Niemiecka rewolucja energetyczna

Karolina Jankowska , Adam Ostolski
15 stycznia 2013

Z dr Karoliną Jankowską, ekspertką od polityki energetycznej, rozmawia Adam Ostolski.

Adam Ostolski: W sierpniu 2011 r. rząd Angeli Merkel zamknął z dnia na dzień 8 elektrowni atomowych. Podobno zmusiło to Niemcy do importowania energii zza granicy i przyczyniło do wzrostu emisji CO2 wskutek otwarcia nowych elektrowni na węgiel, także brunatny. Ile prawdy jest w tych doniesieniach?

Karolina Jankowska: Niewiele. W ciągu całego 2012 r. Niemcy wyeksportowały do sąsiednich krajów więcej energii elektrycznej niż w latach ubiegłych! W czasie pierwszych 3 kwartałów 2012 r. było to 12,3 TWh. Również w trakcie zimy rekordowych mrozów na przełomie stycznia i lutego 2012 r. w Niemczech produkowano więcej energii elektrycznej, niż wynosiło zapotrzebowanie.

AO: To skąd się biorą te nadwyżki?

KJ: W czasie mroźnych, ale słonecznych zimowych dni wzrasta gwałtownie produkcja energii elektrycznej z tysięcy rozsianych po całym kraju instalacji fotowoltaicznych. W południowych godzinach największego zapotrzebowania instalacje te produkowały tyle energii, co 5 do 6 elektrowni atomowych! To dzięki zielonej energii Niemcy są więc eksporterem energii elektrycznej netto. W 2010 r. zapotrzebowanie na energię na terenie Niemiec wyniosło 77 GW, tymczasem moc zainstalowana 170 GW, z tego ponad 60 GW to były źródła odnawialne.

Eksport ułatwia również niska cena energii elektrycznej produkowanej w Niemczech. Im więcej energii elektrycznej pochodzącej z odnawialnych źródeł sprzedaje się na europejskiej giełdzie (np. European Energy Exchange, EEX), tym niższa jest jej cena, ponieważ energia z odnawialnych źródeł jest tańsza niż ze źródeł konwencjonalnych.

AO: Dlaczego?

KJ: Bo w skład jej ceny wchodzą tylko koszty operacyjne, a nie koszty paliwa. Tym samym droższa energia elektryczna z innych źródeł niż odnawialne jest niejako „wypierana“ z obrotu. Przyczynia się to nawet do czasowych wyłączeń elektrowni (głównie gazowych) w krajach sąsiednich.

AO: Czyli to nieprawda, że Niemcy budują nowe elektrownie na węgiel?

KJ: W tym akurat jest trochę prawdy (śmiech). Obecnie planowana jest budowa nowych mocy gazowych i na węgiel, część z tych planów jest w trakcie realizacji. Jednak z kilku z nich koncerny energetyczne wycofują się, gdyż przestają być opłacalne – właśnie wskutek rozwoju odnawialnych źródeł energii. Główną funkcją nowych źródeł konwencjonalnych byłoby zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego na wypadek, gdyby z powodów niezależnych od człowieka (pogoda) odnawialne źródła nie mogły dostarczyć wystarczającej ilości energii elektrycznej do systemu. Jednak nowe moce konwencjonalne wcale nie muszą i ze względów technicznych (niemożność elastycznego dopasowania do zapotrzebowania) nie powinny być oparte na węglu. Lepiej w tej roli spełniałyby się kogeneracyjne elektrownie gazowe. Mogą one wykorzystywać oprócz gazu ziemnego także biogaz i metan syntetyczny (wytworzony za pomocą energii elektrycznej z odnawialnych źródeł), tak więc moce potrzebne do zapewnienia stabilności systemu energetycznego w Niemczech mogłyby w całości bazować na odnawialnych energiach. Zieloni w Niemczech postulują utworzenie rynku zdolności wytwórczych (capacity market) w celu równoważenia nierównej produkcji z odnawialnych źródeł, jednakże dopuszczają do funkcjonowania w jego ramach również elektrownie na gaz ziemny.

AO: Mówi się jednak, że niemieckich konsumentów czeka gwałtowny wzrost cen prądu. Przyczyną ma być odejście od „taniej energii z atomu” i rosnąca wysokość doliczanego do ceny prądu podatku na energię ze źródeł odnawialnych (surcharge). Jak to jest?

KJ: Na początku należy wyjaśnić, że tzw. „surcharge“ nie jest podatkiem, ale różnicą między sumą opłat taryfy stałej dla producentów energii z odnawialnych źródeł w Niemczech a ceną hurtową energii elektrycznej. Służy ona pokryciu kosztów wsparcia dla odnawialnych źródeł energii na drodze krajowego mechanizmu równego rozłożenia kosztów na całe społeczeństwo. Operatorzy sieci przesyłowej wliczają „surcharge“ w cenę energii elektrycznej przedsiębiorstwom energetycznym. „Surcharge“ jest doliczana do rachunku za prąd odbiorcy końcowego.

AO: Więc to dlatego rosną ceny?

KJ: Nie do końca. Cena energii elektrycznej rośnie regularnie od 10 lat. Jednak nie odpowiada za to rozwój odnawialnych źródeł energii, ale wzrost opłat sieciowych, ceny energii elektrycznej ze źródeł konwencjonalnych, opłat za koncesje oraz podatków (VAT i ekologiczny). „Surcharge“ też rośnie, ale w ostatnich latach główną przyczyną tego nie jest wcale wzrost udziału odnawialnych źródeł energii! Te koszty zostały bowiem zahamowane przez zmniejszenie taryfy stałej. Przyczyną jest zwolnienie przez rząd części przedsiębiorstw z części „surcharge“. W efekcie ta sama kwota dzielona jest na mniejszą liczbę odbiorców.

AO: Który rząd podjął tę decyzję?

KJ: Zwolnienie z części „surcharge“ zostało wprowadzone przez rząd Zielonych i socjaldemokratów pod naciskiem przemysłu energochłonnego w 2003 r. Przedsiębiorstwa zużywające więcej niż 100 GWh rocznie mogły opłacać jedynie niewielką jej część, tj. 0,05 centa za kWh. Miało to je uchronić przed utratą międzynarodowej konkurencyjności. W tamtym okresie „surcharge“ wynosiła 0,41 centa za kWh.

Od czasu objęcia rządów w 2009 r. przez koalicję chadecko-liberalną minimalne roczne zużycie energii uprawniające do otrzymania ulgi jest regularnie zmniejszane, tym samym grono uprawnionych do zwolnienia przedsiębiorstw rozszerza się. W 2012 r. było to 700 przedsiębiorstw, w roku bieżącym – już 2000. Dodatkowe koszty z tego tytułu dla gospodarstw domowych oraz małych i średnich firm wyniosą w bieżącym roku, jak obliczyli Zieloni, ok. 4 mld euro. Efekt w postaci wzrostu „surcharge“ widać gołym okiem: w zeszłym roku wynosiła ona 3,6 centa za kWh, w 2013 r. – aż 5,3 centa za kWh. Tak spory wzrost „surcharge” jest bezprecedensowy w całej historii polityki wsparcia odnawialnych źródeł energii w Niemczech.

AO: A jakie firmy korzystają z tych zwolnień?

KJ: Zwolnienia z „surcharge” w 2013 r. otrzymały takie przedsiębiorstwa jak McDonald’s, 20 mleczarni czy 14 producentów paszy dla zwierząt, czyli niekoniecznie firmy faktycznie zmagające się z konkurencją na międzynarodowym rynku.

Dodatkowym czynnikiem zwiększającym wielkość „surcharge“ jest wprowadzona przez rząd Merkel rekompensata dla operatorów farm wiatrowych na morzu w wypadku opóźnienia w przyłączaniu instalacji do sieci. Ta rekompensata zwiększa zyski wielkich koncernów energetycznych, które w głównej mierze inwestują w farmy wiatrowe offshore, kosztem gospodarstw domowych oraz małych i średnich przedsiębiorstw.

Dodatkowo zwiększyła się w 2013 r. liczba firm, które otrzymały zwolnienia z opłat sieciowych, co również przyczyniło się do wzrostu cen energii elektrycznej dla pozostałych, nieuprawnionych do zwolnień odbiorców. Do tych uprzywilejowanych firm należą m.in. pola golfowe, towarzystwa ubezpieczeniowe, w tym Allianz, sieć supermarketów spożywczych Aldi oraz Netto czy berliński teatr rewiowy Friedrichstadt-Palast… Podania o ulgi złożyła również niemiecka giełda we Frankfurcie oraz Sparda Bank Nürnberg. Łącznie zwolnienia z tytułu opłat sieciowych będą kosztować niemieckiego konsumenta według Zielonych ok. 800 mln euro w bieżącym roku.

AO: Minęło już 12 lat od czasu przyjęcia przez czerwono-zieloną koalicję ustawy o odnawialnych źródłach energii, która zapoczątkowała proces transformacji energetycznej w Niemczech…

KJ: Równie ważnym elementem tej transformacji była podjęta w 2000 r. przez ten sam rząd decyzja o odejściu od energii atomowej, a także pierwsza ustawa o odnawialnych źródłach energii przyjęta w 1990 r. jeszcze przez rząd Kohla. Doświadczenia z jej funkcjonowania posłużyły do sformułowania dziesięć lat później ustawy o odnawialnych źródłach energii (jej niemiecka nazwa to Erneuerbare-Energien-Gesetz, EEG), opartej na udoskonalonym w porównaniu do 1990 r. mechanizmie taryfy stałej (feed-in tariff).

AO: Czy ustawa generalnie dobrze spełniła swoje zadanie?

KJ: Ustawa okazała się wielkim sukcesem. Dzięki niej udział energii odnawialnej w zużyciu energii elektrycznej brutto wzrósł z 6,4% w 2000 r. do ponad 20% w 2011 r. Ten boom nie miał sobie podobnych na całym świecie, gdzie w tym czasie udział odnawialnych energii w produkcji energii elektrycznej zwiększył się tylko nieznacznie. Przyznać też trzeba, że również Unia Europejska wzrost udziału odnawialnych energii zawdzięcza w głównej mierze Niemcom.

Rozwój odnawialnych źródeł energii jest korzystny z punktu widzenia redukcji emisji CO2 i ochrony środowiska (w samym 2011 r. uniknięto dzięki nim emisji ok. 130 mln ton gazów cieplarnianych). Przyniosło to również znaczące korzyści społeczne i ekonomiczne. Dzięki rozwojowi odnawialnych energii w 2009 r. w Niemczech powstało ponad 300 000 nowych miejsc pracy, uniknięto importu energii o wartości ok. 5,1 mld euro, natomiast odbiorcy końcowi oraz dostawcy energii zaoszczędzili ok. 3,6–4 mld euro. Analiza federalnego ministerstwa środowiska z 2009 r. wykazała również, że korzyści finansowe wynoszące 8 mld euro przewyższyły koszty EEG w wysokości 7,5 mld euro.

Kolejnym celem EEG było zmniejszanie kosztów technologii odnawialnych źródeł energii i tym samym dążenie do uzyskania przez energię elektryczną produkowaną w tych źródłach konkurencyjności wobec źródeł konwencjonalnych (grid parity). W przypadku fotowoltaiki grid parity został teoretycznie osiągnięty. Taryfa stała dla fotowoltaiki w 2000 r. wynosiła 50 centa za kWh, jednak po ostatniej nowelizacji EEG w 2012 r. już poniżej detalicznej ceny energii elektrycznej (czyli mniej niż 20-22 centy za kWh, dla systemów naziemnych – nawet o połowę mniej). Praktycznie jednak moment uzyskania grid parity w stosunku do ceny detalicznej energii elektrycznej jest zależny od wielu dodatkowych czynników, takich jak koszty instalacji, ilość wyprodukowanej energii elektrycznej czy cena detaliczna energii elektrycznej w danym regionie. Znacznie trudniej przewidzieć grid parity w stosunku do ceny hurtowej energii elektrycznej.

AO: Jaki jest aktualnie udział energii ze źródeł odnawialnych w niemieckim miksie energetycznym? Ile ma wynosić docelowo?

KJ: Według danych federalnego ministerstwa środowiska w 2011 r. udział odnawialnych źródeł energii w całkowitym zużyciu energii końcowej brutto wyniósł w Niemczech 12,5%, w całkowitym zużyciu energii elektrycznej brutto – 20,3%, w całkowitym zużyciu ciepła brutto – 11%, w całkowitym zużyciu paliw (sektor transportu) – 5,5%, a w całkowitym zużyciu energii pierwotnej – 11%. W 2020 r. udział energii odnawialnych w całkowitym zużyciu energii końcowej brutto ma wynosić 18%, w 2030 r. – 30%, w 2040 r. – 45% i w 2050 r. – 60%. Udział energii odnawialnej w całkowitym zużyciu energii elektrycznej brutto ma wynosić w 2020 r. 35%, w 2030 r. – 50%, w 2040 r. – 65% i w 2050 r. – 80%. Udział energii odnawialnych w całkowitym zużyciu ciepła brutto ma się zwiększyć do 2020 r. do 14%, a w całkowitym zużyciu paliw – do 10%.

AO: A czy przy wzroście powyżej pewnego poziomu nie wystąpią problemy ze stabilnością sieci? Jakie są pomysły na rozwiązanie tego problemu?

KJ: Najważniejsze koncepcje, które są dyskutowane i już częściowo rozwijane, to tzw. rynek zdolności wytwórczych (capacity market) oraz rezerwa strategiczna połączone z rozwojem wykorzystania technologii magazynowania energii elektrycznej oraz strategiami inteligentnego zarządzania mocą. Ważne jest, aby ewentualne nowe moce konwencjonalne były oparte na paliwach jak najmniej szkodliwych dla klimatu i środowiska. W grę wchodzi więc tylko gaz ziemny. Ale warto też się zastanowić, czy nie byłoby możliwe jego całkowite zastąpienie biomasą, energią wodną, geotermią lub biogazem, jak również metanem powstałym na drodze syntezy przy pomocy odnawialnych energii. Metan syntetyczny jest też dobrym sposobem magazynowania energii elektrycznej.

AO: Wydaje się, że pomimo pewnych wahań i modyfikacji, rząd Merkel kontynuuje zapoczątkowaną przez Zielonych i SPD politykę transformacji energetycznej. Co Zieloni zrobiliby inaczej?

KJ: Skoncentruję się tylko na trzech punktach krytycznych. Przede wszystkim Zieloni chcą, aby przywileje w postaci zwolnień dla przemysłu z „surcharge“ cofnąć do stanu z 2009 r. Jako że przemysł korzysta również z malejącej ceny hurtowej energii elektrycznej, ulga w wielkości „surcharge“ dla uprzywilejowanych przedsiębiorstw powinna zmaleć: zamiast 0,05 centa za kWh powinny one płacić 0,5 centa za kWh.

Po drugie Zieloni chcą również sprawniejszej integracji energii odnawialnych na rynku energii elektrycznej, nie popierają jednak wprowadzonej w ubiegłym roku w ramach nowelizacji EEG tzw. premii rynkowej (Marktprämie), która miała być bodźcem dla producentów z odnawialnych źródeł do sprzedaży energii elektrycznej bezpośrednio na rynku hurtowym, a nie do systemu dystrybucyjnego.

Po trzecie Zieloni chcieliby dodatkowo wprowadzić do EEG techniczne kryteria, które miałyby spełniać instalacje w celu zapewnienia stabilności sieci. Trzeba jednak zauważyć, że ostatnia nowelizacja EEG z czerwca 2012 r. w odniesieniu do fotowoltaiki nie tylko nakłada na producentów energii z tej technologii obowiązek zapewnienia technicznej możliwości wyłączenia instalacji w okresie zagrożenia dla stabilności sieci, ale też daje bodziec finansowy dla tych producentów w celu spełnienia tych technicznych wymagań.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

5 thoughts on “Niemiecka rewolucja energetyczna

  • 18 maja 2013 at 10:01
    Permalink

    Ciekawy artykul.
    Wyglada, ze niemieccy konsumenci sponsoruja uzytkownikow energii w krajach osciennych; producent energii odnawialnej (turbine, panel sloneczny) usyskuje stala cene za prad dostarczony do sieci niemieckiej, potem nadwyzka eksportowana jest ponizej tej ceny. Musza Niemcy to eksportowac, bo by im rozwalilo siec, niestety. Czyli niemiecka rodzina, jak mojego ojca, ma mniejszy ‚disposable income’, bo prad kosztuje coraz wiecej – ktos te transformacje musi finansowac. Kraje oscienne, te majace elektrownie gazowe („szczytowe” – dla rownowazenia wlasnie sieci), korzystaja z tej bardzo taniej energii; Polska nie ma takich elektrowni i zdaje sie odcina sie w takich momentach od sieci niemieckiej, by nie dopuscic do rozwalenia naszego system energetycznego.

    Podobna polityka jest w Danii – tam jest najdrozszy prad w Europie. Nadwyzki pradu oddawane sa w zasadzie za darmo do Norwegii I Szwecji – te kraje mogly zbudowac elekrownie wodne (szczytowo-pompowe, geografia laskawa), gdzie gromadzi sie nadmiar tej energii. Jesli w Danii nie wieje, to Norwegia I Szwecja sprzedaaja im prad – po dobrych (dla dostawcow) cenach.

    Coz, w polnocnych noemcach kroluje teraz biomasa (kukurydza). Drogi lokalne sa ladnie rozwalane traktorami z ogromnymi przyczepami; piekna monokultura. Zakwity jezior od gnojowicy lanej na pola. Drozsza zywnosc (mleko, mieso) – jesli bauer nie ma duzego wlasnego pola, to zakup kukurydzy na kiszonki jest teraz o wiele drozszy – biomasa ma dobre ceny, ktore musza byc przebite przez producentow zywnosci.

    Ciekawa ksziazke polecam: „Power Hungry” Roberta Bryce’a (ma tez bloga energetycznego).

    Autorzy sa mlodymi ludzmi, to nie pamietaja sytuacji z lat 60 (tez nie pamietam, ale czytam I ogladam zdjecia – I o Polsce, I o krajach zachodnich). Znaczna czesc przychodow rodzin byla wydawana na zywnosc I energie. Zywnosc byla droga, bo wymagala znacznych nakladow pracy ludzkiej I zwierzat – nie bylo dostepnej mocy oleju napedowego, ktory dzis napedza diesel maszyn rolniczych. Prosze poczytac o przyczynach Grudnia ’70. Moja Mama zarabiala 1500 owczesnych zlotych. Kostka masla – 17 zl, litr benzyny – 5zl, kilogram miesa – 30-40 zl.
    Bedziemy wydawac wiecej na energie – na pewno spadnie nam poziom zycia. Ale ponoc za duzo konsumujemy :)

