O co naprawdę chodzi w umowach o wolnym handlu

Duncan McCann
8 lipca 2015

Nieczęsto zdarza się, by o tym, czy międzynarodowe umowy handlowe są zgodne z interesem narodowym, dyskutowano tak wiele jak obecnie. Dzieje się tak z powodu licznych nieporozumień, jakie narosły wokół celu tych umów.

Transatlantyckie partnerstwo na rzecz handlu i inwestycji (TTIP), partnerstwo transpacyficzne (TTP) i jego bardziej złowrogi kuzyn, porozumienie w sprawie handlu usługami (TiSA) stały się tematem debaty publicznej w wyniku wycieku ważnych dokumentów i dzięki wysiłkom oddanych sprawie aktywistów oraz garstki polityków.

Prawdziwe cele tych traktatów są często ukryte za argumentami odwołującymi się do zasad wolnego handlu, takich jak ograniczanie barier handlowych z korzyścią dla ludzi, przedsiębiorstw i gospodarki. Dziennik „Financial Times” opisał najnowszy spośród tych traktatów, czyli TTIP, jako jedno z najodważniejszych porozumień o wolnym handlu w najnowszej historii. Wychwalał TTIP jako umowę, która usunie ostatnie taryfy celne obowiązujące jeszcze między dwoma najbogatszymi blokami gospodarczymi świata i ograniczy bariery hamujące handel i inwestycje. Również inni zwolennicy porozumień wypowiadają się o nich w języku, który z pozoru nie powinien budzić żadnych obaw. Komisja Europejska nazywa np. TTIP „ambitną, kompleksową i zrównoważoną umową, na której skorzysta nasz przemysł”.

Jednak jeśli wyjrzymy poza tę retorykę, okazuje się, że porozumienia te nie mają w rzeczywistości nic wspólnego z wolnym handlem – a pogląd ten podzielają nawet niektórzy spośród najzagorzalszych zwolenników wolnego rynku. Douglas Carswell, deputowany brytyjskiej partii UKIP, powiedział wyraźnie, że choć uważa swoją partię za „ugrupowanie najbardziej stanowczo opowiadające się za wolnym handlem” w całej Wielkiej Brytanii, UKIP nie może poprzeć porozumienia TTIP. Rozumowanie Carswella jest proste: „TTIP to nie wolny handel. To korporacyjne oszustwo”.

W wymienionych porozumieniach chodzi tak naprawdę o przesunięcie władzy z rąk rządów państw w ręce ponadnarodowych korporacji. Carswell dodaje, że porozumienie TTIP „faworyzuje wielkie międzynarodowe koncerny kosztem interesu mniejszych przedsiębiorstw, i przede wszystkim kosztem demokratycznego prawa ludzi do decydowania o polityce w drodze wyborów”.

Odbywa się to przez wprowadzanie globalnych wspólnych norm na szczeblu ponadnarodowym, a także przez ustanowienie systemów rozstrzygania sporów między inwestorami i państwami – kontrowersyjnego mechanizmu arbitrażu, który pozwala korporacjom pozywać rządy państw poza jurysdykcją krajowych sądów i bez żadnego prawa do odwołania (ISDS). Uwaga aktywistów skupiała się do tej pory właśnie na mechanizmie ISDS.

Pierwszy w historii zapis o arbitrażu ISDS pojawił się w porozumieniu zawartym między Niemcami i Pakistanem w latach 50. XX w., a od lat 90. tego rodzaju klauzule są stałym elementem międzynarodowych traktatów handlowych. Poniższy wykres pokazuje, w jak szybkim tempie rosło ich stosowanie.

Znane sprawy arbitrażowe. Źródło: UNCTAD
Znane sprawy arbitrażowe. Źródło: UNCTAD

W początkowym zamyśle celem tych klauzul była ochrona inwestycji (zachodnich) firm dokonywanych w krajach rozwijających, gdzie groziło im ryzyko niestabilności i wywłaszczenia. Jednak ze względu na coraz częstsze wykorzystywanie tych klauzul przez korporacje w zupełnie innych sytuacjach, stały się one obiektem zainteresowania obywateli i zyskały złą sławę.

Za przykład może posłużyć przypadek Australii, która tymczasowo postanowiła zaprzestać umieszczania klauzul ISDS w traktatach po tym, jak gigant tytoniowy Philip Morris usiłował uzyskać od niej odszkodowanie z tytułu uchwalenia przepisów wprowadzających jednolite opakowania papierosów.

Najwyższe odszkodowanie w dotychczasowej historii arbitrażu inwestycyjnego, opiewające na 2,3 mld dol., zostało zasądzone na rzecz firmy naftowej Occidental, a wypłacić je miał rząd Ekwadoru. Chodziło o uznane za nielegalne wypowiedzenie umowy dotyczącej koncesji naftowej. W 2013 r. w następstwie katastrofy elektrowni jądrowej w japońskiej Fukushimie Niemcy postanowiły zamknąć wszystkie swoje elektronie jądrowe. W efekcie przeciwko niemieckiemu rządowi został skierowany pozew o odszkodowanie w wys. 4,7 mld euro; ta sprawa nadal się toczy. Wynika stąd jasno, że arbitraż inwestycyjny może wywierać tzw. efekt mrożący na legislatorów, zwłaszcza w przypadku mniejszych krajów.

Poza wprowadzaniem mechanizmu arbitrażu traktaty handlowe przewidują także międzynarodową harmonizację norm. Może to prowadzić, tak jak w przypadku TTIP, do tworzenia instytucji czy komisji, w ramach których firmy i urzędnicy z innych państw uzyskają możliwość komentowania przepisów, jakie zamierza wprowadzić dane państwo, i analizowania ich potencjalnych skutków. Dałoby to korporacyjnym lobbystom wspaniałe możliwości kształtowania, blokowania lub rozwadniania przepisów, jeszcze zanim w ich sprawie wypowiedzą się parlamenty krajowe i obywatele.

Nie walczymy tu zatem z wolnym handlem, tylko z wprowadzaniem władzy korporacji zwolnionych z wszelkiej odpowiedzialności politycznej, kosztem interesów państw narodowych, ich obywateli i środowiska naturalnego. Powstrzymanie jej jest koniecznością.

Artykuł The mystery of free trade treaties ukazał się na stronie New Economics Foundation (Fundacji Nowej Ekonomii). Przeł. (iz).

STOP_TTIP_tlo

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.