ISSN 2657-9596

Smoki z Atterwasch

Bernard Swoczyna
30 czerwca 2021
Mieszkańcy Atterwasch wierzą w smoki. I mają powody się ich bać. Wieś leży na jednym z największych złóż węgla brunatnego w Niemczech i jest zagrożona planami dalszego wydobycia. Kilka kilometrów dalej zaczyna się urwisko pogłębiane nieustannie przez gigantyczne koparki. Ich cielska, podobne do platformy wiertniczej, suną w żółwim tempie do przodu wśród zgrzytu stali. Co sekundę zębate paszcze zjadają kilka ton urobku. Ziemia, na której rosło niegdyś zboże i mieszkali ludzie, trafia na ciągnący się po horyzont taśmociąg.

Smoki, które suną w stronę Atterwasch żywią się węglem brunatnym, a dokładniej prądem produkowanym w stojącej opodal elektrowni. Walka o przetrwanie małej niemieckiej wioski symbolizuje zmagania Unii Europejskiej z kryzysem klimatycznym. Spalanie węgla zapewnia prawie jedną piątą unijnego prądu. Przyczynia się jednak do wzmocnienia efektu cieplarnianego, przez co ogromne połacie naszej planety mogą znaleźć się w strefie tak suchej lub gorącej, że nie będzie możliwe przetrwanie tam ludzi i mieszkających obecnie zwierząt. Marsjański krajobraz kopalni odkrywkowej przypomina, jak destrukcyjny potrafi być wpływ człowieka na środowisko.

Mieszkańcy Atterwasch wiedzą, że węgiel zagraża ich przyszłości. Postawili panele słoneczne i biogazownię jeszcze zanim Unia Europejska podpisała się w 2015 roku pod Porozumieniem Paryskim, zobowiązującym wszystkie kraje do zrobienia, co tylko możliwe, aby ograniczyć ocieplenie do 1,5°C. Co roku organizują protesty w obronie swojej małej ojczyzny. Chcą pokazać, że życie bez paliw kopalnych jest możliwe. Już od kilku lat produkują ze źródeł odnawialnych więcej prądu niż zużywają na swoje potrzeby. Unijny plan z 2007 roku zakładał na zeszły rok tylko 20% odnawialnej energii i 20% redukcję emisji gazów cieplarnianych. Pozostała część miała pochodzić ze źródeł nieodnawialnych – węgla, ropy, gazu i uranu. To właśnie wtedy powstał plan, aby rozbudować kopalnię odkrywkową i sięgnąć po węgiel pod Atterwasch.

Kopalnia z każdym rokiem zbliża się do wioski zmieniając kolejne hektary pól w księżycowy krajobraz. Zmiana klimatu powoduje pustynnienie znacznie większych obszarów, a do tego zagraża rafom koralowym, lasom tropikalnym i bardzo wrażliwym na zmiany temperatury ekosystemom polarnym. Międzynarodowe zobowiązania są zbyt słabe abyśmy mogli uniknąć katastrofy. Podczas grudniowego szczytu Rady Europejskiej zdecydowano o rewizji celu na 2030 rok – redukcja emisji ma wynieść 55%. To znacznie więcej niż dotychczas planowano. Aby umożliwić szybsze odejście od paliw kopalnych zaplanowano szereg mechanizmów wsparcia. W budżecie Unii Europejskiej na lata 2021-27 aż 30% środków ma zostać wydane na cele przyczyniające się do zażegnania kryzysu klimatycznego. Cała reszta ma zostać wydana w sposób, który nie powoduje w środowisku istotnych szkód. Te same kryteria dotyczą liczącego 750 miliardów euro Funduszu Odbudowy i Zwiększania Odporności, stanowiącego dodatkowe, jednorazowe wsparcie dla dotkniętej przez kryzys pandemiczny gospodarki.

Podstawowym narzędziem polityki klimatycznej Unii pozostaje ETS (system handlu uprawnieniami do emisji). Należą do niego obowiązkowo wszyscy duzi emitenci CO2, w tym elektrownie, huty, a nawet część lotnictwa. Rosnące ceny uprawnień są nadzieją dla Atterwasch, bo czynią wydobycie węgla brunatnego nieopłacalnym. W maju tego roku ceny uprawnień osiągnęły nigdy dotąd nienotowany poziom 56 euro za tonę. Przy takich cenach elektrownie węglowe obniżają produkcję do minimum, bo koszty spalania węgla są wyższe niż czerpania energii z gazu ziemnego, słońca czy biomasy. Środki z systemu handlu emisjami trafiają dzisiaj do budżetów państw, ale już wkrótce część zostanie użyta do spłaty zobowiązań zaciągniętych przez Unię Europejską na Fundusz Odbudowy.

Bardzo ważne są fundusze dedykowane na konkretne cele – m.in. na innowacyjne badania oraz na sprawiedliwą transformację regionów węglowych. Rezygnacja z paliw kopalnych wciąż jest ogromnym wyzwaniem – potrzebujemy gromadzić energię odnawialną na czas, gdy wiatr i Słońce nie dają jej zbyt wiele, musimy też sprawić, aby transport, rolnictwo i przemysł przestały wpływać na klimat. Po części będzie to wymagało rozwinięcia nowych technologii, a po części wsparcia tego, co już działa, ale jest niekonkurencyjne. Regiony węglowe mogą dołączyć do transformacji i dostać duże środki na stworzenie nowych miejsc pracy, pod warunkiem, że określą jasną ścieżkę odejścia od spalania węgla.

Region Koniński zgodził się na przyjęcie pomocy. Dzięki współpracy właściciela kopalni, związkowców górniczych i samorządowców uzgodnione zostało zamknięcie kopalń i elektrowni do 2030 roku. Wsparcie w Unii Europejskiej w wysokości 500 mln euro pomoże przekwalifikować się osobom zatrudnionym w kompleksie energetycznym oraz stworzy nowe źródła dochodów dla mieszkańców. Losy Turowa potoczyły się inaczej – PGE zamierza tam wydobywać węgiel do 2044 roku, co oznacza, że pieniądze przejdą bokiem. Łącznie Polska może uzyskać z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji 3,5 mld euro, ale ile faktycznie dostaniemy, będzie zależało od zadeklarowanej daty zamknięcia kopalń. Unia płaci za transformację energetyczną, nie za obietnice.

Stalowe smoki wciąż pożerają ziemię koło Atterwasch, w Turowie i w regionach Konińskim i Bełchatowskim. Dzięki działaniom Unii Europejskiej ich tytaniczna praca jest nam jednak coraz mniej potrzebna. Ścieżka odejścia od węgla (a potem również od ropy i gazu) rysuje się coraz wyraźniej. Następne pokolenie może znać węglowe smoki już tylko z opowieści.

Fot. Dominik Vanyi


 

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.