Biedę można wyliczyć, poddać statystyce. Statystyka nie odzwierciedla losu indywidualnych ludzi, których bieda dotknęła, jednakże ujęcie statystyczne pokazuje ogrom tych małych indywidualnych tragedii. Czasami bezsilność pokonuje człowieka i z woli walki o lepsze jutro czyni jedynie wolę przetrwania do jutra.
Andreasa* pierwszy raz spotkałem w sierpniu 2018 roku. Wsiadł do S-bahnu ubrany w za duże spodnie dresowe, jednobarwny T-shirt, porwane tenisówki. Ubrania były znoszone i podobnie jak ręce i twarz brudne. Przechodził przez wagon, zatrzymywał się koło siedzących i ze spuszczoną głową, wpatrzony w swoje stopy, bardzo cicho i niewyraźnie prosił o wsparcie. Właściwie nie czekając na datki przechodził dalej, do następnych pasażerów.
Niedawno w Niemczech opublikowano „Między pandemią a inflacją. Wspólny raport ubóstwa 2022”, według którego w ubóstwie żyje 13,8 miliona, czyli 16,6 % Niemców. Definicje ubóstwa są względne. Według ONZ
„ubóstwo to ograniczenie wyboru i szans życiowych, to naruszenie ludzkiej godności. Oznacza brak możliwości skutecznego uczestnictwa w społeczeństwie. Oznacza też niedostatek żywności i ubrań potrzebnych rodzinie, brak możliwości uczęszczania do szkoły i korzystania ze służby zdrowia, brak dostępu do ziemi, którą można uprawiać, lub pracy, żeby móc zarobić na życie, a także brak dostępu do kredytu. Ubóstwo oznacza również zagrożenie, bezsilność i wykluczenie jednostek, rodzin i społeczności.”
W Unii Europejskiej zdefiniowane są trzy stopnie ubóstwa:
Ubóstwo absolutne lub skrajne oznacza, że ludzie nie mają podstawowych środków niezbędnych do życia. Na przykład: głodują, nie mają czystej wody, odpowiedniego miejsca do mieszkania, wystarczającej odzieży czy leków i walczą o przetrwanie.
Ubóstwo względne występuje wtedy, gdy poziom życia i dochodów niektórych osób znacznie odbiega od ogólnej normy kraju lub regionu, w którym żyją. Osoby te walczą o to, by żyć normalnie i uczestniczyć w zwykłym życiu gospodarczym, społecznym i kulturalnym.
Zagrożenie ubóstwem lub wykluczeniem społecznym – za zagrożone uznaje się osoby i rodziny, które żyją w ubóstwie względnym lub w poważnym niedostatku materiałowym albo wykazujące bardzo niską intensywność pracy.
Istotna jest w tym miejscu definicja ubóstwa względnego, którą kierowano się podczas obliczeń. Za ich podstawę przyjęto, iż granica ta wynosi 60% mediany zarobków. Przy wyliczeniach brany jest pod uwagę całkowity dochód netto gospodarstwa domowego, w tym zasiłek mieszkaniowy, zasiłek na dziecko oraz inne płatności transferowe lub dotacje. Wysokość mediany jest różna w poszczególnych landach Republiki Federalnej. Wschodnie landy należą do uboższych. Najniższa mediana jest w Meklemburgii 2.496 euro brutto (60% tej kwoty to 1.497,60), następne landy o niskich dochodach to Turyngia (mediana 2.553,00 – 60% = 1,552,20) Saksonia (mediana 2.587,00 – 60% = 1552,20). Najbogatsze landy to Hamburg (mediana 3.718,00 – 60% = 2.230,80), Badenia-Wirtembergia (mediana 3.651,00 – 60% = 2.190,60), Hesja (3.593,00 – 60% = 2.155,80). W całych Niemczech średnia mediana wynosi 3.304,00 euro, a granicę ubóstwa stanowi kwota 1.982,40 euro. Jak widać z powyższego zestawienia, granica ubóstwa między landem o najniższych a landem o najwyższych zarobkach wynosi ponad 700 euro.
Wolontariuszka wchodzi z Andreasem do kolejki miejskiej. Jest ubrany w te same co zazwyczaj ubrania, ale są one wyprane, on umyty. Pod pachą trzyma kilka egzemplarzy gazety „Motz”. Przechodzą razem przez wagon, Andreas z wyciągniętą ręką z gazetą, jak zwykle wpatrzony w podłogę niewyraźnym szeptem, bez przekonania oferuje gazetę. Jeżeli ktoś nawet sięga po portfel, to Andreas tego nie zauważa, idzie szybko, nie nagabuje. Razem z wolontariuszką wysiadają na następnej stacji, stają na peronie, ona pokazuje mu, jak ma trzymać gazetę, namawia go, aby podniósł wzrok. Mój pociąg odjeżdża.

Mapa pochodzi z publikacji „Między pandemią a inflacją. Wspólny raport ubóstwa 2022”
Statystyki to matematyka, to liczby. Jak pisałem powyżej, granica ubóstwa w Niemczech wynosi 1.982,40 euro, co w poszczególnych landach oscyluje między 1.497,60 a 2.230,80. Jeżeli obok mediany weźmiemy pod uwagę średnią matematyczną dochodów, to obraz ten może być bardzo nieczytelny. Zarobki na średnim poziomie wynoszącym 1.982,40 euro w jednych landach zaliczają człowieka do grupy zagrożonej ubóstwem bądź żyjącej w biedzie, zaś w innych landach osoba z takim dochodem będzie w statystykach osobą żyjącą na wystarczającym poziomie, zaspokajającą swoje podstawowe potrzeby bytowe. W Niemczech istnieją bardzo duże różnice w rozmiarze ubóstwia w poszczególnych landach i wynoszą od 12,6% (Bawaria) do aż 28,0% (Brema).
Porównajmy zebrane dane z poniższą mapą. Popatrzmy na dwa landy najwyższą i najniższą medianą. Najniższą medianę miała Meklemburgia, która zajmuje siódme miejsce wśród landów o najwyższym poziomie ubóstwa, zaś pierwszy pod względem wysokości mediany dochodów Hamburg zajmuje dziewiąte miejsce wśród landów o najwyższym poziomie biedy.
Zwinięte, brudne i porwane gazety trzymane przez Andreasa w brudnych, jakby nie mytych od tygodnia rękach. Brudne ubrania, brudna zwrócona ku podłodze twarz. Szybko i niewyraźnie wypowiedziane kilka zdań. Szybkie przejście dalej. Jakby ucieczka od tego miejsca. Jeździ między czterema przystankami jednej linii kolejki miejskiej. Nigdy nie ruszył się poza te przystanki, tam i z powrotem od kilku lat. Uśmiecha się rzadko, a jego uśmiech można sobie kupić za jedno euro, tylko trzeba do niego dotrzeć samemu, on nie spojrzy na pasażerów.
Według wyżej wymienionego Raportu, w związku z pandemią w ciągu roku liczba osób zaliczanych do biednych powiększyła się o 600 tysięcy. O ile na samym początku pandemii „różne tarcze ochronne i środki nadzwyczajne” rządu federalnego i krajów związkowych zapewniły, że „ubóstwo wzrosło stosunkowo umiarkowanie pomimo załamania gospodarczego i szybkiego wzrostu bezrobocia”, to powracające kolejne fale pandemii nie zatrzymały wzrostu liczby biednych. Według danych raportu, ubóstwo wzrosło niezwykle gwałtownie wśród osób pracujących, zwłaszcza wśród popularnej w Niemczech grupy samozatrudnionych, gdzie wskaźnik wzrósł z 9 do 13,1 %. Niepokój budzi wzrost biedy wśród rencistów, który wyniósł 17,9 %, oraz wśród dzieci i młodzieży – do 20,8 %. To dwa niechlubne rekordy.
Są też pozytywne informacje. W Bremie (28% ubóstwa) w porównaniu z raportem z 2020 roku odnotowano 1,6-procentową poprawę sytuacji, w Dolnej Saksonii odnotowano 1,7-procentowy spadek liczby osób, żyjących w ubóstwie. Niestety, prognozowany jest dalszy spowodowany inflacją wzrost ubóstwa.
„Biedy w Niemczech nie ma” – mówi mi Katrin.* – „Każdy, kto chce coś robić, pracować, na pewno będzie miał pracę i dość pieniędzy, żeby dobrze funkcjonować. Popularna ostatnio zrobiła się praca na część etatu i korzystanie z państwowych ośrodków pomocy socjalnej, Caritasu, czy też niezależnych fundacji socjalnych. Ci ludzie pracują niewiele, bo na przykład 4 godziny dziennie, albo po 8 godzin, ale za to dwa dni w tygodniu, często dorywczo. Ponieważ ta praca nie zaspokaja podstawowych potrzeb, to dostają różne zasiłki i zapomogi aby utrzymać się na zadowalającym poziomie. Tak ludziom jest wygodnie.”
Skrajna bieda jest jednym z powodów bezdomności, która dla każdego kraju jest tematem trudnym, niechętnie ujmowanym statystykami. Uwzględniamy dwie grupy osób zaliczanych do grona ludzi bezdomnych. Pierwsza grupa to osoby nieposiadające własnego stałego miejsca zamieszkania zagwarantowanego umową najmu – jest ich około 256 tysięcy, nie licząc uchodźców. Druga grupa, wchodząca w skład tej pierwszej, to osoby mieszkające na ulicy. Ich liczba w całej Republice Federalnej szacowana jest na około 45 tysięcy osób. Jak wspomniałem, statystyki są bardzo ogólnikowe i w pewnym stopniu szacunkowe. Jak widać powyżej, nie uwzględniają uchodźców, których liczba może wynosić nawet 161 tysięcy osób – co daje ogólną liczbę 417 tysięcy, a liczby mieszkających na ulicy nie da się określić.

Grupa bezdomnych na Mehringdamm. Fot Juliusz Adel
Nie chcą rozmawiać. Nie powiedzą o sobie nic. Zdjęcia ewentualnie można zrobić z daleka, żeby twarzy nie było widać, żeby ewentualnie nikt nie poznał. Zresztą – nie mają nic do zaoferowania, przegrali swoje życie. Jedni mieszkają pod wiaduktem jednej z centralnych stacji kolejowych Berlina, drudzy rozbili „miasteczko namiotowe” w centrum. Wśród nich słychać też język polski. Przyjechali tu po lepsze życie, zamieszkali na ulicy.
W nocy z 29 na 30 stycznia 2020 roku w Berlinie wolontariusze policzyli bezdomnych. Oczywiście nie da się policzyć osób w każdym pustostanie, domku na działce, baraku, budowie, kanale, tunelu kolejowym, w piwnicach, strychach, przejściach podziemnych, parkach, lasach czy w tunelu metra. W trakcie „Nocy solidarności” wolontariusze dotarli do 1976 osób. Tej nocy najwięcej osób zatrzymało się w noclegowniach organizacji Berliner Kaeltehilfe – 942 osób. Na ulicy wolontariusze spotkali 807, a w środkach komunikacji miejskiej 158 osób. Na pogotowiu ratunkowym i w areszcie policyjnym tej nocy przebywało 69 bezdomnych. Te dane mówią o możliwych do policzenia osobach bezdomnych. Niezależnie od badań szacunki zakładają, iż w stolicy Republiki Federalnej przebywa od 6 do 10 tysięcy osób trwale bezdomnych.
Organizacje niosące na co dzień pomoc przestrzegały przed hurraoptymizmem przy metodyce liczenia osób bezdomnych przez jedną noc. Zaledwie 288 osób spotkanych na ulicy zgodziło się rozmawiać i podać dane niezbędne do opracowania statystycznego. Z danych tych wynika, że największą grupę (55% ogólnej liczby badanych) stanowią osoby w wieku 30 – 49 lat, prawie połowa (47%) od ponad trzech lat nie ma dachu nad głową. Tej nocy odkryto męską twarz bezdomności – mężczyźni stanowią 84% osób bezdomnych. Najmłodszy bezdomny miał 14 lat!W grupie, która zgodziła się na podanie swoich danych 113 osób (ponad 39%) było narodowości niemieckiej, 140 osób (ponad 49%) to osoby z innych krajów Unii Europejskiej, a 31 osób (ponad 11%) to osoby urodzone poza krajami UE. Z uwagi na ochronę danych nie podano kraju pochodzenia obcokrajowców, choć powszechnie wiadomo, że dość dużą grupę osób bezdomnych w Niemczech stanowią Polacy. Niestety dość często w miejscu przebywania bezdomnych słychać język polski.
Po zapowiedzi liczenia osób bezdomnych w Berlinie organizacja Selbsvertretung der wohnungslosen Menschen (Reprezentacja Osób Bezdomnych) wydała oświadczenie, że taka akcja jest „groźna”, „urągająca godności” i „bezużyteczna”. Zarzucono metodologii to, o czym pisałem powyżej – nie wszędzie można dotrzeć. „Akcja liczenia bezdomnych ma być alibi. Liczy się zwierzęta, a ludziom trzeba pomagać. W przypadku osób bez dachu nad głową pomocą byłoby mieszkanie” – podkreślono w oświadczeniu.
Christian* rozmawia chętnie. Jego życie na ulicy trwa już dwadzieścia lat. Najpierw mieszkał w Austrii, ale siedem lat temu przeniósł się do Niemiec. Obecnie aktywnie współpracuje z organizacją wspomagającą osoby chcące wyjść z bezdomności. Na razie sprzedaje ich gazetkę „Straßenfeger”. Wsparty przez ludzi z organizacji, złożył wnioski do właściwego urzędu. Na razie trwa proces weryfikacji i za dwa miesiące dostanie pierwsze od dwudziestu lat dokumenty. Będzie miał swój dowód tożsamości, będzie mógł ubiegać się o pracę, może jakiś mały kawałek podłogi pod dachem. Wszystko zmieni się na lepsze, wreszcie po dwudziestu latach na ulicy nadejdzie upragniona (od pewnego czasu) zmiana, rozpoczną się jego szczęśliwsze dni.
Na zakończenie warto wspomnieć o tym, że:

Pojemniki na odzież, zabawki, pakowaną żywność. Fot. Juliusz Adel
– W niektórych miejscach Berlina stworzone zostały punkty dzielenia się z innymi. Do wystawionych pojemników można oddać ubrania, buty, książki, akcesoria kuchenne, zabawki, a nawet żywność. W pojemnikach panuje czystość, a wszystkie przekazane przedmioty są wyprane, umyte, zdatne do użytku i spożycia.
– Na trzy wakacyjne miesiące 2022 roku (czerwiec, lipiec, sierpień), aby zapewnić osłonę podczas inflacji, wprowadzono „9 Euro Ticket”. To warty jedynie 9 euro imienny bilet na cały miesiąc kalendarzowy. Nie wprowadzono żadnych limitów i ograniczeń dla chcących go kupić. Obcokrajowcy mogą także korzystać z tej oferty. Właściciel biletu może bez żadnych ograniczeń poruszać się po całym kraju pociągami DB Regio oraz wszelką komunikacją miejską w każdym z miast. W miesiącu czerwcu bilet zakupiło ponad 20 milionów osób. Z kolei w 2023 w maju wprowadzono bilet za 49 euro. Jest tylko jedno ograniczenie: może go kupić także każdy, kto „kupi” abonament i wykaże się posiadaniem aktywnego konta bankowego.
Rząd Federalny opracowuje długofalowy plan wyciągania ludzi z bezdomności. Program stworzony przez koalicję SPD, Zielonych i i FDP zakłada zbudowanie w ciągu dziesięciu lat 100 tysięcy mieszkań socjalnych pod najem oraz kolejne 100 tysięcy w przystępnych cenach.
* – Imiona osób, z którymi rozmawiałem zostały zmienione.
Choć ciężko to sobie wyobrazić, to w roku 2016 w Europie wciąż jeszcze żyją ludzie, zmuszeni zimą do wyboru między posiłkiem a ogrzaniem mieszkania.
To rzeczywistość jednej z najbardziej rozwiniętych globalnych gospodarek – Unii Europejskiej.
Kraje, doświadczające tego problemu najmocniej, to nie te z bardziej surowym klimatem na północy kontynentu, lecz te, w których znajdziemy stare, nieefektywne budynki, sprywatyzowany rynek wynajmu, niski poziom ochrony socjalnej i usług publicznych, a przede wszystkim niski poziom dochodów gospodarstwa domowego w stosunku do cen energii.
Jedynie spójne, całościowe podejście, w którym regulacje rynkowe i wsparcie ze strony polityki społecznej działają na rzecz osiągnięcia tego samego celu, daje szansę na rozwikłanie tego problemu.
Czym jest ubóstwo energetyczne?
To szczególny rodzaj deprywacji materialnej, w której gospodarstwo domowe nie jest w stanie zużywać odpowiedniej do zachowania godnego poziomu życia ilości energii po cenie, którą jest ono w stanie zapłacić. Termin ten odnosił się do ogrzewania jako do największej części kosztów zużycia energii, ale jego dzisiejsze definicje uwzględniają również chłodzenie, oświetlenie, ogrzewanie wody, gotowanie, mrożenie, a nawet koszty transportu.
Ubóstwo energetyczne ma okropne konsekwencje – zarówno dla jednostek, jak i całego społeczeństwa. Głównym, bezpośrednim skutkiem zdrowotnym niedogrzanych domów jest nie tylko hipotermia, ale również wynikłe z upadków obrażenia, choroby układu oddechowego, grypa czy zawał serca – zjawiska, które mogą uderzyć jeszcze długo po zmianie warunków życia. Badania na temat psychologicznych skutków zimnych domów wskazują z kolei na zwiększone ryzyko depresji i stanów lękowych.
Skutki tego stanu rzeczy odczuwa społeczeństwo, jako że ubóstwo energetyczne przyczynia się do dziedziczenia biedy gdy dzieci wracają do domu uczyć się w niedogrzanych, kiepsko oświetlonych pokojach. Osoby starsze, dzieci, gospodarstwa z rodzicami samotnie wychowującymi swe dzieci, osobami z niepełnosprawnościami lub żyjącymi samotnie – oto główne grupy, które są podatne na ten problem. Osoby go doświadczające często wstydzą się prosić o pomoc, co może świadczyć o tym, że skala tego zjawiska może być większa niż podawane dziś szacunki.
Istnieją unijne wskaźniki, dające wyobrażenie o skali ubóstwa energetycznego oraz jego porównania między poszczególnymi krajami, nie są jednak rzecz jasna w stanie zejść do poziomu wskazania indywidualnych gospodarstw domowych potrzebujących pomocy.
Ankieta UE dotycząca dochodów i warunków życia (EU SILC) wykazała, że w roku 2013 10,7% mieszkanek i mieszkańców UE (54 miliony osób) nie było w stanie w dostateczny sposób ogrzać swoje domy. Mniej więcej taka sama ilość ludzi miała zaległości w płaceniu rachunków, a jeszcze więcej – 15,6% – żyło w mieszkaniach z przeciekającym dachem, zawilgoconymi ścianami czy w inny sposób nieadekwatnymi do ich podstawowych potrzeb.
Wskaźniki te nie zmieniły się od tego czasu znacząco. Co gorsza, nie uległy poprawie właściwie od roku 2010 – i to pomimo faktu, że Unia zobowiązała się do zmniejszania ilości ludzi, zagrożonych ubóstwem lub wykluczeniem społecznym, a więc grupy w dużej mierze pokrywającej się z osobami, doświadczającymi ubóstwa energetycznego.
Istnieje szereg powodów, dla których powinniśmy mierzyć się z ubóstwem energetycznym, a nie tylko z ubóstwem jako takim.
Po pierwsze, działania skierowane na zapobieganie biedzie bardzo często opierają się na świadczeniach pieniężnych, co w wypadku ubóstwa energetycznego jest raczej krótkofalowym rozwiązaniem – nawet mimo tego, iż niskie dochody stanowią jego istotny czynnik. Gospodarstwa domowe doświadczają go często dlatego, że ich dom czy mieszkanie są słabo ocieplone, a urządzenia na prąd czy gaz – stare i nieefektywne. Rozwiązanie tego typu problemów może mieć długofalowy charakter, wymaga jednak większych inwestycji.
Drugim, praktycznym powodem do wyróżniania ubóstwa energetycznego jest fakt, iż dostępne na potrzeby efektywności energetycznej finansowanie ze środków UE nie zawsze nakierowane jest na najbardziej potrzebujące wsparcia gospodarstwa domowe. Powinny one stać się ich priorytetowymi odbiorcami aż do momentu, gdy wskaźnik ubóstwa energetycznego spadnie do zera.
Musimy być w stanie sprawnie zidentyfikować takie gospodarstwa domowe, biorąc pod uwagę poziomy ich dochodów oraz wydatków na energię, a także efektywność energetyczną budynku. Istnieje szereg badań naukowych, dotyczących wad i zalet zróżnicowanych podejść do tego tematu – brak wiedzy nie powinien zatem stanowić dla samorządów, państw członkowskich czy Unii Europejskiej wymówki dla opracowania adekwatnej definicji, opartej na już dostępnych lub koniecznych do zebrania danych.
Jak najlepiej walczyć z ubóstwem energetycznym?
Dostępna jest szeroka gama narzędzi – kluczowym elementem jest tu jednak zintegrowane podejście, uwzględniające zarówno aspekty polityki energetycznej, jak i społecznej. Jeśli ministerstwo zajmujące się kwestiami socjalnymi chce chronić narażone na problem gospodarstwa domowe za pomocą porad i świadczeń, a ministerstwu odpowiedzialnemu za energetykę nie przeszkadzają dostawcy prądu, odcinający go osobom zalegającym z rachunkami i zapominający o ich ponownym przyłączeniu w zimie, wówczas ogólny efekt podejmowanych działań nie będzie imponujący.
Taryfy socjalne
Niektórzy Zieloni mogą uznać, że zmniejszenie ceny energii tworzy negatywny bodziec do jej nadmiernej konsumpcji zamiast do stawiania na efektywność energetyczną. Dedykowane taryfy socjalne oznaczają jednak, że ceny mogą mieć charakter progresywny, a gospodarstwa domowe o niskich dochodach nie będą karane za to, że są ubogie.
Zwolennicy wolnego rynku atakują tego typu postulaty – są one jednak bardzo efektywnym narzędziem do uniknięcia wpadania w spiralę zadłużenia oraz możliwości zbilansowania domowego budżetu aż do czasu, gdy zwiększą się dochody i tym samym siła nabywcza.
Ochrona wrażliwych grup konsumentów
Większość państw członkowskich (za wyjątkiem Bułgarii i Czech) realizuje jakąś formę ochrony przed spowodowanym niepłaceniem rachunków odłączeniem od sieci energetycznej w okresie zimowym – w praktyce jednak okazuje się ona często nieefektywna. Gospodarstwa domowe odcina się czasem za brak wniesionych opłat w miesiącach letnich. W efekcie, mimo istniejących zabezpieczeń, pozostają one bez dostępu do usług ciepłowniczych.
Istnieją jednak pewne możliwości przejścia przez zadłużone gospodarstwa do innego dostawcy, oferującego im bardziej korzystne taryfy, nawet w wypadku posiadania przez nie zadłużenia (Dania, Francja, Luksemburg, Wielka Brytania).
Efektywność energetyczna
Poprawa efektywności energetycznej stanowi najlepsze, długofalowe rozwiązanie problemu ubóstwa energetycznego. Potrzebne jest jednak więcej lepiej nakierowanych środków. Musimy pamiętać, że znaczna część wrażliwych konsumentów żyje w budownictwie socjalnym, w którym wyzwaniem staje się kwestia komunikacji między wynajmującym a najemcą.
Holandia oraz państwa skandynawskie okazują się liderami wśród państw członkowskich w zakresie poprawy efektywności energetycznej w budownictwie społecznym. Niektóre inne kraje UE z kolei niemal w ogóle nie mają tego sektora, w efekcie czego wsparcie powinno być nakierowane na obsługę prywatnego rynku najmu.
Musimy jednak zauważyć, że budownictwo komunalne stanowi najprawdopodobniej najlepszy, najbardziej efektywny sposób na wsparcie rodzin o niskich dochodach – jego rozwijanie powinno być zatem priorytetem dla każdego państwa członkowskiego.
Doradztwo oraz dzielenie się informacjami
Zapewnienie konsumentom dostępu do adekwatnych informacji jest kluczową kwestią. Regulatorzy oraz organizacje pozarządowe mają tu do odegrania istotną rolę. Narażone na ubóstwo energetyczne gospodarstwa domowe często nie dysponują dostateczną wiedzą, umożliwiającą im negocjowanie z dostawcami energii.
Tam, gdzie dostępne jest wsparcie i doradztwo, tam osoby ubogie radzą sobie lepiej ze swoimi długami. NGOsy w niektórych krajach walczą o bardziej inteligentne liczniki, więcej czytelnych informacji na rachunkach za energię oraz bezpośrednie informowanie konsumentów o tym, że na rynku dostępne są opcje z bardziej korzystnymi cenami.
Dobre praktyki z różnych stron UE
Inicjatywy tego typu działają najlepiej, gdy angażują lokalne społeczności oraz organizacje społeczne.
Trwający pięć lat projekt REELIH, realizowany przez Habitat for Humanity International przy wsparciu finansowym USAID polega na testowaniu oraz wdrażaniu wieloźródłowego finansowania inicjatyw renowacyjnych dla gospodarstw domowych o niskich dochodach w Armenii oraz Bośni i Hercegowinie.
Projekt ACHIEVE, finansowany przez Komisję Europejską, działa w pięciu krajach. Ma za zadanie opracowanie programów doradczych dla wrażliwych grup konsumentów, a także dostarczanie im efektywnych pod względem zużycia energii czy wody urządzeń, umożliwiających im oszczędzanie na rachunkach. Porady stanowią kluczowe narzędzie wsparcia dla osób będących beneficjentami programu.
Inną udaną inicjatywą, realizowaną przez sektor pozarządowy, jest obóz rekonstrukcyjny budownictwa socjalnego na Węgrzech, pomagający najemcom zaniedbanych lokali komunalnych, borykających się często z zadłużeniem. Projekt ten pomaga im poprzez kontakt z ekspertami i współpracę z wolontariuszami przygotować własną renowację.
Stan gry
Słowa komisarza do spraw unii energetycznej, Maroša Šefčoviča, są bardzo zachęcające. „Musimy je (ubóstwo energetyczne) mierzyć i współpracować w kwestii walki z tym problemem. Nie jest to coś, co jeszcze rok temu było czymś oczywistym”. Brak planów Komisji co do stworzenia ogólnounijnej definicji, kodyfikującej co najmniej najważniejsze elementy opisów zjawiska, stosowanych w poszczególnych państwach członkowskich, jest jednak czymś rozczarowującym.
Z drugiej strony warto wspomnieć, iż KE opublikowała ogłoszenie dotyczące oferty stworzenia obserwatorium ubóstwa energetycznego, które monitorować ma sytuację w Europie oraz świadczyć wsparcie techniczne. Miejmy nadzieję, że już wkrótce poznamy rezultaty tego przetargu.
Komisja aktywnie działa w zakresie tworzenia publikacji na ten temat, takich jak opracowanie dotyczące możliwości finansowania inwestycji w efektywność energetyczną w gospodarstwach o niskich dochodach. Insight-E, doradzający KE think-tank, opublikował materiał na temat oceny zabezpieczeń przed odłączeniem energii, taryf socjalnych oraz świadczeń pieniężnych.
Poza pracą teoretyczną Komisja powinna również zaproponować czytelny mandat, dotyczący uznania zmagających się z ubóstwem energetycznym gospodarstw domowych za priorytet przy finansowaniu działań z zakresu poprawy efektywności energetycznej, na przykład w ramach opublikowanego w listopadzie 2016 roku pakietu „Czysta energia dla wszystkich”.
Ubóstwo energetyczne oraz wrażliwi konsumenci nie są niestety głównym punktem odniesienia tej inicjatywy, co może oznaczać przegapienie rzadkiej okazji do zmierzenia się z najbardziej paląca kwestią w ramach Unii Europejskiej – rosnącymi nierównościami.
Jak zauważa publikacja „Handbook on Energy Poverty”[1] „mechanizmy te mogą uwzględniać dyrektywę o efektywności energetycznej, wprowadzającą wymóg przeznaczania określonej części środków na ten cel na walkę z ubóstwem energetycznym poprzez renowacje, podejmowane w gospodarstwach domowych o niskich dochodach. (…) Fundusze te powinny być również kierowane do państw członkowskich w Europie Środkowej, Wschodniej oraz Południowej, gdzie problem ten jest najszerzej rozpowszechniony”.
Przypisy:
[1] Publikacja „Energy Poverty Handbook” powstała w biurze europosła frakcji Zielonych/Wolnego Sojuszu Europejskiego, Tamasa Meszericsa. Wybrane do niej artykuły prezentują wielowymiarowe spojrzenie na problem ubóstwa energetycznego, rekomendowane działania polityczne oraz oddolne inicjatywy z różnych stron Europy. Przewodnik ten ma za zadanie dostarczyć pełen zestaw wiedzy, potrzebnej aktywistom i politykom do walki o lepsze regulacje, jak również odniesienia do najbardziej aktualnej wiedzy akademickiej, mającej wesprzeć doradców i ekspertki w opracowywaniu dalszych pomysłów i narzędzi walki z ubóstwem energetycznym.
Artykuł „Why Is Energy Poverty Still an Issue?” ukazał się na łamach Zielonego Magazynu Europejskiego. Tłumaczenie: Bartłomiej Kozek
Zdj. Fragment okładki publikacji „Energy Poverty Handbook”
Eurostat ponownie zmierzył PKB na głowę mieszkańca w poszczególnych regionach Unii Europejskiej. W dwudziestce najbiedniejszych znalazło się aż pięć województw z Polski. Wszystkie są województwami ściany wschodniej – Lubelskie, Podkarpackie, Warmińsko-Mazurskie, Świętokrzyskie i Podlaskie. Pośród tego grona znalazły się jeszcze regiony z Bułgarii, Rumunii, Węgier oraz po jednym greckim i francuskim (tutaj chodzi o wyspę Majotta, położoną na archipelagu Komorów na Oceanie Indyjskim). Polskie regiony uplasowały się wśród najbiedniejszych po raz
Pośród najbogatszych regionów UE znalazły się dzielnice Londynu, Luksemburg, Belgia, Hamburg, Bratysława, Górna Bawaria, Paryż, Praga, Sztokholm oraz kilka innych miejsc ze Skandynawii, Niemiec, Holandii i Belgii, oraz Irlandii.
Dodał: Łukasz Markuszewski
COP 21: negocjacjach, toczących się w Paryżu, chodzi przede wszystkim o Sprawiedliwość Klimatyczną, albo – przynajmniej – powinno. Jest to kwestia moralności, solidarności, odpowiedzialność i powstrzymania klimatycznego ludobójstwa.
COP21 – 21-sza konferencja, w której światowi przywódcy dyskutują, jak złagodzić skutki Zmian Klimatycznych, spowolnić je i ewentualnie zatrzymać. Druzgocące efekty Zmian Klimatycznych można obserwować już od jakiegoś czasu, a zmiany te są już nieodwracalne.
Ok. Liderzy będą próbowali rozwikłać następujące kwestie:
Co robić?
Jakie wyznaczyć cele?
Jak i kto ma to zrobić?
Kto za to zapłaci?
Niemal na pewno, konferencja zakończy się wielkim fiaskiem:
Cele za mało ambitne.
Brak wiążących zobowiązań.
Brak decyzji, kto i jak ma finansować działania wobec Zmian Klimatycznych.
To nie sprawiedliwość. Co zatem?
Sprawiedliwość Klimatyczna mogłaby dotyczyć krajów i korporacji, które są historycznie odpowiedzialne za emisje dwutlenku węgla, które doprowadziły to katastrofy klimatycznej. One powinny płacić tym, którzy nie mieli nic z tym wspólnego.
Sprawiedliwość Klimatyczna mogłaby dotyczyć krajów i korporacji, które obecnie produkują największe ilości dwutlenku węgla. One powinny płacić tym, którzy nie emitują go niemal wcale.
Sprawiedliwość Klimatyczna mogłaby dotyczyć krajów i korporacji, które posiadają pieniądze, infrastrukturę, instytucje, technologie, wysoko wyspecjalizowanych ekspertów, i inne środki, które mogłyby służyć łagodzeniu Zmian Klimatycznych. One powinny płacić tym, którym brakuje powyższych atutów.
Sprawiedliwość Klimatyczna mogłaby dotyczyć krajów, które są najmniej dotknięte przez Zmiany Klimatyczne. One powinny płacić tym, którzy już ponoszą największe straty z tego powodu i będą cierpieć jeszcze bardziej.
Sprawiedliwość Klimatyczna mogłaby oznaczać nadanie statusu uchodźców, wszystkim tym, którzy uciekają przed suszami, powodziami i innymi klęskami naturalnymi, uciekają przed ubóstwem i przemocą spowodowaną i wzmożoną przez Zmiany Klimatyczne.
Sprawiedliwość Klimatyczna mogłaby oznaczać to wszystko i o wiele więcej.
Nie trudno zauważyć, że kraje, które historycznie są najbardziej odpowiedzialne, obecnie emitują najwięcej dwutlenku węgla, mają środki aby Zmianom Klimatycznym zaradzić i są najmniej dotknięte… to mniej więcej te same kraje. Większość z nich to tak zwana Globalna Północ.
Te, które nie są historycznie odpowiedzialne, obecnie niemal nie produkują dwutlenku węgla, mają ograniczone środki przeciwdziałania Zmianom Klimatycznym, a jednocześnie są przez nie najbardziej dotknięte… to są kraje tak zwanego Globalnego Południa.
Północ powinna zapłacić Południu.
A Północ nie zapłaci.
Korporacje nie zapłacą.
Ubodzy już płacą.
500? 1 000? 2 000? Ile ludzi dziennie umiera z powodu Zmian Klimatycznych?
Niezależnie od liczby, jest to przemoc, jest to ludobójstwo.
Niezależnie od liczby, przekroczyła ona ilość ofiar Auschwitz-Birkenau.
Niezależnie od liczby, to najubożsi, którzy umierają.
Globalna Północ dokonuje ludobójstwa, i nie zaprzestanie.
W negocjacjach, które toczących się w Paryżu, chodzi przede wszystkim o Sprawiedliwość Klimatyczną, albo – przynajmniej – powinno.
Artykuł ukazał się pierwotnie na łamach strony internetowej: DNS-Tvind: Działak, Piotr – I say Climate, you say Justice [EN]
Jak wynika z najnowszego raportu fundacji Oxfam, 50 proc. najuboższej ludności na świecie jest odpowiedzialna za jedyne 10 proc. emisji CO2. To oni jednak stoją przed poważnymi zagrożeniami, jakie niosą ze sobą klęski żywiołowe spowodowane zmianami klimatu.
„Najwyższy czas na zmiany i działania dla dobra naszych społeczeństw, a nie dla zanieczyszczających” – powiedziała Kandi Mosset z organizacji Indigenous Environmental Network (Sieć Ekologiczna Ludów Tubylczych).
Podczas gdy politycy, dyplomaci i najwięksi przedsiębiorcy zebrali się w Paryżu na międzynarodowej konferencji klimatycznej COP21, nowy raport opublikowany w środę przez pozarządową organizację humanitarną Oxfam International potwierdza oskarżenia organizacji społecznych, które od dawna twierdziły, że chociaż to głównie najbogatsi ludzie świata i najzamożniejsze kraje są odpowiedzialne za zmianę klimatu, to jednak ubodzy – a w szczególności mieszkańcy Globalnego Południa – cierpią z powodu susz, nawałnic i podniesienia się poziomu mórz.
Wnioski raportu pokazują, że 50 proc. najuboższej ludności świata jest odpowiedzialna za jedyne 10 proc. emisji CO2.
Dla porównania, bogaci mieszkańcy naszej planety biorą nieproporcjonalnie większy udział w zanieczyszczaniu klimatu: 10 proc. najzamożniejszych jest winna emisji około światowej 50 proc. CO2.
Z kolei największą nierówność znajdziemy, kiedy przyjrzymy się czołówce, czyli zaledwie 1 proc. najbogatszych. Zużycie związków węgla przez jednostkę z tej grupy jest średnio 175 razy większe niż osoby pochodzącej z najbiedniejszych 10 proc. populacji.
„Jedynymi beneficjentami statusu quo i kiepskiego porozumienia zawartego w Paryżu, jest elitarna grupa multimilionerów, którzy swoich fortun dorobili się w przemyśle paliw kopalnych” – donosi Oxfam International.
Nie da się zaprzeczyć globalnym nierównościom.
We wnioskach raportu można przeczytać, że średnie zużycie CO2 przez jednostkę z najbiedniejszej połowy populacji Indii to jedynie 1/20 tego, co zużywa najuboższa połowa w Stanach Zjednoczonych. Natomiast 10 proc. najbogatszych ludzi w Indiach wykorzystuje tylko 1/4 tego, co jedna osoba należąca do najbiedniejszej połowy populacji Stanów Zjednoczonych.
Podobne zestawienie pokazuje, że 600 milinów ludzi stanowiących 50 proc. najbiedniejszej populacji Chin jest odpowiedzialna za wytwarzanie 1/3 emisji 10 proc. najbogatszych Amerykanów.
Autorzy raportu Oxfam piszą w podsumowaniu, że ich „analiza pozwala rozwiać mit, który głosi, że obywatele szybko rozwijających się krajów w jakikolwiek sposób ponoszą winę za zmianę klimatu”. Raport dobitnie pokazuje, że „chociaż emisje dwutlenku węgla zwiększają się szybciej w krajach rozwijających się, to jednak są one wynikiem produkcji towarów konsumowanych w innych miejscach na świecie. To oznacza, że emisje związane ze stylem życia zdecydowanej większości ludzi, są nadal niższe niż te w krajach wysoko rozwiniętych”.
Co więcej, Bank Światowy odnotował w swoim sprawozdaniu (pdf) z listopada, że skutkami wynikającymi z ocieplenia klimatu takimi jak powodzie, susze, brak urodzaju i fale gorąca zagrożeni są najbiedniejsi mieszkańcy naszej planety, ale w szczególności kobiety.
Dlatego też autorzy raportu Oxfam podkreślają, że „jedynymi beneficjentami statusu quo i kiepskiego porozumienia zawartego w Paryżu, jest elitarna grupa multimilionerów, którzy swoich fortun dorobili się w przemyśle paliw kopalnych”.
To przesłanie wybrzmiewa na ulicach Paryża, gdzie ludzie z całego świata uczestniczą w tzw. ceremoniach leczniczych, tworzą łańcuchy ludzi i ogłaszają kreatywne kampanie artystyczne, domagając się konkretnych rozwiązań dla klimatu. Wspierają ich marsze i protesty ludzi na całym świecie.
Bogate kraje, takie jak Stany Zjednoczone, atakowane są za uchylanie się od odpowiedzialności w walce z obecnym kryzysem.
„Jeśli rząd Obamy poważnie podchodzi do zmian klimatu, to musi równie poważnie podejść do zmian, które chcą wprowadzić” – podkreśliła w oświadczeniu prasowym opublikowanym w drugiej połowie listopada Kandi Mosset z organizacji Indigenous Environmental Network (Sieć Ekologiczna Ludów Tubylczych), będącej częścią koalicji liderów lokalnych społeczności przewodzących walce ze zmianami klimatu w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. „Dokonanie tych zmian nie będzie łatwe, jednak droga na skróty i uległość wobec interesów przemysłu paliw kopalnych były tym, co wpędziło nas w obecny kryzys”.
„Najwyższy czas na zmiany i działania dla dobra ludzi, a nie trucicieli” – pointuje Mosset.
Sarah Lazare
autorka jest członkinią redakcji Common Dreams
Przekład: Justyna Gontarz
Źródło: http://www.commondreams.org/news/2015/12/02/new-report-confirms-worlds-wealthy-fueling-carbon-pollution-poor-suffer
Projekt 500 złotych na drugie i kolejne dziecko mimo swej prostoty jest trudny do jednoznacznej oceny. Z jednej strony dobrze, że władza jako jeden z priorytetów uznaje wsparcie rodzin i jest gotowa zainwestować w to znaczne środki (szacowany koszt przedsięwzięcia to od 15 do 21 mld rocznie w zależności od ostatecznego kształtu jaki ostatecznie program przybierze). Napisałem o „inwestowaniu” bowiem polityka rodzinna może okazać się inwestycją także w dosłownym sensie. Nie chodzi tylko o stymulowanie dzietności (bowiem potencjalny wpływ akurat tego programu na wzrost liczby dzieci wydaje się dalece niepewny), ale przede wszystkim o współtworzenie przez politykę publiczną warunków bezpieczeństwa i rozwoju dla dzieci i ich rodziców.
Na uwagę zasługuje też przyświecające autorom projektu podejście „ uniwersalne” zgodnie z którym wsparcie nie jest adresowane tylko dla najuboższych, ale dla dzieci ogółem jako mechanizm motywacyjny (w założeniach zachęcający do decyzji prokreacyjnych) i kompensacyjny (świadczenie łagodzi koszty jakie ponoszą rodziny w związku z wychowaniem dziecka). Jest to nieco inne podejście niż to które cechowało ewolucję polityki rodzinnej od początku transformacji, a więc dążenie by wsparcie trafiało tylko do najbardziej potrzebujących. Takie podejście widać dziś nie tylko w ustawie o pomocy społecznej, ale także ustawie o świadczeniach rodzinnych, na gruncie której wspierane finansowo są rodziny niezamożne.
Lepiej tworzyć nowe formy czy rozwijać czy rozszerzać dotychczasowe?
Doświadczenia krajów za granicą pokazują, że także „uniwersalne” podejście jest uprawnione i stosowane, więc warto o nim dyskutować także u nas. Pomysł Prawa i Sprawiedliwości co prawda ową zasadą powszechności nie obejmuje rodzin z jednym dzieckiem (przewidziany jest dla nich próg dochodowy – 800 złotych lub 200 złotych w przypadku dziecka z niepełnosprawnością), a ponadto w jednej z wypowiedzi Pani Premier pojawiała się sugestia o ewentualności wprowadzenia progu dochodowego dla wszystkich rodzin zamożnych. Ewentualne wprowadzenie kryterium nie przekreśla sensowności programu, zwłaszcza jeśli próg ustalony byłby na wysokim poziomie, pozwalającym na objęcie wsparciem nie tylko rodziny biedne ale także te o średnich dochodach. Można jednak zastanawiać się – czy zamiast tworzyć nowe, odrębne świadczenie wychowawcze nie lepiej byłoby podnieść do 500 złotych kwotę obecnie wypłacanych zasiłków rodzinnych, a także znacznie podnieść próg uprawniający do korzystania z nich?
Bogaci zyskają więcej niż niektórzy ubożsi – czy to sprawiedliwe?
Ważniejszy jednak zarzut wobec koncepcji nowego świadczenia dotyczy harmonizacji tej formy wsparcia z niektórymi dotychczas pobieranymi przez ubogie rodziny świadczeniami z pomocy społecznych. Jeśli owo 500 złotych będzie wliczane do dochodu część ubogich rodzin pobierając je może przekroczyć próg dochodowy z pomocy społecznej i/lub świadczeń rodzinnych , co pozbawi ich części dotychczas otrzymywanych świadczeń. Szczególnie może uderzyć to w rodziny, w których obok wychowywania dzieci sprawowana jest jeszcze opieka nad osobami niesamodzielnymi (np. starszą babcią). Po przekroczeniu odpowiedniego kryterium dochodowego do świadczeń rodzinnych na skutek pobrania 500 złotych na dziecko rodzina taka może stracić 520 złotych specjalnego zasiłku opiekuńczego, który przysługuje w przypadku rezygnacji z pracy z tytułu opieki nad znacznie niepełnosprawną osobą dorosłą i spełnienia kryterium dochodowego na poziomie 764 złotych na osobę. Także tam gdzie rodziny korzystają z usług opiekuńczych i specjalistycznych usług opiekuńczych samo zwiększenie dochodu dzięki owym 500 złotym może zwiększyć koszt odpłatności za nie, bowiem indywidualny poziom opłat jest ustalany przez gminę w zależności od tego o ile zostanie przekroczone kryterium dochodowe do świadczeń z pomocy społecznej. Nawet jeśli w owych rodzinach bilans finansowych korzyści i strat okazałby się korzystny, ale w stopniu o wiele mniejszym niż 500 złotych dodatkowego dochodu, podczas gdy rodziny zamożne i to bez dodatkowych obciążeń opiekuńczych będą mogły skorzystać w pełni z nowego świadczenia, pojawia się pytanie o to czy rozwiązanie to ma sens z punktu widzenia sprawiedliwości społecznej. Nie wydaje się szczególnie sprawiedliwa społecznie sytuacja, w której korzystają wszyscy ale ci, którym na starcie jest lepiej w znacznie większym stopniu niż ci, którym jest gorzej.
Kwestia usług publicznych niesłusznie pomijana
Kolejna problematyczna kwestia to potencjalne koszty utraconych możliwości finansowania innych form wsparcia rodziny. Wszak, program jest na tyle kosztowny, że pod znakiem zapytania stoi w ogóle możliwość pokrycia kosztów jego wprowadzenia w najbliższym roku. Tym bardziej nie jest pewne czy władza będzie chciała ( i miała ku temu zasoby) by finansować jeszcze inne instrumenty polityki rodzinnej jak opieka nad dzieckiem do lat trzech, opieka przedszkolna, asysta rodzinna etc. Niepokój wynika także z tego, ze w programie partii, która objęła władze jak i w wypowiedziach jej przedstawicieli nie ma w ogóle wzmianki o potrzebie dalszego rozwoju usług opiekuńczych wobec bardzo małych dzieci. A to właśnie ten instrument jest głównym filarem nowoczesnej polityki rodzinnej w krajach rozwiniętych, podczas gdy transfery socjalne są raczej jej uzupełnieniem. Rozwój usług opiekuńczych zapewne też w większym stopniu mógłby przyczynić się do promowania dzietności, bowiem pośrednio przekłada się na możliwość powrotu kobiet na rynek pracy, a to właśnie obawa o niemożność kontynuowania drogi zawodowej jest jedną z najczęściej wskazywanych barier dla decyzji prokreacyjnych. Przyczyniać się może ona także do ryzyka ubóstwa, w związku z brakiem dochodu z pracy jednego z rodziców. Ponadto biorąc pod uwagę integracyjne i prorozwojowe walory objęcia tego typu usługami dzieci z różnych grup społecznych, zwłaszcza tych defaworyzowanych, zmniejsza się tym samym ryzyko ubóstwa i wykluczenia ich w przyszłości oraz reprodukcji niekorzystnego statusu społecznego.
Polityka społeczna to nie tylko wsparcie rodzin
Na koniec jeszcze jednak uwaga. Dyskusja o 500 złotych absorbuje niemal całą publiczną uwagę jeśli chodzi o politykę społeczną. Nie do końca słusznie. Jest wiele innych nie rozwiązanych problemów i grup wymagających pilnie podjętych działań publicznych. Nie wszystkie je możemy zapisać w kategorii „rodziny z dziećmi”, wobec czego nie skorzystają z nowego instrumentu. Można długo wymieniać. Niezdolne do pracy osoby schorowane i starsze, wykluczeni opiekunowie niepełnosprawnych osób dorosłych, osoby doświadczający niestabilności na rynku pracy i w sytuacji mieszkaniowej, długotrwale bezrobotni czy młodzi ludzie bez perspektyw i wsparcia, opuszczający pieczę zastępczą lub własne rodziny dotknięte dysfunkcją. Katalog ten jest otwarty i można dopisać jeszcze wiele grup do wsparcia i spraw do załatwienia. Powinniśmy o nich pamiętać i przypominać władzy, pytać co ma ona im do zaoferowania i podpowiadać rozwiązania.
Najnowszy raport Narodowego Banku Polskiego o zamożności gospodarstw domowych stwierdza, że nierówności dochodowe w Polsce ciągle są bardzo wysokie. W omówieniu raportu napisano, że „10 proc. najbardziej zasobnych gospodarstw domowych posiada 37 proc. całkowitego majątku netto, podczas gdy majątek (netto) 20 proc. najmniej zasobnych gospodarstw stanowi jedynie niewielką część (1,0 proc.) całego majątku gospodarstw domowych. Zróżnicowanie majątku jest w Polsce większe niż w przypadku dochodów, o czym świadczy wyższa wartość współczynnika Giniego dla majątku netto (58 proc.) niż dla dochodu (38 proc.)”.
Oznacza to, że nierówności w Polsce są znacznie większe gdy mierzymy majątek posiadany przez gospodarstwa domowe niż zarobki tychże gospodarstw. Jednocześnie wskaźniki te są nieco niższe niż średnia unijna, jednak może być to spowodowane chociażby nikłą polityką komunalną państwa. W Niemczech, gdzie jedynie 44% obywateli posiada własne lokum, większość mieszka w wynajmowanych, z reguły komunalnych, mieszkaniach. Wobec tego osoby posiadające mieszkania podbijają wskaźnik nierówności ze względu na posiadany majątek. W Polsce, gdzie polityka mieszkaniowa nie istnieje, konieczne jest wzięcie kredytu mieszkaniowego i kupno własnego „M”, czym tłumaczyć należy wysoki (76%) wskaźnik osób posiadających główny lokal zamieszkania.
Jednocześnie jednak polskie gospodarstwa domowe są niezbyt zadłużone – jedynie na 6% majątku brutto. Średnia dla strefy euro wynosi ponad 20%.
Dodał: Łukasz Markuszewski
Wobec fali zamachów terrorystycznych, zorganizowanych przez islamskich ekstremistów, rząd francuski nie ograniczy praw obywatelskich ani nie będzie bardziej kontrolował muzułmańskich obywateli Francji. Wprost przeciwnie. Premier Manuel Valls z Partii Socjalistycznej ogłosił, że rząd przygotowuje nowy program dla przedmieść zamieszkanych przez wykluczonych społecznie i etnicznie imigrantów, tzw. „banlieues”. Zakłada on rozbudowę mieszkalnictwa komunalnego, wsparcie dla powstawania miejsc pracy, ograniczenie wpływów prywatnego szkolnictwa, a co za tym idzie, entniczne pomieszanie rdzennie francuskich i napływowych uczniów, oraz kary za dyskryminację ze względu na adres.
Badania dowodzą, że francuskie szkolnictwo faworyzuje uczniów zamożnych, zwiększając dystans między nimi a uczniami ubogimi, czyli przeważnie dziećmi imigrantów. Inne badania wskazują, że mieszkaniec osiedla uważanego za „newralgiczne” ma znacznie niższe szanse na uzyskanie pracy. Oznacza to, że imigranci są we Francji izolowani, co sprzyja powstawaniu gett i rozwojowi radykalnych ruchów islamskich.
Działania zaproponowane przez francuski rząd mają za zadanie odcięcie poparcia dla islamistów przez otwarcie na mniejszości etniczne i zapewnienie im równego statusu we francuskim społeczeństwie.
Dodał: Łukasz Markuszewski