Przedstawiciele organizacji społecznych przekazali wczoraj petycję skierowaną do Ministra Infrastruktury Andrzeja Adamczyka oraz Przemysława Dacy, prezesa Wód Polskich. Apelują w niej o lepszą ochronę wód w dorzeczu Odry zgodną z celami europejskiej Ramowej Dyrektywy Wodnej.
14 października Bogumił Kolmasiak z Akcji Demokracji i Patrycja Stefanek z Fundacji „Rozwój TAK — Odkrywki NIE” złożyli w Państwowym Gospodarstwie Wodnym Wody Polskie w Warszawie, przy ul. Żelazna 59A petycję „Tak dla ochrony wody, nie dla przywilejów węgla!”
— Katastrofa klimatyczna dzieje się na naszych oczach, a jej nieodłączną częścią jest pogłębiająca się susza — komentuje Patrycja Stefanek, z Fundacji „Rozwój TAK — Odkrywki NIE”. — Polskie zasoby wody są dużo mniejsze niż średnia europejska, a do tego pozwalamy by ⅔ wody zużywał przemysł i energetyka. Jeśli się nie opamiętamy i nie zrozumiemy, że woda jest naszym najcenniejszym zasobem, przyszłe pokolenia czeka tragiczna przyszłość.
— Jeżeli chcemy, aby następne pokolenia miały wodę w kranach, musimy zacząć dbać o nią już teraz — dodaje Bogumił Kolmasiak z Akcji Demokracji. — Wielu z nas podejmuje codziennie wysiłek, aby ograniczać marnowanie wody. Niestety nasze indywidualne działania nie wystarczą, jeśli nie zaczniemy także rozwiązywać problemu systemowo. Dlatego stworzyliśmy tę petycję, żeby zwrócić uwagę urzędników i polityków na konieczność zmian w dotychczasowym prawie.
Podpisani apelują o wniesienie do IIaPGW[1] rekomendacji zmian w Prawie wodnym — szybkiego wprowadzenia opłat za wykorzystywanie wody do chłodzenia elektrowni węglowych oraz za pobór wód w ramach odwodnień górniczych w kopalniach węgla kamiennego i brunatnego. Polskie prawo zwalnia bowiem przemysł węglowy z opłat za wodę na kwotę ponad 150 mln zł rocznie[2].
Drugim żądaniem jest zapewnienie zgodności polskiego prawa i IIaPGW z europejskim prawem klimatycznym poprzez wniesienie do IIaPGW rekomendacji niezwłocznego ustanowienia harmonogramu zamykania kopalń i elektrowni węglowych szybszego niż określony w tzw. umowie społecznej z pracownikami sektora węglowego, tak aby umożliwić osiągnięcie dobrego stanu wód zgodnie z Ramową Dyrektywą Wodną i celów klimatycznych zgodnie z europejskim prawem o klimacie.
1.Projekt II aktualizacji planów gospodarowania wodami, https://www.apgw.gov.pl/
2. https://rozwojtak-odkrywkinie.pl/wiadomosci/item/545-raport-mid-the-gap
Przedstawiciele organizacji społecznych złożyli dziś w siedzibie Międzynarodowej Komisji Ochrony Odry przed Zanieczyszczeniem uwagi do projektu drugiej aktualizacji Planu Gospodarowania Wodami dla Międzynarodowego Obszaru Dorzecza Odry (IIaPGW). Podpisało się pod nimi ponad 2600 osób, które żądają lepszej ochrony wody w Polsce.
21 września Piotr Antoniewicz z Akcji Demokracji i Paweł Pomian ze Stowarzyszenia Ekologicznego EKO-UNIA, w imieniu Akcji Demokracja, Fundacji „Rozwój TAK — Odkrywki NIE” i ponad 2600 osób, złożyli uwagi do projektu IIaPGW. Podpisani apelują o wniesienie do IIaPGW rekomendacji zmian w Prawie wodnym — szybkiego wprowadzenia opłat za wykorzystywanie wody do chłodzenia elektrowni węglowych oraz za pobór wód w ramach odwodnień górniczych w kopalniach węgla kamiennego i brunatnego. Polskie prawo zwalnia bowiem przemysł węglowy z opłat za wodę na kwotę ponad 150 mln zł rocznie.
Drugim żądaniem jest zapewnienie zgodności polskiego prawa i IIaPGW z europejskim prawem klimatycznym poprzez wniesienie do IIaPGW rekomendacji niezwłocznego ustanowienia harmonogramu zamykania kopalń i elektrowni węglowych szybszego niż określony w tzw. umowie społecznej z pracownikami sektora węglowego, tak aby umożliwić osiągnięcie dobrego stanu wód zgodnie z Ramową Dyrektywą Wodną i celów klimatycznych zgodnie z europejskim prawem o klimacie.
Do ochrony wody musimy podejść systemowo. Jeśli prawo nie zacznie jej chronić w odpowiedni sposób, nasze codzienne wysiłki, by oszczędzać wodę, na niewiele się zdadzą. Polska powinna przestrzegać zasad Ramowej Dyrektywy Wodnej, unijnego dokumentu, którego zadaniem jest ochrona wody.
— Tymczasem projekty IIaPGW trudno uznać za ambitne czy choćby zgodne z Ramową Dyrektywą Wodną. Dokumenty wciąż przyznają odstępstwa od celów RDW dla kopalń węgla brunatnego i kamiennego, a działań, które mogłyby ograniczyć negatywne oddziaływania odwodnień górniczych, w zasadzie brak — komentuje Katarzyna Czupryniak z Fundacji „Rozwój TAK – Odkrywki NIE”. — Nie ma nawet refleksji nad tym, że cofnięcie ustawowych zwolnień z opłat za wodę dla sektora węglowego mogłoby przyczynić się do większego poszanowania zasobów wody, w zgodzie z obowiązującymi w UE zasadami „zanieczyszczający płaci” i zasadą zwrotu kosztów usług wodnych. A to oznacza, że kopalnie będą mogły dalej bez przeszkód i bez ponoszenia adekwatnych kosztów osuszać ziemię, pogłębiając skutki suszy i prowadząc do niszczenia rzek, jezior, bagien i wysychania studni.
— Przedstawiony do konsultacji projekt IIaPGW nie spełnia swojej funkcji — dodaje Piotr Antoniewicz, zastępca kierownika kampanii w Akcji Demokracja . — Ignoruje najważniejsze czynniki, w szczególności te związane z wydobyciem i spalaniem węgla, które drastycznie pogarszają dostęp do zasobów wody, szkodzą ekosystemom wodnym i ograniczają możliwości przeciwdziałania lub minimalizacji skutków susz.
— W ostatnich dniach znów głośno jest o Turowie, ale w całym tym medialnym zamieszaniu na drugi plan zeszła istota problemu — zaznacza Maria Wittels, specjalistka ds. komunikacji Fundacji „Rozwój TAK – Odkrywki NIE”. — A jest nią właśnie odwadnianie terenów wokół odkrywki, przez które mieszkańcom przygranicznych miejscowości w Czechach zaczęły wysychać ujęcia wody pitnej. Jeśli w Polsce nie zaczniemy lepiej chronić wody, takich problemów będzie coraz więcej.
Zbieranie podpisów pod petycją trwa nadal do 14 października, kiedy zostaną złożone ponownie — tym razem w Ministerstwie Infrastruktury w Warszawie, jako głos w konsultacjach publicznych krajowego Planu gospodarowania wodami w dorzeczu Odry.
Rdzeniem niemieckiej kampanii przeciw planowanym porozumieniom UE z Kanadą i USA jest mało znana na świecie organizacja Campact. Jak to się stało, że licząca tylko 30 pracowników organizacja zdołała uruchomić w Niemczech energię 1,5 miliona osób sprzeciwiających się TTIP i CETA?
Kiedy w 2013 r. Campact po raz pierwszy publicznie podniósł kwestię ryzyka związanego z przyjęciem umowy TTIP (Transatlantic Trade and Investment Partnership) mało kto w Niemczech słyszał o tym porozumieniu. Najważniejsze partie oraz media nie mówiły o TTIP wcale lub ślepo powtarzały opinię, że handel międzynarodowy zawsze jest dla wszystkich korzystny.
Campact był jednak w wygodnym położeniu i nie musiał polegać na sposobie komunikacji opartym o tradycyjne media. Założona w 2004 r. organizacja prowadziła w swojej historii dziesiątki kampanii: walki z GMO, ochrony klimatu, sprzeciwu wobec inwigilacji w Internecie oraz wielu innych. Każda osoba, która kiedykolwiek wzięła udział w działaniach zorganizowanych przez Campact, czyli podpisała petycję, wysłała e-mail do polityka, przyszła na pikietę czy demonstrację, przekazała tym samym Campactowi swój adres e-mail. W przeciwieństwie do większości tradycyjnych organizacji pozarządowych Campact nigdy nie ograniczał się do jednego tematu. To dało mu wielki zasięg. Na koniec 2004 r. e-maile organizacji wzywające do kolejnych działań docierały do miliona osób.
Pomysł na polityczną mobilizację założyciele Campactu podpatrzyli w amerykańskim MoveOn, który rozpoczął działalność w 1998 r. i do tej pory korzysta z nowych technologii skutecznie mobilizując do politycznego działania miliony Amerykanek i Amerykanów. W przypadkach obu organizacji nie chodzi wyłącznie o pobudzanie aktywności obywatelskiej, ale także o zmianę świata w określonym kierunku, w stronę sprawiedliwości ekonomicznej, ochrony praw człowieka poszanowania środowiska naturalnego.
Właśnie za pomocą e-maili od Campactu informacje o TTIP po raz pierwszy dotarły do tysięcy Niemców i Niemek. Usłyszeli o zmierzającym na niemieckie stoły amerykańskim jedzeniu pełnym GMO, o zakusach korporacji zza oceanu, ostrzących sobie zęby na tak istotną dla Niemców prywatność w internecie, i o sądach arbitrażowych pozwalających korporacjom podważać z trudem wywalczone standardy ekologiczne i pracownicze.
Campact na początku wziął na cel niemieckich socjaldemokratów – SPD. Pomysł był taki, aby przy okazji wyborów do Europarlamentu wynieść TTIP do statusu istotnego tematu narodowego i zmusić Martina Schulza, kandydata SPD na szefa Komisji Europejskiej, do przyjęcia stanowiska krytycznego wobec planowanego porozumienia z USA. SPD miało być łatwiejszym celem niż druga część koalicji rządzącej, tradycyjnie bardziej sprzyjający biznesowi, chadecy. Punktem wejścia do debaty był najbardziej kontrowersyjny element umowy handlowej – sądy arbitrażowe pozwalające korporacjom pozywać państwa. Powodem pozwu może być każde działanie, które godzi w interesy biznesu, niezależnie jak bardzo byłoby istotne dla społeczeństwa, np. wzrost płacy minimalnej lub standardów produkcji żywności.

Foto:Mehr Demokratie/Flickr/Creative Commons
Przemyślana analiza polityczna i możliwość bezpośredniej komunikacji z milionem osób zainteresowanych tematami, na które wpłynie TTIP, stworzyły wybuchową mieszankę. Zaczęło się od petycji, która szybko zgromadziła przeszło 100 tysięcy osób. Następnie wszystkim podpisującym Campact zaproponował inne formy zaangażowania. Kolorowe happeningi z udziałem wielkiego kurczaka wykąpanego w chlorze oraz gigantycznych strzykawek pełnych hormonów symbolizowały amerykańskie standardy podejścia do żywności. 25 tysięcy wolontariuszy i wolontariuszek rozdało 6 milionów ulotek. Wszystko to podparte było solidnymi analizami przygotowywanymi przez partnerów Campactu. Na spotkaniach z czołowymi politykami w trakcie kampanii wyborczej regularnie pojawiali się lokalni aktywiści i aktywistki Campactu. Zdjęcie przedstawiające Angelę Merkel w trakcie wiecu wyborczego, a przed nią kilkadziesiąt osób z plakietkami „Stop-TTIP”, stało się jedną z ikon kampanii.
Wszystkie działania wokół TTIP sfinansowano z darowizn zwolenników i zwolenniczek Campactu. Z niewielkich wpłat kilkudziesięciu tysięcy osób utrzymywana jest cała organizacja o budżecie 5,4 miliona euro. Daje jej to polityczną niezależność i buduje silną więź z członkami i członkiniami. Gdyby organizacja przestała działać dla ich interesu, finansowanie też skończyłoby się. Podobnie jak codzienne zaangażowanie tysięcy osób, które jest podstawą politycznej siły Campactu.
Po kilku miesiącach działań w sprawie TTIP zmasowany nacisk społeczeństwa nie mógł być dłużej ignorowany. Media podchwyciły temat (oraz wizualnie atrakcyjne materiały z akcji). Wypowiedzieli się też politycy. Na początku nieprzemyślanie. Każda próba bagatelizowania sprawy błyskawicznie wywoływała falę odzewu w mediach społecznościowych Campactu podgrzewając kampanię. W końcu SPD stopniowo przyjęło stanowisko sceptyczne wobec kontrowersyjnych elementów TTIP, tj. arbitrażu oraz obniżania europejskich standardów w sferach ekologii, zabezpieczeń społecznych i ochrony konsumentów.
Opór sił promujących wolny handel i czerpiących z niego profity nie ustał. Kontynuowana jest więc kampania przeciw TTIP i jej kanadyjskiemu odpowiednikowi CETA. Ostatnią jej kulminacją był październikowy finał trwającej rok ogólnoeuropejskiej zbiórki podpisów pod apelem przeciw tym porozumieniom. Oprócz Campactu brały w niej udział setki organizacji pozarządowych, grup nieformalnych i związków zawodowych. Wśród nich szczególną rolę odegrały organizacje zaprzyjaźnione z Campactem, zbudowane wokół tego samego modelu wielotematycznej progresywnej organizacji wykorzystującej nowe technologie do masowej mobilizacji politycznej. Są to brytyjskie 38 Degrees, szwedzki Skiftet, austriacki Aufstehn oraz rumuński De-clic. Spośród 3,2 milionów podpisów złożonych w całej Unii Europejskiej aż 40% zebrały właśnie te grupy.
We wrześniu b.r. do tego grona dołączyła polska organizacja Akcja Demokracja. Ona także bierze na celownik niesprawiedliwe umowy handlowe.