Vandana Shiva, Noam Chomsky, Naomi Klein i inne znakomitości świata nauki i kultury podpisują globalne wezwanie do działania na rzecz przeciwdziałania przyspieszającej zmianie klimatu.

100 wybitnych ludzi, naukowców, pisarzy, polityków i aktywistów z całego świata, w tym Vandana Shiva, Noam Chomsky, Naomi Klein i Dr Rowan Wiliams, podpisało list otwarty, w którym wzywają wszystkich ludzi dobrej woli na świecie do organizowania się i buntu przeciwko dzisiejszemu marazmowi i bierności w obliczu kryzysu ekologicznego i klimatycznego.

W liście czytamy: „Przywódcy polityczni na całym świecie nie robią nic, aby powstrzymać kryzys ekologiczny”. „Jeżeli światowa gospodarka będzie nadal podporządkowana regułom globalnego kapitalizmu, katastrofa na skalę planetarną jest nieunikniona”.

List napisany przez członków i członkinie ruchu Extinction Rebellion: Dr Alison Green, Dr Richarda House’a i Dr Ruperta Reada, został opublikowany 10 grudnia w mediach na całym świecie, w tym w dziennikach: the Guardian (Wielka Brytania), South China Morning Post (Hong Kong), Taipei Times (Tajwan), O Pais (Mozambik), Aftenposten (Norwegia) i Al Wihda (Czad).

Tłumaczenie pełnej treści Listu poniżej:

Kryzys klimatyczny: List otwarty do ludzi dobrej woli na całym świecie

Czas na działanie, aby zapobiec ekologicznej katastrofie -TERAZ!

W naszym złożonym, współzależnym globalnym ekosystemie życie umiera – wymieranie gatunków następuje w coraz szybszym tempie. Kryzys klimatyczny pogłębia się o wiele szybciej niż to uprzednio przewidywano. Każdego dnia wymiera 200 gatunków. Ta rozpaczliwa sytuacja nie może trwać dłużej. Przywódcy polityczni na całym świecie nie robią nic, aby powstrzymać kryzys ekologiczny. Jeżeli światowa gospodarka będzie nadal podporządkowana regułom globalnego kapitalizmu,  katastrofa na skalę planetarną jest nieunikniona.

Samozadowolenie i bierność w Wielkiej Brytanii, USA, Australii, Brazylii, w całej Afryce i Azji – odzwierciedlają różnorodne przejawy politycznego paraliżu, uchylania się ludzkości od podstawowej odpowiedzialności za opiekowanie się planetą.

Międzynarodowe organizacje polityczne i rządy narodowe muszą natychmiast skupić się na problemie kryzysu klimatycznego i jak najszybciej opracować kompleksowe polityki, aby mu skutecznie przeciwdziałać. Tradycyjnie bogate państwa globalnej Północy muszą dobrowolnie sfinansować szeroko zakrojone strategie ochrony środowiska narodów zubożałych, by zrekompensować im dotychczasowy niezrównoważony wzrost gospodarczy i zadośćuczynić za plądrujący planetę imperializm narodów materialnie uprzywilejowanych.

Wziąwszy pod uwagę, że ekstremalne warunki pogodowe już mają negatywny wpływ na produkcję żywności, żądamy, by rządy bezwłocznie podjęły działania dla uniknięcia głodu, inwestując w rozwój produkcji żywności opartej o agroekologię, która jest bardziej odporna na tego rodzaju zjawiska. Apelujemy także o zwołanie w trybie pilnym szczytu poświęconego ratowaniu arktycznej pokrywy lodowej, aby spowolnić negatywny wpływ ocieplenia klimatu na nasze plony.

Ponadto wzywamy wszystkich ludzi dobrej woli na całym świecie do organizowania się i buntu przeciw marazmowi, bierności i samozadowoleniu w ich konkretnych kontekstach, włączając w to poparcie dla praw ludów tubylczych, dekolonizację i sprawiedliwe zadośuczynienie dla ofiar – przyłączajcie się do globalnego ruchu, który buntuje się dziś przeciw wymieraniu (np. Extinction Rebellion w Wielkiej Brytanii).

Musimy w sposób pokojowy zrobić wszystko co konieczne, by przekonać polityków i liderów biznesu do porzucenia samozadowolenia i zaprzeczenia. „Business as usual” nie jest już dłużej możliwy. Globalni obywatele nie będą już dłużej tolerować tego rodzaju nie wywiązywania się z naszych powinności wobec Ziemi.

Każdy i każda z nas, szczególnie w świecie materialnie uprzywilejowanym, musi zobowiązać się do akceptacji konieczności skromniejszego stylu życia, znacznego ograniczenia konsumpcji, i nie tylko przestrzegania praw człowieka, ale również naszych opiekuńczych obowiązków wobec Ziemi.

Dr Vandana Shiva Delhi, India

Naomi Klein Author

Noam Chomsky Laureate professor, University of Arizona, Institute professor (emeritus) MIT, USA

Prof AC Grayling Master of the New College of the Humanities, London, UK

Philip Pullman UK

Dr Rowan Williams UK

Bill McKibben Founder, 350.org, Brooklyn, New York, US

Tiokasin Ghosthorse (Lakota Nation), New York, NY, US

Esther Stanford-Xosei Convenor-General, Stop the Maangamizi: We Charge Genocide/Ecocide Campaign (SMWeCGEC), London, UK

Sir Jonathon Porritt Signing in a personal capacity, UK

Dr Alison Green Pro Vice-Chancellor (Academic), Arden University, National Director (UK) http://www.scientistswarning.org/ , UK

Lily Cole Model, entrepreneur and patron for the Environmental justice foundation

Chris Packham English naturalist and TV presenter, UK

Dr Susie Orbach Consultant psychoanalyst, The Balint Consultancy, UK

Prof Joy Carter CBE Vice Chancellor, University of Winchester, UK

Prof Jayati Ghosh Jawahar Nehru University, New Delhi, India

Pełna lista sygnatariuszy: https://rebellion.earth/vandana-shiva-naomi-klein-noam-chomsky-and-more-sign-global-call-to-arms-on-climate-emergenc/

źródło; Extinction Rebellion

Artykuł na portalu dziennika the Guardian

Tłumaczenie i opracowanie: Jan Skoczylas

Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.

Noam Chomsky w wywiadzie dla portalu Democracy Now!: „Musimy teraz podjąć decyzje, które dosłownie zadecydują o tym, czy zorganizowane życie ludzkie przetrwa w jakiejkolwiek przyzwoitej formie”.

 

Zaledwie kilka tygodni po tym, gdy ONZ wydało ostrzeżenie, że ludzkości zostało zaledwie 12 lat na podjęcie działań dla złagodzenia skutków globalnego ocieplenia i ograniczenia skali globalnej katastrofy, rozmawiamy ze światowej sławy dysydentem politycznym, lingwistą i pisarzem, Noamem Chomskym. Mówi on: „Musimy teraz podjąć decyzje, które dosłownie zadecydują o tym, czy zorganizowane życie ludzkie przetrwa w jakiejkolwiek przyzwoitej formie”.

Transkrypcja

To jest transkrypcja robocza. Ta kopia może nie być wersją ostateczną.

Amy Goodman: Noam, chcielibyśmy przejść do kwestii, o której pisałeś, która wielu ludzi głęboko niepokoi, a której w tym kraju poświęca się bardzo niewiele uwagi, nawet podczas tych decydujących wyborów środka kadencji (midterm election). Ta kwestia to zmiana klimatu. Nowe badanie wykazało, że zbyt nisko oszacowaliśmy ilość ciepła pochłoniętą przez oceany. Praca opublikowana w czasopiśmie Nature stwierdza, że ilość ciepła zmagazynowana w oceanach przez ostatnie ćwierć wieku jest 150 razy większa od ilości energii zużytej do produkcji elektryczności na całym świecie, o 60% większa od poprzednich szacunków.

Nermeen Sharikh: Praca ta ukazała się zaledwie kilka dni po opublikowaniu przez wybitnego meteorologa Erica Holthausa złowieszczego ostrzeżenia po wygranej Jaira Bolsonaro w wyborach w Brazylii. Napisał on na Tweeterze: „Warto to ciągle powtarzać. Najpotworniejszą rzeczą, jaką planuje nowy prezydent Brazylii Jair Bolsonaro, jest prywatyzacja Puszczy Amazońskiej. Wziąwszy pod uwagę, że zostało nam zaledwie 12 lat na przekształcenie światowej gospodarki, by zapobiec katastrofalnej zmianie klimatu, jest to samobójstwo na skalę planetarną”.

W międzyczasie, w raporcie opublikowanym wcześniej w tym tygodniu, World Wild Fund podaje, że od 1970 roku istoty ludzkie zmiotły z powierzchni Ziemi 60% wszystkich ssaków, ptaków, ryb i gadów. To jest dyrektor generalny WWF ds. nauki i ochrony, Mike Barret.

Mike Barret: Kiedy przyglądamy się mającej dziś miejsce degeneracji natury, staje się całkowicie jasne, że nasza planeta wymaga reanimacji. I szczerze mówiąc rozwiązania, które w tej chwili proponujemy, są jedynie jak przyklejanie plastrów. Tak więc znajdujemy się w tej chwili w punkcie, w którym jako ludzie musimy dokonać wyboru: Czy zamierzamy pozwolić, żeby działo się to dalej? Czy chcemy coś z tym zrobić? W tym momencie nie robimy niczego, by zapobiec utracie natury na tej planecie. I to musi się zmienić – teraz.

Amy Goodman: Tak więc to był Mike Barret z World Wildlife Fund. Noam, jesteś głęboko zatroskany tym problemem – i oczywiście nie jesteś w tym sam – zmiana klimatu, problem zmiany klimatu.

