Państwowa Rada Ochrony Przyrody (PROP) opublikowała 16 lutego 2026 r. stanowisko w sprawie oferty udostępnienia przez Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie 3835 piętrzeń inwestorom zainteresowanym budową elektrowni wodnych. Komisja ds. Ochrony Ekosystemów działająca przy PROP ocenia, że skala i charakter zapowiedzi mogą pozostawać w sprzeczności z obowiązującym prawem środowiskowym oraz celami renaturyzacji rzek w Polsce.

Co zapowiedziały Wody Polskie

22 grudnia 2025 r. Wody Polskie poinformowały o otwarciu się na inwestorów i możliwości dzierżawy gruntów Skarbu Państwa pod rozwój energetyki wodnej z wykorzystaniem istniejącej infrastruktury hydrotechnicznej. W komunikacie wskazano niemal 4 tys. lokalizacji w całym kraju o łącznej mocy teoretycznej 655 MW i potencjalnej rocznej produkcji 4,86 TWh energii.

3 lutego 2026 r. instytucja doprecyzowała, że przedstawiona lista miała charakter informacyjny i nie stanowi planu inwestycyjnego. PROP zwraca jednak uwagę, że zestawienie konkretnych lokalizacji wraz z parametrami energetycznymi może być odczytywane jako zapowiedź kierunku działań, który powinien zostać poddany strategicznej ocenie oddziaływania na środowisko.

Katalog oddziaływań na ekosystemy rzeczne

W stanowisku PROP szczegółowo opisano negatywne konsekwencje środowiskowe funkcjonowania elektrowni wodnych opartych na piętrzeniach. Rada wskazuje, że są to oddziaływania trudne do wyeliminowania, polegające na:

  • przegrodzeniu rzeki piętrzeniem, a więc przerwaniu rzecznego kontinuum, co skutkuje m.in. zablokowaniem migracji organizmów wodnych, wymianie genów, transportu osadów i materii organicznej;
  • zniszczeniu siedlisk powyżej piętrzenia poprzez zalanie ich i/lub zmianę charakteru wód z płynących na wody stojące;
  • zamianie zespołów ichtiofauny i organizmów bentosowych z “rzecznych” na “quasi jeziorne”, zastępowanie gatunków reofilnych przez stagnofilne;
  • erozji dna poniżej piętrzenia, co w konsekwencji obniża poziom wód gruntowych i przerywa łączność koryta z terasą zalewową;
  • zmianie parametrów fizyko-chemicznych wody powyżej piętrzenia (m.in. wzrost temperatury, spadek prędkości, wzrost trofii);
  • konieczności cyklicznej ingerencji w koryto cieku (prace utrzymaniowe takie jak wykaszanie roślinności wodnej i nadbrzeżnej, pogłębianie, odmulanie);
  • wahaniach wody poniżej elektrowni (hydropiking), zaburzających ekosystem, a w skrajnych przypadkach powodujących masowe śnięcia ryb i obumieranie ikry;
  • uśmiercaniu i kaleczeniu ryb w turbinach (uszkodzenia mechaniczne, gwałtowne zmiany ciśnienia, kawitacja, turbulencja);
  • zwiększonej śmiertelności ryb na skutek większej presji drapieżniczej;
  • opóźnieniu w migracji ryb i zakłóceniach w ich rozrodzie.

PROP podkreśla, że nawet stosowanie przepławek nie przywraca pełnej drożności rzek ani transportu osadów.

Konflikt z dokumentami planistycznymi

Rada wskazuje, że część lokalizacji proponowanych do wykorzystania energetycznego znajduje się na ciekach objętych programami przywracania ciągłości ekologicznej.

Chodzi m.in. o:

– Krajowy Program Renaturyzacji Wód Powierzchniowych z 2020 r.,
– II aktualizację Planów Gospodarowania Wodami w dorzeczach z 2023 r.,
– zobowiązania wynikające z Ramowej Dyrektywy Wodnej,
– rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 1991/2024 w sprawie odbudowy zasobów przyrodniczych.

PROP wskazuje, że w części przypadków te same bariery hydrotechniczne są jednocześnie przewidziane do udrożnienia lub likwidacji w ramach działań naprawczych. W ocenie Rady rodzi to wysokie ryzyko, że decyzje środowiskowe dla części inwestycji nie będą mogły zostać wydane.

Znaczenie energetyczne: dane krajowe

Stanowisko odnosi się także do skali produkcji energii z hydroelektrowni w Polsce. Większość energii wodnej pochodzi z kilku dużych instalacji.

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego za 2023 r. wynika, że:

– całkowita produkcja energii elektrycznej wyniosła 167 TWh,
– energetyka wodna odpowiadała za 2,4 TWh, czyli ok. 1,5 proc. produkcji,
– małe elektrownie wodne wyprodukowały ok. 0,3 TWh, czyli ok. 0,2 proc.

W ocenie Państwowej Rady Ochrony Przyrody skala oddziaływań na ekosystemy rzeczne jest niewspółmierna do udziału małych elektrowni wodnych w krajowej produkcji energii, który według przywołanych danych wynosi ok. 0,2 proc. Rada formułuje tę ocenę wprost: „Oznacza to, że przegradzamy i niszczymy rzeki w prawie 700 miejscach tylko po to, aby wyprodukować 0,2% krajowej energii.”

Wątpliwości co do danych i wyliczeń

Osobną część stanowiska PROP poświęca analizie tabeli 3836 lokalizacji udostępnionej przez Wody Polskie jako „wykaz obiektów z potencjałem hydroenergetycznym”.

Rada wskazuje, że w 388 przypadkach — czyli w ponad 10 proc. lokalizacji — sama tabela określa potencjalną moc teoretyczną jako zerową. Ma to wynikać głównie z braku ciągłego przepływu na wskazanych ciekach.

Zgodnie z analizą PROP:

– w 148 przypadkach średni przepływ (SSQ) został wskazany jako zerowy, przy czym dla 9 z nich równocześnie podano niezerowy przepływ niski (SNQ),
– dla 695 obiektów SSQ jest mniejszy niż 0,1 m³/s,
– dla 1694 obiektów SNQ jest mniejszy niż 0,1 m³/s.

Rada zwraca uwagę, że część cieków objętych zestawieniem ma charakter okresowy i w ostatnich latach bywała sucha przez znaczną część roku.

W stanowisku wskazano również na nieprawidłowości w lokalizacji części obiektów. Według PROP niektóre propozycje dotyczą m.in. morskich wrót przeciwsztormowych, zapór suchych zbiorników przeciwpowodziowych czy pochylni Kanału Elbląskiego. Rada wskazuje także na błędy rachunkowe w danych liczbowych, w tym przypadki zawyżenia parametrów wskutek oczywistych pomyłek zapisu.

Jako przykład podano wyliczenie teoretycznej mocy 2,65 GW na 1,4-metrowym jazie, co zdaniem PROP jest wartością nierealistyczną i wynika z błędu obliczeniowego.

W ocenie Rady wskazane nieścisłości podważają wiarygodność szacunków dotyczących łącznej mocy 655 MW i produkcji 4,86 TWh rocznie.

PROP kwestionuje również wiarygodność szacunków 4,86 TWh rocznej produkcji energii z proponowanych lokalizacji, wskazując na błędy w danych hydrologicznych oraz w tabeli udostępnionej przez Wody Polskie.

Emisje gazów cieplarnianych

W stanowisku podniesiono także kwestię emisji gazów cieplarnianych ze zbiorników zaporowych. Rada wskazuje, że zbiorniki mogą emitować metan, CO₂ i podtlenek azotu, a skala emisji zależy od warunków lokalnych. Przywołano m.in. badania dotyczące zbiornika Siemianówka oraz analizę śladu węglowego małej elektrowni na Stawie Służewieckim.

PROP podkreśla, że w świetle dostępnych badań nie można automatycznie przyjmować, iż każda megawatogodzina wyprodukowana w małej elektrowni wodnej oznacza redukcję emisji względem źródeł konwencjonalnych.

Rada rekomenduje:

– weryfikację listy piętrzeń z uwzględnieniem uwarunkowań prawnych i środowiskowych wskazanych w stanowisku;
– wyprzedzające poddanie ewentualnego planu działań w zakresie rozwoju energetyki wodnej procedurze strategicznej oceny oddziaływania na środowisko (SOOŚ);
– zaniechanie dalszych planów rozwoju energetyki wodnej opartej na istniejących piętrzeniach.

Rada wskazuje, że w jej ocenie rozwój ten wiąże się z wysokim kosztem środowiskowym oraz pozostaje w napięciu z celami najważniejszych dokumentów środowiskowych Polski i Unii Europejskiej. W ocenie Rady analizowana propozycja wskazuje na potrzebę przywrócenia nadzoru nad działem gospodarka wodna do Ministerstwa Klimatu i Środowiska. „Dopóki rzeki będą traktowane w pierwszym rzędzie jako elementy infrastruktury, dopóty potrzeby środowiskowe będą pomijane lub marginalizowane, co będzie powodowało dalszą degradację tych ekosystemów i generowało dodatkowe koszty dla budżetu państwa” – czytamy w stanowisku.

Stanowisko zostało przekazane m.in. ministrowi infrastruktury, ministrowi klimatu i środowiska oraz prezesowi Wód Polskich.

3 listopada 2021 r. wieczorem rząd Wielkiej Brytanii wydał publiczne oświadczenie, w którym poinformował, że 190 krajów i organizacji zobowiązało się na COP26 do stopniowego odchodzenia od węgla. Wśród nich znalazła się również Polska. Oznacza to, że zgodnie z zapisami oświadczenia Polska miałaby odejść od węgla w przyszłej dekadzie. Jednak z wypowiedzi rzecznika Ministerstwa Klimatu i Środowiska wynika, że tak się nie stanie. Dlaczego?

Z informacji prasowej podanej na stronie rządu Wielkiej Brytanii wynika, że sygnatariusze zobowiązali się do: „zaprzestania wszelkich inwestycji w nową energetykę węglową w kraju i za granicą, szybkiego zwiększenia skali wdrażania czystej energetyki, wycofania się z energii węglowej w gospodarkach latach 2030, w przypadku największych gospodarek i w latach 2040 w przypadku reszty świata, a także sprawiedliwego odejścia od energii węglowej w sposób, który przyniesie korzyści pracownikom i społecznościom”.

Polskę trudno traktować jako małą gospodarkę, biorąc pod uwagę, że od 1996 roku należymy do OECD. Polska jest 23 największą gospodarką świata. Nie jesteśmy już krajem biednym, ani na dorobku, choć wydaje się, że często o tym zapominamy. Oznacza to więc, że zgodnie z ustaleniami zawartymi we wczorajszym zobowiązaniu, Polska miałaby odejść od węgla w trzeciej dekadzie XXI wieku, czyli o wiele wcześniej niż wynika z obecnych deklaracji i tzw. umowy społecznej z pracownikami sektora węglowego.

Obawiamy się jednak, że presja ze strony  branży paliw kopalnych, tak jak było to wielokrotnie przeszłości, wymusi na rządzących wycofanie z realizacji i tak dramatycznie spóźnionych decyzji ratujących klimat i środowisko. Doświadczenie nie pozwala nam wierzyć, że tym razem będzie inaczej, choć bardzo byśmy chcieli – komentował Tomasz Waśniewski, prezes Fundacji „Rozwój TAK – Odkrywki NIE”.

Liczymy na to, że wczorajsze deklaracje nie okażą się tylko mydleniem oczu. Zamknięcie elektrowni i kopalń węglowych do 2030 roku to ostatni dzwonek nie tylko, żeby osiągnąć cele Porozumienia paryskiego i Europejskiego prawa klimatycznego, ale również Ramowej Dyrektywy Wodnej – mówiła Katarzyna Czupryniak, koordynatorka kampanii wodnej w Fundacji „Rozwój TAK – Odkrywki NIE”. – Aby zachować pełną zgodność z RDW, kopalnie węgla powinny zakończyć działalność do 2027 roku. Inaczej będą dalej marnować i niszczyć zasoby wodne, które m.in. przez zmiany klimatu są coraz mniejsze.

Raport IPCC nie pozostawia wątpliwości, że kraje OECD, w tym Polska, muszą zaprzestać budowy nowych elektrowni węglowych od przyszłego roku i całkowicie zrezygnować z węgla do roku 2030. Liczyliśmy więc na to, że zobowiązanie ze szczytu w Glasgow nasz rząd potraktuje poważnie. Wciąż domagamy się, aby data odejścia od węgla w Polsce była zgodna z założeniami OECD, a więc żeby był to maksymalnie 2030 rok. Dotyczy to także kopalni Turów. Jednoznaczna deklaracja zamknięcia tej odkrywki do 2030 roku pozwoliłaby regionowi zgorzeleckiemu na staranie się o środki na sprawiedliwą transformację.

Rozwiane nadzieje 

Niestety nadzieje na to, że deklaracja polskiego rządu nie jest tylko zabiegiem greenwashingowym, zostały rozwiane bardzo szybko. Już 4 listopada rzecznik Ministerstwa Klimatu i Środowiska Aleksander Brzózka na Twitterze oznajmił, że „w przypadku Polski mówimy o latach czterdziestych”. Minister Anna Moskwa podkreśliła natomiast, że Polska odejdzie od węgla w 2049 roku. Rząd Polski udaje więc na arenie międzynarodowej, że Polska dalej jest krajem rozwijającym się, choć należymy do największych gospodarek świata.

Swoją postawą Polska zasłużyła antynagrodę Skamieliny Dnia („Fossil of the Day”), którą przyznała jej 4 listopada Climate Action Network za „mijanie się z prawdą w kwestii odchodzenia od węgla”. Tytuł ten przyznawany jest codziennie podczas trwania COP26 państwom i organizacjom, które „robią najwięcej, by osiągnąć jak najmniej” w przeciwdziałaniu kryzysowi klimatycznemu.