Społeczeństwo wiedzy potrzebuje innej energetyki

Jan Popczyk , Małgorzata Tkacz-Janik
25 kwietnia 2011

MAŁGORZATA TKACZ-JANIK: Panie profesorze: czy w światowej energetyce mamy dziś do czynienia z przełomem? Czy sytuacja po Fukushimie będzie zasadniczo inna od tej przed Fukushimą?

Prof. JAN POPCZYK: Ja tak drastycznie sprawy nie stawiam. Fukushima jest bardzo ważnym doświadczeniem, ale to co najważniejsze, rozpoczęło się wcześniej, przed Fukushimą. Datuję to na lata 2004-2006, a więc okres jeszcze sprzed kryzysu finansowego i gospodarczego. Otóż wtedy – jeżeli ktoś miał wyobraźnię – było już oczywiste, że w energetyce musi nastąpić zmiana strukturalna. I rzeczywiście, zaczęliśmy wówczas obserwować gwałtowne przyspieszenie inwestycji w energetyce odnawialnej na świecie. W wymienionym okresie dynamika inwestycji w energetyce odnawialnej była rzędu 40% rocznie. I – co jest charakterystyczne – kryzys nie tylko nie wyhamował wzrostu (a przecież w czasie kryzysu potrzebowaliśmy mniej energii), ale przeciwnie, nawet jeszcze go przyspieszył. To oznacza, że w gruncie rzeczy dzisiaj nie chodzi o to, aby pokryć bieżące zapotrzebowanie na energię, ale – że rozpoczęła się ekonomiczna bitwa o przyszłość. Jest to nowe układanie świata. Są budowane nowe przewagi konkurencyjne. W takiej perspektywie trzeba patrzeć na zachodzące zmiany.

Fukushima ma pewne konsekwencje, to nie ulega wątpliwości. Szczególnie powinna mieć konsekwencje dla nas, dla Polaków. Energetyka jądrowa – która oczywiście przed 11 marca nie przeżywała  żadnego „renesansu”, to mit – teraz znalazła się w jeszcze trudniejszym położeniu. Ja mówię o trzecim ciosie zadanym energetyce jądrowej. Pierwszy, to była awaria w elektrowni Three Mile Island w Stanach Zjednoczonych, rok 1979 (pamiętajmy, że od tego czasu w USA liczba reaktorów jądrowych się nie zwiększyła). Drugi cios – wiadomo – Czarnobyl, rok 1986. Ale Fukushima pokazała niebezpieczeństwa, których sobie dotychczas nie uzmysławialiśmy. Prawdopodobnie jeszcze nawet teraz nie ogarniamy ich w całości.

Np. jeden ze skutków polega na tym, że będą rosły wymagania w zakresie bezpieczeństwa jądrowego, a co za tym idzie – będą także rosły nakłady inwestycyjne, czyli ta energetyka będzie coraz droższa. Czasy realizacji projektów w energetyce jądrowej będą coraz dłuższe. Na pewno w najbliższych latach nikt nie podejmie inwestycji, bo producenci i dostawcy dóbr inwestycyjnych muszą ochłonąć. Muszą przeanalizować to, co zaszło, przygotować nowe rozwiązania. To będzie trwało.

Co ja dodatkowo w Fukushimie widzę jako niezwykle ważne? Otóż w pewnym momencie dowiedzieliśmy się, że państwo japońskie przejęło faktyczną (bezpośrednią) władzę nad TEPCO (operatorem elektrowni). To się zdarzyło po raz pierwszy w historii. Argumentacja była krótka: zarząd nie radzi sobie w kryzysie. Tym samym mamy weryfikację pewnego modelu, który trwał przez ponad 100 lat: do przedsiębiorstw korporacyjnych przecież zawsze należało ostatnie słowo. A tu nagle okazało się, że w kryzysie ich zarządy są nieprzygotowane do działania. Więcej – okazuje się teraz, że zarządy były winne wielu wcześniejszych zaniedbań. To jest niezwykle ważna okoliczność, to będzie miało konsekwencje.

