Europa – nasz wspólny dom

Bronisław Geremek
3 sierpnia 2016

Profesor Bronisław Geremek był dla Europy niczym ojciec. Swój sen o wolnej Polsce wniósł do na nowo zjednoczonej Europy przez stocznię w Gdańsku, polski Sejm oraz urząd ministra spraw zagranicznych.

Swój mandat w Parlamencie Europejskim zadedykował celowi „uczynienia Europy i Europejczyków” codziennym doświadczeniem. W grudniu 2007 roku, przy okazji wejścia 9 z 10 przyjętych w roku 2004 państw członkowskich do strefy Schengen, zaproszono Geremka do wygłoszenia mowy w Luksemburgu, mającej uświetnić tę historyczną chwilę. Oto jej treść.

Poszerzenie strefy Schengen – historyczny, poruszający moment

Kilka dni temu państwa członkowskie podpisały nowy traktat w Lizbonie. Mimo jego zawiłej formy pozwala on na zachowanie kluczowych zapisów, zawartych w projekcie traktatu konstytucyjnego, pozwalających na „bardziej demokratyczną, przejrzystą i efektywną” Unię Europejską.

Widać wyraźnie, że pomimo kryzysu konstytucyjnego oraz powrotu narodowych egoizmów w ostatniej dekadzie UE była w stanie pokazać swoim własnym obywatelom oraz zewnętrznym partnerom że – mimo wszystko – nadal chce podążać drogą silniejszej integracji politycznej oraz tworzenia czegoś, co można nazwać wspólnym przeznaczeniem.

Już za kilka dni 9 z 10 krajów, które wstąpiły do Unii Europejskiej w roku 2004, zostanie w praktyczny, konkretny sposób włączonych do „Schengen”.

Czym jednak Schengen jest? To wioska i gmina na południowym wschodzie Luksemburga, położona blisko potrójnej, niemiecko-francusko-luksemburskiej granicy.

Stała się sławna 14 lipca 1985 roku, kiedy podpisano w niej traktat znoszący europejskie kontrole graniczne – i to symbolicznie, bo na łódce na rzece Mozeli, łączącej te trzy państwa. Porozumienie z Schengen m.in. znosi kontrole graniczne między państwami, które je podpisały.

Stworzone dzięki niemu terytorium znane jest powszechnie jako „strefa Schengen”. Obszar ten, który urośnie wkrótce o 60 milionów mieszkańców i pół miliona kilometrów kwadratowych (a więc o 15% jeśli chodzi o powierzchnię i 18%, gdy mówimy o ludności), tworzony jest przez kraje, które w pełni wdrożyły stosowne prawodawstwo.

Państwa te:

– Zlikwidowały kontrole na granicach między sobą.
– Wdrożyły wspólny kod graniczny na zewnętrznych granicach UE.
– Wydają wizy, ważne na obszarze strefy Schengen.
– Uznają ważność wiz, wydawanych przez inne kraje strefy, umożliwiające wjazd na ich terytorium.

Państwa-sygnatariusze prowadzą wspólną politykę wizową oraz wzmocniły kontrolę na granicach z krajami, pozostającymi poza strefą. Wszyscy obywatele Unii Europejskiej mogą poruszać się po jej terenie bez konieczności okazywania dokumentów na którejkolwiek z granic wewnętrznych.

Musimy docenić znaczenie tej chwili dla milionów Europejczyków z krajów, które do niedawna znajdowały się pod totalitarną, sowiecką dominacją. Przez długi czas podróżowanie za granicę było dla nich – dla nas – jedną z najtrudniejszych kwestii.

Jeszcze 20 lat temu swoboda poruszania się była ograniczona i kontrolowana przez władze.

To one decydowały, kto mógł mieć paszport, a kto nie. Po powrocie trzeba go było oddawać. Rzadko też pozwalano na wspólne podróże małżonków czy rodzin – był to dobry sposób na zapewnienie, że udający się poza granice kraju do niego wrócili.

Nikt z nas nie doświadczył do tej pory tego, jak to jest swobodnie poruszać się po brzegu Bałtyku nie wiedząc, czy już jest się w Niemczech, czy może nadal w Polsce, albo bezwiednego przekraczania granicy między Polską a Słowacją na bieszczadzkich szlakach.

Od 21 grudnia nie będzie już jednak rozróżnienia między polskimi a niemieckimi obszarami plaży albo między austriackim a węgierskim brzegiem jeziora Neusiedl. Dwójka tatrzańskich samorządowców z Polski i Słowacji zdecydowała się na świętowanie tej chwili poprzez wspólne ścięcie barierki, mającej symbolizować granicę między tymi dwoma państwami.

To ważna chwila, która oznacza uznanie pełnego, europejskiego obywatelstwa dla wszystkich Europejczyków z Europy Środkowej i Wschodniej. Czeski kronikarz tego wydarzenia, Adam Černý, tłumaczył w dzienniku Hospodarské Noviny 6 grudnia, że „likwidacja kontroli granicznych ma symboliczne znaczenie. Dopiero gdy Czesi, Polacy czy Słowacy będą mogli bezproblemowo udać się do Niemiec przestaną się czuć jak unijni obywatele drugiej kategorii”.

Wspólny dom wszystkich Europejczyków

Nie jest niewinnym przypadkiem, jeśli wszystkie działania związane z poszerzeniem strefy Schengen uda się przeprowadzić przed Bożym Narodzeniem oraz początkiem nowego roku. To czas kiedy każdy, kto jest daleko, kto udał się do pracy z dala od rodzinnych stron oraz bliskich mu osób wraca do domu, by ich zobaczyć.

Dla wielu podróżujących samochodem, autobusem czy pociągiem będzie to pierwszy raz, kiedy nie będą musieli zatrzymywać się w celu pokazania dokumentów tożsamości wraz z opuszczaniem Niemiec, Austrii czy Włoch. Przestanie się im wydawać, że opuszczają swój dom albo do niego wracają. Różnica między „domem” a „obczyzną” będzie już niewielka.

Strefa Schengen tworzyć będzie naszą wspólną przestrzeń – wielki, europejski dom, w którym każdy będzie się mógł przenosić z jednego zakątka do innego. Strefa Schengen możliwa jest dzięki temu, że obywatele jej państw członkowskich czują się w pełni Europejczykami.

Osobista swoboda poruszania się jest jedną z wielkich obietnic integracji europejskiej.

Europejski projekt jest z pewnością planem na rzecz pokoju i dobrobytu. Jest też jednak planem, który opiera się na wolności.

Czterema europejskimi wolnościami jest swoboda przemieszczania się dóbr, usług, kapitału oraz – przede wszystkim – ludzi. Był taki czas, kiedy Europa była już dla niektórych Europejczyków przestrzenią swobodnej wędrówki. Wspólną przestrzeń tworzyły sieci pielgrzymów, mnichów, kupców oraz studentów.

Dla niewielkiej grupy, należącej często do elit religijnych, arystokratycznych, kupieckich czy akademickich, Europa była czymś rzeczywistym. Była obszarem, po którym mogli poruszać się swobodnie, nie musząc zmagać się z przeszkodami innymi niż odległości, żywioły, bandyci czy inne niebezpieczeństwa na drodze.

Dziś ta średniowieczna rzeczywistość rodzi się na nowo. Europy nie tworzą tylko traktaty czy działania instytucji unijnych. Tworzą ją też również ludzie, obywatele, poprzez nieustający ruch studentów, nauczycieli i profesorów, biznesmenów, narodowej i międzynarodowej służby publicznej oraz robotników najróżniejszego typu – od czeskich inżynierów po polskich hydraulików i od słowackich pielęgniarek po estońskich informatyków.

Zasada osobistej swobody poruszania się stanowi fundament integracji europejskiej. Funkcjonowała od samego powstania Wspólnoty Europejskiej w roku 1957.

Z początku wprowadzono ją ze względów ekonomicznych, jako że prawo to powiązane było ze statusem pracowników najemnych i uwzględniono ją w szerokiej ramie nowego, wspólnego rynku opartego na swobodnym przepływie kapitału, towarów i usług.

Z czasem rozciągnięto ją również na wolnych strzelców oraz usługodawców. Cieszyli się nią również członkowie rodzin. Swobodę tę zaczęto rozumieć jako coś obowiązującego wszystkie kategorie obywateli.

Trzy dyrektywy Komisji Europejskiej, przyjęta w latach 90. XX wieku, gwarantują prawo rezydencji nie tylko robotnikom, ale również emerytom, studentom oraz osobom bezrobotnym.

W roku 1992 traktat z Maastricht wprowadził koncepcję obywatelstwa Unii Europejskiej, przyznając wszystkim obywatelom UE podstawowe, osobiste prawo do poruszania oraz osiedlania się niezależnie od ich aktywności ekonomicznej.

Wkrótce potem Traktat Amsterdamski, podpisany w roku 1997 i obowiązujący od 1999 jeszcze bardziej wzmocnił prawa obywateli Unii Europejskiej, uwzględniając porozumienie z Schengen.

Nie był to pierwszy raz w historii nowoczesnej Europy, kiedy podjęta została próba ograniczenia znaczenia granic między państwami.

Kraje Beneluksu na przykład zdecydowały się na zniesienie granic wewnętrznych już w roku 1944, integrując w ten sposób swoje terytoria. W roku 1954 państwa skandynawskie stworzyły wspólny paszport dla Unii Nordyckiej, umożliwiając wszystkim obywatelom trzech krajów swobodne poruszanie się po przestrzeni skandynawskiej. Obszar ten poszerzył się w roku 1965 o Islandię i Finlandię.

Tego typu próby zniesienia granic oraz stworzenia przestrzeni swobodnego poruszania się obywateli są cenne, ponieważ pokazują współdzielone przeznaczenie oraz poczucie przynależności. Pokazują też wspólną tożsamość.

Oczywiście istnieją różnice między mieszkańcami Belgii, Luksemburga i Holandii – tworząc jednak Benelux państwa te zadeklarowały jednak, że więcej je łączy niż dzieli. Bez wątpienia istnieją również różnice między Danią, Norwegią, Szwecją, Islandią i Finlandią, czasem zaś ich pozycja bywa bardzo różna – nigdy na przykład nie były jednocześnie w Unii Europejskiej. Mimo tego Unia Nordycka oraz jej strefa swobodnego przemieszczania pokazuje, że dzielą ze sobą poczucie pewnej wspólnej tożsamości.

W trakcie swych dwóch kadencji na stanowisku szefa Komisji Europejskiej, trwających od roku 1985 do 1995, Jacques Delors słusznie skupił swą pracę i wysiłki na budowie zjednoczonej Europy poprzez konkretne elementy „wspólnego rynku”. Opracował plan budowy europejskiej tożsamości, który opierał się na „czterech swobodach” i pozwalał na wzmacnianie więzi emocjonalnych z projektem europejskim.

Stworzenie przestrzeni swobodnego poruszania się w rzeczy samej jest silną afirmacją oraz namacalnym potwierdzeniem że to, co łączy ludzi w niej przebywających jest silniejsze niż to, co dzieli.

Jeśli ludzie mogą czuć się jak w domu gdziekolwiek w Europie, poruszając się po niej bez przeszkód innych niż odległości można zacząć mówić o poczuciu przynależności do Europy, a w efekcie o europejskiej tożsamości.

Granice Europy – Schengen i ryzyko „Twierdzy Europa”

„Europejski dom” rośnie. Poszerzenie strefy Schengen trzy i pół roku po wielkim poszerzeniu – unijnym „big bangu” – wyznacza nowy etap w procesie budowy wspólnego sensu przynależności do Europy wśród wszystkich Europejczyków. To historyczne, poruszające wydarzenie musi stawiać sporo trudnych pytań dla Unii Europejskiej, szczególnie w kwestii granic.

Bierze się to stąd, że usuwanie granic wewnętrznych w tej wielkiej strefie swobodnego podróżowania oznacza wzmacnianie granic zewnętrznych strefy Schengen. Siedem krajów na wschodniej granicy UE weszło do Schengen (Czechy mają wyłącznie granice wewnętrzne z UE, Malta zaś jest wyspą, stąd zmiany nie są tam aż tak uderzające).

Tworzy to nacisk na granice zewnętrzne ze strony wszystkich, chcących wkroczyć na terytorium obowiązywania „czterech swobód”. Usunięcie granic wewnętrznych jasno wyznacza potrzebę wzmocnienia granic zewnętrznych oraz wdrożenia wspólnej polityki wizowej. Oznacza to, że Polska wraz z innymi krajami musi dostosować się do tej wspólnej polityki i zmienić regulacje, dotyczące swoich sąsiadów.

Prezydent Juszczenko wielokrotnie wyrażał w ostatnim czasie silny niepokój – sądzi bowiem, że od momentu poszerzenia strefy Schengen dojdzie do powstania muru między jego krajem a Unią Europejską. Poczucie wykluczenia odczuwalne jest wzdłuż zewnętrznych granic Unii – od Ceuty i Melilli, gdzie nadal żywe są obrazy migrantów szturmujących w roku 2005 płot graniczny, po Lwów i Grodno.

Poczucie istnienia Twierdzy Europa jest silnie odczuwane poprzez wspomniane przed chwilą obrazy – nawet jeśli rzeczywistość czasami nie jest taka prosta. Badania wskazują na skalę tego, jak kraje Europy Środkowej same stają się celami migracji. Szacuje się, że w Polsce pracuje pół miliona Ukraińców, a kolejne 100-200 tysięcy w Czechach. Oznacza to, że granice Unii Europejskiej nie są takie nieprzepuszczalne.

Bezpieczeństwo nowych granic zewnętrznych Unii jest poważnym problemem. 97 kilometrów granicy, oddzielających Słowację i Ukrainę biegnie przez Karpaty. Szereg nieudokumentowanych imigrantów, chcących się przedostać do UE przez Europę Wschodnią wybiera właśnie ten kierunek.

Mieszkańcy regionu są coraz bardziej wrażliwi na fakt, że nowa „schengeńska” granica wyklucza nie tylko tę grupę, ale również sąsiadów ze wschodu, z którymi mamy wieloletnie tradycje kontaktów handlowych.

Z pewnych powodów wymóg twardych granic stanowi cenę za przekonanie krajów zachodu Europy, że wschodnia granica Unii Europejskiej nie jest wielkimi, otwartymi drzwiami. By nie bały się one o złapanie przeziębienia muszą one być pewne (i otrzymać stosowne zapewnienia), że drzwi pozostaną zamknięte.

„Nowa żelazna kurtyna” jest bardzo mocnym określeniem pokazującym pewien poziom ambiwalencji, mieszanych uczuć związanych z poszerzeniem strefy Schengen. Pytanie o granice Unii Europejskiej nadal pozostaje gorącym tematem. Debata o granicach jest debatą o terytorium i zasięgu Europy, jak również dyskusją o europejskiej tożsamości.

Nie zapominajmy, że likwidacja granic wewnątrz Unii jasno wskazuje na to, że wszyscy obywatele państw członkowskich należą do tego samego obszaru i dzielą ze sobą wspólna tożsamość. Granice oddzielają terytoria, wyznaczając granice między nami a nimi – tworzą i podkreślają różnice.

Europa jest w tym kontekście podzielona między “geografią wartości” a “wartością geografii”, jak zgrabnie ujął to Dominique Moïsi. Teoretyczna debata na temat europejskich granic i tożsamości jest dodatkowo pokomplikowana w praktyce, kiedy ktoś próbuje zdefiniować które granice są najbardziej odpowiednie do tego, by zapewnić kluczową spójność polityczną i społeczną wewnątrz UE oraz realną spójność w relacjach z resztą świata.

Szybko staje się jasne, że debata ta to tak naprawdę dyskusja o europejskim projekcie.

Wpada się w impas, kiedy zapomina się o fundamentach, na których zbudowany jest europejski projekt i tożsamość – wolności oraz otwartego społeczeństwa.

Poszerzanie strefy Schengen jeszcze się nie skończyło – czekają na nie Cypr oraz kraje wzdłuż Morza Czarnego, nie mówiąc już o Wyspach Brytyjskich oraz krajach, które wstąpią w kolejnych dekadach do Unii Europejskiej.

Mimo tego wydarzenie, którego będziemy świadkami 21 grudnia 2007 roku jest krokiem o wielkim znaczeniu historycznym oraz wartości symbolicznej – jest jednym z najbardziej namacalnych, istotnych sukcesów integracji europejskiej, którego znaczenie i skala oddziaływania będzie mogło być codziennie doświadczane przez wszystkich obywateli UE. To ważny kamień milowy na drodze do europejskiej tożsamości.

Artykuł „Europe: One House for All” ukazał się na łamach Zielonego Magazynu Europejskiego. Tłum. Bartłomiej Kozek.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *