Jeszcze kilka lat temu wodór przedstawiano jako jedno z najważniejszych narzędzi przyszłej transformacji energetycznej. W tej technologii widziano nie tylko sposób na ograniczenie emisji, lecz także szansę na uniezależnienie gospodarek od importu paliw kopalnych. Energia produkowana z wiatru i słońca mogła zostać zamieniona w wodór, magazynowana i wykorzystywana w przemyśle, transporcie czy energetyce. W takim ujęciu wodór miał stać się paliwem suwerenności energetycznej.

Dziś entuzjazm wobec tej wizji jest znacznie mniejszy. Wiele projektów wodorowych okazało się zbyt kosztownych i trudnych do realizacji, a rozwój technologii postępuje wolniej, niż zakładano. Jednocześnie jednak wydarzenia na światowych rynkach energii – od wojny w Ukrainie po napięcia na Bliskim Wschodzie – przypominają, jak silnie gospodarki pozostają uzależnione od paliw kopalnych, zwłaszcza gazu ziemnego i ropy. W tym kontekście pytanie o przyszłą rolę wodoru powraca w nowej formie: nie jako modna wizja transformacji, lecz jako możliwe narzędzie ograniczania przyszłych zależności energetycznych. Jak więc wygląda globalna mapa gospodarki wodorowej?

Chiny – fabryka technologii wodorowych

Jednym z najważniejszych graczy w rozwijającym się sektorze wodorowym są Chiny. W ostatnich dwóch dekadach państwo to zbudowało dominującą pozycję w wielu sektorach technologii energetycznych, w tym w produkcji paneli fotowoltaicznych, baterii czy komponentów do turbin wiatrowych. Podobny proces zaczyna być widoczny w gosp

Stacja ładowania wodorem Zdjęcie: Canva

odarce wodorowej. Chińskie firmy szczególnie dynamicznie zwiększają produkcję elektrolizerów. Skala tego procesu oraz wsparcie państwa sprawiają, że chińskie technologie stają się coraz bardziej konkurencyjne cenowo.

Coraz wyraźniej widać też, że Pekin nie chce już tylko dostarczać komponentów, lecz także sprzedawać samo paliwo. Chiny rozwijają produkcję wodoru zarówno z węgla, jak i z OZE, a równocześnie planują eksport taniego wodoru i amoniaku do Azji Południowo-Wschodniej. To oznacza, że mogą w przyszłości kontrolować nie tylko technologie, ale i rynek zbytu przyszłej energii. Stają się więc jednocześnie katalizatorem globalnej transformacji i jej nowym hegemonem, od którego trudno będzie się uniezależnić.

Stany Zjednoczone – na granicy dwóch polityk energetycznych

Strategia Stanów Zjednoczonych wygląda zupełnie inaczej. Kraj ten dysponuje ogromnymi zasobami gazu ziemnego i w ostatnich latach stał się jednym z najważniejszych eksporterów LNG na świecie. W tej sytuacji wodór nie jest postrzegany jako całkowita alternatywa dla paliw kopalnych, lecz raczej jako ich uzupełnienie. Duża część amerykańskich projektów koncentruje się na produkcji wodoru z gazu ziemnego z wykorzystaniem technologii wychwytywania dwutlenku węgla, a naturalnym centrum tego rozwoju pozostaje wybrzeże Zatoki Meksykańskiej z jego rozbudowaną infrastrukturą petrochemiczną i portową. 

Jednocześnie rozwój sektora wodorowego w Stanach Zjednoczonych pozostaje silnie uzależniony od polityki. Programy wsparcia dla nowych technologii energetycznych przyciągnęły w ostatnich latach duże inwestycje, ale część projektów została opóźniona lub wstrzymana w warunkach zmieniającej się polityki energetycznej i nowej prezydentury. W efekcie USA pozostają graczem o ogromnym potencjale technologicznym i surowcowym, który jednak nadal traktuje wodór raczej jako element szerszej strategii energetycznej opartej na gazie niż jej główny filar.

Nowa mapa eksportu i importu energii

Transformacja wodorowa może stworzyć zupełnie nową grupę eksporterów energii. Kraje o wyjątkowo dobrych warunkach dla odnawialnych źródeł – silnym wietrze, dużym nasłonecznieniu i rozległych terenach – mogą produkować zielony wodór znacznie taniej niż uprzemysłowione gospodarki Europy czy Azji. Wśród potencjalnych liderów tego nowego rynku często wymienia się Australię, Chile, Maroko czy państwa Zatoki Perskiej.

W wielu z tych krajów powstają dziś projekty, które mają przekształcić lokalne zasoby wiatru i słońca w paliwo eksportowe. Australia planuje dostarczać wodór i amoniak do Japonii oraz Korei Południowej, Chile liczy na wykorzystanie silnych wiatrów Patagonii, a państwa Bliskiego Wschodu inwestują w ogromne instalacje produkcji zielonego wodoru, takie jak projekt w futurystycznym mieście NEOM. Jeśli choć część tych planów zostanie zrealizowana, globalna mapa handlu energią może się wyraźnie zmienić, lecz tym razem oparta nie na ropie i gazie, lecz na energii wiatru i słońca.

Samochód ciężarowy Zdjęcie: Canva

W globalnej gospodarce wodorowej szczególną rolę mogą odegrać państwa o silnym przemyśle, ale jednocześnie bardzo wysokim zapotrzebowaniu na energię. W wielu przypadkach nawet szybki rozwój odnawialnych źródeł może nie wystarczyć, by zaspokoić potrzeby ich gospodarek. Do tej grupy należą przede wszystkim Niemcy, Japonia i Korea Południowa. Kraje te planują wykorzystać wodór w transformacji przemysłu ciężkiego (od hutnictwa po przemysł chemiczny) co oznacza konieczność zapewnienia ogromnych ilości nowego paliwa. Jednocześnie Japonia i Korea Południowa należą do światowych liderów rozwoju technologii wodorowych. W praktyce oznacza to ciekawy układ: mogą importować wodór jako paliwo, a jednocześnie eksportować technologie pozwalające go wykorzystywać.

Europa – wspólna wizja, lecz różne interesy

Europa jawi się w tej układance jako przypadek szczególny. Z jednej strony to tutaj powstała najbardziej ambitna polityka klimatyczna – Zielony Ład. Z drugiej rośnie presja przemysłu, który ostrzega przed „ucieczką” do krajów, gdzie energia jest tańsza. Problem polega na tym, że Unia Europejska nigdy nie będzie jednolitym graczem jak USA czy Chiny. Każde państwo członkowskie ma własne interesy.

Niemcy koncentrują się na wykorzystaniu wodoru w przemyśle ciężkim i przygotowują się na jego duży import. Holandia rozwija porty, przede wszystkim Rotterdam, jako przyszłe centra handlu wodorem i amoniakiem. Hiszpania i Portugalia liczą na rozwój własnej produkcji dzięki bardzo dobrym warunkom dla energetyki odnawialnej. W krajach nordyckich wodór pojawia się przede wszystkim w projektach dekarbonizacji hutnictwa, takich jak produkcja niskoemisyjnej stali. Z kolei państwa Europy Środkowej widzą w nim narzędzie do ograniczania emisji w przemyśle chemicznym i rafineryjnym. W efekcie zamiast jednej europejskiej strategii powstaje raczej mozaika narodowych interesów energetycznych.

Lokalność jako alternatywa dla globalnego rynku

W tym globalnym wyścigu łatwo zapomnieć, że wodór wcale nie musi być kolejnym gazem ziemnym; uniwersalnym surowcem, który płynie rurociągami i tankowcami przez pół świata. Może być czymś zupełnie innym – narzędziem rozwoju lokalnego.

Wyobraźmy sobie klaster: farma wiatrowa, pobliski elektrolizer i zakład przemysłowy, który potrzebuje wodoru do swoich procesów. Wodór nie musi wtedy pokonywać tysięcy kilometrów, nie trzeba uzależniać się od podmiotów zagranicznych. Zamiast wielkich, ryzykownych megaprojektów setki mniejszych, bliżej ludzi i gospodarki. To daje elastyczność, bezpieczeństwo i miejsca pracy tam, gdzie dziś często ich brakuje. W tym sensie wodór może być czymś więcej niż kolejnym towarem w globalnym handlu energią. Może stać się elementem regionalnych ekosystemów energetycznych, łączących odnawialne źródła energii, przemysł i lokalną infrastrukturę.

Polska – między potencjałem a ryzykiem 

Dla Polski taka wizja jest szczególnie interesująca, ale jednocześnie stawia nas przed trudnym dylematem. Już dziś należymy do największych producentów wodoru w Europie, choć niemal cały powstaje z paliw kopalnych i trafia głównie do przemysłu chemicznego oraz rafineryjnego. Można więc powiedzieć, że wodór mamy w pewnym sensie „w energetycznym DNA”. Problem polega na tym, że jego niskoemisyjna produkcja będzie znacznie bardziej wymagająca.

Produkcja zielonego wodoru wymaga ogromnych ilości taniej energii odnawialnej. Tymczasem w wielu regionach świata, począwszy od Australii po Bliski Wschód czy Afrykę Północną warunki do jej wytwarzania są znacznie lepsze niż w Europie Środkowej. To sprawia, że wodór produkowany w tych miejscach może być w przyszłości wyraźnie tańszy niż ten wytwarzany lokalnie.

We wrześniu 2025 roku opublikowano raport Global Hydrogen Compass 2025,
przygotowany przez Hydrogen Council we współpracy z McKinsey & Company.
Dokument przedstawia aktualny stan sektora wodorowego na świecie,
wskazując ponad 500 projektów w fazie dojrzałości inwestycyjnej oraz
inwestycje przekraczające 110 miliardów dolarów.
Global Hydrogen Compass 2025 – Hydrogen Council / McKinsey & Company

Powstaje więc pytanie dobrze znane z innych sektorów energetyki: czy bardziej opłaca się produkować energię u siebie, czy sprowadzać ją z zewnątrz? Paradoks polega na tym, że kraj posiadający własne zasoby i przemysł może jednocześnie importować tańsze paliwo z zagranicy, zresztą podobnie jak dziś Polska sprowadza część węgla mimo własnych złóż. W gospodarce wodorowej podobny dylemat może pojawić się ponownie: między budową własnych źródeł produkcji a korzystaniem z tańszego paliwa z globalnego rynku.

Nowe paliwo, stare zależności

Świat coraz bardziej przypomina układ bloków i stref wpływów niż globalną wioskę. Dawne marzenie o wspólnych łańcuchach dostaw ustępuje miejsca nacjonalizmowi, protekcjonizmowi i polityce siły. Wodór, zamiast paliwa pełnej suwerenności, może stać się narzędziem nowych współzależności, tylko rozłożonych inaczej niż w epoce ropy i gazu. Absolutna niezależność okazuje się iluzją, a kluczem pozostaje umiejętne zarządzanie tymi relacjami.

Pojawia się jednak pytanie, którego Europa zbyt długo unikała: co, jeśli nasz wodór okaże się zbyt drogi, a przemysł zacznie szukać tańszych miejsc na świecie? Już dziś widać symptomy tej „ucieczki”. Energochłonne sektory, takie jak chemia czy nawozy, ograniczają produkcję, bo nie są w stanie konkurować z cenami energii poza Unią. Jeśli Europa nie znajdzie równowagi między ambicją klimatyczną a gospodarczą rzeczywistością, może się okazać, że zamiast importować wodór, będziemy sprowadzać gotowe produkty – stal, amoniak, nawozy – rzeczywiście wytwarzane z wodoru, ale poza naszym kontynentem.

To byłby najgorszy scenariusz. Zielony sen o suwerenności, który kończy się nową zależnością, tym razem nie od gazu z Rosji, lecz od zielonego amoniaku z Bliskiego Wschodu. Transformacja energetyczna nie jest bowiem tylko projektem klimatycznym. To także kwestia konkurencyjności gospodarek i miejsca państw w przyszłym systemie energetycznym. Wodór może odegrać w nim ważną rolę, ale najprawdopodobniej nie jako uniwersalne paliwo, o którym jeszcze kilka lat temu mówiono z takim entuzjazmem. Znacznie ważniejsze staje się dziś inne pytanie: kto będzie w stanie produkować tanią energię dla przemysłu i kto będzie musiał ją od niego kupować.

Jakub Fudalewski

Student V roku Energetyki Wodorowej na AGH, związany z tematyką transformacji energetycznej i technologii wodorowych. Doświadczenie zdobywał m.in. podczas stażu w Biurze Technologii Wodorowych ORLEN S.A. Od kilku lat uczestniczy w projektach i debacie dotyczącej rozwoju zielonego wodoru i OZE.

