Miejska legenda głosi, że w zasięgu dwóch metrów od miejsca, gdzie usiadłaś, by przeczytać ten artykuł, znajduje się co najmniej x szczurów (ile dokładnie wynosi owo x, nie pamiętam). Jest też bez wątpienia faktem, że w zasięgu kilku mil od twojego domu przebywa kilku naprawdę interesujących współczesnych artystów, nadgryzających listwę podłogową życia. Szczury i artyści są wszędzie i, podobnie jak szczury, jesteśmy nierzadko płochliwi i osobliwie trudni do znalezienia – jeśli ktoś nie wie, gdzie patrzeć, rzecz jasna.
Nie powinienem nadmiernie eksploatować tej analogii, ale… tak, to prawda, warto czasami zajrzeć do piwnicy albo przyjrzeć się, któż to myszkuje w twoim koszu do recyklingu, jeśli chcesz poszukać artysty – zwłaszcza takiego, który uprawia sztukę publiczną z ekologicznym nachyleniem.
Jako artysta nie przestaję się dziwić temu, jak wiele godnych uwagi „zielonych” działań można napotkać w świecie sztuki. Młodzi brytyjscy artyści i artystki tworzą dziś tyle niewiarygodnych rzeczy, że niemal oblewa mnie zimny pot, ilekroć spotykam ludzi nieświadomych tego, co dzieje się tuż za ich progiem.
Z pewnością na północy kraju (mieszkam w Manchesterze) możemy czuć się rozpieszczani. Edycja Manchester International Festival w 2013 r. po raz kolejny eksperymentuje z permakulturowymi projektami artystycznymi „pionowego ogrodnictwa”. Robyn Woolston, tworząca z odzyskiwanych odpadów przemysłowych projekty w przestrzeni publicznej, zasłużenie wygrała Liverpool Art Prize w 2012 r. Warto również wspomnieć o prowadzonym przez kolektyw Ultimate Holding Company projekcie tatuaży extInked (2009) – zielona członkini Izby Lordów Jenny Jones jest ambasadorką jednego z uwzględnionych w projekcie gatunków pszczół. (W ramach projektu extInked 100 rysunków zagrożonych wyginięciem brytyjskich gatunków zostało wytatuowanych na setce wolontariuszy – przyp. red.)
Szkopuł w tym, że większość ludzi alergicznie reaguje na etykietę „sztuka”. Dlaczego? No cóż, świat sztuki zmaga się ze swoim przestarzałym wizerunkiem, jaki ma w szerokich kręgach – włącznie z tą mniejszością opinii publicznej, która zaangażowana jest w zieloną politykę i aktywizm. „Sztuka” kojarzy się dość pretensjonalnie, czyż nie? Inaczej mówiąc, produkcja artystyczna wydaje się czymś elitarnym, stręczeniem towarów na rynek dla superbogatych. W najlepszym razie jej wytwory robią wrażenie nieodgadnionych, autotematycznych, pozbawionych społecznej doniosłości i treści. W ten sposób większa część, jeśli nie całość współczesnej twórczości artystycznej łatwo zbyć jako kontrrewolucyjne badziewie.
No dobrze. Przyznaję, że ogromna nibyrzeźba wzniesiona przez Anisha Kapoora w londyńskim parku olimpijskim (tak, chodzi mi o tamtą konstrukcję podobną do olbrzymiej kiszki, zbudowaną z tysięcy ton stalowych rur) faktycznie była ohydna. Ale naprawdę powinniśmy przestać oceniać całą sztukę przez pryzmat takich nieudanych wybryków, które ludzie piszący listy do gazet określają jako „wrzody w oku”. Wokół jest wszak mnóstwo dobrej sztuki. Choćby performance Ambasada Palestyny zaprezentowany przez norweski duet Goksøyr & Martens na biennale w Liverpoolu w 2013 r. Artystki zaprosiły komentatorów politycznych na dyskusję w Ambasadzie Palestyny – wielkim balonie w barwach palestyńskiej flagi! Trzeba było tam być, i naprawdę nie ma wymówki, jak ktoś nie był. Wydarzenie było widowiskowe, za darmo, i na świeżym powietrzu. Można było wziąć dzieci. I nie było kolejki.
Pora by aktywiści ekologiczni działający na rzecz lepszego, bardziej zielonego świata odłożyli na bok przestarzałe wyobrażenia i rozejrzeli się za dobrą sztuką współczesną. Podobnie reszta z nas, artystów, powinna odsunąć swoje lęki i podjąć wysiłek działania na rzecz przyrody, zamiast tylko malować jej piękne obrazy.
Gdy tak sobie siedzę i myślę o ostatniej dekadzie, którą spędziłem na mozolnym dłubaniu przy niemal zupełnie zapoznanym projekcie artystyczno-aktywistycznym, po tym jak wcześniej, w latach 90., spędziłem 10 lat blokując prace buldożerów, nie mogę się powstrzymać przed dziwaczną refleksją, że działalność ekologiczna i współczesna sztuka ekologiczna mogą mieć ten sam problem wizerunkowy. Postrzega się je potocznie jako zamknięte w swoim światku, nieprzeniknione, ekskluzywne i oderwane od codziennych problemów większości ludzi.
Podobnie jak aktywiści polityczni, artyści mają zdolność pojawiania się gdziekolwiek i kiedykolwiek. Domyślam się, że dotyczy to również szczurów. Jesteśmy częścią tego samego ekosystemu i mamy do odegrania swoją rolę. Mamy w sobie potencjał, by nagle z czymś wyskoczyć i zmienić dynamikę sytuacji, może nawet nieoczekiwanie na wieczornym przyjęciu? W twoim domu?
Jeśli spojrzymy na to w ten sposób, widać oczywiście jeszcze jeden punkt wspólny. Potrzebujemy skoordynować naszą komunikację ze światem zewnętrznym. Nie chodzi tylko o „zareklamowanie”, że istniejemy, lecz o zakomunikowanie znaczenia tego, co wnosimy, naszej gotowości do działania oraz tego, że jesteśmy bebechowo, pierwotnie, nieuleczalnie słodziutcy. Myślę, że powinniśmy połączyć siły. I może zaprosić szczury do kompanii.
Artykuł Artists and Activists ukazał się w piśmie „Green World”.
W tym roku odbyła się 13. edycja wystawy documenta – jednego z najważniejszych wydarzeń dla świata sztuki współczesnej, organizowanego co pięć lat w niemieckim mieście Kassel. Ważnym wątkiem wystawy były tym razem związki między ludźmi a światem przyrody. Szczególną uwagą otoczone zostały zwierzęta. Nic dziwnego, skoro jedną z doradczyń przy tworzeniu instalacji była Donna Haraway, amerykańska ekofeministka, autorka „When Species Meet” (Kiedy gatunki się spotykają).
Źródła tego zainteresowania w metaforyczny sposób pokazywały rzeźby Marii Martins, brazylijskiej artystki, świetnie celujące w podstawową zmianę w rozumieniu nas samych – nie jako po prostu „ludzi”, lecz jako byty człowiekopodobne, rozciągnięte na inne gatunki, rozgałęzione, dopełniające się w relacji ze zwierzętami.
Podobny charakter zmiany paradygmatu myślenia o historii, przestrzeni, kulturze, które nie dotyczą tylko ludzi, a świata zawsze już współdzielonego z innymi stworzeniami, zaprezentowała instalacja Marianny Castillo Deball, artystki pochodzącej z Meksyku, mieszkającej obecnie w Berlinie i Amsterdamie, zatytułowana znacząco „Niewygodne przedmioty” (Uncomfortable Objects). Artystka pokazała fragment wykopaliska, geologicznej materii złożonej z wielu warstw, skamielin części ludzkich, zwierzęcych, narzędzi, unaoczniając międzygatunkowe związki, niewygodne z punktu widzenia traktowania historii jako należącej wyłącznie do ludzi.

The Worldly House (2012), D.Haraway/Tue Greenfort, na ekranie kadr z Wyznania (2010) Mariny Abramovič, fot. Anna Barcz
Artyści wydobywają też kwestie etyczne w stosunkach między ludźmi a zwierzętami, tworząc sztukę wraz ze zwierzętami czy oddając zwierzętom głos. Tej problematyce poświęcony był tzw. „Ziemski dom” (Worldly House), inspirowany tekstami Donny Haraway, a przygotowany przez duńskiego artystę Tue Greenforta. Został on zorganizowany w postaci archiwum książek, które można było wziąć z półki do ręki, i filmów, które były wyświetlane na dużym ekranie według wcześniej ustalonego harmonogramu. Znalazły się tam kluczowe dla rozwoju animal studies prace video, jak np. „Bohater” Mariny Abramovič. Film porusza kwestię patosu uczestnictwa zwierząt w narodowych rytuałach: artystka występuje na białym koniu z flagą, a w tle słychać patriotyczne pieśni, zaś koń przyzwyczajony do wielogodzinnych ceremoniałów, niemalże jak posąg wtapia się w powierzony mu wizerunek. Inna praca tej artystki, „Wyznanie” mówi o komunikacji między człowiekiem a zwierzęciem, pokazując artystkę siedzącą naprzeciw niemego osła, z tekstem wyznania przewijającego się na dole ekranu i zdającego relację z najbardziej intymnych dla niej spraw. Z kolei w happeningu Josepha Beuysa „I like America, America likes me” konfrontujemy się z niemożnością oswojenia kojota, zaś „Obejmując zwierzę” (Embracing Animal) Kathy High opowiada o jej opiece nad transgenicznymi, schorowanymi szczurami, które zaadoptowała z laboratorium, ofiarowując im zasłużoną emeryturę po okrutnej pracy, za którą nikt nie przewidział wynagrodzenia.
Z nowszych prac można było obejrzeć choćby świetne video „Wypadek drogowy” (Road Accident) gruzińskiej artystki Gii Edzgveradze, w którym Gia wraz z grupą znajomych zatrzymują auto w pobliżu stada krów i puszczają z głośnika samochodowego głośną muzykę. Ku ich zdziwieniu krowy natychmiast tłumnie do nich podchodzą, wykazują zainteresowanie i przysłuchują się. W „Psach burmistrza” (I cani del sindaco) Tue Greenfort portretuje psy mieszkające w Neapolu – różne psy, mające opiekunów i nie, ale, co charakterystyczne, żyjące niezależnym życiem, leżące na ulicy (w miejscach nawet najbardziej uczęszczanych), na murku nad rzeką, niektóre mają imię, niektórym artysta daje podpis, że imię jest nieznane, niektórym też, jeśli uda mu się kamerą prześledzić dłużej osobnika, nadaje własne imiona. Z jednej strony psy w Neapolu sprzątają miasto (jedno z najbardziej zaśmieconych w Europie), z drugiej – stanowią zagrożenie dla ludzi, chodząc samopas. Artysta filmuje, jak bawią się plastikowymi butelkami, bezwiednie integrując się z ludzkim śmietniskiem. W „Ziemskim domu” można było jeszcze obejrzeć „Linka”, video Tea Makipaa o samcu małpy, który mieszkał z daleka od ludzi w chatce nad jeziorem, w lesie, z kobietą pełniącą rolę jego matki. Film przypominał baśń, gdyż pewnego dnia przypływa do nich „królewna”, czyli kobieta wielkomiejska, na obcasach, która nie może uwierzyć, że Link mówi i chce go podstępnie wykraść do ludzkiej cywilizacji. Zakochany Link, jak wskazuje jego imię, jest ogniwem, łączem, tajemnicą i niespodzianką tego, co jeszcze do odkrycia między człowiekiem a zwierzęciem.

Fiona Hall, Fall Prey (2009-12), fot. Anna Barcz
Wspomnę jeszcze dwie ważne prace: „Upadłą ofiarę” (Fall Prey) Fiony Hall, w której artystka przedstawiła instalację rzeźb-gatunków zagrożonych wymarciem, wykonując je z materiałów przypominających wojskowe mundury i opatrując je militarnymi gadżetami i globalnymi symbolami, jak niewinna Myszka Miki. Zawiesiła je jak trofea z muzealnymi tabliczkami o kraju pochodzenia i stopniu zagrożenia, bezpośrednio sugerując, że globalny kapitalizm niszczy świat dzikiej przyrody.
Ale chyba za jedną najbardziej zaangażowanych na rzecz zwierząt artystek trzeba uznać Araya Rasdjarmrearnsook z Tajlandii, która oprócz świetnej pracy video, opowiadającej o przyjęciu, jakie organizowała dla bezdomnych psów, z których tylko jeden przeżył (Prince Jood) i przyjechał z artystką do Kassel, zbierała podczas wystawy pieniądze na ich ratowanie do puszki zatytułowanej „Dogumenta”. To między innymi dzięki niej i jej psu documenta XIII nazwane zostały także w prasie i przez krytyków „Dogumenta”.
documenta XIII, Kassel, 9.06-16.09.2012
Kuratorka: Carolyn Christov-Bakargiev
http://d13.documenta.de/
Co widzimy, patrząc na kraby albo banany w supermarkecie?
Żyjemy w gmatwaninie współzależności, a w erze globalizacji jest to tym bardziej znaczące. Np. warunki pracy hodowców bananów na Wyspach Karaibskich i stan ekosystemu tych wysp są w określony sposób powiązane z regulacjami globalnego handlu, a także z konsumentami kupującymi banany na całym świecie.
Aby poradzić sobie z globalnym kryzysem ekologicznym, musimy dostrzec współzależności między różnymi wymiarami kryzysu i zrozumieć, w jakiego rodzaju błędnym kole utkwiliśmy. Musimy wydobyć się z kolein utartych nawyków, społecznych konwencji i pewnej „infrastruktury mentalnej” – wedle określenia niemieckiego psychologa społecznego Haralda Welzera. Powinniśmy pozwolić sobie na eksperyment i na doświadczenie alternatywy. W ciągu ostatnich czterech dekad eko-artyści rozwinęli jeden ze znaczących i inspirujących sposobów, aby zrobić te trzy rzeczy: dostrzec, zrozumieć i sięgnąć po alternatywy.
Jedną z takich artystek jest Shelley Sacks, która przyjrzała się bliżej współzależnościom między bananami, robotnikami i konsumentami. Mieszkając we wczesnych latach 70. w RPA, zaczęła zbierać i suszyć skórki od bananów. Zastanawiała ją sytuacja producentów i ekonomiczne sieci, w które byli uwikłani. W latach 90., już w Wielkiej Brytanii, rozpoczęła projekt zatytułowany „Wartości wymienne: obrazy żywotów niewidzialnych” (Exchange Values: Images of Invisible Lives). Zakupiła sporo bananów, wysuszyła je i zbudowała z nich ciemne płachty, na których umieściła zdjęte z firmowych skrzynek etykiety z ewidencyjnym numerem uprawy. Przeprowadziła wywiady z farmerami uprawiającymi te konkretne banany na karaibskich Wyspach Nawietrznych. Organizowała spotkania zarówno brytyjskich konsumentów (częstując ich na spotkaniu bananami i zbierając skórki), jak i karaibskich producentów. W obu przypadkach dyskutowano o globalnych współzależnościach i przywoływano zasady sprawiedliwego handlu. Sacks organizowała także spotkania towarzyszące instalacjom artystycznym w różnych muzeach, zestawiając słodko pachnące bananowe płachty z odtwarzanymi głosami producentów bananów, mówiących o swoich raczej gorzkich warunkach życia i pracy.
Według artystki spotkanie z jej pracami ma wartość transformacyjną:
„Chociaż samo odsłuchiwanie głosów niewidzialnych producentów nie powoduje natychmiastowej zmiany status quo, słuchacze opowiadali mi później, że doświadczenie fizycznej nieobecności wytwórcy było namacalne – wytwórcy, którego «skórka» jest rozciągnięta przed nami, podczas gdy wewnątrz słyszymy jego głos. Wszystko to uruchamia wyobraźnię i wywołuje wewnętrzne poruszenie, które następnie przenosimy na zewnątrz. Ludzie przyznawali, że to doświadczenie zrodziło w nich gotowość do świeżego spojrzenia. Dało im siłę do szukania dróg zmiany świata na lepsze i do aktywnego działania w tej sprawie” (Shelley Sacks, „Exchange Values Six Years On”, www.exchange-values.org).
Sztuka ekologiczna potrafi wiązać ze sobą zagadnienia z różnych dziedzin: łączy płaszczyznę ekologiczną, społeczną, kulturową, polityczną i gospodarczą. Eko-artyści badają i ujawniają powiązania między człowiekiem a innymi (zwierzętami, roślinami itd.) z jednej strony tu i teraz, a z drugiej – wtedy i tam, oscylują między perspektywą krótko- i długoterminową, między skalą lokalną i globalną. Artyści uwypuklają te współzależności, które powinny być powszechnie znane, pracują nad nimi, eksperymentują. Nie działają jednak jak samotni herosi, ale raczej starają się kształtować i udostępniać wspólną przestrzeń dla szerszej grupy uczestników, aby wspólnie badać i wspólnie zmieniać zastaną sytuację. Sztuka ekologiczna stosuje te same wspólnotowe zasady, które znajdują wyraz w ruchu na rzecz dóbr wspólnych (commons) czy ekomiastach (transition towns).
Inny przykład eko-artu dotyczy pewnego gatunku krabów ze Sri Lanki. Para amerykańskich artystów Helen Mayer Harrison i Newton Harrison pracowała w latach 1972-1984 nad „Cyklem laguny” (Lagoon Cycle) – projektem, który uczynił z nich wiodących przedstawicieli eko-artu. W pracy tej łączyli artystyczne dociekania z naukowymi badaniami nad złożonością ekosystemowych warunków koniecznych do podtrzymania cyklu reprodukcyjnego krabów przebywających w sztucznych warunkach w Kalifornii. Projekt Harrisonów przyjął postać tekstu i obrazu, a „Cykl laguny” to jednocześnie książka i wystawa artystyczna, a niekiedy również performance.
Opowieść, jaką snują w „Cyklu laguny”, rozgrywa się na przemian między dwoma głównymi bohaterami. Lagunotwórca proponuje technologiczne rozwiązania problemu odtworzenia ekosystemu, w którym kraby mogłyby żyć w Kalifornii tak, jak w swoim naturalnym środowisku. Natomiast Świadek stara się krytycznie zbilansować i ocenić te propozycje. W tym celu bohaterowie odwiedzają Sri Lankę, poznają to miejsce, rozmawiają z miejscowymi rybakami. Lagunotwórca ma zamiar sprowadzić do Kalifornii kraby – „twarde sztuki” zdolne przetrwać niemal w każdych warunkach. Chce odtworzyć naturalne dla nich środowisko. Okazuje się jednak, że to trudne zadanie. Mimo to marzy dalej, projektując zakrojony na dużą skalę system hodowli krabów, który jednocześnie ma przywrócić do życia jezioro Salton Sea w Kalifornii. Skonfrontowany z ogromem ekologicznej katastrofy w Salton Sea, obmyśla gigantyczny system kanałów, aby odprowadzić zanieczyszczoną wodę do Zatoki Meksykańskiej i dalej do Pacyfiku. Jednak Świadek podnosi alarm, uprzytomniając Lagunotwórcy konsekwencje jego planów. Wspólnie dochodzą do wniosku, że przemieszczenie zanieczyszczonej wody z Salton Sea do Pacyfiku to krótkowzroczny, niemądry pomysł.
W swoich poszukiwaniach zrozumienia i kontroli, obaj bohaterowie napotykają rozmaite trudności. Pojawiają się też inni bohaterowie, stanowiący uosobienie bądź to „typowego” przedstawiciela społeczeństwa i kultury Sri Lanki, bądź społeczeństwa północnoamerykańskiego/„zachodniego”, bądź mechanizmów gospodarki rynkowej, a także skostniałych perspektyw roztaczanych przez niektóre dyskursy kapitalistyczne i marksistowskie. Współpraca Lagunotwórcy i Świadka uczy ich m.in. doceniać lankijską kulturę-w-naturze, w przeciwieństwie do dominującej w USA kultury-częściowo-poza-naturą. Ich cykle uczenia się splatają razem złożone wzory ekosystemów, stosunków społeczno-ekonomicznych i technologii w obu krajach. W obliczu globalnej zmiany klimatu „Cykl laguny” kończy się poetycką wizją, w której ludzkość wycofuje się łagodnie, wzdłuż brzegów rzek i oceanów.
Pośród stale rosnącej liczby przykładów eko-artu praca Shelley Sack o bananach i przygoda Harrisonów z krabami pozostają wzorcowe. Projekty sztuki ekologicznej często pociągają za sobą konkretne interwencje i wynalazki, związane z rewitalizacją lokalnych i regionalnych ekosystemów, a także z wzmocnieniem głosu miejscowych społeczności. Zgodnie z oświadczeniem wydanym wspólnie przez międzynarodową sieć przedstawicieli eko-artu www.ecoartnetwork.org, sztuka ekologiczna „powinna być zgodna z etyką ekologiczną zarówno w treści/formie, jak i użytych materiałach”. Artyści tego nurtu na ogół podpisują się pod przynajmniej jedną z poniższych zasad.
zwracać uwagę na sieci wzajemnych zależności w środowisku – na fizyczne, biologiczne, kulturowe, polityczne i historyczne aspekty ekosystemów;
tworzyć prace z naturalnych materiałów lub wykorzystywać siły natury takie jak wiatr, woda czy światło słoneczne;
odzyskiwać i odbudowywać zniszczone środowisko;
informować opinię publiczną o zależnościach ekologicznych i o problemach, z jakimi przyjdzie się zmierzyć;
odkrywać na nowo ekologiczne współzależności, tworzyć i proponować nowe możliwości koegzystencji, trwałego rozwoju i naprawy środowiska.
Eko-art w swoim najlepszym wydaniu jest nie tylko narzędziem podnoszenia świadomości ekologicznej oraz społecznej mobilizacji. Zwiększa też naszą wrażliwość na złożoność otaczającego świata. Nie poradzimy sobie z zawiłymi współzależnościami, dopóki będziemy patrzeć na świat przez pryzmat nowożytnych dychotomii, którymi nawykowo myślimy. Wychodząc poza dychotomię ciała i umysłu, mamy szansę uczyć się ciałem. Wychodząc poza dychotomię państwa i rynku, mamy szansę zbudować społeczeństwo oparte na dobrach wspólnych. Kolejną fundamentalną dychotomią, która zaćmiewa nasze rozumienie rzeczywistości, jest przeciwieństwo natura-kultura. Aby je przekroczyć, musimy nauczyć się cenić wartość i witalność kultury, która nie wzięła rozwodu z naturą.
Fragment publikacji „Toward Global (Environ)Mental Change: Transformative Art and Cultures of Sustainability” wydanej przez Fundację im. Heinricha Bölla. Tekst dostępny na licencji CC-BY-SA. Przeł. Rafał Czekaj.