Sytuacja energetyczna Polek i Polaków wymaga zdecydowanych, oddolnych działań. W dobie światowych konfliktów zbrojnych, zwłaszcza za naszą wschodnią granicą, a także ze względu na kryzys klimatyczny energetyka powinna być zdecentralizowana i demokratyczna. Monopoliści, uznający się za jedyni słusznych graczy, tego nie ułatwiają.
Obywatelskie społeczności energetyczne to osoby prawne opierające się na dobrowolnym i otwartym uczestnictwie, które mają prawo zajmować się wytwarzaniem, dystrybucją, dostawami i zużyciem energii. Dodatkowo mogą być aktywne w obszarze efektywności energetycznej lub np. ładowania pojazdów elektrycznych. Co istotne, społeczności te mają prawo do podziału własnej energii elektrycznej między swoich członków.
Ogólnie społeczności energetyczne są zdefiniowane przez dwie unijne dyrektywy: o unijnym rynku energii elektrycznej IEMD – obywatelskie społeczności energetyczne (ang. citizen energy communities, CEC) i o energii odnawialnej RED II – odnawialne społeczności energetyczne (ang. renewable energy communities, REC). Do dziś jednak rząd nie dokonał pełnej transpozycji tych dyrektyw do polskiego prawa. Obywatelskie społeczności energetyczne (OSE) pojawiły się w nowelizacji prawa energetycznego w 2023 r. Odnawialnych społeczności energetycznych w dalszym ciągu nie ma w polskim prawie (stan na koniec 2025 r.).
Demokratyczna i rozproszona energetyka
– Naszym dobrem wspólnym jest energia. Musimy mieć nad nią demokratyczną, społeczną kontrolę – apeluje Dariusz Szwed z Zielonego Instytutu.
Jak twierdzi, w transformacji energetycznej nie chodzi tylko o dekarbonizację energetyki, czyli odejście od paliw kopalnych. Transformacja ma na celu przede wszystkim demokratyzację i decentralizację energetyki, czyli zwiększenie udziału obywateli w polityce energetycznej oraz klimatycznej. Prosumenci wytwarzający energię; społeczności energetyczne – obywatelskie i odnawialne – są centrum tej zmiany. Współtworzą ją i wspólnie nią zarządzają, budując oddolnie bezpieczeństwo energetyczne. Tego tematu dotyczy strategiczny dokument UE „Czysta energia dla wszystkich Europejczyków”.
Prezes Lądeckiej Spółdzielni Energetycznej Daniel Raczkiewicz przybliża nieco praktyki.
– Spółdzielnia działa od ponad roku. Ma 1 MW w źródle i obsługuje 198 punktów poboru energii elektrycznej w gminie. Typowa społeczna elektrownia fotowoltaiczna, która została wybudowana w Lądku, jest modelem, który można stosunkowo łatwo wdrożyć. W dalszym ciągu działa, przynosząc korzyści finansowe wszystkim mieszkańcom – zachęca.
– System elektroenergetyczny to nie są tylko druty. To źródło, przesył i odbiór – mówi Paweł Łapacz, prezes Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej we Wrocławiu. – Dużą nadzieję pokładam w społecznościach energetycznych, ponieważ jest to rozproszone, oddolne. Można wykorzystać olbrzymie struktury organizacyjne w postaci 2,4 tys. gmin w Polsce.
Jak dodaje, problem polega na braku zrozumienia, jak to działa.
– To coś, z czym się zderzałem, próbując namawiać włodarzy do różnych form włączenia się w takie społeczności. Żeby społeczności energetyczne działały z sukcesem, potrzebny jest lider, który będzie animatorem, łączącym jej członków. Widzę olbrzymi potencjał w gminach i strefach ekonomicznych – ocenia.
Monopoliści nie ułatwiają
Grzegorz Pawełczyk, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej Enerbud w Jaworznie, certyfikator i audytor energetyczny, buduje pasywne domy.
– Dotychczas, jeśli była budowana sieć zasilająca na osiedlu domów jednorodzinnych, to od początku do końca była ona projektowana i realizowana przez Tauron, a ja musiałem za to zapłacić. Czyli to jest ich. W budynku już od przyłącza, gdzie jest licznik, to własność właściciela budynku. Mamy ambitny plan, żeby na budynku wielorodzinnym były panele fotowoltaiczne. Zacząłem rozmowy z Tauronem, które na razie nic nie przyniosły.
Tauron odpowiedział, że jedyne, co wchodzi w rachubę, to prosument zbiorowy.
– Koncepcja prosumentu zbiorowego kompletnie mi nie odpowiada z prostej przyczyny. Tauron dba o to, żeby być monopolistą. A ja sobie naiwnie wyobrażałem, że będę produkował energię w ramach OSE – dodaje G. Pawełczyk.
Kilka spółdzielni mieszkaniowych w Polsce ma podobny problem. Są wśród nich takie, które już mają panele fotowoltaiczne na dachach, ale nie mogą sprzedać mieszkańcom własnej energii elektrycznej, tylko muszą ją za bezcen oddawać Tauronowi. Oczywiście mieszkańcy bloku muszą kupić ją za kwotę kilka- kilkanaście wyższą.
Monopolista zarabia co roku miliardy złotych, blokując społeczności energetyczne, np. uniemożliwiając bezpośrednią wymianę energii elektrycznej bez pośrednika monopolisty wewnątrz budynku, działając wbrew zapisom dyrektywy IEMD. Dyrektywa mówi wprost: „OSE (…) mają prawo do podziału własnej energii elektrycznej między swoich członków, zgodnie z analizą kosztów i korzyści dotyczącą rozproszonych zasobów energetycznych”.
Relację na linii obywatel – koncern energetyczny obrazowo przedstawia dr Hanna Schudy z sieci ekspertów Team Europe działającej na rzecz Komisji Europejskiej.
– Coś takiego jak lenno, beneficjum i senior można by zidentyfikować właśnie w tym, jak się zachowują koncerny produkujące energię, jakie prawa i jaki monopol ma dystrybutor energii elektrycznej. A kim my jesteśmy? Myślę, że tkwimy w głębokim średniowieczu, jeżeli chodzi o dostęp do energii elektrycznej.
Powołuje się na aktualne wyzwania geopolityczne i zachęca do zaangażowania w obywatelskie śledzenie zmian.
– Nie chciałabym, żeby z czegoś, co nazywa się demokracją energetyczną, powstało kolejne lenno, senior i wasal.
Fotowoltaika tłamszona przez monopol
– Podpisaliśmy kilkanaście lat temu pierwszą umowę prosumencką na Pomorzu. Musieliśmy walczyć dziewięć miesięcy o przyłączenie fotowoltaiki – mówi Karol Pruski, który od kilkunastu lat działa w branży odnawialnych źródeł energii.
Optuje on za reprywatyzacją energetyki, żeby walczyć z monopolem.
– Jest tak, że mamy fotowoltaikę i sprzedajemy energię w cenie rynkowej, która wynosi np. 12 groszy, a za parę lat będziemy do niej dopłacać, dlatego że mamy instalację fotowoltaiczną.
– Uważam, że trzeba utworzyć spółdzielnię energetyczną w każdym możliwym miejscu –mówi, przedstawiając przykład Niemiec, gdzie jego firma już 22 lata temu utworzyła spółdzielnię, w której inwestorami mogli być mieszkańcy. Energia nie musi być droga, ale żyjemy w takich czasach, że nic już taniej nie będzie. Ustawę o OZE trzeba wyrzucić do kosza i napisać od nowa. Wystarczy 15 stron i zapis, że jeżeli wyłączy się odnawialne źródła energii, trzeba zapłacić karę.
Około 20 lat temu połączono w korporacjach energetycznych produkcję energii z dystrybucją.
–To absurdalne, mamy supermonopole. Tak opisywał sytuację elektroenergetyk i naukowiec doktor Jacek Biskupski – mówi Radosław Gawlik, prezes Stowarzyszenia Ekologicznego EKO-UNIA. – Węgiel jest coraz mniej opłacalny, wiatr i słońce go skutecznie wypierają, więc koncerny zarabiają szczególnie na dystrybucji. Tam, gdzie jest możliwość sprzedaży prądu i różnych narzutów, są właśnie dodatkowe pieniądze. Naszym obowiązkiem jest oddzielenie wytwarzania od dystrybucji. Ci, którzy dystrybuują energię, powinni być niezależni od wytwarzania i neutralni wobec każdego wytwórcy energii z OZE czy z paliw kopalnych – wyjaśnia.
Marek Kossowski, były wiceminister gospodarki oraz były prezes PGNiG, dziś także prosument, dzieli się swoim doświadczeniem.
– W roku 2006 stało się to, co mogło być najgorsze, bo doszło do przyłączenia operatorów systemów dystrybucyjnych (OSD) do wytwórców. Jego zdaniem, „doprowadziło to niemal do wszechsiły czterech firm”.
– W ten sposób wszystko, co dzieje się w odnawialnych źródłach energii, jest konkurencją dla tego, co wytwarza energię elektryczną w tych kilku korporacjach. Przez przeoczenie doszło do eksplozji fotowoltaicznej w Polsce. Nikt z energetyków nie zakładał, że mieszkańcy Polscy są w stanie wydać pieniądze na tak naprawdę obecnie nieopłacalne inwestycje.
Aby z tym walczyć, warto wykorzystać potencjał, także do magazynowania energii. W pełni wdrożyć zapisy unijnych dyrektyw dotyczących społeczności energetycznych. Napisanie obywatelskiej ustawy o prosumentach i społecznościach energetycznych to kolejny pomysł na poprawę sytuacji.
– Chcemy pokazać, że prosumenci mogą się zrzeszyć, gospodarować energią, a nawet przekazać ją sąsiadom. Zachęcamy do udziału w przeciwstawieniu się korporacjom energetycznym i powiedzeniu, że my, jako obywatele, mamy swoje pomysły. Zmieńmy prawo, żeby obywatele mogli efektywnie zarządzać energią elektryczną – podsumował G. Gawlik.
Odpowiedzią na odgórną bezczynność są okrągłe stoły energetyczno-klimatyczne i warsztaty organizowane przez Stowarzyszenie Ekologiczne EKO-UNIA oraz Zielony Instytut. Odbywają się w pięciu województwach pod nazwą „Rola obywatelskich i odnawialnych społeczności energetycznych w obszarze zielonej transformacji energetycznej Polski”.
Duże awarie sieci energetycznej w Europie
Niedawno miały miejsce dwie duże awarie sieci energetycznej w Europie – jedna na Półwyspie Iberyjskim, druga w Czechach. W Hiszpanii przyczyną okazał się błąd państwowej firmy odpowiedzialnej za koordynowanie stabilności sieci, jednak ustalenie tego zajęło niemal dwa miesiące. W Czechach natomiast szybko wykazano, że winna była awaria państwowego bloku węglowego.
Masowa akcja dezinformacyjna o OZE
Efektem jednodniowej awarii na południu Europy była masowa akcja ruskich trolli w internecie, które odpowiedzialnością za awarię obarczały nadmierny rozwój odnawialnych źródeł energii. Do tej narracji dołączyli również niektórzy pracownicy polskich państwowych firm energetycznych.
Wypowiedź Roberta Tomaszewskiego przed wyjaśnieniem przyczyn
Jednym z głosów w tej dyskusji była wypowiedź Roberta Tomaszewskiego, dyrektora Departamentu Strategii w Polskich Sieciach Elektroenergetycznych, zaprezentowana podczas konferencji Polskiej Zielonej Sieci 12 czerwca 2025 r. w Warszawie – jeszcze przed oficjalnym ustaleniem przyczyny awarii w Hiszpanii. Tomaszewski mówił wtedy:
„Mamy półtora miliona prosumentów. To jest jakby wielka armia energetyki słonecznej, która maszeruje przez nasz system. (…) Ale wieczorem, kiedy słońce zachodzi, nie jesteśmy w stanie inaczej zbilansować systemu niż tylko poprzez źródła synchroniczne, które musimy mieć w rezerwie, żeby ten system utrzymać w całości. Musimy mieć takie funkcje jak inercja, której Hiszpanom zabrakło pod koniec kwietnia, a którą dostarczają tylko źródła synchroniczne. Źródła odnawialne nie są w stanie tego na razie dostarczyć. My leżymy. Nie jesteśmy w stanie utrzymać systemu (…). System tego po prostu nie wytrzyma”.
Oficjalne ustalenia a polska debata
Niedługo potem hiszpański rząd oficjalnie poinformował, że odpowiedzialność za masową awarię ponosiła firma Red Electrica – odpowiednik PSE w Hiszpanii, a nie producenci odnawialnych źródeł energii. Mimo to debata w Polsce nadal toczy się wokół OZE.
Pakiet antyblackoutowy i postulaty PSE
Sprawa została wyjaśniona, ale nie w Polsce. Na początku lipca PSE wysłało do premiera Donalda Tuska szereg postulatów w postaci tzw. pakietu antyblackoutowego. W wielkim skrócie operator polskiego systemu przemysłowego domaga się większej kontroli nad prosumentami oraz masowego wprowadzenia rozliczeń net-billing. W PSE najwyraźniej doszli do wniosku, że premier oraz jego najbliżsi doradcy nie są kompetentni w obszarze energetyki i nie ma znaczenia jakość ani prawdziwość argumentów, bo i tak nikt tam tego nie będzie czytał. Bardziej liczy się emocjonalny przekaz komunikatu.
Przekaz PSE był prosty: należy zlikwidować prosumeryzm w Polsce, bo jak nie, to prądu nie będzie i dojdzie do katastrofy! PSE nie mogło sobie pozwolić na postulat wprost zakazujący montażu paneli fotowoltaicznych, bo to byłoby sprzeczne z prawem unijnym i umowami podpisanymi z Komisją Europejską, chociaż pewnie byłoby to bardziej szczere stanowisko. Jednak narzucenie rozliczeń net-billing wystarczy, by wszystkie nowe montaże nie miałyby sensu pod względem ekonomicznym.
Przy tej okazji PSE podniosło też rękę na spółdzielnie energetyczne, postulując likwidację rozliczeń net-metering. Spółdzielnie to jedyne w kraju realnie działające społeczności energetyczne, ale są na wczesnym etapie rozwoju – większość z nich nie zaczęła jeszcze rozliczać produkcji energii, bo dopiero podpisuje umowy ze spółkami obrotu. Postulat PSE to próba zduszenia zalążków spółdzielni energetycznych.
Wnioski smutne i alarmujące
Wnioski są przygnębiające, a nawet budzą poważny niepokój. Trudno przejść obok nich obojętnie – pokazują skalę problemu. Jeśli Polskie Sieci Elektroenergetyczne, podmiot kluczowy dla bezpieczeństwa energetycznego kraju, stosuje publicznie dezinformację i manipulację, to znaczy, że nie jesteśmy bezpieczni. Pora zacząć kupować świeczki, bo nadchodzą dni mroku. Państwowe spółki energetyczne mimo swoich wpływów politycznych i ogromnych zasobów finansowych nie będą ratunkiem, będą przyczyną katastrofy. Musimy na nowo wymyślić system bezpieczeństwa energetycznego, bo aktualny przestaje być wiarygodny.
Jak sprawdzić, czy dana gmina spełnia niezbędne minimum pokrycia swoich potrzeb energetycznych, aby założyć spółdzielnię energetyczną? I jak dobrze zaplanować dystrybucję energii w ramach takiej struktury?
Polskie samorządy w ostatnich latach coraz chętniej inwestują we własne odnawialne źródła energii. Z danych zebranych w „Ogólnopolskim badaniu inwestycji fotowoltaicznych w jednostkach samorządu terytorialnego” (w ramach projektu realizowanego przez Stowarzyszenie Ekologiczne EKO-UNIA, Fundację Zielone Światło i Zielony Instytut) od kwietnia 2022 r. gminy i powiaty wydały na instalacje fotowoltaiczne ponad 1,5 mld zł. To właśnie w tym czasie zostały zmienione także przepisy dotyczące rozliczania energii z fotowoltaiki. Obowiązującym obecnie modelem rozliczania produkowanej w instalacji PV energii jest net-billing. Zakłada on, że nadwyżki produkcji energii (czyli to, czego nie zużyjemy w danej chwili) są sprzedawane operatorowi sieci energetycznej, a w razie braku produkcji energii z własnej instalacji prosument musi kupić energię z sieci. Ten model rozliczeniowy jest dla użytkowników instalacji PV mniej korzystny ekonomicznie niż obowiązujący wcześniej system net-meteringu.
Jak, pomimo tych zmian, zwiększyć wykorzystanie produkowanej energii ze słońca (i innych OZE), a co za tym idzie – oszczędności w gminie? Odpowiedź jest prosta: założyć spółdzielnię energetyczną!
Czym jest spółdzielnia energetyczna?
Spółdzielnia energetyczna działa na podstawie przepisów ustawy OZE, ustawy o spółdzielniach orazustawy o spółdzielniach rolników.Jej celem jest wytwarzanie, dystrybucja i magazynowanie energii z instalacji OZE na rzecz jej członków.
Spółdzielnię energetyczną mogą powołać trzy osoby prawne, dziesięć fizycznych lub 5 producentówrolnych (Dz.U. z 2023 r. poz. 1145, Dz.U. z 2023 r. poz. 1318).
Jednym z warunków niezbędnych do powołania spółdzielni energetycznej, a także do jej uzasadnionego ekonomicznie działania jest pokrycie określonej części zapotrzebowania jej członków na energię. Oznacza to, że instalacje i magazyny wchodzące w skład spółdzielni energetycznej powinny pokrywać minimum 70% zapotrzebowania na energię w skali roku. Do końca tego 2025 r. próg ten został obniżony do 40%, jednak im wyższy procent pokrycia zapotrzebowania na energię w spółdzielni, tym bardziej opłacalna będzie cała inicjatywa.
Choć przepisy mówią o pokryciu rocznego zapotrzebowania na energię, to określenie rzeczywistej wysokości tego zapotrzebowania w danej gminie wymaga analizy danych miesięcznych, a nawet dziennych. Wynika to z faktu, że energia w budynkach gminy nie jest zużywana równomiernie przez cały rok i dobę i tak samo energia produkowana z instalacji OZE (szczególnie zależnych od warunków atmosferycznych) nie jest wytwarzana równomiernie. Jak więc sprawdzić, czy gmina spełnia niezbędne minimum pokrycia swoich potrzeb energetycznych, aby założyć spółdzielnię energetyczną?
Jak określić swoje potrzeby?
Aby zaplanować dystrybucję energii w ramach spółdzielni energetycznej, potrzebne są następujące informacje:
Zapotrzebowanie na energię
Zapotrzebowanie na energię poszczególnych budynków należących do gminy można określić na podstawie rachunków za energię elektryczną. Poza ilością energii ważne jest również to, kiedy ta energia jest (lub nie jest) zużywana. Dlatego warto zwrócić uwagę na charakterystykę poszczególnych punktów poboru energii. Co to oznacza w praktyce?
Przykład 1. Szkoły i urzędy gminy w ciągu dnia zużywają energię w podobnych godzinach. To, co je odróżnia, to okres wakacji: w miesiącach letnich szkoły będą zużywały mniej energii niż urzędy. Inaczej sprawa może się przedstawiać z przedszkolami i żłobkami, które często działają również podczas wakacji. W zależności od tego, jak to wygląda w danej gminie, każdy z tych budynków może mieć oddzielny profil zużycia energii.
Przykład 2. Oświetlenie drogowe jest odpowiedzialne za generowanie dużej części rachunków za energię elektryczną w gminie. Energia jest pobierana w charakterystyczny sposób, odmienny od innych liczników gminy: prąd jest pobierany po zmroku i w większym stopniu w miesiącach zimowych.
Inne miejsca, których liczniki wymagają osobnej analizy, to np. przepompownie ścieków i fontanny.
Rachunki za energię elektryczną są wysyłane do gminy w różnych odstępach czasu (np. miesięcznych, dwumiesięcznych czy kwartalnych). Aby uprościć pracę przy zbieraniu danych, można skorzystać z uśrednionych profili zużycia energii w odniesieniu do danego licznika, które możemy znaleźć np. w internecie. Taka charakterystyka ma najczęściej formę wykresu zużycia energii w zależności od dnia w roku. Jeżeli te obliczenia okażą się zbyt dużym wyzwaniem, można skorzystać z pomocy firm wyspecjalizowanych w tworzeniu biznesplanów dla spółdzielni energetycznych.
Energia elektryczna to niejedyny rodzaj energii, jaki możemy wytwarzać i dystrybuować w ramach spółdzielni energetycznych. Warto sprawdzić, ile w gminie zużywa się ciepła (szczególnie, jeśli nie pochodzi z odnawialnego źródła energii) i gazu. Te informacje pozwolą w ostatnim kroku określić, jakie inwestycje w OZE mogą być najbardziej odpowiednie.
Produkcja energii z własnych instalacji OZE
Jeżeli gmina posiada już instalacje OZE, należy zebrać dane o ilości produkowanej energii. Im bardziej szczegółowe, tym lepiej – szczególnie w przypadku instalacji korzystających z siły wiatru i promieni słonecznych. Te instalacje produkują energię raczej nierównomiernie, nawet w bieżącej minucie. Odczyty z falowników instalacji PV umożliwiają otrzymanie precyzyjnych danych w krótkich odstępach czasu, jednak dla ujęcia rocznego będą użyteczne dane co najmniej miesięczne. Możliwe jest dobranie bardziej szczegółowych danych wg różnych wzorów i tablic opisujących dobową produkcję energii z fotowoltaiki. Przydatne może być zwrócenie się o pomoc do firmy, która zamontowała instalację.
Tak jak w przypadku danych o zużyciu energii dane o produkcji mogą być przedstawione w tabeli, na podstawie której można wykonać wykres w ujęciu rocznym.
Analiza wyników
Aby określić procentowe pokrycie zapotrzebowania na energię w trakcie roku z własnych instalacji OZE, wystarczy podzielić ilość produkowanej energii przez ilość energii zużywanej.
W większości przypadków wynik ten nie będzie zadowalający, szczególnie jeżeli gmina posiada tylko instalacje PV, bez magazynów lub biogazowni. Ważną cechą spółdzielni energetycznych jest to, że może zostać założona przez przedsiębiorstwa gminne z wybranymi licznikami (PPE – punkty poboru energii). Warto w tym wypadku sprawdzić, które punkty poboru energii będą najbardziej odpowiadały profilowi produkcji odnawialnego źródła energii. W jaki sposób? Wybieramy dany okres i od produkcji energii odejmujemy zapotrzebowanie. Jeżeli wynik jest równy 0 – zapotrzebowanie jest pokryte, jeśli dodatni – występuje nadwyżka produkcji. W przypadku ujemnego pojawia się niedobór energii.
W odniesieniu do PV punktami poboru będą budynki i urządzenia pracujące w czasie największego nasłonecznienia od wschodu do zachodu słońca oraz w miesiące letnie.
Może się więc okazać, że na początkowym etapie warto założyć spółdzielnię na rzecz tylko kilku wybranych punktów poboru energii.
Planowanie nowych inwestycji
Oszczędności wygenerowane przez spółdzielnię mogą stanowić kapitał na budowę nowych mocy wytwórczych. Dzięki temu będą mogły być do niej przyłączane kolejne podmioty. Na etapie planowania spółdzielni energetycznej należy zbadać, jakie dodatkowe źródła energii mogą być potrzebne. Nie muszą to być tylko panele fotowoltaiczne, warto rozważyć wpływ magazynów energii, wiatraków, pomp ciepła czy biogazowni (np. na osady ściekowe z oczyszczalni lub bioodpady z gminy) na bilans energetyczny. Pozwoli to na określenie celu w działaniu spółdzielni – cyklicznie pojawiają się dofinansowania na nowe moce wytwórcze lub realizację biznesplanów dla społeczności energetycznych, na które warto się przygotować.
Kilka uwag
Rozliczanie energii elektrycznej w spółdzielni energetycznej, szczególnie z fotowoltaiki, jest bardziej opłacalne niż w systemie prosumenckim (net-billing). Energia zużywana w autokonsumpcji podlega zmniejszonej ilości opłat dystrybucyjnych na rzecz spółki energetycznej. Dodatkowo, w przypadku nadprodukcji, energia może zostać przekazana do sieci energetycznej i odebrana w razie potrzeby. Należy jednak pamiętać, że można odebrać 60% zmagazynowanej energii. Spółdzielnie energetyczne podają, że pozwala im to na oszczędności na rachunkach za prąd w wymiarze od kilkudziesięciu do nawet 100% w skali okresu rozliczeniowego.
W przypadku niedoboru energii zarówno z produkcji własnej, jak i z magazynu wirtualnego istnieje możliwość dokupienia energii od spółki energetycznej. Niestety, większość spółek podczas zawierania umowy ze spółdzielnią energetyczną za dodatkową energię oferuje stawki wyższe niż w przypadku umów z gminą. Dlatego przy dobieraniu punktów poboru energii i źródeł wytwarzania energii należy zwrócić uwagę na taki bilans, aby uniknąć zakupu energii od spółki energetycznej.
Nie warto jednak dążyć do przewymiarowania planowanej instalacji. Dla tych samych punktów poboru energii większa instalacja nie będzie miała wpływu na poziom autokonsumpcji. Zwiększy się jedynie ilość energii zmagazynowanej. Jest ona dostępna do odebrania tylko w danym roku, a dodatkowo zakład energetyczny zatrzymuje dla siebie 40% tej energii. Celem spółdzielni nie jest produkcja i wysyłanie do wirtualnego magazynu jak największej ilości energii, lecz pokrycie własnych potrzeb na energię, czyli autokonsumpcja w czasie rzeczywistym.
Przy wykonywaniu obliczeń można sięgnąć po materiały takie jak podręcznik RENALDO, dostępny na stronie internetowej Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. Na rynku pojawia się też coraz więcej specjalistów i firm, które oferują studia wykonalności dla spółdzielni energetycznych. To, co pomoże im również w przeprowadzeniu dokładnej analizy, to wysoka jakość zebranych danych o potrzebach energetycznych gminy. Warto więc prowadzić dokładny rejestr rachunków za energię dla poszczególnych punktów poboru energii oraz produkcję energii z własnych OZE. Umożliwia to precyzyjne zaplanowanie założenia spółdzielni energetycznej w gminie.
Julia Ługowska-Inicjatywa Społeczna Energetyka
artykuł pochodzi z magazynu „Zielona Gmina” (wydanie sierpień 2025) zielonagmina.pl
Spółdzielnie energetyczne zyskują popularność jako alternatywny model lokalnej produkcji i zarządzania energią, jednak ich skuteczność wymaga świadomego planowania, finansowania i spełnienia wielu warunków. W rozmowie z Krzysztofem Solarzem, dyrektorem Inkubatora Przedsiębiorczości Gminy Kamienna Góra i ekspertem spółdzielni energetycznej „Sudecka Energia”, omawiamy ekonomię, ryzyka i rolę tych spółdzielni w polskiej transformacji energetycznej.
Agnieszka Korniluk: Coraz więcej firm i samorządów myśli o zakładaniu spółdzielni energetycznych, ale jest też wiele patologii i ryzyk. Co pan sądzi na ten temat?
Krzysztof Solarz: Uważam, że nie ma potrzeby zakładania spółdzielni wszędzie i za wszelką cenę. Są firmy, których przedstawiciele krążą między gminami, zarabiając 20-30 tys. zł na sprzedaży dokumentów, po czym znikają. Gminy i mieszkańcy pozostają z podmiotem gospodarczym, o którym często nic nie wiedzą. To poważny problem, z którym trzeba się zmierzyć.
Rzeczywiście coraz więcej samorządów rozważa powoływanie spółdzielni energetycznych. Trzeba jednak pamiętać, że zakładanie ich ad hoc wiąże się pewnym ryzykiem. Zdarza się, że gmina decyduje się na taki krok bez przygotowania pod wpływem firm, które obiecują szybkie efekty i gotowe dokumenty. Po podpisaniu umowy znikają, samorząd zaś pozostaje z podmiotem, którego funkcjonowanie jest jedynie formalne.
Spółdzielnia energetyczna nie jest produktem, który można sprzedać jak projekt fotowoltaiczny. To proces, który wymaga wiedzy, planowania i odpowiedzialności. Każda inicjatywa powinna być poprzedzona analizą zarówno energetyczną, jak i biznesową, aby było wiadomo, w jakich warunkach wspólnota ma sens i jakie inwestycje będą ją utrzymywać. Lepiej działać wolniej, ale z przekonaniem, że projekt ma solidne podstawy, niż tworzyć coś, co trzeba będzie później naprawiać.
AK: Czy istnieje ryzyko, że do spółdzielni energetycznych wejdą przedsiębiorcy działający wbrew jej zasadom?
KS: Zdarzają się takie przypadki. Pojawiają się przedsiębiorcy żonglujący przepisami, często powodując straty innych. Nie jestem przeciwny, aby inwestorzy sprzedawali energię gminom, ale trzeba dokładnie policzyć, czy to się opłaca. Gmina sama może podjąć się tego zadania i eliminować ryzyko oraz pośredników.
Nie ma przeszkód formalnych, by w jednej spółdzielni energetycznej miały udział samorządy i przedsiębiorcy prywatni. Prawo dopuszcza takie rozwiązanie, ale w praktyce takie rozwiązania często powodują więcej problemów, niż przynoszą korzyści. Pojawia się kwestia pomocy publicznej. Spółdzielnia przestaje być w pełni podmiotem publicznym, więc poziom dofinansowania z programów krajowych i unijnych się zmniejsza.
W związku z tym rekomenduję, aby przedsiębiorcy prywatni szukali odbiorców swojej energii wśród innych firm lub wspólnot prywatnych, natomiast gminy powinny inwestować we własne źródła OZE, by uzyskać jak największe oszczędności. Taki model jest bardziej przejrzysty, bezpieczny finansowo i pozwala lepiej wykorzystać środki publiczne.
Przedsiębiorcy prywatni i samorządy mogą i powinny współpracować, ale niekoniecznie w jednej strukturze, ponieważ mają inne cele i instrumenty działania. Kiedy oba rozwijają się równolegle, gospodarka lokalna zyskuje. Energia jest wykorzystywana w regionie, a inwestycje przynoszą korzyści na poziomie lokalnym.
AK: Czy zadaniem spółdzielni jest generowanie zysków?
KS: Nie, spółdzielnia nie powinna być nastawiona na zarabianie, tylko na oszczędzanie. Energia powinna być produkowana na własne potrzeby, nadwyżki zaś sprzedawane, by ograniczyć koszty. Model, w którym właściciel źródła sprzedaje energię członkom spółdzielni, jest problematyczny, gdyż gmina mogłaby sama eliminować pośredników.
Głównym celem spółdzielni jest obniżenie kosztów energii swoim członkom i zapewnienie im bezpieczeństwa energetycznego. Energia wytwarzana w ramach wspólnoty służy przede wszystkim zaspokajaniu potrzeb własnych. Ewentualne nadwyżki nie są towarem przeznaczonym do sprzedaży, lecz zasobem, który warto mądrze wykorzystać, np. zasilać nim fundusz inwestycyjny przeznaczony na budowę nowych źródeł odnawialnych.
Ten mechanizm pozwala utrzymać środki w lokalnym obiegu gospodarczym.
Model, w którym właściciel źródła sprzedaje energię członkom spółdzielni, ma niewiele wspólnego z ideą wspólnot energetycznych. Bardziej racjonalnym podejściem jest inwestowanie przez gminę we własne źródła OZE, które zasilają lokalne instytucje i społeczność. Taki system nie tylko zwiększa samowystarczalność energetyczną, ale także realnie wzmacnia gospodarkę na danym terenie.
AK: Jak wygląda praktyczny model funkcjonowania spółdzielni?
KS: W „Sudeckiej Energii” operujemy na mikroskopijnym wolumenie – trzy punkty poboru, obrót niewielki, więc to nieopłacalne. Gmina i spółki komunalne wpłaciły wpisowe i udziały po 1000 zł. Koszty utrzymania są finansowane poprzez świadczenie usług komercyjnych, m.in. doradztwo i pomoc w zakładaniu innych spółdzielni. Docelowo chcemy, aby spółdzielnia utrzymywała się z oszczędności dla członków, a prowizja nie wpływała na podniesienie cen energii powyżej rynkowej.