Ale wróćmy do energetyki rozproszonej, odnawialnej. Powiedziałem, mamy tutaj do czynienia z nieprawdopodobnym przyspieszeniem. Inwestycje w energetyce odnawialnej rosną 40% rocznie ogółem, ale są segmenty zupełnie nowe, gdzie te inwestycje rosną nawet 80%. Tak jest z fotowoltaiką, czyli przetwarzaniem energii promieniowania słonecznego na energię elektryczną. Właśnie w tym segmencie technologicznym są wzrosty nawet 80%. I o ile energetyka jądrowa drożeje, to tutaj ceny gwałtownie spadają. W ubiegłym, 2010 roku w Niemczech ceny się obniżyły o kilkanaście procent, a potencjał obniżki tych cen jest dalej ogromny. Dlaczego? Bo technologia jest na bardzo wstępnym etapie rozwoju, zatem wszystko przed nami. Inwestorzy zaczynają działać, czyli inwestować, uczeni na całym świecie wymyślają coraz lepsze technologie, biznesmeni budują coraz wydajniejsze fabryki, cały rynek zaczyna się rozwijać.

Ale jeszcze jedno jest niezwykle ważne: jeżeli jest blok jądrowy 1600 MW  (cztery takie chcemy zbudować w Polsce), to dzisiaj, po Fukushimie, uwzględniając podwyższone koszty bezpieczeństwa, nakłady sieciowe, dodatkową infrastrukturę, uwzględniając, że będzie to pierwszy blok w Polsce –  nie mamy ani energetyki jądrowej, ani bomby atomowej, a to są technologie powiązane – no więc ten pierwszy blok łącznie z kosztami całej infrastruktury  będzie kosztował około 11 mld euro. Żeby równoważną ilość energii elektrycznej wyprodukować w źródłach fotowoltaicznych, trzeba zainstalować mniej więcej 11 GW, wielokrotnie więcej (ponieważ słońce świeci tylko przez część doby i moc zainstalowana źródeł fotowoltaicznych jest wykorzystywana przez krótki czas, około tysiąc godzin rocznie – przyp. red). Ale nakłady inwestycyjne na te 11 GW są przy obecnych cenach podobne, jak na blok jądrowy.
Jest jednak zasadnicza różnica: żeby otrzymać choćby jedną megawatogodzinę z bloku jądrowego, trzeba najpierw wydać 11 mld euro. A źródła fotowoltaiczne da się instalować krok po kroku, a właściwie – po mikro-kroku, i każde pojedyncze ogniwo od razu produkuje prąd. O ile w przypadku bloku jądrowego rządy muszą się angażować w gwarancje – a przecież nasz rząd nie ma takich możliwości, bo już jesteśmy nadmiernie zadłużeni – to w wypadku ogniw fotowoltaicznych my, jako obywatele, jako właściciele domów, z powodzeniem będziemy mogli podejmować decyzje o zakupie urządzeń (ogniwo fotowoltaiczne z baterią akumulatorów, przekształtnikiem, ze sterownikiem) z półki w marketach. To  jest ta zmiana.

MTJ: Demokracja energetyczna, o której mówią Zieloni…

JP: Słusznie! Ja też mówię, że dzisiaj jesteśmy na progu energetyki zdemokratyzowanej i naprawdę rynkowej. Ale nie tej rynkowej, która polegała tylko na wykorzystaniu zasady dostępu stron trzecich do sieci, ale tej rzeczywiście konkurencyjnej, opartej na postępie technologicznym, na możliwościach, które każdy Kowalski dzisiaj już ma. To jest ta nowa sytuacja!

MTJ: To zastanówmy się w takim razie, dlaczego polski rząd tak mocno upiera się przy tej wizji wielkich obiektów wytwórczych, w tym – właśnie jądrowych? Dlaczego Polsce nie przebija się krytyka tej koncepcji, mimo Fukushimy, mimo opinii fachowców?

JP: Ja chcę wierzyć, że to jest najzwyczajniej błąd. Bo nie ma żadnych racjonalnych przesłanek, aby dzisiaj upierać się przy technologii w postaci energetyki jądrowej, absolutnie! Ale jest też i druga sprawa – jest gra wielkich interesów. Jadąc rano (20 kwietnia) samochodem, włączyłem radio i usłyszałem, że trzy pierwsze firmy na liście pięciuset największych firm polskich to: PKN Orlen, czyli paliwa płynne, drugie – PGNiG, czyli gaz, trzecie to PGE, czyli energia elektryczna. Jeżeli na liście pięciuset trzy pierwsze miejsca objęły przedsiębiorstwa energetyczne, to – uważam – jest to bardzo źle dla kraju. Bo to oznacza, że jesteśmy w epoce przemysłowej, w ogóle nie myślimy o tym, że się zaczęła już epoka wiedzy. W epoce wiedzy powinna być inna struktura przedsiębiorstw, gdzie indziej trzeba budować przewagi konkurencyjne, gdzie indziej trzeba budować siłę gospodarczą (przemysł elektroniczny, biotechnologiczny). Jeżeli trzy przedsiębiorstwa energetyczne są na szczycie listy, to jak najgorzej rokuje to dla gospodarki. W dodatku są to przedsiębiorstwa realizujące strategię kontynuacji, a nie otwarte na przewrót technologiczny, który się dokonuje (wtedy można by być spokojniejszym). Polska poniesie w związku z tym bardzo przykre konsekwencje.

MTJ: Miejsce, w którym rozmawiamy – Górny Śląsk – nieuchronnie kieruje nas ku tematowi węgla; polska energetyka obecnie oparta jest głównie na spalaniu węgla. Kopalnie to zamyka się, to znów otwiera; wśród górników słychać o spodziewanym wzroście wydobycia i wzrastającej światowej koniunkturze na węgiel. Powrót do energetyki węglowej na świecie? Jak pan profesor widzi przyszłość Śląska, przyszłość energetyki węglowej.

JP: Pamiętajmy, że górnictwo, które budowane było nie przez dziesiątki lat, ale przez setki lat, miało swój okres świetności. Ale ten okres się zakończył. Przy czym absolutnie nie wolno tworzyć jakiejś atmosfery zagrożenia, bo takiego zagrożenia nie ma. Procesy w energetyce odbywają się powoli. Nie ma obaw, że górnicy nagle stracą pracę. Jest natomiast kwestia, żebyśmy teraz wybrali takie technologie, z którymi nie będziemy mieć kłopotu za 40 i 50 lat. A w ciągu 40 lat górnictwo nadal będzie nam potrzebne. Jest to wystarczająco długi czas, aby dokonać stopniowej restrukturyzacji. Jeżeli tego nie zrobimy, to będzie to zaniechanie, które obciąży odpowiedzialnością obecne pokolenie. Nie można zgotować przyszłym pokoleniom Śląska takiego losu, że za 50 lat będą one musiały pracować w kopalniach; śląscy górnicy byliby wówczas chyba jedynymi górnikami na świecie.

Mówiłem, że energetyka jądrowa wcale nie przeżywała – nawet przed Fukushimą – renesansu. Z energetyką węglową jest identycznie, nie ma w niej ożywczych sił. Technologie węglowe trzeba w Polsce traktować jako pomostowe (wygasające, przejściowe). Natomiast jest zrozumiałe, że będą one funkcjonować jeszcze przez dziesiątki lat. Powinniśmy wykorzystać ten okres właśnie do łagodnej restrukturyzacji. Ja otwarcie mówię: nie można inwestować w te technologie nadmiernie, bo doprowadzimy do powstania kosztów osieroconych na rynku wtedy, kiedy nowy, konkurencyjny rynek stanie się faktem. A nie ma wątpliwości, że w energetyce – tak jak wszędzie – będziemy musieli ponosić pełne koszty. Przeczytajmy sobie choćby Białą Księgę Transportu, którą Komisja Europejska opublikowała dosłownie w ostatnich dniach. Co tam się pisze? Że dążymy do transportu zrównoważonego, będziemy tworzyć strategie takiego transportu, w którym pełne koszty, całej infrastruktury transportowej, będą ponosić nie podatnicy, ale użytkownicy; to się mówi w Białej Księdze wyraźnie. A więc, będziemy płacić za drogi, będziemy płacić za parkingi, będziemy płacić za całą infrastrukturę. Tym bardziej w energetyce nie ma powrotu do systemu, w którym koszty będą pokrywać podatnicy.

Dzisiaj w energetyce mamy wielkie koszty zewnętrzne (różnica kosztów społecznych i kosztów prywatnych). Inwestorzy nie ponoszą dużej części kosztów, zwłaszcza środowiska, więc de facto ponosi je społeczeństwo. Zaczyna się jednak okres przebudowy, polegający na tym, że do rachunku inwestorów włączamy również koszty zewnętrzne. Oczywiście, inwestorzy przeniosą je na odbiorców, którzy dowiedzą się naprawdę ile kosztuje energia z paliw kopalnych.

Jeśli chodzi o górnictwo, to musimy pamiętać: jest Mapa Drogowa 2050, dokument Komisji Europejskiej z marca tego roku, gdzie mówi się o budowie konkurencyjnej gospodarki za pomocą technologii bezemisyjnych. Przygotujmy się do tego. Dla mnie najważniejsze jest, żeby pokolenie, które będzie żyło tutaj, na Śląsku, w 2050 roku nie było obciążone kosztami naszych złych decyzji. I ja, jako profesor, gotów jestem narażać się opinii dużych grup w imię właśnie dobra przyszłych pokoleń. Obciążanie przyszłych pokoleń naszymi kosztami uważam za nieetyczne i do tego się nie przyczynię.

MTJ: W takim razie – jakie rozwiązania możemy uznać za przyszłościowe? Co można by zarekomendować rządowi? Jaką wizję?

JP: Bardzo ważne jest, aby mieć właśnie całościową wizję. Rozwiązania zawarte w tej wizji muszą być elastyczne w tym sensie, żeby można było łatwo naprawiać błędy, które się będą pojawiać po drodze. Najgorszą rzeczą jest wejście w technologie, które determinują nas na stulecie, jak na przykład technologie jądrowe. Wówczas jeżeli nawet zorientujemy się za pewien czas, że to był błąd, odwrotu już nie będzie. Budowa bloku jądrowego, to obecnie 20 lat, no a potem eksploatacja 80 lat, czyli mamy 100 lat. To nie jest rozwiązanie!

Wobec tego – jakie technologie? Na obecną dekadę 2011-2020 mamy  na przykład ogromny potencjał do wykorzystania: energię z biomasy. Ale – nie chodzi o spalanie biomasy nieprzetworzonej, również nie chodzi o dzisiejsze biopaliwa pierwszej generacji: estry czy etanol. Chodzi o znacznie bardziej zaawansowane technologie, pozwalające uzyskiwać znacznie większe wydajności; myślę tutaj o biogazowniach, o mikrobiogazowniach. To są technologie nastawione w dużym stopniu na utylizację odpadów, co przecież i tak musimy robić. Jeśli przy okazji uzyskujemy energię, to mamy element zrównoważenia: chronimy środowisko i produkujemy energię, z bardzo wysoką sprawnością. To są technologie na obecną dekadę.

MTJ: Czyli biomasa i najnowocześniejsze technologie jej wykorzystania. A co na dalsze dekady?

JP: Jeżeli chodzi o przyszłą dekadę, to bez wątpienia są to technologie słoneczne. Mówiłem już o fotowoltaice. Ja sam rok po roku koryguję perspektywę prognozy. Te technologie tak mocno przyspieszają, że nawet w Polsce już w tej dekadzie odegrają rolę. Nie musi to być jakaś wielka rola, chodzi o to, żebyśmy zrozumieli, że to jest dobre rozwiązanie i żebyśmy zaczęli budować infrastrukturę rynkową do rozwoju tego segmentu technologicznego.

Przez obie te dekady musimy w Polsce wykorzystywać bardzo mocno potencjał redukcji zużycia energii, zwiększać efektywność jej wykorzystania. Tu są ogromne rezerwy. Domy budowane w latach siedemdziesiątych mają zapotrzebowanie na ciepło rzędu 300 kWh na m2 rocznie, a nawet więcej. Dzisiaj umiemy budować – wcale nie drożej – domy, które mają roczne zużycie 15 kWh/m2, czyli 20-krotnie mniejsze! To pokazuje, jak wielkie są możliwości redukcji zużycia energii.

Jeżeli chodzi o produkcję ciepła, mamy nowe technologie: pompy ciepła, znakomita technologia odnawialna. Jeżeli chodzi o transport, mamy samochód elektryczny. Szkoda, że właśnie zamiast zajmować się blokami jądrowymi, nie zaczynamy budować infrastruktury dla samochodu elektrycznego.

Pamiętajmy jednak – i bezwzględnie to podkreślam – samochód elektryczny nie może być zasilany energią elektryczną produkowaną w elektrowniach węglowych – on musi być zasilany energią odnawialną. Pompa ciepła, jeżeli jej energią napędową jest energia elektryczna, też powinna być zasilona ze źródeł odnawialnych. Właśnie to przewiduje unijna Dyrektywa 2009/28/WE. A my nie chcemy w Polsce dokładnie przeczytać tej dyrektywy, nie chcemy przeanalizować jej skutków. Podchodzimy  do jej zapisów zupełnie powierzchownie i to z wrogim nastawieniem. A powinniśmy w dyrektywie doszukiwać się ogromnie istotnych i korzystnych rozwiązań z naszego punktu widzenia. Oczywiście, jak najszybciej powinniśmy się przygotować do tego, zaplanować ścieżkę rozwojową i realizować ją.

Przy czym – w warunkach rynku zawsze można się pomylić. W związku z tym trzeba określić również technologie ubezpieczające. Moim zdaniem powinny to być technologie gazowe – najpierw na gaz ziemny, ale dalej np. na gaz ziemny łupkowy. Gaz łupkowy, to segment, który powinniśmy dobrze rozeznać i – jeśli rozeznanie wypadnie pozytywnie – zacząć działać w Europie na rzecz zbudowania tego segmentu w Polsce. Nie jest przecież tajemnicą, że nie wszystkim w Europie podoba się, że my możemy uzyskać dostęp do gazu łupkowego. To nie jest interes wszystkich, to jest interes Polski.

MTJ: Czyli – równowaga wielu rozwiązań.

JP: Absolutnie, równowaga! Równowaga, którą daje nam właśnie różnorodność dobrze dobranych rozwiązań. Dominacja jednego kierunku – np. energetyki jądrowej – jest niezwykle niebezpieczna. Ta technologia jest dla Polski niekorzystna także dlatego, że nie kreuje żadnej polskiej przewagi konkurencyjnej; wszystko trzeba sprowadzić: technologię, specjalistów.

Na zakończenie powiem: mówiliśmy o energetyce zdemokratyzowanej, o energetyce rynkowej. Energetyka jądrowa jest energetyką paramilitarną i co byśmy nie mówili, to musimy ten fakt uznać. Energetyka paramilitarna była do przyjęcia w epoce społeczeństwa przemysłowego. Nie jest natomiast do przyjęcia w epoce społeczeństwa postindustrialnego, a zwłaszcza w epoce społeczeństwa wiedzy. Temu społeczeństwu potrzebna  jest zupełnie inna energetyka.

MTJ: To bardzo ważne stwierdzenie na zakończenie naszej rozmowy. Bardzo panu dziękuję, panie profesorze!

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *