ISSN 2657-9596
Fot. Pixabay/andrzej_b

Pestycydy na talerzu to tylko wierzchołek góry lodowej. Ale jest nadzieja

Ewa Sufin-Jacquemart
20/05/2022

W grudniu 2019 roku Komisja Europejska przyjęła strategię „Europejki Zielony Ład”. W nią wpisuje się strategia „Od pola do stołu”, która przewiduje ambitne cele dla unijnego rolnictwa, co budzi ogromne emocje w sektorze rolno-spożywczym. Emocje podsyca sektor agrochemiczny – główny beneficjent rolnictwa napędzanego chemicznie. Czy wyznaczone cele uda się wdrożyć w politykę rolną poszczególnych krajów? Czy może pod naporem lobbingu sektora agrochemicznego strategia rozsypie się w pył mało istotnych zapisów prawnych?

Rolnictwo, jakie dominuje dziś w krajach rozwiniętych – w Unii Europejskiej i w Polsce – jest krytykowane. Zarzuca mu się, że przyczynia się do zmian klimatu, zanieczyszcza wodę i ogranicza jej zasoby, powoduje jałowienie gleb, a na skutek używania pestycydów przyczynia się do spadku populacji pszczół i oddziałuje negatywnie na zdrowie rolników i innych mieszkańców obszarów wiejskich.
Koncentracja hodowli, scalanie gruntów, usuwanie miedz, drzew i krzewów śródpolnych, likwidacja oczek wodnych, monokulturowe uprawy wielkoobszarowe, nawozy mineralne, tysiące środków ochrony roślin, rozwinięta mechanizacja, a teraz również informatyzacja – drony, mierniki satelitarne, aplikacje komputerowe… Tym jest dzisiejsze rolnictwo.

Europejski Zielony Ład (ang. European Green Deal) to nowa strategia rozwoju gospodarczego Unii Europejskiej. Jej celem jest głęboka ekologiczna przebudowa gospodarki UE, która z trzeciego największego emitenta gazów cieplarnianych na świecie ma do 2050 roku stać się pierwszym obszarem neutralnym klimatycznie. Cele klimatyczne UE na 2030 rok także będą dostosowane do zobowiązań Porozumienia paryskiego (2016) na rzecz klimatu. Strategia Europejskiego Zielonego Ładu obejmuje wszystkie unijne polityki kluczowe dla osiągnięcia tych celów: energetyczną, gospodarkę obiegu zamkniętego, mobilność, budownictwo i mieszkalnictwo, na rzecz różnorodności biologicznej, rolną i żywności („Od pola do stołu”) oraz na rzecz likwidacji zanieczyszczeń środowiska.

Same zabiegi rolnicze też się zmieniają – coraz szerzej stosuje się środki chemiczne. Do „przygotowania pola” pod uprawę używa się herbicydów – aby oczyścić glebę z życia, tak by żadne rośliny nie miały szansy wyrosnąć na polu i „zanieczyścić” nowe uprawy. Najczęściej są to herbicydy na bazie glifosatu, których na świecie sprzedaje się dziś ponad 800 tysięcy ton rocznie. Wymyślono też dla nich inne „nowoczesne” zastosowanie, tzw. desykację, czyli oprysk przed zbiorem. Oprysk powoduje obumarcie roślin, które w ten sposób zostają „dosuszone”, co ułatwia ich zbiór i zmniejsza straty plonu. Jest to szeroko stosowana praktyka w uprawie rzepaku, łubinu, gorczycy, roślin strączkowych, słonecznika i zbóż, m.in. gryki i prosa. Z tego powodu prawnie regulowane Najwyższe Dopuszczalne Poziomy (NDP) pozostałości glifosatu w produktach rolnych z wielu wymienionych powyżej roślin są wyższe od standardowej normy 0,1 mg/kg – czasem nawet 100 lub 200 razy. Nic dziwnego, że znajdujemy glifosat w kaszy.

Nie będziemy rozwijać kwestii chowu zwierząt w fermach-fabrykach, gdzie profilaktycznie stosuje się środki przeciwdrobnoustrojowe, których pozostałości znajdujemy w mięsie, co daje różnym patogenom możliwość uodpornienia się na antybiotyki. Natomiast niezależnie negatywnego wpływu rolnictwa na środowisko i przyrodę, już samo występowanie pestycydów i antybiotyków w żywności powinno budzić nasz niepokój. Fakt ten świadczy o nieskuteczności unijnej Wspólnej Polityki Rolnej, na którą przeznaczamy prawie 40% budżetu UE. Nadzieją jest Europejski Zielony Ład, którego strategia „Od pola do stołu” zakłada ambitne cele do osiągnięcia w 2030 roku.

Rolników jest bardzo wielu, a gospodarstwa są bardzo różne. W pewnym uproszczeniu gospodarstwa konwencjonalne (znakomita większość gospodarstw) stosują zasadę: dzięki chemii i maszynom zmuszamy ziemię do wyprodukowania tego, co chcemy (lub chce rynek) w jak największej ilości. Poprzez różne „dobre praktyki” zmniejszamy szkodliwe oddziaływanie na środowisko, nigdy go do końca nie eliminując. Mówi się wówczas o „rolnictwie zrównoważonym”. Wielkie gospodarstwa używają do tego technologie, czyli stosują tzw. rolnictwo precyzyjne. Gdy rolnictwo konwencjonalne stara się zwiększać magazynowanie dwutlenku węgla przez glebę i rośliny, mówi się o „rolnictwie węglowym”. Natomiast, gdy stara się zmniejszać emisje gazów cieplarnianych, m.in. przez praktyki hodowlane ograniczające emisje metanu i tlenku azotu, mówi się o „rolnictwie przyjaznym dla klimatu”. Ale wciąż mamy pestycydy i antybiotyki.

Czy można inaczej? Można. Miliony rolników na świecie reprezentują inne podejście do ziemi i rolnictwa – oparte na trosce o glebę, ekosystemy i przyrodę. Dzięki wiedzy i szacunkowi do świata żywego, wykorzystując naturalne procesy i synergie biologiczne, z pomocą naturalnych nawozów i środków biologicznych, można produkować żywność wysokiej jakości, nie szkodząc środowisku i różnorodności biologicznej. Nazywamy to agroekologią. Wbrew rozpowszechnionym opiniom, to właśnie takie rolnictwo daje najlepsze rezultaty. W tym duchu rozwija się rolnictwo ekologiczne, regeneratywne, agroleśnictwo, permakultura. Agroekologię promuje też dziś FAO – Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa.

Czy konsument może wybrać z którego modelu kupuje żywność? Jedynie rolnictwo ekologiczne jest objęte systemem certyfikacji, która pozwala mieć gwarancję, że produkt został wytworzony w zgodzie z przyrodą, bez użycia chemicznych nawozów i środków ochrony roślin. Żywność z certyfikatami produktów regionalnych i tradycyjnych („jakość tradycja”, „chroniona nazwa pochodzenia”, „gwarantowana tradycyjna specjalność”, „chronione pochodzenie geograficzne”) produkowana jest w sposób tradycyjny. Można oczekiwać, że produkcja takiej żywności będzie także przyjazna środowisku, choć nie ma tu tak jasnych formalnych wymogów. To tyle. Pozostaje nam wspierać rolnictwo ekologiczne oraz wywierać presję na rolników konwencjonalnych, żeby ich praktyki były jak najbardziej zrównoważone, aby środki chemiczne nie przenikały do żywności.

Artykuł ukazał się w Raporcie FoodRentgen „Prześwietlamy mąki” (marzec 2021)
www.foodrentgen.eu/pl/raport-maki


 

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.