemiec, Holandii lub Anglii oraz podawane są jej informacje na temat tego, jak wygląda zabieg w danym kraju w konkretnym tygodniu ciąży. Dostaje też informacje o grupach i organizacjach działających lokalnie, które na miejscu udzielają wsparcia logistycznego i organizacyjnego, zapewniają nocleg, tłumaczenie, towarzyszą w wizycie w klinice. Osoby dostają też informację o tym, że w razie braku środków na wyjazd, mogą uzyskać wsparcie finansowe – Aborcja Bez Granic pokrywa wszystkie koszty związane z podróżą, pobytem w innym kraju oraz zabiegiem.

Od grudnia 2019 roku nie trzeba mieć pieniędzy, aby mieć aborcję w innym kraju.

AK: Podczas ostatnich protestów przeciwko ograniczaniu prawa do aborcji w Polsce wiele osób wyszło na ulicę z transparentem ABORCJA BEZ GRANIC z numerem telefonu +48 22 29 22 597. Czy zauważyłyście zwiększone zainteresowanie uzyskaniem pomocy przy aborcji?

KW: Na pewno zauważyłyśmy zwiększenie liczby telefonów i osób zwracających się do nas o pomoc. Nie oznacza to jednak, że więcej osób potrzebuje aborcji czy wsparcia w aborcji. Oznacza to, że więcej osób dowiedziało się o możliwości uzyskania rzetelnej informacji i wsparcia, którego potrzebują.

AK: Kto do Was dzwoni/pisze? Czy udało się dotrzeć z informacją o Aborcji bez granic również do mniejszych miejscowości i mniej zamożnych osób?

KW: Wiele osób dzwoniło po to, żeby się dowiedzieć, czy rzeczywiście wsparcie będzie udzielane także w sytuacji stwierdzenia nieprawidłowości w rozwoju płodu. Zdecydowana większość osób jednak dzwoniła po to, aby dowiedzieć się w jaki sposób można przerwać ciążę, której się nie chce, najczęściej w pierwszych kilkunastu tygodniach jej trwania. Jest to odzwierciedlenie realnych potrzeb i rzeczywistości aborcyjnej, bo wszystkie badania światowe pokazują, że 97% aborcji to aborcje, które robi się dlatego, że nie można lub nie chce się kontynuować, a 3% to te, które opisane są w ustawie z 1993 roku. Obecnie w Polsce najwięcej osób przerywa ciąże tabletkami w domu.

Jesteśmy przekonane, że dzięki rozpowszechnianiu numeru, udaje się docierać do coraz większej liczby osób i dzwonią osoby z całej Polski oraz tak, zdecydowanie również takie, które w ogóle nie mają pieniędzy na zabieg. Wiedzą bowiem, że to właśnie miejsce, w którym bez względu na swoją sytuację finansową dostaną wsparcie.

Piszą do nas również osoby, które nie są pewne, czy są w ciąży oraz takie, które nie są pewne, czy udało im się ją przerwać. Towarzyszymy czasem od pierwszego momentu, czyli pozytywnego testu ciążowego (lub w ogóle decyzji o tym, żeby ten test zrobić) do momentu, w którym czasem po miesiącu lub dwóch od aborcji, wraca regularny cykl. W międzyczasie osoby zamawiają tabletki, czekają na nie, wybierają moment, w którym je zażyć, robią aborcję i mają często wątpliwości, czy wszystko idzie dobrze, rozważają wizytę w szpitalu lub muszą do niego jechać oraz opisują nam swoje emocje, kiedy wiedzą, że się udało.

AK: Jak można wspomóc Aborcję bez granic?

KW: Finansowe wsparcie jest możliwe poprzez przekazywanie darowizn na Abortion Support Network (https://www.asn.org.uk/donate/) – pieniądze te zostaną przekazane na finansowanie zabiegów i wyjazdów. Można również wpłacać darowizny na rzecz Women Help Women – organizacji, która wspiera w dostępie do tabletek aborcyjnych i dzięki darowiznom może wspierać osoby, które nie mają na nie środków. Można również wspierać bezpośrednio grupy działające w Niemczech i Holandii czyli Ciocię Basię i Abortion Support Network.

Wpłacając pieniądze na zrzutkę na działalność ADT możemy otrzymać również wlepki Aborcji Bez Granic, które można rozklejać w swojej okolicy, aby informacja o numerze telefonu i możliwym wsparciu docierała bardzo szeroko.

AK: Nowy obywatelski projekt ustawy „Legalna aborcja bez kompromisów” zakłada min. Prawo do przerywania ciąży do końca 12. tygodnia lub do 24. tygodnia w przypadku, gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia fizycznego lub psychicznego osoby w ciąży. Czy ta propozycja jest dobrą odpowiedzią na kolejne próby ograniczania prawa do aborcji i ma szansę zmienić sytuację w Polsce?

KW: Naszym marzeniem jest brak ustaw aborcyjnych. Uważamy, że fakt, że ten prosty zabieg medyczny, najczęstszy w ginekologii i położnictwie ma swoją własną ustawę wynika ze stygmatyzacji aborcji. Ustawy powstają wprost ze stygmy aborcyjnej, przekonania o tym, że aborcja jest czymś złym, co należy ograniczyć i dopuścić tylko w ograniczonym zakresie, ściśle kontrolować, obwarować takimi zasadami i wymaganiami, żeby mieć pewność, że tylko te naprawdę dobre aborcje są wykonywane. W tym celu powstaje dużo rozwiązań – ograniczenia czasowe, wiekowe, możliwość aborcji tylko w ramach systemu ochrony zdrowia, z określonych powodów, które trzeba udowodnić, za zgodą rodziców, w niektórych krajach także męża, po odbyciu obowiązkowej konsultacji i odczekaniu określonego czasu. W ustawach aborcyjnych w zasadzie nigdy nie chodzi o osoby, które potrzebują aborcji, ich potrzeby. Ustawy aborcyjne to narzędzie kontroli i dyscyplinowania.

Ustawy te nie tylko pochodzą z aborcyjnej stygmy, ale także ją reprodukują i potęgują, ponieważ zazwyczaj towarzyszą im przepisy prawa karnego, które każdą aborcję z opisanymi zasadami niezgodną wkładają w ramy przestępstwa w różny sposób ujmując to, kto może je popełnić. Rzadko jest to osoba w ciąży, ale osoby, które zabieg wykonują lub w tym pomagają podlegają odpowiedzialności karnej, co też pokazuje określony stosunek do osób mających aborcję. Nie może być za łatwo. Trzeba się nacierpieć i zasłużyć.

Dlatego marzymy o tym, żeby tych ustaw nie było. Niestety do tego jest pewnie daleka droga. Wyjątkiem jest Kanada, której historia legislacji w zakresie aborcji jest szczególnie interesująca – brak jest tam odrębnej ustawy regulującej dostęp i możliwość przeprowadzenia tego zabiegu. Dlaczego tak się stało? W skrócie można powiedzieć, że w praktyce okazało się, że taka ustawa może nie funkcjonować i jej brak nie jest w żaden sposób negatywny. Aborcja uregulowana jest podobnie jak wszystkie inne świadczenia zdrowotne – protokołami medycznymi i przepisami dotyczącymi prawa pacjenta i wykonywania zawodu lekarza, finansowania świadczeń itp.

Ustawa proponowana przez Komitet “Legalna aborcja bez kompromisów” to absolutne minimum. Państwo nie może wiecznie zrzucać całej odpowiedzialności za aborcje na organizacje i grupy pomocowe. Powinno zastąpić dostęp do aborcji w ramach formalnego systemu, a nieformalna sieć wsparcia powinna być dla tych osób, które nie mogą lub nie chcą skorzystać z tego formalnego. Tymczasem obecnie dostęp do aborcji zapewniany jest tylko dlatego, że istnieje ogromna sieć feministycznego wsparcia, w Polsce i w Europie.

AK: Dziękuję za rozmowę.


 

Marta Pabian rozmawia z Sylwią Spurek, która obserwuje kwestie praw kobiet z perspektywy Brukseli, a wcześniej zajmowała się nimi na co dzień, w swojej działalności społecznej i zawodowej. Sylwia Spurek, jedyna zielona polska przedstawicielka w Parlamencie Europejskim mówi o zasadzie równości, przemocy wobec kobiet oraz tłumaczy, dlaczego tak ważna jest Konwencja Stambulska.
Marta Pabian: Oglądałam ostatnio serial „Mrs. America” o walce amerykańskich kobiet o przegłosowanie poprawki dotyczącej równości praw (Equal Right Amendment) z 1972 roku. W Stanach Zjednoczonych do dzisiaj nie udało się jej przegłosować, a co za tym idzie – wprowadzić do systemu prawnego, pomimo dużego wsparcia ruchów feministycznych. Rzecz się dzieje w latach siedemdziesiątych, a mam wrażenie, ze niewiele się zmieniło. Dlaczego, Pani zdaniem, walka o podstawowe prawa kobiet, prawa człowieka, nawet w krajach najbardziej rozwiniętych jest taka ciężka?

Sylwia Spurek: Bo niektórym to jest na rękę. Niektórym, niestety, jest na rękę, żeby kobiety nie miały równych szans. Niektórzy z kolei nie uświadamiają sobie uprzywilejowanej sytuacji, w jakiej się znaleźli. A jeszcze inni nie mają ochoty na zmianę sytuacji. Oczywiście, są też mężczyźni, którzy stoją po stronie kobiet nie tylko nazywając siebie feministami, ale podejmując działania na rzecz kobiet, praw reprodukcyjnych i przeciwko przemocy. Ważne jest, żeby mężczyźni byli z nami, byli naszymi sojusznikami, ale też aby nie odbierali nam głosu – niech wzmacniają ten głos, a nie dominują w przekazie. Niestety debata o prawie aborcyjnym w Polsce pokazał, że wielu mężczyzn nie potrafi się oprzeć pokusie zabierania głosu zamiast kobiet. Nie na rzecz czy w interesie kobiet, ale zamiast nich. Kiedy mamy do czynienia z wypaczonym dyskursem o aborcji, opartym o narrację o „morderstwach”, „nienarodzonych dzieciach”, „życiu od poczęcia”, słyszymy także głosy panów, dotkniętych estetyką protestów, zgorszonych padającymi na nich wulgaryzmami czy pouczających nas, jak powinnyśmy manifestować nasze niezadowolenie. Świadomie czy nie wspierają w ten sposób ten dyskurs i są przeciwko prawom kobiet nam. To powinna być nasza wspólna walka i sprawa. Dopóki niektórzy tego nie zrozumieją, dopóty będziemy mieli niestety problem z realizacją podstawowych praw kobiet na całym świecie.

Myślę, że jest w tym sporo racji. Ale w takim razie, w jaki sposób wciągnąć mężczyzn w tę walkę i w jaki sposób egalitaryzować ten dyskurs?

Praca zaczyna się od najmłodszych lat, od przedszkola. Niestety, nie pokazujemy chłopcom i dziewczynkom równościowych standardów. Brakuje edukacji antydyskryminacyjnej, edukacji o prawach człowieka. Nie uczy się tego również w wielu domach – zbyt rzadko mówimy i pokazujemy dzieciom, że każdy, bez względu na swoją płeć, ma prawo realizować swoje cele i swoje marzenia. Bez tego będzie nam trudno cokolwiek zmienić. Poza tym konieczne jest edukowanie dorosłych mężczyzn. I nie zgadzam się ze stwierdzeniami, że „nie da się” wychowywać mężczyzn, bo mają określoną mentalność. Wręcz przeciwnie, takich mężczyzn również możemy i powinniśmy wychowywać, i doskonale pokazała to sytuacja z Jurkiem Owsiakiem. Jeśli ktoś przekracza granice, jeśli używa języka wykluczającego, to bez względu na to, czy jest zasłużony, bez względu na sprawowane przez niego funkcje, powinniśmy mu zwracać uwagę i jego postępowanie krytykować. A on powinien przyjąć krytykę i po prostu przeprosić. Kwestie równości, niedyskryminacji czy demokracji powinny być dla wszystkich oczywiste. A jeżeli nie są – uczmy! I to uczmy mężczyzn bez względu na wiek. Bo równość jest ważna również dla nich, bo dzięki niej oni także nie muszą realizować odgórnie narzuconych im ról, ale będą mogli sami wybrać, jak chcą żyć.

