O Europę gościnną

Jean Lambert
4 września 2013

Unia Europejska jest dla mnie projektem poszerzania gościnności i czynienia z niej rzeczywistości doświadczanej przez każdego i każdą z nas. Aby taka gościnność stała się faktem, musimy zmierzyć się z szeregiem skomplikowanych kwestii.

Historia Unii Europejskiej może być opowiedziana na różne sposoby. Z perspektywy Wielkiej Brytanii opisywano ją jako szereg coraz szerszych porozumień handlowych, dających krajowi dostęp do jednolitego rynku. Ich kulminacją były zapisy zawarte w Traktacie Lizbońskim.

W innych krajach widziano ją jednak jako na projekt współpracy na rzecz wspólnych dla mieszkanek i mieszkańców Europy celów, takich jak pokojowe współistnienie, dające gwarancję, że tragedia II wojny światowej nigdy się nie powtórzy.

Z połączenia tych dwóch perspektyw otrzymujemy obraz Unii Europejskiej jako projektu mającego zagwarantować obywatelom i obywatelkom 28 państw członkowskich możliwość cieszenia się wolnością podróżowania po kontynencie, prawem do życia i pracy w innych krajach na takich samych zasadach jak ich obywatele oraz gościnnością w duchu międzynarodowej solidarności.

Droga dwukierunkowa

Wielka Brytania zdecydowała się odmówić wejścia do strefy Schengen, dzięki której w większej części Europy podróże bez granic stały się rzeczywistością. Obecny rząd zdecydował się na użycie tymczasowych ograniczeń dla osób przybywających z Rumunii i Bułgarii, a następnie Chorwacji. Działania te silnie kontrastują z decyzją poprzedniego rządu laburzystów, aby nie wprowadzać żadnych środków przejściowych dla nowych państw członkowskich z Europy Środkowej (nigdy takowych nie zamierzano wprowadzać wobec Malty i Cypru). Wprowadzono jednak pewne ograniczenia w dostępie do świadczeń socjalnych, co skutkowało częstymi zapytaniami do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.

Mimo tych ograniczeń kroczenie ścieżką gościnności ma u nas długą tradycję. Na przykład obszar Londynu, który reprezentuję w Parlamencie Europejskim, zamieszkuje ponad milion osób, pochodzących spoza Wielkiej Brytanii, ale z Unii Europejskiej. To ponad 10% ludności tego miasta. Ostatnie szacunki brytyjskiego parlamentu mówią o ok. pół miliona obywatelek i obywateli Zjednoczonego Królestwa, żyjących w innych krajach Unii.

Nie wszyscy spośród nich są pracownikami. Znajdziemy w tej grupie tysiące osób starszych, otrzymujących pomoc społeczną i opiekę medyczną, tysiące dzieci uczących się w lokalnych szkołach czy też wielu przedsiębiorców.

Rzecz jasna obecność tak licznej społeczności migrantek i migrantów wiąże się z pewnymi trudnościami. Na niedawnej dyskusji promującej Europejski Rok Obywateli okazało się, że do głównych obszarów problemowych należy zagwarantowanie dostępu do zasobów mieszkaniowych, pozwoleń na pracę oraz dostępu do zasiłków. Prawo głosowania w wyborach do parlamentów narodowych zaczyna być coraz ważniejszą sprawą, którą nagłośniła Europejska Inicjatywa LET ME VOTE. Musimy zmierzyć się z tymi problemami, by gościnność stała się rzeczywistością. Jako europosłanka staram się podnosić te kwestie, np. przez 10 lat pracowałam nad udoskonaleniem koordynacji regulacji systemów zabezpieczeń społecznych.

Jaka Europa?

Gościnność nie wiąże się jedynie z prawnymi gwarancjami dostępu do usług publicznych – dotyczy również nastawienia ludzi. W kwestii tego, „w jakiej Europie chcemy żyć”, Wielka Brytania ma jeszcze niejedną lekcję do odrobienia.

Kryzys ekonomiczny przyczynił się do cięć w wydatkach publicznych, zaciskania pasa oraz rosnących poziomów bezrobocia. Wielu ludzi w Wielkiej Brytanii (jak również w innych krajach UE) doszło do mylnego przekonania, że obwinić za tę sytuację należy nie deregulację sektora bankowego oraz finansowego, lecz międzynarodowe migracje. Dało to grunt do rozwoju ksenofobicznego nacjonalizmu – wystarczy spojrzeć na niedawne sukcesy wyborcze Jobbiku na Węgrzech czy Złotego Świtu w Grecji. Z antyimigranckich nastrojów korzystają partie populistyczne, takie jak UKIP w Wielkiej Brytanii czy tak zwana Partia Wolności Geerta Wildersa w Holandii. Biorą one na celownik prawa obywatelek i obywateli UE do swobody poruszania się, tworząc wrażenie, że gościnność powinna być mierzona tym, czy przynosi ona korzyści czy szkody dla Wielkiej Brytanii czy Holandii, zamiast bycia uznawaną za wartość samą w sobie, którą powinni cieszyć się wszyscy, niezależnie od narodowości.

Ostatnimi czasy stałam się obiektem nagonki prawicowej prasy w moim kraju za swoje przekonanie o tym, że Unia Europejska powinna wymagać od państw członkowskich utrzymania finansowania dla zagrożonych wykluczeniem grup społecznych niezależnie od tego, z którego kraju Unii pochodzą. „A co z tego będziemy mieli?”, zdawała się pytać prasa, próbując odzwierciedlić nastroje swoich czytelników.

Odpowiedź, jak wspomniałam, tkwi w pytaniu o to, w jakiej Europie chcemy żyć. Mocno wierzę w to, że chcielibyśmy żyć w Unii, której rdzeń tworzą idee gościnności oraz międzynarodowej solidarności – Unii służącej ludziom, a nie korporacjom.

Zrodzone z kryzysu pytanie o to, jakie korzyści „my” będziemy mieć z większej gościnności, jest postawione na głowie. Gościnność sprzyja „nam”, ponieważ „my” jesteśmy „nimi” – wyodrębnioną, różnorodną społecznością około pół miliarda ludzi, zdolnych zaoferować sobie gościnność, cieszących się takim samym zestawem praw i wolności, czystym środowiskiem i udziałem w korzyściach ekonomicznych wypracowanych dzięki wspólnemu wysiłkowi. Koncepcja gościnności działa w obu kierunkach: oferujemy ją obywatelkom i obywatelom innych państw Unii w zamian za podobną gościnność z ich strony.

Gościnność ponad granicami Europy

Nasza gościnność nie może jednak ograniczać się tylko do osób z europejskim paszportem. Musimy działać na rzecz stworzenia przez Unię wspólnego systemu azylowego, dającego pomoc znajdującym się w potrzebie. Nie powinniśmy zamykać naszych granic dla chcących stać się częścią naszego społeczeństwa, czyniąc zarazem wszelkie wysiłki na rzecz tego, by polityka Unii nie strącała ludzi w nędzę i nie zmuszała do opuszczania swych rodzinnych stron. Zmiany klimatu wymagają na nas otwarcia oczu na ich konsekwencje i działania, jakie musimy z ich powodu podjąć.

Unia Europejska jest dla mnie projektem poszerzania gościnności i czynienia z niej rzeczywistości doświadczanej przez każdego i każdą z nas. Aby taka gościnność stała się faktem, musimy zmierzyć się z szeregiem skomplikowanych kwestii. Gdzie wszyscy będziemy żyli? W jaki sposób zapobiec sytuacji, w której wszyscy wyjadą do najbogatszych obszarów Unii? W jaki sposób zapewnić sprawiedliwy udział w kosztach dostępu do usług publicznych, opieki zdrowotnej i społecznej, zasiłków czy emerytur? W jaki sposób ochronimy różnorodność, w tym kulturową, a także zapewnimy wolność wyznania? To jedne z najważniejszych pytań, przed którymi stoi Unia, a odpowiedź na nie stała się jeszcze bardziej paląca wraz z obecnym kryzysem ekonomicznym – nie możemy jednak od nich uciekać. Z tego też względu moja praca jako europosłanki skupiała się na kształtowaniu i poprawie jakości reguł transgranicznych świadczeń społecznych, dostępu do opieki w targanej kryzysem Europie oraz wspólnym standardom miejsc pracy.

Odpowiedzi na te trudne pytania pozwoliłyby na przekroczenie podziału na „my” i „oni”, który dominuje w dzisiejszej Europie. Pomogłyby w urzeczywistnieniu dostępu do praw obywatelskich oraz wolności zagwarantowanych w unijnych traktatach oraz tworzących rdzeń Karty Praw Podstawowych. Urzeczywistniłyby Unię opartą na gościnności i dzieleniu się z innymi – Unię, dla której liczą się przede wszystkim ludzie ją zamieszkujący. W takiej Europie chciałabym żyć.

KES-logo-kw160pxJean Lambert weźmie udział w Kongresie Europa Społeczna, współorganizowanym 7 września 2013 r. w Warszawie przez Partię Zieloni, Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych oraz Związek Nauczycielstwa Polskiego. Więcej informacji i rejestracja: www.europa-spoleczna.pl

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *