Do Przewodniczących Parlamentu Europejskiego, Rady Europejskiej i Komisji Europejskiej oraz Krajów Członkowskich UE,

Z wielkim niepokojem odnotowaliśmy podpisanie w dniu 28 czerwca tego roku umowy o wolnym handlu pomiędzy międzynarodową organizacją gospodarczą Mercosur (aktywne kraje członkowskie: Argentyna, Brazylia, Paragwaj, Urugwaj) a Unią Europejską. Umowa dotyczy między innymi eksportu produktów rolnych z krajów Mercosur do UE, przez co promuje postępujące wylesianie oraz industrializację rolnictwa w Ameryce Południowej, a jednocześnie zagraża lokalnej produkcji rolnej w Europie. Negocjacje w jej sprawie trwały prawie 20 lat, a podpisano ją w momencie, w którym nasilający się kryzys klimatyczno-ekologiczny zbliża się do punktu krytycznego, grożąc katastrofą [zob. np. 1, 2], czego wyrazem są również rosnące protesty oddolnych ruchów społecznych, wzywające rządy do działań – wspierane przez szerokie środowisko naukowe [2, 3].

Kryzys klimatyczno-ekologiczny jest wywołany emisją gazów cieplarnianych oraz dewastacją środowiska naturalnego. W stopniu znaczącym przyczynia się do niego część systemu produkcji żywności określana jako rolnictwo przemysłowe, oparte na wielkoobszarowych uprawach oraz fermach przemysłowych [4, 5]. Rolnictwo przemysłowe prowadzi do wylesiania, degradacji gleby, spadku bioróżnorodności obszarów rolniczych, produkuje duże ilości trudnych do oczyszczenia ścieków. Z tych powodów jest również nieodporne na zmieniające się warunki klimatyczno-środowiskowe [5]. Ponadto, transport żywości na duże odległości – samolotami, statkami, transportem samochodowym – generuje znaczną emisję gazów cieplarnianych.

Obecnie konieczne jest podejmowanie szeroko zakrojonych działań służących zahamowaniu dalszej eskalacji kryzysu środowiskowego oraz adaptacji do tych jego skutków, którym nie da się już zapobiec. Znaczne zwiększenie udziału lokalnych, rozproszonych gospodarstw rolnych w systemie produkcji żywności powinno być jednym z priorytetów [1, 5, 6]. Ograniczy to nie tylko emisję gazów cieplarnianych oraz degradację środowiska, ale co równie istotne – zwiększy lokalną suwerenność żywnościową w czasach rosnącej gwałtowności zmian środowiskowych [np. 5, 6]. Zahamuje też obserwowaną obecnie masową migrację ludności z terenów wiejskich do coraz gęściej zaludnionych miast. Spowodowane jest to m.in. spadkiem zatrudnienia w rolnictwie na skutek jego uprzemysłowienia i prowadzi do rosnących konfliktów społecznych. Podpisana umowa wręcz nasili ekspansję rolnictwa przemysłowego w obszarach wyjątkowo cennych z punktu widzenia ochrony globalnego klimatu i bioróżnorodności, ze wszystkimi negatywnymi skutkami wspomnianymi powyżej.

Umowa ta stoi też w jawnej sprzeczności z podpisaną 17.12 2018 przez ONZ Deklaracją Praw Chłopów i Chłopek oraz Innych Osób Pracujących na Wsi [6], mającą na celu między innymi właśnie wspieranie małych i średnich gospodarstw oraz lokalnej produkcji żywności. Umowa między UE a Mercosur doprowadzi do importu tanich produktów rolnych z Ameryki Południowej, z których cenami nie będą mogli konkurować lokalni rolnicy europejscy. Umowa jest też w sprzeczności z Celami Zrównoważonego Wzrostu, podpisanymi przez Unię Europejską 25.09 2015 [7], choćby przez to, że prowadzi do intensyfikacji transportu na duże odległości oraz do zmniejszenia udziału lokalnej produkcji żywności w Europie.

Ponadto, obecnie gwałtownie rośnie wylesianie terenów Puszczy Amazońskiej, między innymi pod uprawę soi i trzciny cukrowej oraz hodowlę bydła i drobiu. Przy zwiększonym imporcie (zgodnie z umową) tych produktów do Unii Europejskiej, trend ten będzie się jeszcze nasilać. Należy tutaj podkreślić, że wylesianie, szczególnie obszarów tak ważnych jak naturalne ekosystemy leśne Puszczy Amazońskiej, jest jedną z głównych przyczyn obecnego kryzysu klimatyczno-ekologicznego [1, 2, 8], powodując jednocześnie zabieranie terytoriów ludom rdzennym, co jest fundamentalnie sprzeczne z poszanowaniem praw człowieka.

W trosce o przyszłość, nie tylko przyszłych pokoleń, ale i obecnie żyjących osób, zwracamy się z apelem do nowego Parlamentu Europejskiego oraz do Krajów Członkowskich UE o natychmiastowe odstąpienie od umowy z Mercosur, a także wykluczenie dalszych negocjacji tego lub podobnych porozumień. Musi się to odbyć już teraz, by zatrzymać zarówno dewastację środowiska naturalnego przez koncerny przewidujące wzrost eksportu żywności z Ameryki Południowej do Unii Europejskiej na skutek podpisanej umowy, jak i upadek lokalnych gospodarstw w Europie.

Źródła:

[1] https://naukadlaprzyrody.pl/2019/08/20/musimy-zmienic-nasz-sposob-zycia-na-ziemi-alarmuje-raport-specjalny-onz/

[2] naukadlaprzyrody.pl/2018/01/31/naukowcy-ostrzegaja-wkrotce-moze-byc-za-pozno/

[3] naukadlaprzyrody.pl/2019/03/15/oswiadczenie-naukowcow-o-konsensusie-w-sprawie-zmiany-klimatu/

[4] www.ipcc.ch/2019/08/08/land-is-a-critical-resource_srccl/

[5] pl.boell.org/sites/default/files/atlas_rolny_strony_maly.pdf

[6] news.un.org/en/story/2018/12/1028881

[7] ec.europa.eu/europeaid/policies/sustainable-development-goals_en

[8] https://www.ucsusa.org/global-warming/stop-deforestation/whats-driving-deforestation

Naukowców chcących poprzeć apel prosimy o wypełnienie tej ankiety. Osoby niebędące naukowcami zapraszamy do wsparcia apelu tutaj.

źródło: Nauka dla przyrody

Sygnatariuszki i sygnatariusze apelu:

1. dr hab. Paulina Kramarz, prof. UJ, Instytut Nauk o Środowisku, Wydział Biologii, Uniwersytet Jagielloński w Krakowie

2. dr Zofia Prokop, Instytut Nauk o Środowisku, Wydział Biologii, Uniwersytet Jagielloński w Krakowie, pełnomocniczka Dziekana WB d.s. kryzysu klimatyczno-ekologicznego

3. dr hab. Maciej Pabijan, Instytut Zoologii i Badań Biomedycznych, Wydział Biologii, Uniwersytet Jagielloński w Krakowie

4. prof. dr hab. Wiesław Babik, Instytut Nauk o Środowisku, Wydział Biologii, Uniwersytet Jagielloński w Krakowie

5. dr inż. Michał Stuglik, Centrum Genetyczne

6. mgr Artur Górecki, Instytut Botaniki, Wydział Biologii, Uniwersytet Jagielloński w Krakowie

7. dr hab. Łukasz Michalczyk, Uniwersytet Jagielloński, Wydział Biologii

8. dr inż. Marta Niedzicka , Qiagen

9. dr Justyna Kierat, Nauka dla Przyrody

10. dr hab. Anna Stefanowicz, Instytut Botaniki im. W. Szafera Polskiej Akademii Nauk

11. dr Marta Kras, Uniwersytet Gdański

12. mgr Monika Prus,

13. dr Aleksandra Walczyńska, Uniwersytet Jagielloński, Wydział Biologii

14. dr Marta Labocha-Derkowska, Instytut Nauk o Środowisku, Wydział Biologii, Uniwersytet Jagielloński

15. prof. dr hab. Piotr Skubała, Uniwersytet Śląski

16. dr Maciej Grzybek, Zakład Parazytologii Tropikalnej, Instytut Medycyny Morskiej i Tropikalnej, Gdański Uniwersytet Medyczny

17. dr hab. Marcin Kadej, Uniwersytet Wrocławski, Wydział Nauk Biologicznych, Instytut Biologii Środowiskowej

18. dr Katarzyna Gacek-Bogucka, Instytut Hodowli i Aklimatyzacji Roślin – Państwowy Instytut Badawczy (IHAR-PIB)

19. dr hab. Agnieszka Bednarska, Instytut Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk

20. prof. dr hab. Ryszard Laskowski, Uniwersytet Jagielloński

21. dr hab. Agnieszka Pajdak-Stós, Instytut Nauk o Środowisku Uniwersytet Jagielloński

22. dr Kasia Piwosz, Morski Instytut Rybacki-PIB; Instytut Mikrobiologii Czeskiej Akademii Nauk

23. dr Mateusz Płóciennik, Department of Invertebrate Zoology and Hydrobiology, Faculty of Biology and Environmental Protection, University of Łódź

24. prof. dr hab. Zuzanna Setkowicz, Uniwersytet Jagiellonski Wydzial Biologii

25. dr inż. Lech Buchholz, Świętokrzyski Park Narodowy

26. mgr Maciej Bonk, Instytut Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk

27. mgr inż. Rafał Maciaszek, SGGW / Warsaw University of Life Sciences

28. mgr Aleksandra Kolanek, Instytut Geografii i Rozwoju Regionalnego Uniwersytetu Wrocławskiego

29. dr inż. Anna Finkers-Tomczak, KeyGene

30. prof. dr hab. Mariusz Lamentowicz, UAM Poznań

31. dr Justyna Kubacka, Muzeum i Instytut Zoologii PAN

32. dr Bohdan Widła

33. mgr Dagmara Król, Uniwersytet Wrocławski

34. dr Mateusz Buczek, Instytut Nauk o Środowisku, Wydział Biologii, Uniwersytet Jagielloński

35. dr hab. Szymon Zubek, Instytut Botaniki, Wydział Biologii, Uniwersytet Jagielloński

36. mgr Alicja Pawelec , Uniwersytet Warszawski

37. dr inż. Szymon Gackowski, Leave No Trace Master Educator

38. dr Robert Maślak , Instytut Biologii Środowiskowej, Uniwersytet Wrocławski

39. dr hab. Magdalena Ruta, prof. UJ, Wydz. Historyczny UJ

40. dr hab. Edyta Kotlińska-Hasiec

41. dr Anna Maria Łabęcka, Uniwersytet Jagielloński, Instytut Nauk o Środowisku

42. mgr Wojciech Doroszewicz, Wydział Geografii i Studiów Regionalnych UW, Fundacja Terra Brasilis

43. dr Monika Bubka, Uniwersytet Jagielloński, Wydział Biologii

44. dr Magdalena Jarzębowska, Małopolskie Centrum Nauki

45. dr Paweł M. Owsianny , Nadnotecki Instytut UAM w Pile, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

46. dr Krystyna Nadachowska-Brzyska, Uppsala University

47. dr Krzysztof Dudek, AGH University of Science and Technology

48. dr hab. Krzysztof Gwosdz, Uniwersytet Jagielloński

49. mgr Bartłomiej Wocheń, Wydział BiOŚ, Uniwersytet Łódzki

50. mgr Paulina Dobrowolska , Uniwersytet Łódzki

51. dr hab. Krzysztof Gwosdz, Uniwersytet Jagielloński

52. dr Karolina Kuszewska, Uniwersytet Jagielloński w Krakowie

53. mgr Weronika Janeczko , Uniwersytet Jagielloński, Instytut Psychologii

54. dr hab. Hajnalka Szentgyörgyi, Instytut Botaniki, Wydział Biologii, Uniwersytet Jagielloński w Krakowie

55. dr Joanna Malita-Król, Instytut Religioznawstwa, Uniwersytet Jagielloński

56. prof. dr hab. Aleksandra Gaweda, Uniwersytet Śląski w Katowicach

57. prof. dr hab. Szymon Malinowski, Uniwersytet Warszawski

58. dr hab. Renata Tandyrak, Uniwersytet Warmińsko – Mazurski w Olsztynie

59. dr Joanna Puchalska , Instytut Bliskiego i Dalekiego Wschodu Uniwersytetu Jagiellońskiego

60. prof. dr hab. Krzysztof Janeczko, Jagiellonian University

61. mgr Michał Banaś, ING PAN

62. dr Magdalena BUDZISZEWSKA , Uniwersytet Warszawski

63. mgr inż. Diana Twardak, Akademia Górniczo-Hutnicza im. Stanisława Staszica w Krakowie

64. dr hab. Wawrzyniec Konarski, Akademia Finansów i Biznesu Vistula

65. dr Beata Czyż, Uniwersytet Wrocławski

66. dr Maciej Grodzicki , Uniwersytet Jagielloński

67. prof. dr hab. Paweł Koperski, Uniwersytet Warszawski

68. mgr inż. Teresa Jagielska, Uniwersytet Warmińsko – Mazurski w Olsztynie

69. prof. dr hab. Wiesław Banyś, Uniwersytet Śląski

70. dr hab. Anna Orczewska , Katedra Ekologii, Uniwersytet Śląski w Katowicach

71. dr hab. prof. UWr Krzysztof Świerkosz, Muzeum Przyrodnicze Uniwersytetu Wroclawskiego

72. dr hab. Mirosława Huflejt-Łukasik, Wydział Psychologii Uniwersytet Warszawski

73. dr Maciej Konopiński, Instytut Ochrony Przyrody PAN

74. dr Robert Kalak,

75. dr Krystyna Kozioł, Wydział Chemiczny, Politechnika Gdańska

76. dr Rafał Ruta, Wydział Nauk Biologicznych, Uniwersytet Wrocławski

77. dr Wojciech Drzewicki , Uniwersytet Wrocławski

78. mgr Mateusz Meserszmit , Uniwersytet Wrocławski

79. dr Paweł Nejfeld,

80. dr Beata Anna Polak, Pracownia Pytań Granicznych UAM Poznań

81. prof. dr hab. Tomasz Polak, Pracownia Pytań Granicznych UAM Poznań

82. dr Sebastian Szklarek, Europejskie Regionalne Centrum Ekohydrologii PAN w Łodzi, autor bloga Świat wody

83. mgr Anna Zięcik, Instytut Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk

84. dr hab. Katarzyna Wojczulanis-Jakubas, Uniwersytet Gdański

85. dr Bogusław Szulc, Algin

86. mgr Grzegorz Grudziński, MIM UW

87. dr Kataryna Jaśko, Uniwersytet Jagielloński, Instytut Psychologii

88. dr Izabela Wieczorek , Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

89. dr hab. Michał Marczak, Uniwersytet Medyczny w Łodzi

90. dr inż. Anna Dyląg , Politechnika Łódzka

91. dr Piotr Kubkowski, Instytut Kultury Polskiej, Uniwersytet Warszawski

92. dr inż. Szymon Śniegula, Instytut Ochrony Przyrody PAN

93. prof. dr hab. Tomasz Wesołowski, Pracownia Biologii Lasu Uniwersytetu Wrocławskiego

94. dr hab. Dariusz Wysocki, Wydział Biologii, Uniwersytet Szczeciński

95. dr hab. Krzysztof Kujawa, Instytut Środowiska Rolniczego i Leśnego PAN

96. dr Andrzej Laskowski, Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie

97. dr Piotr Zieliński, Instytut Nauk o Środowisku, Wydział Biologii, Uniwersytet Jagielloński

98. prof. dr hab. Paweł Koteja, Uniwersytet Jagielloński

99. dr Barbara Pietrzak, Wydział Biologii, Uniwersytet Warszawski

100. dr Kamil Bartoń, Instytut Ochrony Przyrody PAN

101. mgr Jakub Witold Bubnicki, Instytut Biologii Ssaków PAN

102. mgr inż. Kaja Wójcik, Akademia Górniczo-Hutnicza

103. dr Piotr Bentkowski, INSERM / Sorbonne Université

104. dr Marek Krukowski,

105. mgr Milena Karlińska-Nehrebecka, Sigmund Freud University Wien

106. dr Barbara Biernacka-Fiałkowska, Uniwersytet Jagielloński

107. dr hab. Przemysław Płonka, Uniwersytet Jagielloński

108. dr Magdalena Śliwińska-Konior,

109. dr Kamila Fiałkowska, Uniwersytet Warszawski

110. dr Tomasz Kosiek, Uniwersytet Rzeszowski

111. dr hab. Władysław Polcyn, Uniwersytet Adama Mickiewicza, Wydział Biologii

112. mgr Monika Opałek, Instytut Nauk o Środowisku, Wydział Biologii, Uniwersytet Jagielloński

113. dr hab. Maria Kościńska-Pajak, Uniwersytet Jagielloński

114. mgr Tomasz Gaczorek, Instytut Nauk o Środowisku UJ

115. dr Magdalena Herdegen-Radwan, Uniwersytet im. A. Mickiewicza, Poznań

116. dr Justyna Świdrak, Instytut Psychologii PAN

117. dr Anna Urbanowicz, Instytut Chemii Bioorganicznej PAN

118. dr inż. Julian Zubek, Uniwersytet Warszawski

119. mgr Monika Król, nauczyciel

120. Lek. Bartosz Kaczmarek, UM Łódź

121. dr hab. Marcin Czarnołęski, Jagiellonian University

122. dr Maria J. Golab, Instytut Ochrony Przyrody PAN

123. dr Ewa Śliwińska, Instytut Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk

124. dr inż. Natalia Kolecka, Uniwersytet Jagielloński, IGiGP

125. mgr Maciej Mętrak, Uniwersytet Warszawski

126. dr hab. Antoni Amirowicz, Instytut Ochrony Przyrody PAN, Kraków

127. mgr Krzysztof Kolenda, Zakład Biologii Ewolucyjnej i Ochrony Kręgowców, Uniwersytet Wrocławski

128. dr Maja Lisowska, Uniwersytet Śląski / Polskie Konsorcjum Polarne

129. dr hab. inż. arch. Anna Januchta-Szostak, Wydział Architektury, Politechnika Poznańska

130. dr hab. Wojciech Fiałkowski, Uniwersytet Jagielloński

131. dr inż. Katarzyna Maciejewska, Politechnika Warszawska

132. dr Anna Stepien, ETH Zurych, Szwajcaria

133. dr hab. Monika Wojtaszek-Dziadusz, Akademia Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie

134. dr hab. Andrzej Wuczyński, Instytut Ochrony Przyrody PAN

135. mgr Stanisław Bury, Instytut Nauk o Środowisku, Uniwersytet Jagielloński

136. dr Łukasz Mikołajczyk, Instytut Ochrony Przyrody PAN

137. prof. dr hab. Mirosława Sokołowska-Mikołajczyk, Uniwersytet Rolniczy w Krakowie

138. mgr Agata Malinowska, IBB PAN

139. mgr Eliza Kondzior, Instytut Biologii Ssaków Polskiej Akademii Nauk

140. dr Anna Fijarczyk, Laval University

141. mgr inż. Mateusz Będkowski , Szkoła Główna Gospodarstwa wiejskiego w Warszawie

142. dr hab. Jacek Bieroń, Wydział Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej, Uniwersytet Jagielloński w Krakowie

143. dr hab. Tomasz Postawa, Instytut Systematyki i Ewolucji Zwierząt PAN, Kraków

144. mgr Katarzyna Wiącek, Doktorantka w Instytucie Kulturoznawstwa, UWr

145. dr Joanna Drzewińska-Chańko, Katedra Badania Różnorodności Biologicznej, Dydaktyki i Bioedukacji, Uniwersytet Łódzki

146. [PhD Candidate] Kiryl Zach, University of Cambridge, UK

147. [PhD Candidate] Daniel Borek, Ghent University, Belgium

148. Dr. Sylvain Glémin, CNRS, France

149. Dr. Katerina Guschanski, Uppsala University, Sweden

150. Dr. Cécile Meunier, Université Rennes 1, France

151. [PhD Candidate] Anna Nydahl, Uppsala University, Sweden

152. Dr. Elina Immonen, Department of Ecology and Genetics, Uppsala University, Sweden

153. dr Honorata Nawrocka-Bogusz, Instytut Ochrony Zdrowia, PWSZ Piła, Polska

154. dr Joanna Kajzer-Bonk, Instytut Ochrony Przyrody PAN, Polska

 

Deklaracja La Via Campesiny z Bali

Bali, Indonezja, 11 października 2018 roku

Bank Światowy i IMF reprezentują interesy agrobiznesu – powinny ODEJŚĆ!

 

My, chłopki i chłopi z z La Via Campesina – globalnego ruchu skupiającego 182 organizacje chłopskie z 81 krajów – którzy zgromadziliśmy się w tym tygodniu na Bali, reprezentując społeczność chłopską i ludy tubylcze z Azji, Afryki, Europy i obu Ameryk, jednogłośnie stanowczo potępiamy odbywające się właśnie doroczne spotkanie Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego (IMF).

Dokładnie dekadę temu rozpoczął się globalny kryzys żywnościowy spowodowany przez przemysłowy model rolnictwa, który przekształcił żywność w towar. Sytuację pogorszyła spekulacja na cenach żywności przez fundusze hedgingowe. Kryzys ten najbardziej dotkliwie odczuli nasi ludzie.

Po dziesięciu latach, Bank Światowy, IMF i inne międzynarodowe instytucje finansowe, które są całkowicie odpowiedzialne za promocję tego przemysłowego modelu rolnictwa, nadal bezkarnie to czynią. Wszystkie z nich dbają jedynie o zabezpieczenie interesów swoich finansistów. Rezultat? 815 milionów ludzi, większość z nich chłopki i chłopi, ludy tubylcze oraz inni ludzie mieszkający na terenach wiejskich, cierpią niewspółmiernie z powodu głodu i niedożywienia. Jednocześnie 82% światowego bogactwa znajduje się w rękach zaledwie 1% populacji. Chłopskie gospodarstwa domowe pogrążone są w głębokich długach, podczas gdy przeciętne roczne wynagrodzenie na Wall Street wynosi około 422 500 dolarów! Te statystyki stanowią dobitne oskarżenie neoliberalnej presji na prywatyzację i deregulację, które są agresywnie forsowane przez Bank Światowy i IMF we wszystkich regionach. Obnaża to brak legitymizacji tych instytucji do reprezentowania większości ludzi na całym świecie.

Wymuszone przejmowanie zasobów naturalnych i kryminalizacja walk chłopskich

Zgromadzeni na Bali przedstawiciele La Via Campesiny z krajów takich jak Timor Wschodni, Tajlandia, Kenia, Kambodża, Malezja, Francja, Indonezja, Południowa Korea, Indie, Nepal, Sri Lanka, Argentyna i Nikaragua opowiadali również o wielu przypadkach przejmowania wielkich areałów gruntów rolnych oraz ogromnych obszarów lasów, rzek i oceanów pod realizację gigantycznych projektów infrastrukturalnych finansowanych przez Bank Światowy i IMF. Azja Południowo-Wschodnia, Azja Wschodnia i Azja Pacyficzna zostały przekształcone w „laboratoria PPP” (partnerstwa publiczno-prywatnego) dla Banku Światowego i IMF, z 53% globalnych inwestycji prywatnych realizowanych obecnie w tym regionie. Stało się to pretekstem do grabieży chłopskiej ziemi, wody i całych terytoriów. W okresie od 2001 do 2010 roku, na skutek wielkoskalowych inwestycji realizowanych przez Bank Światowy w sektorze rolnictwa, przede wszystkim w krajach afrykańskich i azjatyckich, zostało zawłaszczonych około 203 milionów hektarów ziemi.

Przemoc i ucisk w wyniku działalności Banku Światowego nie ograniczają się jedynie do kwestii związanych z rozwojem infrastruktury, dotyczą również projektów, które mają służyć łagodzeniu skutków zmiany klimatu. Za przykład może tutaj posłużyć fundusz na rzecz ochrony lasów deszczowych ( Forest Investment Program – FIP) w ramach projektu REDD (Reducing Emissions from Deforestation and Forest Degradation – redukcja emisji powodowanych przez wycinanie i degradację lasów). Na pierwszy rzut oka projekt ten wydaje się mieć sens, lecz w rzeczywistości ma negatywny wpływ na społeczności, szczególnie chłopskie i tubylcze. Legalizuje on grabież chłopskiej ziemi pod pretekstem jej ochrony i wchodzi w partnerstwa prawne z korporacjami przekazując im zadanie ochrony lasów.

Chłopi, którzy organizują się i stawiają opór zagarnianiu ich ziemi spotykają się z brutalnymi represjami, czasem są zabijani, bardzo często uznawani za przestępców i ścigani sądownie. Te represje są całkowicie bezkarne, a ludziom, którzy są odpowiedzialni za kryzys pozwala się na dalszą działalność i wcielanie w życie ich neoliberalnych projektów, z bardzo niewielką lub żadną odpowiedzialnością.

Korporacyjne przejęcie naszych systemów żywnościowych, kobiety są najbardziej dotknięte

Mniej niż 20 globalnych korporacji kontroluje dzisiaj światowy łańcuch żywnościowy, od którego zależy jaką żywność jemy i jak ją kupujemy.[1] Narzucony przez Bank Światowy, IMF, WTO i inne organizacje międzynarodowe reżym wolnego handlu spowodował przekazanie kontroli nad liczącym sobie 10 000 lat dawnym systemem żywnościowym w ręce kilku korporacji – które skonsolidowały swoje interesy w całym łańcuchu żywnościowym poprzez fuzje i mega-fuzje.

W ciągu ostatnich kilku dekad Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy, oraz w ostatnim czasie Międzynarodowa Organizacja Handlu (WTO), zmusiły kraje do ograniczenia inwestycji publicznych w produkcję żywności i do zmniejszenia pomocy państwowej dla chłopów i drobnych rolników.

Autonomia chłopów i ich tradycyjna wiedza o nasionach oraz prawo do zachowywania, użycia, ponownego użycia, wymiany i sprzedaży własnych nasion są zagrożone z powodu praw nasiennych i systemów patentowych, których uznanie jest warunkiem przedłużenia linii kredytowych przez Bank Światowy i IMF. Na całym świecie chłopi są coraz częściej uznawani za przestępców, gdy stosują swoje tradycyjne chłopskie systemy nasienne.

Chłopki, które są strażniczkami nasion i pracują z ziemią, znajdują się wśród osób najbardziej narażonych na zabójcze dla zdrowia oddziaływanie toksycznych chemikaliów. Masowa migracja mężczyzn, szczególnie młodych, z terenów wiejskich do miast i za granicę, sprawiła, że kobiety muszą samodzielnie prowadzić gospodarstwa, opiekując się jednocześnie rodzinami – w tym osobami starszymi i dziećmi – które zostały na wsi. W wielu częściach Azji również kobiety zmuszone są do migracji do miast lub za granicę, gdzie często pracują w niestabilnych i niebezpiecznych warunkach.

Pułapki kredytowe, które pozbawiają państwa suwerenności

Polityka IMF i jego zabezpieczenia oparte są na liberalizacji, prywatyzacji i deregulacji, co skutkuje degradacją autonomii państw, ponieważ nie mogą one wypełniać swoich zadań dotyczących zapewnienia sprawiedliwości gospodarczej i dobrobytu obywateli. Klasycznym tego przykładem jest Indonezja, gdzie w tym tygodniu odbywa się doroczne spotkanie tych dwóch organizacji. Pomimo, że państwo to spłaca swoje długi, nadal poddawane jest presji, aby kontynuowało liberalizację handlu i nie ulega wątpliwości, że ta presja jest rezultatem neoliberalnej polityki harmonizacji prowadzonej przez IMF i WTO. Odkąd rząd Indonezji wprowadził wiele restrykcyjnych środków handlowych w celu ochrony sektora rolniczego, WTO konsekwentnie wydaje orzeczenia przeciwko temu państwu w sprawach dotyczących rozwiązywania sporów. Harmonizację w celu wymuszenia programu neoliberalnego widać również na przykładzie Timoru Wschodniego – warunkiem przyjęcia tego kraju do Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej jest zastosowanie się do zasad handlowych Światowej Organizacji Handlu.

Bank Światowy na podstawie swoich własnych danych przyznaje, że obecnie cztery na pięć z krajów o niskich dochodach dotkniętych jest kryzysem zadłużeniowym, a średnia światowa relacja długu do PKB pozostaje na poziomie 40%. W krajach takich jak Kenia wynosi aż 70%! ! 10 lat po globalnym kryzysie finansowym w 2008 roku świat jest bardziej zadłużony niż w roku 2009 – na 247 bilionów dolarów. Te długi szybko stają się pułapką bez wyjścia. Najnowszymi przykładami państw, które znalazły się w takiej „pułapce kredytowej” są: Argentyna, Kenia, Tunezja i Sri Lanka , gdzie rządom proponuje się linie kredytowe po nałożeniu surowych restrykcji na politykę fiskalną i monetarną – czyli po zamrożeniu inwestycji publicznych, aby umożliwić zwiększenie inwestycji prywatnych w projekty infrastrukturalne. Kraje-dłużnicy są również zmuszane do prywatyzacji usług publicznych, takich jak służba zdrowia, wodociągi i edukacja. IMF zmusił w tym roku Kenię do uchwalenia ustawy o finansach, która zwiększyła podatek od prawie wszystkiego, od paliw po przelewy internetowe. Miało to na celu dalszy zysk wierzycieli Kenii, którzy zarabiają na obsłudze zadłużenia tego kraju kosztem dobrobytu Kenijczyków. Powoduje to wzrost kosztów utrzymania dla zwykłych obywateli, szczególnie chłopów i robotników, podczas gdy w wielu częściach świata bezrobocie i deficyt godziwej pracy utrzymują się ciągle na wysokim poziomie. Bardzo niepokojąca jest duża liczba samobójstw wśród chłopów w kilku krajach, które w wielu przypadkach są bezpośrednią konsekwencją zadłużenia gospodarstw, wzrostu kosztów życia i utraty źródła utrzymania.

Mamy już dość Banku Światowego i IMF!

To właśnie w świetle przedstawionego powyżej ucisku – doświadczanego szczególnie przez chłopów, ludy tubylcze, rybaków i pracowników migrujących – my, członkowie La Via Campesiny, odrzucamy Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy i inne międzynarodowe instytucje finansowe. Potępiamy ich politykę neoliberalizmu i hiper-globalizacji. Piętnujemy podejmowane przez finansistów z tych instytucji jawne i skryte próby zmierzające do rozmontowania demokratycznych procesów w naszych krajach, obalenia legalnych rządów i zagrożenia suwerenności żywnościowej naszych narodów. Domagamy się rozliczenia Banku Światowego i IMF i pociągnięcia tych instytucji do odpowiedzialności za ich przeszłe i obecne łamanie naszych praw, szczególnie dotyczących naszej żywności, ziemi, wody, naszych lasów, nasion i innych zasobów naturalnych.

Będziemy sprzeciwiać się tym usiłowaniom na naszych polach i ulicach, dopóki nie urzeczywistnimy świata wolnego od kontroli bankierów, opartego na zasadach solidarności i współpracy, świata, w którym respektuje się prawo społeczności do zdrowego i kulturowo odpowiedniego pożywienia, wytworzonego zrównoważonymi metodami, oraz ich prawo do określania własnych systemów żywnościowych i rolniczych.

Walczmy o Suwerenność Żywnościową w świecie wolnym od kontroli bankierów!
Bank Światowy i IMF, wynoście się!
Wyłączyć rolnictwo z umów o wolnym handlu!
Zglobalizujmy naszą walkę, zglobalizujmy nadzieję!

Tłumaczenie: Jan Skoczylas

źródło: La Via Campesina

 

Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.

Po siedemnastu latach długich i mozolnych negocjacji, chłopi i chłopki oraz inni ludzie mieszkający na wsi są o krok od uchwalenia Deklaracji ONZ, która może pomóc w obronie i ochronie ich prawa do ziemi, nasion, bioróżnorodności, lokalnych rynków i wielu innych.

W piątek 28 września państwa członkowskie Rady Praw Człowieka ONZ przyjęły Deklarację praw chłopów i chłopek oraz innych ludzi mieszkających na wsi. 33 państwa głosowały za jej przyjęciem, 11 wstrzymało się od głosu, a 3 były przeciwko. [1]

Deklaracją zajmie się teraz Trzeci Komitet Zgromadzenia Ogólnego ONZ na sesji, która będzie miała miejsce w październiku w Nowym Jorku. Następnie w listopadzie, z udziałem wszystkich państw członkowskich Organizacji Narodów Zjednoczonych, odbędzie się głosowanie nad jej przyjęciem. Jeśli zostanie uchwalona, Deklaracja stanie dla chłopów, chłopek i innych ludzi mieszkających na wsi potężnym narzędziem, mogącym posłużyć jako wsparcie dla działań na rzecz sprawiedliwości i korzystnych polityk narodowych, dotyczących kwestii powiązanych z żywnością, rolnictwem, nasionami i ziemią, przy uwzględnieniu dobra wiejskich producentów żywności, niezależnie od wieku i płci.