Rozumiem, ze nawiązuje Pani do niedawnej wymiany miedzy Pauliną Młynarską a Jurkiem Owsiakiem, odnośnie niedawnych słów szefa Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy na temat aborcji[1]?

Paulina Młynarska była jedną z wielu kobiet, które zwróciły uwagę Jurkowi Owsiakowi. I jej się za to dostało, zresztą podobnie jak tym pozostałym. Bo według niektórych nie powinno się krytykować zasłużonego działacza społecznego, nawet kiedy narusza prawa człowieka. Niestety mam wrażenie, że on sam nie zrozumiał, że źle zrobił. Nie przeprosił, a tłumaczenie nie odnosiło się do meritum. Co więcej, sam fakt, że odpowiadając na krytykę ze strony wielu kobiet, znanych i mniej znanych, zwrócił się jedynie do Pauliny Młynarskiej, pokazuje jego podejście.

Też mam wrażenie, ze Jurek Owsiak, nazwany skądinąd przez Pauline Młynarską „dziadersem” symbolizuje tutaj być może podejście wielu mężczyzn, ba, także kobiet, nauczonych i przekonanych, że różnice miedzy płciami są nam nadane z góry i narzucają pewne role społeczne i wzorce zachowanie. Często jest to przekonanie zupełnie niezłośliwe, czasem nawet nieświadome.

Mam na pewno dużo więcej tolerancji dla osób, które zostały w ten sposób wychowane, żyją w tradycyjnych rodzinach czy małych społecznościach. Nie miały możliwości i szansy na wyjście poza narzucone schematy myślenia i nie wiedzą, że można. Więcej natomiast wymagam od ludzi wykształconych, działających społecznie, mających ogrom doświadczeń, które mimo wszystko nadal nie dostrzegają, że klimat się zmienił.

Tym bardziej, że ta „rewolucja” powinna właśnie zacząć się od takich osób.

Dokładnie. To oni wyznaczają standardy i pokazują wzorce.

A skoro mówimy o tym skostniałym, konserwatywnym podejściu, to na czym polega nierówność miedzy kobietami a mężczyznami i na jakich podstawach (prawnych, społecznych, politycznych, religijnych) się ona opiera?

Działając na rzecz kobiet od 21 lat, często spotykam się z pytaniem: „To pokażcie konkretnie te przepisy prawne, które dyskryminują kobiety”. Oczywiście, dzisiaj ciężko by było znaleźć w systemach prawnych, zwłaszcza państw europejskich, regulacje prawne, które wprost stanowią dyskryminację ze względu na płeć, wykluczają lub ograniczają szanse. Problem tkwi raczej w braku przepisów, które wzmacniałyby równość oraz w świadomość osób: nie tylko wykonujących przepisy, ale nas wszystkich. Jeśli spojrzymy na to, ilu mężczyzn w Polsce korzysta z urlopu rodzicielskiego, z którego każde z rodziców może w równym stopniu korzystać, to okazuje się, że tylko 1%. Dlaczego? Przecież nie ma tu żadnej dyskryminacji formalno-prawnej. To wynika z kultury i mentalności, ale także z systemowej dyskryminacji. Kobiety cały czas zarabiają mniej, wykonując prace tej samej wartości, a także wykonują dużo częściej mniej płatne prace. Dlatego też decyzja rodziców o tym, które z nich ma skorzystać z urlopu rodzicielskiego, wydaje się oczywista ekonomicznie. Pozostając przy rynku pracy, należy zauważyć, że kobiety częściej mają przerwy w zatrudnieniu i szybciej przechodzą na emeryturę. Zawsze byłam za zrównaniem wieku emerytalnego powinien być zrównany, chociażby dlatego, że niższy wiek emerytalny kobiet oznacza ich często ich ubóstwo na starość.

Porozmawiajmy chwilkę o Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, zwanej Konwencja Stambulska. O co tak naprawdę w niej chodzi i dlaczego niektóre środowiska w Polsce dostrzegają w niej takie zagrożenie?

Powinniśmy przyjrzeć się temu z perspektywy historycznej. Postrzeganie przez niektóre środowiska Konwencji jako zagrożenia, a także duża popularność wyrażenia „ideologia gender” wynika niestety z faktu, że „autorka” Konwencji, Rada Europy, nie reagowała, kiedy w przestrzeni publicznej pojawiły się po raz pierwszy takie stwierdzenia. W Polsce to był 2014 rok. Konwencja była wówczas przedmiotem debaty publicznej, bo trwał proces jej ratyfikacji. Poza pojedynczymi interwencjami pani profesor Małgorzaty Fuszary, Pełnomocniczki Rządu ds. Równego Traktowania, dla której koordynowałam rządowy proces ratyfikacji Konwencji, nie było niestety żadnych działań innych instytucji publicznych, w tym organów Rady Europy, pokazujących, jakie są cele Konwencji. Problemem są także mity i stereotypy dotyczące przemocy w rodzinie, tej najbardziej popularnej formy przemocy wobec kobiet. Kiedy powstawał pierwszy projekt ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, który miałam zaszczyt przygotowywać dla pani premier Izabeli Jarugi-Nowackiej, ministrowie lewicowego rządu, minister sprawiedliwości, pan Mirosław Sadowski oraz minister spraw wewnętrznych i administracji, pan Ryszard Kalisz, dużo bardziej niepokoili się o prawa sprawcy niż o prawa ofiary. Zgodnie mówiono wtedy o prawie własności sprawcy, nie zastanawiając się, co ma zrobić ofiara, kiedy musi uciekać z domu, często z małymi dziećmi. Wtedy przepadł niestety, forsowany przez panią premier mechanizm natychmiastowej izolacji sprawcy od ofiary. Swoją drogą mechanizm ten, dość zaskakująco, został wprowadzony w zeszłym roku przez PIS, po kilkunastu latach od pierwszych prób. W 2005 roku Sejm był również zgodny co do tego, żeby nie przyjąć ustawowego zakazu stosowania kar cielesnych wobec dzieci. W trakcie prac nad nowelizacją ustawy, w 2010 roku, te wszystkie stereotypy nadal były żywe i widoczne: znów nie udało się wprowadzić mechanizmu izolacji ofiary, czyli policyjnego nakazu opuszczenia lokalu przez sprawcę. Nie wybrzmiało również to, co bardzo wyraźnie wybrzmiewa w Konwencji Stambulskiej, czyli gdzie są źródła przemocy wobec kobiet. Konwencja jest widziana jako zagrożenie, bo bardzo wyraźnie wskazuje właśnie na genezę problemu. Niestety wszystkie rządy, odkąd pamiętam, opierały się na tych mitach i stereotypach w procesie stanowienia prawa. Nie jest więc dla mnie zaskakujące, że Konwencja wzbudziła tyle emocji. Dziwi mnie natomiast całkowita bezczynność Rady Europy w tamtym czasie. Rada obudziła się dopiero po kilku latach i przygotowała podręcznik na temat Konwencji. To było jednak kilka lat za późno. Gdy rozum śpi, budzą się demony.

Czyli nastąpiła reakcja trochę według starej maksymy: „uderz w stół, nożyce się odezwą”?

Na cały świecie działają organizacje fundamentalistyczne, które uważnie obserwują procesy legislacyjne i wychwytują te projektowane regulacje, które mogą zagrażać status quo. Mają znakomite zasoby finansowe, działają sprawnie i szybko. Efekty tych działań widzimy w tym momencie. To nie są przecież tylko działania związane z Konwencją Stambulską, ale także sama realizacja polskiej ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, próby wprowadzenie zmian w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym w celu utrudniania orzekania rozwodów, działalność uchwałodawcza niektórych polskich samorządów kreująca de facto strefy wolne od LGBT.

A czy mogłaby pani prostymi słowami przybliżyć nam, co dokładnie znajduje się w Konwencji Stambulskiej i dlaczego powinno nam zaleźć na tym, by obowiązywała ona w Polsce?

Konwencja stanowi najbardziej kompleksowy międzynarodowy dokument prawno-człowieczy, dotyczący zwalczania przemocy wobec kobiet i przemocy w rodzinie. Mówię: najbardziej kompleksowy dlatego, że Konwencja określa działania we wszystkich kluczowych obszarach i wyznacza ich standardy. To działania edukacyjne, zarówno całego społeczeństwa, jak i służb, podmiotów pierwszego kontaktu dla ofiar. Chodzi też o kompleksowe działania i wsparcie dla osób, doświadczających przemocy ze względu na płeć: wsparcie psychologiczne, prawne, materialne, pomoc przy znalezieniu pracy, wszystko zależne od indywidualnej sytuacji. To także działania wobec sprawców: oczywiście ściganie i karanie ich zachowań, ale też izolacja sprawcy od ofiary i działania korekcyjno-edukacyjne. Przemocy człowiek się uczy, a więc może się oduczyć. System państwa powinien opierać się na współpracy ze specjalistycznymi organizacjami pozarządowymi. Do tego, jak już wspominałam, Konwencja wyraźnie wykazuje, co może stanowić źródło przemocy i co, jako takie, powinno być zwalczane. Konwencja jest taką konstytucją praw osoby, doświadczającej przemocy ze względu na płeć i przemocy domowej. Nie ma takiego drugiego dokumentu. Gdybyśmy zaczęli wdrażać standardy Konwencji przynajmniej w 50%, to myślę, ze osoby doświadczające przemocy otrzymywałyby potrzebne im wsparcie, a sprawcy zdawaliby sobie sprawę z niedopuszczalności swoich zachowań. Dzięki temu moglibyśmy skuteczniej zwalczać to zjawisko.

Wydaje mi się, że to, co stoi jeszcze na przeszkodzie w Polsce, to uświęcona wartość rodziny. Jakimi argumentami możemy trafić do osoby, która nie radzi sobie z przemocą, ale nie potrafi się uwolnić od sprawcy, bo to jest przecież jej mąż, brat czy ojciec?

Bardzo chciałabym takim jednym komunikatem sprawić, że ofiara podejmie jakieś działania i przemoc zniknie. Ale bez specjalistycznego systemu wsparcia ze strony państwa, systemu specjalistycznego i interdyscyplinarnego, nie mamy prawa zmuszać nikogo do podjęcia działań. Bo my będziemy przeświadczeni o tym, jak dużo dobrego zrobiliśmy, a to ta osoba poniesie konsekwencje swoich działań. Niestety, ofiary nadal na komisariacie Policji słyszą: „Niech się pani jeszcze zastanowi”, „Czy na pewno chce pani wsadzić ojca swoich dzieci do więzienia?” albo „To przecież on zarabia, jak pani sobie poradzi?”. Sprawy w sądach trwają latami, a sprawca skazywany jest na karę pozbawienia wolności w zawieszeniu, co oznacza, że wraca do domu. Lekarze nadal wysyłają na płatną obdukcje i odmawiają wydania zaświadczenia o przemocy, chociaż mają taki obowiązek. Ofiara po wizycie na policji wraca do domu, w którym jest sprawca. Ona z nim śpi, spotyka się z nim w kuchni. To wszystko jest niezwykle skomplikowane i dlatego prawo musi brać pod uwagę cala ta specyfikę. To właśnie robi Konwencja. I dopóki jej nie wdrożymy, kobiety będą pozostawione same z problemem. I będą bały się nawet o nim mówić. Bo w Polsce mamy taki klimat, że kobiety nie mogą bez winy i wstydu, nawet anonimowo opowiedzieć o problemie. I dobitnie pokazały to badania Agencji Praw Podstawowych z 2014 roku. Ten klimat panuje od wielu lat, nie zmienił się nagle w 2015

Pozostając w sferze praw kobiet, praw człowieka, ale zmieniając nieco fokus. Intuicyjne przecież wyczuwamy, ze obie kwestie są ze sobą powiązane. Skąd, Pani zdaniem, politycznie umotywowana decyzja niby-Trybunału nie-Konstytucyjnego o zakazie aborcji z przyczyn wady płodu? Czy jest to tylko ukłon w stronę środowisk ultrakatolickich, czy tez próba cofnięcia emancypacji w czasie? Czy będzie ciąg dalszy?

