Spółdzielnie energetyczne zyskują popularność jako alternatywny model lokalnej produkcji i zarządzania energią, jednak ich skuteczność wymaga świadomego planowania, finansowania i spełnienia wielu warunków. W rozmowie z Krzysztofem Solarzem, dyrektorem Inkubatora Przedsiębiorczości Gminy Kamienna Góra i ekspertem spółdzielni energetycznej „Sudecka Energia”, omawiamy ekonomię, ryzyka i rolę tych spółdzielni w polskiej transformacji energetycznej.
Agnieszka Korniluk: Coraz więcej firm i samorządów myśli o zakładaniu spółdzielni energetycznych, ale jest też wiele patologii i ryzyk. Co pan sądzi na ten temat?
Krzysztof Solarz: Uważam, że nie ma potrzeby zakładania spółdzielni wszędzie i za wszelką cenę. Są firmy, których przedstawiciele krążą między gminami, zarabiając 20-30 tys. zł na sprzedaży dokumentów, po czym znikają. Gminy i mieszkańcy pozostają z podmiotem gospodarczym, o którym często nic nie wiedzą. To poważny problem, z którym trzeba się zmierzyć.
Rzeczywiście coraz więcej samorządów rozważa powoływanie spółdzielni energetycznych. Trzeba jednak pamiętać, że zakładanie ich ad hoc wiąże się pewnym ryzykiem. Zdarza się, że gmina decyduje się na taki krok bez przygotowania pod wpływem firm, które obiecują szybkie efekty i gotowe dokumenty. Po podpisaniu umowy znikają, samorząd zaś pozostaje z podmiotem, którego funkcjonowanie jest jedynie formalne.
Spółdzielnia energetyczna nie jest produktem, który można sprzedać jak projekt fotowoltaiczny. To proces, który wymaga wiedzy, planowania i odpowiedzialności. Każda inicjatywa powinna być poprzedzona analizą zarówno energetyczną, jak i biznesową, aby było wiadomo, w jakich warunkach wspólnota ma sens i jakie inwestycje będą ją utrzymywać. Lepiej działać wolniej, ale z przekonaniem, że projekt ma solidne podstawy, niż tworzyć coś, co trzeba będzie później naprawiać.
AK: Czy istnieje ryzyko, że do spółdzielni energetycznych wejdą przedsiębiorcy działający wbrew jej zasadom?
KS: Zdarzają się takie przypadki. Pojawiają się przedsiębiorcy żonglujący przepisami, często powodując straty innych. Nie jestem przeciwny, aby inwestorzy sprzedawali energię gminom, ale trzeba dokładnie policzyć, czy to się opłaca. Gmina sama może podjąć się tego zadania i eliminować ryzyko oraz pośredników.
Nie ma przeszkód formalnych, by w jednej spółdzielni energetycznej miały udział samorządy i przedsiębiorcy prywatni. Prawo dopuszcza takie rozwiązanie, ale w praktyce takie rozwiązania często powodują więcej problemów, niż przynoszą korzyści. Pojawia się kwestia pomocy publicznej. Spółdzielnia przestaje być w pełni podmiotem publicznym, więc poziom dofinansowania z programów krajowych i unijnych się zmniejsza.
W związku z tym rekomenduję, aby przedsiębiorcy prywatni szukali odbiorców swojej energii wśród innych firm lub wspólnot prywatnych, natomiast gminy powinny inwestować we własne źródła OZE, by uzyskać jak największe oszczędności. Taki model jest bardziej przejrzysty, bezpieczny finansowo i pozwala lepiej wykorzystać środki publiczne.
Przedsiębiorcy prywatni i samorządy mogą i powinny współpracować, ale niekoniecznie w jednej strukturze, ponieważ mają inne cele i instrumenty działania. Kiedy oba rozwijają się równolegle, gospodarka lokalna zyskuje. Energia jest wykorzystywana w regionie, a inwestycje przynoszą korzyści na poziomie lokalnym.
AK: Czy zadaniem spółdzielni jest generowanie zysków?
KS: Nie, spółdzielnia nie powinna być nastawiona na zarabianie, tylko na oszczędzanie. Energia powinna być produkowana na własne potrzeby, nadwyżki zaś sprzedawane, by ograniczyć koszty. Model, w którym właściciel źródła sprzedaje energię członkom spółdzielni, jest problematyczny, gdyż gmina mogłaby sama eliminować pośredników.
Głównym celem spółdzielni jest obniżenie kosztów energii swoim członkom i zapewnienie im bezpieczeństwa energetycznego. Energia wytwarzana w ramach wspólnoty służy przede wszystkim zaspokajaniu potrzeb własnych. Ewentualne nadwyżki nie są towarem przeznaczonym do sprzedaży, lecz zasobem, który warto mądrze wykorzystać, np. zasilać nim fundusz inwestycyjny przeznaczony na budowę nowych źródeł odnawialnych.
Ten mechanizm pozwala utrzymać środki w lokalnym obiegu gospodarczym.
Model, w którym właściciel źródła sprzedaje energię członkom spółdzielni, ma niewiele wspólnego z ideą wspólnot energetycznych. Bardziej racjonalnym podejściem jest inwestowanie przez gminę we własne źródła OZE, które zasilają lokalne instytucje i społeczność. Taki system nie tylko zwiększa samowystarczalność energetyczną, ale także realnie wzmacnia gospodarkę na danym terenie.
AK: Jak wygląda praktyczny model funkcjonowania spółdzielni?
KS: W „Sudeckiej Energii” operujemy na mikroskopijnym wolumenie – trzy punkty poboru, obrót niewielki, więc to nieopłacalne. Gmina i spółki komunalne wpłaciły wpisowe i udziały po 1000 zł. Koszty utrzymania są finansowane poprzez świadczenie usług komercyjnych, m.in. doradztwo i pomoc w zakładaniu innych spółdzielni. Docelowo chcemy, aby spółdzielnia utrzymywała się z oszczędności dla członków, a prowizja nie wpływała na podniesienie cen energii powyżej rynkowej.
Spółdzielnia Energetyczna „Sudecka Energia” działa w praktyce, a nie tylko na papierze. Obecnie rozliczamy energię pomiędzy dwunastoma punktami poboru należącymi do gmin i spółki komunalnej. Korzystamy z instalacji fotowoltaicznych będących własnością naszych członków, bilansując produkcję i zużycie energii w skali lokalnej. Musimy jednak pamiętać, aby mechanizm rozliczeń był jak najbardziej opłącalny, w związku z tym trzeba myśleć o miksie OZE, a nie wyłącznie o fotowoltaice.
Nasz model opiera się na prostym założeniu – spółdzielnia utrzymuje się z oszczędności generowanych dla swoich członków. Każdy podmiot zużywa mniej energii z sieci, a dzięki wspólnemu zarządzaniu przepływami energii i optymalizacji kosztów sieciowych oszczędności widać już po pierwszych rozliczeniach. Jednocześnie trzeba pamiętać, że spółdzielnia jest podmiotem gospodarczym i ponosi koszty swojego działania, które muszą być pokrywane z przychodów, zwykle ukrytych w mechanizmie rozliczeń wewnętrznych.
Szacujemy, że przy wolumenie rozliczeń na poziomie około 1 MW (moc źródła OZE) spółdzielnia będzie w pełni samowystarczalna finansowo. Oznacza to, że pokryje wszystkie koszty operacyjne niewielką marżą, której nie odczują członkowie w cenie energii.
AK: A co z kosztami inwestycji w duże źródła, takie jak biogazownie czy turbiny wiatrowe?
KS: To bardzo drogie projekty – biogazownia rolnicza ok. 25 mln zł, komunalna – nawet 75 mln zł. Spółdzielnia nie ma takich funduszy, więc szukamy dotacji i środków zewnętrznych. Rozważamy wprowadzenie modelu, w którym mieszkańcy inwestują, ale dopiero wtedy, kiedy jest gotowy projekt i są zezwolenia. To obniża potrzebę kredytowania.
Inwestycje w duże źródła energii, takie jak biogazownie czy turbiny wiatrowe, to ogromne przedsięwzięcia pod względem zarówno technicznym, jak i finansowym. Dla spółdzielni energetycznych, które są młodymi podmiotami bez dużego majątku i historii kredytowej, pozyskanie klasycznego finansowania bankowego jest bardzo trudne. Dlatego szukamy atrakcyjnych i bezpiecznych modeli finansowych, które pozwolą rozwijać inwestycje bez nadmiernego obciążania budżetów gmin i członków spółdzielni.
Nie zależy nam na kredycie długoterminowym. Zamierzamy budować projekty etapami i korzystać z dotacji krajowych, regionalnych oraz unijnych, a także z mechanizmów, które umożliwiają zabezpieczenie zobowiązań w sposób alternatywny. Takie podejście minimalizuje ryzyko i pozwala zachować pełną kontrolę nad procesem inwestycyjnym.
Planujemy także uruchomienie modelu partycypowania w nim mieszkańców, który umożliwi im inwestowanie w gotowe, dobrze przygotowane projekty. Mieszkańcy staną się wtedy współwłaścicielami lokalnych źródeł energii, a zyski i korzyści pozostaną w regionie. To nie tylko sposób na finansowanie, lecz także na budowanie współodpowiedzialności za transformację energetyczną wśród mieszkańców.
AK: Jakie bariery ekonomiczne i legislacyjne mogą wystąpić podczas realizacji takich inwestycji?
KS: Obecnie administracja państwowa gwarantuje wsparcie biogazowni. Po włączeniu do spółdzielni nie jest już ono udzielane i musimy sprzedawać energię taniej niż po cenie rynkowej, co jest nieopłacalne. Trzeba zmienić przepisy prawne, by umożliwić efektywne włączanie takich źródeł do spółdzielni. Konieczne jest też dofinansowanie, gdyż same źródła są drogie.
W mojej ocenie system prawny dotyczący spółdzielni energetycznych jest już na tyle kompletny, że pozwala na ich realne funkcjonowanie. Nie potrzebujemy dziś rewolucji legislacyjnych, tylko stabilności przepisów i czasu, by wypracować dobre praktyki działania.
Główne bariery nie leżą w prawie, lecz w finansowaniu i organizacji. Spółdzielnie muszą nauczyć się korzystać z istniejących narzędzi, budować kompetencje i tworzyć wiarygodne modele inwestycyjne. To proces, który wymaga cierpliwości, ale daje trwałe efekty.
AK: Jak ocenia Pan plany likwidacji netmeteringu?
KS: Netmetering jest wręcz niezbędny na początkowym etapie. Bez niego 90–95% spółdzielni PV upadnie. Potrzebujemy czasu na pokazanie, że miks OZE działa i stabilizuje sieć. Trzeba podejść do tego racjonalnie, bez paniki.
