W sobotę 24 stycznia 2026 roku w Sobolewie zaplanowano kolejny protest dotyczący funkcjonowania schroniska dla zwierząt „Happy Dog”. Zgromadzenie rozpocznie się o godz. 12.00 przed Urzędem Gminy Sobolew, a następnie o 14.00 przeniesie się pod teren schroniska. Organizatorzy zapowiadają, że druga część protestu odbędzie się bez użycia nagłośnienia, aby nie stresować zwierząt.

Protest dotyczy funkcjonowania schroniska dla zwierząt w Nowej Krępie i, według zapowiedzi organizatorów, ma zwrócić uwagę władz gminy na sposób sprawowania nadzoru nad placówką oraz zgłaszane od dłuższego czasu zastrzeżenia dotyczące jej działalności.

W przestrzeni publicznej, w tym w relacjach mieszkańców, byłych wolontariuszy, lekarzy weterynarii oraz właścicieli zwierząt, pojawiają się zarzuty, że schronisko nie realizuje swojej ustawowej misji, a przebywające tam zwierzęta mogą być narażone na cierpienie, pogorszenie stanu zdrowia, a w części przypadków także na śmierć.

Wśród wskazywanych problemów wymieniane są m.in.:
• warunki bytowe, które zdaniem krytyków placówki nie spełniają wymagań określonych w rozporządzeniu Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z 20 stycznia 2022 r.;
• utrudnianie wydawania zwierząt właścicielom oraz procedur adopcyjnych;
• brak wolontariatu i ograniczony dostęp do informacji o zwierzętach przebywających w schronisku;
• wysoka, według zgłaszających, śmiertelność zwierząt oraz powtarzalność wskazywanych przyczyn zgonów.

Postulaty wobec władz

Autorzy pisma domagają się m.in. przeprowadzenia niezależnej kontroli z udziałem Inspekcji Weterynaryjnej spoza powiatu, wstrzymania wypłat publicznych środków do czasu wyjaśnienia sprawy, otwarcia schroniska na wolontariat i adopcje oraz dostosowania infrastruktury do obowiązujących przepisów. Wśród postulatów znalazła się także propozycja przekształcenia schroniska w placówkę gminną lub zmiany modelu finansowania.

Co dalej?

Na moment publikacji brak informacji o decyzjach Rady Gminy Sobolew lub organów nadzoru, które odnosiłyby się merytorycznie do zarzutów zawartych w petycji.

🔗 Wydarzenie protestacyjne:
https://www.facebook.com/events/d41d8cd9/koniec-patoschroniska-w-sobolewie-/2211792396225360/

🔗 Grupa informacyjna:
https://www.facebook.com/groups/1630228974368004

Wyobraź sobie dużego psa – np. bernardyna – zamkniętego w metalowej klatce tak ciasnej, że nie może się nawet obrócić. Albo kociaka ściśniętego na przestrzeni podstawki do piwa. A teraz pomyśl, że oba te zwierzęta spędzają całe swoje życie zamknięte w ten sposób. A także, że takich czujących istot uwięzionych w klatkach jest w Unii Europejskiej ponad 300 milionów. Czy to nie brzmi jak niebywałe okrucieństwo wobec zwierząt?

Domyślam się, że Twoja odpowiedź brzmiała tak samo, jak odpowiedź niemal 1,4 miliona obywateli i obywatelek Unii Europejskiej, którzy poparli naszą kampanię „Koniec Epoki Klatkowej – End the Cage Age”, a swój głos sprzeciwu wobec takiego traktowania zwierząt wyrazili poprzez podpisanie Europejskiej Inicjatywy Obywatelskiej pod tą samą nazwą. Jeśli wciąż masz przed oczami psy i koty, wykonaj jeszcze jedno kreatywne zadanie. Wyobraź sobie, że w tych klatkach zamiast psów i kotów znajdują się… świnie, kury, króliki, cielęta, kaczki, gęsi, przepiórki. Tak niestety najczęściej wygląda hodowla w Europie. Czy doczekamy się w końcu wprowadzenia zakazu hodowli klatkowej zwierząt.

1 milion w obronie 300 milionów 

W 2018 r. razem z sześcioma kolegami i koleżankami reprezentującymi obywateli Grecji, Francji, Włoch, Holandii, Niemiec i Czech zawiązałam Komitet Obywatelski i wspólnie rozpoczęliśmy europejską inicjatywę obywatelską (EIO) “Koniec Epoki Klatkowej”.

Jako reprezentantka kraju, w którym liczba zwierząt hodowanych w klatkach przewyższa liczbę mieszkańców, wiedziałam, że nie będzie to łatwa droga, a nasza kampania potrwa wiele lat i nie sposób przewidzieć czy osiągnie sukces. 42 miliony zwierząt w klatkach to tak, jakby każdy mieszkaniec Polski, wliczając w to niemowlęta, ustawił przy swoim łóżku klatkę i trzymał w niej jedno zwierzę, a niektórzy mieliby wręcz po dwa. W całej UE takich dręczonych zwierząt znajdziemy aż 300 milionów. 

Założenia EIO są w teorii proste. W ciągu jednego roku, minimum milion obywateli UE zamieszkałych w co najmniej siedmiu różnych państwach członkowskich może wezwać Komisję Europejską (KE) do wystąpienia z nowym wnioskiem legislacyjnym w dziedzinie, w której jest do tego uprawniona.

Prawo to zapisane jest w traktatach UE, a inicjatywy obywatelskie są zdecydowanie czymś więcej niż petycje i wymagają formalnej odpowiedzi ze strony KE – także uzasadnienia w przypadku odrzucenia. Jako narzędzie demokracji bezpośredniej inicjatywa ma wskazywać europejskim decydentom problemy istotne dla obywateli, a jako narzędzie demokracji partycypacyjnej – pozwalać im brać udział w kształtowaniu europejskiej polityki. W praktyce próg milionowego poparcia przechodzi niewiele inicjatyw obywatelskich.

Nasz projekt „Koniec Epoki Klatkowej” uzyskał bezprecedensowe poparcie społeczeństw państw UE, w tym ponad 170 organizacji pozarządowych. Zgromadziliśmy blisko 1,4 miliona zweryfikowanych podpisów poparcia dla wycofania hodowli klatkowej. To niesamowite osiągnięcie w historii europejskich inicjatyw obywatelskich. W Polsce była to pierwsza tak masowo podpisywana inicjatywa na rzecz zwierząt gospodarskich. Uzyskała ostatecznie ponad półtora raza więcej zweryfikowanych podpisów niż wymagają tego założenia EIO. Po raz pierwszy obywatele i obywatelki UE pokazali decydentom politycznym, że los zwierząt hodowanych na potrzeby naszych talerzy nie jest sprawą im obojętną.

Żródło: © Compassion in World Farming

POLIS PROANIMALIS 

30 czerwca 2021 r. KE publicznie zadeklarowała swoje zobowiązanie do zmiany obecnego prawodawstwa UE przychylając się do naszej prośby i obiecując:

  • przedstawienie projektu aktu prawnego do końca 2023 r. w celu stopniowego wycofywania, a ostatecznie zakazania stosowania klatek dla kur, macior, cieląt, królików, kaczek, gęsi i innych zwierząt hodowlanych, 
  • stopniowe wycofywanie klatek dla zwierząt hodowlanych w całej Europie do 2027 r., 
  • zagwarantowanie, że wszystkie produkty importowane do UE będą zgodne zprzyszłymi standardami dotyczącymi chowu bezklatkowego, 
  • wdrożenie systemów zachęt i wsparcia finansowego dla europejskich gospodarstw podczas przechodzenia na chów bezklatkowy

To było przełomowe oświadczenie, które dawało nadzieję na większy dobrostan zwierząt, a także pokazało siłę demokracji w UE. Wydawało się wręcz, że założenia demokracji ateńskiej materializują się na naszych oczach, a utworzone przez nas – symbolicznie i metaforycznie – 1,4-milionowe polis proanimalis dokonało wspólnie czegoś o historycznym znaczeniu!

Puste klatki czy puste deklaracje?  

W grudniu 2023 r. minął jednak termin opublikowania projektu ustawy, a KE wciąż milczy. Niedotrzymanie obietnicy jest szokującym zlekceważeniem naszych demokratycznych praw i okrutną zdradą zwierząt gospodarskich zamkniętych w klatkach. Złamane obietnice oznaczają złamane życie 300 milionów zwierząt uwięzionych w metalowych i drucianych klatkach.

Od kiedy w 2016 r. przeprowadziliśmy pierwsze śledztwo w Polsce pokazując, jak żyją (czy może powinnam napisać – wegetują…?) kury w klatkach, podobnych śledztw z ferm świń, cieląt czy królików przeprowadziliśmy wiele nie tylko w Polsce, lecz także w całej Europie. Miliony kur wciąż tkwią w epoce klatkowej, a tzw. wzbogacone klatki niewiele różnią się od zakazanych już ponad dziesięć lat temu klatek bateryjnych. Lochy utrzymywane w kojcach lub jarzmach porodowych mają tak ograniczone ruch, że nie mogą się nawet obrócić. Króliki niekiedy nie mogą się wyciągnąć ani wyprostować i nie mają wystarczającej przestrzeni na wykonanie jednego skoku. Wysokość klatek dla przepiórek jest zbyt mała, aby mogły one realizować naturalny instynkt ucieczki, przez co uderzają głowami o sufit. Brak miejsca uniemożliwia cielętom zabawę, która jest ważna dla ich społecznego i psychicznego rozwoju. Zwierzęta przetrzymywane w systemach klatkowych często nie mają możliwości realizacji odpowiedniej ilości ruchu – chodzenia, biegania, skakania, pływania czy latania. Żaden z dotychczas opracowanych systemów klatkowych nie zapewnia przestrzeni wystarczającej do zaspokojenia potrzeb etologicznych jakiegokolwiek gatunku zwierząt hodowlanych.

Teraz zdecyduje Trybunał Sprawiedliwości

W związku ze złamaniem obietnicy i niewypełnieniem zobowiązania danego obywatelom UE, 18 marca 2024 r. razem z szóstką kolegów i koleżanek z Komitetu Obywatelskiego wszczęliśmy w Luksemburgu postępowanie prawne przeciwko KE. To pierwsza tego typu sprawa. W przypadku powodzenia KE będzie zmuszona przez Trybunał Sprawiedliwości UE do opublikowania swoich propozycji legislacyjnych w jasnych i rozsądnych ramach czasowych. 

Jak ujawnił oficjalny raport i sondaż KE z października 2023 r. (Eurobarometr): ogromna większość Europejczyków (89%) wciąż popiera zakaz stosowania indywidualnych klatek dla zwierząt hodowlanych. Wynik ten znalazł odzwierciedlenie także w Polsce, gdzie aż 87% badanych wyraziło się pozytywnie o planach wprowadzenia takiego zakazu.

Ponadto, odejście od hodowli klatkowej będzie opłacalne dla sektora rolniczego. Według Zachodniego Ośrodka Badań Społecznych i Ekonomicznych przeprowadzenie transformacji i przejście na chów bezklatkowy – a więc zachowanie hodowli w innej formie – poprawi w Polsce rentowność produkcji. Należy przy tym pamiętać, że współczesny system ferm przemysłowych, którego hodowla klatkowa jest symbolem, powoduje cały szereg niemałych kosztów eksternalizowanych dotykających całe społeczeństwo. Koszty te obejmują m.in. emisje odoru, zanieczyszczenie gleb, eutrofizację wód (także Morza Bałtyckiego), antybiotykooporność, zagrożenie epidemiczne i epizootyczne, a nawet obniżenie wartości nieruchomości mieszkalnych. 

Czekamy więc na decyzję Trybunału Sprawiedliwości, lecz kampanii nie przerywamy. To walka nie tylko o zwierzęta. To także walka o zdrowe społeczeństwo i naszą demokrację.

Odpowiedź KE. 