Ciąg dalszy pewnie będzie. Ale to wszystko nie ma swojego początku w 2015 roku, kiedy PiS wygrał wybory. Nie ma swojego początku nawet w 1993, kiedy została przyjęta ustawa antyaborcyjna. Ma to swój początek na przełomie lat 80 i 90, kiedy uznano, a właściwie mężczyźni uznali, że demokracja nie oznacza równości, a jedną z pierwszych decyzji w wolnej Polsce będzie ograniczanie praw kobiet. Stad się wzięła ustawa z 1993. Stad też się wzięło orzeczenie TK z 1997 roku, kiedy to Trybunał, i to przecież nie Trybunał pani Julii Przyłębskiej, tylko Trybunał pan profesora Andrzeja Zolla, uznał, że aborcja z przyczyn społecznych jest niekonstytucyjna. Stąd się wziął również wyrok Trybunału profesora Andrzeja Rzeplińskiego z 2015 roku, TK jeszcze sprzed PiSu, maksymalnie wzmacniający klauzulę sumienia lekarzy. Dokładnie tej samej logice hołduje wyrok Trybunału Julii Przyłębskiej. I tej sytuacji nie zmienimy, jeśli nadal część panów uważających się za sojuszników kobiet będzie twierdzić, że „kobiety mają prawo do decyzji, ale”. Jeśli kobieta ma prawo decydować o sobie, to ma prawo decydować bez „ale”. Powtarzam, że aborcja jest ok, bo każda kobieta, która miała lub planuje przeprowadzić aborcję, nie może od nas usłyszeć niczego innego. W przeciwnym razie stygmatyzujemy ją i osądzamy. I będzie ciąg dalszy, bo na to po prostu pozwoliliśmy. Bo politycy i polityczki przez ostatnich 30 lat odwracali głowę od problemu i akceptowali brak realizacji i tak już restrykcyjnej ustawy. Sprawozdania rządowe z realizacji ustawy antyaborcyjnej od początku, czyli od prawie 30 lat, wyglądają tak samo. Nie przedstawiają realizacji ustawy, tylko cytują przypisy. Tak było za rządów lewicowych, tak było za PO, tak jest za PiS. Jeśli dla niektórych osób kopanie piłki było ważniejsze przez wiele lat od praw kobiet, to nie ma się czemu się dziwić.

Rozumiem, ze równie logiczne będzie dalsze ograniczanie prawa aborcyjnego, chociażby z przesłanki czynu zabronionego (gwałtu)?

Politycy prawicowy w większości w swoich wypowiedziach odżegnują się od dalszego ograniczenia prawa do aborcji i wprowadzania zmian w zakresie dwóch pozostałych przesłanek przerwania ciąży. Jeśli jednak ktoś mówi o „życiu”, „nienarodzonym dziecku” i „zabójstwie dziecka”, to logiczne jest, że będzie dążył do ograniczenia możliwość popełnienia tego „zabójstwa”, jeśli ciąża jest wynikiem czynu zabronionego lub gdy zagraża zdrowiu kobiety. Jedyną dopuszczalną przesłanką aborcji według tej logiki powinno być zagrożenie życia kobiety, bo wtedy kosztem „życia” ratujemy inne życie.

Też się niestety tego obawiam. Natomiast bardzo fajnie naprowadziła mnie Pani na kolejne pytanie. Chciałabym porozmawiać o opozycji. Jakie priorytety w walce o prawa kobiet powinna mieć opozycja? Strajk Kobiet wyciąga na ulice tłumy ludzi, pokazując niezadowolenie społeczne. Czy i jaka oprawę polityczna powinien mieć ten ruch? Czego nam brakuje, by się skutecznie obronić?

Na pewno nie zmuszałabym osób, które obecnie protestują, do wejścia do polityki. Politycy i polityczki oraz aktywiści i aktywistki mają do odegrania inne role. Sama jestem polityczką od niedawna i nadal postrzegam siebie jako ekspertkę. Tym „starym” politykom i polityczkom powiedziałabym dwie rzeczy. Po pierwsze, nie ma szans na prawdziwą reformę bez równości. To musi oznaczać zaangażowanie kobiet do wszelkich procesów decyzyjnych, a nie ich pomijanie, jak dotychczas. Ponadto, musi pojawić się agenda z tematami dotyczącymi praw kobiet ujętymi w sposób maksymalnie progresywny. My nie możemy ciągle słyszeć, że na walkę o prawa kobiet, na te sprawy przyjdzie czas, że najpierw musimy – i tutaj padają stwierdzenia dotyczące priorytetów. Podobnie ma się zresztą sprawa z prawami osób LGBT+. Nie będzie demokracji bez praw kobiet czy bez praw osób LGBT+. Nie możemy się zgodzić na układanie praw chronologicznie, bo już wiemy, jak to się skończyło po 1989 roku. Najpierw miała być wolność, demokracja, prawa pracownicze. Były sprawy ważniejsze. Niestety, bardzo szybko zaczęto odbierać prawa kobietom.

Konwencja Stambulska to konstytucja praw kobiet doświadczających przemocy. Niestety 20 marca kobiety w Turcji zostały pozbawione wynikających z niej praw. Prezydent, mężczyzna, zdecydował za kobiety i wypowiedział Konwencję Stambulską, mimo rosnącej skali przemocy domowej. Mimo, że według oficjalnych statystyk w Turcji z rąk partnerów i krewnych umiera rocznie kilkaset kobiet, a organizacje pozarządowe podkreślają, że rzeczywistość jest jeszcze bardziej przerażająca. Decyzja tureckich władz musi być sygnałem ostrzegawczym dla Unii Europejskiej, bo w jej państwach członkowskich, w tym w Polsce, Konwencja też jest zagrożona. Sejm zagłosuje 30 marca nad przekazaniem do prac w komisjach projektu „Tak dla rodziny, nie dla gender”, zakładającego jej wypowiedzenie. To kolejna, po oczekującym na rozpoznanie wniosku premiera do Trybunału Konstytucyjnego, próba zdyskredytowania i podważenia Konwencji. Wyrażając solidarność z Turczynkami, solidaryzujmy się też w obronie Konwencji Stambulskiej w Polsce i postulujmy jej ratyfikację przez UE. Pokażmy, że trzymamy stronę kobiet.

Przerażające jest to, że w XXI wieku nadal mówimy o prawach kobiet w kontekście praw mniejszości.

To jest faktycznie fenomen, że kobiety stanowiąc większość, nadal mówią głosem mniejszości. Ten fenomen nie wynika ze specyfiki tej grupy, ale raczej z katalogu i charakteru praw, które są naruszane. Mówiłyśmy już o przemocy wobec kobiet, o prawach reprodukcyjnych, o sytuacji na rynku pracy. Wiele kobiet doświadcza dyskryminacji krzyżowej, czyli wynikającej nie tylko z tego, że są kobietami, ale również z tego, że mieszkają na wsi, są osobami z niepełnosprawnościami, są bezrobotne, starsze. I wiele osób tych sytuacji nie dostrzega. Ile osób wie, że w XXI wieku głucha kobieta musi iść do lekarza ze swoim dzieckiem, bo w przeciwnym razie nie porozumie się z tym lekarzem? Że kobieta z niepełnosprawnością ruchową musi być na fotel ginekologiczny wnoszona przez lekarza, recepcjonistkę i pielęgniarkę, inaczej nie można jej zbadać, bo brak odpowiedniego wyposażenia gabinetu? Kobiety nieheteronormatywne, Romki, uchodźczynie doznają ogromnej fali nienawiści, nie tylko w sieci, ale też coraz częściej w postaci ataków przemocy fizycznej na ulicy. Ta lista spraw niezałatwionych jest bardzo długa, a charakter tych spraw powinien nam dawać do myślenia! W lutym miała miejsce sesja plenarna Parlamentu Europejskiego, na której dyskutowano o prawach kobiet w kontekście 25. rocznicy przyjęcia Platformy Pekińskiej. Czytając dokumenty przyjęte w 1995 roku na konferencji ONZ w sprawie kobiet, Deklarację Pekińską i Platformę Działania[2], mam niestety wrażenie, że niewiele się zmieniło, a wymienione w dokumentach postulaty i rekomendacje są nadal bardzo aktualne.

Z gatunku political fiction. I have a dream… Prawa Kobiet w Polsce 2030. Jak chciałaby Pani, żeby wyglądały i co by się musiało wydarzyć?

Hmm.. Pewnie musiałaby się wydarzyć rewolucja, a szczególnie rewolucja w głowach polityków liberalnej banki, którzy nadal nie potrafią zrozumieć podstawowych rzeczy. Mówię tutaj o całej opozycji, począwszy od tych, którzy twierdzą, że o prawach człowieka można dyskutować w referendum, po tych, którzy chętnie mówią o prawach kobiet, ale nie są w tym niestety wiarygodni. Marzy mi się, żeby każda osoba, bez względu na swoją płeć czy orientacją seksualną, mogła realizować swoje cele i spełniać swoje marzenia. Żeby mogła podejmować autonomiczne decyzje, niepodyktowane przymusem, stereotypami, czynnikami zewnętrznymi czy oczekiwaniami otoczenia.

A to i tak już bardzo dużo. Parodiując klasykę polskiej kinematografii, możemy stwierdzić, ze Unia Europejska jest kobietą, więc jeszcze jedno pytanie o Unię. Jakimi sprawami ważnymi dla Polski zajmuje się Pani w Parlamencie Europejskim? Jakie ma Pani plany polityczne na najbliższy okres?

Weszłam do polityki całkiem niedawno, bo w marcu 2019. Wcześniej działałam w tych samych obszarach, ale z pozycji aktywistki, prawniczki, urzędniczki, legislatorki, akademiczki, Zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich. I ta ponad 20-letnia działalność miała jeden wspólny mianownik – moje wartości i standardy, cele i priorytety, dotyczące praw człowieka. Od początku realizacji mojego mandatu w Parlamencie Europejskim zaczęłam również działać także na rzecz praw zwierząt. Sama jestem weganką. I to nie jest kwestia diety, ale całego stylu życia opierającego się na założeniu, że zwierzęta nie są na świecie dla człowieka, a my, ludzie, nie mamy prawa ich eksploatować, wykorzystywać, zabijać. Prawa człowieka i prawa zwierząt to są moje dwa priorytety na tę kadencję. Chcę przede wszystkim inicjować debatę publiczną w tych obszarach i zmieniać kierunek tej debaty. Proszę zobaczyć, w jaki sposób dyskutujemy o katastrofie klimatycznej: mówimy o energii czy o transporcie, ale mało kto zwraca uwagę na rolnictwo przemysłowe. Podnoszę ten temat przy każdej możliwej okazji i staram otwierać ludziom oczy na kwestie, które od dawna powinny być oczywiste w Parlamencie Europejskim. Próbuję mobilizować do działania Komisję Europejską. Minął już ponad rok, od kiedy Ursula von der Leyen powołała swoją Komisję, a nic zupełnie nie wydarzyło się w tematyce zwalczania przemocy wobec kobiet. A obiecywano wiele: przyspieszenie ratyfikacji Konwencji Stambulskiej, wpisanie przemocy wobec kobiet do katalogu przestępstw unijnych, systemowe, ważne zmiany. To wszystko Ursula von der Leyen osobiście zadeklarowała mi podczas naszego roboczego spotkania przed jej wyborem na Przewodniczącą KE. Ponieważ nic nie zrobiła, w zeszłym roku z okazji 16 dni przeciw przemocy wobec kobiet wystosowałam do niej kilkudziesięciostronicowy list z mapą drogowa właśnie w sprawie przeciwdziałania przemocy wobec kobiet. Ten list podpisało 75 posłów i posłanek, ale też, z czego jestem wyjątkowo dumna, prawie 60 tysięcy osób z Polski. To pokazuje, jak naprawdę istotny jest to problem i że Komisja powinna w końcu wziąć się do roboty. W ten sposób działam i będę działać: monitorując działania Komisji, wychodząc z konkretnymi propozycjami, zwracając uwagę na potrzebę podjęcia pewnych działań. I przesuwając granicę debaty publicznej. Bo czas na zmiany i w obszarze praw człowieka, i w obszarze praw zwierząt.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

[1] „Nie jesteśmy świrami, wariatami, którzy mówią, że aborcja ma być na pstryknięcie. To jest absolutnie nadużycie” – oświadczył Jerzy Owsiak, dodając, że nie zgadza się z „tą najnowszą ustawą”, która jest „restrykcyjna, nie powstała w wyniku żadnego dialogu”.

