O kapitale, jego akumulacji oraz konsekwencjach społecznych i środowiskowych z Filipem Ilkowskim rozmawia Jan Chudzyński.
Jan Chudzyński: Zacznijmy od podstawowej kwestii. Czym jest kapitał?

Filip Ilkowski: To nie jest rzecz, którą się po prostu posiada. Rzeczy mogą stać się kapitałem tylko w określonych stosunkach społecznych. Szklanka jest po prostu szklanką, wartością użytkową, natomiast w momencie, gdy zacznę ją produkować na sprzedaż, lub kupować i sprzedawać drożej, stanie się dla mnie kapitałem.

Marks zwrócił uwagę na to, że kapitał ma dwie istotne cechy. Po pierwsze, jest stosunkiem społecznym polegającym na wyzysku siły roboczej. Po drugie, kapitał jest mnogością. Oznacza to, że w systemie opartym na jego gromadzeniu (akumulacji) – kapitalizmie – dynamika pomnażania wartości kapitału jawi się każdemu jego właścicielowi jako zewnętrzna presja. Musi inwestować, inaczej wypadnie z gry. Właśnie dlatego, że kapitał funkcjonuje w ramach konkurencji wielu kapitałów. To też odróżnia kapitalizm od innych systemów opartych na wyzysku siły roboczej. W systemie niewolniczym mamy oczywisty wyzysk siły roboczej, w systemie feudalnym też. Natomiast kapitalizm to nie jest tylko wyzysk, ale to jest wyzysk konkurencyjny. Konkurencja toczy się między poszczególnymi jednostkami kapitału, poszczególnymi kapitałami, co powoduje tę niekończącą się konieczność akumulacji. Nie ma jakiegoś momentu, kiedy kapitalista może powiedzieć: “OK, koniec”. Szlachcic w I Rzeczpospolitej mógł się bogacić, eksportując zboże produkowane przez jego chłopów pańszczyźnianych, ale nie musiał tego robić, pozostając nadal właścicielem ziemskim. Kapitalista nie ma takiego luksusu. Oznacza to dużą dynamikę systemu, ale też niekończącą się presję ku potęgowaniu wyzysku.

Gorączkowe poszukiwanie rentownych inwestycji, możliwości pomnożenia kapitału.

Tak, i proces ten natrafia na szereg barier. Na pewno jest nią pęd kapitalizmu ku kryzysom. Każdy kapitalista stara się zastępować pracę najnowszą technologią, czyli powodować większą wydajność jego pracowników. To jest perfekcyjnie racjonalne z punktu widzenia politycznego kapitału. Pierwszy kapitalista, którego pracownicy będą bardziej wydajni, ma przewagę nad innymi. Może sprzedawać taniej albo sprzedawać w tej samej cenie, ale z ekstra zyskiem z tego powodu. Natomiast kiedy wszyscy to czynią, coraz mniej pracowników „uruchamia” coraz większą masę zainwestowanego kapitału stałego. Przez to stosunek zysku do całości inwestycji ma tendencję spadkową. Nie ma ucieczki od momentu, w którym stosunek zysku do inwestycji jest na tyle niski, że kapitalista stwierdza, że nie opłaca mu się inwestować. Kiedy taka postawa się uogólnia jest to moment kryzysu.

Kryzys…

Kryzys, który teoretycznie oznacza bankructwa i niejako wyczyszczenie rynku i rozpoczęcie całej zabawy od nowa. Problem polega jednak na tym, że gdy jednostki kapitału stają się coraz większe, to i przywracanie tymczasowej równowagi w ten sposób jest coraz bardziej problematyczne. Widzieliśmy to w czasie ostatniego kryzysu gospodarczego: pojęcie korporacji “too big to fail”, czyli zbyt dużych, by upaść. Ich upadek może powodować pogłębienie kryzysu, dlatego państwa interweniują, żeby do tego nie dopuścić. Co więcej, kiedy państwa są w systemie konkurencyjnym między sobą, żadne z nich nie chce żeby to „ich” firmy były pierwszymi, które niejako mają oczyszczać rynek.

Ale przed kryzysem są jeszcze poszukiwania innych źródeł zysku, innych rentownych inwestycji. Kapitał patrzy, gdzie jest możliwość wzrostu. Birma, kraje afrykańskie…

Powstawanie nowych gałęzi gospodarki, presja na większą wydajność i na obniżanie płac też są próbami przeciwdziałania spadającej stopie zysku. Ale tak, szuka się ujść ku handlowi zagranicznemu, ku nowym rynkom w nadziei na skuteczniejszą akumulację kapitału. To jest system oparty na nierównomierności rozwoju. Nie jest tak, że wszystko się rozwija w tym samym tempie.

A finansjalizacja?

Też jest pochodną problemów z akumulacją kapitału. Początek ogromnego rozwoju sektora finansowego datuje się na połowę lat 70. i wyraźnie idzie w parze z momentem spadku dynamiki wzrostu gospodarczego. Jeżeli inwestycje w tak zwaną realną gospodarkę wydają się mniej atrakcyjne, wtedy wyrastają różnego rodzaju bańki spekulacyjne. To nie przypadek, że nawet tak czysto produkcyjne przedsiębiorstwa, jak General Motors, angażowały się w sektor finansowy. Dzięki finansjalizacji wskaźniki wzrostu mogły być na jakiś czas poprawiane w różnych państwach, np. w Stanach Zjednoczonych.

A jaka jest rola państw w kapitalizmie?

Państwa są ważnymi aktorami w procesie konkurencyjnej akumulacji kapitału. Mają istotną, nawet jeśli historycznie zmienną, rolę gospodarczą – bezpośrednią i pośrednią. Niezależnie od podejmowanych strategii, ostatecznym wskaźnikiem skuteczności państw kapitalistycznych jest osiągany przez nie poziom „wzrostu gospodarczego”, inaczej mówiąc skuteczność akumulacji kapitału we własnych granicach w porównaniu z konkurentami. Zapewniają także stabilność systemu na danym terytorium poprzez monopol na legalne stosowanie przemocy, ale i monopol ideologiczny, czyli przekonywanie ludzi, że żyjemy w systemie najlepszym z możliwych. Elementem tego drugiego jest , też zapewnianie spójności społecznej w społeczeństwie opartym na wyzysku poprzez ideologię patriotyzmu. Już od przedszkola: hymn, chorągiewka itp. Kluczową funkcją państwa jest posiadanie siły militarnej. Ta siła militarna jest na różne sposoby używana w rywalizacji międzypaństwowej. Ma ona też znaczenie symboliczne, tzn. umacnianie wizji danego państwa jako stabilnego centrum akumulacji.

Państwa starają się umożliwiać rodzimym kapitalistom akumulację także poza swoim terytorium.

Specyficzną cechą kapitalizmu jest możliwość dokonywania ekspansji ekonomicznej bez dokonywania formalnej ekspansji politycznej. W systemie feudalnym ekspansja “chcemy więcej ziemi, więcej chłopów” wiązała się z ekspansją militarną. W kapitalizmie można dokonywać ekspansji gospodarczej bez formalnego rozszerzania państwowego władztwa. Oczywiście nie oznacza to, że siła militarna nie jest używana. Państwo kapitalistyczne z natury ma wbudowane imperialistyczne dyspozycje i w konkurencyjnym systemie te dyspozycje różnie się ujawniają, ale się ujawniają.

To jest dość złożona struktura. Dobrze obrazuje ją zdanie Marksa, że kapitaliści są wojującymi braćmi. Braćmi, ale rywalizującymi. Państwa rozwiniętego kapitalizmu na różnych polach ze sobą współpracują, chociażby w obszarze ochrony praw patentowych w ramach Światowej Organizacji Handlu, czy poprzez politykę Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Jest to pole wspólnych interesów – głównie najsilniejszych gospodarek pod hegemonią amerykańską. Z drugiej strony oczywiście mamy ciągły przetarg i mniejsze czy większe tarcia. W tym momencie pojawienie się nowych “challengerów” (głównie Chin) jest faktem zmieniającym te rozgrywki i układy z innymi państwami.

Kolejną areną zmagań wydaje się być Arktyka. Czy istnieje szansa, że wobec sprzeciwu opinii publicznej jednak nie zostanie ona przekopana i nie stanie się kolejnym źródłem surowców i zysków?

Oczywiście, że w ramach tego systemu nie odpuszczą… To jest cała logika kapitalistycznych państw. I ciekawe jest to, że przestrzenie geograficzne, które są szczególnie istotne w danym czasie dla akumulacji, zmieniają się wraz ze zmianą znaczenia określonych dóbr, które się tam znajdują. Kiedyś Lotaryngia była bardzo atrakcyjna ze względu na węgiel, teraz jednak może mieć dla imperializmu francuskiego znaczenie tylko symboliczne, ale nie bezpośrednio gospodarcze. Kluczowym regionem jest wciąż Bliski Wschód. Także Azja Środkowa jest ważna.. Natomiast pojawiają się nowe przestrzenie. I Arktyka jest jedną z nich…

W wojennej doktrynie Federacji Rosyjskiej z 2014 roku Arktyka jest określona jako jedno z kluczowych miejsc dla możliwości wywierania przez Rosję wpływu na politykę światową. I oczywiście są już układy amerykańskich korporacji, próby wkraczania tam w konkurencji, ale także i we współpracy z rosyjskim państwem. Arktyka jako potencjalne źródło ropy, gazu, ale też metali rzadkich jest ogromnym nowym polem gdzie te rozgrywki będą się toczyć. A do końca jeszcze nie wiemy, co jest ukryte w Arktyce.

No właśnie. Środowisko naturalne wydaje się być pod coraz większą presją kapitału..

Mamy kapitalistyczny system oparty na wyzysku, więc siłą rzeczy na konflikcie. Co więcej, podkopuje on sam siebie na różne sposoby. I bariera ekologiczna jest jedną z najistotniejszych. Kapitalizm polega na ciągłym przeobrażaniu przyrody. Jeżeli rozejrzymy się, mamy wokół siebie przyrodę przeobrażoną przez ludzką pracę. Ale nie tylko w celu wytworzenia użytecznych przedmiotów, zaspokojenia zapotrzebowania na cegły czy stoły. Jak zauważył Marks, w kapitalizmie obok procesu pracy – czyli istniejącego od zarania ludzkości procesu przeobrażania przyrody przez jej ludzką część w celu tworzenia potrzebnych człowiekowi wartości użytkowych – istnieje specyficzny dla tego systemu proces pomnażania wartości. Przetwarzanie przyrody w tym kontekście ma więc na celu pomnażanie kapitału i przekształcanie samej przyrody w kapitał. Staje się ona tylko „zasobem”, środkiem dla akumulacji. W tym systemie bardzo ciężko poradzić sobie z coraz bardziej oczywistą barierą środowiskową. Szczególnie w momencie problemów gospodarczych, kiedy żadne z państw nie chce być tym pierwszym, które poświęci część swojego wzrostu, żeby chronić całość. Widzimy te wszystkie przetargi w kontekście zmian klimatycznych i jak niewiele się w tym temacie robi. Problem jest oczywisty i powszechnie uznany, natomiast działania są w dużej mierze pozorne.

Pojawiają się pomysły rozwiązania tego problemu w ramach kapitalizmu. Może zielony wzrost ma szansę zaprowadzić harmonię w relacjach gospodarka-środowisko?

Moim zdaniem kapitalizm jest z natury niezielony. Na pewno warto walczyć o wszelkie częściowe zmiany, ograniczenia emisji itd. To nie jest wszystko albo nic. Natomiast kapitalizm jako system jest oparty na konkurencyjnej akumulacji z wszystkimi tego następstwami dla przyrody. Nie ma ucieczki od niszczenia przyrody w ramach tego systemu.

W takim razie jak go zmienić?

To jest pytanie o to, gdzie jest podmiot, który może cokolwiek zmienić. Moim zdaniem mogą to zrobić tylko pracownicy, tylko alter ego kapitału, którym jest praca najemna. Bunt pracowników najemnych może nie tylko zahamować kapitał, ale przezwyciężyć go poprzez zorganizowanie społeczeństwa opartego na demokratycznym planowaniu gospodarczym. Tak w skrócie.

Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.

„Marksa często osądza się z perspektywy rzeczy, o których nie wiedział, lepiej jednak przyjrzeć się temu, co może nam zaoferować. Marks był ekonomistą, socjologiem, politologiem, historykiem, filozofem i filozofem nauki. Był prawdziwie wszechstronnym geniuszem i w wielu kwestiach jego ustalenia pozostają aktualne” – przekonuje ekonomistka Angela Wigger.

Poniższy wywiad przeprowadziły pierwotnie Erica Meijers i Amarens Veeneman dla holenderskiego pisma „De Helling”. Pochodzi z numeru poświęconego nowym odczytaniom Marksa.

W 2013 r. dziennik „De Volkskrant” prezentował Angelę Wigger jako przedstawicielkę rzadkiego w Holandii gatunku niepokornych ekonomistów. Bez wątpienia prawdą jest, że należy ona do osób uznających tradycje marksistowską jako wartościowy punkt odniesienia w badaniu współczesnych zjawisk społeczno-ekonomicznych. Wigger wykłada ekonomię polityczną i stosunki międzynarodowe na Uniwersytecie im. Radbouda w Nijmegen, jest również członkinią zarządu Critical Political Economy Research Network (CPERN) oraz Centrum Badań nad Korporacjami Ponadnarodowymi (SOMO). Świat akademicki, nie wyłączając Nijmegen, odwrócił się od marksizmu po tym, jak opadła fala aktywizmu lat 70. Wigger odczytuje jednak Marksa swobodniej, niż robili to ówcześni marksiści. Uważa go za jednego z najbardziej przenikliwych teoretyków ekonomii, obowiązkową lekturę dla wszystkich, którzy chcą zrozumieć dzisiejszy świat. Jak mówi: „Nie jesteśmy przyrodnikami. [Jako ekonomiści] próbujemy zrozumieć i wyjaśnić świat, zawsze z jakiejś partykularnej perspektywy”.

De Helling: Czy Marks wrócił?

Angela Wigger: Zawsze tu z nami był. Tyle że ci, którzy identyfikują się z tradycją marksistowską, byli przez długi czas marginalizowani. Teraz dostrzegamy ich, ponieważ Marks znowu budzi zainteresowanie. Jesteśmy w siódmym roku kryzysu. Analizy zarówno naukowców, jak i dziennikarzy często okazują się nietrafne. Na ogół nie podejmuje się pytań o Kapitalizm przez duże „k”.

DH: Czy nie ma to związku z upadkiem realnego socjalizmu w Europie?

AW: Musimy zdawać sobie sprawę, że te socjalistyczne i komunistyczne eksperymenty nie miały nic wspólnego z Marksem. Mieszanie tego ze sobą jest moim zdaniem niebezpieczne. Marks upierał się, że sam nie jest marksistą. Osobiście też niekoniecznie bym siebie tak określiła. Nie ma czegoś takiego jak „marksizm po prostu”. Każdy, kto inspiruje się pracami Marksa, ma swoje własne spojrzenie.

Sama określiłabym się raczej jako „materialistka historyczna”. Idea jest bardzo prosta: aby przetrwać, ludzkość musi produkować. Sposób, w jaki to robimy, wpływa na równowagę władzy w społeczeństwie. Współcześnie obserwujemy, jak przemiany gospodarcze w procesach produkcji prowadzą do przesunięć w globalnym układzie sił. Próbuję analizować i rozumieć te procesy w perspektywie historycznej.

Marks oferuje ważne wskazówki, które czasem wymagają przekładu na współczesne realia. W tym celu posługuję się krytycznym realizmem, który odnosi się do dialektycznego procesu obejmującego cztery wymiary: istniejące struktury, sposób w jaki my sami możemy je zmieniać, znaczące idee odgrywające w nich określoną rolę oraz materialny wymiar owych idei. Marks pisał: „Ludzie sami tworzą swoją historię, ale nie tworzą jej dowolnie”. Rodzimy się w świecie, którego nie wybraliśmy, lecz jako ludzie możemy organizować się, by go zmieniać. Z marksistowskiego punktu widzenia zawsze winniśmy pamiętać, że idee są związane z ludźmi, którzy odgrywają określone role w procesie produkcji. Rozważając jakąś polityczną decyzję, musimy więc zawsze pytać: cui bono? – komu to służy? Materializm historyczny oferuje dalekosiężny i holistyczny sposób myślenia.

DH: W jakim stadium kapitalizmu znajdujemy się obecnie?

AW: Kapitalizm wkroczył w okres, gdy wartość dodana tworzona jest poprzez szybką cyrkulację kapitału finansowego. Nie ma to już nic wspólnego z produkcją. Amerykański teoretyk David Harvey znakomicie zinterpretował obecny kryzys, mówiąc: „Kiedy akumulacja długu i akumulacja kapitału za bardzo się od siebie oddalą, powstaje kryzys”. Jednak w odróżnieniu od niektórych post-keynesistów nie uważam, aby to sektor finansowy był przyczyną kryzysu, nie sądzę też, by rozwiązaniem była naprawa rynków finansowych.

Rzeczywista przyczyna kryzysu to zjawisko „nadmiernej akumulacji”. W kapitalizm wpisane jest to, że wytwarzamy więcej, niż jesteśmy w stanie skonsumować. Jeśli kapitalista przestaje akumulować kapitał i tworzyć wartość dodaną, zostaje w tyle i przegrywa konkurencję z innymi. Jednak w pewnym momencie rynki stają się nasycone. Powstaje wówczas potrzeba znalezienia ujścia, dzięki któremu akumulacja kapitału znów się rozkręci. Nadmierna akumulacja polega na tym, że nie ma ujść dla rentownego inwestowania nadmiaru kapitału w realnej produkcji.

DH: Czyżbyśmy właśnie osiągnęli ten punkt?

AW: Tak, choć wciąż znajdują się nowe ujścia i nie jest jasne, jak długo to się może jeszcze kręcić. Klasycznym ujściem jest podbijanie nowych rynków w drodze ekspansji terytorialnej. Ale możliwa jest również inna droga – „pogłębianie” kapitalistycznej logiki. W obręb procesu kapitalistycznego wciąga się obszary, które dotąd pozostawały poza rynkiem. Marks określał to jako utowarowienie: przekształcanie relacji społecznych w towary o przypisanej cenie. Pomyślcie o Hinduskach, wynajmujących swoje macice bezpłodnym kobietom. Albo edukacji, opiece nad starszymi czy naturze, utowarowianej przez system handlu emisjami CO2. Tym sposobem kapitalizm tworzy nowe możliwości akumulacji.

Trzecim rodzajem ujścia są fuzje i przejęcia. Zamiast inwestować nadmiar kapitału w nową produkcję, wykupuje się produkcję istniejącą. Tuż przed uderzeniem kryzysu w 2008 r. na rynkach obserwowało się największe fuzje – i największą liczbę fuzji – w historii. Co trzecia z tych fuzji inicjowana była przez podmioty niepublicznego rynku kapitałowego, fundusze hedgingowe i innych uczestników rynku finansowego niezwiązanych w realną produkcją.

Ilekroć tworzy się kredyt, powstaje roszczenie do przyszłej pracy. Kapitał finansowy nie ma granic. Roszczenia do przyszłej pracy możemy przecież wysuwać bez końca. To zaś tworzy dla kapitalizmu przestrzeń wzrostu. Marks wciąż pomaga nam zrozumieć te procesy finansjalizacji. Pisał wszak o funkcjach kredytu i doskonale rozumiał, jak może on się wymknąć spod kontroli: „Są nawet takie fazy w życiu ekonomicznym narodów nowoczesnych, kiedy wszystkich ogarnia jakiś szał ubiegania się za zyskiem bez produkowania. Ten obłęd spekulacji, powracający okresowo, odsłania prawdziwy charakter konkurencji, która stara się uniknąć konieczności współzawodnictwa przemysłowego” („Nędza filozofii”, 1847).

Obok ekspansji, pogłębiania i finansjalizacji kapitalizm dysponuje jeszcze czwartym ujściem: destrukcją kapitału. Kiedy kapitał zostaje zniszczony, proces akumulacji może zacząć się od początku. Sposobem na to są bankructwa, niszczenie dóbr, albo wyeksploatowanie robotników, aby następnie zatrudnić następnych, na jeszcze gorszych warunkach. Inną dobrze znaną metodą destrukcji kapitału jest oczywiście wojna.

DH: Do czego to wszystko prowadzi?

AW: Marks mówi, że kapitalizm zawiera zalążki własnej destrukcji. Co oznacza, że ma swój kres. Czy tak jest naprawdę, pozostaje dla mnie kwestią otwartą. Przyszłość nie jest przesądzona.

Oczywiście niemożliwy jest niekończący się wzrost. Marks podkreślał, że kapitalizm jest wewnętrznie sprzeczny, gdyż zakłada nieustanny, liniowy wzrost. Który jest niemożliwy po prostu z powodu ograniczeń naturalnych. Podobnie jak robotników nie można wyzyskiwać bez ograniczeń, mimo że można pójść w tym kierunku bardzo daleko, bo zawsze znajdą się tacy, którzy zrobią to samo na gorszych warunkach. Nie mamy jednak pojęcia, jakie nowe struktury akumulacji mogą pojawić się w przyszłości w efekcie zmian technologicznych. Czy nowe technologie będą zorganizowane według dobrze znanych wzorów kapitalizmu, czy raczej będą posługiwać się wpółdzieloną, swobodnie dostępną wiedzą i wspólnym, publicznym dobrem? Krótko mówiąc: kooperacja czy konkurencja?

DH: To nas prowadzi do pytania, czy Marks może być dla nas inspirujący, gdy mowa o współczesnych ruchach antykapitalistycznych. Od kogo bądź od czego możemy oczekiwać zmiany?

AW: Bez wątpienia możemy się uczyć od Marksa, a także od Gramsciego – marksisty, który powiedział, że zmiana nie jest dziełem jednej, możliwej do wyodrębnienia klasy. To proces, który trzeba uruchomić, i który wymaga określonych sojuszy. Tak że trudno powiedzieć, kto dokładnie będzie źródłem zmiany. Jesteśmy skazani na „caminando preguntando”, jak to mówią zapatyści, czyli formułowanie pytań w marszu.

Musimy rozróżniać między protestami ulicznymi takich grup jak Occupy z jednej strony, a z drugiej – opozycją tworzoną przez ludzi, którzy faktycznie próbują wprowadzić odmienne formy produkcji czy relacji władzy. Wierzę, że ten drugi rodzaj oporu ma olbrzymią wagę. Spójrzcie np. na ruchy dłużników w Hiszpanii czy Włoszech. Rzucają one wyzwanie i długowi na poziomie mikro, i długowi narodowemu. Dług jest tak naprawdę kluczem do tego rodzaju ruchów. Nie chodzi to o pożyczki konsumpcyjne, na kupno nowego auta, lecz o zdrowie, edukację, mieszkanie. Te podstawowe potrzeby są w ogromnym stopniu oparte na długu. To jest na dłuższą metę nie do utrzymania.

Zwłaszcza w Europie Południowej widzimy pojawianie się nowych form produkcji, takich jak kooperatywy i inne niehierarchicznie zorganizowane sposoby produkcji. Kluczowe jest dla nie uczestnictwo i demokratyczne podejmowanie decyzji o tym, w co zainwestuje się zyski. Musimy jednak pamiętać, że nawet gdy wszyscy pracownicy są włączeni w decyzje o reinwestycji nadmiaru kapitału, to kapitał wciąż pozostaje kapitałem. Demokratyzacja kapitalizmu dotychczas nie przyniosła kresu kapitalizmu. Na dodatek takie inicjatywy często prowadzą do samowyzysku, gdyż jeśli generujesz mniejszy zysk, ale jesteś nastawiony na akumulację kapitału, to wówczas mniej zarabiasz. Niemożliwe jest wymknięcie się z sideł kapitalizmu. W tym sensie nie wierzę tak naprawdę w rewolucje.

DH: Czy lewicowe partie mogą odegrać jakąś rolę w zmianie społecznej?

AW: Wierzę, że tak, ale związki z ruchami społecznymi i związkami zawodowymi są tu również bardzo ważne. Potrzebujemy więcej sojuszy między ruchami politycznymi a ruchami społecznymi. Niestety, wiele partii politycznych jest zbyt umiarkowanych i skupionych na sobie. Muszą stać się bardziej radykalne.

DH: Powinny czytać Marksa?

AW: To trudny autor. Lepiej jednak czytać Marksa niż Piketty’ego, którego „Kapitał w XXI wieku” jest głównie zbiorem danych empirycznych. Piketty zakłada, że kapitalizm można poskromić. Marksiści są tu bardziej pomocni. Tak czy owak, każdy badacz polityki powinien czytać Marksa, gdyż jego dzieło ma fundamentalne znaczenie dla rozumienia polityki. Tylko nie powinniśmy odkurzać dogmatycznych odczytać rodem z lat 70. Powinniśmy respektować motto samego Marksa: „de omnia dubitandum est”, o wszystkim należy wątpić. Musimy zachować krytyczną i badawczą postawę wobec świata.

Artykuł Angela Wigger: Marx is essential in order to understand the world ukazał się w „Green European Journal” (Zielonym Magazynie Europejskim).

Główny nurt debaty o zmianach klimatu skrupulatnie omija ekonomiczne przyczyny globalnego ocieplenia, w tym związek między akumulacją węgla w atmosferze a akumulacją kapitału. Nie widzi także klimatu z perspektywy ludzi. (więcej…)