Kiedy pod koniec kwietnia 2025 roku na Pogórze Ciężkowickie zjechało się ponad dwudziestu projektantów permakultury, ich zagęszczenie na metr kwadratowy wzrosło do najwyższego poziomu w Polsce. Na zboczu niewielkiego wzgórza, z którego do tej pory woda deszczowa nieuchronnie uciekała w dół stoku, powstał rów konturowy – element, który pomóc ma zarówno podczas suszy, jak i powodzi.
Dla tych, którzy pierwszy raz spotykają się z terminem „permakultura”, wyjaśnię, że jest to nauka o projektowaniu siedzib ludzkich i systemów rolnych, tak aby posiadały zdolność do samoregulacji i odnawiania się na wzór ekosystemów naturalnych. Co istotne, nauka ta zakorzeniona jest w trzech zasadach etycznych, uniwersalnych dla każdej społeczności na świecie: trosce o Ziemię, trosce o ludzi i sprawiedliwym podziale. Wykorzystuje przy tym zdobycze wielu dyscyplin, również najnowsze osiągnięcia inżynierii. Pierwiastek społeczny jest jednak nie mniej ważny.
W permakulturze jako pierwsze projektuje się elementy związane z wodą – żywiołem, od którego jesteśmy uzależnieni pod wieloma względami. W optymalnej sytuacji wszystkie pozostałe elementy projektu powinny być jej podporządkowane. Położenie nacisku na wodę, jest o tyle istotne, że w wielu miejscach obserwujemy systematycznie pogarszające się warunki hydrologiczne, połączone z radykalizacją klimatu. Przykładowo w latach 2024 i 2025 na wielu polskich rzekach zanotowano rekordowo niskie stany, m.in. Wisła 4 cm (Warszawa-Bulwary 2025), Narew 57 cm (Piątnica-Łomża 2024), Warta 61 cm (Burzenin 2024), Czarna 95 cm (Połaniec 2024)).

Rów konturowy po ulewnych deszczach
Paradoksalnie, wieloletnie dane nt. poziomu opadów w wielu regionach naszego kraju wcale nie wykazują tendencji malejącej lub są one nieznaczne. Problemem staje się jednak występowanie długotrwałych susz i fali upałów, po których spada nawalny deszcz. Sytuacja hydrologiczna na nizinach w dużej mierze zależy zaś od sposobu gospodarowania wodą na obszarach wyżynnych.
Innym istotnym problemem jest fatalna kondycja zlewni rzek. Podczas opadów deszczu woda nie znajduje miejsc, w których mogłaby się naturalnie zbierać i wsiąkać, lecz zamiast tego szybko spływa do dolin. Woda opadowa, nie napotykając na swojej drodze elementów retencyjnych, takich jak mokradła, lasy czy gleby bogate w materię organiczną, bardzo szybko odpływa do sieci cieków wodnych. Dodatkowo rzeki te często mają uregulowane brzegi pozbawione roślinności. Skutkuje to zwiększeniem prędkości nurtu, szybkim odprowadzaniem wody i erozją, co pogłębia problemy hydrologiczne, prowadząc z jednej strony do suszy, a z drugiej do błyskawicznych powodzi. Z punktu widzenia permakultury jest to ogromne marnotrawstwo. Wodę należy bowiem spowolnić, rozproszyć, zinfiltrować i zgromadzić (ang. slow it, spread it, sink it, store it), gdyż jest to najcenniejszy zasób. Tam gdzie jest woda, tętni życie.
O pustynnieniu Polski mówi się już od dłuższego czasu. W obliczu globalnych zmian środowiskowych, wdrażanie rozwiązań proponowanych przez permakulturę ma coraz większe znaczenie jako rozwiązanie adaptacyjne do zmian klimatu, będąc zabezpieczeniem przed ekstremami dla każdego z nas, a w szczególności osób pracujących z ziemią.
O efektach jakie można osiągnąć przez dobry projekt permakulturowy przekonać się można zapoznając się z projektem Greening the Desert. Projekt został zrealizowany na jordańskiej pustyni, ponad 200 m poniżej poziomu morza. Panuje tu bardzo surowy klimat, z niewielkimi opadami deszczu i temperaturami przekraczającymi latem 50 ºC. Dodatkowym utrudnieniem jest erozja spowodowana intensywnym wypasem kóz oraz wysokie zasolenie gleby. Mimo tych warunków, powstała tu zielona oaza, pełna cienia, kojącej zieleni i produkująca niezwykłą żyzność i żywność. Twarzą projektu jest uczeń ojca permakultury Billa Mollisona – światowej sławy projektant Geoff Lawton.
Jednym z elementów zastosowanych w projekcie Greening the Desert są rowy konturowe (ang. swales). Nie należy ich mylić ze zwykłymi rowami melioracyjnymi, które często osuszają okoliczny teren i odprowadzają wodę. Przebieg rowów konturowych wytycza się zgodnie z poziomicami. Urobek z wykopanego rowu usypuje się w formie wału poniżej rowu. Dzięki takiej konstrukcji rowy konturowe robią coś zupełnie odwrotnego do rowów melioracyjnych – przechwytują wodę opadową spływającą z górnej partii zbocza (zlewnia), gromadząc ją w samym rowie i pozwalając jej na powolne wsiąkanie w glebę (szczególnie w usypany wał i glebę poniżej). Z tak zgromadzonej wody korzystają posadzone na wale drzewa.

Wytyczanie poziomu i kierowanie pracy koparkowego Zdjęcie: Ewa Janik
Warto tu zaznaczyć, że w projekcie każdego rowu konturowego przewiduje się posadzenie drzew. Ich korzenie rozluźniają glebę i potęgują możliwości infiltracji. Zazwyczaj są to gatunki jadalne, paszowe, produkujące drewno w systemie odroślowym, czy o dowolnym innym zastosowaniu. Często system takich rowów konturowych tworzy różnorodny jadalny, wielopiętrowy las. Przestrzenie pomiędzy kolejnymi rowami mogą być przykładowo wykorzystane jako pastwisko.
Tak właśnie został zaprojektowany rów konturowy w Jodłówce Tuchowskiej – malowniczo położonej osadzie na wspomnianym we wstępie Pogórzu Ciężkowickim. Region ten, chociaż piękny, nie należy do najpopularniejszych polskich destynacji. Lokalny krajobraz jest mozaiką pól, łąk i lasów nierzadko poprzecinanych głębokimi jarami żłobionymi przez wodę, które tutejsi nazywają „paryją”.
Wspomniany rów, o długości 55 metrów i głębokości 0,5 metra licząc od dna do poziomu przelewu, został zaplanowany w górnej części siedliska. Dzięki temu w pierwszej kolejności woda gromadzona będzie powyżej upraw, co pozwoli na powolne zasilanie w wodę dolnej części zbocza. Z kolei teren powyżej i poniżej rowu użytkowany będzie jako pastwisko dla owiec.
Osiem miesięcy później, w listopadzie, po obfitych opadach śniegu i następnie łagodnej odwilży, rów osiągnął niemal maksimum swojej pojemności. Znajdujące się w nim 106 m3 wody unaocznia jak sprawny jest to system mimo swej prostoty. Jednocześnie, zebrany opad nie ogranicza się do wody widocznej na powierzchni. Znaczna jej część zdążyła wcześniej wsiąknąć w glebę i zasilić wody gruntowe. Gdy drzewa urosną, ich tkanki także stanowić będą żywy magazyn wody, a rozpostarte korony będą dawały cień, co spowolni parowanie i pozwoli na jeszcze wydajniejszą akumulację. Im ten system jest starszy – tym bardziej wydajny i bioróżnorodny. Dorosłe drzewa będą dawały plon człowiekowi, paszę i cień wypasanym zwierzętom, oraz cały szereg innych usług ekosystemowych.

Ręczne wygładzanie nierówności Zdjęcie: Ewa Janik
Nie sposób pominąć także społecznego wymiaru tego przedsięwzięcia. Absolwenci szkoły Permisie.pl tworzą dziś swoistą, rozszerzoną rodzinę – społeczność ludzi z całej Polski, którzy potrafili się ze sobą zintegrować, mimo że dla wielu był to pierwszy kontakt na żywo. Każdy z nas posiada inne wykształcenie, doświadczenia i perspektywę, dzieląc się swoją wiedzą, a jednocześnie czerpiąc z doświadczeń pozostałych.
Zaplanowane są już kolejne zjazdy i spotkania, dlatego jeśli chcesz dołączyć do tej społeczności projektantów permakultury, serdecznie zachęcamy do udziału w tegorocznej edycji Kursu Projektowania Permakulturowego (PDC) w szkole Permisie.pl.
Do zobaczenia na kolejnym zjeździe!
W zaprojektowaniu i wykonaniu rowu konturowego udział brali: Aleksander Zych, Anna Juchnowicz, Anna Sobczuk, Edyta Konopka, Elżbieta Kubajek, Ewa Janik, Ewa Wojciechowska, Jacek Winckiewicz – nadzór, Joanna Albin, Marcin Iwankiewicz, Marcin Krzeszewski- gościnnie, Marta Kulczyńska, Natalia Widańska.
Wspólnota i inspiracja w sercu Adamowizny

W dniach 17–18 maja 2025 roku Dworek Adama Chełmońskiego w Adamowiźnie stał się miejscem wyjątkowego spotkania. II Grodziski Festiwal Permakultury, zorganizowany przez Stowarzyszenie Moc Korzeni, przyciągnął mieszkańców Grodziska Mazowieckiego i okolic. Uroczystego otwarcia dokonał burmistrz Grodziska Mazowieckiego, Tomasz Krupski, podkreślając wagę lokalnych działań na rzecz ochrony środowiska i budowania wspólnoty.
Permakultura w praktyce i teorii
Program festiwalu zachwycał różnorodnością i był skierowany do wszystkich grup wiekowych. Uczestnicy mogli wysłuchać wykładów wybitnych ekspertów: Łukasza Nowackiego („Permakulturowa mantra czystej wody”), dr. Kaspra Jakubowskiego („Mikrolasy Miyawaki”), dr Joanny Albin („Ogród leśny w czasach chronicznej suszy”), Wojciecha Januszczyka („Tworząc – niszczymy. Ogród to nie raj”), Małgorzaty Lorenz („Koniec z nudnymi grządkami”), prof. dr hab. Eweliny Hallmann („Dlaczego warto wybierać i spożywać żywność ekologiczną?”), dr. Adama Barcikowskiego („Płynne podstawy istnienia: czy woda jest surowcem?”) oraz Agnieszki Korniluk („O zwierzęciu, które zapomniało, że jest częścią natury”).
Ekologiczni rolnicy, rzemieślnicy i lokalni twórcy
Festiwal był okazją do spotkania z rolnikami ekologicznymi, którzy prezentowali swoje produkty na kiermaszu lokalnych i naturalnych wyrobów. Wśród wystawców nie zabrakło rzemieślników z unikatowym rękodziełem oraz artystów, którzy pokazali swoje prace na specjalnej wystawie.
Dla dzieci i dorosłych przygotowano liczne warsztaty – od wypalania w drewnie, przez tworzenie kwiatów z krepiny, po zgłębianie bioróżnorodności z Katarzyną Banul-Wójcikowską z Instytutu Strategii Żywnościowych Grunt.

Żródło: Zielone Wiadomości
Wspólnota, edukacja i dobra atmosfera
Festiwal to nie tylko wykłady i kiermasz. Uczestnicy mogli wziąć udział w:
-
kręgach rozmów,
-
pokazach pierwszej pomocy prowadzonych przez harcerzy,
-
grze terenowej zorganizowanej przez ZHP Hufiec Grodzisk Mazowiecki,
-
spacerach botanicznych z Katarzyną Pruzińską,
-
praktycznych warsztatach, takich jak „Mozaika bioróżnorodności” czy zajęcia z bezpieczeństwa żywnościowego.
Przelotny deszcz nie zniechęcił nikogo – wręcz przeciwnie, stał się pretekstem do rozmów o roli wody w ekosystemie i potrzebie dbania o naturę.
Artystyczne zwieńczenie – koncert Karoliny Skrzyńskiej
Finałem festiwalu był koncert Karoliny Skrzyńskiej z zespołem. Artystka, znana z głębokiego związku z polską kulturą i naturą, zabrała publiczność w muzyczną podróż pełną emocji i poetyckich tekstów. Wcześniej uczestników festiwalu porwał energetyczny występ grupy Sieniesie.
Podsumowanie – siła wspólnoty i natury
II Grodziski Festiwal Permakultury pokazał, jak wielką moc ma lokalna wspólnota i wymiana doświadczeń. Mimo niepewnej pogody atmosfera była pełna inspiracji, otwartości i pozytywnej energii. To wydarzenie nie tylko edukuje, ale przede wszystkim łączy ludzi wokół troski o przyszłość naszej planety.
II Grodziski Festiwal Permakultury – ekologia, edukacja i wspólnota
Stowarzyszenie Moc Korzeni zaprasza na drugą edycję Festiwalu Permakultury w dniach 17-18 maja 2025 w Dworku Adama Chełmońskiego (Adamowizna). Dwudniowe wydarzenie łączy warsztaty, wykłady i działania artystyczne, promując zrównoważony styl życia i głęboką ekologię. Wstęp wolny.
Permakultura – zrównoważona harmonia z naturą
Permakultura to holistyczne podejście do projektowania systemów rolniczych i społecznych, wzorowane na naturalnych ekosystemach. Jej celem jest tworzenie samowystarczalnych i regeneratywnych środowisk, łączących produkcję żywności, gospodarkę wodną oraz zarządzanie zasobami w sposób minimalizujący negatywny wpływ na planetę
Program skierowany do wszystkich grup wiekowych obejmuje m.in. grę terenową, spacery botaniczne oraz praktyczne zajęcia ogrodnicze. Festiwal ma budować świadomość ekologiczną i inspirować do harmonijnego współistnienia z przyrodą.
Data: 17-18 maja 2025
Lokalizacja: Dworek Adama Chełmońskiego w Adamowiźnie (gm. Grodzisk Mazowiecki)
Program na sobotę 17 maja 2025
12:00-17:00
-
12:00 Joga na trawie (przynieś matę!).
-
13:00 Łukasz Nowacki – Permakulturowa mantra czystej wody.
-
14:00 dr Kasper Jakubowski – Mikrolasy Miyawaki – jak małe lasy zmieniają miejską przestrzeń?
-
15:00 dr Joanna Albin – Ogród leśny – własne jedzenie w czasach chronicznej suszy.
-
16:00 Wojciech Januszczyk – Tworząc – niszczymy. Ogród to nie raj.
-
17:15 Spacer botaniczny z Katarzyną Pruzińską.
Stałe atrakcje (13:00-17:00):
-
Wystawa prac lokalnych artystów.
-
Kiermasz produktów lokalnych i naturalnych.
-
Otwarte stanowiska warsztatowe dla dzieci i dorosłych.
-
Pokazy pierwszej pomocy prowadzone przez harcerzy.
Warsztaty z zapisami:
-
Duże kwiaty z krepiny (Aneta Bidzińska) – dla dzieci i dorosłych (max. 10 os.).
-
Bezpieczeństwo żywnościowe (Marta Zwolińska-Budniok) – dla dorosłych (max. 12 os.).
Program na niedzielę 18 maja 2025
12:00-18:30
-
12:00 Joga na trawie.
-
12:30-16:00 Gra terenowa organizowana przez ZHP.
-
12:00 Małgorzata Lorenz – Koniec z nudnymi grządkami.
-
13:00 prof. dr hab. Ewelina Hallmann – Dlaczego warto wybierać żywność ekologiczną?
-
14:00 dr Adam Barcikowski – Płynne podstawy istnienia: czy woda jest surowcem?
-
15:00 Agnieszka Korniluk – O zwierzęciu, które zapomniało, że jest częścią natury.
-
17:00 Koncert Karoliny Skrzyńskiej z zespołem.
Stałe atrakcje (12:00-18:30):
-
Kiermasz i kręgi rozmów.
-
Warsztat Mozaika bioróżnorodności (Katarzyna Banul-Wójcikowska) – dla dorosłych (max. 14 os.).
-
Pokazy pierwszej pomocy.
Warsztat specjalny:
-
Wypalanie w drewnie (Izabela Żylińska) – przynieś własny przedmiot (np. drewnianą szkatułkę).
Informacje praktyczne
-
Zapisy: Mail na adres stowarzyszenie.moc.korzeni@gmail.com (w tytule podaj nazwę warsztatu/gry oraz imię i nazwisko).
-
Wsparcie finansowe: Darowizny na konto PKO BP 90 1020 1055 0000 9602 0586 8007 z dopiskiem „Darowizna”.
-
Kontakt: 605 420 384.
Organizatorzy – Stowarzyszenie Moc Korzeni , laureaci nagrody Perła Mazowsza 2024 w kategorii Energia i Natura.
Raimundo Labbe, niemalże w pojedynkę przekształcił zwyczajną chilijską wioskę w permakulturową, solidarną mikrospołeczność. W jaki sposób udało mu się to osiągnąć i jak działa owa utopia z drugiego końca świata?
Przenieśmy się na chwilę do Chile, do małego miasteczka Curanipe, znajdującego się na wybrzeżu Pacyfiku w południowym regionie Maule (co oznacza „deszczowy” w języku mapudungun, lokalnej ludności Mapuche). Curanipe to spokojna miejscowość, która większość zysków czerpie z rybołóstwa i śladowej turystyki. Corocznie odwiedza ją spora grupa surferów, którzy cenią sobie tutejsze wysokie fale i piękne, piaszczyste plaże. W centrum jest kilka restauracji oraz maleńki plac. Nie brakuje też portu, kościoła, targowiska i kilku mniejszych sklepów. Bazę naclegową zapewniają raptem dwa nieduże hotele, a dużo bardziej popularnym rozwiązaniem wśród przyjezdnych jest odpoczynek na polu campingowym, lub wynajmowanie maleńkich drewnianych domków na obrzeżach miasteczka, blisko morza i natury.
Przybycie nieznajomego idealisty

Malownicze Curanipe, archiwum własne
Nieco ponad dekadę temu, do tej malowniczej wioski wprowadził się Raimundo Labbe. Raimundo pochodzi ze stolicy Chile, Santiago, jednak gdy był młodym dzieckiem, jego rodzice postanowili przeprowadzić się na drugi kraniec świata, szukając szczęścia w Nowej Zelandii po tym, jak ich firma w ojczyźnie zbankrutowała. Zamieszkali oni na siedem lat w Porirura, jednym z najbardziej zaludnionych regionów, charakteryzującym się najwyższym odsetkiem osób mówiących w języku samoańskim. Zderzenie z innym etosem pracy i odmiennym podejściem do życia, na zawsze zmieniło Raimundo. Nowozelandzki system edukacyjny był inspirujący, zachęcał do samodzielnego myślenia, uczył jak czerpać wiedzę i stymulować rozwój z wykorzystaniem różnic kulturowychwśród uczniów. Taka forma zdobywania wiedzy była dla niego czystą przyjemnością. Problemy zaczęły się, gdy po powrocie do kraju musiał odnaleźć się w szkolnictwie chilijskim, nastawionym na wykuwanie na pamięć formułek, jak mówi sam Raimundo, bez większych szans na głębsze zrozumienie przekazywanych treści.
Z tego też powodu, po ukończeniu szkoły średniej, Raimundo zdecydował się na powrót do drugiej ojczyzny i studiowanie na Nowozelandzkim Uniwersytecie Waikato. Na przedmiot swoich studiów wybrał Nauki o Ziemi, a jako specjalizację – permakulturę i biokonstrukcję. Fascynowały go naturalne sposoby rekonstrukcji gleby.
Pierwsze poważne, życiowe decyzje
Jako absolwent, stanął przed trudnym wyborem. Mógł pozostać w Nowej Zelandii i próbować stworzyć projekt permakulturowy w tym drogim kraju, w którym, poza wyzwaniami finansowymi, przepisy ściśle regulują jak powinna wyglądać każda farma, nie pozostawiając rolnikom wiele przestrzeni na kreatywność. Mógł też wrócić do Chile, gdzie poza tradycyjnym wielkopowierzchniowym rolnictwem nic innego nie istniało. Zdecydował się na tą drugą opcję, jednak zamiast dostosowywać się do głównego nurtu, zaczął nowy projekt, którego głównym celem było wymyślenie od podstaw innowacyjnego systemu rolniczego, zmianę roli ziemi, kształtu pracy rolników i, w pewnym stopniu, lokalnego społeczeństwa.

