28 kwietnia Komisja Europejska oficjalnie ogłosiła, że zamierza zaskarżyć Polskę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości z powodu braku wymagania odpowiedniej oceny oddziaływania na środowisko operacji szczelinowania hydraulicznego (technologia stosowana przy wydobyciu gazu łupkowego).
Oświadczenie to jest zwieńczeniem prawie dwuletniej pracy społeczności lokalnych (przede wszystkim rolników z Żurawlowa, którzy podczas trwającego 400 dni non-stop heroicznego protestu, blokowali rozpoczęcie poszukiwań gazu łupkowego przez korporację Chevron ), polskich organizacji i aktywistów skupionych w nieformalnym ruchu złupieni.pl oraz europejskich organizacji ekologicznych: Friends of the Earth Europe oraz Food and Water Europe, kwestionujących kampanię polskiego rządu zmierzającą do rozwoju sektora gazu łupkowego w Polsce. Rząd wprowadził przepisy zezwalające na wiercenia w poszukiwaniu ropy i gazu do głębokości 5 000 metrów bez przeprowadzenia wcześniej oceny oddziaływania na środowisko, łamiąc tym samym prawo europejskie.
Antoine Simone z Friends of the Earth powiedziała: “Kierując skargę przeciwko Polsce do ETS, Komisja Europejska wysyła jasną wiadomość, że ani kraje członkowskie ani przedsiębiorstwa naftowe i gazowe, nie są ponad prawem. Jest to bezprecedensowa decyzja, i potwierdzenie zagrożeń związanych ze szczelinowaniem hydraulicznym na najwyższym szczeblu władz Unii Europejskiej. Stanowi to dowód na to, że Komisja Europejska, jeśli tylko chce, ma możliwość interwencji dla dobra środowiska naturalnego”.
Koncesje na wydobycie i poszukiwanie gazu łupkowego w Polsce zostały wydane między innymi na Głównych Zbiornikach Wód Podziemnych, które do tej pory nie mają wyznaczonych specjalnych stref ochronnych.
Prezeska Fundacji Strefa Zieleni, Ewa Sufin stwierdziła: „Nie jest przyjemne, gdy mój kraj jest sądzony przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości, ale woda to największe dobro jakie mamy, które musimy chronić za wszelką cenę i zostawić przyszłym pokoleniom, bo bez wody nie ma ani sukcesu gospodarczego ani życia. Bardzo wiele osób czyniło wielkie wysiłki, aby przekonać rząd, a przede wszystkim Ministerstwo Środowiska, że fracking to bardzo niebezpieczna technologia, szczególnie ze względu na możliwość skażenia wody, i nie można podchodzić do niej z tak wielką nieodpowiedzialnością, tylko dla zysków. Bo gazu nie da się pić, a bezpieczeństwo energetyczne można osiągnąć ocieplając domy i korzystając z darmowego słońca i wiatru, a jak już wiercić, to po naturalne ciepło ziemi jakim jest geotermia. Tylko w ten sposób uda się utrzymać galopujące zmiany klimatu na znośnym dla ludzkości poziomie”.
„Pan minister Korolec dopiero gdy przestał pełnić swoją funkcję, publicznie przeprosił za swój szkodliwy i niebezpieczny oportunizm. Jego dzisiejszy następca, a szczególnie wiceminister środowiska i pierwszy geolog kraju pan Orion-Jędrysek, wciąż wydają się wierzyć w łupkowe obietnice” – dodała.
Europejski Trybunał Sprawiedliwości, który jest jedną z najwyższych instytucji sądowniczych w Europie, po raz pierwszy będzie się zajmował gazem łupkowym, i mamy nadzieję, że potwierdzi zagrożenia związane ze stosowaniem technologii szczelinowania hydraulicznego.
Według Friends of the Earth Europe, jeśli chcemy mieć jakiekolwiek szanse na uniknięcie katastrofalnych skutków zmian klimatu, Europa musi niezwłocznie odejść od paliw kopalnych i przestawić się na źródła odnawialne – szczególnie należące do, i zarządzane przez lokalne społeczności – oraz oszczędność energetyczną.
Opracował Jan Skoczylas na podstawie: Friends of the Earth Europe i Fundacja Strefa Zieleni.
Awaria zbiornika gazu Alison Canyon niedaleko miejscowości Porter Ranch w stanie Kalifornia to nie tylko prawdopodobnie największy w historii wyciek metanu, lecz również dowód na zagrożenia związane ze szczelinowaniem hydraulicznym(ang: fracking – technologia stosowana przy wydobyciu gazu łupkowego). Pisaliśmy o tym miesiąc temu. Przez ten czas do atmosfery ulotniło się dodatkowe 20 tyś. ton metrycznych metanu, czyli w sumie obsługująca zbiornik korporacja Southern California Gas Company (SoCalGas) może pochwalić się wyciekiem rzędu 96 tyś. ton.

Foto: Earthworks/Flickr/Creative Commons
Do zamknięcia wycieku użyto cementu. Nie przeprowadzono jednak oficjalnych testów, które potwierdziłyby efektywność tego rozwiązania. W oświadczeniu spółki można przeczytać, że „udało się tymczasowo zatrzymać wyciek”. Spółka zaznacza jednak, że znalezienie bezpiecznego i trwałego rozwiązania może zająć „wiele dni”.
Mieszkańcy wskazują na to, że nie ma woli politycznej, by problemem zająć się systemowo. Jak wskazuje przypadek Alison Canyon istnieją uzasadnione obawy, że podobna sytuacja może wydarzyć się w każdej chwili w pozostałych stu kilkunastu starych zbiornikach po ropie, w których obecnie trzymany jest gaz.
Dodał: Robert Reisigová-Kielawski
Źródło: Common Dreams
W zeszłym miesiącu uczestniczyłam w zgromadzeniu rodzinnym. Była to jedna z tych imprez dla ludzi po czterdziestce, gdzie toczy się jednocześnie 15 różnych rozmów. Zamiast włączyć się w jedną z nich, postanowiłam słuchać i obserwować. Można się w ten sposób dużo nauczyć.
Konwersacja, której się przysłuchiwałam, zaczęła się od pytania zadanego lokalnemu mieszkańcowi: „A co myślisz o tym całym szczelinowaniu w Pensylwanii?”.
„Świetna sprawa”, odpowiedział właściciel domu w Pensylwanii na pytanie przybysza z Nowej Anglii. „Mamy zero bezrobocia, nowe restauracje powstają jak grzyby po deszczu, i wszyscy farmerzy stają się milionerami. Zwiększył się ruch ciężarówek na obwodnicach, ale to dla mnie nie problem. Te informacje o ludziach podpalających wodę w swoich kranach są przesadzone, nie ma żadnych dowodów, że to jest naprawdę szkodliwe”.
Gdyby prezesi firm wydobywczych i przekupieni przez nich politycy podsłuchiwali razem ze mną, wznieśliby radosny okrzyk, a może nawet zatańczyliby z radości. Cztery podstawowe slogany przemysłu: szansa na rozwój gospodarczy i patetyczny patriotyzm wraz z zapewnieniami o społecznej odpowiedzialności biznesu i bezpieczeństwie dla środowiska – trucizna dodana do medialnej papki, którą oglądający telewizję i czytający lokalne gazety obywatele nieświadomie pochłaniają każdego dnia.
To przesłanie przemysłu wydobywczego jest również tak gorliwie propagowane przez władze hrabstwa Lycoming (i innych rejonów), że próby zwrócenia uwagi na ciemniejszą stronę szczelinowania są określane jako co najmniej „kontrowersyjne”, a najmocniej jako „ekologiczny ekstremizm”. Świadczą o tym artykuły wstępne w gazetach, decyzje faworyzujące przemysł wydobywczy podejmowane przez urzędników wybranych w wyborach powszechnych, czy chociażby odmowa wynajęcia sali dla RDA (Citizens Concerned about Natural Gas Drilling) przez Community Arts Center (CAC) na projekcje czterech filmów, które chcieliśmy pokazać w Williamsport w 2014 r.
Krótkie tło tej ostatniej historii: po sukcesie pokazów filmów „Gasland” I i II, które obejrzało w sumie 2400 osób, zarząd RDA zatwierdził projekt „film miesiąca”, w ramach którego miały się odbyć pokazy innych filmów o szczelinowaniu: „Unearthed”, „Backyard”, „Groundswell Rising” i „Triple Divide”. Wstęp na projekcje miał być wolny i każda z nich miała się zakończyć dyskusją z udziałem producenta i reżysera.
Niestety plan RDA okazał się nie do zaakceptowania dla niektórych sponsorów Community Arts Center. Groźba wycofania wsparcia finansowego skłoniła CAC do odpowiedzi odmownej na naszą prośbę o wynajęcia tego miejsca za wymagane w takich przypadkach 500 dolarów. Odmowa wstępu; chęć zrównoważenia dyskusji o gazie łupkowym przez RDA przesłaniem o zasadzie przezorności, odnoszącym się do kwestii dotyczących równowagi ekologicznej, zdrowia i bezpieczeństwa, nie jest w Williamsport mile widziana.
Powstrzymałam swój język i nie włączyłam się do tej usłyszanej przypadkiem rozmowy na spotkaniu rodzinnym. Lecz zaczęłam fantazjować o teleportacji uczestników dyskusji do Yeagle Road w powiecie Eldred. Yeagle Road biegnie wzdłuż południowo-wschodniej granicy parku Rider i łączy Drogę 973 z Wallis Run Road. W tej wiejskiej okolicy znajduje się wiele pięknych domów, z których każdy stanowił dla swoich właścicieli poważną inwestycję finansową, domów, gdzie wychowują się dzieci i powstają wspomnienia, domów o wartości wykraczającej poza to, co można wycenić w dolarach i centach.
Co jest wyjątkowe, jeśli chodzi o odwiert „TLC” na Yeagle Road, to jego widoczność. Namawiam na wycieczkę do przejechania się wzdłuż odwiertu, wyłączenia silnika, słuchania i obserwacji. Pora dnia, jaka wybierzecie na swoją przejażdżkę nie ma znaczenia, odwiert działa 24 godziny na dobę. Wyobraźcie sobie życie tutaj, na skraju lasu, przed powstaniem odwiertu i obecnie.
Właściciele domów położonych najbliżej szybu nie piją już dłużej wody ze swoich studni, które zaopatrywały ich w czystą wodę przez 21 lat. Po kilku dniach wierceń woda w ich kranach nabrała dziwnego koloru i powstały wątpliwości czy była bezpieczna. Firma Inflection Energy zainstalowała im zbiornik na wodę, niewidoczny z drogi i podłączony do instalacji wodnej wewnątrz ich domu.
W zeszłym miesiącu miałam zaszczyt służyć jako przewodnik dwóm profesorom Uniwersytetu Stanowego Pensylwanii. Spotkaliśmy się na Yeagle Road, gdzie mogli przyjrzeć się odwiertowi z okien pobliskich domów. Następnie zawiozłam ich do Rider Park, gdzie powędrowaliśmy ścieżką im. Katy Jane, zatrzymując się na punkcie widokowym wznoszącym się nad odwiertem Yeagle Road. Mimo prawie kilometrowej odległości hałas z otworu wiertniczego, buldożerów oraz silników diesla zagłuszał śpiew ptaków i szelest poruszanych przez wiatr liści. Jeden z profesorów zapytał: „Jak ktokolwiek, kto to widzi może myśleć, że to w porządku?”. Nie potrafiłam odpowiedzieć.
Gdyby teleportacja moich dalekich kuzynów stała się rzeczywistością, mogłabym im zadać to samo pytanie.
Tłumaczenie: Jan Skoczylas
przeczytaj także: Niebezpieczeństwo tuż za moim progiem
Nagły i ekstremalny wzrost śmiertelności noworodków w wiejskim rejonie Uinta Basin w amerykańskim stanie Utah jest najprawdopodobniej skutkiem toksycznego zanieczyszczenia powietrza spowodowanego intensywnym wydobyciem ropy i gazu łupkowego metodą szczelinowania hydraulicznego. A miejscowi prominenci chcą zabić kobietę, która to ujawniła. (więcej…)
Twórca filmu „Drill Baby Drill” w rozmowie dla „Zielonych Wiadomości”. (więcej…)
Tuż za moim progiem czai się niebezpieczeństwo, które sprawia, że na przemian kulę się ze strachu, szukam ulgi w zaprzeczaniu i krzyczę z oburzenia. Nie wiem, jak walczyć z tak potężnym wrogiem. Jak na ironię, przez 35 lat byłam zwiastunką dobrego stanu zdrowia i świetnego samopoczucia.
Ostatnimi czasy całymi godzinami planuję, w jaki sposób zgromadzić rodzinę, a następnie opuścić mój dom, strony rodzinne i znaleźć dla nas nową małą ojczyznę. Nie jesteśmy już tutaj bezpieczni. Zjawiły się przedsiębiorstwa gazowe i roszczą sobie prawa do tysięcy akrów Penns Woods. Departament Ochrony Środowiska (Department of Environmental Protection – DEP) zezwolił na budowę odwiertów gazowych na terenie lasu stanowego Loyalsock, który otacza moją posesję. Susquehanna River Basin Commission (SRBC) wydaje zezwolenia na pobór milionów galonów wody z działu wodnego, do którego należy strumień przepływający przez podwórko przed moim domem.
Przez dziesięciolecia jedyną drogą do tego oddalonego, przepięknego i bogatego w dziką faunę i florę rejonu była Butternut Grove – wąska droga „bez wyjazdu”, przechodząca obok podjazdu do mojego domu. Kończyła się na szlaku spacerowym w lesie stanowym Loyalsock. Zazwyczaj podczas moich dwumilowych spacerów wzdłuż tej drogi nie mijał mnie nawet jeden samochód. Spuszczony ze smyczy pies truchtał obok mnie, a jeśli ktoś przejeżdżał – byli to sąsiedzi, którzy zwalniali, aby mnie pozdrowić albo zatrzymywali się, żeby trochę pogadać, jak to mają w zwyczaju ludzie na wsi.
Strumień Loyalsock jest zaraz za wałem – o rzut kamieniem od drogi. Mogłam jeździć pod górę na moim koniu do miejsca, gdzie jednopasmowa droga przechodziła w ścieżkę spacerową imienia Dad-Dad Chapmana na terenie lasów stanowych. Tej ścieżki już nie ma – została zagrodzona, a w miejscu dawnego wejścia stoją tablice ostrzegające, że to teren prywatny i wejście będzie karane. Piły mechaniczne i wywrotki napełnione żwirem przekształciły wąską ścieżkę w szeroką żwirowaną drogę, biegnącą przez las do dwóch odwiertów, położonych niemalże jeden obok drugiego. Żeby zbudować tę drogę, ścięto wiele drzew, ukochana niegdyś ścieżka wiodąca przez ziemię, którą nazywa się „wspólnym bogactwem”, jest teraz zagrodzona, strzeżona i nie zaprasza już myśliwych, turystów, rowerzystów górskich, narciarzy i jeźdźców. Skończyły się moje codzienne spacery i częste przejażdżki konne, podobnie jak inne proste przyjemności wiejskiego życia nad brzegiem pięknego strumienia.
