Śląskie kopalnie od lat wylewają do Odry i Wisły setki milionów metrów sześciennych słonych ścieków – i robią to całkowicie legalnie. Raport Najwyższej Izby Kontroli ujawnia brutalną prawdę: państwo zezwala na dewastację środowiska w imię interesów spółek górniczych, zamiast chronić wspólne dobro.

Legalne trucie, systemowa bezradność

Kontrola objęła największe państwowe podmioty górnicze – Jastrzębską Spółkę Węglową, Polską Grupę Górniczą i Spółkę Restrukturyzacji Kopalń – oraz Wody Polskie, odpowiedzialne za nadzór i wydawanie pozwoleń. Z 67 analizowanych dokumentów w aż 64% warunki ochrony środowiska zapisano nieprecyzyjnie, a w 36% nie zapisano ich wcale. Innymi słowy: kopalnie dostały od państwa wolną rękę.

Efekt? Między 2020 a 2023 rokiem do rzek trafiło 733 mln m³ wód dołowych z ładunkiem 5,9 mln ton soli. Średnie zasolenie ścieków sięgało 8 g/l – więcej niż w Bałtyku. To właśnie takie warunki sprzyjały zakwitowi tzw. złotych alg, które w 2022 roku wytruły Odrę.

Kontrola bez kontroli

Raport NIK demaskuje pozorność nadzoru nad kopalniami. Wody Polskie bez szemrania akceptowały sprawozdania spółek, nie żądały dowodów, nieraz wydawały decyzje korzystniejsze niż żądały same zakłady. Monitoring jakości ścieków? Raz na dwa miesiące. Przeglądy pozwoleń? Rzadkie i nierzetelne, czasem całkowicie zaniechane.

To państwowe instytucje stworzyły system, w którym górnicze spółki same decydują o tym, jak bardzo zatrują rzeki.

Grosze za katastrofę

Najbardziej oburzająca jest cena, jaką kopalnie płacą za swoje praktyki. 5 groszy za kilogram soli – tyle kosztuje niszczenie wspólnych zasobów wodnych. Rocznie wychodzi 63–70 mln zł – śmieszna kwota wobec miliardowych obrotów sektora. Mało tego: przepisy pozwalają te opłaty jeszcze obniżać, o ile kopalnia jest w stanie chwilowo zatrzymać ścieki.

Zdaniem NIK taki system nie tylko nie zachęca do ochrony środowiska, ale nagradza bierność i minimalizm. To państwo de facto subsydiuje trucie własnych rzek.

Rachunek dla społeczeństwa

W dorzeczu Wisły w ciągu czterech lat znalazło się 469 mln m³ słonych wód i 3,7 mln ton soli. Do Odry – 264,5 mln m³ i 2,2 mln ton soli. W sumie 1,5 mln ton soli rocznie – tyle, co całe przemysłowe wysypisko.

Skutkiem jest trwałe pogorszenie jakości wód, degradacja ekosystemów i zubażanie bioróżnorodności. W wielu miejscach rzeki zaczynają przypominać słonawe estuaria zamiast naturalnych siedlisk.

Ekologia kontra interesy państwa

NIK domaga się zmian prawa wodnego: powiązania ulg w opłatach z realnymi systemami retencyjnymi, zniesienia ulg za symboliczne „podczyszczanie” i wprowadzenia stałego monitoringu jakości wód. Ale raport przypomina też, że ostrzeżenia pojawiały się już w 1999 roku. Od tego czasu zmieniło się jedno – państwo coraz mocniej wiąże się z górnictwem, a zasolenie rzek rośnie.

Śląska katastrofa ekologiczna to nie wypadek przy pracy. To efekt politycznych decyzji, które każą obywatelom i przyrodzie płacić za interesy spółek górniczych. Wszystkie trzy kontrolowane spółki mają dominujący udział Skarbu Państwa. Innymi słowy: rząd sam od lat zatwierdza i legitymizuje system legalnego trucia rzek.

Jeszcze jedna Odra?

Katastrofa na Odrze w 2022 roku była punktem zwrotnym – momentem, w którym Polska na własne oczy zobaczyła skutki dekad zaniedbań. Ale dziś, trzy lata później, raport NIK mówi jasno: nic się nie zmieniło. Rzeki wciąż są zrzutowiskiem dla kopalń. Ryzyko kolejnych katastrof ekologicznych jest nie tylko realne – ono jest nieuniknione.

Pytanie nie brzmi już „czy”, tylko „kiedy” i „kto poniesie koszty”.

Źródło: NIK

Pierwsza elektrownia jądrowa w Polsce nie będzie ani zielona, ani bezpieczna. Rządowy program budowy energetyki jądrowej zawiera poważne niespójności i przemilczenia – od braku planu na składowanie odpadów radioaktywnych po ignorowanie krytycznego problemu dostępności wody. Dokumenty przesłane Komisji Europejskiej znacząco różnią się od tych przedstawionych polskiej opinii publicznej.

Choć rząd właśnie zakończył konsultacje aktualizacji „Programu Polskiej Energetyki Jądrowej” (PPEJ), opublikowane dokumenty i notyfikacje dla Komisji Europejskiej rysują zupełnie inny obraz niż oficjalna narracja. Zamiast spójnej strategii – mamy zbiór sprzecznych założeń, pominięć i ryzyk. Program ignoruje kluczowe kwestie środowiskowe, niedoszacowuje problemów z dostępem do wody i opiera się na prognozach demograficznych, które już dziś nie przystają do rzeczywistości. Szczególne kontrowersje budzi brak realnego planu na składowanie wysoko radioaktywnych odpadów oraz lokalizowanie elektrowni w regionach dotkniętych deficytem wody.

Brak składowiska odpadów wysoko radioaktywnych nie spełnia kryteriów unijnej taksonomii

Z aktualizacji PPEJ wynika, iż Polska nie planuje budowy operacyjnego składowiska odpadów wysokoaktywnych przed 2070 rokiem. W punkcie 2.2.2. (str. 25 dokumentu) czytamy: „Zgodnie z doświadczeniami innych krajów, konieczność budowy składowiska na wypalone paliwo jądrowe pojawi się po ok. 30–40 latach od uruchomienia pierwszej elektrowni jądrowej, to jest najwcześniej ok. 2070 r.”

Tymczasem w notyfikacji rządowej przesłanej do Komisji Europejskiej 17 września 2024 r., Polska zadeklarowała, że zamierza spełnić kryteria techniczne unijnej taksonomii z rozporządzenia delegowanego (punkty 58 i 59 notyfikacji) – w tym posiadanie „udokumentowanego planu mającego na celu uruchomienie składowiska do 2050 r.”.

Mamy tu do czynienia ze znacząca zmianą stanowiska rządu w ciągu ostatnich kilku miesięcy i różnicę szacowanego uruchomienia składowiska o ponad 20 lat. Pojawia się pytanie, czy Komisja Europejska oraz prywatni i publiczni inwestorzy (których udział w finansowaniu projektu EJ1 ma wynieść nawet 70%) zostali wprowadzeni w błąd? Jeśli tak – to mamy do czynienia nie tylko z błędem formalnym, ale z ryzykiem prawnym i finansowym mogącym zagrozić całemu projektowi. Jeśli nie – to oznacza, że stanowisko Polski wobec Komisji zostało w ostatnim czasie istotnie zmodyfikowane bez upublicznienia przyczyn tej zmiany, ani informacji o samej zmianie.

– „W dokumencie aktualizującym Program Polskiej Energetyki Jądrowej rząd po cichu przyznaje się, że nie jest w stanie spełnić kryteriów technicznych Taksonomii UE, co de facto sprawia, że pierwsza elektrownia jądrowa planowana w Polsce nie będzie mogła być traktowana i raportowana przez prywatne instytucje finansowe z UE jako inwestycja zrównoważona. Zapewnienia z wniosku notyfikującego zamiar udzielenia pomocy publicznej PEJ z 17 września 2024 r., że zarówno w pełni kontrolowana przez państwo spółka PEJ S.A. jak i instytucje i organy krajowe zrobią wszystko by spełnić kryteria techniczne Taksonomii, które obejmują między innymi posiadanie planu, który określa w sposób szczegółowy, że w kraju powstanie Głębokie Składowisko Odpadów Promieniotwórczych (GSOP) do 2050 r. od początku były mało realistyczne. Teraz polski rząd potwierdza  zakończenie budowy takiego składowiska najwcześniej w 2070 r.” – komentuje Kuba Gogolewski, ekspert Fundacji Mission Possible.

– „Mam nadzieję, że rząd poinformował Komisję Europejską, rynki finansowe oraz agencje ratingowe o tej zmianie, a nie że liczy na to, że nikt nie zauważy zmiany planów” – dodaje Gogolewski.

Brak operacyjnego składowiska wyklucza bowiem zgodność projektu z unijną taksonomią zrównoważonych inwestycji, ograniczając możliwość finansowania go przez instytucje finansowe, pragnące uchodzić za odpowiedzialne środowiskowo i wspierające zieloną transformację oraz może wpływać na wzrost kosztów kapitału dla PEJ S.A.

Niezdolność do chłodzenia reaktorów – lokalizacje bez wody

Drugim, równie krytycznym aspektem jest nieuwzględnienie w programie realnych ograniczeń zasobów wodnych. Elektrownie jądrowe, wymagają ogromnych ilości wody do chłodzenia – większych niż inne konkurencyjne technologie węglowe i gazowe i nieporównywalnie więcej niż energetyka wiatrowa i słoneczna. Tymczasem w preferowanych lokalizacjach dla drugiej elektrowni jądrowej – Bełchatowie i  Koninie – już dziś występuje silny stres wodny. Wskaźnik WEI+ (Water Exploitation Index Plus), który mierzy presję na zasoby wodne, przekracza w tych miejscach 40%, co wskazuje na poważne i niezrównoważone wykorzystanie słodkiej wody (źródło: Analiza Wawrętego i Żelazińskiego dla Towarzystwa na Rzecz Ziemi, 2024).

Badania z 2023 roku wykazały, analizujące możliwość odtworzenia mocy w elektrowni węglowej przy zastosowaniu technologii jądrowych że przepływ Wisły na poziomie 146 m³/s uniemożliwia jednoczesne chłodzenie bloków jądrowych i spełnienie wymogów środowiskowych – zarówno pod względem ilości, jak i temperatury wody. Bloki jądrowe wymagają od 1,55 do 1,67 razy więcej wody do chłodzenia na każdy MW zainstalowanej mocy w porównaniu do i tak wyjątkowo wodochłonnych jednostek węglowych działających w elektrowni Kozienice.

Równie wiele kontrowersji wywołuje zastosowanie otwartego obiegu chłodzenia wodą z Bałtyku w pierwszej planowanej lokalizacji w gminie Choczewo. Jak wynika z ekspertyzy naukowców z Instytutu Oceanologii Polskiej Akademii Nauk (PAN) w Sopocie, w każdej sekundzie ta największa nad Bałtykiem elektrownia ma pobierać 5 wagonów po 30 ton wody, chłodzić reaktory, a następnie zrzucać tysiące ton wody morskiej podgrzane o 10 st. C. W konsekwencji może doprowadzić to do zakwitu sinic, zagrożeń dla życia morskiego oraz upadku turystyki w regionie (źródło: Opinie prof. Piskozuba i prof. Kulińskiego z PAN).

W dokumentach rządowych marginalizuje się wpływ zmian klimatycznych na przepływy rzeczne, pomimo że program dotyczy okresu kilku dekad, w którym oczekiwane są znaczne zmiany charakteru oraz czasu występowania opadów atmosferycznych. Takie zaniedbanie planistyczne jest nie tylko ryzykowne z perspektywy technicznej, ale też środowiskowej – ponieważ może ograniczyć czas pracy elektrowni w okresach suszy i podnieść koszty eksploatacji.

– „Planowanie elektrowni jądrowych w miejscach dotkniętych już dziś problemami z wodą to proszenie się o katastrofę – nie tylko ekologiczną, ale i ekonomiczną. Elektrownia, która nie może pracować przez brak wody, to kosztowny pomnik złego planowania. Polityka energetyczna musi zacząć uwzględniać wodę jako kluczowy, ograniczony zasób. Bez niej nie da się ani chłodzić reaktorów, ani gasić pożarów, ani zapewnić wody pitnej. Zasoby wody w Polsce są jednymi z najniższych w Europie, a ich dalsze obciążanie technologiami ekstremalnie wodochłonnymi to droga donikąd. Zamiast budować nowe ryzyka – powinniśmy inwestować w rozwiązania zgodne z rzeczywistością hydrologiczną i klimatyczną, takie jak OZE” – ocenia Paweł Pomian, wiceprezes Stowarzyszenia Ekologicznego EKO-UNIA.

– „W lipcu wyłączano reaktory jądrowe, bo rzeki były zbyt ciepłe, by mogły chłodzić reaktory – Beznau w Szwajcarii, Golfech we Francji. Czy naprawdę musimy najpierw popełnić te same błędy, żeby wyciągnąć z nich wnioski?” – pyta Pomian.

Rządowy program jądrowy pełen jest sprzeczności, przemilczeń i ryzyk, których nie powinno się już dłużej ignorować. Zanim Polska wyda miliardy z kieszeni podatników i inwestorów, konieczna jest uczciwa debata, przejrzystość wobec Komisji Europejskiej i odpowiedź na pytanie: czy naprawdę wiemy, co budujemy – i za jaką cenę?

Źródło: Komunikat medialny Fundacji Mission Possible i Stowarzyszenia EKO-UNIA

Wartość ochrony ekosystemów morskich dla społeczeństwa – Wydział Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego i Fundacja MARE przedstawiają wyniki najnowszych badań Na ile Polacy wyceniają korzyści związane z realizacją programu oczyszczania wraków zagrażających środowisku Morza Bałtyckiego? Czy te korzyści przewyższałyby koszty takiej interwencji? Kompleksowa analiza korzyści i kosztów przeprowadzona przez dr Ewę Zawojską i mgr Katarzynę Zagórską (WNE Uniwersytet Warszawski) we współpracy z przedstawicielami instytucji partnerskich – Julianem Sagebiel (iDiv) i Patrycją Nowakowską (Instytut Oceanologii PAN) – pokazuje, że proponowany dziesięcioletni program oczyszczania potencjalnie niebezpiecznych wraków może zapewnić korzyści środowiskowe i ekonomiczne prawie 30 razy większe niż jego koszty.

Według danych Biura Hydrograficznego Marynarki Wojennej w polskich obszarach morskich zalega ponad 415 wraków. Przyczynami zatonięć jednostek pływających są m.in. wypadki, działanie sił natury i operacje militarne. Okręty i statki, które spoczęły na dnie Bałtyku w ciągu ostatnich 200 lat, zwłaszcza te po konfliktach zbrojnych, mogą stanowić poważne zagrożenie dla ekosystemów morskich oraz społeczności zamieszkujących wybrzeże. Głównymi źródłami tych zagrożeń są: paliwo, oleje oraz inne substancje chemiczne zalegające w zbiornikach.

W badaniu przeprowadzono analizę kosztów i korzyści (z punktu widzenia społeczeństwa Polski) programu prewencyjnego oczyszczenia wraków zatopionych w polskiej strefie Bałtyku z paliw i innych substancji niebezpiecznych. Taka analiza pozwala ocenić, czy z ekonomicznego punktu widzenia taki program opłaca się wprowadzać – to znaczy, czy program przyniesie więcej korzyści niż kosztów. W ramach badania rozważono 10-letni program – pierwszy rok obejmowałby przygotowania i dokonanie ocen ryzyka stwarzanego przez wraki, a w kolejnych latach wraki zakwalifikowane jako niebezpieczne byłyby oczyszczane w kolejności od tych stanowiących największe ryzyko dla środowiska. Analiza dotyczyła tylko wraków potencjalnie niebezpiecznych dla środowiska znajdujących się w polskich wodach Bałtyku. Na podstawie projektu zrealizowanego w latach 2019-2021 przez Instytut Morski w Gdańsku we współpracy z Fundacją MARE wytypowanych zostało 18 takich wraków. Wytypowane wraki wymagają przeprowadzenia dokładnych ocen ryzyka w celu weryfikacji istniejącego zagrożenia dla środowiska.

Korzyści dla społeczeństwa z takiego prewencyjnego programu oczyszczenia wraków zostały oszacowane przy wykorzystaniu ekonomicznej metody wyceny warunkowej. Wycena warunkowa to ekonomiczny sposób wyceny wartości dóbr i zasobów. Opiera się na ankietach i służy do szacowania w kwotach pieniężnych wartości dóbr/zasobów, które nie są sprzedawane na rynkach, a więc nie mają swojej ceny (tzw. dobra nierynkowe). Tą metodą można oszacować wartość takich zasobów/dóbr, jak czyste powietrze czy ochrona środowiska. W oparciu o ankiety przeprowadzone w styczniu 2024 r. na reprezentatywnej próbie Polaków liczącej 3457 respondentów z całej Polski oszacowano, że wartość korzyści prewencyjnego programu oczyszczenia wraków dla społeczeństwa Polski to ponad 30 mld zł.

Na potrzeby analizy korzyści-kosztów oszacowano także koszty wdrożenia prewencyjnego programu badań i oczyszczania wraków. Całkowity koszt wstępnych badań 18 wraków wytypowanych jako te o potencjalnie najwyższym ryzyku wycieku substancji niebezpiecznych to około 8,7 mln zł. Natomiast kolejny etap realizacji programu, czyli oczyszczenie szczególnie niebezpiecznych wraków z paliw i innych substancji niebezpiecznych, to około 923 mln zł. Oszacowania kosztów zostały przygotowane przez firmę Profesea sp. z o.o.

Oznacza to, że koszt planowanej interwencji to łącznie 931,7 mln zł, natomiast potencjalne korzyści to ponad 30 mld zł. Przeprowadzona analiza wykazała zatem, że suma korzyści z wdrożenia programu zarządzania wrakami i docelowego oczyszczania wraków potencjalnie niebezpiecznych 30-krotnie przekracza koszty oczyszczania.

Wraki statków to tykające ekologiczne bomby zegarowe” – stwierdziła dr Ewa Zwojska. „Nasze badanie nie tylko podkreśla wykonalność i konieczność takich programów oczyszczania, ale także podkreśla pilną potrzebę systemowych działań w celu ochrony naszych ekosystemów morskich”.

Wyniki ankiety wskazały również, że 81,20 proc. respondentów twierdzi, że słyszało wcześniej o wrakach statków zatopionych na dnie Bałtyku, a 56,44 proc. wiedziało wcześniej o problemach dla środowiska naturalnego Bałtyku powodowanych przez wraki. Ponadto 61,73 proc. respondentów powiedziało "Bałtyk jest dla mnie ważny".

Fundacja MARE od lat aktywnie edukuje na temat działań, jakie każdy indywidualnie i wszyscy
razem jako społeczeństwo możemy podejmować, aby chronić Bałtyk – dla wszystkich istot ludzkich i nie-ludzkich i dla dobra całego ekosystemu.

Temat potencjalnie niebezpiecznych wraków na dnie Bałtyku to jeden ze sztandarowych projektów MARE.” – podsumowuje Olga Sarna z Fundacji MARE. „Fundacja nawołuje do alokacji odpowiednich środków na rzecz ochrony Bałtyku oraz o podjęcie działań prewencyjnych na rzecz neutralizacji zagrożenia stwarzanego przez paliwa i inne substancje niebezpieczne dla środowiska, zalegających w zbiornikach wraków”.

Wyniki w bardzo streszczonej wersji popularnonaukowej, tzn. infografik, można zobaczyć poniżej. Wyniki w wersji naukowej, ze szczegółami metodologicznymi, będzie można usłyszeć w lipcu 2024 r. podczas warsztatu „REE/JEEM Workshop on Non-Market Valuation” odbywającego się na zakończenie najważniejszej europejskiej konferencji w dziedzinie ekonomii środowiska (29th Annual Conference of the European Association of Environmental and Resource Economists).

Badanie sfinansowano z programu „Inicjatywa Doskonałości – Uczelnia Badawcza” na Uniwersytecie Warszawskim w ramach projektu “Wartość ochrony ekosystemów morskich dla społeczeństwa – Ekonomiczna wycena oczyszczenia wraków na dnie Morza Bałtyckiego” zrealizowanego z konkursu „Nowe Idee 2A w Priorytetowym Obszarze Badawczym V”. Współautorzy badania: Ewa Zawojska, Katarzyna Zagórska, Julian Sagebiel, Patrycja
Nowakowska.

Źródło: https://doi.org/10.17605/OSF.IO/RKT7H

Materiały dodatkowe:
LINK DO INFOGRAFIKI OMAWIAJĄCEJ WYNIKI BADANIA:

Kliknij, aby uzyskać dostęp MARE_INFOGRAFIKA_1_WARTOSC_final.pdf

Kontakt:
Fundacja MARE: Olga Sarna, osarna@fundacjamare.pl, tel. 604668682
Uniwersytet Warszawski: Ewa Zawojska, ewa.zawojska@uw.edu.pl

W najbliższą sobotę 27 sierpnia odbędzie się druga edycja akcji Czysty Bałtyk. Stowarzyszenie Czysta Polska wraz z wolontariuszami posprzątają plaże oraz pas nadbrzeżnych wydm od Gdańska po Puck. Centrum wydarzenia, do którego warto zaglądać przez cały dzień, będzie miasteczko ekologiczne zlokalizowane przy molo w Gdańsku Brzeźnie.

Wielkie sprzątanie plaż rozpocznie się w sobotę o 10:00. Na tę godzinę zaplanowano otwarcie mobilnych punktów rejestracyjnych, które zlokalizowano w Gdańsku przy Starym Molo, molo w Brzeźnie oraz na plaży Jelitkowo (wejście 73), w Gdyni przy molo w Orłowie oraz plaży śródmiejskiej „przy rybkach”, a także w Rewie (plaża ul. Bursztynowa) i Pucku (ul. Żeglarzy przy molo). Każdy, kto zgłosi się do udziału w wydarzeniu otrzyma tam niezbędnik wolontariusza, składający się z workoplecaka, rękawiczek, worka na śmieci oraz koszulki, będącej wyróżnikiem uczestnika akcji.

Wraz z rozpoczęciem akcji, ruszy również miasteczko ekologiczne przy molo w Gdańsku Brzeźnie, gdzie nie będzie ani chwili na nudę. Na początek organizatorzy zapraszają na rozgrzewkę w strefie boisk plażowych, gdzie o 11:00 trening siatkarski poprowadzą wieloletni reprezentanci Polski Piotr Nowakowski i Piotr Gacek. Pojawią się również mali rugbiści Ogniwa Sopot. Wkrótce potem rozpoczną się całodniowe animacje dla dzieci: zumba, gry i zabawy edukacyjne, czy konkursy. Na plaży będzie można również zobaczyć pokaz ratownictwa wodnego z udziałem psa ratownika.

Z kolei na scenie odbędą się liczne, ciekawe i merytoryczne rozmowy o ochronie środowiska. Z prof. Tymonem Zielińskim porozmawiamy o zagrożeniach Bałtyku. Natalia Szyk-Trocha opowie o projektowaniu budynków w duchu eko. Odbędą się również warsztaty „less waste”, a o 15:00 zaplanowano Eko MeetUp, czyli spotkanie z twórcami internetowymi. O 16:00 dla dzieci wystąpi znany tik-toker Pan Buźka, a o 17:00 podsumujemy efekty akcji. Dzień zamknie koncert zespołu True Colours.

Sporo będzie się również działo w strefach partnerów. Rekopol cały dzień będzie uczył prawidłowej segregacji, organizując rodzinne konkursy. Sieć sklepów Biedronka pozwoli sprawdzić wiedzę ekologiczną młodszym i starszym. Dzieci będą układać magnetyczne MegaPuzzle, a dorośli wezmą udział w SegregAkcji. Na każdego czekać będą świeże owoce sezonowe oraz pamiątkowa ramka do zdjęć.

Aspekt edukacyjny dla organizatorów wydarzenia: Stowarzyszenia Czysta Polska oraz United Nations Global Compact jest najistotniejszy, stąd nacisk na bogaty program wartościowych aktywności w miasteczku ekologicznym. Równie ważne tego dnia będzie też pozostawienie dobrego śladu na plażach. Wolontariusze, członkowie stowarzyszenia i ambasadorzy mają dać dobry przykład wszystkim turystom, spędzającym czas zarówno nad zatoką, jak i otwartym morzem.

Dbanie o morze, plaże oraz o czyste powietrze nad nimi ma ogromne znaczenie w aspekcie lokalnym, jak i globalnym, bowiem problem dotyczy całego świata. Niemniej powinniśmy zacząć od miejsca, w którym żyjemy z myślą, że każda akcja może mieć ogromny wpływ zarówno na naszą społeczność
jak i całą planetę. Dlatego bardzo się cieszę, że „Czysty Bałtyk” po raz kolejny zagości w gminie Kosakowo, licząc na to, że powiększy się grono osób, świadomych, że Bałtyk to nie śmietnik – powiedział zastępca wójta gminy Kosakowo Marcin Kopitzki.

Wolontariusze Stowarzyszenia Czystej Polski, poza Rewą, drugi rok z rzędu dotrą także do Pucka, który w sezonie letnim również przeżywa turystyczne oblężenie. – Bardzo nas cieszą takie wydarzenia jak Czysty Bałtyk, w końcu Bałtyk oraz Zatoka Pucka to nasze dobro narodowe, o które trzeba dbać. Liczymy, że zaangażowanie i energia w projekt jeszcze bardziej zmienią podejście do większego dbania o czystość wód, jak i plaż. Mamy nadzieję, że akcja z każdym rokiem będzie przybierać na sile, cieszymy się, że możemy brać aktywny udział w tych przeobrażeniach, wspierając organizatorów poprzez promocję, jak i wywóz zebranych śmieci. – podkreśliła burmistrz Miasta Puck Hanna Pruchniewska.

Akcja Czysty Bałtyk odbędzie się w najbliższą sobotę 27 sierpnia. Punkty rejestracyjne dla wolontariuszy będą otwarte w godzinach 10:00 – 15:30. Najlepszym rozwiązaniem jest wcześniejsza rejestracja internetowa pod adresem: https://czystapolska.org.pl/formularz-rejestracyjny-dla-osob-pelnoletnich-czysty_baltyk/

Czysty Bałtyk to przede wszystkim wydarzenie edukacyjne, które obok zbierania śmieci z wybrzeża naszego morza, ma na celu pozytywną zmianę świadomości ekologicznej Polaków. Partnerem strategicznym akcji jest sieć sklepów Biedronka. Partnerem głównym marka Electrolux. Partnerami wspierającymi są Jan Niezbędny, Rekopol, EPAM Polska, Zakład Utylizacyjny w Gdańsku, Gdański Ośrodek Sportu oraz Get Hero. Patronat nad akcją objęły Obszar Metropolitalny Gdańsk-Gdynia-Sopot, RMF FM oraz Onet.

Źródło: Stowarzyszenie Czysta Polska


 

Podczas gali towarzyszącej Międzynarodowym Targom Potato Poland 2021 odbyło się uroczyste wręczenie nagród w krajowym etapie konkursu Rolnik Roku regionu Morza Bałtyckiego 2021. Zwycięzcą został Patryk Kokociński prowadzący gospodarstwo konwencjonalne w woj. wielkopolskim. Wprowadził szereg przyjaznych dla ekosystemu morskiego praktyk, co docenili m.in. eksperci WWF Polska zasiadający w kapitule konkursu. Z Patrykiem Kokocińskim rozmawiamy o jego wizji rolnictwa, innowacyjnych rozwiązaniach i niecodziennym spojrzeniu na przyrodę.

Halszka Gronek: Z wykształcenia jesteś biologiem, z pasji ornitologiem, a z zawodu – rolnikiem. Jak udaje Ci się prowadząc gospodarstwo łączyć tak różne światy?

Patryk Kokociński: To jest trochę tak, jakbym stał okrakiem między światem przyrody i światem rolnictwa. Ale to, czego nauczyły mnie studia i praca w gospodarstwie, to fakt, że nie warto z naturą walczyć. Lepiej nauczyć się z nią współdziałać.

HG: Czy w obecnych realiach i nastrojach panujących w rolnictwie nie jest to dość utopijna wizja?
Rolnik roku wwf,

Patryk Kokociński, Rolnik Roku 2021.

PK: Niestety wciąż pokutuje myślenie, że rolnictwo to czynienie sobie ziemi poddaną, a uprawa roli czy hodowla zwierząt musi się wiązać z konkurencją z przyrodą. Że jest albo przyroda, albo my – rolnicy. Tymczasem ja wierzę w to, że rozwój firmy nie musi opierać się na wydzieraniu czegoś przyrodzie i zdobywaniu kolejnych jej fragmentów. Myślę, że mamy dziś wszystkie narzędzia do tego, by prowadzić gospodarstwa lepiej.

HG: Lepiej z jednej strony dla rolników, a z drugiej – dla natury. Zmiana nastawienia, której jesteś jednym z piewców, sprawiła, że w twoje okolice, czyli do Wielkopolski, powróciły dawno niewidziane ptaki, a także tradycyjne w naszym krajobrazie wierzby głowiaste. I wróciła też woda.

PK: To najważniejsza kwestia. Bez wody nie ma rolnictwa i myślę, że jest to z jednej strony największy z uroków rolnictwa, ale z drugiej – także jego przekleństwo. Choćbyśmy my – rolnicy – nie wiem jak się starali, i jak duże pieniądze wkładali w nasze uprawy, to bez wody nie zrobimy absolutnie niczego. Nie będzie plonów, nie będzie paszy dla zwierząt. Nasze ręce będą związane.

HG: Dla twojego gospodarstwa taki scenariusz jest szczególnie niepokojący. Przypomnijmy, że leży ono w Wielkopolsce, czyli jednym z najbardziej dotkniętych deficytem wody regionów Polski.

PK: I niestety ten scenariusz zaczął się spełniać. W ostatnim czasie gołym okiem było widać, jak z roku na rok sytuacja się pogarszała. W rok 2018 nastała u nas – i chyba nie będzie to przesadą – najbardziej dotkliwa susza w całym XXI wieku. W całym roku spadło niespełna 380 litrów/m2 wody. Norma jest znacznie wyższa – oscyluje wokół poziomu 500 litrów/m2.

HG: Czym skutkowała taka susza?

PK: Dla nas sytuacja była dramatyczna. Razem z rodziną prowadzimy gospodarstwo w sposób konwencjonalny, działalność nastawiona jest na produkcję mleka. W systemie wolnostanowiskowym utrzymujemy 100 krów mlecznych rasy polskiej holsztyńsko-fryzyjskiej oraz 120 młodych zwierząt. Większość produkcji roślinnej nastawiona jest na zaspokojenie potrzeb stada. Bez wody stanęła niemal cała nasza działalność – nie tylko roślinna, lecz także ta skoncentrowana na hodowli zwierząt, dla których zaczęło brakować paszy. W niektórych plantacjach kukurydzy susza spowodowała straty rzędu 70%. W takiej sytuacji ciężko mówić o dobrej jakości paszy, a nawet o dostępności jakiekolwiek paszy.

HG: Ale nie zrezygnowałeś. Mimo przeciwności losu postanowiłeś wziąć sprawy w swoje ręce.

PK: Zdecydowaliśmy, by zamiast wykorzystywać wodę ze studni głębinowej, tak jak to robią niektórzy rolnicy, postawić między innymi na retencję korytową, czyli zastawki na istniejących już rowach melioracyjnych. Kiedyś, na terenie naszej miejscowości było kilkanaście różnego rodzaju dobrze działających zastawek. Niestety albo zostały zniszczone przez ciężki sprzęt, albo tak skorodowały, że nie dało się ich ruszyć. Stanęliśmy przed wyborem, czy wymienić je na nowe, czy może jednak zrobić coś swojego.

HG: I zrobiliście swoje.

PK: Tak, tego wymagała sytuacja. Podnieśliśmy poziom wody w rowach o kilkadziesiąt centymetrów, sprawiając tym samym, że stała się ona bardziej dostępna dla roślin uprawnych. Rozwiązanie okazało się skuteczne. Dość szybko, bo już w 2019 roku, przyroda poddała nas próbie. Nastała kolejna rekordowa susza – przez cały rok spadło około 400 litrów/m2 deszczu. Wtedy część działek była już objęta naszą retencją, a część jeszcze nie ze względu na czasochłonną budowę systemu. Odnotowaliśmy różnicę rzędu 2 ton w przypadku uprawy jęczmienia ozimego, oczywiście na korzyść działek objętych retencją. Wynik mówił sam za siebie – rozwiązania, jakie stworzyliśmy, były po prostu opłacalne.

HG: Zastawki na rowach melioracyjnych to tylko jeden ze sposobów zatrzymywania wody zastosowanych w waszym gospodarstwie. Opowiesz o innych?

PK: Zachowaliśmy oczka wodne, postanowiliśmy nie kosić poboczy i zdecydowaliśmy się na nasadzenia zadrzewień śródpolnych. Wierzby głowiaste wśród pól to coś, co się nam nieodzownie kojarzy z polskim krajobrazem, ale tak naprawdę te drzewa są dziś już jedynie reliktem czy wspomnieniem po dawnych czasach. My postanowiliśmy te nasadzenia odtworzyć opierając się na dostępnych publikacjach i badaniach jasno pokazujących, że obecność drzew w krajobrazie rolniczym wpływa pozytywnie na wydajność ziem. Drzewa wpływają na mikroklimat – sprawiają, że wilgotność powietrza w ich pobliżu jest wyższa, a do tego chronią uprawy przed erozją wietrzną, przez wielu rolników nazywaną ich zmorą. Rząd nasadzeń drzewnych wśród pól jest w stanie ocalić uprawy – chroni zwłaszcza górną i najżyźniejszą warstwę gleby, która w wypadku występowania silnych wiatrów jest po prostu wywiewana. Drzewa zmniejszają siłę podmuchu nawet w pasie kilkuset metrów – trzeba tylko je mądrze nasadzić.

HG: A jak w przypadku waszego gospodarstwa rozwiązujecie sprawę nawożenia?

PK: U nas dużym atutem jest dostępność nawozów naturalnych, czyli obornika i gnojowicy. Dzięki nim mogliśmy nawet o 70% zredukować zapotrzebowanie na nawozy mineralne. To jest nie tylko duża oszczędność czasu, ale też pieniędzy. Dzisiaj nawozy mineralne są coraz droższe i myślę, że już tańsze nie będą. Staramy się też odpowiednio dobierać dawkę nawozów względem rzeczywistego zapotrzebowania roślin i gleby. Nie chcemy jej przeżyźniać, bo nie jest to dobre ani dla uprawy, ani dla środowiska naturalnego, w tym wodnego. Dlatego używamy np. wozu asenizacyjnego, który z dużą precyzją dawkuje roślinom nawóz. Z kolei nawożenie poprzedzamy cyklicznym badaniem gleby pod kątem zawartości składników pokarmowych. Niestety dużym problemem we współczesnym rolnictwie jest działanie na ślepo. Dotyczy ono szeregu związków i substancji, które są wykorzystywane w rolnictwie. Zdarzają się sytuacje, w których rolnik w ogóle nie potrzebuje pola nawozić, bo warunki są optymalne do wzrostu roślin, a mimo to – nie mając wiedzy – aplikuje nawóz na ślepo. Nadmiar niemożliwy do wykorzystania przez rośliny trafia bezpośrednio do gleby i dalej systemem melioracji do zbiorników, cieków i naszego morza.

HG: Niestety wciąż zbyt mało znanym faktem jest to, że rolnictwo odpowiada za niemal połowę substancji biogennych dostarczanych rzekami do Bałtyku. W efekcie Bałtyk umiera. Nadmiar tych substancji prowadzi do eutrofizacji i powstawania stref beztlenowych. Martwe strefy stanowią już 18% dna morza.

PK: Ja jako biolog z wykształcenia jestem świadomy tego problemu. I bardzo, naprawdę bardzo chciałbym przyczynić się do zwiększenia świadomości wśród rolników. Zależy mi na tym, by przekonać ludzi – i myślę, że tym co robimy przekonujemy ich – że te nasze grunty, ta ziemia, którą uprawiamy, jest w 100% zależna od przyrody. Nie da się oddzielić świata rolników od świata przyrody i nie da się absolutnie funkcjonować w kontrze jednego do drugiego. Jedyne, co możemy zrobić z korzyścią dla obu stron, to po prostu mądrze użytkować przyrodę i ją wspierać. Zyskamy na tym wszyscy – i my, i środowisko.

ROLNIKU ROKU

Konkurs “Rolnik Roku regionu Morza Bałtyckiego” jest organizowany od 2009 roku. Jego celem jest wyróżnienie gospodarstw rolnych wspierających i propagujących zrównoważone rolnictwo. Nagrody przyznawane są za stosowanie praktyk przyjaznych środowisku morskiemu, a w szczególności praktyk ograniczających odpływ substancji biogennych do wód.

Plebiscyt ma dwa etapy: pierwszy krajowy i drugi przeznaczony dla zwycięzców z krajów leżących w zlewisku Morza Bałtyckiego.

W kapitule konkursu zasiadają eksperci z Fundacji WWF Polska, a także z Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Ministerstwa Infrastruktury, Ministerstwa Klimatu i Środowiska, Centrum Doradztwa Rolniczego w Radomiu oraz Polskiego Klubu Ekologicznego/Koalicji Żywa Ziemia.

Wszystkich zainteresowanych wzięciem udziału w konkursie zachęcamy do nadsyłania zgłoszeń do edycji 2022. Szczegóły wkrótce na stronie internetowej Fundacji WWF Polska.


 

Na łamach Gazety Wyborczej pojawił się niedawno artykuł, w którym trójka naukowców: prof. Jan Marcin Węsławski, prof. Tomasz Linkowski i prof. Lech Stempniewicz podważają działania organizacji społecznych na rzecz ochrony Morza Bałtyckiego.WWF Polska opracowało przesłaną do GW odpowiedź na tę publikację. Poniżej publikujemy replikę WWF-u.
W artykule “Ekolodzy chcą ratować Bałtyk? Niestety szczekają pod niewłaściwym drzewem”, zarzucili im, w tym nam, bo część polemiki dotyczyła tematów, którymi się zajmujemy, brak „rozeznania w specyfice morza”. Tekst pojawił się tuż po tym jak WWF zakończyła największą kampanię społeczną na świecie – Godzina dla Ziemi, która w Polsce przybrała formę “Godziny dla Bałtyku”. To właśnie w ramach tej kampanii udało nam się zaznajomić miliony Polaków z problemami morza, a niemal 50 tysięcy osób podpisało naszą petycję do rządu o pilne działanie.

Dlaczego najważniejszą kampanię roku poświęciliśmy Bałtykowi? Powodem nie jest, jak piszą autorzy, Dzień Ziemi, Wody, Rzek czy Dekada Oceanu, a fakt, że lata 2020 – 2021 to okres przełomowy dla Morza Bałtyckiego. Na ten czas wspólnie naukowcy i politycy wyznaczyli termin przywrócenia dobrego stanu środowiska morskiego(1). Zostało to odzwierciedlone w wymogach międzynarodowych aktów prawnych (Dyrektywy Ramowej w sprawie Strategii Morskiej(2), Bałtyckiego Planu Działań Komisji Helsińskiej HELCOM(3) czy Wspólnej Polityki Rybołówstwa(4)). Cel ten do dziś nie został osiągnięty. Oznacza to, że przyszłość ekosystemu Morza Bałtyckiego jest zagrożona.

Przyjrzyjmy się zatem tezom, które postawili autorzy tekstu.

Teza pierwsza: Dorszowi na Bałtyku prawdopodobnie nic już nie pomoże. Dorsz na Bałtyku jest reliktem chłodnego i dobrze natlenionego morza, które teraz szybko się ociepla i traci tlen.

Pierwsze zdanie to mocna teza, bo mówi, że w tym temacie nasze działania są z góry skazane na porażkę. Problem w tym, że nie są nam znane badania naukowe, które mogłyby taką diagnozę potwierdzać. Zdajemy sobie sprawę, że według aktualnego doradztwa naukowego, Międzynarodowej Rady Badań Morza, stado nie odtworzy się w perspektywie średnioterminowej (tj. do 2024 r.), nawet przy braku połowów(5). Nie wiemy jednak skąd autorzy czerpią informację, że w przypadku zastosowania środków ochrony, stado się nie odbuduje w dłuższym horyzoncie czasowym, ale, bez wątpienia, wydają się być w tym twierdzeniu osamotnieni. Działania w celu ochrony wschodniego stada bałtyckiego dorsza zostały bowiem uwzględnione m.in. w deklaracji ministerialnej Our Baltic, z września 2020 r., a pod tą deklaracją podpisała się również Polska(6). Ponadto przepisy ws. ochrony stad dorsza w Bałtyku znajdują się w aktualnym rozporządzeniu ws. limitów połowowych na rok 2021(7). Zobowiązania i działania w zakresie ochrony dorsza w Morzu Bałtyckim podejmują też rządy nadbałtyckich państw oraz instytucje UE. Jako kraj jesteśmy nawet zobowiązani do odtworzenia wschodniego stada bałtyckiego dorsza, ponieważ celem Wspólnej Polityki Rybołówstwa, zgodnie z art. 2.2, jest odbudowanie i zachowanie populacji poławianych gatunków. Czy te wszystkie zobowiązania są zatem bezzasadne?

Dążenia do odtworzenia wschodniego stada bałtyckiego dorsza, o co walczymy, są w pełni uzasadnione nie tylko prawnie (wymogi m.in. Wspólnej Polityki Rybołówstwa), ale i społecznie, ponieważ od stanu stad ryb zależą rybacy oraz społeczności przybrzeżne. Organizacje pozarządowe, w tym nasza, wskazują na konieczność uzgodnienia międzynarodowego planu odtworzenia stada, który brałby pod uwagę nie tylko rybołówstwo, ale także zagrożenia mające wpływ na kondycję populacji tj. zmianę klimatu, eutrofizację, zanieczyszczenia, utratę siedlisk morskich oraz ogólnie stan środowiska Morza Bałtyckiego(8). Polska ma największy, spośród państw członkowskich, udział w limicie połowowym na to stado. Kto ma zatem działać jak nie my?

Nie oznacza to, że artykuł źle diagnozuje problemy dorsza. Od lat organizacje pozarządowe alarmują, że limity połowowe na to stado ustalane są na zbyt wysokim poziomie. Dlatego by chronić dorsza, konieczne jest ustalanie wszystkich limitów na poziomie rekomendowanym przez naukowców(9), tak by dać stadom możliwość odnawiania się. Zdrowe i liczne stada szprota i śledzia, gatunków stanowiących naturalny pokarm dorosłych dorszy, przyczynią się bowiem do poprawy dostępności do pokarmu dla tej drapieżnej ryby. Mówimy też, że konieczne jest ograniczenie przyłowu (przypadkowego połowu) bałtyckiego dorsza do minimum, a także skuteczna kontrola rybołówstwa, w tym respektowanie obowiązku wyładunku wszystkich połowów w porcie.

Nie będziemy też polemizować w kwestii problemu, jakim dla dorsza jest zmieniający się klimat, a wraz z nim ocieplanie się wód Bałtyku i zmiana warunków hydrologicznych, a o potrzebie uwzględnienia zmiany klimatu w podejmowanych działaniach pisaliśmy również w naszej petycji(10). I tu jednak różnimy się w ocenie naszych szans na poprawę sytuacji. Realizacja celów Porozumienia Paryskiego z roku 2015, które zakłada ograniczenie do końca wieku wzrostu średnich globalnych temperatur do 2 stopni C jest krytycznie ważne i dla dorsza i dla nas, ludzi. Wiemy, że sześć lat po ustaleniu tego celu świat nie wszedł na ścieżkę zbilansowania emisji, która gwarantuje nam jego osiągnięcie, a emisje Polski nadal się nie zmniejszają. Dlatego zachęcamy wszystkich do zaangażowania się, w tym do wsparcia naszych działań w obszarze rzecznictwa dotyczących neutralności klimatycznej.

Teza II: Nie ma żadnych wątpliwości, że foka szara na Bałtyku nie jest gatunkiem zagrożonym, a tym bardziej wymagającym czynnej ochrony.

Owszem, po tym jak niemal wyeliminowaliśmy ten gatunek, dzięki międzynarodowym wysiłkom ochronnym, podjętym w latach 80-tych XX wieku, populacja foki szarej w Bałtyku zwiększa swoją liczebność. Od 2000 roku kraje północnego Bałtyku sukcesywnie odnotowują wzrost populacji(11), a od 10 lat można obserwować stopniowy powrót foki szarej na polskie wybrzeże(12). Mimo to, status populacji foki szarej w Bałtyku nadal jest oceniany jako zły w odniesieniu do wskaźników związanych ze stanem odżywienia i rozrodczością fok(13). Także w Polsce, na podstawie wyników państwowego monitoringu gatunków i siedlisk morskich z lat 2016–2018, stan ochrony gatunku oceniono jako zły – (U2)(14).

Jako kraj UE jesteśmy zobowiązani Dyrektywą Siedliskową UE(15) fokę chronić, tworząc specjalne obszary ochrony (obszary Natura 2000) i wprowadzając na nich wymagane środki ochronne. Niestety, w praktyce ochrona foki szarej w morskich obszarach Natura 2000 jest tylko „na papierze”. Zapewnienie fokom bezpiecznych siedlisk jest jednym z naszych podstawowych zobowiązań wobec gatunku, tymczasem na naszym wybrzeżu nawet jedyne zasiedlone, przez niewielką kolonię fok miejsce, nie jest wolne od intencjonalnych zakłóceń. Dodatkowo przyłów w sieciach rybackich powoduje corocznie w Bałtyku śmierć ok. 2500 fok szarych(16). Foki nie mają z nami, ludźmi, lekko także z innego powodu. Zakłócamy ich spokój, bezpieczeństwo w naturalnych siedliskach, które niszczymy (w tym zanieczyszczając Bałtyk), ograniczamy ich bazę pokarmową, nadmiernie poławiając ryby, wreszcie je zabijamy(17). Prowadzona przez Stację Morską Uniwersytetu Gdańskiego w Helu rehabilitacja dzikich fok, a także zapewnianie przez Błękitny Patrol WWF spokoju fokom na plażach są tylko pewną rekompensatą śmiertelności tych zwierząt spowodowanej przez nas, ludzi.

Odnosząc się do wątku dotyczącego zniszczeń w połowach i sprzęcie rybackim, dokonywanych przez foki- sposobem na ich ograniczenie są stosowane w krajach skandynawskich, alternatywne narzędzia połowowe, które chronią połów przed żerującymi fokami, zmniejszając jednocześnie ryzyko przyłowu ssaków. Powinny zostać jak najszybciej przetestowane w warunkach hydrologicznych polskiego wybrzeża i po ewentualnych modyfikacjach wprowadzone do użytku.

Teza III: Nie ma potrzeby specjalnych procedur aktywnej ochrony morświna. Rzekomo ginący gatunek „bałtyckiego morświna” to niewielka subpopulacja zdrowego i licznego gatunku.

Wbrew temu co piszą autorzy i tu nie mamy jednak komfortu rezygnacji z działania. Otóż morświny żyjące w Bałtyku (na wschód od niemieckiej wyspy Rugia), jedyne występujące w Bałtyku walenie, są uznane za odrębną populację, wymagającą specjalnych działań ochronnych. Wykazuje ona niewielkie, ale konsekwentne różnice w porównaniu z populacją z Cieśnin Duńskich – pod względem genetyki(18) oraz morfologii(19) i jest od niej oddzielona przestrzennie w okresie rozrodu w miesiącach letnich(20). Populacja ta jest krytycznie zagrożona wyginięciem (dane IUCN(21) i HELCOM(22)). Liczy jedynie około 500 osobników(23).

Jak zatem chronić te niewielkie walenie? Eliminując zagrożenia. Tym największym na świecie(24) i w Europie(25) jest przypadkowe złowienie w sieci rybackie. Na Bałtyku są to stawne sieci skrzelowe(26). Jak bardzo jest źle z bałtyckim morświnem pokazuje fakt, że już przyłów 1 osobnika rocznie stanowi znaczące zagrożenie dla przetrwania jego populacji(27). Aby umożliwić odtworzenie tej krytycznie zagrożonej populacji, przyłów musi zostać zredukowany do absolutnego minimum, najlepiej do zera. Jest to główne przesłanie w międzynarodowym Planie Odtworzenia Bałtyckiej Populacji Morświna ASCOBANS(28) oraz w Zaleceniu 17/2 HELCOM o ochronie morświnów na obszarze Morza Bałtyckiego(29). Niestety nadal brakuje działającego systemu monitorowania przyłowu morświna w Bałtyku, więc realna skala problemu jest z pewnością większa, niż ta, o której można wnioskować jedynie na podstawie znajdowanych na brzegu martwych osobników, które noszą ślady zaplątania w rybackie sieci. I tu wyjaśnijmy, śmierć w wyniku przyłowu jest tyleż bolesna i powolna, na skutek stresu i odniesionych obrażeń, ile bezsensowna. Tracimy tego inteligentnego ssaka, zanim zdążyliśmy go dobrze poznać. W tym kontekście trudno więc zrozumieć stwierdzenie autorów artykułu: Obserwować, nie przeszkadzać zwierzętom. Nie przeszkadzać, ale w czym? Ginąć w męczarniach?

„Nie przeszkadzanie” to za mało także biorąc pod uwagę literę prawa. Morświn objęty jest ochroną ścisłą i wymaga ochrony czynnej na mocy Ustawy o ochronie przyrody(30) oraz Rozporządzenia w sprawie ochrony gatunkowej zwierząt(31). Ujęty jest również w Załącznikach II i IV Dyrektywy Siedliskowej, której celem jest zachowanie lub odtworzenie właściwego stanu ochrony tych gatunków w poszczególnych regionach biogeograficznych (Morze Bałtyckie jest traktowane jako odrębny region). Autorzy stawiając tezę o braku potrzeby aktywnej ochrony morświna w Morzu Bałtyckim podważają wieloletnie badania naukowe i wynikające z nich zalecenia ochronne wskazujące na konieczność podjęcia pilnych działań dla ochrony morświna w Bałtyku, a także przepisy prawa krajowego i międzynarodowego.

Dodajmy, że Komisja Europejska podjęła w ostatnim czasie wysiłki, aby lepiej zarządzać rybołówstwem w celu wyeliminowania przyłowu waleni w wodach Unii Europejskiej. W ich wyniku w 2020 r. powstało tzw. Specjalne doradztwo Międzynarodowej Rady Badań Morza (ICES) ws. środków nadzwyczajnych (ang. emergency measures), aby zapobiegać przypadkowym połowom m.in. morświna w Bałtyku Właściwym(32). Zawarte w tym dokumencie rekomendacje jednoznacznie wskazują na konieczność pilnego wprowadzenia środków ochrony morświna przed przyłowem w Bałtyku.

Nie sposób pominąć także innego faktu, jakim jest szerokie poparcie społeczne dla ochrony morświna. W 2015 roku ponad 100 tysięcy polskich obywateli podpisało się pod petycją do Ministra Środowiska, mającą na celu przyjęcie krajowego Programu Ochrony Morświna(33), co nastąpiło jeszcze w tym samym roku. Niestety Program do tej pory nie został wdrożony!

Podważanie przez autorów potrzeby ochrony morświna w Bałtyku, populacji uznanej przez IUCN za krytycznie zagrożoną wyginięciem ! jest więc nie tylko szkodliwe dla ochrony samej populacji, ale także krzywdzące dla świadomych obywateli, którzy rozumieją i czują potrzebę ochrony różnorodności biologicznej – dla obecnych i przyszłych pokoleń. Kolejna kategoria w klasyfikacji zagrożeń to gatunek wymarły…

Teza IV: Nie ma żadnych dowodów, że paliwo wycieka z któregokolwiek ze znalezionych u nas wraków.

Fundacja WWF Polska nie zajmuje się kwestią zatopionych wraków z zalegającym paliwem czy bronią chemiczną zatopioną w morzu. Tymi tematami zajmują się inne organizacje, instytucje państwowe, w tym badawcze, organizacje pozarządowe czy inicjatywy na poziomie międzynarodowym.

Odnotujmy jednak, że Najwyższa Izba Kontroli w raporcie z 2020 r. pn. „Przeciwdziałanie zagrożeniom wynikającym z zalegania materiałów niebezpiecznych na dnie Morza Bałtyckiego”, zwraca uwagę administracji zarówno na zagrożenie wynikające z zatopionej broni jak i z zalegania paliwa we wrakach. Negatywnie ocenia niepodejmowanie przez organy administracji morskiej oraz ochrony środowiska, właściwych działań mających zapobiegać zagrożeniom wynikającym z zalegania materiałów niebezpiecznych na dnie Morza Bałtyckiego(34). W raporcie z 2016 r. wskazano z kolei na postępującą „lokalną katastrofę ekologiczną” w rejonie wraku Stuttgart w Zatoce Puckiej(35)”.

Teza V: Polska po wejściu do Unii Europejskiej zredukowała zużycie nawozów w rolnictwie – dziś polski rolnik zużywa ich mniej niż Duńczyk, Fin czy Szwed.

Tu dochodzimy do tematu eutrofizacji, czyli przeżyźnienia wód wynikającego ze zbyt dużej ilości związków biogennych (związków azotu i fosforu) i w efekcie powstawania pozbawionych tlenu martwych stref. (Jak wygląda w szczegółach ten mechanizm wyjaśnia animacja:

Według HELCOM(36), organu wykonawczego Konwencji o ochronie środowiska morskiego obszaru Morza Bałtyckiego, którą Polska ratyfikowała w 1999 roku, eutrofizacja jest największym środowiskowym wyzwaniem dla Morza Bałtyckiego(37). Źródłem dostawy biogenów do Bałtyku są przede wszystkim rzeki (azotu w ponad 80%, a fosforu ponad 90%)(38). Z kolei jeśli przyjrzymy się bliżej zanieczyszczeniom transportowanym przez rzeki, to największą kategorię, wśród źródeł antropogenicznych, stanowią te pochodzące z działalności rolniczej. Stanowią one 46% całkowitego ładunku azotu i 36% całkowitego ładunku fosforu trafiającego z państw nadbałtyckich do Morza Bałtyckiego. Z Polski trafia najwięcej substancji biogennych, bo jesteśmy najludniejszym krajem zlewiska Bałtyku, ale też dlatego, że stosujemy nawozy w niewłaściwy sposób. Mamy też jako kraj problem z oczyszczaniem ścieków, a spektakularna awaria warszawskiej oczyszczalni ścieków to tylko czubek góry lodowej. W opinii Komisji można przeczytać, że w Polsce 1 183 aglomeracje nie posiadają systemu zbierania ścieków komunalnych. Ponadto w 1 282 aglomeracjach ścieki komunalne wprowadzane do systemów zbierania nie podlegają odpowiedniemu oczyszczaniu przed odprowadzeniem. Nawet więc jeśli oczyszczanie ścieków komunalnych uległo znacznej poprawie w ciągu ostatnich dziesięcioleci, to dla Polski nadal istnieje znaczący potencjał ograniczenia ładunków fosforu całkowitego ze źródeł punktowych(39).

Jeżeli zatem nie zadbamy o oczyszczanie ścieków, a przy produkcji żywności nie będą towarzyszyć działania na rzecz ochrony środowiska morskiego przed substancjami biogennymi, ich stężenie w wodzie będzie dalej rosło. Już 17% powierzchni dna morza to strefy beztlenowe, czyli pustynie prawie zupełnie pozbawione życia!

Właśnie dlatego WWF apeluje o prowadzenie na szerszą skalę szkoleń dla rolniczek i rolników oraz doradczyń i doradców rolniczych nt. praktyk rolniczych przyjaznych środowisku morskiemu, przy jednoczesnym zapewnieniu wsparcia finansowego na wdrażanie tych praktyk w gospodarstwach. Proces upowszechnienia dobrych praktyk w rolnictwie jest bowiem stale niewystarczający. To, że Polacy to ok. 45 proc. populacji zamieszkującej zlewisko Bałtyku, nie powinno nas rozgrzeszać, a motywować do działania. My, Polacy mamy wpływ na Bałtyk, niech on będzie pozytywny.

Wszyscy musimy jeść, ale sposób w jaki produkujemy i konsumujemy żywność wywiera potężną presję na przyrodę. Aby odwrócić tę tendencję, konieczna jest zmiana systemu żywnościowego tak, aby rolnictwo minimalizowało swój negatywny wpływ na środowisko przy jednoczesnym zaspokajaniu potrzeb żywnościowych.

Zgadzamy się natomiast z autorami w temacie kluczowej roli naturalnej retencji w zapewnieniu trwałości produkcji rolnej, oraz w ochronie zasobów wód (jakościowych i ilościowych). O tym jak ważne jest przywrócenie naturalnych meandrujących rzek oraz terenów podmokłych i bagien w redukcji biogenów trafiających do morza, ale i walce z suszą mówimy od lat. Zapraszamy na stronę: Strażnicy rzek WWF – Tworzymy przyszłość, gdzie człowiek i przyroda żyją w harmonii | WWF Polska

Teza VI: Na Bałtyku problem sieci widm nie istnieje, bo używanie pławnic zostało zakazane po 2000 r. Został on na Bałtyk zapożyczony z globalnej listy oceanicznych kłopotów.

Nie jest to prawda, WWF Polska od prawie 10 lat bada problem gubienia sieci rybackich w Bałtyku. W ramach projektu MARELITT Baltic w 2016 r. zostały przeprowadzone wywiady wśród rybaków i inspektorów rybołówstwa morskiego, z których wynika, że rybacy nadal gubią sieci, nawet kilka razy w miesiącu. Wyniki tych wywiadów wraz z analizą problemu gubienia sieci przez rybaków na Bałtyku i jego przyczynami znajduje się tutaj: https://bit.ly/3x1nnxR.

Co więcej, w samym tylko roku 2015, w ramach projektu realizowanego wspólnie przez WWF i organizacje rybackie, w ramach akcji prowadzonych na polskich wodach morskich wyłowiono 268 ton zagubionych sieci. Trudno więc mówić o tym, że jest to “wymyślony problem”.

Wyniki prowadzonych w Morzu Bałtyckim badań (m.in. projekt FANTARED II(40)) wskazują również, że Bałtyk, jako morze o mętnych wodach, jest jednym z obszarów, w których zagubione narzędzia połowowe mogą stanowić szczególne zagrożenie dla organizmów morskich.

Według autorów “Na Bałtyku ten problem nie istnieje, używanie pławnic zostało zakazane po 2000 r. „Porzucone sieci” to zwykle włoki zaczepione o wraki na dnie, które oczywiście mogą stanowić pułapkę dla ryb, ale częściej tworzą ich sanktuaria – ze względu na niedostępność takich miejsc dla włoków używanych przez rybaków.” Otóż zagubione w Bałtyku sieci to nie tylko włoki, ale też sieci stawne, które często są wystawiane przez rybaków w rejonach wraków statków lub innych podwodnych zaczepów. Dzieje się tak dlatego, że jest tam często więcej ryb niż w innych miejscach. Na tych właśnie zaczepach sieci stawne się zrywają. A ponieważ są lżejsze, niż wspomniane przez naukowców w artykule sieci trałowe, to wcale nie muszą opadać na dno. Stanowią więc zagrożenie dla ryb, ptaków czy ssaków morskich. W ramach projektów wyławiania sieci prowadzonych od 2011 r., w zagubionych sieciach znaleziono wiele zaplątanych zwierząt, głównie rozkładających się już ryb, ale też ptaki a nawet fokę.

Jeśli chodzi o wspomniane w artykule podwodne sanktuaria, w ramach projektu MARELITT Baltic powstała ocena oddziaływania na środowisko. Wynika z niej, że w przypadku zaczepienia sieci na wrakach statków należy każdorazowo zbadać, czy dana sieć rybacka stanowi integralną część ekosystemu. Jeśli tak, to nie należy jej wyławiać. Raport z przeprowadzonej oceny oddziaływania na środowisko został wielokrotnie prezentowany przez WWF Polska wśród rybaków prowadzących akcje poszukiwania zagubionych sieci na Bałtyku oraz na spotkaniach grup roboczych Komisji Helsińskiej (HELCOM), jak też Bałtyckiej Rady Doradczej ds. Rybołówstwa (Baltic Sea Advisory Council- BSAC).

W artykule pada stwierdzenie, że nie można porównywać skali tego problemu na Bałtyku z otwartym oceanem. Uważamy, że nie tylko można ale i trzeba, żeby pokazać specyfikę Bałtyku i jego wrażliwość na wszelkie zanieczyszczenia i odpady. Bałtyk bardzo się różni od otwartych wód oceanu, jest płytkim morzem i prawie całkiem odciętym od oceanu (Morza Północnego), co sprawia, że wszystko co do Bałtyku dostaje się z lądu czy z działalności ludzkiej na morzu, stanowi poważne zagrożenie dla tak wrażliwego ekosystemu. Naukowcy wypowiadający się w artykule krytykują projekty poszukiwania i wyławiania zagubionych sieci, ponieważ cytat: “rybacy zarabiają, łowiąc „porzucone sieci” i oczyszczają z nich Bałtyk”. Według naszej wiedzy takie działania wykonywane przez rybaków są zgodne z realizacją Europejskiego Funduszu Morskiego i Rybackiego. Pieniądze z dotacji z tego funduszu tj. pieniądze podatników powinny według nas być przede wszystkim wykorzystywane w celu ochrony morskiej różnorodności biologicznej – a do takich działań z całą pewnością należy wyławianie zagubionych narzędzi połowowych.

Warto też podkreślić, że współcześnie używane sieci w dużej mierze są wykonane z tworzyw sztucznych. Zagubione sieci podczas procesu rozkładu uwalniają mikrocząstki plastiku, które trafiają do łańcucha pokarmowego organizmów morskich. Dziwi nas zatem fakt, że autorzy tekstu nie wiążą zanieczyszczenia morza plastikiem z zagubionymi sieciami rybackimi. Zwłaszcza, że wśród listy “kłopotów Bałtyku, którym jesteśmy w stanie zaradzić”, którą przywołują w artykule jest właśnie zanieczyszczenie plastikiem. Niezrozumiałe jest więc podejście, w którym z jednej strony naukowcy piszą o problemie odpadów plastikowych w morzu, jednocześnie bagatelizując problem zrobionych z tworzyw sztucznych sieci rybackich, które stanowią około 10% wszystkich odpadów morskich.

Co według autorów jeszcze jest problemem lub zadaniem do wykonania? Spływ farmaceutyków rzekami do morza, zadbanie o renaturalizację rzek i porzucenie obłędnych planów kanalizacji Wisły, niszczenie siedlisk na brzegach morskich i presja użytkowników na wybrzeże, podniesienie poziomu morza oraz przejście na neutralne lub niskoemisyjne źródła energii w celu powstrzymania globalnego ocieplenia zmiana klimatu. My także widzimy te tematy i zajmujemy się większością z nich, co chętnie rozwiniemy w kolejnym artykule.

Na koniec więc odnieśmy się jeszcze tylko do sugestii, że ekolodzy „działają nie po to by ratować Bałtyk, ale zapewnić sobie źródło finansowania”. Równie prawdziwe jest powiedzenie, że panowie profesorowie zajmowali się Bałtykiem tylko po to żeby dostać granty. Wiele naszych działań na rzecz ochrony morza finansowanych jest z funduszy krajowych i międzynarodowych. To znaczy, że nie tylko obywatele, ale też instytucje państwowe i unijne widzą sens w realizowanych przez nas działaniach. Owszem pracujemy dla pasji, ale i utrzymujemy się z pracy w Fundacji. To chyba nie jest nic złego. Warto więc podkreślić, że akcja “Godzina dla Bałtyku” nie miała na celu zbierania środków, a edukację obywateli i apel do polityków. Przygotowując kampanię i treść petycji sięgnęliśmy natomiast nie tylko do własnego doświadczenia, którego też nie negujemy u autorów tekstu, ale i naukowych źródeł polskich i zagranicznych, najświeższych badań, oraz obowiązujących regulacji prawnych.

Cieszymy się natomiast z tego, że działania organizacji społecznych, finansowanych i wspieranych przez tysiące Polaków, zostały zauważone przez trójkę autorów i że zadali sobie trud, żeby podzielić się z Polakami swoją wiedzą. Może w przyszłości oprócz krytyki uda się w sposób konstruktywny, wspólnie prowadzić działania dla morza, a nawet „szczekać pod tym samym drzewem„.

Zespół WWF Polska, pod redakcją Katarzyny Karpy-Świderek

Głos WWF Polska popierają następujące organizacje społeczne działające na rzecz ochrony Morza Bałtyckiego.


Przypisy:

(1) „Dobry stan środowiska oznacza taki stan środowiska wód morskich tworzących zróżnicowane i dynamiczne pod względem ekologicznym oceany i morza, które są czyste, zdrowe i urodzajne w odniesieniu do panujących w nich warunków, zaś wykorzystanie środowiska morskiego zachodzi na poziomie, który jest zrównoważony i gwarantuje zachowanie możliwości użytkowania i prowadzenia działań przez obecne i przyszłe pokolenia.” (Źródło: Dyrektywa Ramowa w sprawie Strategii Morskiej).

(2) https://eur-lex.europa.eu/legal-content/PL/TXT/?uri=celex%3A32008L0056

(3) HELCOM, 2007. HELCOM Baltic Sea Action Plan. HELCOM Ministerial Meeting Krakow, Poland, 15 November 2007.

(4) Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 1380/2013 z dnia 11 grudnia 2013 r. w sprawie wspólnej polityki rybołówstwa, zmieniające rozporządzenia Rady (WE) nr 1954/2003 i (WE) nr 1224/2009 oraz uchylające rozporządzenia Rady (WE) nr 2371/2002 i (WE) nr 639/2004 oraz decyzję Rady 2004/585/WE.

(5) ICES. 2020. Cod (Gadus morhua) in subdivisions 24–32, eastern Baltic stock (eastern Baltic Sea). In Report of the ICES Advisory Committee, 2020. ICES Advice 2020, cod.27.24-32. https://doi.org/10.17895/ices.advice.5943.

(6) https://ec.europa.eu/info/sites/info/files/ministerial_declaration_our_baltic_conference.pdf

(7) ROZPORZĄDZENIE RADY (UE) 2020/1579 z dnia 29 października 2020 r. ustalające uprawnienia do połowów na rok 2021 w odniesieniu do niektórych stad ryb i grup stad ryb w Morzu Bałtyckim oraz zmieniające rozporządzenie (UE) 2020/123 w odniesieniu do uprawnień do połowów w innych wodach

(8) joint-ngo-recommendations-baltic-sea-fishing-opportunities-for-2021_final_web.pdf (triggerfish.cloud)

(9) Rekomendacje w tym zakresie opracowują naukowcy z Międzynarodowej Rady Badań Morza International Council for the Exploration of the Sea (ICES) www.ices.dk/

(10) https://www.wwf.pl/godzina-dla-ziemi-2021

(11) a. HELCOM (2018): State of the Baltic Sea – Second HELCOM holistic assessment 2011-2016. Baltic Sea Environment Proceedings 155); b.EG MAMMA – Helcom Expert Group on Marine Mammals

(12) Barańska A., Opioła R., Kruk-Dowgiałło L. (red.) 2018. Monitoring gatunków i siedlisk morskich w latach 2016–2018, Biuletyn Monitoringu Przyrody 18. Biblioteka Monitoringu Przyrody GIOŚ Warszawa: 1–48.

(13) Pozycja z przypisu nr.11 a

(14) Pozycja z przypisu nr.12; morskiesiedliska.gios.gov.pl/images/Biuletyn_monitoringu_przyrody_18.pdf

(15) (Dyrektywa Rady 92/43/EWG z dnia 21 maja 1992 r. w sprawie ochrony siedlisk przyrodniczych oraz dzikiej fauny i flory).

(16) Vanhatalo J, Vetemaa M, Herrero A, Aho T, Tiilikainen R (2014) By-Catch of Grey Seals (Halichoerus grypus) in Baltic Fisheries—A Bayesian Analysis of Interview Survey. PLoS ONE 9(11): e113836. https://doi.org/10.1371/journal.pone.0113836).

(17) https://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Znaleziono-martwe-foki-z-cegla-u-szyi-n124238.html

(18) Lah, L., Trense, D., Benke, H., Berggren, P., Gunnlaugsson, O., Lockyer, C., et al. 2016. Spatially Explicit Analysis of Genome[1]Wide SNPs Detects Subtle Population Structure in a Mobile Marine Mammal, the Harbor Porpoise. PLoS ONE, 11: e0162792. Wiemann, A., Andersen, L. W., Berggren, P., Siebert, U., Benke, H., Teilmann, J., et al. 2010. Mitochondrial Control Region and microsatellite analyses on harbour porpoise (Phocoena phocoena) unravel population differentiation in the Baltic Sea and adjacent waters. Conservation Genetics, 11: 195–211.

(19) Galatius, A., Kinze, C.C., Teilmann, J., 2012. Population structure of harbour porpoises in the Baltic region: evidence of separation based on geometric morphometric comparisons. J. Mar. Biol. Assoc. U. K. 92, 1669–1676. https://doi.org/10.1017/S0025315412000513

(20) Carlén, I., Thomas, L., Carlström, J., Amundin, M., Teilmann, J., Tregenza, N., Tougaard, J., Koblitz, J.C., Sveegaard, S., Wennerberg, D., Loisa, O., Dähne, M., Brundiers, K., Kosecka, M., Kyhn, L.A., Ljungqvist, C.T., Pawliczka, I., Koza, R., Arciszewski, B., Galatius, A., Jabbusch, M., Laaksonlaita, J., Niemi, J., Lyytinen, S., Gallus, A., Benke, H., Blankett, P., Skóra, K.E., Acevedo-Gutiérrez, A., 2018. Basin-scale distribution of harbour porpoises in the Baltic Sea provides basis for effective conservation actions. Biol. Conserv. 226, 42–53. https://doi.org/10.1016/j.biocon.2018.06.031)

(21) The IUCN Red List of threatened species 2008: e.T17031A6739565

(22) HELCOM, 2013. HELCOM Red List of Baltic Sea species in danger of becoming extinct. Balt. Sea Environ. Proc. No. 140

(23) Pozycja z przypisu nr. 20

(24) Reeves RR, McClellan K, Werner TB. (2013). Marine mammal bycatch in gillnet and other entangling net fisheries, 1990, 2011, End. Sp. Res. 20, 71–97)

(25) https://www.ascobans.org/en/species/threats/bycatch)

(26) Hammond, P.S., Bearzi, G., Bjørge, A., Forney, K., Karczmarski, L., Kasuya, T., Perrin, W.F., Scott, M.D., Wang, J.Y., Wells, R.S. & Wilson, B., 2008. Phocoena phocoena (Baltic Sea subpopulation).
27. NAMMCO & IMR 2019. Report of Joint IMR/NAMMCO International Workshop on the Status of Harbour Porpoises in the North Atlantic. Tromsø, Norway.

(28) ASCOBANS_JastarniaPlan_MOP8.pdf; ascobans_jg15_inf2.1a_progress-report-jastarnia-plan_jan2019.pdf

(29) Rec-17-2_revised-2020.pdf (helcom.fi)

(30) Ustawa z dnia 16 kwietnia 2004 r. o ochronie przyrody (http://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/DocDetails.xsp?id=WDU20040920880)

(31) Rozporządzenie Ministra Środowiska z dnia 16 grudnia 2016 r. w sprawie ochrony gatunkowej zwierząt(http://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/DocDetails.xsp?id=WDU20160002183)

(32) ICES 2020. ICES Special Request Advice on emergency measures to prevent bycatch of common dolphin (Delphinus delphis) and Baltic Proper harbour porpoise (Phocoena phocoena) in the Northeast Atlantic. 26 May 2020. https://10.17895/ices.advice.6023.

(33) Program_ochrony_morswina.pdf (gdos.gov.pl)

(34) https://www.nik.gov.pl/plik/id,21969,vp,24636.pdf str. 13.

(35) https://www.nik.gov.pl/plik/id,21969,vp,24636.pdf str. 15 oraz „Badania oraz analiza zagrożeń dla środowiska morskiego, jakie stanowi wrak statku Stuttgart wraz z analizą istniejących technologii utylizacji zagrożenia i możliwości ich wykorzystania” Raport końcowy zawierający sprawozdanie z realizacji I i II etapu badań, s. 101–104.

(36) https://helcom.fi/

(37) https://helcom.fi/baltic-sea-trends/eutrophication/

(38) HELCOM, 2018. Sources and pathways of nutrients to the Baltic Sea. Baltic Sea Environment Proceedings No. 153

(39) “Input of nutrients: potential to reduce input from point sources. ACTION project. HELCOM (2020)”, https://helcom.fi/wp-content/uploads/2020/10/Inputs-of-nutrients-potential-to-reduce-input-from-point-sources-ACTION-WP4.pdf

(40) Fantared II, 2002. A study to identify, quantify and ameliorate the impacts of static gears lost at sea.


 

W nieodległej przyszłości wzrośnie liczba wezbrań na Bałtyku, a za 100 lat może ulec zalaniu duża część Gdańska, Żuław i Półwyspu Helskiego. W wydanym komunikacie ostrzega przed tym interdyscyplinarny Zespół doradczy ds. kryzysu klimatycznego przy prezesie PAN i postuluje podjęcie szeregu działań adaptacyjnych z zakresu gospodarki wodnej oraz „nadanie wyraźnie wyższego priorytetu wydatkom związanym z ochroną wybrzeża”.

Autorzy komunikatu zauważają, że podnoszenie się poziomu wód rozpoczęło się wraz z początkiem rewolucji przemysłowej i wzrostem emisji CO2 do atmosfery. „Globalny poziom morza, po kilku tysiącach lat względnej stabilizacji podniósł się od XIX wieku o ponad 20 cm2. Specjalny Raport IPCC z 2019 r. na temat oceanu i kriosfery stwierdza (…), że tempo wzrostu średniego poziomu morza w latach 2006-2015 wyniosło 3,6 mm/rok, jest bezprecedensowe w ostatnich stu latach i około 2,5 razy większe niż w latach 1901-1990”.

W swoim komunikacie zespół stara się przewidzieć jakie skutki zmiany klimatu będę miały dla poziomu mórz na świecie. Ich zdaniem światło na to rzucają procesy, które zachodziły już wcześniej na Ziemi.

„Badania naukowe wykazują, że w trakcie wychodzenia z ostatniej epoki lodowej, kiedy średnia temperatura planety wzrosła o ok. 5°C w ciągu ok. 10 tysięcy lat, poziom morza podniósł się o ok. 120 m. Występowały wówczas kilkusetletnie okresy o tempie wzrostu poziomu morza przekraczającym 5 cm/rok, do czego przyczyniała się destabilizacja zanikających lądolodów zarówno półkuli północnej, jak i południowej. Najnowsze wyniki badań pokazują, że podobna destabilizacja zarówno lądolodu Antarktydy Zachodniej, jak i Grenlandii jest możliwa w wyniku antropogenicznej zmiany klimatu w bliskiej przyszłości” – piszą naukowcy.

Powołują się na badania, według których wzrost poziomu morza przyspieszył w latach 60-tych ubiegłego wieku. Dalszy rozwój sytuacji będzie zależał od wielkości emisji CO2 do atmosfery. Modelowo można wyobrazić sobie wiele „ścieżek emisji”. Naukowcy w komunikacie skupili się na dwóch: pierwszy zakłada realizację zobowiązań wynikających z Porozumienia Paryskiego (RCP2.6), a drugi emisję na dotychczasowym poziomie (RCP8.5).

„Specjalny Raport IPCC na temat oceanu i kriosfery z 2019r. prognozuje, że poziom morza w ostatnich dwóch dekadach XXI wieku wzrośnie z prawdopodobieństwem 2/3 o 29-59 cm dla RCP2.6 oraz o 61-100 cm dla RCP8.5. Należy pamiętać, że przewidywany wzrost poziomu morza nie zatrzyma się w 2100r. i do 2300 r. prawdopodobny jest jego dalszy wzrost nawet o kilkanaście metrów przy scenariuszu RCP8.5, jednak przy dużej niepewności związanej z dynamiką lądolodu Antarktydy. Spodziewane tempo wzrostu poziomu morza będzie przyspieszać zależnie od scenariusza emisji” – ostrzegają naukowcy.

Procesy zachodzące globalnie dotkną również Morze Bałtyckie. Najgorsza sytuacja prognozowana jest dla wschodniej części polskiego wybrzeża. W rejonie Zatoki Gdańskiej wybrzeże będzie się obniżało o ok. 1 mm/rok, zaś na Żuławach nawet 2 mm/rok, co przy regularnym wzroście poziomu morza przyspieszy jeszcze zalewanie tych terenów. Dużym problemem mogą się stać według naukowców również wezbrania sztormowe. Ich zdaniem w 2050 roku będą one kilkakrotnie częstsze niż w przeszłości.

„W związku z postępującym i przyspieszającym zagrożeniem wzrostem poziomu morza zespół wskazuje na konieczność szybkich działań dostosowujących prawodawstwo i infrastrukturę do wyzwań związanych z tym zjawiskiem w następnych dekadach” – apelują naukowcy.

Przestrzegają również przed bagatelizowaniem zagrożenia i braku realnych działań w celu zmniejszenia emisji CO2.

„Nieuchronny charakter i narastające tempo wzrostu poziomu morza pokazują bezpośrednio niebezpieczeństwo, jakie niesie ze sobą postępująca antropogeniczna zmiana klimatu. W razie niepowodzenia w redukcjach emisji, w być może już bliskiej perspektywie historycznej trzeba będzie zmierzyć się z problemem stopniowej utraty infrastruktury w obecnej strefie przybrzeżnej i przygotować się na postępujące zalewanie coraz większej powierzchni lądu” – zakończyli naukowcy swój komunikat.

W skład interdyscyplinarnego Zespołu doradczego do spraw kryzysu klimatycznego przy prezesie PAN wchodzą: prof. Szymon Malinowski (UW), prof. Jacek Piskozub (IO PAN), dr hab. Iwona Wagner (ERCE PAN, UŁ), prof. Irena Wrońska (UM Lublin), prof. Krzysztof Kwiatek (Państwowy Instytut Weterynaryjny), dr hab. Adam Habuda (INP PNA), dr Krzysztof Niedziałkowski (IFiS PAN), dr Agata Goździk (IGF PAN), prof. Tomasz Okruszko (SGGW), prof. Zbigniew Kundzewicz (IŚRiL PAN), dr hab. inż. Andrzej Jagodziński (ID PAN), dr hab. inż. Anna Januchta-Szostak (PP), prof. Jan Kozłowski (UJ), prof. Jan Kiciński (IMP PAN), dr Aleksandra Kardaś (UW), dr Justyna Orłowska (ekspertka Ministerstwa Klimatu), dr hab. Mateusz Strzelecki (członek Akademii Młodych Uczonych PAN).

Całość dostępna jest na stronach Polskiej Akademii Nauk.

Oprac. Marcin Wrzos

Fot. Lukas Plewnia


 

Dopiero wiosna, a już niektórzy myślą o wakacjach. Istnieje jednak ryzyko, że w przeciągu najbliższych dekad nie odpoczniemy nad polskim morzem beztrosko i w pełni, a budżety gmin nadmorskich się odchudzą. W ostatnich dwóch latach średnia liczba zamkniętych morskich kąpielisk oscylowała wokół 50, na 146 egzystujących. Nadmierny toksyczny zakwit sinic stwierdzono w 61% z nich [1]. Latem coraz częściej i w większym natężeniu obserwujemy bądź (uchowaj) doświadczamy malowniczych obrazów na wodzie, tworzonych przez sinice. Na tym ich zdradliwy urok się kończy. Niestety, jak to bywa w powieściach kryminalnych, to nie one są winne.

 

 

 

 

 

Fot. 1. 'Obraz na wodzie’ – intensywne zakwity fitoplanktonu i sinic są coraz częstsze (NASA, lipiec 2018)

 

 

 

PO NITCE DO KŁĘBKA, PO RZECE DO BAŁTYKU

Otoczony dziewięcioma krajami – Estonią, Danią, Finlandią, Niemcami, Łotwą, Litwą, Polską, Rosją i Szwecją oraz rzekami z nich dopływającymi, Bałtyk jest naszym wspólnym, dzielonym sercem lub … koszem na śmieci. Ocena jakości wód Bałtyku może nam dużo powiedzieć o ludzkim (bądź nie) podejściu do naszego morza. Ostatnia przyniosła w 2017 r. wynik negatywny. Na taki stan złożyły się przede wszystkim bardzo złe warunki natlenienia, nadmierne zakwity fitoplanktonu, również stężenia substancji odżywczych (fosforanów oraz azotu), tzw. biogenów [2].

Obszar całego zlewiska zajmujący – obrazowo – cztery Bałtyki razem wzięte, zamieszkuje międzynarodowo 85 milionów mieszkańców. Całą Polskę – 38 milionów 386 tys. osób. Kolejne 1,8 mln zjechało w ostatnim sezonie wakacyjnym tłumnie nad polskie plaże jako turyści [3]. Wydaje się to wystarczającą liczbą ludzi i rąk, aby zatroszczyć się o nasz wspólny przecież akwen.

Z najmłodszym i najsłodszym morzem świata cukierkowo bowiem nie jest. Przyczyna jakże trywialna – ludzie „wzbogacający” rzeki spływające do Bałtyku w zanieczyszczenia rozmaitego kalibru. Nadbałtyckie dorzecza* obrazuje międzynarodowo poniższa mapa [s.2]

7 największych rzek obejmuje 50% zlewni Morza Bałtyckiego, będąc także największymi nośnikami zanieczyszczeń: Göta (Szwecja) i Kemi (Finlandia), Daugava tj. Dźwina (rzeka dzielona: Rosja, Białoruś Łotwa), Niemen (Litwa, Białoruś, Rosja, Polska, Łotwa), Odra (Polska, Niemcy, Czechy), Wisła (Polska, Białoruś, Ukraina i Słowacja) i Newa (Rosja, Finlandia) [4].

Mapa 1. Dorzecza regionu Morza Bałtyckiego [źródło: CCB]

Wprowadzanie zanieczyszczeń jest szczególnie niebezpieczne w przypadku prawie zamkniętego morza, takiego jak Bałtyk, gdzie czas wymiany wody wynosi od 25 do 35 lat. Bałtyk potrzebuje więc w przybliżeniu 1/3 naszego ludzkiego żywota na zdrową wymianę swoich wód.

Jako stosunkowo małe, płytkie i zamknięte morze ma on bardzo ograniczoną zdolność do usuwania zanieczyszczeń, co czyni go niezwykle wrażliwym ekosystemem. Czy my wykazujemy wystarczającą troskę i delikatność w odpowiedzi na jego wrażliwość?

Dane ilustrujące całkowite obciążenia azotem i fosforem spływające siedmioma największymi rzekami do Bałtyku [Mapa 2.] pokazują, że jesteśmy wobec Bałtyku nad wyraz presyjni, od lat.

Mapa 2. Całkowity ładunek azotu i fosforu z dorzeczy 7 największych rzek nadbałtyckich – dane z 2014 [4]

Z polskich rzek do Bałtyku rocznie wpada ok. 140 tys. ton azotu i 13 tys. ton fosforu. W bilansie ogólnym jest to odpowiednio 24% i 43% całkowitych ładunków tych biogenów, dostarczanych przez rzeki do Morza Bałtyckiego [4]. Wśród 7 największych rzek regionu bałtyckiego to Wisła miała najwyższy całkowity ładunek azotu i fosforu w 2014 r. Odpowiednio 26% i 37% [5].

PALCEM NA WODZIE … MALOWANE

Wynikiem przelewania się tej czary goryczy jest eutrofizacja – niekorzystne zwiększenie żyzności wód, będące nadal jednym z głównych problemów środowiskowych regionu bałtyckiego. Zmiana sposobu produkcji rolnej (rozdział produkcji zwierzęcej od roślinnej), nieprzestrzeganie dobrych praktyk rolniczych w kwestii przechowywania nawozów, dawkowania, zagospodarowania odchodów zwierząt hodowlanych to jedno. Brak oczyszczalni ścieków lub/i nielegalne zrzuty ścieków komunalnych oraz przemysłowych dopełniają dzieła. Dla przykładu: w Gdańsku oczyszczalnia powstała kilka lat temu, w St. Petersburgu 2 lata temu, w Kaliningradzie nie ma do tej pory. „Nic w przyrodzie nie ginie”, ściek także.

Wracając do malowniczych obrazów na wodzie – azot i fosfor przenoszone są z pól do morza przez rzeki i strumienie. Na Bałtyku zaś stają się źródłem pożywienia dla glonów i mikroorganizmów, które mogą rosnąć i kwitnąć do tego stopnia, iż wyczerpują życiodajny tlen w wodzie.

 

Fot. 1. Letni wzmożony 'atak’ sinic – 28 lipiec 2018, Sopot

[źródło: https://www.facebook.com/miedzychmurami]

I tak skarb, który na tle Europy Polskę wyróżnia – piękne naturalne rzeki, dzięki nam staje się niestety pasem transmisyjnym biogenów i zanieczyszczeń. Badania mówią, wprost, że to właśnie nawożenie i hodowla zwierząt są głównymi źródłami zanieczyszczenia rzek substancjami biogennymi – jest to ok. 90 proc. w skali kraju. Rezultat – 97% Morza Bałtyckiego dotknięte jest eutrofizacją [6]. Polska zaś nadal pozostaje w czołówce krajów najbardziej odpowiedzialnych za ten stan rzeczy, zajmując niechlubne I miejsce ze względu na przeważający charakter rolniczy i zaludnienie. Dania zaś i Szwecja przodują pod względem nawożenia.

Niestety nie mamy się czym chwalić również w przestrzeni prawnej. Jako Polska nie wypełniliśmy do tej pory zarówno wymagań Ramowej Dyrektywy ws. Strategii Morskiej, jak i Ramowej Dyrektywy Wodnej, dbających swoimi zapisami o dobry stan naszych wód. W 2014 Europejski Trybunał Sprawiedliwości orzekł, iż Polska uchybiła zobowiązaniom wdrażania dyrektywy azotanowej dotyczącej ochrony wód przed zanieczyszczeniami azotanowymi pochodzenia rolniczego. W celu uniknięcia kar Polska przedstawiła działania naprawcze i przygotowała w 2017 Ustawę Prawo Wodne oraz stosowne Rozporządzenie Rady Ministrów.

Pocieszenie możemy znaleźć w tym, iż nie jesteśmy sami. Nasi sąsiedzi, Niemcy również są przedmiotem postępowania sądowego ws. dyrektywy azotanowej. Eutrofizacja jest wspólnym problemem, warto więc spoglądać wspólnie także na rozwiązania.

MARTWICA – GDY ZACZYNA BYĆ ZA PÓŹNO

Na tym jednak nie koniec wątku kryminalnego. Rozprzestrzenianie się okresowego „kwitnienia morza” doprowadziło do pojawienia się i rozrastania stref śmierci. Dzięki spływowi zanieczyszczeń i wzrastającej globalnie temperaturze fitoplankton i wspomniane sinice rozmnażają się „na potęgę” tak, że wyczerpują zawartość tlenu w wodzie. Gdy tlenu brak, życie zamiera – tworzą się wówczas tzw. martwe strefy (Mapa 3.).

Mapa 3. Rozszerzanie się martwych stref w Morzu Bałtyckim na przestrzeni lat [7]

Brak tlenu (czarny kolor) = śmierć, czerwony = ekstremalnie niska koncentracja tlenu

W rezultacie nasz unikalny Bałtyk zawiera w sobie siedem z dziesięciu największych morskich martwych stref na świecie. Co gorsza, w ostatnim stuleciu plamy śmierci na Bałtyku zwiększyły się 10-krotnie [7,8]. Bałtyk się dusi, a my pomagamy mu własnymi rękoma.

A MOŻE BY TAK (jednak) NAD BAŁTYK?

Dane wskazują, że ludzie jadą. Jadą nad polskie morze. Jedzie ich coraz więcej – nadal obserwowany jest wzrost liczby turystów, już od paru lat. Dobra pogoda zachęca, nie tylko plażowiczów, ale i …toksyczne sinice.

22 marca obchodzimy Światowy Dzień Wody. Jest to również Dzień Ochrony Morza Bałtyckiego. 18 września zaś przypada Światowy Dzień Monitoringu Wody – wydaje się to właściwą kolejnością, pamiętając, że to rzeki przynoszą wodę do Bałtyku, niosąc też nasze „podarunki”.

Zanim zaczniemy narzekać, że w innych krajach jest lepiej, że u nas plaże zamknięte i że trzeba wyjeżdżać za granicę, wyobraźmy sobie… że możemy coś zrobić i to zróbmy.

W skali Kowalskiej i Kowalskiego – lepsze praktyki zarządzania gospodarstwem rolnym są jedną z możliwości: stosowanie mniejszego dawkowania nawozu, stosowanie osłon upraw, uszczelnianie zbiorników i silosów, uszczelnianie szamb i wymaganie wprowadzania sprawnej kanalizacji. Właściwe praktyki rolnicze, nawet drobne, potrafią zatrzymać spływ biogenów do wód, podtrzymując i zwiększając żyzność gleby, w konsekwencji wpływając na poprawę dochodów rolnika. Również przejście na rolnictwo biodynamiczne, ekologiczne przynosi obiecujące korzyści, warto także zapoznać się z progresywnymi praktykami rolnictwa recyrkulacyjnego.

Co jednak,  jeśli Kowalscy rolnikami nie są? Jak mogą ratować sytuację? Wybierając się na wypoczynek do agroturystyki – można sprawdzić, czy stosowane tam praktyki rolnicze są z gatunku właściwych. Mając wybór – ograniczmy produkty odzwierzęce. Robiąc zakupy – nie przesadzajmy z zapasami. Polska jest w liderskiej piątce europejskich krajów marnujących żywność (235 kg/os rocznie)!

W szerszym kontekście, organizacje społeczne i ekologiczne działają na rzecz środowiska i społeczeństwa w nim żyjącego od lat. Przygotowały europejskie, a więc i dotyczące Polski manifesty oraz plany działań: tegoroczny Niebieski Manifest dot. ratowania mórz i oceanów, The Baltic Shadow Plan – aktualny plan dla przyszłości Bałtyku czy Deklarację I Europejskiego Szczytu Rzek (2018). Przedstawiciele polskich organizacji i reprezentanci społeczeństwa obywatelskiego uformowali w 2016 platformę działań na rzecz ochrony polskich rzek – Koalicję Ratujmy Rzeki. W zamierzeniu zgromadzi ona możliwie spójny głos użytkowników rzek w Polsce, prowadzący do konkretnych zmian w zakresie ochrony wód. Europejskie, w tym polskie społeczeństwo opowiedziało się także za nieosłabianiem Ramowej Dyrektywy Wodnej podczas procesu sprawdzania sprawności tejże dyrektywy (2018).  Czekamy na rozwój wydarzeń – Komisja Europejska nie zobowiązała się jeszcze do nieotwierania dyrektywy tj. pozostawienia jej bez zmian.

Także naukowcy podają pomocną dłoń – dla poprawy sytuacji należy bowiem jak najszybciej przywrócić tereny podmokłe wzdłuż większości rzek w Polsce, aby rzeki mogły się lepiej oczyszczać [9]. Nie zwalnia to nas, obywateli (przedsiębiorców, rolników, turystów, mieszkańców) z obowiązku niezanieczyszczania.

Mimo ambitnych celów i obietnic ochrony i przywrócenia środowiska morskiego Bałtyku do 2021 r., kraje są jeszcze daleko od osiągnięcia wyznaczonych celów. Zgodnie z najnowszą oceną realizacji HELCOM z 2018 r.  (…) tylko 24% działań krajowych zostało zakończonych, 60% częściowo zrealizowanych, 68% wspólnych działań uznano za zakończone [10].

Czy zakończymy kryminał happy-endem bądź przynajmniej bezkrwawym zakończeniem dla nas wszystkich? Pamiętajmy, że do XIX w Bałtyk był jednym z najczystszych mórz na świecie i nadal jest naszą wspólną cenną unikalną perłą. Pomyślmy o tym, zanim tego roku rozłożymy swój parawan nieopodal toksycznej zupy, którą sami sobie zagotowaliśmy.

 ŻRÓDŁA:

    1. Raport – Podsumowanie sezonu kąpielowego 2018, Główny Inspektorat Sanitarny
    2. Ocena stanu środowiska polskich obszarów morskich Bałtyku na podstawie danych monitoringowych z roku 2017 na tle dziesięciolecia 2007-2016, GIOS 2018
    3. Dane GUS 2019
    4. HELCOM, 2018.Sources and pathways of nutrients to the Baltic Sea. Baltic Sea Environ. Proc. 2018, 153, 1–47
    5. HELCOM, 2018. Input of nutrients by the seven biggest rivers in the Baltic Sea region. Baltic Sea Environment Proceedings No.161
    6. HELCOM, 2018. State of the Baltic Sea – Second HELCOM holistic assessment 2011-2016. Baltic Sea Environment Proceedings 155.
    7. European Environment Agency, 2016, Development of oxygen depletion in the Baltic Sea over time
    8. Jacob Carstensena,1, Jesper H. Andersena, Bo G. Gustafssonb, and Daniel J. Conleyc, 2014. Deoxygenation of the Baltic Sea during the last century
    1. Jabłońska, E.; Wiśniewska, M.; Marcinkowski, P.; Grygoruk, M.; Walton, C.R.; Zak, D.; Hoffmann, C.C.; Larsen, S.E.; Trepel, M.; Kotowski, W. Catchment-Scale Analysis Reveals High Cost-Effectiveness of Wetland Buffer Zones as a Remedy to Non-Point Nutrient Pollution in North-Eastern Poland. Water 2020, 12, 629

https://www.uw.edu.pl/o-korzysciach-z-mokradel-w-artykule-naukowcow-z-uw

    1. Helcom Stakeholders Conference 2020, NGOs urge Baltic countries to speed up commitments to the Baltic Sea Action Plan, conference news 

Ewa Leś: Przewodnicząca Grupy Roboczej ds. Dorzeczy regionu bałtyckiego (Coalition Clean Baltic), członkini – współzałożycielka Koalicji Ratujmy Rzeki, współinicjatorka i koordynatorka pierwszego w Polsce Wodnego Okrągłego Stołu ws. ochrony wód i rzek przy współpracy z Ministerstwem Środowiska (2009-2011). Obserwatorka w Międzynarodowej Komisji Ochrony Odry przed Zanieczyszczeniem.

Wywodzi się ze swoich dwóch macierzystych organizacji Towarzystwa Przyjaciół Rzek Iny i Gowienicy oraz Eko-Unii. Współpracuje głównie w obszarze wód i obszarów podmokłych, edukacji, współpracy transgranicznej, konfliktów wodnych wprowadzaniu realnych pozytywnych zmian. Nastawiona na wzmacnianie 'demokracji wodnej’ włączającej szerokie grono użytkowników wód. Biolożka z zawodu, patrząca jednak w kierunku ludzi i ich postrzegania środowiska.

Konsultacja: mgr inż. Maria Staniszewska, Polski Klub Ekologiczny, specjalistka w zakresie rolnictwa i eutrofizacji Bałtyku, członkini polskiego Global Water Partnership, ekspertka ds. rolnictwa w Coalition Clean Baltic oraz ds. eutrofizacji i przyjaznych praktyk rolniczych w Koalicji Żywa Ziemia.

Fot. Marcin Wrzos

Zanieczyszczenia pochodzenia rolniczego są poważnym problemem, który dotyka wiele krajów nadbałtyckich, w tym również Polskę. Na ich pojawienie się w środowisku ma wpływ m.in. niewłaściwy sposób użytkowania ziemi, stosowanie tzw. środków ochrony roślin, czyli pestycydów, brak oceny wpływu stosowanych zabiegów melioracyjnych na produkcję rolną i gospodarkę wodną zlewni, spływ powierzchniowy nawozów mineralnych i organicznych do wód powierzchniowych (rzek i jezior) czy też niespełniające standardów bezpieczeństwa składowiska odpadów na obszarach wiejskich.

Należy jednak pamiętać, że głównym problemem polskiego rolnictwa jest nieprawidłowa gospodarka nawozowa, o czym świadczy stale zwiększająca się nadwyżka azotu na polach (średnio w latach 1995 – 33 kg N/ha, w 2014 – 48 kg N/ha)! Ponadto dominujące na terenie naszego kraju gleby piaszczyste sprzyjają szybkiemu spływowi biogenów z pól do wód.

Rolnictwo, zwłaszcza intensywne i niezbilansowane, jest głównym źródłem docierania związków azotu i fosforu (biogenów) do wód powierzchniowych, co jest bezpośrednią przyczyną eutrofizacji – czyli zwiększania się żyzności wód. Jest to proces niekorzystny, skutkujący gwałtownym rozrostem wodnej roślinności, która następnie obumiera. W efekcie dochodzi do nadmiernego nagromadzenia się substancji organicznej w zbiornikach wodnych, której rozkład zwiększa zużycie tlenu rozpuszczonego w wodzie. Po wyczerpaniu się dostępnego w wodzie tlenu proces rozkładu szczątków roślinnych zachodzi dalej, tyle że już w warunkach beztlenowych, co skutkuje wydzielaniem się siarkowodoru, metanu i amoniaku – substancji szkodliwych, a wręcz śmiercionośnych dla większości organizmów wodnych. Głównym i najszybciej zauważalnym objawem eutrofizacji jest specyficzne zabarwienie wody, będące wynikiem masowego rozwoju glonów – znacznie pogarszają się właściwości organoleptyczne wody.

Na eutrofizację najbardziej narażone są zbiorniki wodne, zarówno sztuczne, jak i naturalne, oraz morze Bałtyckie (!) – w związku z jego śródlądowym charakterem i powoli zachodzącą wymianą wód. Najwięcej biogenów (związków azotu i fosforu) dostaje się do Bałtyku wraz z wodami dwóch największych polskich rzek – Wisły i Odry. Ich stan ekologiczny jest wysoce niepojący. Jak pokazują badania stanu chemicznego jednolitych części wód (JCW), prowadzone w latach 2007-2009, w przypadku Wisły na 93 JCW tylko 4 zostały zakwalifikowane jako stan dobry, a w przypadku Odry – na 54 JCW tylko 2.

Według danych HELCOM-u (Komisja Ochrony Środowiska Morskiego Bałtyku) głównymi źródłami biogenów w Bałtyku są rzeki – 69,4%, punktowe źródła zanieczyszczeń (oczyszczalnie, wielkie fermy zwierzęce) – 3,5%, a w przypadku azotu powietrze – 27,1%. W sumie ładunek związków azotu i fosforu dostarczonych do Bałtyku w roku 2014 wynosił 825 825 ton w przypadku azotu i 30 949 ton – w przypadku związków fosforu (3). Niemały był w tym udział Polski i naszych głównych rzek Wisły i Odry: w 2014 r. związków azotu dostarczyliśmy 169 941 ton, a związków fosforu 12 776 ton (3),co stanowiło 82,6% wszystkich związków azotu i 99,4% wszystkich związków fosforu, dostarczonych w danym roku przez nasz kraj do Bałtyku.

Rolnicze źródła zanieczyszczeń

Głównymi rolniczymi źródłami zanieczyszczeń są związki azotu i fosforu, czyli biogeny, wprowadzane na pola uprawne w postaci nawozów mineralnych bądź organicznych. Gdy nawozy te są stosowane w ilości przekraczającej zapotrzebowanie roślin, ich nadmiar przedostaje się do wód powierzchniowych. Ze względu na sposób przedostawania się zanieczyszczeń do wody można wyróżnić zanieczyszczenia obszarowe i punktowe. Zanieczyszczenia obszarowe to przede wszystkim spływ po powierzchni do wód powierzchniowych (w wyniku opadów atmosferycznych czy erozji gleby) nawozów mineralnych i organicznych, stosowanych na znacznych powierzchniach. Punktowe zanieczyszczenia na terenach wiejskich powstają zazwyczaj na skutek prowadzonej hodowli zwierząt – źródłami zanieczyszczeń są tutaj m.in. zabudowania gospodarskie, pryzmy obornikowe, nieszczelne zbiorniki na gnojowicę, silosy i pryzmy na kiszonkę i in. Należy pamiętać, że niejednokrotnie punktowe zanieczyszczenia powstają w wyniku przedostawania się do środowiska ścieków bytowych z nieszczelnych szamb. Wg danych Ministerstwa Rolnictwa w r. 2015 tylko 34,6% gospodarstw domowych na terenach wiejskich było podłączonych do kanalizacji

Dlaczego biogeny uciekają do wód powierzchniowych?

Biogeny, czyli związki azotu i fosforu odgrywają bardzo ważną rolę w procesie rozwoju roślin – są ich składnikami pokarmowymi. Na pole dostają się w postaci nawozów mineralnych i naturalnych (obornik, gnojowica). Dodatkowo azot w postaci organicznej może być wprowadzany za pomocą roślin motylkowych, czyli bobowatych (koniczyna, lucerna itp.). Związki azotu są dostępne dla roślin głównie w postaci jonu azotanowego NO3-. Związek ten jest bardzo łatwo rozpuszczalny w wodzie, a więc nieprzyswojone przez roślinę związki azotu rozpuszczają się i bardzo szybko przedostają się do wód. Natomiast fosfor niepobrany przez rośliny kumuluje się w górnych warstwach profilu glebowego i ulega sorpcji, czyli pochłanianiu przez stałą fazę gleby. Przedostawanie się związków fosforu do wód gruntowych i powierzchniowych może następować w wyniku procesów wymywania lub też spływów powierzchniowych, po przekroczeniu pojemności sorpcyjnej gleby. Nadmiar fosforu w rolnictwie oszacowany jest łącznie na 92,3 tys. ton – taka ilość w niewielkim stopniu gromadzi się w glebie, a reszta przedostaje się do wód powierzchniowych. (2).

Rolnicze metody zatrzymania biogenów w glebie

Czy można ograniczyć rolnicze zanieczyszczenia wód? Tak! Wystarczy stosować odpowiednie praktyki rolnicze, mające na celu przede wszystkim zatrzymanie spływu biogenów do wód. Jednocześnie działania te podtrzymują i zwiększają żyzność gleby, przez co wpływają bezpośrednio na poprawę dochodów rolnika. Biogeny zatrzymane w glebie są lepiej wykorzystane przez rośliny, co oznacza, że wystarczy stosowanie mniejszej ilości nawozów. Żyzna gleba, bogata w próchnicę, zatrzymuje wodę razem z jonami N i P, przez co rośliny mogą dłużej korzystać ze składników odżywczych.

Najważniejszy jest starannie zaplanowany płodozmian, uwzględniający przynajmniej 30% pastwisk przemiennych – motylkowatych z trawami, jako podstawowymi roślinami zwiększającymi zasobność gleby w próchnicę. Niezbędne jest zapewnienie w płodozmianie odpowiednich proporcji pomiędzy roślinami zubażającymi glebę a zwiększającymi żyzność gleb. Wprowadzone do płodozmianu poplony ozime i ścierniskowe, utrzymywane przez okres zimy, zatrzymują odpływ biogenów, zwłaszcza związków fosforu, gdyż te „uciekają” z pól głównie poprzez erozję gleby.

Konieczne jest dostarczenie materii organicznej w postaci nawozów zielonych (międzyplony i rośliny okrywowe) oraz nawozów zwierzęcych (obornik stały, gnojowica, kompost). Pozytywny wpływ mają również resztki po zebranych plonach (ściernisko, słoma) oraz korzenie. Bardzo ważny jest równomierny rozkład obornika na powierzchni pola i przykrycie go warstwą gleby, aby zapobiegać stratom azotu w postaci lotnej. Z kolei utrzymywanie gleby jak najdłużej pokrytej roślinnością zapobiega erozji i ucieczce związków fosforu.

Zapobieganie ugniataniu gleby poprawia aktywność mikrobiologiczną gleby i zwiększa ilość porów przepuszczających wodę. Z kolei system porów glebowych poprawia zdrowotność roślin, głębokość ich korzenienia się oraz intensywność pobierania składników pokarmowych.

Zagwarantowanie wystarczająco dużej ilości wapnia warunkuje stabilność górnej warstwy gleby i przyswajalność składników pokarmowych. Kwaśny odczyn gleb zmniejsza aktywność bakterii, co z kolei powoduje mniejsze tempo rozkładu i uwalniania składników pokarmowych. Z tego powodu mogą wystąpić niedobory fosforu i molibdenu. Optymalne pH gleby dla większości roślin uprawnych waha się pomiędzy 6,0 a 7,0. Rośliny motylkowate są szczególnie wrażliwe na kwaśny odczyn, podczas gdy ziemniak rozwija się lepiej w glebach lekko kwaśnych. Przyswajalność fosforu zmniejsza się przy pH>7. Warto nawozić zgodnie z zapotrzebowaniem gleby, po wcześniejszym przeprowadzeniu analizy gleby na jej zasobność i sporządzać coroczne plany nawozowe, uwzględniające potrzeby nawozowe uprawianych roślin.

Nie wolno natomiast nawozić, gdy gleba jest zmarznięta lub zbyt mokra. Ponadto należy unikać nawożenia zbyt blisko cieków i zbiorników wodnych oraz dbać o nienadmierne obciążenie pastwisk zwierzętami – zalecana obsada zwierzęca to 0,5-0,7 dużej sztuki na 1 ha. Niezbędne jest gromadzenie obornika i gnojówki na płytach gnojowych i w zbiornikach.

Wyżej wymienione zalecenia nie dotyczą gospodarstw z intensywną produkcją zwierzęcą, gdyż te podlegają innym zasadom i regulacjom i wymagałyby osobnego opisu.

Przypisy:

(1) Stan czystości rzek – Inspekcja Ochrony Środowiska

(2) Udział polskiego rolnictwa w emisji związków azotu I fosforu do Bałtyku – Janusz Igras, Marianna Pastuszak

(3) Sources and pathways of nutrients to the Baltic Sea- HELCOM PLC-6

Artykuł opublikowany w papierowym wydaniu Zielonych Wiadomości nr. 029. Do pobrania w formacie pdf: tutaj

Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.

Dlaczego w ciągu ostatnich 100 lat z Polski zniknęło 80 tys. fok? Co możemy zrobić, by im pomóc? Dowiedz się z naszej rozmowy o najnowszej akcji WWF.

W sierpniu WWF zakończyło organizowany przez fundację cykl imprez „Ochrona Fok Szarych”. Celem działań podejmowanych w ramach tego projektu jest ochrona istniejących zasobów gatunku oraz odtworzenie kolonii fok na polskim wybrzeżu. Redakcja „Zielonych Wiadomości” wypytała Katarzynę Leszczyńską-Bohdan, odpowiedzialną za promocję wydarzenia, o sytuację polskich fok oraz o to, czemu to najmłodsi są ich największym sprzymierzeńcem.

Redakcja: Czemu służy Wasza inicjatywa?

Katarzyna Leszczyńska-Bohdan: Głównym celem działań podejmowanych w ramach projektu „Ochrona Fok Szarych” jest ochrona istniejących zasobów gatunku oraz odtworzenie kolonii fok na polskim wybrzeżu. Dawniej polskie plaże były foczym siedliskiem. Foki przypływały tu, by odpocząć, urodzić i wychować potomstwo.

Sytuacja fok uległa pogorszeniu?

Według danych organizacji WWF jeszcze sto lat temu populację tych ssaków szacowano na 100 tys. osobników. Obecnie liczebność fok spadła poniżej 20 tys.

Co jest tego przyczyną?

Głównie zanieczyszczenie środowiska, ale także polowania czy przypadkowa śmierć w sieciach rybackich. Zwierzęta przepłaszają także turyści, którzy coraz liczniej odwiedzają polskie kurorty nad morzem.

Fundacja od jakiegoś czasu apeluje o utworzenie polskiego rezerwatu dedykowanego fokom. Na razie bezskutecznie. A czy można podjąć jakieś doraźne kroki mające na celu poprawę ich sytuacji?

Wolontariusze WWF od stycznia 2010 r. patrolują całe polskie wybrzeże. Pojawiają się wszędzie tam, gdzie zostanie znaleziona foka. W sytuacji, gdy zwierzę potrzebuje pomocy, wolontariusze natychmiast zawiadamiają pracowników Stacji Morskiej w Helu. Po udzieleniu pomocy przez specjalistów foki są wypuszczane do morza na terenie Słowińskiego Parku Narodowego.

Na Waszej stronie możemy przeczytać o imprezach organizowanych wokół akcji. WWF w nadmorskich kurortach Bałtyku przeprowadziło szereg zabaw tematycznych, które nagłaśniają problem malejącej populacji fok szarych. Ambasadorem wydarzenia jest znany aktor Rafał Królikowski. Czy adresujecie Wasza działania szczególnie do dzieci?

Najważniejsze dla nas to rozpowszechnić akcję wśród szerokiego grona odbiorców: rodziców i dzieci oraz wszystkich ludzi, którym czyste środowisko i ekologia leżą na sercu. Dzieci stanowią niesamowity potencjał, ponieważ to one będą kreować ekologiczną przyszłość. Dlatego tak ważne jest dla nas, by od najmłodszych lat uświadamiać je i edukować w temacie ochrony środowiska i ekologii.

Na potrzeby akcji powstała specjalna strona internetowa Przyjaciel Foki. Dzieci mogą skorzystać na niej z gier i zabaw, które uczulają na problemy zwierząt. Strona internetowa jest bogata w informacje o fokach, ich trybie życia, sposobach ochrony. Witryna zawiera także wskazówki, dotyczące zachowania się w przypadku napotkania tych sympatycznych zwierząt na plaży. Dodatkowo w specjalnej zakładce umieszczono materiały dotyczące dbania o środowisko i ekologię. Akcja „Ochrona Fok Szarych” jest doskonałą okazją do wprowadzenia dzieci przy okazji zabawy w tematykę ekologii i dbałości o środowisko.