 

Zgromadzenie przed budynkiem Komisji Europejskiej Żródło: © Compassion in World Farming

Małgorzata Szadkowska – Prezeska polskiego oddz. Compassion in World Farming. Ekspertka Koalicji Klimatycznej oraz programu Climate Leadership powered by UN Environment, doradza podmiotom gospodarczym w zakresie bezpieczeństwa żywności, rolnictwa i dobrostanu zwierząt hodowlanych. Uznana za jedną ze 100 najbardziej wpływowych Kobiet w/g „Forbes Women Polska”. 

 

www.ciwf.com

 

Wczoraj  przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zaprezentowała swoje przemówienie, z którego wynika, że Komisja Europejska opóźnia bezprecedensowe zobowiązanie do wycofania hodowli klatkowej, które złożyła w odpowiedzi na Europejską Inicjatywę Obywatelską „End the Cage Age / Koniec Epoki Klatkowej” popartą przez niemal 1,4 miliona obywatelek i obywateli.

Compassion in World Farming Polska uznaje to za skandaliczny przejaw lekceważenia obywatelskiego zaangażowania w czasach, gdy ludzie tracą zaufanie do UE. Organizacja zapewnia, że będzie sprawdzać wszystkie dostępne opcje, aby dopilnować, że UE spełni wolę swoich obywateli.

Unia Europejska pod naciskiem lobby agrobiznesu

W poniedziałek w tym tygodniu „Financial Times” poinformował, że UE rozważa rezygnację z planów wprowadzenia bardziej rygorystycznych przepisów w zakresie dobrostanu zwierząt, w tym wycofania hodowli klatkowej.

W dzisiejszym przemówieniu na temat priorytetów Unii Europejskiej na następny rok, przewodnicząca von der Leyen nie wspomniała o planach przedstawienia nowych przepisów. Podążając za żądaniami lobby wielkiego agrobiznesu, ogłosiła plan „większego dialogu” w tej sprawie.

Wszystko to pomimo niekończących się konsultacji, spotkań i opinii naukowych w ciągu ostatnich wielu lat, które wskazały konieczność wycofania hodowli klatkowej, a także pracy dziesiątek tysięcy obywateli, którzy wnieśli swój wkład w proces kształtowania nowego prawa. Urzędnicy Komisji poświęcili znaczne zasoby i fundusze publiczne na przygotowanie projektów ustaw, które mają być odroczone.

To zdrada obywateli

To, co się dzisiaj stało, jest skandaliczne. Komisja Europejska nie dotrzymała słowa, że zapewni zwierzętom godne życie, uginając się pod żądaniami lobby agrobiznesu i opóźniając wprowadzenie nowych przepisów dotyczących dobrostanu zwierząt – powiedziała Małgorzata Szadkowska, prezeska Compassion in World Farming Polska i członkini komitetu obywatelskiego inicjatywy „Koniec Epoki Klatkowej”.

Europejska Inicjatywa Obywatelska „Koniec Epoki Klatkowej to jedyna inicjatywa, co do której Komisja Europejska zdecydowanie zobowiązała się do działania, mimo że to narzędzie demokracji obywatelskiej istnieje od ponad dekady. Niedotrzymanie tego zobowiązania jest wyraźną porażką demokracji i przejawem lekceważenia zaangażowania obywatelskiego – kontynuowała Małgorzata Szadkowska.

Komisja Europejska zdradziła zaufanie swoich obywateli. W związku z tym sprawdzamy teraz  wszystkie dostępne opcje, aby zapewnić, że UE spełni wyraźną wolę obywateli – podsumowała.

Historyczne zobowiązanie Komisji

Dwa lata temu Komisja Europejska zobowiązała się do zaprzestania stosowania klatek w hodowli zwierząt w odpowiedzi na Europejską Inicjatywę Obywatelską „End the Cage Age / Koniec Epoki Klatkowej”, którą zainicjowała i koordynowała  fundacja Compassion in World Farming.

Było to pierwsze takie zobowiązanie od czasu wprowadzenia przez UE tego narzędzia demokracji ponad dziesięć lat temu. Komisja wskazała wtedy, że dokona przeglądu unijnych przepisów dotyczących dobrostanu zwierząt w trzecim kwartale 2023 r.

więcej: Compassion in the World Farming Polska

 

No właśnie – komu i po co? Pytanie z kategorii „po co i komu Zielony Ład, i ta cała Strategia „Od pola do stołu”, po kiego te zielone reformy w rolnictwie i to całe zawracanie głowy jakąś zmianą klimatyczną”.

Odpowiedź na te pytania jest banalnie prosta i wydaje się być zrozumiała dla wszystkich. Bez stabilnego klimatu, bez wystarczających zasobów naturalnych i czystego środowiska nie ma rolnictwa. Po prostu. I nie ma złotego środka, który kiedykolwiek zastąpiłby tę nierozerwalną więź pomiędzy pogodą i przyrodą, a możliwością prowadzenia produkcji rolnej. Żadna sztuczna technologia nie zastąpi zdegradowanego środowiska, braku gleby i wody.

Dobrostan zwierząt gospodarskich ma kluczowe znaczenie dla ochrony środowiska i klimatu. Daje tak wiele korzyści ekologicznych i ekonomicznych, że powinien stać się priorytetowym celem polskiej polityki rolnej.

Na razie jednak dobrostan zwierząt gospodarskich – tak w UE, jak i w Polsce – jest wyjątkiem. Wspólna Polityka Rolna (WPR) stworzyła cieplarniane warunki dla rozwoju intensywnego chowu i hodowli zwierząt gospodarskich w UE. Idealnie wpasowała swoje budżetowanie oraz zgrabnie skleciła przepisy prawne dla rozwoju metod utrzymania zwierząt gospodarskich, które nie mają nic wspólnego z dobrostanem.

Myślenie, że lobby przemysłowej produkcji zwierzęcej bez walki podda złotego cielca WPR, jest mrzonką. Pytanie brzmi zatem, ile jeszcze pieniędzy z kasy WPR musi pójść na transformację obecnej produkcji zwierzęcej, by branża uznała dobrostan za ekonomicznie opłacalny?

Realistyczne i pragmatyczne planowanie zmiany tej produkcji na dobrostanową wymaga zagwarantowania zachęt ekonomicznych, dzięki którym wysoki dobrostan zwierząt stanie się elementem opłacalności. Oczywiście, zmiana świadomości, uwrażliwienie na potrzeby i zachowania zwierząt, jest także konieczna. Wiadomo jednak, że łatwiej rozbić atom niż stereotyp. Z tego powodu, równolegle z edukacją dotyczącą zwierząt i ich dobrostanu, powinien zostać stworzony europejski Program transformacji produkcji zwierzęcej w UE. Zgodnie z jego założeniami, środki WPR powinny być udzielane jedynie tym podmiotom związanym z produkcją zwierzęcą, które wykorzystają je na podniesienie dobrostanu.

Podniesienie na wysoki poziom – w odróżnieniu od minimalnych warunków utrzymania zwierząt honorowanych przez unijne i krajowe prawo – zapewniający zwierzętom możliwość realizacji naturalnych i gatunkowych potrzeb, ochronę przed długotrwałym głodem i pragnieniem, chorobami i urazami, bólem i stresem. Od dnia narodzin do momentu uboju. Jego kryteria powinny być wspólne dla wszystkich państw członkowskich.

Oznaczałoby to rezygnację z dominujących w produkcji zwierzęcej metod chowu i hodowli, w których zwierzę jest jedynie środkiem produkcji zapewniającym jak najszybszy zysk. To bardzo prosta, by nie powiedzieć prostacka ekonomia, nastawiona wyłącznie na wzrost krajowego PKB, efekt skali i zwiększenie eksportu, a także poszczególnym producentom i ich organizacjom dająca możliwość wywierania wpływu na politykę Polski. Za brakiem dobrostanu zwierząt gospodarskich kryje się potężny biznes stanowiący naczynia połączone produkcji paszy, zwierząt i produktów pochodzących od nich, oraz leków weterynaryjnych, w tym antybiotyków. Każda z wymienionych branż żyje dostatnio dzięki jak najmniejszemu dobrostanowi zwierząt gospodarskich.

Przemysłowa produkcja zwierzęca – w swej staroświeckiej kalkulacji – nie uwzględnia kosztów klimatycznych i środowiskowych. Nie ponosi praktycznie żadnej odpowiedzialności za:

Emisje podtlenku azotu z nawozów sztucznych stosowanych w uprawie roślin paszowych. Podtlenek azotu to szczególnie niebezpieczny gaz, o 290 razy większym potencjale ocieplenia niż dwutlenek węgla;

Emisje metanu od przeżuwaczy karmionych poekstrakcyjną śrutą zbożową, najczęściej z genetycznie modyfikowanej soi. Nie krowy są odpowiedzialne za emisje, ale sposób ich żywienia. Natomiast odpowiedni wypas przyczynia się do zwiększenia sekwestracji węgla w glebie, zarazem zwiększając jej zdolność retencjonowaniawody; Około 45% gleb w Europie ma niską lub bardzo niską zawartość węgla pochodzenia organicznego (0-2%);

Wyjałowienie gleby, tak silnie przenawożonej i zatrutej pestycydami, że staje się pustynią. 11% terytorium UE dotkniętych jest erozją gleby. 83% gleb w UE zanieczyszczonych jest pozostałościami po 1 lub kilku pestycydach, 58% pozostałościami po mieszance pestycydów;

Śladu węglowego transportu pasz, żywych zwierząt i produktów pochodzących od nich na tysiące kilometrów. Do Europy importuje się ¼ światowego rynku soi, wołowiny, skór oraz oleju palmowego przyczyniającego się do zagłady lasów tropikalnych. Import paszy na bazie soi wzrósł o 150% od 1980 do 2010 roku;

Śladu węglowego pracujących na okrągło wentylacji, ogrzewania i kanalizacji w budynkach do produkcji zwierzęcej;

Zanieczyszczenia wody biogenami z odchodów zwierzęcych, które wodami lądowymi dostają się mórz i oceanów tworząc w nich martwe, beztlenowe strefy;

Hektolitrów wody zużytych na podlanie genetycznie modyfikowanych monokultur paszowych oraz do pojenia zwierząt.

Ekonomiczne liczydło omija też koszty społeczne. 58% produkcji zbóż w UE jest przeznaczona na pasze dla zwierząt zamiast do spożycia przez ludzi. Wysoki koszt społeczny to także obniżenie jakości życia przez zmuszanie mieszkańców wsi do sąsiadowania z fermami chowu przemysłowego (instalacjami do intensywnego chowu). Smród, emisje amoniaku, problemy z wodą, odchodami zwierzęcymi, rozjeżdżone drogi, hałas.

I jeszcze egipskie plagi much, takie, że nie można wyjść z domu. Dla przemysłowej produkcji zwierzęcej odebranie komuś miejsca do życia nie jest żadnym problemem. Protestujących przeciwko fermom przemysłowym zastrasza się, manipuluje się opinią lokalnej społeczności, obiecując liczne złudne korzyści, np. miejsca pracy czy większe wpływy do budżetu gminy. Podsyca się konflikt społeczny.

Zgodnie z badaniami naukowymi, wokół ferm przemysłowych dochodzi do rozprzestrzenienia bakterii w promieniu do 1 km, a wirusów aż do 75 km. Są one zagrożeniem dla ludzkiego zdrowia, podobnie jak emisje gazów cieplarnianych oraz wyziewy amoniaku pochodzące z miejsc chowu i hodowli. Rolnictwo UE jest odpowiedzialne za 90% emisji amoniaku przyczyniających się do zgonów 400 000 Europejczyków każdego roku.

Woda, a także żywność pochodzenia zwierzęcego, mogą zostać zanieczyszczone pozostałościami antybiotyków, co powoduje ryzyko wzrostu antybiotykoodporności u ludzi. Według raportu ESVAC Europejskiej Agencji Leków, zużycie antybiotyków na PCU* w Polsce wynosi 167,4 mg/kg. To wzrost o 32% od 2012 roku, zarazem najwyższy w historii. Jest to najwyższe zużycia antybiotyków w produkcji zwierzęcej w UE. Średnia unijna to 103,2 mg/kg.

Jednak, w podliczaniu zysków przemysłowej produkcji zwierzęcej, nie bierze się pod uwagę kosztów opieki medycznej, które są przerzucane na podatników i konsumentów.

Najbardziej paradoksalne jest to, że przedstawiciele przemysłowej produkcji zwierzęcej nadal kurczowo trzymają się dominujących obecnie metod chowu i hodowli, pomimo kolejnych fal epizootii, np. afrykańskiego pomoru świń (ASF) czy ptasiej grypy. Czy możliwe jest, by także epidemie zwierząt gospodarskich – w prostym, ekonomicznym rachuneczku – były opłacalne? Oznaczają przecież konieczność zagazowania tysięcy, a nawet milionów zwierząt, koszty utylizacji i odtworzenia stada. A jednak, odszkodowania za straty związane z epizootią oraz finansowanie odtworzenia stąd jest w większości płacone ze środków WPR, a zatem z kieszeni podatnika.

Z powyższego wyliczenia widać, że skoro przemysłowej produkcji zwierzęcej pozwala się przerzucać koszty społeczne, zdrowotne, środowiskowe i klimatyczne na społeczeństwo, to nigdy nie zainteresuje się ona dobrostanem zwierząt. Do zmiany sposobu produkcji mogą ją skłonić jedynie argumenty ekonomiczne. Z jednej strony będą to z pewnością zmiany rynku wywołane preferencjami konsumentów, którzy poszukują żywności pochodzenia zwierzęcego wytworzonej z zachowaniem wysokiego dobrostanu zwierząt gospodarskich. I którz skłonni są zapłacić za nią wyższą cenę.

Mimo tego, że oczekiwania konsumentów są potężnym bodźcem dla zmiany sposobu utrzymania zwierząt, to jednak nie są one wystarczające. Potrzebna jest zmiana systemowa polegająca z jednej strony na wspieraniu ze środków publicznych producentów chcących poprawiać dobrostan zwierząt, a z drugiej strony wyłączających z tej pomocy podmioty kontynuujące intensywną produkcję zwierzęcą. Powinny na nie także zostać nałożone obciążenia finansowe proporcjonalne do poziomu emitowanych zanieczyszczeń.

Ekonomia jest jedynym instrumentem, gdyż względy etyczne i środowiskowe nie mają dla przemysłowej produkcji zwierzęcej żadnego znaczenia.

*metodologia Unii Europejskiej do obliczania poziomów stosowania lub sprzedaży antybiotyków u różnych gatunków wykorzystuje jednostkę korekcji populacji – PCU


 

Światowa produkcja mięsa cały czas rośnie. Szacuje się, że do 2029 roku zwiększy się o kolejne 40 milionów ton, osiągając poziom 366 milionów ton rocznie.

Ten trend zauważalny jest także w Polsce, która w ostatnich 20 latach stała się jednym z największych producentów mięsa w Europie. Dziś w UE zajmuje pierwsze miejsce w produkcji mięsa drobiowego oraz odpowiednio czwarte i siódme miejsce pod względem produkcji wieprzowiny i wołowiny. W ostatnich dwóch dekadach produkcja tych trzech podstawowych rodzajów żywca w Polsce wzrosła o 75%. To niektóre z danych przedstawianych w „Atlasie Mięsa 2022” wydanym przez Fundację im. Heinricha Bölla w Warszawie we współpracy z Instytutem na rzecz Ekorozwoju.

Jednym z głównych problemów produkcji zwierzęcej w Europie i w Polsce jest jej postępująca koncentracja, która prowadzi do problemów ekologicznych, takich jak zanieczyszczenie wód azotem i fosforem, emisji gazów cieplarnianych i problemów z dobrostanem zwierząt. Wiążę się ona także z większym ryzykiem występowania epidemii chorób zwierzęcych. Na postępującej koncentracji rolnictwa tracą również mniejsze gospodarstwa rolne stanowiące w Polsce większość, które nie są w stanie dotrzymać kroku gospodarstwom z intensywną produkcją. Prowadzi to do zmniejszania się liczby gospodarstw i wyludniania obszarów wiejskich.

Emisje z chowu zwierząt stanowią globalnie około 57% emisji gazów cieplarnianych w sektorze spożywczym, mimo że zwierzęta hodowlane dostarczają zaledwie 18% kalorii i 37% białka dla światowej populacji ludzi. Autorzy i autorki Atlasu uważają, że uprawa roślin paszowych oraz produkcja zwierzęca powinny podlegać zmianom przyczyniającym się do redukcji emisji gazów cieplarnianych. Wymaga to jednak odejścia od przemysłowych technik uprawy, chowu i hodowli, a także postawienia na lokalność produkcji oraz skrócenia łańcuchów dostaw. Bardzo ważna w tym aspekcie będzie także zmiana zwyczajów konsumenckich, polegająca m.in. na zmniejszaniu spożycia żywności pochodzenia zwierzęcego.

Globalne firmy mięsne odgrywają kluczową rolę w kształtowaniu sposobu produkcji, transportu i obrotu mięsem oraz paszami. 10 największych przedsiębiorstw sektora mięsnego ma swoje siedziby w zaledwie czterech krajach: Brazylii, USA, Chinach i Japonii oraz w UE. Dominują one jednak na rynkach świata i są obecne we wszystkich głównych regionach produkujących mięso – także w Europie. Przedsiębiorstwa te odpowiadają za produkcję przemysłową i ubój ogromnej liczby zwierząt. Silna pozycja rynkowa umożliwia firmom narzucanie niskich cen, a czasami zmuszanie rolniczek oraz rolników do sprzedaży poniżej kosztów produkcji, z powodu czego muszą oni utrzymywać dużą liczbę zwierząt.

Przemysłowy system produkcji żywności powoduje pogłębianie się kryzysu klimatycznego i ekologicznego, ma również wysokie koszty społeczne. – Głęboką zmianę systemu możemy wyobrazić sobie dzięki koncepcji agroekologii, pojmowanej w duchu suwerenności żywnościowej. Oznacza to produkcję rolną w granicach, jakie wyznaczają środowisko i klimat, dostęp do wysokiej jakości, lokalnie produkowanej żywności, poszanowanie prawa społeczności rolniczych, a także uniezależnienie systemu produkcji żywności od interesów korporacji – podkreśla Joanna Maria Stolarek, dyrektorka Fundacji im. Heinricha Bölla w Warszawie.

Młoda Polska Wegetariańska

Wzrost produkcji mięsa spowodowany jest światowym wzrostem jego spożycia. W ciągu ostatnich 20 lat światowa konsumpcja mięsa zwiększyła się ponad dwukrotnie, sięgając 320 mln ton w 2018 r. W większości krajów w Europie spożycie mięsa od dziesięcioleci pozostawało na wysokim i w miarę stałym poziomie. W 2021 r. w Polsce średnie spożycie mięsa wynosiło 79 kg rocznie.

Obserwuje się jednak zmianę diety i postaw wobec konsumpcji mięsa młodego pokolenia Polek i Polaków. Wyniki przedstawionego w Atlasie reprezentatywnego badania osób w wieku 15-29 lat, pokazują, że najbardziej zauważalnym w tej grupie wiekowej trendem w stosunku do mięsa jest ograniczanie jego spożywania. 44% z nich zmniejsza ilość spożywanego mięsa, w tym 8% mówi, że obecnie jest na diecie bezmięsnej – wegetariańskiej lub wegańskiej. W grupie osób w wieku 18–24 lat dietę całkowicie bezmięsną deklaruje już 10%. Co trzecia ankietowana osoba uważa, że hodowla zwierząt powinna zostać ograniczona ze względu na jej skutki dla środowiska i klimatu. Prawie 25% zgadza się z twierdzeniem, że powinniśmy całkowicie zrezygnować z hodowli zwierząt za wyjątkiem potrzebnego środowisku naturalnemu wypasu krów i owiec. Natomiast niespełna połowa młodych respondentów i respondentek uważa, że w przyszłości hodowla zwierząt powinna odbywać się wyłącznie z zachowaniem praw zwierząt, nawet jeśli wpłynie to na wzrost cen mięsa.

Zmiana metod produkcji potrzebna dla klimatu

Kwestia produkcji mięsa jest ściśle powiązana z pytaniem o ochronę klimatu. Chów zwierząt bezpośrednio i pośrednio odpowiada za większość emisji z rolnictwa. Emisje z chowu zwierząt stanowią globalnie 56–58% emisji gazów cieplarnianych w sektorze spożywczym, mimo że zwierzęta hodowlane dostarczają zaledwie 18% kalorii i 37% białka dla światowej populacji ludzi.

Polskie rolnictwo odpowiedzialne jest za około 8 % krajowej emisji gazów cieplarnianych. W 2017 r. w Polsce emisja z fermentacji w układach trawiennych przeżuwaczy (takich jak krowy) stanowiła ponad 40%, a z gospodarki odchodami zwierzęcymi ok. 12,5% emisji z produkcji rolnej, łącznie 52,5%. Uprawa, przede wszystkim nawożenie azotem, odpowiedzialna jest za emisję podtlenku azotu – gazu cieplarnianego o potencjale ocieplenia większym 290 razy od CO2. Udział tego źródła w emisji z rolnictwa wynosi ponad 44%, przy czym trzeba mieć świadomość, że znaczna część upraw prowadzona jest na potrzeby produkcji paszy dla zwierząt hodowlanych.

Uprawa roślin paszowych oraz produkcja zwierzęca powinny podlegać zmianom przyczyniającym się do redukcji emisji gazów cieplarnianych. Wymaga to jednak odejścia od przemysłowych technik uprawy, chowu i hodowli, a także postawienia na lokalność produkcji oraz skrócenia łańcuchów dostaw. Redukcja emisji gazów cieplarnianych w produkcji rolniczej nie jest jednak łatwa, gdyż ma charakter procesowy. Osiągnięcie neutralności klimatycznej wymaga więc stopniowej redukcji pogłowia zwierząt, jak i znaczących zmian dotychczasowych metod chowu i hodowli – tłumaczy dr hab. inż. Zbigniew Karaczun, profesor SGGW, ekspert Koalicji Klimatycznej, jeden ze współautorów Atlasu.

Jednak w kontekście ograniczania emisji gazów, odpowiedzialność leży w dużej mierze po stronie korporacji, nie rolników produkujących na niewielką skalę. Pięć największych koncernów mięsno-mlecznych na świecie generuje więcej emisji rocznie niż największe koncerny naftowe. 20 największych firm hodowlanych na świecie jest odpowiedzialnych za więcej emisji gazów cieplarnianych niż Niemcy, Wielka Brytania czy Francja razem wzięte.

Kluczowa zmiana polityczna

Powodzenie transformacji obecnego systemu produkcji i konsumpcji mięsa zależy także od polityki, ale nie tylko krajowej. Decydujące znaczenie mają regulacje na poziomie UE, a także międzynarodowa polityka handlowa. Globalizacja i liberalizacja handlu przyczyniają się do globalnego wzrostu produkcji zwierzęcej.

Pomimo wiedzy o tym, jak produkcja, dystrybucja i konsumpcja mięsa w UE oddziałuje na klimat i środowisko, decydenci polityczni nie podjęli konsekwentnych działań politycznych w celu zmiany systemu żywności i rolnictwa. Ani WPR, ani strategia „Od pola do stołu” nie oferują wystarczających rozwiązań problemów przemysłowego chowu zwierząt. Dużą część budżetu WPR dalej przeznacza się na ryczałtowe dopłaty do gruntów, a w wielu państwach członkowskich także na płatności związane z wielkością produkcji zwierzęcej – mówi Justyna Zwolińska, koordynatorka ds. rzecznictwa w Koalicji Żywa Ziemia, jedna z autorek Atlasu.

Scenariusz transformacji produkcji zwierzęcej w Polsce powinien uwzględniać aspekty ochrony środowiska i klimatu, poprawy zdrowia publicznego (czyste środowisko i wysoka jakość żywności), poprawy jakości życia na obszarach wiejskich, humanitarnego traktowania zwierząt i ochrony interesu ekonomicznego producentek i producentów.

Stworzenie modelu produkcji zwierzęcej w Polsce, który zrównoważy potrzeby ekonomiczne, społeczne i środowiskowo-klimatyczne, wymaga opracowania długoterminowej strategii transformacji produkcji zwierzęcej w oparciu o podnoszenie dobrostanu zwierząt gospodarskich (DZG). Jednak, by taką strategię wdrożyć, potrzebna jest także wola polityczna – podsumowuje Justyna Zwolińska.

O Atlasie:
Atlas Mięsa to zbiór aktualnych danych i faktów dotyczących konsumpcji, produkcji, przetwórstwa i handlu mięsem. Publikacja wyjaśnia problematyczny charakter hodowli zwierząt gospodarskich i wskazuje jej społeczne, etyczne i środowiskowe konsekwencje.

Atlas Mięsa 2022 jest do pobrania pod adresem: https://pl.boell.org/pl/publikacje

Źródło: Fundacja im. Heinricha Bölla w Warszawie.


 

O reformie Wspólnej Polityki Rolnej, strategii unijnej Od Pola do Stołu i najważniejszych wyzwaniach stojących przed rolnictwem rozmawiamy z Januszem Wojciechowskim, komisarzem ds. rolnictwa w UE.

Zielone Wiadomości: Spoczywa na Panu obowiązek wdrożenia pierwszej, a zarazem największej zielonej reformy Wspólnej Polityki Rolnej (WPR). Czy sądzi Pan, że ma ona szanse powodzenia? Jakie są główne bariery stojące na przeszkodzie temu, by WPR stała się zgodna ze Strategią „Od pola do stołu”?

Janusz Wojciechowski: Jest to poważna reforma. Niektórzy mówią, że to najważniejsza reforma Wspólnej Polityki Rolnej od co najmniej 30 lat. Strategia „Od pola do stołu” i Strategia na rzecz bioróżnorodności są istotną częścią tej reformy. One są wprowadzone w ten uzgodniony już kształt reformy, bo porozumienie polityczne ws. WPR zostało osiągnięte w czerwcu 2021 r. Teraz państwa członkowskie będą musiały przygotować krajowe plany strategiczne dla WPR na podstawie tych trzech aktów prawnych, które stanowią treść reformy. Pełną ocenę sytuacji będziemy mieć po poznaniu planów poszczególnych państw UE, a przede wszystkim po zatwierdzeniu ich przez Komisję Europejską. Wówczas będziemy widzieć, na ile poważnie państwa członkowskie podeszły do reformy WPR.

Myślę, że szansa na wdrożenie reformy WPR jest ogromna. Umożliwiają to m.in. takie instrumenty jak ekoprogramy, które warunkują 25% dopłat bezpośrednich czy też płatności na dobrostan zwierząt finansowane zarówno ze środków I, jak i II filaru WPR. Rolnictwo ekologiczne zostało bardzo wzmocnione w tej polityce rolnej, ma też zapewnioną możliwość otrzymywania wsparcia z obu filarów, czyli w ramach ekoprogramów przy dopłatach bezpośrednich oraz – tak jak do tej pory – jako jeden z programów wspieranych z drugiego filaru – Funduszu Rozwoju Obszarów Wiejskich.

Ogromną szansą są także – i dla mnie jest to szczególnie ważne – krótkie łańcuchy dostaw. Tu są ogromne rezerwy. Redukcja gazów cieplarnianych w samym rolnictwie nie jest prosta, bo rolnictwo musi wyprodukować określoną ilość żywności. Natomiast musimy spojrzeć na cały system produkcji żywności, na który składają się, oprócz produkcji rolnej, także transport i przetwórstwo. Transport jest obszarem, w którym naprawdę można w znacznym stopniu zmniejszyć emisje. Wozimy nieprawdopodobne ilości towarów rolnych i spożywczych przez Europę. 3 miliardy ton i 540 mld tonokilometrów. To są dane z 2017 roku, które wskazują, że przeciętna porcja żywności, zanim z gospodarstwa trafi na stół, przebywa w Europie trasę około 180 km. A tak wcale nie musi być. Niektóre towary trzeba przewozić, np. pomarańcze z południa Europy, ale wiele towarów jest produkowanych wszędzie i nie trzeba ich wozić z jednego miejsca w drugie, tylko skrócić mocno łańcuchy dostaw. Dlatego bardzo będę popierał wszelkie pomysły w państwach członkowskich nastawione na bliską współpracę pomiędzy rolnikami, przetwórcami i rynkiem, żeby trasa, którą transportowana jest żywność, była możliwie najkrótsza. Tu jest duże pole do poprawy.

ZW: Organizacje społeczne obserwują walkę państw członkowskich przeciw rzeczywistemu wzmocnieniu ochrony środowiska i klimatu w rolnictwie, przeciw zwiększeniu środków WPR na te cele, przeciw płatności redystrybucyjnej dla małych gospodarstw. A zatem przykład, który idzie z góry, budzi wątpliwości, czy reforma WPR ma szansę. Budzi też obawy, czy rządy państw członkowskich podejmą odpowiednie kroki tworząc plany strategiczne dla WPR. Co musiałoby się zdarzyć w czasie tej reformy, co musiałoby zostać powiedziane i rządom, i dużemu lobby rolnictwa przemysłowego, aby już zmiękczona w samej Brukseli reforma WPR jednak urzeczywistniła się w unijnym rolnictwie każdego kraju UE?

JW: Te wątpliwości są uzasadnione. Polityka jest sztuką szukania kompromisu i nikt sobie nie wyobrażał, że najdalej idące, radykalne postulaty zostaną uwzględnione. Chodzi tu zarówno o postulaty strony, która słusznie domaga się WPR maksymalnie przyjaznej dla środowiska, klimatu, dla dobrostanu zwierząt, a przez to i dla ludzi, oczywiście. A z drugiej strony postulaty – nie chcę powiedzieć lobby – ale środowisk, które widzą rolnictwo jako nieustanny wyścig, by produkować coraz więcej, coraz mniejszym kosztem. Ja mam na to odpowiedź wziętą z pięknej wypowiedzi św. Jana Pawła II, który powiedział, że człowiek nie może ulegać pokusie zysku za wszelką cenę kosztem natury, bo prędzej czy później natura zbuntuje się przeciwko człowiekowi. I te oznaki buntu natury już są widoczne w zmianie klimatycznej. Innym przykładem może być bardzo intensywna hodowla, która sprzyja występowaniu chorób zwierząt na ogromną skalę. Mamy przykłady takie jak ASF (afrykański pomór świń) czy ptasia grypa w hodowli drobiu. Wielkie, skoncentrowane hodowle – wielkie straty.

W UE poszliśmy chyba maksymalnie daleko, na ile było to politycznie możliwe, w stronę polityki rolnej czy samego rolnictwa bardziej przyjaznych środowisku, klimatowi i ochronie zwierząt. Nie mogliśmy jednak ignorować głosów – one cały czas wybrzmiewają – że zbyt mocny skręt w ekologię pozbawi Europę bezpieczeństwa żywnościowego.

Ja takich obaw nie podzielam, aczkolwiek nie można ich też lekceważyć. Są analizy, które wskazują, że mogą być dość znaczne ubytki produkcji żywności w Europie. I co gorsza, że te ubytki zostaną zastąpione importem, który będzie pochodził z krajów zachowujących daleko niższe standardy. Unia Europejska ma najwyższe na świecie standardy środowiskowe, sanitarne i dobrostanu zwierząt w produkcji rolnej.

25% na ekoprogramy jest naprawdę dużym sukcesem, biorąc pod uwagę atmosferę, w której toczyły się rokowania dotyczące WPR. Zagwarantowanie minimum 35% na środowisko i klimat w drugim filarze także jest sukcesem. Mocne postanowienie o wsparciu dla małych gospodarstw – minimum 10% płatności redystrybucyjnej, a państwa członkowskie mogą też przeznaczyć więcej to też jest sukces tych negocjacji. Natomiast rozmowa o GAECach* jest zawsze trudna, bo dotyczy wymogów nakładanych bezpośrednio na każdego rolnika. Ale sądzę, że tutaj też osiągnęliśmy dużo, choćby obowiązkowy płodozmian. Jest to duża zmiana jakościowa.

[od redakcji: GAEC to normy (praktyki) dobrej kultury rolnej zgodnej z ochroną środowiska, tzw. normy DKR. Odnoszą się do obszarów (a) klimat i środowisko, (b) zdrowie publiczne, zdrowie zwierząt i zdrowie roślin, (c) dobrostan zwierząt. Są to wymogi obowiązkowe. Warunkują one otrzymanie przez rolnika płatności. Stąd funkcjonują w ramach pojęcia „warunkowość”]

ZW: Oczywiście wzrosły w stosunku do rolników wymogi ochrony środowiska, czyli tzw. „warunkowość” została zwiększona, ale nadal zbyt mało środków jest kierowanych na rozwój systemów gwarantujących szybsze i większym zakresie zmiany rolnictwa, np. rolnictwo ekologiczne, praktyki agroekologiczne, połączenie produkcji zwierzęcej z rolnictwem regeneratywnym. Zamiast tego dużą część środków kieruje się do rolnictwa precyzyjnego, w którym nadal (precyzyjniej) są stosowane chemiczne pestycydy i nawozy sztuczne, mimo że mają one konsekwencje środowiskowe. Wchodzimy w duże technologie, z których najwięcej będą korzystać duże gospodarstwa rolne. Czy nie jest to półśrodek? Może zamiast wydawać pieniądze z budżetu WPR na precyzyjne aplikowanie chemii, powinnyśmy naprawdę znaczącą ich część przeznaczyć na rozwój ekologicznych systemów produkcji rolnej? Szybciej przybliżający nas do celu poprawy środowiska i osiągnięcia neutralności klimatycznej w UE?

JW: Oddzielam od siebie małe i średnie gospodarstwa, biorąc pod uwagę zróżnicowanie ich struktury w całej UE. W warunkach polskich mniejszym i średnim gospodarstwem będzie takie do 20 ha. W Polsce jest ich milion 700 tysięcy. Tych powyżej 20 ha jest niewiele ponad 100 tys. Mniejsze gospodarstwa powinny mieć dosyć proste programy, np. ekoprogramy związane z dobrostanem zwierząt. Można wyznaczyć limity, zgodnie z którymi obsada na danej powierzchni nie powinna przekroczyć danej wielkości, hodowla powinna być oparta na własnych paszach – są to rozwiązania, które stosunkowo łatwo będzie wprowadzić. Ale musi być także oferta dla dużych gospodarstw. Rolnictwo precyzyjne jest dobrą ofertą. Dzięki temu można zredukować bardzo istotnie i środki ochrony roślin, i nawożenie. To państwa członkowskie uwzględniając swoją sytuację będą musiały dokonać pewnego wyboru. Ale my będziemy bardzo wymagający, bo dialog państw z Komisją Europejską rozpocznie się na początku przyszłego roku, gdy kraje UE przedłożą swoje plany strategiczne dla WPR. Kraje członkowskie będą musiały udowodnić, że rzeczywiście przez zaplanowane działania osiągną efekty w zakresie redukcji nawozów, środków ochrony roślin oraz zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych. Z gazami cieplarnianymi jest tylko ten problem, że pomiędzy państwami jest ogromna różnica. Średnia emisji GHG dla całej UE to 2,5 tony z hektara. Są kraje, w których jest to daleko poniżej 2 ton. Polska mieści się w granicach 2 ton. A są kraje, gdzie jest to powyżej 7 ton, a nawet powyżej 10 ton.

ZW: Chodzi na przykład o Holandię?