Specjalna sprawozdawczyni ONZ ds. prawa do żywności, Hilal Elver, zaapelowała do wszystkich państw członkowskich o poparcie Deklaracji. W swoim oficjalnym liście napisała: „przyjęcie Deklaracji będzie ważnym znakiem postępu, dowodem na poważne zainteresowanie społeczności międzynarodowej znalezieniem sposobów na jak najszybszą likwidację głodu, niedożywienia i ubóstwa, jak również wspieraniem zrównoważonego rolnictwa i produkcji żywności”.

Po kilku rundach międzynarodowego procesu konsultacyjnego, w 2008 roku La Via Campesina – globalny ruch chłopów, ludów tubylczych, pasterzy i pracowników migrujących przyjęła Deklarację Praw Chłopów – Kobiet i Mężczyzn. W tym samym roku, przy poparciu grup obywatelskich takich jak CETIM i FIAN International, La Via Campesina przedstawiła tę propozycję Radzie Praw Człowieka.

„Była to długa i ciężka ścieżka, lecz jako chłopi, jako ludzie, którzy doświadczyli skrajnej biedy i zaniedbania , jesteśmy twardzi i nigdy się nie poddajemy” – powiedziała Elisabeth Mpofu, Generalna Koordynatorka La Via Campesiny.

Powinno być jasne, że obecnie chłopi i chłopki oraz inni ludzie pracujący na wsi dysponują niewystarczającymi zasobami w obliczu dyskryminacji i innych wyzwań, z którymi muszą się mierzyć, dążąc do uzyskania odpowiedniego standardu życia, kiedy są ofiarami przymusowych przesiedleń i marginalizacji. Jednak po tym zwycięstwie w Genewie chłopi znajdują się o krok bliżej od rozpoznania ich praw i ich ochrony. Według Elisabeth prawa te „to m.in. prawo do życia i odpowiedniego standardu życia, prawo do ziemi, nasion i informacji oraz prawo do sprawiedliwości oraz równości pomiędzy kobietami i mężczyznami”. Przyjęcie Deklaracji jest dla niej punktem zwrotnym w walkach chłopskich na całym świecie. „Jesteśmy dzisiaj zaledwie o krok od akceptacji przez wszystkie kraje członkowskie ONZ” – dodała.

Ta Deklaracja ONZ może zapewnić globalne ramy prawne dla prawodawstwa krajowego i polityki poszczególnych państw zmierzającej do:

  • lepszej ochrony praw chłopów i chłopek i poprawy warunków życia na obszarach wiejskich
  •  wzmocnienia suwerenność żywnościowej, walki ze zmianami klimatu i ochrony bioróżnorodności
  • p odjęcia działań w celu przeprowadzenia kompleksowej reformy rolnej i lepszej ochrony przed zawłaszczaniem ziemi
  •  realizacji prawa chłopów do zachowywania, użycia, wymiany i sprzedaży ich nasion
  •  zapewnienia opłacalnych cen za chłopską produkcję i praw pracowników wiejskich
  •  uznania praw kobiet wiejskich i zapewnienia sprawiedliwości społecznej dla wszystkich ludzi, bez względu na ich narodowość, rasę, kolor skóry, pochodzenie, płeć, język, kulturę, stan cywilny, niepełnosprawność, wiek, poglądy polityczne, religię, klasę społeczną, status ekonomiczny i społeczny oraz inne różnice, bez żadnych wyjątków.

„Podczas gdy wszystkie kraje członkowskie zadeklarowały swoje poparcie dla praw człowieka obejmujących wszystkich ludzi, głosy na nie i wstrzymania się od głosu są przerażające” – powiedziała Ramona Duminicioiu z Via Campesina Europe. „Głosy przeciwko i wstrzymania się od głosu oznaczają, że te kraje opowiadają przeciwko ochronie praw człowieka chłopów i ludności wiejskiej. Są one również przeciwne eliminacji ubóstwa, suwerenności żywnościowej i dążeniom do zmniejszenia nierówności” – dodała Ramona.

„Nasza kampania na rzecz suwerenności żywnościowej i reformy rolnej w Indonezji otrzymała ważne i bardzo potrzebne wsparcie” – powiedział przewodniczący Serikat Petani Indonesia, Henry Saragih. Indonezja uchwaliła właśnie dekret prezydencki popierający reformę rolną, która jest korzystna dla chłopów.

Kiedy Deklaracja zostanie przyjęta przez Zgromadzenie Ogólne ONZ w Nowym Jorku, zabierzemy zawarte w niej przesłanie z powrotem do domu, do naszych ludzi w Indonezji, i wspólnie zastanowimy się nad jej znaczeniem i nad tym, w jaki sposób możemy wykorzystać ją dla wzmocnienia naszej walki przeciwko prywatyzacji, kryminalizacji i innym naszym bolączkom. Im więcej edukujemy i informujemy naszych ludzi, tym silniejszy staje się nasz ruch. Deklaracja pozwoli nam domagać się lepszej polityki i przepisów biorących pod uwagę realia wiejskie krajów rozwijających się” – dodał Henry.

„Obecnie, pomimo tego, że wytwarzają większość spożywanej przez nas żywności – chłopi doświadczają ekstremalnych form przemocy. Ci, którzy stawiają opór są zabijani albo zamykani w więzieniach. Kryminalizacja walk chłopskich musi się zakończyć i ta Deklaracja jest ważnym krokiem w tym kierunku” – powiedział Diego z Movimiento Nacional Campesino Indígena (MNCI) i Argentina CLOC-Vía Campesina.

Uchwalenie tej Deklaracji i uznanie praw zawartych w proponowanym akcie prawnym mogą przyczynić się do lepszej ochrony praw chłopów i chłopek, a także w dłuższym czasie poprawić warunki życia na obszarach wiejskich na całym świecie. Dokument ten zapełni istniejące luki prawne w zakresie ochrony praw ludności wiejskiej i pozwoli na lepsze radzenie sobie z niewłaściwymi uregulowaniami prawnymi, które pojawią się w przyszłości. Praktyki dyskryminacyjne staną się lepiej widoczne i dzięki temu łatwiej można je będzie zakończyć.

[1] Za przyjęciem Deklaracji głosowały: Afganistan, Angola, Burundi, Chile, Chiny, Wybrzeże Kości Słoniowej, Kuba, Demokratyczna Republika Kongo, Ekwador, Egipt, Etiopia, Irak, Kenia, Kirgistan, Meksyk, Mongolia, Nepal, Nigeria, Pakistan, Panama, Peru, Filipiny, Katar, Rwanda, Arabia Saudyjska, Senegal, Południowa Afryka, Szwajcaria, Togo, Tunezja, Ukraina, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Wenezuela.

Przeciwko: Australia, Wielka Brytania i Węgry.

Wstrzymały się od głosu: Belgia, Brazylia, Chorwacja, Gruzja, Niemcy, Islandia, Japonia, Korea, Słowacja, Słowenia i Hiszpania.

Tłumaczenie i opracowanie: Jan Skoczylas.

żródło: viacampesina.org, eurovia.org

Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.

 

Zdrowe gleby są niezbędne do żywienia ludzi i walki z głodem. Na całym świecie tracimy jednak rocznie aż 24 miliardy ton żyznych gleb. Barbara Unmüßig wzywa do zwrócenia uwagi na rosnące zagrożenie dla jednego z najważniejszych zasobów naszej planety.

Organizacja Narodów Zjednoczonych ogłosiła r. 2015 Międzynarodowym Rokiem Gleb, a w dniach 19-23 kwietnia 2015 r. odbył się Światowy Tydzień Gleb. Tego typu wydarzenia nie odznaczają się splendorem, jednak poświęcamy im stanowczo za mało uwagi.

Nieuszkodzone gleby są bezcennym i niezastąpionym zasobem, który pełni wielorakie funkcje w realizacji głównych celów rozwojowych i środowiskowych wyznaczonych przez społeczność międzynarodową. Obecnie pilnie potrzebują one ochrony.

Zdrowe gleby są niezbędne do żywienia ludzi i walki z głodem. Zależymy od nich nie tylko w zakresie produkcji żywności, ale też pozyskiwania wody pitnej. Gleby pomagają w regulacji klimatu Ziemi, pochłaniając więcej dwutlenku węgla niż wszystkie lasy razem wzięte (tylko oceany stanowią większy rezerwuar dwutlenku węgla). Są też kluczowe dla zachowania bioróżnorodności: garść żyznej gleby zawiera więcej mikroorganizmów, niż jest ludzi na Ziemi. Dwie trzecie gatunków na naszej planecie żyje pod powierzchnią ziemi.

Tracimy żyzne gleby

Erozja i zanieczyszczenia sprawiają, że stan gleb jest bardzo zły. Na całym świecie co roku dochodzi do utraty 24 miliardów ton żyznej gleby. Jedną z przyczyn jest rozwój miast i infrastruktury. Tylko w Niemczech projekty budowlane zagarniają średnio powyżej 75 hektarów dziennie. Winne są też niewłaściwe praktyki rolnicze, na przykład obfite używanie nawozów sztucznych, które dziesiątkują organizmy zamieszkujące glebę i zmieniają jej strukturę. Formowanie się uprawnej warstwy gleby trwa tysiąclecia, podczas gdy w wielu miejscach ulewny deszcz wystarcza obecnie, by ją zmyć.

Jednocześnie rośnie globalny popyt na żywność, paszę i biomasę wykorzystywaną jako paliwo, co z kolei podbija wartość ziemi. Fakt ten nie umknął uwadze międzynarodowych inwestorów. Zgodnie z szacunkami Banku Światowego, wielkie inwestycje przekształcają 10-30% gruntów ornych na świecie. To ziemia, która mogłaby być wykorzystywana przez miliony drobnych producentów rolnych, pasterzy i ludność tubylczą.

Walka o zabezpieczenie praw do ziemi dla jednostek i społeczności stała się w znacznej części świata kwestią przetrwania. Dostęp do ziemi jest jednym z kluczowych czynników determinujących głód, a dystrybucja ziemi jest jeszcze bardziej nierównomierna niż dystrybucja dochodu. Około 20% gospodarstw domowych dotkniętych głodem nie posiada ziemi, a 50% gospodarstw, w których brakuje żywności, to rodziny drobnych producentów rolnych.

Ze 100 kalorii paszy tylko 30 kalorii mięsa

Europa już od dawna wykorzystuje całą ziemię uprawną, którą dysponuje, więc teraz dokonuje jej “importu” na wielką skalę z krajów globalnego Południa. Produkcja paszy potrzebnej, by pokryć zapotrzebowanie na mięso w Unii Europejskiej, wymaga upraw w Brazylii na powierzchni porównywalnej do Wielkiej Brytanii. Gdyby każdy człowiek jadł tyle mięsa, co przeciętny obywatel UE, to 80% gruntów rolnych na świecie musiałoby być przeznaczone na jego produkcję. Obecnie jest to 33%. I postawmy sprawę jasno: biorąc pod uwagę, że ze 100 kalorii paszy da się uzyskać najwyżej 30 kalorii mięsa, wykorzystywanie żyznych gleb w tym celu to czyste marnotrawstwo.

Trend ten będzie się potęgował, gdyż obiecywany przez wiele rządów „zielony wzrost” opiera się biopaliwach, które mają zastąpić paliwa kopalne, takie jak ropa czy węgiel. Biopaliwa ratują klimat w stopniu nieporównanie mniejszym niż energetyka wiatrowa czy solarna, dostarczając tylko jedną dziesiątą energii uzyskanej z metra kwadratowego. W rezultacie realizacja wymogów w zakresie biopaliw zawartych w unijnych ramach klimatyczno-energetycznych do roku 2030 wymagałyby zajęcia dalszych 70 milionów hektarów ziemi, czyli powierzchni większej niż terytorium Francji.

Ochrona gleby nie musi zagrażać dobrobytowi. Wręcz przeciwnie, zrównoważone praktyki ochrony gleby mogą doprowadzić do zwiększenia plonów, szczególnie w przypadku drobnych producentów rolnych. Dywersyfikacja upraw, recykling i ściółkowanie mogą przyczynić się do uzyskania żyznej i aktywnej ziemi zdolnej do optymalnego gospodarowania wodą.

Niszczenie uprawnej warstwy gleby

Jedno z proponowanych podejść, tak zwana agroekologia, bazuje na tradycyjnej wiedzy i doświadczeniu drobnych rolników, co umożliwia dostosowanie się do warunków lokalnych. W swoim badaniu praktyk rolnictwa ekologicznego, przeprowadzonym w 2006 roku, Jules Pretty przeanalizował 286 projektów zrównoważonego rolnictwa w 57 krajach i doszedł do wniosku, że w ich rezultacie wielkość zbiorów wzrosła średnio o 79%.

Pomimo udowodnionych sukcesów takich metod, wykorzystanie nawozów sztucznych przez ostatnie 50 lat wzrosło ponad pięciokrotnie, a wiele rządów państw afrykańskich poświęca nawet 60% swoich budżetów na rolnictwo na dofinansowanie takich praktyk. W szczególności w rejonach tropikalnych nawozy sztuczne niszczą uprawną warstwę gleby i zmniejszają różnorodność biologiczną (ich pozostałości trafiają do oceanów, gdzie niszczą ekosystem morski). Choć możliwe jest otrzymywanie azotu, głównego składnika nawozów, w sposób biologiczny i zrównoważony, to jednak takie działanie stoi w sprzeczności z interesami garstki potężnych producentów i dystrybutorów nawozów sztucznych.

Decydenci polityczni muszą zmierzyć się z następującym pytaniem: jak biedni ludzie mogą produkować dość jedzenia, by uniknąć głodu i ubóstwa, a jednocześnie chronić glebę, minimalizować skutki zmian klimatu i zachowywać bioróżnorodność?

Choć to niezwykle palący problem, w żadnym miejscu na świecie nie poświęca się mu dość uwagi i nie promuje się produkcji agroekologicznej na większą skalę.

Barbara Unmüßig

Artykuł ukazał się  w Zielonych Wiadomościach nr 29.

Pierwotnie został opublikowany na stronie Project Syndicate. 

źródło: boell.org

Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.

 

Nie jest przesadą stwierdzenie, że od rozstrzygnięcia tych walk zależeć będzie los nas  wszystkich, także na globalnej Północy. Kwestia agrarna jeszcze długo nie przejdzie  do historii, ale będzie jednym z jej kół zamachowych.

Prawie połowa ludzkości mieszka na wsi. Mimo gigantycznych postępów urbanizacji oraz ekspansji przemysłu poza centralne ośrodki systemu światowego, w krajach globalnego Południa produkcja rolna w dalszym ciągu odgrywa wielką rolę w gospodarce. Na Południu też koncentruje się przygniatająca większość populacji chłopskiej planety. Rodzinne gospodarstwa mało-obszarowe dźwigają ciężar wyżywienia większości populacji w Ameryce Łacińskiej, Afryce i Azji. A jednak kwestia agrarna nie zaprząta zbytnio uwagi opinii publicznej i decydenckich forów w rodzaju G8 czy Davos.

Nic dziwnego, bo ruchy chłopskie od dawna nie mają dobrej prasy. Nowoczesna myśl społeczna już w XIX wieku miała tendencje do niedoceniania chłopów i tocznych przez tę klasę walk. Zarówno liberałowie jak marksiści hołdowali przekonaniu, że w epoce przemysłowej historia chłopstwa dobiega końca. Chłopi, jako formacja schyłkowa, mieli być „z natury” konserwatywni, bierni, ksenofobiczni i niezdolni do wypracowania nowoczesnych form podmiotowości politycznej. Oceny tej nie zmienił nawet fakt, że niemal wszystkie rewolucje XX wieku, od meksykańskiej przez rosyjską, chińską, hiszpańską, kubańską, aż po algierską, indochińską i nikaraguańską miały chłopski charakter. Dopiero ostatnie dekady zmieniły nieco ten stan rzeczy. Przyczyniła się do tego rola jaką chłopi Południa odgrywają w oporze wobec neoliberalizmu i w ruchach alterglobalistycznych. Powstanie zapatystów w Meksyku, walki brazylijskich pracowników rolnych bez ziemi, mobilizacje rolników indyjskich przeciw wysiedleniom i liberalizacjom, opór chłopów w Afryce Subsaharyjskiej, czy Konfederacja Chłopska we Francji stały się ważnym sektorem Światowych Forów Społecznych, ale także źródłem inspiracji ideowych i innowacji strategicznych dla innych skupionych w nim podmiotów. Ruch chłopski przetrwał zresztą zmierzch alterglobalizmu po roku 2003-2004 i wciąż odgrywa dużą rolę, także w skali międzynarodowej. Dość wspomnieć o sile oddziaływania chłopskiej międzynarodówki Via Campesina – założonej w 1993 roku koalicji działającej dziś w 70 krajach i skupiającej wiele milionów rodzin w 143 organizacjach. Dynamika międzynarodówek chłopskich kontrastuje ze słabością wielu międzynarodowych organizacji pracowniczych i lewicowych.

Głównym źródłem walk chłopskich jest dziś narzucany przez logikę kapitalizmu nierównomierny rozwój rolnictwa rozdartego między wielkoobszarowym agroprzemysłem nastawionym na zysk a drobnym rolnictwem wyżywieniowym. Linię konfliktów wytyczają kwestie prawa do ziemi, suwerenności żywnościowej, oporu wobec nowych postaci ekstraktywizmu czyli rozwoju opartego na eksploatacji surowców w krajach Południa, wreszcie demokratycznego samostanowienia społeczności wiejskich. Stawka daleko wykracza poza partykularne interesy konkretnych społeczności wiejskich. W gruncie rzeczy jest globalna, tak jak globalne są kryzysy żywnościowy, klimatyczny, energetyczny i finansowy, które bezpośrednio zagrażają chłopom. Kapitał stale poszukuje obszarów, na które mógłby rozciągnąć swoje panowanie. W przypadku rolnictwa, chce de facto wyrugować trzymiliardową populację stojącą na przeszkodzie przekształceniu ziemi i żywności w towar przynoszący zyski obracającym nim na globalnych rynkach korporacjom. Logika poszukiwania rentownego zatrudnienia dla kapitału napotyka tu przeciwstawną logikę zaspokojenia potrzeb.

Gwałtowna fala zawłaszczenia ziemi pojawiła się w kontekście kryzysu globalnego kapitalizmu trwającego od połowy 2007 roku. Krach na rynkach finansowych, które do dziś utrzymują się dzięki kroplówce pomocy publicznej, recesja lub stagnacja w sektorze produkcyjnym, wzrost bezrobocia i destabilizacji pracy, spadek inwestycji – wszystko to sprawia, że, mówiąc słowami Zygmunta Baumana, kapitalizm poszukuje gorączkowo nowych pastwisk, na których mógłby generować zyski. Domena dóbr wspólnych (kulturowych i naturalnych), przestrzeń publiczna, dziedzictwo biogenetyczne, a nawet prawa do emisji zanieczyszczeń – wszystko to są obiecujące pola akumulacji w czasach, gdy gospodarka kapitalistyczna pogrąża się w zastoju.

W rzeczywistości jednak obecna sytuacja jest tylko spiętrzeniem tendencji strukturalnej narastającej od przynajmniej dwóch dekad. Intensyfikacja korporacyjnego najazdu na ziemie uprawne zarówno na globalnym Południu jak i w krajach Europy, gdzie w rolnictwie dominują gospodarstwa rodzinne, stanowi konsekwencję promowania, a w wielu przypadkach narzucania modelu rolnictwa przemysłowego i zliberalizowanych rynków rolnych przez organizacje takie jak Bank Światowy, Światowa Organizacja Handlu (WTO) oraz rządy Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej.

Pieniądze zamrożone w chłopskich poletkach spędzają sen z powiek szefom wielkich korporacji. Z ich punktu widzenia są zupełnie bezużyteczne – zaspokajają potrzeby społeczne (wyżywienia i bezpieczeństwa na starość), ale nie przynoszą zysku, który jest przecież najważniejszym i jedynym celem kapitału.

Chłopi walczą o prawo do ziemi przeciw wywłaszczeniom gruntów pod uprawy biopaliwowe czy monokultury upłynniane na rynkach globalnych (takie jak choćby kawa czy kakao). Stawiają opór komercjalizacji dziedzictwa biogenetycznego w formie ziarna modyfikowanego genetycznie, które należy do produkujących je korporacji, a nie stanowi powszechnie dostępnego dobra wspólnego. Rewindykują politykę rolną zorientowaną na wsparcie dla produkcji żywnościowej przeciwko liberalizacji otwierającej drogę do monopolu dotowanego przemysłu żywnościowego z Północy i globalnych cen narzucanych przezeń lokalnym społecznościom Południa. Domagają się poszanowania nieustannie łamanych praw człowieka. Chcą demokratycznej kontroli nad produkcją i dystrybucją żywności oraz zasobów naturalnych.

Zliberalizowane rolnictwo przemysłowe nie zapewnia bezpieczeństwa, a odbiera suwerenność żywnościową krajom globalnego Południa, zagraża drobnym rolnikom na Północy, napędza bezrobocie, pauperyzację i slumsową urbanizację społeczności chłopskich. Niesie negatywne skutki ekologiczne i klimatyczne. Ten bilans uprawnia do odrzucenia tego kosztownego i ekskluzywnego modelu. Alternatywy są na wyciągnięcie ręki. Wystarczy skorzystać z doświadczeń rolnictwa zrównoważonego, które także dziś, tam gdzie opiera się presji ze strony wielkiego kapitału jest w stanie w jest w stanie wyżywić społeczności i zapewnić ich rozwój.

Nie jest przesadą stwierdzenie, że od rozstrzygnięcia tych walk zależeć będzie los nas wszystkich, także na globalnej Północy.

Sceną konfliktów są zresztą nie tylko tereny wiejskie Południa, ale także Północy. W Europie, w tym w Polsce, postępuje koncentracja ziemi uprawnej, a prawa społeczności rolniczych składane są na ołtarzu logiki ekstraktywistycznej. Walka rolników włoskich czy hiszpańskich  o ziemię mieści się w tej samej perspektywie co walka mieszkańców Żurawlowa przeciw przekształceniu okolic ich wsi w miejsce eksploatacji gazu łupkowego. Nie jest przypadkiem, że w Polsce to właśnie rolnicze związki zawodowe najmocniej zaangażowały się w kampanię przeciw porozumieniom wolnohandlowym TTIP oraz CETA. Rolnicy doskonale zdają sobie sprawę z zagrożeń społecznych jakie niesie otwarcie polskiego rynku na przemysłową żywność z USA i nie mają ochoty płacić swoim życiem za zyski wielkich korporacji. Podobnie ma się sprawa z uprawami GMO, przeciw którym najmocniej walczą organizacje chłopskie. Przykłady te pokazują, że nie ma specyficznie „wiejskich tematów”. Zarówno gaz łupkowy, TTIP/CETA jak i GMO dotyczą także mieszkańców miast. Chłopi okazują się zatem stać w awangardzie wielu walk o charakterze uniwersalnym. Wiele wskazuje na to, że podobne konflikty będą narastać w przyszłości. Kwestia agrarna – na Południu jak i Północy – jeszcze długo nie przejdzie do historii, ale będzie jednym z jej kół zamachowych.

Przemysław Wielgosz

źródło: gazetoplakat „Głodna wieś, to głodne miasto” do pobrania w formacie pdf – http://www.akcja.type.pl/wp-content/uploads/2014/12/gazeta_strajk_chlopski_1937_net.pdf

za: Nyeleni Polska

 

Sprawiedliwy dostęp do ziemi jest sposobem na zmniejszenie ubóstwa.

Szkocję zamieszkuje ponad 5 milionów ludzi, tymczasem połowa prywatnej ziemi, na terenach wiejskich, znajduje się w rękach zaledwie 432 osób. Z kolei w Brazylii około 2% właścicieli ziemi posiada 56% wszystkich ziem uprawnych. Tego typu nierówności mają miejsce w bardzo wielu państwach świata i są one szczególnie dotkliwe w państwach rozwijających się, gdzie najbiedniejsi z biednych to ci, którzy mieszkają na wsi i nie mają dostępu do ziemi, którą mogliby uprawiać. Wyniki najnowszego spisu powszechnego w Indiach pokazują, że blisko 30% gospodarstw domowych na terenach wiejskich nie ma dostępu do ziemi – są to ponad 53 miliony gospodarstw domowych, które średnio mogą liczyć po pięć osób. Źródłem utrzymania dla tych ludzi jest wówczas przede wszystkim dorywcza praca fizyczna.

W efekcie ponad 25% wszystkich mieszkańców i mieszkanek terenów wiejskich w Indiach żyje poniżej granicy ubóstwa, co oznacza, że ich dochód miesięczny na osobę wynosi mniej niż 47 zł miesięcznie (816 indyjskich rupii). W poszukiwaniu pracy wiele osób, w tym także drobnych rolników, przenosi się do miasta, gdzie zwykle trafiają do coraz to większych slumsów. To nie jest tak, że na ubogich ludzi z terenów wiejskich w Afryce czy w Azji czekają w miastach z otwartymi ramionami rzesze pracodawców, którzy gotowi są zapewnić wszystkim zainteresowanym miejsca pracy i to jeszcze dobrze płatnej i w dobrych warunkach. W Indiach przeniesienie się do miasta to praca na przykład dla departamentu robót publicznych, przy budowie autostrad, za mniej niż 1 dolara za cały dzień pracy.

Zapewnienie wszystkim chętnym miejsc pracy w fabrykach czy w usługach w miastach jest nie tylko niezwykle trudne, lecz na dobrą sprawę niewykonalne, chociażby ze względu na coraz to większą automatyzację produkcji. Wyzwaniem jest także skala potrzeb – w samych Indiach dla ludzi, którzy nie mają dostępu do ziemi na terenach wiejskich, potrzebne byłoby około 300 milionów nowych miejsc pracy. Dlatego dla wyeliminowania ubóstwa i głodu dostęp do ziemi dla mieszkańców i mieszkanek terenów wiejskich ma podstawowe znaczenie.

1.

Nawet skromny kawałek ziemi może poprawić ludziom dostęp do żywności. Można na niej posadzić również rośliny lecznicze, rośliny na opał czy drzewa, z których drewna można potem skorzystać do budowy domu lub do robienia mebli czy narzędzi. Przykładem jest historia Jiyappy, który wcześniej pracował na czyjejś farmie, w zamian za co mógł mieszkać tam w prymitywnym schronieniu, otrzymywał podstawowe jedzenie i wynagrodzenie w wysokości 16 dolarów rocznie. Dzięki wsparciu organizacji Deccan Development Society kupił w stanie Andhra Pradesh małą działkę o powierzchni niecałych 502 m2 (0,05 ha).

Zapewnia ona jego pięcioosobowej rodzinie niemal wszystkie warzywa i owoce.

Nadwyżki zbiorów są sprzedawane i przynoszą rocznie 67 dolarów. Na działce posadzone zostały także drzewa, a wśród nich 42 drzewa tekowe i drzewa neem (miodla indyjska). Jest również wielofunkcyjny bambus. Gdy drzewa tekowe osiągną dojrzałość, ich drewno będzie warte około 23 tysiące dolarów.

Działka o powierzchni 0,05 hektara to na dobrą sprawę bardzo mało, jest to w zasadzie ogródek. Dla porównania, średnia wielkość drobnego gospodarstwa rolnego na świecie to 2,2 hektara, a w Polsce średnia powierzchnia gospodarstwa to 10,49 hektara (boisko do piłki nożnej ma powierzchnię 0,76 hektara). Zawsze to jednak coś.

Jak duże powinno być gospodarstwo rolne, aby zapewniało dostatnie życie na wsi? Zależy to od bardzo wielu rzeczy – od państwa, w którym się znajduje, od tego, jaka jest jakość gleby, jakie są opady, jakie są temperatury maksymalne i minimalne, jakie jest położenie terenu nad poziomem morza, jak również od tego, co się uprawia. Dla przykładu z upraw pięciu hektarów pszenicy w Polsce będzie bardzo trudno się utrzymać (koszty uprawy są wysokie, ceny w skupie niskie, więc zysk z jednej tony jest skromny i dla opłacalnej uprawy zboża potrzebne są duże obszary ziemi), natomiast przy uprawie warzyw i owoców, na tym samym obszarze, jest to już możliwe. Hodowla zwierząt będzie też wymagała więcej terenu niż uprawa wyłącznie roślin. Znaczenie mają również umiejętności samego rolnika, jego pomysłowość, jak i to, czy stosuje metody ekologiczne czy konwencjonalne (syntetyczne nawozy pozwalają korzystać z mniejszego terenu, jednak mogą prowadzić do zniszczenia gleby).

W klimacie tropikalnym leśne ogrody, zaprojektowane na wzór naturalnego lasu, mogą być niezwykle wydajne, nawet na bardzo małym obszarze. W stanie Kerala, na południu Indii, na powierzchni 0,12 hektara, w takim ogrodzie mogą rosnąć 23 palmy kokosowe, 12 goździkowców, 56 bananów, 49 ananasów, a po pniach drzew może piąć się 30 pnączy pieprzu. Jednak już w stanie Radżastan, położonym na północnym zachodzie Indii, nie uda się tego powtórzyć, gdyż jest to rejon suchy, pustynny, występują tam inne gatunki roślin i ze względu na niedostatek wody tak intensywne uprawy nie są możliwe. Nawet więc w obrębie jednego państwa minimalna powierzchnia farmy może być różna.

2.

Co stoi na przeszkodzie, by większa liczba osób mogła zacząć uprawiać ziemię? Problemem może być jej zbyt wysoka cena, zbyt duża liczba ludności, brak chętnych do sprzedania ziemi lub działania rządu, które prowadzą do przejmowania ogromnych obszarów ziem rolniczych przez duże firmy lub nawet inne państwa, przez co brakuje ziemi dla drobnych rolników . Duże, przemysłowe farmy to zwykle uprawy na eksport kilku gatunków roślin, takich jak soja, kukurydza czy trzcina cukrowa. To nie one zapewniają żywność na lokalny rynek. W państwach, które nie są uprzemysłowione, 80% żywności pochodzi z upraw drobnych rolników.

Tereny rolnicze znikają także na skutek rozrastania się miast – zostają przekształcone na tereny przemysłowe lub mieszkaniowe. W skali świata może to być nawet 19,5 miliona hektarów w ciągu jednego roku (jest to obszar większy niż połowa Polski). Z kolei zbyt duża liczba ludności sprawia, że gospodarstwa drobnych rolników są dzielone na coraz to mniejsze, aż w końcu stają się tak małe, że trudno się z nich utrzymać. W Indiach średnia wielkość farmy zmniejszyła się z 2,6 hektara w 1960 r. do 1,4 hektara w 2000 r.

Tymczasem liczba ludności na świecie zwiększa się, szczególnie w państwach rozwijających się, gdzie ubóstwo jest największe. W Indiach populacja rośnie w szybkim tempie, podobnie w sąsiednim Bangladeszu, który ma już teraz bardzo dużą gęstość zaludnienia, jak również w Pakistanie. Liczba ludności tylko w tych trzech państwach może zwiększyć się o 600 milionów w 2050 r. Jednocześnie, na skutek między innymi niewłaściwych praktyk rolnych, zachodzi na świecie inny trend – degradacja gleb. Szacuje się, że każdego roku tracimy 5-10 milionów hektarów ziem uprawnych.

Wyniki badań wskazują, że na przestrzeni ostatnich 40 lat zniszczonych została jedna trzecia wszystkich ziem uprawnych na naszej planecie.

3.

Co zatem można zrobić? Przede wszystkim sprawiedliwie podzielić te tereny, które wciąż można uprawiać, zacząć stosować ekologiczne metody upraw, by zachować żyzność gleby, ograniczyć wzrost liczby ludności tam, gdzie jest on zbyt duży, prowadząc odpowiednią politykę i odbudować zdegradowane gleby. Jeden z podstawowych problemów z podziałem ziemi polega na tym, że znaczna jej część znajduje się w rękach prywatnych i jest traktowana jak towar na sprzedaż. W obrębie kultury zachodniej uznaje się za oczywiste, że ziemia może być czyjąś własnością, czy to własnością prywatną czy też państwa. Jeżeli jednak przyjrzymy się temu bliżej, wówczas wcale to takie oczywiste nie jest.

Spójrzmy na to od tej strony – historia człowieka na Ziemi, jako gatunku, zaczyna się 50-200 tysięcy lat temu (zależy jak liczyć). Tymczasem Ziemia ma około 4,5 miliarda lat. Pojawiliśmy się tu zupełnie niedawno. Góry, rzeki, chmury, rośliny i inne zwierzęta istniały tu na długo zanim pojawił się człowiek. Korzystamy z tego wszystkiego, z wody, z powietrza, z roślin i zwierząt. Dzięki Ziemi możliwe jest nasze życie. Jak więc możemy ogłosić się właścicielami jakiegoś kawałka ziemi? Dla ludzi z wielu innych kultur, z różnych rejonów świata, takie podejście jest niezrozumiałe.

W liście z 1855 r., który przypisuje się wodzowi Seattle z plemienia Duwamish, skierowanym do prezydenta Stanów Zjednoczonych, Franklina Pierce’a, możemy przeczytać: „Wielki wódz w Waszyngtonie przesyła nam słowa, z który wynika, że chciałby kupić naszą ziemię. (…) Jak jednak można kupić lub sprzedać niebo – ciepło ziemi? Ten pomysł jest dla nas dziwny. Nie jesteśmy właścicielami świeżości, którą ma powietrze czy światła migoczącego na wodzie. Jak można je od nas kupić?”.

Także Aborygeni w Australii nie uważali się za właścicieli ziemi, choć korzystali z niej na tym kontynencie przez dziesiątki tysięcy lat. Jak zauważa główny bohater filmu Krokodyl Dundee: „Widzisz, Aborygeni nie posiadają ziemi. Oni do niej należą. Jest dla nich jak matka. Widzisz te skały? Stoją tu od 600 milionów lat. Będą tu także wtedy, kiedy ciebie i mnie już tu nie będzie. Zatem kłócenie się, kto jest ich właścicielem, to jakby dwie pchły kłóciły się, która z nich jest właścicielem psa, na którym żyją”.

Czy można taki stosunek do przyrody i do ziemi ująć w prawie? Tak, wówczas zamiast prawa do własności ziemi mamy prawo do korzystania z niej – lokalna społeczność lub państwo rozdzielają dostępną ziemię wśród osób, które chcą ją uprawiać. Do rozważenia jest czy z przyznaniem prawa do korzystania z ziemi powinna wiązać się opłata czy też nie. Dla podstawowej, minimalnej powierzchni gospodarstwa rolnego może jej nie być wcale. Opłaty mogą się natomiast pojawiać w przypadku większych gospodarstw, powinny także obowiązywać limity określające maksymalną wielkość ziemi, którą może uprawiać jedna osoba.

Zaletą takiego rozwiązania jest to, że lokalnej społeczności lub państwu jest łatwiej zapewnić dostęp do ziemi dla wszystkich potrzebujących, niż gdy jest ona własnością prywatną. Można wówczas uniknąć spekulowania cenami gruntów, zarabiania na zmianie ich przeznaczenia (na przykład przy przekształcaniu działki rolnej w mieszkaniową, gdyż prawo do takiej zmiany ma wyłącznie lokalna społeczność lub państwo). Oczywiście, powinno się to odbywać w przejrzysty, sprawiedliwy i demokratyczny sposób, tak, aby ludzie mieli to wszystko pod swoją kontrolą. Ważne jest także, aby istniała możliwość odebrania prawa do korzystania z ziemi, gdy jest ona używana w sposób niewłaściwy, który prowadzi na przykład do jej degradacji. Czyż nie jest to niezwykłe, że zniszczenie gleby – wyjałowienie jej, jest dziś w wielu państwach legalne? Uznaje się, że można to zrobić, gdyż jest to czyjaś własność prywatna, więc jej właściciel lub właścicielka może z nią zrobić, co tylko się jemu lub jej podoba. Czy możemy to jednak nazwać roztropnym gospodarowaniem dostępną ziemią?

4.

Niektóre państwa w Europie mają już ograniczenia dotyczące prywatnej własności ziemi. Art. 44 Konstytucji Włoch stanowi, że: „W celu zapewnienia racjonalnego wykorzystania ziemi i tworzenia sprawiedliwych stosunków społecznych ustawa nakłada obowiązki i ograniczenia na prywatną własność ziemską, ustala granice jej rozszerzania w zależności od regionów i stref rolnych, popiera i wymusza meliorację gruntów, przekształcenie latyfundiów oraz odbudowę jednostek produkcyjnych; pomaga małej i średniej własności”. W Konstytucji Niemiec, w art. 15, ujęta jest możliwość przekształcania terenów prywatnych w społeczne: „Grunty i ziemia, bogactwa naturalne i środki produkcji mogą być w celu uspołecznienia przekształcone na mocy ustawy, która określa rodzaj i rozmiar odszkodowania, we własność społeczną lub w inne formy gospodarki społecznej”. Warto też zauważyć, że papież Franciszek podkreśla w encyklice Laudato Si’, iż: „Tradycja chrześcijańska nigdy nie uznała prawa do własności prywatnej za absolutne i nienaruszalne i podkreślała społeczną funkcję wszelkiej formy własności prywatnej”.

Przekształcanie ziemi prywatnej w społeczną to oczywiście temat delikatny i budzący kontrowersje, szczególnie, że oznacza to odbieranie prawa własności osobom, które zwykle są bogate, a przez to wpływowe.

Są jednak rejony na świecie, w których nie ma innego sposobu (poza na przykład wycinaniem naturalnych lasów), by zapewnić ludziom dostęp do ziemi. Dotyczy to nie tylko państw rozwijających się. W Szkocji rząd planuje umożliwić lokalnym społecznościom wykup ziemi z rąk prywatnych, na co jest oddolny nacisk. Na dziś parlamentarzyści są zdania, że zaproponowane zmiany w prawie były nie dość zdecydowane i oczekują dalej idących zmian.

W Polsce sytuacja jest inna, gdyż wciąż jeszcze wiele terenów rolnych jest własnością państwa – zostało ich 1,42 miliona hektarów. Sprzedaż ziemi oznacza wpływy do budżetu państwa i od 1992 r. sprzedanych zostało ponad 3,2 miliona hektarów ziemi. Czy jednak tego rodzaju polityka będzie się sprawdzała także w dłuższej perspektywie? Korzyści dla społeczeństwa mogłyby być większe, gdyby przekazać ziemię w zarządzanie lokalnym społecznościom, które mogłyby ją wydzierżawiać lub użyczać, na sprawiedliwych zasadach, dla realizowania celów społecznych lub ekologicznych.

Publikacja powstała w ramach projektu „Drobni rolnicy nadzieją na pokonanie głodu”. Za treści wyrażone w tym materiale odpowiada wyłącznie Instytut Globalnej Odpowiedzialności. Opinie te w żadnym wypadku nie wyrażają oficjalnego stanowiska Unii Europejskiej. Materiał udostępniony na licencji CC BY.

Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.

Zawłaszczanie ziemi, niszczenie środowiska i nielegalna  eksploatacja zasobów naturalnych będą traktowane i sądzone jak zbrodnie przeciwko ludzkości zapowiedział Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze. To bardzo ważna i symboliczna zmiana w podejściu do międzynarodowego systemu sprawiedliwości, która jest swoistym sygnałem ostrzegawczym pod adresem wielkiego biznesu – uważa Instytut Globalnej Odpowiedzialności. Od 2002 roku Trybunał rozstrzyga najcięższe sprawy, dotyczące ludobójstwa i zbrodni wojennych.

Główna prokurator Trybunału, Fatou Bensouda ogłosiła w czwartek, że instytucja ta „ze szczególną uwagą” rozpatrywać będzie skargi dotyczące przymusowych wysiedleń i degradacji środowiska. W ostatnich latach narasta na świecie oburzenie wobec coraz liczniejszych przypadków brutalnego usuwania ludzi, zwłaszcza rdzennych mieszkańców z ich ziemi, która przekazywana jest firmom pod wydobycie surowców, wyrąb lasu lub wielkie uprawy rolne. Zapowiedź Trybunału ma szanse zmniejszyć skalę nadużyć dokonywanych przez korporacje, szczególnie w krajach globalnego Południa.

Przymusowe wysiedlenia ludności i dewastacja środowiska stały się nieomal standardowym sposobem robienia interesów w wielu krajach, które są biedne choć równocześnie zasobne w bogactwa naturalne. W tej sytuacji zapowiedź Trybunału jest nie do przecenienia. Oznacza ona, że winni tych czynów przedstawiciele biznesu i rządów mogą stanąć przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym obok dyktatorów i zbrodniarzy wojennych. Przekaz jest jasny i mocny: przestępstwa,  dokonywane dla zysku w czasie pokoju są porównywalne ze zbrodniami popełnianymi w czasie wojny” – mówi Ewa Jakubowska-Lorenz z IGO.

Trybunał formalnie nie zwiększa zakresu swojej jurysdykcji, a jedynie rozszerza zakres spraw priorytetowych. Znamienne jest, że Trybunał wprost odnosi się do przestępstwa zawłaszczania ziemi. Według danych zbieranych przez organizacje obywatelskie od 2000 roku na świecie ziemia o łącznej powierzchni równej obszarowi Niemiec została przekazana inwestorom, a miliony ludzi zostały brutalnie wysiedlone ze swych domów.

W najbliższym czasie Trybunał zdecyduje czy rozpatrzy wniesioną dwa lata temu sprawę zawłaszczania ziemi i łamania praw człowieka w Kambodży. Ocenia się że wciągu ostatnich 15-20 lat swoją ziemię straciło tam około 850 tysięcy osób, a władze – lokalne i krajowe – przekazały ją prywatnym firmom.

źródło: Instytut Globalnej Odpowiedzialności

Zawłaszczanie ziemi w Ugandzie. Foto: Friends of the Earth International/Flickr/Creative Commons

Zawłaszczanie ziemi w Ugandzie. Foto: Friends of the Earth International/Flickr/Creative Commons

Dwa lata temu grupa działkowiczek i działkowców w proteście przeciwko dzikiej deweloperce w Warszawie zajęła opuszczone ogródki działkowe. Otworzyli miejsce  dostępne dla wszystkich – Radykalne Ogródki Działkowe (ROD).

Wspólnie z sąsiadkami i sąsiadami prowadzą ogrody warzywne i próbują wypracować alternatywy dla upraw wielkoobszarowych i innych patologii masowej produkcji żywności. Zbudowali kolektor słoneczny i turbinę wiatrową. Niestety firma developerska, która jest właścicielem  części terenu, zapowiedziała zniszczenie ogrodów, pomimo że z przyczyn prawnych w najbliższych latach nie będzie mogła go zagospodarować. Redakcja Zielonych Wiadomości podpisuje się pod Listem otwartym w obronie ROD.  Poniżej jego treść. Więcej informacji o Radykalnych Ogródkach Działkowych w Warszawie na stronie Reclaim the Fields Polska.

Nie zgadzamy się na zniszczenie ROD!

ROD to nazwa ogrodów społecznych, którym opiekuje się kolektyw powiązany z europejską siecią Reclaim the Fields, przeciwstawiający się nasilającemu zjawisku grabieży ziemi w miastach i na wsi, oraz globalnemu rynkowi żywności. Przestrzeń dawnych ogrodów działkowych, na terenie których działa kolektyw ROD, daje możliwość eksperymentowania z produkcją zdrowej, wysokowartościowej żywności, niezależnymi źródłami energii i technologiami, które pozwolą zastąpić te używane dziś, a mające destrukcyjny wpływ na środowisko. ROD to oddolnie zorganizowana przestrzeń dostępna dla każdego, w której wiedza i umiejętności przekazywane są za darmo i w przystępny sposób.

Jednak wszelkie działania społeczne są solą w oku wielkich korporacji. Spółka Dom Development zapowiedziała, że w ciągu dwóch tygodni zniszczona zostanie duża część ogrodów i stojących tam obiektów, w tym instalacji stworzonej przez międzynarodową grupę artystów, na której umieszczona jest turbina wiatrowa – przedmiot warsztatów dotyczących odnawialnych źródeł energii. Dekonstrukcja instalacji z turbiną wynika z nakazu Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego, jednak zrównanie z ziemią większej przestrzeni ogrodów to już pomysł Dom Development. Spółka ma świadomość, że takie działanie to strata pieniędzy, ponieważ wciąż nie posiada ani praw do całości gruntu, ani praw do zabudowy. Przez ponad rok nie zwracała uwagi na działania kolektywu, mimo świadomości jego istnienia, ale teraz decyduje się na drastyczne kroki, które nie przyniosą pożytku ani jej, ani społeczności lokalnej.

Tymczasem w Warszawie wciąż brakuje miejsc, które w przejrzysty sposób szerzyłyby informację na temat światowego rynku żywnością i jego wpływu na sytuację lokalną. Istnienie grupy, która promuję ideę suwerenności żywnościowej i energetycznej, oraz lokalnej samorządności jest bardzo cenne. Tym bardziej, że kolektyw w niekomercyjny sposób dzieli się wiedzą z zakresu uprawy i technologii (np. budowy małych turbin wiatrowych, produkcji nasion niemodyfikowanych genetycznie, ogrodnictwa, techniki budowy z materiałów z recyklingu, itp.)

Ziemia, powietrze, woda i energia stanowią podstawę naszego życia. Nie wyobrażamy sobie, że moglibyśmy płacić za dostęp do powietrza lub słońca. Już teraz coraz częściej prywatyzowane są zasoby wody, czy patentowane poszczególne gatunki roślin i zwierząt. Opłata licencyjna za posadzenie ogórka jest zwyczajnie absurdalna, tak samo jak absurdalne jest prawo by w imię zysku niszczyć, zatruwać bądź zabudowywać ogromne obszary gruntów, dzięki którym mamy co jeść. Szaleństwem jest pozbawianie się jedzenia produkowanego w najbliższej okolicy na rzecz importu na przykład z USA, Hiszpanii czy Kambodży. Ci, którzy kontrolują ziemię, kontrolują nasze życie, ponieważ to oni mają władzę nad tym co, i czy w ogóle, pojawi się na naszym stole.

Urbanizacja i rozbudowa, taka jak na warszawskim Mokotowie, gdzie działa kolektyw ROD, może przedstawiać siebie jako postęp zapewniający przestrzeń życiową dla rosnącej populacji miasta. Jednak rynek mieszkań i wynajmu tworzony jest przez spekulantów, a pułapki kredytowe i podwyższanie czynszów stwarzają warunki do tak zwanych „legalnych” eksmisji. W centrum miasta przestrzenie biurowe i biznesowe mają pierwszeństwo w stosunku do mieszkań. W rezultacie władze oddają deweloperom także ostatnie przestrzenie społeczne w pozostałych dzielnicach, z których do tej pory mieszkańcy korzystali za darmo. Wszystko w odpowiedzi na rzekomo rosnący głód mieszkaniowy.

Szkody dla środowiska powodowane przez takie projekty budowlane są ogromne i opierają się na całkowitym lekceważeniu zasobów lokalnych. Nawet jeżeli ludzie mają nowe domy to środowisko w jakim przychodzi im żyć przypomina zabetonowaną klatkę z logiem osiedla, a ostatnim miejscem publicznym jest przystanek autobusowy. Urbanizacja to nie rozwój. Rozwój to zachowanie i odtworzenie zdrowej ziemi, produkcja żywności, dostęp do czystej wody i zrównoważone korzystanie z zasobów.

Dostęp do ziemi uważamy za podstawową gwarancję niezależności i praw każdego człowieka. Dlatego nie zgadzamy się na bezmyślne niszczenie terenu zielonego, który z przyczyn prawnych w ciągu najbliższych lat nie może zostać zagospodarowany w żaden inny sposób. Apelujemy o pozostawienie terenu ROD w nienaruszonym stanie!

 

  • Reclaim the Fields Polska

  • Kolektyw ROD

  • Agata Dylak – Prezes Spółdzielni Domków Jednorodzinnych “Ku Wiśle”

  • Regina Synoradzka – Członek Zarządu SDJ “Ku Wiśle”

  • Paweł Tempczyk – Członek Rady Nadzorczej SDJ “Ku Wiśle

  • Redakcja Zielonych Wiadomości

 

źródło: Reclaim the Fields Polska

W ciągu najbliższych kilkunastu lat wielkie koncerny oraz bogaci prywatni inwestorzy mogą wykupić miliony hektarów ziemi w ubogich krajach, utworzyć tam gigantyczne latyfundia i zapoczątkować epokę agrarnego neokolonializmu, który zmusi ludzi do niewolniczej pracy i zniszczy wiele bezcennych ekosystemów.

Mieszkańcy Chin, Indii, Korei, Emiratów Arabskich i innych szybko bogacących się krajów chcą jeść więcej i lepiej. Wielu z nich, szczególnie starszych wiekiem, dobrze pamięta niedawne lata głodu. Dlatego jednym z najpilniejszych zadań stojących przed rządami tych państw jest trwałe ustabilizowanie wewnętrznego rynku żywnościowego. Na przełomie ubiegłego i obecnego wieku, naukowcy z tych państw policzyli, iż nie starczy im własnej ziemi (której czasem prawie wcale nie mieli, jak np. bogate w ropę i gaz niektóre kraje Zatoki Perskiej) do wykarmienia swych obywateli. Nic więc dziwnego, że rządy, a czasem też i koncerny, wysyłają emisariuszy w różne zakątki naszego globu, w poszukiwaniu atrakcyjnej ziemi rolnej. W różnych krajach świata dochodzi do wielu transakcji zakupu lub wieczystej dzierżawy gruntów uprawnych. Koreańskie Daewoo dzierżawi 1,3 mln ha gruntów na Madagaskarze (połowę dostępnych) pod uprawę kukurydzy i palm olejowych,  Chińczycy – 1 mln ha w Kongu pod palmy olejowe, 100 tys. ha w Zimbabwe pod kukurydzę, 0,5 mln ha w Laosie pod ryż i maniok, Egipt – 840 tys. ha w Ugandzie pod kukurydzę, Kuwejt i Katar –  2,5 mln ha w Kambodży pod ryż, drzewo kauczukowe i palmy olejowe, zaś saudyjskie konsorcjum Bin Laden Group – 1,6 mln ha w Indonezji pod uprawę ryżu, kukurydzy, sorgo, soi i trzciny cukrowej.

Ale to tylko wierzchołek góry lodowej odnotowany na początku 2009 r. Agresywny wyścig po żyzne grunty w biednych krajach określony został mianem „agrarnego neokolonializmu”. FAO – organizacja żywnościowa ONZ była bezradna, choć niejednokrotnie alarmowała, widząc zagrożenie dla światowej równowagi. Jej szef stwierdził: „Wszystko zmienia się tak szybko, iż nawet nie jesteśmy w stanie zebrać danych”. Jak tak dalej pójdzie, już za kilkanaście lat obraz naszej planety zmieni się nie do poznania. Z jednej strony powstaną bogate elity, z drugiej – żyjący w slumsach biedacy. Ci pierwsi będą pilnować ziemi „bogatych wujków”, gdzie produkowana będzie żywność i biopaliwa – cenne towary strategiczne. Ci drudzy będą żyć na łasce bogaczy. Na domiar złego ucierpi środowisko. Przestrzeń rolnicza  różnorodnych obszarów wiejskich zostanie trwale zdewastowana, bowiem dotychczasowe zróżnicowanie upraw i krajobrazów zastąpi się monokulturami kukurydzy, soi, trzciny cukrowej czy palm olejowych. Zwiększy się erozja i chemizacja, ponieważ monokultury będą bardzo podatne na szkodniki. Pestycydy i herbicydy zatrują gleby i wody. Większość ludzi pozbawiona pracy na roli przez wprowadzony przemysł rolny będzie wegetować na wsi lub w podmiejskich dzielnicach biedy. Znikną miliony hektarów lasów deszczowych – płuc Ziemi – a w ich miejsce powstaną uprawy. Zginą tysiące, jeszcze nawet nie odkrytych gatunków roślin i zwierząt.

Ta wizja świata za 20 lat jest bardzo realna. Wszystkie dane dotyczące kupowanej ziemi oparte są na już zawartych lub właśnie negocjowanych transakcjach. Trzeba tu dodać, że nie tylko rządy i koncerny włączyły się do tego wyścigu o ziemię. W Patagonii kupują ją miliarderzy tacy jak: Ted Turner, Matt Damon, Richard Gere czy bracia Benettonowie, którzy już w latach 90. wykupili tam 900 tys. ha zakładając gigantyczne latyfundium. Także tam miliarder i filantrop, George Soros posiada grunty pod uprawy przeznaczone na biopaliwa, a jego partner z Funduszu Inwestycyjnego Quantum, Jim Rogers  niezmiennie powtarza: Inwestujcie w gospodarstwa! Inwestujcie w ziemię! To hasło w dobie kryzysu i zachwiania dotychczasowych rynków inwestycyjnych może znaleźć wielu naśladowców. Bank Morgan Stanley już wypił 40 tys. ha, a rosyjski fundusz hedgingowy – 300 tys. ha ziemi na Ukrainie.

Szef FAO twierdzi: „Ceny gruntów rolnych są obecnie tak niskie, że w perspektywie długoterminowej to dobry interes” (…) „Biedne kraje, które są gorzej poinformowane o cenach zostaną wykorzystane i sprzedadzą bardzo szybko swoje dobra”.

Zagrożenie nie dotyczy tylko gruntów rolnych, ale także światowych obszarów leśnych. W obecnym systemie gospodarki wolnorynkowej nic nie powstrzyma wycinki lasów Amazonii i innych puszcz tropikalnych, które chronią  równowagę klimatyczną naszej planety. Krótkoterminowy rachunek łatwych zysków mówi dziś, że 1 ha lasu deszczowego zamieniony na plantację palmy olejowej przynosi 10 – 15 razy więcej (ok. 5 tys. dol. rocznie) niż pozyskane z niego drewno. Paradoks polega na tym, iż olej palmowy wykorzystywany jest jako paliwo odnawialne w pojazdach. W nikłym stopniu rekompensuje to jednak zastępowanie lasów tropikalnych – najbogatszych ekosystemów Ziemi – monokulturami rolnymi produkującymi biopaliwo. W 2008 r. wyrąb lasów Amazonii przybrał rekordową skalę. Konwencję o ochronie  klimatu i bioróżnorodności z jej celem powstrzymania utraty gatunków roślin i zwierząt do 2010 r. należy dziś wyrzucić do kosza.

Czasem pojawiają się zielone jaskółki, przez niedowiarków zwane „ekoterrorystami”. Próbują one (od lat 80. ubiegłego wieku) przeciwdziałać niszczeniu lasów wykupując je na cele ochrony przyrody. Odnoszą nawet lokalne sukcesy, jak choćby Word Land Trust, który  zebrał po 30 euro (równowartość 2000 m2 lasu !!!) od  tysięcy osób na zakup 150 tys. ha lasu w celu ochrony słoni w Indiach. Jednak takie działania są przysłowiową kroplą w morzu wobec błyskawicznie postępującego agrarnego neokolonializmu.