W nawiązaniu do dialogu o jaskini Dominiki Kieruzal i Moniki Kostery
Tym razem dialog artystki i naukowczyni społecznej zamienił się w intymną- bo dotyczącą intensywnych uczuć- rozmowę dwóch artystek, mających wiele do powiedzenia także światu nauki. Przychodzi na myśl choćby przekonanie Paula Tillicha, iż nauka i sztuka to dwa sposoby poznania, różne, ale uzupełniające się. Nie dziwi więc, że aktualna odsłona „Dwugłosu o sztuce i przyrodzie” przynosi zarówno opis wystawy jednej z rozmówczyń, jak i wiersz drugiej, tej reprezentującej naukę.
Oczywiście za daleko posunęli się przedstawiciele anarchizmu metodologicznego- z Feyerabendem na czele- stawiając znak równości między wynikiem artystycznego natchnienia a pracą naukową. Ale mieli rację w poszukiwaniu licznych pokrewieństw tych dziedzin, pokrewieństw umykających scjentystycznym metodologom. Sztuka często odsyła do nauki, jeszcze częściej oświetla nowymi znaczeniami interpretację jej wyników. Taj jest w wypadku najnowszej rozmowy Dominki z Moniką. Pies prowadzący człowieka do jaskini to „wypisz, wymaluj” piękna, a zarazem precyzyjna metafora pracy Briana Hare, amerykańskiego psychologa ewolucyjnego, który wykazał- na podstawie badania relacji człowieka z psem- że „przetrwają najżyczliwsi”, jak głosi tytuł według mnie najważniejszej książki przywołanego badacza. Piękne, momentami wręcz wzruszające uzupełnienie ustaleń Hare’a stanowi wcześniejsza książka- „Zażyła więź” – autorstwa Birana Fagana amerykańskiego archeologa, a zarazem mistrza słowa popularyzującego rzetelną naukę. Fagan pokazuje jak większość kluczowych wydarzeń w historii ludzkości wiąże się z procesami udomowienia kolejnych gatunków zwierząt. Jesteśmy więc winni zwierzętom wdzięczność i etyczne postawy wobec nich.
Jaskinia, do której pies przyprowadza człowieka, którą wypełniają malarstwem przodkowie współczesnych ludzi, stanowi coś więcej niż tylko rezonowanie w mroku. To poziom, czy raczej głębia relacji jako podstawowej potrzeby i podstawowego potencjału człowieka każdych czasów. Warto przypomnieć Davida Haya, biologa człowieka z Oxfordu, który już w latach 90. ubiegłego stulecia pisał, na podstawie swoich badań, o świadomości relacyjnej jako podstawowej kompetencji istoty ludzkiej. Pisał też o tym, jak współczesna kultura indywidualizmu, spotęgowana przez szeroko rozumianą kulturę biznesu, dekonstruuje świadomość relacyjną.
Przy czym, trzeba uważać ze „zwalaniem” wszystkiego na indywidualizm. Micah Sadigh, amerykański psycholog egzystencjalny, przypomniał mi niedawno sztukę Ibsena „Wróg ludu” i wyraźne echo w niej echo rozpaczliwego wołania Kierkegaarda „The Crowd is Untruh”, jak przetłumaczył na angielski tytuł duńskiego protoplasty egzystencjalizmu Charles K. Bellinger. Po polsku zazwyczaj zwrot ten oddaje się sformułowaniem „tłum nie ma racji”. Warto pamiętać oczywistość, iż indywidualizm, radykalnie rozpoczęty w dziejach kultury zachodniej reformacją, był właśnie protestem przeciw „racji tłumu”. Kierkegaard zadedykował swój esej „pojedynczej, indywidualnej osobie”. Jednak indywidualizm Kierkegaarda i dzisiaj Sadigha, który (chodzi o drugiego z wymienionych) pięknie analizuje trud stawania się indywidualnością, nie oznacza zrywania relacji. Jeśli oznacza, to – jak w tym znaczeniu z pełną racją podkreśla Dominika- staje się kłamstwem.
Siłę na przeciwstawienie się z jednej strony tłumowi, a z drugiej na pokonanie odizolowania jednostki od innych daje właśnie sztuka wyrażona tym razem przez Dominikę i Monikę za pomocą metafory jaskini oraz za pomocą przykładów konkretnych, już nie metaforycznych jaskiń.
Pozwolę sobie dodać jeszcze jeden przykład tego rodzaju. Właśnie wszedł na ekrany polskich kin film Emi Buchwald „Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej”, pokazujący trudy dojrzewania dwudziestolatków+. Janusz, mój najstarszy syn, z którym byłem na seansie, twierdzi, że przy całej oryginalności omawianego obrazu, to taki „polski Jarmusch” (Janusz nawiązuje tu szczególnie do ostatniego obrazu Jarmuscha „Father, Mother, Sister, Brother”). Ja bym dodał jeszcze, że to film świeży, wręcz sympatycznie „niedorobiony” właśnie niczym psychika dwudziestolatka. Zadałem film Buchwald jako „lekturę obowiązkową “moim studentom z psychologii rozwoju człowieka dorosłego. Mam nadzieję, że Reżyserka mi wybaczy. Ostatnia scena „Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej”, rozpropagowana na plakatach promocyjnych pokazuje rodzeństwo młodych dorosłych, bohaterów filmu, przytulonych do siebie pod namiotem w ich domu. Namiot imituje jaskinię, jak zwykle to się dzieje podczas dziecięcych zabaw. Jednocześnie jest centralnym fragmentem instalacji artystycznej.
Trudno o lepszą zbieżność filmu i rozmowy Dominiki z Moniką. Trudno o lepsze wzajemne komentowanie się tekstów. Metafora jaskini przypomina, że sztuka stwarza możliwość doświadczeń indywidualnego zatracenia się w przeżyciu, a zarazem chroni relacje bliskości, bycia razem.
Niedawno moje dorosłe dzieci z przyjaciółmi odwiedziły Berlin. Wspomniany już przeze mnie Janusz, twardo stąpający po ziemi student informatyki zaginął w Muzeum Historii Niemiec. Jak się okazało, dosłownie zatracił się w oglądaniu wystawy. Rodzeństwo uruchomiło personel muzeum do szukania brata, aż się odnalazł. Nie zostawili go samego, mimo, że chodziło przecież o ludzi dorosłych. I silny indywidualizm i równie silne relacje międzyludzkie jako istota sztuki inspirowanej naturą, tym razem wyrażoną w metaforze jaskini.
To właśnie dala mi najnowsza rozmowa naukowczyni społecznej, która jest artystką i artystki, która ma do sporo do powiedzenia nauce.
Zgodnie z podejściem systemowym systemy otwarte wchodzą w interakcje z otoczeniem, dzięki czemu zapewniają sobie niezbędne do funkcjonowania zasoby. Jednak w tym procesie tracą stopniowo energię. Ten proces utraty energii, stopniowego rozpadu, erozji, nosi nazwę entropii. System to coś więcej niż suma części, wiemy to już od czasów Arystotelesa. Organizmy żywe są systemami złożonymi. Ekosystem sam jest niezwykle złożonym systemem i składa się z wielu mniejszych, połączonych ze sobą systemów.
Niezwykle złożone są także systemy społeczne. Takim ogromnym systemem jest kapitalizm, od kilkuset lat stanowiący odpowiednik społecznego ekosystemu. On także podlega procesom entropii. Francuski filozof Bernard Stiegler twierdził, że od kilku dziesięcioleci procesy entropii tego wielkiego systemu nasilają się. Następuje proces zmierzający do śmierci systemu. Niestety, system ten jest na tyle potężny i wyposażony w niezwykle efektywne technologie, że może nie tylko sam zginąć, ale zabrać ze sobą do grobu inne wielkie systemy żywe – może spowodować śmierć całej planety. Czy można temu zaradzić, czy te potężne technologie, mechanizmy rynkowe i polityczne mogą to odwrócić, cofnąć? Niestety nie. Entropia jest procesem nieodwracalnym.
Stiegler zauważa, że towarzyszy temu swego rodzaju rozpowszechnienie się nihilizmu, który przestał być jedynie filozofią, ale stał się strukturalną przypadłością naszej cywilizacji ekonomicznej i technologicznej. Nasz świat choruje na nihilizm. Wiele decyzji podejmowanych jest bez brania po uwagę konsekwencji, ani długo- ani nawet krótkookresowych. To nie jest to samo co krótkowzroczność. To jest świadome działanie na szkodę innych, na szkodę dobra wspólnego. Tak, pragnienie korzyści, cynizm, żądza sukcesu za wszelką cenę, chciwość odgrywają tu ważną rolę, ale nie jedyną. W ostateczności zdaje się działać zasada „bo tak”. Czemu ścinają te drzewa? Bo tak. Po co zwalniają tych ludzi? Bo tak. Po co zamykają ten miły warsztat rzemieślniczy? Bo tak. Wyobraźmy sobie najgorszy i najplugawszy scenariusz i chwyćmy się go, on na pewno się sprawdzi. Jest to jakieś poczucie mocy, jazda z prądem historii. Nazywam to przywództwem chaosu, te postaci to surferzy entropii. Te osoby czasami promowane są przez różne ośrodki władzy, ale są też nieraz wybierane w demokratyczny sposób. Charakteryzują się tym, że czynnie uczestniczą w procesie rozpadu. Wszyscy to obserwujemy od bardzo wielu lat. Jest coraz bardziej tak samo. Jak kiedyś wyraził się mój student, gdy przyzwyczailiśmy się do czegoś naprawdę słabego, to za chwilę przestaje to obowiązywać i robi się jeszcze gorzej – i zaczynamy z nostalgią oglądać się na to „słabo”, które już było.
A teraz wyobraźmy sobie, że zaczyna się dziać dokładnie odwrotnie. Zatrzymajmy się przy tym uczuciu na chwilę. Wejdźmy w ten obraz. Jak to jest, jakie to przywodzi uczucia?
Persefona wychodzi na górę
Gdy wyszła,
oślepiło ją słońce,
nie wie, w którą stronę
iść. Przez wszystkie te lata,
gdy droga wiodła w dół,
widziała, jak dobrzy ludzie
podleją, potwornieją,
zdarzało się, że przychodziła jej myśl –
jak to będzie, gdy zaczną się zmieniać, tylko
w tę drugą stronę, czy tamto drugie zdziwienie
naprawdę ma smak ambrozji
i czy tej, która jadła granaty
ambrozję się podaje.
Zanim wyruszy dalej
przez chwilę w świecie naprawdę
zapanuje cisza.
(Warszawa, 2021)
Czy umielibyśmy się cieszyć, gdyby zaczął się odwrotny proces, gdybyśmy, tak jak bogini podziemi Persefona, mogli wyjść na powierzchnię i zobaczyć świat, który powoli zaczyna rozkwitać?
Ten rozkwit wokół wychodzącej z Hadesu Persefony, to właściwość organizmów żywych polegająca na odrywaniu się od dynamiki rozpadu i dezorganizacji. Fizyk Erwin Schrödinger twierdzi, że gdy żywe organizmy się formują, budują potencjał energetyczny – porządek, który obala i opiera się entropicznemu dryfowi w kierunku chaosu. Holenderski teoretyk organizacji i filozof Hugo Letiche zauważa, że życie rozwija sposoby, aby powstrzymać śmierć i dezintegrację – to pomysły i idee, które dają nam energię i nadzieję, coś rzadkiego, innego, coś co – aż dziw, że istnieje. To bioróżnorodność, potrzebna do regeneracji i rozkwitu środowiska naturalnego, a także różnorodność potrzebna systemom społecznym do regeneracji.
Negentropia w systemach społecznych to na ogół nie programy wdrażane przez główne instytucje polityczne i gospodarcze, ale odmienne, nowe, różne rzeczy dziejące się na marginesach, na obrzeżach. Negentropia nie jest programem politycznym ani strategią gospodarczą. Jest czymś co wybija i przerzuca system na inne tory, powoduje bifurkację. Problem w tym, że w naszych czasach marginesy te są odcinane i niszczone, system wpadł w śmiertelny korkociąg błędnych kół. Rozwiązuje swoje problemy na zasadzie „więcej tego samego”, nie szuka nowych treści, nie uczy się na błędach. Konsoliduje się, powiększa swoją władzę i swoją jednolitość. Jak powiada niemiecki filozof Byung Chul Han obezwładnia nas tyrania tego samego, powoduje wypalenie, powszechną demotywację. Działamy bo musimy, ale nie sprawia nam to radości ani przyjemności.
A jednak istnieją fenomeny, które aż zadziwiają swoją żywotnością. Działają one w trybie niemal niewidocznym, większość może nie zdawać sobie sprawy z ich istnienia. W świecie organizacji i zarządzania są to tak zwane organizacje alternatywne, które bada obecnie bardzo wiele osób, z wyżej podpisaną włącznie – badamy je empirycznie, a więc one istnieją naprawdę. Bernard Stiegler wyraża nadzieję, że w ten sposób – przy pomocy ludzkiej twórczości, pomysłowości i negentropijnej pracy – wyrwanie się z nihilizmu jest nieprawdopodobne, nieracjonalne, nieprzewidywalne, możliwe.
Organizacje – przedsiębiorstwa, organizacje pozarządowe, kościoły – mogą zarówno przyczyniać się do entropii, jak i mogą być nadzieją na ratunek. Francuski ekonomista Benjamin Coriat proponuje rozwiązywanie problemów „po ludzku”, troskliwe zarządzanie dla dobra wspólnego. Nie możemy odwrócić antropocenu, ale możemy go przesycić, rozsadzić życiem, twórczością, zgodnością z otaczającym nas życiem – możemy przeobrazić antropocen śmierci w negentropocen życia, poezji, jaskółek.
Źródło
Pod samym niebem jest źródło
Z którego tryskają jaskółki.
Tam zaczynają się wszystkie wędrówki
I spora część wierszy.
Tylko trafić tam nie jest łatwo
Mnóstwo astronomicznych wydarzeń
Jak wielki parasol nad nami. Dlatego
Nie spadają
Nam gwiazdy na głowę, ale
I sami nie wiemy
Dokąd idziemy. To prawda, że
Człowiek człowiekowi Kainem
Ale czasami człek człekowi
Jaskółką, i stąd nasza pewność, że
Latanie jest koniecznie możliwe.
(Viry-Châtillon, 2020)