JW: Tak. Holandia emituje powyżej 10 ton GHG z jednego hektara. Ale z drugiej strony słyszymy argument, że na jednostkę produkcji emituje najmniej, gdyż biorąc pod uwagę, że zwierzę w intensywnej produkcji żyje krótko, to siłą rzeczy na jednostkę produkcyjną emisja jest mniejsza. Niewielka jest to różnica, ale jednak. Dla mnie nie jest to argument. Ja przyglądam się emisjom z hektara oraz intensywności rolnictwa. Oczekiwania będą największe wobec tych krajów, które są dużymi emitentami, mają intensywne rolnictwo, mają dużą obsadę zwierząt. Tu są też ogromne różnice. Mówiąc z pamięci, np. Polska ma średnio 43 sztuki bydła na 100 hektarów, a na przykład Holandia ma ich ponad 200. Polska ma obsadę świń 73-75 sztuki na 100 hektarów, ale są kraje które mają 600-700 świń na 100 ha. Są to zasadnicze różnice, które trzeba będzie wziąć pod uwagę. Krótko mówiąc, w Unii Europejskiej obowiązuje zasada „zanieczyszczający płaci”. W rolnictwie nie chodzi o płacenie wprost, ale od tych, którzy więcej emitują, będziemy więcej wymagać.

ZW: Ostatnio Europejski Trybunał Obrachunkowy dość krytycznie ocenił zasadę „zanieczyszczający płaci”, mówiąc, że jest ona niewystarczająca, by zapewnić ochronę środowiska w Unii Europejskiej.

JW: Przed chwilą rozmawiałem z członkiem Trybunału, który tę kontrolę przeprowadzał. Podziękowałem mu za wskazanie tej zasady, gdyż powinna ona również mocniej wejść w sektor rolnictwa. Będziemy tego używać jako argumentu dla sprawiedliwego rozłożenia odpowiedzialność za oddziaływanie na środowisko i klimat. Na razie zasada „zanieczyszczający płaci” nie ma w rolnictwie zastosowania wprost. Paradoksalnie, to UE – za pomocą WPR – płaci zanieczyszczającemu.

ZW: Brak zasady „zanieczyszczający płaci” uderza najmocniej w rolnictwo ekologiczne narażone na ryzyko zniesienia przez wiatr zanieczyszczeń (np. oprysków pestycydami) z rolnictwa konwencjonalnego. Uderza w interes ekonomiczny gospodarstw ekologicznych oraz wpływa negatywnie na poziom zaufania konsumentów do żywności ekologicznej. Kosztów zanieczyszczenia nie ponosi tylko UE, ale także rolnicy ekologiczni. Co z tym zrobić? Czy uważa Pan, że powinny zostać w UE przyjęte zasady chroniące rolnictwo ekologiczne w przypadku kolizji z rolnictwem konwencjonalnym?

JW: Pierwszego stycznia przyszłego roku wchodzi w życia nowe rozporządzenie o rolnictwie ekologicznym. Drobiazgowo reguluje wszystkie techniczne kwestie związane z prowadzeniem gospodarstw ekologicznych. Dotyczą one także aspektu wiarygodności produkcji ekologicznej. Pewnie kolizje z rolnictwem konwencjonalnym nie są do uniknięcia, ale rzeczywiście należy zdecydowanie mocniej chronić rolnictwo ekologiczne i powinno ono otrzymywać więcej wsparcia. Wczoraj mieliśmy po raz pierwszy Dzień Rolnictwa Ekologicznego. Miałem przyjemność podpisywać porozumienie w tej sprawie i ogłaszać to święto, które corocznie będzie obchodzone 23 września. To jest ważny sygnał promujący rolnictwo ekologiczne. Myślę, że przychodzi dobry czas dla rolnictwa ekologicznego. Ono bardzo dobrze funkcjonuje w wielu krajach. Austria, Dania, Włochy – to są liderzy. Ale w Polsce jest niestety bardzo słabo. Niewiele ponad 3% ziemi rolnej pod produkcją ekologiczną. Jakaś zupełnie ułamkowa produkcja ekologiczna na rynku. Ale to znaczy, że jest ogromna przestrzeń do wypełnienia. To jest znakomita perspektywa. To znaczy, że tu jest miejsce na produkty ekologiczne. Nie przyjmuję argumentu, który czasem słyszę, że żywność ekologiczna jest droższa więc nie stać na nią polskich konsumentów. Do jakiegoś stopnia to może być przyczyną braku rozwoju rynku żywności ekologicznej w Polsce, ale z pewnością nie jedyną. W naszym kraju jest ogromne miejsce na produkcję ekologiczną. Ogromne.

ZW: To jak Pan się odniesie do przyjętego w drugiej wersji polskiego planu strategicznego wskaźnika rezultatu dla rozwoju rolnictwa ekologicznego w Polsce na poziomie 3,52%? Co my tak naprawdę rozwijamy przy takim wskaźniku?

JW: Tak, znam ten wskaźnik. Natomiast wypowiedź na temat tej wersji polskiego planu strategicznego zachowuję do momentu, kiedy będę się mógł oficjalnie wypowiedzieć po dialogu z rządem polskim. Ale mogę powiedzieć, że będę bardzo mocno zachęcał, by Polska przedstawiła ambitny plan rozwoju rolnictwa ekologicznego. Polska ma małe gospodarstwa i jest to system, który doskonale pasuje do rolnictwa ekologicznego. Taką samą strukturę rolniczą mają Włochy posiadające obecnie 16-18% ziemi pod uprawami ekologicznymi. A jednocześnie mają najwydajniejsze rolnictwo, ponieważ wartość dodana w produkcji rolniczej jest największa we Włoszech. Wyższa niż we Francji. Włosi mając 8% ziemi rolnej dostarczają 18% unijnej rolniczej wartości dodanej. Jest to znakomity wynik, osiągnięty w systemie małych gospodarstw rolnych przy dużym udziale rolnictwa ekologicznego. To jest dobry wzór do naśladowania, oparty na krótkich łańcuchach dostaw, rolnictwie ekologicznym i całym systemie ochrony małych gospodarstw. Warto to promować.

ZW: I warto wdrażać w Polsce?

JW: Warto wdrażać w Polsce. Tym bardziej, że Polska ma bardzo podobną strukturę gospodarstw rolnych. W obu krajach średnia powierzchnia gospodarstwa wynosi 11 ha.

ZW: Obawy o wydajność unijnego rolnictwa oraz brak bezpieczeństwa żywnościowego w Europie są często powtarzanym argumentem podczas trwającej reformy WPR. Ale przecież UE jest potężnym eksporterem żywności, więc mamy nadwyżkę produkcji. Z drugiej strony w UE marnujemy 1/3 żywności, średnio 180 kg na głowę. Dlaczego w takim razie mielibyśmy stracić bezpieczeństwo żywnościowe przez ekologię? Czy została sporządzona analiza na ten temat? Kalkulacja, która by potwierdzała aż tak duży brak wydajności produkcji ekologicznej?

JW: Ja nie podzielam argumentacji, że stracimy bezpieczeństwo żywnościowe przez ekologię. Natomiast, jeżeli błędnie, bez racjonalnej refleksji byśmy wprowadzili idee ekologiczne, to mogłoby to zaburzyć do pewnego stopnia bezpieczeństwo żywnościowe. A my chcemy to dobrze wprowadzić. Właśnie poprzez wsparcie małych i średnich gospodarstw, na nowo uruchamiając ich potencjał produkcyjny. Wiele małych gospodarstw nie jest w stanie konkurować na rynku. Dzieje się tak zwłaszcza w Polsce. A dzieje się dlatego, że duża część przetwórstwa została skoncentrowana w wielkich zakładach przetwórczych, niezainteresowanych współpracą z małymi dostawcami. Dopiero rozwija się system sprzedaży bezpośrednio z gospodarstw, np. rolniczy handel detaliczny (RHD). Jednocześnie w miastach znikają bazarki, czyli ostatnie miejsce, gdzie jeszcze rolnicy mogli przyjechać ze swoimi produktami. W Warszawie są słuszne protesty mieszkańców przeciw zamykaniu takich miejsc i oddawaniu ich deweloperom. Lokalna, bezpośrednia sprzedaż jest obszarem, w którym ekologia może dać pozytywne, produkcyjne efekty. Rolnictwo ekologiczne jest ofertą dla wielu gospodarstw, które mają wybór: produkować ekologicznie albo wcale, gdyż nie mają szans konkurować z produkcją konwencjonalną. Ja tak to postrzegam i nie widzę zagrożenia dla bezpieczeństwa żywnościowego, ale w debacie trzeba wysłuchać wszystkich głosów. Jeśli wprowadzimy założenia Strategii „Od pola do stołu” dobierając odpowiednie narzędzia, np. ekoprogramy odpowiednie do sytuacji w rolnictwie poszczególnych krajów UE, to nie mam obaw, że produkcja nam się załamie.

ZW: Czy nie sądzi Pan, że sedno problemu leży w dualizmie samej WPR, w sprzeczności jej celów. Czy cel bycia konkurencyjnym nie zakłóca realizacji innych celów WPR nakierowanych na ochronę środowiska i klimatu, zmuszając do myślenia o rolnictwie jedynie w aspekcie ekonomicznym?

JW: Myślenie ekonomiczne musi być obecne. Natomiast ja odrzucam zasadę, że musimy produkować coraz więcej, coraz mniejszym kosztem. Ten wyścig musi się skończyć w Unii Europejskiej. Tym bardziej, że w tym wyścigu rolnicy giną. W ciągu dekady straciliśmy 4 mln gospodarstw. Może nie w ostatnich latach, bo ten proces uległ pewnemu zahamowaniu. Natomiast w okresie po wejściu Polski do Unii, lata 2005-2014 były dramatyczne. W tym czasie zniknęło 4 mln gospodarstw w UE. Dziennie 1000 gospodarstw. Polska straciła ponad 700 tys. gospodarstw rolnych. W systemie ścigania się na ilość i intensywność produkcji każde gospodarstwo po jakimś czasie jest za małe. Rolnik, który wczoraj był duży, dziś jest średni, jutro będzie mały, a pojutrze nie będzie go wcale. Tak to działa. Obserwujemy to w niektórych krajach. Na przykład średnie gospodarstwo hodujące świnie ma w tej chwili prawie 4 tys. sztuk i staje się coraz większe. Prowadzi to do koncentracji hodowli. To jest droga donikąd. Tak rozumiana konkurencyjność nie ma przyszłości w UE. Unia Europejska i rolnicy europejscy nie są w stanie wygrać konkurencji na intensywność i ilość produkcji. Ale jest też inny aspekt konkurencyjności coraz bardziej rozwijający się – jakość produkcji: aby produkować dobrą żywność, zdrową, zgodną z wymogami środowiska, ze wszystkim o czym mówi Strategia „Od pola do stołu”. Tu powinna być konkurencyjność. Zwłaszcza, że świat już tę konkurencję podjął. Byłem na spotkaniu Grupy G-20 we Florencji w ostatnim tygodniu. Ministrowie rolnictwa głównych gospodarek światowych jeden po drugim deklarowali przejście na zrównoważoną produkcję rolniczą. Ten, kto nadal będzie brał udział w wyścigu na ilość, na masowość produkcji, może się znaleźć na ślepym torze. Zdecydowanie będzie to wyścig na jakość, wartość produkcji i jakość żywności.

ZW: Ekologia ma być naszą nową ekonomią?

JW: Może to zbyt daleko idąca teza. Ja bym powiedział, że jest nią (nową ekonomią) szeroko rozumiana jakość związana ze zrównoważoną produkcją żywności i też myśleniem o rolnictwie w perspektywie tego, że Ziemię mamy jedną. Jak ktoś powiedział, „to jest towar, którego już nie produkują”. Więc musimy oszczędzać Ziemię dla przyszłych pokoleń. Praktyki rolnicze nie mogą być zbyt intensywne. Pamiętajmy przestrogę Jana Pawła II – nie można kosztem natury stawiać na krótkotrwałe zyski. To się źle skończy.

ZW: Nie wiem, czy jest to w Polsce popularne stwierdzenie patrząc na sposób informowania o reformie WPR, zwłaszcza Strategii „Od pola do stołu” przez media, także rolnicze, oraz główne związki branżowe. Podejście jest zupełnie inne niż proponowane przez Pana.

JW: Jestem w dużym sporze w tej chwili z takim rozumieniem rolnictwa, które się sprowadza do słowa „agrobiznes”. Jest to prawdziwy, głęboki spór. Ja ciągle mówię „rolnictwo”. Nie lubię tego produkcyjnego języka, gdy się mówi o produkcji mięsa czy o innych rodzajach produkcji. Rolnictwo jest działalnością opierającą się na naturze, a nie na sztuczności. Bardziej biologia niż chemia powinna decydować w rolnictwie. Tak to widzę. I jestem krytykowany przez zwolenników przemysłowego rolnictwa. Powiedziałem i powtórzę to w tym wywiadzie: rolnictwo to nie przemysł, ziemia to nie fabryka, a zwierzęta to nie maszyny.

ZW: Dobrostan zwierząt od dłuższego czasu cieszy się Pana szczególnym zainteresowaniem. Czy uważa Pan, że jest możliwe, by w UE przyjąć ograniczenie, a nawet zupełne wycofanie środków publicznych WPR na finansowanie producentów z obsadą zwierząt powyżej 210 DJP, gdyż jest to bardzo intensywna produkcja zwierzęca?

[od redakcji: DJP – duża jednostka przeliczeniowa, ang. LU, LSU – Livestock Unit; 1 DJP = 1 krowa o masie 500 kg. 210 DJP to w produkcji trzody chlewnej: 600 macior, 1500 tuczników, 3000 warchlaków albo 10500 prosiąt. W przypadku drobiu: 52500 kur lub kaczek lub 8750 indyków. DJP używana jest m.in. do oszacowania zapotrzebowania na paszę.]

JW: Tak. Zdecydowanie będę się sprzeciwiał hodowli przemysłowej, bo jest to hodowla oderwana od ziemi. Hodowla w rolnictwie powinna pozostawać w jakimś związku z ziemią. Jeśli ktoś ma 5 ha ziemi, to powinien mieć np. 500 świń, a nie 5 tysięcy. Da się tu stworzyć pewne granice. Na pewno będę się sprzeciwiał, jeżeli w planach strategicznych zobaczę jakieś próby dalszego finansowania bardzo intensywnej hodowli przemysłowej. Wsparcie dla hodowli – tak. Przede wszystkim przez dobrostan zwierząt. I dla hodowli zrównoważonej, mówiąc najogólniej – hodowli o wysokich standardach traktowania zwierząt. Nie stoją za tym tylko względy etyczne, choć one są tutaj szczególnie ważne, ale ewidentnie względy gospodarcze. Patrząc na przykład na problem ASF. Słyszę taki rozpowszechniony pogląd, że małe gospodarstwa nie są w stanie się zabezpieczyć i to one roznoszą ASF. Jest dokładnie odwrotnie. Dane statystyczne dla 14 krajów UE jednoznacznie wskazują, że w najmniejszych gospodarstwach, w stadach do 10 sztuk świń – procent występowania ASF wynosi 0,3%. W Polsce nawet mniej – 0,2%.

ZW: Im większe pogłowie, tym częstsze występowanie ASF?

JW: W gospodarstwach ze stadem powyżej 1000 sztuk, to już było 3,8%. Krótko mówiąc, w najmniejszych gospodarstwach ASF był w jednym na trzysta. A w największych gospodarstwach – ASF w jednym na trzydzieści. A starty już w ogóle nieporównywalne, bo liczba ubitych z konieczności zwierząt w tych najmniejszych gospodarstwach to było powiedzmy kilka tysięcy sztuk. A miliony sztuk w tych największych. Są to ogromne koszty utylizacji. A także straty żywności.

ZW: Ale nadal płacimy z kieszeni podatnika odszkodowanie za takie działania i płacimy też za odtworzenie stada – ponownie do bardzo intensywnej produkcji. Tak chyba nie powinno być?

JW: Na razie mówimy o Europejskim Funduszu Rozwoju Obszarów Wiejskich (II filar WPR) w jego obecnym kształcie, zgodnym z poprzednim okresem programowania WPR. Nowa polityka rolna wejdzie w życie 1 stycznia 2023 roku. Plany strategiczne będą ją wyznaczać. Ja mogę zadeklarować, że zrobię wszystko, żeby fundusze rolne nie służyły finansowaniu tego, co tak naprawdę rolnictwem nie jest. Jest przemysłem, który czasem udaje rolnictwo. Nie mogą na to iść fundusze. Bardzo mocno będę się sprzeciwiał próbom wykorzystywania środków WPR na finansowanie tego rodzaju działalności.

ZW: Czy Pana zdaniem międzynarodowe umowy liberalizujące handel żywnością są hamulcem dla reformy WPR zgodnej z ochroną środowiska, klimatu, dobrostanu zwierząt oraz zdrowia publicznego?

JW: Niedawno robiliśmy analizę porozumień handlowych już zawartych i obecnie negocjowanych, i one generalnie są wszystkie korzystne dla rolnictwa europejskiego. Więcej UE zyskuje na otwarciu rynków niż traci na tym, że musi się otworzyć w jakimś zakresie na import. Osobną sprawą jest Mercosur, który budzi wiele kontrowersji. Jest to umowa nadal nieratyfikowana, więc nie jest jeszcze przedmiotem publicznej debaty. Negocjowana przed moim podjęciem pracy w Komisji Europejskiej. Myślę, że na te obawy dotyczące handlu odpowiedzią jest stworzenie alternatywy, która ograniczy potrzebę importu towarów do Europy. Na przykład wsparcie dla produkcji roślin wysokobiałkowych, dzięki któremu możemy zmniejszyć import śruty z genetycznie modyfikowanej soi. Wsparcie dla krótkich łańcuchów dostaw powoduje, że nie musimy importować wołowiny z Ameryki Południowej. Tłumaczyłem na jakimś spotkaniu z rolnikami, którzy właśnie zgłaszali tego typu obawy, że wołowina z Ameryki Południowej oznacza, że tam odbywał się chów, ubój i w końcu załadunek oraz transport tego mięsa przez tysiące kilometrów drogą morską. Następnie trzeba wyładować i przewieźć do sprzedaży w Europie. A czy nie można zorganizować łańcucha dostaw, żeby to było nie 10 tys. mil morskich tylko 10 km? Jeżeli zorganizujmy system dostaw, który będzie działał w promieniu powiedzmy 10-50 km i zaopatrywał lokalny rynek, to import nie może być konkurencyjny. Musi przegrać. Alternatywą jest rozwój lokalnych rynków żywności i krótkich łańcuchów. Na to są fundusze w WPR.

ZW: Na koniec gorący temat w UE. Nowe techniki hodowlane, czyli tak naprawdę nowe GMO mocno forsowane do zaakceptowania przez Unię. Jaka jest Pana opinia w tej sprawie?

JW: Przede wszystkim musi być zachowane naukowe podejście i ostrożność. Dopóki nie ma pewności, że jakaś technika jest bezpieczna zarówno dla ludzi, jak i dla środowiska, to nie należy jej wprowadzać. Nie ma takiej konieczności, żebyśmy w Unii Europejskiej przeprowadzali jakieś wielkie rewolucje technologiczne w rolnictwie. Mamy warunki do naturalnej produkcji żywności i to przede wszystkim trzeba rozwijać.

ZW: Dziękuję bardzo.
Parlament Europejski wezwał dziś Komisję Europejską do delegalizacji klatek dla zwierząt hodowlanych w całej Unii Europejskiej do 2027 r., przyjmując rezolucję w sprawie europejskiej inicjatywy obywatelskiej „End the Cage Age – Koniec Epoki Klatkowej”. Oczekuje się, że Komisja – która ma ostateczny głos i możliwość wydania nowych przepisów prawnych – ma ogłosić, jakie kroki podejmie w tej sprawie 30 czerwca br.

Autorem i pomysłodawcą tej inicjatywy jest międzynarodowa organizacja Compassion in World Farming ze swoim polskim oddziałem Compassion Polska. Organizacja rozpoczęła formalny proces zmierzający do wprowadzenia zakazu w UE we wrześniu 2018 roku. Członkinią komitetu założycielskiego inicjatywy jest Małgorzata Szadkowska, prezeska Compassion Polska.

Rezolucja została przyjęta przytłaczającą większością głosów: 558 posłów i posłanek do Parlamentu Europejskiego wezwało Komisję do przeglądu przestarzałej dyrektywy unijnej 98/58/WE w sprawie zwierząt w celu wycofania systemów klatkowych hodowli. Obecnie w UE kury nioski i króliki są zamknięte w klatkach na przestrzeni wielkości jednej kartki papieru A4. Dorosłe samice świń muszą spędzać prawie połowę każdego roku w ciasnych klatkach, w których nie mogą się nawet obrócić. Cielęta, gęsi i przepiórki są również umieszczane w klatkach, co uniemożliwia im wykonywanie podstawowych naturalnych zachowań. W Polsce hoduje się w ten sposób prawie 43 miliony zwierząt – to więcej niż mamy mieszkańców.

Parlamentarzyści UE zgodzili się co do konieczności zakończenia takich okrutnych praktyk. Zwrócili również uwagę na fakt, by ​​wszystkie produkty wprowadzane na rynek UE – w tym importowane – spełniały przyszłe normy hodowli bezklatkowych. Podkreślili potrzebę zapewnienia odpowiednich zachęt i programów finansowych wspierających rolników w okresie przejściowym. Ponadto Parlament Europejski wezwał Komisję do „przedstawienia propozycji zakazu okrutnego i niepotrzebnego przymusowego tuczu kaczek i gęsi w produkcji foie gras”.

Parlamentarzyści naciskali również na Komisję, aby przyspieszyła przegląd unijnych przepisów dotyczących dobrostanu zwierząt, prosząc o zakończenie tego do 2022 r., a nie do końca 2023 r., jak obecnie planowano. Pomogłoby to zapewnić wprowadzenie zakazu w ramach mandatu obecnej Komisji, która opuści urząd w 2024 r. Na dzisiejszej porannej sesji Parlament debatował również najpierw nad rezolucją, gdzie nadzwyczajna liczba 45 posłów zabrała głos opowiadając się za wprowadzeniem zakazu hodowli klatkowej.

W debacie wzięła udział komisarz ds. zdrowia Stella Kyriakides, która wyraziła poparcie dla inicjatywy „End the Cage Age”. Stwierdziła, że ​​zaangażowanie Komisji w poprawę dobrostanu zwierząt „pozostaje imperatywem moralnym, zdrowotnym i ekonomicznym”. „A dla mnie dążenie do zmian jest osobistym zobowiązaniem” – dodała. Wcześniej, podczas kwietniowego przesłuchania w Parlamencie, unijny komisarz ds. rolnictwa Janusz Wojciechowski podkreślił, że Komisja obiecuje intensywnie pracować nad Końcem Epoki Klatkowej – to wskazówka, że ​​propozycja jest przygotowywana.

Komentując dzisiejszą rezolucję, Małgorzata Szadkowska, prezeska Compassion Polska powiedziała: „Od ośmiu lat prowadzę tę kampanię w Polsce i wiem, że polscy obywatele i obywatelki czekają niecierpliwie na wprowadzenie zakazu. Bardzo mnie cieszy, że Parlament Europejski dziś zajął zdecydowane stanowisko w tej sprawie. Teraz nadszedł czas, aby politycy przekuli słowa w czyn – wszyscy czekamy na decyzję Komisji i ogłoszenie ambitnego planu jak zakończyć używanie tych przestarzałych narzędzi tortur zwanych klatkami”.

Źródło: Compassion Polska


 

Nowe rozdanie Wspólnej Polityki Rolnej (WPR) nadchodzi wielkimi krokami. Oczywiście ma być ona konkurencyjna w globalnej skali, ale także coraz bardziej zielona, chroniąca klimat i zasoby środowiska naturalnego, w szczególności glebę i wodę.

Warto więc, zadać pytanie – odkładając na później przedzieranie się przez paradoks sprzeczności pragnień europejskiego rolnictwa odzwierciedlający próby zachowania równowagi pomiędzy władzą pieniądza na wolnym rynku a potrzebami zachowania standardów środowiskowych i społecznych na obszarach wiejskich – jaką rolę w realizacji tych ambitnych celów WPR odgrywać będzie produkcja zwierzęca?

Pytać trzeba z kilku powodów. Pierwszym z nich jest niepokój związany z obciążaniem środowiska naturalnego zanieczyszczeniami pochodzącymi z produkcji zwierzęcej. Drugim, przerażenie z powodu niskiego poziomu dobrostanu zwierząt hodowlanych. I w końcu, nadzieja związana z oczekiwaniami konsumentów w Unii Europejskiej, aby produkty pochodzenia zwierzęcego zostały wytworzone z zachowaniem dobrostanu zwierząt.

Nigdy wcześniej w historii naszej cywilizacji nie doszło do takiej izolacji pomiędzy produkcją roślinną i zwierzęcą jak w ciągu ostatnich 60 lat. Płacimy dziś wysoką cenę za wdrażanie w gospodarce rolnej metod produkcji przemysłowej. Właśnie, ze sprowadzeniem żywych organizmów do roli środków produkcji i zamknięciem ich w budynkach, w których są hodowane i chowane w coraz bardziej zautomatyzowany sposób, borykamy się z problemami wyjałowienia gleby, punktowego skażenia wód gruntowych, eutrofizacją wód morskich, obniżeniem różnorodności biologicznej, także tej rolniczej.

Gleba by zachować swoją żyzność potrzebuje materii organicznej stanowiącej środowisko dla rozwoju pożytecznych mikroorganizmów. Stanowi ona wówczas podstawę dla zdrowia rosnących w niej roślin, które mogą się prawidłowo ukorzenić. Im słabsza gleba, tym słabsze rośliny. Naturalny nawóz pochodzący od zwierząt, które przebywały na wolnym wybiegu został zastąpiony sztucznymi nawozami, między innymi o wysokiej zawartości azotu, który przenikając do wód gruntowych lub spływając razem opadami, trafia do wód morskich powodując ich skażenie. Do słabych roślin (szczególnie monokultur, w tym tych paszowych) konieczne jest zastosowanie coraz większej ilości środków ochrony roślin. Przeprowadzone w 2012 roku badania wykazały, że zwłaszcza dwa pośród nich – neonikotynoidy oraz fipronil – są szczególnie niebezpieczne dla pszczół miodnych, przyczyniając się do ich masowej śmierci. W Czerwonej Księdze Pszczół oszacowano, iż 30% zagrożonych wyginięciem gatunków pszczół występuje jedynie w Europie.

Zamknięcie zwierząt hodowlanych w ogromnych skupiskach powoduje ogromne, punktowe obciążenie dla środowiska naturalnego (odpływ odchodów zwierzęcych i wody po czyszczeniu pomieszczeń) oraz dla lokalnych społeczności mieszkających w pobliżu zakładów produkcji zwierzęcej (obory, chlewnie, kurniki, ubojnie) z uwagi na odór oraz hałas pochodzący od zestresowanych i przerażonych zwierząt. Przekonali się o tym, np. mieszkańcy wsi w okolicy Kutna, gdzie od lat 90-tych zakład PiniPolonia ubija dziennie do 16.000 sztuk trzody chlewnej.

Dziś, z powodu zachwiania równowagi pomiędzy światem i roślinami jesteśmy zmuszeni podejmować specjalne działania (również z unijnych środków), by na powrót wprowadzać krowy, konie czy owce (często rodzimy, starych ras) na łąki i mokradła, gdyż są one niezbędne dla przetrwania wielu dziko żyjących gatunków, zwłaszcza ptaków. Dzięki wypasowi zwierząt chronimy miejsca siedliskowe między innymi orlika krzykliwego, rybitwy, mewy, płaskonosa, brodzća krwawodziobego, rycyka oraz bataliona.

Jakie zatem zalecenia dla twórców nowej WPR? Trzeba się zastanowić ile środków z I filaru WPR idzie na wsparcie intensywnej produkcji zwierzęcej. Następnie stworzyć środki finansowe, które wspierałyby rozwój ekstensywnego chowu zwierząt oraz producentów, którzy chcieliby iść w kierunku podnoszenia dobrostanu zwierząt. Warto także wzmocnić już istniejące rozwiązania, tj. rolnictwo ekologiczne, jakościowe systemy produkcji żywności oraz cross compliance. W efektywny sposób połączyć wypas zwierząt z zagospodarowaniem użytków zielonych oraz wprowadzić w prawie krajowym dwa zakazy. Pierwszy ograniczający możliwość budowania dużych zakładów produkcji zwierzęcej i drugi – całkowicie wyłączający używanie w Polsce pestycydów, które mogą zagrażać życiu zapylaczy. I wreszcie, natychmiast odrzucić propozycję rozporządzenia MRiRW w sprawie podnoszenia wielkości obsady zwierząt w przeliczeniu na powierzchnię pastwiska – z 0,3 na hektar do 0,5. Taka propozycja uderza w chów ekstensywny (rolnictwo ekologiczne) oraz w gospodarstwa borykające się z gorszymi warunkami pogodowymi, gdyż może nie starczyć w nich paszy dla wykarmienia większej liczby zwierząt. Konsekwencją przyjęcia tego rozporządzenia będzie pozbywanie się zwierząt oraz promowanie chowu intensywnego.

W Unii Europejskiej obowiązuje kilkanaście aktów prawnych dotyczących dobrostanu zwierząt gospodarskich. Zostały one stworzone w oparciu o standardy wypracowane w raporcie Brambella (1965), który zaproponował, by dobrostan zwierząt opierał się na 5 WOLNOŚCIACH (5 freedoms) – wolność od głodu i pragnienia, wolność od dyskomfortu, wolność od bólu, zranień i chorób, wolność od strachu i stresu, wolność do przejawiania naturalnych zachowań. Te 5 zasad w połączeniu z zaproponowaną przez Donalda M. Brooma w 1991 roku de nicją dobrostanu – „mierzalnym stanem jednostki w odniesieniu do jej otoczenia (środowiskiem życia). Brak radzenia sobie ze środowiskiem, a także trudności w radzeniu sobie z nim są wskaźnikami słabego dobrostanu”- stanowią podstawę, na której są tworzone unijne regulacje odnoszące się do dobrostanu zwierząt.

„Zwierzę nie jest rzeczą, ale istotą czującą, zdolną doświadczać fizyczny i psychiczny ból oraz cierpienie”.

Są to głównie dyrektywy, co oznacza, że za stworzenie przepisów umożliwiających praktyczne przestrzeganie zasad dobrostanu zwierząt odpowiadają państwa członkowskie. W Polsce aktów prawnych regulujących warunki hodowli, chowu, transportu oraz uboju zwierząt hodowlanych jest kilkadziesiąt. Potwierdzają one, że zwierzę nie jest rzeczą, ale istotą czującą, zdolną doświadczać fizyczny i psychiczny ból oraz cierpienie. W związku z tym ustawodawca nakłada na nas obowiązek szacunku wobec zwierząt, opiekowania się nimi oraz ich humanitarnego traktowania. Na poziomie uregulowań odnoszących się do zwierząt hodowlanych te zasady humanitarnego traktowania zostały uszczegółowione w przepisach dotyczących: dostępu do odpowiedniego pożywienia i wody, odpowiedniej powierzchni do życia, dostępu do światła i świeżego powietrza, leczenia, zapewnienie swobody ruchu, zapewnienia higieny, zapewnienie wzbogaconego środowiska, zakazu izolowania od stada, zakazu stosowania przemocy, zakazu wykonywania czynności weterynaryjnych i zootechnicznych bez odpowiedniego znieczulenia. Wydawać by się mogło, że taki katalog norm jest wystarczający by zapewnić zwierzętom humanitarne warunki hodowli, chowu, transportu i uboju. Zwłaszcza, że UE w ostatnich latach dokonała znaczącego pogłębienia ochrony zwierząt gospodarskich wprowadzając bezwzględny zakazy: chowu klatkowego kur niosek (2012), izolowania ciężarnych loch (od 2013), zamykania cieląt po 8 tygodniu życia w pojedynczych końcach (2017), trzymania królików w klatkach (2017).

Pod wpływem nacisku opinii publicznej prawo unijne idzie w kierunku podnoszenia dobrostanu zwierząt. Niemniej jednak, z uwagi na niewystarczający system kontroli oraz względy ekonomiczne do codziennej praktyki w intensywnej produkcji zwierzęcej należą: zbyt częste zapładnianie samic (królice żyjące 1 rok są zmuszane do 6 ciąż), zbyt wczesne odsadzanie młodych od matek, przycinanie ogonów prosiętom, usuwanie im zębów (stłoczone zwierzęta obgryzają sobie ogony i ranią się wzajemnie) oraz kastracja bez znieczulenia by zmniejszyć agresję, ale także by pozbyć się tzw. „zapachu knura”, który może być później wyczuwalny w mięsie. 83 miliony prosiąt są co roku kastrowane bez znieczulenia.

Ponadto by uspokoić zwierzęta ogranicza się im dostęp do światła albo zmniejsza jego natężenie. Alternatywą jest także podawanie środków uspokajających. Bydło, owce i kozy pozbawia się rogów, natomiast drób ma przycinane dzioby. Indyki cierpią z powodu nadmiernego wzrostu mięśnia piersiowego, co uniemożliwia kojarzenie się z samicą. Kaczki nie mogą realizować swoich potrzeb gatunkowych, gdyż nie zapewnia się im dostępu do wody. Gęsi skubie się żywcem, znacznie podnosząc śmiertelność tych ptaków. Jeszcze gorzej sytuacja przedstawia się w transporcie zwierząt, w którym przewozi się zwierzęta zbyt młode lub chore, nie przestrzega się obowiązku postoju po 8 godzinach podróży, tłoczy się zbyt dużo zwierząt na zbyt małej powierzchni, co prowadzi do urazów, obrażeń i śmierci. Ponadto zwierzęta są narażone na niespotykane okrucieństwo podczas ich załadunku i rozładunku. Dotyczy to ponad 1 miliarda zwierząt transportowanych w UE każdego roku.

Problem braku możliwości realizacji dobrostanu zwierząt hodowlanych poprzez wysokie wymagania prawne oraz urzędowy system kontroli został w końcu dostrzeżony przez unijne instytucje. Od 2006 roku, Komisja Europejska powołuje do życia inicjatywy (do najważniejszej należy Animal Welfare Platform) mające na celu motywowanie producentów w UE do stosowania oznakowania produktów pochodzenia zwierzęcego informującego konsumentów o ich wytworzeniu w warunkach dobrostanu. Zwłaszcza, że dla 90% Europejczyków dobrostan zwierząt stał się bardzo ważną sprawą (Eurobarometr, 2015) i są gotowi płacić 5% więcej za produkty wytworzone z zachowaniem dobrostanu. Właśnie ich głosami został przecież wywalczony urzędowy system oznakowania jajek. Ponadto konsumenci w UE obawiają się o swoje zdrowie, z uwagi na powszechność prewencyjnego podawania antybiotyków zwierzętom w chowie przemysłowym i badania wskazujące, że może to powodować rosnącą odporność na te leki wśród ludzi (Eurobarometr, 2018). W Holandii, Danii, Francji i Niemczech już zostały stworzone oznakowania, których mogą używać producenci, którzy podnoszą dobrostan zwierząt w ramach swojej produkcji. Takie oznakowania istnieją także w Polsce. Wprowadzili je producenci wołowiny oraz wieprzowiny, jednak nie z uwagi na dobrostan zwierząt, a na chęć wyróżnienia produktu na rynku z uwagi na jego lepszą jakość. Gdy się jednak dobrze wczytać w regulamin korzystania z tych oznakowań, okazuje się, że warunki chowu bydła i trzody chlewnej mają znaczenie. Właściwie więc, polski polityk to ostatni element, na który czeka konsument, producent i zwierzęta. Na jego wolę by powiązać polskie rolnictwo z dobrostanem zwierząt oraz zrozumienie, że biznes już wyczuł w tym pieniądze i właśnie w ten sposób Europa Zachodnia zaczyna budować konkurencyjność swoich producentów.

Fot. Maciej Cmoch


Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.
Organizacja Compassion in World Farming opublikowała drugi europejski raport EggTrack, który pokazuje postępy firm w wypełnianiu zobowiązań dotyczących wycofywania jaj z hodowli klatkowej do 2025 r. Raport po raz pierwszy opublikowano także w Polsce.

W ostatnich latach wiodące firmy spożywcze lawinowo ogłaszały wycofywanie ze sprzedaży jaj z hodowli klatkowej. To wynik m.in. działań organizacji Compassion Polska, która od lat aktywnie prowadzi kampanię na rzecz zakazu stosowania klatek w hodowli wszystkich zwierząt. Raport EggTrack ma na celu wspieranie firm, które podjęły publiczne zobowiązania i zachęcenie ich do informowania o corocznym postępie w kierunku bezklatkowej hodowli kur. Raportowanie umożliwi organizacji Compassion Polska zaoferowanie na czas pomocy, porad i wsparcia firmom, które przechodzą na systemy bezklatkowe.
EggTrack przedstawia dane o 106 europejskich firmach, w tym: wiodących sprzedawcach detalicznych, sprzedawcach usług gastronomicznych, firmach zewnętrznych i producentach, którzy zostali wybrani na podstawie wielkości, liczby używanych jaj i ich wpływu na rynek jaj. W tym roku w raporcie znalazły się cztery polskie marki: Grycan, Wedel i Restauracje Sphinx. Pozostałe firmy uwzględnione w raporcie, które zrezygnują ze stosowania jaj klatkowych do 2025 r. w Polsce, to: Biedronka, Caffe Nero, McDonald’s, Burger King, Starbuck’s, Subway, Danone, Mars, Mondelez, Nestle, Unilever, Aldi, Auchan, Carrefour, Lidl, Tesco, Schiever (Bi1), Kaufland i Makro. EggTrack pokazuje postępy firm w zakresie stosowania nie tylko całych jaj, ale także produktów z nich wytworzonych i poszczególnych składników, które są równie ważne, ale często pomijane w zobowiązaniach i raportach. Dane zostały opracowane na podstawie informacji publicznie dostępnych na stronach internetowych firm w sierpniu 2019 r.

  • W raporcie dla Polski stwierdzono:
    Wiele firm działających w Polsce zobowiązało się do rezygnacji z używania jaj klatkowych do 2025 r., jednak polskie firmy pozostają w tyle za resztą Europy, jeśli chodzi o informowanie o postępach w realizacji tych zobowiązań.
  • Spośród 22 firm działających w Polsce ze zobowiązaniami do 2025 r. tylko 10 z nich częściowo informuje o postępach w realizacji swoich zobowiązań (tj. co najmniej jednej części łańcucha dostaw jaj). Są to: McDonald’s, Danone, Mars, Burger King, Subway, Danone, Mondelez, Unilever, Mars i Nestle. Wszystkie wykazują średni postęp w całej Europie.
  • Żaden ze sprzedawców detalicznych działających w Polsce nie informuje o postępach w realizacji zobowiązań na 2025 r. W przeciwieństwie do reszty Europy, gdzie sektor detaliczny przoduje w zakresie postępów w realizacji zobowiązań.
    Raport dla Europy:
  • 72% firm częściowo raportuje o postępach w realizacji swoich zobowiązań (informuje o co najmniej jednej części łańcucha dostaw jaj, t.j.: konkretnej marce, położeniu geograficznym lub rodzaju jaj).
  • 42% firm raportuje szczegółowo o postępach w realizacji swoich zobowiązań.
  • Sektor detaliczny przoduje pod względem średniego postępu w kierunku realizacji zobowiązań na koniec 2019 roku lub później:
    – Sprzedawcy detaliczni: 78% jaj bezklatkowych
    – Producenci: 67% jaj bezklatkowych
    – Usługi gastronomiczne: 54% jaj bezklatkowych
  • Im bliższa data realizacji zobowiązania, tym większa liczba firm, które zgłaszają postępy.
  • Spośród firm ze zobowiązaniami do 2025 r. 26% raportuje o postępach i średnio 52% używanych jaj jest z hodowli bezklatkowej.

Raport EggTrack będzie publikowany corocznie, aby informować o postępach w realizacji zobowiązań do momentu osiągnięcia celu w 2025 r. Compassion Polska zachęca firmy do kontynuowania publicznego informowania o postępach w ramach programu społecznej odpowiedzialności:

  • Zapewniając przejrzystość co do zakresu ich zobowiązań i informując o postępach w ich realizacji
  • Rozszerzając zobowiązania na „ukryte” produkty i składniki z jaj
  • Współpracując z dostawcami w celu zapewnienia dotrzymania terminów i stopniowego przejścia do produkcji bezklatkowej
  • Zapewniając, że inwestują w najlepsze alternatywne systemy, które są zgodne z celami i zapewniają dobrą jakość życia kurom oraz są przyszłościowe.

Barbara Romanowicz, Food Business Manager w Compassion Polska: Firmy, które nie zobowiązały się do wycofania z użycia jaj z hodowli klatkowej pozostają w tyle. To znaczące, że wiele przedsiębiorstw
nie tylko zobowiązało się do odejścia od jaj z hodowli klatkowej, ale także do zakazania stosowania systemów kombinowanych i uwzględnienia w swoich zobowiązaniach jaj w każdej postaci. Rynek niezaprzeczalnie wkracza w nową bezklatkową erę i mam szczerą nadzieję, że inne firmy, które jeszcze nie wprowadziły bezklatkowej polityki pójdą za ich przykładem, i że klatki dla kur niosek ostatecznie przejdą do historii.

Źródło: Fundacja Compassion in World Farming Polska
Raport: www.ciwf.pl/EggTrack2019


→ Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.

Joanna Stiller z organizacji Compassion in World Farming wyjaśnia, jaki może być wpływ przyjęcia TTIP na prawa i dobrostan zwierząt.

W zaciszu rządowych gabinetów toczą się rozmowy o Transatlantyckim Partnerstwie w dziedzinie Handlu i Inwestycji (TTIP). Wzbudza to kontrowersje nie tylko ze względu na niejawny przebieg prac i brak przejrzystości. Największe obawy dotyczą zapisów regulujących ochronę własności intelektualnej czy też otwarcie wielu sektorów usług publicznych. Warto jednak wspomnieć przy okazji o kwestii hodowli i dobrostanu zwierząt oraz związanych z tym konsekwencjach dla zdrowia publicznego.

Zatrzymanie pozytywnych tendencji

W USA mocno promuje się intensywny model rolnictwa. Przemysłowe fermy zwierząt są głównym dostawcą produktów odzwierzęcych na rynek wewnętrzny, a koncerny rolne mają spore zaplecze lobbingowe. Potrafią wywierać silną presję, co wyraźnie widać na przykładzie prac, a następnie prób wprowadzania w życie na terenie poszczególnych stanów tzw. ag-gag bills, czyli ustaw zabraniających dokumentowania oraz publikowania materiałów pokazujących warunki chowu zwierząt na fermach.

Śmiało można powiedzieć, że w Stanach interes producentów stawia się wyżej niż dobrostan zwierząt. Tymczasem na terenie Unii Europejskiej obowiązują zdecydowanie wyższe standardy chowu zwierząt i obserwuje się tendencję do ich dalszej poprawy, mimo konieczności dodatkowych wydatków ze strony hodowców. Nawet jeśli wskutek przyjęcia TTIP przepisy nie zostaną zmienione na mniej restrykcyjne, to ten pozytywny kierunek zmian może zostać zatrzymany.

Do tej pory Unia Europejska systematycznie wprowadzała przepisy poprawiające warunki chowu zwierząt. Powstały dyrektywy poświęcone konkretnym gatunkom, np. nakazujące używania wzbogaconych klatek dla kur albo ograniczające trzymanie świń w pojedynczych kojcach, w których nie mogą się obrócić.

Czytaj więcej: Keith Taylor o tym, jak Unia Europejska działa na rzecz dobrostanu zwierząt hodowlanych

Jednak w USA większość tego typu inicjatyw przyjmowana jest z oporem. Tłumaczone jest to argumentem o tworzeniu barier w wolnym handlu i działaniem na niekorzyść producentów. Co gorsza, w ramach rozmów o TTIP negocjuje się również dość kontrowersyjny zapis o arbitrażu inwestycyjnym (ISDS), który pozwoliłby korporacjom zaskarżać decyzje poszczególnych krajów, gdyby uznały, że obowiązujące zasady wpływają niekorzystnie na ich zyski.

Okrucieństwo z importu (nieoznakowane)

Podpisując porozumienie z krajem, gdzie obowiązują niższe standardy, możemy doprowadzić do sytuacji, gdy na europejski rynek dopuszczone zostaną produkty, których sprzedaż obecnie nie jest dozwolona.

Unia Europejska nie tylko stara się podwyższać standardy hodowli i produkcji, ale wymaga tego również od produktów importowanych. Tymczasem może się okazać, że w imię wolnego handlu otworzymy nasz rynek dla producentów, którzy stosują się do znacznie słabszych przepisów dotyczących zdrowia publicznego, środowiska i ochrony zwierząt hodowlanych.

Może się to uwidaczniać nawet w kwestii oznakowania żywności. W UE obowiązuje już system oznakowania jajek zgodnie z metodą produkcji, działają też inicjatywy na rzecz wprowadzania podobnego etykietowania innych produktów. W oczach amerykańskich producentów taki system z pewnością uznany zostanie za dyskryminujący i można się spodziewać działań w kierunku jego zniesienia pomimo istniejącego wśród obywateli UE poparcia.

Prawdopodobnie jedną z pierwszych rzeczy, jakimi zajmie się nowy Parlament Europejski będzie temat klonowania zwierząt i ich wykorzystania w rolnictwie. Państwa członkowie UE są dość sceptyczne wobec takiej metody hodowli. Dozwolone jest to jednak w Stanach, a produkty z takich zwierząt są dostępne na rynku.

Klonowanie zwierząt to jednak nie tylko kwestia filozoficzna związana z tym, czy mamy prawo ingerować w naturę, ale bardzo realny problem, który w przypadku zwierząt objawia się zaburzeniami rozwoju układu krążenia i kostno-szkieletowego.

Pożegnanie antybiotyków

Warunki, w jakich hoduje się zwierzęta, są istotne z etycznego punktu widzenia. Biorąc jednak pod uwagę, że większość zwierząt hodowanych jest na pożywienie dla ludzi, warto mieć na uwadze, jakie skutki może to mieć dla bezpieczeństwa żywności i zdrowia publicznego.

Jedną z problematycznych kwestii z tym związanych jest używanie antybiotyków. Wykorzystanie ich w momencie pojawienia się choroby nie budzi niczyich zastrzeżeń, zakazane jest jednak ich używanie jako substancji przyspieszających wzrost zwierząt. Tymczasem w USA praktyki takie są dozwolone. Szacuje się, że 80% antybiotyków sprzedawanych na terenie USA jest wykorzystywanych właśnie w hodowli zwierząt, przy czym spora część stanowi tzw. promotory wzrostu. Antybiotyki są też stosowane rutynowo w celu zapobiegania pojawieniu się chorób.

Może mieć to bardzo niebezpieczne konsekwencje, jako że nadużywanie antybiotyków prowadzi do powstawania szczepów bakterii opornych na leki. Kiedy więc dana choroba pojawi się wśród ludzi, może się okazać, że antybiotyki, które wcześniej bez problemu radziły sobie z danymi bakteriami, są już nieskuteczne albo ich działanie jest znacznie ograniczone.

Czytaj więcej: Philip Lymbery o problemach z przemysłową hodowlą zwierząt

To tylko część problemów związanych z dobrostanem zwierząt hodowlanych i bezpieczeństwem żywności, jakie mogą się pojawić w przyszłości. Dlatego Compassion in World Farming ma poważne zastrzeżenia co do zawierania tak poważnych umów bez odpowiednich zabezpieczeń oraz konsultowania zapisów ze społeczeństwem.

W październiku 2010 r. liczba ludności na świecie osiągnęła 7 miliardów. Czy w nakarmieniu coraz liczniejszych rzesz ludzi może pomóc nam odejście od rolnictwa przemysłowego? (więcej…)