Strefa euro działająca wedle znanych nam w roku 2019 reguł może nie wytrzymać kolejnego wstrząsu. Do roku 2049 będziemy musieli przeprowadzić szereg fundamentalnych reform sektora finansowego, finansów publicznych oraz banków centralnych.

Wśród możliwych do wyobrażenia scenariuszy pojawia się ten, w którym tworzenie pieniądza służy realizacji najważniejszych potrzeb społecznych i ekologicznych.

Możemy rzecz jasna wyobrazić sobie, że euro funkcjonuje jak do tej pory – w formie niekompletnej struktury, złożonej z chronicznie słabego fundamentu politycznego oraz podstawy monetarnej, funkcjonującej w wąskich i kontrproduktywnych ramach.

Czy wydaje się prawdopodobne, by była ona w stanie pomóc nam mierzyć się z wielkimi wyzwaniami najbliższych 30 lat, takimi jak walka z biedą, nierównościami czy zmianami klimatu? Upadek wspólnej waluty skończyłby się konkurencją między państwami członkowskimi, ograniczającą ich możliwości współdziałania.

Pozostawienie eurozony w dotychczasowej, niestabilnej i niepełnej formie, również nie pozwoli na zmierzenie się z negatywnymi skutkami już istniejącego współzawodnictwa, obserwowanymi w sektorze płac czy narodowych budżetach. Obecna sytuacja pokazuje, że w obliczu wyzwań wspólna waluta nie spełnia pokładanych w niej nadziei.

Musimy wyobrazić sobie alternatywę dla niezadowalającej teraźniejszości i niepokojącej przyszłości.

Alternatywę, która wymagać będzie szeroko zakrojonej reformy polityki monetarnej oraz zmian traktatowych. Celem owych reform powinno stać się zaspokajanie najważniejszych potrzeb społecznych, wyrażanych w demokratycznych wyborach oraz wychodzących na jaw przy okazji zdarzeń losowych.

Wymówką dla braku ich realizacji nie powinien być rzekomy brak środków. Cele te – takie jak wydatki społeczne czy inwestycje proekologiczne – powinny mieć pierwszeństwo nad innymi regułami. Istnieje rzecz jasna wyzwanie pogodzenia tego postulatu z zachowaniem stabilności finansowej. Z tego też powodu reforma monetarna wymagać będzie również zmian w sektorze bankowym oraz zachowania ortodoksyjnej polityki pieniężnej wobec sektora prywatnego.

Wady status quo

Kreacja pieniądza znajduje się dziś w rękach sektora finansowego i realizowana jest w ramach, określanych przez Europejski Bank Centralny (EBC). Do kształtowania wartości waluty wykorzystuje on stopy procentowe, wpływając tym samym na ogólną ilość pożyczek, udzielanych przez prywatne banki. W ten sposób do gospodarki trafia pieniądz. Nie podejmuje się za to żadnych działań, mogących wpływać na to, w jaki sposób owe banki te pieniądze używają.

EBC ma tylko jeden cel – ograniczać poziomy inflacji w strefie euro. Wpisany jest on w jego mandat, co stanowi powód, dla którego Europejski Bank Centralny interesuje jedynie ogólna ilość pieniądza w systemie.

Wedle tak zarysowanej logiki EBC może realizować zadany mu cel podejmując w praktyce działania politykę o szkodliwych skutkach społecznych i ekonomicznych – wszak zależeć ma mu wyłącznie na inflacji.

Spoglądając szerzej widać, że szersze struktury ekonomiczne i finansowe eurozony są dziś w kiepskiej kondycji. Finansjeryzacja oraz podwyższone poziomy zadłużenia europejskiej gospodarki prowadzą do chronicznej niestabilności, konkurencji między państwami członkowskimi, regulacyjnego wyścigu na dno oraz niekończących się cięć wydatków społecznych.

Biorąc wszystkie te kwestie pod uwagę jakiekolwiek zmiany w sposobie funkcjonowania strefy euro wydają się zablokowane. Tym o keynesistowskim zabarwieniu sprzeciwiają się zwolennicy ordoliberalizmu oraz eksporterzy z krajów, w których to drugie stanowisko dominuje. Gracze ci stawiają na bronienie coraz bardziej kruchego status quo, które narzucają dostawcom z południa i wschodu Europy.

Wysiłki na rzecz zapewnienia konkurencyjności naprzeciwko reszty świata przyczyniają się do powstawania sporych nadwyżek w krajach stawiających na eksport, co prowadzi do destabilizacji unii walutowej i globalnej gospodarki. Efektem jest chronicznie słaby, niskiej jakości wzrost, co z kolei prowadzi do nierówności oraz braku narzędzi do poradzenia sobie z wymagającymi pilnej odpowiedzi wyzwaniami ekologicznymi i społecznymi. Strategię tę, poza jej wspomnianymi przed chwilą wadami, podkopuje również wzrost znaczenia Chin oraz rosnący w siłę protekcjonizm.

W perspektywie średniookresowej możemy się spodziewać kolejnego, groźnego dla strefy euro kryzys

Kiedy już on nastąpi, wówczas ze stołu z propozycjami zmian zniknąć powinny opcje, inspirowane neoklasyczną szkołą ekonomii. W latach 20. czekać nas prawdopodobnie będzie – już rysujące się na horyzoncie – załamanie konsensusu ekonomicznego. Zespołom Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) czy Banku Światowego zdarza się już jego ostra krytyka, czego dowodem mogą być prace Oliviera Blancharda czy Paula Romera.

Wraz z tą nadchodzącą zmianą propozycje radykalnych zmian w funkcjonowaniu wspólnej waluty mogą się okazać dla europejskiej klasy politycznej szansą na kontrę wobec eurosceptyków, odpowiadającą na aktualne wyzwania ekonomiczne, społeczne i ekologiczne. Realna reforma europejskiego systemu monetarnego zdarzy się gdzieś między dniem dzisiejszym a rokiem 2049.

Mandat społeczny i ekologiczny

Aby mogła ona naprawić aktualne, systemowe mankamenty, musi być ona oparta na trzech filarach – zdefiniowaniu celów priorytetowych (na realizację których nigdy nie powinno „zabraknąć” pieniędzy), skierowanie kreacji pieniądza na ich realizację, a także na regulacji sektora finansowego, która pozwoli na stabilizację systemu.

Te trzy filaru uzupełniają się nawzajem. Cele banku centralnego powinny być powiązane z oczekiwaniami społecznymi i definiowane w demokratyczny sposób. EBC powinien, w ramach reguł swojego postępowania, mieć zapisaną odpowiedzialność za ich realizację.

Jeśli chodzi o pozostałą część gospodarki, to EBC wraz z regulatorami sektora finansowego powinien dbać o to, że dostęp do kredytów dla „niepriorytetowych” branż będzie realizowany w zgodzie z regułami stabilności finansowej.

Jeśli ma dojść do szeroko zakrojonych inwestycji w priorytetowe gałęzi gospodarki, wówczas EBC musi mieć prawo do ograniczenia linii kredytowej w innych sektorach w celu zapewnienia bezpieczeństwa systemu. Sektor prywatny, nie zagrażając realizacji kluczowych celów rozwojowych, powinien z kolei mieć możliwość dostosowania się do sytuacji.

Tak zarysowane cele polityczne powinny zostać zapisane w odświeżonych traktatach europejskich – tak, jak dziś dzieje się to w wypadku polityki monetarnej. Trzy kolejne, równie ważne zasady powinny zostać na trwale zakorzenione w traktatowym porządku prawnym – likwidacja biedy poprzez zaspokajanie podstawowych potrzeb (takich jak dostęp do żywności, opieki zdrowotnej czy mieszkania), zmniejszanie nierówności – w tym dochodowych i geograficznych, a także walka ze zmianami klimatu.

Zasady te powinny mieć priorytetowy charakter przy kształtowaniu unijnej polityki gospodarczej i być wiążące dla wszystkich instytucji, zaangażowanych w jej wdrażanie. Komisja Europejska proponowałaby wieloletnie cele, mające wspierać ich realizacje, opierające się na aktualnych potrzebach. Byłyby one przedmiotem szeroko zakrojonej dyskusji oraz głosowania w Parlamencie Europejskim, po czym – gdyby zostały przyjęte – stanowiłyby podstawę umowy między Komisją Europejską a Europejskim Bankiem Centralnym, zobowiązującej EBC do ich realizacji.

Od zawodnych rynków w stronę inwestycji publicznych

Wraz z powstaniem tak zarysowanego, demokratycznego fundamentu do działań zadaniem EBC byłoby zapewnianie narzędzi, umożliwiających realizację wskazanych mu celów. Do swojej dyspozycji miałby szereg opcji.

Pierwszą z nich byłoby bezpośrednie finansowanie. W wypadku, gdy nie można polegać na sektorze prywatnym dla osiągnięcia określonego celu do gry wkraczałyby instytucje publiczne. Ściśle rzecz biorąc mielibyśmy do czynienia z dwoma rodzajami interwencji.

W wypadku projektów ogólnoeuropejskich ECB zapewniałby finansowanie Europejskiemu Bankowi Inwestycyjnemu (EBI), operującemu na bazie nowych, poszerzonych w stosunku do roku 2019 uprawnień. EBI realizowałby następnie inwestycje, skierowane do publicznych przedsiębiorstw czy działających w terenie ośrodków naukowych, które byłyby poddane monitoringowi Parlamentu Europejskiego oraz EBC.

Sektor prywatny decyduje się na inwestycje tylko wtedy, gdy może spodziewać się z nich zwrotu – w efekcie dziś, w roku 2019, chronicznie brakuje nam inwestycji w transformację ekologiczną.

Zorientowane w przyszłość inwestycje w dużej mierze zostawione zostały w rękach cyfrowych gigantów z USA oraz ich chińskich konkurentów. Nie są one jednak realizowane w interesie publicznym.

Nowy system monetarny musiałby skorygować ten problem – zamiast rozwijać sztuczną inteligencję w celu sprzedawania większej ilości produktów jej potencjał powinien być nakierunkowany np. na zarządzanie polityką odpadową czy ogrzewaniem/schładzaniem budynków.

Dzięki pracom Mariany Mazzucato wiemy już, że innowacje w sektorze prywatnym są niemal zawsze oparte na efektach badań, realizowanych najpierw przez instytucje publiczne(1). To ważne, by wstrzymać prywatyzację badań i sprawić, by ich rezultaty przyczyniały się do zaspokajania demokratycznie określonych potrzeb.

Aby poddać działania EBC oraz EBI kontroli i ukierunkować ich działania euro mogłoby wręcz stać się elektroniczną walutą, zbudowaną na bazie technologii blockchain. Pozwoliłaby ona na śledzenie obiegu pieniądza – każda transakcja byłaby bowiem możliwa do zidentyfikowania dzięki łańcuchowi danych, potwierdzonemu przez innych graczy na rynku.

Widząc dokąd przepływają pieniądze – a także posiadając technologiczną możliwość modyfikacji tego przepływu – możliwe byłoby zagwarantowanie, że wytworzone pieniądze naprawdę byłyby nakierowane na demokratycznie wybrane cele i projekty. Unikanie płacenia podatków byłoby znacznie łatwiejsze do wyśledzenia i zwalczenia.

Euro w wersji elektronicznej nie powinno oznaczać jednak całkowitego zastąpienia pieniędzy papierowych, kluczowych dla symbolicznej akceptacji waluty i jej wartości. Ich rola powinna zostać ograniczona do drobnych transakcji.

Wsparcie dla realnej gospodarki

W wypadku projektów, skupiających się na szczeblu narodowym czy regionalnym, EBI działałoby poprzez celowych pośredników na szczeblu krajowym – banki publiczne, wspierające np. projekty ekologiczne, budownictwo mieszkaniowe czy programy społeczne.

Banki te wzięłyby pod swoje skrzydła kwestie, związane z realizacją celów UE przez budżety państw członkowskich. W wypadku inwestycji strukturalnych, takich jak tworzenie nowych, zielonych branż przemysłu bądź ośrodków badawczych, ich finansowanie miałoby długofalowy charakter i byłoby oprocentowane na poziomie 0% – ewentualnie jego stopa mogłaby odzwierciedlać oczekiwaną dochodowość danego projektu. Partnerstwa z sektorem publicznym byłyby każdorazowo poddawane ocenienie i monitoringowi.

Aby jak najlepiej służyć lokalnym społecznościom euro mogłoby czasem istnieć równolegle do lokalnych walut elektronicznych, umożliwiających wspieranie określonych regionów kontynentu.

EBC mógłby decydować się na emisję środków w takiej właśnie walucie, mającej sztywny kurs do euro. Byłaby ona wymienialna wyłącznie na euro – i to w wypadkach zaistnienia konieczności zakupu dóbr i usług spoza regionu, w którym jest używana. W efekcie pieniądze krążyłyby tak długo, jak to możliwe w obrębie danej społeczności, stymulując lokalną produkcję.

W wypadku wydatków na cele społeczne, takich jak wsparcie rynku pracy czy inicjatywy nakierowane na walkę z biedą, wspieranych jako element celów europejskich, państwa członkowskie miałyby możliwość poszukiwania ich finansowania na rynkach poprzez gwarantowane przez EBC pożyczki. W razie zaistnienia takiej konieczności bank centralny skupywałby je analogicznie do realizowanej w ostatnich latach polityki luzowania ilościowego(2).

Kierując się regułą, wedle której brak środków finansowych nie powinien być przeszkodą dla realizacji demokratycznie ustalonych celów, kraj niezdolny do sfinansowania wydatków społecznych mógłby liczyć na wsparcie EBC. W wypadku innych wydatków państwa członkowskie tworzyłyby niezabezpieczone, możliwe do restrukturyzacji zadłużenie. Poza tymi zasadami nie byłoby już innych celów dotyczących deficytu – inwestorzy powinni od tego momentu zacząć szacować i brać pod uwagę ryzyka, związane z kupowanymi przez siebie papierami wartościowymi.

Warto zauważyć, że bezpośrednia pomoc EBI dla firm spoza sektorów uznanych za priorytetowe nie byłaby już możliwa – jego budżet powinien być uwolniony od konieczności wspierania tego typu przedsiębiorstw. EBI zyskałby w ten sposób spore pole manewru, a także miałby mniejszą potrzebę pozyskiwania środków zewnętrznych.

Wdrożenie tego typu struktury z pewnością wymagałoby okresu przejściowego, jak również jakiejś formy okienka darowania publicznego zadłużenia przed jej wprowadzeniem. Mogłoby to oznaczać np. anulowanie długów, zakupionych przez EBC w ramach realizowanego przez siebie za pomocą mechanizmów ESM i EFSF luzowania ilościowego(3).

Tego typu działania mają już swe historyczne precedensy. Stanowi on klasyczny model działania Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW), narzędzie to wykorzystali również alianci w roku 1953, umożliwiając ekonomiczną odbudowę Niemiec.

Nowa polityka monetarna

EBC oferowałby zróżnicowane oprocentowanie, a także celowe wsparcie finansowe. Na preferencyjne rady mogłyby liczyć banki detaliczne, oferujący określony poziom swoich pożyczek na potrzeby priorytetowych sektorów gospodarki.

Bardzo niskie oprocentowanie mogłoby na przykład zostać zaproponowane na pożyczki na termomodernizację budynków, a jeszcze bardziej korzystna rata znalazłaby się na stole, gdyby środki te trafiały do regionu mającego problemy z realizacją określonego wskaźnika w tym zakresie. Podejście to inspirowane jest keynesowską teorią, wedle której EBC powinien generować nie tylko podaż, ale i popyt na pieniądze.

Tak skonstruowany system zostawia przestrzeń na prywatną kreację pieniądza, jednocześnie jednak silnie wiąże ją z realizacją zestawu ustalonych celów. W efekcie poprawia i klaruje on program celowych, długoterminowych operacji refinansujących, stworzony w roku 2014 na potrzeby małych i średnich przedsiębiorstw(4).

EBC bezpośrednio skupywałby również z powrotem wygenerowane na rynku przez firmy pożyczki po to, by zrealizowane zostały ustalone przez Parlament Europejski cele.

Wspomniane papiery wartościowe byłyby certyfikowane i monitorowane przez EBC aby zapewnić ich kompatybilność z tymi celami. Jako że dług ten miałby gwarancję Europejskiego Banku Centralnego mógłby być ponownie zakupiony na rynkach, będąc znacznie bardziej bezpiecznym i tanim.

EBC nie ma w roku 2049 możliwości skupowania niezabezpieczonego długu, co miało miejsce w strefie euro w latach 2015-2018. Dzięki temu firmy, chcące zaangażować się w finansowanie ważnych dla interesu publicznego projektów mogłyby robić to niższym kosztem. Luzowanie ilościowe zyskałoby tym samym wyraźny wymiar społeczny i ekologiczny.

Przywracanie ryzyka

Jak już mówiliśmy wykreowane przez EBC i banki komercyjne pieniądze byłyby skierowane w stronę sektorów o priorytetowym charakterze. To kluczowe, by wzrost w tych branżach nie wiązał się z niekontrolowaną inflacją, a także by niestabilność sektora finansowego nie kończyła się kompletną destabilizacją gospodarki, co uczyniłoby realizację założonych przez PE celów czymś niemożliwym.

Aby osiągnąć taki rezultat EBC wciąż mógłby używać tradycyjnego narzędzia swojego działania – odpowiedniej wysokości stawek refinansowania banków przez bank centralny. To standardowe, niepreferencyjne oprocentowanie oferowane jest na potrzeby finansowania sektorów niepriorytetowych. Za ich pośrednictwem bank centralny zachowuje szeroko pojętą stabilność finansową – nawet, jeśli musi ona ustąpić pola wspominanym wcześniej celom politycznym.

Podczas gdy obowiązujące dziś reguły funkcjonowania EBC stawiają mu za cel osiągnięcie restrykcyjnych celów inflacyjnych, bardziej odpowiednie byłoby umożliwienie Europejskiemu Bankowi Centralnemu dokonania oszacowania optymalnego dla gospodarki jej poziomu(5).

Kluczowe, poza kwestiami związanymi z polityką ECB, jest również zdefiniowanie odpowiedniej polityki makroekonomicznej i regulacyjnej.

Punktem wyjściowym szeroko zakrojonych reform jest realne i całkowite oddzielenie od siebie bankowości inwestycyjnej i detalicznej.

Banki inwestycyjne będą mieć dostęp do giełdy czy rynku obligacji, mogąc dzięki temu oferować związane z nimi oszczędnościowe produkty finansowe. Będą one płacić ogólnounijnych podatek od transakcji finansowych, z którego zyski trafiać będą do budżetów państw członkowskich.

Podejmujący ryzyko będą musieli zapłacić za jakiekolwiek, poniesione straty. Nie będzie już miejsca na publiczne pakiety ratunkowe na ich rzecz, a EBC – poza wskazanymi wcześniej zobowiązaniami, związanymi z finansowaniem obszarów priorytetowych – nie będzie wykupywać ich papierów wartościowych. Ich działania podlegać będą ścisłym regulacjom, mającym na celu zmniejszenie efektu dźwigni i tym samym możliwości autonomicznej kreacji pieniądza przez rzeczony typ banków(6).

Bankowość detaliczna opierać się będzie na depozytach oszczędzających w nich osób, używanych do finansowania pożyczek nakierowanych na resztę gospodarki. Ich zdolność do kreacji pieniądza regulowana będzie za pośrednictwem różnorodnych mechanizmów – standardowej polityki monetarnej oraz współczynników wypłacalności, obliczanych za pomocą ujednoliconego, zdefiniowanego przez EBC modelu.

Ratowanie banku tego typu będzie wciąż możliwe do uzasadnienia, jako że będą one finansować aktywność ekonomiczną – otwarta jednak za to będzie możliwość ukarania ich dyrektorów oraz wymuszenia udziału w ponoszeniu kosztów procesu ratunkowego (bail-in) na wierzycielach i udziałowcach.

Działania tego typu mogłyby zostać wprowadzone bez znaczących zmian traktatowych – tak, jak to było w wypadku unii bankowej(7). W trakcie kolejnego kryzysu finansowego niechybne fiasko tej niedokończonej unii, bańka finansowa oraz kruchość szeregu ważnych europejskich banków mogą okazać się okolicznościami, które umożliwią powstanie tak zarysowanej architektury finansowej.

Niezależny, ale odpowiedzialny

EBC pozostałby niezależny, zmieniłyby się za to jego zadania. Jego misją nie byłaby już wyłącznie stabilność finansowa, lecz przede wszystkim analizowanie procesu realizacji demokratycznie ustalonych w obrębie unijnych traktatów celów politycznych. Parlament, po analizie wstępnej pracy Komisji Europejskiej, ustalałby precyzyjnie zakreślony zestaw celów w danej kadencji (takich jak wzrost określonych branż, redukcja skali ubóstwa finansowego, poprawa wskaźników zdrowotnych czy lepszy rozwój regionalny).

W wypadku, gdyby nie udało się ich zrealizować, EBC byłby zobowiązany do korekty podejmowanych przez siebie działań. Gdyby porażki te miały przewlekły charakter, wówczas możliwe stałoby się wszczęcie procedury odwoławczej wobec jego zarządu. Musiałaby ona zostać ograniczona do ściśle określonych sytuacji – tak, by była ona stosowana w ostateczności i możliwa do zainicjowania wyłącznie w wypadku fiaska w osiąganiu zadanych mu celów.

Niezależność bez odpowiedzialności stanowi zagrożenie dla ich realizacji w praktyce.

EBC wciąż jednak miałby swobodną rękę w wyborze narzędzi do ich osiągnięcia. Ustalałby on stopy oprocentowania – tak standardowego, jak i preferencyjnego – a także odpowiedni poziom „społecznie użytecznego” zadłużenia. Odmawiałby wsparcia finansowego dla EBI gdyby uznał, że ten bank inwestycyjny nie potrzebuje więcej środków, zawsze jednak musiałby uzasadniać swoją decyzję. EBC musi zacząć odnosić sukcesy we wszystkich obszarach swojej aktywności.

W drodze do 2049

W jaki sposób możemy do roku 2049 osiągnąć tego typu reformy? Model „biznesu takiego jak zwykle” jest niemożliwy do utrzymania – nowe traktaty staną się koniecznością. Zmiany wymagać będą nowego kursu UE w trzech obszarach: zdefiniowania kluczowych zasad europejskiej polityki gospodarczej, opracowania nowej roli dla EBC oraz gruntownego zreformowania sposobów, na jakie państwa członkowskie pozyskują finansowanie i zarządzają dostępnymi im środkami.

Od czasu kryzysu zadłużeniowego idea zmian traktatowych zaczęła cieszyć się rosnącą popularnością na lewicy i w środowiskach ekopolitycznych. Niektórzy reprezentanci politycznego centrum – szczególnie ci, którym leżą na sercu kwestie środowiskowe – mogą pokusić się o dołączenie do tego obozu.

Naszkicowany powyżej plan zostawia sporo miejsca dla sektora prywatnego oraz eliminuje sporą część wątpliwości, związanych z bezpośrednimi subsydiami, stanowi jednak również znaczące odejście od dotychczasowego, neoliberalnego kursu. Tego typu program mógłby na nowo przekonać do Europy tych, którzy w nią zwątpili, uznając za niezbyt efektywną bądź zbyt elitarną.

Aby zapewnić polityczną reprezentację państwom członkowskim Rada Unii Europejskiej powinna zostać zastąpiona drugą izbą Europarlamentu, działającą podobnie do niemieckiego Bundesratu, której członkowie nie głosowaliby indywidualnie, lecz jako kraj.

Lata trzydzieste XXI wieku mogą okazać się dekadą, w której uda się zrealizować tak zarysowany scenariusz. Pozwoliłby on na mierzenie się ze wspólnymi wyzwaniami w postępowy, oparty na ogólnoeuropejskiej wizji sposób – wizji, która ulegałaby wzmocnieniu wraz z pozytywnymi rezultatami zmiany kursu UE.

Przypisy:

[1] Mariana Mazzucato, Przedsiębiorcze państwo. Obalić mit o relacji sektora publicznego i prywatnego, Wydawnictwo Ekonomiczne Heterodox.

[2] Luzowanie ilościowe jest niekonwencjonalnym (lecz od czasu kryzysu ekonomicznego z roku 2008 często stosowanym) rozwiązaniem, kiedy to bank centralny wykupuje dług publiczny lub prywatny bezpośrednio na rynkach finansowych w celu zmniejszenia kosztu pieniądza i – przynajmniej w teorii – ograniczenia inflacji.

[3] Europejski Mechanizm Stabilności (ESM) jest funduszem ratunkowym strefy euro, powołanym do życia w roku 2012. Zawiera w sobie działania Europejskiego Mechanizmu Stabilności Finansowej – specjalnego, celowego funduszu, powstałego w roku 2010 do wsparcia Irlandii i Portugalii, a później również i Grecji.

[4] TLTRO oferuje bankom długoterminowe pożyczki na bardzo atrakcyjnych warunkach. Aby skorzystać z tego programu banki muszą udowodnić w jaki sposób pomagają małemu biznesowi, udzielając mu minimalnej, wymaganej przez bank centralny ilości pożyczek.

[5] Tak właśnie się dzieje w roku 2019. Przez długi czas ECB było zadowolone z bardzo niskiej inflacji (nawet gdy osiągana była kosztem wzrostu), podczas gdy dziś zdaje się akceptować nieco wyższe jej wskaźniki.

[6] Efekt dźwigni oznacza zdolność do osiągania zwiększonych zysków poprzez zadłużanie się. Jeśli dana firma bierze kredyt w wysokości 100, mając nadzieję na zarobienie 150, używa efektu dźwigni na poziomie 50%.

[7] Unia bankowa oznacza integrację regulacji oraz procedur bankowych związanych z niewypłacalnością, odbywającą się w ramach UE. W roku 2019 wciąż pozostaje ona niedokończonym projektem.

Artykuł „A Future of Fair and Democratic European Central Banking” ukazał się na łamach Zielonego Magazynu Europejskiego. Tłumaczenie: Bartłomiej Kozek

Zdj. Siedziba Europejskiego Banku Centralnego we Frankfurcie nad Menem – Epizentrum na licencji CC BY-SA 3.0

Krążące nad Starym Kontynentem chmury burzowe nie dają jej spokoju. Czy między kryzysem euro a kolejnymi kuriozalnymi wypowiedziami Trumpa znajdzie ona swoje nowe miejsce w świecie?

Mający problemy z logiką prezydent USA, domagający się natychmiastowego podniesienia pułapu wydatków obronnych państw NATO do poziomu, który nie realizują nawet same Stany Zjednoczone. Najważniejszy polityk świata, ufający bardziej Władimirowi Putinowi niż własnym instytucjom państwowym.

Do tego obrazu dodajmy szykujące się na wojnę handlową z Ameryką Chiny oraz mającego wyraźne problemy z utrzymaniem równowagi szefa Komisji Europejskiej, Jean-Claude’a Junckera i tak oto z grubsza mamy odmalowany geopolityczną panoramę ostatnich dni.

Spora część wspomnianych wydarzeń miała miejsce w trakcie trwania Zielonego Letniego Uniwersytetu, który Zielona Fundacja Europejska (GEF) zorganizowała tym razem, z pomocą Fundacji Strefa Zieleni, w Janowie Podlaskim. W związku z faktem, iż miejscowość ta leży blisko styku granicy Polski, Białorusi i Ukrainy obok dyskusji o kondycji samej Unii nie mogło zabraknąć również oceny prowadzonej przez nią polityki wschodniej.

Jakie, trapiące Europę problemy i wyzwania sprawiają, że panelistki i paneliści inaugurującej uniwersytet debaty o przyszłości kontynentu nie mogą spać po nocach?

Na łożu śmierci?

Rebecca Harms, była współprzewodnicząca Grupy Zielonych/Wolnego Sojuszu Europejskiego w Parlamencie Europejskim zadała pytanie o to, czy przez ostatnie lata podejmowaliśmy odpowiednie działania, zapobiegające ewentualnemu rozpadowi Unii Europejskiej.

Jej zdaniem zmaga się ona z problemem związanym z tym, że kierujące jej działaniami instytucje były odpowiednie dla organizacji o mniejszej niż dziś ilości państw członkowskich. Co gorsza brak jest dziś w Europie apetytu na to, by dokonywać większych reform w tym zakresie – jej zdaniem sytuację nie poprawia zarówno opór skrajnej prawicy, jak i nieszczególna chęć radykalnej lewicy do poszerzania kompetencji Unii.

Harms zauważyła, że w tak zarysowanej sytuacji priorytetem jest stabilizacja całej UE, a nie jedynie wspólnej waluty. Broniła również wspólnotowych instytucji dowodząc, że Rada Europejska składa się z wybranych w demokratycznych wyborach przywódców państw członkowskich, którzy wspólnymi siłami starają się wypracowywać mające służyć całej wspólnocie kompromisy.

Były eurodeputowany i lider partii Polska Jest Najważniejsza, Paweł Kowal, nie zaczął od optymistycznej prognozy – stwierdził bowiem, że o ile Europa i naturalna w jej wypadku chęć tej czy innej formy integracji przetrwa, o tyle już co do Unii Europejskiej w jej dotychczasowej formie takiej pewności już nie ma.

Zaprezentował on dwa scenariusze rozwoju wypadków w najbliższych latach.

W pierwszym z nich mamy mieć do czynienia z konserwacją UE – utrzymaniem ram status quo połączonym z dalszym, stopniowym rozwojem. Scenariusz ten oznaczać będzie jego zdaniem podtrzymywanie iluzji równych szans rozwojowych różnych zakątków Unii oraz podtrzymanie jej atrakcyjności dla krajów takich jak chociażby Ukraina.

Rezygnacja z tej iluzji nie musi oznaczać zmiany na lepsze. Drugi scenariusz to bowiem „Europa-cebulka”, w której każde państwo ustala własny poziom integracji z pozostałymi krajami Unii. Z jednej strony może on umożliwić integrację krajom pozostającym dziś poza nią, takim jak jej wschodnim sąsiadom, z drugiej jednak zdaniem Kowala oznacza de facto koniec opowieści o europejskiej solidarności, co może okazać się szczególnie dotkliwe dla krajów na peryferiach UE.

Wspólne idee czy (tylko) wspólny rynek?

Publicysta Krytyki Politycznej, Michał Sutowski, twórczo rozwinął myśl o dezintegracji Unii. – Jeśli nie przetrwa Europa, wówczas ocaleje kilka krajów. Polska niekoniecznie może znaleźć się w ich gronie – ostrzegał.

Jego zdaniem kluczowym wyzwaniem dla jej ocalenia jest odpowiedź na pytanie o to, czy wszyscy uczestniczący w projekcie europejskim wciąż wierzą, że jedziemy na jednym wózku. Jeśli nie, wówczas trudno będzie o udzielenie wspólnej, spójnej odpowiedzi na wyzwania, takie jak radzenie sobie z ogromną nadwyżką handlową Niemiec, kryzysem uchodźczym czy zróżnicowaną wyobraźnią geopolityczną różnych części Europy.

Z wypowiedzi Sutowskiego wyłania się podwójne zadanie dla progresywnych sił politycznych. Na szczeblu ogólnounijnym muszą udzielić przekonującej odpowiedzi na pytanie jak znów być dumnym z Europy.

Na poziomie Polski jego rozwinięciem powinna być refleksja nad tym, czy UE może być dla nas wehikułem kolejnego skoku cywilizacyjnego – z jednej strony związanego ze zmianami klimatu oraz technologią, z drugiej zaś z wyborem między byciem w politycznym centrum a peryferiami kontynentu.

Przewodnicząca Partii Zieloni, Małgorzata Tracz, przyznała, że zauważalny jest zanik poczucia wspólnoty. Jej zdaniem to idea „wyciskania brukselki” z pieniędzy, a nie wspólne wartości kształtowały naszą wyobraźnię dotyczącą integracji europejskiej.

Choć również i ona zwróciła uwagę na trudności, przed którymi stoi Europę, to zaoferowała również jednak pewną nadzieję. Zdaniem liderki polskich Zielonych sprawa wycinki w Puszczy Białowieskiej pokazała, że w społeczeństwie coraz bardziej doceniane są wartości ekologiczne.

Dawać to ma nadzieję na udane „policzenie szabel” w trakcie jesiennych wyborów samorządowych i na zakorzenienie partii w lokalnych społecznościach, będące – jak pokazuje przykład partii ekopolitycznych z innych części Europy – jednym ze sposobów na zaistnienie na innych szczeblach decyzyjnych.

Puszcza Białowieska – jak wiemy – nie była jedynym źródłem protestów, odbywających się w ostatnich miesiącach na polskich ulicach. Szczególnie intensywne stały się spory o kształt systemu sądownictwa, które wzbudziły zainteresowanie również ze strony instytucji europejskich.

Prawo(rządność) i sprawiedliwość

Rebecca Harms przyznała, że nie jest fanką realizowanej przez nie procedury (artykuł 7) – choćby dlatego, że do jej sukcesu wymagana będzie jednomyślność w głosowaniu, której europosłanka się nie spodziewa.

Zauważyła ona, że skala krytyki, jaka spadła na polski rząd może wynikać z tego, że Prawo i Sprawiedliwość nie zasiada w Parlamencie Europejskim w ławach najbardziej wpływowej frakcji – Europejskiej Partii Ludowej. Jej zdaniem skupianie się na Polsce i Węgrzech przysłania fakt, że problemy z praworządnością czy wolnością wzmagają się również w innych krajach – i to nie tylko tych z grona nowych państw członkowskich.

Jej zdaniem przełamanie tego negatywnego trendu wymagać będzie opracowania jednolitych, europejskich standardów praworządności. Mają one być swego rodzaju polisą ubezpieczeniową przed wybiórczym ich traktowaniem przez poszczególne państwa członkowskie. Ostrzega ona, że jeśli nie dojdzie do ich wypracowania, wówczas dalsze rozszerzanie Unii może się okazać ryzykownym procesem.

Paweł Kowal zwrócił z kolei uwagę na unijna politykę wschodnią, która jego zdaniem przyniosła niemałe sukcesy, a jednocześnie którą mało kto się chwali. Umowy stowarzyszeniowe pełnią w jego wizji rolę „nowego prawa magdeburskiego”, przyczyniając się do upowszechniania dobrych standardów w bezpośrednim sąsiedztwie UE.

W kontekście pomysłów na wspólną politykę obronną Unii zauważył, że kwestie bezpieczeństwa – w obliczu nieprzewidywalnego Trumpa oraz lęku przez kolejnymi posunięciami Putina – mogą stać się źródłem nowej, europejskiej tożsamości.

Gdyby prezydent USA wygrał drugą kadencję i wciąż prowokował wszystkich dookoła na Twitterze, wówczas nawet powstanie swego rodzaju europejskiego nacjonalizmu, będącego w kontrze do Stanów i Rosji, nie jest możliwym do wykluczenia scenariuszem.

Michał Sutowski skomentował ten scenariusz mówiąc, iż brzmi on na niepoprawną politycznie wersję lewicowego marzenia o wspólnej, europejskiej tożsamości. Zastrzegł jednak, że ziszczenie się tego scenariusza nie gwarantuje, że Polska pozostanie częścią projektu europejskiego – może bowiem w wypadku konfrontacji Bruksela-Waszyngton opowiedzieć się po stronie Trumpa.

Rebecca Harms przypomniała, że druga kadencja Trumpa może być niekorzystna nie tylko z punktu widzenia przyszłości UE, ale również i NATO. Wyraziła niezadowolenie z powodu zachowawczego podejścia Zielonych w Parlamencie Europejskim wobec kwestii polityki bezpieczeństwa, będącego częścią szerszego sceptycyzmu zachodniej lewicy wobec Sojuszu Północnoatlantyckiego czy zwiększania wydatków obronnych.

Kierunek wybory

Istotnym tematem dyskusji były również strategie, jakie siły lewicowe i progresywne powinny realizować w wypadku przegłosowania przez Sejm zmian w ordynacji wyborczej do Europarlamentu, poważnie ograniczających szanse mniejszych partii na mandaty. Nawet jeśli – jak uważa Michał Sutowski – zmiana ta miała na celu raczej uniknięcie powstania prawicowej konkurencji dla PiS niż konsolidację opozycji to wciąż stanowić ona będzie niemałe wyzwanie.

Zdaniem publicysty Krytyki Politycznej zmiany te wymuszą łączenie się w większy blok – wówczas, niestety, zamiast pokazywania własnej wizji Europy siłom progresywnym może pozostać jedynie napełnianie (prospołeczną) treścią wspólnej listy opozycji. Kluczowe będzie również unikanie grania nieskutecznymi kliszami, jak chociażby straszenie (nieprzekonującą dla elektoratu) wizją Polexitu czy kluczeniem w sprawie odpowiedzi na kryzys uchodźczy.

Wyzwań – jak widać – nie brakuje. Jak odnotowała Rebecca Harms koniec końców to Polacy muszą poradzić sobie z łamaniem praworządności, jakie ma mieć miejsce w naszym kraju. Zmiana władz ma umożliwić wejście z powrotem do głównego nurtu dyskusji o przyszłości Europy – na przykład w ramach trójkąta weimarskiego.

Wszystko to w dynamicznie zmieniającym się świecie, który mierzyć się musi (o czym przypomniała Małgorzata Tracz) z walką ze zmianami klimatu czy globalnymi migracjami. Czy za rok, dyskutując o Europie, będziemy mogli stwierdzić, że w kwestii stojących przed nią wyzwań uczyniła choć parę kroków naprzód.

Dowiemy się za 12 miesięcy.

Zielony Letni Uniwersytet „Przekraczanie granic” był zorganizowany przez Green European Foundation przy wsparciu Fundacji Strefa Zieleni, z finansowym wsparciem Parlamentu Europejskiego.

Zdj. Paweł Pomian

To nie jest kryzys grecki. Ani hiszpański. To jest systemowy kryzys strefy euro, bezpośredni efekt deregulacji sektora finansowego i dysfunkcjonalnej wspólnej waluty. W latach boomu tani kredyt ukrywał rzeczywistą słabość europejskiego systemu, podtrzymywanego przy życiu dzięki kolejnym zastrzykom pożyczek. (więcej…)

Wspólna europejska waluta dławi grecką gospodarkę. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, aby Grecja korzystała równolegle z dwóch walut. (więcej…)

Kiedy w drugiej połowie lat 90. państwa Unii Europejskiej przyjmowały wspólną walutę, przed Polską pozostawała ciągle daleka droga do przystąpienia do europejskiej wspólnoty, która funkcjonowała w wyobraźni większości Polek i Polaków jako obiekt marzeń, kraina demokracji, dobrobytu, rozwoju i konsumpcyjnego stylu życia.

Mentalność parweniusza

Chociaż już na etapie projektowania wspólnej waluty pojawiały się z różnych stron wątpliwości, czy jej konstrukcja gwarantuje państwom członkowskim trwały i stabilny rozwój, Polska nie brała udziału w tej dyskusji. Głównym celem polskiej polityki zagranicznej był przecież „powrót do Europy”, rozumiany jako adaptacja do wypracowanych na Zachodzie wzorów i instytucji. Wśród polskich elit politycznych wykształciła się swego rodzaju peryferyjna mentalność, nastawiona nie tyle na czynne współtworzenie europejskiego projektu, ile na dostosowywanie Polski do unijnego prawa, postrzegane jako proces naturalny i neutralny.

Z punktu widzenia większości społeczeństwa członkostwo w UE przyniosło Polsce wymierne korzyści, np. możliwość swobodnego przemieszczania się wewnątrz Unii i legalnego zarobkowania w kolejnych państwach otwierających swoje rynki pracy dla taniej siły roboczej z nowych państw członkowskich. Pozwoliło to obniżyć stopę bezrobocia w kraju, co pozytywnie wpłynęło także na warunki pracy w kraju, ponieważ zmniejszenie „rezerwowej armii bezrobotnych” zwiększa siłę przetargową pracowników. a przesyłane zza granicy przez polskich emigrantów i emigrantki banknoty euro w wydatnym stopniu zasilają budżety wielu rodzin. Żeby przekonać się, jak wielkie jest to ułatwienie dla Polek i Polaków, wystarczy spojrzeć za nasze wschodnie granice – po rozszerzeniu strefy Schengen na nowe państwa członkowskie obywatele i obywatelki Ukrainy czy Białorusi nie mają przywileju swobodnej migracji do Unii Europejskiej w poszukiwaniu lepszego życia.

To zrozumiałe, że euro jawi się Polkom i Polakom jako ukoronowanie ich członkostwa w Unii. Ojcowie wspólnej europejskiej waluty podkreślali zresztą, że euro, obok wymiaru ekonomicznego integracji, jest ambitnym projektem integracji politycznej, który ma ją scementować, posunąć tak daleko, by niemożliwe stało się jej cofnięcie. Nic więc dziwnego, że Polska dziś nie tylko z entuzjazmem bierze na siebie zobowiązania restrykcyjnej dyscypliny budżetowej, by ratować drżącą w posadach strefę euro, której nawet nie jest członkiem, ale staje się ich propagatorem wewnątrz Unii Europejskiej.

Warto w tych okolicznościach przypomnieć, że projekt wspólnej waluty od początku spotkał się z ostrą krytyką nie tylko niechętnych integracji nacjonalistycznych eurosceptyków, ale także części ugrupowań progresywnych, które wskazywały na ryzyko negatywnych skutków przyjęcia wspólnej waluty w kształcie, jaki jej nadano: kosztów społecznych i ekologicznych, erozji demokracji, umacniania się międzynarodowych korporacji i powiększenia dotychczasowych dysproporcji w rozwoju zarówno między państwami, jak i pomiędzy regionami.

Euro pod ostrzałem

Świadectwem takiej krytyki jest opublikowana w 2000 r. broszura „The Euro or a Suistanable Future for Britain? A Green Critique of Single Currency” autorstwa zielonej europosłanki Caroline Lucas oraz Mike’a Woodina. Liderzy Partii Zielonych Anglii i Walii wyjaśniają w niej, dlaczego ich ugrupowanie – progresywne, proeuropejskie, a wręcz internacjonalistyczne – proponuje, by Wielka Brytania nie przystępowała do unii walutowej. Angielscy Zieloni protestowali przeciwko euro z zupełnie innych powodów niż przywiązanie do narodowej suwerenności czy do funta jako symbolu zamierzchłej brytyjskiej potęgi imperialnej.

Lucas i Woodin szkicują tło, na którym zrodził się pomysł ustanowienia wspólnej waluty i odbyło się negocjowanie jej kształtu. Wpisywał się on w trend liberalizacji, deregulacji i prywatyzacji gospodarek, znoszenia barier w handlu światowym, przybierający na sile od przełomu lat 70. i 80. Ustanowienie wspólnej waluty leżało przede wszystkim w interesie potężnych, transnarodowych korporacji – miało umożliwić im swobodniejsze funkcjonowanie na wspólnym rynku europejskim poprzez wyeliminowanie przeszkód takich jak wahania kursów walut. Wspólna waluta miała też ułatwić przenoszenie inwestycji do tych państw, które kusić będą niższymi podatkami, tanią pracą, słabszą ochroną pracowników i środowiska, niskim poziomem uzwiązkowienia itp.

Autorzy przewidywali, że wprowadzenie wspólnej waluty przyspieszy „wyścig na dno” pod względem standardów społecznych i ekologicznych oraz zmusi pracowników w Europie do wzmożonej konkurencji. Zobowiązania, jakie Traktat z Maastricht nałożył na państwa uczestniczące w unii walutowej, dotyczą niskich poziomów deficytu budżetowego i długu publicznego oraz zbliżonych poziomów inflacji i stóp procentowych. Lucas i Woodin ostrzegali, że tego rodzaju narzucana przez euro polityka „zaciskania pasa” może zniechęcić obywateli i obywatelki Europy do Unii Europejskiej. Antyunijne protesty w niektórych państwach i niepokojąco wysokie poparcie dla ugrupowań antyunijnych, antyimigranckich i ksenofobicznych stanowią potwierdzenie ich obaw.

Zastrzeżenia Lucas i Woodina budziło również oderwanie polityki monetarnej w eurolandzie od demokratycznej kontroli przez powierzenie jej Europejskiemu Bankowi Centralnemu, którego status określono jako „niezależny” od innych organów Unii. EBC ma za zadanie zwalczać inflację, nie ma natomiast obowiązku dbać o cele społeczne, jak np. poziom zatrudnienia. Lucas i Woodin wskazywali, że nie sposób wyznaczyć stóp procentowych na takim poziomie, aby były odpowiednie dla wszystkich gospodarek eurolandu. Wysokie stopy procentowe, które pomogą zdusić inflację w części państw, spotęgują recesję w innych, zaś niskie, korzystne dla państw słabiej rozwiniętych, doprowadzą do „przegrzania się” gospodarek wiodących. Dlatego autorzy przewidywali, że polityka „one size fits all” („jeden rozmiar dla wszystkich”), niewrażliwa na różnice w rozwoju gospodarek narodowych, spowoduje wzrost dysproporcji między państwami oraz… kryzysy zadłużeniowe państw o mniej konkurencyjnych gospodarkach.

Zielona alternatywa

Lucas i Woodin nie ograniczyli się do krytyki, ale starali się zarysować alternatywny model integracji, realizujący wartości kluczowe z punktu widzenia zielonej polityki: sprawiedliwość społeczną, zrównoważony rozwój, wysokiej jakości usługi publiczne, czyste środowisko, wzmacnianie lokalnych społeczności oraz małych i średnich przedsiębiorstw, a także rolnictwa ekologicznego. Wymagałby on porzucenia neoliberalnych dogmatów na rzecz prorozwojowej polityki państwa, inwestycji w cele społeczne i zieloną transformację gospodarki. Nie chodzi o powrót do zbiurokratyzowanego i wszechwładnego państwa, ale raczej o używanie państwa do wzmacniania lokalnych społeczności, by mogły przejąć demokratyczną kontrolę nad lokalnymi gospodarkami, rozwijać rozproszoną energetykę odnawialną, tworzyć sieci pomiędzy lokalnymi producentami a konsumentami, a także małe banki spółdzielcze i związki kredytowe. Większej kontroli należy poddać globalne korporacje, poprzez nałożenie na nie ścisłych wymogów respektowania standardów socjalnych i ekologicznych, a także przejrzystości w swoim funkcjonowaniu. Ograniczenia w zakresie importu i eksportu miałyby wzmocnić lokalne przedsiębiorstwa i pozytywnie wpłynęłyby na środowisko. Na poziomie europejskim autorzy proponują wprowadzenie podatków ekologicznych, podatku od spekulacyjnych transakcji finansowych i walkę z unikaniem opodatkowania poprzez ucieczkę do „rajów podatkowych”.

Wizja przedstawiona przez polityków brytyjskich Zielonych brzmi dzisiaj równie atrakcyjnie, jak 12 lat temu. Z tą różnicą, że coraz powszechniejsze staje się przekonanie, że bez zmiany modelu gospodarczego, którego częścią jest tak skonstruowana jak obecnie unia walutowa, niemożliwe jest wyjście z obecnego kryzysu: finansowego, społecznego, ekologicznego i politycznego.

Nie wylewać dziecka z kąpielą?

Czy realizacja tej wizji wymaga odejścia od wspólnej waluty? Zdania w tej kwestii są podzielone. Wylanie dziecka europejskiej integracji, waluty euro, z kąpielą kłopotów, jakie zrodziło, mogłoby spowodować trudne do oszacowania straty. Dlatego pojawiają się pomysły na ratowanie wspólnej waluty, idące w zupełnie innym kierunku niż lansowana obecnie przede wszystkim przez Berlin dyscyplina budżetowa. Zdaniem większości ekonomistów nacisk na zaciskanie pasa zdusi wzrost gospodarczy w Europie, w efekcie czego zadłużone państwa nie tylko nie będą w stanie zmniejszyć zadłużenia, ale popadną w jeszcze większe tarapaty.

Dlatego konieczna jest szybka rekonstrukcja strefy euro. Zielony europoseł Pascal Canfin, specjalizujący się w zagadnieniach gospodarczych, wskazuje na szereg rozwiązań, które mogłyby zapewnić strefie euro stabilniejszą przyszłość. Euroobligacje sprawiłyby, że dług państw strefy euro byłby liczony łącznie, niwelując dysproporcje między słabszymi a mocniejszymi gospodarkami. Europejski podatek od transakcji finansowych ograniczyłby transakcje spekulacyjne. Poddanie Europejskiego Banku Centralnego demokratycznej kontroli pozwoliłoby zmienić jego priorytety tak, aby obejmowały np. troskę o zmniejszanie bezrobocia. Warto wprowadzić również wewnętrzny transfer środków od państw z nadwyżkami handlowymi, które uzyskują je w wyniku obniżaniu standardów socjalnych i ekologicznych, do państw z deficytami handlowymi, w których te standardy są respektowane.

Jeśli strefa euro ma ocaleć, unia gospodarcza musi pójść dużo dalej niż dotychczas. Dziś już coraz wyraźniej widać, że unia walutowa bez harmonizacji podatkowej to stawianie wozu przed końmi. I że musi jej towarzyszyć realna unia polityczna, w której kluczowe decyzje w polityce europejskiej będą podejmowały organy pochodzące z wyboru obywateli i obywatelek. Więcej demokracji i więcej solidarności przyda się w Europie niezależnie od tego, jaka będzie przyszłość wspólnej waluty.

Wspólna waluta europejska, euro, wiąże się z istnieniem między krajami unii gospodarczo-monetarnej (EMU). Najbardziej zauważalnym przejawem istnienia wspólnej waluty jest to, że we wszystkich krajach strefy euro używa się tego samego pieniądze, lecz na codzienne życie mieszkańców i mieszkanek strefy euro równie duży wpływ ma fakt, że obowiązuje w niej ujednolicona polityka makroekonomiczna.

Polityka makroekonomiczna to działania rządu nastawione na osiągnięcie określonych celów, takich jak niska inflacja, pełne zatrudnienie bądź wzrost gospodarczy. Polityka makroekonomiczna oraz sama makroekonomia postrzegane są zwykle jako neutralne ze względu na płeć, gdy jednak przyjrzymy się im bliżej, okazuje się, że mają głęboki wpływ na pozycję kobiet i mężczyzn w społeczeństwie.

Makroekonomia i neoliberalizm

Po II wojnie światowej polityka makroekonomiczna stała się zasadniczą częścią rządzenia państwem narodowym. Jednak od lat 80. XX w., w epoce rządów Margaret Thatcher i Ronalda Reagana, nastąpił zwrot polityki ekonomicznej w kierunku neoliberalnym. Ideologia neoliberalna wzywa do liberalizacji, deregulacji i prywatyzacji gospodarki. Neoliberalizm zmienił postrzeganie roli państwa w gospodarce. Państwo przestano traktować jako odpowiedzialne za dobrobyt społeczeństwa, a zaczęło być postrzegane jako przeszkoda w jego osiągnięciu. Państwo wycofuje się z gospodarki, a jednym z przejawów tego wycofania jest rygorystyczna polityka makroekonomiczna. Tak więc rządy rezygnują z wysokich podatków, ale oznacza to jednocześnie niższe wydatki z budżetu.

Unia Europejska w coraz większym zakresie prowadzi politykę makroekonomiczną, i opiera ją na neoliberalnych podstawach. Jej wyrazem są restrykcyjna stabilność i surowe ograniczenia wpisane w EMU. Od państw strefy euro wymaga się niskich wskaźników inflacji, niskiego deficytu budżetowego i niskiego poziomu zadłużenia publicznego (kryteria z Maastricht, czyli tzw. kryteria konwergencji). Przyjęcie Traktatu z Maastricht i wprowadzenie 1 stycznia 1999 r. wspólnej waluty było sposobem na zinstytucjonalizowanie nowego reżimu monetarnego i dawało mandat do wzmocnienia rygorystycznej dyscypliny.

Gospodarka opieki po Maastricht

Jaki to ma związek z gender? Zarówno w krajach strefy euro, jak i krajach mających się do niej przyłączyć, kryteria konwergencji przyczyniają się do ograniczania wydatków budżetowych (co wynika z obowiązku utrzymania deficytu budżetowego oraz długu publicznego na niskim poziomie). Aby sprostać tym wymaganiom, szuka się oszczędności w budżecie, co najczęściej dotyka sektorów związanych ze zdrowiem, edukacją i opieką społeczną. Tak się składa, że to kobiety w dużym stopniu korzystają z wydatków budżetowych na te cele, a ponadto to na nich spoczywa odpowiedzialność za opiekę w sytuacji, gdy państwo się z tych dziedzin wycofuje. Dlatego polityka makroekonomiczna UE, a w szczególności warunki wprowadzenia euro, nie pozostaje bez wpływu na relacje między płciami.

Ciężary restrykcyjnej polityki makroekonomicznej ponoszone są przez ludzi w różnym stopniu w zależności od płci i klasy społecznej. Polityka makroekonomiczna zakłada istnienie i sprawne działanie ekonomii opieki. W neoliberalnej polityce makroekonomicznej ukryte jest założenie, że ekonomia opieki może dostosować się do każdej zmiany wprowadzonej na poziomie makro, a w szczególności do wycofania się państwa ze świadczenia usług publicznych, zmniejszenia transferów społecznych i ograniczenia zatrudnienia w sektorze publicznym. Ponieważ to kobiety wykonują większość prac opiekuńczych, zakłada się, że istnieje nieograniczony zasób nieodpłatnej pracy kobiet. Uważa się, że są one zdolne przyjąć na siebie ciężar każdej zmiany, tak aby zaspokoić podstawowe potrzeby rodzin i społeczności. Warto wspomnieć, iż kategoria „kobiet” nie jest jednolita: im niższy status społeczny, tym obciążenia wyższe. W warunkach restrykcyjnej polityki makroekonomicznej awans jednych kobiet wiąże się ze zwiększeniem obciążenia innych kobiet, przejmujących na siebie dodatkową pracę opiekuńczą.

Wprowadzenie wspólnej waluty w krajach europejskich oznacza akceptację dla wspólnej polityki makroekonomicznej. A polityka makroekonomiczna strefy euro opiera się dziś na neoliberalnych podstawach i ogranicza możliwości interwencji państwa w gospodarkę. Państwo wycofuje się m.in. ze sfery opieki, a wolne miejsce wypełnia nieodpłatna praca kobiet na rzecz gospodarstwa domowego i społeczności lokalnej. Te dodatkowe godziny pracy uzupełniają niedobory dochodów gospodarstw domowych, brak odpowiednich ośrodków opieki nad dziećmi, niedostateczną opiekę zdrowotną. Niemniej odbywa się to kosztem kobiet. A przecież rolą państwa nie jest pozostawianie gospodarki samej sobie…

Czy euro może zmienić płeć?

Państwo nie tylko powinno, ale również może prowadzić bardziej wrażliwą na płeć politykę makroekonomiczną. Prowadzenie takiej polityki jest również możliwe na poziomie europejskim, choć wymagałoby to przemyślenia na nowo podstaw unii gospodarczo-monetarnej, gdyż kryteria z Maastricht są zanadto ograniczające. Politykę makroekonomiczną wciąż łatwiej jest prowadzić i zmieniać na poziomie państwa narodowego, ale warto pamiętać, że także polityka państw członkowskich może być i często bywa z gruntu neoliberalna.

Ważną kwestią na dziś wydaje się powiązanie na nowo polityki monetarnej z polityką fiskalną (czyli m.in. ustalaniem wysokości podatków). Euro wyciągnęło politykę monetarną poza zasięg państwa narodowego, ale pozostawiło mu politykę fiskalną, co utrudnia ich koordynację. Jednak bez względu na to, czy ponowne powiązanie tych dwóch rodzajów polityki odbędzie się na poziomie europejskim, czy na poziomie państw narodowych, najważniejszą sprawą jest uwolnienie się od neoliberalnych dogmatów oraz uznanie równości kobiet i mężczyzn za jeden z podstawowych celów polityki gospodarczej.