Jak mieszkasz, Polsko?

Maria Skóra
25 lutego 2014

W Polsce ponad połowa osób w przedziale wiekowym 25-34 ciągle mieszka z rodzicami. Zyskały one sobie żartobliwy przydomek „gniazdowników” – od ptaków, których pisklęta po wykluciu nie są zdolne do samodzielnego życia i długo pozostają w gnieździe. Ile w tym jednak wygody i rodzinnych sentymentów, ile zaś braku wyboru?

Polska, czyli ścisk

Sytuacja mieszkaniowa w Polsce poprawia się. Z roku na rok zwiększa się metraż zasobów mieszkaniowych, spada średnia liczba osób przypadających na jedno mieszkanie oraz na izbę (czyli pokój mieszkalny), poprawia się wyposażenie. Mimo to daleko do optymizmu – polskie standardy odbiegają od zachodnich.

Nieco wnikliwsza analiza wskazuje z jednej strony na geograficzne zróżnicowanie: widać wyraźnie, że ten spory metraż zawyżany jest przez mieszkania na obszarach wiejskich – często domy zamieszkiwane przez kilka pokoleń. W miastach powierzchnia użytkowa mieszkań jest mniejsza o ok. 1/3, te z kolei są lepiej wyposażone w podstawowe instalacje, takie jak gaz, centralne ogrzewanie, ale nawet łazienka i toaleta. Z drugiej strony, na tle Europy największe różnice widać w powierzchni przypadającej do dyspozycji na osobę – właściciele mieszkań niemieckich, brytyjskich czy norweskich mają jej 2 razy więcej niż w Polsce (średnio 2 pokoje na osobę). Jeszcze gorzej mają osoby wynajmujące, dysponując niecałym jednym pokojem, podczas gdy koledzy i koleżanki zza granicy mają średnio 1,5 pomieszczenia do dyspozycji.

Polskie mieszkania są przeludnione, wpisując się w obraz mizerii mieszkaniowej Europy Środkowo-Wschodniej. Lepiej jest tylko w Czechach, Słowenii, na Litwie. Przeludnienie jest ściśle związane z poziomem dochodów. Europa Środkowo-Wschodnia wcale jednak nie jest pod tym względem jednorodna – niestety, w tym ścisku bardziej podobni jesteśmy do Rumunii, Węgier, Bułgarii niż najbliższych sąsiadów. Przeludnienie polskich najuboższych gospodarstw domowych dotyczy ponad 60% z nich. Średnia dla krajów Europy Zachodniej czy Skandynawii jest 3-krotnie niższa. Dodatkowo, liczby nie oddają dramatycznych różnic jakościowych: standardów życia wynikających ze stanu technicznego i braków infrastruktury budynków.

Skutki transformacji ustrojowej wyraźnie widać w strukturze własnościowej polskich zasobów mieszkaniowych. Właścicielami 2/3 całych budynków lub lokali, dla których zostało ustanowione odrębne prawo własności, są osoby fizyczne. Następnej w kolejności są mieszkania spółdzielcze o charakterze własnościowym (15%) oraz mieszkania komunalne będące własnością gmin (niecałe 9%). W kompletnej defensywie jest mieszkalnictwo przyzakładowe (nieco ponad 1,5% zasobów), a także jak się zdaje chybiony pomysł TBSów (stanowią ledwie 0,6% zasobów).

Z powyższego zestawienia wynika, że mieszkania, zamiast być dobrem ogólnodostępnym, stały się towarem luksusowym. Tymczasem w badaniach CBOS na temat rodziny jedną z najczęściej wskazywanych przyczyn odkładania decyzji prokreacyjnych niezmiennie jest niezadowalająca sytuacja mieszkaniowa (czytaj: brak wystarczająco dużego mieszkania, o stabilnych warunkach użytkowania). Obok kupna lokalu istnieją przecież jeszcze inne problemy – pamiętajmy, że wydatki związane z utrzymaniem lokalu mieszkalnego i nośnikami energii stanowią średnio 20% wszystkich wydatków polskich gospodarstw domowych!

Fałszywa ścieżka

Po 1989 r. postawiono na urynkowienie i paradygten sposób myślenia nadal obowiązuje, bez względu na konsekwencje w postaci kiepskiej na tle Europy (Zachodniej, a nawet częściowo Środkowo-wschodniej) sytuacji mieszkaniowej Polaków i Polek.

Ilustracją tej tendencji są założenia kolejnych rządowych programów mających wspierać mieszkalnictwo i usamodzielnianie się. Jak czytamy na stronie rodzina.gov.pl: „od stycznia 2014 r. kupujący swoje pierwsze M będą mogli liczyć na pomoc państwa w ramach programu Mieszkanie dla Młodych. Pomoc będzie polegać na dofinansowaniu wkładu własnego. Rodziny, w których pojawi się trzecie dziecko własne lub przysposobione, będą mogły dodatkowo dostać pomoc na wcześniejszą spłatę części kapitału kredytu. Ponadto osoby, które rozpoczną w przyszłym roku budowę pierwszego własnego mieszkania (lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego) będą mogły na nowych zasadach skorzystać z tzw. częściowego zwrotu VAT na materiały budowlane”. Jak donoszą media, w pierwszym miesiącu funkcjonowania programu, w skali 38-milionowego kraju wpłynęło jedynie 400 wniosków. Jednak czy jest się czemu dziwić?