    Reply
  • 20 maja 2013 at 14:44
    Permalink

    Jeśli chodzi o sponsorowanie użytkowników w krajach ościennych – tak to w tym momencie w pewnym stopniu wygląda. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że „Umlage” nawet przy dużych zwolnieniach dla przemysłu energochłonnego stanowi ok. 7 % ceny energii elektrycznej dla gospodarstwa domowego. Mimo tego jednak oczywistym jest, że Niemcy chcą zmienić tę sytuację, tzn. żeby z nadwyżek OZE korzystać przede wszystkim we własnym kraju. Również dlatego, że państwa ościenne przecież też chcą rozwijać swoje OZE, czy chociażby krótkoterminowo także energetykę gazową, jak w Holandii. Alternatywami dla eksportu są przede wszystkim mechanizmy inteligentnego zarządzania popytem (zwiększone zapotrzebowanie w godzinach, porach, okresach zwiększonej podaży z OZE) oraz rozwój technologii magazynowania energii elektrycznej (nie tylko jako energii elektrycznej, ale również po przemianie w ciepło lub gaz; w ogóle energię elektryczną z OZE, nie tylko nadwyżki, można wykorzystywać do produkcji ciepła, i wówczas można by zrezygnować z konwencjonalnej kogeneracji). Możliwości zwiększenia magazynowania przy pomocy elektrowni szczytowo-pompowych są z Niemczech ograniczone. Magazynowania energii jest również sposobem na rozwiązanie problemu krótkotrwałych niedoborów w sieci. Także alternatyw i możliwości poprawy obecnej sytuacji jest wiele, trzeba je tylko wdrożyć, a nie sądzę, że Niemcy będą miały z tym problem. Podkreślić trzeba, że każda polityka wymaga ciągłych udoskonaleń i modyfikacji w celu dostosowania jej do zmieniających się okoliczności oraz reagowania na efekty tejże polityki, które odbiegają od oczekiwań. Ważne, ażeby mieć co udoskonalać. I nie tracić z oczu celu, jakim w tym wypadku jest ochrona środowiska oraz klimatu, a także bezpieczeństwo energetyczne, demokracja energetyczna oraz energia po przystępnym cenach dla wszystkich.

    Reply
  • 20 maja 2013 at 21:35
    Permalink

    Pani Doktor,
    Panstwa oscienne niekoniecznie chca rozwijac energie odnawialna – raczej sklaniaja je do tego dyrektywy z Brukseli; na pewno w Holandii trwa pewna dyskusja na ten temat.
    Na pewno wejda Smart Grids, czyli koncerny energetyczne zamiast inwestowac w szczytowe moce energetyczne (gazowki), przerzuca koszty na koncowych odbiorcow energii – ustawie sobie w przedpokoju SmartManagera na wylaczenie pralki i laptopa, gdy chwilowa cena energii w szczycie zostanie oznajmiona na 2 Euro/kWh. Zaoszczedzi na tym EON, nie bedac zmuszonym do inwestycji w gazowke. A ja bede powoli przemieszczal sie z jakoscia zycia w kierunku Afryki Centralnej.

    Mysle, ze sporo pieniedzy bedziemy musieli wydac, aby dorobic sie ekonomicznie oplacalnych metod przechowywania energii elektrycznej, w sytuacji, gdy mamy do czynienia ze zmienna w czasie moca zrodla energetycznego. Nalezy byc optymista ;).
    Wie Pani, kogeneracja ma to do siebie, ze wykorzystuje naprawde ‚smieciowa’ energie do wytwarzania cieplej wody dla celow grzewczych; taka energie, z ktorej juz niewiele energii mechanicznej da sie wytworzyc, albo pozwala nam zrezygnowac z chlodni kominowych (tzw. dolne zrodlo ciepla).

    Wyglada, ze w chwili obecnej, przynajmniej w USA, zaczela sie rewolucja – zastapienie wegla gazem ziemnym. Na koncu tej drogi widze energetyke jadrowa – fussion (ITER) raczej niz fission (PBR czy LTR).

    Prawdopodobnie mozemy dyskutowac o demokracji energetycznej – ale to pojecie spoza obszaru technologii.

    Zas wszystkie dane wskazuja na to, ze OZE nie sa w stanie dostarczyc taniej energii elektrycznej. Gdyby tak bylo, to niepotrzebne by byly subsydia dla tych gigawatow na dachach niemieckich domow.

    Reply
  • 28 maja 2013 at 22:25
    Permalink

    Panie WAM,
    A do czego służy polityka jak nie do refleksji nad wizją świata lepszego do życia dla ludzi (tych i przyszłych pokoleń) oraz dla innych gatunków żyjących na naszej planecie, i tworzeniu takich instrumentów, również finansowych, które pomogą przekonać obywateli i zrealizować tę wizję. Pisze Pan jakby wspieranie rozwoju technologii pożądanych z punktu widzenia celów społeczno-ekologicznych (tu: OZE) było „grzechem” przeciw „religii” wolnego rynku. Inwestycje w państwowe ośrodki badawczo-rozwojowe (np. jądrowe), miliony państwowych pieniędzy wydane na promocję, to wszystko jest takim samym wspieraniem rozwoju technologii (tu: jądrowej), jak bezposrednie dopłaty do nich. Gdy państwo narzuca producentom prądu na własne potrzeby obowiązek zarejestrowania działalności gospodarczej i płacenia ZUS, można powiedzieć, że koszt wyprodukowania 1 kWh jest wysoki, ale nie ma to nic wspólnego z ceną paneli PV i kosztem instalacji.

    Reply
  • 29 maja 2013 at 17:12
    Permalink

    Szanowna Pani
    Nie pisze ani o grzechu, ani o religii.
    Mysle, ze do realizacji celow spoleczno-ekologicznych sluza inne narzedzia, a nie polityka energetyczna. Uwazam, ze transparentne przeznaczenie pieniedzy budzetowych, z podatkow, na sprecyzowane cele spoleczne, takie jak edukacja czy zdrowie, jest uczciwsze niz lupienie uzytkownikow energii, i dofinansowywanie ekonomicznie slabiytkich OZE. Nie tylko ekonomicznie niewydolnych, ale i z inzynierskiego, i ekologicznego punktu widzenia nieracjonalnych, a nawet szkodliwych.

    Tania i dostepna energia elektryczna jest niezbedna dla rozwinietego spoleczenstwa. Sugeruje posluchac na Youtubie wykladow prof. Hansa Roslinga (Wash Machine, ale i innych).
    Poczytac nieco o technicznych, ekonomiczznych i ekologicznych uwarunkowaniach OZE. Dzis chyba w GW byl artykul o cenach energii elektrycznej w Europie – prosze zerknac, gdzie jest ona najdrozsza (Dania i Niemcy – przodownicy w OZE, a my zaraz za nimi); wielkie koncerny obiecuja nam 4% obnizke, bo NIemcy zapchaly sie energia z PV, no i mamy kryzys – przemysl zuzywa mniej energii.

    Problem z panelami PV na dachu jest taki, ze wiekszosc ludzi w Niemczech i w Holandii kupila je nie na wlasne potrzeby, ale na dotacje otrzymywane za dostarczenie energii do sieci. Czyli, prosze Pani, w miare bogaty czlowiek – rolnik lub posiadacz domu – kupuje panele, i kasuje przez 20 lat doplaty (po kilku latach wychodzi juz na swoje); doplaca do niego ten, ktory mieszka w bloku czy kamienicy i nie za bardzo ma gdzie zainstalowac taki panel, gdyby chcial.

    Prosze sobie wygooglowac ‚Drax wooden pellets’, to zobaczy sobie Pani do czego prowadzi ‚wizjonerska polityka’ w obszarze ‚price of carbon’.
    Moze zerknie sobie Pani, ile obszaru trzeba przeznaczyc pod kukurydze, by produkowac przez rok energie z biogazowni, przy mocy 1 GW (taka srednia raczej elektrownia cieplna).

    Wcale nie uwazam, ze w Polsce potrzebna jest elektrownia atomowa. Modernizacja sieci przesylowych i starych blokow weglowych (wymiana na gazowe?) – jak najbardziej.

    Natomiast wole, by EU/USA/JPN/RU dopracowaly sie pracujacego boku ITER, czy by opracowaly technologie LFTR, zamiast wyrzucac pieniadze na wiatraki. Wiatraki podziwiam – sa swietnym produktem zaawansowanej inzynierii – i one, i metody ich stawiania na morzu, naprawde cuda inzynierii. Ale gdy ssobie licze rozne rzeczy, to nasuwaja sie porownania do podobnych cudow techniki: egipskich piramid, rakiet balistycznych tow. Brzeniewa czy SDI prez. Reagana.

    Reasumujac – wizje i idee sa wazne, ale zyjemy tu i teraz, i powinnismy zerknac na pewne sprawy racjonalnie, rozwazajac mozliwosci techniczne, koszty, i ograniczonosc naszych zasobow.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *