Obywatelska Energiewende zagrożona

Karolina Jankowska
1 sierpnia 2014

W trakcie wystąpienia posła partii Zieloni Olivera Krischera w parlamentarnej debacie na temat reformy EEG (ustawa o odnawialnych źródłach energii) 27 czerwca 2014 r. poseł CDU Philipp Lengsfeld zadał pytanie, wyrażające obawy części społeczeństwa w Niemczech:

Jestem posłem okręgu wyborczego Berlin-Mitte. Moi wyborcy wynajmujący mieszkania płacą każdego roku za skutki EEG-Umlage (…). Subwencje wynoszą 24 mld euro na rok. Wnioskuję z pańskiego wystąpienia, że jest pan zdania, że to nie wystarczy (…) i ta kwota powinna dalej rosnąć (…). Nie wystarczą panu te 24 mld euro co roku? Jak ma to dalej wyglądać: 30 mld euro, 35 mld euro? Proszę mi podać uczciwą kwotę. Czego pan oczekuje, jakie koszty mają jeszcze ponieść wynajmujący mieszkania m.in. w moim okręgu wyborczym w następnych latach?

Przyjmijmy, że 24 mld euro rocznie to dużo. 24 mld euro w 2014 r. to w przeliczeniu na 1 kWh energii elektrycznej 6,24 eurocenty. To jest właśnie EEG-Umlage – podział kosztów wsparcia OZE na wszystkich konsumentów. Przy czym 1 kWh energii elektrycznej kosztuje w Niemczech średnio 27 eurocenty brutto, częścią tej kwoty jest EEG-Umlage. Problem polega jednak na tym, że nie każdy konsument energii elektrycznej musi płacić tę samą wielkość w rachunku za energię.

Na mocy przyjętej 27 czerwca reformy 90% przedsiębiorstw reprezentujących 219 branż przemysłu uprawnionych zostało do złożenia wniosku o ulgę w wysokości płaconej EEG-Umlage. Celem tej regulacji jest odciążenie energochłonnych przedsiębiorstw, dla których ewentualnie zbyt wysokie koszty energii mogłyby prowadzić do utraty konkurencyjności na międzynarodowym rynku.

Według Zielonych realne zagrożeniem dla konkurencyjności dotyczy jednak jedynie 15 branż, tego samego zdania jest Komisja Europejska, krytykującą niemiecką reformę EEG. Oczywiste jest, że część EEG-Umlage, której nie płaci przemysł, dzielona jest po równo na pozostałych konsumentów energii, a więc prywatne gospodarstwa domowe oraz małe i średnie przedsiębiorstwa. Należy zatem zapytać posła koalicji rządzącej, pana Lengsfelda, dlaczego jego partia nie chce odciążyć swoich wyborców poprzez równiejsze rozłożenie kosztów EEG na wszystkich konsumentów energii elektrycznej?

Dodatkowo należy zapytać, dlaczego wedle niedawno przyjętej reformy EEG najemcy domów, którzy produkują energię elektryczną na własne potrzeby przy pomocy np. fotowoltaiki, mają płacić docelowo 40% EEG-Umlage, a prosumenci z kręgu przemysłu – jedynie 15%? Tym bardziej, że ci ostatni pozyskują energię elektryczną w większości z elektrowni/ instalacji konwencjonalnych, a więc na paliwa kopalne?

Do tej pory prosumenci w Niemczech nie ponosili żadnych opłat za możliwość konsumowania energii elektrycznej wyprodukowanej we własnej instalacji. Opłata, jaką właśnie wprowadzono, Sonnensteuer („podatek słoneczny“), jak nazywają ją Zieloni, jest zupełnie bezprecedensowa. To tak, jakby wprowadzić opłatę za warzywa i owoce, które spożywa się z własnego ogrodu. Jeśli rząd niemiecki chce w ten sposób zwiększyć krąg płacących EEG-Umlage, to może mu się nie udać, jeśli nowe, prosumenckie instalacje OZE przestaną powstawać ze względu na zwiększone koszty i tym samym ryzyko finansowe. A także samą absurdalność „podatku słonecznego”.

Odpowiedzi na powyższe pytania są oczywiste – jeśli poseł CDU staje w obronie swoich wyborców, to albo próbuje sprytnie zatuszować swoje prawdziwe intencje, albo nie rozumie reformy, którą 27 czerwca jego partia przyjęła. Niestety, jest to reforma, która zahamuje Energiewende w Niemczech, zwłaszcza tę oddolną, obywatelską, prosumencką i spółdzielczą, i przyczyni się do ponownego wzmocnienia pozycji i roli dużych koncernów energetycznych. Obecnie sprzedają one, notabene, energię elektryczną po cenach wyższych niż przedsiębiorstwa produkujące i sprzedające energię elektryczną w 100% z OZE, jak np. naturstrom. Czemu zatem pan Lengsfeld nie poleci swoim berlińskim wyborcom zmiany dostawcy energii z Vatenfall na naturstrom?

Na początku przyjęłam, że 24 mld euro rocznie to dużo. Weźmy jednak pod uwagę, że Niemcy wydają rocznie ok. 90 mld euro na import ropy, gazu i węgla, które to koszty rosną z roku na rok zdecydowanie szybciej niż koszty rozwoju OZE. Należy przy tym podkreślić, że te 24 mld euro zostają w kraju, generując rozwój gospodarczy, miejsca pracy itd., a 90 mld euro wypływa bezpowrotnie, głównie do Rosji.

Okazuje się zatem, że obecnie w Niemczech OZE to tylko kozioł ofiarny, a prawdziwy problem wzrastających kosztów energii leży gdzie indziej. Ale dojrzeć go można tylko wtedy, jeśli postawi się sobie za cel obywatelską Energiewende i odchodzenie od modelu energetyki opartego na funkcjonowaniu dużych koncernów energetycznych. Ten cel przyświeca jednak w trakcie obecnych rządów CDU/CSU i SPD jedynie świadomej części tego społeczeństwa. Politycy obecnej koalicji i zmanipulowani przez nich wyborcy działają w interesie koncernów.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.