W styczniu 2025 roku, po kilku latach przygotowań, udało się zarejestrować Stowarzyszenie Sieć Kooperatyw Spożywczych (SKS). Dalekosiężnym celem inicjatywy jest wzmocnienie idei kooperatyzmu spożywczego w Polsce w porozumieniu wszystkich zainteresowanych stron: kooperatyw spożywczych, rolniczek_ków i samorządów poprzez wzmacnianie współpracy między kooperatywami i integrowanie ich z dostawcami_czyniami, wypracowanie rozwiązań służących kooperatywom i ułatwiającym ich funkcjonowanie oraz reprezentowanie środowiska w Polsce i na świecie.

Ile kooperatyw działa w Polsce?

Trudno powiedzieć dokładnie, ile kooperatyw funkcjonuje obecnie w Polsce, większość z nich bowiem to nieformalne, oddolne ruchy. Szacuje się, że jest ich w całym kraju około 50, głównie w dużych miastach, istnieją jednak także mniejsze, zwykle kilkunasto-kilkudziesięcioosobowe grupy. Zaopatrują maksymalnie 5000 osób w Polsce. Są to dane szacunkowe i wymagające dalszych aktualizacji.

Wspólna definicja kooperatywy spożywczej

Zebrani w Warszawie w maju 2024 roku, członkowie polskich kooperatyw spożywczych wypracowali następującą definicję kooperatywy spożywczej:

Zdjęcie: Sieć Kooperatyw Spożywczych – SKS

Kooperatywa spożywcza jest autonomiczną społecznością solidarnie współpracujących ze sobą osób, która dąży do zaspokajania potrzeb związanych z dostępem do wysokiej jakości żywności i produktów wytwarzanych w sposób odpowiedzialny, zrównoważony i etyczny. Promuje suwerenność żywnościową, krótkie łańcuchy dostaw oraz rolnictwo wspierające różnorodność ekosystemów i żywności. Jej istnienie jest oparte na zaufaniu, samoorganizacji, współodpowiedzialności oraz wspólnej pracy, a także przekonaniu, że powszechny dostęp do lokalnej i dobrej żywności wysokiej jakości jest podstawowym prawem człowieka. Wszystkie należące do kooperatywy osoby mają równe prawa i obowiązki, w tym równy dostęp do sprawowanych funkcji, a także równe prawa w zakresie podejmowania decyzji. Członkostwo w niej jest dobrowolne i nieograniczone żadnymi dyskryminującymi warunkami. Każda osoba może założyć kooperatywę spożywczą i do niej należeć. Działalność kooperatywy spożywczej opiera się na trosce o wspólne dobro lokalnych społeczności oraz ich naturalne i kulturowe środowiska, a nie dążeniu do maksymalizacji zysku.

Cele strategiczne i priorytetowe działania SKS

Przyjęcie tej definicji stało się punktem wyjścia do opracowania celów strategicznych i priorytetowych działań Sieci Kooperatyw Spożywczych. Wśród nich wymienić można następujące:

  • doradztwo administracyjne, finansowe dla kooperatyw,

  • animowanie wymiany doświadczeń i integracji między kooperatywami,

  • wsparcie w zakładaniu nowych kooperatyw,

  • opracowywanie badań, analiz, rozwiązań – parasol działa m.in. jako think tank,

  • nawiązywanie partnerstwa z samorządami, instytucjami, dołączanie do istniejących ciał doradczych,

  • rzecznictwo na rzecz tworzenia/dopasowywania przepisów tak, aby uwzględniały specyfikę kooperatyw jako organizacji i dystrybutorów żywności,

  • wsparcie kooperatyw w prowadzeniu działań edukacyjnych, czyli opracowywanie materiałów edukacyjnych i scenariuszy zajęć oraz szkolenie szkolących na temat kooperatyw.

Inspiracje historyczne

Mamy nadzieję, że tak samo jak przed stu laty, gdy powołano instytucję parasolową dla spółdzielni, słynne Społem (w 1904 r.), która stała się katalizatorem dynamicznego rozwoju spółdzielczości, SKS umożliwi rozwój ruchu kooperatystycznego w Polsce.

Pierwsze działania i plany na przyszłość

Za nami pierwsze walne zebranie SKS dla istniejących już kooperatyw (online), a także dwa cykle szkoleń trenerskich oraz pierwsze warsztaty w terenie, promujące kooperatywy i ich wartości. Przed nami jesienny zjazd w Ekologicznym Uniwersytecie Ludowym w Grzybowie, gdzie mamy nadzieję jeszcze lepiej się zintegrować i wypracować szczegółowy plan działań dla SKS na najbliższe lata.

Gdzie szukać informacji?

Po więcej informacji, zapraszamy:
siec-kooperatyw.pl
www.facebook.com/SiecKooperatywSpozywczychSKS
www.instagram.com/siec_kooperatyw_spozywczych

 

Zdjęcie: Sieć Kooperatyw Spożywczych – SKS

Zapraszamy do lektury raportu „Kooperatywy spożywcze w UE. Lekcje dla Polski” wprowadzającego w tematykę kooperatyzmu, zarówno z perspektywy historycznej, jak i bieżących wyzwań. Raport powstał na podstawie badań rozwiązań organizacyjnych kooperatyw spożywczych prowadzonych w czterech krajach – na Węgrzech, w Czechach, we Włoszech i Hiszpanii w drugiej połowie 2022 r.

Druga część raportu poświęcona jest kwestiom formalno-prawnym dotyczącym działalności kooperatyw spożywczych w Polsce, której autorka odwołuje się m.in do rozwiązań z innych krajów Europejskich. W raporcie znalazły się także  rekomendacje dotyczące dalszego rozwoju sektora kooperatyw spożywczych w naszym kraju, stanowiące efekt obrad grupy osób przedstawicielskich kooperatyw z całej Polski które odbyły się w listopadzie 2022 r.

„Kooperatywy spożywcze to oddolne inicjatywy – w Polsce najczęściej nieformalne, służące pozyskaniu wysokiej jakości płodów rolnych, produktów żywnościowych czy środków higieny osobistej bezpośrednio od lokalnych producentów. Kryteria dotyczące funkcjonowania danej kooperatywy, w tym i żywności sprzedawanej w obrębie danej sieci, są negocjowane w sposób demokratyczny przez członków poszczególnych organizacji. Działania kooperatyw są istotne z punktu widzenia społecznego, środowiskowego i ekonomicznego, wpisują się więc w założenia Europejskiej Strategii Zielonego Ładu. Dostawcami do polskich kooperatyw, jak wynika z badań, są przede wszystkim rolnicy ekologiczni (nie zawsze certyfikowani), a także drobni przetwórcy korzystający z lokalnych produktów, a odbiorcy-konsumenci, znając swoich dostawców, podejmują świadome decyzje zakupowe. W ten sposób już od dawna kooperatywy spożywcze wdrażają w życie cele unijnej Strategii „Od pola do stołu”, która zakłada, że wszyscy uczestnicy łańcucha żywnościowego, od producenta surowców do konsumenta końcowego, muszą odegrać rolę w tworzeniu i funkcjonowaniu zrównoważonego systemu żywnościowego. Dzięki świadomym konsumentom z tych oddolnych inicjatyw rolnictwo bezpieczne dla środowiska (m.in. rolnictwo regeneratywne) rozwija się w Polsce w sposób bardziej zrównoważony, rolnicy i rolniczki decydujący się bowiem na tego typu metody upraw i hodowli mają większą pewność zbytu. […] Cel, jaki przyświecał opracowaniu niniejszego raportu, jest dwojaki: po pierwsze chodziło o poznanie wzorów działania, jakimi kierują się kooperatywy w wybranych krajach Europy – zarówno tych, jak Czechy i Węgry, o w miarę podobnej historii najnowszej, jak i tych o nieco innej strukturze społeczno-gospodarczej i dziejach – jak Hiszpania i Włochy. Po drugie, przyjrzenie się temu, jak funkcjonują stowarzyszenia spożywcze w wybranych lokalizacjach, ma stanowić asumpt do przemyślenia sytuacji polskich kooperatyw spożywczych dzisiaj i rozwinięcie refleksji nad możliwymi ścieżkami rozwoju tego sektora. Celem badania jest zatem usprawnienie funkcjonowania kooperatyw spożywczych w Polsce i stworzenie warunków do upowszechnienia modelu kooperatywnego. Osiągnięciu tego celu ma służyć zbadanie i opisanie modeli prawnych i organizacyjnych występujących w czterech innych krajach EU, które posłużą nam za punkt odniesienia do pracy w Polsce. Zebrane informacje wesprą kooperatystów w tworzeniu kolejnych rozwiązań organizacyjnych dla sektora kooperatyw spożywczych, upowszechniania etosu i wzorca organizacji kooperatywnej” – z rozdziału „Kooperatywy w teorii”, s. 8-14.

Raport powstał w ramach projektu “Polskie kooperatywy spożywcze – ścieżki rozwoju” realizowanego przez Fundację Kooperatywy Grochowskiej we współpracy z Fundacją im. Heinricha Bölla w Warszawie oraz EIT Food.

Całość do pobrania TUTAJ

Przyszłość rolników to także przyszłość konsumentów. Czy czeka nas postępująca intensyfikacja rolnictwa, w której kilkaset, a może nawet kilkadziesiąt korporacji przejmie globalny łańcuch żywnościowy? Czy jednak może wreszcie uda się przerwać ten pęd ku monopolistycznym zyskom, a tym samym ocalić małe gospodarstwa, a konsumentom zapewnić dostęp do lokalnie produkowanej i wysokiej jakości żywności?

Jest jakaś nadzieja, bo środki Wspólnej Polityki Rolnej 2023 – 2027 (WPR) w 40% mają być skierowane na ochronę środowiska i klimatu. Również na rozwój małych gospodarstw zarezerwowane zostało więcej pieniędzy.

Jednak ekonomiści twierdzą, że utrzymanie małych gospodarstw jest nieopłacalne. Ich zdaniem powinniśmy dążyć do stałego powiększania powierzchni gospodarstw i do wzrostu skali produkcji. Ekonomiści nie biorą pod uwagę, że małe gospodarstwa mogą w całości lub częściowo utrzymywać się z produkcji rolnej. Jednak aby to było możliwe, muszą zostać spełnione konkretne warunki.

Co może pomóc?

Oprócz płatności i pożyczek na działania przewidziane przez WPR, małe gospodarstwa potrzebują przede wszystkim ułatwień w dostawach i sprzedaży żywności. Choć mogą polegać na płatnościach obszarowych i innych formach wsparcia, nie należy myśleć o nich jako o jedynej formie polepszenia dochodowości gospodarstwa. Poprawę dochodowości może też przynieść samodzielne działanie. Wydaje się jednak, że do rolników nie docierają informacje o możliwościach, które daje im bezpośrednia współpraca z konsumentami.

Wprowadzenie rolniczego handlu detalicznego (RHD) było na pewno dobrym krokiem. Jednak już pojawiły się trudności. Na przykład brakuje małych ubojni. Ponadto do systemu RHD wszedł na razie tylko 1% gospodarstw. W dodatku trudno powiedzieć, by ta forma handlu w znaczący sposób ułatwiała wejście z produktami na rynek.

Natomiast bezpośrednia współpraca rolnik-konsument ma jedną ogromną przewagę. Jest nią możliwość skorzystania przez rolników z wiedzy i umiejętności konsumentów, np. pomocy przy marketingu i promocji, obsłudze mediów społecznościowych oraz samej organizacji sprzedaży.

Konsumenci chętni do takiej współpracy oczekują wysokiej jakości produktów – wytworzonych z myślą o zdrowiu ludzi, trosce o środowisko i klimat oraz dobrostan zwierząt gospodarskich. Szukają żywności świeżej, lokalnej i pozbawionej pozostałości pestycydów i antybiotyków. Najchętniej od rolników ekologicznych, ale współpraca jest możliwa także z każdym rolnikiem, do którego konsumenci nabiorą zaufania. Przykładem mogą być rolnicy, którzy opierają swoją produkcję o zasady rolnictwa regeneratywnego, czy szerzej, o zasady agroekologii.

To zaufanie ze strony obu stron jest oparte na solidnej zasadzie: rolnicy otrzymują godziwe wynagrodzenie za żywność o jakości, za którą konsument płaci, ale nie przepłaca. Wykluczeni zostają pośrednicy, którzy z jednej strony dyktują niskie ceny rolnikom, a z drugiej strony wysokie ceny konsumentom. Czy nie o to właśnie głównie walczy AgroUnia, pokazując, w jaki sposób dewaluuje się pozycję polskiego rolnika na rynku? Szkoda tylko, że również jej lider nie dostrzega szansy we wzmacnianiu jakości produkcji rolnej w odpowiedzi na to, czego coraz mocniej domagają się konsumenci.

Każdy rolnik zna doskonale „klęskę urodzaju”, gdy poprzez niesprawiedliwą kontraktację albo jej brak, zostaje z płodami rolnymi, których cena nie pokrywa kosztów produkcji, nawet jeśli w ramach WPR uruchamia się mechanizmy skupu nadwyżek. Natomiast, każdy konsument doświadczył marży, którą nakłada się na żywność, zwłaszcza na żywności o wysokiej jakości.

Społeczeństwo, które wspiera rolników

Z tego powodu znacznie lepszym rozwiązaniem jest budowanie oddolnych inicjatyw, takich jako kooperatywy spożywcze i system Rolnictwa Wspieranego Społecznie (RWS). Takich inicjatyw powstaje w Polsce coraz więcej. Rolnik zna liczbę zamawiających i dostarcza określoną ilość żywności. Odbiór zwykle następuje raz, dwa razy w tygodniu, ale są też kooperatywy, które prowadzą stałą działalność, a niektóre z nich mają sklepy. Całą logistyką sprzedaży zajmują się członkowie kooperatywy. Tak też robią konsumenci współpracujący z gospodarstwem rolnym działającym w ramach RWS.

W Rolnictwie Wspieranym Społecznie gospodarstwo rolne wchodzi we współpracę z grupą konsumentów, którzy raz albo dwa razy do roku dokonują płatności. Zazwyczaj jedna rata jest na wiosnę (przed rozpoczęciem prac polowych), a druga jesienią. Zadatkowanie pozwala rolnikowi zakupić potrzebne środki produkcji, np. nasiona. Najczęściej konsumenci skupieni wokół gospodarstwa RWS razem z rolnikiem planują przyszłe uprawy, często pomagają w pracy w gospodarstwie i organizują w nim okazjonalne spotkania dla członków RWS.

Siła kooperatyw i RWS-ów polega na wspólnym decydowaniu i wspólnej odpowiedzialności. Zdarza się, że rolnik nie może dostarczyć obiecanych produktów, gdyż pogoda, szkodniki czy choroby spowodowały, że był to zły sezon dla ogórków, pomidorów czy warzyw korzeniowych. Członkowie kooperatyw i RWS-ów ze zrozumieniem reagują na takie sytuacje, ufając, że nie zostały one zawinione przez rolnika. Rolnik stara się zrekompensować braki plonami, które akurat obrodziły. Kooperatywy i RWS-y chętnie przyjmują też produkty przetworzone w gospodarstwie rolnym – masło, sery, kiszonki, dżemy, soki, oleje i wiele innych.

Otworzenie się rolników na bezpośredni kontakt z konsumentami jest drogą rozwoju dla małych gospodarstw, a nawet takich do 30 hektarów powierzchni. Nie są one bowiem w stanie konkurować z wielkim agroprzemysłem. Ich szansą jest rynek lokalny. Pod warunkiem, że dołożą starań i zmienią swoją produkcję tak, aby wytwarzać żywność wysokiej jakości. Gospodarstwo rolne może indywidualnie zapewniać różnorodność produktów, ale może także wejść w porozumienie z innymi, sąsiadującymi gospodarstwami i wspólnie wzbogacać ofertę.

W jaki sposób zacząć wytwarzać żywność wysokiej jakości? Przede wszystkim poprzez konwersję na certyfikowane rolnictwo ekologiczne. A dla tych, którzy nie chcą się certyfikowani, pozostają takie systemy jak agroekologia, agroleśnictwo, oraz oczywiście rolnictwo regeneratywne. Niezależnie od tego, czy rolnik zdecyduje się na certyfikowaną produkcję ekologiczną czy też wybierze inny z powyższy systemów, najważniejsze pozostaje nawiązanie bezpośredniej relacji z konsumentem.

System produkcji, który daje wysoką jakość żywności jest tu oczywiście kluczowy, ale dla konsumentów coraz ważniejsze stają się także wartości niematerialne. Coraz istotniejsze staje się także to, że te systemy zapewniają trwałość produkcji rolnej, ponieważ nie niszczą środowiska, poprawiają żyzność gleby i jej zdolność do retencjonowania wody. Przyczyniają się do poprawy dobrostanu zwierząt gospodarskich i gwarantują sprawiedliwe wynagrodzenie rolnikom. W wymiarze ekonomicznym te systemy produkcji uwalniają rolnika od wydatków na nawozy sztuczne, pestycydy i leczenie zwierząt. Nie każde małe gospodarstwo może być samowystarczalne nawozowo lub paszowo. Ale już współpraca pomiędzy kilkoma gospodarstwami może zapewnić wystarczającą ilość nawozów lub pasz.

Zielone zamówienia publiczne

Stabilność dostaw i rozwój przetwórstwa – to powtarza każdy szukając dobrych rozwiązań dla małych gospodarstw. Na rozwój przetwórstwa zaplanowane zostały środki w Krajowym Planie Odbudowy, o ile Polska je otrzyma. Jest też kilka działań w projekcie Planu Strategicznego dla WPR 2023-2027 przygotowanego przez resort rolnictwa. Najlepiej jednak dla rolników i konsumentów sprawdziłoby się wprowadzenie zielonych zamówień publicznych. Dzięki nim rolnik lokalnie produkujący żywność wysokiej jakości mógłby ją sprzedawać do stołówek szkół, żłobków i przedszkoli, a także domów opieki i szpitali.

Ostatnim, ale nie mniej ważnym działaniem – zwykle nie dostrzeganym przez ekonomistów – jest cała gama innych dóbr i usług, których dostarczają mniejsze gospodarstwa rolne. Przede wszystkim są miejscem życia, w którym chroni oraz tworzy się kulturę i tradycję wsi. Są miejscem odpoczynku i możliwości kontaktu z przyrodą, co także, dzięki agroturystyce, turystyce wiejskiej czy innym formom rekreacji, stanowi źródło dochodu gospodarstw rolnych.

Konkurencyjność gospodarstw rolnych, i małych, i większych, trzeba postrzegać w podnoszeniu jakości produkcji rolnej, a nie w masowej produkcji bezwartościowej żywności. W interesie każdego rolnika leży mądre zarządzanie zasobami naturalnymi, tak by zapewnić sobie trwałość i wydajność produkcji rolnej znacznie dłużej niż przez kolejne 5 czy 10 lat.

Dziś, niestety, wielu rolników jedyną szansę rozwoju upatruje w powiększaniu produkcji. Coraz więcej, coraz mniejszym kosztem. Z pewnością jest to opłacalne w krótkiej perspektywie. Ale skutkiem będzie coraz większy kryzys klimatyczny, a z nim susze, nawalne deszcze, wysokie temperatury, przymrozki i brak śniegu. Wszystko, co powoduje zniszczenie plonów i brak przewidywalności zbiorów. Czy to się opłaca? I komu?


 

Poznańska kooperatywa spożywcza wykiełkowała dzięki wspólnemu zapałowi aktywistek i aktywistów z różnych miast. Waga sąsiedzkich inicjatyw, sieciowania i wspierania się była dla mnie zawsze siłą napędową. Pierwsze miesiące działania pamiętam poprzez filtr ogólnopolskiego zjazdu kooperatyw, gościnnych wykładów i „skajpowych sesji samopomocowych”. Z perspektywy kolejnych lat funkcjonowania myślę. że warto poruszać tematy prowokujące pytania i wątpliwości, rodzące pole do dyskusji. Jednocześnie mam świadomość, że dylematy te czy też wyzwania znowu łączą ruchy bazujące na samoorganizacji, różne kooperatywy i – co ważne – są kwestiami do kolektywnego procesu poszukiwania odpowiedzi i rozwiązań.

Edward Abramowski (1868-1918) pisał: „Z początku idą ludzie do kooperatyw być może najczęściej dla własnego tylko małego interesu, dla zyskania jakiejś dywidendy, pożyczki lub czasowej korzyści gospodarskiej; ale z czasem, wszedłszy raz do tej nowej atmosfery, przyzwyczajają się widzieć wszystko i oceniać ze stanowiska solidarności ludzkiej, ze stanowiska przyjaźni […]”. Za Aleksandrą Bilewicz i Dominiką Potkańską możemy dokonać rozróżnienia pomiędzy kooperatywami nastawionymi na konsumpcję produktów wysokiej jakości (którym bliżej do grup zakupowych, przy czym działają one również we współpracy z innymi kooperatywami) oraz „aktywistycznymi”, zorientowanymi w równym stopniu na cele społeczne i społeczno-polityczne. Wychodząc z założenia, że żywność nie jest zwyczajnym towarem, że generalnie łączy ona ludzi na najbardziej podstawowym poziomie, wokół jej konsumpcji rodzą się tradycje kulinarne i inne praktyki kulturowe (np. związane z sezonowością, stojącą w kontrze wobec nieograniczonych czasowo i terytorialnie cyklów zakupowych), budują się więzi między ludźmi, a zwielokrotnione wybory konsumenckie kształtują byt rolników, podział ten umiejscawia obydwie formy działania w obszarze społecznej alternatywy.

Poznańska kooperatywa spożywcza dodatkowo była od początku zorientowana krytycznie wobec dominujących wzorców produkcji, dystrybucji i konsumpcji. Prosty jednak fakt, że należy do niej obecnie ponad 300 osób, a funkcje związane z główną koordynacją zakupów spoczywają ostatecznie na kilku ochotnikach, wnosi do dyskusji argument na to, że doświadczamy wciąż pewnego podziału pomiędzy „działaczami” (specyficznymi „dostawcami”) a „konsumentami” (uwzględniając oczywiście to, że samo dokonywanie zakupów utrzymuje kooperatywę przy życiu, buduje punkt wyjścia). Życie kooperatywne wychodzi jednak poza ramy organizowanych dostaw oraz zakupów, poprzez ideowe spotkania wprowadzające, otwarte grupy robocze i operacyjne, wykłady i warsztaty, rozwój biblioteki. W 2017 roku część osób związana z kooperatywą zaczęła rozwijać lub wspierać pokrewne inicjatywy – kolektywy mieszkaniowe, ogrody społecznościowe i ruch suwerenności żywnościowej. Regularnie organizowane są wyjazdy do gospodarstw rolnych, co istotne – łączone w ostatnim czasie z pomocą w pracach polowych. Te formy aktywności budują już sieć nieformalnych inicjatyw wzajemnościowych i sprawiają, że w środowisku buzuje energia. Zauważyć można jednak, że często przyciągają one doświadczonych już działaczy i tych, których motywuje uczestnictwo w podgrupach.

Zwróciłabym tu uwagę na tendencję do rozmywania odpowiedzialności i utrudnioną skuteczność przekazu przy wzrastającej liczbie uczestniczek i uczestników kolektywów. Komunikowanie ze sobą kilkuset osób pociąga za sobą m.in. wysyłanie regularnych maili-info-packów oraz konstruowanie ankiet, które służą badaniu opinii. Z kolei konsensualna zgoda opiera się częściowo na statystyce, która każe spodziewać się na spotkaniach decyzyjnych znacznie ograniczonej/małej i stosunkowo stałej liczby osób. Warto jednak przyjrzeć się bliżej również takim formom działania, które opierają się na sile i wielkości grupy. Choćby wprowadzane obecnie do poznańskiej kooperatywy dowozy sąsiedzkie, bazujące na idei bezinteresownej pomocy i praktykach oszczędnościowych, a jednocześnie będące efektywnym organizowaniem pracy. To odnajdywanie się członków na mapie Poznania, identyfikowanie sąsiedztwa (ulokalnienie zakupów) i niejako podwójne sieciowanie (podkreślanie przynależności) może stać się przyczynkiem do dzielnicowego podziału kooperatywy w przyszłości. Co istotne, nasza rozrastająca się grupa, podejmująca stopniowo propagowanie społeczno-politycznych praktyk aktywistycznych/obywatelskich, potrzebuje – nie inaczej niż w przypadku innych kooperatyw – nieustannego wzmacniania praktyk kolektywnych i redefiniowania bądź odzyskiwania pojęcia solidarność.

Kontynuując temat pojęć, życie kooperatywne – poprzez wymieniane na co dzień komentarze, debaty, artykuły, rozpowszechniane dokumenty – wdraża do codziennego języka cały zasób definicji stanowiących alternatywę wobec słów-kluczy, którymi operuje kapitalizm w swojej neoliberalnej formie. Poprzez wymieniane na co dzień komentarze, debaty, artykuły, rozpowszechniane dokumenty. Mówimy tu o podkreślaniu znaczeń, ale też o ich nadawaniu. O popularyzowaniu języka wspólnego działania. O pracy kolektywnej, bezinteresownej, nienastawionej na zysk. O samoorganizacji i procesach deliberacyjnych. O dobru wspólnym i ekonomii solidarnościowej. O postrozwoju, suwerenności żywnościowej. O chłopach i chłopkach. Czy kooperatywy solidaryzują się również na poziomie języka, wspierając mowę ruchów feministycznych i pracowniczych? Wreszcie, mam też na myśli pojęcia, które pozostają w procesie dookreślania, jak np. „żywność ekologiczna”. Buduje ona jeden z punktów odniesienia dla działalności kooperatywnej, warto jednak zdać sobie sprawę, jak wiele trudności sprawia to pojęcie. Żywność ekologiczna występuje oficjalnie w powiązaniu z zasadami przyznawania certyfikatów. Ich uzyskanie nie jest jednak wyznacznikiem „myślenia ekologicznego”, które towarzyszy nowemu kooperatyzmowi. Z założenia nie pociąga za sobą podejścia holistycznego, w ramach którego myślimy o ekosystemie, o ptakach i dobrostanie innych zwierząt, jak również o relacjach z ludźmi, jakie tworzy produkcja żywności, o prawach pracowniczych, których przestrzeganie jest warunkiem sprawiedliwego podziału pracy i godziwej zapłaty. Możemy chcieć odzyskać pojęcie żywności ekologicznej, jednak wobec prawnego powiązania go ze stosunkowo wąsko rozumianymi standardami certyfikacji, może to mijać się z celem, również w kontekście skali produkcji oraz bardzo ograniczonej dostępności cenowej, jaka towarzyszy żywności certyfikowanej.

Pojęcie zdrowej żywności pozwolę  sobie – z żalem – pominąć, jako „przemielone” przez rynek i występujące w obezwładniającym nadmiarze. Alternatywą, o jakiej pisze Aleksandra Bilewicz, jest pojęcie dobrej żywności. Mowa tutaj o żywności, która „zawiera w sobie nie tylko takie cechy, jak smak i wygląd, ale także relacje pomiędzy producentami a konsumentami oparte na szacunku i zaufaniu. W tym sensie «dobra żywność» pozwala wrócić do tego, co bliskie naturze, związane z terytorium, spersonalizowane, a zatracone w miejskiej cywilizacji poprzemysłowej”.

Kierunek ten otwierać może dalsze dyskusje, wymagając jednocześnie doprecyzowania o kwestie techniczne. Z takiej między innymi potrzeby poznańska kooperatywa rozpoczęła pracę nad „zestawem pytań do rolników i producentów” co do ich sposobów i technik produkcji. Pojawia się bowiem potrzeba uszczegółowionej i w miarę jednoznacznej wiedzy. Czy stosujesz zapylacze? Jaka odległość dzieli sad od autostrady? W jaki sposób ograniczasz zachwaszczanie upraw? Czy podgrzewasz miód, a jeżeli tak, to do jakiej temperatury?

Na koniec zwrócę jeszcze uwagę na wagę pojęcia „agroekologia”, które do działalności kooperatywnej przenika poprzez działania ruchu suwerenności żywnościowej. W ramach suwerenności żywnościowej agroekologia nie jest jedynie nazwą na zbiór technik i sposobów produkcji ani też elementem dyskursu ekologicznego wzmacnianego przez korporacje (np. „zielona ekonomia”, „rolnictwo przyjazne klimatowi”, „zrównoważona intensyfikacja w rolnictwie”). Obejmuje natomiast metody, które rozwijają się na bazie kolektywnego dzielenia się wiedzą (bezpośredniego, horyzontalnego; peer-to-peer, farmer-to-farmer), dążą do równowagi pomiędzy naturą a istotami ludzkimi, a jednocześnie podkreślają konieczność wprowadzania w życie nowej polityki społeczno-ekonomicznej, a więc nowych struktur władzy, tym razem odpowiadających potrzebom rdzennych i lokalnych wspólnot. Pojęcie to, tak silnie zakorzenione w materialnych, duchowych i terytorialnych związkach z ziemią, wyznacza kolejny kierunek definiowania pożądanej przez nas żywności, pojmowanej wraz z całym systemem relacji społeczno-kulturowo-ekonomicznych, jakie jej towarzyszą.

Artykuł ukazał się w Zielonych Wiadomościach nr 29.

Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.

Żyjemy w fascynujących czasach. W momencie, kiedy wielowiekowe systemy ustrojowe i ekonomiczne ulegają degradacji, a wciąż jeszcze nie ukształtowały się nowe. Poszukujemy więc, w swoich codziennych życiach, rozwiązań pozwalających zorganizować funkcjonowanie społeczeństwa w oparciu o inne zasady. Jedną z nich jest odświeżona wersja kooperatywizmu.

Pytanie dotyczące tak rozległej materii może spędzać sen z powiek. Ten sen, który śnimy każdego dnia biegnąc gdzieś nieświadomie, jest tylko pozornie spokojny, i dotyczy każdego z nas przenikając naszą codzienność. Ten sen to nic innego jak brak refleksji nad systemem wartości społecznych i kulturowych, w których wzrastaliśmy i którym nieustannie podlegamy. Kategoria ta, zbudowana na poczuciu winy, braku szacunku i pełna negacji godności człowieka, żeruje na instynktownym postępowaniu jednostki i jej konformizmie. Dojrzewanie w takich warunkach kreuje ludzi zdjętych lękiem – przed odpowiedzialnością za siebie, przed podejmowaniem wyborów, przed zrozumieniem emocji czy akceptacją przeszłości.

W każdej chwili mamy jednak szansę dokonać świadomego wyboru, zmienić sposób postępowania m.in. poprzez otwartość, działanie, gotowość do słuchania innych ludzi, wyciąganie wniosków i budowanie wzajemnych, głębokich relacji. Dzięki tym i wielu innym wartościom uczymy się siebie, a lepiej rozpoznając swoje realne potrzeby łatwiej możemy je zaspokajać współdziałając z innymi.

Ten nieco długi wstęp ma za zadanie pomóc zrozumieć, czym jest kooperatywizm. Za tym pojęciem kryje się bowiem oddolny ruch społeczny, który jeszcze 100 lat temu funkcjonował pod nazwą spółdzielczości. W rzeczywistości pojawił się jednak dużo wcześniej, lecz wówczas jeszcze pozbawiony nazwy, jako zjawisko budujące fundamenty samoorganizacji najniższych warstw społecznych. Współcześnie obala on złudzenie, które oferuje nam rzekomo najlepszy z możliwych do życia świat, i przewartościowuje sposób, w jaki wykorzystujemy nasze istnienie.

Wszystko, czyli nic

Dla prostego przykładu sklepy oferują tak szeroką gamę produktów, że wydaje się nam, że dysponujemy wszystkim, co niezbędne do nasycenia żołądków i wszelkich innych pragnień oraz należytego dbania o zdrowie. Tymczasem wiele z tych wyrobów ma niepełnowartościowy charakter. Nie jakość jest bowiem istotna dla producenta, lecz konieczność, wręcz przymus generowania zysku. Wytwórcy równie niechętnie ponoszą odpowiedzialność za swoje towary, co znajduje przełożenie na element zadośćuczynienia w przypadku,, gdy te okazują się wadliwe. Dotyczy to każdego elementu współczesnej cywilizacji – wspomnianego konsumpcjonizmu, kultury, pseudonaukowych badań, oficjalnych ścieżek edukacyjnych często poruszających puste problemy, a także medycyny alopatycznej odpowiadającej na symptom, a nie poszukującej realnych przyczyn.

Kooperatywa, czyli co?

Kooperatywizm w swojej istocie zmienia tę sytuację metodą małych kroków uświadomienia. Nie jest żadną formą rewolucji, niesie więc realną alternatywę, a nie tylko odświeżenie starego. Ten szeroki, oddolny ruch społeczny dąży do realnej zmiany przekonań i przyzwyczajeń, a tym samym do otwarcia na drugiego człowieka i przywrócenia zaufania na płaszczyźnie wspólnoty. Gruntowna zmiana sposobu życia odbywa się poprzez holistyczną edukację, uwzględniającą m.in. inkluzywność świata roślin i zwierząt oraz całego środowiska – współpracującego ze sobą ekosystemu kooperantów, innymi słowy współtworzący planetarny biom sprzyjający rozwojowi indywidualności z zachowaniem wszystkich potrzeb różnorodnych grup.

Taki sposób współdziałania zupełnie zmienia percepcję. Przede wszystkim uświadamia, że każde nasze działanie znajduje odzwierciedlenie w przestrzeni i ma wpływ na bieg zdarzeń. Jednocześnie pozostaje przykładem niesamowitego tygla nowoczesnego, holistycznego myślenia, które przejawia się m.in.: w sposobie podejmowania decyzji, budowaniu przedsiębiorstw (np. turkusowe zarządzanie), dbaniu o ziemię (np. agroekologia), wyborze konsumenta (np. suwerenność żywnościowa), i na wielu innych płaszczyznach.

Kooperatywa spożywcza na co dzień

Działania każdego ruchu oddolnego, a więc i kooperatyw rozpoczyna pragnienie odpowiedzi na określone zapotrzebowanie. W naszym przypadku – Poznańskiej Kooperatywy Spożywczej, była to chęć zaopatrzenia się w zdrowe, pożywne, sporządzone z należytą dbałością o walory smakowe i zdrowotne pożywienie.

Grono znajomych umówiło się z początkiem kwietnia 2011 roku co do ogólnych zasad działania grupy inicjatywnej – interesowało ich świeże, wegetariańskie, organiczne pożywienie. Następnie wyszukało odpowiedniego dostawcę, a przedstawiciele grupy nawiązali z nim bliską relację, odwiedzając go w jego w gospodarstwie, sprawdzając w jaki sposób je prowadzi i czy na pewno nie używa chemii. Spotykali się i spotykają po dziś dzień w odrobinę zmienionym i znacznie poszerzonym gronie raz w tygodniu, aby odebrać zamówione wcześniej przez internet zakupy oraz wymienić się własnymi, sporządzonymi z nich przetworami.

Umówili się również, że każdy nowoprzystępujący do grona wpłaci niewielką kwotę pieniędzy, aby to z niej można było płacić z góry dostawcom, a następnie odbierając zakupy zaistniały dług uzupełnić. Dodatkowo niewielki procent od każdych zakupów był przeznaczany na tzw. fundusz gromadzki. To z niego, można było pomóc gospodarstwu w trudnych chwilach, gdy natura pokazała swoją nieokiełznaną stronę zrywając dach w czasie burz w 2017.

Z niego też zamawiane są produkty specjalne, o długich terminach ważności, takie jak daktyle, kawy i napoje probiotyczne. Przez te lata, w miarę rośnięcia naszej oddolnej organizacji wyspecjalizowały się grupy zadaniowe odpowiedzialne m.in. za opiekę nad dostawcami, wprowadzanie nowych członków w zasady i obowiązki, a ostatnio również za zajmowanie się tworzeniem ogrodu permakulturowego i włączenie go w działania ogrodów społecznych oraz kolektywów mieszkaniowych, zajmujących się sieciowaniem osób chcących razem realizować wspólnie i tę podstawową potrzebę.

Odzyskać poczucie sprawczości

Nie jest więc prawdą, że nic od nas nie zależy! Wprost przeciwnie, zależy bardzo dużo. Dlatego nie możemy dłużej uciekać od poczucia odpowiedzialności. Należy zacząć nawiązywać trwałe i głębokie relacje międzyludzkie, które staną się źródłem zaufania i pewności, że podejmowane działania, nawet te należące do utopijnych wizji przyszłości, są możliwe do zrealizowania metodą małych kroków. Wynikać ma to nie tylko z ich słuszności, ale również przekonania, że wobec wyzwań nie stajemy sami.

Wszystko zaczyna się jednak od wyboru jednostki w postaci pragnienia zmiany samego siebie, ponieważ zmieniając siebie, zmieniamy swoje najbliższe otoczenie. Można zacząć od żywności – poprzez znalezienie najbliższego sklepu osiedlowego, targu, rolnika dostarczającego produkty bez pośredników. Następnie zadbać o naturalne kosmetyki, które nie powodują zatrucia wód. Najprościej sporządzić lub kupić podstawowe środki czyszczące i piorące, dobrane do naszych indywidualnych potrzeb. Choć nie raz może wydawać się inaczej, prostota jest zbawienna.

Inny wymiar współpracy

Kooperatywa jest więc u swych podstaw nacechowana działaniem wspartym na nieustannych próbach znalezienia świadomej odpowiedzi na własne potrzeby. W takim ujęciu doskonale wpisuje się w ideę turkusowych organizacji, dla których realizacja własnych potencjałów stanowi jeden z fundamentów funkcjonowania przedsięwzięć biznesowych. Szczególną rolę w organizacji tego typu odgrywają także prawa zwierząt, prawa człowieka czy też prawa pracownicze, np. w postaci walki o prawo rolników do urlopu.

Czy działanie kooperatyw można uznać za polityczne? Oczywiście, podobnie jak każde inne nasze działanie, wybór, słowo czy myśl! Jednak jego charakter jest maksymalnie zbliżony do ludzkich potrzeb i na te potrzeby w pełni odpowiada. I taką politykę uprawiać każdy może i każdy potrafi.

Artykuł ukazał się w Zielonych Wiadomościach nr. 29.

Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.

Rozmowa z rolniczką, Moniką Styczek-Kuryluk

Wojtek Mejor: Czym jest dla Ciebie rolnictwo ekologiczne?

Monika Styczek-Kuryluk: Rolnictwo ekologiczne jest dla mnie sposobem na życie. Dużo czasu spędziłam w Warszawie, ale po studiach już wiedziałam, że nie chcę mieszkać w dużym mieście. Po pięciu latach widzę, że jest to wybór ideologiczny – całościowy, holistyczny styl życia. Jak idę na pole albo pracuję w gospodarstwie, to się tam realizuję, nie mam poczucia straconego czasu, widzę efekty swojej pracy. Z tego się utrzymujemy, ale to nie tylko produkcja i zarabianie pieniędzy. To nie jest praca od ósmej do dwudziestej, a potem się ma jakieś inne życie. To gospodarstwo pochłania cały nasz czas.

Dla mnie rolnictwo ekologiczne polega na holistycznym podejściu do żywności, natury, otaczającego nas świata, nie tylko na niestosowaniu oprysków czy antybiotyków. To, co robię, ma wpływ na innych i na moje otoczenie. W gospodarstwie staramy się układać krajobraz w najkorzystniejszy sposób dla siedliska, w którym się znajdujemy. Robimy różnego rodzaju nasadzenia, tworzymy specjalny mikroklimat dla ptaków, dla owadów. Patrzymy na produkcję żywności w szerszym kontekście. Poza tym sektor rolnictwa ekologicznego to specyficzna grupa ludzi, którzy  są dla siebie nawzajem siłą, oparciem. Jest bardzo dużo ludzi, z którymi mamy zażyłe kontakty. To nasza druga rodzina.

W.M.: Dlaczego wybrałaś rolnictwo?

Jestem z miasta, ale zawsze ciągnęło mnie do przyrody, przede wszystkim do zwierzaków. Rośliny początkowo nie wydawały mi się interesujące, ale podczas pracy w polu z Robertem przekonałam się, jak dużo się dzieje z roślinami, czego nie widać okiem laika. Na rolnictwo ekologiczne zdecydowałam się, bo czułam, że to jest to. Widzę, jak różne rzeczy powstają od samego początku – od nasionka poprzez całą uprawę, zbiór, czyszczenie, potem sprzedaż i jedzenie. To jest cały proces od początku do końca, a tego brakowało mi w innych pracach, w których brałam udział.

Studiowałam rolnictwo na SGGW w Warszawie, ze specjalizacją rolnictwo ekologiczne. Na moim roku było ponad sto osób, ale większość z nich nie związała swojej przyszłości z gospodarką. To był pierwszy rocznik z taką specjalizacją, ale po kilku latach niestety została ona zlikwidowana. Wyjechałam do Brukseli, pracowałam dla IFOAMu [przyp. red.: Międzynarodowa Federacja Rolnictwa Ekologicznego]. Tam poznałam rolnictwo ekologiczne od strony legislacyjnej. Po powrocie zrobiłam studia magisterskie i kontynuowałam praktyki w gospodarstwach, uczestniczyłam w szeregu różnych seminariów, konferencji w kraju i za granicą.

Wcześniej pracowałam w styczności z rolnictwem, ale była to praca biurowa. W organizacjach pozarządowych stykałam się z rolnictwem tylko w teorii. Brakowało mi praktyki, tego holistycznego podejścia. Nie komputera, ale ziemi, ludzi, roślin, zwierząt.

W.M.: Jakie są obecnie wasze największe wyzwania?

Największym problemem jest brak ludzi do pracy. Przy 30 hektarach potrzeba  w sezonie do pomocy ok. 20 osób. Pielenia zaczynamy już w kwietniu, a kończymy w połowie lipca. Jeśli od początku sezonu nie możemy skompletować załogi do pielenia, później mamy o wiele więcej pracy.

Druga sprawa to warunki atmosferyczne. Susze były już 30 lat temu, to nie jest nic nowego, natomiast nie ma już łagodnego przejścia między porami roku. Jest zima, a potem zaczyna się lato, a wiosna to jest czasami tydzień, czasami dwa tygodnie. To dla przyrody, dla roślin jest szok. Jeżeli jeszcze przez tydzień, dwa tygodnie nie spadnie deszcz, to będziemy mieli naprawdę spore problemy, ponieważ część roślin po prostu obumrze.

W.M.: Jakie znaczenie ma Wspólna Polityka Rolna?

Znaczenie Wspólnej Polityki Rolnej jest duże, ale trudno powiedzieć, czy pozytywne, czy negatywne – zależy kogo spytać. U nas z perspektywy 20 lat widać efekty. Jak mąż zaczynał przed wejściem do Unii Europejskiej, to rynki zbytu były jeszcze mocno ograniczone. Teraz bez problemu możemy sprzedać ten towar za granicę po dobrej cenie i na pewno jest to zasługa WPR. Ale to umożliwia też niekontrolowany napływ towarów spoza Unii. Teoretycznie WPR to reguluje, ale w praktyce to nie działa, ten system jest niewydolny. Zamiast chronić rolników lokalnych, to otwiera furtki na napływ taniego towaru z Chin. Jakościowo jest on znacznie odbiegający od naszego, polskiego towaru, ale jest tani, a duża część klientów kieruje się głównie ceną.

Jest dużo ładnych haseł odnośnie różnorodności, przetwórstwa, obrony lokalnych rolników. W moim odczuciu pozostają one tylko hasłami, ponieważ nie ma dobrych narzędzi motywujących rolników do starań, aby te hasła stały się rzeczywistością. Dotacje działają tak, że najpierw rolnicy dostają pieniądze, a potem wykonują daną pracę, żeby im tych pieniędzy nie odebrano. To degraduje sposób myślenia. Kiedyś rolnik musiał dokładnie przemyśleć, co musi posiać na polu, ile obornika nawieźć, jaki płodozmian zrobić, żeby mu rosło i żeby mógł coś sprzedać i wykarmić siebie i rodzinę. W tej chwili rolnik patrzy, na co są dotacje, i to uprawia. To jest wypaczenie, które zrobiła Wspólna Polityka Rolna. Politycy nie uważają tego za istotne, bo ważne jest, żeby rynek się rozwijał, ale nie widzą konsekwencji swojego podejścia.

W.M.: Co należałoby zmienić?

Błędy są widoczne przede wszystkim w systemie edukacji. Trzeba zacząć od szkół i od uczenia młodego człowieka. Kształcimy kolejne pokolenia w sposób mało inteligentny i robimy z siebie odtwórców procedur i przepisów. Później, jak tacy ludzie idą do rządu, samorządu czy do instytucji unijnych, to nie są w stanie przełożyć swojego działania na realne efekty w rzeczywistości.

Patrząc na to, w jaki sposób zarządzać produkcją czy dystrybucją żywności, przede wszystkim należy się zastanowić, jakie to przyniesie konsekwencje. Jeśli spytamy o błędy polityków rządowych, to powiedzą, że takie są przepisy unijne. Z kolei Komisja Europejska powie, że oni dają tylko ramowe przepisy, a implementacją zajmują się krajowe rządy i samorządy. Ja uważam, że wina leży po obu stronach, bo obie strony w pewnym zakresie są odpowiedzialne za te przepisy. Niech ten polityk, w lipcu czy sierpniu, kiedy ma wakacje, przyjedzie na pole i przez miesiąc popracuje. Wtedy może zasiadać na stanowiskach odpowiedzialnych za rolnictwo. Jak się napoci na polu, to wtedy inaczej będzie myślał za biurkiem.

Chodzi mi o to, żeby trzymać się bliżej ziemi. Wycieczki klasowe jeżdżą na wieś i odwiedzają gospodarstwa. To powinno być dobrze przemyślane i omówione z dzieciakami. To można robić od najmłodszych lat, od przedszkola. Trzeba dawać dzieciakom zadania nastawione na działanie i na myślenie, żeby one na przykład musiały zrobić u siebie pod szkołą ogródek i w trakcie sezonu zadbać o niego, zebrać potem plony, ugotować jedzenie. Tak, żeby one widziały, że to nie jest tylko kupowanie pomidorów w sklepie, tylko ten proces trwa pół roku. Tę sadzonkę trzeba najpierw wyhodować z nasionka, potem podlewać, pielić. Takie osoby, które będą miały od najmłodszych lat zakotwiczone myślenie, że to się nie bierze z półki, tylko trzeba nad tym popracować, później będą o to inaczej dbały.

W.M.: A jakie widzisz rozwiązania na teraz?

Doraźne działania też są potrzebne, ale moim zdaniem nie są one efektywne. Za dużo pieniędzy wydajemy doraźnie, po fakcie. Jak już jest powódź, to dajemy pieniądze, żeby te domy odrestaurować  albo przenieść ludzi. A czemu nie dajemy pieniędzy wcześniej na wały przeciwpowodziowe, na zagospodarowanie terenu? To samo jest z rolnictwem. Nie musimy czekać, aż będzie susza albo jakaś inna plaga, żeby potem pomagać. Trzeba myśleć o tym wcześniej.

Ciężko jest wymyślić jedno rozwiązanie idealne dla wszystkich krajów, to zrozumiałe, ale kiedy widzimy, że ta droga nie jest właściwa, to powinna nastąpić refleksja. Dotacje obszarowe, do hektara, w przypadku rolnictwa ekologicznego spowodowały tysiące hektarów uprawy orzecha włoskiego czy jabłonek, które z uprawą ekologiczną nie miały nic wspólnego. Ani nawet z konwencjonalną, bo tam się nie zbierało owoców ani orzechów. Wycofajmy się, jeżeli widzimy, że to nie działa, trudno. A politycy idą w zaparte. Jeżeli jest projekt na pięć lat, to niech się wali, pali, ale musi być zrealizowany. Tylko oni za to konsekwencji nie ponoszą żadnych, a społeczeństwo się z tym męczy. Dobrym rozwiązaniem byłaby zmiana taktyki podejmowania decyzji.

Z doraźnych rozwiązań w ramach WPR ważne byłoby też uszczelnienie rynku dla produktów naszych, krajowych, a w kontekście Unii – dla produktów unijnych. Jeżeli są produkty, które u nas nie rosną, to importujmy z zewnątrz, natomiast w przypadku takich produktów jak jabłka, fasole, pomidory, dynie najpierw zatroszczmy się, żeby nasi rolnicy mogli to sprzedać w odpowiedniej cenie.

Jeżeli chodzi o rolnictwo ekologiczne, to system jest odwrócony do góry nogami. Rolnicy muszą udowadniać na każdym kroku, że są ekologiczni i ponosić spore nakłady finansowe. W tym samym momencie rolnicy konwencjonalni, którzy stosują bardzo duże ilości środków wyniszczających glebę i organizmy żywe, nie ponoszą żadnej odpowiedzialności i przed nikim tłumaczyć się nie muszą. Niech będzie etykietowanie. To rolnik konwencjonalny powinien dać na etykiecie cały wypis środków, jakie były stosowane. Niech klient wie, co będzie jadł oprócz tego bakłażana czy cukinii, niech ma świadomość, że poza warzywem jest tam cała masa pestycydów. Rolnik ekologiczny też powinien używać etykiet i przechodzić kontrole. Ten trend na niecertyfikowane rolnictwo ekologiczne uważam za niewłaściwy. To narzędzie Wspólnej Polityki Rolnej powinno być utrzymane.

Trzeba też promować i wspierać rolników, którzy bezpośrednio zaopatrują klientów. Jeżeli rolnik ma 100 hektarów, ale w dwa tygodnie wywozi wszystko tirami po żniwach, bo ma rzepak, pszenicę i nic więcej, to on ma inne nakłady pracy niż rolnik, który uprawia szereg warzyw i zaopatruje lokalny rynek, co tydzień jeżdżąc do miasta sprzedawać bezpośrednio klientom. On za to nie jest gratyfikowany i nie ma żadnych ulg za taką działalność, a pracy jest znacznie więcej. Nawet jeżeli dopłaty do warzyw są większe niż do zboża, to 400zł za hektar w skali roku  nie jest żadną gratyfikacją. Miasta mogłyby na przykład sfinansować porządne targi, gdzie rolnicy mogliby się wystawiać, bo teraz za to wszystko płaci rolnik.

Albo dlaczego rząd zasłania się przepisami sanepidowymi i w szkołach nie może być żywności ekologicznej? W innych krajach to funkcjonuje: Niemcy, Szwajcaria, Austria, Francja – w szkołach, więzieniach podawane są ekologiczne posiłki, a u nas cały czas się klepie katering marnej jakości i wystawia w korytarzach automaty z coca-colą i batonami.

Kooperatywy spożywcze to jest bardzo fajny trend. Nie chodzi tylko o to, żeby wymierzyć cios w supermarkety – co jest moim zdaniem dobre – ale też o to, żeby bliżej poznać tego rolnika. Taka grupa ludzi zupełnie oderwana od rzeczywistości rolniczej, która większość czasu spędza przed komputerem, niekiedy pierwszy raz widzi, jak wygląda fasola na polu. Albo jak unosi się tabun kurzu za pielnikiem – nikt o tym nie myśli sięgając po produkt na półce.

W.M.: Czym jest dla Ciebie suwerenność żywnościowa?

Suwerenność żywnościowa to jest dla mnie idealny model funkcjonowania rodziny. Takiej, która jest w stanie zaopatrzyć się, przy współpracy z sąsiadami, we własną żywność. Z kolei na poziomie krajowym też powinniśmy być w stanie się sami wyżywić, a do tego nam bardzo daleko. Gdyby teraz nałożono na nas embargo, to byśmy leżeli w przeciągu kilku miesięcy. Suwerenność żywnościowa powinna być wdrożona w przepisy rządowe, samorządowe i gminne w taki  sposób, żeby była zapewniona wystarczająca ilość żywności w kraju. Po drugie, żeby można było przetworzyć tę żywność, która tego wymaga. Żeby tę żywność można było w odpowiednich warunkach składować, potem dystrybuować i ewentualnie, jeżeli jest potrzeba, utylizować. A tego nie ma.

Są osoby, które wykonują dużo pracy na tym polu. Mieczysław Babalski jest sztandarowym przykładem, i słusznie, bo od 85 roku wykonał ogromną pracę i pokazał, że jest to możliwe, żeby od siebie i od rzeszy rolników odbierać produkt, przetwarzać, sprzedawać i robić to na wysokim poziomie, w dobrej jakości. Tak powinno być w skali kraju z każdym rodzajem produktu, czy to z pochodzenia roślinnego, czy zwierzęcego. On zawsze też dba o godziwą płacę i nigdy się nie dorobił na wyzyskiwaniu kogoś innego. Ministerstwo i ODR-y powinny do niego jeździć i się uczyć.

Rozmowę z Moniką Styczek-Kuryluk przeprowadził Wojtek Mejor 10 sierpnia w Krainie Rumianku w Hołownie.

 

Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.

Nyeleni Polska i Instytut Globalnej Odpowiedzialności zapraszają na I Forum Suwerenności Żywnościowej, które odbędzie się w dniach 25-28 stycznia w Warszawie.

Czas połączyć siły i pokazać, że chcemy zdrowej i lokalnej żywności, będącej plonem sprawiedliwych relacji handlowych i odpowiedzialnego traktowania przyrody.

REJESTRACJA TRWA do 10.01.2018

W dniach 25-28.01.2018 w Warszawie spotkają się przedstawiciele i przedstawicielki różnorodnych środowisk, które działają na rzecz dostępu do zdrowej i lokalnej żywności, będącej plonem sprawiedliwych relacji handlowych i odpowiedzialnego traktowania przyrody. Chcemy zdrowej żywności, wytwarzanej w sprawiedliwy i odpowiedzialny sposób. Chcemy podjąć konkretną, międzyśrodowiskową współpracę dla budowy ruchu Suwerenności Żywnościowej w Polsce. Dążymy do konsekwentnej zmiany systemu żywnościowego w oparciu o realne potrzeby ludzi.

Od kilku lat obserwujemy próbę nawiązywania współpracy między mieszkańcami miast i wsi. Konsumenci organizują się w grupy, których celem jest zwiększenie dostępu do zdrowej żywności, pozyskiwanej w sposób odpowiedzialny społecznie i środowiskowo (bezpośrednio od wytwórców). Rolnicy, sadownicy, rybacy, poszukują sposobu na bezpośredni kontakt z konsumentem, który zapewni im lepszą zapłatę za ich pracę. U podstaw wielu z tych działań leży chęć zmiany systemu żywnościowego w kierunku rolnictwa zrównoważonego i ochrony wsi, jako miejsca do życia i pracy. Z drugiej zaś strony widzimy procesy polityczne wspierające trend uprzemysłowienia produkcji żywności, zwiększającą się liczbę dyskontów wypierających lokalne targi i sklepiki. Czy oddolne ruchy będą w stanie stworzyć alternatywę wobec globalnego systemu? Budowa ruchu Suwerenności Żywnościowej nie będzie możliwa bez współpracy. Dlatego zapraszamy Was do udziału w Forum i podzielenia się swoimi doświadczeniami i wyzwaniami.

Suwerenność Żywnościowa to prawo ludzi do decydowania o ich własnej żywności, rolnictwie, hodowli zwierząt, rybołówstwie i systemach zarządzania nimi. To prawo ludzi do kupowania lokalnej, sezonowej i zdrowej żywności. To właśnie te prawa są nam odbierane niewidzialną ręką rynku, w istocie ręką kilku największych korporacji, które w duchu logiki zysku dominują światowy system żywności, pogłębiając różnice społeczne i niszcząc środowisko naturalne. Więcej o suwerenności żywnościowej: Nyeleni Polska.

Forum będzie szansą na spotkanie się środowisk związanych ze zmianą systemu żywności na model suwerenności żywnościowej, w tym producentów (rolników, sadowników, ogrodników, rybaków, pasterzy), dystrybutorów i konsumentów żywności, naukowców i jednostek badawczych, przedstawicieli i przedstawicielek społeczeństwa obywatelskiego oraz organizacji społecznych i pozarządowych. Więcej informacji na stronie.

Jest nas wiele, tworzymy międzynarodowy, oddolny ruch społeczny, którego rządy i instytucje międzynarodowe nie mogą już ignorować. Chcemy suwerenności żywnościowej, dla nas i dla przyszłych pokoleń. Razem możemy ją osiągnąć. Teraz!

Zobacz program Forum

Kiedy? 25–28.01.2018, Gdzie? Marzyciele i Rzemieślnicy, ul. Bracka 25, Warszawa

Opłata za uczestnictwo: standardowa 25zł, solidarnościowa 35zł i więcej, obniżona 15zł. Opłata obejmuje: 2 posiłki dziennie i przerwy kawowe

Pomagamy w organizacji noclegów i przejazdu.

Zarejestruj się już dzisiaj => LINK

Rejestracja potrwa do 10.01.2018

Liczba miejsc ograniczona!

INFO TECHNICZNE dla osób mieszkających w Warszawie:

“Jeśli jesteś z Warszawy, tematyka suwerenności żywnościowej leży Ci na sercu, ale nie możesz wziąć udziału w Forum, może jesteś w stanie nam pomóc w organizacji wydarzenia. Poszukujemy osób, które mogłyby w czasie Forum przenocować uczestników i uczestniczki. W zamian zapraszamy na wydarzenie kulturalne, które odbędzie się w sobotę 27 stycznia o 19:00 w Domu Innowacji Społecznych “Marzyciele i Rzemieślnicy”, znajdujący się na III piętrze Domu Towarowego Braci Jabłkowskich, przy ul. Brackiej 25. Jeśli możesz przenocować kogoś podczas Forum, prosimy o wypełnienie poniższej ankiety (zajmuje to 3 minuty): https://goo.gl/forms/NJO8Hsvn2r2SnZOG3

Organizatorzy Forum:

Nyeleni Polska i Instytut Globalnej Odpowiedzialności:

 

 

 

 

Organizacje partnerskie:

Kooperatywa Spożywcza „Dobrze”

 

 

 

 

 

źródło: Nyeleni Polska

 

Kooperatywa „Dobrze” to grupa ponad 170 osób, która wspólnie prowadzi sklep ze zdrową żywnością w Warszawie, zwiększając dostęp do taniej zdrowej żywności i wspierając  drobne rolnictwo.  Obecnie zbierają pieniądze na otwarcie drugiego sklepu.

Wesprzyj Kooperatywę Dobrze. Pomóż im otworzyć drugi sklep w Warszawie!

Sklep przy ulicy Wilczej 29a powstał 2 lata temu i jest pierwszym w Polsce oddolnym,  nienastawionym na zysk sklepem spółdzielczym. Opiera się na pracy członkiń i członków, ale zakupy w nim mogą robić również klienci zewnętrzni,  korzystając z możliwości kupna wysokiej jakości żywności ekologicznej po cenach niższych niż w konwencjonalnych sklepach ze zdrową żywnością.

Sklep Kooperatywy Dobrze to nie tylko żywność, lecz również wspólnota praktykująca demokrację bezpośrednią i prowadząca działalność edukacyjną.

Wspólnie z Instytutem Globalnej Odpowiedzialności zorganizowali cykl spotkań zatytułowanych „Wartości nie tylko odżywcze”, m.in. o  TTIP,  rolnictwie na terenach okupowanej Palestyny, GMO i marnowaniu żywności, a  samodzielnie warsztat o dobrach wspólnych (the commons), jak również Ogólnopolski Zjazd Kooperatyw.

„Chcemy tworzyć praktyczną alternatywę wobec supermarketów i przemysłowego rolnictwa, ale także promować współdziałanie, przedsiębiorczość społeczną i samoorganizację. Dlatego zajmujemy się też edukacją” – mówi Anna Bień, członkini Kooperatywy.

Dlaczego nowy sklep i na co potrzebne są pieniądze?

Obecny sklep jest mały (30 m²) i powoli przestają się w nim mieścić  – wyczerpują się możliwości zwiększania ilości zamawianej  żywności, nawiązywania  współpracy z nowymi gospodarstwami rolnymi i przyjmowania nowych członków, naturalne więc, że powstał pomysł otwarcie kolejnego, większego sklepu. Na przeszkodzie stoi jednak brak funduszy.

„Nasz model przedsiębiorstwa non-profit działa sprawnie i służy wielu ludziom, dlatego chcemy go rozwijać. Prowadząc warzywniak nie generujemy jednak wystarczających dochodów, aby móc całkowicie ponieść koszt nowej inwestycji. Nie chcemy zadłużać się w bankach, dlatego naturalnym rozwiązaniem jest zwrócenie się do osób, które podzielają nasze wartości i widzą potrzebę myślenia o ekonomii, o mieście, o współpracy w nowy sposób” – mówi Nina, odpowiadająca w Kooperatywie za kontakty z dostawcami.

Na rozkręcenie nowego sklepu  – remont, wyposażenie ( m.in. kasa fiskalna, lodówki, regały  lady chłodnicze) oraz zakup towarów potrzeba ok. 40 000 złotych. W celu zgromadzenia potrzebnych funduszy  kooperatywa rozpoczęła   zbiórkę na popularnym portalu PolakPotrafi, gdzie osoby z całej Polski mogą przekazywać środki na rzecz drugiego sklepu. Do lokalnej społeczności adresowana jest akcja „Kredyt Zaufania” – emisja bonów, będących społecznościową pożyczką na remont nowego lokalu.

 „Dwa lata temu wzięliśmy sprawy w swoje ręce i otworzyliśmy pierwszy w Polsce sklep kooperatywy spożywczej! Dziś nasz sklep przy Wilczej 29a cieszy się uznaniem mieszkańców Warszawy, co daje nam impuls do rozwoju i szansę zwiększenia wpływu na nasze otoczenie” – przekonuje Kasia, koordynatorka sklepu. „Chcemy zachęcić wszystkich, którym bliskie są idee współpracy, samoorganizacji, sprawiedliwej ekonomii i zrównoważonego rozwoju aby wsparli naszą inicjatywę. To co robimy naprawdę działa!”

Wejdź na PolakPotrafi.pl i wesprzyj zbiórkę Kooperatywy Dobrze!

O Kooperatywie „Dobrze”  pisaliśmy w numerze 023 Zielonych Wiadomości z września 2015 roku: Więcej niż sklep oraz tutaj: Jedzenie jest modne, rolnicy mniej.

Zachęcamy do wsparcia tej  niezwykle pożytecznej inicjatywy!

Strona internetowa Kooperatywy „Dobrze”: www.dobrze.waw.pl, fanpage na Facebooku: www.facebook.com/kooperatywadobrze/

Książki kucharskie przybierają dziś formy modowych żurnali. Żywność jest modna, rolnicy mniej. W szale mody na organic, bio, vegan, gluten-free i fair trade, mało kto dostrzega mechanizmy działania branży spożywczej.

Produkcja i dystrybucja żywności poddana jest tym samym regułom kapitalistycznej gry, co inne sektory gospodarki (kumulacja kapitału, prywatyzacja zysków, uspołecznienie kosztów i eksploatacja środowiska). Tym co ją wyróżnia, jest stosunkowa łatwość uchwycenia zmian i ich wpływu na wszystkie grupy społeczne w Polsce po 1989 roku. W końcu wszyscy coś jemy. Codziennie.

Coraz trudniej jest kupić nieprzetworzoną, świeżą i zdrową żywność za przystępną cenę – to fakt. Widzimy to niezależnie od tego, w jak dużym mieście mieszkamy i jaki mamy budżet. Produkcja i dystrybucja żywności podlega dynamicznym zmianom, wynikającym z podporządkowania mechanizmom globalnego rynku. Mechanizmom szkodliwym dla ludzi i środowiska, w którym żyją. Powszechność tych zjawisk daje szansę mobilizacji grup dotąd nie utożsamiających się z działaniami kontestującymi neoliberalny porządek.

Miasto

Polska jest jednym z nielicznych państw w Unii Europejskiej, które nie regulują rozwoju sektora handlu wielkopowierzchniowego, zwłaszcza tzw. dyskontów. Tą sferą rządzi „niewidzialna ręka”, czyli budżety ponadnarodowych koncernów. Jak okazało się niedawno koncerny te były też bezpośrednio wspierane przez pieniądze publiczne (Bank Światowy i Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju przyznały się, że udzielały pożyczek na finansowanie ekspansji sieci LIDL i KAUFLAND w Europie Środkowej (1)). Z taką konkurencją niezależne, rodzime sklepy błyskawicznie tracą klientów. Są wypychane z rynku artykułów spożywczych oraz drobnej chemii gospodarczej, bo w sprzedaży tych właśnie towarów specjalizują się sieci dyskontowe.

Konsekwencje tego procesu są typowe dla kapitalizmu –  wyzysk pracowników(2), maksymalizacja zysków kosztem kontrahentów i przede wszystkim kreatywna księgowość pozwalająca uniknąć opodatkowania. Oferta takich sklepów przyczynia się także do „od-lokalnienia” codziennych zakupów, bowiem przy tak dużej skali działalności koszty transportu są mało istotne w porównaniu z kosztami produkcji. Na półkach dominują towary od dużych dostawców, zunifikowane, często wysoce przetworzone lub wzbogacone w konserwanty ułatwiające ich przechowywanie i transport.

Droga żywności od producenta jest długa i nieprzejrzysta. Konsumenci są nieświadomi społecznych i środowiskowych konsekwencji kupowania importowanej i przemysłowo produkowanej żywności, nie mówiąc już o znajomości kalendarza plonów.  Przyzwyczajeni do dumpingowo niskich cen, nie rozumieją zwyżki cen związanej z klęskami naturalnymi (susza 2015). Brak kontaktu między rolnikami, a mieszkańcami miast nie tworzy podstaw do budowy zaufania i wspierania się, kiedy to potrzebne. Przypomnijmy – wiosną 2015r., w czasie gdy mieszkańcy stolicy odwiedzają kolejne eko targi i bazary w poszukiwaniu zdrowej żywności, pod Kancelarią Premiera protestują rolnicy domagający się m.in. zakazu spekulacji ziemią i regulacji umożliwiających sprzedaż bezpośrednią produktów wytwarzanych w ich gospodarstwach. Poparcie czy choćby zainteresowanie protestem ze strony mieszkańców miast jest znikome. Solidarność jawi się jako jakieś abstrakcyjne pojęcie.

Wieś

Na wsi postępuje uprzemysłowienie rolnictwa i upadek małych gospodarstw. Wraz z rosnącym udziałem dużych sieci handlowych na polskim rynku, wzrasta znaczenie producentów żywności działających na tak dużą skalę, by móc stać się ich partnerem. Ten rodzaj gospodarowania opiera się na intensywnym wykorzystaniu maszyn i agrochemii, co skutkuje zanieczyszczeniem środowiska, pogorszeniem jakości wytwarzanej żywności, czy niekorzystnymi zmianami w krajobrazie. Mniejsze gospodarstwa, wykorzystujące bardziej przyjazne dla środowiska metody gospodarowania, nie są w stanie sprostać wymogom pośredników i narzucanym przez nich warunkom (m.in. odroczona płatność, wielkość dostaw itp.). Dodatkowo, łatwość transportu i dominacja wielkich sieci powoduje, że konkurencja w rolnictwie staje się globalna. Trudności małych gospodarstw chcących utrzymywać się ze sprzedaży żywności są potęgowane przez stopniowe zanikanie skupów produktów rolnych oraz słabą kondycję rolniczej spółdzielczości. W efekcie obserwujemy masowy odpływ młodych mieszkańców z polskiej wsi, a w wielu miejscach kraju – zanikanie specyficznej kultury związanej z wsią rolniczą. Pamiętam rozmowę z Marcinem, jednym z rolników z Zielonego Miasteczka. Pochodzi z zachodnio-pomorskiego. „W moim regionie kiedyś było 2000  gospodarstw, teraz jest 100. Gdzie mamy pracować? Jak byłem dzieckiem w  podstawówce, było nas 30 osób w klasie rolniczej – dzieci rolników.  Dzisiaj zostało nas trzech. Reszta wylądowała na zmywaku w Irlandii”.

 BIO

W dużych miastach zauważalny staje się rozwój sektora „ekologicznego”, oferującego żywność uprawianą bez nawozów sztucznych, ograniczającą opryski, produkowaną z poszanowaniem środowiska, zwykle bogatszą w wartości odżywcze i smakowe. Niestety jest ona pozycjonowana na rynku jako luksusowa, a zatem niedostępna dla większości osób ze względu na wysoką marżę (dodawaną do i tak relatywnie wysokiego kosztu produkcji). Zawyżona cena nie tylko ogranicza dostęp do takiej żywności dla konsumentów, ale przyczynia się także do tworzenia bariery popytowej dla rozwoju rolnictwa ekologicznego w Polsce. W rezultacie mniej rolników – napotykających  opisane przez nas wcześniej problemy – może wzmocnić swoją pozycję na rynku, dzięki przestawieniu się na ekologiczne metody produkcji. Szansą na przełamanie tej sytuacji jest nawiązanie bezpośrednich relacji między producentami i konsumentami oraz zwiększenie świadomości tej drugiej grupy.

Zalążki współpracy Miasto-wieś

Budowanie świadomości i odpowiedzialności konsumenckiej poprzez nawiązywanie bezpośrednich relacji (także handlowych) między rolnikami i konsumentami staje się ważną płaszczyzną aktywizmu społecznego. W ten sposób, podstawowa potrzeba biologiczna (dostęp do zdrowej żywności) łączy się z działaniem obywatelskim (współdziałanie na rzecz realizowania ważnej potrzeby społecznej).

Kooperatywy Spożywcze

Kooperatywny model współdziałania pozwala konsumentom wziąć odpowiedzialność za sposób zaspokajania swojej potrzeby, a przy tym wspiera sprawiedliwą wymianę handlową (domestic fair trade). Dodatkowo część kooperatyw odwołując się do wartości spółdzielczych, kładzie nacisk na zasady demokratycznej samoorganizacji i współpracy, a także próbuje odzyskać i nadać znaczenie pojęciu wspólnoty.

Ponad 5,5 roku temu grupa warszawskich aktywistów założyła Warszawską Kooperatywę Spożywczą, pierwszą taką inicjatywę żywnościową w Polsce. Jej celem było omijanie pośredników. Od tego czasu w całym kraju powstało kilkanaście podobnych grup, które poprzez wspólne zakupy chcą odzyskać kontrolę nad łańcuchem dostaw. Poza kooperatywami powstało kilkadziesiąt grup zakupowych oraz kilka systemów RWS (rolnictwa wspieranego przez społeczność). Aktywizm „żywnościowy” stał się regularną praktyką społeczną i sposobem na omijanie patologii obecnego rynku dla kilkunastu/kilkudziesięciu społeczności w Polsce. Choć nadal jest nurtem niszowym, to obiecująco przybiera na sile.

 Obserwujemy w Polsce różne kierunki rozwoju kooperatyw. Aby były skuteczne w realizacji swojego podstawowego celu – odbudowywania partnerskich relacji na linii miasto-wieś,  muszą one przybrać formę sprawnie działających organizacji ze stosunkowo dużą siłą nabywczą. Skala zamówień żywności jest bowiem podstawą do tego, aby stać się partnerem w relacjach z rolnikami uprawiającymi ziemię w sposób zrównoważony, gdyż koszty wytwarzania takiej żywności są wysokie. Między innymi dlatego Kooperatywa Spożywcza „Dobrze” w sierpniu 2014 r. otworzyła pierwszy w Polsce oddolny sklep spółdzielczy.

Założyliśmy społecznościowy sklep, który obok zaopatrywania w lokalną żywność, tworzy wspólnotę praktykującą demokrację bezpośrednią. Po roku funkcjonowania sklepu stowarzyszamy i zaopatrujemy w żywność blisko 150 gospodarstw domowych*, i mamy niemal drugie tyle klientów. Stale współpracujemy bezpośrednio z ok. 15 gospodarstwami rolnymi, głównie z województwa mazowieckiego. Nasza Kooperatywa działa skutecznie i rozwija się m.in. dlatego, że za warunek funkcjonowania uznała stworzenie miejsc pracy dla najbardziej zaangażowanych członków i członkiń. Dzisiaj na płatnych stanowiskach udaje nam się zatrudniać 5 osób należących do „Dobrze”. Dodatkowym czynnikiem umożliwiającym nam działanie jest finansowa i fizyczna kontrybucja wszystkich członków i członkiń kooperatywy.

 *Sklep Kooperatywy „Dobrze” jest zarządzany i prowadzony przez członków i członkinie zrzeszone w stowarzyszeniu o tej samej nazwie. Jego działanie opiera się na finansowym i „czasowym” zaangażowaniu członków i członkiń. Wszyscy w Kooperatywie pracują min. 3 godziny w miesiącu (praca wolontariacka), wykonując rozmaite czynności związane z funkcjonowaniem sklepu lub Kooperatywy. Wypełnienie „dyżuru” w danym miesiącu jest warunkiem uzyskania zniżki członkowskiej w miesiącu kolejnym. Wszyscy w Kooperatywie płacimy składki członkowskie (min. 150zł/6miesięcy, uzależnione od wielkości gospodarstwa). Dzięki temu udaje nam się obniżyć koszty prowadzenia sklepu, a przez to i ceny produktów, które członkom i członkiniom sprzedawane są po cenie producenckiej plus koszty transportu i strat.  Jasno określone reguły i konsekwencje za niestosowanie się do nich sprawiają, że udaje nam się utrzymać wysokie zaangażowanie członków i członkiń (na poziomie 90-95%). Sklep Kooperatywy jest otwarty także dla „zwykłych” ludzi, niezrzeszonych. Klienci i klientki sklepu kupują żywność po cenach wyższych, z marżą. Dzięki takiemu rozwiązaniu możemy prowadzić przedsiębiorstwo (tak! przedsiębiorstwo społeczne)  w sposób bezpieczny, utrzymując płynność dzięki składkom członkowskim i zarabiając na swoje koszty dzięki sprzedaży dla klientów. Model ten choć niełatwy, daje możliwość ciągłego rozwoju, a przede wszystkim dla wielu osób tworzy praktyczną alternatywę wobec wszechobecnych sieciówek.
 RWS

Nieco nowszym i stale rozwijającym się sposobem na wsparcie drobnego rolnictwa jest system Rolnictwo Wspierane przez Społeczność (RWS). Zakłada on kontraktowanie upraw bezpośrednio u rolników/ek oraz współuczestnictwo w kosztach związanych z prowadzeniem gospodarstwa. W RWS-ie płaci się jakoby nie tylko za żywność, ale również za rolnictwo.

RWS to model współpracy między konsumentami i producentami żywności, który tworzy dogodne warunki działalności dla drobnych gospodarstw rolnych. Relacja między obiema grupami, zwykle zapośredniczona przez rynek, na którym główną motywacją jest zysk, zmienia się w osobisty, oparty na zaufaniu kontakt, w którym szacunek i obustronna opieka wypierają logikę rynkową. W RWS-ie konsumenci płacą rolnikom z góry na początku sezonu pewną ustaloną na podstawie budżetu kwotę. Dzięki takiemu rozwiązaniu rolnik zna swój roczny przychód, i niezależnie od urodzaju czy wahań cen rynkowych z powodzeniem prowadzi gospodarstwo. Płatności dokonywane wczesną wiosną dają gospodarstwu środki niezbędne do zakupu nasion i drobnego sprzętu, co pozwala uniknąć pożyczek, a tym samym zależności od kaprysów systemu bankowego.

Dodatkową zaletą RWS-u jest oszczędność czasu rolników. Wielu z nich, szczególnie jeśli produkują ekologicznie, sprzedaje swe produkty na targach. Dostarczając wszystkie produkty tylko raz w tygodniu, nie muszą tracić czasu na targowisku, szukać nowych odbiorców, ani spędzać czasu na reklamowaniu swoich warzyw.

Jest to system bez wątpienia korzystny najbardziej dla rolników, a jednakowoż jak do tej pory, niewiele gospodarstw zdecydowało się na taki model. Dla odbiorców model ten jest gwarancją lokalnego pochodzenia oraz walorów zdrowotnych żywności. Znaczną wadą jest jednak jego sezonowość. Jak dotąd powstało w Polsce około 5 grup RWS (3).

Zakończenie

Jedną z wyraźnie widocznych w Polsce przemian jest dynamiczny rozwój  sieci handlowych. Według badań CBOS z 2013 roku, już 88% Polaków większość swoich zakupów spożywczych realizuje w dyskontach, marketach lub supermarketach.

Nic dziwnego, że w kraju niskich zarobków i umów śmieciowych króluje dumpingowa i równie śmieciowa żywność. Jeszcze długo na ekologiczną żywność nie będzie stać większości społeczeństwa. Jednak dla tych, którzy chcą i mogą wspierać sprawiedliwy handel i zrównoważone rolnictwo, pojawia się coraz więcej alternatyw. Zdecentralizowany i swobodny rozwój „spożywczego aktywizmu” sprawił, że w całej Polsce istnieje kilkanaście-kilkadziesiąt modeli bezpośredniej współpracy na linii miasto-wieś. Każdy z nich jest niepowtarzalny.

Przypisy

(1) http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,18508862,w-lidlu-zwiazkow-zawodowych-nie-bedzie.html

(2) http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,18508862,w-lidlu-zwiazkow-zawodowych-nie-bedzie.html

(3) http://rws.waw.pl

Artykuł opublikowany po raz pierwszy w broszurce: ABC kapitalizmu – zeszyt drugi

Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.

Polityka rolna pozbawiona oparcia w refleksji nad więzią między społeczeństwami a środowiskiem skazana jest na porażkę – przekonuje redakcja „Green European Journal” we wstępie do numeru poświęconego rolnictwu i żywności. (więcej…)

W 1993 r. nowo wybrane władze miasta Belo Horizonte, stolicy stanu Minas Gerais w Brazylii ogłosiły, że dostęp do żywności jest prawem każdego mieszkańca. Patrus Ananias de Souza, nowy burmistrz, wdrażanie planu walki z głodem rozpoczął od stworzenia 20-osobowej rady składającej się z obywateli, robotników, przedstawicieli biznesu i kościoła, która miała wprowadzać nową politykę żywnościową w życie. Powstały liczne rolnicze targi, na których lokalni drobni farmerzy mogli sprzedawać swoje zbiory bezpośrednio. Zachęcono drobnych przedsiębiorców do zakładania sklepów ABC (od portugalskiego „żywność po niskich cenach”), w których obowiązywały ustalone przez władze miasta niskie ceny dla kilkunastu wybranych produktów pochodzących od lokalnych wytwórców. W mieście zaczęły powstawać „restauracje ludowe”, w których cena za posiłek nie przekraczała 1 reala brazylijskiego (1,50 zł). Samorządowy plan uwzględnił również edukację w zakresie zdrowego odżywania się, a także kontrolę jakości oraz cen żywności dostępnej w sklepach na terenie miasta. Informacje o najniższych cenach publikowane były w ogólnodostępnych miejscach, takich jak chociażby przystanki autobusowe.

Takie systemowe rozwiązania mogłyby być marzeniem członków i członkiń kooperatyw spożywczych, których naczelną zasadą jest samoorganizacja celem pozyskania taniej i zdrowej żywności. W Polsce działa ich już ok. 10 w największych miastach, takich jak Warszawa, Łódź, Poznań, Gdańsk czy Kraków. Zakupy robione są z różną regularnością, niestety przeważnie na lokalnych giełdach, które tylko w przypadku sezonowych produktów gwarantują dostęp do świeżej żywności, inne produkty są importowane lub hodowane w warunkach szklarniowo-chemicznych; nie zawsze udaje się też ominąć pośredników. Podejmowane są próby nawiązania kontaktu z lokalnymi rolnikami, którzy uprawiają zdrową żywność, jednak tu bardzo trudny do ominięcia jest wymóg certyfikowania, który automatycznie podnosi ceny. Inną przeszkodą w utrzymaniu stałej więzi z lokalnymi producentami jest fakt, że kooperatywa to struktura nieformalna, niehierarchiczna, a przez to niestabilna, o rotacyjnym składzie członków, niejednokrotnie utrzymywana na barkach kilku najwytrwalszych osób.

„Z natury więc kooperatywy spożywczej wynika, że jest ona stowarzyszeniem otwartym dla wszystkich, przyrodzoną nieprzyjaciółką wszelkich monopoli i ograniczeń, prawdziwym stowarzyszeniem ludowym. Biorąc na siebie zadanie bezpośredniego nabywania towarów, dąży ona z konieczności rzeczy do tego, aby ogarnąć sobą wszystkich spożywców, tj. wszystkich ludzi; czyli, innymi słowy, aby zawładnąć całym rynkiem krajowym, aby ten rynek zorganizować i przystosować do potrzeb ludności, odebrać rządy jego z rąk kapitalistów i kupców i oddać w ręce ludu”, pisał Edward Abramowski na przełomie XIX i XX w. Jednym z realnych śladów czerpania z myśli Abramowskiego jest tzw. „fundusz gromadzki”, będący swego rodzaju wewnętrznym 10% podatkiem narzucanym na każde zakupy dokonywane poprzez Kooperatywę. Obecnie jest on przeznaczany na wspomaganie lokalnych inicjatyw promujących idee sprawiedliwości społecznej lub w razie konieczności może stanowić kasę zapomogową dla członków i członkiń. Według teoretyka spółdzielczości Romualda Mielczarskiego fundusz miał stanowić wspólny zysk kooperatywy, który następnie inwestowany byłby w rozwój chociażby infrastruktury (tak przecież powstał w 1907 r. w Łodzi związek Społem, do dziś zarządzany przez współtworzące go Spółdzielnie Spożywców).

Wyzwanie, przed jakim stoją dziś kooperatywy, to dostęp do zdrowej, świeżej i taniej żywności, skoro członkowie i członkinie to świadomi konsumenci, dla których alternatywą nie są sklepy z certyfikowaną organiczną żywnością – zdrowa żywność nie powinna być wszak przywilejem klasy średniej. Jedną z możliwości jest bezpośrednie wsparcie gospodarstwa rolnego na regularnych zasadach – zarówno finansowo, logistycznie, jak i fizyczną pracą przy kolejnych etapach upraw w myśl zasady „you do not pay for food, you pay for agriculture”. System rolnictwa wspieranego przez społeczność (Community Supported Agriculture)1 opiera się na dzieleniu upraw, ale i odpowiedzialności, a co za tym idzie ryzyka związanego z nieudanym plonem.

W 2011 r. mieszkańcy miasta Sedgwick w stanie Maine (USA) wbrew prawu stanowemu przyjęli uchwałę, zgodnie z którą lokalni farmerzy mogliby sprzedawać żywność bezpośrednio. W kolejnych miesiącach podobną uchwałę przyjęły kolejne miasta tego stanu: Penobscot, Blue Hill, Trenton, Hope, Plymouth, Appleton i Livermore. „Uznajemy, że mamy prawo do wytwarzania, przetwarzania, sprzedawania, kupowania i konsumowania lokalnej żywności, promując w ten sposób samowystarczalność, dbając o zachowanie rodzinnych farm i lokalnych tradycji żywnościowych. Prawo do posiadania lokalnego systemu żywnościowego jest związane z naszym niezbywalnym prawem do samostanowienia” – czytamy w uchwale przyjętej w Penobscot. W Polsce to właśnie kooperatywy spożywcze powinny być propagatorkami dyskusji na temat nawyków konsumenckich, a przede wszystkim obywatelskiego udziału w kształtowaniu polityki rolnej i żywieniowej.