Nowe elektrownie powstają tam, gdzie wody już brakuje

W Polsce trwa szybka rozbudowa energetyki gazowej – ale nowe elektrownie powstają często w regionach, które już dziś zmagają się z niedoborem wody. Towarzystwo na rzecz Ziemi pokazuje, że problem ten może pogłębiać presję na rzeki i zwiększać ryzyko konfliktów o zasoby wodne.

Mapy stresu wodnego z zaznaczeniem elektrowni i zlewni, opublikowane tuż przed Międzynarodowym Dniem Wody (22 marca), wskazują miejsca, gdzie presja na wodę jest największa.

Gaz rośnie w siłę – także w regionach z deficytem wody

Polska intensywnie rozwija moce gazowe. Inwestycje prowadzą między innymi PGE, Enea czy Grupa Orlen. Jeśli uwzględnić wszystkie projekty elektrowni w budowie i planach, Polska może mieć ok. 10 GW bloków gazowych typu CCGT i kolejne 5 GW jednostek OCGT. Do tego dochodzą elektrociepłownie.

Żadna z polskich spółek nie posiada strategii wodnych, tymczasem woda jest niezbędna do produkcji prądu i ciepła w jednostkach termalnych. Choć elektrownie gazowe zużywają mniej wody niż węglowe, ich lokalizacja w zlewniach już dotkniętych niedoborem oznacza dalsze zwiększanie presji na ograniczone zasoby wodne.

Kluczowy wniosek: energetyka gazowa wchodzi w obszar stresu wodnego

  • Aż 18 z 32 jednostek gazowych (istniejących, budowanych i planowanych) znajduje się na obszarach dotkniętych silnym stresem wodnym (WEI+ >40% przez co najmniej pół roku).
  • Najgorsza sytuacja dotyczy Górnej Odry i Górnej Warty, gdzie stres wodny jest silny przez cały rok.
  • Najbardziej wodochłonne, wyposażone w otwarte systemy chłodzenia instalacje dotyczą elektrowni: Dolna Odra, Rybnik i Stalowa Wola.
  • W niektórych przypadkach (Dolna Odra) pobór wody grozi naruszeniem przepływów biologicznych – minimalnych ilości wody potrzebnych do utrzymania życia w rzekach.
  • Zamknięte systemy chłodzenia, choć bardziej wodooszczędne, nie eliminują ryzyka naruszenia przepływów biologicznych – przykład Rzeszowa pokazuje, że tylko w jednym roku przez 27 dni przepływy biologiczne zostały naruszone.
  • Planowana budowa bloków gazowo-parowych w Kozienicach i Ostrołęce, czyli na terenach poza obszarami niedoborów wód może zwiększać presję na rzeki, ponieważ nowe bloki będą funkcjonować równolegle z istniejącymi instalacjami węglowymi.
  • Brak integracji polityki energetycznej i wodnej zwiększa ryzyko dla bezpieczeństwa środowiska i lokalnych społeczności.

Jak stres wodny wpływa na rzeki, przemysł i społeczności?

W regionach o wysokim niedoborze wody działające elektrownie pobierają znaczące ilości wody do chłodzenia, co obniża przepływy biologiczne i zagraża ekosystemom wodnym. Długotrwały stres wodny zwiększa ryzyko konfliktów o dostęp do zasobów wodnych pomiędzy energetyką, rolnictwem, przemysłem a mieszkańcami. Choć obecnie nie dochodzi do przerw w dostawach prądu z powodu ograniczonych zasobów wodnych, eksperci ostrzegają, że narastające susze mogą w przyszłości ograniczać elastyczność pracy bloków gazowych i węglowych.

– Silny stres wodny oznacza, że już dziś woda nie jest wykorzystywana w regionie w sposób zrównoważony. Musimy pamiętać, że Polska jest krajem ubogim w zasoby wodne a susza będzie stanowić coraz większe wyzwanie dla całej gospodarki. Planowanie nowych elektrowni bez uwzględnienia ograniczeń hydrologicznych przenosi ryzyko na środowisko i społeczności lokalne. Nie powinniśmy budować elektrowni tam, gdzie brakuje wody – mówi Robert Wawręty z Towarzystwa na rzecz Ziemi.

Gaz vs OZE. Rozwiązania wskazywane przez ekspertów

Międzynarodowy Dzień Wody, który wypada 22 marca to moment, by zwrócić uwagę na konieczność integracji polityki wodnej i energetycznej. Eksperci apelują o pilne uwzględnienie dostępności zasobów wodnych w planowaniu transformacji energetycznej oraz rozwój mniej wodochłonnych technologii, takich jak odnawialne źródła energii (OZE), które nie wymagają wody do produkcji prądu i nie zwiększają presji na rzeki.

Od rzeki do gniazdka – energetyka zależy od wody. W obliczu nasilającego się kryzysu wodnego w Polsce, postępujących zmian klimatu, coraz częstszych susz i spadków poziomu rzek, dalsze rozwijanie wodochłonnych technologii energetycznych może prowadzić do konfliktów o zasoby oraz ograniczeń w produkcji energii. Polska stoi przed wyborem: kontynuować rozwój technologii zwiększających presję na zasoby wodne, czy przyspieszyć transformację w kierunku systemu energetycznego odpornego na niedobory wody – mówi Robert Wawręty, ekspert w zakresie inżynierii środowiska, specjalizujący się w kwestiach związanych ze zrównoważoną gospodarką wodną. Wiceprezes Towarzystwa na rzecz Ziemi.

← Wstecz

Twoja wiadomość została wysłana

Transformacja energetyczna to jedno z najważniejszych wyzwań XXI wieku. W obliczu rosnących zagrożeń klimatycznych, konieczności ograniczenia emisji gazów cieplarnianych oraz zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego, Polska – podobnie jak inne kraje Unii Europejskiej – musi dokonać głębokiej zmiany w sposobie produkcji, dystrybucji i konsumpcji energii. Dotychczasowe analizy były skomplikowane, kosztowne i często niedostępne dla szerokiego grona odbiorców. Jednak 12 kwietnia 2025 roku Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) zaprezentowało przełomowe narzędzie: Symulator Polskiego Systemu Energetycznego.

To aplikacja dostępna online oraz w formacie Microsoft Excel, która umożliwia każdemu użytkownikowi – od obywatela po decydenta – przeprowadzenie własnej analizy energetycznej. Dzięki niej można sprawdzić, jak wyglądałby system energetyczny Polski w różnych konfiguracjach, w tym w scenariuszu 100% OZE (odnawialnych źródeł energii). To nie tylko narzędzie edukacyjne, ale także analityczne, które może odegrać kluczową rolę w kształtowaniu polityki energetycznej kraju.

Jak działa symulator?

Symulator bazuje na rzeczywistych danych z lat 2021–2023 dotyczących produkcji i zużycia energii w Polsce. Użytkownik może wprowadzać własne parametry dotyczące mocy zainstalowanej w różnych źródłach energii: fotowoltaice, elektrowniach wiatrowych (na lądzie i morzu), gazowych, węglowych, jądrowych. Dodatkowo można uwzględnić magazyny energii elektrycznej i cieplnej, elektrolizery do produkcji wodoru, a także zapotrzebowanie na energię w transporcie, ciepłownictwie i gospodarce.

Wyniki symulacji prezentowane są w formie graficznej – wykresów produkcji i zużycia energii elektrycznej oraz cieplnej. Możliwa jest analiza dzień po dniu z dokładnością godzinową, a dane można eksportować do Excela w celu dalszej obróbki. Na stronie dostępnych jest osiem gotowych scenariuszy w tym scenariusz 0 obecny system energetyczny, które można uruchomić i przeanalizować, ale użytkownik ma pełną swobodę w modyfikowaniu parametrów. 

Dla każdej modyfikacji danych systemu wyliczana jest cena za 1 MWh jako LCOE – czyli „Levelized Cost of Energy”, co po polsku oznacza „średni jednostkowy koszt energii”. Jest to wskaźnik, który uwzględnia wszystkie koszty inwestycyjne, eksploatacyjne i finansowe danego źródła energii, podzielone przez całkowitą ilość energii wyprodukowanej w jego cyklu życia. Dzięki temu można porównać opłacalność różnych technologii w sposób obiektywny i przejrzysty.

NCBR uruchomiło nowy Symulator Polskiego Systemu Energetycznego, dzięki któremu każdy – od obywatela po decydenta – może zaprojektować własny system oparty na OZE.

Symulator Polskiego Systemu Energetycznego

Scenariusz bezemisyjna gospodarka 100% OZE – czy to możliwe?

Jednym z najbardziej interesujących scenariuszy jest ten zakładający całkowite odejście od paliw kopalnych i przejście na system oparty w 100% na odnawialnych źródłach energii. Symulator pokazuje, że taki model jest możliwy do osiągnięcia w stosunkowo krótkim czasie i – co ważne – jest tańszy niż budowa elektrowni jądrowych. W scenariuszu tym kluczową rolę odgrywają:

  • Farmy fotowoltaiczne – dostarczające energię w ciągu dnia
  • Elektrownie wiatrowe – pracujące zarówno na lądzie, jak i na morzu
  • Magazyny energii – pozwalające na przechowywanie nadwyżek i ich wykorzystanie w okresach niedoboru
  • Elektrolizery – produkujące wodór, który może być używany w transporcie i przemyśle

Co istotne, istniejące i planowane elektrownie gazowe mogą w przyszłości być zasilane biometanem lub biogazem, co pozwala na ich bezemisyjne wykorzystanie jako źródeł dyspozycyjnych.

Przyszłość polskiej energetyki

Symulator nie tylko pokazuje, że odejście od węgla jest możliwe, ale również wskazuje, jakie technologie mają największy potencjał w polskich warunkach. Wiatr i fotowoltaika to źródła, które dostarczają energię w postaci elektryczności – najbardziej efektywnego nośnika, generującego najmniej zanieczyszczeń. System energetyczny przyszłości będzie oparty właśnie na energii elektrycznej i zintegrowany sektorowo – w przeciwieństwie do obecnej sytuacji, w której transport, ogrzewanie i sieć elektroenergetyczna funkcjonują w dużym stopniu niezależnie od siebie.

Edukacja i dostępność

Symulator został zaprojektowany jako narzędzie edukacyjne o wysokim potencjale. Każdy użytkownik – niezależnie od poziomu wiedzy – może poprzez własne eksperymenty z ustawieniami zrozumieć, jakie mogą być główne elementy przyszłej sieci energetycznej i jakie zależności między nimi występują. Narzędzie jest dostępne bezpłatnie i powszechnie, co czyni je wyjątkowym w skali europejskiej.

Dla kogo jest symulator?

Z symulatora powinny korzystać przede wszystkim osoby odpowiedzialne za kształtowanie polityki energetycznej: politycy, urzędnicy, pracownicy instytucji publicznych. Ale to także narzędzie dla przedsiębiorców, prosumentów, środowiska naukowego i samorządów. Dzięki niemu można skonfrontować własne opinie na temat energetyki z wiedzą naukową popartą rzeczywistymi danymi.

 

 

Duże awarie sieci energetycznej w Europie

Niedawno miały miejsce dwie duże awarie sieci energetycznej w Europie – jedna na Półwyspie Iberyjskim, druga w Czechach. W Hiszpanii przyczyną okazał się błąd państwowej firmy odpowiedzialnej za koordynowanie stabilności sieci, jednak ustalenie tego zajęło niemal dwa miesiące. W Czechach natomiast szybko wykazano, że winna była awaria państwowego bloku węglowego.

Masowa akcja dezinformacyjna o OZE

Efektem jednodniowej awarii na południu Europy była masowa akcja ruskich trolli w internecie, które odpowiedzialnością za awarię obarczały nadmierny rozwój odnawialnych źródeł energii. Do tej narracji dołączyli również niektórzy pracownicy polskich państwowych firm energetycznych.

Wypowiedź Roberta Tomaszewskiego przed wyjaśnieniem przyczyn

Jednym z głosów w tej dyskusji była wypowiedź Roberta Tomaszewskiego, dyrektora Departamentu Strategii w Polskich Sieciach Elektroenergetycznych, zaprezentowana podczas konferencji Polskiej Zielonej Sieci 12 czerwca 2025 r. w Warszawie – jeszcze przed oficjalnym ustaleniem przyczyny awarii w Hiszpanii. Tomaszewski mówił wtedy:

„Mamy półtora miliona prosumentów. To jest jakby wielka armia energetyki słonecznej, która maszeruje przez nasz system. (…) Ale wieczorem, kiedy słońce zachodzi, nie jesteśmy w stanie inaczej zbilansować systemu niż tylko poprzez źródła synchroniczne, które musimy mieć w rezerwie, żeby ten system utrzymać w całości. Musimy mieć takie funkcje jak inercja, której Hiszpanom zabrakło pod koniec kwietnia, a którą dostarczają tylko źródła synchroniczne. Źródła odnawialne nie są w stanie tego na razie dostarczyć. My leżymy. Nie jesteśmy w stanie utrzymać systemu (…). System tego po prostu nie wytrzyma”.

Oficjalne ustalenia a polska debata

Niedługo potem hiszpański rząd oficjalnie poinformował, że odpowiedzialność za masową awarię ponosiła firma Red Electrica – odpowiednik PSE w Hiszpanii, a nie producenci odnawialnych źródeł energii. Mimo to debata w Polsce nadal toczy się wokół OZE.

Pakiet antyblackoutowy i postulaty PSE

Sprawa została wyjaśniona, ale nie w Polsce. Na początku lipca PSE wysłało do premiera Donalda Tuska szereg postulatów w postaci tzw. pakietu antyblackoutowego. W wielkim skrócie operator polskiego systemu przemysłowego domaga się większej kontroli nad prosumentami oraz masowego wprowadzenia rozliczeń net-billing. W PSE najwyraźniej doszli do wniosku, że premier oraz jego najbliżsi doradcy nie są kompetentni w obszarze energetyki i nie ma znaczenia jakość ani prawdziwość argumentów, bo i tak nikt tam tego nie będzie czytał. Bardziej liczy się emocjonalny przekaz komunikatu.

Przekaz PSE był prosty: należy zlikwidować prosumeryzm w Polsce, bo jak nie, to prądu nie będzie i dojdzie do katastrofy! PSE nie mogło sobie pozwolić na postulat wprost zakazujący montażu paneli fotowoltaicznych, bo to byłoby sprzeczne z prawem unijnym i umowami podpisanymi z Komisją Europejską, chociaż pewnie byłoby to bardziej szczere stanowisko. Jednak narzucenie rozliczeń net-billing wystarczy, by wszystkie nowe montaże nie miałyby sensu pod względem ekonomicznym.

Przy tej okazji PSE podniosło też rękę na spółdzielnie energetyczne, postulując likwidację rozliczeń net-metering. Spółdzielnie to jedyne w kraju realnie działające społeczności energetyczne, ale są na wczesnym etapie rozwoju – większość z nich nie zaczęła jeszcze rozliczać produkcji energii, bo dopiero podpisuje umowy ze spółkami obrotu. Postulat PSE to próba zduszenia zalążków spółdzielni energetycznych. 

Wnioski smutne i alarmujące

Wnioski są przygnębiające, a nawet budzą poważny niepokój. Trudno przejść obok nich obojętnie – pokazują skalę problemu. Jeśli Polskie Sieci Elektroenergetyczne, podmiot kluczowy dla bezpieczeństwa energetycznego kraju, stosuje publicznie dezinformację i manipulację, to znaczy, że nie jesteśmy bezpieczni. Pora zacząć kupować świeczki, bo nadchodzą dni mroku. Państwowe spółki energetyczne mimo swoich wpływów politycznych i ogromnych zasobów finansowych nie będą ratunkiem, będą przyczyną katastrofy. Musimy na nowo wymyślić system bezpieczeństwa energetycznego, bo aktualny przestaje być wiarygodny.

Spółdzielnie energetyczne stają się coraz ważniejszym elementem transformacji energetycznej w Polsce, oferując lokalne, zrównoważone i często bardziej ekonomiczne źródła energii.

W rozmowie Agnieszki Korniluk z Krzysztofem Solarzem, dyrektorem  Inkubatora Przedsiębiorczości Gminy Kamienna Góra i ekspertem spółdzielni energetycznej „Sudecka Energia poznajemy praktyczne aspekty ich funkcjonowania — wyzwania, ograniczenia technologiczne, modele finansowania inwestycji oraz konieczność edukacji i współpracy lokalnych liderów.

Na czym opiera się dziś działalność waszej spółdzielni w Kamiennej Górze?

Krzysztof Solarz: Funkcjonujemy na bardzo małym wolumenie, mamy zaledwie trzy punkty poboru energii, więc obrót w skali roku jest mikroskopijny. Na rynku nie było wtedy innej publicznej spółdzielni energetycznej, więc musieliśmy ten model przetestować sami. Dzięki otwartości włodarzy udało nam się zacząć na małą skalę i skutecznie rozwijać ten proces. Wspieramy nasze działania doradztwem i usługami komercyjnymi, pomagając także innym gminom w powoływaniu własnych spółdzielni. Docelowo jednak spółdzielnia powinna utrzymywać się z oszczędności generowanych dla swoich członków, tak by wszystkie koszty – w tym prowizje – były niższe niż ceny rynkowe.

Spółdzielnia Energetyczna Sudecka Energia działa od 2023 roku, a od kwietnia 2024 r. prowadzimy już faktyczne rozliczenia energii z naszym sprzedawcą oraz pomiędzy członkami. Obecnie bilansujemy 12 punktów poboru energii (PPE) należących do gmin i spółki komunalnej. Dzięki temu mogliśmy w praktyce przetestować rozwiązania organizacyjne i techniczne, które są niezbędne do funkcjonowania lokalnej wspólnoty energetycznej w warunkach rynkowych.

Ten etap testowy pozwolił nam zebrać doświadczenia i ocenić potencjał dalszego rozwoju. Teraz wchodzimy w kolejny etap rozwoju Spółdzielni. Obecnie wdrażamy naszą wizji rozwoju, która obejmuje przygotowanie inwestycji w miks odnawialnych źródeł energii. Planujemy budowę biogazowni, instalacji PV z magazynami energii oraz turbiny wiatrowej, które w połączeniu z systemem zarządzania energią stworzą modelowy, zbilansowany miks OZE dla naszego regionu.

Nasza działalność ma charakter nie tylko gospodarczy, ale też społeczny. Pokazujemy, że samorządy i spółki komunalne mogą wspólnie tworzyć stabilny, lokalny system energetyczny, w którym korzyści pozostają w regionie. Docelowo spółdzielnia ma się samofinansować dzięki oszczędnościom i wspólnej produkcji energii, a uzyskane doświadczenia będą stanowić podstawę do tworzenia podobnych inicjatyw w innych gminach.

Fotowoltaika jako podstawowe źródło energii – czy jej potencjał już się wyczerpuje?

Dokładnie tak. To najprostsza i najtańsza dziś technologia, ale już kończy się miejsce systemowe, by instalować kolejne instalacje fotowoltaiczne np. na polach, bo system ich nie przyjmie. Poza tym samo PV nie zaspokoi potrzeb energetycznych przez cały rok, zwłaszcza zimą czy nocą, kiedy nie działa. Musimy więc rozwijać miks źródeł OZE – fotowoltaika jest jedynie częścią tego miksu, konieczne są też turbiny wiatrowe czy biogazownie.

Fotowoltaika jest dziś najbardziej dostępnym i ekonomicznym źródłem energii, ale nie może być traktowana jako jedyne rozwiązanie. Każdy system energetyczny, również lokalny, powinien być dopasowany do rzeczywistych profili zużycia energii. W naszym przypadku kluczowe jest lokalne bilansowanie, czyli takie projektowanie źródeł, aby jak największa część wyprodukowanej energii była zużywana w miejscu jej wytworzenia.

Dlatego stawiamy na miks źródeł OZE, który obejmuje fotowoltaikę, ale także biogazownie i turbiny wiatrowe. Każde z tych źródeł ma inny profil pracy. Razem tworzą system, który może działać stabilnie przez cały rok. W przypadku fotowoltaiki największy nacisk kładziemy na autokonsumpcję oraz na magazynowanie energii, które pozwala dostosować moment oddawania energii do sieci do rzeczywistego zapotrzebowania w naszych punktach poboru (PPE).

Celem nie jest więc budowanie kolejnych megawatów mocy „na zapas”, lecz tworzenie zrównoważonych lokalnych systemów, które zapewniają mieszkańcom bezpieczeństwo energetyczne i efektywne wykorzystanie odnawialnych źródeł.

Jak wyglądają plany inwestycyjne i finansowanie dużych projektów, jak turbiny wiatrowe czy biogazownie?

Budowa jednej biogazowni rolniczej może kosztować ok. 25 mln zł, a komunalnej nawet 75 mln zł. To bardzo duże kwoty, których spółdzielnie nie są w stanie pokryć samodzielnie. Dlatego pozyskujemy dotacje, środki zewnętrzne, a także planujemy model udziału mieszkańców jako inwestorów, co pozwoli zmniejszyć konieczność kredytowania. Chodzi o zaproszenie ich dopiero wtedy, gdy będziemy mieć gotowość inwestycyjną – pozwolenie na budowę i dobrze rozplanowany projekt. W praktyce chcemy, by mieszkańcy kupowali udziały i obniżali w ten sposób koszty finansowania.
Nasze plany inwestycyjne obejmują budowę kompletnego miksu odnawialnych źródeł energii. W najbliższych latach planujemy budowę zarówno instalacji fotowoltaicznych z magazynami energii, biogazowni komunalnej i rolniczej, a także  turbiny wiatrowej. Chcemy stworzyć zbilansowany system, w którym różne źródła uzupełniają się i gwarantują stabilne dostawy energii przez cały rok.

Jesteśmy na etapie opracowania dokumentacji projektowej i pozyskiwania finansowania. Dla instalacji PV z magazynami mamy już gotowy Program Funkcjonalno-Użytkowy i przygotowujemy się do ogłoszenia przetargu. Liczymy, że inwestycja uzyska wsparcie z Krajowego Planu Odbudowy (KPO). Kolejne przedsięwzięcia, takie jak biogazownie i turbiny wiatrowe, są w fazie przygotowania koncepcyjnego i analiz środowiskowych.

Bardzo ważnym elementem naszej strategii jest model partycypacji mieszkańców. Chcemy zapraszać ich do udziału w wybranych inwestycjach, szczególnie w projekcie turbiny wiatrowej. Już po uzyskaniu gotowości inwestycyjnej, czyli pozwolenia na budowę i kompletnej dokumentacji, mieszkańcy będą mogli objąć udziały w spółdzielni, a w zamian korzystać z tańszej energii i współuczestniczyć w zyskach z inwestycji.

W ten sposób budujemy model, w którym zyski i energia pozostają w regionie, a lokalna społeczność staje się nie tylko odbiorcą, ale także współtwórcą transformacji energetycznej.

Jakie wyzwania i bariery ekonomiczne oraz legislacyjne widzi Pan na drodze tych inwestycji?

Obecny system wsparcia biogazowni opiera się na cenie gwarantowanej przez państwo. Kto nie korzysta z tej gwarancji, ten ma problem. Jeśli biogazownia jest włączona do spółdzielni, wsparcie to znika i trzeba sprzedawać energię po dużo niższej cenie, co jest nieopłacalne. Dlatego konieczne są zmiany legislacyjne, które umożliwią efektywne włączanie takich źródeł do spółdzielni. Brakuje też mechanizmów dofinansowania, które umożliwiłyby powstanie tych kosztownych inwestycji.
Największym wyzwaniem dla spółdzielni energetycznych nie są dziś przepisy, ale finansowanie inwestycji. Ramy prawne są już w dużej mierze kompletne i umożliwiają efektywne funkcjonowanie takich podmiotów. Problemem jest raczej znalezienie odpowiednich instrumentów wsparcia i kapitału, który pozwoli budować zrównoważony miks źródeł odnawialnych.

Inwestycje w tego typu źródła są kapitałochłonne, dlatego potrzebne są mechanizmy ułatwiające ich finansowanie, szczególnie w formule partnerskiej, z udziałem samorządów, spółek komunalnych i mieszkańców. Model spółdzielczy pozwala utrzymać korzyści w regionie, ale wymaga zbudowania solidnej podstawy inwestycyjnej.

Oczywiście istnieją również pewne ograniczenia dotyczące integracji źródeł biogazowych z systemem wsparcia, jednak są to kwestie techniczne i przejściowe. Kluczowe jest, by spółdzielnie miały dostęp do finansowania długoterminowego, które pozwoli im realizować inwestycje w sposób stabilny i zgodny z zasadami rynkowymi. Kluczowe jest traktowanie spółdzielni energetycznych jako narzędzia wspierającego lokalną gospodarkę i bezpieczeństwo energetyczne regionów.

Coraz głośniej mówi się o likwidacji netmeteringu – jak Pan ocenia skutki tych zmian dla spółdzielni?

Netmetering jest obecnie absolutnie kluczowy na początkowym etapie rozwoju spółdzielni energetycznych z PV. Jego likwidacja zlikwiduje wiele spółdzielni. To jak wyrzucenie dziecka z kąpielą. Potrzebujemy jeszcze czasu, żeby udowodnić działanie miksu OZE i stabilizację sieci przez spółdzielnie. Jeżeli usuniemy netmetering teraz, większość spółdzielni fotowoltaicznych nie przetrwa.

Netmetering jest dziś kluczowym elementem funkcjonowania spółdzielni energetycznych, szczególnie tych, które opierają się głównie na fotowoltaice. Gdyby został zlikwidowany w obecnym momencie, rozwój nowych spółdzielni praktycznie by się zatrzymał, a wiele działających inicjatyw mogłoby nie przetrwać okresu przejściowego. Większość wspólnot energetycznych nie ma jeszcze zróżnicowanego miksu źródeł odnawialnych i potrzebuje czasu, aby taki miks zbudować.

W przyszłości system rozliczeń powinien rzeczywiście odzwierciedlać faktyczne bilansowanie energii w krótkim horyzoncie czasowym, jednak zanim do tego dojdzie, musimy stworzyć przykłady modelowych spółdzielni opartych na miksie OZE. Takie podmioty będą mogły pokazać, że bilansowanie energii w krótkim okresie jest możliwe i może działać stabilnie. Do tego potrzebne są inwestycje w biogazownie, turbiny wiatrowe oraz magazyny energii, które uzupełnią źródła fotowoltaiczne.

Spółdzielnie energetyczne nie powstały po to, aby generować zyski. Ich głównym zadaniem jest wzmacnianie lokalnego bezpieczeństwa energetycznego i rozwijanie energetyki obywatelskiej. Skala ich działania w Polsce jest wciąż niewielka w porównaniu z całym sektorem OZE, dlatego warto dać im czas na rozwój i możliwość pokazania, że lokalne wspólnoty potrafią efektywnie bilansować energię i wspierać system elektroenergetyczny.

Jak walczycie z dezinformacją towarzyszącą spółdzielniom energetycznym?

Dezinformacja to już niestety codzienność. Przykładowo konkurencyjne firmy nakręcają panikę, że trzeba się spieszyć z zakładaniem spółdzielni przed końcem roku, bo potem będzie trzeba spełnić wyższe normy procentowe OZE i to będzie problem. Tymczasem jest to mit i wszystko da się rozplanować. Dlatego edukacja i transparentna komunikacja to nasze główne narzędzia.

Największym problemem nie jest dezinformacja medialna, lecz działalność firm, które próbują za wszelką cenę zakładać spółdzielnie energetyczne w jednostkach samorządu terytorialnego, często bez odpowiedniego przygotowania merytorycznego. Tymczasem proces tworzenia spółdzielni wymaga analizy, planowania i zrozumienia lokalnych uwarunkowań energetycznych.

Podstawą jest rzetelny biznesplan i bilans energetyczny, który jasno pokaże, kiedy spółdzielnia może działać efektywnie, w jakich warunkach jest to opłacalne oraz jakie źródła energii (poza fotowoltaiką) powinny zostać włączone do systemu. Bez tego każda inicjatywa może skończyć się rozczarowaniem i utratą zaufania do idei wspólnot energetycznych.

Walka z dezinformacją polega przede wszystkim na pokazywaniu dobrych praktyk i przykładów spółdzielni, które rzeczywiście funkcjonują i rozwijają się w sposób przemyślany. Takie działania prowadzi również Krajowy Związek Rewizyjny Spółdzielni Energetycznych, zrzeszający podmioty, które od lat przecierają szlaki i wypracowują standardy dla całego sektora. Wspólna edukacja, wymiana doświadczeń i transparentna komunikacja to dziś najskuteczniejsze narzędzia w walce z mitami dotyczącymi spółdzielni energetycznych.

Jaka jest wiedza i świadomość mieszkańców oraz samorządów na temat spółdzielni?

Niestety daleko nam do pełnej świadomości. Wielu włodarzy uważa, że dostarczanie energii nie jest zarazem zadaniem gmin, mieszkańcy nie są zainteresowani. Mamy więc zadanie edukacyjne, które realizujemy, planując kampanie i rozmowy bezpośrednio z mieszkańcami. Bez tego transformacja nie odniesie sukcesu, bo opór społeczny jest realny i musi być rozpracowany przez dialog.

Edukacja jest dziś jednym z najważniejszych elementów budowania spółdzielni energetycznych. Kierujemy ją do dwóch grup odbiorców.

Pierwszą z nich są samorządowcy, którzy często jeszcze nie postrzegają transformacji energetycznej jako procesu, w którym powinni aktywnie uczestniczyć. Tymczasem ten proces już trwa, a można powiedzieć, że pociąg właśnie odjeżdża z peronu. Warto, by wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast wsiedli do niego jak najszybciej, bo energetyka lokalna to nie tylko kwestia ekologii, ale też ogromna szansa ekonomiczna i społeczna. Społeczności energetyczne są jednym z najlepszych narzędzi do walki z ubóstwem energetycznym i budowania trwałego rozwoju lokalnego.

Drugą grupą są mieszkańcy, którzy często reagują oporem na widok nowych instalacji OZE, niezależnie od tego, czy chodzi o fotowoltaikę, biogazownie, czy turbiny wiatrowe. Naszym celem jest zmiana tego myślenia z postawy NIMBY („nie na moim podwórku”) na YIMBY („tak, na moim podwórku”). Uda się to tylko wtedy, gdy mieszkańcy zobaczą realne korzyści finansowe i społeczne wynikające z tych inwestycji. Jeśli zyski i energia pozostają w regionie, wtedy wiatrak za oknem nie przeszkadza, lecz staje się symbolem lokalnej niezależności.

Tylko dzięki edukacji i dialogowi możemy budować świadome, współpracujące społeczności, które nie boją się zmian, ale same stają się ich motorem.

Czy jest miejsce na rozwój spółdzielni energetycznych w Polsce?

Zdecydowanie tak, ale trzeba rozumieć, że prostych rozwiązań uniwersalnych nie ma. Każda spółdzielnia musi być szyta na miarę lokalnych warunków, mieć dedykowaną osobę, lidera znającego społeczność i specyfikę regionu. Współpraca i wymiana wiedzy między spółdzielniami to fundament, który musi zastąpić konkurencję i wewnętrzne podziały. Inaczej nie osiągniemy niczego trwałego.

Oczywiście, że w Polsce jest miejsce na rozwój spółdzielni energetycznych, ale trzeba podejść do tego racjonalnie i z głową. Spółdzielnia nie może powstać „z marszu”. Takie przedsięwzięcie wymaga dokładnych analiz energetycznych, bilansu, biznesplanu i świadomości, jakie efekty chcemy osiągnąć. To przedsięwzięcie, które trzeba dobrze policzyć zarówno energetycznie, jak i ekonomicznie.

Kluczowym elementem powodzenia jest lider lokalnej transformacji energetycznej. Każdy region potrzebuje osoby, która zna lokalną społeczność, potrafi zbudować zaufanie i koordynować współpracę pomiędzy samorządami, przedsiębiorstwami i mieszkańcami. Bez takiego lidera nawet najlepszy pomysł nie przełoży się na trwały efekt.

Współpraca i wymiana doświadczeń między spółdzielniami są równie ważne. To nie jest przestrzeń na rywalizację, lecz na wspólne uczenie się i wzajemne wsparcie. Każda udana spółdzielnia to inspiracja dla kolejnej. Razem budujemy sieć, która krok po kroku może zmienić sposób, w jaki Polska myśli o energetyce.

Spółdzielnie energetyczne to nie moda, lecz konieczność. Jeśli transformacja ma się udać, musi opierać się na lokalnych liderach, współpracy i zdrowym rozsądku, a nie na emocjach.

Pierwsza część rozmowy Agnieszki Korniluk z Krzysztofem Solarzem „Spółdzielnia to proces, nie produkt.”

 


Krzysztof Solarz-dyrektor Inkubatora Przedsiębiorczości Gminy Kamienna Góra. Inicjator, założyciel oraz organizator Spółdzielni Energetycznej „Sudecka Energia” (od marca 2023 r.). Koordynator projektu utworzenia klastra energii pn.
„Energia Ziemi Kamiennogórskiej”, realizowanego w partnerstwie ze spółką Tauron Ciepło. Zawodowo związany również z samorządowym Stowarzyszeniem Energetyki Obywatelskiej Ziemi Świdnickiej, w którym koordynuje proces zakładania spółdzielni energetycznych oraz doradza członkom Stowarzyszenia w kwestiach energetycznych. Prelegent w ramach cyklu szkoleń dotyczących społeczności energetycznych, organizowanych przez Związek Miast Polskich oraz Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa.

 

 

 

Dlaczego dotąd nie ma programu grantowego wspierającego małe, lokalne elektrownie szczytowo – pompowe ?  Obiekty tego typu, relatywnie tanie i szybkie w budowie mogłyby mieć istotny wkład w bilansowanie rynku energii w godzinach wieczornych

W Polsce rośnie moc zainstalowana wiatraków (ok. 9 GW) i paneli słonecznych (ok. 14 GW), co w słoneczne dni pozwala pokryć nawet całość zapotrzebowania na energię elektryczną. Problemem jest nierównomierna doba energetyczna — nadprodukcja energii następuje w południe, a najwyższe zapotrzebowanie jest wieczorem, co powoduje marnowanie potencjału zielonej energii. Elektrownie szczytowo-pompowe mogłyby łatwo bilansować tę nierówność poprzez magazynowanie energii w formie potencjalnej energii wody — przepompowują wodę do górnego zbiornika, a przy nadmiarze energii uwalniając ją i kierując na turbiny, co pozwala ponownie wytworzyć energię elektryczną.

Propozycja dotyczy małych elektrowni w terenie górskim, gdzie można wykorzystać naturalne zagłębienia do budowy dwóch zbiorników połączonych rurociągiem z turbiną dwukierunkową, bez dużych inwestycji budowlanych i ingerencji w środowisko. Efektywność fizyczna takich instalacji waha się od 30 do 90%. Sprawność całego systemu uwzględnia straty w turbinie, generatorze, transformatorze oraz pompie. Koszty budowy małych elektrowni szczytowo-pompowych są znacznie niższe niż dużych betonowo-grawitacyjnych, a dodatkowo zbiorniki wodne mogą pozytywnie wpływać na lokalne warunki wodne, na przykład zapobiegając powodziom.

Schemat działania małej elektrowni szczytowo-pompowej w terenie górskim. Przekrój pokazujący górny i dolny zbiornik, rurę łączącą (rurociąg) oraz budynek z turbiną

Schemat działania małej elektrowni szczytowo-pompowej w terenie górskim. Przekrój pokazujący górny i dolny zbiornik, rurę łączącą (rurociąg) oraz budynek z turbiną

Ekonomiczna opłacalność tych elektrowni wynika z dużych różnic cen energii elektrycznej w ciągu doby, od zera (nawet wartości ujemne) do ponad 1500 zł/MWh. Magazynując energię w tanich godzinach i sprzedając ją w droższych, system może generować zysk, potencjalnie zapewniając zwrot inwestycji w mniej niż 10 lat. Fundacja DEMOK.pl planuje przeprowadzić symulacje komputerowe na danych historycznych z giełdy energii z lat 2010–2024, aby precyzyjnie oszacować potencjalne korzyści finansowe i opracować procedury optymalnego zarządzania takim systemem.

 

W praktyce elektrownia o mocy 10 MW mogłaby działać na podstawie dwóch zbiorników wodnych o pojemności 100 tys. m3 każdy, z różnicą wysokości około 100 m. Taka instalacja może gromadzić około 10 MWh energii, co wystarcza do zasilania 500–1000 domów przez 5 godzin w wieczornych godzinach szczytu.

W Polsce istnieje potencjał do budowy wielu takich instalacji, zwłaszcza w górach: od Bieszczad po zachodnie krańce kraju. Szacuje się, że nawet 500-700 małych elektrowni szczytowo-pompowych mogłoby powstać, co dawałoby około 1 GW mocy magazynującej energię przez kilka godzin każdego dnia. To znaczny, choć nie dominujący, udział w bilansowaniu krajowego systemu energetycznego.

Aktualne bazy danych wskazują na około 6000 potencjalnych lokalizacji dla małych elektrowni wodnych, podczas gdy w Polsce działa niespełna 800 takich instalacji. Kluczem do małych elektrowni szczytowo-pompowych jest możliwość zlokalizowania dwóch zbiorników wodnych o odpowiedniej różnicy wysokości, połączonych rurą —rozwiązania niewymagające budowy dużych tam ani znaczącego piętrzenia rzek. Koszty budowy mogą być znacznie niższe niż standardowych elektrowni wodnych, zwłaszcza przy użyciu naturalnych zagłębień i prostych instalacji pomp i turbin.

Podsumowując, małe elektrownie szczytowo-pompowe mogłyby być szybko wdrażane przez samorządy i prywatnych inwestorów — pod warunkiem zapewnienia finansowania oraz uproszczenia zasad handlu energią.

Czas inwestycji byłby nieporównanie krótszy niż przy dużych obiektach (ewentualnie: Takie instalacje można zrealizować znacznie szybciej. Dla porównania:) — elektrownia o mocy 1050 MW w Młotach ma zostać ukończona dopiero około 2030 roku. Fundacja DEMOK.pl proponuje powrót do tematu małych lokalnych elektrowni szczytowo-pompowych jako wartościowego i niedocenionego elementu transformacji energetycznej Polski.

Zachowując prostotę, niskie koszty i szybki czas budowy, te instalacje mogłyby skutecznie wspierać bilansowanie energetyczne, chronić środowisko oraz lokalne społeczności, zwiększać bezpieczeństwo energetyczne i przynosić ekonomiczne korzyści, które do tej pory pozostają niewykorzystane. Projekt ma również pozytywny wpływ społeczny i środowiskowy, wyróżniając się jako sprawdzona i efektywna technologia magazynowania energii wspierająca rozwój OZE w Polsce.

O tym jak jednostki samorządu terytorialnego zmieniają Polskę dzięki fotowoltaice i spółdzielczości.

Polska transformacja energetyczna nabiera tempa, ale prawdziwy przełom dokonuje się poza wielkimi miastami. Najnowsze ogólnopolskie badanie inwestycji fotowoltaicznych w jednostkach samorządu terytorialnego (JST), przeprowadzone przez Łukasza Pałuckiego we współpracy ze Stowarzyszeniem EKO-UNIA i Fundacją Zielone Światło, dowodzi tego, że samorządy wiejskie i miejsko-wiejskie stają się kluczowym graczem na energetycznej mapie kraju. Wyniki prezentacji przygotowanej w ramach Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększenia Odporności pokazują, że JST są nie tylko beneficjentem polityki unijnej, ale też kreatorem narzędzi, które realnie wpłyną na codzienne życie Polaków.

Skala i geografia inwestycji

Od marca 2022 do maja 2025 r. jednostki samorządu terytorialnego zrealizowały inwestycje o wartości blisko 1,55 mld zł, instalując ponad 351 MWp mocy fotowoltaicznej. Największy udział miały gminy wiejskie (ponad 170 MWp i 724 mln zł) oraz miejsko-wiejskie (ok. 89 MWp i 393 mln zł). Gminy miejskie, powiaty i miasta na prawach powiatu wydały ponad 600 mln zł, montując kolejne kilkadziesiąt MWp mocy. Przygotowywane są kolejne inwestycje o łącznej wartości blisko 585 mln zł i potencjale ponad 150 MWp, co daje łączny potencjał przekraczający pół gigawata i 2,1 mld zł inwestycji.

Ekonomia inwestycji i realia rozliczeń

Po euforii związanej z masowym montażem paneli PV przyszedł czas chłodnej kalkulacji. Problemem, wskazanym w wynikach badań, stał się nowy model rozliczeń – net-billing obowiązujący od 1 lipca 2024 r. Zgodnie z nim energia oddana do sieci wyceniana jest według zmiennych cen rynkowych, a nie – jak wcześniej – za pomocą przelicznika ilości. Dla wielu JST, które wykorzystują mniej niż 30% wyprodukowanej energii na miejscu, a resztę odsyłają do sieci, oznacza to drastyczny spadek opłacalności inwestycji. Szkoły, urzędy i inne budynki użyteczności publicznej zużywają prąd w czasie, gdy są otwarte i funkcjonują, a także podczas konserwacji i pracy urządzeń oświetleniowych, a nawet gdy są puste, ale włączone są urządzenia podtrzymujące podstawowe funkcje, takie jak systemy ogrzewania, monitoringu czy alarmowe. Zużycie prądu odbywa się cały rok, nie tylko w dni robocze.

Model spółdzielczy: szansa na odbudowę energetyki lokalnej

W badaniu wprost wskazano model spółdzielni energetycznej jako klucz do przyszłości JST. Przeniesienie istniejących inwestycji (szacowanych na ponad 1,1 mld zł w gminach wiejskich i miejsko-wiejskich) do struktur spółdzielczych pozwala odzyskać przewidywalność rozliczeń zbliżoną do zlikwidowanego już net-meteringu. Spółdzielnia to nie tylko tańszy prąd (po spłacie inwestycji nawet kilka groszy za kWh vs. ponad 1zł w tradycyjnym modelu), lecz także niższe koszty przesyłu, zmniejszenie podatków, wsparcie walki z ubóstwem energetycznym i szansa dla lokalnego biznesu. Kluczowe znaczenie ma tu autokonsumpcja, czyli maksymalnie lokalne zużycie energii. W tradycyjnym modelu JST tracą na tym mechanizmie, w spółdzielni te same kilowatogodziny pracują na rzecz społeczności lokalnej.

Bariery i wnioski

Największym zagrożeniem jest „wypadnięcie” JST z korzystnych rozliczeń – wystarczy błędna decyzja, np. zmiana operatora sieci, by utracić dotychczasowe preferencje. JST coraz częściej zauważają, jak ważne są edukacja, doradztwo i świadome zarządzanie rozproszoną energią. Dotyczy to zwłaszcza gmin, dla których instalacje fotowoltaiczne to często element większych pakietów modernizacji (np. termomodernizacja, wymiana źródeł ciepła). W praktyce oznacza to konieczność lepszej koordynacji i dbałości o szczegóły proceduralne.

Badanie wpisuje się w szeroki nurt polityk publicznych UE, które każą myśleć o energetyce nie tylko przez pryzmat megawatów, ale także społecznego zysku: solidaryzmu, walki z wykluczeniem energetycznym czy lokalnej przedsiębiorczości. Sygnał płynący z gmin i powiatów jest jasny: jednostki samorządu terytorialnego są gotowe dalej inwestować w czystą energię, lecz muszą mieć gwarancję stabilnych rozliczeń i systemowego wsparcia spółdzielczości energetycznej. To najskuteczniejszy sposób, by zmodernizować krajową energetykę, realnie poprawić warunki życia ludzi i wzmocnić siłę wspólnot lokalnych.

W świetle tych analiz transformacja energetyczna jest nie tyle innowacją techniczną, co wyborem politycznym i społecznym. W takim układzie JST i społeczności lokalne stają się laboratorium nowoczesnego państwa.

Spółdzielnie Energetyczne – Praktyczne aspekty funkcjonowania. Konferencja w Strykowie 15 stycznia 2025

Spółdzielnie energetyczne oferują dziś jedne z najbardziej atrakcyjnych warunków rozliczeń energii w Polsce. Ich model działania pozwala zarówno wytwórcom, jak i odbiorcom znacząco obniżyć koszty energii oraz zwiększyć opłacalność inwestycji w OZE. W całym kraju działa już ponad 250 spółdzielni energetycznych, z czego aż 190 powstało tylko w 2025 roku. To najdynamiczniej rozwijająca się społeczność energetyczna w Polsce.

Dla czytelników Zielonych Wiadomości specjalny rabat: ZW15 Kod rabatowy, który należy podać w toku rejestracji to: KONGERES ZW15

Temat spółdzielni energetycznych porusza dziś tysiące włodarzy gmin i lokalnych przedsiębiorców, którzy w spółdzielniach energetycznych znaleźli skuteczne rozwiązanie wielu energetycznych wyzwań i sposób na podniesienie rentowności swoich OZE-inwestycji. To właśnie w odpowiedzi na potrzeby rynku, już 15 stycznia w Strykowie pod Łodzią eksperci sektora energetyki oraz praktycy prowadzący działające spółdzielnie energetyczne opowiedzą o tym, jak poprawnie budować i efektywnie administrować spółdzielniami, aby w pełni wykorzystywać potencjał tego modelu rozliczeń i maksymalizować zyski.

Program i bilety: www.spoldzielnie-energetyczne.org

Jednym z kluczowych atutów jest rozliczenie ilościowe a nie kwotowe, dzięki czemu energia wyprodukowana latem, gdy jest tania, może zostać odebrana zimą, kiedy jej wartość rynkowa rośnie kilkukrotnie. To realny, a nie tylko księgowy zysk dla całej spółdzielni. Co więcej, nadwyżki energii można odebrać w dowolnym momencie w ciągu 12 miesięcy, co daje większą elastyczność w bilansowaniu. Dodatkowym impulsem do opłacalności są preferencje, których nie ma żaden inny model rozliczeń: zwolnienie z opłaty OZE, kogeneracyjnej, mocowej, jakościowej oraz stawki zmiennej dystrybucyjnej. Korzystniejszy jest też tutaj system rozliczeń energii wewnątrz spółdzielni czy jej nadwyżek. W efekcie spółdzielnie energetyczne otwierają drogę do dużo tańszej energii, większej stabilności kosztowej i szybszego zwrotu z inwestycji w OZE, bez skomplikowanych modeli finansowych i w pełni w oparciu o lokalną współpracę — tłumaczy Daniel Raczkiewicz, prezes Lądeckiej Spółdzielni Energetycznej, ekspert rynku energii, wiceprezes KIKE i OZE – współorganizator piątej edycji konferencji szkoleniowej Praktyczne Aspekty Funkcjonowania Spółdzielni Energetycznych.

Szkolenie o praktyce tworzenia i prowadzenia spółdzielni energetycznych

Konferencja szkoleniowa „Praktyczne aspekty funkcjonowania spółdzielni energetycznych”, która odbędzie się 15 stycznia 2026 r. w Strykowie, ma charakter praktyczno-szkoleniowy. Uczestnicy mogą liczyć na pogłębione, oparte na realnych danych i doświadczeniach omówienie procesu organizacji i prowadzenia spółdzielni energetycznych. — To szkolenie to instrukcja „krok po kroku”  gotowy przepis na efektywną transformację energetyczną w oparciu o model spółdzielni energetycznej –  uzupełnia Daniel Raczkiewicz.

Szkolenie w Strykowie będzie również niepowtarzalną okazją do integracji JST i lokalnych przedsiębiorców oraz do nawiązania relacji sprzyjających powstawaniu nowych spółdzielni energetycznych.

W poprzednich edycjach konferencji wzięło udział już ponad 500 osób z całej Polski.

Dla kogo jest to szkolenie?

Konferencja Szkoleniowa skierowana jest do:

  • przedstawicieli jednostek samorządu terytorialnego i administracji publicznej
  • firm działających na terenie gmin wiejskich i miejsko-wiejskich, które myślą o transformacji energetycznej w sposób odpowiedzialny.
  • właścicieli instalacji OZE, którzy nie są zadowoleni z poziomu przychodów generowanych przez posiadane elektrownie fotowoltaiczne lub wiatrowe.

Wszystkie te grupy mogą czerpać wymierne korzyści ze zrzeszania się w ramach wybranego modelu spółdzielni energetycznej.

Program i bilety: www.spoldzielnie-energetyczne.org

Eksperci-praktycy dzielący się wiedzą i realnym doświadczeniem

Prelekcje poprowadzą eksperci-praktycy, na co dzień współpracujący z JST oraz spółdzielniami energetycznymi, w tym prezesi pięciu działających spółdzielni energetycznych, przedstawiciele Operatorów Systemów Dystrybucyjnych, eksperci Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa (KOWR), kancelarii prawnych oraz specjaliści spółek obrotu energią. To najbardziej kompletne szkolenie z tej tematyki w Polsce.

Boom na spółdzielnie energetyczne w Polsce napędzają wymierne korzyści finansowe, sięgające setek tysięcy złotych rocznie — potwierdzone wynikami już działających podmiotów. Jednym z nich jest także Lądecka Spółdzielnia Energetyczna, która w ciągu pierwszych 12 miesięcy działalności wygenerowała oszczędności na poziomie aż 660 tysięcy złotych. Jej case study będzie jednym z wielu realnych przykładów omawianych podczas styczniowego szkolenia.

Patroni wydarzenia w Strykowie

Patronem medialnym wydarzenia jest także redakcja portalu Zielone Wiadomości. Partnerami merytorycznymi są m.in. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Krajowy Związek Rewizyjny Spółdzielni Energetycznych, Polskie Stowarzyszenie Fotowoltaiki i Magazynowania Energi, Krajowa Izba Klastrów Energii, Unia Miasteczek Polskich czy Forum Miasteczek Polskich.

Program i bilety

Liczba miejsc na konferencję szkoleniową 15 stycznia 2026 jest ograniczona, dlatego warto zapisać się na nią już dziś. Zwłaszcza, że na osoby, które zarejestrują się na wydarzenie przed 12 grudnia 2025 czeka specjalny rabat. Dla zorganizowanych grup organizator przygotował również dodatkowe zniżki.

Strona internetowa rejestracji wraz z programem konferencji szkoleniowej „Praktyczne aspekty funkcjonowania spółdzielni energetycznych” dostępna jest tutaj:

Program i bilety: www.spoldzielnie-energetyczne.org

Jak niewielka gmina w Lądku Zdroju zbudowała jeden z najbardziej efektywnych modeli samowystarczalności energetycznej w Polsce? Z Danielem Raczkiewiczem, prezesem Lądeckiej Spółdzielni Energetycznej, o decyzjach które przesądziły o sukcesie projektu rozmawia Natalia Rudzka.

Daniel Raczkiewicz – Prezes LSE

Natalia Rudzka: Co przesądziło o sukcesie Lądeckiej Spółdzielni Energetycznej? Jakie kompetencje zespołu, struktura organizacyjna oraz model finansowy odegrały kluczową rolę?

Daniel Raczkiewicz: Na sukces Lądeckiej Spółdzielni Energetycznej złożyły się trzy kluczowe elementy: determinacja lokalnego samorządu, jasna wizja przeprowadzenia realnej transformacji energetycznej oraz kompetencje zespołu, który potrafił tę wizję przełożyć na praktyczne rozwiązania. Od początku postawiliśmy sobie cel: chcemy produkować własną energię i rozliczać ją w modelu, który umożliwia rozwiązanie jakim jest spółdzielnia energetyczna – i to właśnie mechanizmy prawne przewidziane dla spółdzielni stały się fundamentem naszego modelu finansowego.

Organizacyjnie przyjęliśmy bardzo prostą zasadę: najpierw rzetelna analiza potrzeb energetycznych, potem dopasowana do nich infrastruktura. Dzięki temu każdy element, od wielkości farmy po model rozliczeń, był od początku zaprojektowany pod realne zużycie gminy i jej jednostek.

Jakie decyzje strategiczne oraz rozwiązania techniczne i technologiczne miały największy wpływ na to, że spółdzielnia osiągnęła dodatni wynik finansowy i stała się samowystarczalna energetycznie?

Najważniejszą decyzją była budowa farmy fotowoltaicznej o mocy dokładnie dobranej do bilansu energetycznego gminy. Analiza wykazała, że 1 MW pozwoli pokryć roczne zapotrzebowanie wszystkich punktów poboru, od szkół po jednostki komunalne. Drugim kluczowym elementem było konsekwentne wdrażanie nowoczesnych, prostych w utrzymaniu technologii tak, aby spółdzielnia była stabilna finansowo od pierwszych dni działania. Obecnie planujemy kolejny krok: magazyn energii, który ma podnieść bezpieczeństwo energetyczne w sytuacjach kryzysowych.

Jakie bariery organizacyjne i legislacyjne napotkaliście? Czy mógłby Pan zaproponować zmiany, które mogłyby wesprzeć podobne inicjatywy?

Startowaliśmy w momencie, gdy w Polsce dopiero uczono się, czym są spółdzielnie energetyczne. Nie było wzorów umów, procedury były niejednoznaczne, a rozmowy z operatorem systemu dystrybucyjnego trwały bardzo długo. Wiele rzeczy robiliśmy jako pierwsi. Dziś większość barier została usunięta: wzory umów istnieją, procesy rejestrowe są jasne i krótsze, a operatorzy mają doświadczenie. To ogromna różnica dla nowych spółdzielni.

Czy prowadzicie działania edukacyjne lub integracyjne skierowane do lokalnej społeczności np. warsztaty, spotkania, konsultacje?

Zdecydowanie tak. To nasza misja. W samym Lądku-Zdroju zorganizowaliśmy cykl trzech dużych szkoleń dla samorządów, w których udział wzięło ponad 300 przedstawicieli JST z całej Polski. W wydarzeniach uczestniczyli również przedstawiciele KOWR i WFOŚiGW, instytucji kluczowych w procesie zakładania spółdzielni. Największe wydarzenie jednak wciąż przed nami.

Już 15 stycznia 2026 roku w Strykowie pod Łodzią organizujemy 5. edycję konferencji „Praktyczne aspekty funkcjonowania spółdzielni energetycznych w Polsce”. Wydarzenie kierowane jest do włodarzy gmin, którzy chcą ograniczyć wydatki na energię elektryczną, do spółek komunalnych, a także do właścicieli firm i zakładów przemysłowych funkcjonujących na obszarze gmin wiejskich i miejsko-wiejskich. Spotkanie kierowane jest też do właścicieli farm fotowoltaicznych i wiatrowych, którzy są niezadowoleni z osiąganych przez nie przychodów.

Uczestnicy przez cały dzień będą czerpać wiedzę bezpośrednio od doświadczonych praktyków i liderów rynku, w tym wysłuchają szeregu prelekcji opartych na realnych danych i doświadczeniach. W Strykowie omówimy cały proces tworzenia i prowadzenia spółdzielni energetycznych, począwszy od doboru właściwego modelu i sposobu zarządzania zasobami, przez strukturę kosztową, po praktyczne kwestie związane z prawem zamówień publicznych. Styczniowa konferencja szkoleniowa w Strykowie będzie niepowtarzalną okazją do integracji JST i lokalnych przedsiębiorców z różnych części Polski oraz do nawiązania relacji sprzyjających powoływaniu spółdzielni energetycznych. Warto zainwestować swój czas i być tam z nami.

Jakie inne wskaźniki sukcesu są dla Pana istotne, oprócz samowystarczalności i dodatniego wyniku finansowego?

Oczywiście dodatni bilans finansowy i pełna samowystarczalność roczna to dla nas fundament. Jednak równie ważne są aspekty związane z lokalnym bezpieczeństwem energetycznym, zwłaszcza w kontekście ochrony cywilnej. Ostatnia powódź pokazała, że w sytuacjach kryzysowych dostęp do własnych źródeł energii może być kluczowy. Dlatego jednym z naszych priorytetów jest rozwój infrastruktury opartej o magazyn energii, który pozwoli jeszcze skuteczniej zabezpieczyć kluczowe obiekty na terenie gminy.

Kolejnym, bardzo ważnym wskaźnikiem jest zainteresowanie i zaufanie innych gmin oraz przedsiębiorców. Widzą, że nasz model działa i jest powtarzalny, a to ogromna wartość. Spółdzielczość w swoim DNA opiera się na zasadzie wzajemności i współpracy. Dlatego aktywnie dzielimy się doświadczeniami, prowadzimy szkolenia i wspieramy samorządy oraz lokalne społeczności, które chcą iść podobną drogą.

Do współpracy w ramach spółdzielni energetycznych zachęcamy również lokalnych wytwórców OZE, którzy działając w strukturze spółdzielni nie tylko korzystają na preferencyjnych warunkach rozliczeń zyskując realne oszczędności, ale też wnoszą swoje kompetencje, wzmacniając wspólny system energetyczny. Dla nas to dowód na to, że budujemy projekt, który rzeczywiście łączy ludzi, instytucje i przedsiębiorców wokół wspólnego celu.

Jak własna infrastruktura energetyczna sprawdziła się w czasie ostatnich klęsk żywiołowych, takich jak powódź?

Podczas ostatniej powodzi dostawy energii zostały przerwane. Żywioł uszkodził część infrastruktury elektroenergetycznej, zalał stacje i wymył kable. To zdarzenie pokazało nam jedną rzecz: bez magazynu energii i bezpośrednich linii zasilających kluczowe obiekty żadna gmina nie może mówić o pełnym bezpieczeństwie energetycznym. Była to bardzo cenna lekcja, która wyznaczyła nam kierunek dalszego rozwoju.

Jak te doświadczenia wpłynęły na sposób zarządzania ryzykiem lub planowania nowych inwestycji w OZE?

Powódź była impulsem do stworzenia koncepcji lokalnego bezpieczeństwa energetycznego opartego na: farmie PV, magazynie energii, możliwości pracy wybranych obiektów w trybie wyspowym (off-grid). To rozwiązanie, które pozwoli zasilić najważniejsze punkty, np. centrum kryzysowe, wodociągi czy obiekty strategiczne, nawet przy awarii sieci operatora.

W jaki sposób spółdzielnia współpracuje z samorządem, mieszkańcami i lokalnymi instytucjami?

Dziś spółdzielnia pełni rolę swoistego „energetyka gminnego”. Przejęliśmy od gminy ciężar zarządzania energią i optymalizacji kosztów, dzięki czemu samorząd może skupić się na swoich podstawowych zadaniach. Równolegle przygotowujemy nowe projekty: spółdzielnię dla przedsiębiorców oraz spółdzielnię dla mieszkańców. Pracujemy nad analizami, bilansami mocy, modelami korzyści, a także, o czym wspominałem, edukujemy.

Czy obserwuje Pan większe zaangażowanie mieszkańców, aktywność lokalną i wzrost zainteresowania ideą samowystarczalności energetycznej?

Tak, zainteresowanie jest wyraźnie większe niż jeszcze 2-3 lata temu. Mieszkańcy i przedsiębiorcy widzą, że model działa, generuje realne oszczędności i wzmacnia lokalne bezpieczeństwo. To buduje zaufanie i chęć współtworzenia kolejnych inicjatyw.

Jakie najważniejsze lekcje z Waszych doświadczeń warto przekazać innym gminom i spółdzielniom energetycznym?

Najważniejsze są trzy:

  • Zacząć od rzetelnej analizy bilansu energetycznego – technologia i moc instalacji muszą wynikać z realnych potrzeb.
  • Potraktować projekt kompleksowo – od prawa, przez technikę, aż po organizację i edukację mieszkańców.
  • Działać konsekwentnie – wizja musi przełożyć się na wykonanie. W Lądku tak właśnie było: od pomysłu do gotowej farmy i sprawnego modelu rozliczeń.
fot. LSE - otwarcie farmy fotowoltaicznej

fot. LSE – otwarcie farmy fotowoltaicznej

Jakie są Wasze dalsze ambicje i cele na kolejne lata?

Najbliższe lata to:

  • budowa magazynu energii,
  • uruchomienie spółdzielni dla mieszkańców i przedsiębiorców,
  • dalsze wzmacnianie lokalnego bezpieczeństwa energetycznego,
  • rozwój nowych usług dla gminy w zakresie zarządzania energią.

Chcemy, aby model Lądeckiej Spółdzielni Energetycznej był nie tylko powtarzalny, ale również skalowalny tak, aby mógł stać się standardem dla gmin w całej Polsce, co po woli już się dzieje.

Spółdzielnie energetyczne zyskują popularność jako alternatywny model lokalnej produkcji i zarządzania energią, jednak ich skuteczność wymaga świadomego planowania, finansowania i spełnienia wielu warunków. W rozmowie z Krzysztofem Solarzem, dyrektorem  Inkubatora Przedsiębiorczości Gminy Kamienna Góra i ekspertem spółdzielni energetycznej „Sudecka Energia”, omawiamy ekonomię, ryzyka i rolę tych spółdzielni w polskiej transformacji energetycznej.

Agnieszka Korniluk: Coraz więcej firm i samorządów myśli o zakładaniu spółdzielni energetycznych, ale jest też wiele patologii i ryzyk. Co pan sądzi na ten temat?

Krzysztof Solarz: Uważam, że nie ma potrzeby zakładania spółdzielni wszędzie i za wszelką cenę. Są firmy, których przedstawiciele krążą między gminami, zarabiając 20-30 tys. zł na sprzedaży dokumentów, po czym znikają. Gminy i mieszkańcy pozostają z podmiotem gospodarczym, o którym często nic nie wiedzą. To poważny problem, z którym trzeba się zmierzyć.

Rzeczywiście coraz więcej samorządów rozważa powoływanie spółdzielni energetycznych. Trzeba jednak pamiętać, że zakładanie ich ad hoc wiąże się pewnym ryzykiem. Zdarza się, że gmina decyduje się na taki krok bez przygotowania pod wpływem firm, które obiecują szybkie efekty i gotowe dokumenty. Po podpisaniu umowy znikają, samorząd zaś pozostaje z podmiotem, którego funkcjonowanie jest jedynie formalne.

Spółdzielnia energetyczna nie jest produktem, który można sprzedać jak projekt fotowoltaiczny. To proces, który wymaga wiedzy, planowania i odpowiedzialności. Każda inicjatywa powinna być poprzedzona analizą zarówno energetyczną, jak i biznesową, aby było wiadomo, w jakich warunkach wspólnota ma sens i jakie inwestycje będą ją utrzymywać. Lepiej działać wolniej, ale z przekonaniem, że projekt ma solidne podstawy, niż tworzyć coś, co trzeba będzie później naprawiać.

AK: Czy istnieje ryzyko, że do spółdzielni energetycznych wejdą przedsiębiorcy działający wbrew jej zasadom?

KS: Zdarzają się takie przypadki. Pojawiają się przedsiębiorcy żonglujący przepisami, często powodując straty innych. Nie jestem przeciwny, aby inwestorzy sprzedawali energię gminom, ale trzeba dokładnie policzyć, czy to się opłaca. Gmina sama może podjąć się tego zadania i eliminować ryzyko oraz pośredników.

Nie ma przeszkód formalnych, by w jednej spółdzielni energetycznej miały udział samorządy i przedsiębiorcy prywatni. Prawo dopuszcza takie rozwiązanie, ale w praktyce takie rozwiązania często powodują więcej problemów, niż przynoszą korzyści. Pojawia się kwestia pomocy publicznej. Spółdzielnia przestaje być w pełni podmiotem publicznym, więc poziom dofinansowania z programów krajowych i unijnych się zmniejsza.

W związku z tym rekomenduję, aby przedsiębiorcy prywatni szukali odbiorców swojej energii wśród innych firm lub wspólnot prywatnych, natomiast gminy powinny inwestować we własne źródła OZE, by uzyskać jak największe oszczędności. Taki model jest bardziej przejrzysty, bezpieczny finansowo i pozwala lepiej wykorzystać środki publiczne.

Przedsiębiorcy prywatni i samorządy mogą i powinny współpracować, ale niekoniecznie w jednej strukturze, ponieważ mają inne cele i instrumenty działania. Kiedy oba rozwijają się równolegle, gospodarka lokalna zyskuje. Energia jest wykorzystywana w regionie, a inwestycje przynoszą korzyści na poziomie lokalnym.

AK: Czy zadaniem spółdzielni jest generowanie zysków?

KS: Nie, spółdzielnia nie powinna być nastawiona na zarabianie, tylko na oszczędzanie. Energia powinna być produkowana na własne potrzeby, nadwyżki zaś sprzedawane, by ograniczyć koszty. Model, w którym właściciel źródła sprzedaje energię członkom spółdzielni, jest problematyczny, gdyż gmina mogłaby sama eliminować pośredników.

Głównym celem spółdzielni jest obniżenie kosztów energii swoim członkom i zapewnienie im bezpieczeństwa energetycznego. Energia wytwarzana w ramach wspólnoty służy przede wszystkim zaspokajaniu potrzeb własnych. Ewentualne nadwyżki nie są towarem przeznaczonym do sprzedaży, lecz zasobem, który warto mądrze wykorzystać, np. zasilać nim fundusz inwestycyjny przeznaczony na budowę nowych źródeł odnawialnych.

Ten mechanizm pozwala utrzymać środki w lokalnym obiegu gospodarczym.

Model, w którym właściciel źródła sprzedaje energię członkom spółdzielni, ma niewiele wspólnego z ideą wspólnot energetycznych. Bardziej racjonalnym podejściem jest inwestowanie przez gminę we własne źródła OZE, które zasilają lokalne instytucje i społeczność. Taki system nie tylko zwiększa samowystarczalność energetyczną, ale także realnie wzmacnia gospodarkę na danym terenie.

AK: Jak wygląda praktyczny model funkcjonowania spółdzielni?

KS: W „Sudeckiej Energii” operujemy na mikroskopijnym wolumenie – trzy punkty poboru, obrót niewielki, więc to nieopłacalne. Gmina i spółki komunalne wpłaciły wpisowe i udziały po 1000 zł. Koszty utrzymania są finansowane poprzez świadczenie usług komercyjnych, m.in. doradztwo i pomoc w zakładaniu innych spółdzielni. Docelowo chcemy, aby spółdzielnia utrzymywała się z oszczędności dla członków, a prowizja nie wpływała na podniesienie cen energii powyżej rynkowej.

Spółdzielnia Energetyczna „Sudecka Energia” działa w praktyce, a nie tylko na papierze. Obecnie rozliczamy energię pomiędzy dwunastoma punktami poboru należącymi do gmin i spółki komunalnej. Korzystamy z instalacji fotowoltaicznych będących własnością naszych członków, bilansując produkcję i zużycie energii w skali lokalnej. Musimy jednak pamiętać, aby mechanizm rozliczeń był jak najbardziej opłącalny, w związku z tym trzeba myśleć o miksie OZE, a nie wyłącznie o fotowoltaice. 

Nasz model opiera się na prostym założeniu – spółdzielnia utrzymuje się z oszczędności generowanych dla swoich członków. Każdy podmiot zużywa mniej energii z sieci, a dzięki wspólnemu zarządzaniu przepływami energii i optymalizacji kosztów sieciowych oszczędności widać już po pierwszych rozliczeniach. Jednocześnie trzeba pamiętać, że spółdzielnia jest podmiotem gospodarczym i ponosi koszty swojego działania, które muszą być pokrywane z przychodów, zwykle ukrytych w mechanizmie rozliczeń wewnętrznych.

Szacujemy, że przy wolumenie rozliczeń na poziomie około 1 MW (moc źródła OZE) spółdzielnia będzie w pełni samowystarczalna finansowo. Oznacza to, że pokryje wszystkie koszty operacyjne niewielką marżą, której nie odczują członkowie w cenie energii. 

AK: A co z kosztami inwestycji w duże źródła, takie jak biogazownie czy turbiny wiatrowe?

KS: To bardzo drogie projekty – biogazownia rolnicza ok. 25 mln zł, komunalna – nawet 75 mln zł. Spółdzielnia nie ma takich funduszy, więc szukamy dotacji i środków zewnętrznych. Rozważamy wprowadzenie modelu, w którym mieszkańcy inwestują, ale dopiero wtedy, kiedy jest gotowy projekt i są zezwolenia. To obniża potrzebę kredytowania.

Inwestycje w duże źródła energii, takie jak biogazownie czy turbiny wiatrowe, to ogromne przedsięwzięcia pod względem zarówno technicznym, jak i finansowym. Dla spółdzielni energetycznych, które są młodymi podmiotami bez dużego majątku i historii kredytowej, pozyskanie klasycznego finansowania bankowego jest bardzo trudne. Dlatego szukamy atrakcyjnych i bezpiecznych modeli finansowych, które pozwolą rozwijać inwestycje bez nadmiernego obciążania budżetów gmin i członków spółdzielni.

Nie zależy nam na kredycie długoterminowym. Zamierzamy budować projekty etapami i korzystać z dotacji krajowych, regionalnych oraz unijnych, a także z mechanizmów, które umożliwiają zabezpieczenie zobowiązań w sposób alternatywny. Takie podejście minimalizuje ryzyko i pozwala zachować pełną kontrolę nad procesem inwestycyjnym.

Planujemy także uruchomienie modelu partycypowania w nim mieszkańców, który umożliwi im inwestowanie w gotowe, dobrze przygotowane projekty. Mieszkańcy staną się wtedy współwłaścicielami lokalnych źródeł energii, a zyski i korzyści pozostaną w regionie. To nie tylko sposób na finansowanie, lecz także na budowanie współodpowiedzialności za transformację energetyczną wśród mieszkańców.

AK: Jakie bariery ekonomiczne i legislacyjne mogą wystąpić podczas realizacji takich inwestycji?

KS: Obecnie administracja państwowa gwarantuje wsparcie biogazowni. Po włączeniu do spółdzielni nie jest już ono udzielane i musimy sprzedawać energię taniej niż po cenie rynkowej, co jest nieopłacalne. Trzeba zmienić przepisy prawne, by umożliwić efektywne włączanie takich źródeł do spółdzielni. Konieczne jest też dofinansowanie, gdyż same źródła są drogie.

W mojej ocenie system prawny dotyczący spółdzielni energetycznych jest już na tyle kompletny, że pozwala na ich realne funkcjonowanie. Nie potrzebujemy dziś rewolucji legislacyjnych, tylko stabilności przepisów i czasu, by wypracować dobre praktyki działania.

Główne bariery nie leżą w prawie, lecz w finansowaniu i organizacji. Spółdzielnie muszą nauczyć się korzystać z istniejących narzędzi, budować kompetencje i tworzyć wiarygodne modele inwestycyjne. To proces, który wymaga cierpliwości, ale daje trwałe efekty.

AK: Jak ocenia Pan plany likwidacji netmeteringu?

KS: Netmetering jest wręcz niezbędny na początkowym etapie. Bez niego 90–95% spółdzielni PV upadnie. Potrzebujemy czasu na pokazanie, że miks OZE działa i stabilizuje sieć. Trzeba podejść do tego racjonalnie, bez paniki.

Netmetering jest dziś fundamentem funkcjonowania większości spółdzielni energetycznych. Bez tego mechanizmu trudno utrzymać stabilność finansową wspólnot opartych głównie na fotowoltaice. Zanim zaczniemy mówić o jego likwidacji, potrzebujemy czasu na zbudowanie miksu źródeł (biogazu, wiatru i magazynów energii), który pozwoli bilansować energię w krótszym czasie.

Dopiero gdy powstaną spółdzielnie modelowe, pokazujące, że lokalne bilansowanie działa w praktyce, będzie można wprowadzać zmiany systemowe. Dziś najważniejsze są stabilność przepisów i wsparcie dla inicjatyw, które dopiero budują swoje zaplecze technologiczne i zaufanie społeczne.

AK: Czy w przestrzeni publicznej nie krążą nieprawdziwe informacje na temat spółdzielni?

KS: Niestety, firmy konkurencyjne szerzą panikę, że trzeba się spieszyć, by zdążyć przed wprowadzeniem większych wymogów OZE. To mit. Wszystko można zaplanować zgodnie z ekonomią. Edukacja i transparentna komunikacja to nasze główne narzędzia.
Dezinformacja pojawia się szczególnie ze strony firm, które próbują sprzedawać spółdzielnie jako gotowy produkt. Tymczasem to proces, który wymaga przygotowania, bilansu energetycznego i realnego planu działania. Najlepsze metody walki z mitami to edukacja i pokazywanie sprawdzonych przykładów spółdzielni, które działają w sposób przejrzysty i przemyślany.

AK: A jak wygląda świadomość mieszkańców i samorządów?

KS: Wielu włodarzy uważa, że dostarczanie energii nie należy do ich zadań, a mieszkańcy są bierni, dlatego planujemy kampanie edukacyjne i dialog z mieszkańcami. Bez tego opór społeczny może zablokować projekty.

Świadomość zarówno samorządów, jak i mieszkańców wciąż wymaga wzmocnienia. Włodarze często nie dostrzegają, że transformacja energetyczna już się odbywa i gminy powinny w nią się włączyć. Z kolei mieszkańców trzeba przekonać, że odnawialne źródła to nie zagrożenie, lecz realna korzyść. Edukacja, dyskusje z mieszkańcami, transparentność działań i dialog mogą zmienić opór w zaangażowanie.

AK: Czy widzi Pan przyszłość dla spółdzielni w Polsce?

KS: Tak, ale nie ma uniwersalnego wzorca. Każda spółdzielnia musi spełniać lokalne potrzeby, mieć lidera i znać specyfikę regionu. Współpraca i wymiana wiedzy muszą zastąpić konkurencję i podziały. To klucz do realnej, trwałej transformacji opartej na społecznej współpracy, a nie na zysku.

Spółdzielnie energetyczne mają przyszłość w naszym kraju. To kierunek, który jest nie tylko potrzebny, ale także nieunikniony. Transformacja energetyczna nie powiedzie się bez udziału społeczności lokalnych, a spółdzielnie są najlepszym narzędziem do łączenia samorządów, mieszkańców i przedsiębiorstw we wspólnym celu. Każda z nich musi jednak powstawać w oparciu o potrzeby, zasoby i ludzi, którzy rozumieją specyfikę swojego regionu.

Jestem optymistą. Widzimy coraz więcej dobrych przykładów i rosnące zainteresowanie samorządów. Potrzebujemy jednak stabilnych przepisów, atrakcyjnych mechanizmów finansowania i przede wszystkim czasu, by udowodnić, że ten model naprawdę działa. Spółdzielnie energetyczne nie są chwilową modą, lecz trwałym elementem nowoczesnej gospodarki. Jeśli będą miały przestrzeń do rozwoju, staną się jednym z filarów bezpiecznej, zrównoważonej energetyki w Polsce.


Krzysztof Solarz-dyrektor Inkubatora Przedsiębiorczości Gminy Kamienna Góra. Inicjator, założyciel oraz organizator Spółdzielni Energetycznej „Sudecka Energia” (od marca 2023 r.). Koordynator projektu utworzenia klastra energii pn.
„Energia Ziemi Kamiennogórskiej”, realizowanego w partnerstwie ze spółką Tauron Ciepło. Zawodowo związany również z samorządowym Stowarzyszeniem Energetyki Obywatelskiej Ziemi Świdnickiej, w którym koordynuje proces zakładania spółdzielni energetycznych oraz doradza członkom Stowarzyszenia w kwestiach energetycznych. Prelegent w ramach cyklu szkoleń dotyczących społeczności energetycznych, organizowanych przez Związek Miast Polskich oraz Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa.

 

 

Energetyka obywatelska to odwrócenie istniejącego porządku w energetyce. Oto odbiorca, czyli każdy z nas korzystający z energii, sam może stać się producentem lub korzystać z taniej i czystej energii, w tym ciepła, produkowanej lokalnie przez kogoś innego niż wielkie przedsiębiorstwo energetyczne.

Model ten opiera się na odnawialnych źródłach energii, pozwalając czerpać korzyści bez ogromnych nakładów finansowych, z jakimi wiąże się np. instalacja fotowoltaiki czy własnej turbiny wiatrowej. Ten krok w stronę demokratyzacji i decentralizacji systemu energetycznego jest nie tylko korzystny dla środowiska i naszych portfeli. To rozwiązanie cenne także z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego, o czym w niespokojnych czasach blackoutów i wojen hybrydowych musimy pamiętać. Ale by móc w pełni korzystać z zalet energetyki obywatelskiej, musimy wspierać jej rozwój konkretnymi rozwiązaniami prawnymi.

Czym charakteryzuje się energetyka obywatelska?

Energetyka obywatelska to jeden z kluczowych filarów unijnej strategii transformacji energetycznej, która za cel stawia sobie osiągnięcie neutralności klimatycznej w 2050 r. Celem jest aktywizacja obywateli, samorządów i lokalnych podmiotów na rynku energii, w charakterze nie tylko odbiorców, ale także producentów lub dystrybutorów. Społeczności energetyczne mają potencjał demokratyzowania systemu energetycznego i zwiększania akceptacji dla OZE oraz transformacji energetycznej. Przecież szum wiatraka, który pracuje dla nas, będzie nas raczej cieszył, niż martwił.

Ten model pomaga także redukować poziom ubóstwa energetycznego oraz wzmacniać lokalne gospodarki. W społecznościach energetycznych Unia Europejska dostrzega narzędzie do decentralizacji produkcji energii, zwiększenia jej efektywności oraz budowania odporności systemów energetycznych na kryzysy.

Wejście tego modelu na rynek energetyczny wymaga przeprowadzenia licznych zmian. W szczególności konieczne jest wsparcie regulacyjne i finansowe, zwłaszcza tam, gdzie energetyka obywatelska stawia pierwsze kroki.

Takim państwem jest ciągle Polska. Nie mamy ani lat doświadczeń, ani dużej liczby społeczności energetycznych, mamy za to olbrzymi potencjał uśpiony w istniejących regulacjach prawnych. Warto zatem im się przyjrzeć.

Polskie ramy prawne i funkcjonowanie społeczności na ich podstawie

  • Prosument zbiorowy

Podmiot uregulowany w ustawie o OZE, który może być zastosowany w przypadku mikro- i małych instalacji przyłączonych do instalacji budynków wielolokalowych (mieszkalnych, usługowych i o mieszanym charakterze). Wyprodukowana energia może zasilać nie tylko części wspólne tych budynków, ale i lokale prywatne. Prosumenci korzystają ze wsparcia w postaci net-billingu, który polega na sprzedaży nadwyżek energii do sieci po cenach rynkowych oraz zakupie energii w razie potrzeby. Na koniec 2024 r. funkcjonowało jedynie trzech prosumentów zbiorowych. 

  • Prosument wirtualny

Przepisy ustawy o OZE w pełni wejdą w życie dopiero pod koniec 2026 r. W założeniach pozwolą na korzystanie z energii wyprodukowanej nawet na drugim końcu kraju. Prosumenci mają korzystać ze wsparcia w postaci net-billingu.

  1. Klaster energii 

Porozumienie zawierane na podstawie ustawy o OZE łączące jednostkę samorządu terytorialnego oraz podmioty zlokalizowane na obszarze pięciu gmin lub jednego powiatu. Klaster może prowadzić szeroką działalność w zakresie energetyki – od wytwarzania, przez jej dystrybucję, po m.in. magazynowanie. Nacisk w klastrze kładzie się na rynkowe zasady działania oraz umowę, która określi wzajemne relacje, prawa i obowiązki członków klastra. Energia produkowana w klastrze nie korzysta z żadnego mechanizmu wsparcia. Projekt przepisów w tym zakresie nie zyskał akceptacji Komisji Europejskiej. W rejestrze klastrów, który co prawda nie jest obligatoryjny, widnieje zaledwie jedenaście podmiotów (wg stanu na 4 listopada 2025 r.).

  1. Spółdzielnie energetyczne 

Podmioty także uregulowane ustawą o OZE. Mogą być tworzone na obszarze maksymalnie trzech sąsiadujących ze sobą gmin wiejskich lub miejsko-wiejskich. Ich celem jest wspólne wytwarzanie, magazynowanie i zużywanie energii lub ciepła z OZE na potrzeby członków. Spółdzielnia nie działa dla zysku – nie może sprzedawać nadwyżek energii, a jej działalność ma charakter społeczny i lokalny. Członkowie korzystają ze wsparcia w postaci net-meteringu, który pozwala odebrać 60% energii, która nie została zużyta. Obecnie do wykazu spółdzielni wpisane jest ponad 187 podmiotów (wg stanu na 4 listopada 2025 r.), ale liczba ta ciągle rośnie.

  1. Obywatelskie społeczności energetyczne 

Ta regulacja jest zawarta w Prawie energetycznym. Obejmuje ona szeroką grupę uczestników: osoby fizyczne, samorządy, mikroprzedsiębiorstwa i organizacje pozarządowe. Może prowadzić działalność w zakresie wytwarzania, dystrybucji, magazynowania i sprzedaży energii, pod warunkiem że jej głównym celem nie jest zysk, lecz korzyść społeczna i środowiskowa. W Polsce w ciągu roku funkcjonowania przepisów powstała tylko 1 OSE. Być może dlatego, że wsparcie, z którego mogą korzystać te społeczności, jest ograniczone do aukcji energii i sprzedaży energii po stałej cenie, o ile została wyprodukowana w biogazowni. Jeżeli OSE nie chce lub nie może skorzystać z tych mechanizmów wsparcia, musi korzystać z zasad rynkowych, bez dodatkowych preferencji.

Bariery na drodze do społecznej energetyki

Wdrażanie społeczności energetycznych napotyka liczne bariery: brak jasnych procedur, ograniczenia prawne oraz niewystarczające wsparcie finansowe. Mimo że regulacje prawne przewidują liczne formy kolektywnego wytwarzania energii, wiele z nich nie znajduje praktycznego zastosowania, ponieważ są nieczytelne. Problemem jest brak strategii rozwoju i kampanii społecznych przybliżających ideę energetyki obywatelskiej. Tego nadal brakuje w lipcowej wersji projektu Krajowego Planu na rzecz Energii i Klimatu.

Więcej o barierach w odniesieniu do spółdzielni energetycznych można przeczytać w raporcie z badań: Czego potrzebują spółdzielnie energetyczne? Nowy raport Frank Bold | Frank Bold

Mimo tych trudności spółdzielnie energetyczne rozwijają się i przybywa ich z tygodnia na tydzień. Jest więc nadzieja, że transformacja energetyczna w końcu się dokona, jeśli nieodgórnie, to oddolnie, siłami i staraniami obywateli. Musimy więc pilnować, aby rozwiązania z potencjałem były rozwijane, a obywatele angażujący się w procesy inwestycyjne mieli pewność, że ich projekty będą funkcjonować przez długie lata.


Agnieszka Stupkiewicz- radczyni prawna i ekspertka Fundacji Frank Bold, specjalizująca się w prawnych aspektach społeczności energetycznych i energetyki obywatelskiej. Współautorka poradnika „Prawne aspekty tworzenia społeczności energetycznych” oraz licznych analiz dotyczących regulacji krajowych i unijnych. Wspiera samorządy w tworzeniu lokalnych inicjatyw energetycznych, prowadząc szkolenia i warsztaty m.in. dla gmin. Prelegentka na ogólnopolskich konferencjach branżowych. Wyróżniona przez „Forbes Women” w rankingu „25 prawniczek w biznesie 2023”.


Energetyka obywatelska to dziś jedna z najbardziej inspirujących przestrzeni transformacji — dlatego 8 grudnia 2025 w Senacie RP zapraszamy na wyjątkowy Parlamentarny Okrągły Stół poświęcony Spółdzielniom Energetycznym i Obywatelskim Społecznościom Energetycznym. To spotkanie dla parlamentarzystów, przedstawicieli ministerstw, samorządowców, ekspertów i naukowców oraz wszystkich obywateli, którzy chcą uczestniczyć w tworzeniu nowoczesnej, społecznej i odpowiedzialnej energetyki w Polsce.

Data: 8 grudnia 2025 r.
Godzina: 9:30 – 12:30
Miejsce: sala 182, Senat RP, ul. Wiejska 6, 00-902 Warszawa

Plan konferencji

Prowadząca: Klaudia Urban, dziennikarka

9:30 – 9:40 – Otwarcie spotkania, Senatorka Joanna Sekuła

9:40 – 10:40 – Prezentacje – podsumowanie projektu, rekomendacje:

  • Energetyka obywatelska w Polsce: wprowadzenie – Radosław Gawlik, Stowarzyszenie Ekologiczne EKO-UNIA
  • Spółdzielczość Energetyczna jako nowa forma prosumeryzmu – perspektywy rozwoju, szanse i zagrożenia – Łukasz Pałucki, prezes Krajowego Związku Rewizyjnego Spółdzielni Energetycznych
  • Obywatelskie Społeczności Energetyczne w perspektywie UE i Polski – ramy prawne i finansowe, zaangażowanie społeczeństwa – Dariusz Szwed, Zielony Instytut

10:40 – 11:00 – Przerwa kawowa

11:00 – 12:30 – Otwarta dyskusja w formie okrągłego stołu: Korzyści dla społeczeństwa z rozwoju spółdzielni energetycznych i obywatelskich społeczności energetycznych

12:30 – Poczęstunek

Rejestracja

Ze względu na ograniczoną liczbę miejsc o udziale decyduje kolejność zgłoszeń.

Udział jest bezpłatny.

Osoby zainteresowane udziałem w spotkaniu prosimy o zgłoszenie do Katarzyny Kubiczek: kkubiczek[małpa]eko.org.pl

Uwaga: w treści zgłoszenia prosimy o podanie danych:

  • imię i nazwisko,
  • afiliacja / nazwa instytucji (jeśli dotyczy),
  • numer PESEL,
  • numer telefonu kontaktowy.

Gwarancją uczestnictwa jest otrzymanie potwierdzenia rejestracji drogą e-mail. Niezbędne dane uczestników zostaną przekazane do biura przepustek Senatu RP.

Patronat medialny

 

 


Projekt realizowany w ramach Inwestycji G1.1.4 Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększenia Odporności: Wsparcie dla instytucji wdrażających reformy i inwestycje w ramach REPowerEU