Życie wszystkich mieszkańców Butternut Grove zmieniło się na zawsze za sprawą korporacji roszczących sobie prawo do wysyłania swoich ciężarówek w górę drogi, zanieczyszczania powietrza spalinami diesla, wwożenia na górę pełnych ciężarówek toksycznych chemikaliów do szczelinowania i zwożenia z powrotem na dół milionów galonów trujących ścieków.
Nie czujemy się już dłużej bezpiecznie, nie możemy cieszyć się Loyalsock – cudownym strumieniem, który zaczyna się w Sullivan County i płynie swoim korytem 64 mile do wschodniej odnogi rzeki Susquehanna. Nie da się oszacować wartości tego strumienia, który przez lata zapewniał aktywny wypoczynek setkom wędkarzy, kajakarzy, pływaków i posiadaczy letnich domków kempingowych – ofiarując im wodę, która tańczy i migoce i podtrzymuje życie bogactwa ryb, płazów, ptaków oraz innej dzikiej fauny i flory – wodę, która jest teraz mieszana z toksycznymi chemikaliami i wtłaczana pod wysokim ciśnieniem w skały formacji Marcellus Shale.
Mój dziadek kupił tych 20 akrów z milowym dostępem do strumienia w 1933 roku. Nasze rodzinne wspomnienia związane z tym miejscem są bezcenne, a moje wnuki byłyby piątym pokoleniem biegającym po łąkach, pływającym w potoku, jeżdżącym na koniach i spacerującym w pobliskich lasach. W naszym coraz szybciej zmieniającym się społeczeństwie tak głębokie korzenie są bardzo cenne i rzadkie. A jednak – mój syn i jego rodzina wyprowadzili się do miejsca położonego 300 mil stąd, na północ od Battleboro w stanie Vermont, daleko od rodziny, lecz również z dala od łupków, szukając bezpieczniejszego miejsca do życia. Ci z nas, którzy zostali, również myślą o opuszczeniu naszego dziedzictwa i o wyjeździe z tego rejonu.
Przemysł wydobywczy przez lata planował swoją strategię, uchylając prawa stanowe i federalne, które mogłyby zapewnić nam ochronę. Panuje tutaj gorączka gazowa, a to specjalne miejsce, które niegdyś nazywaliśmy naszym domem, zostało „spisane na straty”.
Tłumaczenie: Jan Skoczylas
przeczytaj także: Gaz łupkowy? Nie, dziękujemy! Za duże ryzyko
O gazie łupkowym z perspektywy afrykańskich farmerów. (więcej…)
FracTracker został uruchomiony w czerwcu 2010 r. jako projekt Centrum na rzecz Zdrowego Środowiska i Społeczności Uniwersytetu w Pittsburghu. Początkowo geograficznie koncentrował się na Pensylwanii i północno-wschodniej części Stanów Zjednoczonych, ponieważ tam właśnie rozwijało się wydobycie gazu naturalnego z formacji łupkowej Marcellus Shale. W 2012 r. postanowiono zmienić strukturę organizacyjną FrackTrackera i latem tego roku powstała nowa pozarządowa organizacja użyteczności publicznej: FrackTracker Alliance.
Frack Tracker Alliance codziennie publikuje mapy, dane i analizy, aby uświadomić Amerykanom i ludziom na całym świecie zagrożenia związane z wydobyciem niekonwencjonalnych paliw kopalnych. Siedziba organizacji znajduje się w Pensylwanii, lecz zatrudnia ona również personel w Nowym Jorku, Ohio, Zachodniej Wirginii i Kalifornii. Jej strona internetowa relacjonuje działalność w zakresie wydobycia ropy i gazu w 30 stanach, dane dotyczące trendów na szczeblu krajowym oraz kwestie międzynarodowe. Ma ponad 450 000 odsłon i prawie 150 000 unikatowych użytkowników rocznie.
Praca prowadzących stronę przynosi korzyści: odwiedzający dowiaduje się o planowanym w pobliżu odwiercie; ustawodawca poznaje wskaźniki zużycia wody; dane są syntetyzowane dla potrzeb organizacji opracowującej zalecenia dla decydentów; student dowiaduje się prawdy na temat śladu węglowego technologii szczelinowania. Dzień po dniu przyczyniają się do rozwoju bardziej pozytywnej energii przyszłości.
Ich praca – i praca wielu innych organizacji – pozwoliła udokumentować rozległe szkody powodowane przez przemysł naftowy i gazowy, w każdym miejscu prowadzonej przezeń działalności. W Pensylwanii są to setki przypadków skażenia wody na skutek migracji metanu i innych substancji zanieczyszczających. Wiele badań przeprowadzonych w całych Stanach Zjednoczonych wykazało problemy zdrowotne związane z narażeniem na działanie zanieczyszczeń powietrza w pobliżu odwiertów. Budowa odwiertów i rurociągów oraz wydobywanie piasku (frack sand) spowodowały zniszczenie tysięcy akrów lasów i siedlisk fauny i flory. Społeczności cierpią na skutek intensywnego ruchu ciężarówek i związanych z nim problemów: zwiększonej liczby wypadków, zniszczenia dróg i emisji z silników Diesla.
Podczas gdy gaz ziemny promowany jest jako paliwo pomostowe lub przejściowe, niszczący wpływ na klimat jest prawdopodobnie najpoważniejszym zagrożeniem towarzyszącym produkcji i użyciu tego paliwa. Metan ulatniający się do atmosfery jest bardzo mocnym gazem cieplarnianym, a ogromne ilości ropy naftowej, gazu ziemnego i innych węglowodorów wytwarzanych łącznie w wyniku boomu łupkowego mogą pogłębić globalną zależność od tych surowców i zmniejszyć inwestycje w odnawialne źródła energii. Ten domniemany pomost może prowadzić donikąd.
FrackTrack dokumentuje energię oddolnych ruchów obywatelskich podających w wątpliwość ten pęd do szczelinowania. W Nowym Jorku naniesiono na mapę 86 lokalnych ruchów przeciwko szczelinowaniu, 96 wprowadzonych moratoriów (które nie są jeszcze pełnymi zakazami) oraz 85 całkowitych zakazów. Do tych map odniósł się komisarz Departamentu Ochrony Środowiska stanu Nowy Jork na niedawnej konferencji prasowej, podczas której gubernator Cuomo ogłosił wprowadzenie zakazu szczelinowania hydraulicznego na terenie całego stanu.
Lecz nawet w Nowym Jorku zwycięstwo może być jedynie chwilowe. Tamtejsi aktywiści zajmują się projektem budowy ogromnego rurociągu i planami magazynowania sprężonego gazu w opuszczonych kawernach solnych pod powierzchnią jednego z osławionych jezior Finger. Dopóki planeta nie zazna wytchnienia od ocieplenia klimatu, społeczności nie zostaną wyzwolone od zagrożeń dla powietrza i wody, a natura nie będzie bardziej chroniona niż niszczona, FrackTracker – i jego wielu partnerów – mają przed sobą niekończącą się pracę.
FrackTracker działa w odważny i zdecydowany sposób: analizuje nowe tematy, bada problemy lokalne, buduje nowe partnerstwa, wspomaga obywatelskie działania naukowe (częściowo poprzez specjalną aplikację mobilną), pobudza media społecznościowe i narzędzia komunikacyjne i dociera do odbiorców blisko i daleko. W 2015 r. wyruszą ze swoim przekazem i zasobem wiedzy w trasę – zaplanowane są warsztaty na Florydzie, w Północnej Karolinie, Argentynie, Wielkiej Brytanii, Belgii, na Węgrzech i w Polsce.
Szczegóły polskich warsztatów są obecnie w trakcie opracowywania. FrackTracker zachęca polskich odbiorców do odwiedzania swoich map i innych zasobów oraz do dzielenia się pytaniami, fotografiami i danymi – wszystkim, co przyczyni się do lepszego zrozumienia tych ważnych kwestii i pomoże FrackTrackerowi w dalszym pełnieniu misji tworzenia i udostępniania zasobów informacyjnych dla słusznej sprawy.
Przeł. Jan Skoczylas
Przeczytaj także: Gaz łupkowy? Nie, dziękujemy! Za duże ryzyko
Refleksje z podróży studyjnej „Marcellus Shale study tour” zorganizowanej przez warszawskie i waszyngtońskie biura Fundacji im. Heinricha Bölla. (więcej…)
Seth B.C. Shonkoff i Jake Hays, badacze z PSE Healthy Energy odpowiadają na pytania „Zielonych Wiadomości”. (więcej…)
Komunikat prasowy organizacji: Friends of the Earth Europe, Corporate Europe Observatory, Sierra Club, Tansnational Institute, Powershift i Blue Planet Project. (więcej…)
O lobby łupkowym, demokracji i związkach między wydobyciem gazu łupkowego a zmianami klimatu opowiada reżyser „Gaslandu” Josh Fox w rozmowie z AlterNetem.
Ten wywiad odbył się w maju tego roku, w dzień po rozejściu się wiadomości, że konserwatywny aktywista, założyciel organizacji Project Veritas James O’Keefe próbował wrobić Josha Foxa i innych działaczy ekologicznych w zmyślone przyjmowanie pieniędzy od potentata naftowego z Bliskiego Wschodu w celu sfinansowania antyłupkowego filmu. W swoim 20-minutowym filmie O’Keefe zmontował wypowiedzi Foxa w taki sposób, żeby zasugerować jego zainteresowanie ofertą nafciarza. Obróciło się to przeciwko O’Keefemu, gdy Fox opublikował całe, niepocięte nagranie rozmowy, udowadniając, że nie zamierzał przyjmować pieniędzy od grupy, która odmówiła ujawnienia bliższych informacji na swój temat.
Cliff Weathers: Czy nie masz czasami poczucia, że stałeś się dla niektórych „wrogiem publicznym”?
Josh Fox: Przez ostanie cztery albo pięć lat nie tylko ja, ale wszyscy ci, którzy występowali w moich filmach – naukowcy mówiący prawdę o szczelinowaniu – musieli znieść nieprawdopodobną ilość ataków, zarówno najbardziej nikczemnych i kłamliwych, jak i normalnej krytyki, jakiej można się spodziewać w przypadku każdego rodzaju nowych informacji. Lecz najbardziej niepokojąca jest ciągła praca machiny oczerniania i dezinformacji, która bezustannie bierze na celownik ludzi z moich filmów i mnie oraz wszystko, co wiąże się z tą kwestią. Ma to dewastujący wpływ na debatą publiczną w USA.
W dzisiejszych czasach traktujemy jako oczywistość, że są korporacje reagujące atakami na nowe informacje i posługujące się kłamstwem, aby chronić swoje interesy. I że będą to robić w najbardziej pokrętny i bezczelny sposób. Stało się to częścią amerykańskiego życia. W tzw. debatach o sprawach publicznych jedna strona po prostu kłamie. To nie jest prawdziwa debata. Oszustwo nie jest punktem widzenia.
Gdy zacząłem pracę nad filmem, była to już bardzo kontrowersyjna kwestia w moich okolicach. W górnym dorzeczu Delaware było wielu ludzi, którzy chcieli zarobić pieniądze dzierżawiąc swoją ziemię. Zadziwiające było, jak szybko nastąpiły podziały wzdłuż pewnych linii kulturowych, nasilając istniejące już od dawna napięcia. Więc stałem się twarzą ludzi, którzy próbowali zachować piękno i integralność środowiska naturalnego oraz zdrowie społeczności. I było też wielu ludzi, którzy po prostu chcieli zarobić, narażając na niebezpieczeństwo sąsiadów i szkodząc nam wszystkim, ludzi chcących zniszczyć jeden z najpiękniejszych obszarów na świecie – dorzecze Delaware, które stanowi jednocześnie obszar wododziałowy dla Nowego Jorku, Filadelfii i Południowego New Jersey.
A więc od początku wiedziałem, że będzie gorąco. Ale nie mogłem przewidzieć, że ataki będą tak podstępne, bezczelnie kłamliwe i osobiste. Atakowano nas w każdy, nawet najbardziej niedorzeczny sposób, zarówno moje filmy, mnie osobiście, jak i ludzi z filmów. Jest to ciągle obecne w naszym życiu.
Są ludzie, którzy pójdą do restauracji, żeby nagrywać i filmować różne rzeczy ukrytą kamerą. Dla mnie jest to naprawdę oburzające. Nie rozumiem, jak można prowadzić kampanię na rzecz jakiegoś punktu widzenia, kiedy twoim głównym sposobem działania jest oszustwo. Wszystko to ma na celu wywoływanie zamętu i wątpliwości wśród publiczności głównego nurtu. Wytwarzają w ten sposób chmurę wątpliwości wokół prawdziwych informacji, tak, aby ludzie nie wiedzieli, w co wierzyć i komu zaufać. Nasza praca oparta jest na gruntownych badaniach i weryfikowana na podstawie tak wielu źródeł, jak tylko można sobie wyobrazić. Każda linijka w tych filmach została sprawdzona przez nasz zespół, który jest niezwykle drobiazgowy pod względem wierności faktom, lecz również przez HBO, które nie wyemitowałoby ich, gdyby nawet jeden wers był niezgodny z prawdą.
CW: Jednym z bohaterów drugiej części „Gaslandu” jest człowiek, który opuścił Partię Republikańską z powodu zniesmaczenia szczelinowaniem. Dla zwykłego obserwatora jest to kwestia mająca duży związek z poglądami politycznymi. Lecz nie jest tak w przypadku ludzi, których spotkałeś. W jaki sposób, twoim zdaniem, szczelinowanie zmienia ludzi bezpośrednio dotkniętych jego skutkami?
JF: Szczelinowanie sprawiło, że ludzie, którzy normalnie nie rozmawialiby ze sobą z powodu różnic politycznych, zaczęli bardzo intensywnie wymieniać poglądy. To nie jest kwestia partyjna. Cały czas podróżuję z pokazami filmów i rozmawiam z członkami organizacji ekologicznych. Występuję w stanach „czerwonych” (popierających Republikanów), w stanach „niebieskich” (popierających Demokratów), a także w „niebieskich” częściach stanów „czerwonych” i w „czerwonych” częściach stanów „niebieskich”. ilekroć przemysł wydobywczy przybywa do tych miast i okazuje się, że zamierza zniszczyć wszystko, co ludzie posiadają, różnice polityczne przestają mieć znaczenie. Ludzie szybko się jednoczą i rozmawiają ze sobą, społeczni konserwatyści z postępowymi demokratami. Zadziwiająca zbieżność.
Noszę ze sobą wszędzie w portfelu kartę biznesową człowieka o imieniu Craig Stevens. Jest on Pensylwańczykiem w szóstym pokoleniu. Na jego karcie widnieje wąż z „Don’t tread on me” (historyczna flaga amerykańska, obecnie używana przez zwolenników Tea Party – przyp. tłum.), z wciśniętą w sam środek wieżą wiertniczą. I to jest antyłupkowy aktywista z Tea Party, ludzie wymyślili nawet nową nazwę: „green tea” („zielona herbata”).
A później ludzie uświadamiają sobie, że to nie są firmy amerykańskie, lecz ponadnarodowe, i że nie są lojalne. Zniszczą teren, na którym działają, czy to w Pensylwanii, Teksasie lub Nowym Jorku, czy też w Nigerii, Ekwadorze lub Peru. Uświadamiają sobie, że zawsze były grupy ludzi „spisanych na straty” dla dobra biznesu. Zmasakrowani przez Gwardię Narodową podczas ataku na kopalnie węgla w Kolorado sto lat temu lub dzisiaj w delcie Nigru albo Zachodniej Wirginii, gdzie góry są wysadzane w powietrze. W tym momencie w strefie rażenia znaleźli się mieszkańcy obszarów Marcellus Shale, Barnett Shale czy Haynesville Shale. Przemysł paliw kopalnych zawsze traktował tych ludzi jedynie jako przeszkodę. Nie mają oni żadnych praw ani możliwości odwołania się poprzez normalne demokratyczne kanały. W taki właśnie sposób branża prowadzi swoje interesy od setek lat.
Teraz zakres „spisywania na straty” rozszerzył się i uderza w ludzi ze wszystkich grup i klas społecznych. Więc ich reakcja na zniewolenie przez tak potężny przemysł będzie, jak sądzę, podobna, niezależnie od tego, czy są liberalnymi demokratami, konserwatystami czy też zwolennikami Tea Party. Tym, co często dzieli ludzi, są pieniądze. Niektórzy bardzo chcą pieniędzy, inni nie. I to również może nie mieć nic wspólnego z podziałami politycznymi. Amerykanie po prostu uzmysławiają sobie, jak bardzo są pozbawiani głosu.
Bardzo lubię przytaczać opublikowane niedawno studium Uniwersytetu Princeton. Zapytano ludzi: „Jaką formę rządów ma tak naprawdę Ameryka?”. Wydział nauk politycznych przeprowadził szerokie badania i po przeanalizowaniu wyników okazało się, że… w rzeczywistości Ameryka nie ma demokracji, Ameryka jest oligarchią, rządzoną przez potężnych i bogatych.
Co to oznacza dla nas? No cóż, oznacza to, że 90% obywateli może chcieć obowiązku sprawdzania przeszłości osób kupujących broń palną, i nie otrzymać tego. 90% ludzi może domagać się podniesienia płacy minimalnej do 10 dolarów lub więcej, i nie otrzymać tego. 80% ludzi może domagać się ograniczeń emisji gazów cieplarnianych, i nie otrzymać tego. Oznacza to, że tak naprawdę się nie liczymy, nasze opinie nie mają znaczenia. Właśnie o tym mówi badanie z Princeton. I ludzie to teraz w pełni rozumieją, i mamy nieprawdopodobną ilość frustracji – ludzie przystępują do radykalnej prawicy i do bardziej postępowej lewicy. Coraz więcej osób zmienia przekonania, ponieważ uświadamiają sobie, że nie mają żadnego wpływu.
Musimy zdać sobie sprawę z tego, że Ameryka nie zawsze była demokracją. Kiedy kobiety nie miały prawa głosu, Ameryka nie była demokracją. Kiedy ludzie kolorowi nie mieli prawa głosu, nie byliśmy demokracją. Co robiliśmy w tamtych czasach, żeby wprowadzić więcej równości do naszego społeczeństwa? Cóż, robiliśmy wszystko: organizowaliśmy się, strajkowaliśmy, stosowaliśmy nieposłuszeństwo obywatelskie. Przejmowaliśmy trendy kulturalne, tworzyliśmy muzykę, sztukę i filmy. Robiliśmy wszystko co w naszej mocy, próbując przekształcić społeczeństwo.
Musimy naciskać na naszych ustawodawców. Niedawno 300 osób zdecydowało się powitać prezydenta Obamę w Cooperstown antyłupkowymi transparentami. Tego samego dnia 200 osób w ten sam sposób przywitało gubernatora Cuomo w Long Island. To się dzieje nieustannie. Przyglądam się temu i jest to piękne. Sprawia to, że niemal czuję, że demokracja jest siłą nie do poskromienia. Odradza się na samym dole i na poziomie lokalnym, i jest to niezwykle ekscytujące.
CW: Obejrzałem niedawno ponownie obie części „Gaslandu”. I zauważyłem, że w porównaniu z nowym filmem przesłanie pierwszej części trąci już myszką. Tak wiele się zmieniło od tamtego czasu. Gdy „Gasland” wchodził po raz pierwszy na ekrany, był to temat, o którym ludzie nic nie wiedzieli i przesłanie było naprawdę proste i bezpośrednie. Drugi film przeniósł to na inny poziom wyrafinowania.
JF: Też tak myślę. Kiedy robiłem pierwszy „Gasland”, nie miałem pojęcia o szczelinowaniu, opisywał on tak naprawdę moją drogę do wiedzy. Sądzę, że każdy, kto oglądał ten film, przeszedł podobny proces. Myślę, że odniósł on tak duży sukces, ponieważ opowiedział tę historię.
Ale teraz wszyscy już wiedzą, czym jest szczelinowanie. Drugi film porusza następną kwestię: teraz, gdy wszyscy już wiedzą czym to jest i powstał ruch protestu, chcemy wiedzieć, co rząd zamierza z tym zrobić. Więc drugi film jest dochodzeniem w sprawie roli rządu w rozwoju wydobycia gazu łupkowego i ropy łupkowej – pytaniem o to, jak to się stało, że korporacje szczelinują nasz rząd. Gdy jadę do Waszyngtonu, lubię podkreślać, że jest on największym terenem szczelinowania w Stanach Zjednoczonych. Rząd jest niszczony przez strumienie pieniędzy wtryskiwanych pod wysokim ciśnieniem. To całkowicie rozkrusza naszą demokrację.
CW: A o czym będzie następny film?
JF: Mój następny film będzie o klimacie. Świadomość tego, w jakim znaleźliśmy się impasie, jest bardzo trudna i ogromnie przygnębiająca. Zaczynałem jako ktoś, kto nic nie wiedział o szczelinowaniu, a teraz zajmuje mnie ta cała niewiarygodnie głęboka i ciężka do udźwignięcia wiedza o najważniejszym problemie, przed którym stoi nasza planeta – zmianie klimatu. Tak naprawdę szaleńcza przemiana, spędziłem na tym ostatnich sześć lat mojego życia.
Zaczynam uświadamiać sobie, że najważniejszą rzeczą, jaką możemy zaoferować, są nasze struktury oddolnej demokracji. Problem zmian klimatu to nie tylko kwestia emisji, zanieczyszczeń i toksyn. To kwestia struktur wartości, i nie walczymy jedynie z przemysłowymi korporacjami, mówimy tutaj o obronie naszej cywilizacji. Jak to robimy? Cóż, robimy to jednocząc się i dzieląc wspólne wartości.
Jest to kwestia dotycząca zarówno własności prywatnej i praw jednostki, jak i własności wspólnej, społecznej oraz szerzej rozumianych praw człowieka. Pokazuje w rzeczywistości głębię idei umowy społecznej.
Takie ostatnio mam myśli, są one równie głębokie i ważne, jak myśli o zakwaszeniu oceanów, stężeniu dwutlenku węgla w atmosferze i masowym wymieraniu gatunków. Próbuję głęboko zastanowić się nad korzeniami naszych zobowiązań wobec siebie nawzajem w tym procesie. A więc jest to niemal metafizyczny rodzaj podróży, dlatego też nie wiem, dokąd nas doprowadzi ten nowy film.
CW: Stałeś się twarzą ruchu antyłupkowego. Czy ten film jest sposobem na poszerzenie twojego oddziaływania lub horyzontów?
JF: Myślę, że jest to naturalna ewolucja. Mówimy o paliwach kopalnych. Zanim zrobiłem cokolwiek na ten temat, robiłem sztuki i filmy, zarówno narracyjne, jak i dokumentalne – i będę nadal je robił. Tak więc ten film jest następnym ważnym rozdziałem w tej pracy ekologicznej. Lecz pracuję jednocześnie nad scenariuszem dotyczącym wojny w Iraku, jest on na ukończeniu. Zamierzamy objechać cały kraj ze spotkaniami o energii odnawialnej, najpierw w stanie Nowy Jork, potem w całych Stanach Zjednoczonych.
W moim odczuciu szczelinowanie i klimat są tak ściśle powiązane, że prawie nie postrzegam ich jako osobnych problemów. Myślę tylko, że dzięki szczelinowaniu ludzie mogą to zrozumieć w bardzo bezpośredni sposób. Wiesz, 15 milionów Amerykanów mieszka w odległości nie większej niż jedna mila od odwiertu do szczelinowania, a to dopiero początek, ambicje przemysłu wydobywczego sięgają znacznie dalej. To przejaw nieznającego żadnych granic festiwalu wiercenia na całym świecie w poszukiwaniu paliw. Ten proceder może nas zepchnąć w przepaść, w kierunku nienadającej się do życia planety. Więc dla mnie te dwie kwestie to tak naprawdę dwie strony jednej monety.
Wywiad pt. Gasland Filmmaker Josh Fox Pushes Back at Critics and Disinformation About Fracking ukazał się na witrynie AlterNet. Przeł. Jan Skoczylas.