Spór o kompetencje i przyszłość ochrony przyrody w Polsce

W Sejmie procedowany jest projekt nowelizacji ustawy o ochronie przyrody, który może istotnie zmienić zasady tworzenia rezerwatów. Proponowane przepisy wprowadzają obowiązek uzyskania zgody rady gminy na ustanowienie nowego rezerwatu przyrody. Równolegle organizacje przyrodnicze rozpoczęły zbiórkę podpisów pod petycją wzywającą do wycofania projektu. Jej autorzy zapowiadają, że w ciągu najbliższych dwóch tygodni przekażą ją Marszałkowi Sejmu.

Obecny model i proponowana zmiana

14 kwietnia posłowie Polskiego Stronnictwa Ludowego oraz Polski 2050 przedstawili projekt zmian w ustawie o ochronie przyrody. Zakłada on ograniczenie roli Regionalnych Dyrekcji Ochrony Środowiska w procesie tworzenia rezerwatów. Kluczowa decyzja miałaby należeć do rady gminy, przy czym jej stanowisko mogłoby zostać uchylone przez wojewodę.

Dotychczas decyzje o tworzeniu rezerwatów opierają się przede wszystkim na przesłankach przyrodniczych, analizach naukowych oraz rekomendacjach wyspecjalizowanych instytucji. Ostateczną decyzję podejmuje Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska po zasięgnięciu opinii Regionalnej Rady Ochrony Przyrody.

Zastrzeżenia środowisk naukowych i organizacji przyrodniczych

Krytycy projektu zwracają uwagę na ryzyko uzależnienia decyzji o ochronie przyrody od bieżących uwarunkowań politycznych i gospodarczych. Wskazują również, że proponowane rozwiązanie przypomina mechanizm tzw. „weta samorządowego”, który od 2001 roku utrudnia tworzenie nowych parków narodowych w Polsce.

W ich ocenie wprowadzenie analogicznych regulacji dla rezerwatów może prowadzić do podobnego efektu – znaczącego spowolnienia lub blokowania nowych inicjatyw ochronnych.

Znaczenie rezerwatów i konsekwencje zmian

Rezerwaty przyrody obejmują obszary o najwyższej wartości przyrodniczej, często kluczowe dla zachowania rzadkich gatunków i siedlisk. Ich wyznaczanie opiera się na kryteriach naukowych, co ogranicza uznaniowość decyzji.

Organizacje przyrodnicze podkreślają również możliwe skutki ekonomiczne dla samorządów. Gminy otrzymują subwencje ekologiczne za obszary chronione, które stanowią istotne wsparcie budżetowe. Wprowadzenie nowych przepisów może zwiększyć ryzyko rezygnacji z obejmowania terenów ochroną, a tym samym ograniczyć dostęp do tych środków.

Istotnym elementem sporu jest również wpływ proponowanych zmian na gospodarkę łowiecką. Ustanawianie rezerwatów wiąże się z ograniczeniami polowań, dlatego rozszerzanie obszarów objętych ścisłą ochroną od lat spotyka się z oporem środowisk łowieckich. Proponowana nowelizacja wpisuje się w ten kontekst, ponieważ w praktyce może utrudnić tworzenie nowych rezerwatów, a tym samym ograniczyć zakres wprowadzanych restrykcji wobec polowań.

Trwająca mobilizacja społeczna

W odpowiedzi na projekt nowelizacji uruchomiona została petycja wzywająca do jego wycofania. Jej autorzy argumentują, że decyzje o tworzeniu rezerwatów powinny pozostać w gestii wyspecjalizowanych organów i opierać się na wiedzy naukowej.

Zebrane podpisy mają zostać przekazane Marszałkowi Sejmu w najbliższych tygodniach jako głos sprzeciwu wobec proponowanych zmian.

Treść petycji oraz formularz podpisu dostępne są pod adresem: Na ratunek nowym rezerwatom

Opinia ekspertów pojawia się w momencie, gdy Polska wciąż nie wdrożyła wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE z 2023 roku, a kolejne orzeczenie – dotyczące estońskich lasów – jeszcze wyraźniej potwierdza, że wycinki w tym czasie naruszają dyrektywę ptasią.

Każdy dzień zwłoki oznacza nie tylko ryzyko wielomilionowych kar finansowych, ale przede wszystkim realne straty w przyrodzie – niszczenie gniazd, rozbijanie jaj i śmierć piskląt.

Kolejny sezon strat dla przyrody

Z powodu braku zmian legislacyjnych nadchodzący sezon lęgowy ponownie będzie wiązał się z masową destrukcją ptasich lęgów. Od trzech lat polskie władze nie wprowadziły korekt do przepisów zmienionych w 2016 roku, które w praktyce osłabiły ochronę gatunkową w lasach.

Eksperci nie mają wątpliwości – obecne regulacje prowadzą do systemowego łamania prawa unijnego i degradacji przyrody.

Źródło problemu: zmiany z 2016 roku

Kluczowe znaczenie miała nowelizacja przepisów wprowadzona w 2016 roku, gdy Ministerstwem Środowiska kierował Jan Szyszko. Zmieniono wówczas ustawę o lasach i ustawę o ochronie przyrody, uznając, że gospodarka leśna prowadzona według tzw. „dobrych praktyk” automatycznie spełnia wymogi ochrony gatunkowej.

W praktyce oznaczało to przyzwolenie na działania, które normalnie byłyby zabronione – w tym niszczenie siedlisk, płoszenie zwierząt czy ingerencję w miejsca rozrodu chronionych gatunków. W efekcie wiele z nich zostało pozbawionych realnej ochrony podczas prac leśnych.

Wyrok TSUE: Polska narusza prawo UE

Na problem zwróciły uwagę organizacje społeczne – Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, WWF Polska i Fundacja Frank Bold – które złożyły skargę do Komisji Europejskiej. Sprawa trafiła do Trybunału Sprawiedliwości UE, który w 2023 roku orzekł, że polskie przepisy naruszają prawo unijne.

Trybunał wskazał, że przepisy dopuszczające odstępstwa od ochrony gatunkowej są zbyt ogólne i mogą być interpretowane jako pozwolenie na ignorowanie unijnych dyrektyw siedliskowej i ptasiej.

Mimo wyroku Polska nie wdrożyła wymaganych zmian. Komisja Europejska wyznaczyła dwumiesięczne ultimatum, które upłynęło z końcem marca – co oznacza realne ryzyko nałożenia wysokich kar.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo

Dzięki Tobie możemy tworzyć rzetelne treści i rozwijać portal.

Jednoznaczne stanowisko ekspertów

W odpowiedzi na pytania Ministerstwa Klimatu i Środowiska Państwowa Rada Ochrony Przyrody opracowała opinię, w której rekomenduje wprowadzenie zakazu prac leśnych w kluczowym okresie lęgowym.

Eksperci wskazują, że zakaz powinien obejmować przede wszystkim starsze drzewostany, będące najważniejszymi siedliskami lęgowymi ptaków, szczególnie tych wymienionych w dyrektywie siedliskowej.

Nowy wyrok TSUE: brak wątpliwości

Dodatkową klarowność przyniosło najnowsze orzeczenie Trybunału w sprawie estońskich lasów. TSUE uznał, że prowadzenie wycinek w sezonie lęgowym – nawet jeśli niszczenie gniazd nie jest celem działań – stanowi działanie umyślne.

Leśnicy mają bowiem pełną świadomość, że lasy są zasiedlone przez ptaki. W związku z tym każde działanie, które prowadzi do niszczenia gniazd, jaj lub piskląt, narusza dyrektywę ptasią – niezależnie od tego, czy dotyczy gatunków rzadkich czy pospolitych.

Trybunał powołał się również na zasadę ostrożności: sama obecność ptaków w lesie – ich śpiew czy obserwacja – jest wystarczającą przesłanką, by uznać, że lęgi są zagrożone.

Zakaz powinien objąć niemal wszystkie lasy

W uzupełnionej opinii z marca 2025 roku PROP podkreśla, że zakaz cięć powinien obowiązywać w praktycznie wszystkich lasach w Polsce w okresie od 15 marca do 10 lipca – czyli w czasie największej intensywności lęgów.

W przypadku niektórych gatunków, takich jak puszczyk czy bielik, okres ten może być jeszcze dłuższy.

Eksperci zaznaczają, że wyjątki od zakazu powinny być stosowane wyłącznie w sytuacjach absolutnie wyjątkowych, głównie w przypadku pilnych cięć sanitarnych. Rutynowe prace gospodarcze – takie jak trzebieże czy rębnie – nie kwalifikują się do takich odstępstw i powinny być przesuwane poza sezon lęgowy.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo

Dzięki Tobie możemy tworzyć rzetelne treści i rozwijać portal.

Zagrożenie dotyczy także nietoperzy

Problem nie ogranicza się wyłącznie do ptaków. Naukowcy zwracają uwagę, że podobne ryzyko dotyczy nietoperzy, których kolonie rozrodcze często znajdują się w dziuplach lub pod korą drzew.

Usunięcie jednego drzewa może prowadzić do śmierci dziesiątek, a nawet setek młodych osobników. Ze względu na bardzo niską dynamikę rozrodu skutki takich działań są szczególnie dotkliwe dla populacji tych ssaków.

Czas na decyzję

Eksperci nie pozostawiają złudzeń – Polska stoi dziś przed koniecznością natychmiastowego dostosowania prawa do wymogów unijnych. Brak działania oznacza nie tylko ryzyko kar finansowych, ale przede wszystkim dalsze niszczenie przyrody.

Jak podkreśla Radosław Ślusarczyk z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot i członek PROP, zakaz cięć w sezonie lęgowym nie jest kwestią interpretacji, lecz obowiązkiem wynikającym z prawa.

Stawką nie są wyłącznie pieniądze, ale odpowiedzialność za stan środowiska naturalnego. Każdy dzień opóźnienia to kolejne utracone lęgi – i kolejne dowody na systemowe zaniedbania w ochronie przyrody.

Apel o pilne działania

Zwracamy się do Państwa organizacji z gorącą prośbą o poparcie oraz rozpowszechnienie apelu skierowanego do Donald Tusk w sprawie pilnego wprowadzenia ogólnokrajowego zakazu prowadzenia cięć w lasach w okresie lęgowym ptaków – co najmniej od 15 marca do 10 lipca.

Postulat ten jest zgodny z aktualną opinią Państwowa Rada Ochrony Przyrody oraz standardami wynikającymi z orzecznictwa Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

APEL: NIE dla wycinek w okresie lęgowym ptaków

Państwowa Rada Ochrony Przyrody (PROP) opublikowała 16 lutego 2026 r. stanowisko w sprawie oferty udostępnienia przez Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie 3835 piętrzeń inwestorom zainteresowanym budową elektrowni wodnych. Komisja ds. Ochrony Ekosystemów działająca przy PROP ocenia, że skala i charakter zapowiedzi mogą pozostawać w sprzeczności z obowiązującym prawem środowiskowym oraz celami renaturyzacji rzek w Polsce.

Co zapowiedziały Wody Polskie

22 grudnia 2025 r. Wody Polskie poinformowały o otwarciu się na inwestorów i możliwości dzierżawy gruntów Skarbu Państwa pod rozwój energetyki wodnej z wykorzystaniem istniejącej infrastruktury hydrotechnicznej. W komunikacie wskazano niemal 4 tys. lokalizacji w całym kraju o łącznej mocy teoretycznej 655 MW i potencjalnej rocznej produkcji 4,86 TWh energii.

3 lutego 2026 r. instytucja doprecyzowała, że przedstawiona lista miała charakter informacyjny i nie stanowi planu inwestycyjnego. PROP zwraca jednak uwagę, że zestawienie konkretnych lokalizacji wraz z parametrami energetycznymi może być odczytywane jako zapowiedź kierunku działań, który powinien zostać poddany strategicznej ocenie oddziaływania na środowisko.

Katalog oddziaływań na ekosystemy rzeczne

W stanowisku PROP szczegółowo opisano negatywne konsekwencje środowiskowe funkcjonowania elektrowni wodnych opartych na piętrzeniach. Rada wskazuje, że są to oddziaływania trudne do wyeliminowania, polegające na:

  • przegrodzeniu rzeki piętrzeniem, a więc przerwaniu rzecznego kontinuum, co skutkuje m.in. zablokowaniem migracji organizmów wodnych, wymianie genów, transportu osadów i materii organicznej;
  • zniszczeniu siedlisk powyżej piętrzenia poprzez zalanie ich i/lub zmianę charakteru wód z płynących na wody stojące;
  • zamianie zespołów ichtiofauny i organizmów bentosowych z “rzecznych” na “quasi jeziorne”, zastępowanie gatunków reofilnych przez stagnofilne;
  • erozji dna poniżej piętrzenia, co w konsekwencji obniża poziom wód gruntowych i przerywa łączność koryta z terasą zalewową;
  • zmianie parametrów fizyko-chemicznych wody powyżej piętrzenia (m.in. wzrost temperatury, spadek prędkości, wzrost trofii);
  • konieczności cyklicznej ingerencji w koryto cieku (prace utrzymaniowe takie jak wykaszanie roślinności wodnej i nadbrzeżnej, pogłębianie, odmulanie);
  • wahaniach wody poniżej elektrowni (hydropiking), zaburzających ekosystem, a w skrajnych przypadkach powodujących masowe śnięcia ryb i obumieranie ikry;
  • uśmiercaniu i kaleczeniu ryb w turbinach (uszkodzenia mechaniczne, gwałtowne zmiany ciśnienia, kawitacja, turbulencja);
  • zwiększonej śmiertelności ryb na skutek większej presji drapieżniczej;
  • opóźnieniu w migracji ryb i zakłóceniach w ich rozrodzie.

PROP podkreśla, że nawet stosowanie przepławek nie przywraca pełnej drożności rzek ani transportu osadów.

Konflikt z dokumentami planistycznymi

Rada wskazuje, że część lokalizacji proponowanych do wykorzystania energetycznego znajduje się na ciekach objętych programami przywracania ciągłości ekologicznej.

Chodzi m.in. o:

– Krajowy Program Renaturyzacji Wód Powierzchniowych z 2020 r.,
– II aktualizację Planów Gospodarowania Wodami w dorzeczach z 2023 r.,
– zobowiązania wynikające z Ramowej Dyrektywy Wodnej,
– rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 1991/2024 w sprawie odbudowy zasobów przyrodniczych.

PROP wskazuje, że w części przypadków te same bariery hydrotechniczne są jednocześnie przewidziane do udrożnienia lub likwidacji w ramach działań naprawczych. W ocenie Rady rodzi to wysokie ryzyko, że decyzje środowiskowe dla części inwestycji nie będą mogły zostać wydane.

Znaczenie energetyczne: dane krajowe

Stanowisko odnosi się także do skali produkcji energii z hydroelektrowni w Polsce. Większość energii wodnej pochodzi z kilku dużych instalacji.

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego za 2023 r. wynika, że:

– całkowita produkcja energii elektrycznej wyniosła 167 TWh,
– energetyka wodna odpowiadała za 2,4 TWh, czyli ok. 1,5 proc. produkcji,
– małe elektrownie wodne wyprodukowały ok. 0,3 TWh, czyli ok. 0,2 proc.

W ocenie Państwowej Rady Ochrony Przyrody skala oddziaływań na ekosystemy rzeczne jest niewspółmierna do udziału małych elektrowni wodnych w krajowej produkcji energii, który według przywołanych danych wynosi ok. 0,2 proc. Rada formułuje tę ocenę wprost: „Oznacza to, że przegradzamy i niszczymy rzeki w prawie 700 miejscach tylko po to, aby wyprodukować 0,2% krajowej energii.”

Wątpliwości co do danych i wyliczeń

Osobną część stanowiska PROP poświęca analizie tabeli 3836 lokalizacji udostępnionej przez Wody Polskie jako „wykaz obiektów z potencjałem hydroenergetycznym”.

Rada wskazuje, że w 388 przypadkach — czyli w ponad 10 proc. lokalizacji — sama tabela określa potencjalną moc teoretyczną jako zerową. Ma to wynikać głównie z braku ciągłego przepływu na wskazanych ciekach.

Zgodnie z analizą PROP:

– w 148 przypadkach średni przepływ (SSQ) został wskazany jako zerowy, przy czym dla 9 z nich równocześnie podano niezerowy przepływ niski (SNQ),
– dla 695 obiektów SSQ jest mniejszy niż 0,1 m³/s,
– dla 1694 obiektów SNQ jest mniejszy niż 0,1 m³/s.

Rada zwraca uwagę, że część cieków objętych zestawieniem ma charakter okresowy i w ostatnich latach bywała sucha przez znaczną część roku.

W stanowisku wskazano również na nieprawidłowości w lokalizacji części obiektów. Według PROP niektóre propozycje dotyczą m.in. morskich wrót przeciwsztormowych, zapór suchych zbiorników przeciwpowodziowych czy pochylni Kanału Elbląskiego. Rada wskazuje także na błędy rachunkowe w danych liczbowych, w tym przypadki zawyżenia parametrów wskutek oczywistych pomyłek zapisu.

Jako przykład podano wyliczenie teoretycznej mocy 2,65 GW na 1,4-metrowym jazie, co zdaniem PROP jest wartością nierealistyczną i wynika z błędu obliczeniowego.

W ocenie Rady wskazane nieścisłości podważają wiarygodność szacunków dotyczących łącznej mocy 655 MW i produkcji 4,86 TWh rocznie.

PROP kwestionuje również wiarygodność szacunków 4,86 TWh rocznej produkcji energii z proponowanych lokalizacji, wskazując na błędy w danych hydrologicznych oraz w tabeli udostępnionej przez Wody Polskie.

Emisje gazów cieplarnianych

W stanowisku podniesiono także kwestię emisji gazów cieplarnianych ze zbiorników zaporowych. Rada wskazuje, że zbiorniki mogą emitować metan, CO₂ i podtlenek azotu, a skala emisji zależy od warunków lokalnych. Przywołano m.in. badania dotyczące zbiornika Siemianówka oraz analizę śladu węglowego małej elektrowni na Stawie Służewieckim.

PROP podkreśla, że w świetle dostępnych badań nie można automatycznie przyjmować, iż każda megawatogodzina wyprodukowana w małej elektrowni wodnej oznacza redukcję emisji względem źródeł konwencjonalnych.

Rada rekomenduje:

– weryfikację listy piętrzeń z uwzględnieniem uwarunkowań prawnych i środowiskowych wskazanych w stanowisku;
– wyprzedzające poddanie ewentualnego planu działań w zakresie rozwoju energetyki wodnej procedurze strategicznej oceny oddziaływania na środowisko (SOOŚ);
– zaniechanie dalszych planów rozwoju energetyki wodnej opartej na istniejących piętrzeniach.

Rada wskazuje, że w jej ocenie rozwój ten wiąże się z wysokim kosztem środowiskowym oraz pozostaje w napięciu z celami najważniejszych dokumentów środowiskowych Polski i Unii Europejskiej. W ocenie Rady analizowana propozycja wskazuje na potrzebę przywrócenia nadzoru nad działem gospodarka wodna do Ministerstwa Klimatu i Środowiska. „Dopóki rzeki będą traktowane w pierwszym rzędzie jako elementy infrastruktury, dopóty potrzeby środowiskowe będą pomijane lub marginalizowane, co będzie powodowało dalszą degradację tych ekosystemów i generowało dodatkowe koszty dla budżetu państwa” – czytamy w stanowisku.

Stanowisko zostało przekazane m.in. ministrowi infrastruktury, ministrowi klimatu i środowiska oraz prezesowi Wód Polskich.

Tylko do 23 grudnia trwają konsultacje społeczne planów urządzania lasu (PUL) dla nadleśnictw Supraśl i Czarna Białostocka – dokumentów, które zdecydują o przyszłości północnej i środkowej części Puszczy Knyszyńskiej aż do 2035 roku. Plany określają w praktyce, gdzie wolno ciąć i ile wolno wyciąć, czyli co zniknie z krajobrazu na całe dekady lub na zawsze. Jeśli dziś zapadną nieprzemyślane decyzje, ich skutki będą nieodwracalne w skali naszego życia.

Oba nadleśnictwa obejmują jedne z najcenniejszych przyrodniczo fragmentów Puszczy Knyszyńskiej. Jej lasy to mozaika, wśród tych o charakterze plantacyjnym wciąż trwa archipelag lasu starego. Często układów o spontanicznej genezie, z drzewami, które nie były sadzone ludzką ręką albo gdzie wiele lat temu zarzucono poważniejsze interwencje. W sumie to tysiące hektarów mniejszych i większych wysp, na których zdołały przetrwać gatunki związane z sędziwymi drzewami, martwym drewnem i stabilnym mikroklimatem. Tylko niewielka część wysp jest chroniona w rezerwatach przyrody – reszta objęta jest standardową gospodarką. Traktowane są jak banalne powierzchnie produkcyjne. Pozostają ostojami puszczańskiej różnorodności, a mają zostać wycięte i zamienione w uprawy.

Projekty obu PUL-i proponują likwidację części lasów o wyjątkowych walorach, także estetycznych. Aby ułatwić to zadanie, plany systemowo zaniżają wartość przyrodniczą archipelagu, m.in. pomijają obecność wielu gatunków chronionych i ginących.

Możesz wziąć udział w tych konsultacjach i pomóc zachować cenne puszczańskie skrawki. Konsultacje trwają w nadleśnictwie tylko 21 dni, a oba dokumenty mają po kilkaset stron, są pisane leśniczym żargonem i pełne specjalistycznych skrótów. Dla przeciętnej obywatelki/obywatela udział w konsultacjach jest więc bardzo trudny. Przygotowaliśmy jednak strony ułatwiającą udział w konsultacjach. Zebraliśmy postulaty przygotowane przez ekspertkę przyrodniczą oraz mieszkańców regionu, które można wykorzystać jako inspirację lub wzór dla własnego wniosku. Dzięki temu nawet osoba bez specjalistycznej wiedzy leśnej może szybko przygotować swoje uwagi — wystarczy wybrać postulaty, które jej zdaniem są ważne, lub sformułować własne, i przesłać je mailem do Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku na adres rdlp@bialystok.lasy.gov.pl.

Strony znajdziesz tutaj:

Supraśl – Lasy i Obywatele
Czarna Białostocka – Lasy i Obywatele
Linki do całości dokumentacji projektów PUL są TU (Supraśl) i TU (Czarna Białostocka).

Moment jest przełomowy, bo rozstrzyga się, ile puszczy zostanie w Puszczy Knyszyńskiej. A to nie tylko ostoja przyrody o znaczeniu krajowym i europejskim, ale także pierwsze źródło wody dla Białegostoku i zaplecze rekreacyjne regionu, coraz intensywniej odkrywane przez turystów.

Każda uwaga ma znaczenie: nie trzeba być ekspertką czy ekspertem, by domagać się ochrony starych lasów, rzetelnych badań i poszanowania wartości, które nie mieszczą się w tabelach pozyskania drewna.

Wschodnia granica Polski od zawsze była miejscem styku kultur, systemów politycznych i interesów mocarstw. Granicą, w której odbijały się największe konflikty minionych wieków. Dziś, w czasach, gdy bezpieczeństwo państwa wymaga nowej wyobraźni, ta sama granica może stać się czymś więcej niż linią na mapie – może się stać żywą barierą, gdzie kluczową rolę odgrywa natura. Bagna, torfowiska i gęste lasy tworzą naturalną zaporę, a przyroda – sojusznika nowoczesnej strategii obronnej nazwanej Tarczą Wschód.

Natura jako żywa bariera

Ta koncepcja zakłada innowacyjne podejście do terenu – już nie jako biernego tła działań wojskowych, ale aktywnego elementu obrony kraju. Mokradła i lasy, które przez dekady podlegały osuszaniu i melioracji, nagle zyskują status kluczowych zasobów dla bezpieczeństwa. Tam, gdzie ciężki sprzęt ugrzęźnie w bagnie, a żołnierze stracą tempo, powstaje naturalna bariera, zyskująca na znaczeniu w opóźnianiu potencjalnego przeciwnika. Paradoksalnie to, co przed laty uznawano za problem – melioracja i osuszanie tych terenów – jest dziś przeszkodą do pokonania, a konieczność powrotu do naturalnych warunków – pilnym zadaniem.

Niestety, Puszcza Białowieska, serce tej strategii na wschodniej granicy, wciąż pozostaje w dużej mierze zmeliorowana. Mimo globalnego trendu renaturyzacji, działania melioracyjne trwają nadal, degradując mokradła i torfowiska, które są kluczowe zarówno dla bioróżnorodności, klimatu, jak i obronności. W kontekście Tarczy Wschód trzeba jasno powiedzieć – czas skończyć z melioracją w takich miejscach. Przywrócenie naturalnych hydrologicznych funkcji Puszczy oraz całych kompleksów podmokłych terenów to warunek konieczny, by wzmocnić naturalną barierę, na której opiera się cała koncepcja obronna i ekosystemowa.

Granica, która żyje i uczy

Historia uczy nas, że o losach konfliktów decydowały nie tylko rozkazy, ale także warunki terenowe. Bagna i lasy, które spowalniają wroga, były od wieków elementem strategii. Dziś, w epoce nowoczesnych zagrożeń, ta wyjątkowa rola natury zyskuje nowy wymiar, łącząc w sobie cele wojskowe, klimatyczne i społeczne. Pułkownik Marek Pietrzak ze Sztabu Generalnego podkreśla, że „nie chodzi o budowę muru z betonu, ale o mądre wykorzystanie walorów środowiska, które nie muszą stać w sprzeczności z ochroną przyrody”.

Warunki terenowe, takie jak bagna, torfowiska i zagęszczone lasy, od zawsze decydowały o sukcesie lub porażce strategicznych posunięć militarnych. Dzisiejsza Tarcza Wschód jest swoistym powrotem do tych klasycznych zasad wojskowości, gdzie siła armii łączy się z potęgą natury. To teren wymusza ograniczenia, spowalnia działania i zmienia dynamikę konfliktu, a nie nowoczesne technologie wyłącznie.

Obrona i ekologia jako dwóch sojuszników

Renaturyzacja osuszonych niegdyś mokradeł i przywracanie naturalnych biegów rzek to działania o podwójnym znaczeniu. Z punktu widzenia wojska tworzą one trudne do przebycia tereny, naturalne przeszkody dla nieprzyjaciela. Z perspektywy przyrodników dają oddech całym ekosystemom. Woda wraca do miejsc, gdzie przez lata jej brakowało, rośliny i zwierzęta odzyskują swoje siedliska, a przy tym natura wzmacnia odporność krajobrazu na susze i powodzie.

Dr Marta Majka Wiśniewska z Polskiej Zielonej Sieci i Fundacji Greenmind podkreśla, że przywracanie torfowisk to nie tylko ochrona gatunków i magazynowanie dwutlenku węgla, ale także klucz do adaptacji do zmian klimatu i ochrona ludzi przed skutkami gwałtownych wezbrań rzek. To najlepsze zabezpieczenie zarówno przed czołgiem, jak i przed ekstremalną pogodą.

Społeczności lokalne na pierwszym planie

Projekt Tarcza Wschód obejmuje rozległy obszar – około 800 km granicy północnej i wschodniej Polski. To tereny nie tylko przyrodnicze, ale i zamieszkałe, wykorzystywane rolniczo przez lokalne społeczności. Dlatego kluczowe dla powodzenia koncepcji są dialog i mechanizmy rekompensat, które będą wspierać mieszkańców. Renaturyzacja i ograniczenia gospodarcze w takich rejonach mogą wpłynąć na codzienne życie ludzi, ale też stworzyć nowe perspektywy – ekoturystyka, rolnictwo przyjazne środowisku czy finansowe programy wsparcia z funduszy UE.

Organizacje społeczne od samego początku podkreślają, że bez współpracy z mieszkańcami i samorządami Tarcza Wschód pozostanie wyłącznie projektem na papierze. Właśnie dlatego kolejne konsultacje z rolnikami i lokalnymi władzami są nieodzownym elementem dalszego procesu.

Historia i przyszłość w jednym

W dziejach wojskowości przyroda zawsze była integralną częścią planowania strategii i taktyk. Mokradła, rzeki i lasy niejednokrotnie decydowały o przebiegu walk i losach państw. Dziś powrót do tego myślenia łączy się z zielonymi celami ochrony klimatu i środowiska. Obecnie, gdy zagrożenia są wielowymiarowe i obejmują zarówno działania militarne, jak i kryzysy klimatyczne, budowanie bezpieczeństwa musi opierać się na współdziałaniu wojska i natury.

Tarcza nie tylko ze stali, ale i z ekosystemów – oto wizja Polski, która wchodzi na zupełnie nowe pole walki, gdzie teren jest żywym sojusznikiem.

Teren jako żywy sprzymierzeniec bezpieczeństwa

Teren też walczy” – to nie slogan, ale idea, która mocno wpisuje się w doktrynę wojenną. Granica to nie pusty obszar dzielony kreskami na mapie, lecz organizm o ogromnej sile. Potrafi zatrzymać, spowolnić, osłabić wroga, ale jednocześnie leczyć i wspierać swoich mieszkańców. To dzięki zdrowym lasom i mokradłom zwiększa się odporność kraju na kryzysy klimatyczne oraz wsparcie dla działań wojskowych.

Zakończenie melioracji i renaturyzacja Puszczy Białowieskiej to absolutna konieczność w tym procesie. Tylko teren nieujarzmiony, zadziczony i naturalny może pełnić rolę skutecznej tarczy.

Polska stawia na strategię łączącą cele militarne, ekologiczne i społeczne, pokazując, że prawdziwe bezpieczeństwo to współpraca człowieka i natury. Jeżeli Tarcza Wschód zostanie zrealizowana zgodnie z tymi założeniami, wschodnia granica stanie się przykładem nowoczesnej strategii obronnej wpisanej w troskę o naszą planetę i lokalne wspólnoty. W tej walce teren naprawdę ma głos i siłę.

 

Źródło: inf.pras Polska Zielone Sieć

Rewilding – innowacyjna koncepcja ochrony środowiska, której nazwę w języku polskim tłumaczymy jako “renaturyzacja” lub też “ponowne zadziczanie”, w ostatnich latach cieszy się coraz większą popularnością. Podczas gdy na początku lat 90 XX wieku, rocznie publikowano średnio jedynie 3 artykuły naukowe poruszające tę tematykę, tak 20 lat później liczba to wzorsła niemal 30-krotnie. Obecnie, renaturyzacja przestała być jedynie niszową ideą – zyskując coraz większe znaczenie jako praktyczne narzędzie w globalnej walce ze zmianami klimatu i postępującym spadkiem bioróżnorodności.

W Polsce praktyka renaturyzacji nie przebiła się jeszcze do szerszej świadomości społecznej ani polityki ochrony przyrody w takim stopniu w jakim ma to miejsce na zachodzie Europy, mimo tego, że na terenie naszego kraju są obszary poddawane renaturyzacji, a projekty z Polski często brane są za przykład. Czym więc właściwie jest renaturyzacja?

Zdjęcie: Katarzyna Hajdas

Nowa nadzieja dla starego kontynentu

W Europie, jednym z najbardziej przekształconych kontynentów na ziemi, pozostało już niewiele dzikiej przyrody. Tysiące lat rozwoju rolnictwa, intensywnej gospodarki leśnej i masowe przekształcanie reżimów wodnych, zdegradowały środowisko naturalne. Większość naszego kontynentu jest dzisiaj zarządzana przez człowieka, a rola naturalnych procesów, które w przeszłości kształtowały europejskie krajobrazy została ograniczona do minimum lub też całkowicie zniknęła. Cena jaką przyszło nam zapłacić za tą ingerencję jest wysoka – jesteśmy świadkami drastycznego spadku bioróżnorodności, rok w rok doskwiera nam susza, pożary i powodzie przybierają coraz gwałtowniejszy charakter, a odporność ekosystemów na katastrofy naturalne stała się bardzo niska. Cierpi na tym nie tylko środowisko naturalne, ale również nasze zdrowie i gospodarka.

W odpowiedzi na te problemy w Europie już ponad 20 lat temu zaczęto postulować ochronę i zwiększanie obszarów dzikiej przyrody, co z biegiem czasu doprowadziło do powstania innowacyjnej koncepcji renaturyzacji (ang. rewilding). Renaturyzacja to praktyka ochrony środowiska która koncentruje na przywróceniu do naszych krajobrazów roli naturalnych procesów ekosystemowych – żerowania zwierząt roślinożernych, drapieżnictwa, czy naturalnego przepływu reżimów wodnych. W przeszłości tworzyły one tętniące życiem krajobrazy, które utraciliśmy w wyniku działalności człowieka. 

W przeciwieństwie do klasycznej formy zarządzania środowiskiem, która koncentruje się na ochronie lub odtwarzaniu poszczególnych komponentów środowiska naturalnego (jak np. program Natura 2000 który zbudowany został wokół ochrony wybranych gatunków i siedlisk) renaturyzacja postrzega ochronę środowiska kompleksowo. Praktycy renaturyzacji patrząc na dany krajobraz, w pierwszej kolejności będą się zastanawiali jakie procesy kształtowały go w przeszłości. Być może okresowo wylewała tutaj rzeka, której koryto jest obecnie wyprostowane uniemożliwiając jej funkcjonowanie według naturalnych cyklów? Może wcześniej na tych terenach mieszkały duże zwierzęta roślinożerne, które wyginęły w wyniku intensywnych polowań? A może wręcz przeciwnie, w danym ekosystemie brakuje żerujących tu wcześniej drapieżników?

Rewilding biotyczny i rewilding abiotyczny

Działania praktyczne jakie obejmuje renaturyzacja możemy podzielić na renaturyzację biotyczną i abiotyczną. Rewilding abiotyczny polega na zlikwidowaniu stałych i kontrolowanych zakłóceń antropogenicznych, struktur inżynieryjnych i nakładów rolniczych, aby umożliwić naturalną zmienność procesów ekologicznych na danym obszarze. Przykładem na renaturyzację abiotyczną, są działania takie jak przywracanie naturalnych meandrów rzecznych i zalewisk, aby poprawić retencję wody i odbudować siedliska dla organizmów wodnych czy też usuwanie zapór zbudowanych na rzekach co umożliwia naturalne przepływy wód, sprzyjające migracji ryb i regeneracji ekosystemów rzecznych.

Z kolei renaturyzacja biotyczna to działania mające na celu  przywrócenie sieci interakcji między grupami organizmów a ich środowiskiem fizycznym, wraz z procesami ekologicznymi, które wyłaniają się z tych interakcji – innymi słowy to przywracanie gatunków kluczowych dla funkcjonowania ekosystemów, w tym dużych roślinożerców i drapieżników lub innych organizmów, które odgrywają istotną rolę w danym środowisku. Może to obejmować zarówno reintrodukcję gatunków, które wyginęły na danym terenie, albo innych zwierząt o zbliżonej roli ekologicznej, lub też zaprzestanie myślistwa które pozwala na samoistne odrodzenie i rozprzestrzenienie się pożądanych gatunków zwierząt.

Zdjęcie: Katarzyna Hajdas

Nie ma tutaj jednak identycznych przypadków, oraz gotowych scenariuszy na wprowadzanie zasad rewildingu. Działania podejmowane na miejscu, różnią się w zależności od specyfiki krajobrazu i stopnia jego przekształcenia. Doświadczenia renaturyzacji pokazują, że choć natura ma wielkie zdolności samoregeneracji, to zmiany spowodowane ręką człowieka, są często na tyle dotkliwe, że musimy stworzyć podstawowe warunki niezależnego rozwoju. Przykładowo, jeżeli dany gatunek całkowicie zaniknął na danym terytorium, to najprawdopodobniej konieczny będzie program reintrodukcji, żeby znowu się na nim pojawił. Podobnie, głęboko przekształcona rzeka będzie wymagała ludzkiej pomocy. Później jednak powinniśmy wycofać się i pozwolić naturze iść swoją drogą. 

Kluczem są dzikie zwierzęta

W renaturyzacji szczególną rolę odgrywają tzw. gatunki kluczowe lub inaczej mówiąc inżynierzy ekosystemowi. Są, to organizmy, których obecność w istotny sposób kształtuje środowisko, w którym żyją, a ich obecność wpływa na dostępność zasobów, strukturę siedlisk oraz obecność innych gatunków, często umożliwiając funkcjonowanie całego ekosystemu.

Do słynnych już inżynierów ekosystemowych należą bobry, które dzięki swoim unikalnym zdolnościom budowania tam, potrafią całkowicie przekształcić ekosystem. Zmieniając stosunki wodne na danym obszarze są w stanie zatrzymać wodę, regulując jej poziom w glebie. Bobry są więc w stanie przywrócić warunki środowiskowe, które sprzyjają zdziczaniu i zwiększaniu bioróżnorodności. Drapieżniki, takie jak wilki czy rysie, ptaki padlinożerne są niezbędne dla zachowania zdrowia i równowagi ekosystemów w naszym krajobrazie. Z drugiej strony w praktyce renaturyzacji szczególnie podkreśla się rolę dużych zwierząt roślinożernych. W czasach przedludzkich ogromne stada żubrów, turów i dzikich koni przemierzały Europę, kształtując pokrywę roślinną na kontynencie. Dzisiaj wiemy już, że kontynentalny obszar Europy nie był pokryty gęstą nieprzebytą puszczą jak dawniej sądzono, a raczej mozaiką w której przeplatały się zarówno lasy jak i łąki, co miało miejsce właśnie za sprawą roślinożerców. Ten dynamiczny i bogaty w bioróżnordoność w większości zniknął razem z drastycznym spadkiem liczebności tych zwierząt na kontynencie. 

Renaturyzacja dąży do przywrócenia tych zwierząt w krajobrazie, aby ponownie mogły spełniać swoją rolę w środowisku naturalnym. Ich obecność wpływa nie tylko na równowagę biologiczną, ale także na obieg dwutlenku węgla w przyrodzie i naturalną zdolność ekosystemów do jego magazynowania. Odbudowa populacji gatunków kluczowych to więc nie tylko powrót dzikiej przyrody, ale też inwestycja w przyszłość nas wszystkich.

 Korzyści dla ludzi i przyrody

Renaturyzacja to strategia ochrony przyrody, która ma niesamowity potencjał dla przywrócenia w  Europie zdrowia i funkcjonalność całych ekosystemów, tym samym zapewniając korzyści, również dla ludzi. Czyste powietrze, woda, żyzna gleba oraz poprawa zdrowia i samopoczucia, to tylko niektóre spośród usług systemowych, które niesie ze sobą renaturyzacja.

Regeneracja dzikiej przyrody w oparciu o jej zasady może również stanowić kluczowy element naszych działań w walce ze zmianami klimatu. Dzięki odtworzeniu zniszczonych ekosystemów naturalnie bogatych w pierwiastek węgla takich jak torfowiska, podmokłe łąki czy naturalne lasy,  będą one mogły magazynować znaczne ilości dwutlenku węgla i ponownie odgrywać swoją rolę w globalnym obiegu tego pierwiastka. Kluczowe znaczenie mają tu wspomniane wcześniej dzikie zwierzęta, ponieważ to one podtrzymują skomplikowaną sieć życia, utrzymując ekosystemy takie jak lasy, łąki i oceany w zdrowiu i funkcjonalności.

Z drugiej strony dzika przyroda pozwala zminimalizować skutki katastrof naturalnych, których nie możemy już powstrzymać. Naturalnie meandrujące dzikie rzeki, stwarzają zdecydowanie niższe zagrożenie powodziowe niż rzeki uregulowane. Dzikie torfowiska i łąki mają ogromny potencjał dla magazynowania nadmiaru wody podczas ulewnych deszczy, podobnie jak stare lasy o zróżnicowanej strukturze drzewostanu. Warto tutaj dodać, że rozwiązania oparte na naturze (ang. nature based solutions) są zdecydowanie tańsze, niż inżynieryjne struktury, które bardzo często zawodzą.

Zdjęcie: Katarzyna Hajdas

 Z drugiej strony renaturyzacja może stworzyć nowe możliwości ekonomiczne. Przedsięwzięcia związane z turystyką przyrodniczą, jak np. obserwowanie dzikiej przyrody, wycieczki przyrodnicze z przewodnikiem, czy biwakowanie to szybko rozwijający się sektor szczególnie cenny dla mieszkańców obszarów wiejskich, które są obecnie często kojarzone ze stagnacją lub zapaścią gospodarczo-ekonomiczną. Ekoturystyka i związane z nimi usługi, np. noclegowe, gastronomiczne, przewodnickie, czy lokalne rzemiosło i handel, mogą przyciągać turystów i generować przychody dla lokalnej społeczności.

Spojrzenie w przyszłość

Renaturyzacja tchnęła nową nadzieję dla przyszłości naszej planety. Wprowadzone w życie projekty renaturyzacji, obecnie realizowane głównie przez organizacje pozarządowe, pokazują zadziwiający wręcz potencjał dla regeneracji środowiska naturalnego. Również w Polsce może obserwować efekty jakie niesie ze sobą renaturyzacja. Na szczególną uwagę zasługują działania Stowarzyszenia Towarzystwo Przyjaciół Rzek Iny i Gowienicy, oraz Zachodniopomorskiego Towarzystwa Przyrodniczego, które od wielu lat w zachodniej Polsce realizują działania wpisujące się w realizację założeń renaturyzacji. Możemy tam obserwować tętniącą życiem przyrodę i powrót wielu wspaniałych gatunków zwierząt od rysi i żubrów przez rzadkie gatunki ryb.

Nic więc dziwnego, że renaturyzacja zaczęła być postrzegana jako ważny strategia dla ochrony przyrody również przez ONZ czy Komisję Europejską. W Europie coraz więcej uniwersytetów wprowadza kursy o renaturyzacji do swoich strategii nauczania, publikowane są kolejne książki o tej tematyce, a konferencja “Rewilding future – Shaping Tomorrow’s Wild” które odbyło się w tym roku w Cambridge w Anglii, przyciągnęło rekordową liczbę osób i okazała się ogromnym sukcesem. Pozostaje tylko czekać, aż i w Polsce renaturyzacja dotrze do zbiorowej świadomości, a im szybciej to się stanie tym lepiej dla nas wszystkich – zarówno dla ludzi jak i dla przyrody.

Prawie 3 tysiące hektarów dzikiego lasu pod Bliżynem to nie tylko sukces przyrodników, ale także dowód, że nauka, współpraca społeczna i zmiana myślenia mogą realnie wpłynąć na nasze podejście do dziedzictwa naturalnego.

Jak powstał rezerwat?

Na początku 2024 roku Stowarzyszenie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, przy wsparciu Stowarzyszenia Przyrodników Ostoja, zainicjowało formalny wniosek o utworzenie rezerwatu „Bliżyńskie Lasy Naturalne”. Inicjatywa spotkała się z szerokim poparciem naukowców, organizacji przyrodniczych i lokalnych społeczności – wniosek poparła Państwowa Rada Ochrony Przyrody, 150 naukowców oraz 92 organizacje. Pozytywną opinię wydała też Regionalna Rada Ochrony Przyrody przy RDOŚ w Kielcach.

Kulminacją tych działań była uroczystość 27 maja 2025 roku w Geonaturze Kielce, gdzie Regionalna Dyrektor Ochrony Środowiska, Iwona Kędzierska-Gębska, podpisała akt powołania rezerwatu. W wydarzeniu uczestniczyli przedstawiciele ministerstw, Lasów Państwowych, organizacji przyrodniczych i samorządów.

Ochrona dziedzictwa – od Żeromskiego do współczesności

W 1925 roku Stefan Żeromski pisał o Puszczy Jodłowej jako o „bezcennej, jedynej, tajemniczej”. Dziś, po niemal stu latach, fragment tej puszczy został objęty trwałą ochroną jako rezerwat „Bliżyńskie Lasy Naturalne” – największy zwarty rezerwat leśny w Polsce, liczący aż 2964,91 ha.

To efekt długofalowej pracy naukowców, leśników i społeczników, a także wyraz nowego rozumienia odpowiedzialności człowieka wobec przyrody.

Skala, która robi różnicę

Przez dziesięciolecia w Polsce powstawały głównie niewielkie rezerwaty – średnio 90-113 hektarów. Bliżyńskie Lasy Naturalne przełamują ten schemat: to niemal 3 tysiące hektarów zwartego lasu, który integruje wcześniejsze, mniejsze formy ochrony. Tylko taka skala pozwala na zachowanie pełnego spektrum naturalnych procesów – od narodzin, przez rozkwit, po rozpad i odnowienie drzewostanów.

Powstanie tak dużego rezerwatu to konkretna odpowiedź na wyzwania współczesnej ochrony przyrody. To uznanie, że procesy, które przez tysiąclecia kształtowały świętokrzyskie lasy, mają nie tylko znaczenie użytkowe czy naukowe, ale przede wszystkim immanentną wartość – samą w sobie, niezależną od korzyści dla człowieka.

Laboratorium natury

Rezerwat chroni jedne z najcenniejszych w Polsce zbiorowisk leśnych: bukowo-jodłowe lasy o wysokim stopniu naturalności oraz wyżynne bory jodłowe, które stanowią zaledwie ułamek krajowych zasobów. Tu przetrwały reliktowe populacje rzadkich chrząszczy, takich jak ponurek Schneidera czy zagłębek bruzdkowany, oraz unikatowe ptaki: dzięcioł białogrzbiety, sóweczka, włochatka, puszczyk uralski. Na terenie rezerwatu żyją również wilki. Tak bogatej fauny i flory nie sposób chronić w małych enklawach – potrzebne są duże, zwarte obszary, gdzie procesy ekologiczne mogą przebiegać swobodnie.

Bilżyńskie Lasy Naturalne

Wspólna siła – od wizji do rzeczywistości

Powstanie rezerwatu to efekt bezprecedensowej współpracy: wniosek o jego utworzenie złożyło Stowarzyszenie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, a wsparło go ponad 150 naukowców, 92 organizacje, leśnicy, samorządowcy i mieszkańcy. Państwowa i Regionalna Rada Ochrony Przyrody wydały pozytywne opinie, a konsultacje społeczne pokazały, że mieszkańcy chcą chronić swoje lasy i rozumieją ich wartość. To właśnie dzięki tej szerokiej koalicji udało się doprowadzić do powstania rezerwatu o takiej skali.

Zmiana myślenia o przyrodzie

Jak podkreśla Tomasz Figarski:

„Problem z ochroną rezerwatową w Polsce jest taki, że te rezerwaty, które powstają, które powstawały przez dziesięciolecia, to są zwykle rezerwaty małe. Średnia powierzchnia rezerwatu w Polsce to zaledwie sto trzynaście hektarów. To jest naprawdę niewiele. Jeżeli byśmy wzięli pod uwagę same rezerwaty leśne, to powierzchnia średnia wynosi zaledwie dziewięćdziesiąt hektarów…”

I dodaje:

„W mojej ocenie powołanie tego rezerwatu to najważniejsze wydarzenie w krajowej ochronie przyrody w XXI wieku. Jest to wydarzenie, które może być przyczynkiem do zmiany paradygmatów obszarowej ochrony przyrody w Polsce. Oto bowiem mamy duży obszar, sięgający 3000 ha, który ma być pozostawiany procesom naturalnym. To ewenement. Zwykle nawet małe rezerwaty nie są pozostawiane ochronie biernej… Tu mamy zupełnie inny schemat myślenia o przyrodzie”.

Unikatowa bioróżnorodność – relikty i rzadkie gatunki

Bliżyńskie Lasy Naturalne to ostoja setek gatunków chronionych i rzadkich: czosnek niedźwiedzi, buławnik czerwony, parzydło leśne, wroniec widlasty, bagno zwyczajne, bezlist okrywowy, widłoząb zielony, reliktowe owady, rzadkie ptaki, płazy i ssaki. To miejsce, gdzie zachowały się procesy i gatunki charakterystyczne dla pierwotnych lasów Europy.

Rezerwat otwarty dla ludzi i regionu

Powstanie rezerwatu to nie tylko sukces naukowy i przyrodniczy, ale także realna korzyść dla lokalnych społeczności. Dzięki subwencji ekologicznej gminy Bliżyn, Suchedniów i Łączna otrzymają niemal milion złotych rocznie na rozwój infrastruktury, edukację i promocję regionu. Rezerwat pozostaje otwarty dla ludzi – można tu zbierać grzyby, korzystać ze szlaków i podziwiać dziką przyrodę, co stwarza potencjał dla rozwoju turystyki przyrodniczej i edukacyjnej.

Nowy standard ochrony przyrody w Polsce

Bliżyńskie Lasy Naturalne wyznaczają nowe standardy – zarówno w zakresie ochrony procesów naturalnych, jak i społecznego podejścia do dziedzictwa przyrodniczego. To miejsce, gdzie odpowiedzialność, nauka i praktyka spotykają się, by chronić to, co samo nie jest w stanie się obronić przed działalnością człowieka – dziką, niepowtarzalną przyrodę, która bez naszej troski i świadomej ochrony może bezpowrotnie zniknąć.

„Jak ja, tak samo wszyscy dawni ludzie, którzy niegdyś wdzierali się na te góry i przemierzali wielkie lasy, poili się tym samym jedlanym szumem, ten sam zapach wciągali nozdrzami i tym samym czystym powietrzem napełniali płuca” – pisał Stefan Żeromski w „Puszczy Jodłowej”, oddając hołd majestatowi lasów Gór Świętokrzyskich. To właśnie fragment tej historycznej Puszczy Świętokrzyskiej, opisywanej przez wielkiego pisarza, ma szansę zyskać dziś trwałą ochronę.

 

na zdjęciu: dr.Tomasz Figarski

Z Tomaszem Figarskim, leśnikiem, doktorem nauk biologicznych, wiceprezesem Stowarzyszenia Przyrodników Ostoja, o inicjatywie powstania rezerwatu Bliżyńskie Lasy Naturalne rozmawia Agnieszka Korniluk.

 

 

Agnieszka Korniluk: Niecierpliwie wypatrujemy finalizacji jednego z najważniejszych projektów ochrony przyrody ostatnich lat – utworzenia rezerwatu Bliżyńskie Lasy Naturalne. Ten obszar o powierzchni niemal 3 tysiące hektarów ma szansę stać się jednym z największych rezerwatów w Polsce. Czekamy na decyzję, która zapewni ochronę bezcennego fragmentu Puszczy Świętokrzyskiej – ekosystemu porównywanego przez przyrodników do Puszczy Białowieskiej i Karpackiej. Jak doszło do zrodzenia się tej inicjatywy? 

Tomasz Figarski: Faktycznie, jeżeli rozmawiamy o Bliżyńskich Lasach Naturalnych, to jest to inicjatywa ta i sam wniosek o powołanie tego rezerwatu został złożony przez Pracownię na Rzecz Wszystkich Istot. My jako Stowarzyszenie Przyrodników Ostoja włączyliśmy się aktywnie w ten proces. Siłą rzeczy byliśmy w nim od samego początku, bo siedziba naszego Stowarzyszenia mieści się w gminie Bliżyn, a ochrona tutejszej przyrody leży nam na sercu szczególnie. Od wielu lat prowadzimy badania przyrodnicze, badania naukowe na tym terenie. Dane, które gromadzimy, bez wątpienia są istotne dla samego faktu powzięcia decyzji o złożeniu takiego wniosku.

Projekt rezerwatu ma objąć trzy tysiące hektarów i to czyniłoby ten rezerwat jednym z największych w Polsce, prawda?

 To prawda. Problem z ochroną rezerwatową w Polsce jest taki, że te rezerwaty, które powstają, które powstawały przez dziesięciolecia, to są zwykle rezerwaty małe. Średnia powierzchnia rezerwatu w Polsce to zaledwie sto trzynaście hektarów. To jest naprawdę niewiele. Jeżeli byśmy wzięli pod uwagę same rezerwaty leśne, to powierzchnia średnia wynosi zaledwie dziewięćdziesiąt hektarów. To są mniej więcej cztery oddziały leśne, powierzchnia niewielka z punktu widzenia ochrony procesów przyrodniczych.

Na tym terenie powstały trzy rezerwaty przyrody i to z inicjatywy również leśników. Tu warto wspomnieć o takiej postaci jak dr inż. Stanisław Barański, który jest patronem rezerwatu Świnia Góra. Był to leśnik, przyrodnik i wieloletni Nadleśniczy nieistniejącego dziś Nadleśnictwa Bliżyn. Świnia Góra to jest taka Puszcza Białowieska w miniaturce,tyle że w Puszczy Świętokrzyskiej. Niestety, powierzchnia tego wspaniałego rezerwatu to tylko 50 ha. Także mamy rezerwat Świnia Góra, mamy rezerwat Dalejów i mamy powstały kilka lat temu rezerwat Bliżyn-Kopalnia Ludwik. To są trzy rezerwaty, które powołano w tym kompleksie leśnym. Jednak ich łączna powierzchnia to zaledwie dwieście trzydzieści hektarów.

Projekt rezerwatu Bliżyńskie Lasy Naturalne to prawie trzy tysiące hektarów i ten rezerwat niejako obejmie, będzie okalał te trzy istniejące rezerwaty, jednak formalnie ich nie wchłonie. Na pewno będzie to jeden z większych rezerwatów w Polsce. Jeżeli weźmiemy pod uwagę zwarty kompleks leśny, bo to będzie jeden zwarty płat lasu objęty ochroną, to będzie to prawdopodobnie największy rezerwat w Polsce o takim charakterze.

fot. Tomasz Figarski

Wyjaśnij, dlaczego chcielibyście objąć ochroną tak duży obszar?

To bardzo dobre pytanie. Jeżeli chcemy chronić całe spektrum i naturalność ekosystemów leśnych, potrzebujemy rezerwatów dużych. Potrzebujemy rezerwatów, gdzie możemy obserwować całe spektrum gatunków i stanów, jakie lasy przechodzą w swoim cyklu życiowym. Bo na powierzchni pięćdziesięciu, stu hektarów my tak naprawdę nie zaobserwujemy procesów ekologicznych. Zaobserwujemy pewien wycinek tych procesów.

Natomiast żeby móc obserwować je w pełni, zachować pełną różnorodność związaną z lasami, potrzebujemy obszarów dużych, obszarów dzikości,które faktycznie rządzą się własnymi prawami, prawami natury i gdzie możemy obserwować pełne spektrum stanów, w jakich lasy występują. Ekosystemy leśne przechodzą cykl różnych faz, tak zwanych faz rozwojowych, gdzie jedna przechodzi płynnie w drugą. I w tym cyklu ważne są również fazy terminalne, czyli fazy, gdzie drzewostan się rozpada, powstaje odnowienie naturalnie, a cały cykl się domyka. Cykliczność jest wpisana w dynamikę ekosystemów leśnych, odeszliśmy natomiast od pojęcia klimaksu, uważanego niegdyś za docelowy stan rozwoju zbiorowiska leśnego, a w dodatku stan stabilny. Nie ma stabilnych ekosystemów, może poza jakimiś nielicznymi wyjątkami, ale w lasach mówimy o cykliczności i ciągłych zmianach. Każdy las wykazuje swoistą dynamikę, w którą wpisane są również fazy terminalne i rozpadu drzewostanu. I to jest tutaj kluczowe., Żeby tę cykliczność obserwować, musimy mieć obszary duże. Tylko takie pozwolą na swobodne i spontaniczne współwystępowanie wszystkich faz rozwojowych, których udział i rozmieszczenie kształtują się w sposób niezakłócony. Nie zaobserwujemy tego wszystkiego w rezerwacie o wielkości 100 ha.

Mieszkańcy gminy Bliżyn wyrażają zaniepokojenie możliwością ograniczenia dostępu do lasu – głównie w kontekście zbierania grzybów czy spacerów Powiedz mi, czy to są uzasadnione obawy?

Obawy nie są uzasadnione w kontekście tego rezerwatu przyrody. Bo ogólnie tak, rezerwat przyrody jest objęty zakazem wstępu. Z założenia to jest zakaz ustawowy. Natomiast regionalny dyrektor ochrony środowiska może zezwolić pod określonymi warunkami na odstępstwo od tego zakazu. I tak się stało w tym przypadku. Wychodząc naprzeciw głosom mieszkańców, bo jednak jest to region, gdzie bardzo wielu mieszkańców korzysta z płodów runa leśnego, korzysta z grzybów, z jagód. Jest to ważne źródło dochodu dla lokalnej społeczności. Dlatego wychodząc temu naprzeciw, ten rezerwat ma być rezerwatem otwartym, czyli będzie tam dopuszczony zbiór owoców runa leśnego i grzybów i to będzie tak naprawdę niezakłócone. Czyli mieszkańcy będą mogli chodzić na te grzyby tak, jak chodzili do tej pory.

Warto też o tym wspomnieć, że to są lasy bardzo grzybne. Sam również jeżdżę tam na grzyby. i tak naprawdę projektowany rezerwat nie dociera do samej granicy kompleksu. To nie jest tak, że on się opiera o granice kompleksu leśnego, czyli ktoś, kto wchodzi do lasu, idąc od swojego miejsca zamieszkania, nie trafia od razu na rezerwat. Grzybów jest tam tak dużo, że z powodzeniem można wypełnić koszyki nie dochodząc nawet do rezerwatu. Niemniej gdyby ktoś chciał zapuścić się dalej, jest przygotowane zarządzenie, które udostępnia ten rezerwat dla zbioru grzybów i owoców.

W styczniu 2025 r. Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Kielcach przeprowadziła konsultacje społeczne z mieszkańcami gminy Bliżyn. Jak przebiegały te spotkania? Czy mieszkańcy zaangażowali się w dyskusję?

Z tego, co się dowiedziałem z doniesień medialnych i z rozmów, to tych uwag wpłynęło dużo. I w większości były to uwagi aprobujące rezerwat. Dużo było uwag, które wskazywały, że wręcz powinien być większy. Były też takie, które mówiły, że powinien zostać zmniejszony, ale one były w mniejszości.

Natomiast to, co jest tutaj istotne i o czym warto mówić, to to, że tak naprawdę wszyscy jesteśmy zgodni co do tego, że te lasy wymagają ochrony. Że ta ochrona wymaga wzmocnienia, bo tutaj i leśnicy i samorząd, i mieszkańcy de facto zgadzają się na to, żeby jakaś ochrona była tu wprowadzona. Oczywiście, my jako strona społeczna i przyrodnicy również. Do dyskusji pozostaje kwestia wielkości tego obszaru i o tym dyskutujemy. Natomiast nie ma tutaj w zasadzie głosów przeciwnych. Może poza jakimiś incydentalnymi i pojedynczymi.

Kluczowym argumentem są dodatkowe środki dla gminy – utworzenie rezerwatu oznacza bowiem subwencję ekologiczną w wysokości 919 tys. zł rocznie. Czy ten aspekt ma znaczenie dla mieszkańców?

Uważam, że jest to bardzo ważny argument. Ta subwencja ekologiczna, która została już uchwalona i jest obowiązująca, to nie jest jakiś tam  pomysł czy koncepcja na przyszłość – to jest fakt.,Dla takich gmin jak gmina Bliżyn jest to kwestia bardzo istotna. Nie jest to gmina bogata, więc taki zastrzyk finansowy jest dla niej ważny. Tak naprawdę w interesie gminy jest to, żeby tego rezerwatu było jak najwięcej, bo im większa powierzchnia będzie objęta rezerwatem, tym więcej środków wpłynie do gminnej kasy.

Jeżeli rezerwat będzie mniejszy, czyli np. tysiąc hektarów, a nie trzy tysiące, to tak jakby dwie trzecie pieniędzy, które mogłyby do kasy gminy wpłynąć, zostały stracone. Myślę też, że sam rezerwat jest taką swoistą trampoliną do rozwoju.Jeśli gmina właściwie ją wykorzysta, to może faktycznie rozwijać się jeszcze szybciej. Natomiast w przypadku subwencji  mamy taki konkretny finansowy instrument wsparcia wypłacany z mocy prawa,, które gmina dostaje na konto i może na swoje cele wykorzystać.

fot. Tomasz Figarski

 W ubiegłym roku Ministerstwo Klimatu i Środowiska nałożyło moratorium na wycinkę na obszarze ponad 4,5 tysiąca hektarów lasów suchedniowskich. Czy to moratorium jest skuteczne i jaki ma związek z utworzeniem rezerwatu?

Moratorium wprowadzono jako tymczasową ochronę dziesięciu najcenniejszych kompleksów leśnych w Polsce, w tym Lasów Suchedniowskich, których część stanowi projektowany rezerwat. To rozwiązanie przejściowe, które ma obowiązywać do czasu ustanowienia trwałej ochrony rezerwatowej. Moratorium objęło 4,5 tysiąca hektarów, podczas gdy rezerwat ma mieć 3 tysiące hektarów. Obecnie więc dużo większa powierzchnia wyłączona jest z prowadzenia gospodarki leśnej.

Niestety, ta tymczasowa ochrona nie zawsze jest przestrzegana. Pod koniec ubiegłego roku doszło do cięć na obszarze moratorium, poza projektowanym rezerwatem. Były to cięcia o charakterze trzebieżowym – wycinanie pojedynczych, ale cennych drzew, w tym zamierających, które są niezwykle ważne dla zachowania bioróżnorodności i gatunków reliktowych. Taka sytuacja nie powinna mieć miejsca, ale nie byłoby jej, gdybyśmy rezerwat już mieli ustanowiony. Dlatego wszystkim powinno zależeć, by rezerwat powstał jak najszybciej – wtedy będzie jasna sytuacja, co jest chronione, a co nie. Nie będzie pola do nieporozumień.

Lasy Suchedniowskie pod względem różnorodności biologicznej i zasobności ekosystemu są porównywalne do Puszczy Białowieskiej. Czy mógłbyś rozwinąć temat unikatowości tego obszaru?

My jesteśmy zachwyceni tymi lasami i one zaskakują nas za każdym razem, jak tam jesteśmy. Faktycznie są porównywane z Puszczą Białowieską, która jest bardzo dobrze rozpoznawalnym  obszarem w środowisku przyrodniczym, ale nie tylko Białowieską, bo również Puszczą Karpacką, która z kolei na południu Polski jest kwintesencją dzikości i obszarem dobrze zachowanej przyrody, o wysokim stopniu naturalności Mówimy, że to jest ta trzecia puszcza.

Te trzy puszcze wyróżniają się pod takim względem, że są zwarte i są miejscem występowania wielu organizmów, które są nazywane reliktami lasów naturalnych, lasów pierwotnych. To są takie organizmy, które mają zwykle bardzo wąskie wymagania ekologiczne. Wymagają pewnych struktur, pewnych zasobów, które zwykle w lasach gospodarczych są w niedostatku, na przykład drewna martwych i zamierających drzew oraz dużej naturalności ekosystemu.

Jako przykład wymienić można gatunki chrząszczy. Chrząszcze są dobrze zbadane na tym terenie. Mamy tu kilka gatunków, które tak naprawdę występują tylko w Puszczy Białowieskiej, tutaj i w Puszczy Karpackiej, a poza nimi tylko na nielicznych, rozproszonych stanowiskach, gdzie nie tworzą silnych populacji. To są na przykład takie gatunki związane z drewnem martwych, zamierających drzew jak zagłębek bruzdkowany, ponurek Schneidera, zgniotek szkarłatny i częściej występujący zgniotek cynobrowy. Albo na przykład taki ciekawy gatunek chrząszcza, o łacińskiej nazwie Mycetoma suturale. Ten gatunek z kolei związany jest z grzybami. Jest mycetofagiem i zasiedla owocniki grzybów z rodzaju smolucha.

Jeśli mówimy o takich mocnych populacjach tych gatunków, w których owady te występują licznie, a ich populacje są stabilne, tj. utrzymują przez długi czas, to faktycznie Lasy Suchedniowskie można na jednym oddechu wymieniać z Puszczą Białowieską.

To brzmi zachwycająco! A jeśli chodzi o ptasią faunę – jakie gatunki są szczególnie cenne w tym ekosystemie

Wśród ptaków też mamy tutaj gatunki, które są związane z takimi właśnie lasami naturalnymi. Jak chociażby dzięcioł białogrzbiety. To jest gatunek związanym zamierającymi drzewami, który występuje tylko na wschodzie i południu Polski, w Puszczy Białowieskiej czy w innych puszczach północnego wschodu. A ponadto właśnie tutaj, w Lasach Suchedniowskich oraz w Świętokrzyskim Parku Narodowym.

Mamy też na przykład ciekawe gatunki sów, które są rzadkie i niezwykle pasjonujące. Wśród nich jest kilka gatunków rzadkich sów, związanych, po pierwsze z obecnością drzew dziuplastych, które muszą być odpowiednich rozmiarów, żeby mogły tam występować, a po drugie – z taką naturalnością strukturalną lasu, który jest zróżnicowany wiekowo, zróżnicowany przestrzennie, pod względem grubości i wysokości drzew.

Jedną z nich jest sóweczka -najmniejsza sowa Polski i Europy, mniej więcej wielkości kosa. Oceniamy, że w projektowanym rezerwacie jest kilkanaście stanowisk sóweczki. Jest także włochatka, nieco większa sowa, która jest silnie związana z dziuplami po dzięciole czarnym. No i mamy też puszczyka uralskiego, który jest największą występującą tu sową, związaną z lasami bukowymi, o charakterze naturalnym, puszczańskim. W ostatnich dniach marca zorganizowaliśmy na terenie projektowanego rezerwatu obóz sowiarski, w którym wzięli udział zarówno doświadczeni badacze tej grupy ptaków, jak i amatorzy – miłośnicy sów i puszczańskiej przyrody. Wyniki i dane zgromadzone podczas obozu okazały się imponujące i niedługo, po zakończeniu badań, zostaną one opublikowane z jednym z recenzowanych czasopism. Warto dodać, że przychylnie do prowadzonych przez nas badań odnosi się Nadleśnictwo Suchedniów. To bardzo cenna i wartościowa współpraca, pokazująca, że merytoryczny i oparty na wzajemnym szacunku dialog zawsze jest możliwy. Wystarczy odrobina dobrej woli. 

Jakie są plany Stowarzyszenia Przyrodników Ostoja? Nad czym obecnie pracujecie, poza wspieraniem powstania rezerwatu?

W tym roku rozpoczęliśmy szczegółową inwentaryzację sów na terenie projektowanego rezerwatu. To fascynująca grupa ptaków, której wielu przedstawicieli jest silnie związanych z lasami naturalnymi. Planujemy również wydarzenia otwarte dla mieszkańców i turystów, którzy chcieliby poznać ten teren. Na przykład 16 marca zorganizowaliśmy wycieczkę przyrodniczą we współpracy z Ośrodkiem Kultury w Bliżynie.

Prowadzimy także działania edukacyjne i planujemy przeprowadzić bioblitze, czyli szybkie, otwarte inwentaryzacje przyrodnicze. Będą prowadzone na Mazowszu, w rejonie Grodziska Mazowieckiego, a także w Skarżysku-Kamiennej, dzięki współpracy z powiatem skarżyskim . Działamy interwencyjnie w różnych sprawach przyrodniczych oraz prowadzimy liczne badania naukowe i inwentaryzacje przyrodnicze.

Naszą misją jest nie tylko ochrona przyrody, ale też zmiana jej postrzegania jej przez społeczeństwo – nie jako ograniczenie, ale jako szansę rozwojową. Gmina Bliżyn mogłaby wykorzystać walory rezerwatu dla rozwoju turystyki i rekreacji. Moi znajomi z Pomorza pytali kiedyś, gdzie mogliby przenocować w tych okolicach, a ja nie bardzo umiałem im coś polecić. To pokazuje potencjał rozwoju bazy noclegowej i gastronomicznej w okolicy oraz zainteresowanie potencjalnych odwiedzających.

Czy Bliżyńskie Lasy Naturalne, porównywane do Puszczy Białowieskiej pod względem unikatowej przyrody, staną się równie silnym magnesem turystycznym? Jakie korzyści dla regionu przewidują eksperci?

Myślę, że ten aspekt jest bardzo ważny dla terenu, o którym mówimy. Obserwuję, jak zmienia się otoczenie Puszczy Białowieskiej na przestrzeni co najmniej dwudziestu lat. Widzę, jak zmienia się sama Białowieża, jak ta miejscowość się rozwija, bazując w dużej mierze właśnie na turystyce przyrodniczej, takiej kwalifikowanej turystyce przyrodniczej.

Były nawet takie badania, które pokazywały ile pieniędzy zostawiają turyści przyjeżdżający do Puszczy Białowieskiej. Różne grupy turystów. Okazało się, że najbardziej dochodową dla lokalnych mieszkańców grupą są ornitolodzy – birdwatcherzy, a więc obserwowanie ptaków jest taką gałęzią, w którą warto zainwestować. Birdwatcherzy, czyli obserwatorzy ptaków, wydają w Białowieży i okolicach średnio dziewięćdziesiąt dolarów dziennie – na noclegi, wyżywienie, przejazdy, usługi przewodnickie i tak dalej. Natomiast inni turyści przyrodniczy, czy w ogóle turyści – około pięćdziesięciu dolarów.

Bliżyn nie ma może żubrów, ale ma wiele innych bardzo ciekawych zasobów przyrodniczych, które bez wątpienia mogą przyciągnąć tutaj turystów.Kluczowe jest umiejętne i przemyślane wykorzystanie tego potencjału, bo on w tym momencie nie jest wykorzystywany prawie w ogóle. Powstanie takiego obiektu jak duży, puszczański rezerwat przyrody, który byłby takim głośnym i medialnym magnesem, mogłoby stać się motorem rozwoju gminy i całego regionu, ale również pozytywnie wpłynęłoby na wizerunek Lasów Państwowych.

Jakie są kolejne kroki w procesie tworzenia tego rezerwatu? 

Jesteśmy w stanie zawieszenia, niestety. Trochę liczyliśmy na to, że po konsultacjach społecznych, po tym, kiedy Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Kielcach wysłuchał głosów mieszkańców, ten rezerwat powstanie szybko. Niestety nie.

Kij w szprychy włożyła Regionalna Rada Ochrony Przyrody w Kielcach. To duże zaskoczenie, bo to jest organ opiniodawczo-doradczy Dyrektora Ochrony Środowiska. Rada zażyczyła sobie wizję terenową i do osiemnastego kwietnia mają  wydać opinię o tejże wizji terenowej. Trzeba jednak dodać, że od strony prawnej opinia regionalnej rady ochrony przyrody przy powoływaniu rezerwatu przyrody nie jest wymagana. Wymaga byłaby ona, gdyby istniejący rezerwat miał być np. zlikwidowany lub zmniejszony. W tym przypadku wymogu wydawania opinii nie ma, a sama opinia – jeśli już zostanie wydana – nie ma charakteru wiążącego dla Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Kielcach. Organ ten jest gospodarzem postępowania i może się takową opinią posiłkować, ale nie musi. 

Sam akt prawny (zarządzenie), który wydaje RDOŚ, jest relatywnie prosty. Warto dodać, że nie musi go uzgadniać z zarządcą terenu, czyli nie ma tutaj formalnej zgody Lasów Państwowych na taki rezerwat. Składając to wszystko w całość, liczymy, że z opóźnieniem, ale rezerwat jednak powstanie w takim kształcie, jaki był objęty konsultacjami społecznymi.

Czyli możemy się spodziewać powstania rezerwatu w tym roku?

Mam taką nadzieję. Byłbym bardzo niepocieszony, jeżeli ten rezerwat nie powstanie. Rezerwat powinien powstać teraz, po wizji terenowej rady, czyli w kwietniu – maju. Po wizji terenowej, co prawda nie obligatoryjnej, Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Kielcach nie musi już na nic czekać – po prostu podpisuje zarządzenie, którego projekt jest gotowy. Jest to więc tak naprawdę kwestia jednego podpisu. Proste. A tak trudne…

Życzę tego zarówno mieszkańcom gminy Bliżyn, jak i zaangażowanym w projekt aktywistom, społecznikom oraz naukowcom. Mam nadzieję, że decyzja zapadnie niebawem, a urzędowy dokument zostanie podpisany, co pozwoli nam świętować powstanie nowego, jednego z największych rezerwatów w Polsce 

Dziękuję Ci bardzo za zaproszenie na rozmowę. To była wielka przyjemność, że mogliśmy porozmawiać. Bardzo się cieszę, bo to temat mi bliski, a jak mówiliśmy trzeba rozmawiać i rozmawiać również o tematach trudnych. Myślę, że wszyscy tak naprawdę gramy do tej samej bramki, bo i Lasom Państwowym, i gminie, i społecznikom zależy na tym, żeby przyrodę chronić i zachować w jak najlepszym, naturalnym stanie.

Dziękuję za rozmowę.

 

 

Rewilding, czyli renaturyzacja lub ponowne zadziczenie, to innowacyjna koncepcja ochrony przyrody, która w ostatnich latach zyskuje na znaczeniu w odpowiedzi na globalne wyzwania klimatyczne. Jej istotą jest pozostawienie rozległych obszarów bez ingerencji człowieka, aby naturalne procesy mogły odbudować zniszczone ekosystemy. W przeciwieństwie do tradycyjnej ochrony przyrody, rewilding zakłada aktywne przywracanie ekosystemów do stanu naturalnego, często poprzez reintrodukcję gatunków na zmienionych przez człowieka obszarach.

Co ciekawe, obserwujemy narodziny nowego zawodu – „rewildera”, czyli specjalisty ds. odbudowy naturalnych ekosystemów. Ten ekspert zajmuje się odtwarzaniem siedlisk na terenach zniszczonych przez działalność człowieka, monitorowaniem stanu dzikich terenów oraz mapowaniem i inwentaryzacją lokalnych gatunków. W Szkocji zapotrzebowanie na takich specjalistów wzrosło o ponad 400 procent, co świadczy o rosnącej randze tego zawodu.

Dołącz do ruchu rewildingu w Goleniowie

Światowy Dzień Rewildingu w Goleniowie to doskonała okazja, aby poznać bliżej ideę rewildingu i zobaczyć, jak wygląda ona w praktyce na przykładzie Delty Odry. To unikalne wydarzenie łączące naukę, film i muzykę odbędzie się już 22 marca 2025 roku (sobota) w Rampie Kultura w Goleniowie, a wstęp jest wolny.

Program rozpocznie się o godzinie 16:00 i potrwa do 20:30, oferując uczestnikom spacer nad Inę z hydrobiologiem Arturem Furdyną i burmistrzem Goleniowa Krzysztofem Sypieniem, premierowy pokaz filmu „Odra: dwa kraje, jedna delta”, panel dyskusyjny z ekspertami Rewilding Oder Delta oraz koncert „Dzikie Rzeki” Michała Zygmunta inspirowany dźwiękami natury.

To wydarzenie jest wspólnie organizowane przez organizację Rewilding Oder Delta, Gminę Goleniów oraz Goleniowski Ośrodek Kultury, a jego data – 22 marca – zbiega się z trzema ważnymi dla przyrody okazjami: Światowym Dniem Rewildingu (20.03), Międzynarodowym Dniem Lasów (21.03) oraz Światowym Dniem Wody (22.03).

Nie przegap tej wyjątkowej okazji, aby dowiedzieć się więcej o rewildingu i jego znaczeniu dla przyszłości naszej planety.

Żródło: Rewilding Oder Delta

 Czy międzynarodowa koalicja organizacji pozarządowych zdoła przekonać decydentów do zmiany decyzji podjętej 3 grudnia 2024 roku?

10 lutego 2025 roku, koalicja organizacji pozarządowych zajmujących się ochroną środowiska, złożona ze stowarzyszeń na rzecz dzikiej przyrody, zaangażowanych obywateli i osób publicznych zjednoczyła się, aby rozpocząć kampanię European Action Wolves (#EAW). Ta pilna inicjatywa powstała w odpowiedzi na głosowanie z 3 grudnia 2024 roku przez Stały Komitet Konwencji Berneńskiej w sprawie obniżenia statusu ochrony wilka w całej Europie.

Kampania rozpoczęła się w krytycznym momencie. Jeśli do 6 marca 2025 roku nie zostaną podjęte żadne działania, szary wilk straci status gatunku „ściśle chronionego” i zostanie przeklasyfikowany jako jedynie „chroniony” – zmiana, która według ekspertów ds. ochrony przyrody może zniszczyć zarówno populacje wilków, jak i ekosystemy, które pomagają utrzymywać.

„Pomimo dowodów naukowych pokazujących, że europejskie populacje wilków są niestabilne, jesteśmy świadkami alarmującego pośpiechu w zwiększaniu limitów odstrzału,” wyjaśnia Sandra Bérénice Michel, Koordynatorka EAW. „Szwecja już dramatycznie rozszerzyła pozwolenia na odstrzał, nie czekając na finalizację zmiany statusu.”

To przedwczesne działanie skłoniło pięć stowarzyszeń ekologicznych do złożenia odwołania do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, kwestionującego harmonogram wdrażania i naukowe podstawy tej decyzji.

Raport naukowy potwierdza kluczową rolę wilków w ekosystemach.

Najnowszy raport opublikowany przez Komisję Europejską w styczniu 2025 roku, opracowany przez Norweski Instytut Badań Przyrodniczych we współpracy z Instytutem Ekologii Stosowanej, podkreśla znaczenie dużych drapieżników, w tym wilka szarego, dla zachowania równowagi ekologicznej w Europie.

Według raportu, wilki szare mają wyjątkowe wymagania przestrzenne – pojedyncze watahy potrzebują terytoriów o powierzchni od 100 do nawet kilku tysięcy kilometrów kwadratowych. Ich zdolność do pokonywania ogromnych odległości – młode osobniki potrafią przemieszczać się nawet na dystansie ponad 1000 km – sprawia, że granice państwowe nie stanowią dla nich żadnej bariery.

„Praktycznie żaden europejski kraj nie jest wystarczająco duży, aby samodzielnie utrzymać genetycznie żywotną populację wilków” – czytamy w raporcie. „Dlatego współpraca transgraniczna jest niezbędna do skutecznej ochrony tego gatunku.”

Raport wprowadza przełomowe podejście oparte na koncepcji tzw. efektywnej wielkości populacji (Ne). Według naukowców, aby zapewnić długoterminową zdolność adaptacyjną populacji wilków, konieczna jest efektywna wielkość populacji wynosząca co najmniej 500 osobników, co w praktyce oznacza populacje liczące od kilkuset do kilku tysięcy wilków w całej Europie.

Zagrożenie dla wilków i ekosystemów.

Kampania #EAW rozpocznie się od publikacji przekonującego filmu z udziałem prominentnych głosów z osiemnastu krajów, rozpowszechnianego na głównych platformach mediów społecznościowych. Obywatele zostaną skierowani na stronę EuropeanActionWolves.org, gdzie będą mogli podjąć konkretne działania.

Decyzja o obniżeniu statusu ujawniła niepokojący krajobraz polityczny. Podczas gdy 27 krajów UE wraz z Liechtensteinem, Andorą, Szwajcarią, Norwegią, Macedonią, Serbią, Armenią, Islandią i Ukrainą zatwierdziło zmianę, tylko pięć narodów sprzeciwiło się jej: Wielka Brytania, Monako, Czarnogóra, Albania i Bośnia i Hercegowina.

Ta pozycja polityczna przeczy nastrojom społecznym. Badanie z listopada 2023 roku przeprowadzone wśród 10 000 mieszkańców obszarów wiejskich w dziesięciu krajach europejskich wykazało, że 72% uważa utrzymanie ścisłej ochrony wilków i innych dużych drapieżników za niezbędne dla równowagi ekosystemu.

Środowisko naukowe również wyraziło stanowczy sprzeciw. W listopadzie 2024 roku 693 naukowców i ekspertów ds. dzikiej przyrody wezwało UE do ponownego rozważenia tego, co nazwali „niebezpieczną decyzją”, która ignoruje dowody ekologiczne.

Ostatnia szansa na działania.

„Wilki odgrywają kluczową rolę w utrzymaniu zdrowych ekosystemów,” zauważa Michel. „Ale poza ich ekologicznym znaczeniem, mają one nieodłączne prawo do istnienia – prawo uznane w Konwencji Berneńskiej, które prawodawcy postanowili zignorować.”

Kampania European Action Wolves stanowi być może ostatnią szansę na zapobieżenie znaczącemu cofnięciu się w europejskiej ochronie dzikiej przyrody. Mając tylko trzy tygodnie na mobilizację opinii publicznej i woli politycznej, organizatorzy wzywają do szerokiego uczestnictwa w całej Europie.

„To nie tylko kwestia wilków,” podkreśla Michel. „Chodzi o nasze zaangażowanie w ochronę opartą na dowodach i przyszłość europejskiej bioróżnorodności. Zdrowie naszych ekosystemów jest nierozerwalnie związane z naszym własnym dobrobytem.”

Kampanię można śledzić na wszystkich głównych platformach mediów społecznościowych pod hashtagiem #EAW. Organizatorzy kampanii i partnerzy są dostępni dla wywiadów medialnych i wystąpień.

Źródło: Europeanactionwolves , Komisja Europejska, raport „Developing methodology for setting Favourable Reference Values for large carnivores in Europe”, styczeń 2025

 

W co najmniej dwóch lokalizacjach, w których Ministerstwo Klimatu i Środowiska nakazało Lasom Państwowym wstrzymanie prac, nadal trwają wycinki. Działacze Greenpeace Polska ujawniają, że na terenie bieszczadzkiego Nadleśnictwa Stuposiany wciąż wycinane są buki i jodły, w tym drzewa o wymiarach pomnikowych. Dzieje się to dokładnie na tych obszarach, które zostały objęte ministerialnym moratorium z dnia 8 stycznia bieżącego roku, nakazującym zaprzestanie wycinek.

– To jest naprawdę szokujący wyraz arogancji wobec nowych władz resortu i polityki nowego rządu, ale przede wszystkim, wobec zdecydowanej większości społeczeństwa, która oczekuje lepszej ochrony najcenniejszych lasów – mówi Aleksandra Wiktor z Greenpeace Polska, która 9 kwietnia na miejscu dokumentowała świeże ślady wycinek. – Nie mogliśmy uwierzyć, że to dzieje się w biały dzień, praktycznie na oczach turystów odwiedzających chlubę Lasów Państwowych, czyli Zagrodę Pokazową Żubrów – dodaje drugi wysłannik Greenpeace’u, Marcel Andino Velez. – Kilkadziesiąt metrów za zagrodą żubrów wzdłuż świeżo rozjeżdżonych szlaków zrywkowych, leżały liczne drzewa ścięte w ciągu nie więcej niż kilku tygodni, trwał też załadunek na ciężarówkę – relacjonuje Aleksandra Wiktor.

Kilka kilometrów dalej, na drugim sprawdzonym obszarze objętym moratorium wysłannicy Greenpeace’u natrafili na wycinkę jodeł, obwód pni niektórych wyciętych drzew sięgał trzech metrów.

Foto: Greenpeace

 

– Widać, że leśnicy za cel wzięli sobie najcenniejsze egzemplarze jodeł i buków i tną w pośpiechu, jakby bojąc się, że faktycznie tereny te zostaną na trwałe, w sposób ustawowy, wyłączone z ich rabunkowej gospodarki – komentuje Aleksandra Wiktor. – Wystarczy proste urządzenie GPS i ogólnodostępna mapa z wskazanymi przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska obszarami objętymi moratorium, by złapać Lasy Państwowe na gorącym uczynku. Trudno pojąć, dlaczego zdecydowano się na tak ostentacyjne lekceważenie poleceń zwierzchników – mówi Marcel Andino Velez.

Ujawniony proceder Lasów Państwowych stawia pod znakiem zapytania wiarygodność deklaracji nowej dyrekcji tej jednostki, która zapewnia, że zamierza wykonywać polecania rządu Donalda Tuska w zakresie realizacji zapisu umowy koalicyjnej o trwałym wyłączeniu z wycinek 20 proc. powierzchni polskich lasów.

– Obszar objęty styczniowym moratorium to zaledwie 1,3 proc. lasów, a i tak moratorium to nie jest respektowane. Codziennie z polskich lasów wyjeżdża ponad 5800 ciężarówek z wyciętymi drzewami. Teraz wiemy, że te ciężarówki wyjeżdżają też z najcenniejszych przyrodniczo lasów, wyłączonych tymczasowo przez rząd z wycinek. To kolejny argument za tym, by rząd nie tylko pilnie zadbał o to, by wyłączenia 20% polskich lasów były trwałe i ugruntowane prawnie, ale by jak najszybciej opracował reformę polityki leśnej w naszym kraju – komentuje Marcel Andino Velez.

Foto: Greenpeace

Fundacja Greenpeace Polska w związku z dowodami na ewidentne ignorowaniee ministerialnych poleceń złoży do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa.

*Sprawdzone przez Greenpeace Polska obszary to, wedle dokumentacji Lasów Państwowych wydzielenia 54d i 218d znajdujące się na terenie Nadleśnictwa Stuposiany. Tereny, które sprawdził Greenpeace Polska, to część z 10 szczególnie cennych przyrodniczo i społecznie obszarów lasów na terenie całej Polski, na których ministerialne moratorium z 8 stycznia wstrzymało wycinki na okres sześciu miesięcy. Na terenie lasów wokół Iwonicza-Zdroju przypadki łamania moratorium zgłaszała ostatnio Pracownia Na Rzecz Wszystkich Istot.

źródło: Informacja prasowa Greenpeace Polska, 10.04.2024 r.

Jeśli Komisja Europejska uruchomi mechanizm „pieniądze za praworządność”, nasz kraj może stracić nawet 170 mld euro, z czego 42 mld euro na działania służące ochronie klimatu, walce ze smogiem i ochronie przyrody.

To wnioski z najnowszej analizy prawnej Fundacji ClientEarth „Kryzys praworządności oddala nas od zielonego dobrobytu”, która jest do pobrania tutaj.

Zapraszamy do lektury!