Port w Curanipe, archiwum własne
Wybór padł na Curanipe, które stanowiło wyzwanie pod wieloma względami: dekady temu wielkie firmy przekształciły lokalne lasy w przytłaczające monokultury, których jedynym celem była produkcja drewna. Ziemia była głęboko zasolona po ogromnym tsunami z 2010 roku, a turystyka surferska powoli konwertowała społeczeństwo, w nastawione na usługi, kosztem rolnictwa. “Lubię surfować, ale zdaję sobie sprawę jakie szkody surfing wyrządził kulturze wiejskiej”, mówił.
Mozolne początki kooperatywy
Raimundo wybudował niewielki drewniany domek na ziemiach rodzinnych i zainicjował rekultywację gleby. W międzyczasie, zaczął poznawać osoby o podobnych celach, żeby nieco później wspólnie z nimi założyć kooperatywę “Huertas a Deo”.
Nazwa “Huertas a deo”, w dosłownym tłumaczeniu oznacza „ogrody na palec”, czyli ogrody autostopowe (od „a dedo”). Nazwa wzieła się od pierwszej inicjatywy, która pozwoliła na rozwój organizacji. Raimundo zauważył, że do miasteczka przyjeżdża wiele samochodów dostawczych, zaopatrujących lokalne sklepy. Zazwyczaj wracały one do miast zupełnie puste. Postanowił zaoferować kierowcom, że jeżeli w drogę powrotną wezmą kilka skrzyń z lokalnymi warzywami na sprzedaż, to zwróci im pieniądze za benzynę. Pozytywny odbiór projektu zmotywował go do działania, zapoznania z lokalnymi mikrorolnikami, zbudowania bazy klientów, opracowania trasy… Był rok 2013-ty, pierwsze eko warzywa wyruszyły w świat autostopem.
Zrównoważone Rolnictwo dla Społeczności

Huertas a Deo – przygotowanie paczek na wysyłkę
Przyjechałem do Curanipe cztery lata później, w 2017 roku, pomagając w pracy Raimundo przez dwa miesiące i poznając resztę stałej ekipy, którą w tamtym momencie tworzyło sześciu pracowników i kilku wolontariuszy. Zanim dotarłem do miasteczka, cały proces dystrybucji lokalnych produktów osiągnął perfekcję. Raimundo czerpał garściami z rozwiązań, które wynaleziono w Japonii i nazwano profesjonalnie „Zrównoważonym Rolnictwem dla Społeczności”. W projekcie brało udział trzydzieści domostw z większymi lub mniejszymi ogrodami – każde z nich produkujące inne odmiany warzyw i owoców. Mieszkańcy okolicznych miast, jak również Santiago, raz w tygodniu mogli zamówić na stronie internetowej Huertas a Deo jedną z trzech przesyłek – małe, średnie lub duże pudło z produktami. Strona nie wyszczególniała jakie produkty spożywcze będą dostarczone, jednak konsument miał gwarancję, że będą to owoce i warzywa sezonowe, zawsze najwyższej jakości, produkowane w zrównoważony sposób, bez użycia pestycydów lub sztucznych nawozów. Transportem zajmowała się profesjonalna firma Pullman Cargo, a zysk był dystrybuowany po równo między wszystkich mikrorolników. Przebiegiem całej procedury zajmował się Felipe, młody pracownik z którego twarzy nigdy nie spływał uśmiech.
Domowy nawóz dla wszystkich

Pepa i Rodri przygotowują kompost
Poza pakowaniem pudeł, moja praca polegała między innymi na przygotowywaniu nawozów. Wraz z Pepa i Rodri – parą Mapuche, która współtworzy projekt, ruszyliśmy konno na jedną z należących do nich działek na niewielkim wzgórzu. Po chwili nadjechała furgonetka wypełniona resztkami jedzenia. Jeden z projektów Huertas a Deo zakłada współpracę z lokalnymi restauracjami, które oddają resztki spożywcze w zamian za kilka świeżych warzyw. Huertas zajmuje się przygotowywaniem kompostu, a później rozdaje go za darmo lokalnym rolnikom biorącym udział w projekcie.
Zaczęliśmy przygotowywać naturalny nawóz, począwszy od selekcji resztek, które mogłyby zaszkodzić kompostowi lub spowolnić proces jego produkcji. Starsze kupki sprawdzaliśmy, mieszaliśmy, zgarnialiśmy to, co rozgrzebały pomagające w procesie kompostowania kury, w końcu pakowaliśmy w worki już gotowe, czarne nawozy, by rozwieźć je po okolicznych wiejskich domach. O zmierzchu, szczęśliwi z przebiegu produktywnego dnia, kładliśmy się na kocu, spoglądaliśmy w gwiazdy i rozmawialiśmy o wszechświecie oraz Matce Naturze, Ñuke Mapu.
Warzywa sąsiada w przydomowym spożywczaku
Pepa i Rodri zadbali również o to, by w okolicznych sklepach sprzedawano lokalne produkty. “Do niedawna było tak, że trzy domy od spożywczaka ktoś miał kury, a w sklepie sprzedawano jaja z megakurników oddalonych od Curanipe o setki kilometrów, albo brojlery importowane z innego kraju”, mówili. Ta sytuacja generowała ogromny ślad węglowy i działała na niekorzyść ekonomiczną lokalnej społeczności. Poprzez skontaktowanie producentów i sprzedawców, dzisiaj pieniądze trafiają do mikrorolników, a sklepy zaopatrują się w produkty, pochodzące z farm oddalonych nie więcej niż trzydzieści kilometrów od punktu sprzedaży. Ceny produktów są niższe, a ich jakość nieporównywalnie wyższa.
Pomocna dłoń przy najmłodszych roślinach

Praca w szkółce Erica
Kolejnego dnia pomagałem innemu pracownikowi, Ericowi, który odpowiadał przede wszystkim za szklarnie i coś w rodzaju szkółki leśnej. Eric wytłumaczył mi, że po tsunami w 2010 roku, zasolenie ziemi zniszczyło doszczętnie lokalną florę. Proces rekonstrukcji gleby trwał latami i w zasadzie, w niektórych miejscach nadal się nie skończył. Gdy jednak odsolono pierwsze działki, powstało pytanie – jak odtworzyć dawną bioróżnorodność? Mieszkańcy, mając pełne zaufanie do Huertas a Deo, zaczęli przynosić nasiona roslin, a to znalezione gdzieś na strychach, a to pozyskane z innych części kraju gdzie pojedyncze okazy indygeniczne roślin jeszcze się zachowały. Chcieli pomóc, lecz sami nie wiedzieli w jaki sposób je rozmnożyć i jak sprawić by przetrwały one najbardziej wrażliwy okres rozwoju – kiełkowanie i pierwsze miesiące wzrostu.
Eric zajmuje się tym osobiście, a potem sadzonki umieszcza w glebie, lub oddaje w ręce właścicieli nasion. Każdy może skorzystać za darmo z usług jego szkółki i nie koniecznie muszą to być okazy, które planowo mają powrócić na łono natury lub zmieniać monokultury leśne w zdywersyfikowane biosfery. Rolnicy, posiadający nasiona starych odmian warzyw i owoców, zagrożonych wyparciem przez szybciej rosnące oraz dające bardziej obfite plony GMO, również mogą liczyć na jego pomoc.
Poza szkółką, Eric od czasu do czasu jedzie za miasto do lokalnego tartaku, skąd otrzymuje za darmo wióry drewna, które później rozda osobom, mającym kurniki lub sady. Sam też ma kilka kur. W ramach podziękowania za przekazywanie cennej wiedzy zbudujemy mu więc z kilkoma innymi wolontariuszami niewielki kurnik.
A po pracy, odpoczynek i szkolenia

Szkolenie z permakultury dla lokalnej społeczności
Zespół który poznałem kilka lat temu zamyka jeszcze Gaston, który odpowiada za prowadzenie niewielkiego pola campingowego dla surferów. Huerta a Deo musi się z czegoś utrzymywać, a zyski ze sprzedaży produktów rolnych w zdecydowanej większości trafiają w ręce społeczności. Potrzeba dodatkowych dochodów i naturalnym sposobem na ich pozyskanie wydaje się turystyka, połączona z surfingiem, który wszyscy pracownicy Huertas a Deo praktykują po godzinach. Gaston stawia na zrównoważoną turystykę – camping ma niewielki ślad węglowy, a goście jeszcze przed przyjazdem wiedzą, że wybierając to miejsce, wspierają projekt ekologiczny i lokalną kooperatywę.
Raimundo nadzoruje wszystkie te działania, przeprowadza spotkania organizacyjne i zajmuje się darmowymi szkoleniami z permakultury, dzieląc się z lokalną społecznością doświadczeniem i wiedzą nabytą na uczelni. To o tyle ważne, że dostęp do edukacji wyższej w Chile jest odpłatny. Uniwersytety są sprywatyzowane, a średni koszt zdobycia dyplomu często jest wyższy niż czesne na uczelni w Stanach Zjednoczonych. Bez szkoleń Raimundo, dostęp do wiedzy dla wielu z tych osób byłby zupełnie niemożliwy.
Szkolenia nie zaczęły się od pierwszego roku działania Huertas a Deo. Najpierw trzeba było zdobyć zaufanie lokalnej społecznności. Raimundo zależało, żeby nie był postrzegany jako młody miastowy, który przyjeżdża na wieś się wymądrzać. Dziś, gdy nie ma już domostwa rolniczego, któremu Huertas a Deo nie pomogłoby w jakiś sposób, jego lider cieszy się niekwestionowanym oddaniem. Sam jestem świadkiem jak przed i po szkoleniach jest on obściskiwany przez starsze panie i częstowany domowymi wypiekami.
Świetlana przyszłość niecodziennego projektu
Cztery lata po tym jak wyjadę z pięknego miasteczka Curanipe, Huertas a Deo zorganizuje jeszcze cotygodniowe ogromne targowisko ekologiczne. W planach będzie też utworzenie ogrodów leśnych, produkujących żywność przy minimalnej ilości nakładu pracy. Przyszłość Huertas a Deo wydaje się obiecująca, a ilość wolontariuszy z całego świata, którzy zatrzymują się u nich na kilka miesięcy by zdobyć praktyczą wiedzę, daje nadzieję, że koncept permakultury w stylu Raimundo zostanie spopularyzowany wśród młodego pokolenia również poza granicami Chile.
Od 12.01.2021 r., w każdy wtorek i środę o godzinie 18:00 Fundacja Agro-Perma-Lab zaprasza
na wykłady otwarte dotyczące zachowywania nasion. tworzenia społecznościowych domów nasion,
a także szerszego kontekstu (ekonomicznego, politycznego) wokół nasion.
Łącznie odbędzie się 10 takich wykładów. Trenerzy szkolenia pochodzą z Polski oraz kilku krajów Europy (Hiszpania, Włochy, Wielka Brytania). Pierwszy wykład już we wtorek 12 stycznia. Będzie dotyczył nasion w kontekście agroekologii, permakultury i suwerenności nasiennej.
Harmonogram wszystkich spotkań oraz informacje o tym, jak dołączyć
do transmisji spotkań, można znaleźć TUTAJ.
Wykłady są częścią projektu ,,Agro-Perma-Lab: NASIONA”, współfinansowanego
przez Community Seed Banks Academy. ,,Zielone Wiadomości” są patronem medialnym projektu.
Czyli o tym, jak na styku nauki, sztuki, wiedzy intuicyjnej oraz aktywizmu, projekt ,,Agro-Perma-Lab: Nasiona” przywraca właściwą wagę zagadnieniu nasion.
Nasiona w rękach ludzi
Projekt ,,Agro-Perma-Lab: Nasiona” powstał w reakcji na to, jakie jest obecnie podejście do nasion w tak zwanym głównym nurcie oraz w wielkoprzemysłowym rolnictwie. Właśnie – jak się mają ,,nasiona w rękach ludzi” w naszych czasach? Są przejmowane przez wielkie firmy (10 światowych firm kontroluje 55% globalnego rynku nasion), są patentowane, są modyfikowane genetycznie (GMO) oraz tworzone laboratoryjnie. Rolnik, kupując nasiona, dostaje cały wykaz środków chemicznych, którymi ma za zadanie w całym cyklu życia ,,potraktować” roślinę (więcej na temat patentowania nasion i monopolizacji rynku w artykule Jana Skoczylasa).

Foto: Joanna Bojczewska
Ludzie w rękach nasion – wiedza
Zanim nasiona trafiły w ręce ludzi, ci byli już od dawna ,,w rękach nasion”. Świat roślin jest doskonały i idealnie przystosowany do środowiska naturalnego – korzysta z wiatru, słońca, wody oraz innych otaczających istot – z flory i fauny. Czy pamiętasz może jak, gdy szłaś po łące, przyczepił ci się do swetra rzep ostu, łopianu albo rzepienia? Czy wiesz, co to zdarzenie naprawdę oznacza? Znaczy to, że pasażer na gapę, zupełnie niezauważony i bez własnego wysiłku, przemieścił się za pomocą twojej energii wiele metrów/kilometrów dalej, tak, by przetransportować swoje nasiona i tym samym poszerzyć obszar występowania swojego gatunku. Jak powiedział nam w wywiadzie Paweł Kobielus: ,,…nam się wydaje, że rośliny to jest coś takiego na niższym poziomie niż ludzie czy zwierzęta, czy jakieś inne tam części tej natury, ale być może wcale tak nie jest, być może one są na tyle inteligentne, że one, żeby się rozmnażać, wcale nie potrzebują się ruszać, nie potrzebują się tam jakoś manifestować wielce, tylko się posługują nami i innymi istotami do tego wszystkiego. Także na jakim one są poziomie, to jest dla mnie zagadką, ale nie uważam, że to są jakieś prymitywne istoty, tylko wręcz odwrotnie”. To właśnie ta wypowiedź Pawła zainspirowała nas do stworzenia jednego z haseł projektu ,,Agro-Perma-Lab: Nasiona” – ,,Ludzie w rękach nasion”.
Pierwszym etapem projektu ,,Agro-Perma-Lab: Nasiona” były wywiady z doświadczonymi osobami, które już od lat prowadzą swój bank nasion. Do tej pory, zespół Fundacji Agro-Perma-Lab, przy wsparciu współpracujących ochotników, przeprowadził pięć tego typu wywiadów. Na ich podstawie powstanie publikacja dotycząca domów nasion (studium przypadku). Nasiennicy, z którymi zostały przeprowadzone wywiady, to prawdziwe kopalnie życiodajnej wiedzy – mądrości zdobywanej własnymi obserwacjami, własnymi zmysłami. Jak powiedział nam w wywiadzie Paweł Kobielus: ,,powiem szczerze, większość tak intuicyjnie, z racji tego, że już od dziecka obcuję z tymi roślinami różnymi, to jakoś tak się tego powiedzmy nauczyłem, skończyłem też średnią szkołę ogrodniczą, ale tam akurat nie miałem kierunku nasiennictwa, także ze szkoły nie wyniosłem takich wiadomości, tylko już sami się tam po prostu z żoną zaczęliśmy zagłębiać w te tematy”.
Ludzie w rękach nasion – sztuka
Dysproporcje pomiędzy tym, jaką wagę ma zagadnienie nasion, a tym, jak większość ludzi straciło z tym tematem łączność, jest zadziwiająca. W odpowiedzi na taki stan rzeczy, projekt ,,Agro-Perma-Lab: Nasiona” korzysta z artystycznych środków przekazu, by spopularyzować temat nasion, przesunąć to zagadnienie choć trochę bliżej głównego nurtu zainteresowań opinii publicznej. Jednym z artystycznych elementów projektu jest serial podcastowy ,,Ludzie w rękach nasion”, który oparty jest na wywiadach przeprowadzonych z nasiennikami. Z serialu wyłaniają się inspirujące portrety osób, ich historie, doświadczenia, głęboko ekologiczna wiedza i życiodajne postawy.
,,Renata” – Pierwszy sezon serialu-ma obecnie swoją premierę. Archiwalne, jak i nowo powstające odcinki serialu można odsłuchać na stronie Fundacji Agro-Perma-Lab. Innym środkiem przekazu, jakim Agro-Perma-Lab próbuje kształtować narrację w temacie nasion, jest film – obejrzyj tutaj.
Ludzie w rękach nasion – aktywizm
Na szczęście, przez ostatnie trzydzieści lat, aktywizm w dziedzinie suwerenności nasiennej na świecie staje się coraz bardziej słyszalny. Fundacja Agro-Perma-Lab chce wzmacniać ten trend. W grudniu 2020 organizujemy Trening Liderów i Edukatorów Społecznościowych Domów Nasion. Trening ten prowadzony będzie przez polskich specjalistów-nasienników oraz międzynarodowych trenerów (połączenie online). Uczestnicy będą wybierani na zasadzie rekrutacji, bowiem szkolenie przeznaczone będzie dla osób, które mają potencjał, by przekazać swoją nowo zdobytą wiedzę i umiejętności dalej – multiplikować ją. W ramach programu uczestnicy zgłębią zagadnienia z zakresu standardów i technik zachowywania nasion oraz metod i podejść w uczeniu innych w tym temacie. W dialogu z ekspertami dowiedzą się również o blaskach i cieniach prowadzenia wspólnotowej inicjatywy oraz pracy z ludźmi i organizowania społecznych działań wokół nasion. W ramach treningu grupa wspólnie odbędzie twórcze sesje i ćwiczenia z opracowywania potrzebnych struktur, ról, harmonogramów i procesów dla prowadzenia i utrzymania społecznościowych domów nasion. Trening, tak jak cały projekt „AgroPermaLab: Nasiona”, współfinansowany jest ze środków CSB Academy. Wydarzenie odbędzie się w Domu Spotkań Twórczych ,,Ptasia Dolina”.

Foto: Joanna Bojczewska
Co w Twoich rękach?
Zacznij zbierać nasiona w swoim ogrodzie. Zwracaj uwagę, jakie warzywa i owoce kupujesz. Czy są to warzywa i owoce z dobrego źródła? Czy ich producent wspiera bioróżnorodność? Pomyśl – przechodząc obok monokulturowej przemysłowej uprawy jakiegoś warzywa (najpewniej z nasion hybrydowych, wspartych wieloma środkami chemicznymi) – czy bije z tego pola jakiekolwiek życie? Czy widać ptaki, owady, inne współistniejące rośliny? Jak pięknie nakreśliła nam to w wywiadzie Renata Korn: ,,nie ma bogactwa tego życia, mówię tu o życiu glebowym i na przykład owadach – nie ma bogatej flory i fauny. Natomiast w ogród, jak mój, jak ja go odbieram (może się tutaj będę chwalić), ale po prostu jak wchodzę do niego, to czuję, że ciarki chodzą po plecach… Są zapachy, jest energia, tętni życie, brzęczą pszczoły i to też dodaje aurę. Po prostu naprawdę odczuwa się to w każdej komórce ciała. Na mnie, na człowieka działa to tak, że moja istota odbiera sygnał – tutaj po prostu jest prawdziwe życie przez duże „Ż”. Co więcej, wierzę, że taki właśnie system może sam sobie dawać radę, może przetrwać w przeciwieństwie do tamtego sztucznego, który jest na kruchych nogach”.
Co jeszcze jest w Twoich rękach? Włącz się w nasze działania –napisz do nas, jeżeli chcesz działać z nami – wesprzeć nas w promocji tematyki nasion. Szukamy osób, które przeprowadzą (według naszej ankiety) pogłębione wywiady z większą liczbą nasienników. Ponadto, szukamy osób, które chciałyby się włączyć w pisanie artykułów, montowanie filmików i podcastów. Dodatkowo, możesz też przekazać darowiznę na nasze cele statutowe – po to, żeby Fundacja mogła sprawnie działać i przepychać się łokciami z ważną tematyką nasion do głównego nurtu.
Dodajmy, że projekt „Agro-Perma-Lab: Nasiona” współfinansowany jest ze środków Community Seed Banks Academy. ,,Zielone Wiadomości” są natomiast patronem medialnym projektu.
Fundacja Agro-Perma-Lab działa na rzecz rozwoju edukacji w dziedzinie permakultury, agroekologii, suwerenności żywnościowej i głębokiej ekologii. Numer KRS: 0000862195. Odwiedź naszą stronę: https://agropermalab.org/

