Za nami trzy miesiące pełnej mocy systemu kaucyjnego

Informacja prasowa

Od startu systemu – de facto przez trzy miesiące – Polacy zwrócili 520 milionów puszek i butelek ze znakiem kaucji. Najnowsze dane potwierdzają, że system kaucyjny nie tylko działa z pełną mocą, ale realnie zmienia codzienne nawyki konsumentów i rynek opakowań. Efekty widać już dziś – w czystszym otoczeniu i rosnącym udziale surowców wracających do obiegu.

Najważniejsze informacje:

  • System kaucyjny funkcjonuje od 1 października 2025 r. Tempa nabrał jednak w pierwszym kwartale 2026 roku.
  • Od 1 stycznia 2026 obserwujemy systematyczny wzrost liczby opakowań objętych systemem, a także tych już zwróconych.
  • Do końca marca zostało zwróconych ok. 520 mln pustych opakowań.
  • W całym kraju funkcjonuje 52 tys. miejsc, w których można oddać opakowania.
  • Sklepy poniżej 200 m kw. odgrywają istotną rolę – to właśnie w lokalnych placówkach działa ok. 24 tys. miejsc przyjmowania opakowań, co znacząco zwiększa dostępność systemu.

„System kaucyjny działa z pełną mocą od ponad trzech miesięcy i realnie zmienia codzienne nawyki konsumentów oraz naszą wspólną rzeczywistość. Gospodarka obiegu zamkniętego zaczyna przynosić wymierne efekty, co potwierdzają liczby: do tej pory zebraliśmy około 520 milionów opakowań. W połowie marca informowaliśmy, że było ich 300 milionów. Więc widać wyraźny postęp – w ciągu dwóch tygodni liczba zebranych opakowań wzrosła o 66%. Szacujemy, że miesięcznie będziemy zbierać około pół miliarda sztuk opakowań” – wiceministra klimatu i środowiska Anita Sowińska podczas konferencji prasowej.

Cała Polska dba o środowisko
System kaucyjny stał się naturalną częścią zakupów, a puste opakowania wracają do obiegu w coraz większych ilościach. Z najnowszych danych wynika, że w 52 tys. punktów zwrócono już łącznie 520 mln sztuk opakowań. 78% tej puli stanowią opakowania zwrócone za pośrednictwem maszyn RVM, tzw. kaucjomatów, które funkcjonują w 9,5 tys. lokalizacji.

To najchętniej wybierany sposób zwrotu, jednak niejedyny. Warto pamiętać, że obok automatycznej, w ponad 40 tys. sklepów funkcjonuje również ręczna zbiórka opakowań. To równie szybki i sprawny sposób na oddanie opakowań i odbiór kaucji. Brak maszyny RVM w sklepie nie oznacza więc, że sklep nie prowadzi zbiórki. W przypadku, gdy urządzenie jest nieczynne, zapełnione lub odmawia przyjęcia prawidłowo oznakowanego opakowania, sklep ma obowiązek przyjąć je ręcznie i rozliczyć kaucję, np. przy kasie. Z kolei automat może wydać bon, który na prośbę klienta musi zostać wymieniony na gotówkę w kasie.

W małych sklepach siła
Ważną częścią systemu kaucyjnego są lokalne społeczności i zaangażowanie mniejszych placówek handlowych. Choć ustawowy obowiązek zbiórki opakowań spoczywa na dużych sklepach o powierzchni powyżej 200 metrów kwadratowych, to już 24 tysiące mniejszych punktów zdecydowało się dołączyć do systemu dobrowolnie. To aż 46% wszystkich punktów zwrotu.

Dla lokalnych przedsiębiorców udział w tym mechanizmie oznacza realne korzyści: dodatkowe wpływy z opłaty handlingowej oraz przyciągnięcie klientów. Dzięki temu system budowany jest w oparciu o codzienne potrzeby mieszkańców, pozwalając im na wygodny zwrot opakowań przy okazji codziennych zakupów, bez konieczności wyprawy do dalekiego marketu.

Powszechny system kaucyjny
Obok ceny napoju w sklepie powinna znajdować się wyraźna informacja o wysokości kaucji, co umożliwia klientom zweryfikowanie kwoty doliczanej do paragonu. Przedsiębiorca prowadzący jednostkę handlową lub inny punkt zbierający opakowania ma obowiązek udostępnić w widocznym miejscu informacje dotyczące zasad zwrotu pustych opakowań oraz sposobu odzyskania kaucji.
Powszechny system kaucyjny działa bezparagonowo. Sklepy powyżej 200 m kw. oraz mniejsze placówki, które dobrowolnie przystąpiły do systemu, mają obowiązek przyjmować wszystkie opakowania ze znakiem kaucji – niezależnie od marki, rodzaju napoju, czy obecności danego produktu w ich ofercie sklepu. Wysokość zwrotu zawsze odpowiada kwocie wskazanej na etykiecie.

Notatka prasowa

Prawie połowa uczestników ubiegłorocznej, czwartej edycji globalnego badania „Who Cares, Who Does?” (tłum. “Komu zależy, a komu nie?”) deklaruje, że pandemia COVID-19 uświadomiła im, jak ważny jest zrównoważony rozwój w podejmowaniu codziennych decyzji.

W raporcie, przeprowadzonym przez Kantar na 90 tysiącach respondentów w 26 krajach, gospodarstwa domowe podzielono na trzy kategorie w oparciu o ich proekologiczne zachowania. Dobrą wiadomością jest to, że najbardziej powiększyła się (z 16 do 22% w ciągu dwóch lat) grupa osób, która w największym stopniu troszczy się o środowisko i podejmuje wiele wysiłku w celu zmniejszenia ilości wytwarzanych odpadów. Kolejne 40% stanowią osoby, które martwią się o środowisko, ale nie podejmują zbyt wielu działań w celu zmniejszenia ilości odpadów z tworzyw sztucznych w swoim otoczeniu. Ostatnią, prawie tak samo liczną grupą (38%) tworzą gospodarstwa domowe, których przedstawiciele w niewielkim stopniu lub wcale nie interesują się środowiskiem i nie podejmują żadnych kroków w celu zmniejszenia ilości odpadów. Jednocześnie zauważalna jest wyraźna zmiana pokoleniowa w kierunku coraz większej świadomości ekologicznej i gotowości do wybierania produktów bardziej przyjaznych dla środowiska mimo ich często wyższej ceny.

Do pierwszej z wymienionych wcześniej grup zaliczają się głównie milenialsi, którzy stanowią największy odsetek (36%) w grupie osób świadomych ekologicznie, podczas gdy najmniej jest wśród nich przedstawicieli tzw. cichego pokolenia (4%), czyli ich dziadków i babć urodzonych w latach 30. i 40. Najmłodsze pokolenie Z, mimo dużej wiedzy i zaangażowania, to w większości wciąż nastolatki, które mają bardziej ograniczoną siłę nabywczą. Aktualnie najwięcej więc zależy od milenialsów, czyli w dużej mierze młodych rodziców. Pojawienie się dzieci ma największy wpływ na zmianę ich nawyków zakupowych w kierunku bardziej odpowiedzialnym środowiskowo.

Młodzi rodzice przeżywają często szokujące zderzenie z rzeczywistością w postaci ogromnej liczby produktów jednorazowych dla dzieci oraz jeszcze większej ilości odpadów generowanych w trakcie opieki nad niemowlęciem. Według ostrożnych szacunków międzynarodowej Agencji Ochrony Środowiska (EPA) na jedno dziecko w okresie pieluchowania przypada co najmniej 5 tysięcy zużytych pieluch, które trafiają w większości do odpadów zmieszanych, a następnie na wysypisko śmieci. 7% odpadów wytwarzanych przez gospodarstwa domowe na całym świecie stanowią zużyte pieluszki, z których zdecydowana większość to produkty jednorazowe rozkładające się ponad 100 lat. Ich zawartość to nie tylko odchody, ale także cały szereg chemikaliów – między innymi dioksyny, ftalaty (substancja toksyczna, szczególnie niebezpieczna dla dzieci) oraz związki bakteriobójcze.

Nic więc dziwnego, że pod presją rodziców-użytkowników pieluch wiele firm i instytucji badawczych na całym świecie szuka rozwiązań mogących ograniczyć skalę problemu. Stosowanie jednorazowych pieluch wygrywa z alternatywą, jaką jest wielopieluchowanie, przez ogromną łatwość i wygodę użytkowania, ale przez ich złożoną strukturę recykling jest bardzo trudny do realizacji. Wśród najciekawszych eksperymentów w tym obszarze jest prototyp maszyny stworzony przez zespół naukowców z tajwańskiego Uniwersytetu Chung Hua, która w ciągu godziny jest w stanie przekształcić 100 kilogramów zużytych pieluch w surowce wtórne. Urządzenie może być używane w miejscach, w których zużywa się dużo pieluch, na przykład w szpitalach. Od powszechnego stosowania tego typu rozwiązań wciąż jednak dzieli nas wiele lat. Na szczęście na rynku, w tym w Polsce, pojawiły się już pieluszki jednorazowe o bardziej naturalnym składzie i wyższym stopniu biodegradacji. Do ich produkcji wykorzystywane jest najczęściej wysokiej jakości włókno bambusowe lub bawełna organiczna.

“Nasze pieluszki stworzyliśmy z myślą o dzieciach i ich przyszłości. Cały czas szukamy odnawialnych materiałów i staramy się dbać zarówno o maksymalną ochronę delikatnej skóry dziecka, jak i zmniejszać zanieczyszczenie środowiska” – tłumaczy Anna Kubielska, współzałożycielka polskiej marki Bambiboo produkującej pieluchy o zminimalizowanym negatywnym wpływie na środowisko. We wszystkich jednorazowych pieluszkach marka stosuje wyłącznie materiały pochodzenia roślinnego przy skórze i biopochodną, całkowicie bezchlorową pulpę drzewną pochodzącą z odpowiedzialnie zarządzanych lasów.

Coraz bardziej ekologiczne nawyki dotyczące produktów codziennego użytku to nie tylko moda, ale i konieczność, zwłaszcza dla rodziców dzieci w okresie pieluchowania. Na szczęście dostępnych rozwiązań jest coraz więcej w odpowiedzi na rosnące oczekiwania konsumentów. Nikt nie chce przecież skazać swoich dzieci na życie na zaśmieconej i zatrutej planecie.

Komisja Europejska 30 listopada opublikowała pakiet wniosków dotyczący gospodarki o obiegu zamkniętym. Jednym z jego elementów jest rozporządzenie kładące bezprecedensowy jak dotąd nacisk na minimalizację odpadów opakowaniowych, upowszechnienie opakowań wielokrotnego użytku oraz obowiązkowość wprowadzenia systemu kaucyjnego. Cele te są zbieżne z ideą zero waste, która dzięki pracom legislacyjnym KE z ruchu społecznego zamienia się na naszych oczach w prawo obowiązujące na terenie całej Unii Europejskiej.

Mimo przyjętych w 2019 r. nowelizacji ustaw o odpadach, tzw. pakietu odpadowego, Unii Europejskiej nie udało się uchronić przed zalewem odpadami opakowaniowymi. Ich ilość “rośnie szybciej niż faktyczny recykling, a przyrost ten w ciągu ostatnich 10 lat wyniósł ponad 20%, w szczególności jeśli chodzi o opakowania jednorazowego użytku. Bez wprowadzenia dodatkowych środków wolumen wytwarzanych odpadów z tworzyw sztucznych wzrósłby o 46% do 2030 r. i o 61% do 2040 r. w porównaniu z rokiem 2018” – czytamy na stronach KE.

Rozporządzenie zostanie zaprezentowane w Parlamencie Europejskim i w Radzie UE,
gdzie zostaną odpowiednio podniesione ambicje celów i kierunek działań, a pewne niedociągnięcia zostaną poprawione. Za najważniejsze zmiany już należy uznać: bezpośrednią transpozycję prawa UE do prawa krajowego poprzez rozporządzenie, wiążące cele zapobiegania zaśmieceniu odpadami opakowaniowymi, co ma zatrzymać i odwrócić aktualny niekorzystny trend wzrostowy, nacisk na wielorazowość opakowań i obowiązkowe systemy kaucyjne w całej Unii.

Piotr Barczak
European Environmental Bureau

Rozporządzenie: zero waste prawem, nie wyborem

Decyzja Brukseli jest wynikiem zniecierpliwienia nieskutecznym działaniem rządów poszczególnych państw-członków Unii, w tym Polski. Dotychczasowe regulacje w zakresie odpadów były wprowadzane w formie dyrektyw, co pozostawiało rządom wiele dowolności w wyborze form i środków i nie doprowadziło do zmniejszenia ilości odpadów. A wręcz odwrotnie!

Rozporządzenie to efektywne narzędzie wdrażania przepisów. W przeciwieństwie do dyrektywy rozporządzenie bezpośrednio wdraża prawo UE i dotyczy wszystkich państw członkowskich w identycznym zakresie. Co zatem czeka nas w niedalekiej przyszłości?

Minimalizacja odpadów opakowaniowych

O zmniejszeniu produkcji opakowań mówi się od dawna. Skąd więc taki entuzjazm w stosunku do celów zawartych w rozporządzeniu KE? Dotychczas ilość wprowadzanych na rynek opakowań stale rosła. Wniosek ma odwrócić ten szkodliwy trend. Co prawda założenia są dość skromne 5% do 2030 r., 10% do 2035 r. i 15% do 2040 r., ale jak ocenia specjalista z European Environmental Bureau, Piotra Barczaka to bardzo ważna zmiana: – Mimo działań i deklaracji biznesu nie udało się zredukować produkcji odpadów opakowaniowych. Nadszedł więc czas na ograniczenia wprowadzane przez obowiązkowe prawo europejskie. W procesie legislacyjnym inne instytucje UE dalej zwiększą ambicje tych celów redukcyjnych.

Reuse: ponowne użytkowanie

Zwrot ku wielorazowości to długo wyczekiwana rewolucja w polityce odpadowej Unii, szczególnie przez ruchy zero waste. Konsumenci będą mogli kupować niektóre produkty w opakowaniach wielorazowych lub wielokrotnego napełniania albo w ogóle bez opakowania. W tym celu we wniosku wprowadzono obowiązkowe wartości docelowe dotyczące ponownego użycia lub ponownego napełnienia dla różnych sektorów, w tym sektora napojów (bezalkoholowych i alkoholowych), sektora dań na wynos i handlu elektronicznego. Aby je spełnić przewidziano również obowiązkowe systemy zwrotu kaucji. Wielorazowość wymusi także pewną standaryzację formatów opakowań. Zakazane będą zbędne opakowania, np. owijki owoców i warzyw czy miniaturowe opakowania jednorazowego użytku w hotelach.

To ruch w bardzo dobrym kierunku, ponieważ Komisja Europejska dostrzegła ogromny potencjał prośrodowiskowy drzemiący w opakowaniach wielorazowych. Wydaje się jednak, że proponowane w tej materii cele mogłyby być bardziej ambitne. O ich zwiększenie będziemy aktywnie zabiegać w Parlamencie Europejskim.

Filip Piotrowski
Polskie Stowarzyszenie Zero Waste

Frans Timmermans zwrócił uwagę na na jeszcze jeden aspekt takiej zmiany. Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej mówił, że podczas gdy producenci opakowań jednorazowego użytku „muszą inwestować w zmiany”, zachęcanie do opakowań wielorazowych wygeneruje ponad 600 tys. miejsc pracy w branży do 2030 r.

Rozporządzenie Komisji Europejskiej to dobra wiadomość dla ekologów. Cele zawarte w dokumencie przyświecały członkom Polskiego Stowarzyszenia Zero Waste od momentu założenia. Cieszy nas podniesienie filozofii zero waste do rangi prawa na terenie całej Unii Europejskiej. W takich dniach czujemy dumę, że wybrany przez nas sposób życia teraz na drodze legislacji staje się podstawą myślenia o gospodarce. Za tą filozofią stoją codzienne świadome wybory tysięcy osób, społeczności, którą współtworzyliśmy w Polsce w odpowiedzi na wyzwania współczesności – podsumowuje Patrycja Kita, koordynatorka kampanii społecznej Kaucja wraca, Polskie Stowarzyszenie Zero Waste.

Źródło: Polskie Stowarzyszenie Zero Waste


 

Wyniki najnowszych badań konsumenckich wykonanych przez renomowaną firmę SWReseach w grudniu 2021 r. potwierdzają, że polscy konsumenci widzą potrzebę włączenia puszek po napojach do przyszłego systemu depozytowo-kaucyjnego.

– 60% konsumentów jest za objęciem puszek systemem depozytowo-kaucyjnym (włączenie do systemu oznaczałoby pobieranie za to opakowanie kwoty depozytu i jej oddawanie przy zwrocie pustego opakowania).

– 94% respondentów badania deklaruje gotowość do zwrotu puszek po napojach do sklepów i odbioru pobranego przy zakupie napoju depozytu.

– 77% konsumentów uważa, że objęcie puszki systemem depozytowo-kaucyjnym przyczyni się do zmniejszenia zanieczyszczenia środowiska.

Zarówno Polska Federacja Producentów Żywności Związek Pracodawców i Związek Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego – Browary Polskie reprezentujące firmy wprowadzające napoje na rynek, jak i Polskie Stowarzyszenie Zero Waste działające na rzecz zmiany wzorców produkcji i konsumpcji w kierunku gospodarki o obiegu zamkniętym, w pełni popierają oczekiwania polskich konsumentów odnośnie objęcia przez system depozytowo-kaucyjnym puszek po napojach. Jest to najefektywniejszy i najpewniejszy sposób na zapewnienie obiegu zamkniętego tego materiału opakowaniowego i jednocześnie odpowiada na potrzeby polskich konsumentów.

Puszka po napojach (w tym po piwie) stanowi ok. 1/3 opakowań napojowych na rynku i brak tego typu opakowania znacząco osłabiłoby polski system depozytowo-kaucyjny.

Znacznie lepiej jest korzystać z doświadczeń europejskich. Dotychczas 24 kraje wprowadziły lub planują wdrożyć system kaucyjny. Wszystkie 11 działających systemów kaucyjnych obejmuje metalowe puszki. 7 pozostałych państw, które już mają szczegółowe dane na temat kształtu systemu także zdecydowały o zbieraniu puszki w ramach kaucji. Tylko takie podejście gwarantuje redukcję zaśmiecania, maksymalizację poziomów zbiorki i czystość surowca. Wzrost Ilości zebranych puszek spowoduje wykładniczy wzrost produkcji tego typu opakowań na bazie recyklatu, co ma kapitalne znaczenie dla rozwoju GOZ oraz redukcji emisji CO2. Nie ma najmniejszego powodu, by nie stało się tak w Polsce – twierdzi Filip Piotrowski z Polskiego Stowarzyszenia Zero Waste.

Zarówno obecne, jak i przyszłe obowiązkowe poziomy zbiórki i recyklingu wymagają efektywnego ekonomicznie i środowiskowo systemu. Nie może on, tak jak ma to miejsce dzisiaj opierać się wyłącznie na przypadkowych osobach, dorywczo zbierających tego typu odpady, do czego motywuje je wysoka obecnie cena zebranego surowca. Należy zbudować system, który będzie odporny na wahania cen lub działanie innych czynników społeczno-gospodarczych, które mogą wpłynąć na osiągane poziomy zbiórki tych opakowań, a co za tym idzie na poziom ich recyklingu. Jeśli np. cena aluminium spadnie, nie będzie zachęty do zbierania surowca. Obecnie stosowany sposób zbiórki nie ma również żadnego potencjału do zwiększenia jego efektywności, co w perspektywie zwiększających się systematycznie wymagań dotyczących poziomów recyklingu metali, negatywnie wpłynie na możliwość realizacji tych zobowiązań przez firmy wprowadzające tego typu produkty na rynek. W konsekwencji będą ponosić wysokie kary.

Uwzględnienie w systemie depozytowo-kaucyjnym tego typu opakowań systemowo rozwiązuje wymienione powyżej negatywne środowiskowo i gospodarczo problemy, z następujących powodów:

– uniezależnienie poziomu zbiórki, a co za tym idzie recyklingu, od ceny surowca na wolnym rynku,

– system depozytowy-kaucyjny jest najszybszym sposobem podniesienia poziomów zbiórki i recyklingu,

– odpowiedzialność za zebranie i recykling puszek zostanie wyraźnie przypisana do producentów napojów i stworzonego przez nich kompleksowego systemu depozytowo-kaucyjnego, który będzie działał pod ścisłą kontrolą organów państwowych,

– puszki jako odpad opakowaniowy nabędą wartość nie tylko dla niezależnych zbieraczy i punktów skupu surowców wtórnych, których funkcjonowanie zależy wyłącznie od ceny surowca, ale dla wszystkich konsumentów. Za każdym razem, gdy konsument zakupi napój w puszce będzie miał zachętę w postaci depozytu do zwrócenia puszki do jednego skoordynowanego i w pełni rozliczalnego systemu zbierającego opakowania. W ten sposób recyklerzy otrzymają dostęp do wysokiej jakości surowca

– włączenie puszki do systemu depozytowo-kaucyjnego oznacza niewspółmierne do obecnego zwiększenie dostępności punktów zwrotu tego rodzaju opakowania – będzie można je oddać praktycznie w każdej placówce handlowej, a nie tylko w funkcjonujących często na uboczu punktach skupu surowców wtórnych,

– włączenie puszek po napojach do systemu depozytowo-kaucyjnego zapewni również realizację zapisanej w dyrektywie unijnej oraz w obowiązującej od stycznia br. nowelizacji ustawy o odpadach, zasady kosztu netto poprzez rozliczenie co do sztuki zebranych opakowań i przypisanie ich do konkretnej firmy wprowadzającej. Obecnie funkcjonujące rozwiązanie nie daje takiej możliwości.

System depozytowo-kaucyjny zapewni stałą i pewną zbiórkę puszek po napojach i piwie na bardzo wysokim, około 90% poziomie, czyli wyższym o ok. 10 punktów procentowych od obecnie osiąganych rezultatów. Przekłada się to na ok. 400 milionów puszek rocznie więcej zebranych i poddanych recyklingowi niż ma to miejsce dziś. Jednocześnie puszka z opłatą depozytową będzie instrumentem, który pomoże małym sklepom w utrzymaniu lojalności konsumentów – uważa Andrzej Gantner, wiceprezes Polskiej Federacji Producentów Żywności Związku Pracodawców.

Objęcie systemem depozytowo-kaucyjnym puszek po napojach zapewni stały, zrównoważony strumień tego surowca dla hut metali, co stanowi podstawę do podejmowania przez nie decyzji inwestycyjnych dotyczących zwiększenia potencjału produkcyjnego. Dodatkowo będą one miały zapewniony popyt na zrecyklowany surowiec, choćby ze względu na wewnętrzne cele producentów napojów i piwa w zakresie zrównoważonego rozwoju – stwierdza Bartłomiej Morzycki dyrektor generalny Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego – Browary Polskie.

Uwzględnienie puszek po napojach w systemie kaucyjno-depozytowym będzie więc istotnym impulsem dla rozwoju polskiej gospodarki, a jednocześnie pozwoli zmniejszyć ślad węglowy w całym łańcuchu wartości kategorii napojowej. Pozwoli na wypełnienie przez firmy wprowadzające napoje w puszkach obowiązków wynikających z dyrektywy unijnej oraz przyczyni się do wzmocnienia gospodarki obiegu zamkniętego.

Źródło: Polskie Stowarzyszenie Zero Waste


 

FEnIKS (Fundusze Europejskie na Infrastrukturę, Klimat i Środowisko) to największy program w ramach siedmioletniej perspektywy budżetowej całej Unii Europejskiej. Opiewa na kwotę ponad 25 mld EURO i jest nawet większy od części grantowej Krajowego Planu Odbudowy. Właśnie zakończyły się konsultacje społeczne w jego sprawie. Przedstawiony na nich projekt jest daleki od doskonałości.

Stanowisko ws programu FEnIKS 07.2021_projekt

Zdaniem Polskiej Zielonej Sieci, Młodzieżowego Strajku Klimatycznego i Koalicji Ratujmy Rzeki to może być stracona szansa na przeciwdziałanie zmianom klimatu. I to jedna z ostatnich.

Ponieważ raporty naukowe sygnalizują nieustannie pogarszający się stan klimatu, to może być ostatni budżet UE, w którym mamy realną szansę na zahamowanie tych zmian – czytamy w stanowisku PZS, MSK i KRR.

Od ogółu…

Mimo, że FEnIKS to krajowy program operacyjny, zawiera mniej szczegółów niż Umowa Partnerstwa. A powinien ją rozwijać i konkretyzować. Nawet ten zbyt ogólny projekt programu ma swoje mocne strony: zawiera wiele rozwiązań, które pomogą ograniczyć emisje gazów cieplarnianych, np. potrzebne inwestycje w transport szynowy czy zeroemisyjny transport miejski.

Niestety jego podstawową wadą jest to, że kwestie klimatu nie stanowią strategicznego celu programu. Towarzyszą jedynie wielkim inwestycjom infrastrukturalnym. Brak konkretów utrudnia ocenę faktycznego wpływu planowanych, wartych miliardy euro inwestycji, na realizację celów klimatycznych. Nie ma nawet rzetelnej oceny, czy program nie narusza unijnej zasady „nie czyń poważnych szkód” (DNSH). Mówi ona o tym, że żadne działania finansowane ze środków unijnych nie mogą pogarszać stanu środowiska naturalnego i przyczyniać się do eskalacji kryzysu klimatycznego.

Jak wskazują autorzy Stanowiska: Unia do realizacji celów Europejskiego Zielonego Ładu dąży z coraz większą determinacją. Dowodem na to jest pakiet przepisów Fit for 55, ogłoszony 14 lipca tego roku. Zawiera on propozycje konkretnych zmian w prawie unijnym, zmian prowadzących do osiągnięcia redukcji emisji gazów cieplarnianych o 55 proc. do 2030 roku. Niestety, program FEnIKs w ogóle się do tych celów nie odnosi. Brakuje ich zarówno w części ogólnej, opisującej program, jak i w przypadku propozycji konkretnych działań.

Do szczegółu…

Jedną z najbardziej kontrowersyjnychpropozycji w projekcie FEnIKS są gigantyczne wydatki na autostrady, sięgające 6,5 mld euro. To niemal ¼ wartości całego programu. Dla porównania, na zachowanie bioróżnorodności przeznaczono zaledwie 150 mln euro, choć to właśnie ten obszar powinien być jednym z głównych priorytetów FenIKS-a. Niestety takich nietrafionych koncepcji jest w projekcie więcej.

ENERGIA
FEnIKS skupia się np. na potrzebach przedsiębiorstw sektora energetyki, zamiast na zwiększaniu efektywności energetycznej i wyzwaniach zielonej transformacji energetycznej kraju. Już w poprzedniej perspektywie finansowej, w POIiŚ, przedsiębiorstwa zajmujące się dystrybucją gazu były największymi beneficjentami środków unijnych! To krzywdzące wobec prosumentów zbiorowych i społeczności energetycznych, które bazują na odnawialnych źródłach energii (OZE). A obowiązek wspierania rozwoju wszystkich typów prosumentów energii z OZE wynika z unijnej dyrektywy RED II, z której wdrożeniem Polska spóźnia się już miesiąc..

TRANSPORT
Projekt niestety koncentruje się na budowie dróg, na rozwoju żeglugi śródlądowej, a nie na realizacji unijnej strategii na rzecz zrównoważonej i inteligentnej mobilności, która jest częścią Europejskiego Zielonego Ładu. Strategia ta stawia na kolej i na inne formy nisko- i zero emisyjnego transportu. Projekt FEnIKS nie uwzględnia, że po wybudowanych z pieniędzy unijnych autostradach w Polsce jeszcze długo jeździć będą przede wszystkim pojazdy spalinowe, a to oznacza wzrost emisji nawet o 20%, podczas gdy potrzebny jest realny ich spadek.

GOSPODARKA ODPADAMI
Autorzy projektu zarezerwowali na selektywną zbiórkę odpadów środki finansowe zupełnie nieadekwatne do potrzeb – 89,5 mln zł. Rząd proponuje wydać nieproporcjonalnie duże środki na jedną instalację, która przyczyni się do zwiększenia poziomu recyklingu odpadów komunalnych o 0,78%, gdy te same środki wydane na niezbędne zakłady przetwarzania bioodpadów pozwoliłyby na osiągnięcie dziesięciokrotnie większego efektu.

RÓŻNORODNOŚĆ BIOLOGICZNA
Bezcelowe z gospodarczego punktu widzenia plany dotyczą rzek. Elektrownie wodne i szlaki żeglugowe nigdy nie zwrócą poniesionych kosztów, zniszczą za to ekosystemy rzeczne. FEnIKS nie wzmacnia też ochrony lasów, od lat osłabianej w Polsce.

EDUKACJA KLIMATYCZNA
Została potraktowana marginalnie. Nie da się walczyć z kryzysem klimatycznym bez zwiększania świadomości obywateli co do zmian klimatu.

Walka z katastrofą klimatyczną to dla Unii sprawa priorytetowa. Najwyższy czas, żeby Polska zaczęła poważnie do tego podchodzić. Zwłaszcza kiedy planuje wydawanie unijnych pieniędzy.

Źródło: Polska Zielona Sieć

Fot. Markus Spiske


 

Polski rynek suplementów oceniany jest jako obszar wysokiego zagrożenia, a wręcz nazywa się go „patologią w pigułce”.

Każdy z nas wcześniej czy później ulega chwytom marketingowym, które często sugerują, że działanie nic nie wartego suplementu jest równoznaczne z działaniem leku. Na początek wyjaśnijmy sobie jednak czym suplement diety jest, a czym nie jest.

Suplementy diety nie są wyrobami medycznymi, a jedynie uzupełniającymi produktami spożywczymi, będącymi skoncentrowanym źródłem składników odżywczych. Jak wskazują lekarze, te same składniki można znaleźć w każdej zrównoważonej i dobrze skomponowanej diecie.”