[2] Dokumenty przyjęte na IV Światowej Konferencji w sprawie Kobiet pod egidą ONZ, która miała miejsce w Pekinie w dniach 4–15 września 1995 roku.

Na ulicach całej Polski rewolucja jakiej jeszcze nie było. Tym razem do walki z PiS-em stanęło zupełnie inne pokolenie, które zmianą ustawy aborcyjnej poczuło się osobiście dotknięte.

To co zadziało się w 22.10 w Trybunale Konstytucyjnym stało się przysłowiową kroplą goryczy, która przepełniła czarę frustracji i rozczarowania. Młodzi ludzie, bo jest ich na protestach zdecydowana większość, nie walczą już tylko o prawa do aborcji i o prawa człowieka do samostanowienia. To walka, a właściwie wojna o demokrację, o godność, o godziwą płacę i pracę, o edukację, o poprawę służby zdrowia, o bycie obywatelem świata. Młodzi ludzie walczą o przyszłość swoją i swoich dzieci. Zmienił się zasadniczo język protestów. Nie ma w nim miejsca na kompromis. To pokazują hasła tego spontanicznego ruchu młodych. Są one krótkie i mało polemiczne; Wypier…c, i jeb..ć PIS. To jasny sygnał czego protestujący oczekują; PIS musi odejść i zakończyć swoją destrukcyjną krucjatę mocno opartą na kościele katolickim, który z tylnej ławki podsuwa coraz to nowsze pomysły jak cofnąć Polskę do średniowiecza. Do wściekłych kobiet dołączyli ich mężowie, partnerzy ale też LGBTQ+ i wszystkie upodlone przez PIS grupy polskiego społeczeństwa. Protest trwa już tydzień i nie widać jego końca.

Przypomnę co było jego początkiem; dokładnie przed tygodniem, w cieniu pandemii – 22.10. marionetkowy Trybunał Konstytucyjny zaostrzył już bardzo restrykcyjne prawo aborcyjne wykluczając z katalogu przepis pozwalający na przerwanie ciąży, w przypadku gdy badania prenatalne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu. Pomysł nie jest nowy, bo już w 2017 roku podobny wniosek złożony przez 107 posłów, w tym Krystynę Pawłowicz, został przez TK odrzucony w lipcu tego roku z powodu dyskontynuacji. Zmiana składu TK na „swoich”, pozwoliła PiS-owi i stającym za tym ugrupowaniem fundamentalistom, na jego przegłosowanie.

Kobiety polskie dokładnie zdają sobie sprawę z konsekwencji takiego zakazu. Będą zmuszone rodzić dzieci z poważnymi wadami lub oglądać śmierć urodzonego z nieodwracalną wadą dziecka. Trudno wyobrazić sobie ból i dramat takich rodzin. Powszechnie wiadomo, że system opieki nad osobami niepełnosprawnymi w Polsce praktycznie nie istnieje i rodzina skazana jest na radzenie sobie we własnym zakresie. Często kobiety zostają w takich sytuacjach same, zostawione przez męża, partnera, który nie umie sobie poradzić z sytuacją. System edukacyjny, który propaguje PiS nie uczy tolerancji dla różnorodności i integracji, co powoduje, że osoby nawet z niewielkim wadami są wykluczone społecznie. Ostatnio słyszałam o przypadku, kiedy w prywatnej szkole rodzice wypisali swoje dzieci z klasy, do której został zapisany chory na Aspergera chłopiec.

Protest w Zielonej Górze/Fot. Łukasz Dudzic

Przypomnijmy sobie czasy nie tak odległe, kiedy to w Polsce obowiązywało prawo zezwalające na aborcję z wyboru kobiety. Prawo zostało wprowadzone w 1956 roku, czyli w trzy lata po śmierci Stalina, głównego propagatora wytycznych w obszarze prawa do przerywania ciąży, którego polityka wynikała z chęci przejęcia kontroli nad liczbą urodzeń i wprowadzenia takiego sposobu postrzegania kobiety, zgodnie z którym jej celem jest jedynie produkcja i reprodukcja*. Trudno uwierzyć, że zmiany tego represyjnego, stalinowskiego prawa dla kobiet zmieniła właśnie kobieta Maria Jaszczukowa.

Maria Jaszczukowa, z wykształcenia filozofka, należała do Ligii Kobiet i była działaczką ruchu kobiecego w powojennej Polsce. Członkini Stronnictwa Demokratycznego, z ramienia którego była parlamentarzystką w Sejmie PRL. W 1956 roku była posłanką sprawozdawczynią ustawy o warunkach dopuszczalności ciąży.

Podczas swojego wystąpienia popierającego liberalizację przepisów w zakresie prawa do aborcji Maria Jaszczukowa pokazała dane Ministerstwa Zdrowia o liczbie nielegalnych aborcji szacowanych na 300 tysięcy rocznie (z czego 80 tys. kobiet z poważnymi uszkodzeniami narządów rodnych przyjmowały szpitale) i udowodniła, że prawo narażające życie i zdrowie kobiet jest martwe”, „nienormalne” i „niemoralne”. Ta argumentacja była wystarczająca aby prawie jednomyślnie zliberalizować prawo do aborcji.

Czy obecna sytuacja w Polsce, gdzie wykonuje się tysiące aborcji płatnych za granicą a może i kraju, nie jest analogiczna do tej z 1956 roku?

Zatem istniejące prawo jest MARTWE, NIEMORALNE i NIENORMALNE, a hipokryzja PIS-u, który nie dostrzega tzw. turystyki aborcyjnej, jest niewyobrażalna.

Są w Europie przykłady krajów, które w swojej mądrości zdecydowały się na zmianę: Irlandia zmieniła swoje konserwatywne podejście do aborcji właśnie z tych przesłanek stwierdzając, że nie będą eksportować swoich problemów za granicę.

Ograniczenie prawa do aborcji to policzek wymierzony polskim kobietom, którym odebrano konstytucyjne prawo do samostanowienia, które podważa ich mądrość i odpowiedzialność i które prowadzi w dużej ilości przypadków do rozpadu rodzin. Wolność wyboru jest najlepszym wyjściem dla wszystkich; kobiety, które są aborcji przeciwne mogą jej nie wykonywać, ale dlaczego ograniczamy prawa tych, które z przyczyn zdrowotnych, społecznych i innych ważnych, chcą jej dokonać?

PiS nie spodziewał się, że uderzając w kobiety po raz kolejny, otworzy Puszkę Pandory i że wywoła protesty za całość swoich nieudolnych rządów.

Nie zapominajmy, że na dnie puszki jest nadzieja.

Ta nadzieja daje szansę na przyszłość bez PiSu, w demokratycznym kraju, w którym szanuje się prawo, ludzi, różnorodność i otaczający nas świat.

Wychodząc na ulicę właśnie o taką przyszłość dla siebie, naszych dla dzieci i wnuków walczymy.

P.S. Prezydent RP zapowiada nową ustawę antyaborcyjną

————-

• http://soviethistory.msu.edu/1936-2/abolition-of-legal-abortion/

Krystyna Boczkowska. Autorka jest członkinią Zarządu Stowarzyszenia Kongres Kobiet, członkinią Partii Zieloni, doradczynią Fundacji Liderek Biznesu. Do 07. 2019 r. piastowała funkcję prezeski zarządu i reprezentantki grupy Bosch w Polsce. Obecnie jest członkinią Rady Programowej ds. Kobiet oraz Rady Krajowej Partii Zieloni.

Jestem ekofeministką. Byłam nią od zawsze, chociaż jeszcze kilka lat temu nie umiałam tego nazwać. Z równością i sprawiedliwością w dzisiejszym świecie bywa trudno. Lubimy dzielić, wartościować, oceniać. Lubimy być w opozycji do innych.

Pragniemy wpływu, kontroli, ulegamy sugestiom. Te egoistyczne potrzeby ludzi wykształciły opresyjne, hierarchiczne systemy, które wpychają nas dzisiaj w różne role. Role, które sankcjonują nierówne traktowanie wynikające z płci, rasy, pochodzenia, wyznania/bezwyznaniowości, niepełnosprawności, czy gatunku. Tak powstał patriarchat,  który szczęśliwie zaczyna się chwiać w posadach. Dokładnie w ten sam sposób powstał antropocentryzm. To, czym tak naprawdę jest i za co jest odpowiedzialny trudno jest zauważyć i zrozumieć. Trudno, ponieważ trzeba wyjść z uprzywilejowanej pozycji bycia człowiekiem i spojrzeć szerzej. Nagle zobaczymy lustrzane odbicie tego, co kobietom robił i robi świat kształtowany przez mężczyzn. Zobaczymy także, że sprawiedliwość, równość i prawo do szczęścia, czy dobrobytu to wartości, których nie wolno nam ograniczać do świata ludzkiego.

W tym rozumieniu istotą ekofeminizmu staje się piękna, spójna, szeroka perspektywa, która widzi nie tylko dyskryminację kobiet czy mniejszości, ale również przyszłych pokoleń, zwierząt i natury. To wizja świata harmonijnego, wolnego od dyskryminacji – płciowej, rasowej, społecznej, czy właśnie gatunkowej. To właśnie moja wizja świata.

Ale od początku. Jaka jest aktualna sytuacja kobiet? Trudna. Oburzyłyśmy się – słusznie – gdy religijni fundamentaliści chcieli jeszcze bardziej ograniczyć, już i tak absurdalnie ograniczone, prawa reprodukcyjne. Znalazłyśmy wówczas wsparcie pewnej męskiej części społeczeństwa, która zrobiła wtedy „mały krok do tyłu”, by spojrzeć nieco szerszej niż z perspektywy uprzywilejowanego mężczyzny. Ale czy na tyle szeroko, żeby zobaczyć w całości system opresji, w którym my kobiety musimy funkcjonować? Opresyjny podział ról i wpychanie nas w stereotypy już jako małe dziewczynki w procesie wychowania i socjalizacji? Przemoc, z którą musimy się mierzyć na każdym etapie naszego życia – fizyczną, systemową, słowną, ekonomiczną, seksualną itd.?  Podwójne standardy? Szklane sufity? Niższe wynagrodzenie za taką samą pracę, często ze znacznie lepszym wykształceniem? I w końcu brak prawa do decydowania o własnym ciele? Nie! Cała władza – polityczna, ekonomiczna, prawna i medialna jest niezmiennie w męskich rękach, co powoduje, że koszty społeczne oraz gospodarcze są ogromne. Dlaczego? Dlatego, że ponad połowa społecznego potencjału się marnuje. Moje pytanie brzmi, jaka jest nasza reakcja na to, gdy okazuje się, że wbrew logice wciąż wielu uważa, że to właśnie płeć powinna determinować szanse na szczęśliwe życie? Że to właśnie płeć powinna uprawniać jednych do władania innymi?

Skoro zatem uznajemy, że to kim się urodziliśmy, nie daje nikomu prawa do dyskryminacji i przemocy wobec nas, to jak możemy godzić się na niesprawiedliwość wobec innych istot? Jeżeli oczekujemy zrozumienia naszej feministycznej perspektywy, to jak możemy godzić się na utrwalanie antropocentrycznego porządku, który używa tych samych mechanizmów co patriarchat. Który daje pełne prawo do instrumentalnego traktowania zwierząt i przyrody? Jak możemy zamykać oczy na ból i cierpienie w hodowlach przemysłowych, gdzie płeć determinuje czas trwania i skalę przemocy, gdzie najbardziej eksploatowane są zwierzęta płci żeńskiej – krowy na mleko, kury na jajka? Gdzie cielęta i kurczaki płci męskiej to odpad produkcyjny, który ląduje w rzeźni lub w mielarce, do której jest wrzucany żywcem?  Jak możemy zgadzać się na wyzysk naszej planety, nieograniczone wydobycie jej zasobów, spalanie paliw kopalnych, wyspy plastiku dryfujące po morzach, zatruwanie wody, powietrza i gleby? Załamanie się klimatu oraz gospodarki, masowe migracje i wojny, przemoc i gwałty, które będą bezpośrednim następstwem katastrofy ekologicznej, dotkną właśnie nas – kobiety, nasze dzieci i wnuki.

