W ostatnich kilkunastu latach rosnącą popularnością cieszą się wizje świata, w którym PKB (produkt krajowy brutto) ustępuje miejsca innym wartościom. Krytyka tego wskaźnika ma długą choć, trzeba przyznać mało inspirującą historię. To kiepska miara dobrobytu, która nie oddaje w sposób właściwy skali aktywności gospodarczej, ale wciąż dominuje w prasie i artykułach ekonomicznych.

J.Hickel, „Mniej znaczy lepiej”, wyd. Karakter, 2021.
Namysł nad strategiami mającymi uchronić świat od katastrofalnych skutków zmiany klimatu i szerszego kryzysu środowiskowego skłania jednak wielu badaczy do stwierdzenia, że samo odejście od PKB jako miernika nie wystarczy. Potrzebne są nie kosmetyczne poprawki w urzędzie statystycznym, lecz zmiany, które pozwolą uniezależnić gospodarkę od wzrostu PKB. „Mniej znaczy lepiej” (wyd. Karakter) Jasona Hickela, urodzonego w afrykańskim królestwie Eswatini antropologa ekonomicznego z Uniwersytetu Londyńskiego, jest inspiracją do takich rozważań i wezwaniem do działania – do wywierania presji i wprowadzenia rozwiązań ograniczających szkodliwe konsekwencje akumulacji kapitału.
Hickel jest obecnie najbardziej widocznym w debacie publicznej propagatorem degrowthu. W dość przystępny sposób przedstawia argumenty za odrzuceniem jego zdaniem przesadnie optymistycznych narracji zakładających możliwość utrzymania obecnej wzrostowej trajektorii gospodarek, a przy tym zachowania szans na zatrzymanie ocieplenia klimatu.
Fizyka, chemia i biologia planety narzucają, jak się wydaje, warunki nienegocjowalne: aktywność gospodarcza w części sektorów powinna ustać jak najszybciej (np. paliwa kopalne), w innych zostać znacznie ograniczona, wszystkie zaś muszą ulec zmianom zmniejszającym emisje i zużycie materiałów. Czy zastosowanie się do tych wytycznych pozwoli na utrzymanie dalszego wzrostu PKB? Patrząc na dzisiejszą gospodarkę światową, Hickel wątpi w taką możliwość, dlatego postuluje przygotowanie systemowo uzależnionego od wzrostu gospodarczego społeczeństwa do uwzględniającej granice planety, bezwzrostowej rzeczywistości.
Argumentem często pojawiającym się w krytyce wobec postwzrostowych wizji jest ten wskazujący na zbawienny dla ludzi i nie-ludzi wpływ wzrostu PKB. Hickel odrzuca ten domniemany automatyzm, ukazując brutalny wymiar wzrostu, a więc wywłaszczenia, grodzenia, kolonializm, niewolnictwo, ekstraktywizm i inne działania przez wieki będące motorem napędowym kapitalizmu. Obala mit wiążący poprawę jakości i długości życia ze wzrostem PKB – pokazuje, że kluczowe są decyzje polityczne w obszarze zdrowia publicznego, a nie zwykła korelacja wskaźników.
Oczywiście wciąż niewiele wiadomo o tym, jak konkretnie miałaby wyglądać gospodarka postwzrostowa. Hickel proponuje kilka rozwiązań – pozornie mało rewolucyjnych, jak na przykład zakaz planowanego postarzania produktów. Zastanówmy się jednak przez chwilę, jakie zmiany pociągnęłaby za sobą taka korekta, podobnie jak skrócenie czasu pracy, czy ograniczenie reklamy.