Obecnie właściwie każdy producent może wprowadzić suplement na rynek, deklarując jedynie jego skład organom sanitarnym w drodze tzw. notyfikacji. Najwyższa Izba Kontroli informuje, że w latach 2014-2016 połowa z takich notyfikacji nie została poddana weryfikacji, a kontrole ujawniły, że niezweryfikowane produkty często miały w swoim składzie niedozwolone, szkodliwe dla zdrowia składniki. W tzw. „spalaczach tłuszczu” wskazano na fałszowanie produktów stymulantami, podobnymi strukturalnie do amfetaminy. Z 45 losowo wybranych suplementów z zawartością niedozwolonych składników, aż 38 znajdowało się w sprzedaży, także internetowej. Na pierwszy rzut oka nie ma się do czego przyczepić. Skoro klient chce być nabijany w butelkę, to jego osobisty problem, w końcu mamy wolny rynek i każdy może wydawać swoje pieniądze na swój sposób! Świat wegan i wegetarian rośnie w imponującym tempie, a to stwarza fantastyczne warunki pod marketingowy greenwashing farmaceutyczny, na którym wizerunkowo odbija się poważnym i szczerym producentom. Wszyscy wiedzą, że bez mięsa i zagospodarowanego czasu na komponowanie diety należy starannie uzupełniać niedobory suplementami. Z pomocą nadciągają wtedy kolorowe pigułki.

Ministrze Zdrowia, co z naszym zdrowiem

Przyjrzyjmy się raportowi Najwyższej Izby Kontroli o suplementach sporządzonym dawno, bo aż trzy lata temu. Polacy wydają na suplementy ponad 3 mld zł. rocznie, zatem przydałoby się taki raport sporządzać częściej, tym bardziej, że wykazuje on ogromną ilość nieprawidłowości na rynku. W wyniku kontroli wyszło na jaw, że aż 89% próbek z grupy probiotyków nie posiadało stabilności w zakresie liczby żywych bakterii w okresie przydatności do spożycia. Oznacza to, że w pigułkach leżących na półce i czekających na spożycie, następował dynamiczny spadek liczby żywych bakterii. Takie pigułki wraz z opakowaniami stają się bezużytecznym odpadami. Raport wskazuje wyraźnie, że „Minister Zdrowia nierzetelnie wypełniał obowiązki związane z nadzorem nad przestrzeganiem przepisów prawa żywnościowego w odniesieniu do suplementów diety. Organ ten nie dokonywał oceny ryzyka, nie analizował prawdopodobieństwa wystąpienia zdarzeń niepożądanych, niebezpiecznych lub wyrządzających szkodę.” W skrócie, wydajemy piniądze, wciskamy w siebie leki, których skuteczność jest co najmniej wątpliwa, a odpady się gromadzą na tony.

Ministrze Klimatu, czas na monitoring

Nieprawidłowości ujawniono także w zakresie nadzoru i kontroli reklam suplementów diety. W raporcie z tego tytułu oberwało się wspomnianemu Ministerstwu Zdrowia, Urzędowi Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz organom Inspekcji Sanitarnej, a nawet po części Radzie Ministrów. Do tej listy można śmiało dodać Ministerstwo Klimatu, które dogląda gospodarkę odpadami. Polacy kupują rocznie około 240 milionów opakowań, które z reguły składają się z części tekturowej trafiającej do niebieskiego pojemnika oraz listków i blistrów, które trafiają do odpadów zmieszanych. Abstrahując od kompletnego marnotrawstwa drewnianego surowca, zarówno recykling jak i składowanie odpadów nie są tanimi rozwiązaniami, a w gospodarce odpadami wiecznie brakuje pieniędzy. Oprócz tego marnuje się energię, bowiem odpady bez prądu się same nie przetworzą. Odgazowywanie składowisk i wiele powiązanych z utylizacją gazów narzędzi również niemało kosztuje. Koszty są w dużej mierze przerzucane na obywatela.

Pobudka Panowie Ministrowie

Po przeczytaniu raportu nasuwa się jeden wniosek – przez niedopracowane regulacje trwonimy mnóstwo energii i surowców, a zdrowsi nie jesteśmy. Gotowych rozwiązań jest całe mnóstwo, począwszy od edukacji w zakresie racjonalnego stosowania suplementów diety, wprowadzenia systemu opłat za notyfikację suplementów diety czy systemu ostrzegania konsumentów przed niezbadanymi suplementami diety znajdującymi się w obrocie, podwyższenie kar pieniężnych dla podmiotów wprowadzających do obrotu niebezpieczne lub nielegalne suplementy diety, monitorowanie reklam oraz wprowadzenie ich zakazu dla suplementów diety z wykorzystaniem wizerunku osób ze środowiska medycznego lub farmaceutycznego.

Oprócz system kaucyjnego, którego domagają się Polacy, a który znacznie ograniczyłby generowane przez nas odpady, niezwykle ważne jest uregulowanie rynku suplementów. Może się bowiem okazać, że dzięki ograniczeniu odpadów nie będą w przyszłości nakładane na obywatela większe opłaty za ich wywóz. Społeczeństwo i państwo muszą zrozumieć prostą zasadę – mniej odpadów to mniejsze koszty. W dobie nieubłaganie pilnej potrzeby zmian w obliczu ocieplenia klimatycznego, trzeba sięgnąć do pracy u podstaw w polskim ustawodawstwie. Czas na porządek przez duże P.

Beata Borowiec

Autorka jest współprowadzącą portalu o charakterze środowiskowym i prozwierzęcym Ekowyborca. Związana z łódzkim oddziałem Extinction Rebellion.

W samym 2018 roku wygenerowaliśmy na całym świecie 50 milionów ton elektrośmieci takich jak porysowane telefony, stare komputery czy telewizory. Niestety recyklingowi poddaliśmy jedynie 20 procent z nich.

W październiku obchodziliśmy Międzynarodowy Dzień Bez Elektrośmieci – warto zatem zastanowić się, jak sukcesywnie zwiększać ten odsetek. Tym bardziej, że zdaniem Centrum UNEP/GRID-Warszawa, organizacji realizującej misję Programu ONZ ds. Środowiska w Polsce, e-odpady to biznes przyszłości i sposób na odzyskiwanie surowców naturalnych.

Przejście do bardziej cyfrowego świata oferuje niespotykane dotąd możliwości rozwoju. Taki potencjał stwarza jednak szereg problemów dotyczących gospodarowania elektrośmieciami, z którymi znaczna część osób nie wie, co zrobić. Zgodnie z raportem ONZ nt. globalnej sytuacji e-odpadowej, wspomniane 50 milionów ton elektrycznych i elektronicznych śmieci to 4,5 tys. wież Eiffla, które zajęłyby powierzchnię całego Manhattanu. Z tej liczby połowę stanowią urządzenia osobiste, czyli m.in. smartfony, laptopy czy tablety. Często trafiają na składowiska odpadów w Azji lub Afryce Zachodniej, które to regiony są głównymi odbiorcami tego rodzaju śmieci.

Jako społeczeństwo nie do końca zdajemy sobie sprawę z tego, że często wymieniane sprzęty również stają się odpadami, z którymi trzeba coś przecież zrobić. Potrzebujemy świadomości, że stają się zagrożeniem nie tylko dla środowiska, ale również dla naszego zdrowia. Źle zagospodarowane elektroodpady są istotnym źródłem toksycznych substancji w środowisku – mówi Łukasz Sosnowski, ekspert ds. gospodarki o obiegu zamkniętym, założyciel firmy doradczej GOZ WORLD.

Już w 2013 r. na każde przeciętne gospodarstwo domowe na świecie przypadało średnio 79 sprzętów elektrycznych i elektronicznych. Z uwagi na krótki cykl życia urządzeń, czyli częstą ich wymianę, nietrwałość produktów czy zwyczajny brak wiedzy o tym, że elektronikę należy poddawać recyklingowi, co roku do Kenii na składowiska odpadów trafia 17 tysięcy ton e-odpadów tj. tyle, co 130 milionów telefonów komórkowych.

Jeśli nie zaczniemy dawać sprzętom drugiego i trzeciego życia, to według danych wspieranego przez UN Environment raportu Światowego Forum Ekonomicznego w 2050 roku najprawdopodobniej wyprodukujemy aż 120 milionów ton elektrośmieci – dwukrotnie więcej niż w roku 2018. Odpowiedzią na zalew tego rodzaju odpadów jest idea gospodarki o obiegu zamkniętym. GOZ to z jednej strony sposób na wydłużenie życia sprzętów, dbanie o środowisko, a z drugiej nowy pomysł na zarabianie, czyli szansa dla biznesu, recyklerów i ecodesignerów.

Już na etapie projektowania urządzeń, GOZ zakłada zwiększenie ich użyteczności w procesie użytkowania. Przykładem są powszechnie używane ładowarki i zasilacze z tym samym typem końcówki. Ekoprojektowanie to również dbanie o jakość, by sprzęty służyły nam jak najdłużej lub by ich naprawa nie była czymś niemożliwym. Jako konsumenci, zamiast wyrzucać np. wciąż sprawną komórkę, możemy ją odsprzedać i w ten sposób nadać jej kolejne życie. Jeśli zaś urządzenie jest zepsute, wyrzucić do odpowiednich pojemników lub oddać do specjalnych punktów zbierania, w których recyklerzy wiedzą, jak zrobić z e-odpadów użytek.

Elektrośmieci to prawdziwy ukryty skarb. Szacuje się, że roczna wartość zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego to 62 miliardy dolarów. Kryje się w nim alternatywny sposób na odzyskanie cennych, ważnych dla gospodarki surowców, takich jak złoto czy srebro. To rodzaj nowoczesnego, miejskiego górnictwa – mówi Maria Andrzejewska, dyrektor Centrum UNEP/GRID-Warszawa.

Zdaniem Michała Kanownika, prezesa Związku Cyfrowa Polska, istnieje potrzeba stałego edukowania społeczeństwa na temat tego, czym są elektrośmieci i jak należy z nimi postępować. – Jest to zadanie dla nas, przedsiębiorców, ale też dla administracji, by budować świadomość społeczną o tym, jak kwestia odpowiedniego gospodarowania zużytym sprzętem ważna jest z punktu widzenia środowiska i gospodarki – podkreśla Kanownik.

W każdym domu znajdziemy przynajmniej kilka nieużywanych komórek, zepsutą drukarkę, z którą nie do końca wiemy co zrobić, dziesiątki kabli czy LEDowe żarówki. Jeśli wyrzucimy je do kosza z odpadami zmieszanymi, to z jednej strony zanieczyścimy środowisko toksycznymi substancjami, z drugiej zaś możemy zapłacić karę o wysokości nawet 5 tys. zł. Mało kto zdaje sobie sprawę z tych konsekwencji.

W ramach Międzynarodowego Dnia Bez Elektrośmieci Centrum UNEP/GRID-Warszawa, WEEE Forum i ElektroEko przygotowali dla konsumentów praktyczny poradnik w postaci strony https://dzienbezelektrosmieci.pl/, na której przeczytamy czym są elektrośmieci i jak je zagospodarować w bezpieczny sposób.

16 października w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii odbędzie się także debata „Zużyty sprzęt elektryczny i elektroniczny surowcem gospodarki przyszłości”. Wydarzenie ma na celu promowanie prawidłowego postępowania ze zużytym sprzętem oraz zainicjowanie dyskusji na temat efektywnego wprowadzania gospodarki o obiegu zamkniętym. Czwarta Rewolucja Przemysłowa oraz gospodarka o obiegu zamkniętym sprawiają, że rynek sprzętu elektrycznego i elektronicznego musi dynamicznie reagować na oczekiwania społeczne w zakresie ochrony środowiska.

Zaproszenie do debaty skierowane jest do producentów, przedsiębiorców zajmujących się zbieraniem
i zagospodarowaniem odpadów, recyklerów, projektantów, przedstawicieli uczelni wyższych z wydziałów elektronicznych oraz mediów. Wśród ekspertów usłyszymy m.in. Marię Andrzejewską, dyrektor Centrum UNEP/GRID-Warszawa, Bogusławę Brzdąkiewicz, zastępcę dyrektora Departamentu Gospodarki Odpadami w Ministerstwie Środowiska, Beatę Lubos, zastępcę dyrektora Departamentu Innowacji w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii. Rozmowę poprowadzi Łukasz Sosnowski z GOZ WORLD.

16 października 2019, godz. 9:30-12.30, Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii, sala AB. Rejestracja możliwa przez stronę: https://dzienbezelektrosmieci.gridw.pl/


Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.
ZAPROSZENIE: 26 lipca w Giżycku rozpocznie się IV edycja projektu edukacyjnego „Cycling Recycling”.

Tak jak w poprzednich edycjach eko-peleton złożony z pracowników i wolontariuszy REMONDIS Electrorecycling i Organizacji Odzysku ELECTRO-SYSTEM poprowadzi znany ekolog i podróżnik Dominik Dobrowolski. W planie jest przejechanie największej mazurskiej pętli rowerowej, odwiedzenie najpiękniejszych marin i przeprowadzenie kilkunastu edukacyjnych akcji mających na celu namawianie turystów i mieszkańców, aby po wakacyjnym pobycie Kraina Tysiąca Jezior pozostała czysta a elektroodpady trafiały wyłącznie do punktów zbierania.

Przed nami mazurskie piachy, bagna, górki, wykroty i inne atrakcje. Startujemy 26 lipca w sercu Mazur, w Giżycku. Po drodze zacumujemy nasze rowerowe rumaki w Sztynorcie, Wilkasach, Rynie, Mikołajkach, Rucianem-Nidzie, Piszu, Węgorzewie i wielu mniejszych i urokliwych mazurskich marinach, przystaniach, wioseczkach – zapowiada Dominik Dobrowolski.

To już czwarta edycja rowerowego rajdu ”Cycling Recycling”, któremu towarzyszy edukacyjna maskotka „Lodzia”. W 2016 r. ekolog oraz grupa rowerzystów z firm REMONDIS Electrorecycling i Organizacji Odzysku ELECTRO-SYSTEM okrążyli Polskę. Rok później przejechali wybrzeże Bałtyku, a w 2018 r. prowadzili edukację na trasie od źródeł do ujścia Wisły. Ich akcja wygrała również w prestiżowym plebiscycie EkoInspiracje, jako najlepszy projekt edukacji ekologicznej w Polsce.

Tym razem pojawimy się na Mazurach. Przemierzymy jeden z najpiękniejszych rejonów Polski, namawiając turystów i mieszkańców do selektywnego zbierania elektroodpadów. Wyprawę rozpocznie wielka mazurska zbiórka zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego 26 lipca w Giżycku. W zamian za stare i zużyte telewizory, komputery, telefony i wszelki inny sprzęt IT/AGD/RTV dla pierwszych uczestników akcji mamy w prezencie rowerowe lampki – w końcu akcja nazywa się „Cycling Recycling – Mazury pełne dobrej energii!”. Tydzień później, po przejechaniu ok. pół tysiąca kilometrów, wyprawa zakończy się także w Giżycku – mówi Robert Wawrzonek, członek zarządu REMONDIS Electrorecycling.

Zbiórka elektroodpadów będzie prowadzona 26 lipca w godzinach od 10 do 14.00 w Giżycku na skwerze naprzeciwko byłego kina Fala (Plac Grunwaldzki).

Mazury to cud natury, a Giżycko to jedna z najlepszych baz do odkrywania piękna tej krainy. Miasto otoczone przez kilka jezior, kusi miliony turystów z kraju i ze świata. Chcemy zaapelować w czasie wyprawy o niezaśmiecanie tego rejonu – podkreśla burmistrz Giżycka Wojciech Karol Iwaszkiewicz i dodaje: – Bardzo się cieszę, że to wydarzenie odbędzie się właśnie tutaj, ponieważ staramy się utrwalać w mieszkańcach i turystach proekologiczne zachowania.

Szczegóły wyprawy, miejsca spotkań i edukacyjnych akcji, trasa na stronach: www.cycling-recycling.eu oraz na https://www.facebook.com/cycling.recycling/

LIST OTWARTY PARTII ZIELONI DO MINISTRÓW — SPRAW WEWNĘTRZNYCH, ŚRODOWISKA I SPRAWIEDLIWOŚCI

Szanowni Państwo

Jesteśmy świadkami niemal regularnie powtarzających się, teoretycznie przypadkowych pożarów składowisk odpadów w Polsce i mnożenia się coraz to nowych miejsc nielegalnego składowania odpadów. Zjawisko to ma szerokie negatywne społeczno-gospodarcze konsekwencje. W pierwszym rzędzie tworzy się coraz silniejsza „mafia śmieciowa” – zorganizowane grupy przestępcze, które z nielegalnego procederu odbioru i składowania w nielegalnych miejscach, a także z importu odpadów z zagranicy, uczyniły sobie potężne źródło nieopodatkowanego dochodu. To pierwsza konsekwencja bezskuteczności państwa, która skutkuje tworzeniem się mafijnych powiązań z władzą publiczną. Miało to miejsce w Bogatyni, gdzie wedle doniesień medialnych zawiązała się regularna mafia, łącząca nielegalny import odpadów, ich nielegalne składowanie na publicznym składowisku, przestępców i prominentnych polityków lokalnych, wywodzących się z Prawa i Sprawiedliwości.

Drugą, bardzo szkodliwą konsekwencją jest skażenie środowiska, czy to w przypadku samego składowania (zanieczyszczenie gruntu i wód gruntowych, skutkujące narażeniem zdrowia i życia obywateli, odór uciążliwy dla mieszkańców, wreszcie niszczenie estetyki poszczególnych miejscowości), czy też pożarów, powodujących wielomilionowe koszty akcji gaśniczych i skażenie powietrza trującymi gazami i pyłami.

Trzecią ważną konsekwencją jest obniżenie wpływów publicznych, wobec nieuiszczania przez te podmioty podatków i opłat, związanych z prowadzoną działalnością.

Czwartą, niezmiernie ważną konsekwencją, jest praktyczne przerzucenie na samorządy lokalne kosztów likwidacji takich składowisk i utylizacji odpadów wobec bezskuteczności działań, mających na celu egzekucję tych obowiązków przez sprawców. Bezskuteczność władz państwowych przeraża, a dokonana przez Sejm latem 2018 r. nowelizacja ustawy o odpadach okazała się niewystarczająca.

Partia Zieloni, mając na uwadze społeczną doniosłość tego zjawiska, a także pamiętając wielki pożar nielegalnego składowiska odpadów we Wrocławiu przy ul. Szczecińskiej, który sparaliżował znaczną część miasta, podjęła próbę dialogu z podmiotami zaangażowanymi pośrednio i bezpośrednio w gospodarkę odpadami, aby ustalić gdzie są najsłabsze punkty systemu kontroli i egzekucji prawa i jak tym problemom zaradzić. Do Okrągłego Stołu ws. Dolnośląskich Nielegalnych Wysypisk zasiedli przedstawiciele Urzędu Miasta Wrocławia, Państwowej Straży Pożarnej, przedsiębiorstwa WPO ALBA S.A., przedstawiciele Partii Zieloni oraz organizacji społecznych i ekologicznych. Nie pojawili się, pomimo zaproszenia, przedstawiciele Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu (odpowiedzialnej za nadzór nad jednostką prokuratury, która umorzyła śledztwo ws. składowiska przy ul. Szczecińskiej na miesiąc przed pożarem) ani Wojewódzkiej Inspekcji Ochrony Środowiska.

Podczas obrad z dużą satysfakcją przyjęliśmy zaangażowanie strażaków nie tylko przy gaszeniu pożarów, ale również w walkę z procederem prowadzenia nielegalnego lub nieprawidłowego składowania odpadów oraz współpracę Komendy Miejskiej PSP i Urzędu Miejskiego we Wrocławiu przy przeprowadzaniu kontroli. W tym miejscu pragniemy złożyć na ręce ministra Joachima Brudzińskiego gorące podziękowania za wzorową służbę dolnośląskich strażaków! Nie zmienia to jednak sytuacji, że bez współdziałania prokuratury i WIOŚ, jednostki te są bezradne, wobec braku stosownych kompetencji kontrolnych i śledczych.

Na skutek przedyskutowanych problemów zgłaszanych przez poszczególne służby zwracamy się do Państwa z gorącym apelem o pilne wdrożenie poniższych zmian legislacyjnych:

1. Rozporządzenie wykonawcze do ustawy o odpadach

Na podstawie art. 43 ust. 8 ustawy o odpadach, wzywamy ministra Joachima Brudzińskiego i ministra Henryka Kowalczyka do niezwłocznego wydania rozporządzenia w sprawie wymagań w zakresie ochrony przeciwpożarowej jakie mają spełniać obiekty budowlane lub ich części oraz inne miejsca przeznaczone do zbierania, magazynowania lub przetwarzania odpadów, kierując się możliwością wdrożenia wymagań z zakresu bezpieczeństwa pożarowego oraz ryzykiem związanym z zagrożeniem pożarowym.

Państwowa Straż Pożarna, nie dysponując takim rozporządzeniem, ma bardzo ograniczone możliwości prowadzenia czynności kontrolno-rozpoznawczych. Dookreślenie wymogów przeciwpożarowych pozwoli na skuteczne kontrole i egzekucje przepisów!

Od ministra Joachima Brudzińskiego domagamy się pilnego kadrowego wzmocnienia wydziałów kontrolno-rozpoznawczych Państwowej Straży Pożarnej. Na chwilę obecną kontrolami wszystkich obiektów budowlanych Wrocławia i powiatu wrocławskiego zajmuje się tylko 9 strażaków!

2. Egzekucja prawa

Podstawowym problemem wskazanym przez urzędników jest brak możliwości egzekucji prawa. Decyzje nakazowe prezydenta Wrocławia nie są wykonywane, a nakładane grzywny w celu przymuszenia są nieegzekwowalne. Wskazano, że często działalność prowadzona jest na tzw. słupy – osoby fizyczne bez majątku, spółki pozbawione zarządów itp. Ponadto Urząd Miejski Wrocławia nie dysponuje stosownymi uprawnieniami śledczymi, aby ustalić rzeczywistych beneficjentów i organizatorów tego procederu. Konieczna jest współpraca z policją i prokuraturą.

Ściganiem przestępczości przeciwko środowisku powinny zająć się wyspecjalizowane zespoły policjantów i prokuratorów. Dlatego apelujemy do ministrów Zbigniewa Ziobry i Joachima Brudzińskiego o wydzielenie w ramach komend powiatowych i prokuratur rejonowych wyspecjalizowanych wydziałów, w których pracowałyby osoby posiadające odpowiednie kompetencje fachowe. Należy zmienić podejście prokuratur, które dotychczas „hurtowo” umarzały postępowania ze względu na rzekomo niską szkodliwość społeczną czynu. Potrzebne są szkolenia dla prokuratorów i policjantów z zakresu zagrożeń ekologicznych. Dla przykładu, jedno dolnośląskie składowisko paliło się 30 razy w ciągu ostatnich 8 lat a osoby za to odpowiedzialne nie poniosły żadnych konsekwencji! Policja i prokuratura, równolegle do działań administracji publicznej powinny prowadzić śledztwa w zakresie prowadzenia nielegalnych składowisk i przekazywać swoje ustalenia administracji publicznej w celu usprawnienia postępowań administracyjnych!

Dodatkowo apelujemy o zmiany w ustawie o swobodzie gospodarczej i kodeksie postępowania administracyjnego. Mamy do czynienia z działalnością przestępczą, kontrole powinny być zatem prowadzone bez pisemnego uprzedzenia. Z danych przytoczonych przez przedstawicieli Urzędu Miasta Wrocławia, często niemożliwe jest przeprowadzenie kontroli ze względu na zamknięcie zakładu lub nie przynosi ona efektu z uwagi na usunięcie nieprawidłowości na czas kontroli, po zakończeniu której odpady przeważnie wracają na miejsce nielegalnego składowania.  Dlatego należy pilnie uprościć procedurę w tym zakresie. Kontrole powinny odbywać się bez zapowiedzi, powinno się również dopuścić kontrole krzyżowe różnych służb. Służby powinny współdziałać i uzupełniać swoje kompetencje na wzór współpracy Urzędu Miasta Wrocławia i Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej we Wrocławiu.

Każdy protokół z kontroli składowiska, który stwierdza naruszenia, z urzędu powinien trafić do prokuratury.

Urzędnikom brakuje wsparcia prawników i ekspertów. Apelujemy więc, aby organy ochrony środowiska wyposażyć w dodatkowe fundusze na zlecanie ekspertyz. Apelujemy o stworzenie ogólnopolskiej bazy biegłych w zakresie ochrony środowiska, z których pracy mogłyby korzystać organy administracji i ścigania. Ponadto domagamy się, aby w skomplikowanych sprawach, organy ochrony środowiska uzyskały wsparcie radców Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa. Często słyszymy, że orzecznik nieposiadający wykształcenia prawniczego jest bezradny w sporze z przestępcami, których wspierają czołowe kancelarie prawne. Ze względu na uchybienia proceduralne, postępowania administracyjne i sądowo-administracyjne ciągną się latami!

3. Penalizacja procederu nielegalnych składowisk

Ponawiamy nasz apel o penalizację procederu prowadzenia nielegalnych składowisk odpadów, wyrażony w piśmie koła wrocławskiego Partii Zieloni, złożonego w styczniu na ręce prokuratora generalnego, ministra Zbigniewa Ziobry. Na nielegalne składowiska należy patrzeć jak na działalność przestępczą. Każda taka działalność powinna stanowić przestępstwo, ponieważ powoduje ogromne straty dla budżetu państwa i samorządów oraz stanowi zagrożenie dla środowiska.

Dlatego postulujemy aby każda działalność w postaci prowadzenia nielegalnego składowiska odpadów była zagrożona karą więzienia. W przypadku składowania odpadów niebezpiecznych, względnie w przypadku składowisk o większych obszarach (np. powyżej 5000 m2), kara ta winna ulegać znacznemu zwiększeniu. Obok zagrożenia karą więzienia powinna zostać wprowadzona dodatkowa sankcja finansowa, wymierzana stosownie do stworzonego zagrożenia (kategoria odpadów) i obszaru składowiska. Nasz postulat powinien zostać jak najszybciej zrealizowany poprzez wprowadzenie do kodeksu karnego nowego przepisu sankcyjnego tak, aby dać organom prokuratury skuteczne narzędzie do zwalczania tego wyjątkowo karygodnego i niebezpiecznego zjawiska.

W chwili obecnej wykazanie przesłanek odpowiedzialności karnej z art. 183 kk jest niesłychanie trudne. Wskutek tego skuteczne postępowania prowadzone są dopiero wówczas, gdy dojdzie do ekologicznej lub ludzkiej tragedii. Jednym z podstawowych celów postępowania karnego jest prewencja. Spełnienie tej roli prawa karnego będzie możliwe, gdy organy ścigania będą mogły podjąć walkę z nielegalnym procederem, zanim wywoła on druzgocące skutki społeczne.

4. Sankcje administracyjne

Zawarte w ustawie o odpadach sankcje administracyjne w wysokości do 1 mln złotych są niewystarczające. Sankcja powinna zawsze przewyższać przychód z nielegalnej działalności. Apelujemy o podwyższenie limitu kary i powiązanie jej z oszacowanymi przychodami z działalności przestępczej!

Już samo naruszenie zasad ochrony przeciwpożarowej powinno być sankcjonowane grzywną – przynajmniej 10 tys. złotych. Nieusunięcie w terminie naruszeń powinno skutkować nałożeniem kolejnej grzywny. Organem uprawnionym do nakładania grzywny powinien być kontrolujący strażak.

W ramach planowanego wprowadzenia przez państwo monitoringu granicznego cystern paliwowych postulujemy objęcie tym monitoringiem również pojazdów ciężarowych, wożących odpady. Informacja o takich pojazdach powinna spłynąć do organów administracji. Każdą ciężarówkę należy rozliczyć. Postulujemy podwyższenie limitu kar administracyjnych za nielegalny transport odpadów z zakresu 2-10 tys. zł do 10-100 tys. zł i zatrzymanie pojazdu naruszającego przepisy na poczet kary.

5. Inspekcja Ochrony Środowiska

Wojewódzkie Inspekcje Ochrony Środowiska są w myśl przepisów ustawy o odpadach podstawowym organem kontrolnym i sankcyjnym. Tymczasem na przykładzie Wrocławia można stanowczo stwierdzić, że organ ten nie wypełnia swoich podstawowych obowiązków. Czyni to w zastępstwie Urząd Miasta Wrocławia, który pomimo pewnych uprawnień nie jest władny nakładać administracyjnych kar pieniężnych, przewidzianych ustawą o odpadach. WIOŚ we Wrocławiu nie jest również zainteresowany dialogiem z innymi organami i organizacjami społecznymi. To musi się natychmiast zmienić!

Apelujemy o poddanie Inspekcji Ochrony Środowiska hierarchicznej podległości marszałków województw. Marszałkowie, jako reprezentanci samorządu, powinni być żywotnie zainteresowani sprawną służbą ochrony środowiska. Inspekcje Ochrony Środowiska wymagają pilnego wsparcia personalnego i sprzętowego.

Ponadto należy natychmiast rozszerzyć kompetencje WIOŚ, umożliwiając inspektorom ochrony środowiska kontrolowanie osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej. Częstokroć właśnie takie osoby prowadzą nielegalne składowiska odpadów!

6. Apel o synergię

Ze względu na podział kompetencji organów powołanych do zwalczania nielegalnych składowisk konieczna jest synergia działania poszczególnych służb i dobra wola zinstytucjonalizowanej współpracy na wszystkich szczeblach. Niech wzorem będzie tu postawa urzędników miejskich i Komendy Miejskiej PSP we Wrocławiu. Konieczne jest powołanie wspólnych zespołów roboczych, wyznaczanie wspólnych planów kontroli, dzielenie się ustaleniami i zebranym materiałem dowodowym, wreszcie wspólne kontrole. Potrzeba tu współpracy wszystkich kompetentnych organów: strażaków, policjantów, WIOŚ, RDOŚ, starostów, wójtów, burmistrzów i prezydentów, strażników miejskich. Przykładowo:

  • Bez działania WIOŚ nie da się uzyskać wyników kontroli i nałożyć administracyjnej kary pieniężnej.
  • Bez udziału wójta/burmistrza/prezydenta nie da się wydać decyzji nakazującej usunięcie odpadów.
  • Bez usunięcia odpadów RDOŚ nie przeprowadzi postępowania w sprawie usunięcia szkody w środowisku.
  • Bez straży pożarnej nie da się ustalić naruszenia warunków ochrony przeciwpożarowej. Bez starosty nie da się cofnąć zezwolenia na składowanie odpadów.
  • Bez pracy prokuratury i policji nie da się ustalić rzeczywistych organizatorów i beneficjentów procederu.

Należy wreszcie przeciąć ten węzeł gordyjski państwa teoretycznego i imposybilizmu systemowego, który pozwala przestępcom zarabiać miliardy złotych kosztem naszego zdrowia, środowiska i podatków!

Docelowo cały system musi zostać usprawniony, a kompetencje poszczególnych organów (poza strażą pożarną, policją i rokuraturą) zespolone w jednym organie dla poprawy zarządzania państwem.

7. Rola organizacji społecznych

Rolą organizacji społecznych jest dbanie o transparentność całego systemu, monitorowanie niepożądanych zjawisk i ich zgłaszanie właściwym organom, a także pośredniczenie i pomoc obywatelom w relacjach z administracją publiczną i organami ścigania.

Tymczasem, aktualnie zgodnie z art. 170 ustawy o odpadach: „Do postępowań w sprawach zezwolenia na zbieranie odpadów, zezwolenia na przetwarzanie odpadów, zezwolenia na zbieranie i przetwarzanie odpadów, decyzji zatwierdzającej instrukcję prowadzenia składowiska odpadów, zgody na zamknięcie składowiska odpadów lub jego wydzielonej części oraz zgody na wydobywanie odpadów ze składowiska odpadów nie stosuje się art. 31 ustawy z dnia 14 czerwca 1960 r. – Kodeks postępowania administracyjnego, zgodnie z którym organizacja społeczna może w sprawie dotyczącej innej osoby występować z żądaniem: 1) wszczęcia postępowania, 2) dopuszczenia jej do udziału w postępowaniu, jeżeli jest to uzasadnione celami statutowymi tej organizacji i gdy przemawia za tym interes społeczny”.

Oznacza to, że organizacja społeczna nie ma w powyższym zakresie prawa żądać inicjowania postępowania ani żądać dopuszczenia do udziału w charakterze strony. Dodatkowo stronami postępowań, o których mowa powyżej, nie są właściciele nieruchomości sąsiadujących z instalacją lub nieruchomością, na której będzie prowadzone zbieranie odpadów, przetwarzanie odpadów lub wydobywanie odpadów ze składowiska odpadów.

Należy niezwłocznie wyeliminować te skandaliczne przepisy z porządku prawnego. To sąsiad i organizacja społeczna są partnerami organu w monitorowaniu postępowania administracyjnego. Pozbawienie ich prawa strony w postępowaniu narusza podstawowe standardy demokratyczne. W szczególności, wobec istniejącej skali naruszeń prawa, sytuacja ta nie może mieć miejsca!

Szanowni Państwo, w naszej ocenie realizacja powyższych postulatów pozwoli na uszczelnienie systemu składowania odpadów i systemowe rozwiązanie szeregu nieprawidłowości. Apelujemy do o wzniesienie się ponad polityczne podziały, wysłuchanie naszego stanowiska i pilne wdrożenie naszych postulatów. Opracowaliśmy je zarówno z przedstawicielami administracji publicznej, jak i biznesu oraz organizacjami społecznymi. Byłoby wielką szkodą, gdyby grupy przestępcze nadal mogły żerować na polskim środowisku.

Marek Kossakowski i Małgorzata Tracz, przewodniczący Partii Zieloni


Źródło: Informacja prasowa Partii Zieloni

Unia Europejska od lat promuje tzw. „gospodarkę obiegu zamkniętego”. W skrócie, Unia wspiera wszelkie inicjatywy, pośrednio i bezpośrednio, zmierzające do wprowadzenia na terenie krajów członkowskich takiego systemu gospodarczego, w którym maksymalnie zmniejsza się zużycie nowych surowców poprzez wytworzenie zamkniętych procesów produkcyjnych.

Tak więc odpady produkowane w ramach jednych procesów są wykorzystywane jako surowce w ramach innych, co minimalizuje ilość odpadów produkcyjnych, które pozostają niezagospodarowane. Przykładem zmiany myślenia o odpadach przez Brukselę jest decyzja o zakończeniu dotowania z pieniędzy unijnych wszelkich inwestycji, które nie realizują wspomnianej polityki – np. spalarni odpadów. Dzięki temu cenny surowiec pochodzący z odpadów nie będzie „szedł z dymem”.

Warto przypomnieć o zobowiązaniach, jakie zostały nałożone na Polskę w związku z przyjęciem przez europarlamentarzystów w kwietniu 2018 r. pakietu dotyczącego gospodarki w obiegu zamkniętym. Nowe prawo zakłada że 55% odpadów komunalnych do 2025 r. (cel ten wzrośnie do 60% do 2030 r. i 65% – do 2035 r.) będzie objęte recyklingiem, a do 2035 r. jedynie 10% odpadów komunalnych ma podlegać składowaniu. Aby spełnić tak wysokie wymagania, Polska musi bardziej efektywnie prowadzić, promować i rozwijać selektywną zbiórkę odpadów. W 2016 r. poziom recyklingu w Polsce wyniósł jedynie 28%. W 2020 r. powinien wynieść 50%, inaczej zapłacimy kary – i choć według Komisji Europejskiej zagrożonych jest aż 14 państw, to nie ma się co chwalić przynależnością do tego grona. Są państwa, które już teraz spełniają powyższe wymagania. Prymusem wśród państw europejskich jest Belgia – mniej niż 1% wyprodukowanych w tym kraju odpadów jest składowanych.

Przeciwdziałanie

W celu zintensyfikowania zmian w gospodarce odpadowej i aby zniwelować zaniedbania na polu recyklingu w naszym kraju, wprowadzono nowelizację ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach oraz akty wykonawcze do ustawy. Przepisy obowiązujące od 1 stycznia 2019 roku wymuszają na samorządach implementację nowego systemu segregacji odpadów. System ten oparty będzie o 5 ścieżek strumieni odpadów (metale i tworzywa sztuczne, papier, szkło, bioodpady, zmieszane), a segregacja będzie wyglądać następująco:

  1. Niebieski kontener (worek lub nalepka) oznaczający papier – gazety i czasopisma, ulotki, czyste opakowania z papieru czy tektury, kartony, zeszyty;
  2. Żółty kontener (worek lub nalepka) oznaczający metale i tworzywa sztuczne – zgniecione butelki plastikowe, zakrętki od butelek czy słoików, puste opakowania, w tym plastikowe torebki, worki foliowe, kartony po sokach czy mleku, zgniecione puszki po napojach i żywności;
  3. Zielony kontener (worek lub nalepka) oznaczający szkło – butelki, słoiki, szklane puste opakowania;
  4. Brązowy kontener (worek lub nalepka) oznaczający bioodpady – odpady po owocach i warzywach, skorupki jaj, zwiędłe kwiaty czy rośliny doniczkowe, fusy po napojach. Należy pamiętać, że do tej frakcji nie wolno oddawać resztek kuchennych pochodzenia zwierzęcego, tłuszczu czy kości;
  5. Czarny kontener (worek lub nalepka) oznaczający odpady, których nie da się ponownie zagospodarować, a które określono jako odpady  zmieszane – resztki pochodzenia zwierzęcego, tłuszcze i kości, zużyte materiały higieniczne (w tym pieluchy), mokry i brudny papier, potłuczone szkło i ceramika, zawartość popielniczek.

Nie udało się jednak uniknąć chaosu. Wiele gmin jest wciąż nieprzygotowanych na zmiany. Jak informuje np. warszawski Ratusz, zmiany w systemie segregacji odpadów w stolicy będą wdrażane stopniowo. Obecnie używane pojemniki muszą zostać wymienione albo na nowo oznaczone. Dopóki w altanach śmietnikowych są trzy pojemniki, mieszkańcy mogą segregować odpady według dotychczasowego systemu, a przejście na nowy system potrwa przynajmniej parę tygodni.

Ministerstwo Środowiska chciało jeszcze pod koniec zeszłego roku zmiany rozporządzenia w sprawie szczegółowego sposobu selektywnego zbierania wybranych frakcji odpadów. Zgodnie z tą propozycją, gminy miały zawrzeć kolejne umowy na odbiór odpadów na zasadach niezgodnych z rozporządzeniem, czyli obowiązujących do końca 2018 roku, na czas nie dłuższy niż do 1 stycznia 2020 roku. Projekt jednak nie opuścił Ministerstwa.

Stare umowy nawet do 2021 roku

Zgodnie z nowym rozporządzeniem, umowy o odbiorze odpadów komunalnych, które obowiązywały w chwili wejścia w życie nowych przepisów, zachowują ważność nie dłużej niż do 30 czerwca 2021 roku. Oznacza to, że w niektórych gminach zmiana sposobu odbioru i gospodarowania odpadami może nastąpić ze sporym opóźnieniem. Wszystko zależy od tego, kiedy gminy podpisywały umowy z odbiorcą odpadów. Nowe umowy podpisane po 1 stycznia 2019 roku muszą już spełniać wymagania stawiane w rozporządzeniu Ministra Środowiska.

Konsekwencje

„Nie segregowałem do tej pory, drogo mnie to nie kosztowało” – mogą pomyśleć niektórzy, szczególnie ci, którzy z góry zgłosili do urzędów gmin, że nie będą prowadzić selektywnej zbiórki odpadów. Jednak od nowego roku antyekologiczna postawa może uderzyć niektórych mieszkańców po kieszeni. Zacznie opłacać się segregować odpady, gdyż w życie wchodzą dotkliwe sankcje za brak lub nienależytą segregację.

Nowe przepisy wprowadzają znaczną różnicę między cenami za odbiór śmieci posegregowanych i zmieszanych. Niesegregowanie odpadów będzie kosztowało cztery razy więcej, niż ich sortowanie. Do tej pory rada gminy mogła określić wyższe stawki opłaty za odpady zmieszane w wysokości nie większej niż dwukrotność maksymalnej stawki opłaty za śmieci posortowane. Jeśli właściciel nieruchomości nie będzie segregować odpadów, mimo że złożył stosowną deklarację o takim zamiarze, to firmy odbierające odpady przyjmą je jako zmieszane i powiadomią o tym fakcie gminę.