Noam Chomsky: Twoją listę złowrogich sygnałów ostrzegawczych – jakby nie było to wystarczająco potworne – możemy jeszcze powiększyć o kilka innych przykładów. Dwa tygodnie temu międzynarodowa grupa naukowców monitorujących zmianę klimatu, IPCC, wydała bardzo złowieszczy raport, który ostrzega, że ludzkości została zasadniczo zaledwie dekada albo dwie, aby zakończyć naszą zależność od paliw kopalnych, jeśli chcemy mieć jakąkolwiek nadzieję na ograniczenie globalnego ocieplenia poniżej poziomów prowadzących do całkowitej katastrofy. Nawiasem mówiąc, jest to konserwatywna ocena. Jest to opinia powstała w wyniku konsensusu. Przez lata za każdym razem okazywało się, że analizy IPCC są o wiele mniej alarmistyczne niż powinny być.

Co do tego raportu, opublikowanego w Nature, o którym mówiłaś, który pokazuje, że ocieplenie oceanów jest o wiele większe niż szacowano. W podsumowaniu autorzy piszą, że jeśli te wyniki są nadal aktualne, tzw. budżet węglowy – ilość związków węgla, które możemy wypluć do atmosfery i zachować jeszcze środowisko, które umożliwi przetrwanie – musi zostać zredukowany o około 25%. To znacznie więcej niż sugeruje IPCC. A otwarcie Amazonii na dalszą eksploatację będzie kolejnym ciosem wymierzonym w perspektywy przetrwania zorganizowanego ludzkiego społeczeństwa.

W tym samym czasie administracja Trumpa otwiera, właśnie teraz, nowe obszary na Zachodzie na szczelinowanie hydrauliczne, na zwiększone zużycie paliw kopalnych. Prawdopodobnie widzieliście, i może rozmawialiście o tym, jeden z najbardziej zadziwiających dokumentów, jakie kiedykolwiek widziałem. Departament administracji Trumpa ds. standardów autostrad, czy jak to się nazywa, opublikował właśnie długi, stustronnicowy raport, w którym zaleca zlikwidowanie wszystkich przepisów dotyczących emisji motoryzacyjnych. I mają na to bardzo logiczny argument. Powiedzieli, że na podstawie obecnych trendów można przewidzieć, że do końca stulecia klimat ociepli się o kilka stopni, co oznacza ogromny wzrost poziomu morza, który szacują zbyt nisko. A zatem i tak staczamy się w przepaść, a emisje motoryzacyjne tak naprawdę niewiele się do tego przyczyniają, więc nie ma powodu, żeby je ograniczać. Departament zakłada, że wszyscy są tak samo zdeprawowani jak oni, i nie zamierzają z tym nic zrobić. A więc jeśli tak jest – taaak, po prostu obrabujmy tę płonącą planetę. Przyćmijmy Nerona, on tylko bawił się, kiedy palił się Rzym. Nie przypominam sobie czegoś podobnego w całej ludzkiej historii. Nie można znaleźć słów, żeby to opisać. A na samym szczycie tej potworności znajduje się w rzeczy samej administracja Trumpa.

Powinniśmy pamiętać o tym, że sam Trump, jak już wspomniałem, jest całkowicie przekonany o realności globalnego ocieplenia. Niedawno wystąpił do rządu Irlandii o pozwolenie na zbudowanie ogromnego muru, jednego z jego słynnych murów, w celu ochrony jego pola golfowego w Irlandii, które, jak podkreśla w swoim podaniu, jest zagrożone podniesieniem się poziomu morza na skutek globalnego ocieplenia. Spójrzcie na banki, JPMorgan Chase i inne. Zwiększają swoje inwestycje w rozwój wydobycia paliw kopalnych. Korporacje energetyczne na całym świecie pracują ciężko, próbując znaleźć nowe zasoby, które niszczą środowisko.

Media skupiają się na różnych naprawdę oburzających sprawach, takich jak absurdalne przygotowania militarne w oczekiwaniu na tę falę matek i dzieci, planujących zaatakować nas i zniszczyć – a więc koncentrują się na tym, ale przyjrzyjcie się, w jaki sposób relacjonują te rzeczy. A więc kilka dni temu w New Jork Timesie ukazał się długi raport, na całą pierwszą stronę, na temat otwarcia Zachodu na dalsze wydobycie paliw kopalnych. Autorzy omówili wszystko, o czym mógłbyś pomyśleć. Wspomnieli o niektórych negatywnych konsekwencjach, jak możliwość skażenia zasobów wody. Problemy dla ranczerów. Ani słowa, ani jednego słowa w tym długim raporcie o wpływie na środowisko. W trwającej właśnie kampanii politycznej – debatuje się o wszystkim, ale nie o dwóch egzystencjalnych zagrożeniach, którym istoty ludzkie muszą stawić czoła, zagrożeniach, które nigdy przedtem nie pojawiły się w ludzkiej w historii.

Musimy teraz podjąć decyzje, które dosłownie zadecydują o tym, czy zorganizowane życie ludzkie przetrwa w jakiejkolwiek przyzwoitej formie. Możemy sobie wyobrazić, jak będzie wyglądał świat, gdy poziom morza podniesie się o 3 albo 6 metrów albo nawet więcej, co mieści się w zakresie, z łatwością mieści się w zakresie prognoz. Mam na myśli, że konsekwencje są niewyobrażalne. Ale to jest tak, jak byśmy byli jak to przysłowiowe stado baranów, po prostu radośnie maszerując w stronę przepaści, prowadzeni przez przywódców, którzy doskonale wiedzą, co robią, ale są tak oddani wzbogacaniu siebie i swoich znajomych w najbliższej przyszłości, że po prostu nie obchodzi ich, co stanie się z rodzajem ludzkim. Nie było czegoś takiego w całej ludzkiej historii. W przeszłości było wielu potworów, naprawdę wielu. Ale nie było ani jednego, który oddałby się z pasją niszczeniu warunków umożliwiających istnienie zorganizowanego ludzkiego życia. Hitler był wystarczająco potworny, ale nie aż tak.

Tłumaczenie: Jan Skoczylas

źródło: Democracy Now!

Materiał udostępniony na podstawie licencji Creative Commons Attribution-Noncommercial-No Derivative Works 3.0 United States License.

Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.

Filozof, językoznawca i krytyk społeczny Noam Chomsky rozmawiał niedawno o swoich doświadczeniach związanych z aktywizmem w miasteczkach uniwersyteckich oraz wizji sprawiedliwego społeczeństwa. Pretekstem do rozmowy była inauguracja nowej ambitnej inicjatywy the Next System Project polegającej na organizowaniu w USA krytycznych debat będących rodzajem protestów (teach-in). Chomsky, który jest jednym z pierwszych sygnatariuszy deklaracji Next System Project, opowiada o relacjach kultury, ruchów społecznych i eksperymentów gospodarczych, których „odpowiednie skorelowanie” może pomóc zbudować podstawy nowego systemu szybciej niż się wydaje.

Next System Project (NSP): W ramach the Next System Project organizowane są dziesiątki krytycznych debat w kampusach w całym kraju. Jakie jest pana zdanie o takim podejściu do zaangażowania społeczności studenckich w proces głębokiej i krytycznej refleksji. Czy pomogą one zmienić nasze społeczeństwo?

Noam Chomsky: Posłużę się przykładem z własnego doświadczenia. Pracuję w Instytucie Technologicznym w Massachusetts (MIT) od 65 lat. Kiedy tam przyjechałem, kampus był bardzo cichy i bierny: sami biali mężczyźni, elegancko ubrani, układni, zawsze przygotowani i tak dalej. Tak było przez prawie całe lata 60. poprzedniego wieku, przez cały ten burzliwy okres. Byli ludzie, którzy się angażowali, ale bez przesady. Były akcje na rzecz pokoju i sprawiedliwości, ale rzadko z inicjatywy studentów.

Właściwie kampus w ogóle nie był politycznie zaangażowany. Kiedy w 1968 roku administracja Lyndona Johnsona przymierzała się do powolnego wycofywania się z wojny w Wietnamie, postanowiła pojednać się ze studentami. Wyznaczyli do tego zadania najmniej odpowiednią osobę, byłego harvardzkiego dziekana, McGeorge’a Bundy’ego, który ich zdaniem  wiedział, jak rozmawiać ze studentami. No i odwiedzał kampusy i wszyscy mieliśmy się jednać. Na początek wybrali bardzo bezpieczne miejsca. MIT był drugi na liście, ale to był błąd. Pojawiło się bowiem kilkoro zaangażowanych i zorganizowanych studentów. Kiedy przysłali Bundy’ego, wkurzony tłum studentów otoczył go i żądał wyjaśnień, dlaczego angażował się w tak skandaliczne sprawy. No i tak zakończyło się pojednanie.

Już wtedy mała grupa studentów skutecznie organizowała kampus wokół kilku spraw, którymi wtedy wszyscy żyliśmy. Coraz głośniej mówiło się o wojnie w Wietnamie, rasizmie i początkach ruchu kobiecego. W kilka lat kampus MIT stał się prawdopodobnie najbardziej zaangażowany i radykalny w całych Stanach. Mike Albert, jeden z ówczesnych liderów, został wybrany na przewodniczącego samorządu studentów, głosząc tak radykalne poglądy, że trudno było w to uwierzyć. Ogólnie kampus przeszedł wtedy ogromne zmiany – w zakresie kultury i organizacji.

Po raz pierwszy podjęto poważną dyskusję na temat etycznego wymiaru rozwoju technologicznego, która toczy się po dziś dzień. Dosłownie kilka minut temu dyskutowałem o tym ze studentami, tak jak robi się to w serwisie Reddit. Studenci zaczęli poruszać wiele kwestii, co na początku lat 60 było nie do pomyślenia. Podobne zmiany zachodziły we wszystkich miasteczkach uniwersyteckich. Zmieniała się kultura i całe społeczeństwo. Przez ostatnie lata znaczny postęp widzieliśmy właśnie w zakresie spraw społecznych i kulturowych, natomiast poważnemu regresowi uległy polityka i ekonomia. Nie tyle nie udało nam się zmniejszyć podziałów klasowych i poprawić głównych instytucji publicznych, co obserwujemy zmiany na gorsze. Są też istotne zmiany na lepsze: pozytywny stosunek do praw kobiet i praw obywatelskich, sprzeciw wobec agresji, troska o środowisko naturalne, to kroki w dobrym kierunku. Duża w tym zasługa aktywistek i aktywistów na uniwersytetach, których udział w zmianach społecznych był i jest ważny.

To zrozumiałe i nie ogranicza się do amerykańskiego kontekstu. Studia to wolność, niedostępna na innych etapach życia. Nie kontrolują nas rodzice. Przeważnie nie musimy jeszcze przejmować się zarabianiem na życie, często na poniżających warunkach. Możemy poznawać świat, tworzyć, działać i organizować się. Aktywizm na uniwersytetach odegrał w ostatnich latach fundamentalną rolę w inicjowaniu i napędzaniu istotnych zmian społecznych. Nie widzę powodów, by teraz miało być inaczej.

NSP: Dlaczego akurat teraz powinniśmy rozmawiać o regresie polityki i ekonomii w naszym społeczeństwie? Dokąd taka dyskusja ma nas zaprowadzić?

Noam Chomsky: Odpowiedź na te pytania wymaga nakreślenia szerszego tła. Obecna sytuacja pod wieloma względami różni się od wielkiego kryzysu z lat 30. XX wieku. Mam swoje lata i dobrze pamiętam. Obiektywnie patrząc, było znacznie gorzej niż teraz. Ale subiektywnie można powiedzieć, że było lepiej. Był to bowiem okres nadziei dla całej mojej rodziny, głównie bezrobotnej, robotniczej, niewykształconej – często bez dyplomu ukończenia szkoły średniej. Byliśmy jednak zaangażowani, zorganizowani i optymistyczni. Pamiętam burzliwe strajki. Na początku akcje Kongresu Związków Zawodowych (CIO) były brutalnie pacyfikowane, ale w połowie lat 30. strajki nabierały znaczenia. Kongres był dobrze zorganizowany. Strajki okupacyjne poważnie ograniczały kapitalistom możliwość kontrolowania środków produkcji i to przemawiało do nich. Ówczesna administracja była całkiem życzliwa dla robotników. Chociaż działały wtedy różne partie polityczne, to właśnie związki zawodowe dawały ludziom nie tylko możliwość zaangażowania się, lecz również poczucie solidarności, wzajemnego wsparcia i wymiany idei. Dawały ludziom nadzieję, że wkrótce będzie lepiej – bez względu na to, jak źle jest tu i teraz.

sit-down_windows

Strajk okupacyjny, lata 30.

Zdobyczy było wiele. Nowy Ład dał ludziom bardzo dużo – nie wszystko było idealne, ale życie naprawdę uległo poprawie. Pod koniec lat 30. biznes już przechodził do ofensywy, ponieważ był przyzwyczajony do władzy. Udało się ją zahamować podczas wojny i właściwie pełną parą ruszyła dopiero po jej zakończeniu. Jej celem było zniszczenie radykalnej demokracji, której uczyliśmy się podczas wielkiego kryzysu i wojny. Ten trend nie dotyczył tylko Stanów Zjednoczonych, ale całego świata. Ta ofensywa nadal trwa.

Aktywizm rozkwitał w latach 60., a opór i reakcja rosły w latach 70., co wieńczył szczególnie trudny okres prezydentury Ronalda Reagana, którego neoliberalna polityka siała spustoszenie nie tylko u nas, ale gdziekolwiek i pod jakąkolwiek postacią postanowiono ją realizować. W Stanach neoliberalizm psuł demokrację i podważał politykę społeczną, która większości ludzi miała dać szansę awansu. To dotyczy praktycznie wszystkiego. Weźmy płace realne mężczyzn. Obecnie są mniej więcej na takim samym poziomie jak w latach 60. Odnotowano istotny wzrost – nie tak silny jak w poprzednich latach, ale ciągle znaczący – ale napycha on kieszenie bardzo małej grupie.

Architekci neoliberalizmu, rok 1984

Architekci neoliberalizmu, rok 1984

Od ostatniego kryzysu finansowego w 2008 roku około 90% wypracowanego wzrostu gospodarczego ląduje w kieszeniach 1% populacji. System polityczny nigdy nie był wrażliwy na nastroje wśród mas, ale obecnie zaczyna on przypominać plutokrację. Badania pokazują, że około 70% społeczeństwa nie ma reprezentacji, a ci, którzy je reprezentują nie liczą się z jego zdaniem.

Kilka lat temu ktoś zauważył, że społeczno-ekonomiczna sytuacja grup, które nie głosują w USA, przypomina grupy, które w innych krajach, choćby w Europie, głosują na partie pro-pracownicze i socjaldemokratyczne, których w Stanach nie ma. Mamy natomiast partie, które geograficznie wywodzą się wprost z wojny secesyjnej, kierujące się interesem biznesu, a nie interesem klasowym. Problem z klasą polityczną ciągle rośnie. Przyczynia się do niebezpiecznej sytuacji, w której coraz więcej ludzi jest wkurzonych i zmarginalizowanych. Jest inaczej niż w latach 30., ponieważ brakuje nadziei, którą razem z solidarnością zastąpiła izolacja, gniew, strach i nienawiść – łatwy cel dla demagogów, czego przykładów widzimy dziś coraz więcej. Znaleźliśmy się w niebezpiecznej sytuacji, z której ciągle jest wyjście, i to właśnie studentki i studenci mają możliwości je znaleźć, zmieniając powiązane ze sobą instytucje publiczne, gospodarcze i polityczne w tym kraju.

Istnieją zagrożenia, których nie da się tak po prostu zażegnać. Ludzkość jest w momencie, kiedy musi podjąć decyzje mające wpływ na to, czy przetrwanie na przyzwoitym poziome w ogóle jest możliwe. Katastrofa klimatyczna, konflikty zbrojne, czy pandemie to bardzo poważne wyzwania, z którymi obecne instytucje sobie nie radzą. To już właściwie fakt. Muszą zajść istotne zmiany podobne do tych w latach 30. ubiegłego wieku, ale nie będzie ich bez naprawdę skutecznych masowych ruchów społecznych.

NSP: Niedawne badanie wśród osób od 18 do 26 roku życia pokazało, że 58% ankietowanych uważa, że socjalizm „jest najbardziej opiekuńczym systemem politycznym”, a 6% wskazało na komunizm. Wydaje się, że mamy rosnące zainteresowanie socjalizmem wśród młodych ludzi, choć chyba ciągle trudno powiedzieć, co to oznacza. Czy to dobry moment, by roztrząsać kwestie własności, władzy oraz zasad organizacji, które pozwalają zbudować wspólnotę, zrównoważony rozwój i pokój? Czy może to debata ciągle zbyt akademicka, skoro projekt polityczny z prawdziwego zdarzenia, który miałby oparcie w masach to ciągle pieśń przyszłości?

Noam Chomsky: Ja nie jestem taki pewny, czy przyszłości. Spójrzmy na ostatni kryzys gospodarczy. Jedną z konsekwencji było przejęcie przez rząd praktycznie pełnej kontroli nad przemysłem samochodowym. Mieli kilka rozwiązań. Zdecydowali się opodatkować płace, wykupić właścicieli i kierowników, by następnie system mógł pracować tak samo jak przed kryzysem. Może i pojawiły się nowe nazwiska, ale ta sama nietknięta struktura miała nadal robić to samo – samochody. Ale mogli przecież przekazać władzę pracownicom i pracownikom, wprowadzić demokratyczny system kontroli i zarządzania oraz dostosować produkcję do potrzeb społeczności. Nie potrzebujemy więcej samochodów. Potrzebujemy efektywnego systemu komunikacji zbiorowej – z wielu powodów. Z Pekinu do Kazachstanu kursuje już szybka kolej, ale z Bostonu do Nowego Jork jeszcze nie. Infrastruktura jest w ruinie i potwornie szkodzi środowisku. Ludzie spędzają pół swojego życia w korkach. To bolączka wolnego rynku, który daje konsumentom wybór między fordem a toyotą. Nie daje jednak wyboru między samochodem a dobrym transportem publicznym.

Rozwiązania, o których wspomniałem angażują wspólnoty, ruchy demokratyczne, organizacje, opierają się na poczuciu solidarności. Alternatywne rozwiązania były możliwe jeszcze kilka lat temu, kiedy mieliśmy inne nastroje społeczne. Moim zdaniem rząd miał je w zasięgu ręki. Dowodów nie muszę szukać daleko, bo miałem je niedaleko swojego domu na przedmieściach Bostonu. Działał tam całkiem dobry zakład produkujący części do samolotów. Korporacja, która była jej właścicielem uznała jednak, że przynosił zbyt niski zysk i postanowiła go zamknąć. Progresywny związek zawodowy chciał zakład odkupić, co opłacało się korporacji, ale chyba głównie z powodów klasowych odrzucili tę propozycję. Jeśli wtedy społeczeństwo wspierałoby tę inicjatywę, to przejęcie zakładu doszłoby do skutku i mielibyśmy prosperujący biznes w rękach pracowników. Takich przykładów jest więcej.

Uważam, że to wcale nie jest pieśń przyszłości. Od alternatywnych rozwiązań dzieli nas cienka warstwa pozorów naszej świadomości. Trzeba je uwolnić, co zresztą już się dzieje. Pamiętajmy o tym, że obecny system polityczno-ekonomiczny pod wieloma względami nie reaguje na postawy obywatelek i obywateli. Ciągle nam o tym przypominają. Weźmy choćby Berniego Sandersa, którego poglądy uchodzą za radykalne czy nawet ekstremistyczne. Jeśli się im jednak przyjrzymy, okazuje się, że odzwierciedlają od dawna wyrażaną wolę społeczeństwa. Weźmy państwową służbę zdrowia. Obecnie około 60% ludzi popiera takie rozwiązanie, co jest zaskakujące, zważywszy, że jego zwolenników w debacie publicznej praktycznie brak, a wszyscy ciągle je demonizują. Ale historia pokazuje, że ludzie są konsekwentni. Pod koniec prezydentury Reagana około 70% społeczeństwa uważało, że państwowa służba zdrowia powinna być wpisana do konstytucji, jako podstawowe prawo, a co ciekawe 40% było przekonane, że taki zapis już w niej jest.

To jest właśnie konsekwencja. Powszechną służbę zdrowia uważa się za politycznie niemożliwą tylko dlatego, że instytucje finansowe i korporacje farmaceutyczne są jej przeciwne. To z kolei mówi nam wiele na temat naszego społeczeństwa, ale nie jego woli. Inne sprawy mają się podobnie: społeczeństwo ma od dawna podobne poglądy na temat darmowych studiów czy wyższych podatków dla bogatych, ale rozwiązania polityczne idą w przeciwnym kierunku. Jeśli tylko udałoby się zorganizować i zmobilizować społeczeństwo, wespół z organizacjami nauczonymi współpracy i solidarności, takimi jak związki zawodowe, to moim zdaniem pozorów nie dałoby się dłużej zachować, a alternatywne rozwiązania mogłyby zyskać poparcie i być wprowadzane w życie.

NSP: Jeśli mamy rozmawiać o własności i demokracji w gospodarce, jakie idee lub modele będą nam pomocne? Czy mamy skupić się na pracownikach? Czy może społecznościach? Czy gospodarka powinna działać w oparciu o zasadę subsydiarności? A co z przemysłem ciężkim? Czy według pana powinniśmy czerpać z różnych rozwiązań, brać pod uwagę cele i interesy różnych instytucji, aby stworzyć strategię dla całego kraju?

Noam Chomsky: Jestem zdania, że wszystkie postępowe inicjatywy powinny być podejmowane nie tyle równolegle, co we współpracy, ponieważ to by je tylko wzmocniło. Jeśli mamy zakład, w którym pracownicy są właścicielami i kierownikami, i który znajduje się w społeczności, która stworzyła powszechny budżet i prawdziwie demokratyczne procedury, to wszystkie te rozwiązania wzmacniają się nawzajem i przez to mogą być kopiowane w innych miejscach. I to w bardzo szybkim tempie. Mój przykład z przedmieścia Bostonu mógłby być powielany w całych Stanach. Ludzie tacy jak David Ellerman pracują nad takimi rozwiązaniami od lat. Co rusz jakaś korporacja międzynarodowa postanawia zamknąć zakład, w którym pracownicy są zadowoleni, a praca przynosi zyski, ale dla niej są zbyt niskie. Często pracownicy organizują się, by przejąć zakład i udaje im się. Niekiedy jednak nie udaje się, choć zakład w rękach pracowników dawałby zysk nieporównywalny do zamknięcia. Biznes ma powody, by takie zmiany blokować – dobrze wie, że takie przejęcia mogłyby pojawić się w innych miejscach.

Na świecie funkcjonują sprawne modele biznesowe tego typu, jak choćby spółdzielnia Mondragon. Nie są doskonałe, ale skoro udało się w Kraju Basków, czemu miałoby się nie udać po drugiej stronie Atlantyku. Ludzie tego chcą. Do przemyślenia jest idea pracy najemnej. Często się o tym zapomina, ale w trakcie rewolucji przemysłowej, pod koniec XIX wieku, praca najemna była właściwie tożsama z niewolnictwem. Różnica polegała na tym, że praca najemna była tymczasowa. Nawet Partia Republikańska sprzeciwiała się niewolnictwu najemnemu. Dlaczego jedni mieliby rozkazywać innym? To jest relacja pana i niewolnika, nawet jeśli jest tymczasowa.

Ruch robotniczy w XIX wieku był reprezentowany przez media. Robotnicy i robotnice mieli swoje gazety, prowadzili je i pisali dla swoich. Wiele z nich to były właśnie kobiety – dziewczyny z fabryk włókienniczych. Prowadzono nieprzerwany atak na pracę najemną. Głoszono hasła: „Pracownicy zakładów powinni zostać właścicielami”. Sprzeciwiano się narzuconej siłą industrializacji społeczeństwa, która całkowicie niszczyła kulturę. Podejmowano próby, by połączyć siły z radykalnym ruchem agrarnym. Wtedy mieliśmy społeczeństwo rolnicze, a rolnicy chcieli pozbyć się bankierów i kupców z północnego wschodu i dalej robić swoje. To był radykalnie demokratyczny moment w historii. Robotnicy zarządzali całymi miastami, jak choćby centrum przemysłowe Homestead, w Pensylwanii. Wiele z takich przyczółków zostało zniszczonych siłą, ale powtórzę – pozorów nie da się dłużej zachować, te rozwiązania są na wyciągnięcie ręki i znowu mogą wziąć górę.

Odpowiedzią kapitalizmu na próby zmiany systemu przez ruchy robotnicze w XIX wieku była przemoc państwowa i paramilitarna.

Odpowiedzią kapitalizmu na próby zmiany systemu przez ruchy robotnicze w XIX wieku była przemoc państwowa i paramilitarna.

NSP: Jednym z pana głównych zainteresowań jest imperializm. Na jakich podstawach powinniśmy budować społeczeństwo, które odrzuca militaryzm i imperializm? Jaka instytucjonalną strukturę powinny mieć społeczności, gospodarka, system polityczny?

Noam Chomsky: Zasadniczo odpowiedź na te pytania sprowadza się do kwestii solidarności. Międzynarodowej solidarności. Dobrym przykładem jest tak zwany kryzys migracyjny. Ludzie w Meksyku i Ameryce Centralnej migrują do Stanów. Dlaczego? Ponieważ zniszczyliśmy ich społeczeństwa. Oni wcale nie chcą żyć u nas. Chcą mieć dom. Powinniśmy okazać im solidarność i przede wszystkim pozwolić im migrować, jeśli w ten sposób mogą uchronić się przed warunkami, które przez nas panują w ich krajach. Ale powinniśmy też pomóc im odbudować ich własne społeczeństwa. Tak samo jest w Europie. Ludzie z Afryki migrują do Europy. Dlaczego? Kilka ostatnich wieków dostarcza wiele odpowiedzi na to pytanie. Europa ponosi odpowiedzialność i powinna przyjmować, integrować migrantów oraz pomagać w odbudowie społeczeństw, które sama zniszczyła, i na których zbudowała swoje bogactwo.

My też jesteśmy odpowiedzialni. Nasze bogactwo i przywileje w dużej mierze zawdzięczamy niewolnictwu – najbardziej masowemu i brutalnemu zniewoleniu ludzi w historii. Bawełna była XIX-wieczną ropą naftową. Napędzała wczesną rewolucję przemysłową, a za bogactwem Stanów Zjednoczonych, Anglii i innych krajów stały przede wszystkim przerażające obozy pracy niewolniczej w Ameryce Północnej, gdzie stosowano brutalne tortury w celu zwiększenia produktywności, co z kolei napychało kieszenie kapitalistom. Pierwsze zakłady były właśnie zakładami włókienniczymi. Do rozwoju systemu finansowego przyczynili się kupcy i handlarze tekstyliów. Echo tamtych czasów ciągle dobrze słychać. Wiele konkretnych problemów tego systemu to pochodne niszczącej siły imperializmu.

Jednym z przykładów jest Afryka. Pod koniec XIX wieku fragmenty Afryki Północnej były w takim stanie jak Japonia. Jedna rzecz je odróżniała. Japonia nie była skolonizowana, więc mogła naśladować model rozwoju państw uprzemysłowionych i stać się potęgą przemysłową. W Afryce Wschodniej proces ten zablokował imperializm. Dziś trudno w to uwierzyć, ale w 1820 roku Egipt był na poziomie Stanów Zjednoczonych. To były bogate społeczeństwa rolnicze. Miały pod dostatkiem bawełny – głównego surowca w tamtych czasach. Egipski rząd realizował model rozwoju gospodarczego podobny do amerykańskiego modelu autorstwa Alexandra Hamiltona. Różnica polegała na tym, że Stany Zjednoczone skruszyły okowy imperializmu, a Egipt nie. Brytyjczycy bardzo jasno dali do zrozumienia, że nie pozwolą na rozwój niezależnej konkurencji na wschodnim wybrzeżu Morza Śródziemnego. Z czasem Egipt stał się tym dzisiejszym Egiptem. Stany Zjednoczone zostały Stanami. Tak wyglądała spora część historii nowożytnej, z pewnymi wyjątkami. Nie możemy o tym zapomnieć.

Na zbrodnie imperializmu należy odpowiedzieć uznaniem ich, zadośćuczynieniem i solidarnością wobec ofiar. Nie mówimy przecież o historii starożytnej. Weźmy na przykład tak zwany kryzys uchodźczy w Europie. Ludzie z Afganistanu i Iraku żyją w strasznych warunkach w obozach na terenie Grecji. Dlaczego akurat oni? Co takiego wydarzyło się w Afganistanie czy Iraku?

Przełożył Robert Reisigová-Kielawski

źródło: The Next System Project

Dziękujemy redakcji strony The Next System Project za pozwolenie na publikację tego tłumaczenia.

Anarchizm zakłada, że ciężar dowodu spoczywa na tych, którzy mają władzę, wyjaśnia Noam Chomsky w rozmowie z Michaelem S. Wilsonem z pisma „Modern Success”. (więcej…)