Zwolennicy energii jądrowej oskarżają sceptyków wobec tej energii o dogmatyczne, ideologiczne podejście (o to oskarżane są partie Zielonych oraz Greenpeace i inne organizacje ekologiczne) lub o ignorancję i brak wiedzy (tak tłumaczy się antyatomowe opinie w sondażach). Pojawiają się m.in. ataki na belgijskich Zielonych za to, że wchodząc do koalicji rządowej jakoby wymusili, ze szkodą dla klimatu, zamknięcie wszystkich reaktorów jądrowych w 2025 roku, zastępując zlikwidowane moce elektrowniami gazowymi. Poprosiliśmy walońską partię Zielonych Ecolo, stanowiącą wraz z flamandzką partią Groen Zieloną siłę w nowym rządzie, o ustosunkowanie się do tych zarzutów. Publikujemy tłumaczenie broszury, którą w imieniu Ecolo napisał na naszą prośbę Samuel Cogolati, deputowany w federalnym parlamencie Belgii.

Debata na temat wycofania się z energii jądrowej jest obecnie bardzo gorąca. Wydaje się zatem celowe ustalenie pewnych faktów i wyjaśnienie projektu transformacji energetycznej Zielonych, aby energia w Belgii stała się w 100% zielona i odnawialna do 2050 roku.

Przedstawię to w 10 pytaniach-odpowiedziach:

1. Na czym polega debata?
2. Tak, no to w takim razie o czym mówimy?
3. Tak, ale to bardzo zwiększy nasze emisje CO2?
4. Tak, ale jedno nie wyklucza drugiego?
5. Tak, ale uzależnimy się od importu z zagranicy?
6. Tak, ale to rozsadzi nasze rachunki za elektryczność?
7. Tak, ale koszt gazu szybuje w górę na poziomie europejskim?
8. Tak, ale wraz z rozwojem elektro-mobilności będziemy potrzebować energii jądrowej?
9. Tak, ale to będzie katastrofa społeczna w elektrowniach Tihange i Doel?
10. Tak, ale to naprawdę zadziała?

1. Na czym polega debata?

Jesteśmy świadkami w Belgii gorących debat „za czy przeciw energii jądrowej?” podczas gdy co najmniej 5 z 7 reaktorów jądrowych i tak zostanie zamkniętych do 2025 roku… ponieważ po prostu po 50 latach pracy osiągnęły kres swojego życia. Wszystkie francuskojęzyczne partie polityczne (także partia MR Charlesa Michela) potwierdziły całkowite odejście od atomu do 2025 roku, gdy były u władzy (nawet w ich 17-letnim okresie władzy bez Zielonych) i ponownie w obecnym porozumieniu koalicyjnym.

Przypomnę co Marie-Christine Marghem z MR powiedziała 2 lata temu, kiedy była ministrą energii¹:

„Czas mija, a obecne elektrownie nie są wieczne. Powrócić do debaty na temat przedłużenia wykorzystania energii jądrowej oznacza również rozpoczęcie debaty na temat budowy
nowej elektrowni jądrowej w naszym kraju. A doświadczenia z Finlandii i Francji pokazują, że koszty tych nowych elektrowni jądrowych są znacznie wyższe niż w przypadku elektrowni opalanych gazem”,

Nawet operator, Engie Electrabel, całkowicie odwrócił się od energetyki jądrowej, przygotowuje się do demontażu reaktorów i chce dziś inwestować w transformację i energię odnawialną. Nikt poważny w Belgii nie proponuje budowy nowych elektrowni jądrowych w Belgii.