Taka sytuacja budzi jednak spore kontrowersje. Założenie jest niewątpliwie słuszne – wysokie kary mają pokryć rzeczywiste koszty gmin, z jakimi wiąże się gospodarowanie i utylizowanie odpadów nieselektywnych. Problemem może być jednak, czy zapisy z ustawy będą możliwe do respektowania. Taka opłata o charakterze sankcyjnym spowoduje, że to po stronie organów gminy będzie istniał obowiązek udowodnienia, że warunki umowy zostały przez wytwarzającego odpady naruszone.

Gminy wychodzą z założenia, że w przypadku kontroli zabudowy wielorodzinnej podmiotem kontrolowanym jest administrator czy zarządca budynku, a w takim wypadku w chwili wykrycia nieprawidłowości to on powinien ponieść odpowiedzialność. Jednak jeżeli kontroler stwierdzi, że dochodzi do nagminnej nieprawidłowości w segregacji odpadów, trzeba będzie zastosować odpowiedzialność zbiorową i podwyższyć opłatę za odbiór odpadów dla wszystkich mieszkańców wspólnoty objętej sankcjami. To musi budzić sprzeciw mieszkańców.

Gminy podnoszą w tym miejscu swoje argumenty. Jeżeli właściciel nieruchomości zgłosi chęć prowadzenia selektywnej zbiórki i nie przestrzega reguł jej prowadzenia, gmina musi ponieść dodatkowe koszty. Najpierw śmieciarka wysłana po selektywne odpady stwierdza nieprawidłowości, a następnie musi przyjechać inny samochód po odpady zmieszane. A odpady selektywne nie są łatwiejsze w zagospodarowaniu – niższa stawka to jedynie zachęta dla mieszkańców, by prowadzili ich segregację.

Analizując nową politykę odpadową trzeba wziąć pod uwagę skalę prawdopodobnych problemów, możliwości kontroli, jakimi dysponują gminy, i przewlekłość postępowań (gdyż trzeba uwzględnić postępowanie odwoławcze od decyzji nakładającej sankcyjną stawkę do Samorządowych Kolegiów Odwoławczych). Do tego także problem zabudowy wielorodzinnej, których mieszkańcy muszą wspólnie segregować odpady. Konkluzja nie jest zbyt budująca – cele wprowadzanych zmian w polityce selektywnego odbioru odpadów będą bardzo trudne, jeżeli nie niemożliwe do osiągnięcia.

Zmiana kosztuje

Właściciele nieruchomości są zobowiązani, by samodzielnie wyposażyć swoje posesje w odpowiednie pojemniki do zbierania odpadów, chyba że gmina w wydanym przez siebie regulaminie utrzymania porządku i czystości w gminie zdecydowała inaczej. W takim wypadku samorząd odbije sobie koszty dostarczenia kontenerów – najpewniej w opłatach za odbiór odpadów.

Tak samo konieczne będzie przeprowadzenie zmian w pojazdach odbierających odpady czy w punktach odbioru. Wszystkie tez zmiany odczujemy w swoich portfelach.

Obowiązek niby jest, ale…

Jak zauważa część ekspertów, właściciel, który zadeklarował nieselektywną zbiórkę odpadów komunalnych nie jest zobowiązany do zmiany swojej deklaracji. Regulacje wprowadzone ustawowo są ze sobą niespójne. Niby zarówno ustawa o odpadach nakazuje prowadzenie zbiórki selektywnej, jednak ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach dopuszcza również zbiórkę nieselektywną, jednocześnie nakładając konsekwencje w postaci wyższej opłaty za odbiór niesegregowanych odpadów.

Żeby to zmienić, nie wystarczy jedynie zmiana rozporządzenia. W tym celu konieczna byłaby zmiana ustawy, która całkowicie uniemożliwiałaby prowadzenie zbiórki odpadów niesegregowanych. Również gmina aktem prawa miejscowego nie może nakazać mieszkańcom prowadzenia selektywnej zbiórki odpadów.

Co dalej?

A czy osoby, które segregują odpady będą mogły liczyć na korzyści ze swojej proekologicznej postawy? Niekoniecznie! Część ekspertów jest zdania, że wprowadzone zmiany będą wiązać się z konsekwencja zwiększenia opłat dla wszystkich mieszkańców – ze względu właśnie na zmniejszenie wpływów z opłat od mieszkańców, którzy dziś deklarują brak segregacji odpadów oraz koszty postępowań administracyjnych i odwoławczych.

Obecnie w ogóle brak jest zachęt, które przekonają obywatela do prowadzenia selektywnej zbiórki odpadów. Obywatel nie widzi korzyści w segregowaniu śmieci – rozumie, że musi się ich pozbyć, ale nie ma bodźca, by w uporządkowany sposób je utylizować.

Co zatem w sytuacji, kiedy ustawodawca chętnie rozdaje razy kijem, ale nie jest zbyt skory do nagradzania mieszkańców marchewką? Jak zachęcić obywateli do zbiórki selektywnej? Odpowiedź jest niezbyt atrakcyjna – edukacja.

Chaos który powstał na skutek zmian (co przy skali i skomplikowaniu całej operacji było nieuniknione) jest potęgowany przez brak jednolitej informacji wśród obywateli. I choć są gminy, które bardzo dobrze poradziły sobie ze zmianą i zadbały o komunikację wśród mieszkańców (np. Sosnowiec, Lublin), to generalnie brak jest jasnych i czytelnych komunikatów na poziomie krajowym.

Dlaczego edukacja nie jest atrakcyjna (szczególnie, gdy ambitne cele trzeba osiągnąć już za rok)? Bo na efekty szeroko zakrojonej kampanii edukacyjnej związanej z koniecznością prowadzenia racjonalnej polityki odpadowej trzeba poczekać co najmniej kilka lat. Ale czy istnieje alternatywa? Bez powszechnej edukacji skierowanej do obywateli efekty wprowadzanych zmian będą znacznie mniejsze, a mieszkańcy będą stawiać opór niezrozumiałym, odgórnie narzucanym rygorom i opłatom. Nie chodzi o to, by z obywatelem walczyć o zbiórkę selektywną, ale by mu uświadomić, jak ważna jest ona dla gospodarki odpadowej, a co za tym idzie dla środowiska, zdrowia mieszkańców i poziomu ich życia.

Przykładem świetnie obrazującym ten problem są sytuacje, kiedy poszczególne frakcje odpadów odbierane są przez jeden samochód. W powszechnej świadomości utarło się, że oznacza to po prostu zmarnowanie wysiłku segregacji, podczas gdy nowoczesne śmieciarki często wyposażone są w więcej niż jedną komorę. Bywa też, że do odbioru różnych frakcji, odbieranych w różne dni, przyjeżdżają jednakowo oznakowane samochody, co jest mylące dla obserwatorów.

Dla zwiększenia zaangażowania obywateli w segregację odpadów potrzebne jest uwiarygodnić w ich oczach, że gospodarka odpadami jest skuteczna i legalna. Medialne doniesienia o działalności różnego rodzaju oszustów, mafii śmieciowej, kradzieżach segregowanych odpadów czy pożarach składowisk nadwerężyło zaufanie obywateli do całej branży. Trzeba też wytworzyć nawyk segregacji, którego b. wielu ludziom brak. Dlatego edukacja powinna być zmasowana i prowadzona wieloetapowo, zaczynając od edukacji przedszkolnej i szkolnej, a następnie poprzez kampanie społeczne, najlepiej z udziałem TV, i działalność informacyjną prowadzoną przez władze lokalne.

 

 

5 czerwca pod patronatem Zielonych Wiadomości rozpoczyna się w Węgorzewie już siódma edycja Recykling Rejsu – recyklingowych wypraw kajakowych, które organizowane są przez ekologa i podróżnika Dominika Dobrowolskiego i Fundację PlasticsEurope Polska. Tym razem nurt edukacji ekologicznej poprowadzi przepięknym szlakiem żeglarskim i kajakowym z Węgorzewa przez Wielkie Jeziora Mazurskie do Warszawy, przez Jeziora Mamry i Śniardwy oraz rzekami: Pisą, Narwią, Bugiem i Wisłą. Organizatorzy zapraszają na spotkania i konferencje prasowe m.in. do Węgorzewa, Giżycka, Mikołajek, Piszu, Ostrołęki, Pułtuska i Warszawy.

Trasa rejsu

W każdym porcie, marinie, na każdym brzegu przygotowywane są także wspólne akcje sprzątania brzegów i akcje edukacyjne, zachęcające turystów i mieszkańców do recyklingu! „Taki jest nasz cel, tzn. walka z zanieczyszczeniem i zaśmieceniem rzek i mórz. W moich rękach będzie wiosło, a w Waszych odpady” – mówi kajakarz Dominik Dobrowolski i zachęca – „Chodzi o to, aby szczególnie cenne odpady z tworzyw sztucznych trafiały tam, gdzie trzeba, czyli po segregacji do odpowiednich pojemników, wtedy będziemy mieli pewność, że zostaną odzyskane i ponownie wykorzystane. W innym przypadku odpady będą zanieczyszczać wrażliwe środowisko wodne”. Do tej pory Dominik Dobrowolski przepłynął i posprzątał ponad 6 tys. km szlaków wodnych w Polsce i Niemczech. Tegoroczny „Recykling Rejs – Odzyskuj tworzywa sztuczne!” zakończy się 19 czerwca w Warszawie na Wiśle, gdzie będzie można także dołączyć do wspólnego wiosłowania między warszawskimi mostami. Od trzech lat wyprawy także wspiera REKOPOL Organizacja Odzysku.

Szczegóły wyprawy na stronie www.recykling-rejs.pl

 

„W Polsce cały czas pokutuje przeświadczenie, że odpady są problemem, tymczasem one są szansą. W Europie Zachodniej tak właśnie są postrzegane. U nas śmieć ciągle jest śmieciem, a nie zasobem” – przekonuje Filip Piotrowski. (więcej…)