Danuta Nowak o pięknym i niezwykłym miejscu – Domu Spotkań Twórczych „Ptasia Dolina” na Pogórzu Kaczawskim
Najpierw pojawiła się wizja wspólnego życia na wsi.
Potem dyskusje i wybór części Polski, gdzie oboje czulibyśmy się dobrze.
Mój mąż pragnął zamieszkać na wschodzie Polski. Ja nie widziałam dla siebie innego miejsca niż mój rodzinny Dolny Śląsk. W górach lub na pogórzu.
Początkowo miał być to po prostu domek na wsi. Mały, tylko dla nas, otoczony lasami, wśród innych domów, we wsi – by mieć sąsiadów, ale też żeby nie zawłaszczać kolejnego kawałka Ziemi ingerując w nienaruszoną przyrodę. Chcieliśmy wykorzystać infrastrukturę jaka już istniała, zamiast tworzyć nową. Z przyrodą wokół, na wyciągnięcie ręki. Z ludźmi, dla których natura jest ważna i dbają o nią.
Zanim podjęliśmy decyzję o zamieszkaniu na wsi, poza głównymi drogami, bez sklepu itp. przygotowywaliśmy się do tego długo, mieszkając w małej miejscowości na ziemi łódzkiej. Mieliśmy tam ogród, który po dwóch latach przerobiliśmy na permakulturowy. Próbowaliśmy swojej niezależności np. testując żywienie się tylko plonami z ogrodu (piekliśmy chleby, pasztety z dyni i cukinii, robiliśmy przetwory z owoców, pomidorów i innych warzyw, kwiatów czy ziół, korzystaliśmy z dziko rosnących roślin). Jedliśmy też jajka od naszych kur.
Pewnej jesieni postanowiłam przeprowadzić eksperyment. Uznałam, że skoro mamy kury oraz własny, naturalny ogród, a także potrafimy przetwarzać jedzenie, to warto zobaczyć, jak to jest w ogóle nie korzystać ze sklepów, samodzielnie przygotowując pożywienie. Mieliśmy trochę zapasu mąki, kasz i oliwę. Reszta produktów pochodziła z naszego ogrodu. Tak przeżyliśmy miesiąc nie kupując nic w żadnych sklepach, również z artykułami tekstylnymi czy AGD. Okazało się to zaskakująco łatwe, po czasie eksperymentu trudno było znaleźć w sklepie spożywczym jakieś produkty, które byłyby nam potrzebne, a zarazem warte zakupu. Uważamy, że przeprowadzenie takiego detoksu od wszelkich usług i towarów raz na jakiś czas każdemu wyjdzie na zdrowie.
Staraliśmy się też uniezależnić od codziennego jeżdżenia do miasta do pracy. Znacznie ważniejsza stawała się jakość naszego życia niż jego standard. Wiedzieliśmy, ile czasu potrzebujemy pracować w mieście, a ile warto wykorzystać na pracę we własnym ogrodzie, by mieć zdrowe i dobrej jakości pożywienie z własnej uprawy. Jako że od kilkudziesięciu lat jesteśmy wegetarianami, ogród warzywny, sad, łąka i las są dla nas bardzo istotnymi elementami ekosystemu.
Droga na Pogórze Kaczawskie
Z własnego doświadczenia wiemy, że żyjąc w mieście wpada się w pułapkę zarabiania, aby korzystać z atrakcji jakie oferuje (koncerty, kino, teatr, inne wydarzenia kulturalne i społeczne itp.), by jeść zdrowo, odpoczywać/regenerować się, wyjeżdżając w piękne miejsca. Gdy żyje się bliżej przyrody i lubi pracę w ogrodzie okazuje się, że zmniejsza się ilość potrzeb związanych z aktywnym wypoczynkiem w dziczy czy dbaniem o jakość życia, rozładowywaniem napięć i stresów. Można to robić każdego dnia zamiast czekać na weekendy i urlopy. Zaczyna się odkrywać piękno w przyrodzie otaczającej nas w najbliższej przestrzeni. Jest nim śpiew ptaków, zwierzęta wokół, piękne wschody i zachody słońca, doświadczanie deszczu, wiatru, dotyk i zapach gleby, szczególnie zroszonej deszczem, spektakle na niebie podczas burz. Wtedy zaczynamy żyć zgodnie z rytmem pór roku. Gdy odkrywa się przyjemność w prostych rzeczach, przestaje się chcieć mieć więcej. Z czasem otoczenie staje się miejscem, w którym czujemy się dobrze zarówno my, jak i nasi goście, oraz inni dzicy mieszkańcy ogrodu.
Nasze dziesięcioletnie wspólne doświadczenie życia na wsi w województwie łódzkim prowadziło nas dalej. Wiedzieliśmy już, że męczy nas miasto, nawet gdy tylko przyjeżdżamy do niego do pracy robiąc warsztaty. Chcieliśmy mocniej zanurzyć się w przyrodę, spowolnić nasze życie. Jeszcze bardziej doświadczać przyrody i odgłosów natury, zamiast hałasu drogi wojewódzkiej, jaką mieliśmy zza oknem. Czuliśmy, że jesteśmy na to gotowi.
Gdy już wspólnie zdecydowaliśmy się, aby zamieszkać na Dolnym Śląsku chcieliśmy zawęzić obszar poszukiwań.
Od ponad dziesięciu lat pracuję jako moderatorka odnowy dolnośląskiej wsi, wspierając mieszkańców przy aktywizacji oraz tworzeniu strategicznych dokumentów dla gmin i sołectw. Dzięki temu dość dobrze poznałam specyfikę różnych zakamarków województwa dolnośląskiego, poszczególnych regionów, zależności, uwarunkowań, historii, a także ukształtowania terenu. Moją szczególną uwagę zwróciły okolice parku krajobrazowego Chełmy. Wiedziałam też, że jest to teren gdzie żyją ludzie aktywni i kochający swoje miejsce na ziemi. Poczułam, że znajdzie się tu też przestrzeń na nasze działania. To pozwoliło nam całkowicie świadomie wybrać Pogórze Kaczawskie – teren interesujący przyrodniczo i geologicznie, ale jeszcze nieodkryty i „zdeptany” przez turystykę. Miejsce, gdzie mógł powstać nasz ogród (ze względu na temperatury, wybór padł na pogórze a nie góry). Odkryliśmy małą XIV-wieczną wioseczkę o szumnej nazwie Nowa Wieś Wielka, w gminie Paszowice.
Jak piękne miejsce znaleźliśmy odkrywamy spacerując po okolicy. Poza przyrodą, spotkaliśmy tu wartościowych ludzi, którzy wspierali nas już podczas remontu, rozmawiając, zapraszając na wspólne kolacje. Utrzymujemy kontakt z poprzednimi właścicielami, szczególnie z seniorką rodu, panią Wandą.
Remontując, przyglądamy się domowi i okolicy. Staramy się wykorzystać jak najwięcej materiałów z odzysku – starą cegłę, deski, drzwi i podłogi. To co da się zachować, zachowujemy. Wymieniamy jedynie niezbędne elementy. Gdy okazało się, że pod naszymi sufitami kryją się stare belki postanowiliśmy je odsłonić i zabezpieczyć. Skuwając stare tynki odkryliśmy kamienne ściany. Część z nich zostawiliśmy odsłonięte. Obserwujemy otoczenie, to jak światło pada na budynek, skąd wieją wiatry. Dopiero potem decydujemy się na zmiany w otoczeniu, nasadzeniach drzew i krzewów.

Początki były trudne. Dom wymagał dużo pracy i serca. Fot. Igor Buszkowski
Kiedy szuka się domu na Dolnym Śląsku to najczęściej spotkać można duże poniemieckie budynki połączone z pomieszczeniami gospodarczymi. Taki też jest nasz dom. Trzypoziomową stodołę postanowiliśmy przerobić na sale warsztatowe. Ponieważ zajmujemy się edukacją przyrodniczo-artystyczną uznaliśmy, iż może nadszedł czas, by nie musieć już jeździć po placówkach oświatowych Polski, ale w zamian zacząć zapraszać grupy do nas. Szczególnie, że nasza wieś leży na terenie obszaru Natura 2000, Parku Krajobrazowego Chełmy oraz otoczona jest trzema wąwozami, a dwa z nich są rezerwatami przyrody (Wąwóz Lipa i Wąwóz Siedmicki).
Planowane jest też utworzenie Geoparku UNESCO na terenie Gór i Pogórza Kaczawskiego (tzw. Krainy Wygasłych Wulkanów). Występuje tu wielkie bogactwo roślin i zwierząt – jelenie (jesienią wokół słychać odgłosy z rykowiska), muflony, salamandry, żmije zygzakowate, borsuki jedzące orzechy w sadzie, nietoperze w stodole, mnóstwo ptaków, w tym żurawie, bociany czarne czy bieliki. Wiosną zakwitają m.in. rośliny z rodziny storczykowatych.
Plemię Ptaków
Wraz z mężem – Darkiem, pracuję z dziećmi i młodzieżą. Kilka lat temu uczestniczyliśmy w Zgromadzeniu Kręgów, gdzie zajmowaliśmy się dziećmi, współtworzyliśmy przestrzeń dla dzieci. Na zakończenie kilkudniowego spotkania, wspólnie z Magdą Polkowską z projektu „Baśnie Ludów Ziemi”, przedstawiliśmy spektakl o plemieniu ptaków, które nauczyło ludzi jak być szczęśliwymi. Jak ważne są spotkania, rozmowy, taniec i śpiew. Plemieniu, które nauczyło ludzi tego, dzięki czemu ludzie mogą być szczęśliwi, aby spotykali się razem, rozmawiali, tańczyli i śpiewali.
Myśląc o funkcji, jaką miał spełniać nasz dom, wiedzieliśmy jedno – ze względu na swoje rozmiary nie jest to dom tylko dla nas. To przestrzeń na spotkania, twórcze działania, radość, śpiew, inspirację i inicjatywy szanujące wszystkie istoty na Ziemi. Również ważnym tematem jest dla nas suwerenność żywnościowa i szacunek dla Ziemi jako żywicielki, i jak najmniejsze jej eksploatowanie. Tak narodziła się nazwa Dom Spotkań Twórczych „Ptasia Dolina”.
Tworząc Dom Spotkań, już podczas odnajdywania ukrytego piękna naszego budynku i okolicy, zapraszaliśmy osoby chcące współtworzyć go z nami. Zorganizowaliśmy dwa spotkania (jesienią i wiosną), podczas których tynkowaliśmy ściany gliną. Przyjeżdżali nasi znajomi, młodzież, z którą pracujemy w ramach obozu Tropami Tęczowego Wojownika.
W działaniach kierujemy się zasadą, aby żyć nie tylko dla siebie. Chcemy być pomostem łączącym ludzi z przyrodą, ludzi w relacjach z innymi – w miejscu zamieszkania oraz w przestrzeni obozów, jakie corocznie organizujemy dla dzieci i młodzieży. Interesują nas: łączenie idei, wartości, szacunek dla przyrody, historii i tradycji.
Wiosną 2019 r. (jeszcze podczas remontu), w Ptasiej Dolinie odbyły się Warsztaty Permakulturowego Projektowania Siedliska organizowane przez Asię Bojczewską z Ekopoletko i Bena Lazara z Permakultura.Edu.Pl oraz warsztat stolarski prowadzony przez Alicję Liczkowską i Jędrzeja Cyganika z „Drwa. Tales of the Woods”. Zostaliśmy też zaproszeni do współtworzenia projektu Forest School Center dla nauczycieli leśnych przedszkoli oraz Akademii Głębokiej Ekologii. W ramach tych projektów w Ptasiej Dolinie odbywały się warsztaty.
Obecnie wraz z Joanną Bojczewską rozpoczęliśmy projekt „PDC – Ptasia. Roczne Projektowanie Permakultury w Ptasiej Dolinie”.

Warsztaty projektowania permakulturowego z PermaKultura.Edu.PL. Fot.Piotr Łóżny
Kolędowanie
Zdając sobie sprawę, że w świadomości mieszkańców możemy budzić pewien niepokój, ze względu na dużą liczbę pojawiających się u nas ludzi, głównie młodych, postanowiliśmy przedstawić się sąsiadom, odwiedzając ich podczas kolędowania. Mieliśmy już takie doświadczenia z lat poprzednich. Darek kolędował z Teatrem Węgajty, a razem, wspólnie z młodzieżą z organizowanych przez nas obozów Tropami Tęczowego Wojownika, kolędowaliśmy w domach pomocy społecznej.
W tamtym okresie nasz Dom nie był jeszcze gotowy na przyjęcie gości. Nie mieliśmy ogrzewania ani łazienek. Ale ugościła nas wieś. Przyjechało 30 osób z Polski i zagranicy. Przez trzy dni przygotowaliśmy się ucząc kolęd i pastorałek oraz tworząc kostiumy: śmierci, diabłów, aniołów i herodów. Tego dnia wiele drzwi stanęło przed nami otworem.
Otwarcie Domu
Po półtorarocznym remoncie Domu postanowiliśmy otworzyć go dla naszych przyjaciół i sąsiadów. Zaprosiliśmy też społeczność gromadzącą się wokół obozów Tropami Tęczowego Wojownika. Było dużo poezji, śpiewu, wspólnego gotowania, rozmów w kręgu, itp. W następnym tygodniu zaprosiliśmy mieszkańców naszej wsi, aby opowiedzieć o sobie, posłuchać o naszej miejscowości od lokalnego historyka, sołtysa, członków lokalnego stowarzyszenia i mieszkańców.
W następnych miesiącach organizowaliśmy jeszcze wiele spotkań artystycznych, takich jak koncert Teatru Węgajty, potańcówkę z węgierskim zespołem Szepszerevel grającym muzykę csango, czy wieczór autorski o mitologii słowiańskiej.
Mamy dużo planów na dalsze działania, projekty związane z przyrodą i uprawą ziemi. Jednym z nich jest stworzenie społecznego Domu Nasion i edukowanie mieszkańców w temacie zbierania i przechowywania nasion starych odmian roślin. Będziemy go realizowali współpracując z pasjonatami i nauczycielami tworzenia naturalnych ogrodów oraz stowarzyszeniami wspierającymi suwerenność żywnościową.
Inne, ważne dla nas projekty, które planujemy realizować w najbliższym czasie, dotyczą rozwoju osobistego w kontakcie z naturą. Szczególnie te skierowane do kobiet. Zarówno kontakt kobiety z Ziemią, która nas karmi oraz bycie w lesie, doświadczanie go wszelkimi zmysłami, może być uzdrawiające dla świata. Kobiety, które odkryją swoją siłę dzięki kontaktowi z przyrodą lub odnowią utraconą więź z Ziemią, będą uczyły innego, pełnego szacunku jej traktowania.
Rozumiejąc, jak ważne i wielopoziomowe jest przygotowanie się do przeprowadzki na wieś, stworzenie sobie odpowiedniego modelu z uwzględnieniem trudności i zagrożeń a nie tylko romantyczną wizją sielskiego życia wiejskiego, przygotowaliśmy program wspierający osoby decydujące się na świadome zamieszkanie na wsi. Pracuję z nimi m.in. takimi metodami, jak: mentoring i coaching.
Życie na wsi, w zgodzie ze sobą i swoimi wartościami niesie ze sobą wiele wyzwań. Podobnie jest z tworzeniem i utrzymywaniem więzi społecznych. Mamy świadomość, że podążamy wymagającą ścieżką, jednak dla nas tylko takie życie ma sens.
Danuta Nowak – coach, mentorka, pedagożka i animatorka społeczna. Prowadzi warsztaty i konsultacje indywidualne w zakresie prostego życia w bliskości natury i zakorzeniania się na wsi. Pasjonuje się naturalnym ogrodnictwem i projektowaniem permakulturowym.
Kontakt: danuta.nowak.hr@gmail.com
Dom Spotkań Twórczych „Ptasia Dolina”, Pogórze Kaczawskie: https://www.facebook.com/PtasiaDolina
Artykuł ukazał się w wakacyjnym numerze Miesięcznika Dzikie Życie, lipiec / sierpień 2020
Opublikowano za zgodą autorki i redakcji Miesięcznika Dzikie Życie
Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.
O konkursie Permakultury
Pomysł na konkurs na najtroskliwszy Ogród Permakultury, powstał podczas trwającej debaty publicznej o przekroczeniu pojemności ekosystemu. I co za tym idzie o konieczności zmiany produkcji rolnej na taką, która chroniłaby zasoby ziemi. Odpowiedzią na tę potrzebę okazały się, powstające wokół coraz liczniej Ogrody Permakultury. Uprawa zdrowej żywności, realizowana w oparciu o zasady Permakultury, może być pierwszym krokiem na drodze do naszej samowystarczalności żywieniowej. I równocześnie posłużyć odbudowie struktury ziemi, odbudowie naszej więzi z ziemią i odbudowie więzi społecznych. I tej odnowie w poszanowaniu natury ma służyć nasz konkurs w wymiarze lokalnym a nawet miejskim.
Zapraszamy do uczestnictwa w konkursie zarówno osoby, prywatne z przydomowymi ogrodami permakultury, grupy uprawiające permakulturowy ogródek działkowy, jak i członków ogrodów społecznościowych. Szczególnie dla tych ostatnich sytuacja pandemii, może wiązać się z wyzwaniami rozwoju w którym wsparcia merytorycznego w trakcie trwania konkursu mogą udzielić nasi wspaniali jurorzy:
Joanna Bojczewska, Monika Podsiadła, Wojciech Górny, Dariusz Śmiałowski.
ZGŁOŚ swój OGRÓD do KONKURSU w terminie do 21 września przez formularz http://gdziejestwoda.pl/konkurs/, a w przypadku pytań pisz na pemakultura@gdziejestwoda.pl
Nagrody w konkursie:
- książka nt. permakultury
- roczna prenumerata Eko-ogród
- roczna prenumerata Przepis na ogród
- książki wydawnictwa Burda Media o tematyce ogrodowej
- kurs permakultury
- talony na nasiona
- 10% (rabatu) na 10 kW instalację PV
Powodzenia i do zobaczenia!
Z wyrazami poważania:
Gabriela Morawska; organizatorka Konkursu Permakultury: permakultura@gdziejestwoda.pl
Patroni merytoryczni:


Sponsor konkursu:
Patroni medialni:




Kiedy i forma nauczania, i jego treść są zupełnie odmienne od tych znanych ze szkolnych koszmarów, edukacja dostaje drugą szansę. I nazywa się Szkoleniem Liderów Agroekologii.
Po pierwsze, Agroekologia
Agroekologia jest integralnym podejściem łączącym ekologię (naukę o ekosystemach), agronomię (naukę o rolnictwie) i nauki społeczne dla projektowania systemów rolno-żywnościowych i zarządzania nimi. Podejście to traktuje gospodarstwo rolne jako ekosystem i korzysta z relacji między jego elementami dla zrównoważonego zwiększenia efektywności upraw. Agroekologia promuje rolnictwo oparte o praktyczne doświadczenie rolników i teoretyczną wiedzę naukową. Celem jest minimalizacja uzależnienia od nakładów zewnętrznych (nawozów sztucznych, środków ochrony roślin, energii z paliw kopalnych) i dążenie do domykania obiegów energii i materii na poziomie gospodarstwa.
Agroekologia jest odpowiedzią na porażkę zielonej rewolucji (powojennej koncepcji intensyfikacji produkcji rolnej w oparciu o wzrost nakładów: nawozów sztucznych, środków ochrony roślin i paliw kopalnych). Od lat 80. XX wieku mówi się, że przemysłowy model rolnictwa nie rozwiązuje problemu głodu na świecie, a dodatkowo generuje ogromne koszty (społeczne, środowiskowe) i jest wrażliwy na zmianę warunków klimatycznych. Dlatego w 2014 roku FAO (Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa) oficjalnie uznała zieloną rewolucję za niepowodzenie i wycofała się z tej polityki na rzecz agroekologii, która przeciwdziała degradacji ekosystemów, a tym samym chroni bioróżnorodność [1].
Agroekologia to rozwijająca się dziedzina badań naukowych i zbiór praktyk rolniczych, ale także dynamicznie powiększający się, międzynarodowy ruch społeczny rolników i wytwórców żywności. To ruch dążący do całościowej transformacji systemu żywnościowego.
Po drugie, edukacja
Agroekologia kładzie nacisk na współtworzenie wiedzy i dzielenie się nią. Wiedza rolnicza jest nierozerwalnie związana z praktyką, powinna zatem rodzić się w kontakcie z ziemią i społecznością, w której ma być stosowana. Dlatego agroekologia podkreśla wagę horyzontalnej wymiany wiedzy pomiędzy rolnikami (ang. farmer to farmer). Realizuje się ona podczas spotkań, na których edukatorzy, rolnicy, praktycy i naukowcy uczą się od siebie nawzajem. Taka wymiana wiedzy, doświadczeń i umiejętności oparta jest na zasadach równości – nie ma w niej hierarchii wiedzy – ta praktyczna i ta naukowa są równie cenne. Takie podejście wzmacnia więzi społeczne i pozwala współtworzyć wiedzę, która – jako dobro wspólne społeczności, w której powstała – jest doskonale dopasowana do lokalnych warunków.
Agroekologia chętnie łączy wiedzę praktyczną z badaniami naukowymi, ale sprzeciwia się narzucaniu zunifikowanych, technokratycznych rozwiązań, które nie są dostosowane do lokalnego kontekstu. Jest również ostrożna wobec innowacji – krytykuje te, które noszą znamiona korporacyjnych produktów służących greenwashing’owi (praktyce mającej na celu wywołanie w konsumentach poczucia, że proponowane im produkty są przyjazne środowisku, kiedy w istocie jest to jedynie element kampanii marketingowej), rozwiązań cementujących status quo, czyli rozwój korporacyjnego agrobiznesu. Wspiera natomiast te, które mają transformatywny potencjał [2].
Po trzecie, Szkolenie Liderów Agroekologii
Pierwsze w Polsce Szkolenie Liderów Agroekologii zostało zorganizowane jesienią 2019 roku w ramach projektu AgroPermaLab. Przeznaczone było dla rolników i rolniczek, edukatorek i edukatorów, a także aktywistek i aktywistów działających w organizacjach rolniczych. Dziesięciodniowe szkolenie w oparciu o program i metodologię włoskiej “szkoły chłopskiej” Schola Campesina odbyło się w październiku 2019 roku w Ekologicznym Uniwersytecie Ludowym w Grzybowie. Program szkolenia dotyczył takich zagadnień jak: suwerenność żywnościowa, agroekologiczne praktyki rolnicze, adaptacja rolnictwa do zmiany klimatu, lokalne sieci dystrybucji, lokalne zarządzanie wspólnymi zasobami i prawa do nich (woda, ziemia, nasiona, bioróżnorodność), polityki publiczne wokół rolnictwa i żywności oraz ekonomia społeczna. Trenerami podczas szkolenia byli eksperci (m.in. Andrea Ferrante, lider Schola Campesina czy prof. Zbigniew Karaczun z SGGW) i praktycy z Polski i Europy, a zajęcia w dużej mierze miały charakter dyskusji. Uczestnicy wymieniali się praktykami i doświadczeniami, a następnie zastanawiali się, jak przenosić tę wiedzę na konkretne, dobrze znane im konteksty środowisk, w których pracują na co dzień (np. sposoby na organizowanie współpracy rolników i drobnych producentów i łączenie ich z konsumentami; sposoby zarządzania wodą w gospodarstwie, etc.). W fazie przygotowań oraz podczas samego szkolenia wypracowano jego metodologię i program, stworzono narzędzie do diagnozy gospodarstw pod kątem zgodności praktyk z założeniami agroekologii, wypracowano sieć kontaktów i rozpoczęto współpracę w ramach tej sieci, zainicjowano powstanie kolektywu edukatorów agroekologii, a także rozpoczęto prace nad polskim Stanowiskiem ws. Agroekologii.
Być może brak zinstytucjonalizowania jest wielką zaletą tego rodzaju edukacji. Najważniejsze nie jest ukończenie kursu czy certyfikat, ale doświadczenie, które zmienia podejście do edukacji, nauki i praktyki. Kluczowe jest osobiste zaangażowanie: w tworzenie wiedzy, dzielenie się nią. Siłę daje też poczucie, że do najlepszych rozwiązań dochodzi się razem, pracując nad konkretnymi zagadnieniami. Po jesiennym szkoleniu 20 nowych liderów i liderek agroekologii rozjechało się po Polsce, by pracować w swoich społecznościach i środowiskach. By edukować, działać, transformować.
Joanna Perzyna
Przypisy:
[1] Raport podsumowujący międzynarodowe seminarium nt agroekologii dla bezpieczeństwa żywnościowego i żywienia dostępny jest tutaj: http://www.fao.org/3/a-i4327e.pdf
[2] Zgodnie z raportem opracowanym przez Panel Ekspertów Wysokiego Szczebla ds. Bezpieczeństwa Żywnościowego i Żywienia (ang. HLPE – High Level Panel of Experts) Komitetu ds. Światowego Bezpieczeństwa Żywnościowego ONZ Innowacje rozpatruje się w dwóch głównych kategoriach: „(i) zrównoważona intensyfikacja systemów produkcyjnych i powiązane podejścia (rolnictwo przyjazne dla klimatu (ang. CSA – Climate Smart Agriculture), rolnictwo ukierunkowane na wyżywienie (ang. NSA – Nutrition-Sensitive Agriculture) i zrównoważone łańcuchy wartości w sektorze spożywczym), które ogólnie polegają na stopniowych przekształceniach w kierunku SFSs; oraz podejścia agroekologiczne i powiązane z nimi (w tym rolnictwo ekologiczne, agroleśnictwo i permakultura), które niektórzy uważają za bardziej transformatywne. Podczas gdy podejścia z pierwszej kategorii wychodzą z założenia, że aby sprostać przyszłym wyzwaniom należy w zrównoważony sposób zwiększyć produktywność z jednostki powierzchni – i to właśnie oznacza zrównoważona intensyfikacja – podejścia zaliczane do drugiej kategorii kładą nacisk na zmniejszenie nakładów i wspieranie różnorodności biologicznej oraz społeczną i polityczną transformację skupioną na poprawie zdrowia ludzi i ekosystemów.”
Wraz z postępującymi zmianami klimatu, problem dostępności wody w rolnictwie staje się coraz poważniejszy. Z jednej strony zmniejsza się ilości opadów, co skutkuje długotrwałymi okresami suszy, z drugiej mogą występować nagłe i intensywne deszcze prowadzące do erozji gleby. Dodatkowo konsekwencją podnoszenia się średniej temperatury jest wcześniejsze topnienie pokrywy śnieżnej lub występowanie bezśnieżnych zim. Stąd kwestia dostępności wody w rolnictwie stała się w ostatnich latach przedmiotem analiz, prognoz i polityk publicznych tworzonych w najważniejszych międzynarodowych instytucjach zajmujących się prawami człowieka [1].
Również w Polsce możemy mówić o znaczących problemach z zasobami wodnymi dostępnymi dla rolnictwa. Przede wszystkim obserwuje się zmniejszenie ilości opadów, co w kończącym się właśnie sezonie (2019) zaowocowało suszą rolniczą na obszarze całej Polski. Była ona szczególnie dotkliwa w okresie największych upałów, tj. od 1 czerwca do 31 lipca 2019 roku – średnia wartość Klimatycznego Bilansu Wodnego (KBW) [2] dla kraju w tym czasie wynosiła minus 173 mm [3]. W województwie lubuskim stan suszy rolniczej utrzymywał się przez cały sezon, a we wspomnianym wyżej okresie wskaźnik KBW wynosił tam aż minus 279 mm. Niewiele lepsza sytuacja obserwowana była w województwach wielkopolskim i łódzkim, gdzie susza również utrzymywała się przez kilka miesięcy.
Na niski poziom opadów atmosferycznych w Polsce składa się szereg czynników, w szczególności duża odległość od oceanów (w porównaniu do innych państw europejskich). Innym powodem niedoborów wody są coraz częściej występujące bezśnieżne zimy [4]. Dodatkowym czynnikiem zmniejszającym zasoby wodne w Polsce jest chaotyczny proces urbanizacji, któremu towarzyszy uszczelnianie powierzchni zlewni. Zabiegi te przyspieszają spływ wód opadowych – zmniejszają możliwość ich rozlewania i przesączania w okolice terenów uprawnych oraz ograniczają zasilanie zasobów wód podziemnych. W efekcie średnia ilość wody przypadająca na jednego mieszkańca Polski jest 2,5 razy mniejsza od średniej dla Europy i wynosi ok. 1800 m³/rok, a w trakcie suszy wskaźnik ten spada poniżej 1000 m³/rok/osobę. W wielu regionach kraju doszło do obniżenia zwierciadła wód podziemnych, co skutkuje problemami z zaopatrzeniem w wodę na terenach niezwodociągowanych, gdzie głównym jej źródłem są indywidualne, płytkie ujęcia.
Biorąc pod uwagę pogłębiający się deficyt zasobów wodnych, a także dalszy prognozowany wzrost średniej temperatury, kwestia dostępności wody dla rolnictwa jest palącym problemem naszego kraju. Powoli pojawiają się działania systemowe wspierające tworzenie małej retencji oraz budowanie systemów nawadniających na terenach gospodarstw [5]. Program Rozwoju Obszarów Wiejskich (PROW) w ramach działania „Modernizacja gospodarstw rolnych” oferuje do 100 tys. złotych na ulepszenie istniejącej instalacji nawadniającej, powiększanie obszaru nawadnianego albo operacje łączące te dwa działania. Należy mieć jednak na uwadze, że nieprzemyślane rozwijanie systemów nawadniających zagraża naszym (i tak już skąpym) zasobom wód głębinowych. Dlatego tak istotne jest całościowe podejście do kwestii niedoborów wody, przejawiające się stosowaniem metod opartych o naturalne rozwiązania (ang. Nature-Based Solutions), bazujące na usługach ekosystemowych i jak najefektywniejszym wykorzystaniu wód opadowych. W szczególności potrzebne jest magazynowanie ich nadmiaru w okresach deszczowych, by mogły posłużyć do nawadniania w okresach suchych. Tworząc systemy nawadniające warto także rozważyć strategię nawadniania uzupełniającego [6] (ang. supplemental irrigation, SI), polegającą na minimalnym wykorzystaniu wody, tj. między 50–200 mm na sezon.

Zadrzewienia śródpolne w gospodarstwie Elżbiety i Bogdana Charów. Foto: Marta Łukowska
Niektórzy rolnicy, w trosce o swoje plony i przetrwanie, już od lat na różne sposoby przeciwdziałają negatywnym skutkom suszy oraz dbają o zatrzymywanie wody w glebie. W ramach projektu Agro-Perma-Lab, realizowanego przez Nyeleni Polska [7], przeprowadzono badania funkcjonowania trzech gospodarstw spełniających założenia agroekologii i permakultury [8]. Podczas tych badań udało się zidentyfikować szereg działań, które podejmują rolnicy w celu zarządzania zasobami wodnymi w kontekście pogłębiającego się deficytu wody.
Praktyki stosowane w badanych gospodarstwach można podzielić na trzy grupy: zatrzymywanie wody w glebie, magazynowanie opadów i ograniczanie zapotrzebowania na wodę.
Do działań pierwszego typu należy zaliczyć przede wszystkim budowanie warstwy organicznej w glebie prowadzące do zwiększenia jej właściwości sorpcyjnych. W tym celu stosuje się obornik krowi (najlepiej wywożony jesienią, żeby nie wysuszyć dodatkowo gleby) oraz dba się o odpowiedni udział mieszanki roślin bobowatych z trawami w płodozmianie. Równie istotne jest stosowanie zabiegów uprawnych mających na celu zmniejszenie utraty wody. Przede wszystkim nie dopuszcza się do powstania na powierzchni ziemi skorupy, która zwiększa parowanie z głębszych warstw gleby. Dlatego stosuje się zabiegi niszczące skorupę, które podcinają kapilary i ograniczają parowanie. W ich efekcie wierzchnia warstwa gleby wygląda jak sucha, ale pod nią zatrzymuje się woda. Podcięcie kapilar jest szczególnie istotne na wiosnę, kiedy przed pojawieniem się wegetacji bronuje się pola, żeby ograniczyć parowanie i zatrzymać w glebie wodę zgromadzoną jesienią i zimą. Niektórzy rolnicy stosują ten zabieg także po każdym deszczu, np. z wykorzystaniem „gęsich stópek”. Równie ważna jest szybka podorywka [9] po zbiorze zbóż, kiedy gleba – odkryta po ścięciu ochraniających ją roślin – jest szczególnie narażona na parowanie. Także po orce siewnej, aby uniknąć utraty wody, od razu bronuje się pole. O ile to możliwe, wykonywana jest orka jesienna (zamiast wiosennej), która mniej wysusza glebę i umożliwia odbudowanie systemu kapilar przez zimę. Kiedy jest zbyt sucho – nie orze się.
Istotną rolę w zatrzymywaniu wody pełnią również podwyższone grządki – dzięki temu, że ścieżki są niżej, woda zatrzymuje się na nich i wsiąka w strukturę, na której sadzone są rośliny. Ponadto za sprawą swojej konstrukcji (dużo materii organicznej, wysoka zdolność sorpcyjna), w zasadzie nie wymagają one podlewania. Warunkiem jest solidne nawodnienie ich podczas tworzenia i utrzymywanie odpowiednio grubej warstwy ściółki. Innym sposobem zatrzymywania wody w gospodarstwie są rowy konturowe, które korzystają z naturalnego nachylenia terenu [10]. Żeby zatrzymać wodę podczas opadów, wyznacza się je wzdłuż poziomic, tj. w poprzek spadku terenu.
Druga grupa działań to magazynowanie wody. Dobrą metodą jest wykopanie – w najniższych punktach trwałych użytków zielonych – oczek wodnych, które zbierają wodę i osuszają łąki, a przy okazji podnoszą jakość zielonki i siana jako paszy dla zwierząt. Oczka – oprócz magazynowania wody, z której można skorzystać do podlewania upraw – sprzyjają tworzeniu się mgieł, które dzięki pasom zadrzewień śródpolnych można dłużej zatrzymać na polach. Innym sposobem magazynowania wody stosowanym w zbadanych gospodarstwach jest zbieranie jej z powierzchni dachowych do 1000-litrowych zbiorników. Umieszczenie ich na podeście umożliwia dodatkowo grawitacyjne podlewanie upraw. W jednym z badanych gospodarstw wykorzystuje się także szarą wodę – spod prysznica polowego przesącza się ona w stronę ogrodu, ze zlewu w kuchni polowej odprowadzana jest wzdłuż ogrodzenia do pasa wierzb, a z umywalki przy prysznicach polowych rurą spływa w okolice tunelu. Podstawowym warunkiem umożliwiającym odprowadzanie wody szarej bezpośrednio do ogrodu jest korzystanie wyłącznie z biodegradowalnych kosmetyków i detergentów.

