Od Szwecji po Meksyk, awangarda państw toruje drogę feministycznej polityce zagranicznej. Unia Europejska poczyniła postępy w promowaniu równości płci w swoich działaniach zewnętrznych, ale pozostaje dużo do zrobienia, zanim doprowadzi to do zmiany strukturalnej. Juliane Schmidt apeluje o zakorzenioną w intersekcjonalności¹ zieloną politykę feministyczną, która umożliwiłaby Unii Europejskiej realizację w praktyce jej ideałów wolności i równości.

Kwestia równości płci znalazła się w centrum uwagi w kwietniu 2021 r., po tym, gdy podczas szczytu w Turcji nie przewidziano krzesła dla Przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen. Niezależnie od tego, czy „safogate” została nieproporcjonalnie wyolbrzymiona, czy też nie, incydent ten pokazał, jak dużo pozostaje do zrobienia w całej Unii Europejskiej, jej instytucjach i państwach członkowskich, aby zwiększyć świadomość kwestii związanych z równouprawnieniem płci. Dla wielu osób to zdarzenie było tylko kroplą w morzu zdominowanego przez mężczyzn świata polityki zagranicznej.

Świat polityki staje się dzisiaj coraz bardziej złożony i zantagonizowany. Unia Europejska próbuje znaleźć w nim swoje miejsce, nie zdradzając jednocześnie swoich fundamentalnych wartości wolności i równości, jak również zobowiązania do przestrzegania praw człowieka i różnego rodzaju mniejszości. Przyjęcie zielonej polityki feministycznej umożliwiłoby UE rzeczywistą realizację tych wartości.

Kwestionowanie struktur i dynamiki władzy UE

Feministyczna polityka zagraniczna dąży do umieszczenia kwestii równości płci w głównym nurcie polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. Dotyczy ona przede wszystkim ochrony praw człowieka kobiet i dziewcząt oraz uznania, że jest to warunek wstępny osiągnięcia szerszych celów politycznych, takich jak pokój, bezpieczeństwo i zrównoważony rozwój. Najczęściej skupia się na zwalczaniu przemocy seksualnej i promowaniu edukacji kobiet, wzmocnienia pozycji kobiet w życiu gospodarczym oraz ich reprezentacji w polityce i podejmowaniu decyzji (w tym w negocjacjach pokojowych).

Zielona feministyczna polityka zagraniczna posuwa się o krok dalej. Jest głęboko zakorzeniona, uznając, że płeć jest konstruktem społecznym, i że globalne wyzwania, takie jak konflikty, zmiana klimatu i klęski żywiołowe, mają konsekwencje związane z aspektem płci, które powodują nasilenie różnych, wzajemnie powiązanych form dyskryminacji. Kwestionuje status quo, apelując o przemyślenie na nowo niesprawiedliwych norm płciowych i patriarchalnej dynamiki władzy. Co ważne, zielona feministyczna polityka zagraniczna przyjmuje podejście intersekcjonalne – jej celem jest osiągnięcie równości dla wszystkich ludzi i płci (nie tylko białych, heteroseksualnych, pełnosprawnych i cispłciowych kobiet). Promuje ona zmianę opartą na prawach i włączających, niedyskryminacyjnych interakcjach poprzez wielowymiarowe podejście we wszystkich dziedzinach polityki, w tym w wymiarze zewnętrznym. Bezpieczeństwo, prawa człowieka, migracja, handel, pomoc rozwojowa i humanitarna oraz zmiana klimatu – wszystkie one muszą być traktowane z uwzględnieniem ich wzajemnego powiązania.

Co to oznacza w praktyce? Po pierwsze, zajęcie się brakiem równości w strukturach i relacjach władzy wewnątrz instytucji Unii Europejskiej, aby zwiększyć obecność kobiet i grup marginalizowanych w procesach kształtowania polityki i podnieść świadomość kwestii związanych z płcią. Zaczynając od góry, należy zastosować szereg środków we wszystkich instytucjach i służbach. Oprócz wielu innych, powinny one zawierać obowiązkowe szkolenia dla wszystkich pracowników UE; politykę zerowej tolerancji dla molestowania seksualnego i przemocy o podłożu seksualnym; wytyczne dotyczące różnorodności, równości i integracji społecznej; oraz procedury rekrutacyjne uwzględniające problematykę płci. Muszą im towarzyszyć szczegółowe, możliwe do zmierzenia cele (w tym cele dotyczące różnorodności w unijnych instytucjach, delegacjach i misjach), jak również monitoring i kontynuacja.

Jeśli chodzi o treść polityki, zielona feministyczna polityka zagraniczna implikuje przemyślenie na nowo wielu obszarów. W zakresie polityki bezpieczeństwa, oznacza to odejście od androcentrycznego rozumienia bezpieczeństwa z wiążącymi się z nim figurami silnych mężczyzn i obrazami męskiej siły. Powinno być ono zastąpione długoterminowym rozumieniem bezpieczeństwa i stabilności, które jest feministyczne i włączające. Badania pokazują, że strategie, które nie dążą do zakończenia nierówności i niesprawiedliwości, nie doprowadzą do trwałego pokoju. Podobnie, unijna polityka rozwojowa powinna odejść od podejścia neokolonialnego, które opiera się na uzależnieniu od pomocy i wydobywaniu surowców, do podejścia zorientowanego na upodmiotowienie i poszanowanie praw człowieka. Po części, wymaga to działań humanitarnych uwzględniających problematykę płci oraz zmianę narracji wokół kobiet i grup zmarginalizowanych na taką, która uzna je przede wszystkim za podmioty pozytywnych zmian, a nie tylko beneficjentów pomocy.

Strategie, które nie dążą do zakończenia nierówności i niesprawiedliwości, nie doprowadzą do trwałego pokoju.

Oznacza to również wykorzystanie pozycji UE jako podmiotu globalnego handlu, poprzez zawarcie szczegółowych i wiążących rozdziałów dotyczących problematyki płci lub wymogów zachowania należytej staranności we wszystkich umowach handlowych UE. Unia Europejska powinna podjąć wyraźne zobowiązanie do promowania praw osób LGBTQI+ w swojej polityce zagranicznej oraz dążyć do tego, by kobiety i grupy zmarginalizowane brały udział w międzynarodowym procesie podejmowania decyzji dotyczących działań na rzecz klimatu.

Polityka zagraniczna musi się opierać na ścisłej współpracy ze społeczeństwem obywatelskim, w szczególności z obrońcami praw kobiet i grup zmarginalizowanych. Powinni oni/one być naturalnymi sojusznikami, jeśli chodzi o rozwijanie inkluzywnych strategii badawczych z międzysektorową perspektywą, których wciąż relatywnie brakuje w procesach kształtowania polityki UE. Drobiazgowe międzysektorowe analizy i systematyczne oceny wpływu powinny stanowić podstawę wszystkich polityk UE, wraz z wyspecjalizowanymi doradcami monitorującymi postęp i specjalnymi zasobami oraz projektami budżetowymi służącymi finansowaniu tych zmian.

Wiosną 2021 roku grupa Zieloni/Wolny Sojusz Europejski w Parlamencie Europejskim uczyniła krok w tym kierunku, publikując strategię, która postuluje feministyczną politykę zagraniczną i opisuje szczegółowo, jak ją wprowadzić. Strategia ta przedstawia czterostronne podejście: reprezentacja wszystkich płci i udział w procesach podejmowania decyzji; podejście oparte na prawach, które zapewnia ochronę podstawowych wolności wszystkich ludzi, a nie tylko garstki uprzywilejowanych; specjalne fundusze i zasoby; oraz użycie danych, badania i szerokie konsultacje, które posłużą za podstawę opracowania rozwiązań uwzględniających różnorakie i częściowo pokrywające się formy dyskryminacji.