2. Tak, no to w takim razie o czym mówimy?

Jedyną kwestią, która teoretycznie pozostaje otwarta, jest przedłużenie życia (o 10 do 20 lat) dwóm najmniej starym reaktorom, Tihange 3 i Doel 4, jeżeli okazałoby się, że rozwiązania alternatywne są niewystarczające do ich zastąpienia. Te dwa reaktory reprezentują, według operatora sieci Elia (który przewiduje przestoje), pojemność tylko 1GW. Stanowi to od 2 do 4% całkowitego zużycia energii w Belgii (15 TWh z 462 TWh) w perspektywie krótkoterminowej. Krótko mówiąc, najwyraźniej nie jest to magiczna różdżka, która, jak chcielibyśmy wierzyć, rozwiąże kryzys klimatyczny (ponieważ nadal musimy zdekarbonizować pozostałe 96-98% przemysłu petrochemicznego, rolnictwa z intensywną hodowlą zwierząt, transportu, budynków itp.).

We wszystkich scenariuszach, niezależnie od tego, czy te dwa reaktory pozostaną, czy nie,
opóźnienie w rozwoju energii odnawialnej nagromadzone w ciągu ostatnich 20 lat jest tak duże,
że potrzebne będą nowe elektrownie gazowe, aby zagwarantować nam bezpieczeństwo dostaw w nadchodzących kilku latach.

3. Tak, ale to bardzo zwiększy nasze emisje CO2?

Walka ze zmianami klimatu jest wpisana w polityczne DNA Zielonych. We wszystkich porozumieniach rządowych uwzględnialiśmy cel neutralności węglowej do 2050 roku. Plany klimatyczne Belgii już od 20 lat biorą pod uwagę wycofanie się z energii jądrowej w 2025 roku. Dlatego postanowiliśmy ograniczyć elektrownie gazowe do ścisłego minimum niezbędnego w 2025 r. (z uwzględnieniem zwiększonego udziału baterii, magazynów i zarządzania popytem), tj. 2 do 3 elektrowni gazowych najnowszej generacji (łącznie 2,3 GW), a nie 9 jak przewidziano w ostatnim programie partii MR, na str. 112 :

Wspieranie budowy 9 elektrowni gazowych w celu przygotowania się do odejścia od energii jądrowej w 2025 r.: w celu rozwiązania problemu nieciągłości energii odnawialnych, MR zamierza zapewnić wdrożenie elastycznego mechanizmu zarządzania i magazynowania na żądanie. Mechanizm ten będzie neutralny pod względem technologicznym i jest niezbędny do budowy nowych elastycznych elektrowni gazowych. Ze względu na priorytetowe traktowanie energii odnawialnej i jej nieciągłość, produkcja energii elektrycznej w elektrowniach cieplnych nie zawsze jest zapewniona, co obniża ich rentowność;

Jednym słowem, ograniczamy zapowiedziane szkody…

Prawdą jest, że te 2 do 3 elektrowni gazowych będzie emitować gazy cieplarniane, ale emisje te są kompensowane, ponieważ są rozliczane we wspólnej ograniczonej puli na poziomie europejskim (ETS). Ich wpływ na klimat na poziomie europejskim będzie zatem ograniczony, ponieważ najnowocześniejsze elektrownie w Belgii wypchną ze wspólnego rynku starsze elektrownie węglowe (mniej opłacalne, bo bardziej zanieczyszczające środowisko) w innych częściach Europy.

Wreszcie, minister Tinne Van der Straeten zażądała, aby przyszłe elektrownie gazowe uległy dekarbonizacji w 2027 r. Jak można to zrobić? Przestawiając je na zasilanie zielonym wodorem
(w Manage do 2035 roku), biometanem, a nawet systemem pirolizy (w firmie Luminus w Seraing).

Przejdźmy teraz do danych dotyczących emisji CO2. Engie Electrabel, operator elektrowni Doel i
Tihange, zlecili w zeszłym roku badanie centrum międzyuniwersyteckiemu EnergyVille w celu obliczenia emisji CO2 w różnych scenariuszach przedłużenia lub nie okresu funkcjonowania energii jądrowej. Co wykazały badania?

– Jeśli 2 reaktory jądrowe zostaną przedłużone o 10 lat, emisja CO2 w sektorze energetycznym spadnie w Belgii o 3,2 mln ton w 2030 r.

– Jeśli wszystkie reaktory jądrowe zostaną wyłączone (bez przedłużenia), ale będziemy masowo inwestować w energię odnawialną (66% lub 48,7 TWh całkowitej produkcji energii elektrycznej), co jest naszym planem, emisja CO2 w sektorze energetycznym spadnie nie o 3,2, ale o 6,3 mln ton w 2030 roku.

Dobrze Państwo przeczytali: w scenariuszu całkowitego wycofania się z energetyki jądrowej, nasze emisje mogą zostać zredukowane w większym stopniu do 2030 r. niż w scenariuszu przedłużenia funkcjonowania energetyki jądrowej, w którym przedłużone jest życie dwóch reaktorów! Badanie zlecone przez Engie Electrabel mówi o tym czarno na białym.

Wniosek jest taki, że jeśli naprawdę poważnie podchodzimy do walki ze zmianami klimatu, w naszym interesie jest wycofanie się z energii jądrowej i masowe inwestowanie w energię odnawialną.

4. Tak, ale jedno nie wyklucza drugiego?

W przeciwieństwie do reaktorów jądrowych, elektrownie gazowe są skalowalne i elastyczne. Innymi słowy, można włączać i wyłączać turbinę gazową, aby dać maksymalny priorytet wiatrowi i fotowoltaice, gdy jest wiatr i słońce. Dlatego właśnie mówimy o „buforowej” roli gazu w transformacji: gdy energii odnawialnych jest pod dostatkiem, wyłącza się gaz. Podczas gdy dziś, jak pokazują ostatnie wydarzenia, wyłącza się turbiny wiatrowe off-shore, aby umożliwić działanie energii jądrowej: to jest świat postawiony na głowie i tego chcemy uniknąć.

Nie jest zatem zaskakujące, że dane liczbowe pokazują, iż przedłużenie życia 2 reaktorom jądrowym po 2025 r. spowolniłoby inwestycje w energię odnawialną w Belgii. Jest to wielka wada rozbudowy energetyki jądrowej. Biuro Planowania oszacowało straty sektora energii wiatrowej i fotowoltaicznej na 100 mln euro w przypadku przedłużenia EJ. Nie chcemy już dłużej hamować rozwoju energetyki odnawialnej w naszym kraju. Ponieważ najbardziej ekologiczną, najobfitszą i najtańszą energią (poza tą, której nie zużywamy) jest słońce i wiatr. Dla porównania, podczas gdy lądowa energetyka wiatrowa kosztuje 50 €/MWh, ta z jądrowego reaktora EPR kosztuje dziś 120 €/MWh. Odpowiedź jest jasna.

Celem, który mobilizuje wszystkie nasze siły, jest zatem zbudowanie w 100% odnawialnej i zeroemisyjnej Belgii do 2050 roku. Jos Delbeke, były dyrektor generalny ds. klimatu w Komisji Europejskiej, tak się wypowiedział w tej sprawie dla VRT²:

„Polityka energetyczna naszego kraju nigdy nie była tak spójna jak obecnie, musimy przyspieszyć transformację energetyczną”.

A więc tak, musimy znacznie przyspieszyć zwrot w energetyce, przestawić się na inną energię, zastąpić
energię jądrową i gazową w 100% ekologiczną i przystępną cenowo energią odnawialną.

5. Tak, ale uzależnimy się od importu z zagranicy?

Nie, przedłużenie dwóch reaktorów nie będzie miało prawie żadnego wpływu na import energii elektrycznej. Ponownie, zgodnie z EnergyVille :

– z dwoma reaktorami wciąż importowali byśmy 7 do 9% elektryczności;

– bez atomu, 10%.

Jak na ironię, największa zależność od zagranicy, jakiej doświadczyliśmy w Belgii wystąpiła w 2018 r. z powodu reaktorów jądrowych, które tak często i nagle były niedostępne… W 2018 roku musieliśmy importować z zagranicy aż 33% (we wrześniu) naszej energii elektrycznej! To właśnie inwestowanie w alternatywne źródła energii w Belgii, oznacza inwestowanie w nasze bezpieczeństwo dostaw.

6. Tak, ale to rozsadzi nasze rachunki za elektryczność?

To prawda, że nic nie jest za darmo. Z jednej strony, tak, elektrownie gazowe będą kosztować państwo belgijskie ok. 250 mln euro rocznie, ponieważ będziemy musieli płacić prywatnym operatorom za (właśnie) zbudowanie ich… ale używanie ich w jak najmniejszym stopniu (gdyby mogły pracować na pełnych obrotach, nie potrzebowałyby wsparcia publicznego). Ponieważ jak inwestuje w drogi czy kanalizację, państwo inwestuje w nasze bezpieczeństwo dostaw energii. Jest to taka polisa ubezpieczeniowa od blackoutu.

Jest to jednak zdecydowane zobowiązanie obecnego rządu: rodziny nie zauważą żadnej różnicy w ich rachunkach za energię elektryczną. Koszt ten nie będzie zatem wliczony do rachunków za energię elektryczną, lecz kompensowany w budżecie rządu federalnego (co jest sprawiedliwsze dla mniej zamożnych rodzin). Co 6 miesięcy rząd będzie monitorował koszty energii elektrycznej.

Z drugiej strony, nie jest prawdą, że przedłużenie funkcjonowania dwóch reaktorów byłoby całkowicie bezkosztowe i spadłoby z nieba, „bo reaktory już tam są”. Nie, dostosowanie dwóch reaktorów Tihange 3 i Doel 4 (zbudowanych pod koniec lat 60.) do norm kosztowałoby operatora elektrowni jądrowej (co najmniej) 1,6 mld EUR, które zostałoby przerzucone na konsumentów. Engie Electrabel zażądałaby również ceny gwarantowanej wyprodukowanej energii elektrycznej, również na koszt konsumentów. Co dorzuciło by się do astronomicznego kosztu 40 mld euro (w perspektywie długoterminowej) na likwidację elektrowni jądrowych i gospodarki odpadami radioaktywnymi przez 300 000 lat… Pamiętając o tym, że nawet w scenariuszu, w którym przedłużone zostałoby funkcjonowanie 2 reaktorów, nadal potrzebne by były dodatkowe moce wytwórcze oparte na gazie…

Krótko mówiąc, w ostatecznym rozrachunku koszt zachowania EJ może być (znacznie) wyższy niż
odejście od niej!

Dla nas, Zielonych, odpowiedź na pytanie „gdzie zainwestować miliard” nie budzi wątpliwości: nie w infrastrukturę przeszłości, lecz na rzecz energii przyszłości – chroniąc jednocześnie konsumentów i przedsiębiorstwa przed dodatkowymi kosztami.

7. Tak, ale koszt gazu szybuje w górę na poziomie europejskim?

Rzeczywiście, w całej Europie, czy to we Francji, w Polsce czy we Włoszech, ceny energii elektrycznej i gazu rosną wraz z ożywieniem gospodarki światowej (ponieważ wzrasta popyt, szczególnie w Azji, podczas gdy podaż pozostaje stabilna). Ale uwaga: nie ma to nic wspólnego z wycofywaniem się Belgii z energetyki jądrowej.

Po pierwsze, wszystkie 7 reaktorów obecnie pracuje. Po drugie, 2 reaktory Tihange 3 i Doel 4 stanowią jedynie 0,2 % europejskiego rynku energii elektrycznej. To nie te dwa reaktory będą stanowić zabezpieczenie przed rosnącymi kosztami w nadchodzących latach.

Wręcz przeciwnie, jedynymi źródłami energii, których cena w ostatnich latach spada, są energia wiatrowa i słoneczna! Ponadto, energia odnawialna stała się na skalę świata 3 razy ważniejsza niż energia jądrowa. Im bardziej będzie rósł udział energii odnawialnej w naszym miksie energetycznym, tym lepiej będziemy zabezpieczeni w Belgii przed wzrostem cen gazu i uranu.

8. Tak, ale wraz z rozwojem elektro-mobilności będziemy potrzebować energii jądrowej?

We wszystkich scenariuszach na przyszłość, operator sieci Elia oblicza, że belgijska produkcja będzie w stanie wyprodukować dodatkową ilość energii elektrycznej zużywanej przez pojazdy elektryczne (lub pompy ciepła), bez udziału energii jądrowej.

Jest to jeden z czynników zewnętrznych przewidywanych na okres po 2025 roku. Ponadto przejście z energii cieplnej na elektryczną nie nastąpi z dnia na dzień. Celem nie jest zastąpienie każdego samochodu spalinowego samochodem elektrycznym. Elia przewiduje 1,5 mln pojazdów elektrycznych do 2030 r. (w porównaniu do 6 mln pojazdów spalinowych dziś).

W rzeczywistości problemem jest nie tyle dodatkowa możliwość produkcji, co raczej wymagana moc szczytowa, jeśli wszyscy zdecydują się na ładowanie w tym samym czasie. I tu właśnie elektryfikacja floty samochodowej stanowi szansę dla transformacji energetycznej! W istocie, samochody elektryczne mogą dostosować się do możliwości sieci, godzin szczytu i poza szczytem, a zwłaszcza warunków pogodowych sprzyjających produkcji energii ze źródeł odnawialnych. Na przykład, jeśli wracam do domu o 18:00 i wiem, że nie będę potrzebował mojego auta aż do 7:00 rano następnego dnia, dlaczego miałbym ładować baterię auta tuż po przyjeździe do domu, w czasie największego zużycia (telewizja, światła elektryczne, lampy, ogrzewanie, itp.). Mogę podłączyć i zaprogramować ładowanie między 2 a 5 rano („inteligentne ładowanie”). Innymi słowy, samochody elektryczne zwiększą elastyczność sieci elektrycznej, co jest korzystne dla odnawialnych źródeł energii.

9. Tak, ale to będzie katastrofa społeczna w elektrowniach Tihange i Doel?

Po pierwsze, belgijskie porozumienie stabilizacyjne z 1962 r. zabrania jakichkolwiek masowych zwolnień w Tihange i Doel. Po drugie, Engie Electrabel szacuje, że będzie potrzebować od 1200 do 1400 pracowników do pracy nad demontażem tych dwóch elektrowni jądrowych, co zajmie co najmniej 20 lat. Likwidacja (natychmiastowa, a więc nie odroczona w czasie) nie stanowi obciążenia, lecz stanowi okazję do stworzenia w Belgii centrum wiedzy specjalistycznej, która będzie eksportowana za granicę (w najbliższych latach w Europie trzeba będzie zdemontować dziesiątki starych reaktorów jądrowych). Setki miejsc pracy będą również potrzebne do zarządzania odpadami radioaktywnymi.

Budowa elektrowni gazowej nowej generacji wymaga, według oszacowań Biura Planowania, 1 900 bezpośrednich i pośrednich miejsc pracy (a potrzebne będą 2 do 3). Wreszcie, energia odnawialna wymaga do 6 razy więcej miejsc pracy niż energetyka jądrowa.

Według Biura Planowania, podczas gdy energia jądrowa wymaga 0,14 miejsc pracy do wyprodukowania jednej GWh energii elektrycznej, energia wiatrowa wymaga 0,17, a fotowoltaika 0,87 na każdą wyprodukowaną GWh.

10. Tak, ale to naprawdę zadziała?

Wszystkie raporty Biura Planowania , Elii (operatora sieci) i EnergyVille (największego międzyuniwersyteckiego centrum badań nad energią w Belgii) dowodzą A+B, że wycofanie się z energetyki jądrowej jest możliwe bez większego wpływu na rachunki lub klimat. Jak powiedział Chris Peeters, dyrektor generalny firmy Elia, dziennikowi De Tijd, „nie, światła nie zgasną w 2025 roku”. W Niemczech, wiodącej europejskiej potędze gospodarczej, terminem „Energiewende” (dosłownie „zwrot energetyczny”) określa się „przejście z energii jądrowej i paliw kopalnych na dostawy energii, które są niskoemisyjne, przyjazne dla środowiska, niezawodne i przystępne cenowo”. Proces ten trwa już od ponad 10 lat. I dziś żadna partia demokratyczna nie kwestionuje wycofania się z energii jądrowej.

Mieszkając obok Tihange, rozumiem 100 razy obawy związane z taką rewolucją przemysłową. Ale w Belgii straciliśmy już zbyt wiele czasu na bezużyteczne gadki (polityczne) o przedłużeniu funkcjonowania reaktora jądrowego (który ma już ponad 40 lat i i tak będzie musiał zostać zamknięty za 10-20 lat…). Inwestorzy są gotowi! Ale, jak powiedział Seneka :

„Nie ma korzystnego wiatru dla tych, którzy nie wiedzą gdzie jest ich port”.

Pragmatyzm zmienił stronę. Ponowne wywrócenie harmonogramu spowodowałoby jedynie większą niepewność i stanowiłoby przeszkodę dla rozwoju energii odnawialnej. Tak więc, im szybciej
będziemy mieli długoterminowe ramy prawne, tym szybciej będziemy mogli przejść na 100% zielonej i przystępnej cenowo energii dla naszego kraju.

Przypisy:

1. Źródło : L’Echo, www.lecho.be/entreprises/energie/marghem-prolonger-le-nucleaire-c-est-parler-de-nouveaux-reacteurs-dans-ce-pays/10100331.html

2. Vlaamse Radio- en Televisieomroeporganisatie – belgijski publiczny nadawca radiowo-telewizyjny, produkujący programy w języku niderlandzkim – przypis tłumaczki na j. polski.

3. We Francji Izba Obrachunkowa wskazuje, że modernizacja po Fukushimie wynosi 1,7 mld euro na reaktor:
www.lemonde.fr/economie/article/2016/02/10/centrales-nucleaires-des-couts-de-maintenance-estimes-a-100-milliards-d-euros_4862575_3234.html

Tłumaczyła Ewa Sufin-Jacquemart

Fot. GuenterHH


 

Wybory samorządowe odbywają się tej jesieni nie tylko w Polsce. Maciej Tomaszewski – polski kandydat na liście Zielonych z partii Ecolo – dzieli się swoimi doświadczeniami z kampanii w Brukseli.

Bartłomiej Kozek: Co skłoniło Cię do kandydowania w wyborach lokalnych w Belgii? Który szczebel samorządu wybrałeś – i dlaczego?

Maciej Tomaszewski: Przez wiele lat nie mogłem odnaleźć się w Brukseli. To skomplikowane, trudne do odkrycia miasto. Większość czasu spędzałem w międzynarodowym towarzystwie, które ma podobny problem. W pewnym momencie powiedziałem jednak sobie, że czas to zmienić. Zapisałem się najpierw na warsztaty teatralne, a potem do Partii francuskojęzycznych Zielonych – Ecolo. Dzięki temu udało mi się poznać wielu Belgów. Staram się ułatwiać kontakty miedzy międzynarodowymi mieszkańcami Brukseli i Belgami. Póki co idzie mi dobrze.

Wybrałem szczebel miasta. Bruksela, w bardzo dużym uproszczeniu, to odpowiednik naszego województwa. To tak naprawdę 19 osobnych miast. Jako Polak, nie-Belg, mam prawo do glosowania i kandydowania jedynie na poziomie miasta albo Parlamentu Europejskiego. Jako ze chciałbym polepszyć jakość życia w moim mieście, wybór odpowiedniego szczebla wydawał się naturalny.

System podziału władzy w Belgii wydaje się bardzo skomplikowany. Wytłumaczysz naszym Czytelni(cz)kom na przykładzie Brukseli w jaki sposób działa w praktyce?

Jak już wspomniałem, w dużym uproszczeniu, Bruksela jest odpowiednikiem naszego województwa. Bruksela jako całość jest odpowiedzialna przykładowo za transport publiczny i za zarządzanie niektórymi większymi drogi. 19 osobnych miast jest z kolei odpowiedzialne za kwestie takie jak czystość na ulicach, pomoc społeczna, mieszkania socjalne, większość dróg i ścieżek rowerowych. Z kolei za nauczanie i kulturę w dużym stopniu odpowiedzialne są wspólnoty językowe, francuskojęzyczna i flamandzka…

Łatwo się w tym wszystkim pogubić. W praktyce jakiekolwiek działanie w Brukseli jest efektem długich i trudnych negocjacji miedzy rożnymi szczeblami władzy.

Jakie Twoim zdaniem są największe wyzwania rozwojowe miasta – i jakie są Twoje propozycje rozwiązań?

Moim zdaniem najważniejsze są dwie kwestie. Po pierwsze, różne wspólnoty zamieszkujące rzadko ze sobą rozmawiają. Społeczność międzynarodowa utrzymuje kontakty głownie ze sobą. To nie dziwi, gdyż ma ona swoje specyficzne problemy – jak utrzymać kontakty z rozproszoną po pary krajach rodziną albo jak pokonać trudności związane ze związkiem na odległość. To zresztą problemy, które sam próbuję albo próbowałem pokonać.

Belgowie są z kolei mocno skupieni na swoich kwestiach. Nie jest to dziwne, gdyż, jak już wspomniałem, jakiekolwiek działania w mieście są wynikiem trudnych negocjacji. Pamiętajmy, że w Brukseli można spotkać przedstawicieli ponad 180 narodowości. To unikatowe miasto, w którym codziennie słyszy się dźwięki najróżniejszych języków oraz odgłosy walizek podróżujących do różnych zakątków świata.

Potrzeba nam miasta, które zachęca do dialogu. Podam przykład. Obecnie budowany deptak w centrum miasta nie zachęca do wybrania się do centrum Brukseli. To pusta przestrzeń, niemal zupełnie pozbawiona zieleni i ławek. Wraz z mieszkańcami i całą partią Ecolo chciałbym zastanowić się, jak zmienić tę przestrzeń.

Poza tym w centrum miasta, szczególnie na wspomnianym deptaku, mieszka wielu bezdomnych. Wielu z tych bezdomnych to niestety nasi rodacy. Będę zatem walczyć razem o to, aby w pomocy społecznej była chociaż jedna osoba mówiąca po polsku.

Pod jakimi hasłami przebiegać będą tegoroczne wybory? Jakich wyników spodziewać się po partiach ekopolitycznych w Brukseli – Ecolo i GROEN?

Nasze trzy hasła to zazielenić miasto, wesprzeć młodych oraz zapewnić lepsze funkcjonowanie administracji. Póki co sondaże są dla nas pomyślne, ale nie spoczywamy na laurach. Potencjalni wyborcy chcą być wysłuchani oraz chcą bezpośrednich spotkań z kandydatami. Chcemy – i musimy – odpowiedzieć na te potrzeby.

Warto w tym miejscu wspomnieć, że w Belgii nie ma partii narodowych. Flamandowie mieszkający na północy mają swoją partię, a Walonowie mówiący po francusku i mieszkający na południu – swoją. Sam jestem członkiem francuskojęzycznej Partii Ecolo. We Flandrii działa z kolei GROEN. Wyjątkowo w Brukseli – mówiąc w pewnym uproszczeniu – mieszkańcy mogą wybrać jedną z tych partii. Mamy tu wspólna listę. Choć niektóre inne ugrupowania mają już takie rozwiązania, to nasza współpraca w tym zakresie jest najbardziej rozwinięta. Wszelkie akcje przeprowadzamy razem.

Z jakich narzędzi zamierzasz korzystać w swojej kampanii? Czy liczysz tu przede wszystkim na swoją pomysłowość czy otrzymujesz wsparcie od Zielonych?

Najważniejszy jest dla nas kontakt z mieszkańcami. Sporo czasu spędzamy na rozmowach z potencjalnymi wyborcami. Proponujemy rozmowy przechodniom albo rozmawiamy bezpośrednio w ich mieszkaniach. Ten ostatni środek stosujemy dlatego, ze cześć wyborców (np. osoby z niepełnosprawnościami) nie pojawia się się w przestrzeni publicznej. Naszym priorytetem jest również poszanowanie czyichś wyborów i prywatności. Nie nalegamy, jeśli potencjalny wyborca nie chce z nami rozmawiać.

Oczywiście nie omija nas wieszanie plakatów czy rozdawanie ulotek. Te akcje są ważne, ale ich celem jest ułatwienie bezpośredniego kontaktu z potencjalnymi wyborcami. Naszym głównym celem nie jest przekonanie wyborcy o tym, że nasz program jest zdecydowanie najlepszy, ale wysłuchanie jego zdania. To oni najlepiej wiedzą, z jakimi problemami się mierzą i jakie są możliwe rozwiązania.

Takie dyskusje to lekcje pokory. Nasi potencjalni wyborcy często wspominają o bardzo trudnych sprawach. Po przeprowadzaniu akcji często siadamy razem przy małym, ale dobrym piwie. Opowiadamy sobie o naszych doświadczeniach i dzielimy doświadczeniem. Pomagam sobie również uzależnieniem od mojego ulubionego stylu jogi.

Czy Polonia w Brukseli angażuje się w lokalne życie społeczne i polityczne?

Dobre pytanie. Jak zdefiniować zaangażowanie?

Polonia w moim mieście składa się z bardzo różnych grup. Rozróżniłbym trzy. Pierwsza to Polacy, którzy przyjechali tu dawno temu i mają obywatelstwo belgijskie. Ci ludzie czują się w Brukseli jak w domu, choć starają się utrzymać rodzinne tradycje.

Druga z nich to Polacy, którzy przyjechali do Brukseli po naszym wejściu do Unii Europejskiej. To ludzie z dobrym wykształceniem technicznym. Spora cześć z tych osób ma nadal rodziny w Polsce. Wielu z nich przyjeżdża do Belgii na kilka lat aby oszczędzić pieniądze, a potem wybudować dom w Polsce.

Wreszcie trzecia grupa to ludzie, którzy pracują dla różnych instytucji, głownie tych unijnych.

Mimo wielu różnic Polacy uznawani są za bardzo dobrych pracowników. Polscy budowlańcy cenią się wysoko. Są poszukiwani przez Belgów i pobierają belgijskie stawki – nie ma zatem dumpingu socjalnego. Polacy odgrywają w efekcie ważną role w życiu gospodarczym miasta.

Polaków w Brukseli jest sporo. Mam polska gosposię. Na liście polskiej Ambasady można znaleźć listę polskich lekarzy. Moja kosmetyczka jest Polką – jest świetna zarówno w swoim zawodzie, jak i jako przyjaciółka. Mieszkając w Brukseli można spędzić całe życie mówiąc tylko po polsku. Nie dotyczy to zresztą tylko Polaków. Wiele innych narodowości ma podobną sytuację.

Wspólna dyskusja jest możliwa tylko, jeśli mówimy wspólnym językiem. Jak już wspomniałem, nauczaniem języków zajmują się głownie wspólnoty językowe. Miasto może promować dobre rozwiązania przez nie realizowane. Wielu Polaków nie wie, że można się uczyć oficjalnych języków urzędowych albo za darmo, albo za niewielkie pieniądze. Miasto może zatem odegrać ważną rolę w promowaniu istniejących rozwiązań i podnoszenia świadomości ich istnienia.

Maciej Tomaszewski startuje z 33. miejsca listy Ecolo-GROEN do Rady Brukseli

W czwartek 22 marca 2013 r. rząd Walonii przyjął nowy mechanizm współfinansujący domowe systemy fotowoltaiczne o pieszczotliwie brzmiącej nazwie „Qualiwatt”. (więcej…)