System wykorzystania wody w łażni polowej w gospodarstwie Esterka. Foto: Marta Łukowska
Trzecią grupą zaobserwowanych praktyk jest zmniejszenie zapotrzebowania na wodę. Jednym z rozwiązań jest uprawa roślin dawnych odmian, które mają bardziej rozbudowane systemy korzeniowe i lepiej radzą sobie z niedoborami wody. Dodatkowo w uprawach warzywnych pomaga stosowanie sadzarki, która wsadza rośliny głębiej – dzięki temu mają mniejsze zapotrzebowanie na wodę i lepiej radzą sobie z suszą (mając dostęp do głębszych pokładów wody). W tunelach stosuje się ograniczające zużycie wody taśmy kroplujące, które umożliwiają precyzyjne podlewanie bezpośrednio przy roślinie. Ponadto dla zmniejszenia parowania w tunelach, okrywa się glebę czarną agrotkaniną. Inną, tradycyjną metodą ograniczania zapotrzebowania na wodę, jest korzystanie z toalet kompostowych, które dodatkowo są źródłem materii organicznej.
Podsumowując, rolnicy w zbadanych gospodarstwach starają się budować odporne na niedobory wody agroekosystemy, a także dostosowują techniki uprawy do pogarszających się warunków wodnych. Ich działania są zgodne z wytycznymi proponowanymi w dokumentach FAO, CFS i HLPE, które sugerują stosowanie naturalnych (Nature-Based Solutions), lokalnych i opartych o funkcjonowanie ekosystemów rozwiązań.
Artykuł ukazał się w broszurce „Polityka na talerzu – przewodnik po agroekologii i suwerenności żywnościowej” przygotowanej i wydanej przez zespół Nyeleni Polska przy wsparciu Fundacji im. Heinricha Bölla w Warszawie, z okazji II Ogólnopolskiego Forum Suwerenności Żywnościowej, które odbyło się w Warszawie w dniach 30.01 – 2.02. 2020 roku w Warszawie. Cała broszurka do pobrania w formacie pdf: https://nyeleni.pl/wp-content/uploads/2020/02/PolitykaNaTalerzu.pdf
Opublikowano na podstawie licencji Creative Commons “Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 4.0 Międzynarodowe” (CC BY 4.0).
Przypisy
[1] Warto zapoznać się z raportem Wysokiego Panelu Ekspertów przy Komitecie ds. Światowego Bezpieczeństwa Żywnościowego „Water for food security and nutrition” oraz publikacją Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (Food and Agriculture Organization of United Nations) „Nature-Based Solutions for agricultural water management and food security”.
[2] Wskaźnik umożliwiający określenie stanu uwilgotnienia środowiska (oceny aktualnych zasobów wodnych) przy wykorzystaniu danych meteorologicznych. KBW jest określany jako różnica pomiędzy przychodami wody (w postaci opadów) a stratami w procesie parowania (ewapotranspiracja).
[3] Dane na podstawie Systemu Monitoringu Suszy Rolniczej: http://www.susza.iung.pulawy.pl/glowna/
[4] UN Global Compact. Network Poland (2018). Zarządzanie zasobami wodnymi w Polsce 2018. https://ungc.org.pl/info/zasoby-wodne-polsce/
[5] Informacje o programie na stronie: https://www.arimr.gov.pl/dla-beneficjenta/wszystkie-wnioski/prow-2014-2020/poddzialanie-413-modernizacja-gospodarstw-rolnych-obszar-nawadniania-w-gospodarstwie.html
[6] Więcej informacji o nawadnianiu uzupełniającym tutaj (w jęz. angielskim): http://www.fao.org/3/I9022EN/i9022en.pdf
[7] We współpracy z Ekologicznym Uniwersytetem Ludowym, Permakultura.Edu oraz Schola Campesina.
[8] Wyniki badań w postaci pełnego opisu trzech gospodarstw (Elżbiety i Bogdana Charów w woj. świętokrzyskim, Joanny i Franka Dublerów w woj. podlaskim i Margerity Kahan w woj. łódzkim) można przeczytać na stronie: http://agroekologia.edu.pl/category/gospodarstwa-przykladowe-ap-lab/.
[9] Orka płytka rozpoczynająca zespół uprawek pożniwnych, wykonywana latem bezpośrednio po zbiorze roślin. Podorywka może być wykonana pługiem podorywkowym, kultywatorem podorywkowym lub broną talerzową. Podorywkę wykonuje się najczęściej do głębokości 5-10cm.
[10] Zobacz: Yeomans (2008). Water For Every Farm: Yeomans Keyline Plan. CreateSpace Independent Publishing Platform
Od 15 lat zajmuję się promowaniem w Polsce permakultury. Na pytanie, czym jest permakultura, zwykłem podawać taką definicję: permakultura to sposób zrównoważonego projektowania i zarządzania przestrzenią, która nas otacza, a więc środowiskiem/miejscem naszego życia. Miejscem, które traktowane jest jak naturalny ekosystem i projektowane w oparciu o zasady ekologii.
Początkowo permakultura odnosiła się do permanentnego rolnictwa, dziś uznawana jest za podstawowe narzędzie zrównoważonego rozwoju. Jej dynamiczny rozwój doprowadził do zaczerpnięcia tej idei przez ruchy społecznościowe na całym świecie i tak rozrosła się ona do określenia permanentnej kultury.
W zgodzie z naturą
Przyjrzyjmy się temu, co tak naprawdę potrzebne jest nam do życia: woda, żywność, schronienie i inne zasoby… Permakulturę można traktować jako bardziej elegancki sposób korzystania z zasobów, jakie daje nam środowisko. Opiera się ona na filozofii zakładającej współpracę z naturą, a nie działanie przeciwko niej.
Permakultura promuje długotrwałą i rozważną obserwację, zamiast długotrwałej i nieprzemyślanej pracy. Proponuje sposób myślenia, polegający na podpatrywaniu rozwiązań w naturze i działanie zgodnie z siłami przyrody. Wytwory naszej cywilizacji mogą być zaprojektowane i zbudowane w taki sposób, aby owe siły przyrody działały na naszą korzyść, a nie przeciw nam. Permakultura zaleca projektowanie ludzkich gospodarstw w oparciu o wzorce funkcjonowania naturalnych ekosystemów.
Naturalne ekosystemy, takie jak lasy czy mokradła, są w pełni samowystarczalne. Zasilane są energią słoneczną. Same produkują żywność dla niezliczonych gatunków zwierząt, w tym również dla człowieka. Przetwarzają odpady, dostarczają cennego budulca, przyczyniają się do oczyszczania wody, powietrza i odtwarzania żyznej gleby. Wszyscy wiemy, jak pachnie bogata w próchnicę leśna gleba. Taka gleba sprawia, że las jest bardzo produktywny, mimo że nikt nie stosuje tu drogich nawozów, środków ochrony roślin czy orania gleby. A gdyby tak zastosować te same zasady w rolnictwie?
Jak to działa?
Na fotografiach obok widać typowe pole kukurydzy, które w permakulturze uznawane jest za zły wzór do naśladowania, oraz las – ekosystem idealny.

Pole kukurydzy
Ktoś zapewne powie, że pole kukurydzy nas wyżywi, a las nie. Ale kiedy policzymy, ile energii trzeba włożyć w utrzymanie pola kukurydzy, zrozumiemy, że rolnictwo przemysłowe jest nieefektywne. Do wytworzenia jednej kalorii pożywienia w przypadku takiego pola kukurydzy potrzeba od 10 do 20 kalorii energii zgromadzonej w nawozach sztucznych, środkach ochrony roślin czy paliwie do zasilania maszyn rolniczych. Cała ta energia pochodzi z paliw kopalnych takich jak ropa naftowa i gaz ziemny, a więc ubocznym skutkiem jest zanieczyszczenie atmosfery i skażenie wody oraz gleby. Ponadto głęboka orka doprowadza do erozji i jałowienia gleby, co zmusza rolnika, aby stosował jeszcze więcej nawozów.

Ogród leśny
W przypadku lasu sytuacja jest odwrotna! Z jednej kalorii energii docierającej w postaci promieni słońca produkowanych jest blisko 10 kalorii energii w postaci prostych cukrów roślinnych. Oczywiście nie samymi grzybami, jagodami i liśćmi żyje człowiek. Ale gdyby tak zaprojektować las, który zamiast ze zwykłych drzew i krzewów składałby się z drzew i krzewów owocowych? A na niewielkich polankach uprawiać warzywa i zioła? A na martwym drewnie uprawiać jadalne i lecznicze grzyby? A dodatkowo zamiast dzikiego ptactwa do takiego leśnego ogrodu zaprosić kury i kaczki, aby wyjadały szkodniki i produkowały świeże jaja i zdrowe mięso? Liście i gałęzie można kompostować. Kompost się nagrzewa, może by tak wykorzystać energię z kompostu do ogrzewania wody do domu, a pozostałość użyć jako ekologiczny nawóz? A gdyby ten dom postawić z wyprodukowanego w takim lesie drewna? Permakultura zaczyna się od takich pytań. Każdy sam może spróbować i przekonać się, czy to działa.