Zastany świat, którego nas nauczono, który nam wdrukowano, i który większość społeczeństwa przyjmuje bezkrytycznie, to świat, który odbiera podmiotowość zarówno kobietom, jak i zwierzętom, czy szerzej, przyrodzie. Uprzedmiotowienie, umniejszanie czy wręcz zaprzeczenie krzywdy mają służyć jednemu – utrzymaniu status quo obowiązującej hierarchii stworzonej przez i dla białego mężczyzny, który kiedyś siłą fizyczną, a dzisiaj siłą rozpędu kapitalizmu i wszelkich religii, widzi się w centrum świata.  Przykłady można mnożyć. Sprowadzanie kobiet do obiektów seksualnych w reklamach, filmach, w przestrzeni publicznej to dokładnie ten sam mechanizm, który odpowiada za przedstawianie zwierząt jako produkty. Z jednej strony mamy fragmenty kobiecego ciała użyte do reklam narzędzi, opon czy firm energetycznych, z drugiej – fragmenty ciał zwierząt reklamowane jako kiełbasy, szynki, buty czy paski. Również język jest tak skonstruowany, by odcinać naszą świadomość od rzeczywistości. Nie nazywamy rzeczy po imieniu, nie mówimy, że jemy zwłoki zwierzęcia, fragment mięśni świni lub krowy, lecz mięso, wieprzowinę albo wołowinę – jakby to było całkowicie oderwane od istoty, którą zabiliśmy. Wycinkę lasu czy puszczy nazywamy pozyskiwaniem drewna, systemowe lub wręcz dla rozrywki strzelanie do zwierząt – regulacją gatunku. Usprawiedliwiamy sobie masowe i niewyobrażalnie okrutne mordowanie zwierząt, nazywając je humanitarnym ubojem. Co jest humanitarnego w rażeniu prądem, w strzelaniu między oczy czy wrzucaniu żywcem do oparzarki wycieńczonego, sparaliżowanego strachem zwierzęcia, które chce żyć?  Obozy zagłady miliardów zwierząt nazywamy hodowlą. Ta zbiorowa halucynacja jest tak powszechna, tak powszednia, tak oswojona, że każda próba jej zburzenia musi napotkać na paniczny opór. Podobny do tego, z jakim spotkały się sufrażystki w końcu XIX żądające praw wyborczych. Podobny, bo nadchodząca zmiana uderza w zastany, patriarchalny porządek.

Dlatego ekofeminizm musi być i jest praktyczny. To szeroki wachlarz konkretnych wartości, zachowań i postaw, praktyk, które, jeżeli zostaną przejęte przez większość społeczeństwa, doprowadzą do przebudowy świata, jaki znamy, na świat bardziej sprawiedliwy i równościowy. I może, jeżeli będziemy dostatecznie mądrzy jako społeczeństwo i poddamy się tej transformacji bez opierania –  ekofeminizm uratuje nas przed czołowym zderzeniem, w kierunku którego pędzimy?

W skali mikro ważne są nasze codzienne wybory konsumenckie, wybory , które są dobre dla planety, dla środowiska, dla innych ale i dla nas samych, bo przecież od tego, jak urządzimy sobie świat, zależy to, jak będzie nam się na tym świecie żyło.  Stąd rezygnacja z jedzenia zwierząt oraz produktów pochodzenia zwierzęcego, czasem od razu, czasem stopniowo eliminując kolejne produkty pozyskiwane na drodze eksploatacji. Gatunkowizm, czy też szowinizm gatunkowy, nie różni się bowiem niczym od szowinizmu płciowego, genderowego, od rasizmu, homofobii oraz wszystkich innych form dyskryminacji, wykluczeń i -izmów. Nie możemy też zapominać, jaki wpływ na naszą planetę ma hodowla zwierząt – zwłaszcza ta przemysłowa. 77% powierzchni ziem uprawnych wykorzystywanych jest pod produkcję paszy dla zwierząt, ziem głównie w krajach globalnego południa, gdzie najwyższą cenę płacą najbiedniejsi i najsłabsi, bardzo często kobiety i dzieci. Również dlatego płonie Amazonia, a w niej setki tysięcy zwierząt. Rdzennym ludom odbierane są prawa do ziem ich przodków.  Ziemia traci swoje płuca, bo mała grupka zamożnych i wpływowych mężczyzn daje sobie prawo do rozporządzania i dewastowania dla własnego zarobku dobra wspólnego wszystkich ziemian, tych ludzkich i tych nieludzkich. Hodowla przemysłowa to także problem wody, zużywa ona bowiem 1/3 wody pitnej na planecie. Dla zobrazowania skali – do wyprodukowania 1 kg wołowiny potrzeba 14.500 litrów wody. To również zabójstwo dla bioróżnorodności. Dzisiaj zwierzęta hodowlane  stanowią 67 % wszystkich kręgowców na Ziemi. Zwierząt dzikich jest zaledwie 3%, a ich liczba gwałtownie spada. Emisje gazów cieplarnianych z rolnictwa i leśnictwa to według najnowszego raportu IPCC około 23% wszystkich emisji. Do tego trzeba doliczyć kolejne kilkanaście procent pochodzących ze zmarnowanego jedzenia. Obniżenie emisji z tych sektorów jest równie kluczowe jak transformacja energetyczna.

Te wybory to też ograniczenie konsumpcji w ogóle. Postwzrost, który jest historią o tym, że nie możemy na ograniczonej planecie mieć nieograniczonego wzrostu. O tym, że aktualny model wytwarzania, zużywania i wyrzucania, model, w którym, koncerny i ich interesy są stawiane ponad interesem dobra wspólnego, i  którego tak broni patriarchat, to wycieczka wprost w przepaść, w której zginiemy wszyscy. Dlatego kupujmy lokalnie, od lokalnych producentów, w warzywniakach i na targach, minimalizując ślad węglowy wynikający z transportu żywności. Nie marnujemy! Jeśli już decydujemy się na jakiś produkt egzotyczny, niech to będzie fair trade i bez plastiku, można sprawdzić na etykiecie. Na zakupy chodźmy z własnymi torbami i woreczkami, kupujmy na wagę. Jest coraz więcej sklepów, które nam to umożliwiają. Unikajmy kupowania produktów wysoko przetworzonych, pakowanych w plastik. Czytajmy etykiety, sprawdzajmy kosmetyki, czy nie są testowane na zwierzętach, wybierajmy takie, które są zero waste albo chociaż less waste.  Butelki tylko szklane, i jeśli jest możliwość to zwrotne. Woda z kranu, nigdy z plastiku. Ciuchy z second handów. Meble używane, odrestaurowane, z upcyclingu. Sprzęty – o ile to możliwe naprawiajmy, a nie wymieniajmy na nowe. Zamiast samochodu własne nogi, rower lub komunikacja publiczna. Zamiast samolotu – pociąg. Oszczędzajmy prąd. Oszczędzajmy wodę, która jest dobrem deficytowym. Nie odwracajmy głowy od praw zwierząt, od troski o środowisko i planetę. Pamiętajmy, że oddziałujemy na siebie, a skutki katastrofy ekologicznej uderzą najsilniej właśnie w w nas – kobiety, dzieci i zwierzęta. Równość, sprawiedliwość i potrzeba świata wolnego od cierpienia, o który walczymy jako feministki, musi być włączająca na wszystkich możliwych polach. Jeśli to nie nastąpi, to żadna to będzie  równość i żadna sprawiedliwość. A kiedy już to wszystko ułoży się w kompletny, spójny obraz, pamiętajmy, że mamy moc kształtowania tej rzeczywistości nie tylko przez nasze codziennie wybory konsumenckie, lecz także poprzez kształtowanie polityki, biernie i czynnie w niej uczestnicząc.


Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.

3 marca organizujemy Socjalny Kongres Kobiet – pracownic, lokatorek, matek, bez względu na miejsce zamieszkania czy wiek. Chcemy rozmawiać o wspólnych doświadczeniach i potrzebach. O tym jak się bronić przed pracą, która zmienia nasze życie w koszmar, przed drożyzną, która zmusza nas do jeszcze cięższej pracy, przed politykami i szefami, którzy ignorują nasze potrzeby.

Żądamy podwyżek płac i stabilnego zatrudnienia bez względu na to, czy pracujemy w fabryce, instytucji kultury, żłobku czy w markecie. Żądamy opłacania pracy, którą musimy wykonywać za darmo we własnych gospodarstwach domowych. Żądamy skrócenia długości dnia roboczego, co oznacza więcej czasu wolnego dla nas i naszych bliskich. Zakończenia eksmisji i powszechnego dostępu do mieszkań, w których nie będziemy zamarzały zimą. Rozwoju publicznych instytucji opiekuńczych dla dzieci i osób starszych. Darmowej komunikacji miejskiej i nieograniczonego dostępu do opieki medycznej.

Mamy dosyć bycia tanią siłą roboczą. Mamy dosyć pełnienia funkcji darmowego zaplecza socjalnego w efekcie wprowadzania kolejnych cięć i restrukturyzacji. Nie będziemy pokornie przyjmować kolejnych obciążeń pod pretekstem służby krajowi, biznesowi czy rodzinie. Jeżeli wymówimy pracę w fabrykach, szpitalach, instytucjach kultury i opieki, jeżeli przestaniemy zapewniać za pół darmo posiłki czy opiekę, to cała gospodarka stanie w miejscu. Chcemy rozmawiać o praktycznym znaczeniu tego faktu. O tym, jak przeciwdziałać codziennemu wyzyskowi. Musimy się wzajemnie inspirować do działania i zdobywać siłę, aby walczyć o godne życie dla wszystkich, a nie tylko dla bogatych.

Od dwóch lat liberałowie, którzy utracili władzę, próbują wykorzystywać niezadowolenie kobiet, aby ponownie zdobyć poparcie społeczne. Głosowanie nad projektem “Ratujmy Kobiety” dobitnie potwierdziło, ile warta jest liberalna opozycja. Nie potrzebujemy polityków i polityczek. Hasło “władza jest kobietą” to fałsz. Czy nasza sytuacja uległa zmianie od kiedy w parlamencie pojawiło się więcej kobiet? Czy nasze płace są wyższe, kiedy to kierowniczki a nie kierownicy nadzorują naszą pracę? Co jest przyczyną niskich płac kobiet, cięć zabezpieczeń społecznych, zakazu aborcji – brak kobiet u władzy czy system gospodarczy, który działa tylko dzięki utrzymywaniu nierówności społecznych. Czy ludzie sprawujący kontrolę nad instytucjami władzy, które od wieków ograniczają wolność kobiet, mogą nas wyzwolić i doprowadzić do zniesienia nierówności społecznych?

Grupy inicjatywne:

Ogólnopolski Związek Zawodowy Inicjatywa Pracownicza

Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów

Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów

Socjalny Kongres Kobiet  odbędzie się 3 marca  w Teatrze Ósmego Dnia w Poznaniu , ul. Ratajczaka  44.

Program

11:00-11:10 Przywitanie

11:10-13:00 I część – kim jesteśmy, jak działamy, czego oczekujemy

Nie jesteśmy przedstawicielkami biznesu, czy polityki. Nie chcemy występować w roli ekspertek, liderek czy businesswomen. Działamy w związkach zawodowych, stowarzyszeniach lokatorskich i innych grupach walczących z wyzyskiem, biedą i brakiem wpływu na otaczającą nas rzeczywistość. Kongres ma być otwartą przestrzenią umożliwiającą zabranie głosu i wymianę doświadczeń niezależnie od pozycji społecznej osób w nim uczestniczących. Zamiast typowego panelu proponujemy otwartą dyskusję o problemach, z którymi borykamy się w naszych miejscach pracy i w miejscach zamieszkania. Chcemy przedyskutować, na jakie przeszkody organizacyjne natrafiamy w codziennej działalności i o co musimy walczyć.

13:00-13:30 Przerwa

13:30-15:00 II część – nasze plany, jak je realizować, dyskusja nad dotychczasowymi formami protestu.

W drugiej części spotkania będziemy rozmawiać o tym, w jaki sposób rozwijać mobilizacje o wyższe płace czy tanie mieszkalnictwo komunalne. Zastanowimy się jakie postulaty są dla nas najważniejsze oraz jak je realizować. Przedyskutujemy także nasz stosunek do mobilizacji środowisk liberalnych czy wyborów samorządowych. W oparciu o jakie priorytety, zasady i idee budować ruchy społeczne, jakie strategie na teraz i na jutro są właściwe.

15:00-15:15 Przerwa

15:15-16:00 Podsumowanie oraz przedstawienie listy postulatów

W trakcie dyskusji głos zabiorą m.in.:

•Renata Stolarska (Inicjatywa Pracownicza przy Teatrze Ósmego Dnia)

•Justyna Kurzawska, Agnieszka Zakrzewska-Matuszak, Katarzyna Korcz (Inicjatywa Pracownicza przy żłobkach publicznych)

•Renata Bernas, Kornelia Piotrowska, Karolina Skrzypczak (Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów)

•Dorota Grobelna, Sylwia Czubała (pracownice sektora kultury)

•Katarzyna Górna (Komisja Pracowników Sztuki)

•Przedstawicielki Warszawskiego Stowarzyszenie Lokatorów

•Przedstawicielki Inicjatywy Pracowniczej przy Centrum Kultury Zamek

•Przedstawicielki Inicjatywy Pracowniczej przy Amazon Polska

Zapraszamy wszystkich do aktywnego udziału w dyskusji. Poniżej przygotowaliśmy pomocnicze pytania, przybliżające na jakich kwestiach chcemy się skoncentrować.

I część

1. Gdzie pracujesz/mieszkasz/ czy należysz do jakiejś grupy (związek zawodowy, stowarzyszenie, grupa nieformalna itp.)?

2. Czy wszystkie potrzeby twoje i twoich bliskich są zapewnione? Jakie problemy napotykasz w miejscu pracy, zamieszkania lub innym? (wysokie czynsze, brak ogrzewania, za długi czas pracy i zbyt duże obciążenie obowiązkami domowymi, problem z dojazdami, problem z pogodzeniem życia prywatnego z pracą, niskie płace, brak infrastruktury opiekuńczej dla dzieci oraz osób niepełnosprawnych i starszych, brak odpowiednich zabezpieczeń socjalnych, drożyzna, wykorzystywanie i brak tolerancji w stosunku do osób trans lub narodowości itd.)?

3. Jakie działania podjęliście do tej pory i jakie podejmujecie obecnie, jak je oceniacie (poprzez związek zawodowy, naciski na miasto, negocjacje, wejście w spór zbiorowy, groźby strajku, manifestacje i pikiety, samoobniżkę czynszów, blokady eksmisji, procesy sądowe, regularne opracowywanie materiałów na dany temat, naciski na zmianę regulacji prawnych itd.)?

II część

4. Jakie konkretnie macie postulaty, z czego one wynikają i w jaki sposób argumentujecie ich zasadność (wyższe płace, niższe czynsze, wynagrodzenie za pracę domową, skrócenie czasu pracy, zmiana poszczególnych regulacji prawnych, np. dotyczących zwolnienia z pracy ze względu na opiekę na dziecko, więcej miejsc w żłobkach i przedszkolach, rozwój stołówek szkolonych i zajęć poza lekcyjnych, dłuższe urlopy, rozwój mieszkalnictwa komunalnego, przyłączenie mieszkań komunalnych do cieplików, obniżenie opłat za energię itd.)

5. Jakie przeszkody organizacyjne napotykacie podejmując działania na rzecz waszych postulatów? (brak świeżych pomysłów i nowych narzędzi, ignorancja władz, przeciąganie dyskusji i negocjacji przez władze/urzędy/szefów, represje, brak czasu, za długie godziny pracy, podziały wśród mieszkańców oraz wśród pracowników, przeciągające się procesy sadowe, niekorzystne regulacje prawne, zmęczenie i wypalenie, brak interakcji i kontaktów z innymi grupami oraz małe zainteresowanie oraz wsparcie ze strony innych środowisk itd.)?

6. W jaki sposób usprawnić wasze działania? czy w ich rozwoju może pomóc koalicja różnych grup (m.in pracownic i lokatorek) walczących o poprawę jakości naszego życia?

źródło: Ogólnopolski Związek Zawodowy Inicjatywa Pracownicza

Dzień piąty konferencji rozpoczęła Mystica z Azji, która w formie teatralnej prezentowała różne formy agresji, z jakimi spotykają się chłopi i chłopki na tym kontynencie. Niezwykły był moment, w którym wszyscy delegaci zebrani na sali zanucili chłopskie pieśni w swoich językach – salę konferencyjną wypełnił wielowymiarowy, nierozróżnialny chór głosów śpiewających melodie najbliższe sercom ludzi ziemi z całego świata.

Po tym rozpoczęciu nastąpiła również poruszająca i trudna sesja, poświęcona globalnej kampanii „Stop the Violence Against Women” (Stop Przemocy Wobec Kobiet). Sesja rozpoczęła się od wspomnienia indyjskiego Dnia Męczenników, 37. rocznicy śmierci dwóch rolników zastrzelonych  przez policjantów podczas protestu w Karnatace w Indiach. Zgromadzeni uczcili pamięć wszystkich zamordowanych chłopów minutą ciszy – po czterech dniach zgiełku rozmów i okrzyków wypełniających budynek Old Seminary ta chwila skupienia i obecności uświadomiła uczestnikom, że nie ma głośniejszego okrzyku, niż milczenie.

Tytuł porannej sesji – panelu dyskusyjnego — brzmiał „Space of equity and diversity” (Przestrzeń równości i różnorodności), w jego trakcie podsumowano jeszcze raz wnioski ze Zgromadzenia Kobiet, a następnie 9 uczestniczek z każdego regionu opowiedziało o sytuacji kobiet w ich regionie oraz o postępach w globalnej kampanii przeciw przemocy wobec kobiet. Delegatki połączyły się w solidarnym wyrazie współczucia i troski wobec obecnej sytuacji imigrantek w Europie i w basenie Morza Śródziemnego, a także w Meksyku i Stanach Zjednoczonych. Podkreślono trudne okoliczności losu imigrantek opuszczających swoje domy ze względu na konflikt zbrojny lub ubóstwo i brak perspektyw. Uciekając ze swoimi dziećmi, często będąc też w ciąży, kobiety docierają na miejsce i nie znajdują tam obiecanej przez przewodników pracy i schronienia. Zamiast tego muszą walczyć o przetrwanie i chwytać się wszystkich dostępnych rozwiązań – handel ludźmi i ciałem to jeden z najbardziej niedopowiedzianych i najbardziej palących problemów zachodniego społeczeństwa.

Z drugiej strony wspomniano o protestach w Madrycie w ubiegłym roku, które odbywając się pod hasłem omawianej kampanii zjednoczyły różne grupy i ruchy społeczne pokazując wyraźnie, że problem przemocy wobec kobiet jest dostrzegany oraz że w szerokiej części społeczeństwa europejskiego nie ma dla niej akceptacji. Gorzej sytuacja wygląda w państwach islamskich, gdzie rząd utożsamiony jest z instytucją religijną, a kobiety w ramach interpretacji religijnej są obywatelkami drugiej kategorii i nawet jeśli pojawiają się ustawy przywracające im część praw, to w rzeczywistości kulturowej nie ma miejsca na równość. Przykładem może być niedaleka Tunezja, gdzie mimo prawa o obowiązku posiadania dokumentów przez wszystkich obywateli, kobiety często ich nie otrzymują lub utrudnia się im złożenie wniosku o ich otrzymanie. Nie mają więc możliwości głosowania, nie wspominając o perspektywie kandydatury i aktywnej partycypacji w lokalnych instytucjach i innych mechanizmach decyzyjnych. Reprezentantka Bliskiego Wschodu wskazywała też na inne wymiary koszmaru kobiet w tym regionie, gdzie nieposłuszne czy niewierne kobiety sprzedawane są do Syrii i Libii do radykalnych organizacji islamskich lub palone żywcem.

Reprezentantka Ameryki Łacińskiej również wskazywała na przemoc wobec kobiet jako jeden z głównych problemów społecznych oraz apelowała, by to w ten sposób go określać — jako kwestię społeczną, a nie tylko kobiecą. Ogromnym krokiem naprzód byłoby przeznaczenie części środków publicznych na promowanie równej partycypacji kobiet na wszystkich poziomach społeczeństwa; o to obecnie walczą kobiety tego regionu. Delegatka z Afryki wskazała na migracje młodych kobiet w poszukiwaniu lepszego życia oraz – w następstwie – pogłębiający się problem handlu ciałem, przestępstw seksualnych i niewolnictwa. W Korei Południowej problem niewolnictwa seksualnego został uznany za zbrodnię przeciw kobietom; jednocześnie przez obecność wojsk amerykańskich kobiety nie są bezpieczne we własnych wsiach, są legitymowane i kontrolowane przez obcych żołnierzy, którzy cieszą się autorytetem u władz lokalnych i działają z pozycji dominacji.

Te i wszystkie pozostałe wypowiedzi i przykłady dobitnie podkreślały, że sytuacja kobiet i jej poprawa to jedno z najważniejszych wyzwań, przed jakimi stoi dziś świat. Niewątpliwie, jeśli chcemy tworzyć świadome, pokojowe i szczęśliwe społeczeństwo, musimy komunikować się i działać na zasadach równości i różnorodności, tworząc i egzekwując równe prawa dla wszystkich obywateli i obywatelek oraz wcielając je w życie na wszystkich poziomach struktury społecznej, od rodziny, przez państwo, po społeczność globalną.

Druga sesja tego dnia była również rozpięta między lokalnym i globalnym, mówiąc o roli społeczeństwa obywatelskiego w procesach pokojowych i rozwiązywaniu konfliktów. Na początku naświetlono rolę, jaką społeczność La Via Campesina, jej realne działania i międzynarodowe wyrazy solidarności w trudnych momentach odgrywały i odgrywają w różnych krajach i częściach świata. Wypowiadali się przedstawiciele krajów, w których aktywny udział i współpraca LVC pomogły w przywróceniu lub stabilizacji pokoju. Delegat z Hondurasu wyraził wdzięczność dla La Via Campesina za wsparcie polityczne podczas zamachu stanu w 2009 roku i po nim, kiedy legalny prezydent Manuel Zelaya walczący o przywileje chłopskie został usunięty przez wojsko i zesłany na wygnanie. Podkreślano rolę LVC w Kolumbii, gdzie jest gwarantem negocjacji i postanowień pokojowych pomiędzy grupami rządowymi i partyzanckimi bojówkami ludowymi pozostającymi w konflikcie.

Jako wyjątkowy przykład udziału społeczeństwa obywatelskiego w rozwiązywaniu konfliktów podano przykład kraju Basków, w którym odbywa się tegoroczna konferencja. W 2011 roku doprowadzono do ostatecznego zawieszenia broni i podpisania wstępnych traktatów pokojowych przez rząd Hiszpanii i wolnościowe środowiska baskijskie. Konsultacje były prowadzone przez grupę organizacji pozarządowych i był to pierwszy w historii przykład rozwiązania tak trudnego i wieloletniego konfliktu zbrojnego przez społeczeństwo obywatelskie, w ramach konsultacji społecznych o pionierskim charakterze. W marcu tego roku nastąpiło potwierdzenie deklaracji ostatecznego zawieszenia broni, kiedy organizacja ETA dokonała ostatecznego rozbrojenia, przekazując policji francuskiej 3,5 tony broni i materiałów wybuchowych.

Po południu odbyły się sesje poświęcone przyszłym wyzwaniom dla La Via Campesina, zarówno na poziomie organizacyjnym, jak i na poziomie praktycznego działania – dyskutowano o planowanych kampaniach, projektach współpracy z innymi dużymi organizacjami oraz o nadchodzących wydarzeniach politycznych, w ramach których La Via Campesina chce mieć swój udział i głos.

Polska delegacja nie brała udziału w tych panelach. Przy natłoku informacji i bodźców oraz przy intensywności przyjmowanych komunikatów potrzebny był czas na odpoczynek, wycofanie i refleksję. W ramach rozmów poza konferencją Edyta Jaroszewska-Nowak i Joanna Bojczewska omówiły swoje wrażenia i odbiór konferencji, dostrzegając w niej rosnące pokłady inspiracji i motywacji do działania na gruncie polskim. Rolniczki omawiały sytuację w polskim rolnictwie oraz na polskiej wsi z dwóch różnych perspektyw – zaangażowanej od wielu lat aktywistki chłopskiej, rolniczki z dużym doświadczeniem i długim stażem w walce politycznej o prawa rolników na wszystkich poziomach decyzyjnych oraz młodej, świadomej chłopki zaangażowanej we wzmacnianie relacji pomiędzy miastem a wsią i pomiędzy grupami wspólnych interesów, w kraju i międzynarodowo. Pojawił się projekt organizacji polskiego Nyeleni, międzypokoleniowego spotkania drobnych rolników ekologicznych z powiększającą się grupą młodych ludzi, którzy chcą wrócić na wieś i uprawiać ziemię w zrównoważony sposób. W ostatnim czasie w Polsce licznie pojawiają się rozmaite projekty i inicjatywy, które wychodząc z różnych środowisk i realizując różne potrzeby, spotykają się w obszarze suwerenności żywnościowej. Wspomnieć tu należy choćby silne organizacje rolników ekologicznych w całej Polsce, rozwijającą się sieć rodzinnych gospodarstw czerpiących z tradycji polskiej wsi, kooperatywy spożywcze, RWS-y i lokalne sieci dystrybucji, targi lokalnych produktów i usługi internetowe łączące konsumentów z producentami, a także takie inicjatywy, jak Karta Gospodarstw Rodzinnych, Deklaracja Belwederska zapoczątkowana przez ICPPC czy zainicjowany pod koniec ubiegłego roku przez grupę środowisk związanych z ekologicznym rolnictwem ruch na rzecz suwerenności żywnościowej Nyeleni Polska. Spotkanie miałoby służyć rozpoznaniu wspólnych wartości i wspólnych terytoriów, w obronie których środowiska wiejskie i miejskie mogłyby się zjednoczyć, zacząć efektywnie walczyć o swoje prawa i realizować wizję zdrowszego rolnictwa i zdrowszego społeczeństwa.

źródło: Nyeleni Polska

Dzień 2. światowego zjazdu La Via Campesina należał również do kobiet rolniczek i traktował o ich sytuacji w społecznościach lokalnych na świecie. Odbyły się dwie sesje dyskusyjne — w pierwszej uczestniczki i uczestnicy rozmawiali w zróżnicowanych, mieszanych grupach, druga sesja odbyła się w grupach regionalnych. Głównym celem rozmów było omówienie politycznego udziału kobiet w życiu społeczności lokalnych i społeczności globalnej, dyskutowano strategie włączania kobiet w procesy decyzyjne na wszystkich szczeblach prawodawczych w instytucjach publicznych i organizacjach społecznych. Wskazywano również przeciwności, które napotykają kobiety-rolniczki w swoim codziennym życiu i propozycje ich zwalczania. Dyskusje stanowiły rozwinięcie problematyki zarysowanej dnia poprzedniego przez przedstawicielki ze wszystkich regionów świata.

O ile sytuacja kobiet w krajach Globalnego Południa znacznie różni się od doświadczeń rolniczek europejskich czy pochodzących z północnej Ameryki, o tyle ogólna sytuacja kobiety w społeczności wiejskiej ma wiele uniwersalnych wymiarów. Z doświadczeń, którymi dzieliły się uczestniczki spotkania, wyłaniał się obraz ciężkiej, codziennej pracy w polu, przy tych samych, fizycznych czynnościach, które wykonują mężczyźni, a następnie w domu — przy dzieciach i pracach domowych. Kobieta jest w rodzinie filarem opieki i troski, to ona wychowuje dzieci, uczy ich języka i miłości, stanowi oparcie dla mężczyzny, a jednocześnie karmi innych członków społeczności, nie tylko przygotowując pokarm, ale w tym przypadku również uprawiając go. Tym samym jej ciało i energia witalna wykorzystywane są do maksimum, kobietom nie wystarcza już sił na działalność wykraczającą poza własne gospodarstwo, samoorganizację, współdziałanie z innymi członkiniami i członkami społeczności w celu przekształcania rzeczywistości wedle własnych potrzeb — czy to przez uczestnictwo w lokalnych procesach decyzyjnych, czy przez doraźne działania, organizowanie rynków zbytu, komunikacji zewnętrznej.

Ze słów delegatek z Ameryki Łacińskiej wyłaniał się jeszcze trudniejszy obraz życia w krajach, gdzie wciąż działają nieformalne grupy paramilitarne i często nieprzychylne drobnym rolnikom i aktywistom rolniczym oddziały rządowe, gdzie jednocześnie kultura patriarchatu jest wciąż bardzo silna, a przemoc domowa wobec kobiet i ich wykorzystywanie są normą. Stąd zdecydowany i momentami rewolucyjny ton ich przekazu, propagującego “chłopski feminizm” jako postawę niezbędną do kształtowania zdrowych relacji na wsi, który w środowiskach polskich mógłby nie zostać zrozumiany bez odpowiedniego wprowadzenia w kontekst codzienności tych kobiet. Zważywszy jednak na skalę przemocy domowej na wsi polskiej, zjawiska o olbrzymim zasięgu, a nikłej obecności w dyskursie publicznym, waleczna postawa kobiet z Globalnego Południa daje do myślenia i motywuje do podjęcia tematu w naszym kontekście, za pomocą dostępnych nam danych i doświadczeń.

Jednym z głównych wniosków wyłaniających się z tych rozmów, była potrzeba organizacji szerokiej, międzynarodowej sieci szkoleń w ramach struktury La Via Campesina, dedykowanych kobiet oraz mężczyznom, podczas których kobiety mogłyby poznać swoje prawa i możliwości, oraz nauczyć się, jak adresować swoje problemy, jak o nich mówić i jak je rozwiązywać w danym kontekście socjokulturowym. Mężczyźni mogliby zapoznać się z perspektywą kobiet i nauczyć się mówić o sprawach kobiet — rządzący często mężczyźni powinni umieć rozpoznawać i adresować problemy kobiet oraz pomagać im w ich artykułowaniu i rozwiązywaniu.

W trakcie dwudniowego Zgromadzenia Kobiet mężczyźni mogli brać udział w rozmowach i przysłuchiwać się im, ale głosem tym razem dysponowały kobiety. Dużym sukcesem jest organizacja tłumaczeń — obecnie konferencja tłumaczona jest na kilkanaście języków, w tym polski.

Delegatki z Polski, Edyta Jaroszewska-Nowak i Joanna Bojczewska, uczestniczą w rozmowach w charakterze obserwatorek, dzieląc się również perspektywą kobiet ze środkowej Europy. Jednocześnie zapoznają się po kolei z działaczkami i działaczami European Coordination La Via Campesina i rozpoznają zakres działalności organizacji w Europie oraz możliwości, jakie ewentualnie otworzyłyby się przed polskimi rolnikami i rolniczkami, gdyby Polska aktywnie zaistniała w strukturach LVC.

19.07 Oficjalnie rozpoczyna się VII Konferencja La Via Campesina. Więcej szczegółów niebawem.

źródło: Nyeleni Polska

Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.

W Derio w Kraju Basków rozpoczyna się właśnie trwająca cały tydzień VII Międzynarodowa Konferencja La Via Campesina. Pod hasłem “Karmimy naszych ludzi i budujemy ruch, by zmieniać świat” spotka się tam ponad 600 delegatów z całego świata. W konferencji po raz pierwszy biorą udział przedstawicielki drobnych rolników z Polski, Edyta Jaroszewska-Nowak, członkini zarządu zachodniopomorskiego stowarzyszenia rolników ekologicznych Ekoland i Joanna Bojczewska, rolniczka i działaczka chłopska z Małopolski.

Lądując w Bilbao jednym samolotem z Ramoną Dominicloulu, rumuńską aktywistką z organizacji EcoRuralis, która gościła już w Polsce i towarzyszyła polskim rolnikom na różnych etapach w procesie negocjacji przystąpienia do LVC, delegatki ze wschodniej Europy zostały powitane przez organizatorów wraz z delegacjami z Indii i Nepalu i przewiezione do pobliskiego Derio, gdzie w gmachu Old Seminary odbywać się będą wszystkie spotkania tego tygodnia. 17.07 zakończyło się tu dwudniowe Międzynarodowe Zgromadzenie Młodzieży (Youth Assembly), podczas którego tworzono zręby międzynarodowej sieci szkoleń z zakresu agroekologii i dyskutowano o formach aktywizmu, jakie może i chce podejmować młodzież.

Jednocześnie tego samego dnia rozpoczęło się dwudniowe Międzynarodowe Zgromadzenie Kobiet. “Nie ma kobiet, nie ma pożywienia” — skandowały rolniczki i chłopki z kilkudziesięciu krajów całego świata podczas sesji otwierających spotkanie. W trakcie Mystica, zwyczajowej ceremonii powitalnej, odegrana została pełna trudności droga, jaką muszą przebyć żywicielki, kobiety uprawiające żywność na całym świecie, by nakarmić swoją ludność. Niosąc kosze pełne produktów z własnej ziemi, konfrontowały się z przemocą, dyskryminacją, brakiem edukacji i personalizacjami innych trudności, pochodzących również ze swoich własnych ziemi.

Prezentacje przedstawicielek różnych podregionów międzynarodowej struktury La Via Campesina stanowiły główną część panelu otwierającego spotkanie i opowiadały o zmianach i wydarzeniach w danych regionach w ciągu ostatnich czterech lat, od czasu ostatniej konferencji LVC w Indonezji w 2013 roku (konferencje odbywają się stale od 1993 roku w Belgii, poprzez Meksyk w 1996, Indie 2000, Brazylię 2004 i Mozambik w 2008). Interesujący i bardzo szeroki jest przekrój wyzwań i aktualnych wątków poruszanych przez delegatki globalnej społeczności LVC. .

W Europie kobiety borykają się z brakiem uznania dla swojej pracy w domu, z przemocą domową i handlem kobietami.

W Afryce mają utrudniony dostęp do ziemi oraz rynków. Stanowią siłę roboczą dla rolnictwa nie mając jednak wpływu na politykę rolną. Jedynie w Zimbabwe udało się wywalczyć kobietom prawo dostępu do ziemi. Zawłaszczanie i grabież ziemi na potrzeby przemysłowego rolnictwa prowadzi do wysiedleń.

W Azji duża część rolnictwa jest niezmechanizowana i dużą część pracy rolnej wykonują kobiety. Utrzymując z trudem gospodarstwa rodzinne zadłużają się i zaciągają kredyty. Zdarza się, że nie mogąc ich spłacić, popełniają samobójstwa. Na Sri Lance organizuje się spółdzielczy ruch kobiet, które żyjąc tam od pokoleń, są znawczyniami gleby o trudnym, nadmorskim profilu uprawnym.

W Nepalu kobiety walczą o przewagę perspektywy drobnego rolnictwa w legislacji państwowej.

W Afryce Zachodniej mleko pochodzenia zwierzęcego jest ważnym źródłem dochodu, wypieranym obecnie przez przetworzone mleko w proszku.

W Ameryce Północnej, kobiety migrantki pracujące w rolnictwie pozostają jednymi z najbardziej narażonych na przemoc i dyskryminację.

W Korei i Japonii dokonuje się zmian w konstytucji umożliwiających wysyłanie wojsk do krajów ościennych. Patriarchat w kulturach Azji pozostaje znaczącą barierą dla ich organizacji.

W Kolumbii, Ameryce Południowej i Centralnej odbywają się szkolenia aktywistów, aby brali udział we współtworzeniu legislacji krajowej. Powstają szkoły dla kobiet liderek.

W Chile, organizuje się kampanie sprzeciwu przeciw agrochemii, przeciw dobitnie wskazanym korporacjom, np. Monsanto, kampanie za reformą rolną.

Najczęściej pojawiającym się problemem była kwestia przemocy wobec kobiet, podkreślana również jako jeden z najpoważniejszych problemów współczesnego świata.

Warto zauważyć, że w Polsce, w województwie Zachodniopomorskim liczba kobiet dotkniętych przemocą domową w środowiskach wiejskich przekracza 70%.

Jutro drugi dzień konferencji i próba wypracowania zrębów wspólnej strategii działania i przeciwdziałania na kolejne 4 lata.

Spotkanie odbywa się pod wspólnym przesłaniem:

“Jestem rolniczką, chłopką pracującą na ziemi, przechowuję nasiona, dbam o zwierzęta i glebę. Wytwarzam żywność w harmonii z Matką Ziemią, dostarczam dobrej i bezpiecznej żywności”.

więcej zdjęć i relacji na stronie:  https://viacampesina.org/en/

źródło: Nyeleni Polska

Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.

Sytuacja kobiet ciężarnych i matek, które niedawno urodziły jest w obozach dla uchodźców wyjątkowo trudna, ponieważ często nie mają niezbędnej opieki. Wymuszone cesarskie cięcia, niedożywienie i zaniedbania w opiece poporodowej to codzienność według najnowszych badań poświęconych sytuacji w Grecji.

W sierpniu 2016 roku Feiza z Syrii urodziła swoje piąte dziecko. Na imię ma Ahmed. Spotkałam Feizę trzy dni po opuszczeniu szpitala w obozie Softex niedaleko Salonik. Skarżyła się na ból brzucha, który był spuchnięty i miejscami siny. Po wyjściu ze szpitala żaden lekarz nie pojawił się, by skontrolować ją i noworodka. Dwa tysiące osób przebywających w obozie może liczyć na podstawową opiekę medyczną, ale ginekologia do niej nie należy.

Feiza narzekała, że cesarskie cięcia robi się tu nawet jeśli nie ma takiej potrzeby lub jeśli kobieta sobie tego nie życzy. „Uchodźca”, wyjaśnia, wzrusza ramionami i spuszcza wzrok. To jedyne słowo w języku angielskim, jakie zna.

„To mój pierwszy poród przez cesarkę”, mówi mi Maryam, a jej 13-letnia córka tłumaczy te słowa na łamany angielski, co wystarcza, żebym zrozumiała, jak beznadziejna jest ich sytuacja. Feiza z dziećmi – których ojciec od stycznia czeka na nich w Niemczech – mieszka w małym namiocie niedaleko dziurawego płotu obozu. Obóz ten nie jest bezpiecznym miejscem, szczególnie dla kobiet i dzieci. Odnotowano przypadki gwałtów i przemocy seksualnej, a bójki są na porządku dziennym. Feiza mieszka tu z czterema dziewczynkami i maleńkim chłopcem.

„Boimy się wychodzić. W nocy w ogóle nie opuszczamy namiotu, a w dzień, jeśli już musimy wyjść, to nigdy osobno” – zaznacza. W namiocie jest jedno duże łóżko, na którym śpi z niemowlakiem. Dziewczyny mają cienki materac rozłożony na drewnianej podłodze. Przeraża je otaczająca przemoc. Boją się, że węże i inne zwierzęta wejdą do namiotu.

Historia Feizy dobrze ilustruje trudności, jakich uchodźczynie doświadczają na swojej drodze. Podobnych historii jest więcej. Fundusz Ludnościowy Narodów Zjednoczonych (UNFPA) podaje, że ponad 55% osób, które przybyły do Europy w styczniu 2016 roku to kobiety i dzieci. Dla porównania w lipcu 2015 było ich tylko 27% wśród przybyszy. Wiele kobiet podróżuje z dziećmi lub noworodkami przy piersi. Organizacja Lekarze bez Granic szacuje, że niemal jedna na dziesięć kobiet, które udaje się uratować z łodzi przemytników jest w ciąży.

Niebezpieczeństwo porodu

Kwestia opieki medycznej rzadko podejmowana jest w kontekście uchodźctwa, choć jest to jedna z podstawowych potrzeb, które kraj przyjmujący miałby zapewnić. Według nowych badań przeprowadzonych przez organizacje Hellenic Action for Human Rights (Pleiades), Human Rights in Childbirth, Are You Syrious? i grupę wolontariuszy sytuacja kobiet rodzących dzieci w greckich obozach jest dramatyczna. Sytuacja w innych krajach I miejscach na szlaku bałkańskim, gdzie przebywa obecnie większa liczba uchodźców i uchodźczyń pewnie jest podobna, ale brakuje twardych danych.

Badania w Grecji prowadzono w obozach i squatach od września do października 2016 roku. Przeprowadzono rozmowy z 29 kobietami, z których 20 niedawno urodziło, a jedna poroniła. Jedno dziecko zmarło krótko po porodzie.

Tylko jedna z 20 kobiet powiedziała, że karetka przyjechała w porę, by zabrać ją do szpitala, gdzie mogła urodzić. 60% kobiet rodziło przez cesarskie ciecie, bez informowania czy pytania o zgodę ze strony personelu medycznego. Jedna z kobiet opowiedziała o panice, która ją ogarnęła, kiedy zdała sobie sprawę, co ją czeka. „Po 12 godzinach prób, by urodzić naturalnie, poinformowano mnie, że będą mnie rozcinać. Ciągle byłam świadoma i przywiązana do łózka, kiedy moje podbrzusze zaczęli czyścić do zabiegu alkoholem” – opowiada. „Bałam się i poprosiłam anestezjologa o znieczulenie, używając arabskiego słowa khadirini (znieczul mnie). Ten zaczął się śmiać i powtarzać: żadnego khadirini. Wpadłam w panikę i wyłam z bólu i  ze strachu, do tego stopnia, że zerwałam pasy krępujące moje ręce. Na szczęście przyszli lekarze, rozmawiali ze mną i uspokajali mnie”. Nieobecność tłumacza powodowała, że wiele kobiet dostawało całkowite znieczulenie bez jakiegokolwiek wywiadu medycznego. Z kolei porody naturalne prowadzono często w ogóle bez znieczulenia.

W wywiadzie z tego roku dla Are You Serious?, Karin Tschare-Fehr, lekarka i wolontariuszka z Austrii, opisuje dramatyczną sytuację kobiet, zwracając szczególną uwagę na częste wykonywanie cesarskiego cięcia u kobiet, które żyją w niehigienicznych warunkach. Karin badała kobiety, które mówiły jej, że lekarze w szpitalach wykonują cięcie prawie wszystkim rodzącym, bez względu na wolę kobiety. „Odpowiedzialność za taki stan ponosi Unia Europejska”, przekonuje i wyjaśnia, że „nie chodzi tylko o uchodźców, ale o samych Greków, którzy są w beznadziejnej sytuacji, ponieważ nie mogą świadczyć podstawowej opieki zdrowotnej swoim obywatelom i nie stać ich na więcej”.

Dom, czyli obóz

Kobiety mówiły również o problemach z lokalami mieszkalnymi po porodzie, braku podstawowego bezpieczeństwa, złych warunkach sanitarnych, złej opiece medycznej, wyłącznie męskim personelu, braku dostępu do pomocy prawnej czy wreszcie o ograniczonym dostępie (lub braku dostępu) do informacji i tłumaczy.

Jakość usług medycznych w wielu greckich obozach jest przerażająco niska. Niektóre obozy mają zespoły medyczne, które zapewniają jedynie bardzo podstawową pomoc w godzinach od ósmej rano do piątej popołudniu. Poza tymi godzinami uchodźcy polegają na greckiej służbie zdrowia, która opornie odpowiada na ich potrzeby. Niektóre raporty wskazują, że karetce może zająć nawet 12 godzin od zgłoszenia zanim dotrze do uchodźcy.

Takich historii jest na pęczki. Pewna 19-letnia Afganka, mieszkająca na stadionie Elliniko, gdzie urodziła dziecko opowiada tak: „Czasami mam tak straszny ból głowy, jakbym waliła nią o ścianę. Lekarze powiedzieli mi, że to normalne i samo przejdzie”. Z kolei jedna 32-letnia Afganka mówi o zaniedbaniach w opiece poporodowej, która powinna pomóc przezwyciężyć trudności związane z życiem w obozie: „Dostałam proszek do picia, który miał pomagać mi w korzystaniu z toalety. Przestałam to brać, bo bałam się iść do toalety nocą, kiedy samotni mężczyźni nie śpią i kręcą się w okolicy”.

Według badań pomimo faktu, że wiele kobiet, z którymi przeprowadzono rozmowy zgłosiło władzom, że są w ciąży w momencie przybycia do Grecji, nie otrzymały dodatkowej opieki zagwarantowanej przez przepisy prawa międzynarodowego, europejskiego, czy greckiego. Autorzy raportu piszą:

Głównym problemem wskazywanym przez kobiety jest niska jakość jedzenia. Wiele kobiet informowało, że przebywały w różnych obozach w Grecji i wszędzie były problemy z jedzeniem. Było surowe, nieświeże lub brudne. Jeśli tylko miały pieniądze, kupowały jedzenie spoza obozu. Ich sytuacja zdrowotna nie upoważniała je do żadnych dodatkowych porcji. Świeże owoce, warzywa, mięso i ryby to rzadkość. Wszystkie skarżyły się na złe odżywianie w ciąży, co prowadziło do anemii i niskiego ciśnienia. Suplementy (witaminy i żelazo) dostawała mniej niż połowa, a jeśli ktoś je dostawał, to musiał za nie dodatkowo płacić.

Życie w trudnych warunkach sprawia, że matki nierzadko zapominają zadbać o swoje zdrowie. Według badań kobiety, które miały cięcie cesarskie często nie wracały do szpitala na usunięcie szwów, ponieważ dotarcie tam nie było dla nich łatwe. W efekcie dwie kobiety przyznały, że ponad 30 dni po zabiegu wciąż maja otwarte rany, które codziennie opatrują bandażami.

Jakby tego było mało, dzieci urodzone w Grecji przez uchodźczynie miewają żółtą gorączkę, zapalenie opon mózgowych, niedobory witaminy D, sepsę i gruźlicę, czyli problemy, które prawie w ogóle nie dotyczą greckich noworodków. Z powodu braku tłumaczy matki często w ogóle nie wiedzą o takich diagnozach. „Kolejnym istotnym problemem jest brak kontroli zdrowia dzieci i nadzoru nad szczepieniami” – czytamy w raporcie. „Wiele matek mówiło, że nie wiedzą, ile ważą ich dzieci, a trzy przyznały, że ich dzieci w ogóle nie były kontrolowane po wyjściu ze szpitala. Niektóre matki twierdziły, że nawet jeśli w ich obozie były organizacje pozarządowe zajmujące się opieką medyczną, to praktycznie nigdy nie były dostępne”.

Dotychczas tego rodzaju ostrzeżenia i informacje podawane przez różne organizacje raczej nie docierały do władzy w Grecji i innych państwach. Media unikają tego tematu i po raz kolejny potwierdzają, że kobiety i dzieci pozostają najsłabszą grupą, której prawa ciągle są łamane.

O autorce

Nidzara Ahmetasevic jest dziennikarką, niezależną badaczką i aktywistką z Sarajewa. Jest wolontariuszką w organizacji Are You Serious?, dla której redaguje stronę AYS Daily Digest i prowadzi prace w terenie. Publikowała w The New Yorker online, EUobserver, Al. Jazeera English online i The Observer. Doktorat zrobiła na Uniwersytecie w Graz.

Źródło: Open Democracy

Tłumaczenie: Robert Reisigová-Kielawski