Netmetering jest dziś fundamentem funkcjonowania większości spółdzielni energetycznych. Bez tego mechanizmu trudno utrzymać stabilność finansową wspólnot opartych głównie na fotowoltaice. Zanim zaczniemy mówić o jego likwidacji, potrzebujemy czasu na zbudowanie miksu źródeł (biogazu, wiatru i magazynów energii), który pozwoli bilansować energię w krótszym czasie.
Dopiero gdy powstaną spółdzielnie modelowe, pokazujące, że lokalne bilansowanie działa w praktyce, będzie można wprowadzać zmiany systemowe. Dziś najważniejsze są stabilność przepisów i wsparcie dla inicjatyw, które dopiero budują swoje zaplecze technologiczne i zaufanie społeczne.
AK: Czy w przestrzeni publicznej nie krążą nieprawdziwe informacje na temat spółdzielni?
KS: Niestety, firmy konkurencyjne szerzą panikę, że trzeba się spieszyć, by zdążyć przed wprowadzeniem większych wymogów OZE. To mit. Wszystko można zaplanować zgodnie z ekonomią. Edukacja i transparentna komunikacja to nasze główne narzędzia. Dezinformacja pojawia się szczególnie ze strony firm, które próbują sprzedawać spółdzielnie jako gotowy produkt. Tymczasem to proces, który wymaga przygotowania, bilansu energetycznego i realnego planu działania. Najlepsze metody walki z mitami to edukacja i pokazywanie sprawdzonych przykładów spółdzielni, które działają w sposób przejrzysty i przemyślany.
AK: A jak wygląda świadomość mieszkańców i samorządów?
KS: Wielu włodarzy uważa, że dostarczanie energii nie należy do ich zadań, a mieszkańcy są bierni, dlatego planujemy kampanie edukacyjne i dialog z mieszkańcami. Bez tego opór społeczny może zablokować projekty.
Świadomość zarówno samorządów, jak i mieszkańców wciąż wymaga wzmocnienia. Włodarze często nie dostrzegają, że transformacja energetyczna już się odbywa i gminy powinny w nią się włączyć. Z kolei mieszkańców trzeba przekonać, że odnawialne źródła to nie zagrożenie, lecz realna korzyść. Edukacja, dyskusje z mieszkańcami, transparentność działań i dialog mogą zmienić opór w zaangażowanie.
AK: Czy widzi Pan przyszłość dla spółdzielni w Polsce?
KS: Tak, ale nie ma uniwersalnego wzorca. Każda spółdzielnia musi spełniać lokalne potrzeby, mieć lidera i znać specyfikę regionu. Współpraca i wymiana wiedzy muszą zastąpić konkurencję i podziały. To klucz do realnej, trwałej transformacji opartej na społecznej współpracy, a nie na zysku.
Spółdzielnie energetyczne mają przyszłość w naszym kraju. To kierunek, który jest nie tylko potrzebny, ale także nieunikniony. Transformacja energetyczna nie powiedzie się bez udziału społeczności lokalnych, a spółdzielnie są najlepszym narzędziem do łączenia samorządów, mieszkańców i przedsiębiorstw we wspólnym celu. Każda z nich musi jednak powstawać w oparciu o potrzeby, zasoby i ludzi, którzy rozumieją specyfikę swojego regionu.
Jestem optymistą. Widzimy coraz więcej dobrych przykładów i rosnące zainteresowanie samorządów. Potrzebujemy jednak stabilnych przepisów, atrakcyjnych mechanizmów finansowania i przede wszystkim czasu, by udowodnić, że ten model naprawdę działa. Spółdzielnie energetyczne nie są chwilową modą, lecz trwałym elementem nowoczesnej gospodarki. Jeśli będą miały przestrzeń do rozwoju, staną się jednym z filarów bezpiecznej, zrównoważonej energetyki w Polsce.
Krzysztof Solarz-dyrektor Inkubatora Przedsiębiorczości Gminy Kamienna Góra. Inicjator, założyciel oraz organizator Spółdzielni Energetycznej „Sudecka Energia” (od marca 2023 r.). Koordynator projektu utworzenia klastra energii pn.
„Energia Ziemi Kamiennogórskiej”, realizowanego w partnerstwie ze spółką Tauron Ciepło. Zawodowo związany również z samorządowym Stowarzyszeniem Energetyki Obywatelskiej Ziemi Świdnickiej, w którym koordynuje proces zakładania spółdzielni energetycznych oraz doradza członkom Stowarzyszenia w kwestiach energetycznych. Prelegent w ramach cyklu szkoleń dotyczących społeczności energetycznych, organizowanych przez Związek Miast Polskich oraz Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa.
Jeszcze do niedawna zawód elektryka kojarzył się głównie z pracą na słupach elektroenergetycznych, wykonywaniem instalacji, a cały sektor energetyczny – z pracą w kopalniach, elektrowniach węglowych i przy ciężkich maszynach przemysłowych.
Przez dekady energetyka bazowała na „ogniu”, czyli spalaniu paliw kopalnych, dostarczając energię elektryczną i ciepło dzięki turbinom parowym opalanym węglem. Obecnie sektor energetyczny przechodzi rewolucję. Rezygnuje z wszechobecnego „płomienia” na rzecz czystych technologii.
W dalszym ciągu mimo rozwoju nowoczesnych rozwiązań ponad 80% energii pierwotnej ludzkości wciąż pochodzi ze spalania paliw kopalnych, a ten „ukryty płomień” nadal napędza nasze elektrownie, ogrzewa kaloryfery i zasila silniki samochodów, jednak dzięki rozwojowi technologii sytuacja się zmienia. Trwa zielona transformacja, w której zamiast ognia coraz częściej wykorzystujemy energię odnawialną nieodłącznie związaną z cyfrowymi systemami sterowania. Panele fotowoltaiczne, turbiny wiatrowe czy pompy ciepła dostarczają energię bez spalania. Ten zwrot ku energetyce bez ognia oznacza, że rola elektryka także ulega przeobrażeniu.
Zielona transformacja a nowe możliwości
Przestawienie gospodarki na odnawialne źródła energii i efektywność energetyczną nie tylko służy środowisku, ale też tworzy nowe miejsca pracy i specjalizacje. Mit „elektryka ze śrubokrętem” odchodzi do lamusa. Obecnie elektrycy coraz częściej specjalizują się w technologiach OZE, systemach magazynowania energii czy infrastruktury ładowania pojazdów elektrycznych. W skali globalnej przeciwdziałanie zmianom klimatu jest jednym z największych trendów kształtujących rynek pracy. To wpływa na zapotrzebowanie na specjalistów. Według TheFuture of Jobs 2025 (zwanego w dalszej części pracy raportem) specjaliści od energii odnawialnej, inżynierowie środowiska czy eksperci od pojazdów elektrycznych należą do 15 najszybciej rozwijających się zawodów na świecie. Dynamicznie rozwija się również obszar smart grid (inteligentnych sieci elektroenergetycznych), gdzie potrzebni są fachowcy potrafiący integrować różne źródła energii, sterować ich pracą i dbać o stabilność systemu. Zielona transformacja to zatem nie tylko wyzwanie ekologiczne, ale także szansa zawodowa, której nie należy postrzegać jako zagrożenie, ale wyzwanie z nową perspektywą dla elektryków.
Cyfryzacja i automatyzacja: elektryk w erze Przemysłu 4.0
Równolegle z zieloną transformacją następuje cyfrowa transformacja przemysłu. Przemysł 4.0, czyli automatyzacja, robotyka, Internet Rzeczy (IoT) i sztuczna inteligencja, wkracza do fabryk i sieci energetycznych. Te globalne trendy mają bezprecedensowy wpływ na zawód elektryka. Aż 86% przedsiębiorstw spodziewa się, że rozwój sztucznej inteligencji i przetwarzania danych do 2030 r. znacząco zmieni ich działalność, a 58% przewiduje podobny wpływ automatyzacji i robotyki. Co więcej, nowoczesna energetyka także jest wymieniana jako kluczowy czynnik transformujący biznes. Dla elektryka oznacza to, że znajomość nowych technologii staje się koniecznością.
W nowoczesnych systemach większość procesów monitoruje się i steruje zdalnie, często automatycznie. Systemy SCADA (Supervisory Control And Data Acquisition – system informatyczny nadzorujący przebieg procesu), sterowniki programowalne, czujniki to codzienne narzędzia elektryka 2.0, który coraz mniej czasu spędza ze śrubokrętem przy maszynie, a coraz więcej przy komputerze, konfigurując i diagnozując systemy.
Obecnie musi on także rozumieć zasady cyberbezpieczeństwa (chronić infrastrukturę przed atakami) oraz potrafić współpracować z systemami AI wspomagającymi np. predykcyjne utrzymanie ruchu (prognozowanie awarii na podstawie danych). Oczywiście wciąż potrzebna jest wiedza z elektrotechniki, bo prąd w dalszym ciągu „przestrzega” praw fizyki, jednak współczesne urządzenia to coś więcej.
Umiejętność programowania procesów przemysłowych, budowanie systemów SCADA czy integracja systemów oraz inżynieria danych stają się kluczowymi umiejętnościami poszukiwanymi na rynku pracy. Elektryk łączy dziś rolę automatyka, informatyka i energetyka. To często fachowiec z interdyscyplinarną wiedzą.
Nowe kompetencje
To nowe wyzwanie dla całej branży elektryków. Oprócz klasycznej pracy elektrycy bardzo często analizują dane z tysięcy urządzeń, optymalizują ich pracę czy zdalnie diagnozują usterki. W przemyśle programują roboty przemysłowe i utrzymują komunikację między maszynami. W budynkach integrują inteligentne systemy zarządzania energią, czujniki, magazyny energii i ładowarki do aut elektrycznych. Osoby z wykształceniem elektrycznym, które potrafią zaprojektować infrastrukturę ładowania, zarządzać siecią stacji i serwisować akumulatory, są poszukiwani na rynku. Podobnie technicy systemów magazynowania energii czy operatorzy mikrosieci.
Wszystko to sprawia, że kompetencje elektryka przesuwają się z pracy fizycznej w stronę pracy umysłowej. Obok uprawnień SEP i umiejętności czytania schematów coraz częściej w CV elektryków pojawiają się takie pozycje jak znajomość języków programowania, podstawy automatyki i robotyki, obsługa narzędzi do analizy danych czy choćby biegłość w korzystaniu z nowoczesnych przyrządów diagnostycznych i modelowania. Co istotne, braki tych nowych kompetencji stały się poważną barierą dla firm. Jak podano w raporcie, aż 63% pracodawców wskazuje luki kompetencyjne jako największe wyzwanie utrudniające wdrażanie innowacji. To sygnał, że inwestowanie w rozwój umiejętności kadr jest koniecznością.
Nauka przez całe życie
Kluczowa jest edukacja zarówno na etapie kształcenia przyszłych elektryków, jak i ciągłe dokształcanie czynnych pracowników. Według raportu nawet 39% obecnych kompetencji inżynierów do 2030 r. stanie się nieaktualne, a 59% pracowników będzie musiało się przekwalifikować. To ogromna skala pokazująca, że niemal co drugi pracownik sektora technicznego musi nauczyć się czegoś nowego. Uczelnie i szkoły techniczne reagują na te potrzeby, modernizując programy nauczania i tworząc nowe interdyscyplinarne laboratoria. Studenci uczą się nie tylko klasycznej elektrotechniki, ale także umiejętności, które za kilka lat będą od nich wymagane na rynku pracy. Takie inicjatywy dają absolwentom przewagę na starcie i zwiększają szanse, że po wejściu na rynek od razu odnajdą się w nowym środowisku pracy. Ten proces dopiero się rozpoczął.
Na zbudowanie nowych kompetencji przyjdzie poczekać kilka lat, a są one potrzebne już teraz. Dlatego równie ważne jest przekwalifikowanie obecnych pracowników energetyki i przemysłu. Osoby z doświadczeniem w tradycyjnej energetyce (np. w elektrowniach węglowych) często muszą zdobyć nowe kwalifikacje, by znaleźć swoje miejsce w zmieniającym się sektorze. Dlatego firmy coraz częściej inwestują w szkolenia, dostrzegając, że łatwiej jest przekwalifikować doświadczonego pracownika, niż znaleźć nowego na rynku. Trend uczenia się przez całe życie stał się w branży technicznej normą. Według danych WEF w ostatnich latach już około połowy pracowników na świecie przeszło dodatkowe szkolenia lub kursy, a odsetek ten szybko rośnie.
W praktyce elektryk z uprawnieniami sprzed 20 lat, który niczego nowego się nie nauczył, ryzykuje zawodowe wykluczenie. Z kolei ten, kto jest otwarty na naukę, staje się bezcenny na rynku pracy.
Ekologiczny i społeczny wymiar przemian
Transformacja zawodu elektryka ma szerszy kontekst społeczny i ekologiczny. Przyczynia się do redukcji emisji gazów cieplarnianych i poprawy stanu środowiska. Każdy elektryk, który specjalizuje się w technologiach czystej energii, włącza się do walki ze zmianą klimatu. Co więcej, rośnie świadomość, że zaoszczędzona energia jest najtańsza i najcenniejsza, bo nie wymaga paliwa i nie powoduje emisji. Dlatego elektrycy 2.0 często pełnią funkcję doradców ds. efektywności energetycznej, pomagając firmom i gospodarstwom domowym zmniejszyć zużycie energii poprzez automatyzację i modernizację instalacji. To korzyść nie tylko ekologiczna, ale i ekonomiczna dla społeczeństwa.
Zmiana profilu zawodowego elektryka to szersze zjawisko na rynku pracy. Technologia zmienia charakter pracy, ale niekoniecznie ją odbiera. Oczywiście, pewne tradycyjne stanowiska mogą znikać, lecz pojawiają się nowe, często bardziej atrakcyjne, bezpieczniejsze i lepiej płatne. W skali globalnej przewiduje się, że w związku z transformacją powstanie więcej miejsc pracy niż zostanie zlikwidowanych w wyniku wprowadzenia nowych technologii. Według raportu może zniknąć 85–92 mln etatów, ale jednocześnie powstanie ok. 170 mln nowych, związanych m.in. z cyfryzacją i zieloną gospodarką.
W Polsce odchodzenie od górnictwa i wielkiej energetyki jest wyzwaniem dla społeczności górniczych. Ale jest też szansą. Nowoczesna rozproszona energetykai automatyzacja mogą stworzyć tysiące nowych etatów dla osób gotowych się przekwalifikować. Ważne, by proces ten odbywał się sprawiedliwie społecznie, z dbałością o wsparcie dla pracowników w wieku przedemerytalnym czy tych, którzy potrzebują więcej czasu na naukę.
Elektryk 2.0 – zawód z misją
Historia zatoczyła koło. Zawód elektryka ponownie znajduje się w centrum rewolucji przemysłowej, tym razem związanej z cyfryzacją i dekarbonizacją. Elektryk 2.0 to nie tylko osoba od „kabli i prądu”, ale także architekt nowoczesnej energetyki. Łączy wiedzę techniczną ze świadomością ekologiczną i ciągłą chęcią nauki. Od jego kompetencji zależy zarówno sprawne działanie maszyn, jak i osiągnięcie celów klimatycznych, ale przede wszystkim zapewnienie bezpiecznej transformacji.
Elektryk ponownie staje się zawodem przyszłości. Zawodem z misją, który łączy postęp technologiczny z troską o planetę. W świecie po transformacji energetycznej pojawi się ogromne zapotrzebowanie na takich właśnie wszechstronnych specjalistów. Być może największy boom na elektryków dopiero nadchodzi, tylko w nieco innej, zielono-cyfrowej odsłonie, innej niż ta, którą znamy z XX wieku. Wyzwań nie zabraknie, podobnie jak satysfakcji z bycia siłą napędową zmiany cywilizacyjnej.
Dr inż. Krzysztof Bodzek – pracownik naukowy Wydziału Elektrycznego Politechniki Śląskiej. Ekspert w dziedzinie odnawialnych źródeł energii i systemów bilansowania, specjalizujący się w strategiach transformacji energetycznej, elektroprosumeryzmie oraz efektywnym wykorzystaniu lokalnych zasobów energetycznych
Biogazownia to instalacja do fermentowania bioodpadów. Uzyskany w tym procesie biogaz służy do produkcji energii elektrycznej i ciepła. Polska – jako kraj o rozwiniętym rolnictwie – ma wysoki potencjał do jego produkcji, który jest wykorzystywany tylko w niewielkim procencie. W dobie dynamicznych zmian w energetyce i rolnictwie przed branżą biogazu stoją zarówno wyzwania, jak i szanse. Czy biogaz może stać się punktem zwrotnym w transformacji energetycznej na polskich wsiach?
Rolnicy od dawien dawna wykorzystują owoce swojej pracy. To, co nie trafiło na stół, stawało się paszą lub nawozem. W miarę rozwoju rolnictwa na cele komercyjne przybywało produktów ubocznych, dlatego zaczęto stosować kompostowanie, aby zmniejszyć ilość resztek, zanim trafią na pole czy do kiszenia, aby zachować na dłużej wartości odżywcze roślin przeznaczonych na paszę. Ogólnie rzecz biorąc, rolnictwo zawsze działało zgodnie z naturą, czyli w ramach zamkniętego obiegu surowców.
Jak to wygląda obecnie? Duże gospodarstwa specjalizują się albo w uprawie roślinnej (i to często jednego gatunku roślin), albo w hodowli zwierząt. Takie gospodarstwa nie mogą więc korzystać z własnych zasobów do karmienia zwierząt, muszą kupować paszę od innych rolników. Jednocześnie ci zajmujący się tylko uprawą są zmuszeni do kupowania nawozów. Mimo że specjalizacja rolnictwa może zwiększać zyski, to gospodarstwa przestają działać w swoim naturalnym rytmie. Jednocześnie generują dodatkowe koszty operacyjne na wyżej wymienione potrzeby.
Ponadto rozwój cywilizacji wiąże się z koniecznością zagospodarowania dwóch ważnych kwestii: utylizacji odpadów oraz odprowadzania i oczyszczania ścieków. Chyba nikt obecnie nie wyobraża sobie komfortowego funkcjonowania bez tych usług? Jest to też istotne z punktu widzenia ochrony ludzi i środowiska przed chorobami i chemikaliami, które mogą być przenoszone w odpadach i ściekach. Wykorzystywane współcześnie metody przetwarzania odpadów oraz oczyszczania ścieków wciąż pozostawiają wiele produktów ubocznych, które również wymagają zagospodarowania.
Podwaliną rozwoju przemysłu i poprawy jakości bytu ludzi jest upowszechnienie dostępu do energii elektrycznej. Obecnie energetyka przechodzi wiele przemian, które jednocześnie są konieczne i trudne. Ich wynikiem najczęściej są niestabilne ceny energii elektrycznej.
Metodą na pogodzenie tych wyzwań może być wykorzystanie naturalnego procesu, który powoduje rozkład żywej materii i odzysk energii. Taką możliwość oferuje biogazownia.
Natura we współpracy z technologią
Biogaz jest mieszanką metanu, dwutlenku węgla i śladowej ilości innych gazów, który powstaje w naturalnym procesie fermentacji. Bakterie w środowisku beztlenowym żywią się związkami węgla z biomasy i wydalają biogaz, tak jak ludzie wydychają dwutlenek węgla podczas oddychania. Proces ten zachodzi np. w pryzmach bioodpadów, w kompostownikach i na polach (w środku stosu odpadów brakuje tlenu i tam rozwijają się bakterie metanowe). Metan uwalniany do atmosfery wpływa na ocieplenie klimatu. Jednocześnie jest gazem palnym, to znaczy, że można z niego produkować energię, jest m.in. głównym składnikiem gazu ziemnego.
W biogazowni następuje przeniesienie tego procesu w miejsce odizolowane, dzięki czemu można wykorzystywać powstały tam biogaz do produkcji energii.
Rys. 1. Schemat działania biogazowni rolniczej
Bioodpady trafiają do komory fermentacyjnej, w której są podgrzewane i mieszane. Powstający biogaz wypełnia elastyczny dach komory, a następnie trafia do instalacji do oczyszczania ze związków siarki. Oczyszczony biogaz jest używany jako paliwo w silniku kogeneracyjnym. W ten sposób uzyskuje się dwa użyteczne rodzaje energii.
Silnik jest połączony z prądnicą, dzięki czemu powstaje energia elektryczna, oraz w wymienniki ciepła, dzięki czemu dodatkowo uzyskujemy ciepło. Czy wszystkie odpady, które trafiają do biogazowni, są przetwarzane? Otóż nie, bakterie metanowe żywią się głównie związkami węgla, pozostawiając związki azotu i fosforu. Powstaje tzw. poferment, który jest bogaty w azot i fosfor, a jednocześnie praktycznie bezwonny (ma zapach lekko torfowy). Można go użyć jako nawóz naturalny.