Wolny postęp na drodze do zgodnej z zasadą równości płci polityki zagranicznej UE

Globalny trend w kierunku nowego podejścia do polityki zagranicznej daje się zauważyć od mniej więcej dwóch dekad. W roku 2000 Rada Bezpieczeństwa ONZ przyjęła przełomową rezolucję w sprawie kobiet, pokoju i bezpieczeństwa. W 2018 roku UE ustanowiła swój program na rzecz kobiet, pokoju i bezpieczeństwa, w tym podejście strategiczne i plan działania na lata 2019-2024. W 2020 roku uchwaliła trzecią część planu działania (Gender Action Plan III – GAP III) w sprawie równości płci, która określa założenia programu na rzecz równości płci i równouprawnienia kobiet w zewnętrznych działaniach UE. Wszystko to przyczyniło się do wejścia kwestii równości płci do głównego nurtu polityki zagranicznej UE i mogłoby posłużyć za podstawę europejskiej feministycznej polityki zagranicznej. Ale kilka państw wyprzedza pozostałe kraje UE, jeśli chodzi o wprowadzanie w życie założeń feministycznej polityki zagranicznej.

Pionierką w tej dziedzinie jest Szwecja, która jako pierwsze państwo na świecie w 2014 roku ogłosiła przyjęcie feministycznej polityki zagranicznej. W 2018 roku szwedzkie Ministerstwo Spraw Zagranicznych opublikowało oparty na tym podejściu informator, aby udostępnić zbiór praktycznych informacji i zainspirować dalszą pracę w obszarze feministycznej polityki zagranicznej. W jej ramach Szwecja ma koordynatorkę feministycznej polityki zagranicznej, sieć punktów kontaktowych w instytucjach i służbach państwowych, jak również corocznie uaktualniany plan działania. Ponadto Szwecja przeznacza 90 procent swojej pomocy rozwojowej na cele związane z równouprawnieniem płci. Szwedzka feministyczna polityka zagraniczna jest nieodłączną częścią szerszego programu na rzecz równości płci w tym kraju, a jego rząd określa się nawet jako feministyczny.

Podążając śladami Szwecji kilka innych krajów UE, w tym Luksemburg, Hiszpania i Cypr, ogłosiło przyjęcie feministycznej polityki zagranicznej, podczas gdy Francja wdrożyła feministyczne podejście do dyplomacji. Od 2014 roku 79 państw opracowało krajowe plany działania na rzecz poprawy udziału kobiet w polityce zagranicznej i bezpieczeństwa. Poza UE, w 2017 roku Kanada wprowadziła feministyczną politykę rozwojową. W 2020 roku Meksyk stał się pierwszym krajem Ameryce Łacińskiej, który przyjął feministyczną politykę zagraniczną, a Malezja zasygnalizowała, że również nosi się z takim zamiarem.

Niemniej jednak, kobiety i przedstawiciele oraz przedstawicielki grup zmarginalizowanych są dzisiaj nadal mniejszością wśród osób zajmujących wysokie stanowiska w systemach politycznych lub służbach dyplomatycznych i militarnych krajów członkowskich UE. Przy obecnym tempie postępu pozostaną nią jeszcze przez długi czas. GAP III jest dużym osiągnięciem, lecz nie idzie wystarczająco daleko, by skutecznie promować zmianę strukturalną. Podobnie jak inne dokumenty UE jest napisany niewystarczająco integracyjnym językiem, opartym na binarnej koncepcji płci. Brakuje w nim zasad budżetowania uwzględniających problematykę płci i, pomimo uznania włączenia tematyki płci do głównego nurtu polityki za „odpowiedzialność dla wszystkich”, istniejące plany działania i strategie – w tym te, które są częścią programu na rzecz kobiet, pokoju i bezpieczeństwa – nie są w wystarczającym stopniu wprowadzane w życie. Ponadto wiele strategii UE nadal nie uwzględnia problematyki płci i ich równouprawnienia lub są one niespójne w znaczeniu intersekcjonalności. Na przykład, krótko po publikacji GAP III Komisja Europejska ogłosiła swoją strategię na rzecz odnowy multilateralizmu, w której całkowicie zabrakło wymiaru płci i intersekcjonalności.

GAP III nie odnosi się również w wystarczającym stopniu do rosnących wyzwań w kontekście międzynarodowym, w którym mamy do czynienia ze sprzeciwem wobec praw kobiet i grup zmarginalizowanych oraz kurczeniem się przestrzeni dla społeczeństwa obywatelskiego. Widzimy to w poważnych problemach finansowych organizacji społecznych, przywróceniu „zasady globalnego knebla”² podczas prezydentury Donalda Trumpa, zwiększającym się sprzeciwie wobec Konwencji Stambulskiej o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet (w tym wśród państw członkowskich UE), a także we wzrastającym dyskursie antygenderowym na całym świecie. Przejawem tego ostatniego zjawiska są między innymi trudności z uchwaleniem ostatniej rezolucji ONZ w sprawie kobiet, pokoju i bezpieczeństwa. Jego skutkiem w UE jest brak jakichkolwiek konkretnych wniosków dotyczących GAP III, jak również kwestionowanie przez niektóre państwa członkowskie prawie wszystkich tekstów odnoszących się równości płci lub praw osób LGBTQI+.

Służba dyplomatyczna UE nie wywiązuje się z deklaracji

W odniesieniu do struktur UE największe wyzwania dla zielonej feministycznej polityki zagranicznej dotyczą zarządzania Europejską Służbą Działań Zewnętrznych (ang.European External Action Service – EEAS), której przewodniczy Wysoki Przedstawiciel Josep Borrell. Mężczyźni zajmują w tej instytucji prawie 80 procent wyższych stanowisk i około 70 procent stanowisk średniego szczebla (jedynie w przypadku tych drugich zwiększyła się reprezentacja kobiet, odkąd Borrell objął swoje stanowisko w grudniu 2019 roku). Program działania na rzecz zmniejszenia nierównowagi płci w zarządzaniu EEAS stanowi dobry początek, ale jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia, jeśli chodzi o jego wdrożenie, zapewnienie partycypacji i równowagi pomiędzy pracą a życiem prywatnym, zajęcie się problemem braku podań o pracę ze strony kobiet i osób z grup zmarginalizowanych, a także włączenie perspektywy intersekcjonalnej do opisu stanowisk pracy i procesu oceny pracowników. Poza poprawną politycznie retoryką, Borrell nie wyróżnia się jako orędownik równości płci i intersekcjonalności. Politico cytowała ostatnio pracowników EEAS, opisujących zdominowaną przez mężczyzn kulturę pracy, w której kwestia równości płci nie jest traktowana przez kierownictwo poważnie i pozostawiona głównie kobietom.

Mężczyźni zajmują prawie 80 procent wyższych stanowisk i około 70 procent stanowisk średniego szczebla w EEAS.

Niedawna procedura ponownego mianowania na stanowisko głównego doradcy EEAS ds. równouprawnienia płci, kobiet, pokoju i bezpieczeństwa również była niepokojącym wyrazem postrzegania integracji przez kierownictwo EEAS, jako kwestii o o niewielkim znaczeniu Po zakończeniu kadencji pod koniec 2020 roku procedura mianowania następczyni rozpoczęła się dopiero po wielu skargach eurodeputowanych i społeczeństwa obywatelskiego. Dopiero w kwietniu 2021 roku holenderska dyplomatka Stella Ronner-Grubacic została mianowana doradczynią sekretarza generalnego ds. równouprawnienia płci i różnorodności, ale zmieniona nazwa tego stanowiska sugeruje, że urząd ten będzie miał nowe zadania, mniejsze znaczenie i ograniczone zasoby. Łączenie odpowiedzialności za ogólną różnorodność i równość płci nie wskazuje na skierowanie należytej uwagi i koniecznych środków na obie z tych kwestii.

Kolejnym problemem jest brak współpracy EEAS ze społeczeństwem obywatelskim. Wymownym tego przykładem może być wizyta Specjalnego Przedstawiciela UE ds. dialogu pomiędzy Belgradem a Pristiną, Miroslava Lajčáka w Kosowie w listopadzie 2020 roku, podczas której nie spotkał się on z przedstawicielkami żadnej z organizacji zajmujących się prawami kobiet. W odpowiedzi na krytykę stwierdził, że w rzeczywistości spotkał się z „kobietami z Kosowa”, co oznacza całkowity brak zrozumienia zagadnienia, o którym tu mowa. Są również doniesienia, że delegacje UE zlecają pracę związaną z GAP III, w tym konsultacje z przedstawicielkami społeczeństwa obywatelskiego, podmiotom zewnętrznym, co skutkuje ogromnym ograniczeniem zaangażowania w te procesy i kontaktu z niezależnymi ekspertami. Ponadto obnaża to brak kompetencji i zasobów, które umożliwiłyby prowadzenie tej pracy przez instytucje unijne.

Zielona feministyczna polityka zagraniczna: od koncepcji do praktyki

Zielona feministyczna polityka zagraniczna nie jest czymś, co wystarczy „odfajkować”. Aby była skuteczna, wymaga rzeczywistej zmiany systemowej wewnątrz Unii Europejskiej. Europejska polityka zagraniczna jest obecnie głównie kształtowana przez starszych, białych mężczyzn, którzy zazwyczaj tworzą polityki służące interesom innych starszych, białych mężczyzn. Jeżeli nie zmienimy oblicza polityki zagranicznej UE, pozostanie ono męskie, blade i znużone. Ale sama reprezentacja – podejście „dodaj kobiety/mniejszości i zamieszaj” (ang. “add-women/minorities-and-stir” approach) – nie przekłada się automatycznie na bardziej integracyjną i transformatywną politykę. Wdrożenie zielonej feministycznej polityki zagranicznej wymaga kompleksowego podejścia i progresywnego przywództwa, które bierze odpowiedzialność za wszystkie konieczne procesy. Ważne będą zmiany w kulturze instytucjonalnej UE – kampanie informacyjne, wytyczne i szkolenia mogą przyczynić się do zmiany nastawienia i sposobu myślenia.

Intersekcjonalność musi być naczelną zasadą feministycznej polityki zagranicznej UE.

Feministyczna polityka zagraniczna nie jest nową koncepcją i wielu ekspertów/ekspertek podkreślało konieczność podejścia międzysektorowego. Jednak przykłady feministycznej polityki zagranicznej, w tym w Szwecji, są często krytykowane ze względu na nie uwzględnianie w wystarczającym stopniu innych grup zmarginalizowanych, takich jak LGBTQI+ i ludzie dyskryminowani ze względu na rasę. Intersekcjonalność musi więc być naczelną zasadą feministycznej polityki zagranicznej UE. Musi to być poparte odpowiednimi środkami (dokumentami politycznymi, strategiami, planami działania, publicznymi oświadczeniami, przypisanymi zasobami), jak również wsparciem wszystkich krajów członkowskich UE.

Wziąwszy pod uwagę nasilający się w niektórych państwach członkowskich sprzeciw wobec równości płci i praw osób LGBTQI+, droga do takiej zmiany paradygmatu wydaje się być jeszcze daleka. Chociaż istnieje awangarda państw, które rozwijają feministyczną politykę zagraniczną, są również takie, dla których jest ona wciąż nie do pomyślenia. Podobny podział można zaobserwować pomiędzy konserwatywnymi/prawicowymi a liberalnymi/lewicowymi partiami w Parlamencie Europejskim, gdzie wprowadzenie progresywnego języka w odniesieniu do płci do jakiegokolwiek tekstu pozostaje wyzwaniem. Ale ponieważ UE opiera się na kompromisie i konsensusie, w wciąż ma szansę na pozycję lidera w tej kwestii.

Aby to osiągnąć, potrzebni są ludzie, którzy są wystarczająco odważni, by dążyć do zmian transformacyjnych, zamiast niewielkich reform tu i tam. Kiedy w 2014 roku szwedzka minister spraw zagranicznych, Margot Wallström po raz pierwszy ogłosiła feministyczną politykę zagraniczną jej państwa, została wyśmiana. Kilka lat później idea ta znalazła się w głównym nurcie, wzrasta świadomość jej znaczenia i podejmowane są coraz liczniejsze działania. Jeśli spojrzymy na Niemcy przed zbliżającymi się wyborami federalnymi we wrześniu 2021 roku, zobaczymy znaki dające nadzieję, ponieważ Zieloni popierają feministyczny rząd i feministyczna politykę zagraniczną (przeczytaj więcej na stronie: German Greens).

Zielona feministyczna polityka zagraniczna jest częścią szerszej debaty na temat godzenia fundamentalnych wartości UE z jej polityką zagraniczną. Równość jest zapisana traktatach unijnych. Wdrożenie zielonej feministycznej polityki zagranicznej mogłoby skutecznie wprowadzić tę wartość do praktyki polityki zagranicznej. UE musi zaprzestać traktowania praw i wartości, jako kwestii mało istotnych w polityce zagranicznej. Wyznaczyła sobie standard, w którym równość oraz uniwersalne prawa i możliwości znajdują się na przedzie i w centrum. Teraz powinna o to walczyć wszelkimi dostępnymi środkami.

Przypisy:

1. Intersekcjonalność – zjawisko krzyżowania się ze sobą, nakładania i zazębiania różnych kategorii społecznych, wzmacniających dyskryminację grup i jednostek, np. płci konstruowanej społecznie, etniczności, rasy, klasy, orientacji seksualnej, narodowości, wieku, religii, czy niepełnosprawności[1]. Analiza intersekcjonalna (teoria przecięć) została rozwinięta przede wszystkim w ramach feminizmu. (Wikipedia).

2. Stosowany przez USA zakaz dotowania z funduszy federalnych organizacji rozwojowych, które w jakikolwiek sposób działają na rzecz prawa kobiet do aborcji (z ang. „global gag rule”).

Artykuł pierwotnie ukazał się w Green European Journal. Angielska wersja dostępna jest tutaj: https://www.greeneuropeanjournal.eu/a-green-feminist-foreign-policy-for-the-eu/

Tłumaczenie: Jan Skoczylas

Fot. European Parliament


 

Wielokulturowość przestrzeni miejskich zazwyczaj kojarzona jest przede wszystkim z widzialnością mniejszości etnicznych lub religijnych. Tymczasem pejzaż tej wielokulturowości tworzą także obecne w mieście społeczności osób nienormatywnych płciowo i/lub seksualnie, to jest na przykład społeczności lesbijek, gejów, osób biseksualnych, osób transseksualnych, interseksualnych czy niebinarnych – wobec nich wszystkich czasem dla uproszczenia używa się „przechwyconego” słowa queer[i]. Społeczności te posiadają własne wzory i kody kulturowe, które współtworzą mozaikę miejskiej różnorodności.
O czym mowa, czyli pojęcia

Zacznijmy najpierw od uporządkowania terminologicznego. W naukach społecznych pojęcie kultura oznacza zazwyczaj system wyrażonych w języku norm i wartości, a także artefakty z owym systemem powiązane. Ów system nie powstaje oczywiście „samorzutnie”, ale jest zazwyczaj efektem wielorakich procesów władzy, w wyniku których jedne wzory kulturowe zyskują pozycję dominującą (wówczas mówimy o kulturze dominującej), natomiast inne „zepchnięte” są (z wielu różnych powodów: od demograficznych do normatywnych) na pozycje podporządkowane. Wówczas mówimy o kulturze mniejszościowej i/lub o kulturze podporządkowanej. Właściwe jednak wyartykułowanie społecznej pozycji osób o nienormatywnej identyfikacji płciowej i/lub seksualnej wymaga specyficznego ujęcia terminologicznego, umożliwiającego właściwe powiązanie tej pozycji ze specyficznym kodem kulturowym oraz sposobem, w jaki kody te stają się widzialne w przestrzeni miejskiej.

Z pomocą przychodzą nam dwa terminy. Pierwszy to pojęcie subkultury, które obejmuje system znaczeń i powiązanych z nim artefaktów odmiennych, ale, co istotne dla naszych rozważań, nie zawsze sprzecznych z kulturą dominującą. Przykładem może być subkultura kibicowska czy też innego typu subkultura fanowska: modele ich zachowań i artefakty, jakimi się posługują, nie są powszechne i dlatego należą do modeli mniejszościowych, ale nie są normatywnie sprzeczne ze wzorami kultury dominującej. Są zatem akceptowane jako już to hobby, już to nieszkodliwe „dziwactwo” (jak w przypadku subkultur fanów „Gwiezdnych wojen”, którzy nie tylko organizują swoje zjazdy, gdzie przebierają się w kostiumy wzorowane na ulubionych postaciach, ale przenoszą także do życia codziennego elementy tych kostiumów, a czasem posługują się szczególnego rodzaju kodem moralnym lub nawet tworzą religię poświęconą kultowi postaci filmowych). Drugie pojęcie to kontrkultura, które oznacza mniej lub bardziej radykalną kontestację całości wzorów kultury zastanej i postulatach ich zmiany.

Jest ono o wiele bliższe treściom symbolicznym tworzonym z pozycji seksualnej i/lub płciowej nienormatywności, z tą wszakże różnicą, że nie można powiedzieć w sposób uprawniony, że osoby LGBTQ+ jako takie kontestują całokształt kultury dominującej. Oczywiście osoby te tworzą subkultury (na przykład subkultura „skórzaków” – zazwyczaj cis[ii] gejów ubierających się w skóry i odtwarzających stylizację z grafik słynnego Toma of Finland), tworzą także kontrkultury (należy do nich na przykład lesbijki separatyzm, zakładający konieczność zniesienia patriarchalno-heteronormatywnej kultury, czy też ruch osób anarchoqueer).

Niemniej jednak, jak widać, te dwa pojęcia (subkultury i kontrkultury) opisywać mogą część osób ze społeczności LGBTQ+, ale nie całość. Dlatego w badaniach queer[iii] posługujemy się raczej pojęciem kultury nienormatywnej, które oznacza kultury podporządkowane (mniejszościowe), wytwarzające system znaczeń i artefaktów wyrażających sprzeciw wobec niektórych norm i wartości kultury dominującej. Konsekwentnie nienormatywne kultury płciowe/seksualne to takie, które wytwarzane są jako podporządkowane systemy symboliczne, a których artefakty wyrażają sprzeciw wobec dominujących norm płci i seksualności oraz powiązanego z nimi systemu segregacji.[iv]

Dopiero takie określenie wzorów kulturowych wytwarzanych przez miejskie społeczności osób nieheteroseksualnych i/lub transpłciowych pozwala nam przyjrzeć się strategiom, przy pomocy których starają się one być widoczne w przestrzeni miasta.

Strategie bycia widzialnym

W 1968 roku francuski socjolog Henri Lefebvre opublikował niezwykle istotny tekst „Le Droit à la ville” („Prawo do miasta”)[v]. Stwierdził w nim, że przestrzeń miejska jest przestrzenią społeczną (a nie tylko, na przykład, architektoniczną), a zatem jest przestrzenią regulowaną między innymi przez relacje władzy i oporu. Należy do owych relacji, dodajmy od razu, także proces wytwarzania, internalizowania i kontrolowania norm płciowych i seksualnych oraz różnego typu wysiłki związane z oporem wobec tych procesów. Dalej Lefebvre pisze o tym, iż ludzie, którzy czują się w jakikolwiek sposób dyskryminowani czy wykluczeni wykorzystują przestrzeń miejską do zasygnalizowania swoich niezrealizowanych potrzeb oraz aspiracji, a także emocji z tym związanych: rozpaczy lub gniewu. Dlatego, powiada francuski socjolog, prawo do miasta analizować należy w kategoriach jednego z elementów praw człowieka. Ideę prawa do miasta podchwycił między innymi David Harvey, którego przetłumaczona także na język polski książka „Bunt miast. Prawo do miasta i miejska rewolucja”[vi] stała się dla wielu polskich działaczek i działaczy miejskich bardzo ważnym teoretycznym i politycznym punktem odniesienia.

Aplikując natomiast idee Lefebvre’a do problematyki osób LGBTQ+ możemy stwierdzić co następuje: przestrzeń miejska jest przestrzenią społeczną, w której jednostka jest lokalizowana przez społeczne, regulacyjne, normatywne stosunki produkcji i reprodukcji[vii]. Owa lokalizacja, mająca wymiar symboliczny (oznaczenie pewnych cech jednostki jako nienormatywne) lub materialny (wyznaczenie jej konkretnego miejsca do życia, na przykład na obrzeżach miast czy w wyznaczonej dzielnicy lub zakaz jej widzialności w przestrzeni miejskiej) jest skutkiem działania władzy rozumianej jako sieć nakładających się na siebie relacji normalizacji.

Jednostki i grupy dotknięte owym wykluczeniem, lokalizującym je w przestrzeni społecznej miasta, starają się poprzez zróżnicowane praktyki oporu wrazić swój przeciw wobec przemocy symbolicznej i fizycznej. A ponieważ wykluczenie możliwe jest miedzy innymi dzięki mechanizmom zmuszania do niewidzialności i niesłyszalności podporządkowanych Innych, stąd praktyki oporu tak oznaczonych społeczności związane są (między innymi) z odzyskiwaniem przestrzeni miejskiej. Działania takie podejmują także osoby LGBTQ+.

Pierwszym przykładem takich działań niech będzie znakomicie przygotowany pod względem edytorskim przewodnik „HomoWarszawa”[viii]. Przewodnik ten podzielony jest na „spacery”, które biegną trasami wyznaczonymi przez miejsca teraźniejszej lub przeszłej obecności osób nieheteroseksualnych i transpłciowych. Pierwszy z nich, na przykład, rozpoczyna się przy dworcu kolejowym Warszawa Ochota przy al. Jerozolimskich, a to dlatego że w tamtejszej toalecie dworcowej urzędowała w dekadach PRL słynna przyjazna gejom babcia klozetowa – Józia. Spacer dalej wiedzie ul. Tarczyńską, gdzie w latach 50-tych znajdowało się jedno z warszawskich mieszkań Mirona Białoszewskiego, którego homoseksualność stała się publicznie jawna po publikacji jego „Dzienników”. Opodal zaś, przy pl. Starynkiewicza znajdowały się „Łaźnie przy Filtrach”, a łaźnie stanowiły ważne miejsce spotkań dla gejów w czasach PRL. Dworzec Centralny to kolejny punkt spaceru: w jego podziemiach znajdowała się kultowa ze wspomnianych wyżej powodów toaleta publiczna, a przy niej rozpoczynał się ważny w czasach PRL „Broadway” czyli wiodąca od Dworca Centralnego wzdłuż Pałacu Kultury i Nauki trasa, gdzie osoby nieheteroseksualne mogły się poznawać. Spacer prowadzi także do dwóch teatrów zlokalizowanych w budynku Pałacu: Teatru Dramatycznego i Teatru Studio, oba uchodzą dziś za instytucje bardzo przychylne i otwarte na osoby LGBTQ+, organizujące wiele wydarzeń kulturalnych dedykowanych tej społeczności.

Przewodnik prowadzi nas dalej do budynku byłej lecznicy rządowej, z okna której wyskoczył (lub wypadł) Jerzy Zawieyski, katolicki, nieheteronormatywny pisarz i publicysta. Nieopodal, przy Pięknej 66a, znajdowała się instytucja ważna dla polskich i warszawskich lesbijek: OŚKA (Ośrodek Informacyjny Kultury Kobiecej), w siedzibie której odbywały się spotkania jednej z pierwszych grup lesbijskich po 1989 roku: OLA-Archiwum. Przewodnik prowadzi nas jeszcze do (historycznej dziś) siedziby najstarszej polskiej organizacji LGBTQ+: Stowarzyszenia Lambda Warszawa, prowadzącej tam także ośrodek kultury „Rainbow”.

 

Fot. Lech Mergler

Przywołałem (fragment) jednego z proponowanych przez przewodnik spacerów, by pokazać jego „metodologię”: ukazuje on miejsca historyczne i współczesne, oficjalne i (bardzo) nieoficjalne, ale zawsze wiążące się z okruchami najczęściej bardzo „zakonspirowanej” widzialności osób nieheteroseksualnych. Odkrywanie nie tylko teraźniejszości queerowych kultur obecnych w mieście, ale także ich przeszłości: symbolicznych miejsc, budynków, ulic, placów, dworców itp. to bardzo ważny zabieg budowania pamięci o nieheteronormatywnej przeszłości miasta, dotychczas starannie przemilczanej. Pamięć ta ma także znaczenie polityczne: pozwala wskazać, że osoby LGBTQ+ „były, są i będą” częścią miejskiej przestrzeni społecznej (a tym samym, przestrzeni społecznej toutcourt), co winno mieć wpływ między innymi także na strategie dotyczące zarządzaniem miastem.

Marsze równości, tęcza, pomniki

Widzialność osób LGBTQ+ w przestrzeni miejskiej to oczywiście przede wszystkim marsze i parady równości, które na całym świecie organizowane są od czasów pierwszego marszu, który miał miejsce w Nowym Jorku, w pierwszą rocznicę „wydarzeń Stonewall”. Chodzi o trzydniową bitwę z policją, która w czerwcu 1969 roku urządziła nalot na bar mieszczący się przy Christopher Street. Bar ten był miejscem spotkań osób nieheteroseksualnych i przede wszystkim transpłciowych, w tym w dużym stopniu Czarnych osób trans. Do takich właśnie barów wpadała bardzo często policja, aresztując tam obecnych za „nieobyczajne” zachowanie. Celem tych marszów jest zatem wyrażenie „dumy lesbijsko-gejowskiej i transpłciowej” (gay-trans pride): sprzeciwu wobec przemocy, dyskryminacji i uprzedzeń. Same marsze, kolorowe zwykle przede wszystkim od tęczowych flag – symbolu queerowej rewolucji – zmieniają krajobraz miasta nie tylko wtedy, kiedy przechodzą jego ulicami, ale także później, na fotografiach i filmach. Widok tęczowej flagi na przykład na tle Pałacu Kultury i Nauki, historycznego symbolu radzieckiej dominacji, bardzo wiele mówi o przemianach w historii Warszawy i całej Polski.

Tęcza i tęczowa flaga to najbardziej oczywisty symbol obecności i widzialności osób LGBTQ+ w społecznej przestrzeni miasta. Flagi te lub inne tęczowe symbole znajdują się zazwyczaj przy siedzibach pozarządowych organizacji osób nieheteroseksualnych, ale także przy klubach, dyskotekach, saunach, księgarniach, sklepach i wielu innych miejscach dedykowanych tym osobom. Nie tylko flaga: w wielu miastach powstała moda na tęczowe pasy na przejściach dla pieszych, zazwyczaj upamiętniające miejsce lub okolicę związaną z nieheteronormatywną historią. W polskich miastach miejsc takich jest bardzo niewiele, stąd i flagi tęczowe nie są zbyt widoczne. Choć zmieniło się to w ostatnich latach.

Fot. Marcin Wrzos

W geście sprzeciwu przeciwko homofobicznej mowie nienawiści części sceny politycznej w Polsce wiele osób decyduje się na wywieszenie w oknach i na balkonach flagi tęczowej. Wiedziony zapewne tego samego rodzaju pobudkami anarchoqueerowy kolektyw „Stop Bzdurom”, którego członkinią jest słynna działaczka Margot, postanowił zrobić zdjęcia wybranych warszawskich pomników (np. Syrenki czy Mikołaja Kopernika) z flagą tęczową właśnie. Szczególne kontrowersje wzbudziło zdjęcie z tęczową flagą umocowaną na pomniku Chrystusa dźwigającego krzyż przy kościele św. Krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Zresztą w wyniku tej akcji doszło do swoistego rodzaju walki na symbole i „egzorcyzmowania” pomnika – Prezydent RP złożył tam kwiaty oraz znicz, który kolektyw „Stop Bzdurom” przeniósł na Most Łazienkowski, skąd skoczyła transpłciowa aktywistka Milo Mazurkiewicz, popełniając samobójstwo w wyniku presji psychicznej związanej z transfobią. Całe to wydarzenie pokazuje dobitnie, jak przestrzeń miejska i symbolika miejska mogą okazać się ważnymi obszarami walki o równe traktowanie, wolność i szacunek dla osób LGBTQ+.

A skoro o pomnikach mowa: niech to one będą ostatnim przykładem tego, w jaki sposób społeczność queer stara się o widzialność w przestrzeni miasta. Otóż w wielu miejscach na świecie postawiono pomniki upamiętniające walkę osób nieheteroseksualnych i transpłciowych. I tak w Berlinie istnieje pomnik upamiętniający homoseksualnych mężczyzn będących ofiarami nazistowskiej homofobii, w wyniku której byli oni zsyłani (razem z „rasami podludzi”) do obozów koncentracyjnych i obozów zagłady. Podobny pomnik (w formie różowego trójkąta, który w tychże obozach był symbolem więźniów-gejów) znajduje się w Amsterdamie.

W Nowym Jorku zaś znajduje się duży i budzący kontrowersje w samej społeczności nieheteroseksualnej pomnik wydarzeń w barze Stonewall. Przedstawia on dwie pary: jedną siedzącą na ławce parę kobiet i stojącą parę mężczyzn. Pomnik wykonany jest z białego kamienia, którego kolor jest pierwszym z powodów kontrowersji: w walkach na Christopher Street brały udział przede wszystkim osoby Czarne. Były to także w znacznym stopniu osoby trans, a pomnik zaś przedstawia dwie pary cis osób – stąd druga kontrowersja. Jak zatem widać spory wokół sposobu widzialności osób LGBTQ+ w przestrzeni miejskiej mogą być oznaką przemian w samej polityce queer.

W Warszawie jeden z działaczy LGBTQ+ przedstawił propozycję upamiętnienia tablicą słynnego, nieistniejącego już, „grzybka” na pl. Trzech Krzyży. Grzybek, czyli toaleta publiczna w charakterystycznej, okrągłej formie, zbudowany został w 1892 roku i można przypuszczać, że służył jako miejsce męsko-męskiego seksu od początku swojego istnienia. Najstarsze spisane wspomnienia o takiej jego funkcji sięgają okresu tuż przed 1918 rokiem. „Grzybek” rozebrany został w 2005, a władze Warszawy nie zgodziły się, by upamiętnić jego długą historię stosowną tablicą.

* * *

Podałem naturalnie jedynie wybrane przykłady widzialności osób nieheteroseksualnych i transpłciowych w przestrzeni miejskiej. W wielkich miastach amerykańskich (i niektórych europejskich) po drugiej wojnie światowej powstały całe dzielnice, które do dziś pozostają zamieszkane przede wszystkim przez społeczność queer. Równocześnie w wielu miastach na świecie powstają nielegalne „koczowiska” dla przede wszystkim młodych, bezdomnych osób, które rodzina wyrzuciła z domu z powodu ich nieheteronormatywności. To przykłady już najbardziej znaczących przejawów obecności osób LGBTQ+ w społecznej przestrzeni miasta. Zwracałem uwagę na to, że społeczności osób transpłciowych i nieheteroseksualnych bardzo często pomijane są w analizach dotyczących miejskiej wielokulturowości, co uwzględniając przedstawione w pierwszej części tego tekstu uwagi dotyczące nienormatywnej kultury (nie tylko miejskiej) tworzonej przez osoby LGBTQ+ nie wydaje się właściwe. Można zasadnie domniemywać, że rozwój widzialności osób queer oraz ich zaangażowanie w polityczną walkę o równość i wolność będą w Polsce wzrastać, dlatego istotne będzie uwzględnianie tych społeczności w studiach miejskich.

W całym tekście konsekwentnie podkreślam słowo widzialność, ponieważ osoby interseksualne i transpłciowe, osoby biseksualne, lesbijki i geje są obecne w tych miastach i, jak pokazuje choćby przywoływany tu przewodnik po HomoWarszawie, były obecne od dekad i stuleci, jednak z powodu dominującej kultury heteronormatywnej były ukryte, niewidzialne i niesłyszalne.

Widzialne czy walczące o widzialność osoby queer współtworzą miejską mozaikę wielokulturowości, a jeśli uwzględnimy teorię przestrzeni społecznej Lefebvre’a, toczą w tej przestrzeni swoją walkę o równouprawnienie, w tym i prawo do miasta. Dlatego pozwolę sobie wyrazić nadzieję, że zarówno teoretyczki/ycy, jak i praktyczki/ycy zajmujące się miastem, jego rozwojem i zmianami, będą uwzględniać w swoich analizach i w swoich strategiach rozwoju także perspektywę queer.

Przypisy:

[i]Zaznaczyć jednak trzeba, że nie wszystkie z osób, które są określane słynnym ostatnio akronimem LGBT zgadzają się na takie określenie, ale w literaturze naukowej bardzo często mowa jest o „queerowych przestrzeniach” czy „queerowych miejscach”.

[ii]Cis to odwrotność trans. Nie wgłębiając się w genealogię tego słówka wyjaśniam tylko, że każda osoba, która nie jest transseksualna, interseksualna, niebinarna itp., określana jest mianem osoby cis lub osoby cispłciowej.

[iii]Badania queer poświęcone są analizie społecznych i kulturowych uwarunkowań związanych z doświadczeniami osób płciowo i/lub seksualnie nienormatywnych, zob. Jacek Kochanowski, „Socjologia seksualności. Marginesy”, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2013.

[iv]Chodzi o system segregacji seksualnej, który nagradza lub karze osoby w związku z ich płciowymi lub seksualnymi identyfikacjami. Opisała go Gayle Rubin w swoim tekście „Rozmyślając o seksie: zapiski w sprawie radykalnej teorii polityki seksualności” (tłum. Joanna Mizielińska, „Lewą nogą. Polityka Artystyka”, 16/04, s. 164-224.

[v] Henri Lefebvre, „Le Droit á la ville”, Edition du Seuil, Paris 1968.

[vi] David Harvey, „Bunt miast. Prawo do miasta i miejska rewolucja”, tłum. Ewa Kowalczyk i inni, Fundacja Nowej Kultury Bęc Zmiana, Warszawa 2021.

[vii]Nawiązuję tu do pojęcia biopolityka Michela Foucault („Wola wiedzy”, w, tenże, „Historia seksualności”, t. I, tłum. Bogdan Banasiaki Krzysztof Matuszewski, Czytelnik, Warszawa 2000). Obejmuje ona zarówno materialne, jak i niematerialne (symboliczne) aspekty oddziaływania rozproszonej władzy normatywnej na jednostkę.

[viii] „HomoWarszawa. Przewodnik kulturalno-historyczny”, red. Yga Kostrzewa et all., Abiekt.pl, Otwarte Forum, Lambda Warszawa, Warszawa 2009; dodam, że przewodnik został przygotowany w wersji polsko- I anglojęzycznej.

Artykuł ukazał się pierwotnie na stronie Kongresu Ruchów Miejskich

Fot. Lech Mergler


 

W mojej pamięci pozostają szczególnie historie, kiedy w trakcie pobytu w hostelu w życiu człowieka zachodzi duża zmiana. (więcej…)

W sobotę 6 lutego odbyły się w Toruniu obchody dziesiątej rocznicy rozpoczęcia w tym mieście działalności antyhomofobicznej. Organizatorem wydarzenia było Stowarzyszenie Pracownia Różnorodności, które jest kontynuatorem działań nieistniejącego już toruńskiego oddziału Kampanii Przeciw Homofobii.

Podczas uroczystości honorowe członkostwo stowarzyszenia odebrały: była posłanka Twojego Ruchu i Partii Zieloni, obecnie członkini redakcji Medium Publicznego Anna Grodzka, działaczki LGBTQ Małgorzata Rawińska i Ewa Tomaszewicz oraz osoba prezesująca Fundacji Trans-Fuzja Wiktor Dynarski.

 

Dodał: Jakub Krzyżanowski

Słoweńcy stosunkiem 63 do 37 odrzucili w referendum pomysł, by uznać równość wszystkich małżeństw, bez względu na płeć. Plebiscyt został zwołany przez inicjatywę „Chodzi o dzieci”, która zebrała wniosek o referendum przy wsparciu Kościoła Katolickiego i ugrupowań prawicowych. Pytanie, zawarte w referendum, dotyczyło odrzucenia nowelizacji ustawy, która określała małżeństwo jako „związek dwojga osób”.

Frekwencja wyniosła 35%, czyli była wystarczająca do uznania ważności referendum. Wymagane minimum wynosiło 20%.

Dodał: Łukasz Markuszewski

Krakowscy policjanci zatrzymali dwóch mężczyzn podejrzanych o pobicie pary gejów. Do zdarzenia doszło na krakowskim Kazimierzu w nocy z 3 na 4 października, gdy Daniel ze swoim partnerem Hubertem wracali do domu z parapetówki. Pod sklepem zostali zaczepieni i pobici przez dwóch młodych mężczyzn. Gdy wezwali policję, napastnicy uciekli z miejsca przestępstwa.

Sprawa była szeroko opisywana przez media, zwłaszcza po wpisie na portalu społecznościowym, w którym Daniel wstawił zdjęcie swojej pobitej twarzy oraz publikacji przez niego filmiku z krakowskiego komisariatu policji.

Zatrzymani mężczyźni nie przyznają się do winy, ich wiarygodność zbada sąd.

 

Dodał: Jakub Krzyżanowski

Prawicowe rządy Polski i Węgier zapowiedziały, ża złożą veto w sprawie nowych rozporządzeń Unii Europejskiej, związanych z procedurami prawnymi dla osób pozostających w związkach partnerskich i małżeństwach jednopłciowych. Chodzi m.in. o kwestie dziedziczenia majątku. Rozporządzenia zakładają też definicję małżeństwa jako związku osób dowolnej płci, co jest, według polskich władz, sprzeczne z konstytucyjną definicją małżeństwa.

W tej chwili nie ma prawnych uregulowań związków jednopłciowych w sześciu krajach Unii Europejskiej. Oprócz Polski są to Włochy, Grecja, Słowacja, Litwa i Łotwa. W Chorwacji i na Węgrzech, mimo konsystucyjnej definicji małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny, funkcjonują związki partnerskie. Poza tymi terenami, pary jednopłciowe nie są chronione jeszcze na należących do Danii Wyspach Owczych i wyspie Guernsey, brytyjskim terytorium położonym u wybrzeży Francji.

Dodał: Łukasz Markuszewski

Fiński parlament przegłosował niedawno ustawę o równości małżeńskiej. To wielkich sukces obywatelek i obywateli, korzystających z wprowadzonego w marcu 2012 r. narzędzia inicjatywy obywatelskiej. Jednak mimo że udało się za jego pomocą zainicjować debaty parlamentarne w wielu nowych tematach, nadal zadawane są pytania o skuteczność inicjatywy jako narzędzia politycznej zmiany.

Nowe narzędzia demokracji

Choć Europa przez wieki była kolebką demokracji, w Finlandii demokracja bezpośrednia nie była tak zaawansowana jak w niektórych innych krajach europejskich. Od 1945 r. odbyło się tylko jedno ogólnokrajowe referendum – dotyczyło ono wstąpienia Finlandii do Unii Europejskiej. W fińskim systemie prawnym referenda nie są wiążące, lecz jedynie konsultacyjne. Oznacza to, że parlament wpierw decyduje o tym, czy w ogóle przeprowadzić referendum, następnie zaś – czy zgadza się z jego werdyktem. Możliwości wpływania przez zwykłe obywatelki i obywateli na polityczną agendę pomiędzy wyborami pozostają niewielkie.

Ostatnimi czasy udało się jednak opracować nowe narzędzia partycypacji. Fińska Inicjatywa Obywatelska (FIO) weszła w życie w maju 2012 r. po latach przygotowań i ciężkiej pracy. Dużą rolę odegrała w tym procesie Liga Zielonych w czasie, gdy była częścią koalicji rządowej. Za pomocą inicjatywy obywatelskiej wystarczy zebrać podpisy 50 tysięcy fińskich obywatelek i obywateli (ok. 1,2% uprawnionych do głosowania) pod projektem ustawy, aby trafiła ona pod obrady parlamentu. Inicjatywa obywatelska jest zatem narzędziem wskazywania zmian w istniejącym prawie lub wprowadzania nowych propozycji ustawodawczych.

Pod koniec 2012 r. stworzono specjalny serwis internetowy, umożliwiający rozpoczęcie i zarządzanie inicjatywami. Jego celem jest promowanie i wspieranie aktywności obywatelskiej. Przed rokiem 2012 możliwość inicjatywy uchwałodawczej oraz wnioskowania o referendum istniała jedynie na szczeblu lokalnym.

Prawa zwierząt, równość małżeńska, jazda po alkoholu

Pierwsza inicjatywa, pod którą udało się zebrać ponad 50 tysięcy podpisów, zainicjowana została przez obrońców praw zwierząt, domagających się zakazu farm zwierząt futerkowych. Inicjatywa przekazana została parlamentowi w marcu 2013 r., a w lipcu tego samego roku trafiła pod obrady. Została odrzucona stosunkiem głosów 146 do 36 (przy 3 wstrzymujących się i 14 nieobecnych) i nie podjęto już żadnych innych działań. Kolejna inicjatywa, domagająca się zmian w systemie certyfikatów energetycznych w budownictwie, również została odrzucona.

Poza tymi dwiema inicjatywami wymaganą liczbę podpisów w ciągu pół roku zebrały kolejne cztery. Dotyczą one kwestii praw autorskich, umożliwienia parom tej samej płci zawierania małżeństw, statusu języka szwedzkiego w szkołach oraz zaostrzenia kar dla osób prowadzących pojazdy po alkoholu. Aktualnie prowadzonych jest ok. 30 różnych inicjatyw, kolejnym 210 nie udało się z kolei zebrać wymaganej prawem ilości podpisów i tym samym zakończyły się niepowodzeniem.

Inicjatywa obywatelska jest pierwszym na poziomie kraju krokiem na rzecz przybliżenia się Finlandii do demokracji bezpośredniej oraz pierwszym narzędziem, umożliwiającym bezpośredni wpływ obywatelek i obywateli na legislację. Jest ona realizacją pomysłu na wzmocnienie demokracji przedstawicielskiej – daje bowiem ludziom szansę na to, by ich głos był przez ich przedstawicieli wysłuchany również między wyborami. Z drugiej strony umożliwia jedynie sugerowanie parlamentowi zmian prawnych, których wcale nie musi on wcielać w życie. Jeśli parlament odrzuci jakąś inicjatywę, osoby ją organizujące nie mają już innych sposobów, by walczyć o swoje postulaty.

Debata publiczna – czy to wystarczy?

Inicjatywy obywatelskie zdołały wzbudzić dyskusje zarówno nad zgłoszonymi w ich ramach propozycjami, jak również o samej fińskiej demokracji. Część posłanek i posłów skrytykowała mechanizm inicjatywy obywatelskiej jako omijanie demokracji przedstawicielskiej – co brzmi absurdalnie, biorąc pod uwagę fakt, że został on wprowadzony po to, by ją wzmacniać. Choć przez pierwsze półtora roku żadna z prób dokonania zmian legislacyjnych w drodze inicjatywy się nie powiodła, spora część z nich doprowadziła do tego, że w debacie publicznej pojawiły się nowe tematy.

Inicjatywa dotycząca równości małżeńskiej zebrała rekordową liczbę 166.851 podpisów, z czego 100 tysięcy zebranych zostało już pierwszego dnia. Wcześniej z podobną propozycją wyszła grupa posłanek i posłów, została ona jednak odrzucona w komisji parlamentarnej. Sprawiło to, że dyskusja na ten temat była niezwykle żywa i przyczyniła się do sukcesu inicjatywy obywatelskiej. Również i ona nie znalazła poparcia w komisji, została jednak przedłożona pod obrady plenarne. Jak widać, mechanizm inicjatywy obywatelskiej przyczynił się do ożywienia publicznej dyskusji oraz organizacji rozlicznych wydarzeń, przyczyniając się tym samym do wzmocnienia społeczeństwa obywatelskiego.

Kryzys zaufania kryzysem demokracji

Po dwóch latach funkcjonowania tego mechanizmu możemy zauważyć, że aktualny pozostaje pewien fundamentalny problem – obywatelki i obywatele nadal nie mają w swych rękach realnej władzy. Frekwencja wyborcza jest w Finlandii dość niska, np. jedynie 39,1% uprawnionych do głosowania wzięło udział w tegorocznych wyborach do Parlamentu Europejskiego. W wyborach samorządowych w 2012 r. wskaźnik ten sięgnął 58,3%, w parlamentarnych zaś – 67,4%.

Jak wskazują badania, rośnie nieufność między politykami a obywatelkami i obywatelami. Jedynie część społeczeństwa głosuje w wyborach. Oznacza to, że spora grupa ludzi pozostaje z różnych powodów na zewnątrz systemu demokratycznego. Jak widać, politycy nie są skłonni przekazać ludziom dostatecznie dużo władzy, by ci mieli istotny wpływ na krajową politykę. Wiele spośród inicjatyw obywatelskich było przez nich krytykowanych za kiepską jakość i nieprzemyślenie konsekwencji ich wdrożenia.

Choć świat wokół nas gwałtownie się zmienia, nasza demokracja w ostatnich dekadach nie zmieniła się znacząco. Choć spośród różnych form organizacji życia społecznego cieszy się ona największym poważaniem, do jej działania niezbędne jest wzajemne zaufanie między wyborcami a ich reprezentacją. Demokracja oznacza podejmowanie działań na rzecz budowy lepszego, bardziej sprawiedliwego społeczeństwa, musi zatem być stale pielęgnowana i rozwijana. Kosmetyczne zmiany nie wystarczą do tego, by powstrzymać jej dryf w stronę kryzysu. Niezbędnym elementem usprawniania naszej demokracji jest wzmacnianie pozycji obywatelek i obywateli w celu zagwarantowania legitymizacji instytucjonalnej polityki, przywrócenia wiary w demokrację oraz poszerzenia środków, umożliwiającym im wpływanie na rzeczywistość.

Więcej demokracji bezpośredniej

Jeśli ludzie mieć będą poczucie, że nie mają nic do powiedzenia w procesie podejmowania decyzji, stworzy to warunki do rozwoju ekstremistycznych, działających poza prawem ruchów, które chcą być słyszane, ale czują się zmarginalizowane i wykluczone przez społeczeństwo. Musimy pamiętać, że przeszłości brak reprezentacji skutkował poczuciem frustracji i gniewu, skierowanym przeciwko „elitom”, a nawet przemocą. Dlatego właśnie jest tak ważne, by obywatelki i obywatele mieli poczucie władzy. Demokrację należy stale pogłębiać.

Choć inicjatywy obywatelskie są dobrym początkiem procesu zasypywania przepaści między politykami a obywatelkami i obywatelami, same z siebie nie wystarczą. Potrzeba nam więcej demokracji bezpośredniej, w której parlament nie może wetować decyzji o przeprowadzeniu referendum czy kwestionować jego wynik. Oznacza to, że powinna istnieć możliwość przeprowadzenia referendum w sprawie podniesionej przez daną inicjatywę obywatelską, jeśli rezultat dyskusji parlamentarnej nie odpowiada obywatelom. Najbardziej istotne zmiany – np. w konstytucji – zawsze powinny być poddawane pod głosowanie powszechne. Rzecz jasna, jeśli chcemy sprawnego funkcjonowania mechanizmów demokracji bezpośredniej, pamiętać musimy o przestrzeganiu podstawowych praw człowieka oraz praw mniejszości.

Przeciwnikom demokracji bezpośredniej zdarza się twierdzić, że ludzie nie mają dostatecznej wiedzy na temat spraw, które przedkładane są im pod głosowanie. Tymczasem w krajach, w których demokracja bezpośrednia jest regularnie praktykowana, ludzie są bardziej świadomi społecznych problemów, zapalnych kwestii oraz ich potencjalnych rozwiązań. Przyczynia się wręcz do wzrostu poczucia zadowolenia wśród ludzi, mających poczucie wpływu na społeczeństwo, w którym żyją. Moje doświadczenia w polityce lokalnej, jak również w roli kandydatki do Parlamentu Europejskiego oraz krajowego nauczyły mnie, że politycy mają dokładnie taką samą zdolność do gromadzenia informacji i podejmowania decyzji, co zwykłe obywatelki i obywatele. Ludzie powinni się domagać oddania im władzy – wszak politycy tylko ją od nich pożyczają.

Artykuł The Finnish Citizens’ Initiative: Changing the Agenda ukazał się w „Green European Journal” (Zielonym Magazynie Europejskim). Przeł. Bartłomiej Kozek.

W rozmowie o adopcji dzieci przez osoby i pary homoseksualne bardzo często pojawia się argument, polegający na tym, że prawom LGBT przeciwstawia się prawa dziecka. Albo – albo, powiada się. Musimy wybierać. Nawet jeśli lesbijki i geje mogą być prywatnie dobrymi rodzicami, to przecież ich dzieci będą na pewno wyśmiewane lub prześladowane w szkole czy na podwórku. Z jednej strony mamy abstrakcyjne prawa mniejszości, z drugiej – realne ludzkie cierpienie. Dopóki nie zmieni się mentalność, z rozmową o adopcji musimy poczekać. A mentalność nie zmienia się przecież tak prędko.

Prawa dziecka to bardzo poważna sprawa. Jeśli istnieje wątpliwość, czy umożliwienie adopcji parom tej samej płci jest korzystne z punktu widzenia dobra dziecka, to trzeba się temu bardzo uważnie przyjrzeć. Sceptycy uważają, że jeśli nie pozwolimy na adopcję dzieci przez pary jednopłciowe, to unikniemy sytuacji, w której dzieci te będą dręczone przez rówieśników. Innymi słowy, sposobem na zapobieganie dręczeniu dzieci przez rówieśników jest niedawanie pretekstu do dręczenia. Jak nie będzie dzieci par homoseksualnych, to nie będzie wyśmiewania dzieci z powodu seksualności rodziców. Proste?

Niby proste, ale przyjrzyjmy się, jak by to działało w innych przypadkach.

Mam przyjaciela, który był w podstawówce dręczony przez rówieśników jako Żyd. Nie, nie to, żeby jakoś wyróżniał się wyglądem. Po prostu jego rodzice byli Żydami. Co się jego kolegom nie podobało. Potrafię to sobie wyobrazić, bo sam chodziłem przez jakiś czas do jednej klasy z kolegą, który był Romem. „Chodziłem” to dużo powiedziane. Kolega pojawił się na zajęciach parę razy w ciągu roku. Nie był szczególnie lubiany: „To Cygan, a do szkoły chodzi w kratkę!”. Sam go zaakceptowałem dopiero kiedy ciocia wytłumaczyła mi, że bycie Cyganem to nic złego, a chodzenie do szkoły w kratkę to zapewne sprawka rodziców. Ale nie każdy ma mądrą ciocię, a zjawisko niechęci do Romów to niestety realny problem. Co by było, gdybyśmy spróbowali rozwiązać ten bolesny problem w podobny sposób, jak problem wyśmiewania dzieci par homoseksualnych? Czy należałoby zabronić mniejszościom narodowym i etnicznym posiadania dzieci, aby uchronić je przed dręczeniem w szkole? Czy i w takich przypadkach mamy do czynienia z konfliktem między prawami mniejszości a prawami dziecka? Brzmi drastycznie, ale jeśli chcemy rozumieć prawa dziecka w taki sposób, jak przeciwnicy prawa do adopcji przez osoby LGBT, to nie mamy innego wyjścia. Logika zobowiązuje.

To jednak nie wszystko. Miałem też w szkole kolegę, który był rudy. Oj, ten to nie miał życia. Po roku rodzice przenieśli go do innej szkoły, albo może wyjechali za granicę, nie pamiętam. Inny kolega był z kolei gruby. Ten miał łatwiej. Niektórzy się nawet z nim bawili. Fakt, że czasem zdarzało się, że pobiła go grupka szkolnych chuliganów, ale to nie zdarzało się tylko jemu. Właściwie każdy chłopiec, który słabiej sobie radził na wuefie, mógł się spodziewać, że prędzej czy później ktoś go trochę poturbuje. Najlepiej pod tym względem miały dzieci niepełnosprawne, bo w ogóle do szkoły nie chodziły, to i nikt ich nie bił. O tym, że istnieją, wiedziałem od zaprzyjaźnionych nauczycielek, które popołudniami udzielały im lekcji w domu. Wtedy myślałem, że to bardzo smutne. Dziś jednak – zwłaszcza, gdy czytam wypowiedzi przeciwników adopcji dzieci przez rodziny jednopłciowe, głęboko zatroskanych o los, jaki czekałby te dzieci w szkole i na podwórku – zastanawiam się, może to jest jakiś model… Gdyby tak dla rudych, otyłych, niepełnosprawnych i gorzej radzących sobie na wuefie stworzyć system nauczania domowego? Albo jako tańszą namiastkę chociaż osobne szkoły? Dzieci nie byłyby już w szkole dręczone, a wiadomo, że mentalność nie zmienia się z dnia na dzień. Może to brzmi drastycznie, ale jeśli chcemy rozumieć prawa dziecka w taki sposób, jak przeciwnicy prawa do adopcji przez osoby LGBT, to nie mamy innego wyjścia. Logika zobowiązuje…

Na szczęście możemy na kwestię praw dziecka spojrzeć w inny sposób. Nie musimy godzić się z mentalnością podwórka. Możemy zakwestionować codzienną przemoc, jaką wypełniony jest świat dzieciństwa: przemoc w rodzinie, w grupie rówieśniczej, czy pełną wzajemnej przemocy hierarchię w relacjach między nauczycielami a uczniami. Już dziś możemy wprowadzić do szkół edukację nastawioną na docenianie różnorodności, asertywność, współpracę, umiejętność komunikowania swoich emocji. Kierunek wskazują pilotażowe programy prowadzone przez niektóre NGO. Na przykład Feminoteka od kilku lat prowadzi szkolenia WenDo dla gimnazjalistek – wychodząc z założenia, że odpowiedzią na przemoc wobec dziewczynek nie jest ubieranie wszystkich w mundurki i instalowanie wszędzie kamer, lecz nauczenie dziewczynek, jak na agresję skutecznie odpowiadać. Podobnie Fundacja „Porozumienie Bez Przemocy” od lat przekazuje nauczycielom i nauczycielkom oraz uczniom i uczennicom umiejętności porozumiewania się w sposób wolny od słownej i emocjonalnej przemocy, budujący między ludźmi więzi zaufania i zrozumienia, a nie hierarchii. Gdyby szkolenia takie uczynić obowiązkowym elementem edukacji, jako coś w rodzaju szkolnego bhp, wówczas nie tylko nasze szkoły i podwórka, ale całe społeczeństwo wyglądałoby inaczej.

Rozmowa o prawie do adopcji musi być od początku powiązana z szerszym pytaniem o to, jaki świat chcemy dla dzieci – naszych i nienaszych – budować. Czy jesteśmy gotowi podjąć pracę nad tym, by był to świat przyjaźniejszy i mniej hierarchiczny? Uznanie prawa do adopcji przez osoby LGBT to także zobowiązanie do budowania społeczeństwa, w którym każde dziecko – żydowskie i romskie, rude i otyłe, niepełnosprawne i obdarzone bujną wyobraźnią – będzie się czuło bezpiecznie.

Nie musimy chować głowy w piasek. Mamy wybór. Możemy akceptować pełną przemocy realność szkoły i podwórka. Wtedy zarówno prawa osób LGBT, jak i prawo dziecka do bezpiecznego świata traktujemy jako kwestie, które „mogą poczekać”. Albo możemy już dziś działać na rzecz prawa osób LGBT do adopcji. W ten sposób dajemy sobie jeszcze jeden powód, by pracy nad stworzeniem dla dzieci lepszego świata nie odkładać na jutro.