ISSN 2657-9596
Fot. mohamed_hassan/Pixabay

Moda na sadyzm w zarządzaniu

Monika Kostera
02/08/2022

Post-transformacyjna kultura zarządzania w Polsce wyzwala i aktywnie wspiera sadyzm. We Francji trwa dyskusja publiczna o jadowitych warunkach pracy w Orange, które spowodowały samobójstwo wielu osób i wypalenie poważnej ilości pracowników. Mówi się tam ze zrozumieniem i szacunkiem o tym, że osoby, które były tym dotknięte, przeżywają stres i mają reakcje post-traumatyczne. Na przykład, mają głęboką awersję do budynków swojego byłego pracodawcy i często wolą wręcz omijać ulicę i część miasta, gdzie pracowali. To jest efekt zjawiska przemocowych warunków pracy i jest zrozumiałe, że byli pracownicy unikają takich miejsc.

W Polsce zbyt często traktuje się takie zachowania i reakcje osób straumatyzowanych mobbingiem jako kolejny argument za tym, jak ich traktowano. „Bo skoro X tak się zachowuje, to znaczy, że jest groszy/ słaby/ walnięty i jest zrozumiałe, że należy z nim ostro”, „to oczywiste, że jednostka silniejsza nie może się oprzeć impulsowi wobec takiej jednostki słabszej”. Istnieje cały sadystyczny dyskurs o tym, jak to maltretowani sami się proszą o złe traktowanie i o tym, jaką przysługę się im robi, nie okazując litości ani tym bardziej empatii – „dla ich dobra”, bo przecież muszą się nauczyć, jaki „naprawdę” jest świat.

Nie chodzi o szukanie „złotego wieku”, bo on ma to do siebie, że jest mityczny. Takie postawy istniały zawsze, ale przed transformacją nie były gloryfikowane jako „naukowe” ani propagowane przez system edukacji. Lata 1980-te to w Polsce epoka głębokiej depresji, która wywołała wielką społeczną traumę. Wobec ludzi stosowana była przemoc, brutalnie rozbijano solidarność społeczną i niszczono poczucie godności ludzkiej strajkujących robotników. Był to czas pacyfikacji wyższych wartości i więzi społecznych. Jednak działo się to jakby w mroku wielkiej społecznej nieprawomocności. Dopiero transformacyjne hasło: „świat jest dla silniejszych” spowodowało społeczną epidemię jawnego sadyzmu. Pojawił całkiem nowy rodzaj traumatyzującej energii: elegancki, nowoczesny, nieprawdopodobnie zadowolony z siebie. Podczas gdy w wielu innych krajach szef sadysta jest potępiany przez otoczenie, u nas wygląda to tak, jakby ta cecha wręcz kwalifikowała do zawodu. I tu właśnie tkwi sedno problemu – nie chodzi o same postawy społeczne. Sęk w tym, że w latach 1990-tych oficjalne przygotowanie do roli społecznej szefa zaczęło otwarcie wspierać tyranizowanie podwładnych, powołując się na autorytet wiedzy (niezgodnie z faktycznym stanem wiedzy naukowej).

Na śmietnik wyjechały we wczesnych latach 1990-tych niemal wszystkie wypracowane wcześniej podręczniki do kierowania ludźmi (uczono wtedy, że ludźmi się nie zarządza lecz kieruje – zarządza się rzeczami, zasobami) głoszące konieczność dialogowania z załogą. Starzy szefowie, którzy byli przyzwyczajeni do tego, że trzeba się jakoś dogadywać z radą zakładową, ze związkami – mogli tego nie lubić, ale umieli to robić – albo zniknęli albo zostali przeszkoleni. Cała ta oficjalna wiedza zarządcza – inna sprawa na ile traktowana wcześniej poważnie – ustąpiła miejsca „zasobom ludzkim” i „szefom alfa”. Polska wersja neoliberalizmu jest szczególnie brutalną wersją, która płynnie weszła po wielkiej traumie lat 80-tych.

Zjawisko oficjalnego definiowania szefostwa w kategoriach siły i przemocy wobec innych ludzi oraz gloryfikacja takich wyobrażeń jako szacownych i prawomocnych to – na tak szeroką skalę – cecha neoliberalizmu. Nawet feudalna uzurpacja królewskiej mocy była smutnym spadkiem po „świętych królach”, przynajmniej jako uzasadnienie praktyk, w tym praktyk odrażających. Były też obszary kultur specjalizujące się w sadyzmie, np. wojsko w systemach totalitarnych lub kopalnie w starożytnym Rzymie, jednak nawet w tych przypadkach trudno jest znaleźć na tak szeroką, ogólnosystemową skalę, socjalizujące całe pokolenia apologie typu greed is good.

W neoliberalizmie nie istnieje dla wielu osób żadna wyższa moralna instancja, na którą się można powołać, broniąc swojego prawa do bycia człowiekiem wrażliwym. A już zwłaszcza – swojego prawa do zarządzania czymkolwiek i kimkolwiek, gdy jest się wrażliwą osobą.

Neoliberalny sadyzm zarządczy jest moralnie i społecznie odrażający. Ale jest on nie tylko wstrętny – jest także z punktu widzenia ekologii systemów społecznych głęboko patologiczny. Sadystyczne zarządzanie dramatycznie redukuje różnorodność i złożoność systemów. Te cechy wymagają troski i pielęgnowania. Są jak bioróżnorodność ogrodu – należy o nią dbać, a nie lać ziemię glifosatem albo sadzić rdestowiec ostrokończysty „bo jest taki skuteczny i przecież jest taki z niego alfa winner!” To są metody nie tylko gwarantujące zniszczenie ogrodu, ale pewnie całej okolicy.

W podejściu systemowym zasada niezbędnej złożoności Rossa Ashby’ego głosi, że podsystem zarządzający musi być co najmniej równie złożony, jak system, którym  kieruje. Oznacza to, że dobre, zdrowe zarządzanie musi rozumieć i uwzględniać, a najlepiej także korzystać z różnorodności organizacji, za którą odpowiada. Różnorodność jest ważna i pożyteczna, bo umożliwia zniuansowane reakcje na to co się dzieje w otoczeniu.

Jednostki wrażliwe pomagają wychwycić słabe sygnały, zanim kryzys rozwinie się na poważnie. Bywa, że ratują życie organizacjom. Poszanowanie dla tak pojętej różnorodności jest szczególnie ważne, gdy otoczenie jest nieprzewidywalne i złożone – a właśnie tak jest obecnie.

Wrażliwość na słabe sygnały i zróżnicowanie wewnątrz organizacji zwiększają trwałość i odporność (sustainability) organizacji, sprawiają, że jej szanse na przetrwanie, nawet w burzliwych warunkach, zwiększają się. Co więcej, zróżnicowana organizacja ma większe szanse na bliskie współdziałanie z otoczeniem dzięki swojej zdolności do zniuansowanej komunikacji – zamiast żerowania na środowisku, co bywa strategią przetrwania w trudnych warunkach. Zamiast niszczyć otoczenie można z nim harmonijnie współpracować. To nie żaden ekscentryczny idealizm tylko zwykła realistyczna konstatacja badaczki, jednej z wielu zajmujących się naukowym dokumentowaniem takich organizacji. One istnieją. W Polsce też. Przetrwały nawet pandemię.

Alternatywa istnieje.
Alfa-sadyści oszukali nas.

Szkolenie

Na każdym rogu – Führer
Za każdym biurkiem – Führer
W każdym awansie – Führer
W każdym kurniku – Führer
Tu Fürhrer i tam Führer
Co będzie, kiedy moda – jak to moda –
się skończy
Bum!
koniec epoki Führerów
Co poczną? Dokąd pójdą?
Czy znajdą takie szkolenie,
gdzie uczą mówić: „przepraszam”
(Warszawa, 2020)


 

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.