Rys. 2. Skład pofermentu. Opracowanie na podstawie https://www.farmer.pl/produkcja-roslinna/nawozy/masa-pofermentacyjna-uciazliwy-odpad-czy-przydatny-nawoz,43062.html
Jak to robimy, czyli biogaz w Polsce
W naszym kraju działa 187biogazowni rolniczych (wykorzystujących substraty z rolnictwa), 195 biogazowni komunalnych (działających przy oczyszczalniach ścieków i składowiskach odpadów) oraz 65mikrobiogazowni (niewielkie instalacje, głównie na gnojowicę lub osad ściekowy). Informacje o liczbie i mocy biogazowni rolniczych można znaleźć w rejestrze wytwórców biogazu rolniczego KOWR, biogazownie komunalne są ujęte w rejestrze małych instalacji OZE URE, a liczba mikrobiogazowni jest podawana przez KOWR na podstawie raportów od operatorów sieci dystrybucyjnych.
Biogazownia Przybroda
Biogazownia Przybroda jest prowadzona przez Rolniczo-Sadownicze Gospodarstwo Doświadczalne Przybroda. Działa od 2019 r. Zbudowano ją dzięki polskim rozwiązaniom technologicznym. Choć ma charakter badawczy (np. sprawdza się w niej, jakie mieszanki substratu dadzą najwięcej biogazu), służy również okolicznym mieszkańcom. Od listopada 2022 r. biogazownia w Przybrodzie dostarcza energię cieplną do trzech bloków usytuowanych na terenie wsi. Inicjatywa sprawdza się na tyle dobrze, że kolejni mieszkańcy zostaną przyłączeni do sieci ciepłowniczej.
Ciepło z biogazowni jest tanie, ponieważ podczas pracy silnika kogeneracyjnego powstaje go więcej niż energii elektrycznej, ale jednocześnie nie da się go przesyłać na duże odległości. Dlatego inwestorzy, w przypadku sąsiedztwa np. bloków mieszkalnych, oferują mieszkańcom tanią energię cieplną.
Biogazownia w podlaskim Michałowie powstała w 2015 r. Zamierzeniem było pozyskanie taniego ciepła do nowo powstałego Parku Wodnego, a dzięki współpracy z inwestorem biogazowni udało się obniżyć koszty zakupu tego medium o ok. 40%. Dodatkowo ogrzewano również pobliską szkołę.
Inwestor zachęcony tym sukcesem rozbudował biogazownię, dzięki czemu ciepło trafia do szkoły, pływalni, ratusza, przychodni, liceum ogólnokształcącego, gminnego ośrodka kultury oraz jednego z osiedli mieszkalnych. Planowana jest kolejna rozbudowa, tak aby biogazownia zapewniła energię cieplną mieszkańcom innych osiedli.
Biogazownia Tychy
Biogazownia komunalna w Tychach działa przy oczyszczalni ścieków, a poza osadem ściekowym dodatkowo wykorzystuje odpady z przemysłu (m.in. skisłą serwatkę z mleczarni). Instalacja działa od 2006 r., a w roku 2018 została nawiązana strategiczna współpraca z Wodnym Parkiem Tychy. Nadwyżka produkowanego biogazu trafia gazociągiem do basenowej elektrociepłowni. Dzięki temu Park Wodny może produkować zarówno ciepło, jak i energię elektryczną.
Biogazownie działające przy oczyszczalniach ścieków pozwalają im na zmniejszenie ilości powstających osadów ściekowych i na obniżenie rachunków za ciepło i prąd, których te instalacje zużywają bardzo dużo. Regionalne Centrum Gospodarki Wodno-Ściekowej w Tychach jest wyjątkowe na skalę europejską pod tym względem, że nie tylko pokrywa swoje potrzeby energetyczne w 100% z własnej instalacji biogazu, ale także nadwyżkę biogazu jest w stanie przekazywać właśnie do Parku Wodnego.
Mikrobiogazownia
Choć polskie gospodarstwa rolne należą do najmniejszych w Europie, wciąż nie mamy zbyt wielu mikrobiogazowni. Nie zmienia to faktu, że takie instalacje działają. W zależności od rodzaju chowu najmniejsze mikrobiogazownie mogą przetwarzać gnojowicę pochodzącą od 80-140 szt. dojnych krów.
Jakie jest doświadczenie użytkowników mikrobiogazowni? Jak podaje strona producenta takich instalacji, Naturalna Energia.Plus, właściciele gospodarstwa o powierzchni 70 ha, posiadający 140 krów (dojnych i zasuszonych) oraz 350 sztuk młodzieży wspominają, że inwestycja w mikrobiogazownię jest opłacalna. Ponadto wykorzystanie pofermentu do nawożenia pól pozwoliło im na zmniejszenie stosowania nawozów sztucznych o połowę. Inni posiadacze mikrobiogazowni, w których wykorzystuje się gnojowicą świńską, podają, że udało im się obniżyć koszty prądu i ciepła o ⅓.
Biometanownia
Od wielu lat przebiega proces gazyfikacji Polski. Gaz ziemny jest traktowany jako paliwo przejściowe, umożliwiające generowanie podstawy energii w miksie zamiast węgla. Większość gazu ziemnego jest importowana, co przy aktualnej sytuacji na świecie, szczególnie w spełnia bardzo ważną funkcję – może być magazynowany łatwiej, taniej i dłużej niż energia elektryczna.
Natomiast biogaz zawiera 50-60% metanu. Po oczyszczeniu go z dwutlenku węgla otrzymuje się paliwo zwane biometanem. Może być on transportowany i używany jako zeroemisyjny zamiennik gazu ziemnego.
W tym roku pierwsze krople biometanu popłynęły polskimi gazociągami dzięki instalacji zbudowanej na rzecz cukrowni Südzucker.
Stabilizator energii ze słońca i wiatru
Warto wspomnieć, iż produkcja energii z biogazu nie jest uzależniona od pogody, tak jak ma to miejsce w przypadku energii słonecznej i wiatru. Większość udziału w polskim miksie energetycznym w przypadku odnawialnych źródeł energii ma energia z fotowoltaiki. Jest to sytuacja utrudniająca stabilną pracę systemu energetycznego, w którego podstawie są niesterowalne elektrownie węglowe. Sposób pracy instalacji biogazowej łączy stabilność bliższą elektrowniom konwencjonalnym, gdyż pracuje przez ok. 90% roku, oraz elastyczność, dzięki możliwości czasowego magazynowania biogazu w komorze fermentacyjnej. Biogazownię można prowadzić w tzw. systemie szczytowym. Biogaz jest magazynowany w ciągu dnia, a silnik zostaje włączony w nocy oraz w krótsze pochmurne dni. Umożliwia to dopasowanie profilu produkcji energii z biogazu do profilu produkcji energii ze słońca.
Przykład: Instalacja fotowoltaiczna o mocy 100 kW będzie pracowała ok. 10% czasu w roku. Wyprodukuje więc 10 kWh mocy. Biogazownia o mocy 100 kW pracuje ok. 90% roku (z wyłączeniem czasu niezbędnych serwisów), więc wyprodukuje 90 kWh mocy.
Rys 3. Schemat porównania produkcji energii z biogazu oraz fotowoltaiki w ciągu roku
Biogazownie dobrze współdziałają również z zakładami przetwórstwa żywności, które wytwarzają ogromne ilości odpadów, a jednocześnie potrzebują taniej energii elektrycznej i cieplnej. Większość substratów używanych w biogazowniach pochodzi właśnie z tej gałęzi przemysłu.
Rys. 4. Tabela z najpopularniejszymi substratami w 2024 r.
Biogazownia – czy to na pewno rozwiązanie nowe i nieznane?
Pierwsza instalacja biogazu powstała w Bombaju już w 1859 r., a wcześniej proste przydomowe fermentatory biogazowe pojawiały się w Chinach. W Europie takich instalacji jest już 19 500, na świecie – ok. 50 000 000. Utrzymująca się produkcja bioodpadów i powszechne wykorzystywanie kanalizacji wpływają na ciągły rozwój powiązanych technologii, a co za tym idzie – zwiększanie liczby specjalistycznych instalacji. Aspekt bezpieczeństwa i stabilności energetycznej stanowi znaczącą wartość dodaną w perspektywie rozwoju rynku biogazu.
Polska jako kraj o dużej łącznej powierzchni gospodarstw rolnych oraz rozwiniętym przemyśle przetwórstwa żywności ma ogromny potencjał do produkcji biogazu.
Rys. 5. Potencjał produkcji energii elektrycznej z biogazu
Biogaz jest kluczowym elementem umożliwiającym rozwiązania części problemów, które dotykają polskie rolnictwo i przemysł. Nie bójmy się po niego sięgać!
Stowarzyszenie Ekologiczne EKO-UNIA oraz Zielony Instytut serdecznie zapraszają na warsztaty nt. działalności obywatelskich społeczności energetycznych (OSE) w województwie mazowieckim.
Data: 01 grudnia 2025 r.
Godzina: 11:00 – 14:00
Miejsce: CAK Gniazdo, ul. Krucza 17, 00-525 Warszawa
11:00 – 12:00 Część teoretyczna
W tej części warsztatów dowiemy się o tym:
Jakie podmioty mogą stać się OSE i w jaki sposób je zarejestrować?
Jakie korzyści OSE przynoszą swoim członkiniom i członkom, społeczeństwu?
Jakie działania może podejmować OSE (dyrektywa IEMD, nowelizacja prawa energetycznego z 2023 r.)
Czym jest i jak wygląda Wieloletni Plan Działań Społeczności Energetycznej 2025-2030 w kontekście dokumentów: Krajowy Plan Energii i Klimatu, Miejski Kontrakt Klimatyczny?
Jakie fundusze będą dostępne dla obywatelskich społeczności energetycznych oraz, w szerszej perspektywie, na rozwój uspołecznionej energetyki w woj. mazowieckim??
12:00 – 12:30 Przerwa na wegański poczęstunek 12:30 – 14:00 Część praktyczna
W CAK Gniazdo zaprezentujemy praktyczne działania OSE, które zmniejszają zużycie energii elektrycznej, zwiększają efektywność energetyczną oraz umożliwiają własną produkcję energii ze źródeł odnawialnych.
Osoby zainteresowane udziałem w warsztatach prosimy o kontakt: kkubiczek[małpa]eko.org.pl
Patronat medialny:
Projekt realizowany w ramach Inwestycji G1.1.4 Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększenia Odporności: Wsparcie dla instytucji wdrażających reformy i inwestycje w ramach REPowerEU
Współpraca będzie odgrywać coraz ważniejszą rolę – widać to choćby po nawoływaniach do zwiększenia roli pracy grupowej w szkołach. Kilka lat temu w Krakowie hasło to przyjęło bardzo realny kształt. Czy była to jaskółka zmian w polskiej przedsiębiorczości?(więcej…)