Rozwiązanie proponowane przez rząd należy do narzędzi, które faworyzują zamożniejsze warstwy społeczeństwa, a także komercyjne banki. Co więcej, legitymizuje ono i utrwala spiralę wieloletnich kredytów i zadłużenia. Z drugiej strony, wobec niestabilnej sytuacji na rynku pracy (wysokiego odsetka osób młodych zatrudnionych na czas określony lub na umowach śmieciowych), przy relatywnie niskich zarobkach oraz wciąż kuszących wizjach emigracji (wyjechało już ponad 2 mln osób) wydaje się, że perspektywa kredytu mieszkaniowego nie jest kusząca – ani dla młodych ludzi, ani dla mogących go im udzielić banków. Co zatem w zamian?

Jest alternatywa

Obok kredytów mieszkaniowych, tak uparcie w Polsce wspieranych, istnieją też inne ścieżki prowadzące do zamieszkania w godnych warunkach. To strategie stymulowania podaży lokali mieszkalnych, mające na celu zapewnić wystarczające zasoby, odpowiedni ich przyrost oraz podnoszenie standardów lokali mieszkaniowych już istniejących.

Dodatki mieszkaniowe, a także technologie energooszczędne lub wykorzystujące odnawialne źródła energii obniżają koszty eksploatacji lokali mieszkalnych. Są też wreszcie zasoby komunalne i możliwość prowadzenia zrównoważonej polityki czynszowej oraz sprawiedliwej redystrybucji lokali. Obligacje komunalne, dotacje kapitałowe czy gwarancje publiczne to narzędzia wspierania samorządowych inwestycji w budownictwo mieszkaniowe na wynajem. Podobnie jak budownictwo społeczne czy spółdzielczość – opiera się ono nie na prymacie własności, ale prawie do użytkowania mieszkania.

W takich krajach jak Niemcy, Holandia, Dania udział mieszkań czynszowych w zasobach mieszkaniowych jest wysoki – wynosi nawet 40 do 50%. Na przeciwległym biegunie znajdują się Wielka Brytania, Grecja, Włochy czy Hiszpania, gdzie dominuje własność prywatna. Prowadzona w tych krajach polityka mieszkaniowa jest odzwierciedleniem wizji państwa: stawiającego na rynek i rodzinę, a nie publiczne instytucje.

Zdrowie, edukacja, mieszkanie to dobra społecznie pożądane, tj. takie, bez dostępności których społeczeństwa nie mogą sprawnie funkcjonować. Uzależnianie ich od mechanizmów rynkowych oraz zasobności portfeli jest nie tylko etycznie wątpliwe, ale przede wszystkim, na dłuższą metę uniemożliwia zrównoważony rozwój społeczny. Biorąc pod uwagę dzisiejszą sytuację w Polsce musimy zadać sobie pytanie czy stać nas na brak wspierania młodych ludzi w dostępie do tanich mieszkań – czy oszczędności czynione na drodze urynkowienia usług socjalnych nie są drogą donikąd?

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Komentarze do “Jak mieszkasz, Polsko?

  • 25 lutego 2014 o 12:01
    Permalink

    „Przeludnienie polskich najuboższych gospodarstw domowych dotyczy ponad 60% z nich” – co to dokładnie znaczy przeludnienie, i jakie gospodarstwa są najuboższe? Posługując się takimi kategoriami pojęciowymi trzeba je zdefiniować.
    „Z powyższego zestawienia wynika, że mieszkania, zamiast być dobrem ogólnodostępnym, stały się towarem luksusowym” – zdanie to odnosi się do zestawienia ujmującego procentowy udział poszczególnych form własności mieszkań, a nie ilości osób posiadających mieszkanie. Na podstawie przedstawionego przez autorkę zestawienie nie można wnioskować, czy mieszkania są ogólnodostępne.
    „…możliwość prowadzenia zrównoważonej polityki czynszowej oraz sprawiedliwej redystrybucji lokali” –
    autorka znowu posługuje się kategoriami ekonomicznymi, ale ich nie definiuje. Co to znaczy sprawiedliwsza redystrybucja? Komu mieszkania należy odebrać, a komu dać?
    „Zdrowie, edukacja, mieszkanie to dobra społecznie pożądane, tj. takie, bez dostępności których społeczeństwa nie mogą sprawnie funkcjonować” – niestety definicja ta jest błędna. Ekonomia wyróżnia dobra publiczne(te, których rynek nie może zapewnić), dobra społeczne(te, które rynek może zapewnić, ale zapewniane są przez władze publiczne) i dobra prywatne(te , które zapewnia rynek). Klasyfikacja ta, nie obejmuje różnicowania na podstawie możliwości „sprawnego funkcjonowania społeczeństwa).

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.