ISSN 2657-9596
Pszczelarz dr Simon Bach, pokazuje garść martwych pszczół. Sendenhorst, Niemcy. Fot. ©Fred Dott/GreenpeaceBienen

Owady odchodzą w ciszy

Katarzyna Jagiełło
9 października 2019
Mamy szóste wymieranie, a jego częścią jest owadzi Armageddon. Owady znikają na całym świecie. Znikają cicho, skutecznie zabierając ze sobą swoją darmową pracę.

Dwa lata temu opublikowano wyniki badania: w ostatnich 27 latach populacja owadów latających w niemieckich parkach narodowych i rezerwatach spadła o 80%. Z najbardziej chronionych obszarów zniknęły owady, które stanowią podstawę i zwornik ekosystemów. Mimo tego, że owady znajdowały się na terenie chronionym, za główny czynnik stojący za ich wymieraniem uważa się rolnictwo oparte na postępującej monokulturyzacji oraz pestycydach.

W tym roku opublikowano także wyniki metaanalizy szacującej spadek światowej populacji owadów na co najmniej 2.5 procent rocznie. To przerażający wynik, bo oznacza że jeśli sytuacja się nie polepszy (ani nie pogorszy!) światowa populacja owadów zniknie w ciągu 98 lat. Trudno sobie wyobrazić, jakie skutki przyniesie ich zniknięcie.

Według wspomnianego badania, już ponad 40% światowej populacji owadów notuje poważne spadki. To prawie połowa, a do tego dochodzi kolejna liczba: aż jedna trzecia światowej populacji owadów jest zagrożona; owady wymierają aż 8 razy szybciej niż ssaki, ptaki i gady.

Jak to wygląda w Polsce?

Nie wiemy. Żadna z polskich ekip rządowych nie stawiała do tej pory na ochronę zapylaczy. Nikt nie zapewnił finansowania na długofalowy program monitorujący ich populację. Trudno oczekiwać, że sytuacja różni się znacząco od sytuacji globalnej czy tej u naszych sąsiadów. Mamy dane odnośnie do populacji pszczół miodnych, aczkolwiek o nich także wiemy, że nie są prawdziwe – zbyt wiele martwych dusz w weterynaryjnych spisach (nie ma obowiązku wyrejestrowania pasiek przy zbyciu czy śmierci pszczelarza).

Tymczasem po latach braku aktywnej opieki nad zapylaczami, Polska wykonuje niestety zwrot w tył. W odpowiedzi na decyzję Unii zakazującej stosowania trzech neonikotynoidów, minister Ardanowski wprowadził czasowe zezwolenia na stosowanie najbardziej toksycznych neonikotynoidów w uprawach rzepaku (najbardziej atrakcyjnej dla zapylaczy uprawy towarowej w Polsce) i buraków cukrowych. Minister stawia sprawę jasno: chce więcej produkcji zwierzęcej, i chce żeby te zwierzęta były karmione śrutą rzepakową. Chce także więcej biopaliw. I dopóki rządzi polskim rolnictwem, będzie propagował neonikotynoidy w rzepaku, biopaliwa, więcej mięsa konsumowanego w Polsce i więcej mięsa na eksport. Dodaje do tego, ze nie powinno się mówić o wkładzie rolnictwa w zmianę klimatyczną. To fatalne wieści. Szczególnie, że żeby ocalić nasze ekosystemy i żeby zapewnić bezpieczeństwo żywnościowe, musimy dokonać kolejnej – tym razem prawdziwie – zielonej rewolucji.

Rolnictwo może funkcjonować bez toksycznych pestycydów, a nawet (np wg ONZ) powinno. Agroekologia – to sposób uprawiania rolnictwa, o którym za kilka lat będzie równie głośno, jak o odnawialnych źródłach energii. Do tego czasu musimy zrobić wszystko, co możliwe, aby pomóc pszczołom, które oprócz problemów z powodu toksycznych pestycydów cierpią z powodu chorób, braku odpowiednich pożytków, zmian klimatu oraz wielu innych czynników.

Zapylacze, w tym pszczoły miodne, dzikie pszczoły i inne owady, odgrywają kluczową rolę w produkcji żywności i produkcji rolnej w ogóle. Trzy czwarte upraw, trafiających na światowe rynki, jest w jakimś stopniu uzależnione od zapylaczy. Niestety te niezbędne dla człowieka owady mają obecnie poważne kłopoty.

Dysponujemy wieloma wynikami badań naukowych na poparcie tezy, że rolnictwo przemysłowe stanowi zagrożenie dla owadów zapylających, od których jest uzależnione. Wynika to z niszczenia różnorodności biologicznej i siedlisk stanowiących miejsca żerowania owadów oraz zdania się na toksyczne chemikalia w walce z chwastami i szkodnikami.

Zapylacze są stale narażane na kontakt z toksycznymi chemikaliami, w tym insektycydami, herbicydami i fungicydami. Nadal nie znamy wszystkich konsekwencji tego narażenia. Jednakże coraz więcej badań naukowych wskazuje, że pewne insektycydy są szczególnie szkodliwe dla zapylaczy, ponieważ wywierają negatywny wpływ na pojedyncze organizmy i całe kolonie. Jest to między innymi szereg związków z grupy tzw. neonikotynoidów.

Środki owadobójcze z grupy neonikotynoidów wprowadzono do użycia w połowie lat 90. ubiegłego wieku jako „łagodny” substytut starszych, bardziej szkodliwych substancji. Stosuje się je głównie jako zaprawy nasienne. W ostatnich dekadach ich użycie znacznie wzrosło, przez co stały się najpowszechniej stosowaną klasą insektycydów na całym świecie. Już w połowie pierwszej dekady XXI wieku naukowcy zaczęli wyrażać obawy, że neonikotynoidy mogą szkodzić organizmom niedocelowym, w szczególności pszczołom miodnym i trzmielom.

W odpowiedzi na zwiększającą się liczbę wyników badań potwierdzających tę szkodliwość Unia Europejska (UE) wprowadziła w 2013 roku częściowy zakaz stosowania trzech neonikotynoidów (imidakloprydu, klotianidyny i tiametoksamu), jak również innego insektycydu – fipronilu. UE ograniczyła szereg zastosowań, których szkodliwy wpływ na pszczoły potwierdził Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA). EFSA stwierdził jednak, że nie ma wystarczających danych naukowych, aby ocenić określone zastosowania pod względem ich wpływu na zapylacze inne niż pszczoły miodne.

Prezentacja Genetic Engineering w Hadze. Działacze Greenpeace częstują
popkornem z miodem. Pytają jak długo utrzyma się czysty popcorn i czysty
miód? Fot. © Greenpeace / Bas Beentjes Greenpeace

Od tamtego czasu społeczność naukowa, kierując się obawami opinii publicznej i polityków, z jeszcze większym zainteresowaniem bada możliwe przyczyny kryzysu zapylaczy, w tym wpływ stosowania określonych pestycydów.

Greenpeace zlecił Uniwersytetowi w Sussex, jednej z najważniejszych instytucji naukowych Wielkiej Brytanii, przeprowadzenie szeroko zakrojonego przeglądu badań naukowych wpływu insektycydów z grupy neonikotynoidów na zapylacze i środowisko w ogóle, których wyniki opublikowano od 2013 roku. Przeprowadzony przegląd potwierdził ryzyko rozpoznane przez EFSA w 2013 roku i umożliwił wykrycie kolejnych zagrożeń dla zapylaczy. Nowe badania wskazują w szczególności, że szkodliwość dla pszczół jest związana nie tylko z poddanymi zabiegom ochronnym roślinami uprawnymi, lecz również z zanieczyszczonymi roślinami dzikimi, wobec których nie stosowano neonikotynoidów. Niedawno uzyskane dane dowodzą ponadto, że neonikotynoidy stały się wszechobecne w środowisku, zanieczyszczając wody, gleby i naturalną roślinność. Uzyskano dowody, że środki te stanowią poważne zagrożenie nie tylko dla pszczół, lecz również dla wielu gatunków dziko żyjących owadów,w tym motyli, chrząszczy i owadów wodnych, pośrednio wywierając szkodliwy wpływ również na organizmy na wyższych poziomach łańcucha pokarmowego.

Te wyniki odzwierciedlają ubiegłoroczne wnioski EFSA, jednocześnie potwierdzając wcześniejsze odkrycia dotyczące ryzyka wobec pszczół i ujawniając nowe zagrożenia. Biorąc pod uwagę obecną wiedzę na temat neonikotynoidów, dalsze stosowanie tych środków chemicznych byłoby nieodpowiedzialne. Imidaklopryd, klotianidyna i tiametoksam, czyli trzy neonikotynoidy, których stosowanie zostało już ograniczone, zostały zakazane w Unii całkowicie. Wszystkie pestycydy powinno się poddać wnikliwym badaniom przesiewowym w kierunku oddziaływania na pszczoły, a następnie podjąć decyzje prawne dotyczące możliwości ich stosowania. W świetle powyższych informacji utrzymanie zakazu stosowania trzech wspomnianych substancji z grupy neonikotynoidów i fipronilu stanowi niezbędne minimum. Mamy nadzieję, że polski rząd nadal będzie wspierał takie rozwiązanie.

Jednak żeby Polska stała się krajem przyjaznym pszczołom, żebyśmy powstrzymali ich znikanie, musimy przyjąć systemowe rozwiązania na rzecz zapewnienia dobrych warunków owadom zapylającym. Oprócz całkowitego zakazania stosowania wymienionych insektycydów i wyraźnego „nie” , należy zainicjować proces wdrożenia Narodowej Strategii Ochrony Owadów Zapylających. Została przygotowana w demokratycznym procesie, w którym dzięki wsparciu Greenpeace naukowcy, pszczelarze i prawnicy stworzyli gotowy do wdrożenia plan ratowania zapylaczy – a z nimi naszej przyrody. Niestety, Ministerstwo Rolnictwa odmawia wdrożenia jej, a samo w przygotowanej propozycji nowej Krajowej Strategii Rozwoju Wsi i Rybactwa, owadom zapylającym nie poświęca ani linijki.

Narodowa Strategia Ochrony Owadów Zapylających, to zbiór długofalowych celów i działań w kompleksowym oraz wielo sektorowym ujęciu, tak aby polski system ochrony pszczół stał się modelowym przykładem ochrony owadów zapylających dla całej Unii Europejskiej.

Z apelem o stworzenie takiej strategii w 2016 roku zwróciły się do Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi związki pszczelarskie oraz Greenpeace. Jej realizacja będzie działaniem korzystnym dla rolnictwa i przyrody, bo wprawdzie obecnie sytuacja owadów zapylających w naszym kraju nie jest jeszcze tak dramatyczna, jak np. w Stanach Zjednoczonych ani tak zła, jak w wielu krajach Europy Zachodniej, jednak pszczelarze napotykają coraz to nowe problemy, a obserwowane straty i osłabienie rodzin pszczelich rosną. Dotyczy to również pszczół dziko żyjących, z których już mniej więcej połowa znalazła się na Czerwonej Liście Zwierząt Ginących i Zagrożonych w Polsce.

Musimy zadbać o to, aby nie doprowadzić sytuacji, w której pszczelarze, rolnicy i środowisko naturalne zapłacą wysoką cenę za utratę populacji pszczół miodnych oraz dziko żyjących. W ciągu ostatnich lat w Polsce obserwuje się wzrost udziału upraw zależnych od zapylania. Tym samym rola owadów zapylających, przede wszystkim pszczół, staje się coraz istotniejsza dla polskiego rolnictwa i niezmiennie istotna dla polskiej przyrody. W samym tylko roku 2015 wartość zapylania w Polsce wyceniono na ponad 4 miliardy złotych rocznie6. Wartość zapylania roślin dziko żyjących jest bezcenna.

Już czas, aby zdać sobie sprawę, że zastąpienie szkodliwych chemikaliów rzekomo „łagodnymi” substytutami w postaci neonikotynoidów nie jest zrównoważoną metodą zwalczania owadów niszczących uprawy. Trzeba przede wszystkim skoncentrować wysiłki na opracowaniu i wdrożeniu ekologicznych praktyk zapobiegania występowaniu owadów będących szkodnikami, a metody ochrony roślin uprawnych stosować tylko, jeśli szkodniki się pojawią. Wykazano, że rolnictwo ekologiczne, w którym zachowany jest wysoki poziom różnorodności biologicznej i nie stosuje się chemicznych środków ochrony roślin ani syntetycznych nawozów, umożliwia zwalczanie chwastów, chorób i szkodników roślin przy poprawie ogólnego stanu ekosystemów. Przestawienie się na metody agroekologiczne to jedyny sposób, aby ochronić zapylacze i zapewnić sobie ich bezcenne usługi z korzyścią dla nas wszystkich.

Minister przegrał w sądzie. Na razie wyłącznie sprawę o przyłączenie Greenpeace do postępowania w sprawie zgody na stosowanie neonikotynoidów. Zaskarżyliśmy decyzję i nie odpuścimy tej batalii.

Więcej pod adresem: www.adoptujpszczole.pl


Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.