ISSN 2657-9596

Zmiany klimatu a bioróżnorodność

Bernard Swoczyna
2 lipca 2021
Wyobraź sobie, że idziesz przez sosnowy bór o poranku. Słońce z rzadka przenika igliwie nad twoją głową, w podszycie gęstwią się podrosty sosen i jałowce, wokół nóg plączą się krzewinki jagód – wodzą na pokuszenie, choć przecież stworzone zostały dla myszy i niedźwiedzi – wśród poszycia uwijają się mrówki budując swoje leśne miasta, na leżących gałęziach błyszczą pancerzyki chrząszczy wędrujących w sobie tylko znanym celu, w górze rozbrzmiewają wielogłosy ptaków, kłótnie, trele i nawoływania, gdzieś w oddali przebiega sarna, znikając i pojawiając się za pniami, niewzruszonymi niczym filary katedry; na starszych drzewach zieleni się wilgotny mech, pod nim, w glebie, nieustannie kłębi się życie, prześlizgując między korzeniami, odżywiając pozostałościami pozostawionymi przez dumnie pozostające w świetle dnia rośliny i zwierzęta; niezliczone organizmy, niepomne na rozwój cywilizacji człowieka, nie rozumiejące prawideł polityki i ekonomii, żyjące każdym dniem, nie zdające sobie sprawy, że odkąd człowiek zaczął spalać węgiel, średnia temperatura powierzchni Ziemi o wzrosła już o ponad jeden stopień Celsjusza. Świat dziki. Świat różnorodny. Świat, w którym każdy organizm żyjąc i ginąc bierze udział w wielkim cyklu życia.

A teraz przenieś się o 50 lat, do roku 2071. Boru już nie ma. Sosny i świerki wyschły lub spłonęły, tak w lasach gospodarczych, jak i w rezerwatach. Powierzchnia Ziemi jest cieplejsza średnio o 3 stopnie. Oceany ogrzewają się powoli, więc na lądzie temperatura wzrosła dwa razy bardziej. Słońce przenika aż do gleby, susząc ją i paląc. Nie ma drzew i krzewów. Gdzieniegdzie spośród kęp trawy przeziera goły piasek. Cisza. Żadne zwierzę nie chce trudzić się w upale. Na dnie wyschniętej rzeki grzeją się jaszczurki. Wzdłuż drogi plenią się opuncje i agawy. Kozy i gryzonie chronią się w cieniu kolców. Spieszysz się, bo słońce coraz wyżej. Najlżejszy powiew podnosi z pola pył. Przy silnym wietrze przenosi go na setki kilometrów. Zabiera glebę. Zaćmiewa Słońce i przysypuje rośliny. Piasek dostaje się do oczu i ust. Zatyka pompy irygacyjne. Rujnuje i tak ciężko doświadczonych rolników. Pustoszy.

Świat odmieniony. Pusty. Rozbity niczym upuszczona doniczka. Zredukowany do garstki prostych gatunków – szczurów i karaluchów świata przyrody. Świat zwierząt i ludzi żyjących z dnia na dzień. Korzystających z czego popadnie. Doświadczonych klęskami i niepewnych jutra. Trwożących się suszy, powodzi i głodu.

Raporty i wykresy nie oddają obrazu rzeczywistości, do jakiej prowadzimy naszą planetę. Zmiana jest trudna do wyobrażenia. Jest taka scena w filmie „Można Panikować”, gdzie profesor Malinowski, badacz atmosfery i klimatu, stoi nad brzegiem Bałtyku i pokazuje ręką na sosnowy las. „W świecie chłodniejszym o 5 stopni w tym miejscu nie było piasku ani drzew, tylko pokrywa lodowa gruba na trzy kilometry. Nam grozi 5-6 stopni zmiany temperatury do końca stulecia. Wyobraźcie sobie, jak ten świat będzie inaczej wyglądał jeśli do tego dopuścimy”. Już za kilkadziesiąt lat jedna trzecia ludzkości znajdzie się na terenach gorętszych niż dzisiaj Sahara. Niepoliczalna liczba ludzi będzie musiała przenieść się z powodu podniesienia poziomu morza. Prawie wszystkie gatunki roślin i zwierząt będą musiały znosić warunki, w jakich nigdy dotąd nie musiały egzystować.

Znamy zapis klimatu Ziemi w przeszłości. Wiemy, że planeta potrafiła być znacznie gorętsza niż warunki, do których przywykliśmy i w których umiemy wykarmić 8 miliardów ludzi. Wiemy, że gdy zmieniał się klimat, wiele gatunków nie mogło się przystosować i ginęło do ostatniej sztuki. Wielkie wymierania zawsze korelowały z nagłymi zmianami temperatury, a tempo, w jakim teraz ogrzewa się planeta, jest niespotykane od milionów lat.

Nie pozwólmy, aby katastrofa klimatyczna zaszła tak daleko. Dzika przyroda poniosła już wskutek naszych działań wielkie straty. Wiemy, jaki wpływ na dzikie zwierzęta wywarło wycinanie lasów, kłusownictwo, fragmentacja siedlisk i plastikowe odpady. Trzy czwarte naszych lasów to drzewa szczególnie narażone na zmianę klimatu – sosna pospolita, świerk pospolity, modrzew europejski i brzoza brodawkowata. – Postępujące zmiany klimatu sprawią, że wspomniane drzewa zaczną tracić swoje optimum klimatyczne w naszym regionie, a w konsekwencji znikać z polskich lasów. Wraz z nimi wymrą setki gatunków roślin, zwierząt i grzybów. To rewolucyjna zmiana dla ekosystemów i zatrważający scenariusz – tłumaczy dr Jagodziński, dyrektor Instytutu Dendrologii PAN. Zmiana klimatu dotyczy nie tylko lasów, ale też naszych pól. Wspomnijmy na suszę rolniczą z lat 2018-19 i pietruszkę kosztującą 20 zł/kg.

Przyroda nie jest w stanie sobie poradzić z kolejnym szokiem. Na wolności pozostało mniej tygrysów niż trzyma się w niewoli w samych tylko Stanach Zjednoczonych. Wszystkie gatunki słoni są w podobnej sytuacji – dwa z nich są uznawane za zagrożone, a najmniejszy afrykański słoń leśny za krytycznie zagrożony. Według Living Planet Report publikowanego co roku przez WWF tylko od 1970 roku straciliśmy 68% dzikich zwierząt. Najbardziej ucierpiały organizmy słodkowodne, które nie tylko przetrzebiliśmy przez nadmierne połowy, ale też zatruliśmy ich środowisko i ustawiliśmy na drodze migracji zapory nie do pokonania.

Zmiana klimatu to zagrożenie obejmujące całą planetę, przed którym nie da się uciec, ani zatamować jak ścieków czy plastiku spływającego do mórz. Warto chronić polską przyrodę przed wycinką i zanieczyszczeniami, ale od tego, na jakim etapie zatrzymamy zmianę klimatu zależy jaka część w ogóle będzie jeszcze miała warunki do przeżycia.

Fot. Nam Anh


 

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.