Na pewno łatwiej byłoby rozmawiać o gospodarce postwzrostowej, gdyby stanowiła ona przedmiot zainteresowania większej liczby badaczek i badaczy. Na razie jednak wciąż znacznie więcej umysłów i mocy obliczeniowej komputerów służy projektowaniu scenariuszy wzrostowych. Dlaczego tak jest? Po odpowiedź na to niezwykle ważne pytanie warto sięgnąć do książki brytyjskiej ekonomistki Kate Raworth, wydanej niedawno po polsku „Ekonomii obwarzanka” (wyd. Krytyki Politycznej), w której autorka winę za niedostatek rozważań nad światem bez wzrostu przypisuje swoim kolegom po fachu – z założenia nieuwzględniającym fizycznego wymiaru planety. Choć Raworth może sprawiać wrażenie mniej radykalnej od Hickela, jej metafora obwarzanka, a także mocne, bardzo rzetelnie udokumentowane zarzuty wobec ekonomii i ekonomistów mogą jedynie wzmocnić przekaz wzywającego do działania „Mniej znaczy lepiej”.
Opublikowany w tym tygodniu przez Unię Europejską raport – kolejny z serii badań na temat jakości życia – tradycyjnie już spotkał się z krytyką ministerialnych gabinetów oraz konserwatywnych publicystów.
Sceptycy ignorują to, w jaki sposób funcjonujące od 15 lat narzędzie zmieniało rzeczywistość do roku 2049 a także to, jakie wartości za nim stoją.
Tak jak co roku, tak i w wypadku badania z roku 2049 kraje UE sklasyfikowane zostały w formie sygnalizacji świetlnej pod kątem 25 wskaźników, obejmujących warunki materialne oraz komfort zamieszkiwania w nich. Podobnie jak w roku 2047 i 2048 rząd Rumunii musi wziąć sobie do serca wysoki wskaźnik zadłużenia gospodarstw domowych – długofalowy problem, związany z masowymi zwolnieniami wynikłymi z robotyzacji w latach 30. XXI wieku.
W wypadku Luksemburga czerwone światło zapaliło się przy warunkach mieszkaniowych, jako że gwałtowny wzrost ludności poskutkował ciasnotą oraz czynszami sięgającymi 60% przeciętnego wynagrodzenia. Zaskoczyła z kolei podobna ocena, przyznana Szkocji z powodu pogarszających się subiektywnych ocen stanu zdrowia – trend, który odnotowano po raz pierwszy w 25-letniej historii niepodległego kraju, inwestującego swą zieloną dywidendę w wydatki społeczne.
Rządy rzadko lubią słyszeć o tym, co dzieje się źle na ich podwórku. Niektórzy reprezentanci państw członkowskich zdążyli już skrytykować nowe badania, próbując uczepić się anachronicznej wizji odizolowanych od świata brukselskich biurokratów – nieaktualnej z powodu likwidacji dużej części dyscyplinujących narzędzi Unii.
Badania opinii publicznej wskazują na utrzymujące się poparcie dla przyjętego w roku 2034 Europejskiego Paktu na rzecz Jakości Życia, doceniając znaczenie, jakie przykłada do często pomijanych w codziennej debacie publicznej kwestii społecznych. Jego krytycy zapominają, że nie ma on funkcji karzącej, ani nawet karcącej. Jego zadaniem jest mobilizowanie na rzecz zmiany.
Kraje, którym przy jakimś wskaźniku zapali się czerwone światło, mogą liczyć na niskooprocentowane pożyczki z Europejskiego Banku Inwestycyjnego, uzupełniające standardowe granty na rzecz poprawy jakości życia, które UE wypłacała już w ostatnich latach. Unia zarządza obecnie środkami rzędu 130 miliardów euro, pozyskanych dzięki wdrożeniu Międzynarodowej Inicjatywy na rzecz Sprawiedliwości Podatkowej, przyjętej przez 145 krajów w roku 2029.
Wydatkowanie tych pieniędzy na podnoszenie jakości życia jest solą w oku dla krytyków Paktu. Część z nich uważa, że źródło jego finansowania – podatek od transakcji finansowych w wysokości 0,1% – powinien zostać przeznaczony na wydatki obronne. Dla innych priorytetem powinno być jego wykorzystanie do obniżenia podatków osobistych. Nie brak i sfrustrowanych faktem, że w ogóle opodatkowano transakcje tego typu.
Kraje Unii postanowiły jednak przeznaczyć swoją porcję zysków z globalnej inicjatywy podatkowej – która przyczyniła się do wydatnej stabilizacji światowej gospodarki – właśnie na jakość życia.
Koncept dobrostanu, mimo jego nieprecyzyjnego charakteru, został wyniesiony na sztandary dlatego, że w latach 10. i 20. powszechne było poczucie, że sposób mówienia o ekonomii przez polityków nie ma wiele wspólnego z doświadczaną przez ludzi rzeczywistością.
Z tej perspektywy śmiesznie jest wspominać o tym, jaką rangę miały przedtem pewne wskaźniki gospodarcze. W wypadku Europy zarządzanie abstrakcyjnymi systemami realizowane było za pomocą odesłanych do lamusa narzędzi, takich jak Pakt Stabilności i Wzrostu. Pakt ten, którego realizacja nadzorowana była przez instytucje unijne, wymuszał na zmagających się z problemami regionach Europy cięcia wydatków służące osiąganiu redukcji poziomu deficytu, uzasadniane założeniem, że dzisiejsze cięcia w sektorze publicznym to jutrzejsze inwestycje sektora prywatnego.
Za kluczowe mierniki sukcesu uznawano szczególnie dwie liczby – produkt krajowy brutto (PKB) oraz wskaźnik bezrobocia. Do roku 2019 PKB przestało jednak z automatu kojarzyć się z postępem społecznym. Dobrze nadawało się do opisu rzeczywistości we wcześniejszej epoce przemysłowej, zawodziło jednak w kwestiach, takich jak brak uwzględniania kosztów ekologicznych czy relacji o niepieniężnym charakterze. W latach 10. i 20. obietnica napędzanego analizą danych rozwoju technologicznego okazała się mirażem. Wzrost produktywności wyhamował, a wiarygodność wzrostu gospodarczego jako uniwersalnego miernika ekonomicznego zmalała.
Również i stopa bezrobocia zaczęła tracić na wiarygodności jako wskaźnik dobrobytu. Od lat 70. XX wieku rządy zaczęły rezygnować z realizowania celu pełnego zatrudnienia, zostawiając tworzenie coraz bardziej niestabilnych miejsc pracy w rękach samoregulującego się rynku. We wskaźnikach zatrudnienia mieszały się ze sobą osoby nie z własnej woli pracujące na niepełnym etacie, zmuszone do pracy w kilku miejscach oraz wciąż cieszące się dobrą posadą. Fakt ten coraz mocniej podważać zaczął wiarę w ich znaczenie.
Zwrot w stronę kwestionowania tego typu wskaźników miał swoją awangardę. W latach 80. XX wieku akademicy zaczęli opracowywać nowe miary rozwoju. Choć organizacje międzynarodowe, takie jak ONZ, wykorzystywały bardziej zaawansowane wskaźniki, to ich wpływ na działania polityczne przez długie lata pozostawał ograniczony. W roku 2009 instytucje unijne rozpoczęły działania na rzecz przyjęcia podejścia wykraczającego poza PKB, ale zrezygnowały z ich kontynuowania wkrótce po wybuchu pierwszego kryzysu w strefie euro.
W roku 2016 nawet ekonomiści Międzynarodowego Funduszu Walutowego zaczęli wskazywać, że neoliberalne polityki, mające przyczynić się do wzrostu gospodarczego, tak naprawdę prowadziły do wzrostu nierówności wewnętrznych i międzynarodowych, długofalowo szkodząc tym samym ludzkiemu dobrostanowi. W okresie tym debatę na jego temat ciągnęli naprzód głównie naukowcy i aktywiści, ale prawdziwą zmianę przyniósł dopiero demokratyczny zwrot przeciwko technokratycznemu zarządzaniu w drugiej połowie lat 20. XXI wieku, następujący po okresie wzrostu prawicowego populizmu w poprzedniej dekadzie.
Spadek wiarygodności pojedynczych statystyk stanowił podłoże do przejścia na myślenie o jakości życia – potrzebne to tego było również jednak i zerwanie.
Wkrótce po drugim kryzysie strefy euro, który miał miejsce na początku lat 20., władzę objęty dwa, gotowe do zmian rządy. Progresywna koalicja w Niemczech ogłosiła dobrostan i neutralność klimatyczną swymi głównymi celami. Kwestie zahamowania prekaryzacji oraz działań na rzecz ochrony klimatu zdominowały kampanię wyborczą.
Niemal dokładnie w tym czasie nowy, czerwono-zielony rząd Włoch ogłosił szeroko zakrojone inwestycje w miejską infrastrukturę oraz energetykę odnawialną, wyłączając je z wyliczeń dotyczących stosunku długu publicznego do PKB. Z początku doszło do paniki na giełdach. Zadłużenie publiczne w latach 2022-2025 stanowiło istotny problem dla gospodarki, ale jasne poparcie zmian przez niemiecki urząd kanclerski uspokoiło inwestorów, doceniających szczegółowość propozycji oraz ich poparcie przez ekonomistów.
Ten nietypowy sojusz zaangażował się w proces renegocjacji traktatów unijnych, którego jednym z rezultatów stał się Europejski Pakt na rzecz Jakości Życia. Rozpoczęta na serio w roku 2029 rozprawa z unikaniem opodatkowania, czyli Międzynarodowa Inicjatywa na rzecz Sprawiedliwości Podatkowej, była niezbędnym elementem układanki, umożliwiającej skończenie z prymatem myślenia w kategoriach wzrostu, długu i konkurencyjności.
Wielkim zwycięzcą okazała się odzyskująca ogromne środki Afryka. Dawne karaibskie raje podatkowe otrzymały sowitą rekompensatę. Pieniądze te dały Europie przestrzeń do zreformowania wspólnej waluty. Fundusz na rzecz jakości życia, finansowany ze środków z nowego, globalnego podatku, okazał się najlepszą metodą dzielenia się korzyściami z jego wprowadzenia.
Krytycy skupiającego się na dobrostanu podejścia mają rację stwierdzając, że używane do jego mierzenia wskaźniki są bardziej zaawansowane, niż te znane i używane w przeszłości. Kryje się za nimi również więcej treści, odzwierciedlając szerszą demokratyzację gospodarki, jaka miała miejsce w latach 30. XXI wieku. W roku 2049 wciąż mierzymy tak PKB, jak i poziomy zadłużenia, a stopa bezrobocia nadal ma znaczenie. Wskaźniki te nie są już jednak traktowane jako opis jakości naszego życia. Teraz – także w statystykach – liczą się przede wszystkim ludzie.
Artykuł „From Global Taxdodging to Worldwide Wellbeing” ukazał się na łamach Zielonego Magazynu Europejskiego. Tłumaczenie: Bartłomiej Kozek
O powstawaniu wskaźników rozwoju i ich wpływie na rzeczywistość z dr Kubą Krysiem rozmawia Jan Chudzyński
W jaki sposób wskaźniki używane do mierzenia poziomu rozwoju mogą wpływać na rzeczywistość?
Wskaźniki są narzędziami. I tak jak pilot dzięki nim jest w stanie bezpiecznie pilotować samolot, tak wskaźniki pomagają decydentom. To, jaką rzeczywistość kreują decydenci, zależy więc od narzędzi, którymi się posługują. Na razie posługują się głównie narzędziami skupiającymi się na wzroście gospodarczym, ewentualnie czasem ktoś zerknie na HDI (Human Development Index), czyli narzędzie, które oprócz wzrostu gospodarczego mierzy jeszcze długość życia i poziom edukacji. A jeśli podsuniemy im narzędzie, które jest uwrażliwione na inne kwestie, to mam nadzieję, że zacznie to odpowiednio zmieniać rzeczywistość.
No właśnie, mylimy rozwój z rozwojem gospodarczym, a ten z kolei ze wzrostem gospodarczym…
Błędnie je utożsamiamy. Warto zastanawiać się nad różnymi celami rozwoju oraz ścieżkami, które do tych celów prowadzą. Jeżeli decydenci i decydentki utożsamiają wzrost gospodarczy z podnoszeniem poziomu szczęścia czy poprawą jakości życia, to nie do końca trafnie to diagnozują. Od wielu lat wiemy, że wzrost PKB tylko trochę podnosi szczęście, i też tylko do pewnego poziomu.
Warto zacząć się zastanawiać, co jest celem rozwoju, a co jest środkiem, drogą do danego celu. Jeśli celem ma być podniesienie materialnego poziomu życia, to być może wzrost ekonomiczny jest jakąś (choć na pewno niewystarczającą) drogą do tego, ale czy to jest jedyny cel? Może są inne cele? No i jakie są koszty poszczególnych dróg?
I dlatego od lat 70-tych XX wieku PKB jest pod ostrzałem. Przez ten czas pojawiło się sporo wskaźników, których celem jest mierzenie rozwoju, a ty jesteś jednym z autorów kolejnego. Moim zdaniem jest w nim coś szczególnego, przyjęliście zupełnie inną logikę.
Tak. Trzeba zacząć ważyć cele preferencjami społeczeństwa.
Przejawia się to w tym, że to nie twórcy tego wskaźnika decydują o tym, co jest ważne, najważniejsze i w których sferach powinniśmy dokonać tej maksymalizacji.
Tak. Chodzi o zrelatywizowanie kulturowe tego, czym ma być rozwój i jak ma być mierzony, lub, inaczej mówiąc, o ważenie ścieżek rozwoju preferencjami społecznymi. To chyba najprostszy opis tej idei.
Dotychczas istniejące indeksy włączają koszty środowiskowe do PKB lub tak jak w przypadku HDI – próbują uwzględniać dodatkowe aspekty życia.
Przyjęty w Butanie i stosowany tam w planowaniu rozwoju tzw. wskaźnik szczęścia Narodowego (Gross National Happiness) uwzględnia 33 aspekty życia i łączy je w jeden wskaźnik. Każdy z tych indeksów przyjmuje jednak, że wszystkie społeczeństwa mają dokładnie ten sam zestaw celów rozwoju, że wszyscy z tą samą intensywnością te cele rozwoju życzą sobie realizować i podążają tą samą drogą ich realizacji. Tu nie ma zróżnicowania na różne społeczności, na społeczeństwa.
Z kolei nasz zespół proponuje, żeby jednak zacząć myśleć, że warto różnicować. W przypadku wskaźnika HDI, który jest średnią geometryczną trzech składowych, proponujemy zabieg sprawiający, że będzie on kulturowo wrażliwy. Wystarczy zrobić średnią geometryczną ważoną preferencjami społeczeństwa. To jest proste do zrobienia, tylko trzeba znaleźć odpowiednie wagi, odpowiednio je zmierzyć.
Jak działa ten zabieg ze średnią ważoną?
Idea jest taka, żeby wszelkie wskaźniki, które miałyby służyć do mierzenia rozwoju społecznego, zacząć uwrażliwiać na zróżnicowanie kulturowe, preferencje rozwoju. Czyli na przykład jeśli w społeczeństwie A 70% ludzi chciałoby żeby skupić się na rozwoju gospodarczym, a 30% ludzi wolałoby skoncentrować się na rozwoju duchowym, a w innym społeczeństwie proporcje są odwrócone, to twierdzę, że warto by zacząć konstruować wskaźniki tak, żeby to odzwierciedlać. Czyli w społeczeństwie A 70% wagi przyłożyć do rozwoju ekonomicznego, a 30% do duchowego, a w społeczeństwie B odwrotnie. Tak?
OK. Czyli tak naprawdę dla każdego z krajów wskaźnik jest inny, bo inaczej są skonstruowane ze względu na wagę poszczególnych celów. A skąd bierzecie dane o preferencjach społeczeństw?
Na razie bawimy się danymi zastanymi, żeby próbować pokazywać, jak to może działać, ale to wszystko jest dopiero do opracowania. To jest praca na lata. Póki co posługiwaliśmy się wartościami skwantyfikowanymi przez Shaloma Schwartza, który zebrał dane z ponad pięćdziesięciu krajów. Ale wyszukujemy je też z innych źródeł.
Patrzę na ten pomysł jako coś, co może stymulować debatę nad wartościami, krytyczne spojrzenie na rzeczywistość. Ciekawi mnie, jeżeli chcesz się tym podzielić, jakie były motywacje waszych działań?
W latach 60-tych ONZ przyjęła rezolucję dekolonizacyjną, w której zapisano: “wszystkie ludy mają prawo do samostanowienia; na mocy tego prawa określają według własnej woli swój status polityczny i swobodnie rozwijają swoje życie gospodarcze, społeczne i kulturalne”. To wszystko, co się dzieje w dzisiejszym świecie, to jest trzecia faza dekolonizacji. W latach 60-tych była dekolonizacja polityczna, gdzie Afryka i Azja Południowo-Wschodnia zapełniły się niezależnymi bytami politycznymi. Druga faza, nieudana, czyli dekolonizacja gospodarcza: prawie wszystkie kraje, które dawniej były koloniami nadal są pod silnym wpływem ekonomicznym dawnych “macierzy”. A teraz dekolonizacja kulturowa. Ryszard Kapuściński pisał, że dawniej będąc w Afryce czy Azji widywał pilotów głównie europejskich, na uniwersytetach europejskich profesorów, europejskie hotele, a w kioskach europejskie gazety. Jedak z czasem zaczęło się to zmieniać, pojawili się lokalni piloci, profesorowie i profesorki na uniwersytetach są już coraz częściej lokalni. Czyli zachodzi proces dekolonizacji kulturowej, i ja to sobie bardzo chwalę.
Ta idea przywrócenia ludziom wolności i równości. To są być może zbyt szumne hasła, ale jeżeli pytasz o inspiracje, to gdzieś tam w tle coś takiego się pojawia.
Funkcja performatywna wskaźników, fajnie by było, żeby ona..
…przyniosła swój skutek zamierzony, żeby coś się zadziało. Świat zawsze się zmieniał, więc cieszmy się, że zaczynamy o tym pisać i cieszmy się, że to może wejdzie do dyskursu.
Vandana Shiva: Natura i ludzie nie mają już znaczenia, „wzrost” zastąpił dobro Ziemi i społeczności.
Podtrzymywanie i odnowa życia – dobro wszystkich istot – jest naszym najwyższym celem i priorytetem wszystkich przyjaznych Ziemi kultur i gospodarek.
Priorytetami dominującego paradygmatu gospodarczego są oczywiście „postęp” i „wzrost”, lecz jest to wskaźnik całkowicie mechaniczny, określający jedynie przyrost ilości pieniędzy, i stawianie go na pierwszym miejscu powoduje niszczenie zarówno Natury, jak i społeczeństwa.
Społeczeństwo i kulturę zredukowano do gospodarki, gospodarkę do ekonomii rynkowej, ekonomię rynkową do finansów, a te z kolei do abstrakcyjnych instrumentów o nazwach takich jak derywaty, sekurytyzacja i zabezpieczone dłużne instrumenty finansowe. Jednocześnie społeczność Ziemi została ograniczona do społeczności ludzkiej, zaś ludzi – obywateli Ziemi, z ich obowiązkami i prawami – zastąpiły wielkie korporacje bez jakichkolwiek zobowiązań wobec Ziemi czy społeczeństwa.
Korporacjom przyznano osobowość prawną, a prawa korporacyjne unicestwiły prawa Ziemi oraz prawa ludzi do jej bogactw i darów. Prawa korporacyjne oparte są, rzecz jasna, całkowicie na kryterium maksymalizacji zysków.
Oddalenie finansowych instrumentów wzrostu od rzeczywistości musi prowadzić do powstania różnego rodzaju „baniek” – takich jak „bańka mieszkaniowa”, „bańka żywnościowa” czy „bańka gruntowa”. Iluzja wzrostu i fikcyjne finanse sprawiły, że gospodarka stała się chwiejna i nieprzewidywalna, zaś fikcja korporacji jako osoby prawnej zastąpiła obywateli, wskutek czego nasze społeczności stały się niestabilne i niezrównoważone.
Na początku XX wieku Lord Richard Haldane powiedział: „korporacja jest pojęciem abstrakcyjnym. Nie ma własnego umysłu ani ciała”. Jednak mimo że korporacje nie są realnymi osobami, za takie uznaje je prawo. Sztuczna konstrukcja otrzymuje w ten sposób „prawa człowieka” i jest w stanie usunąć prawa rzeczywistych ludzi oraz naturalne prawa wszystkich istot.
Korporacjom pozwala się również na rozszerzenie ich „praw człowieka”. Są one w stanie one przekształcić bioróżnorodność w swoją „własność intelektualną” poprzez tworzenie regulacji takich, jak Porozumienie w sprawie Handlowych Aspektów Praw Własności Intelektualnej (the Agreement on Trade-Related Aspects of Intellectual Property – TRIPS), będącej załącznikiem do porozumienia w sprawie utworzenia Światowej Organizacji Handlu (WTO). Korporacje mogą, na przykład, posiadać na własność wodę i rzeki. Mogą być właścicielami powietrza, przestrzeni powietrznej, a nawet znajdujących się w atmosferze związków węgla. Mogą również mieć własne służby ekologiczne i sprzedawać ich usługi w ramach tzw. „zielonej gospodarki”.
Demokracja powinna być tworzona z woli ludzi, przez ludzi i dla ludzi. Lecz 21 stycznia 2010 roku Sąd Najwyższy USA, orzekając, że „ograniczanie wpływu korporacji na proces polityczny stanowi naruszenie ich swobód obywatelskich”, zalegalizował demokrację korporacyjną, budowaną z woli korporacji, przez korporacje i dla korporacji.
Publicysta specjalizujący się w amerykańskiej kulturze i technologii, Douglas Rushkoff, zauważa: „Pomimo że są one tworami sztucznymi, z większym dostępem do kapitału, z nieograniczoną długością życia, pomimo że nie interesuje ich ludzkość ani nie mają z nią żadnego związku, gwarantujemy im teraz prawo do swobody wypowiedzi. (…) Intencją twórców idei wolności słowa było przede wszystkim zapewnienie istotom ludzkim możliwości otwartego wypowiadania się przeciwko zorganizowanej przemocy strukturalnej. Teraz sama przemoc strukturalna ma zagwarantowane te same prawa”.
W rezultacie decyzja Sądu Najwyższego w sprawie organizacji Citizens United przeciwko Federalnej Komisji Wyborczej (Federal Election Commission) umożliwia korporacjom przywłaszczenie obywatelskiego prawa do demokracji. Pozwala im na umocnienie państwa korporacyjnego, które prywatyzuje każdy aspekt życia – żywność, wodę, służbę zdrowia, edukację – i przekształca je w towary służące maksymalizacji zysków.
Korporacje posługują się w tym celu trzema narzędziami. Pierwszym z nich jest użycie technologii, które przenoszą produkcję z lokalnych społeczności do odległych przedsiębiorstw, zastępują naturalną bioróżnorodność toksycznymi produktami i redukują wszystkich do roli konsumentów trujących, nieodnawialnych fabrykatów, których rzeczywiste koszty są wysokie, ale cena niska. Drugim sposobem jest tworzenie instrumentów służących do nagromadzenia bogactwa. Należą do nich: mierzenie zasobności za pomocą kapitału, nie biorąc pod uwagę zasobów Natury i dobrobytu społeczeństwa, oraz określanie zamożności za pomocą PNB i PKB. Najczęściej technologia i instrumenty przywłaszczania zasobów stosowane są razem i nawzajem się wzmacniają. Stąd inżynieria genetyczna idzie w parze z patentami na życie i prywatyzacją bioróżnorodności, a budowa tam na wielkich rzekach łączy się z prywatyzowaniem zasobów wodnych.
Globalizacja narzuciła ten okrojony model bycia człowiekiem na całym świecie, i stopniowo okrada istoty ludzkie z ich różnorodności kulturowej i wspólnego uniwersalnego człowieczeństwa, wynikającego z przynależności do naszej Społeczności Ziemi.
Trzecim narzędziem maksymalizacji zysków są abstrakcyjne instrumenty finansowe, które umożliwiają generowanie pieniędzy za pomocą pieniędzy. Lecz jednocześnie niszczone jest życie w Naturze i zubażane życie społeczne.
Podkopywanie ogólnej pomyślności i prawdziwego dobrobytu usprawiedliwia się wciąż potrzebą „wzrostu” i „postępu”. Ale wzrostu czego? Postępu w stronę czego?
Wzrost ilości pieniędzy i sektora finansowego idzie w parze ze wzrostem niezadowolenia i depresji, ubóstwa i zniszczenia, głodu i pragnienia. Nieobecność wzrostu finansowego i brak transakcji komercyjnych w kulturach i społecznościach tubylczych uważa się za brak „postępu” i dowód na to, że kultury zrównoważone są „statyczne”. Lecz zrównoważenie nie jest stanem statycznym: jest dynamiczne.
Rabindranath Tagore napisał: „Musicie oceniać postęp na podstawie jego celu. Pociąg przemieszcza się w stronę stacji końcowej, w kierunku której znajduje się w ruchu. Jednak nie da się w ten sposób zdefiniować ruchu dojrzałego drzewa, jego rozwój jest wewnętrznym rozwojem życia. Żyje ono, dążąc do światła drżącego na jego liściach i wkradającego się ukradkiem do jego bezgłośnie krążących soków”. Wzrost życia nie może być mierzony za pomocą tych samych kryteriów, co wzrost ilości towarów, handlu i pieniędzy.
Dominujący model „rozwoju gospodarczego” stał się w istocie przeciwny życiu. Najwyższą cenę za ten „błędny sposób pomiaru” wzrostu płacą kobiety, członkowie społeczności tubylczych, rolnicy i przyszłe pokolenia.
Paradygmat „wzrostu” jest obecnie coraz częściej na całym świecie mocno kwestionowany. W krajach bogatej Północy poszukiwanie innego modelu wynika z rozczarowania gospodarką opartą na wzroście, i dlatego, że nie przyniosła ona zadowolenia, radości i szczęścia, jak również dlatego, że właśnie jesteśmy świadkami jej postępującego załamania. W krajach Południa konieczność wyjścia poza wzrost bierze się z faktu, że pozbawia on zasobów biednych ludzi – ich ziemi, bioróżnorodności i nasion, ich wody i pożywienia. Wzrost niszczy gospodarki samowystarczalne, które oparte są na zasadzie wystarczającej ilości dóbr, samodzielności i własnych środków utrzymania. Bogaci i możni z Południa, którzy stali się jeszcze bogatsi i potężniejsi, domagają się, rzecz jasna, dalszego wzrostu.
Za brutalnym zastąpieniem samowystarczalnych społeczności przez narzuconą konieczność wzrostu kryją się zniszczenia ekologiczne i wywłaszczenie gospodarcze tych grup. Natura i ludzie nie mają już znaczenia, „wzrost” zastąpił dobro Ziemi i społeczności. Środki stały się celami, a cele ludzkie zostały zapomniane.
Tłumaczenie: Jan Skoczylas
Artykuł został po raz pierwszy opublikowany w numerze 269 czasopisma Resurgence & Ecologist, listopad/grudzień 2011. Tłumaczenie zamieszczamy za pisemną zgodą wydawcy, za którą bardzo dziękujemy.
Tłumaczenie ukazało się w Zielonych Wiadomościach nr. 028/lipiec 2017, do ściągnięcia w formacie pdf: http://zielonewiadomosci.pl/numer/28/
Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Czy jedyną drogą dla zielonej polityki jest ścieżka zrównoważonego rozwoju? Czy jedynym źródłem nadziei są technologiczne odkrycia z Europy, Japonii bądź USA? Niekoniecznie. (więcej…)