Miłość i seks w epoce prekariatu

Lynn Parramore
16 maja 2013

„Kochamy się, ale stajemy się coraz bardziej spięci”. Jak strach przed bezrobociem wkracza do sypialni.

Jaka jest miłość, kiedy nie wiemy, co przyniesie jutro? Kiedy nasze wymarzone życie wydaje się być coraz dalej i dalej poza naszym zasięgiem? Skąd mamy wiedzieć, czy pozostać przy tym, co mamy, czy też odejść w obliczu narastającej niepewności? Co jeśli jesteśmy zbyt zestresowani nawet na to, aby się nad tym zastanowić?

Restrukturyzacje, prywatyzacja, fuzje, redukcje, ciągle wysokie bezrobocie zmieniają relacje intymne. Chroniczna niestabilność zatrudnienia przekształca nasze podejście do podrywu, seksu, bycia razem i zakładania rodziny, a może nawet odmienia samą naturę romantycznej miłości.

W jednej minucie planujemy szczęśliwe wspólne życia, aby zaraz dostrzec, że wszystko się zmienia. Konserwatyści nieustannie pouczają o wartościach rodzinnych, jednak wskutek ich antypracowniczej, niszczącej miejsca pracy polityki zapuszczenie korzeni i osiągnięcie stabilizacji niezbędnej w długoterminowych relacjach i wychowywaniu dzieci stały nie lada wyzwaniem. Kilka dekad antyrodzinnej polityki pozostawia po sobie szlak złamanych serc.

Redukcja miłości

Zatrudnieni na śmieciówkach poniżej swoich kwalifikacji, obawiając się, że każda kolejna wypłata może być tą ostatnią, skazani jesteśmy na ciągły lęk i frustrację. Depresja i niepewność nieustannie czają się na partnerów gotowe znienacka wciągnąć związek w krąg rozpaczy.

33-letnia Erin pracuję dla organizacji pozarządowej w Bostonie. Od wybuchu kryzysu zdobywanie funduszy dla organizacji stało się dużo trudniejsze. Erin intensywnie szuka bardziej stabilnego zatrudnienia. Rozpoczęła także własny biznes filmowy, aby się dodatkowo zabezpieczyć.

Swojego chłopaka Erin poznała na planie filmowym w Arizonie. W 2010 r. wprowadził się do niej do Bostonu. „Wiedziałam, że może być mu ciężko znaleźć pracę i zdecydowałam się wspierać go przez jakiś czas finansowo. On nie jest leniwy. Intensywnie szukał dobrej pracy”. Pomimo to 38-letni Brandon zdołał znaleźć jedynie robotę w niepełnym wymiarze sklepie obuwniczym.

Brandona wciąż męczy niepokój. „Powiedział mi, że nie mogąc bardziej nas wspierać cierpi jako mężczyzna”, mówi Erin. „Nasz związek nie jest zły”, zauważa. „Kochamy się, ale stajemy się coraz bardziej spięci. Czasami wyprowadza mnie z równowagi to, że po sobie nie pozmywał i chodzi wtedy o coś więcej niż o naczynia. Ciężko jest mi wspomagać go finansowo”.

Erin nie jest pewna, czy jej związek przetrwa kryzys gospodarczy. Jej własna sytuacja w pracy sprawia, że trawi ją niepokój i irytacja. Cierpi na niektóre z symptomów, jakie w opinii naukowców towarzyszą kobietom o niepewnej sytuacji zawodowej. Jest wśród nich niska samo ocena i głęboki pesymizm w kwestii przyszłości. Erin rozważa zerwanie, ale przerażają ją potencjalne konsekwencje. „Czy on wyląduje na ulicy?”, zastanawia się. Erin obawia się, że jeżeli sprawy dalej będą toczyły się w podobnym kierunku to będzie zmuszona wprowadzić się z powrotem do swoich rodziców.

seks prekariatu1

Niepewność zatrudnienia uderza w każdego, kto jej doświadcza, ale jej wpływ na mężczyzn może być szczególnie dotkliwy. Badania przeprowadzone na Uniwersytecie Cambridge pokazują, że jakkolwiek więcej kobiet niż mężczyzn w Wielkiej Brytanii straciło pracę w wyniku recesji, to „mężczyźni obawiający się zwolnienia są bardziej narażeni na stres i depresję niż kobiety”.

Stabilne zatrudnienie jest silnie wpisane w powszechne wyobrażenie męskości. Brendan Burchell, badacz z Cambridge, zauważa, że mężczyźni mają niewiele możliwości pozytywnego definiowania siebie poza miejscem pracy. Podobnie jak inni badacze Burchell zauważa, że długoterminowe zagrożenie utratą pracy może być gorsze w skutkach od krótkoterminowego efektu samego zwolnienia. Jest przekonany, że obecnej sytuacji gospodarczej „wielu ludzi – w szczególności mężczyzn – może wkraczać w przedłużający się okres narastającego cierpienia”.

Sean C., 31-letni bostończyk, zapewne zgodziłby się z tą tezą. On sam jest przekonany, że nie stać go na związek z dziewczyną. Przysłał do mnie emaila, w którym pisze, że kobiety w Bostonie poszukują mężczyzn o stabilnej pracy i zarobkach wystarczających na atrakcyjne randki. Jako syn policjanta i pielęgniarki Sean jest przedstawicielem klasy robotniczej, który potrzebował dwóch prac, aby móc opłacić naukę w college’u i choć z przyczyn finansowych nie udało mu się ukończyć szkoły, to wciąż ponosi jej koszty w postaci niespłaconych pożyczek i debetu na karcie kredytowej. Ostatnie pięć lat Sean spędził na przemian pracując i poszukując zatrudnienia. Obecnie jako analityk danych przepracowuje wyczerpujące 50-60 godzin tygodniowo. Zarabia 32 tys. dol. rocznie. Sean intensywnie poszukuje lepszej pracy, zaliczył kilka rozmów kwalifikacyjnych – bez rezultatu. W tym samym czasie jego życie romantyczne podupadło.

„Poznałem studentkę prawa z Uniwersytetu Bostońskiego”, pisze Sean. „Wyszliśmy wspólnie i ja płaciłem za wszystko (dżentelmen zawsze powinien to zrobić na pierwszej randce, tak po prostu jest): jedzenie, drinki, kolację itd. W drodze taksówką do domu byłem już spłukany, ale dziewczyna chciała jeszcze pójść do klubu… zapytała, czy mam 15 dolarów na wjazd. Powiedziałem, że mam akurat tyle, aby dotrzeć do domu. Gdy wysiadła z auta, powiedziała mi: Możesz potrzebować kolejnej pracy, by sobie na mnie pozwolić!”.

Sean wie że jego męskość mierzona będzie wysokością dochodów. „Mężczyźni czytają magazyny jak «Money» czy «Forbes», które sprawiają, że czują się niepewnie zaglądając do portfela” zauważa. W tych trudnych czasach, uważa Sean, kobiety poszukują partnerów, którzy są w stanie zapewniać stały dopływ kasy.

„Nie chcę stać się 50-letnim gościem pracującym w sklepiku, którego spotykam codziennie po drodze do pracy”, pisze. „Zazdroszczę pokoleniu baby boom, które posiada domy, kilkoro dzieci, samochód”. Sean nie wierzy, że ciężka praca i postępowanie zgodnie z obowiązującymi zasadami przyniesie mu powodzenie, które stało się udziałem poprzednich pokoleń. „W tej sytuacji gospodarczej… Nigdy nie będę zarabiał więcej niż 35 tys. dol. rocznie i obawiam się, że to nigdy nie będzie dość, aby utrzymać rodzinę”.

Udręka wygrywa z ekstazą

Założenie rodziny to ciężka sprawa, jeżeli nie ma się nawet ochoty na seks. Nowe badania pokazują, że długoterminowa niepewność zatrudnienia negatywnie wpływa także na nasze libido. Ma to związek z depresją i serią objawów fizycznych, w tym nadciśnienia. Dodajmy do tego garść osłabiających libido leków przeciwlękowych i mamy gotowy przepis na seksualny wrak.

Okazuję się, że strach przed zwolnieniem sprawia, że poważnie zwalniamy w łóżku.
Ostatnie szwajcarskie badania wykazują, że mężczyźni i kobiety doświadczające niestabilności zatrudnienia są odpowiednio o 53 i 47 proc. bardziej skłonne doświadczać obniżonego popędu seksualnego niż mężczyźni i kobiety posiadający stałą pracę.

Obniżona samoocena i brak ochoty na seks idą ręka w rękę z niepewną pracą i sprawiają, że czujemy się pociągający jak zużyta ścierka. „Druchny”, kinowy hit z 2011 r., opowiada o seksualnych i miłosnych wpadkach Annie Walker – kobiety po trzydziestce, która utraciła swoją piekarnię podczas recesji i załamana wylądowała w kiepskiej pracy w sklepie z biżuterią, a w końcu traci i tę przez drwiny z klientów. Annie umawia się z kolejnymi palantami, bo dla miłego faceta, kiedy ten się w końcu pojawia, wydaje się sobie nie dość dobra. Jej czar powraca dopiero wtedy, kiedy dostrzega możliwość powrotu do poprzedniego zatrudnienia. Dla niej satysfakcjonująca praca i miłość są nierozerwalnie złączone.

Nasze ciała i serca nie zostały stworzone, aby radzić sobie ze stałym zagrożeniem. Aby w pełni otworzyć się na drugiego człowieka i pozwolić odpocząć organizmowi, potrzebujemy określonej dozy bezpieczeństwa w naszym życiu. Trzy lata z rzędu z bezrobociem powyżej 8 proc. (najgorsza seria od czasów Wielkiej Depresji) pozostawiają nas samotnych i pełnych lęku. Poważnie nadwątlone mechanizmy zabezpieczenia społecznego oraz osłabione więzy pomiędzy ludźmi oznaczają, że znajdujemy bardzo skromne wsparcie w swoich zmaganiach z niepewnością, która wydaje się nigdy nas nie opuszczać.

Jim Pollard na swoim blogu Male Health opisał obecną sytuację jako psychologiczną i ekonomiczną bombę z opóźnionym zapłonem. „Nikt już nie dostaje pracy na całe życie. Jednocześnie poczucie bezpieczeństwa jest nam psychologicznie niezbędne. W przeszłości krytyka niestabilnego zatrudnienia niechętnie przyjmowana była przez rządy, które w stabilności upatrywały bariery dla rozwoju. Dzisiejsze badania pokazują, że problem bezpieczeństwa jest nie tyle polityczny, co zdrowotny. Obecny sposób organizacji pracy nie tylko nie tworzy dobrobytu, on wyniszcza nas od środka”.

W przeciwieństwie do tego, co często słyszymy, niepewność zatrudnienia nie jest nieuniknionym czy też naturalnym stanem społeczeństwa w XXI w. Obecna katastrofa jest efektem celowej polityki agresywnego sektora finansowego oraz forsowanego przez korporacje klimatu, w którym narażanie pracowników na traumę niepewności jest nie tylko uzasadnione, ale i godne pochwały. Od lat 80. polityka oparta na skompromitowanych teoriach ekonomii neoklasycznej zniszczyła bezpieczną pracę, spójność społeczną i stabilne życie rodzinne. Zwalczanie związków zawodowych, celowe dławienie pensji, deregulacja, niesprawiedliwe podatki oraz cięcia wyrządziły społeczeństwu ogromną krzywdę i rzuciły zwykłych Amerykanów na pastwę drapieżnych i bezwzględnych korporacji.

