Minimalny dochód gwarantowany – utopia czy konieczność?

Bartłomiej Kozek
18 stycznia 2013

Stały dochód – skromny, ale gwarantujący odpowiednią jakość życia, umożliwiający społeczną partycypację i uwalniający od przymusu poszukiwania pracy za wszelką cenę? Prace koncepcyjne trwają, ale pewne pytania nadal pozostają bez odpowiedzi.

Temat minimalnego dochodu gwarantowanego (znanego również pod innymi nazwami, jak np. dochód obywatelski czy podstawowy) stanowi interesujący fragment dyskusji na temat przyszłości polityki ekonomicznej i społecznej. Wizja zapewnienia każdemu pewnej sumy pieniędzy, która gwarantuje godne życie, rozważana jest dziś w wielu nurtach politycznych, niekoniecznie zresztą lewicowych. Także w polskich Zielonych była ona przedmiotem dyskusji w trakcie i po zakończeniu jednego z partyjnych kongresów w 2008 r. Choć na polskim gruncie szeregi jej zwolenników pozostają nieliczne, to już w innych krajach Europy wchodzi ona w skład politycznych programów. Bywa również obiektem krytyki – nie tylko zresztą z punktu widzenia ekonomicznego status quo i komunałów o tym, że „kto nie pracuje, ten nie je”.

Prehistoria idei

Historię tej interesującej idei, jej główne założenia oraz punkty sporne przybliża w poświęconej dochodowi podstawowemu publikacji niemieckiej Fundacji im. Róży Luksemburg Ronald Blaschke. Okazuje się, że wizja zagwarantowania każdej i każdemu z nas pewnego minimalnego dochodu nie jest nowa i pojawiała się już w XVIII-wiecznych pismach Thomasa Paine’a oraz Thomasa Spence’a. Wraz z upływem czasu rozwijała się, przekształcając się z pierwotnej wizji jednorazowej wypłaty dla każdej osoby kończącej 21 rok życia oraz emerytury po pięćdziesiątce w stały dochód. Pomysłem tym inspirował się Charles Fourier, Erich Fromm oraz Martin Luther King.

Największe intelektualne przesilenie, związane poniekąd z wyklarowaniem się dwóch głównych osi podziałów ideowych wśród zwolenniczek i zwolenników tej koncepcji, nastąpiło po II wojnie światowej. W Europie Zachodniej, szczególnie po r. 1968, rosły w siłę ruchy krytykujące model państwa opiekuńczego z lewicowo-libertariańskiej perspektywy. Model pełnego zatrudnienia, związany często z systemem zabezpieczeń społecznych opartych na spełnianiu określonych kryteriów, środowiska te uznawały za opresyjny, patriarchalny oraz stygmatyzujący. Dochód gwarantowany, mający przysługiwać każdej osobie niezależnie od tego, czy np. starała się szukać pracy, uznano za atrakcyjną alternatywę, często włączając ją w szerszą wizję przebudowy społecznej: skrócenia czasu pracy, zwiększenia dostępności usług publicznych, demokratycznej kontroli nad ich świadczeniem czy podwyższenia płacy minimalnej.

Nie tylko lewica

Nie był to jednak jedyny punkt widzenia. Obok emancypacyjnej pojawiła się również wizja neoliberalna, proponowana przez znanego amerykańskiego ekonomistę Miltona Friedmana. Proponował on stworzenie negatywnego podatku dochodowego – zwrotu podatku do określonej wysokości, która w jego opinii powinna znajdować się poniżej progu ubóstwa. Pomysł ten łączył z planem demontażu szeregu instytucji: kontroli rynku pracy, płacy minimalnej, negocjacji zbiorowych czy usług publicznych. Jak zatem widać, wychodził z zupełnie innych przesłanek dotyczących pożądanego efektu swoich działań niż libertariańska lewica.

Wspomniane przeze mnie dwie osie sporu ogniskują się wokół kwestii tego, czy minimalny dochód gwarantowany powinien być pełny czy cząstkowy (dotyczą zatem jego projektowanej wysokości oraz tego, czy pozwalałaby ona na pełną rezygnację z pracy zarobkowej czy też nie), a także jaki powinien być jego efekt – czy ma służyć zwiększeniu autonomii i możliwości samorealizacji jednostek (lewicowy projekt emancypacyjny), czy też raczej sprzyjać uelastycznieniu rynku pracy i dostosowaniu go do potrzeb pracodawców (projekt neoliberalny).

Najczęściej – ale nie zawsze – projekty lewicowe wspierać będą pełen dochód minimalny, czasem włączając w jego obręb również bezpłatne lub bardzo nisko wycenione usługi publiczne, np. wodę, energię, transport, zdrowie, edukację, zaś neoliberalne – projekty cząstkowe, odrzucające perspektywę praw człowieka i niewidzące potrzeby zapewnienia wszystkim środków do życia. Warto tu dodać również trzeci wymiar, a zatem kwestię tego, czy minimalny dochód gwarantowany miałby faktycznie być bezwarunkowy czy nie, najczęściej jednak uznaje się, że jego uniwersalność jest warunkiem konstytutywnym mówienia o dochodzie gwarantowanym jako takim.

Kontrowersje

Blaschke opisuje rozwój ruchu na rzecz minimalnego dochodu gwarantowanego w Europie, skupiając się na jego emancypacyjnej odnodze. Okazuje się, że grupy, dyskutujące na temat jego wprowadzenia, znajdują się we wszystkich – poza liberalną FDP – niemieckich partiach parlamentarnych. Zwolennikami dochodu gwarantowanego są również niemieccy Piraci. Co ciekawe, sceptyczna wobec tego pomysłu jest znaczna część związków zawodowych, jak chociażby reprezentujący sporą część sektora publicznego w tym kraju ver.di. Przeciwnicy tego rozwiązania uważają je za pomysł neoliberalny, mający odwieść od dążenia do pełnego zatrudnienia czy też przyczynić się do demontażu państwa dobrobytu.

Toczą się więc, jak widać, żywa dyskusje na temat tego, w jakich sytuacjach dochód podstawowy może przyczyniać się do zwiększenia autonomii społecznej, a w jakich wręcz przeciwnie. Nie da się również ukryć, że w neoliberalnym jego wydaniu kwestie takie jak uznanie niepłatnej pracy opiekuńczej kobiet czy zmniejszenie konsumpcji poprzez towarzyszącą wprowadzeniu dochodu podstawowego demokratyzację gospodarki w ogóle nie są obiektem zainteresowania.

Jego najwięksi zwolennicy z pewnością wymagają od osób zainteresowanych tą koncepcją dużej wyobraźni. Nie tylko bowiem domagają się uznania prawa do odpowiedniego poziomu życia za prawo człowieka, ale też chcą, by prawo to było egzekwowane na globalną skalę, a państwa rozwinięte – spłacając swój kolonialny dług – finansowały podobne projekty w krajach rozwijających się.

Kasa, misiu, kasa

Idea ta wydaje się kusząca – szczególnie w świecie, w którym coraz więcej wiedzy, dzięki internetowi, produkujemy nieodpłatnie. Wartość niektórych wikipedycznych haseł jest porównywalna z tymi przygotowywanymi przez profesjonalne zespoły encyklopedyczne. Niepłatna działalność wolontarystyczna czy praca opiekuńcza znajdują się pod presją rosnącej konieczności związania końca z końcem. Mimo to jednak cały czas kwestie finansowe odgrywają przy realności jej wprowadzenia istotną rolę. Nawet jeśli założyć, że transfery tego typu zastąpiłyby dotychczas istniejące świadczenia, a także – z powodu swej bezwarunkowości – ścięły koszty administracyjne, nadal nie ma pewności co do potencjalnych kosztów.

Być może – jak sugeruje sam Blaschke – dobrym pomysłem byłoby wykorzystanie podatków od transakcji finansowych. Stwierdzenie, że jeśli znajdzie się chęć, to znajdą się i środki, wydaje się niewystarczające. Jeśli sam autor potwierdza, że wprowadzenie dochodu gwarantowanego miałoby silny wpływ na zmianę stosunków pracy czy wręcz na zakwestionowanie paradygmatu wzrostu gospodarczego, to wymaga to głębszego zastanowienia się nad sposobami redystrybucji, które nie odbiją się czkawką na jakości życia. Refleksji poddać należałoby również kwestię tego, jak w sytuacji pełnej autonomii jednostek i ich wyborów zapewnić realizację zadań publicznych, które wydają się niezbędne w funkcjonowaniu społeczeństwa, a jednak nie wiążą się ani z dużym prestiżem, ani z komfortem pracy (związane chociażby z gospodarowaniem odpadami).

Warto śledzić, czy ruch na rzecz minimalnego dochodu gwarantowanego znajdzie przekonujące odpowiedzi na te pytania. Warto również zapoznać się z jego historią i założeniami stojącymi za tą ideą, tak by nie wylewać dziecka z kąpielą. Warto na koniec sprawdzać, by dziecka z kąpielą nie wylali również ci, którzy chcą zaproponować daleko idącą przebudowę systemu zabezpieczeń społecznych – i to na globalną skalę.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Komentarze do “Minimalny dochód gwarantowany – utopia czy konieczność?

  • 20 stycznia 2013 at 08:50
    Permalink

    W dobie zmian klimatycznych wartą przeanalizowania alternatywą jest system podatku węglowego pobieranego u źródła wszędzie tam, gdzie spala się paliwa kopalne,zastępującego podatek od pracy i wpływającego do budżetu państwa. Do tego dochodziła by opłata węglowa do funduszu służącego do wypłaty tzw. dywidendy węglowej („zielonego czeku”), wypłacanej po równo wszystkim obywatelom. Dywidenda węglowa byłaby rodzajem dochodu minimum. Ponieważ ceny energii i produktów uwzględniały by podatki węglowe, osoby oszczędne, dbające o niską energochłonność ich konsumpcji miałyby lepszą sytuację materialną. Podatek węglowy w różnych formach obowiązuje już w wielu krajach. System ten opisuje znakomicie Marcin Popkiewicz w znakomitej książce „Świat na rozdrożu” ed. Sonia Draga 2012 (www.ziemianarozdrozu.pl)

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *