Samochody osobowe i ciężarowe z silnikami wysokoprężnymi spaliły ponad połowę (51%) oleju palmowego wykorzystanego w Europie w roku 2017. To wzrost zużycia tego rodzaju biodiesla o 13,5% w porównaniu z rokiem poprzednim – wynika z danych OILWORLD, opublikowanych przez Transport & Environment (T&E).
Od czasu wprowadzenia w roku 2009 regulacji unijnych promujących biopaliwa, ilość oleju palmowego wykorzystywanego do produkcji biopaliw wzrosła z 825 tysięcy ton w 2008 r. do 3,9 miliona ton w 2017 r. Wykorzystanie oleju palmowego do produkcji biodiesla obniżyło zużycie tego surowca w innych produktach, takich jak ciastka, masy czekoladowe, szampony czy szminki, które łącznie odpowiadały za 39% całkowitego zużycia w 2017 r. – co stanowi najniższy udział w minionej dekadzie.
Ekspansja upraw palmy olejowej w Indonezji i Malezji prowadzi do wylesiania i osuszania torfowisk, co powoduje emisję gazów cieplarnianych i zagraża siedliskom zagrożonych gatunków, takich jak orangutany i słonie karłowate. Indonezja i Malezja są największymi na świecie producentami oleju palmowego, odpowiadają za 85% światowej podaży. Według badania Globiom, wykonanego dla Komisji Europejskiej, biodiesel z oleju palmowego jest trzykrotnie gorszy dla klimatu od zwykłego oleju napędowego.
Laura Buffet, specjalista ds. paliw, Transport & Environment (T&E): „Spalanie oleju palmowego w samochodach osobowych i ciężarowych w celu osiągnięcia europejskich założeń dla energii odnawialnej jest chyba najgłupszą rzeczą, jaką robimy w polityce klimatycznej. Niezależnie od tego, na co patrzysz, jest to absurdalne i musimy to powstrzymać. Komisja Europejska musi wziąć na siebie odpowiedzialność za projekt Parlamentu Europejskiego i wycofać się z poparcia dla biodiesla z oleju palmowego”.
Unijna dyrektywa RED została wprowadzona w celu zwiększenia udziału energii ze źródeł odnawialnych, takich jak energia słoneczna i wiatrowa, natomiast jej rozdział dotyczący transportu promuje korzystanie z roślin spożywczych, takich jak olej palmowy, rzepakowy i sojowy w produkcji biopaliw. Olej palmowy jest również spalany do produkcji ciepła i elektryczności. Biopaliwa mogą być rozliczone jako energia zeroemisyjna w wypełnianiu celów klimatycznych. Gdyby całkowita emisja z biopaliw była we właściwy sposób uwzględniona, emisje w transporcie drogowym byłyby o 10% wyższe.
Piotr Skubisz, dział transportu i analiz Instytutu Spraw Obywatelskich INSPRO: „Niszczenie lasów tropikalnych w celu produkcji paliwa, które potem jest nazywane czystym, ekologicznym i korzystnym dla klimatu, ociera się o szaleństwo. Prawie cały wzrost (87%) zużycia oleju palmowego w roku 2017 był efektem produkcji biodiesla. A to jest spowodowane prawem unijnym, które zobowiązuje rządy krajowe do używania mieszaniny olejów roślinnych z olejem napędowym. UE powinna jak najszybciej skończyć z przymusem wlewania żywności, pochodzącej z „drugiego końca świata”, do europejskich baków”.

W styczniu Parlament Europejski zagłosował za odrzuceniem wliczania biodiesla pochodzącego z oleju palmowego do realizacji celów UE w zakresie zielonej energii od 2021 r. Decyzja ta zainicjowała dobrze finansowaną kampanię prowadzoną przez lobby producentów oleju palmowego z Malezji i Indonezji. Komisja Europejska, wspierana przez poprzednie rządy Hiszpanii i Włoch, sprzeciwiła się wycofaniu oleju palmowego. Ostateczne negocjacje w sprawie tych regulacji odbędą się podczas spotkania Rady Ministrów ds. Energii 11 czerwca br. i finalnych rozmów trójstronnych między Radą UE, Parlamentem i Komisją 13 czerwca.
Laura Buffet, specjalista ds. paliw, Transport & Environment (T&E): Jeżeli biopaliwa miałyby ograniczyć emisje, poprawić bezpieczeństwo energetyczne i wspierać rolników, to będą potrójną porażką. Jesteśmy coraz bardziej uzależnieni od importu coraz bardziej szkodliwych biopaliw. UE nie może zmarnować pierwszej od dekady szansy, aby odejść od biopaliw spożywczych i zacząć inwestować w czystą energię odnawialną i biopaliwa oparte na odpadach i pozostałościach”.
źródło: Komunikat prasowy INSPRO
Według autorów nowego raportu Friends of the Earth Europe, wiele z istniejących i planowanych strategii oraz inicjatyw Unii Europejskiej, które odnoszą się do wykorzystania materiałów pochodzenia roślinnego do produkcji zielonych tworzyw sztucznych, opakowań, paliw i innych, może przynieść skutek odwrotny od zamierzonego i stwarza poważne zagrożenia społeczne i ekologiczne.
Zastąpienie produktów opartych na paliwach kopalnych produktami pochodzenia roślinnego jest głównym założeniem „biogospodarki”, która jest promowana w Unii Europejskiej poprzez polityki odnoszące się do energii odnawialnej i specjalną strategię na rzecz biogospodarki, i która prawdopodobnie będzie zawarta w przyszłych regulacjach prawnych dotyczących tworzyw sztucznych i opakowań. [1]
Rządy i przemysł propagują biogospodarkę obiecując zmniejszenie zależności od paliw kopalnych. Jednak, jak pokazuje raport, może to pociągnąć za sobą poważne koszty ekologiczne i społeczne:
- Wielka i coraz bardziej zwiększająca się część globalnych gruntów uprawnych nie jest używana pod uprawę żywności, lecz zamiast tego dostarcza surowców potrzebnych do wytwarzania nieżywnościowych produktów biogospodarki. Najnowsze dane pokazują, że 12% wszystkich światowych gruntów uprawnych jest wykorzystywanych w ten sposób.
- Unia Europejska jest największym konsumentem nieżywnościowych produktów biogospodarki, a 65% ziemi koniecznej dla zaspokojenia tego zapotrzebowania znajduje się poza jej granicami – szczególnie w Azji.
- Do roku 2019 obszar ziemi uprawnej wykorzystanej pod uprawę roślin służących do produkcji bioplastików będzie większy od terytoriów Belgii, Holandii i Danii razem wziętych.
- Można zaobserwować negatywne skutki ekologiczne i społeczne w krajach, które dostarczają surowców dla europejskiej biogospodarki – głównie na Globalnym Południu. Należą do nich zanieczyszczenie i niedobory wody, jak również niekorzystny wpływ na zmiany klimatu. Grabież ziemi powiązana z europejską biogospodarką dotyka szczególnie najsłabsze grupy społeczne, w tym rolników produkujących wyłącznie na własne potrzeby, ludy tubylcze oraz społeczności i kobiety w krajach, w których regulacje prawne dotyczące dostępu do ziemi są niejasne. Często zagrożone jest bezpieczeństwo żywnościowe.
Unia Europejska nie dysponuje niezbędnymi danymi i narzędziami potrzebnymi do zrozumienia i monitorowania konsekwencji wielu szybko rozwijających się sektorów biogospodarki, konieczne jest pilne stworzenie ram monitorowania, aby zapewnić jej zrównoważony rozwój w zgodzie z zasadami sprawiedliwości.
Meadhbh Bolger, kampanierka ds. sprawiedliwego dostępu do zasobów w Friends of the Earth powiedziała:
Pogłoski o rzekomej „zieloności” biogospodarki są w dużej mierze przesadzone. Sama zmiana źródła, z którego pochodzą nasze plastiki i paliwa nie jest magicznym rozwiązaniem, które usunie zanieczyszczenia, zmniejszy emisje gazów cieplarnianych i zakończy nadmierne zużywanie zasobów. Wręcz przeciwnie, przejście na bioplastiki i biopaliwa oznacza zużycie ogromnych połaci ziemi, głównie poza UE, i niszczący wpływ na środowisko. Jedynym pewnym sposobem na rozwiązanie tych problemów, jest przede wszystkim drastyczne zmniejszenie naszego zużycia zasobów.
Przypisy
[1] W 2017 roku Komisja Europejska ma zaktualizować swoją Strategię dotyczącą biogospodarki i pracuje obecnie nad nową Strategią dotyczącą tworzyw sztucznych – dokumenty te mogą utorować drogę dla dalszej integracji biogospodarki z innymi procesami kształtowania polityki. Parlament Europejski może opowiedzieć się za włączeniem promocji opakowań pochodzenia biologicznego do dyrektywy ws. opakowań i odpadów opakowaniowych Unii Europejskiej.
Aktualna strategia Komisji Europejskiej dotycząca biogospodarki: Innowacje dla zrównoważonego wzrostu: biogospodarka dla Europy (2012) – pdf
Projekt sprawozdania Komisji ENVI Parlamentu Europejskiego na temat dyrektywy ws. opakowań i odpadów opakowaniowych (2016)
Tłumaczenie: Jan Skoczylas
żródło: Friends of the Earth Europe
Tłumaczenie ukazało się w Zielonych Wiadomościach nr. 028/lipiec 2017, do ściągnięcia w formacie pdf: http://zielonewiadomosci.pl/numer/28/
Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Samochody osobowe oraz ciężarowe spalają niemal połowę oleju palmowego używanego w Europie – cały wzrost (34%) użycia biodiesla w Unii Europejskiej od 2010 r. opiera się na imporcie oleju palmowego. Biodiesel wykorzystywany w Unii Europejskiej obecnie jest o 80% bardziej szkodliwy dla klimatu aniżeli zwykły olej napędowy.
W 2014 r. 45% oleju palmowego wykorzystywanego w Europie trafiało do baków samochodów osobowych oraz ciężarówek, takie dane przekazało Europejskie Stowarzyszenie producentów olejów roślinnych Fediol i podobne dane uzyskała federacja nieomal 50 organizacji pozarządowych z Unii Europejskiej działających na rzecz czystego transportu i środowiska Transport&Environment. Taka ilość odpowiada czterem basenom olimpijskim oleju palmowego zużywanego dziennie w Europie.

We wcześniejszej analizie zleconej przez Komisję Europejskiej stwierdzono, że olej napędowy uzyskiwany z oleju palmowego wywiera trzykrotnie gorsze oddziaływanie na środowisko naturalne aniżeli ropa naftowa, ponieważ wzrost areału gruntów przeznaczonych pod uprawę oleju palmowego doprowadza do zaniku lasów i osuszania pól uprawnych w Płd-Wsch. Azji, Ameryce Łacińskiej oraz w Afryce.
W okresie 2010-14 zużycie oleju palmowego w Europie wzrosło sześciokrotnie. Ta eskalacja doprowadziła do 34% wzrostu popytu na biodiesla w analogicznym okresie czasu. Europa oczywiście nie produkuje oleju palmowego z racji klimatu – zatem pozostaje import.
Jos Dings, dyrektor zarządzający Transport& Environment, oświadczył:
Wiemy teraz dlaczego przemysł powstrzymywał publikację tych danych, one pokazują niewygodną prawdę o europejskiej polityce w zakresie biopaliw. Doprowadza ona do karczowania lasów, powoduje wzrost emisji spalin z transportu, nie okazuje żadnej pomocy europejskim rolnikom i nie przyczynia się do poprawy bezpieczeństwa energetycznego Europy. Jakby mało było Dieselgate, to teraz mamy Biodieselgate.

Produkcja oleju palmowego wykorzystywanego w celach nieenergetycznych (np. w produkcji żywności, karm dla zwierząt, kosmetyków oraz mydła) w rzeczywistość spadła o 1/3 pomiędzy 2010-2014.
W 2014 r. 60% całkowitej produkcji oleju palmowego trafiło do transportu, produkcji energii elektrycznej oraz zostało przeznaczone do ogrzewania.
Biodiesel wytwarzany z tłoczonych na zimno olejów roślinnych jest najpopularniejszym biopaliwem na rynku europejskim, na którym ma 3/4 udziałów. Unia Europejska jest drugim największym importerem oleju palmowego na świecie.
Jos Dings podsumowuje: Powinniśmy zrezygnować z I generacji biopaliw po 2020 r. Co więcej, powinniśmy już skończyć z ekstrawagancją biopaliwową, która przynosi jedynie szkodę środowisku naturalnemu i pomimo tego nadal zaliczana jest do paliw o zerowym współczynniku emisji spalin jako element osiągnięcia naszych celów klimatycznych. Póki nie skończymy z subsydiami dla biopaliw, lepsze rozwiązania nie będą miały szansy zaistnieć.
Piotr Skubisz z INSPRO, organizacji zrzeszonej w federacji T&E:
Powinniśmy promować te biopaliwa, które nie pochodzą z surowców służących do produkcji żywności, jak rzepak czy słonecznik, na rzecz biopaliw zaawansowanych, inaczej nazywanych II i III generacją (np. z odpadów, glonów itp.). To są biopaliwa niekonkurujące o rynek z żywnością. Tym samym nie mogą one wpłynąć na ceny żywności w sklepach.
Szczególnie należy odchodzić od produkcji paliw ze szkodliwych społecznie i klimatycznie surowców, jak np. olej z palmy kokosowej, olej sojowy. Pod uprawy tych roślin wycinane są lub wypalane lasy tropikalne w Ameryce Południowej i Azji. By Europa spalała tzw. „eko” biopaliwa niszczy się wielopiętrowe lasy i zastępuje się je monokulturami. Pozbawia się w ten sposób ludność lokalną ziemi (landgrabbing) i niejednokrotnie zmusza do niewolniczej pracy, jednocześnie niszcząc lasy bezcenne dla bezpieczeństwa klimatycznego.
Obecnie Komisja Europejska dokonuje rewizji zapisów Renewable Energy Directive (RED), która zadecyduje o przyszłości obecnej 7% luki dla biopaliw I generacji po 2020, i kryteriami zrównoważonego rozwoju dla sektora bioenergetycznego – włącznie z biopaliwami. Najwyższe organy Unii Europejskiej opublikują propozycję w ostatnim kwartale 2016r.
Ubiegłoroczna reforma Unii Europejskiej w zakresie polityki biopaliwowej ustanowiła granice wzrostu konsumpcji biopaliw uzyskiwanych z pól uprawnych – których użycie, zamiast zmniejszenia emisji, powoduje ich zwiększenie. Powodem są emisje związane z efektem ILUC (pośrednie zmiany użytkowania gruntu). Niestety reforma dyrektyw RED i FQD zawiodła i nie włączyła czynnika ILUC przy uwzględnianiu emisji. Oznacza to, że szkodliwe biopaliwa, takie jak olej palmowy nadal mogą być zaliczane w ramy osiągania celów klimatycznych wyznaczonych przez Unię Europejską i otrzymywać wsparcie ze środków publicznych.
źródło: miastowruchu.pl
120 organizacji opowiada się za wycofaniem szkodliwych biopaliw i biomasy drzewnej w procesie konsultacji następnej Dyrektywy o odnawialnych źródłach energii (RED).
Aktywiści twierdzą: Nieprawidłowe rozwiązania w sprawie zmian klimatycznych nie tylko nie ograniczają emisji, ale niszczą grunty i środki do życia w innych krajach.

Foto: Energias Renovables/Flickr/Creative Commons
120 organizacji społecznych, obywatelskich i federacji opublikowało 10 lutego 2016 r. deklarację wzywającą do wycofania bioenergii z przyszłej Dyrektywy o odnawialnych źródłach energii (RED). Deklaracja została złożona w procesie konsultacji nowej dyrektywy mającej obowiązywać od roku 2020.
Unia Europejska (UE) chce, by bioenergia przemysłowa, czyli biopaliwa i biomasa drewnopochodna odgrywała główną rolę w nowej strategii dla energii odnawialnej. Aktywiści stwierdzają, że nasili to groźne skutki, których doświadczamy w wyniku obecnego wsparcia UE dla biopaliw i biomasy drzewnej. Obecnie około dwóch trzecich źródeł uznawanych w UE za odnawialne pochodzi z bioenergii.
Bioenergia przemysłowa nie jest odnawialna
Głównym przesłaniem deklaracji jest to, że bioenergia nie powinna być klasyfikowana i wspierana jako energia odnawialna, w przeciwieństwie do obecnie obowiązujących definicji UE. Aktywiści wskazują coraz więcej dowodów pokazujących, że bioenergia przemysłowa nie jest odnawialna, ponieważ nie jest odtwarzana tak szybko, jak jest pochłaniana. Co gorsza, emisje dwutlenku węgla ze spalania biomasy są często większe niż z paliw kopalnych, które to miały być nią zastąpione.
Katastrofalne skutki stosowanej na dużą skalę bioenergii dla ludzi, lasów i klimatu
Deklaracja wymienia istotne przypadki dokumentujące potrzebę wykluczenia wszystkich rodzajów bioenergii z nowej legislacji, przytacza liczne przykłady szkód wyrządzonych ludziom, lasom i klimatowi przez obecną politykę bioenergetyczną UE.
„Pośredni i bezpośredni niszczący wpływ wielkoskalowej bioenergii musi zostać w pełni rozpoznany i uwzględniony w nowej dyrektywie RED.” stwierdza Teresa Perez z World Rainforest Movement . „Razem ze 120 organizacjami chcemy wysłać mocny sygnał: UE musi zmienić swój pogląd na bioenergię, gdyż ryzykuje spowodowaniem więcej szkód, niż pożytku. Jest jasnym, że wsparcie dla bioenergii w UE bezpośrednio wpływa na lasy światowe oraz ludzi od nich zależnych, promuje przemysłową uprawę drzew, a także dalsze zwiększenie emisji dwutlenku węgla”.
Niezależnie recenzowane studia i badania terenowe pokazują, że bioenergia w skali przemysłowej nie jest odnawialna . Powoduje natomiast znaczne emisje dwutlenku węgla i niszczy bioróżnorodność lasów od Ameryki Północnej, poprzez Azję Południowo-wschodnią, aż po samą Europę. Lasów tak istotnych przy pochłanianiu dwutlenku węgla. Biopaliwa odgrywają główną rolę w zagrabianiu gruntów w krajach Globalnego Południa oraz w wielu przypadkach są związane z poważnymi naruszeniami praw do ziemi i praw pracowniczych.
Standard i kryteria zrównoważonego rozwoju nie rozwiążą problemu
Sygnatariusze deklaracji odrzucają twierdzenia decydentów, jakoby standardy zrównoważonego rozwoju dla bioenergii mogły łagodzić jej negatywne skutki. Helena Paul z Econexus, Wielka Brytania: „Standardy i certyfikacja nie mogą rozwiązać podstawowego problemu skali zapotrzebowania ani skali eksploatacji. Zamiast tego certyfikacja wspomaga legitymizację destrukcyjnych i prowadzących do wyzysku praktyk, dostarcza iluzorycznej, pozytywnej wizji takich rozwiązań. Żaden organ regulacyjny w Europie ani nigdzie indziej, nie ma możliwości weryfikowania łańcucha dostaw bioenergii”.
żródło: miastowruchu.pl
Spalanie setek milionów ton podstawowych upraw na potrzeby produkcji biopaliw jest zbrodnią przeciwko ludzkości. Od 2007 r. dążenia agrobiznesu do zastąpienia benzyny żywnością były szczodrze wspierane przez rządy państw Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych – przez obligatoryjne cele, zwolnienia podatkowe i subsydia idące w miliardy rocznie. Jaki jest tego skutek? Wzrost światowego głodu, grabież ziemi, degradacja środowiska naturalnego, wreszcie setki tysięcy ofiar śmiertelnych.
W tym tygodniu (12 grudnia 2013 r.) rządy państw Unii Europejskiej będą mieć okazję zainterweniować i zakończyć ten paliwowy idiotyzm. Biorąc pod uwagę to, że z głodu i powiązanych z nim chorób co 5 sekund ginie dziecko poniżej 10. roku życia (na podstawie danych Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa [FAO]), muszą to zrobić.
Na ironię zakrawa fakt, że biopaliwa wciąż promowane są przez niektóre międzynarodowe korporacje jako „ekologiczna” i zrównoważona alternatywa dla paliw kopalnych. W ich środowiskowe czy społeczne korzyści wierzą już chyba tylko ci, którzy bezpośrednio korzystają z polityki promującej biopaliwa – jak unijny cel zwiększenia udziału energii z odnawialnych źródeł w transporcie do 10%. W rzeczywistości, którą opisałem w książce „Geopolityka głodu”, jest to tylko kolejna forma lekkomyślnego wykorzystywania zasobów – do wyprodukowania jednego litra biopaliwa potrzeba, na przykład, 2500 litrów wody.
Polskie i europejskie polityki promujące biopaliwa od 2008 r. wyprowadzają uprawy żywności z rynków na polecenie potężnych agrobiznesów, którym zależy jedynie na własnym zysku. Wykorzystanie mnóstwa ton żywności i upraw towarowych dla wyprodukowania stosunkowo niewielkich ilości paliwa transportowego spowodowało trzy katastrofalne konsekwencje.

Wylesienia pod uprawę biopaliw
Pierwsza z nich to wzrost głodu na świecie. Niemal wszystkie biopaliwa wykorzystywane w Europie są wytwarzane z upraw konsumpcyjnych, takich jak pszenica, soja, olej palmowy, olej rzepakowy czy kukurydza, które stanowią podstawowe źródła pożywienia dla szybko zwiększającej się populacji świata. Kalorie spalane przez europejskie samochody wystarczyłyby do wykarmienia 100 milionów ludzi. Co więcej, ze względu na obligatoryjne unijne cele dotyczące biopaliw (które aktualnie podlegają ocenie) ceny podstawowych produktów żywnościowych mają do 2020 r. wzrosnąć: rzepak o 20%, olej roślinny aż o 36%, a kukurydza nawet o 22%. Niektórym może to wydawać się mało istotne, ale dla mieszkańców slumsów całego świata, którym brakuje środków na zakup niezbędnej żywności, oznacza to tragedię.
Drugim skutkiem boomu na biopaliwa jest ogromny wzrost popytu na ziemię rolną, co ma niszczący wpływ na drobnych rolników i siedliska zwierząt. Spekulanci, fundusze hedgingowe i przedsiębiorstwa bioenergetyczne stoją na czele nowej gorączki ziemi, która pozbawiła setki tysięcy drobnych rolników ich pól, zabierając im źródło utrzymania i zasoby wody. Na całym świecie, ale przede wszystkim w Ameryce Łacińskiej, Afryce i Azji, monopolizacji ziemi przez międzynarodowe korporacje biopaliwowe towarzyszy przemoc, której ofiarami padają miejscowi rolnicy i ich rodziny.
Trzecią konsekwencją jest degradacja środowiska. Popyt na dodatkowe tereny, które mogłyby sprostać unijnym planom z zakresu biopaliw, oznacza zwiększenie areału ziem uprawnych o obszar równy powierzchni Irlandii – przez wycinkę lasów, dewastację torfowisk i zaoranie prerii. Istnieją coraz wyraźniejsze dowody na to, że korzyści klimatyczne płynące z większości biopaliw są nieznaczne albo zerowe. Przez zastosowanie nawozów, karczunek, wylesianie i wypieranie innych upraw, większość unijnych biopaliw nie tylko nie przyczynia się do zmniejszenia emisji, na co są dotowane, ale wręcz emituje miliony dodatkowych ton CO2 do atmosfery.

Wylesienia pod uprawę biopaliw
Nie ma wątpliwości, że należy jak najszybciej zmniejszyć zużycie paliw kopalnych – jednak rozwiązaniem jest zmniejszenie zużycia energii w ogóle, transport publiczny i alternatywne źródła czystej energii, a nie biopaliwa, z którymi wiąże się tak wiele szkodliwych konsekwencji.
Dlatego mówimy: dość. Najwyższy czas położyć kres szaleństwu biopaliw, które przysparza zysków kilku międzynarodowym korporacjom, zostawiając za sobą zniszczone środowisko naturalne i miliony bezradnych ofiar. 12 grudnia, gdy przedstawiciele państw członkowskich UE będą głosować w Brukseli nad przyszłością morderczej polityki ws. biopaliw, muszą natychmiast zlikwidować obligatoryjne cele i wycofać wsparcie dla biopaliw konkurujących z żywnością. Jeżeli tego nie zrobią, staną się współwinni zbrodni przeciwko ludzkości.
Artykuł ukazał się również w „The Guardian” i „Süddeutsche Zeitung”. Przeł. Aleksandra Szkudłapska.
Unia Europejska rozważa, w jaki sposób zaspokoić w przyszłości zapotrzebowanie na energię, a jednocześnie ograniczyć zależność od paliw kopalnych i zmniejszyć emisję CO2. Biopaliwa nie są odpowiedzią na ten dylemat. (więcej…)
W ciągu najbliższych kilkunastu lat wielkie koncerny oraz bogaci prywatni inwestorzy mogą wykupić miliony hektarów ziemi w ubogich krajach, utworzyć tam gigantyczne latyfundia i zapoczątkować epokę agrarnego neokolonializmu, który zmusi ludzi do niewolniczej pracy i zniszczy wiele bezcennych ekosystemów.
Mieszkańcy Chin, Indii, Korei, Emiratów Arabskich i innych szybko bogacących się krajów chcą jeść więcej i lepiej. Wielu z nich, szczególnie starszych wiekiem, dobrze pamięta niedawne lata głodu. Dlatego jednym z najpilniejszych zadań stojących przed rządami tych państw jest trwałe ustabilizowanie wewnętrznego rynku żywnościowego. Na przełomie ubiegłego i obecnego wieku, naukowcy z tych państw policzyli, iż nie starczy im własnej ziemi (której czasem prawie wcale nie mieli, jak np. bogate w ropę i gaz niektóre kraje Zatoki Perskiej) do wykarmienia swych obywateli. Nic więc dziwnego, że rządy, a czasem też i koncerny, wysyłają emisariuszy w różne zakątki naszego globu, w poszukiwaniu atrakcyjnej ziemi rolnej. W różnych krajach świata dochodzi do wielu transakcji zakupu lub wieczystej dzierżawy gruntów uprawnych. Koreańskie Daewoo dzierżawi 1,3 mln ha gruntów na Madagaskarze (połowę dostępnych) pod uprawę kukurydzy i palm olejowych, Chińczycy – 1 mln ha w Kongu pod palmy olejowe, 100 tys. ha w Zimbabwe pod kukurydzę, 0,5 mln ha w Laosie pod ryż i maniok, Egipt – 840 tys. ha w Ugandzie pod kukurydzę, Kuwejt i Katar – 2,5 mln ha w Kambodży pod ryż, drzewo kauczukowe i palmy olejowe, zaś saudyjskie konsorcjum Bin Laden Group – 1,6 mln ha w Indonezji pod uprawę ryżu, kukurydzy, sorgo, soi i trzciny cukrowej.
Ale to tylko wierzchołek góry lodowej odnotowany na początku 2009 r. Agresywny wyścig po żyzne grunty w biednych krajach określony został mianem „agrarnego neokolonializmu”. FAO – organizacja żywnościowa ONZ była bezradna, choć niejednokrotnie alarmowała, widząc zagrożenie dla światowej równowagi. Jej szef stwierdził: „Wszystko zmienia się tak szybko, iż nawet nie jesteśmy w stanie zebrać danych”. Jak tak dalej pójdzie, już za kilkanaście lat obraz naszej planety zmieni się nie do poznania. Z jednej strony powstaną bogate elity, z drugiej – żyjący w slumsach biedacy. Ci pierwsi będą pilnować ziemi „bogatych wujków”, gdzie produkowana będzie żywność i biopaliwa – cenne towary strategiczne. Ci drudzy będą żyć na łasce bogaczy. Na domiar złego ucierpi środowisko. Przestrzeń rolnicza różnorodnych obszarów wiejskich zostanie trwale zdewastowana, bowiem dotychczasowe zróżnicowanie upraw i krajobrazów zastąpi się monokulturami kukurydzy, soi, trzciny cukrowej czy palm olejowych. Zwiększy się erozja i chemizacja, ponieważ monokultury będą bardzo podatne na szkodniki. Pestycydy i herbicydy zatrują gleby i wody. Większość ludzi pozbawiona pracy na roli przez wprowadzony przemysł rolny będzie wegetować na wsi lub w podmiejskich dzielnicach biedy. Znikną miliony hektarów lasów deszczowych – płuc Ziemi – a w ich miejsce powstaną uprawy. Zginą tysiące, jeszcze nawet nie odkrytych gatunków roślin i zwierząt.
Ta wizja świata za 20 lat jest bardzo realna. Wszystkie dane dotyczące kupowanej ziemi oparte są na już zawartych lub właśnie negocjowanych transakcjach. Trzeba tu dodać, że nie tylko rządy i koncerny włączyły się do tego wyścigu o ziemię. W Patagonii kupują ją miliarderzy tacy jak: Ted Turner, Matt Damon, Richard Gere czy bracia Benettonowie, którzy już w latach 90. wykupili tam 900 tys. ha zakładając gigantyczne latyfundium. Także tam miliarder i filantrop, George Soros posiada grunty pod uprawy przeznaczone na biopaliwa, a jego partner z Funduszu Inwestycyjnego Quantum, Jim Rogers niezmiennie powtarza: Inwestujcie w gospodarstwa! Inwestujcie w ziemię! To hasło w dobie kryzysu i zachwiania dotychczasowych rynków inwestycyjnych może znaleźć wielu naśladowców. Bank Morgan Stanley już wypił 40 tys. ha, a rosyjski fundusz hedgingowy – 300 tys. ha ziemi na Ukrainie.
Szef FAO twierdzi: „Ceny gruntów rolnych są obecnie tak niskie, że w perspektywie długoterminowej to dobry interes” (…) „Biedne kraje, które są gorzej poinformowane o cenach zostaną wykorzystane i sprzedadzą bardzo szybko swoje dobra”.
Zagrożenie nie dotyczy tylko gruntów rolnych, ale także światowych obszarów leśnych. W obecnym systemie gospodarki wolnorynkowej nic nie powstrzyma wycinki lasów Amazonii i innych puszcz tropikalnych, które chronią równowagę klimatyczną naszej planety. Krótkoterminowy rachunek łatwych zysków mówi dziś, że 1 ha lasu deszczowego zamieniony na plantację palmy olejowej przynosi 10 – 15 razy więcej (ok. 5 tys. dol. rocznie) niż pozyskane z niego drewno. Paradoks polega na tym, iż olej palmowy wykorzystywany jest jako paliwo odnawialne w pojazdach. W nikłym stopniu rekompensuje to jednak zastępowanie lasów tropikalnych – najbogatszych ekosystemów Ziemi – monokulturami rolnymi produkującymi biopaliwo. W 2008 r. wyrąb lasów Amazonii przybrał rekordową skalę. Konwencję o ochronie klimatu i bioróżnorodności z jej celem powstrzymania utraty gatunków roślin i zwierząt do 2010 r. należy dziś wyrzucić do kosza.
Czasem pojawiają się zielone jaskółki, przez niedowiarków zwane „ekoterrorystami”. Próbują one (od lat 80. ubiegłego wieku) przeciwdziałać niszczeniu lasów wykupując je na cele ochrony przyrody. Odnoszą nawet lokalne sukcesy, jak choćby Word Land Trust, który zebrał po 30 euro (równowartość 2000 m2 lasu !!!) od tysięcy osób na zakup 150 tys. ha lasu w celu ochrony słoni w Indiach. Jednak takie działania są przysłowiową kroplą w morzu wobec błyskawicznie postępującego agrarnego neokolonializmu.