Spółdzielnia Energetyczna „Sudecka Energia” działa w praktyce, a nie tylko na papierze. Obecnie rozliczamy energię pomiędzy dwunastoma punktami poboru należącymi do gmin i spółki komunalnej. Korzystamy z instalacji fotowoltaicznych będących własnością naszych członków, bilansując produkcję i zużycie energii w skali lokalnej. Musimy jednak pamiętać, aby mechanizm rozliczeń był jak najbardziej opłącalny, w związku z tym trzeba myśleć o miksie OZE, a nie wyłącznie o fotowoltaice.
Nasz model opiera się na prostym założeniu – spółdzielnia utrzymuje się z oszczędności generowanych dla swoich członków. Każdy podmiot zużywa mniej energii z sieci, a dzięki wspólnemu zarządzaniu przepływami energii i optymalizacji kosztów sieciowych oszczędności widać już po pierwszych rozliczeniach. Jednocześnie trzeba pamiętać, że spółdzielnia jest podmiotem gospodarczym i ponosi koszty swojego działania, które muszą być pokrywane z przychodów, zwykle ukrytych w mechanizmie rozliczeń wewnętrznych.
Szacujemy, że przy wolumenie rozliczeń na poziomie około 1 MW (moc źródła OZE) spółdzielnia będzie w pełni samowystarczalna finansowo. Oznacza to, że pokryje wszystkie koszty operacyjne niewielką marżą, której nie odczują członkowie w cenie energii.
AK: A co z kosztami inwestycji w duże źródła, takie jak biogazownie czy turbiny wiatrowe?
KS: To bardzo drogie projekty – biogazownia rolnicza ok. 25 mln zł, komunalna – nawet 75 mln zł. Spółdzielnia nie ma takich funduszy, więc szukamy dotacji i środków zewnętrznych. Rozważamy wprowadzenie modelu, w którym mieszkańcy inwestują, ale dopiero wtedy, kiedy jest gotowy projekt i są zezwolenia. To obniża potrzebę kredytowania.
Inwestycje w duże źródła energii, takie jak biogazownie czy turbiny wiatrowe, to ogromne przedsięwzięcia pod względem zarówno technicznym, jak i finansowym. Dla spółdzielni energetycznych, które są młodymi podmiotami bez dużego majątku i historii kredytowej, pozyskanie klasycznego finansowania bankowego jest bardzo trudne. Dlatego szukamy atrakcyjnych i bezpiecznych modeli finansowych, które pozwolą rozwijać inwestycje bez nadmiernego obciążania budżetów gmin i członków spółdzielni.
Nie zależy nam na kredycie długoterminowym. Zamierzamy budować projekty etapami i korzystać z dotacji krajowych, regionalnych oraz unijnych, a także z mechanizmów, które umożliwiają zabezpieczenie zobowiązań w sposób alternatywny. Takie podejście minimalizuje ryzyko i pozwala zachować pełną kontrolę nad procesem inwestycyjnym.
Planujemy także uruchomienie modelu partycypowania w nim mieszkańców, który umożliwi im inwestowanie w gotowe, dobrze przygotowane projekty. Mieszkańcy staną się wtedy współwłaścicielami lokalnych źródeł energii, a zyski i korzyści pozostaną w regionie. To nie tylko sposób na finansowanie, lecz także na budowanie współodpowiedzialności za transformację energetyczną wśród mieszkańców.
AK: Jakie bariery ekonomiczne i legislacyjne mogą wystąpić podczas realizacji takich inwestycji?
KS: Obecnie administracja państwowa gwarantuje wsparcie biogazowni. Po włączeniu do spółdzielni nie jest już ono udzielane i musimy sprzedawać energię taniej niż po cenie rynkowej, co jest nieopłacalne. Trzeba zmienić przepisy prawne, by umożliwić efektywne włączanie takich źródeł do spółdzielni. Konieczne jest też dofinansowanie, gdyż same źródła są drogie.
W mojej ocenie system prawny dotyczący spółdzielni energetycznych jest już na tyle kompletny, że pozwala na ich realne funkcjonowanie. Nie potrzebujemy dziś rewolucji legislacyjnych, tylko stabilności przepisów i czasu, by wypracować dobre praktyki działania.
Główne bariery nie leżą w prawie, lecz w finansowaniu i organizacji. Spółdzielnie muszą nauczyć się korzystać z istniejących narzędzi, budować kompetencje i tworzyć wiarygodne modele inwestycyjne. To proces, który wymaga cierpliwości, ale daje trwałe efekty.
AK: Jak ocenia Pan plany likwidacji netmeteringu?
KS: Netmetering jest wręcz niezbędny na początkowym etapie. Bez niego 90–95% spółdzielni PV upadnie. Potrzebujemy czasu na pokazanie, że miks OZE działa i stabilizuje sieć. Trzeba podejść do tego racjonalnie, bez paniki.
Netmetering jest dziś fundamentem funkcjonowania większości spółdzielni energetycznych. Bez tego mechanizmu trudno utrzymać stabilność finansową wspólnot opartych głównie na fotowoltaice. Zanim zaczniemy mówić o jego likwidacji, potrzebujemy czasu na zbudowanie miksu źródeł (biogazu, wiatru i magazynów energii), który pozwoli bilansować energię w krótszym czasie.
Dopiero gdy powstaną spółdzielnie modelowe, pokazujące, że lokalne bilansowanie działa w praktyce, będzie można wprowadzać zmiany systemowe. Dziś najważniejsze są stabilność przepisów i wsparcie dla inicjatyw, które dopiero budują swoje zaplecze technologiczne i zaufanie społeczne.
AK: Czy w przestrzeni publicznej nie krążą nieprawdziwe informacje na temat spółdzielni?
KS: Niestety, firmy konkurencyjne szerzą panikę, że trzeba się spieszyć, by zdążyć przed wprowadzeniem większych wymogów OZE. To mit. Wszystko można zaplanować zgodnie z ekonomią. Edukacja i transparentna komunikacja to nasze główne narzędzia. Dezinformacja pojawia się szczególnie ze strony firm, które próbują sprzedawać spółdzielnie jako gotowy produkt. Tymczasem to proces, który wymaga przygotowania, bilansu energetycznego i realnego planu działania. Najlepsze metody walki z mitami to edukacja i pokazywanie sprawdzonych przykładów spółdzielni, które działają w sposób przejrzysty i przemyślany.
AK: A jak wygląda świadomość mieszkańców i samorządów?
KS: Wielu włodarzy uważa, że dostarczanie energii nie należy do ich zadań, a mieszkańcy są bierni, dlatego planujemy kampanie edukacyjne i dialog z mieszkańcami. Bez tego opór społeczny może zablokować projekty.
Świadomość zarówno samorządów, jak i mieszkańców wciąż wymaga wzmocnienia. Włodarze często nie dostrzegają, że transformacja energetyczna już się odbywa i gminy powinny w nią się włączyć. Z kolei mieszkańców trzeba przekonać, że odnawialne źródła to nie zagrożenie, lecz realna korzyść. Edukacja, dyskusje z mieszkańcami, transparentność działań i dialog mogą zmienić opór w zaangażowanie.
AK: Czy widzi Pan przyszłość dla spółdzielni w Polsce?
KS: Tak, ale nie ma uniwersalnego wzorca. Każda spółdzielnia musi spełniać lokalne potrzeby, mieć lidera i znać specyfikę regionu. Współpraca i wymiana wiedzy muszą zastąpić konkurencję i podziały. To klucz do realnej, trwałej transformacji opartej na społecznej współpracy, a nie na zysku.
Spółdzielnie energetyczne mają przyszłość w naszym kraju. To kierunek, który jest nie tylko potrzebny, ale także nieunikniony. Transformacja energetyczna nie powiedzie się bez udziału społeczności lokalnych, a spółdzielnie są najlepszym narzędziem do łączenia samorządów, mieszkańców i przedsiębiorstw we wspólnym celu. Każda z nich musi jednak powstawać w oparciu o potrzeby, zasoby i ludzi, którzy rozumieją specyfikę swojego regionu.
Jestem optymistą. Widzimy coraz więcej dobrych przykładów i rosnące zainteresowanie samorządów. Potrzebujemy jednak stabilnych przepisów, atrakcyjnych mechanizmów finansowania i przede wszystkim czasu, by udowodnić, że ten model naprawdę działa. Spółdzielnie energetyczne nie są chwilową modą, lecz trwałym elementem nowoczesnej gospodarki. Jeśli będą miały przestrzeń do rozwoju, staną się jednym z filarów bezpiecznej, zrównoważonej energetyki w Polsce.
Krzysztof Solarz-dyrektor Inkubatora Przedsiębiorczości Gminy Kamienna Góra. Inicjator, założyciel oraz organizator Spółdzielni Energetycznej „Sudecka Energia” (od marca 2023 r.). Koordynator projektu utworzenia klastra energii pn.
„Energia Ziemi Kamiennogórskiej”, realizowanego w partnerstwie ze spółką Tauron Ciepło. Zawodowo związany również z samorządowym Stowarzyszeniem Energetyki Obywatelskiej Ziemi Świdnickiej, w którym koordynuje proces zakładania spółdzielni energetycznych oraz doradza członkom Stowarzyszenia w kwestiach energetycznych. Prelegent w ramach cyklu szkoleń dotyczących społeczności energetycznych, organizowanych przez Związek Miast Polskich oraz Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa.
W obliczu kryzysu klimatycznego i rosnących cen energii coraz więcej społeczności lokalnych bierze sprawy w swoje ręce. Powstają spółdzielnie energetyczne, które pozwalają mieszkańcom wspólnie produkować energię odnawialną, zarządzać nią i z niej korzystać. To nie tylko sposób na obniżenie kosztów energii i czystsze powietrze, ale też realny krok w stronę niezależności i sprawiedliwej transformacji energetycznej.
Energia przestaje być towarem kontrolowanym przez wielkie koncerny, a staje się dobrem wspólnym zarządzanym przez ludzi tworzących społeczności lokalne.
Zgodnie z art. 2 pkt 33a uOZE przez spółdzielnię energetyczną rozumie się spółdzielnię, której przedmiotem działalności jest wytwarzanie energii elektrycznej, biogazu lub ciepła w instalacjach odnawialnego źródła energii i równoważenie zapotrzebowania energii elektrycznej, biogazu lub ciepła wyłącznie na potrzeby własne spółdzielni energetycznej i jej członków, przyłączonych do zdefiniowanej obszarowo sieci dystrybucyjnej elektroenergetycznej o napięciu znamionowym niższym niż 110 kV, sieci dystrybucyjnej gazowej lub sieci ciepłowniczej.
W związku z tym celem spółdzielni energetycznej jest wytwarzanie energii elektrycznej i cieplnej na potrzeby własne jej członków. Wspólnota ta dąży do samowystarczalności i pełnej autokonsumpcji. Korzysta z tańszej energii, unikając kosztów rynkowych, przesyłowych i handlowych. Zużycie energii w spółdzielniach energetycznych odbywa się wyłącznie za pomocą odnawialnych źródeł energii (w skrócie OZE), czyli słońca, biomasy, wiatru i wody. Wykorzystanie OZE w produkcji energii zapewnia zmniejszenie emisji CO2 i innych zanieczyszczeń, przyczyniając się do redukcji śladu węglowego i ochrony środowiska naturalnego. Spółdzielnie energetyczne wspierają transformację energetyczną, przynosząc jednocześnie korzyści pod względem zarówno ekonomicznym, społecznym, jak i środowiskowym.
Wzmocnienie społeczności lokalnej to pośredni efekt tworzenia spółdzielni energetycznej i jednocześnie wartość dodana przedsięwzięcia. To własność zbiorowa – wszelkie zyski, decyzje i ewentualne konsekwencje pozostają w rękach mieszkańców, członków spółdzielni. Wszyscy członkowie mają prawo głosu, mogą razem podejmować decyzje i wspierać się, a potem wspólnie odnosić sukcesy. Powstawanie spółdzielni energetycznych sprzyja wzrostowi świadomości ekologicznej i zaangażowaniu obywatelskiemu, m.in. jej członkowie poszerzają wiedzę w zakresie odnawialnych źródeł energii. Kolejnym, ważnym elementem działania spółdzielni jest lepsze wykorzystanie zasobów lokalnych. Wspólnota umożliwia zagospodarowanie odpadów rolnych do produkcji biogazu, wykorzystuje lokalne tereny do instalacji fotowoltaicznych, minimalizuje straty przemysłu, gdyż energia zużywana jest blisko miejsca jej wytworzenia. Pod względem ekonomicznym za niewątpliwą korzyść uznać można tworzenie nowych miejsc pracy w obsłudze instalacji, zarządzaniu nią i administracji. Oszczędności z wytworzonej energii można wykorzystać np. na wspieranie lokalnych inicjatyw czy inwestycji.
Najważniejszym, bezprecedensowym aspektem założenia spółdzielni energetycznej jest niezależność energetyczna. Zmniejszenie uzależnienia od dużych koncernów energetycznych i importu paliw jest wartością dodaną. W sytuacji napięć zbrojnych w Ukrainie bezpieczeństwo energetyczne w sytuacjach kryzysowych nabiera większego znaczenia.
W Polsce jest już 198 spółdzielni energetycznych (dane do 12 listopada 2025 r.). Przykładem dobrze prosperującego podmiotu energetycznego jest Lądecka Spółdzielnia Energetyczna, której prezesem jest Daniel Raczkiewicz. Jednostka ta posiada farmę fotowoltaiczną o mocy początkowej 1MW, uruchomioną we wrześniu 2023 r. Lądecka Spółdzielnia Energetyczna zasila infrastrukturę publiczną, przynosi znaczne oszczędności i aktywnie dzieli się wiedzą.
Spółdzielnie energetyczne w Polsce stają się realną siłą, choć wciąż są na początku swojej drogi. Jest jeszcze przed nimi mnóstwo wyzwań. Zmieniające się prawo energetyczne, zbyt restrykcyjne przepisy, brak środków finansowych czy też trudności w pozyskiwaniu dofinansowania to tylko niektóre problemy. Na te i inne wyzwania odpowiada Krajowy Związek Rewizyjny Spółdzielni Energetycznych (KRZSE), założony w Minikowie 4 lipca 2025 r. Jej prezes Łukasz Pałucki informuje, że związek wychodzi naprzeciw potrzebom spółdzielni energetycznych. Pomaga w dostosowaniu się do zmieniających się warunków i regulacji. KRZSE będzie też edukować i uświadamiać społecznie. Związek Rewizyjny ma pełnić funkcję reprezentacyjną całej branży spółdzielni energetycznych. Nieformalna grupa zawiązana w celu powołania Związku dokonała już udanych interwencji, doprowadziła m.in. do wycofanie projektu tzw. ustawy wiatrakowej, której zapisy zakazują gminom posiadania instalacji fotowoltaicznych powyżej 50 kWp. W skład grupy odpowiedzialnej za zorganizowanie zjazdu założycielskiego i rejestrację wchodzili: Krzysztof Solarz (SE „Sudecka Energia”), Maciej Proszak (SE Energia Gminy Komorniki), Łukasz Pałucki (Hrubieszowskie Spółdzielnie Energetyczne). Zainteresowane spółdzielnie mogą już ubiegać się o członkostwo w Związku Rewizyjnym zgodnie z obowiązującymi zasadami przyjmowania nowych członków.
Nadzieją dla rozwoju spółdzielni energetycznych jest dopracowanie regulacji, lepsze finansowanie, budowa kompetencji lokalnych oraz wzmocnienie sieci wspomagających takich jak Ogólnopolskie Forum Spółdzielni Energetycznych (OFSE), działające w Minikowie koło Bydgoszczy. Platforma OFSE, której celem jest wymiana doświadczeń i dobrych praktykmiędzy istniejącymi oraz planowanymi spółdzielniami energetycznymi w Polsce, działa od 2024 r. pod adresem https://forumse.kpodr.pl/. Idea Forum jest oparta na modelu peer-to-peer learning, czyli równorzędnej współpracy uczestników w zakresie doświadczeń, legislacji, finansowania i organizacji.
***
Wizja przyszłości Polski bezpiecznej energetycznie – niezależnej od węgla, gazu i geopolitycznych szantaży – dzięki istnieniu spółdzielni energetycznych staje się realna. Polska sprawiedliwa społecznie – słuchająca głosu i spełniająca oczekiwania społeczności lokalnych. Polska zielona i czysta – zmierzająca do zeroemisyjności i inteligentnego gospodarowania odpadami. Polska demokratyczna i aktywna – oddająca władzę w ręce ludzi to filary transformacji energetycznej i zapewnienie nowej, lepszej perspektywy przyszłości.
Stowarzyszenie Ekologiczne EKO-UNIA oraz Zielony Instytut serdecznie zapraszają na okrągły stół energetyczno-klimatyczny: “Rola obywatelskich i odnawialnych społeczności energetycznych w obszarze zielonej transformacji energetycznej Polski”.
Data: 26 maja 2025 r.
Godzina: 11:00 – 14:00
Miejsce: Dom Śląski, ul. Pawła Stalmacha 17, 40-058 Katowice
Podczas Okrągłego Stołu, w którym wezmą udział samorządowcy, przedstawiciele organizacji pozarządowych, środowiska akademickiego oraz parlamentarzyści, wspólnie będziemy dyskutować nad kluczowymi aspektami transformacji energetycznej i klimatycznej w Unii Europejskiej. Poruszymy m.in. następujące zagadnienia:
Aktualny stan energetyki obywatelskiej w Polsce.
Unijne cele związane z podnoszeniem efektywności energetycznej, zwiększeniem udziału OZE i ograniczaniem emisji gazów cieplarnianych do 2030 r., a także demokratyzacją energetyki w UE, ze szczególnym uwzględnieniem obywatelskich i odnawialnych społeczności energetycznych (https://eko-unia.org.pl/spolecznosci-energetyczne/).
Realizacja unijnej zasady „po pierwsze efektywność energetyczna”.
Łączenie efektywności energetycznej z rozwojem własnych źródeł OZE, magazynowaniem energii, komunalnymi sieciami elektroenergetycznymi oraz innymi usługami energetycznymi w ramach tworzenia lokalnych rynków energii (zgodnie z dyrektywą 2019/944 w sprawie wspólnych zasad rynku wewnętrznego energii elektrycznej w UE).
Tworzenie i realizacja praktycznych działań we współpracy z obywatelami/ obywatelkami w ramach obywatelskich społeczności energetycznych (ang. citizen energy community CEC) oraz odnawialnych społeczności energetycznych (ang. renewable energy communities, REC).
Formuła okrągłego stołu zapewni równe szanse do wymiany poglądów i umożliwi aktywne zaangażowanie różnych grup interesariuszy w dyskusję na temat procesu uspołeczniania i zazieleniania śląskiej energetyki.
W czasie wydarzenia, ok. godziny 12:30, zapraszamy Państwa na wegański poczęstunek.
Wydarzenie zostało objęte patronatem Stowarzyszenia BoMiasto.
Osoby zainteresowane udziałem w warsztatach prosimy o kontakt: kkubiczek[małpa]eko.org.pl
Patronat medialny:
Projekt realizowany w ramach Inwestycji G1.1.4 Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększenia Odporności: Wsparcie dla instytucji wdrażających reformy i inwestycje w ramach REPowerEU
W wydarzeniach wezmą udział przedstawiciele samorządów, organizacji pozarządowych, środowiska akademickiego oraz parlamentarzyści. Podczas spotkań zostaną poruszone kluczowe zagadnienia dotyczące przyszłości energetyki obywatelskiej w Polsce, w tym: aktualny stan i perspektywy rozwoju energetyki obywatelskiej; cele Unii Europejskiej w zakresie efektywności energetycznej, zwiększenia udziału OZE oraz redukcji emisji gazów cieplarnianych; rola społeczności energetycznych w demokratyzacji rynku energii oraz możliwości tworzenia lokalnych rynków energii poprzez magazynowanie i rozwój własnych źródeł OZE.
Dzięki formule okrągłego stołu uczestnicy będą mieli możliwość aktywnego udziału w dyskusji oraz wymiany doświadczeń i pomysłów na rzecz zrównoważonej transformacji energetycznej.
🌱 W trakcie spotkań przewidziany jest wegański poczęstunek.
👉 Zapisy: Zgłoszenia przyjmowane są drogą mailową pod adresem: kkubiczek@eko.org.pl.
Patronat medialny nad wydarzeniami objęli:
Projekt realizowany w ramach Inwestycji G1.1.4 Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększenia Odporności: Wsparcie dla instytucji wdrażających reformy i inwestycje w ramach REPowerEU
Europejska transformacja energetyczna w stronę źródeł odnawialnych coraz częściej wkracza do miast. Nie oznacza to jednak, że obszary wiejskie muszą zostać w tyle.
Obszary wiejskie przez lata były wdzięcznymi terenami stawiania na energetykę odnawialną. Znajdziemy tu sporo otwartej przestrzeni, na której można postawić wiatraki czy panele fotowoltaiczne. Rolnictwo dostarcza przydatnej w wytwarzaniu energii biomasy. Postawienie na OZE pozwala tworzyć miejsca pracy na terenach o ograniczonych możliwościach przyciągania inwestycji.
To tylko kilka z powodów, które warto mieć w tyle głowy podczas lektury wydanego przez Fundację im. Heinricha Boella „Atlasu Energii”, który dokumentuje dziejący się na naszych oczach zwrot w stronę źródeł odnawialnych (nie tylko) w Europie.
Ryzyka rozwojowe
Potencjał samowystarczalności energetycznej, a także lokalnej współpracy w formie spółdzielni energetycznych wykorzystywany jest już nie tylko przez znane z hojnego wsparcia dla OZE Niemcy.
Nawet pomimo niezbyt życzliwego podejścia polskiego rządu do źródeł odnawialnych Polska zajmuje 7. miejsce w Unii Europejskiej pod względem ilości energii wyprodukowanej przez prosumentów – kooperatywy, gospodarstwa domowe, małe i średnie przedsiębiorstwa czy instytucje publiczne, które nie tylko zużywają, ale również wytwarzają energię.
Obszary wiejskie mają szansę być wielkimi wygranymi transformacji energetycznej – o ile się im w tym pomoże. Póki co mamy w naszym kraju do czynienia z faktycznym zamarciem rozwoju lądowej energetyki wiatrowej, w czym sporą rolę odegrało wykorzystanie przez rządzące Prawo i Sprawiedliwość protestów przeciwko niejednej lokalizacji turbin wiatrowych, rzadko kiedy realizowanych w formie inwestycji samej lokalnej społeczności.
Wieś może tracić swoją pozycję w szeregu beneficjentów zielonego zwrotu energetycznego na korzyść miast. Coraz częściej łączą się one w międzynarodowe sieci, wymieniające się doświadczeniami i prezentujące możliwe do replikowania dobre praktyki. Wykorzystują one środki własne lub pozyskane ze źródeł zewnętrznych (np. z emisji ekoobligacji lub funduszy europejskich) do podnoszenia efektywności energetycznej oraz budowy lokalnej, niskoemisyjnej gospodarki.
Naczynia połączone
Jeśli obszarom wiejskim nie poświęcimy w trakcie wspomnianej transformacji dostatecznie dużo uwagi i środków, to do starych zaniedbań mogą wkrótce dojść nowe problemy.
Pierwszym z brzegu jest transport. Trudno dyskutować na temat przechodzenia na bardziej przyjazne dla środowiska napędy (nie wspominając o infrastrukturze dla autobusów elektrycznych), kiedy do tej czy innej gminy w ogóle nie dociera transport zbiorowy. Sytuacja, w której mieszkańcy miast cieszyć się będą szerokim dostępem do opcji zrównoważonej mobilności, podczas gdy ci na wsi jeździć będą przywiezionymi z Niemiec dieslami, nie wygląda na ucieleśnienie marzeń o bardziej zielonej Polsce.
Podobnie jeśli chodzi o walkę z ubóstwem energetycznym. Działania na rzecz wymiany źródeł ciepła czy termorenowacji budynków mogą się skupić w miastach – szczególnie tych zmagających się ze smogiem. Fakt, iż wedle opublikowanych w „Atlasie Energii” danych odsetek ludności żyjącej w zawilgoconych domach czy niezdolnej do utrzymania w nich odpowiedniego komfortu termicznego jest w Polsce niższy niż unijna średnia, nie powinien skłaniać do siadania na laurach.
Przeznaczanie – słuszne – dodatkowych środków na walkę z zanieczyszczeniem powietrza nie może oznaczać cięć w wydatkach skierowanych na obszary wiejskie – tym bardziej, że w przeciwieństwie do miast znajdujące się tam gospodarstwa domowe nie mogą liczyć na przyłączenie do miejskiej sieci ciepłowniczej.
Wymiar europejski
Odblokowanie możliwości rozwoju energetyki odnawialnej na obszarach wiejskich ma jeszcze jeden aspekt, wykraczający poza lokalny ekorozwój. Wedle szacunków z „Atlasu Energii” już dziś możemy wejść na ścieżkę, która w roku 2050 doprowadzi do tego, że Unia Europejska będzie w całości napędzana energią ze źródeł odnawialnych.
Scenariusz ten ma umożliwiać pojawienie się potencjału znacznie większego niż do tej pory wykorzystywania energii elektrycznej w sektorach takich jak transport czy ciepłownictwo, co ułatwiać ma z kolei ich „zazielenianie”.
Zdaniem tworzących atlas ekspertów wiązanie różnych sektorów ma być niezbędne do tego, by scenariusz pełnego przejścia na źródła odnawialne się ziścił. Pomóc tu mogą chociażby baterie z samochodów elektrycznych, będące mobilnymi magazynami energii pozwalającymi na stabilizowanie sieci, a także nowoczesne rozwiązania cyfrowe, umożliwiające m.in. zarządzanie popytem na nią.
Nic o nas bez nas
W wypadku Polski niemal ¾ zapotrzebowania energetycznego kraju miałaby w zaprezentowanym w raporcie scenariuszu pokryć energetyka wiatrowa – udział tej budowanej na lądzie przekroczyłby 40%. W obliczu wspomnianych już protestów, które przed laty wyhamowały rozwój sektora w naszym kraju, nie da się ukryć, że osiągnięcie takiego wskaźnika nie będzie możliwe bez wsparcia lokalnych społeczności.
Wprowadzenie obowiązkowego udziału tych społeczności w inwestycjach, wspieranie (od finansowego po regulacyjne) rozwiązań gminnych i spółdzielczych, inwestowanie w efektywność energetyczną – to wszystko działania, które pomogłyby zmniejszyć opór społeczny i przekonywać społeczności wiejskie do tego, że zielona energetyka to szansa na ich bardziej dynamiczny rozwój.
Czy z tej szansy skorzystamy? Sprawa pozostaje otwarta.
Specjalnością Platformy Obywatelskiej, a już w szczególności premiera Donalda Tuska, jest grillowanie. Grilluje się kolegów z partii, grilluje ministrów, dozując w mediach informacje o ewentualnych zmianach w rządzie, grilluje i projekty ustaw.(więcej…)
– Ci ekolodzy to mogliby się ze sobą najpierw dogadać – powiedział mi ostatnio znajomy. – Tyle krzyczą, żeby stawiać na zielone, czyste, odnawialne źródła energii, ale kiedy pojawia się wreszcie inwestor, kiedy ma już stanąć w jakimś miejscu farma wiatrowa czy elektrownia wodna, zaraz pojawiają się… ekolodzy! I krzyczą, protestują, żeby nie stawiać, bo ptaszki, kwiatki, żabki. Gdzie logika? Gdzie konsekwencja?
No właśnie, gdzie? Podstawową zasadą ekologii, a także opierającego się na niej zrównoważonego rozwoju jest całościowe, holistyczne spojrzenie na świat, integracja różnych dziedzin życia – bo wszystko jest ze sobą połączone, pozornie odległe problemy funkcjonują w złożonej sieci zależności. Nie możemy rozwijać zielonej energetyki, jednocześnie ignorując problem ochrony bioróżnorodności i odwrotnie – na nic zda się ochrona ginących gatunków czy siedlisk, jeśli pozostaniemy przy obecnych schematach energetycznych. Te sprawy łączą się ze sobą – a z nimi różne zagadnienia ekonomiczne, społeczne, przyrodnicze… I dlatego zarówno przy tworzeniu szerokich, długofalowych strategii, jak i przy planowaniu konkretnych inwestycji trzeba brać pod uwagę wiele różnych czynników, w tym również aspekt ochrony przyrody na poziomie gatunków, ekosystemów czy całego krajobrazu.
Jakie są główne zarzuty przyrodników wobec elektrowni wiatrowych – jednego z najbardziej czystych źródeł energii? Najważniejszym jest zagrożenie dla ptaków i nietoperzy, lęgowych na danym terenie oraz migrujących. Zwierzęta nie są w stanie dostrzec szybko poruszających się skrzydeł wiatraka (szczególnie z niewielkiej odległości), niepodobnych do niczego, co występuje w naturze – i roztrzaskują się o nie. Giną zarówno ptaki duże, w tym drapieżniki, jak i drobne, których śmiertelność na turbinach jest najtrudniejsza do oszacowania. Zdarza się, że tereny atrakcyjne dla wiatrowych inwestorów pokrywają się z obszarami ważnymi z punktu widzenia ochrony ptaków – przede wszystkim dotyczy to dolin rzecznych – korytarzy migracyjnych podczas przelotów oraz miejsca lęgów ptaków związanych z terenami podmokłymi. Wbrew pozorom łatwiej jest inwestorom znaleźć inne miejsce do budowy elektrowni, niż ptakom zmienić trasy migracji funkcjonujące od kilku tysięcy lat.
Inne zarzuty wobec wiatraków to generowany hałas, migotanie oraz „szpecenie krajobrazu”. Ten ostatni problem można uznać za kwestię gustu, tolerujemy od lat rzeczy dużo brzydsze niż smukłe sylwetki skrzydlaków, z drugiej strony jednak są to rzeczywiście wielkie konstrukcje, widoczne z dużych odległości, a więc wpływające na krajobraz na dużych obszarach. Pozostałe problemy może rozwiązać doskonalenie stosowanych technologii, a także po prostu przestrzeganie prawa, skonstruowanego w taki sposób, żeby każdą inwestycję tego typu poprzedzała staranna analiza kosztów ekonomicznych, społecznych i ekologicznych. Budowa fermy wiatrowej wymaga oceny oddziaływania na środowisko, a na obszarach Natura 2000 oraz w ich pobliżu także oceny oddziaływania na obszar, a więc stwierdzenia, czy inwestycja nie będzie miała znaczącego negatywnego wpływu na przedmiot ochrony – najczęściej są to określone gatunki ptaków. Staranny wybór lokalizacji ogranicza negatywny wpływ inwestycji do minimum i sprawia, że wiatraki mogą być rzeczywiście ekologiczną, czystą energią.
Podobnie wygląda kwestia energii wodnej. Tutaj głównym problemem jest skala inwestycji. Wielka elektrownia wodna dewastuje przyrodę na ogromnym obszarze, szczególnie jeśli dolina rzeki ma wciąż charakter naturalny lub zbliżony do naturalnego. Takich miejsc jak np. dolina Wisły z kompleksami lasów i zarośli łęgowych, starorzeczy, łąk, szuwarów i ziołorośli jest już w Europie naprawdę niewiele, mają ogromne znaczenie dla bioróżnorodności i każde z nich jest na wagę złota. Z kolei małe elektrownie wodne, oparte na niewielkich piętrzeniach, w wielu przypadkach pozytywnie wpływają na lokalne warunki wodne, przyczyniając się do retencji wody. W każdym przypadku problemem są ryby wędrujące na tarło z morza do rzek – przy piętrzeniu konieczne jest wykonanie odpowiednich przepławek.
Biomasa to wyjątkowe źródło energii, dające szanse na połączenie energetyki z ochroną bioróżnorodności. Zmiany zachodzące od kilkudziesięciu lat w rolnictwie prowadzą do zaniku wielu rzadkich ekosystemów półnaturalnych, czyli łąk, pastwisk, muraw i związanych z nimi gatunków roślin i zwierząt. Aby przetrwały, potrzebne jest m.in. regularne koszenie wraz z usuwaniem biomasy, kiedyś nierozłącznie związane z produkcją zwierzęcą. Obecnie coraz częściej szansą na zagospodarowanie powstającej w ten sposób biomasy są biogazownie. Produkcja biomasy może odbywać się w sposób nie tylko przyjazny, ale też korzystny z punktu widzenia ochrony przyrody – może jednak też przyczyniać się do jej dewastacji. Zdarza się, że wielkoobszarowe plantacje roślin energetycznych, np. kukurydzy czy wierzby powstają na terenach o dużych walorach przyrodniczych, np. na cennych przyrodniczo łąkach ze stanowiskami storczyków. Dlatego również tutaj konieczne jest dokładne rozważenie lokalizacji plantacji, choć obowiązujące prawo nie dostarcza tu zbyt wielu narzędzi kontroli. Niestety, nie można czerpać z przyrody maksymalnych zysków, jednocześnie jej nie niszcząc. Intensywne, przemysłowe rolnictwo o wysokim stopniu chemizacji jest zaprzeczeniem ochrony bioróżnorodności i dotyczy to również produkcji biomasy. Najbardziej „eko” jest pozyskiwanie paliwa przez koszenie istniejących łąk – niestety, jest to dużo mniej rentowne niż uprawa specjalnych, energetycznych odmian.
Odnawialne źródła energii zawsze będą bardziej przyjazne środowisku i przyrodzie niż konwencjonalne. Problem w tym, że nie ma technologii idealnych – najbardziej ekologiczna energia to energia niewyprodukowana, zaoszczędzona. Lokalizacja inwestycji nie może kolidować ze stanowiskami ginących gatunków czy ekosystemów. Ważna jest też skala – im mniejsza, tym inwestycji bliżej do modelu zdecentralizowanej energetyki prosumenckiej. Warto też pamiętać, że ochrona przyrody rzadko wiąże się z maksymalnym zyskiem ekonomicznym, do którego dąży przecież każdy inwestor. W zrównoważonym rozwoju konieczne jest jednak wyważenie wszystkich racji, szukanie wspólnych rozwiązań – również dla przyrody i przyszłych pokoleń.
zp8497586rq
O „nibydemokracji”, energetyce odnawialnej, potencjale gospodarczym Pomorza Zachodniego i o tym, jak Szczecin radzi sobie po likwidacji przemysłu stoczniowego opowiada Ewa Koś, radna Sejmiku Zachodniopomorskiego, w rozmowie z Bartłomiejem Kozkiem.(więcej…)
Winda, którą jechałem, nie była zwyczajnym miejscem. Wyglądała raczej jak klatka, trochę jak windy w starych filmach, druciana, z drzwiczkami zamykanymi ręcznie z góry na dół. Ale w starych filmach nie było nigdy tylu dźwigni, przekładni, hamulców i zabezpieczeń. Do obsługi windy w starych filmach nikt też nie potrzebował specjalnego „prawa jazdy”. Ale one nie jeździły w olbrzymich wiatrakach…
Nie wiedząc, co zrobić z rękami, poprawiałem sprzączkę pasa bezpieczeństwa. Że też zachciało mi się podobnej maskarady! W skafandrze musiałem wyglądać zabawnie, do zostania członkiem NASA brakowało mi jedynie hełmu. Do przejścia miałem może około 45 metrów, ale sęk w tym, że metry te były rozłożone w pionie. 45 metrów? „Ile to będzie szczebelków?” – zerknąłem w stronę Allana. Allan był już starszym człowiekiem, powyżej sześćdziesiątki, z czego połowę spędził w wiatraku. Był jego kierownikiem, ale z racji stażu wyobrażałem go sobie bardziej jako jego strażnika. Był raczej samoukiem. Za młodu, kiedy jego rówieśnicy używali radia do słuchania rock’n’rolla, on zapewne wolał je rozkręcać. Operował największą na świecie elektrownią wiatrową, kiedy słowo „wiatrak” kojarzyło się jeszcze przede wszystkim z młynem.
Jeśli ktoś wiedział, ile szczebelków liczyła drabina, to właśnie Allan. „Nie mam pojęcia” – odrzekł. „Nikt nigdy tego nie liczył?” – „Na to wygląda” – „Będę zatem pierwszy!” Winda zajechała na górę, spokojnie odsunąłem właz i zacząłem przymierzać się do drabiny. Dysponowałem dwoma hakami zabezpieczającymi, przymocowanymi do „szelek” oplatających moje ciało. Zabawa polegała na tym, żeby zawsze co najmniej jeden hak był przyczepiony do drabiny.
Powoli ruszyłem w dół: 1…, 2…, 3… Była to jedna z tych chwil, kiedy zastanawiałem się, czy przypadkiem nie jestem częścią jakiejś powieści, albo co najmniej wariackiego bloga. Wszystko ze względu na duże stężenie absurdów… Chociażby ta winda, którą teraz Allan powoli zjeżdżał na dół, uważnie patrząc, czy wszystko ze mną w porządku: Budowniczowie wiatraka odkupili ją ze złomowiska za symboliczne 100 koron…
8… Miejsce, w którym stoi wiatrak, samo w sobie jest ewenementem. Zostało założone na fali masowych ruchów społecznych pod koniec lat 60. Duńczycy domagali się zmian: równouprawnienia kobiet, pokoju na świecie, rozbrojeń, wolności słowa, sprawiedliwości społecznej, wolnej i praktycznej edukacji… Nie były to czcze pogróżki, bo obywatele oprócz naciskania rządzących, po prostu brali sprawy we własne ręce…
14… Powoli zacząłem się przyzwyczajać do drabiny, a monotonia przepinania haków sprawiła, że pogrążyłem się w myślach… To musiały być niesamowicie wesołe czasy, zupełnie odmienne od dzisiejszych supermarketowo-telewizyjno-karierowych. Zdumiewało mnie to, że grupa nauczycieli, idealistów, czy czasem po prostu zwyczajnych szaleńców postanowiła zakupić wspólnie ziemię, pobudować domy, szkoły, czy jeździć autobusami do… Indii, w ramach nauki. Bo jak inaczej dowiedzieć się czegoś o świecie, jak nie do świata podróżując? Osiedlili się w miejscu o nazwie Tvind.
19… Kilka lat później Danię dotknął kryzys naftowy. Rozgorzała narodowa dyskusja na temat alternatywnych źródeł energii. Rząd dosyć łatwo uległ lobby jądrowemu i dyskusja ograniczyła się wkrótce do kwestii wyboru dogodnego miejsca pod budowę reaktora atomowego. Duńczycy jednak byli zdecydowanie przeciwni temu projektowi. Trudno dokładnie powiedzieć dlaczego. Może nie uważali energii atomowej za prawdziwą alternatywę dla ropy i wiązali nadzieje raczej z odnawialnymi źródłami energii. Szczególnie, że to w Danii powstały pierwsze na świecie wiatraki produkujące elektryczność. Pierwszy dokonał tego Duńczyk Poul La Cour w Askov Højskole. Można dowiedzieć się więcej na temat jego i jego odkryć poprzez muzeum jego imienia.
25… Duńczykom nie podobało się też, że rząd podejmuje decyzję na tak ważny temat ponad ich głowami. Zorganizowali zatem cały ruch antynuklearny. To właśnie wtedy narodził się, słynny dzisiaj w całej Europie, żółty badge: „Energia atomowa? Nie dziękuję” (Atomkraft? Nej, tak!). Zatrzymałem się na chwilę, nie mogłem się oprzeć pragnieniu, aby spojrzeć w dół. Przy słabym świetle ciężko było dostrzec odległą podłogę. Nauczycielom z Tvindu rządowy plan naprawdę musiał się nie podobać, skoro zdecydowali się postawić tak pokaźną konstrukcję.
31… Spróbowałem wyobrazić sobie rok 1975, kiedy mieszkańcy Tvindu zdecydowali, że zbudują wiatrak, który będzie zaopatrywał w elektryczność całą ich społeczność. Umieścili zatem w gazetach ogłoszenie: „Poszukiwani wolontariusze-budowniczowie wiatraków”. Istnieli wtedy w Danii amatorzy, którzy eksperymentowali z małymi turbinami wiatrowymi, ale nie budowniczowie wiatraków. Równie dobrze można było umieścić ogłoszenie: „Poszukiwani konstruktorzy statków kosmicznych”. Na ogłoszenie odpowiedzieli bardzo młodzi ludzie, którzy nigdy nie mieli nic wspólnego z wiatrakami, mieli za to otwarte umysły. Tak powstał „Windmill Team”. Średnia wieku członków i członkiń teamu wynosiła 21 lat, a najmłodszy miał 16!
39… Żeby wyjaśnić sposób działania teamu, warto przyjrzeć się Wikipedii, która mimo krytyki jest bardzo błyskotliwym konceptem. Każdy może dodawać, edytować, dyskutować. Profesorowie i nastolatkowie, specjaliści i laicy, zawodowcy i amatorzy, wszyscy na takich samych prawach. Sprawia to, że na znaczeniu zyskują argumenty, a nie autorytet. Laicy też często zauważają błędy, których profesjonaliści nie są w stanie wyłapać, ponieważ przywykli do wyuczonych rozwiązań. Podobnie dzielni budowniczowie wiatraka: nie wiedzieli, że nie da się zbudować elektrowni wiatrowej, dlatego właśnie im się to udało.
47… Nigdy nie myślałem, że schodzenie po drabinie najbardziej zmęczy mi ręce, a ja chyba nie doszedłem jeszcze do połowy. Twórców wiatraka nie bolały jednak ręce, a co najwyżej głowy. Zanim cokolwiek zaczęto stawiać, całe dnie, a czasem i noce trwały dyskusje i testy. Brali w nich udział inżynierowie i naukowcy głównie z Danii, ale także z innych krajów, tak jak i około 300 000 gości z całego świata, którzy przez 3 lata budowy przewinęli się przez Tvind. Zwiedzanie było i do dziś jest darmowe, a wszystkie pomysły tam wypracowane są dostępne dla każdego bez żadnej opłaty. Zwiedzający nie zostawiali pieniędzy, ale coś o wiele cenniejszego: pomysły. Wszystkie decyzje podejmował jednak Windmill Team i nierzadko znacznie odbiegały one od dominującej opinii ekspertów.
55… To straszna prowokacja, tak sobie budować wiatrak pod nosem wszystkich. Z galerii na dole najlepiej pamiętam fotografię przedstawiającą kopanie fundamentów pod wieżę. Jest na niej mnóstwo ludzi, których zdecydowana większość nosi długie włosy. I tak ci długowłosi, przezywani przez sceptyków hipisami, lewakami, komunistami… wytrwale dzień po dniu tworzyli największy na świecie wiatrak. Na początku nikt nie brał ich na poważnie: „wariaci!”. Ale w miarę, jak roboty posuwały się NAPRZÓD, projekt zaczął budzić coraz większe uznanie i kontrowersje. Ludzie zaczęli powoli dochodzić do wniosku, że tym „hipisom” to się może naprawdę udać: „wariaci!”.
64… Zdaje się, że większość społeczeństwa liczyła na to, że wiatrak powstanie. Paliwa kopalne z uranem włącznie oznaczały dla nich centralizację produkcji energii, a co za tym idzie skupienie kontroli nad systemem oraz zysków w rękach nielicznych. Natomiast energii wiatrowej i słonecznej nie da się opatentować, oczywiście można opatentować technologię do ich pozyskiwania, ale samego wiatru i słońca nie. Nie trzeba się nikogo pytać o pozwolenie na ich użytkowanie. Gdyby udało się je ujarzmić i zatrudnić do produkcji elektryczności… A Tvind przecież od początku zamierzał udostępniać technologię wszystkim za darmo. Jeśli Windmill Team dopnie swego, każdy będzie mógł produkować energię u siebie i będzie niezależny od cen i zasobów surowców: wiatr i słońce są niewyczerpywalne! To bardzo pasowało do duńskich tradycji demokratycznych.
73… Była jednak również cała masa ludzi, którym elektrownia wiatrowa była nie na rękę. Przede wszystkim przemysłowcy, szczególnie ci, którzy dotąd zarabiali na wykorzystaniu paliw kopalnych, jak również ci, którzy liczyli na zyski z budowy elektrowni atomowej. Przez cały ten czas przeciwny energii wiatrowej był duński rząd, który gotów był inwestować miliardy w atom, ale na projekt Tvindu nie dał ani korony. Mieszkańcy Tvindu nie mogli również liczyć na żadne fundusze, ani tanie kredyty wspomagające innowacje czy nowych przedsiębiorców. Mówiono im: „nie możemy dać pieniędzy na projekt, który nie ma przyszłości”. Finansować więc musieli się sami. W pewnym sensie, mieli szczęście: w czasach kryzysu gospodarczego upadło wiele firm, od których można było odkupić mnóstwo sprzętu, często za symboliczną cenę. W ten sposób pozyskano: ciężarówkę-betoniarkę, prądnicę, hamulce, wał…
83… Mieszkańcy Tvindu łamali więc wszystkie „zasady gry”. Używając przesady: Jeżeli grupka hipisów ze złomu i własnych funduszy zbuduje wiatrak, który zrewolucjonizuje energetykę, to będzie to również rewolucja społeczna, praktycznie przewrót polityczny. Sukces kwestionowałby cały ustanowiony porządek: istnienie certyfikowanych specjalistów, monopoli technologicznych, energetycznych. Zadałby kłam twierdzeniu, że się nie da, twierdzeniu, że to rządzący i wielki przemysł mają wyłączność na podejmowanie decyzji, zmienianie rzeczywistości, wyzwoliłby w społeczeństwie mnóstwo energii do działania. Biorąc pod uwagę fakt, że społeczeństwo i tak było nastawione „rewolucyjnie”, nic dziwnego, że wielu polityków i przemysłowców reagowało tak agresywnie na budowniczych wiatraka. To też tłumaczy, dlaczego wiele brukowców wylewało pomyje na Tvind.
91… Zauważyłem, że posuwam się coraz wolniej, ale wytrwale do celu. Zupełnie jak Windmill Team. Bo to nie przypadek, nie przeczucie, nie jakiś dziwny zbieg okoliczności, że budowniczowie wiatraka dopięli swego. Udało im się dzięki ciężkiej pracy i wytrwałym analizom. Kiedy beton okazał się zbyt drogi, zdecydowali się robić go sami, ale zanim zalali pierwszy szalunek, przeprowadzili mnóstwo testów na jego wytrzymałość. Kiedy nie udało im się zakupić śmigła, wykonali je na miejscu. Nie mając ani komputerów, ani tuneli aerodynamicznych stworzyli zupełnie nowy profil łopatek. Profil, którego miniaturowa kopia i rysunki obiegły później Danię, tworząc podwaliny pod współczesny przemysł wiatrowy. Wcześniej wiatraki miały raczej niewielkie rozmiary i przystosowane były do bardzo szybkiego obracania się. Duże wiatraki obracają się wolno, ale za to z dużą mocą. Dzisiaj większość dużych wiatraków na świecie ma śmigła opracowane na bazie tvindowskiego modelu.
100! Wykrzyknąłem, niesamowicie z siebie dumny. Allan, wciąż podjeżdżając windą w dół, chyba nie podzielał mojego entuzjazmu, bo odrzekł tylko swoje: „OK, OK”.
103… „OK, OK” powtarzali studenci, którzy często przebywali na wiatraku. Ale z tego wciąż działającego eksperymentu można nauczyć się znacznie więcej. Po 33 latach działalności elektrowni, inżynierowie, naukowcy, nauczyciele, instruktorzy rozwoju i zwyczajni ludzie wciąż czerpią z niego inspirację i konkretne rozwiązania.
109… Czasem umniejsza się rolę Tvindu w powstaniu nowoczesnej technologii wiatrowej, ale prawda jest taka, że przed tym projektem eksperymenty z energią wiatrową były w fazie zaniku. I choć naukowcy już w latach 50. widzieli przyszłość w odnawialnych źródłach energii, była to często tylko intencja, albo bardzo dalekowzroczna wizja. Przemysł energetyczny ciągle podkreślał, że elektrownia wiatrowa nie ma przyszłości.
114… Kiedy w 1978 r., po trzech latach planowania i budowy wiatrak zaczął produkować prąd, świat posiadł namacalny dowód, że pozyskiwanie prądu z wiatru jest nie tylko możliwe, ale wydajne. Ruch antyatomowy zyskał potężny oręż w walce o Danię wolną od elektrowni jądrowych. Na bazie tvindowskiej elektrowni powstały wszystkie duńskie przedsiębiorstwa wiatrowe, które stopniowo łączyły się tworząc dzisiejszą firmę Vestas.
120… To tam też narodziło się Nordisk Folkecenter, które prowadzi eksperymenty z odnawialnymi źródłami energii. Wielu ludzi, którzy dzisiaj zajmują się energią wiatrową, kiedyś brało udział w pracach Tvindu. Tak było np. z Markiem Davisem z USA, który podczas wizyty w Tvindzie chwalił się, że kiedyś przez 2 miesiące budował tutaj wiatrak. Teraz buduje wiatraki w Kalifornii.
127… Podobnie jeden z menadżerów Siemensa, jednej z największych korporacji energetycznych na świecie, odwiedził Tvind ze swoim ojcem jako mały chłopiec. Twierdzi, że na miejscu zdecydował, że wiatraki to jest to, co chce robić w życiu. Do dziś w całej Danii można spotkać ludzi, dla których praca przy budowie wiatraka zadecydowała o ich późniejszym życiu.
134… Dzisiaj, po 33 latach wiatrak wciąż stoi, wciąż produkuje energię i wciąż inspiruje. Goście z Chin czy Afryki przyjeżdżają, aby dowiedzieć się więcej o tym projekcie. Ale i studenci Tvindu podczas swoich podróży do najdalszych zakątków świata rozprzestrzeniają wypracowane tutaj idee. I nie chodzi tutaj o sam wiatrak, a raczej to jak został zbudowany…
140… Siedziałem może 3 metry od mojego kolegi z klasy, kiedy przemawiał na Międzynarodowej Konferencji o Bangladeskim Środowisku. Josue nie rozwodził się na temat szczegółów technicznych, o samym wiatraku praktycznie tylko wspomniał. Zaskoczył publiczność tym, że się da. Opowiedział historię wiatraka i podsumował: „W rękach ludzi jest: środowisko i zmiana na lepsze”. Uczestnicy konferencji odpowiedzieli gromkimi brawami.
148…, 149… Kiedy doszedłem do ostatniego szczebelka, byłem padnięty. Uśmiechając się, odpiąłem powoli haki i nagle wpadłem w konsternację: liczyłem przed szczebelkiem, czy po szczebelku? Jest ich 148, czy 149? Nie wróciłem na górę, aby to sprawdzić. Zamiast tego otrzymałem licencję na przewodnika po tym niezwykłym wiatraku.
***
Teraz, kiedy wracam myślami do drabiny z jej wszystkimi szczebelkami, ile by ich nie było, od razu przychodzi mi do głowy Polska. Stoi ona przed podobnym wyborem, przed jakim stała Dania w latach 70: energia atomowa czy odnawialna. Z jednej strony dzisiaj wybór jest o wiele łatwiejszy. Dzisiaj wiadomo o wiele więcej o energii atomowej, szczególnie na temat jej negatywnych stron. Wypadki w Czarnobylu, Fukushimie i wiele innych udowodniły, że technologia ta mimo upływu czasu nie stała się bezpieczniejsza. Doświadczenia wszystkich krajów, które posiadają reaktory, potwierdzają smutną prawdę, że jest to technologia bardzo droga, do której ciągle trzeba dopłacać z budżetu, a której cena ciągle rośnie. Do dzisiaj nie rozwiązano problemu składowania odpadów atomowych, które trzeba przechowywać przez co najmniej 100 000 lat, a więc ponad 3 000 pokoleń. Dla porównania: dotychczasowa historia ludzkości mieści się w zaledwie 300 pokoleniach.
Z drugiej strony wiadomo wiele na temat odnawialnych źródeł energii. Dysponujemy dzisiaj całą masą gotowych rozwiązań wykorzystujących: wiatr, słońce, źródła geotermalne, biomasę, pływy… o których dzielny Windmill Team mógł jedynie marzyć. Ich ceny ciągle spadają. W Danii i Hiszpanii 21% energii elektrycznej pochodzi z elektrowni wiatrowych i udział ten ciągle się powiększa. W północnych niemieckich landach odsetek ten przekracza 40%. Świat coraz odważniej inwestuje w odnawialne źródła energii i podchodzi coraz bardziej sceptycznie do energii atomowej.
Niestety społeczeństwo polskie jest dzisiaj słabo zorganizowane, raczej nie wierzy w jakąkolwiek zmianę, raczej nie ma chęci do jakiegokolwiek działania. Zbyt łatwo nabiera się na prymitywną propagandę proatomową, która nie ma nic wspólnego z „narodową debatą”. Rosnący defetyzm sprawia, że Polacy mogą przespać tak ważny w ich historii moment. A może Polacy mnie zaskoczą? Może hipokryzja rządzących będzie bodźcem, który ruszy Polaków do działania? Ja mogę tylko powiedzieć, że da się i że nikt tego za nas nie zrobi: trzeba wyjąć ręce z kieszeni i zabrać się do działania.