W książce „Coming Apart” konserwatysta Charles Murray lamentuje nad rozpadem białych robotniczych rodzin, jednocześnie mylnie obwiniając za ten stan braki w religijności czy też pracowitości poszczególnych ludzi. Tym, czego nie dostrzega, jest wpływ pogorszenia się sytuacji materialnej pracowników i niepewność ekonomiczna, z którą ci muszą się zmagać, a także stagnacja płac, zanikanie dobrze płatnych etatów w uzwiązkowionych sektorach, masowe zwolnienia oraz outsourcing miejsc pracy dokonywany przez firmy, nie odczuwających żadnych zobowiązań wobec podatników i pracowników, którzy swoim potem i środkami przyczyniły się do sukcesu owych firm. Murray nie chce dostrzec, że brak materialnych możliwości i beznadzieja z tego wynikła więcej nam mówi o kryzysie tych rodzin niż nieobecny kościół.

Od wybuchu kryzysu wskaźniki dzietności w USA znacząco spadły. Liczba dzieci urodzonych w 2009 r. była najniższa od stu lat, a zniżkowy trend w tym roku się nie skończył. W Europie dekada wzrostu dzietności skończyła się w r. 2011, kiedy polityka cięć wtrąciła znaczną część strefy euro w spiralę recesji. Kraje takie jak Hiszpania zgodnie z przewidywaniami najsilniej to odczuły. Na całym świecie młodzi ludzie pragną stworzyć stabilne relacje i założyć rodziny jednak wydaje im się to nieosiągalne przy obecnym poziomie bezrobocia i kiepskich warunkach pracy. Jest to zresztą praktycznie niemożliwe, kiedy mieszka się w garażu u rodziców.

Nowa emocjonalna umowa?

Od XVIII w. w zachodnim kręgu kulturowym partnerów swoich wybieraliśmy w ogromnej mierze w oparciu o uczucie i pragnienia. Najprawdopodobniej zawsze mieliśmy do czynienia w małżeństwie z jakąś mieszanką miłości i ekonomicznego wyboru, ale od czasu kiedy na scenę wkroczył przemysłowy kapitalizm akcent silnie położony został na miłość. Kapitalizm postawił na dobrowolne relacje, które zastąpiły silny wpływ rodzinnych i religijnych więzi w kształtowaniu długotrwałych związków i miało to swoje dobre strony. Dionizyjska irracjonalność naszego emocjonalnego i seksualnego życia stanowiła obiecane antidotum dla brzydkiej, wyrachowanej, biurokratycznej strony kapitalizmu. Romantyczna miłość miała nadawać sens naszemu życiu wypranemu zarówno z duchowości, jak i wspólnotowości. Zjednoczenie z drugim człowiekiem przynosiło ulgę w udręce zatomizowanej, samotnej egzystencji. Nasz materialny komfort i nowoczesna medycyna zmniejszyły ryzyko śmierci naszego partnera. Mogliśmy swobodnie kochać pełnym sercem.

Tymczasem na poziomie psychologii umowa między partnerami może ulegać zmianie. Historycznie, gdy dwoje ludzi decydowało się być razem, robili to generalnie rozumiejąc warunki swojego zaangażowania. Jeżeli jednak przyszłość jest nieprzewidywalna, warunki zaangażowania stają się mgliste. Jeżeli nie wiemy na co możemy się zdecydować, po co więc decydować się w ogóle?

seks prekariatu

Majątek Amerykanów poniżej 35. roku życia zmalał o ponad jedną trzecią od r. 2001. Tymczasem ten sam spadek dla całej populacji wynosił 27 proc.. Ostatni zatrudniani są pierwszymi do zwolnienia. Młodzi ludzie mierzą się z najgorszą sytuacją w zatrudnieniu od sześćdziesięciu lat. Badania wykazują, że obecny kryzys zatrudnienia młodych ludzi może negatywnie wpłynąć na całokształt ich zawodowych karier i perspektywy zarobkowe w skali całego życia.

Jeżeli obecne trendy się utrzymają, może okazać się, że niebawem ekonomiczne kalkulacje przy wyborze partnera staną się ważniejsze niż romantyczne uniesienia. Nasz indywidualistyczny sentymentalizm wysoko ceni sobie romantyczną miłość. W wielu społeczeństwach jednak podobna pobłażliwość zostałaby uznana za luksus. Coś, na co ludzie nie mogą sobie pozwolić wykuwając długoterminowe związki. Być może niebawem sami zaczniemy myśleć podobnie. Ci z nas, którzy rzucani z miejsca na miejsce przez kolejne prace nie dadzą rady na chwilę nawet stanąć twardo na nogach, mogą nie dotrzeć nawet do fazy zobowiązań.

Obecny system zakłóca nasze naturalne skłonności. Ironicznie, to źle dla kapitalizmu. Brak stabilizacji wśród pracowników dławi te inwestycje w gospodarstwa domowe, które konieczne są do utrzymania konsumpcji na poziomie, pozwalającej całemu interesowi kręcić się dalej. Brak stabilnych związków to brak domów, samochodów i pralek. Rynek nieruchomości w USA już teraz cierpi z powodu niewielkiej liczby młodych, którzy mogliby sobie pozwolić na długoterminowe zobowiązania finansowe.

Nadzieja żyje wiecznie

Jest jednak jeszcze jedno bardziej optymistyczne zakończenie tej historii. Ruch Occupy i jemu podobne na całym świecie pokazały, że młodzi ludzie mają energię, aby rzucić wyzwanie systemowi, który ograbił ich z możliwości dobrej edukacji, przyzwoitej kariery, a teraz nawet wejścia w związek czy założenia rodziny.

Joel B., trzydziestolatek, doznał przebudzenia w momencie, gdy kryzys zmusił do przeprowadzki z Londynu do Omanu w poszukiwaniu pracy oraz do pozostawienia za sobą swojej dziewczyny Amy. Przez chwilę czuł się przegrany, ale chroniczna niepewność zmusiła go do zmiany życiowych priorytetów. Bardziej zaangażował się w działalność społeczną i wciąż poszukuje nowych dróg osobistego spełnienia. Joel wciągnął się w aktywizm, który przywrócił mu nadzieję na to, że jest w stanie zmieniać swoje życie i otoczenie. Był zaangażowany zarówno w ruch Occupy, jak i kampanię przenoszenia swoich pieniędzy z dużych banków do bardziej przyjaznych instytucji.

Młodzi ludzie tacy jak Joel odkrywają, że miłość nie daje zbawienia w społeczeństwie, które jest zdezintegrowane i popycha coraz więcej osób ku punktowi krytycznemu. Tacy ludzie zaczynają zastanawiać się i kwestionować sprzeczności systemu bezwzględnej opresji, który odebrał im tak wiele. „Polityka cięć niezwykle obciąża młodych ludzi”, mówi Joel. „Mamy mało oszczędności. Kiedy nie potrafimy znaleźć stałej pracy, to słyszymy o tym, że jesteśmy leniwi, ale ta sytuacja ekonomiczna jest poza naszą kontrolą”.

Zwykłe ludzkie życie i obecne ekonomiczne warunki nie mogą długo współistnieć. W historii powstawały wielkie ruchy społeczne i możliwe one są także i dzisiaj. Pasja młodych ludzi została wypchnięta ze swych naturalnych kanałów. Być może uda się ją zaprząc do sprzeciwu wobec obecnego systemy politycznego i ekonomiczno-społecznego. Systemu, który stał się wrogiem samego życia.

Artykuł „How Job Insecurity Is Messing Up Your Love Life” ukazał się na witrynie AlterNet. Przeł. Maciej Konieczny.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *